Krępa, czarna kotka, o krótkiej, wiecznie rozczochranej sierści i silnych, mocnych łapach. Większa od przeciętnego kota, jednak zdecydowanie nie należąca do czołówki najwyższych kotów. Ma głęboko zielone oczy, które rozjaśniają się niemal do żółci na krawędziach. Blizny: urwana 1/4 prawego ucha. | KP
Jak już zapowiedziała Kleszczowej Łapie, żadnych sprzeciwów nie przyjmowała. Miał przyjść o świcie, bo Niedźwiedzica nie zamierzała go kryć i jeżeli się nie stawi, to po prostu pomaszeruje do Czerwonej Gwiazdy. Nie będzie nią żaden terminator rządził, szczególnie że Czerwona zapewne przydzieliła mu ją, żeby ustawiła go do pionu, a więc to właśnie zamierzała zrobić. Szczerze? Była... ciekawa tego treningu. Kleszcz mógł być KIMŚ, jeśli zamiast myśleć tylko o swoim WŁASNYM dobrze, pomyśli też o klanie. Pytanie tylko, czy będzie grzecznie współpracował, aby mógł zostać tym PRAWDZIWYM wojownikiem, czy też może jednak się obrazi, że to nie Wietrzny Wąs jest jego mistrzem i uzna, że może sam walczyć przeciwko całemu światu. Niedźwiedzi Kieł miała nadzieję, że nie będzie pyskował, bo o ile pyskówki nic jej nie robiły i wiedziała, jak sobie z nimi radzić, to zamierzała zachowywać do Kleszczowej Łapy szacunek tak długo, jak ten zachowa szacunek do niej. Kto jak kto, ale Niedźwiedzica nie miała zamiaru wokół niego skakać, a ZNACZNIE wolałaby scenariusz, w którym jeszcze dało się coś z terminatora urzeźbić. A gdyby jednak preferował gryzienie się, cóż, nie byłby to pierwszy raz, kiedy Chaber miałaby szansę udowodnić, kto tu gryzie najmocniej. Czekała już chwilę przed świtem i krążyła po Kocim Grzbiecie jak sęp, wypatrując swojego terminatora. Oby przyszedł na czas.
beforeI die,I'mgonna seesomethingthrough standing tall, theplaceIgrewup ★ I BLOW A KISS ★ 'cuzsoonthey'll seea "me" that theyneverknew
Mała, nie do końca udana kopia Byczej Łapy. Jego wzrost jest wybrakowany w porównaniu do innych kocurów. Jest najmniejszy ze swojego rodzeństwa. Masa ciała małej larwy nie jest ani za duża, ani za mała, jest idealnie średnia. Smukłą sylwetkę odziedziczył po matce, nie po ociężałym, masywnym ojcu. Z kocięcego pyska Kleszcza widać, iż będzie mieć delikatniejsze kształty w przeciwieństwie do Byczej Łapy. Jego jedyne podobieństwo do ojca tkwi w barwie futra. Długie, kremowo-srebrne, klasycznie pręgowane futro z białymi znaczeniami na pysku, piersi i brzuchu niemalże perfekcyjnie odwzorowywuje ojca.
Oczy o pięknej niebieskiej barwie takie już pozostaną, co odróżni go od Byczej Łapy.
Trudny do opisania. Mały pasożyt jest ciekawski wobec wszystkiego, co go otacza. Chce wszystko ugryźć, polizać, powąchać, zobaczyć i dotknąć. Przez napiętą relację ze swoją matką jest wycofany i nieśmiały, woli skrywać się w cieniu i udawać, że go nie ma, niż znajdować się w centrum uwagi. Nie rozumie co robi źle i za co jest bez przerwy karcony, przez co jest bardzo niepewny siebie. Czasami znajduje w sobie odwagę do pyskowania, a strach i niezrozumienie rodzą w nim agresje, ale takowa przejawia się jedynie w skrajnych przypadkach.
Puszczykowe Serce [KW]
Jak zawsze obrażony na świat przyszedł na trening tylko dlatego, że nie chciało mu się mieć kolejnych jazd z całym klanem. Banda kretynów. Zjawił się na miejsce treningu nawet nie racząc skinięciem głowy swojej nowej mistrzyni. I tak wie, że wszyscy uważają go za łajno więc odwdzięczy się tym samym. Nie będzie się starać dla nich.
Krępa, czarna kotka, o krótkiej, wiecznie rozczochranej sierści i silnych, mocnych łapach. Większa od przeciętnego kota, jednak zdecydowanie nie należąca do czołówki najwyższych kotów. Ma głęboko zielone oczy, które rozjaśniają się niemal do żółci na krawędziach. Blizny: urwana 1/4 prawego ucha. | KP
A więc Kleszczowa Łapa zdecydował się pojawić. Szkoda, że wyglądał na sfochowane dziecko, a nie na terminatora, który chciał pracować, żeby być wojownikiem... ale to już jakiś start. Mogło być gorzej. Niedźwiedzica przynajmniej nie musiała leźć do Czerwonej Gwiazdy ze skargą, co całkiem ją cieszyło. Bo wbrew temu, co siedziało we łbie kocura, wcale nie uważała go za łajno. No, JESZCZE nie. W każdej chwili mogła zacząć, jeśli dalej będzie nastawiony w taki sposób, ale póki co dawała mu szansę i nawet pokładała w nim spore nadzieje na to, że dało się go jakoś ukształtować i zrobić z niego wojownika. Póki co jednak uniosła jedną brew i zmierzyła go wzrokiem.
– Może chociaż jakieś dzień dobrry? – spytała. Nie zamierzała mu robić na samym wstępie afer o to, że się nie przywitał, bo chociaż był to brak szacunku do starszych, który między innymi miała zamiar spróbować mu wpoić, to jednak była to pierdoła, która nieszczególnie ją osobiście obchodziła. Niemniej stanowiło to jakiś początek rozmowy, a chciała zobaczyć, jak kocur na to zareaguje. No i zamierzała traktować go mniej więcej tak, jak on będzie traktował ją, a miała nadzieję, że ten trening nie będzie polegał jedynie na wzajemnym burczeniu na siebie. Choć to też potrafiłaby zaakceptować.
– Co przerrrabialiście z Wiewiórrrczym Skokiem? – zapytała po dłuższej chwili, chcąc wybadać grunt.
beforeI die,I'mgonna seesomethingthrough standing tall, theplaceIgrewup ★ I BLOW A KISS ★ 'cuzsoonthey'll seea "me" that theyneverknew
Mała, nie do końca udana kopia Byczej Łapy. Jego wzrost jest wybrakowany w porównaniu do innych kocurów. Jest najmniejszy ze swojego rodzeństwa. Masa ciała małej larwy nie jest ani za duża, ani za mała, jest idealnie średnia. Smukłą sylwetkę odziedziczył po matce, nie po ociężałym, masywnym ojcu. Z kocięcego pyska Kleszcza widać, iż będzie mieć delikatniejsze kształty w przeciwieństwie do Byczej Łapy. Jego jedyne podobieństwo do ojca tkwi w barwie futra. Długie, kremowo-srebrne, klasycznie pręgowane futro z białymi znaczeniami na pysku, piersi i brzuchu niemalże perfekcyjnie odwzorowywuje ojca.
Oczy o pięknej niebieskiej barwie takie już pozostaną, co odróżni go od Byczej Łapy.
Trudny do opisania. Mały pasożyt jest ciekawski wobec wszystkiego, co go otacza. Chce wszystko ugryźć, polizać, powąchać, zobaczyć i dotknąć. Przez napiętą relację ze swoją matką jest wycofany i nieśmiały, woli skrywać się w cieniu i udawać, że go nie ma, niż znajdować się w centrum uwagi. Nie rozumie co robi źle i za co jest bez przerwy karcony, przez co jest bardzo niepewny siebie. Czasami znajduje w sobie odwagę do pyskowania, a strach i niezrozumienie rodzą w nim agresje, ale takowa przejawia się jedynie w skrajnych przypadkach.
Puszczykowe Serce [KW]
-Hmpf. Dzień dobry - Mruknął od niechcenia. Po prostu chce skończyć ten dzień i wrócić do swojej nory i nie wychodzić bez potrzeby. Bezsensowne przedłużanie treningu i tyle.
-Nic wartościowego. Historie o jakiś potworach i nie chciała mnie nauczyć pływania. Rangi w klanie i niektóre punkty kodeksu były jedynie sensowne. - Odpowiedział po chwili gdy przypomniał sobie czego niby go Wiewiórczy Skok nauczyła.
Krępa, czarna kotka, o krótkiej, wiecznie rozczochranej sierści i silnych, mocnych łapach. Większa od przeciętnego kota, jednak zdecydowanie nie należąca do czołówki najwyższych kotów. Ma głęboko zielone oczy, które rozjaśniają się niemal do żółci na krawędziach. Blizny: urwana 1/4 prawego ucha. | KP
Kiedy Kleszczowa Łapa jednak postanowił się przywitać, uśmiechnęła się lekko. Jak miło.
– No, tak lepiej. Dzień dobrry – odpowiedziała, bo skoro już czepiała się zasad kultury, to sama nie mogła być gorsza, prawda? Tak naprawdę wcale jej jakoś szczególnie nie zależało na gestach szacunku i tak dalej, nie w jej stronę, bo nie była sztywna, ale dostała Kleszcza na WYCHOWANIE i to właśnie zamierzała zrobić – wychować. Wiewiórczy Skok może i niczym szczególnym nie zawiniła, ale Niedźwiedzica uważała, że była to bardzo dobra zmiana, bo widocznie Wiewiórka była za SŁABA, tak jak kiedyś się tego obawiała Świetlik. Na szczęście Niedźwiadka miała głowę na karku i nie zamierzała łatwo dawać się złamać.
– Czemu nie chciała nauczyć cię pływać? – spytała i zmarszczyła brwi. Brzmiało to trochę podejrzanie, bo czemu niby mistrz miał odmawiać nauki czegoś? Chciała się dowiedzieć, jak to dokładnie było. Nie wiedziała jeszcze, czy może wierzyć Kleszczowej Łapie na słowo. Sądząc po tym, co odstawił na ceremonii, ech, nie do końca, ale nie zamierzała go też z góry skreślać. – Dobrra, plan jest taki. Przejdziemy się po grranicach z ziemiami niczyimi, po drrodze omówimy rrresztę Kodeksu, skorrro mówisz, że już jakieś tam zasady omawialiście. A jeśli sądzisz, że wiedza o potworrrach nie jest warrrtościowa... mogę ci pokazać potworrra, to sam ocenisz, czy warrrto o nich mówić – mruknęła i wzruszyła ramionami. Oczekiwała w sumie, że będzie gorzej i Kleszcz uzna, że pół materiału treningowego jest "niewartościowe", ale faktycznie nie omówili z Wiewiórczym Skokiem zbyt wiele ciekawych rzeczy. Wciąż nie był to powód, żeby urządzać sceny na ceremonii, ale póki co mogła go traktować nieco bardziej ulgowo, niż z początku zamierzała. – W drrodze na grranicę zaprrezentujesz mi, co wiesz o rrrangach i powiesz, jakie znasz zasady Kodeksu. A na koniec dojdziemy do Grzmiącej Rzeki i tam mogę nauczyć cię pływać, a nawet łowić rryby w bonusie, jak się postarrrasz w trrakcie omawiania Kodeksu. Pasi? – To ostatnie było jedynie pytaniem retorycznym, bo nawet jeśli nie pasiło, po chwili ruszyła w stronę Szarych Brzóz, gestem wskazując terminatorowi, żeby szedł za nią. Sprzeciwów przyjmować nie zamierzała, zawsze mogła go tam zatargać za ucho.
beforeI die,I'mgonna seesomethingthrough standing tall, theplaceIgrewup ★ I BLOW A KISS ★ 'cuzsoonthey'll seea "me" that theyneverknew
Mała, nie do końca udana kopia Byczej Łapy. Jego wzrost jest wybrakowany w porównaniu do innych kocurów. Jest najmniejszy ze swojego rodzeństwa. Masa ciała małej larwy nie jest ani za duża, ani za mała, jest idealnie średnia. Smukłą sylwetkę odziedziczył po matce, nie po ociężałym, masywnym ojcu. Z kocięcego pyska Kleszcza widać, iż będzie mieć delikatniejsze kształty w przeciwieństwie do Byczej Łapy. Jego jedyne podobieństwo do ojca tkwi w barwie futra. Długie, kremowo-srebrne, klasycznie pręgowane futro z białymi znaczeniami na pysku, piersi i brzuchu niemalże perfekcyjnie odwzorowywuje ojca.
Oczy o pięknej niebieskiej barwie takie już pozostaną, co odróżni go od Byczej Łapy.
Trudny do opisania. Mały pasożyt jest ciekawski wobec wszystkiego, co go otacza. Chce wszystko ugryźć, polizać, powąchać, zobaczyć i dotknąć. Przez napiętą relację ze swoją matką jest wycofany i nieśmiały, woli skrywać się w cieniu i udawać, że go nie ma, niż znajdować się w centrum uwagi. Nie rozumie co robi źle i za co jest bez przerwy karcony, przez co jest bardzo niepewny siebie. Czasami znajduje w sobie odwagę do pyskowania, a strach i niezrozumienie rodzą w nim agresje, ale takowa przejawia się jedynie w skrajnych przypadkach.
Puszczykowe Serce [KW]
-Powiedziała, że jest za zimno na to i tyle. - Odpowiedział. Jakie zimno przecież mają futro, a wtedy nawet śniegu nie było. To, że ona nie chciała odrobiną wody się zmoczyć nie znaczy, że on tak samo. -Jeśli to jest sensowny argument to co z kotami kiedy mają trening kiedy rzeczywiście jest zimno? Mają czekać na dalszą część treningu kiedy roztopi się śnieg? - Burknął.
-Chciałem by mi Wiewiórczy Skok pokazała potwora, ale ona odmówiła po raz kolejny. Nie wierze w nich póki nie zobaczę - Mruknął. Kolejna która w to wierzy? Świetnie, właśnie tego chciał kolejny mistrz który uznaje opowieści za prawdę. Kleszczowi taki plan pasował. Konkretny i przydatny więc nie ma zamiaru póki co sprawiać problemów.
-No to ten... Przywódca sprawuje opiekę nad całym klanem, a zastępca mu w tym pomaga ewentualnie go zastąpi jeśli jest taka potrzeba. Medyk leczy chorych i opatruje rannych, a i mają jakieś tam wizje od tego... eee Gwieździstych? Wojownik pilnuje granic i poluje dla klanu, a terminator uczy się wszystkiego co wojownik wie. Starszyzna to po prostu stare koty, matki zajmują się kociakami, a taki kociak... no w sumie jest kociakiem bo co innego może robić. - Albo są niechciane i najchętniej zostawione na pastwę losu. -A kodeks... wiem, że terminatorzy wpierw musza zapolować by móc zjeść, wojownicy musza patrolować teren i go pilnować i jeszcze jakieś zgromadzenie klanów, ale podobno to w ogóle się nie odbywa więc nie wiem po co taki punkt w kodeksie. - Może nowa mistrzyni go oświeci.
Krępa, czarna kotka, o krótkiej, wiecznie rozczochranej sierści i silnych, mocnych łapach. Większa od przeciętnego kota, jednak zdecydowanie nie należąca do czołówki najwyższych kotów. Ma głęboko zielone oczy, które rozjaśniają się niemal do żółci na krawędziach. Blizny: urwana 1/4 prawego ucha. | KP
Mhm, no dobra. Skoro tak, to WIELE to wyjaśniało. Już zaczynała nabierać podejrzeń, że Wiewiórczy Skok tak po prostu stwierdziła, że nie, bo było jej to nie po drodze, a to byłoby totalnie głupie. Wojowniczka i tak wydawała jej się słaba i Niedźwiedzi Kieł praktycznie ją skreśliła. Nie przez sytuację z treningiem Kleszczowej Łapy, a przez fakt, że nawet nie spróbowała kiwnąć paluszkiem i jakoś się obronić. Dalej uważała przedstawienie terminatora za zupełnie zbędne i wręcz krzywdzące, ale po namyśle... bardzo dobrze, że do niej trafił. Nie, żeby do tej pory miała duże doświadczenie w problematycznych jednostkach, ale przynajmniej miała jakiś KRĘGOSŁUP, którego nie zamierzała dać sobie złamać. Nie to, co NIEKTÓRZY.
– Jeżeli to było porrrą Nagich Drzew, to trrochę rrracji miała. Woda rrrobi się wtedy barrrdzo zimna, jakbyś miał wrracać do obozu cały przemoczony, to nawet to twoje futrro by ci nie pomogło. Jest sporrra szansa, że skończyłbyś chorrry, jeśli nie wierzysz mi, to możesz iść spytać Księżycowy Pył, zna się na tym – stwierdziła. Chyba rozumiała, skąd takie argumenty Kleszczowej Łapy, ale pływanie w porę Nagich Drzew nie brzmiało jak dobry pomysł. Siedzenie w Królikarni i smarkanie w mech byłoby nieprzyjemne i spowalniałoby trening, hatfu, chociaż... gdyby Chaber była na miejscu Wiewiórczego Skoku z takim niedowiarkiem, chętnie pozwoliłaby mu pływać. Gdyby się rozchorował, to miałby nauczkę, a jakby nie, to przynajmniej umiałby pływać. – Zależy od mistrza, ale ta, można i tak. Trrening trrwa zwykle dłużej niż jedna porrra, więc mrrozy można przeczekać, jak kto woli, chociaż ja nie miałabym nic przeciwko, gdyby terrrminatorrr pisał się na to, że może później musieć siedzieć w Krrólikarrrni z jakimś kolorrrowym kaszelkiem czy innym przeziębieniem. Tsk, tylko pewnie Księżycowy Pył nie byłaby zbyt zadowolona – parsknęła. Marnowanie medykamentów na kogoś, kto załatwił się na własne życzenie nie było fajne, ale może przynajmniej wyszłaby z tego jakaś lekcja na przyszłość, czy coś. Zwykle jednak perspektywa smarkania w mech była wystarczająca, żeby zniechęcić do pływania w brzydką pogodę.
– Skorrro tak, to się nie marrrtw, wkrrótce zobaczysz – powiedziała z pewnością siebie. Po mału zbliżali się do Szarych Brzóz, a Grzmiąca Ścieżka była zaraz za nią. Niedźwiadka czasem łaziła tam, kiedy jej się nudziło, więc widziała w życiu niejednego potwora. Bajki bajkami, ale one były akurat jak najbardziej prawdziwe.
– Mogło być lepiej, ale mogło być gorzej. Przywódcy poza sprrawowaniem opieki nad klanem orrrganizują cerrremonie i załatwiają sprrawy z innymi klanami, jeśli to potrzebne. Skorrro nie wierzysz w potworrry, w to pewnie też nie uwierzysz, ale dostają od Gwiezdnego Klanu darrr dziewięciu żywotów. Tego ci nie pokażę, więc jak nie chcesz wierzyć, to sobie nie wierz, chyba że weźmiesz to, że Czerrrwona Gwiazda rrraczej pożyje dłużej niż inne koty jako dowód – mruknęła i wzruszyła ramionami. Rozumowanie Chaber było proste – skoro inne koty w to wierzyły i była to wiedza przekazywana z pokolenia na pokolenie, to zapewne była prawdziwa. Nie widziała powodów, aby wszyscy w całych czterech klanach się zmówili, żeby opowiadać głupie bajki. Jednak skoro Kleszczowa Łapa nawet istnienie potworów poddawał w wątpliwość, to nie zamierzała mu niczego do głowy tłuc. – Zastępcy jeszcze wyznaczają patrrole i nadzorrrują trreningi. Medyk poza tym zbierrra ziółka, żeby mieć w ogóle czym leczyć i fakt, dostaje wizje... a rrraczej przepowiednie od Gwiezdnych. Poza tym mają swój Kodeks, którrry mówi między innymi, że medycy nie mogą mieć parrrtnerrra ani kociąt, bla, bla. Medycy mają swoich terrrminatorrrów, a terrrminatorzy po ukończeniu trreningu zostają pomocnikami medyka, bo medyk jest tylko jeden. Wojownicy uczą terrrminatorrrów, ale to w sumie oczywiste. Terrrminatorzy też polują, kiedy się nauczą, no i chodzą czasem na patrrole ze swoimi mistrzami, a poza tym powinni wykonywać jakieś drrobne obowiązki w obozie, jak wymienianie mchu w legowisku starrrszyzny. Do starrrszyzny zwyczajowo można przejść w wieku co najmniej stu księżyców. Matką można być na stałe, jak mój frrajerrrski brrat Trzaskający Mrróz albo na czas odchowania własnych kociąt. Za to kocięta są przyszłością klanu i takie tam, więc powinny zdobywać wiedzę i dlatego mają nauki, kiedy mają czterrry księżyce. – Streszczała się, bo nie zamierzała poświęcać zbyt wiele czasu na rangi, które były zwyczajnie nudne. Już wolała przejść do tego Kodeksu. – Dla przypomnienia, pełne brzmienie tych zasad to: terrrminatorrrom nie wolno jeść bez pozwolenia, dopóki nie zapolują, by nakarrrmić starrrszyznę. Swoją drrogą, jest jedna, którrra jest podobna, czyli starrrszyzna i kocięta muszą zostać nakarrrmieni przed terrrminatorrrami i wojownikami. Dalej... Grranice muszą być sprrawdzane i oznakowane każdego dnia. Przegoń każdego, kto wkrroczył na terrrytorrrium twojego klanu. Zgrromadzenie czterrrech klanów odbywa się z woli przywódców podczas pełni księżyca, kiedy trrwa rrrozejm. Co do tej ostatniej zasady, to kto ich tam wie. Może zostawili ją do dekorrracji, może dlatego, żeby zachować jakiś pozórrr trradycji, a może liczą na to, że zgrromadzenia jeszcze się kiedyś odbędą. I tak zmieniali tę zasadę, bo kiedyś było, że odbywają się co pełnię, ale nigdy do nich nie dochodziło. W sumie zgrromadzenia są totalnie niepotrzebne, bo wszystkie inforrrmacje przekazują sobie patrrole, ale ta zasada... istnieje, więc jakby przywódcy chcieli, to by sobie zorrrganizować zgrromadzenie mogli. Pytanie tylko po co im by to było – prychnęła. Osobiście mogłaby się dobrze bawić na takim zgromadzeniu, zaczepiać koty z innych klanów i w ogóle, ale skoro nie, to nie, trudno. Pewnie sama oficjalna część i tak była strasznie nudna. W międzyczasie doszli za to do granicy z ziemiami niczyimi, a więc Chaber uśmiechnęła się krzywo.
– Przerrrwa od Kodeksu. Ten pas drzew to Szarrre Brzozy, za nimi jest Grzmiąca Ścieżka. Idziemy zobaczyć potworrry. Jak masz jakieś pytania, to pytaj. I nawet nie myśl o tym, żeby prróbować wchodzić na Grzmiącą Ścieżkę – powiedziała twardo. Czas pokazać niedowiarkowi, że potwory istnieją.
beforeI die,I'mgonna seesomethingthrough standing tall, theplaceIgrewup ★ I BLOW A KISS ★ 'cuzsoonthey'll seea "me" that theyneverknew
Mała, nie do końca udana kopia Byczej Łapy. Jego wzrost jest wybrakowany w porównaniu do innych kocurów. Jest najmniejszy ze swojego rodzeństwa. Masa ciała małej larwy nie jest ani za duża, ani za mała, jest idealnie średnia. Smukłą sylwetkę odziedziczył po matce, nie po ociężałym, masywnym ojcu. Z kocięcego pyska Kleszcza widać, iż będzie mieć delikatniejsze kształty w przeciwieństwie do Byczej Łapy. Jego jedyne podobieństwo do ojca tkwi w barwie futra. Długie, kremowo-srebrne, klasycznie pręgowane futro z białymi znaczeniami na pysku, piersi i brzuchu niemalże perfekcyjnie odwzorowywuje ojca.
Oczy o pięknej niebieskiej barwie takie już pozostaną, co odróżni go od Byczej Łapy.
Trudny do opisania. Mały pasożyt jest ciekawski wobec wszystkiego, co go otacza. Chce wszystko ugryźć, polizać, powąchać, zobaczyć i dotknąć. Przez napiętą relację ze swoją matką jest wycofany i nieśmiały, woli skrywać się w cieniu i udawać, że go nie ma, niż znajdować się w centrum uwagi. Nie rozumie co robi źle i za co jest bez przerwy karcony, przez co jest bardzo niepewny siebie. Czasami znajduje w sobie odwagę do pyskowania, a strach i niezrozumienie rodzą w nim agresje, ale takowa przejawia się jedynie w skrajnych przypadkach.
Puszczykowe Serce [KW]
Srututu jemu nie było zimno, ale Niedźwiedzi Kieł gada przynajmniej sensownie, a nie powie "nie bo tak" i koniec tematu. Jeśli serio mają być takie jazdy z pływaniem podczas pory nagich drzew to niech im będzie, jednak to ich nie zwalnia z obowiązku nauczenia go pływania w takim razie. Teraz jest o wiele cieplej i będzie się o to upominać.
-Przywódca dostanie dziewięć żyć? I tak sobie po prostu nie umiera póki nie straci ostatniego? - Brzmi tak samo głupio jak te potwory, ale patrząc mimo wszystko na Czerwony Mak, albo to jest rzeczywiście prawda, albo ma bardzo dużo szczęścia. -Niech będzie. Zauważyłem, że przywódcy żyją najdłużej od innych. - Słuchał w ciszy kolejnych opisów rang. Nieco zdziwiło go, że kocur może być matką, ale okej nie będzie się wykłócać o sens tego. Natomiast był pozytywnie zaskoczony zdaniem czarnej kotki na temat zasady kodeksu co do zgromadzeń. W końcu ktoś kto myśli normalnie.
-Co jeśli nie uda mi się czegoś upolować? Mam siedzieć w lesie póki czegoś nie złapię nawet do później nocy? - Zasada jedzenia terminatorów była głupia. Ma zdechnąć z głodu wtedy bo polowanie było nieudane? Nie uwierzy, że każde wyjście na polowanie jest udane zwłaszcza dla takich co dopiero się uczą.
Krępa, czarna kotka, o krótkiej, wiecznie rozczochranej sierści i silnych, mocnych łapach. Większa od przeciętnego kota, jednak zdecydowanie nie należąca do czołówki najwyższych kotów. Ma głęboko zielone oczy, które rozjaśniają się niemal do żółci na krawędziach. Blizny: urwana 1/4 prawego ucha. | KP
Na pytanie Kleszczowej Łapy pokiwała głową. Nie odzywała się, bo w sumie podsumował już wszystko i nie było sensu, o. Zaskoczeniem było to, że postanowił jej uwierzyć z tymi przywódcami i dziewięcioma życiami, ale... POZYTYWNYM zaskoczeniem. Proszę, proszę, nie taki diabeł straszny, jak go malują. Kiedy Kleszcz nie strzelał fochów i nie robił awantur na ceremonii, to okazał się kimś całkiem logicznie myślącym i w ogóle, yy, dało się z nim rozmawiać. Miła niespodzianka, bo po tej całej gadce o tym, że nie nauczył się nic użytecznego (czy jakkolwiek to tam szło) i bla, bla, bla, spodziewała się czegoś zupełnie innego. A tak? Musiała przyznać, że odczuwała satysfakcję, kiedy udało jej się przekonać go do tego, że jej słowa faktycznie były prawdziwe. No, to teraz została jeszcze kwestia potworów.
– Nah. Gdyby tak było, to połowa terrrminatorrrów pewnie mdlałaby z wycieńczenia gdzieś na terrrenach w trrakcie marrrnych prrób upolowania czegoś. Z Kodeksem to jest tak, że trzeba rrrozumieć te zasady z głową, bo rrrobienie dokładnie wszystkiego tak, jak każą jakieś rregułki, byłoby głupie. Zasady nie biorrrą pod uwagę wszystkich możliwych, yy, możliwości. Jak byłeś na polowaniu i nie mogłeś nic złapać, ale potrzebujesz zjeść, to lepiej zjeść i sprróbować zapolować potem – stwierdziła. Do tego, że Kodeksu nie należało traktować zupełnie dosłownie, z pewnością będą jeszcze wracać. Póki co przyszedł jednak czas na podziwianie potworów, bo przekroczenie Szarych Brzóz trwało krótki moment i zaraz znaleźli się przed Rowem, za którym czekała Grzmiąca Ścieżka. Niedźwiedzica stanęła w odpowiedniej odległości i... przez dłuższą chwilę nic się nie działo, a ona zmarszczyła pysk w zniecierpliwionym grymasie. Wtedy jednak usłyszała jeszcze cichy, acz narastający ryk potwora, a kiedy spojrzała w bok, udało jej się dostrzec, że faktycznie nadciąga jakiś potwór. Uśmiechnęła się więc z satysfakcją, a już po chwili przejechał im przed oczami. Duży, lśniący i czerwony. Spojrzała na Kleszczową Łapę z zainteresowaniem.
– I co, wierzysz już w te potworry? – spytała.
beforeI die,I'mgonna seesomethingthrough standing tall, theplaceIgrewup ★ I BLOW A KISS ★ 'cuzsoonthey'll seea "me" that theyneverknew
Mała, nie do końca udana kopia Byczej Łapy. Jego wzrost jest wybrakowany w porównaniu do innych kocurów. Jest najmniejszy ze swojego rodzeństwa. Masa ciała małej larwy nie jest ani za duża, ani za mała, jest idealnie średnia. Smukłą sylwetkę odziedziczył po matce, nie po ociężałym, masywnym ojcu. Z kocięcego pyska Kleszcza widać, iż będzie mieć delikatniejsze kształty w przeciwieństwie do Byczej Łapy. Jego jedyne podobieństwo do ojca tkwi w barwie futra. Długie, kremowo-srebrne, klasycznie pręgowane futro z białymi znaczeniami na pysku, piersi i brzuchu niemalże perfekcyjnie odwzorowywuje ojca.
Oczy o pięknej niebieskiej barwie takie już pozostaną, co odróżni go od Byczej Łapy.
Trudny do opisania. Mały pasożyt jest ciekawski wobec wszystkiego, co go otacza. Chce wszystko ugryźć, polizać, powąchać, zobaczyć i dotknąć. Przez napiętą relację ze swoją matką jest wycofany i nieśmiały, woli skrywać się w cieniu i udawać, że go nie ma, niż znajdować się w centrum uwagi. Nie rozumie co robi źle i za co jest bez przerwy karcony, przez co jest bardzo niepewny siebie. Czasami znajduje w sobie odwagę do pyskowania, a strach i niezrozumienie rodzą w nim agresje, ale takowa przejawia się jedynie w skrajnych przypadkach.
Puszczykowe Serce [KW]
-Ah, to dobrze. Nie wyobrażam sobie sztywno się trzymać zasad kiedy są takie... Sztywne - Mruknął. Wybuchnąłby śmiechem gdyby właśnie tak było. Najpewniej by po prostu odszedł z klanu skoro musi być jak na szpilkach. Kleszcz przyprowadzony do Grzmiącej Ścieżki wpierw był nastawiony sceptycznie. Cisza wokół i jakieś dziwne zapachy jedynie. Dopiero po chwili do jego uszu dotarł dziwaczny i drażliwy dźwięk. Definitywnie gorszy od pisku kociaków za mlekiem matki. Wykrzywił pysk w grymasie przez irytujący dźwięk. Nim się zorientował coś dużego i czerwonego niemalże błysnęło przed nimi jak przelatujący wróbel.
-To był ten potwór? I tak po prostu przelatują tą jedną drogą? - Nie takie straszne. Fakt są duże, hałaśliwe i szybkie, ale nie zapuszczają się do lasu... chyba. -Przychodzą one do lasu?
Krępa, czarna kotka, o krótkiej, wiecznie rozczochranej sierści i silnych, mocnych łapach. Większa od przeciętnego kota, jednak zdecydowanie nie należąca do czołówki najwyższych kotów. Ma głęboko zielone oczy, które rozjaśniają się niemal do żółci na krawędziach. Blizny: urwana 1/4 prawego ucha. | KP
– Ta. Będzie tego trrochę więcej, sam zobaczysz – stwierdziła. Jak to, że słowo przywódcy jest prawem. Albo to, że trzeba przeganiać wszystkich z terenów, bo ktoś mógłby to odebrać tak, jakby trzeba było atakować wszystkich niezależnie od okoliczności. Tsk, otóż NIE. – Ale poza tym Kodeks nie jest taki zły. – Dało się z nim żyć. Nie było zasad, które szczególnie by ją wkurzały i które by ignorowała. No, może poza tą o dziękowaniu Gwiezdnym za zwierzynę. Szczerze? Była GŁUPIA, bo kiedy Chaber polowała, to ani trochę nie myślała o dziadkach na Srebrnej Skórce, a o tym, żeby dopilnować wszystkich regułek i zanieść na stos jak najwięcej piszczków. Skupianie się na trupach było w tym wypadku zupełnie niepotrzebne. Ważniejsza część tej zasady była taka, że życie zwierzyny należało SZANOWAĆ, ale do tego nie potrzebowała duchów przodków, pfft.
– Ano. Nie przychodzą do lasu, a przynajmniej do tej porrry się to nie zdarzyło. W każdym rrazie jakbyś planował kiedyś przełazić za Grzmiącą Ścieżkę albo wybierrrać się na osiedle dla rrrozrrywki, to na nie uważaj – mruknęła. I to w sumie było chyba tyle w tej kwestii. Potwory były straszne tylko wtedy, kiedy stanowiły realne zagrożenie, a dla nich, jak na razie, nie stanowiły. A więc nie mieli się czego obawiać, bo, tak czy inaczej, przelatywały tylko w określonych miejscach. – Dobrra, koniec prrezentacji, nie ma co tu sterrrczeć. Wrracamy na terrreny i do Kodeksu – powiedziała, a następnie ruszyła z powrotem w stronę klanowych terytoriów, żeby skręcić w stronę Ptasich Krzewów, kiedy już do nich doszła. – Pierrrwsze dwie zasady Kodeksu to: brroń swojego klanu nawet kosztem własnego życia. Możesz zawierrrać przyjaźnie poza klanem, ale twoja lojalność musi pozostać przy własnym klanie, kiedy pewnego dnia przyjdzie ci walczyć z przyjacielem. Orrraz: nie poluj i nie wstępuj na terrreny innego klanu. Wszystko jasne, czy masz jakieś pytania? Żeby się zarrraz nie okazało, że będziesz gadał takie bzdurrry jak Sokole Skrzydło i charrrczał na koty, którrre z kimś gadają na grranicy – zażartowała, licząc na to, że Kleszczowa Łapa ma poczucie humoru i może też pośmieje się z Sokoła. Lubiła wpajać swoim terminatorom niechęć do... pewnych jednostek.
beforeI die,I'mgonna seesomethingthrough standing tall, theplaceIgrewup ★ I BLOW A KISS ★ 'cuzsoonthey'll seea "me" that theyneverknew
Mała, nie do końca udana kopia Byczej Łapy. Jego wzrost jest wybrakowany w porównaniu do innych kocurów. Jest najmniejszy ze swojego rodzeństwa. Masa ciała małej larwy nie jest ani za duża, ani za mała, jest idealnie średnia. Smukłą sylwetkę odziedziczył po matce, nie po ociężałym, masywnym ojcu. Z kocięcego pyska Kleszcza widać, iż będzie mieć delikatniejsze kształty w przeciwieństwie do Byczej Łapy. Jego jedyne podobieństwo do ojca tkwi w barwie futra. Długie, kremowo-srebrne, klasycznie pręgowane futro z białymi znaczeniami na pysku, piersi i brzuchu niemalże perfekcyjnie odwzorowywuje ojca.
Oczy o pięknej niebieskiej barwie takie już pozostaną, co odróżni go od Byczej Łapy.
Trudny do opisania. Mały pasożyt jest ciekawski wobec wszystkiego, co go otacza. Chce wszystko ugryźć, polizać, powąchać, zobaczyć i dotknąć. Przez napiętą relację ze swoją matką jest wycofany i nieśmiały, woli skrywać się w cieniu i udawać, że go nie ma, niż znajdować się w centrum uwagi. Nie rozumie co robi źle i za co jest bez przerwy karcony, przez co jest bardzo niepewny siebie. Czasami znajduje w sobie odwagę do pyskowania, a strach i niezrozumienie rodzą w nim agresje, ale takowa przejawia się jedynie w skrajnych przypadkach.
Puszczykowe Serce [KW]
Tego mógł się domyślić. Nie bez powodu treningi trwają tak długo. Póki kodeks nie dyktuje mu jak ma żyć to faktycznie nie jest taki zły. Ot co jakieś zasady dla spokoju w końcu są jako tako cywilizowani.
- To starczy je tylko omijać? Myślałem, że będą nas gonić, albo wchodzą do lasu ale... nie mam zamiaru ich też lekceważyć. - Są za duże i za szybkie by je traktować jak myszki. Przed dzikiem może jeszcze wdrapać się na drzewo, ale tutaj na środku drogi nie ma zupełnie nic by mogło go ocalić. Bez kolejnych słów poszedł za mistrzynią wyczekując nowych informacji.
- Hm... w sumie zrozumiałe. - Mruknął. Na zachowanie Sokolego Skrzydła... cóż jedynie westchnął. -Co jego interesuje co robią inni. Kodeks nakazuje lojalności, a nie agresji między klanami.
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Spodziewał się... wielu rzeczy, ale z pewnością nie tego, że dostanie kolejnego terminatora oraz że będzie nim Kleszczowa Łapa, czyli... kolejny z problematycznych synów Świetlikowego Zagajnika. Co za tym szło, kremowy kocur był już drugim takim uczniem Skrzącego Słowa. Wojownik nie był na to gotowy, więc musiał nieco pozmieniać swoje plany i dostosować styl dnia, a gdy wreszcie to zrobił, spróbował znaleźć kocura, by poinformować go o tym, że od teraz to on będzie prowadził jego trening. Następnie umówił się z nim na spotkanie i cóż, czekał na niego o umówionej porze przed legowiskiem Terminatorów.
Mała, nie do końca udana kopia Byczej Łapy. Jego wzrost jest wybrakowany w porównaniu do innych kocurów. Jest najmniejszy ze swojego rodzeństwa. Masa ciała małej larwy nie jest ani za duża, ani za mała, jest idealnie średnia. Smukłą sylwetkę odziedziczył po matce, nie po ociężałym, masywnym ojcu. Z kocięcego pyska Kleszcza widać, iż będzie mieć delikatniejsze kształty w przeciwieństwie do Byczej Łapy. Jego jedyne podobieństwo do ojca tkwi w barwie futra. Długie, kremowo-srebrne, klasycznie pręgowane futro z białymi znaczeniami na pysku, piersi i brzuchu niemalże perfekcyjnie odwzorowywuje ojca.
Oczy o pięknej niebieskiej barwie takie już pozostaną, co odróżni go od Byczej Łapy.
Trudny do opisania. Mały pasożyt jest ciekawski wobec wszystkiego, co go otacza. Chce wszystko ugryźć, polizać, powąchać, zobaczyć i dotknąć. Przez napiętą relację ze swoją matką jest wycofany i nieśmiały, woli skrywać się w cieniu i udawać, że go nie ma, niż znajdować się w centrum uwagi. Nie rozumie co robi źle i za co jest bez przerwy karcony, przez co jest bardzo niepewny siebie. Czasami znajduje w sobie odwagę do pyskowania, a strach i niezrozumienie rodzą w nim agresje, ale takowa przejawia się jedynie w skrajnych przypadkach.
Puszczykowe Serce [KW]
To klan nazwał go problematycznym. On jedynie odwdzięcza się takim samym traktowaniem. Łaskawie zjawił się tam, gdzie Skrzące Słowo go prosił.
-Przejdziemy od razu do rzeczy? - Burknął niezadowolony. Mogliby już sobie po prostu odpuścić, wszyscy mieliby święty spokój.
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
— Oczywiście, że tak — odpowiedział, ignorując jak na razie ton Terminatora. Przy Wzburzonej Łapie nie zadziałało to najlepiej więc, kto wie, może obranie innej taktyki przy drugim synu Świetlikowego Zagajnika przyniesie lepszy efekt. Od razu wskazał wyjście z obozu, by udać się na Koci Grzbiet.
— Powiedz mi, proszę, czego nauczyła cię Wiewiórczy Skok i Niedźwiedzi Kieł — zagaił po drodze, chcąc wiedzieć, na czym stoi. Nie widział sensu w przerabianiu tego samego, co jego poprzednicy, jeśli Kleszczowa Łapa nie wyrazi takiej chęci, a raczej na takiego nie wyglądał, więc mogli sobie wzajemnie ułatwić współpracę.