czarny kocur z białą plamką na brzuchu, krótkie futro, długie łapy, ogólnie raczej niezbyt wielki, szczupły, żółte oczy. Na prawym boku posiada średniej wielkości, okrągłą ranę po podpaleniu.
Migocząca Łapa szczególnie umiłował przesiadanie w ciszy. Od czasu do czasu cieszy się rozmową. Odzywa się jedynie w sytuacjach tego wymagających, natomiast jego odpowiedzi są skrócone do minimum. Nie potrafi głosić poematów i używać ładnych słów. W głębi strasznie chaotyczny, nie wie co robić w danych sytuacjach, a również zależy na relacjach z innymi. Nie znosi agresji.
Po tym, jak znalazł się na miejscu spotkania, nie czekał na mistrza zbyt długo. Zdołał się jedynie rozejrzeć po terenie, a usłyszał przychodzącego wojownika. Szybko się odwrócił i idąc w jego kierunku, odwzajemnił uśmiech. Jeszcze nic mu nie zostało powiedziane, ale domyślał się, że będą robili dzisiaj coś praktycznego. Gdyby mieli o czymś rozmawiać, to miejsce spotkania byłoby raczej w obozie, aby nie marnować czasu na zbędne chodzenie. Chyba że to jedynie dla niego nie miało żadnego sensu.
— Dzień dobry — przywitał się skinieniem głowy, wyraźnie zadowolony, że mistrz mówił do niego pełnym imieniem zamiast zdrobnieniem. Jego zdaniem, jeśli został już terminatorem i dostał nowe imię, nie powinien być nazywany jak kociak. Może i to było czymś, co mogło pokazywać, że z mistrzem jest coś nie tak, ale on tego raczej nie zauważał. Chociaż Orlikowe Pióro wcześniej zdawał się bardziej nerwowy, teraz Migocząca Łapa nie widział w tym niczego dziwnego. W końcu minęło trochę czasu od ich pierwszego spotkania i wszystko mogło się zmienić. — Dobrze! — mruknął, przeciągając litery i zastanawiając się wcześniej nad odpowiedzią. Nie miał niczego, co mogło przeszkadzać w rozpoczęciu takiego treningu, a na pewno sam się nie chciał przed tym powstrzymywać. Gdy się nauczy walczyć, to na pewno będzie bardzo silny! — Nic nigdy tego nie robiłem — dodał, pochylając lekko głowę. Rzecz była taka, że on praktycznie nic nie robił. Patrzył, jak jego rodzeństwo się bawi, ale raczej do nich nie dołączał. Siedział i tylko się im przyglądał. Mimo wszystko sądził też, że to, co oni robili, nie było taką prawdziwą walką.
niski wzrost, szczupły, długie łapy; krótkowłosy; bury, pręgowany tygrysio, z białymi znaczeniami; brązowooki; parę blizn
Podobny do dawnego siebie, jednak znacznie mniej ufny. Nie zacznie rozmowy z samotnikiem, a prędzej ucieknie, gdy tylko pojawi się podejrzenie, że napotkany kot ma zamiar go zaatakować. Mniej odważny, omijający ryzyko szerokim łukiem. Czasem niekontrolowanie drży mu powieka, szczególnie w sytuacjach napięcia, choć niekiedy również poza nimi.
Często ogarnia go rozpaczliwa chęć porzucenia czujności, ale zdaje sobie sprawę, że byłoby to bardzo niebezpieczne. Zdarza mu się zagłębić w marzeniach, szczególnie przed snem - teraz wirują one głównie wokoło powrotu do Klanu Wichru, do rodzeństwa i rodziców, dzieci Zaśnieżonej (których prawie w ogóle nie pamięta, bo gdy ostatni raz je widział, były maleńkie), ale też życia wojownika, które zapewnia więcej stabilizacji niż żywot samotnika, nawet jeśli wiąże się czasem z ryzykiem, zapewnia sens. Wytrwale zmierza w kierunku klanowych ziem, choć jednocześnie rozsądnie. Nie pędzi na łeb na szyję, a posuwa się dość powoli, choć systematycznie. Szuka jakichś kryjówek, poluje, na wypadek, gdyby dziś jednak nie był dzień, gdy trafi do obozu.
ni ma || gwiżdżący wiatr [kw/nkt]; porośnięta łapa [kc/nkt]; hucząca łapa [gk/kr]; zmrok [nkt/kg]
Bądź co bądź, obserwowanie kocięcych walk też jest pewnym doświadczeniem. Może na razie kocurkowi wydawało się, że to nic, ale w trakcie ćwiczeń powinien odrobinę lepiej załapać, jak działa wymiana ciosów, niż gdyby wcale się tym nie interesował. Bury nie poczuł szczególnego zawodu; z tego, co pamiętał, na własnym szkoleniu z walki też nie za wiele umiał. Mieli czas, żeby się nauczyć. Orlik posiadał już małe doświadczenie w kwestii przekazywania umiejętności walki, w końcu taki epizod zdarzył mu się podczas pobytu poza Wichrem.
— Nie masz się co przejmować, dzisiaj będziesz miał okazję to nadrobić — odpowiedział cicho, łagodnie się uśmiechając. Czuł się odrobinę wyprany z siły, mówił o ton ciszej niż zwykle, ale to by było na tyle, jeśli chodzi o okazywanie rozpaczy po zniknięciu ojca. Nie to, że za nim nie tęsknił, po prostu… przeżył podobny scenariusz już tyle razy, że nie miał siły, aby czuć się tak jak za pierwszym. — Podczas walki dobrze jest wykorzystywać otoczenie. Jak masz pod łapami trawę, błoto albo piach, możesz sypnąć nimi w oczy przeciwnika, żeby go oślepić na jakiś czas. Na tej samej zasadzie, możesz ustawić się tak, by słońce świeciło przeciwnikowi prosto w oczy, wtedy będzie gorzej celował. — Pręgowany zrobił krótką przerwę, głównie dla siebie, żeby na spokojnie móc zaczerpnąć oddechu, ale Migoczący też mógł z niej skorzystać, chociażby poprzez powtórzenie sobie zasłyszanych informacji w głowie. — Staraj się też ocenić mocne i słabe punkty wroga. Używaj swoich zalet. Możesz próbować przewidywać jego ruchy. Aby utrudnić to przeciwnikowi, możesz przypadkowo atakować lub unikać, aby nie wiedział, czego się spodziewać. — Kolejna króciutka przerwa. Orlik przełknął ślinę, zwilżając gardło. Tego dnia było raczej ciepło, więc podczas ćwiczeń nie powinni się martwić ani chłodem, ani upałem. W sam raz. — Dobrze jest markować cios: patrzysz się na przykład na łeb przeciwnika, żeby on myślał, że tam chcesz go trafić, ale w ostatniej chwili atakujesz jego łapy. Na ciele są miejsca, których zaatakowanie przyniesie lepsze skutki niż innych. Dlatego musisz chronić je u siebie i trafiać w nie wroga. Domyślasz się może, jakie to są punkty? — zapytał, uśmiechając się cały czas, choć słabo i odrobinkę wymuszenie. Miał nadzieję, że Migotek sam coś trafi, bo wtedy prościej będzie mu to zapamiętać na przyszłość. Zachęcał czarnego spojrzeniem, aby ten, nawet jeśli nie wie, strzelał.
czarny kocur z białą plamką na brzuchu, krótkie futro, długie łapy, ogólnie raczej niezbyt wielki, szczupły, żółte oczy. Na prawym boku posiada średniej wielkości, okrągłą ranę po podpaleniu.
Migocząca Łapa szczególnie umiłował przesiadanie w ciszy. Od czasu do czasu cieszy się rozmową. Odzywa się jedynie w sytuacjach tego wymagających, natomiast jego odpowiedzi są skrócone do minimum. Nie potrafi głosić poematów i używać ładnych słów. W głębi strasznie chaotyczny, nie wie co robić w danych sytuacjach, a również zależy na relacjach z innymi. Nie znosi agresji.
Pokiwał głową, przyjmując słowa mistrza. Może wcześniej myślał, że nie jest jakoś bardzo w tyle, ale coś miał nadrabiać. Był jednak pewny, że pod okiem takiego kota na pewno wiele się nauczy i być może będzie w tym całkiem dobry. Nie chciał się bardzo dołować, więc przystąpił do uważnego słuchania Orlikowego Pióra. Wśród wielu słów starał się wyłapać według niego najważniejsze fragmenty, które na pewno bardziej włożył sobie do serca. Na przykład bardziej go interesowało używanie otoczenia niż markowanie ciosu. Wykorzystując otoczenie, mógł zrobić wiele, będąc znacznie słabszym, za pomocą nieskomplikowanych ruchów, przechylić szalę zwycięstwa na siebie. A markując cios? Oprócz tego, że wydawało się to być dobrym sposobem ataku, nie wydawało mu się, że będzie mu łatwo się tego wyuczyć.
Na wszystko patrzył również z innej strony – skoro on był o tym uczony, to reszta zapewne też. Nawet jeśli opanowałby wszystko idealnie, nie był jakiś super silny. Natomiast z wiedzą o tym, że inni korzystają z takich sztuczek, mógł na przykład lepiej zanalizować przeciwnika i poznać jego styl walki. Nawet jeśli coś do niego nie przemawiało, tak zapamiętał, że reszta przeciwników może mieć inne zdanie. Obrona zdawała się mu tak samo ważna, jak ataki i skoro inni potrafili dobrze mylić, tak ten chciał lepiej od nich przewidywać. Ach, jego myśli były teraz takie chaotyczne!
— Na pewno brzuch — powiedział, pochylając nagle głowę, by spojrzeć na swój. Skórę miał na nim nadzwyczajnie miękką i, mimo że nie znał się na tym, co ma pod sierścią, nie sądził, że coś tam go chroniło. — I może oczy, ale one to pewnie dosyć ciężkie do obrony.
niski wzrost, szczupły, długie łapy; krótkowłosy; bury, pręgowany tygrysio, z białymi znaczeniami; brązowooki; parę blizn
Podobny do dawnego siebie, jednak znacznie mniej ufny. Nie zacznie rozmowy z samotnikiem, a prędzej ucieknie, gdy tylko pojawi się podejrzenie, że napotkany kot ma zamiar go zaatakować. Mniej odważny, omijający ryzyko szerokim łukiem. Czasem niekontrolowanie drży mu powieka, szczególnie w sytuacjach napięcia, choć niekiedy również poza nimi.
Często ogarnia go rozpaczliwa chęć porzucenia czujności, ale zdaje sobie sprawę, że byłoby to bardzo niebezpieczne. Zdarza mu się zagłębić w marzeniach, szczególnie przed snem - teraz wirują one głównie wokoło powrotu do Klanu Wichru, do rodzeństwa i rodziców, dzieci Zaśnieżonej (których prawie w ogóle nie pamięta, bo gdy ostatni raz je widział, były maleńkie), ale też życia wojownika, które zapewnia więcej stabilizacji niż żywot samotnika, nawet jeśli wiąże się czasem z ryzykiem, zapewnia sens. Wytrwale zmierza w kierunku klanowych ziem, choć jednocześnie rozsądnie. Nie pędzi na łeb na szyję, a posuwa się dość powoli, choć systematycznie. Szuka jakichś kryjówek, poluje, na wypadek, gdyby dziś jednak nie był dzień, gdy trafi do obozu.
ni ma || gwiżdżący wiatr [kw/nkt]; porośnięta łapa [kc/nkt]; hucząca łapa [gk/kr]; zmrok [nkt/kg]
— Tak, dobrze — pochwalił kocurka, uśmiechając się nieznacznie pod nosem, gdy ten pochylił się, by zerknąć na własny brzuch, jak gdyby spodziewał się, że ktoś miałby go nagle uszkodzić. — Warto atakować głowę, bo tam jest wiele takich punktów. Oczy są ważne w walce, bo oślepionemu przeciwnikowi trudno wycelować. Uszy może nie wpływają na nią bezpośrednio, ale są bardzo bolesne i silnie ukrwione — Bądź co bądź trudno było jednak utrzymać je w całości. Jego własne jeszcze się trzymały, ale pamiętał, że na przykład Zajęczy Sus miał w nich ubytki. Stanowiły dosyć prosty cel, nawet w razie prób ochrony. — Ciosy w pysk i nos też mogą być trochę bardziej bolesne. Drapieżniki często celują w gardło, bo potężne kły w nie wbite mogą wysłać cię do Gwiezdnego Klanu. Możesz próbować atakować łapy wroga, trudniej atakować nimi, kiedy są zranione — dorzucił jeszcze. Migoczący wiedział już, w co celować, a co chronić, choć jeszcze mógł nie wiedzieć, jak robić to drugie. Wypadałoby więc trochę go nakierować, zanim zaczną przekuwać teorię w praktykę. Po krótkiej przerwie, trwającej przeszło uderzenie serca, Orlikowe Pióro ponownie otworzył pysk.
— Żeby chronić brzuch, trzeba trzymać się nisko na łapach, żeby zasłonić gardło, pochyl głowę. Uszy dobrze jest przycisnąć mocno do głowy, aby jak najmniej wystawały. Chciałbyś wiedzieć coś jeszcze, czy wolałbyś spróbować tego w praktyce? — spytał na koniec, wstrzymując się ze wstaniem dotąd, aż usłyszy, że czarny chciałby zabrać się już za ćwiczenia.
czarny kocur z białą plamką na brzuchu, krótkie futro, długie łapy, ogólnie raczej niezbyt wielki, szczupły, żółte oczy. Na prawym boku posiada średniej wielkości, okrągłą ranę po podpaleniu.
Migocząca Łapa szczególnie umiłował przesiadanie w ciszy. Od czasu do czasu cieszy się rozmową. Odzywa się jedynie w sytuacjach tego wymagających, natomiast jego odpowiedzi są skrócone do minimum. Nie potrafi głosić poematów i używać ładnych słów. W głębi strasznie chaotyczny, nie wie co robić w danych sytuacjach, a również zależy na relacjach z innymi. Nie znosi agresji.
Wycieczka do Gwiezdnego Klanu w tak młodym wieku, wcale się do niego nie uśmiechała. Kiedy więc usłyszał, że gardło jest miejscem, które zaatakowane bardzo łatwo toruje do niego drogę, mocno potrząsnął głową. Z tego, co rozumiał, zarówno oczy, jak i uszy były bolesne, jednak utrata ich nie zagrażała życiu. W sensie rozumiał, że ogólnie poprzez walkę mógł umrzeć, już tutaj nie być. No, a gardło... no tutaj sprawa była cięższa. Teoretycznie wszystko wiedział, ale przerażony, prawdopodobnie wszystko pomieszał. Jedyne co jakoś bardziej wbił sobie do głowy, było tym, że musi bronić praktycznie wszystkiego. A atakować... też może atakować praktycznie wszędzie. Jeszcze raz potrząsnął głową, próbując się wybudzić z tego nietaktownego oszołomienia. Wraz ze słowami mistrza, lekko ugiął swoje łapy i pochylił głowę. Nawet jeśli nieznacznie, jego uszy pochyliły się do tyłu, jakby serio zaczynał przyjmować postawę obronną.
— A na czym, taka praktyka — zrobił głęboki wdech — by polegała? — zapytał z lekkim zamętem w głowie. Jeśli brzmiało to trudno, to może jednak chciał o cokolwiek zapytać. Bądź co bądź, nie chciał wypaść jakoś głupio, w tej praktyce.
niski wzrost, szczupły, długie łapy; krótkowłosy; bury, pręgowany tygrysio, z białymi znaczeniami; brązowooki; parę blizn
Podobny do dawnego siebie, jednak znacznie mniej ufny. Nie zacznie rozmowy z samotnikiem, a prędzej ucieknie, gdy tylko pojawi się podejrzenie, że napotkany kot ma zamiar go zaatakować. Mniej odważny, omijający ryzyko szerokim łukiem. Czasem niekontrolowanie drży mu powieka, szczególnie w sytuacjach napięcia, choć niekiedy również poza nimi.
Często ogarnia go rozpaczliwa chęć porzucenia czujności, ale zdaje sobie sprawę, że byłoby to bardzo niebezpieczne. Zdarza mu się zagłębić w marzeniach, szczególnie przed snem - teraz wirują one głównie wokoło powrotu do Klanu Wichru, do rodzeństwa i rodziców, dzieci Zaśnieżonej (których prawie w ogóle nie pamięta, bo gdy ostatni raz je widział, były maleńkie), ale też życia wojownika, które zapewnia więcej stabilizacji niż żywot samotnika, nawet jeśli wiąże się czasem z ryzykiem, zapewnia sens. Wytrwale zmierza w kierunku klanowych ziem, choć jednocześnie rozsądnie. Nie pędzi na łeb na szyję, a posuwa się dość powoli, choć systematycznie. Szuka jakichś kryjówek, poluje, na wypadek, gdyby dziś jednak nie był dzień, gdy trafi do obozu.
ni ma || gwiżdżący wiatr [kw/nkt]; porośnięta łapa [kc/nkt]; hucząca łapa [gk/kr]; zmrok [nkt/kg]
Pytanie było na miejscu. W końcu Orlik właśnie powiedział mu w skrócie, jak skutecznie mordować i jak wprawnie unikać bycia zamordowanym. Widział po kocurku, że myśl o walkach wzbudza w nim pewne emocje, choć nie mógł precyzyjnie odgadnąć, o co chodzi. Przemknęło mu przez myśl, że Migoczący idzie w dobrą stronę, ale wcale go to nie zdziwiło – zdążył już przywyknąć, że Zrywek powierzył mu pojętnego terminatora i obiecującego wojownika.
— Po prostu trochę poćwiczymy, żebyś wiedział, jak to wygląda w rzeczywistości. Nie bój się, na razie bez używania zębów i pazurów, nie ma potrzeby marnować ziół Lśniącej Sadzawki — odpowiedział, chcąc też wybiec odrobinę w przyszłość i uspokoić młodego tak na zapas. Podejrzewał, że czarny mógł się bać, że zaczną walczyć na śmierć i życie – może znalazłyby się koty, które popierałyby tę ideę, mówiąc, że jeśli terminator byłby wystarczająco silny, to by sobie poradził, a po słabiaku, który od razu padł, nie ma co płakać, ale Orlik do nich nie należał. Dobrze pamiętał, że i jemu początkowo walka sprawiała małe problemy. — Kiedy będziesz gotowy, spróbuj mnie zaatakować — polecił cicho, uśmiechając się zachęcająco. Ugiął łapy i pochylił łeb, kierując uszy ku tyłowi, bardziej dla przykładu niż z konieczności. Zerkał czujnie na syna Zwinnej, gotów podjąć próbę uniku.
czarny kocur z białą plamką na brzuchu, krótkie futro, długie łapy, ogólnie raczej niezbyt wielki, szczupły, żółte oczy. Na prawym boku posiada średniej wielkości, okrągłą ranę po podpaleniu.
Migocząca Łapa szczególnie umiłował przesiadanie w ciszy. Od czasu do czasu cieszy się rozmową. Odzywa się jedynie w sytuacjach tego wymagających, natomiast jego odpowiedzi są skrócone do minimum. Nie potrafi głosić poematów i używać ładnych słów. W głębi strasznie chaotyczny, nie wie co robić w danych sytuacjach, a również zależy na relacjach z innymi. Nie znosi agresji.
— No dobrze — powiedział niepewnie, po usłyszeniu wytłumaczenia. Przynajmniej myśl, że teraz nie będzie miał używać pazurów i zębów, go pocieszyła. Cokolwiek mógł słyszeć, kiedy myślał o ranieniu członków swojego klanu, dochodził jedynie do tego, że było to strasznie bezsensowne. To jakby specjalnie wchodzić na kolec. Będąc poważnie rannym, na pewno nie było się w stanie robić dużo...
Przymykając oczy, jak to miał w zwyczaju, westchnął. Skoro już atakował, to musiał się bardziej postarać. Przybrał pozycję obronną i naśladując mistrza, jak najmocniej potrafił, przycisnął swoje oczy do głowy, którą później pochylił. Następnie mimo niedużej odległości dzielącej go z mistrzem, zaczął biec nisko na łapach. Na początku planował, by po prostu na niego skoczyć i wtedy zobaczyć jak sytuacja się rozwinęła. Dość szybko jednak wpadł na inny pomysł, napinając jedną ze swoich łap. W ogóle nie wiedział, czy tak się walczyło, ale warto było zaryzykować. Miał zamiar wykorzystać swoją prędkość i fakt, że ma całkiem długie łapy. Z zamiarem przyłożenia mistrzowi gdzieś w bok, ewentualnie w łapy. No cóż, jak nie wyjdzie to pierwszy atak stracony!
niski wzrost, szczupły, długie łapy; krótkowłosy; bury, pręgowany tygrysio, z białymi znaczeniami; brązowooki; parę blizn
Podobny do dawnego siebie, jednak znacznie mniej ufny. Nie zacznie rozmowy z samotnikiem, a prędzej ucieknie, gdy tylko pojawi się podejrzenie, że napotkany kot ma zamiar go zaatakować. Mniej odważny, omijający ryzyko szerokim łukiem. Czasem niekontrolowanie drży mu powieka, szczególnie w sytuacjach napięcia, choć niekiedy również poza nimi.
Często ogarnia go rozpaczliwa chęć porzucenia czujności, ale zdaje sobie sprawę, że byłoby to bardzo niebezpieczne. Zdarza mu się zagłębić w marzeniach, szczególnie przed snem - teraz wirują one głównie wokoło powrotu do Klanu Wichru, do rodzeństwa i rodziców, dzieci Zaśnieżonej (których prawie w ogóle nie pamięta, bo gdy ostatni raz je widział, były maleńkie), ale też życia wojownika, które zapewnia więcej stabilizacji niż żywot samotnika, nawet jeśli wiąże się czasem z ryzykiem, zapewnia sens. Wytrwale zmierza w kierunku klanowych ziem, choć jednocześnie rozsądnie. Nie pędzi na łeb na szyję, a posuwa się dość powoli, choć systematycznie. Szuka jakichś kryjówek, poluje, na wypadek, gdyby dziś jednak nie był dzień, gdy trafi do obozu.
ni ma || gwiżdżący wiatr [kw/nkt]; porośnięta łapa [kc/nkt]; hucząca łapa [gk/kr]; zmrok [nkt/kg]
pobawię się w kostki, a co tam >D
Na pewno na pochwałę zasługiwało to, jak czarny się przykładał. Delikatny uśmiech sam pchał się na pysk burego. Widział w ruchach kocurka jakąś niepewność, ale podejrzewał, że jak poćwiczą jeszcze przez kilkadziesiąt spotkań, złotooki powinien działać bardziej śmiało; może nawet instynktownie. Czekał, na co młody w końcu się zdecyduje, starając się jednocześnie przewidzieć miejsce jego ataku, aby w porę wykonać pasujący unik. Migoczący miał pewne prawo nie wiedzieć, jak prowadzić walkę, po to właśnie ćwiczyli, żeby mógł nauczyć się wykonywać odpowiednie posunięcia, w końcu samą wiedzą, że dobrze jest atakować gardło, przeciwnika nie zabije. Tak czy siak, gdy kocur spróbował pacnąć go w bok, mistrz spróbował odskoczyć w tył. Niezależnie od powodzenia własnej akcji, po tej turze miał zamiar znów czekać, aż podopieczny zdecyduje się na cios. Owszem, chciał potem skłonić go do poćwiczenia uników, ale na razie pozwalał mu wyprowadzać ataki.
atak Migotka – udany (100%)
unik Orlika – krytyczny (150%)
ostateczny atak Migotka – 100% - 150% = nieudany (0%)
Terminator przemyślał swój ruch, co zdecydowanie popłaciło – jego łapa trafiła dokładnie w miejsce, gdzie przed chwilą znajdował się pręgowany bok wojownika. Orlikowe Pióro jednak miał nieco więcej szczęścia i w porę odskoczył, sprawnie unikając kontaktu z jedną z długich kończyn czarnofutrego. Teraz ponownie nadeszła pora na ruch młodszego kocura. Na jaką strategię zdecyduje się tym razem?
czarny kocur z białą plamką na brzuchu, krótkie futro, długie łapy, ogólnie raczej niezbyt wielki, szczupły, żółte oczy. Na prawym boku posiada średniej wielkości, okrągłą ranę po podpaleniu.
Migocząca Łapa szczególnie umiłował przesiadanie w ciszy. Od czasu do czasu cieszy się rozmową. Odzywa się jedynie w sytuacjach tego wymagających, natomiast jego odpowiedzi są skrócone do minimum. Nie potrafi głosić poematów i używać ładnych słów. W głębi strasznie chaotyczny, nie wie co robić w danych sytuacjach, a również zależy na relacjach z innymi. Nie znosi agresji.
Gdyby mistrz nie wykonał tak dobrego uniku, to jego atak byłby taki piękny. No cóż, jednak natrafiając na pustkę, ze zdziwieniem lekko się przechylił do przodu. Pozwolił sobie na chwile nieuwagi i tak właściwie w ogóle nie wiedział czego się spodziewać. Zaatakował, tak jak potrafił, ale nie wiedział, czy bury wojownik odda jakiś cios. Zachowując więc wszelka ostrożność, zaraz po ataku wycofał się do tyłu, wciąż będąc nisko na łapach.
Widząc, że mistrz nie przystępuje do ataku i raczej czeka na jego dalsze kroki, pozwolił sobie na chwilę przemyślenia. Jak już miał walczyć, to chciał robić to dobrze, ale nie miał żadnych pomysłów na to, co może zrobić. Może nie patrzył zbyt dobrze, ale już wcześniej nie dostrzegł w tym miejscu niczego przydatnego. No, może tylko trawa, ale nie miał pojęcia jak jej użyć. Tym razem postanowił zrobić coś, czego nie chciał na samym początku. Ot, starając się wyglądać jak za pierwszym atakiem, wykonał w miarę szybki skok na mistrza. Bądź co bądź, miał nadzieję, że nie jest zbyt dobrym skoczkiem i nie przeleci nad Orlikowym Piórem.
niski wzrost, szczupły, długie łapy; krótkowłosy; bury, pręgowany tygrysio, z białymi znaczeniami; brązowooki; parę blizn
Podobny do dawnego siebie, jednak znacznie mniej ufny. Nie zacznie rozmowy z samotnikiem, a prędzej ucieknie, gdy tylko pojawi się podejrzenie, że napotkany kot ma zamiar go zaatakować. Mniej odważny, omijający ryzyko szerokim łukiem. Czasem niekontrolowanie drży mu powieka, szczególnie w sytuacjach napięcia, choć niekiedy również poza nimi.
Często ogarnia go rozpaczliwa chęć porzucenia czujności, ale zdaje sobie sprawę, że byłoby to bardzo niebezpieczne. Zdarza mu się zagłębić w marzeniach, szczególnie przed snem - teraz wirują one głównie wokoło powrotu do Klanu Wichru, do rodzeństwa i rodziców, dzieci Zaśnieżonej (których prawie w ogóle nie pamięta, bo gdy ostatni raz je widział, były maleńkie), ale też życia wojownika, które zapewnia więcej stabilizacji niż żywot samotnika, nawet jeśli wiąże się czasem z ryzykiem, zapewnia sens. Wytrwale zmierza w kierunku klanowych ziem, choć jednocześnie rozsądnie. Nie pędzi na łeb na szyję, a posuwa się dość powoli, choć systematycznie. Szuka jakichś kryjówek, poluje, na wypadek, gdyby dziś jednak nie był dzień, gdy trafi do obozu.
ni ma || gwiżdżący wiatr [kw/nkt]; porośnięta łapa [kc/nkt]; hucząca łapa [gk/kr]; zmrok [nkt/kg]
— Dobrze — rzucił krótko z delikatnym uśmiechem, kiedy czarny cofał się na ugiętych nogach. Cios był dobry, choć Orlik nie miał zamiaru dawać się klepać, nawet jeśli ciosy nie wyrządziłyby mu szkód. Terminator też powinien od razu się przyzwyczaić, że nigdy nie będzie walczyć z nieruchomym drzewem, a będzie celować w stale poruszający się punkt. Dobrze, że trzymał pozycję, szybko wejdzie mu to w krew.
Nie pospieszał kocurka, trwając w bezruchu. Na razie miał czas na wymyślanie strategii, ale w prawdziwej walce nie będzie na to warunków i trzeba będzie polegać na instynkcie i wyczuciu. Mimo to mistrz po prostu czekał, jednocześnie zważając na spojrzenie Migoczącego, aby jeszcze raz podjąć próbę uniku. Wzrok żółtych ślepi uczniaka kierował się w mniej więcej te rejony, które próbował już trafić, więc bury był przygotowany głównie na cios w te miejsca. Spróbował odsunąć się w bok, podobnie jak za pierwszym razem, choć gdyby w porę udałoby mu się rozszyfrować plany syna Pszenicznego, zmieniłby taktykę i kucnął, chyląc ciało mocno do ziemi, żeby nie zostać uderzonym.
Kocurek w dosłownie ostatniej chwili spojrzał na właściwy cel, co udało się wyłapać wojownikowi. Dosyć sprawnie zgiął łapy, opadając tak nisko, że dotykał brzuchem ziemi. Ale nawet bez tego czarny by nie trafił. Niestety, wymierzył siły i odległość odrobinę źle, więc przeskoczył nad mistrzem, dokładnie tak, jak widział to w najgorszych przewidywaniach. Miał chociaż tyle szczęścia, że opadł na ziemię dosyć zgrabnie, ani nie tracąc równowagi, ani nie czując bólu w poduszkach łap. Co dalej?
czarny kocur z białą plamką na brzuchu, krótkie futro, długie łapy, ogólnie raczej niezbyt wielki, szczupły, żółte oczy. Na prawym boku posiada średniej wielkości, okrągłą ranę po podpaleniu.
Migocząca Łapa szczególnie umiłował przesiadanie w ciszy. Od czasu do czasu cieszy się rozmową. Odzywa się jedynie w sytuacjach tego wymagających, natomiast jego odpowiedzi są skrócone do minimum. Nie potrafi głosić poematów i używać ładnych słów. W głębi strasznie chaotyczny, nie wie co robić w danych sytuacjach, a również zależy na relacjach z innymi. Nie znosi agresji.
Ach, czyli jednak dobrze skakał. W takim razie może poprosi Porywistą Gwiazdę o zmianę imienia? I zostanie Skaczącą Łapą? Nie. Migocząca Łapa było zbyt świetnym imieniem, by się go pozbywać.
Znowu mu się nie udało, ale przynajmniej wylądował w miarę dobrze. Potrząsnął głową i natychmiast się odwrócił. Właściwie to już nawet nie patrzył, liczył na ten łut szczęścia, że mistrz nie zareaguje szybko. I chociaż uszy miał schowane do tyłu, tak chyba zapomniał, że ma biegać niżej na łapach. Pobiegł przed siebie, tam, gdzie widział rozmyty przez bieg obraz Orlikowego Pióra. Być może głupi ruch z jego strony, ale miał nadzieję na jakieś przepchnięcie go łapami. Jak teraz się nie uda, to nie wie co zrobi.
niski wzrost, szczupły, długie łapy; krótkowłosy; bury, pręgowany tygrysio, z białymi znaczeniami; brązowooki; parę blizn
Podobny do dawnego siebie, jednak znacznie mniej ufny. Nie zacznie rozmowy z samotnikiem, a prędzej ucieknie, gdy tylko pojawi się podejrzenie, że napotkany kot ma zamiar go zaatakować. Mniej odważny, omijający ryzyko szerokim łukiem. Czasem niekontrolowanie drży mu powieka, szczególnie w sytuacjach napięcia, choć niekiedy również poza nimi.
Często ogarnia go rozpaczliwa chęć porzucenia czujności, ale zdaje sobie sprawę, że byłoby to bardzo niebezpieczne. Zdarza mu się zagłębić w marzeniach, szczególnie przed snem - teraz wirują one głównie wokoło powrotu do Klanu Wichru, do rodzeństwa i rodziców, dzieci Zaśnieżonej (których prawie w ogóle nie pamięta, bo gdy ostatni raz je widział, były maleńkie), ale też życia wojownika, które zapewnia więcej stabilizacji niż żywot samotnika, nawet jeśli wiąże się czasem z ryzykiem, zapewnia sens. Wytrwale zmierza w kierunku klanowych ziem, choć jednocześnie rozsądnie. Nie pędzi na łeb na szyję, a posuwa się dość powoli, choć systematycznie. Szuka jakichś kryjówek, poluje, na wypadek, gdyby dziś jednak nie był dzień, gdy trafi do obozu.
ni ma || gwiżdżący wiatr [kw/nkt]; porośnięta łapa [kc/nkt]; hucząca łapa [gk/kr]; zmrok [nkt/kg]
Akcja nabrała tempa. Orlik z przyzwyczajenia od razu spróbował okręcić się w miejscu – nie pozostawanie tyłem do przeciwnika było niemalże podstawową zasadą. Wojownik nie wiedział, czy czarny postanowi wyprowadzić kolejny przemyślany atak, czy tym razem zadziała prędko, ale jedno było pewne: bardzo ładnie stosował wskazówkę na temat ciągłego zmieniania strategii. Prawie że nie dostrzegł, iż pozycja czarnego odrobinę się popsuła, zresztą to był pierwszy trening, a walka dopiero teraz nabrała jakiegoś tempa. Był w stanie mu to w pełni wybaczyć, chociaż oczywiście nie miał zamiaru doprowadzić do utrwalenia niewłaściwego elementu i na następnych ćwiczeniach na pewno skorygują drobne wady tego typu.
Orlik na pewno musiał zauważyć, chociażby kątem oka, że terminator tym razem szykuje się do wyprowadzenia ciosu od razu. Spróbował odsunąć się gwałtownie w tył, oczywiście najpierw podnosząc się do pozycji wyprostowanej. Miał nieco ograniczoną możliwość unikania, zważywszy na poprzedni ruch, jednak ciągle nie był bezbronny. W myślach chwalił żółtookiego, bo ten stosował różnorodną taktykę. Jeszcze trochę poćwiczą i Wicher będzie mieć wojownika jak się patrzy.
atak Migoczącego – udany (100%)
unik Orlika – słaby (50%)
ostateczny atak Migoczącego – 100%-50%= słaby – 50% → [(14+4)-(13+13)]*0,5=0
Wydawało się, że tym razem wyjdzie dobrze. Kocurek zamierzył się właśnie tam, gdzie chciał, szczęście zdawało się lubić go odrobinę bardziej niż Orlika, ale niebagatelną rolę odgrywały też doświadczenie i naturalne predyspozycje. Buremu w dosłownie ostatniej chwili udało się uchylić przed łapami swojego uczniaka. Czarny ponownie nie stracił równowagi, ale mógł czuć się odrobinę rozczarowany. Poczuł na poduszkach powiew chłodnawego powietrza, wprawionego w ruch przez unik wojownika. Pręgowany robił właśnie to, w czym był dobry, to jest wykorzystywał wrodzoną zręczność, za to Migoczący musiał polegać na sile, którą na pewno trudno nazwać jego największą zaletą. Może gdy role się odwrócą, zmienią się i efekty działań czarnofutrego?
czarny kocur z białą plamką na brzuchu, krótkie futro, długie łapy, ogólnie raczej niezbyt wielki, szczupły, żółte oczy. Na prawym boku posiada średniej wielkości, okrągłą ranę po podpaleniu.
Migocząca Łapa szczególnie umiłował przesiadanie w ciszy. Od czasu do czasu cieszy się rozmową. Odzywa się jedynie w sytuacjach tego wymagających, natomiast jego odpowiedzi są skrócone do minimum. Nie potrafi głosić poematów i używać ładnych słów. W głębi strasznie chaotyczny, nie wie co robić w danych sytuacjach, a również zależy na relacjach z innymi. Nie znosi agresji.
I co z tego, że pomysł na atak miał dobry, skoro i tak był skazany na porażkę. Nie dość, że nigdy nie widział walki, tak teraz próbował zaatakować wprawionego wojownika. Nawet jeśli nie stracił równowagi, a jego cios teoretycznie miał trafić w Orlikowego Pióra, to za każdym razem jego mistrz był od niego szybszy. Zdenerwował się i przyczyną tego nie było jedynie to, że najwyraźniej nie umiał. Również nie chciał, a siła ta coraz mocniej go przeciągała.
— Ja nie umiem! — wysapał zniechęcony dalszą walką i wycofał się trochę do tyłu. Od razu, gdy to zrobił, zdał sobie sprawę, że cały czas nie był nisko na łapach. Chociaż nie chciał już walczyć, szybko poprawił swój wcześniejszy błąd.
niski wzrost, szczupły, długie łapy; krótkowłosy; bury, pręgowany tygrysio, z białymi znaczeniami; brązowooki; parę blizn
Podobny do dawnego siebie, jednak znacznie mniej ufny. Nie zacznie rozmowy z samotnikiem, a prędzej ucieknie, gdy tylko pojawi się podejrzenie, że napotkany kot ma zamiar go zaatakować. Mniej odważny, omijający ryzyko szerokim łukiem. Czasem niekontrolowanie drży mu powieka, szczególnie w sytuacjach napięcia, choć niekiedy również poza nimi.
Często ogarnia go rozpaczliwa chęć porzucenia czujności, ale zdaje sobie sprawę, że byłoby to bardzo niebezpieczne. Zdarza mu się zagłębić w marzeniach, szczególnie przed snem - teraz wirują one głównie wokoło powrotu do Klanu Wichru, do rodzeństwa i rodziców, dzieci Zaśnieżonej (których prawie w ogóle nie pamięta, bo gdy ostatni raz je widział, były maleńkie), ale też życia wojownika, które zapewnia więcej stabilizacji niż żywot samotnika, nawet jeśli wiąże się czasem z ryzykiem, zapewnia sens. Wytrwale zmierza w kierunku klanowych ziem, choć jednocześnie rozsądnie. Nie pędzi na łeb na szyję, a posuwa się dość powoli, choć systematycznie. Szuka jakichś kryjówek, poluje, na wypadek, gdyby dziś jednak nie był dzień, gdy trafi do obozu.
ni ma || gwiżdżący wiatr [kw/nkt]; porośnięta łapa [kc/nkt]; hucząca łapa [gk/kr]; zmrok [nkt/kg]
— Nikt nie umie od razu — odpowiedział cicho i możliwie delikatnie, pocieszająco. Aż za dobrze domyślał się, co może czuć kocur. W końcu Orlikowa Łapa zdecydowanie orłem w walce nie był nigdy, a na początku szło mu szczególnie źle. Z tego, co pamiętał, zrażał się parę razy i Fiołek musiał zachęcać go do kontynuacji ćwiczeń. Migoczący na pewno nie był jego kopią, chociaż mieli parę wspólnych cech. Oby z synem Zwinnej poszło łatwiej niż poszło dawniej z młodszą wersją Orlika.
— Naprawdę dobrze ci idzie, po prostu jesteś jeszcze trochę niewprawiony. Zobaczysz, kiedy poćwiczymy, będziesz mieć lepsze wyczucie i więcej siły. Mi walka na początku szła jeszcze słabiej — dodał, mając nadzieję, że to jakoś zmniejszy zniechęcenie przyszłego wojownika. Uśmiechnął się lekko, a Migotek na pewno mógł stwierdzić, że bury nie mówi głupot, które mają za zadanie tylko go pocieszyć. — Może spróbujesz jakoś wykorzystać otoczenie? — podsunął, powracając do odpowiedniej pozycji w ślad za ciemnofutrym.
czarny kocur z białą plamką na brzuchu, krótkie futro, długie łapy, ogólnie raczej niezbyt wielki, szczupły, żółte oczy. Na prawym boku posiada średniej wielkości, okrągłą ranę po podpaleniu.
Migocząca Łapa szczególnie umiłował przesiadanie w ciszy. Od czasu do czasu cieszy się rozmową. Odzywa się jedynie w sytuacjach tego wymagających, natomiast jego odpowiedzi są skrócone do minimum. Nie potrafi głosić poematów i używać ładnych słów. W głębi strasznie chaotyczny, nie wie co robić w danych sytuacjach, a również zależy na relacjach z innymi. Nie znosi agresji.
??? A jednak on chciał umieć od razu. Wiedział, że musi mocno trenować, ale chciał już mieć to z głowy. Coraz gorzej mu wszystko wychodziło, a przez przytłoczenie również mniej się starał. Chciał wyjść dobrze, ale wszystko szło tak właściwie na marne. Słowa mistrza w ogóle go nie pocieszyły. Nie wierzył, by tak dobry wojownik miał na początku jakieś trudności i do tego walka szła mu słabiej od Migocza. Migocz naprawdę się nie przeceniał i nie sądził, że można być od niego słabszym. ??? — No dobrze... — pochylił głowę, po czym pomachał nią, zgadzając się. Spróbuje jeszcze raz, a jak nie wyjdzie no to cóż, będzie mógł rozpaczać jeszcze bardziej. Mając nadzieję, że to o to chodzi mistrzowi, zamachnął się w kierunku trawy. Być może uda mu się za tym jednym zamachem coś wyrwać, a przy okazji w wojownika poleci ziemia.