niski wzrost, szczupły, długie łapy; krótkowłosy; bury, pręgowany tygrysio, z białymi znaczeniami; brązowooki; parę blizn
Podobny do dawnego siebie, jednak znacznie mniej ufny. Nie zacznie rozmowy z samotnikiem, a prędzej ucieknie, gdy tylko pojawi się podejrzenie, że napotkany kot ma zamiar go zaatakować. Mniej odważny, omijający ryzyko szerokim łukiem. Czasem niekontrolowanie drży mu powieka, szczególnie w sytuacjach napięcia, choć niekiedy również poza nimi.
Często ogarnia go rozpaczliwa chęć porzucenia czujności, ale zdaje sobie sprawę, że byłoby to bardzo niebezpieczne. Zdarza mu się zagłębić w marzeniach, szczególnie przed snem - teraz wirują one głównie wokoło powrotu do Klanu Wichru, do rodzeństwa i rodziców, dzieci Zaśnieżonej (których prawie w ogóle nie pamięta, bo gdy ostatni raz je widział, były maleńkie), ale też życia wojownika, które zapewnia więcej stabilizacji niż żywot samotnika, nawet jeśli wiąże się czasem z ryzykiem, zapewnia sens. Wytrwale zmierza w kierunku klanowych ziem, choć jednocześnie rozsądnie. Nie pędzi na łeb na szyję, a posuwa się dość powoli, choć systematycznie. Szuka jakichś kryjówek, poluje, na wypadek, gdyby dziś jednak nie był dzień, gdy trafi do obozu.
ni ma || gwiżdżący wiatr [kw/nkt]; porośnięta łapa [kc/nkt]; hucząca łapa [gk/kr]; zmrok [nkt/kg]
Pierwsza zwierzyna została więc zakopana i oficjalnie odhaczona. Kocur dobrze zapamiętał wskazówki mistrza, schowanie martwego skowronka sprawiło, że szanse na jakiekolwiek nieprzyjemności ze strony drapieżników znacząco spadły, a liść z kolei przyczyni się do ułatwienia czarnemu odnalezienia dobrego miejsca. A co z poszukiwaniem następnego celu? Zadanie okaże się proste, czy też los postanowi trochę pokpić z młodego łowcy?
Otóż Migocząca Łapa znowu dobrze trafił. Przed nim pojawiła się kałuża, skryta pośród nieco wyższych traw, które tworzyły wokół niej poszatkowany cień. Musiała to być pozostałość po wczorajszym deszczu; zdawało się, że wcześniej była całkiem głęboka i spora, wypełniała całe zagłębienie, ale ciepły dzień wysuszył ją prawie do cna. Mimo to czekała w niej pewna niespodzianka. Chropowata, zielonkawa powierzchnia mogła wydawać się na pierwszy rzut oka jakimś kamieniem zajętym przez porosty, ale po paru krokach okazała się żabą, zastygłą niemal w bezruchu. Do połowy kończyn była zanurzona w mętnej, błotnistej wodzie i wbijała wybałuszone oczy gdzieś z przestrzeń przed sobą, wcale nie dostrzegając potencjalnego zagrożenia.
czarny kocur z białą plamką na brzuchu, krótkie futro, długie łapy, ogólnie raczej niezbyt wielki, szczupły, żółte oczy. Na prawym boku posiada średniej wielkości, okrągłą ranę po podpaleniu.
Migocząca Łapa szczególnie umiłował przesiadanie w ciszy. Od czasu do czasu cieszy się rozmową. Odzywa się jedynie w sytuacjach tego wymagających, natomiast jego odpowiedzi są skrócone do minimum. Nie potrafi głosić poematów i używać ładnych słów. W głębi strasznie chaotyczny, nie wie co robić w danych sytuacjach, a również zależy na relacjach z innymi. Nie znosi agresji.
I szedł tak dalej i dalej, szukając jakiegoś tropu. Musiał się już mocno oddalić, bo przed jego oczami pojawiła się płaska powierzchnia z jakimś kamykiem po środku. Troszkę przyśpieszył, by nisko na nogach wolno do niego przebiec. W niedalekiej odległości od tego czegoś stanął i wytężył wzrok.
Co to do Gwiezdnego Klanu było. Zielone takie, brzydkie. Praktycznie się nie ruszało, że kocur prawie go nie zauważył. Nie był to ptak, nie była to myszka czy królik. Nie sądził też, że był to przeciwnik. No chyba, że kałuża była głęboka, a to wystawiało tylko swój łeb. Zaczął powoli iść do przodu, by jeszcze dokładniej przyjrzeć się osobnikowi. Nie ma szansy, żeby wskoczył do wody. On jest z Wichru, nie Rzeki.
Nie wiedział co zrobić, więc kiedy już doszedł do krawędzi kałuży, zamachnął się łapą by oblać zwierzę wodą. Nad swoją łapą, będzie płakał ewentualnie później. Chciał je przestraszyć, by wyszło na ląd, a tam mógłby już pogonić.
niski wzrost, szczupły, długie łapy; krótkowłosy; bury, pręgowany tygrysio, z białymi znaczeniami; brązowooki; parę blizn
Podobny do dawnego siebie, jednak znacznie mniej ufny. Nie zacznie rozmowy z samotnikiem, a prędzej ucieknie, gdy tylko pojawi się podejrzenie, że napotkany kot ma zamiar go zaatakować. Mniej odważny, omijający ryzyko szerokim łukiem. Czasem niekontrolowanie drży mu powieka, szczególnie w sytuacjach napięcia, choć niekiedy również poza nimi.
Często ogarnia go rozpaczliwa chęć porzucenia czujności, ale zdaje sobie sprawę, że byłoby to bardzo niebezpieczne. Zdarza mu się zagłębić w marzeniach, szczególnie przed snem - teraz wirują one głównie wokoło powrotu do Klanu Wichru, do rodzeństwa i rodziców, dzieci Zaśnieżonej (których prawie w ogóle nie pamięta, bo gdy ostatni raz je widział, były maleńkie), ale też życia wojownika, które zapewnia więcej stabilizacji niż żywot samotnika, nawet jeśli wiąże się czasem z ryzykiem, zapewnia sens. Wytrwale zmierza w kierunku klanowych ziem, choć jednocześnie rozsądnie. Nie pędzi na łeb na szyję, a posuwa się dość powoli, choć systematycznie. Szuka jakichś kryjówek, poluje, na wypadek, gdyby dziś jednak nie był dzień, gdy trafi do obozu.
ni ma || gwiżdżący wiatr [kw/nkt]; porośnięta łapa [kc/nkt]; hucząca łapa [gk/kr]; zmrok [nkt/kg]
Strategia chyba popłaciła, bo chociaż celowe płoszenie zwierzyny sprawiało, że już na początku ta mogła przepaść bez śladu, jeszcze zanim czarny zdążyłby spróbować pogoni, tym razem znów wszystko poszło zgodnie z planem. Złotooki uczniak naprawdę miał więcej szczęścia, niż mógłby przypuszczać! Płaz wyskoczył już pod wpływem plusku, nie czekając, aż bryzg go dosięgnie, ale krople i tak zwilżyły zielonkawą skórę. Żaba wyskoczyła z kałuży dynamicznym susem, wyciągając chude nogi. Ponownie stanęła na ziemi kocięcy krok od brzegu kałuży. Nie była jednak na tyle głupia, żeby zastygnąć w kruchym przekonaniu, że zagrożenie już jej nie grozi. Rzuciła się do ucieczki, polegającej na kilkunastu dosyć długich susach i niewielkich przerwach między nimi. Choć nad samym zbiorniczkiem wodnym źdźbła były wyższe, teraz żaba wskoczyła w kępy odrobinę niższych traw, co być może przyczyniło się do tego, że czarny ciągle nie tracił jej z oczu i miał dobrą okazję do podjęcia próby schwytania zwierzaka.
czarny kocur z białą plamką na brzuchu, krótkie futro, długie łapy, ogólnie raczej niezbyt wielki, szczupły, żółte oczy. Na prawym boku posiada średniej wielkości, okrągłą ranę po podpaleniu.
Migocząca Łapa szczególnie umiłował przesiadanie w ciszy. Od czasu do czasu cieszy się rozmową. Odzywa się jedynie w sytuacjach tego wymagających, natomiast jego odpowiedzi są skrócone do minimum. Nie potrafi głosić poematów i używać ładnych słów. W głębi strasznie chaotyczny, nie wie co robić w danych sytuacjach, a również zależy na relacjach z innymi. Nie znosi agresji.
Część jego planu nawet się powiodła. Drugiej nie przemyślał, bo nie wiedział, że to coś jest takie dziwne. Tak samo, jak zielone stworzenie, skakał za nią. Najpierw ominął kałużę, przed którą stanął. Okazała się wielką zmorą, bo w takim momencie kocur wcale nie myślał o pościgu dłuższą drogą. Nawet jeśli żaba była wolna, to śledzenie jej nie należało do najłatwiejszych. Była przy ziemi, a gdy już zwróciła tam wzrok, to nagle szybko leciała do góry. A wreszcie poniósł głowę, to ta spadła. Chowała się w trawie, ale na szczęście po uderzeniu serca znowu wyskakiwała do góry, co kocur mógł zobaczyć. Zaczął biec, by ją dogonić, a tam starał się szturchnąć ją łapą. Chciał, żeby ta zgubiła równowagę i po prostu zatrzymała się, by tam mógł ją złowić. Już nie przejmował się żadnymi pozycjami. Teraz wszystko zależało od tego, czy zielone zwierzę ucieknie. No dajesz żabo.
niski wzrost, szczupły, długie łapy; krótkowłosy; bury, pręgowany tygrysio, z białymi znaczeniami; brązowooki; parę blizn
Podobny do dawnego siebie, jednak znacznie mniej ufny. Nie zacznie rozmowy z samotnikiem, a prędzej ucieknie, gdy tylko pojawi się podejrzenie, że napotkany kot ma zamiar go zaatakować. Mniej odważny, omijający ryzyko szerokim łukiem. Czasem niekontrolowanie drży mu powieka, szczególnie w sytuacjach napięcia, choć niekiedy również poza nimi.
Często ogarnia go rozpaczliwa chęć porzucenia czujności, ale zdaje sobie sprawę, że byłoby to bardzo niebezpieczne. Zdarza mu się zagłębić w marzeniach, szczególnie przed snem - teraz wirują one głównie wokoło powrotu do Klanu Wichru, do rodzeństwa i rodziców, dzieci Zaśnieżonej (których prawie w ogóle nie pamięta, bo gdy ostatni raz je widział, były maleńkie), ale też życia wojownika, które zapewnia więcej stabilizacji niż żywot samotnika, nawet jeśli wiąże się czasem z ryzykiem, zapewnia sens. Wytrwale zmierza w kierunku klanowych ziem, choć jednocześnie rozsądnie. Nie pędzi na łeb na szyję, a posuwa się dość powoli, choć systematycznie. Szuka jakichś kryjówek, poluje, na wypadek, gdyby dziś jednak nie był dzień, gdy trafi do obozu.
ni ma || gwiżdżący wiatr [kw/nkt]; porośnięta łapa [kc/nkt]; hucząca łapa [gk/kr]; zmrok [nkt/kg]
Żaba zdecydowanie ceniła swoje życie i starała się ocalić ucieczką, tym szybszą, im Migocz bardziej deptał jej po piętach. Choć czarny miał większe opóźnienie, z pewnością umiał dobrze wykorzystać długość swoich łap. Mimo drobnych utrudnień, spowodowanych sposobem poruszania się płaza, terminator szybko ją dopędził i już po chwili mógł spróbować zrealizować swój nietypowy plan. Gwiezdni mu sprzyjali. Wybił ją z toru lotu w trakcie jednego z jej wyskoków, tuż przed tym, jak miała osiągnąć najwyższy punkt. Oślizgłe ciało uległo bezwładności i powróciło na ziemię kocięcy krok bardziej w lewo, niż początkowo miało. Ofiara się tego nie spodziewała; upadła na bok. Ciągle się nie poddawała, nawet w takim położeniu zaczęła przebierać kończynami, by powrócić do poprawnego położenia i na nowo spróbować ucieczki, ale Wichrzak miał nad nią przewagę – jeżeli tylko się postarał, powinien dobić ofiarę, zanim ta zdąży w ogóle wstać. Miękkie, trawiaste podłoże być może zamortyzowało siłę upadku, ale odrobinę utrudniało żabie podniesienie się na nogi.
czarny kocur z białą plamką na brzuchu, krótkie futro, długie łapy, ogólnie raczej niezbyt wielki, szczupły, żółte oczy. Na prawym boku posiada średniej wielkości, okrągłą ranę po podpaleniu.
Migocząca Łapa szczególnie umiłował przesiadanie w ciszy. Od czasu do czasu cieszy się rozmową. Odzywa się jedynie w sytuacjach tego wymagających, natomiast jego odpowiedzi są skrócone do minimum. Nie potrafi głosić poematów i używać ładnych słów. W głębi strasznie chaotyczny, nie wie co robić w danych sytuacjach, a również zależy na relacjach z innymi. Nie znosi agresji.
Na szczęście jego plan nie był zbytnio przewidywalny, dzięki czemu zielony stwór nie miał pojęcia, że planował to właśnie strącić żabę z powietrza. Więc kiedy ta zaskoczona uderzeniem, zaczęła się szamotać na ziemi, ten szybko pobiegł i pochylił się do przodu. Trochę za szybko, nie. Szarpnięciem cofnął się i pociągnął swoją przednią łapą na brzuch stworzenia. Chciał to zrobić bezboleśnie. Przyłożyć łapę, jakby gilgotał go po brzuchu i szybko zakończyć życie swoimi pazurami. Tylko tutaj pytanie, czy żaba mu w międzyczasie nie ucieknie, nie wygramoli się spod zbyt słabego ucisku Migoczącej Łapy. Jej pokrycie, śliskie futro mogłoby być niezdatne do przedarcia przez całkiem ostre pazury. Lepiej, żeby tak nie było. W końcu terminator nie mógł liczyć na żaden cud losu; innego wojownika, który pomoże mu ze złapaniem zdobyczy.
niski wzrost, szczupły, długie łapy; krótkowłosy; bury, pręgowany tygrysio, z białymi znaczeniami; brązowooki; parę blizn
Podobny do dawnego siebie, jednak znacznie mniej ufny. Nie zacznie rozmowy z samotnikiem, a prędzej ucieknie, gdy tylko pojawi się podejrzenie, że napotkany kot ma zamiar go zaatakować. Mniej odważny, omijający ryzyko szerokim łukiem. Czasem niekontrolowanie drży mu powieka, szczególnie w sytuacjach napięcia, choć niekiedy również poza nimi.
Często ogarnia go rozpaczliwa chęć porzucenia czujności, ale zdaje sobie sprawę, że byłoby to bardzo niebezpieczne. Zdarza mu się zagłębić w marzeniach, szczególnie przed snem - teraz wirują one głównie wokoło powrotu do Klanu Wichru, do rodzeństwa i rodziców, dzieci Zaśnieżonej (których prawie w ogóle nie pamięta, bo gdy ostatni raz je widział, były maleńkie), ale też życia wojownika, które zapewnia więcej stabilizacji niż żywot samotnika, nawet jeśli wiąże się czasem z ryzykiem, zapewnia sens. Wytrwale zmierza w kierunku klanowych ziem, choć jednocześnie rozsądnie. Nie pędzi na łeb na szyję, a posuwa się dość powoli, choć systematycznie. Szuka jakichś kryjówek, poluje, na wypadek, gdyby dziś jednak nie był dzień, gdy trafi do obozu.
ni ma || gwiżdżący wiatr [kw/nkt]; porośnięta łapa [kc/nkt]; hucząca łapa [gk/kr]; zmrok [nkt/kg]
Teoretycznie skóra żaby była delikatna i wydawało się, że ostre kocie pazury bez problemu poradzą sobie z przeoraniem jej, ale widocznie Migocz naprawdę trzymał zbyt słabo. Płaz wyśliznął się spod łapy kocura, rzucając na niego spojrzenie swych oczu – które zdawały się patrzeć zupełnie nieinteligentnie przez naturalne dla tych zwierząt rozstawienie. Zielonoskóra istota jednak dalej chyba wierzyła, że ma jakieś szanse, bo nie tracąc niepotrzebnie czasu rzuciła się do ponownej ucieczki. Tym razem poruszała się trochę wolniej niż wcześniej, może to lekko obity bok jej przeszkadzał, kto wie. Czarny nie mógł jednak pozwolić sobie na cackanie się z tym piszczkiem, o ile chciał szybko dokończyć zadanie i wrócić do obozu ze skowronkiem i żabą w pysku. Zdobycz skakała wśród traw, tym razem w poprzek dawnego toru. Źdźbła ciągle nie mogły zapewnić jej schronienia, więc złotooki ciągle miał możliwość pochwycenia jej. Chyba teraz należało działać bardziej zdecydowanie, prawda?
czarny kocur z białą plamką na brzuchu, krótkie futro, długie łapy, ogólnie raczej niezbyt wielki, szczupły, żółte oczy. Na prawym boku posiada średniej wielkości, okrągłą ranę po podpaleniu.
Migocząca Łapa szczególnie umiłował przesiadanie w ciszy. Od czasu do czasu cieszy się rozmową. Odzywa się jedynie w sytuacjach tego wymagających, natomiast jego odpowiedzi są skrócone do minimum. Nie potrafi głosić poematów i używać ładnych słów. W głębi strasznie chaotyczny, nie wie co robić w danych sytuacjach, a również zależy na relacjach z innymi. Nie znosi agresji.
Chyba tak, chyba tak. A go taki błąd nieco zdenerwował. Nie myślał o żadnym zmęczeniu, a w jego żyłach buzowała energia. Już miał zabić zwierzę, a te dzięki swojej śliskiej skórze od razu mu się wyślizgnęło. Kocur nie zastanawiał się długo, chociaż akcja trwała bardzo szybko, cały czas myślał nad tym, co zrobi, jeśli coś mu się nie uda. Teraz już bez zbędnych ceregieli, ruszył za zielonym stworem. W trawach nie biegało się zbyt dobrze, ale przynajmniej dzięki nim miał dobrą widoczność, kiedy to żaba wyskakiwała w powietrze. Jak ją dogoni, to na pewno pochwyci je łapami i trzymając mocniej oraz bardziej zdecydowanie niż wcześniej, przydusi pazurami do ziemi. Nie chciał marnować ani sekundy na zbędne zabawy.
niski wzrost, szczupły, długie łapy; krótkowłosy; bury, pręgowany tygrysio, z białymi znaczeniami; brązowooki; parę blizn
Podobny do dawnego siebie, jednak znacznie mniej ufny. Nie zacznie rozmowy z samotnikiem, a prędzej ucieknie, gdy tylko pojawi się podejrzenie, że napotkany kot ma zamiar go zaatakować. Mniej odważny, omijający ryzyko szerokim łukiem. Czasem niekontrolowanie drży mu powieka, szczególnie w sytuacjach napięcia, choć niekiedy również poza nimi.
Często ogarnia go rozpaczliwa chęć porzucenia czujności, ale zdaje sobie sprawę, że byłoby to bardzo niebezpieczne. Zdarza mu się zagłębić w marzeniach, szczególnie przed snem - teraz wirują one głównie wokoło powrotu do Klanu Wichru, do rodzeństwa i rodziców, dzieci Zaśnieżonej (których prawie w ogóle nie pamięta, bo gdy ostatni raz je widział, były maleńkie), ale też życia wojownika, które zapewnia więcej stabilizacji niż żywot samotnika, nawet jeśli wiąże się czasem z ryzykiem, zapewnia sens. Wytrwale zmierza w kierunku klanowych ziem, choć jednocześnie rozsądnie. Nie pędzi na łeb na szyję, a posuwa się dość powoli, choć systematycznie. Szuka jakichś kryjówek, poluje, na wypadek, gdyby dziś jednak nie był dzień, gdy trafi do obozu.
ni ma || gwiżdżący wiatr [kw/nkt]; porośnięta łapa [kc/nkt]; hucząca łapa [gk/kr]; zmrok [nkt/kg]
Czy ofiara rozumiała, że koniec się zbliża? Nie. A może tak, ale nie chciała rozumieć? Nikt się już raczej nie dowie. Z uporem maniaka próbowała uciec, ale terminator nie miał zamiaru odpuszczać. Wytrwałość, a może i delikatna niecierpliwość kocura popłaciła. Dogonił zwierzaka, a gdy biegł tuż za nim, wykonał krótki sus, mierząc łapami prosto w pokryte śliską skórą ciało żaby. Siła włożona w bardziej zdecydowany cios sprawiła wreszcie, że płaz nie mógł już dalej uciekać. Wcale nie dlatego, że był unieruchomiony – atak dosięgnął kręgosłupa zwierzęcia, jego moc złamała kości i przerwała rdzeń kręgowy. Żaba miotała się może przez pół uderzenia serca; później zwiotczała, jej oczy zmatowiały i zaczęły patrzeć na trawy, które nie dały istocie upragnionego schronienia, jeszcze bardziej obojętnie. Z pyska wychynęła część różowego języka, która zwisła martwo w dół, prawie dotykając ziemi. Zadanie wykonane.
Orlikowe Pióro zjawił się w miejscu, gdzie terminator i mistrz się rozstali i każdy poszedł w swoją stronę. Siedział nieco przygarbiony, a pod jego łapami leżało truchło sporego zająca – zapach, który zwierzę roztaczało, jasno mówił, że długouchy padł ofiarą burego wojownika, za to przyspieszony oddech kota pozwalał się domyślać, że pościg trwał dosyć długo. Zastanawiał się, jak idzie młodszemu. Choć czuł się nieco zmęczony, starał się regularnie rozglądać dookoła, węszyć i nasłuchiwać, aby szybko wyruszyć na pomoc złotookiemu, gdyby zaszła potrzeba. Jeżeli czarny jeszcze by się nie zjawiał, być może wichrzak spróbowałby upolować coś jeszcze, ale na razie tygrysiopręgi wolał, żeby to Migocz nie musiał czekać.
czarny kocur z białą plamką na brzuchu, krótkie futro, długie łapy, ogólnie raczej niezbyt wielki, szczupły, żółte oczy. Na prawym boku posiada średniej wielkości, okrągłą ranę po podpaleniu.
Migocząca Łapa szczególnie umiłował przesiadanie w ciszy. Od czasu do czasu cieszy się rozmową. Odzywa się jedynie w sytuacjach tego wymagających, natomiast jego odpowiedzi są skrócone do minimum. Nie potrafi głosić poematów i używać ładnych słów. W głębi strasznie chaotyczny, nie wie co robić w danych sytuacjach, a również zależy na relacjach z innymi. Nie znosi agresji.
Natura przemówiła za niego i zabił tę żabę. Nie trwało to długo, umarła szybko. Przynajmniej oszczędziła sobie trochę cierpienia. Patrząc na to kocur wytchnął skumulowane powietrze, po czym przełknął ślinę. Doszedł do wniosku, że nie chciałby tak skończyć swojego życia, bo było to straszne. Przypomniawszy sobie, że miał upolować dwie zwierzyny. Wziął tę żabę w zęby i odwrócił się, by poszukać drogi, z której przyszedł. Znalazłszy miejsce, gdzie zakopał ptaszynę, wyrzucił żabę trochę dalej i zaczął kopać, by znaleźć swoją pierwszą zdobycz.
Nie miał jakiegoś większego problemu z chwyceniem obu zwierząt. Trzymając zębami za nogi, nie musiał tak mocno otwierać pyszczka. Teraz miał tylko nadzieję na bezpieczny powrót do Orlikowego Pióra oraz do obozu. No, trochę minęło, nim wyczuł zapach swojego mistrza. Trzymane przez niego piszczki cały czas posiadały zapach, który nieco go mylił. Kiedy, jednak wyczuł wojownika, przyśpieszył kroku, by jak najszybciej się przy nim znaleźć.
— Zhowione — wymamrotał, cały czas trzymając zwierzynę w swoim pyszczku. Zmrużył oczy i spojrzał na zdobycz burego - znacznie większą niż jego. — Ja nje miaem takiego sześcia.
niski wzrost, szczupły, długie łapy; krótkowłosy; bury, pręgowany tygrysio, z białymi znaczeniami; brązowooki; parę blizn
Podobny do dawnego siebie, jednak znacznie mniej ufny. Nie zacznie rozmowy z samotnikiem, a prędzej ucieknie, gdy tylko pojawi się podejrzenie, że napotkany kot ma zamiar go zaatakować. Mniej odważny, omijający ryzyko szerokim łukiem. Czasem niekontrolowanie drży mu powieka, szczególnie w sytuacjach napięcia, choć niekiedy również poza nimi.
Często ogarnia go rozpaczliwa chęć porzucenia czujności, ale zdaje sobie sprawę, że byłoby to bardzo niebezpieczne. Zdarza mu się zagłębić w marzeniach, szczególnie przed snem - teraz wirują one głównie wokoło powrotu do Klanu Wichru, do rodzeństwa i rodziców, dzieci Zaśnieżonej (których prawie w ogóle nie pamięta, bo gdy ostatni raz je widział, były maleńkie), ale też życia wojownika, które zapewnia więcej stabilizacji niż żywot samotnika, nawet jeśli wiąże się czasem z ryzykiem, zapewnia sens. Wytrwale zmierza w kierunku klanowych ziem, choć jednocześnie rozsądnie. Nie pędzi na łeb na szyję, a posuwa się dość powoli, choć systematycznie. Szuka jakichś kryjówek, poluje, na wypadek, gdyby dziś jednak nie był dzień, gdy trafi do obozu.
ni ma || gwiżdżący wiatr [kw/nkt]; porośnięta łapa [kc/nkt]; hucząca łapa [gk/kr]; zmrok [nkt/kg]
Uśmiechnął się, gdy dostrzegł ciemną plamę sylwetki nadchodzącego uczniaka. Nie siedział w miejscu długo, widocznie czarnofutremu udało się upolować dwie ofiary bez większych komplikacji. Zdecydowanie dobra zapowiedź syna Pszenicznego Grzbietu jako wojownika. Gdy kocur był dosyć blisko, bury podniósł się na cztery łapy. Nie chwytał jeszcze swojej zdobyczy w zęby; chciał najpierw pochwalić swojego terminatora, bo ten zdecydowanie na to zasłużył. Nie dość, że świetnie wykonał polecone zadanie, to jeszcze w bardzo dobrym tempie.
— Nieprawda. Poszło ci doskonale — zapewnił podopiecznego, a pełny dumy uśmiech wcale nie znikał z pyska brązowookiego. Ptak oznaczał, że czarny pamiętał o tej krótkiej zasadzie, ogół efektów zaś – że umknęło mu albo nic, albo bardzo niewiele. — Na najbliższych szkoleniach będziemy ćwiczyć polowanie i trochę powtarzać, ale niedługo będziesz gotowy, żeby zostać wojownikiem. Powiem Porywistej Gwieździe, że będziesz gotowy na najbliższą ceremonię — oznajmił jeszcze, zerkając na niego z aprobatą. Prawdopodobnie zostanie wojownikiem jako jedyny z rodzeństwa – kocur w ogóle był bardzo młody, niemal dwa razy młodszy niż Orlik, kiedy to on kończył szkolenie. Buremu przeszkadzały jednak różne krótkotrwałe choroby, co pewnie też miało znaczenie. Miętowy Pąk została wojowniczką, kiedy była mniej więcej w wieku Migotka.
Tygrysio pręgowany powiedział mu jeszcze, że teraz pójdą do obozu. Potem złapał w zęby swoją ofiarę i ruszył w drogę, nie narzucając żwawego tempa ze względu na zmęczenie, które wydawali się czuć obaj. Zapewne w trakcie wędrówki wcale nie rozmawiali, bo mieli bardzo ograniczone możliwości na wymianę zdań. Mogli za to porozmawiać jeszcze w obozie, jeśli czarny miał jakieś pytania albo coś tego typu.
czarny kocur z białą plamką na brzuchu, krótkie futro, długie łapy, ogólnie raczej niezbyt wielki, szczupły, żółte oczy. Na prawym boku posiada średniej wielkości, okrągłą ranę po podpaleniu.
Migocząca Łapa szczególnie umiłował przesiadanie w ciszy. Od czasu do czasu cieszy się rozmową. Odzywa się jedynie w sytuacjach tego wymagających, natomiast jego odpowiedzi są skrócone do minimum. Nie potrafi głosić poematów i używać ładnych słów. W głębi strasznie chaotyczny, nie wie co robić w danych sytuacjach, a również zależy na relacjach z innymi. Nie znosi agresji.
Strzepnął uchem, pokazując, że wcale tak dobrze sobie nie poradził. I nawet jeśli pochwała od mistrza ucieszył go, nie chciał tego pokazać. W końcu... no mógł sobie lepiej poradzić. Nie pozwolić zielonemu stworowi uciec, po prostu mocniej go przybić do ziemi. Chociaż zdawał sobie sprawę, że będą to wszystko jeszcze doskonalili, nie było to dla niego doskonałe. Później skinął głową, na dalsze słowa wojownika. Niedługo będzie gotowy, żeby zostać wojownikiem. To brzmiało zbyt idealnie, że aż nie wiedział, czy zaprzeczyć tym słowom, płakać czy przyjąć je do serca. No, niestety trzymał w pyszczku zwierzynę, więc zrobienie obydwu było dosyć skomplikowanym działaniem.
Wolne tempo działało. Trzymanie zwierzyny, z której po części był dumny, mimo wszystko utrudniało widoczność i nie mógł się skupić na drodze tak bardzo, jak wcześniej. Samo pochylenie głowy w dół, by zobaczyć ziemię, było trudne, a co dopiero fakt, żeby nie zapomnieć i nagle nie wywalić na ziemię i żaby, i ptaka. Ale to w sumie dobrze, był przyzwyczajony do tego, że cały czas się czegoś uczy i ma stawianą poprzeczkę coraz wyżej. Kiedy skończy trening... to wszystko się skończy. Być może będzie próbował coś w sobie zmienić, by dalej trzymać ten tor wiecznego poprawiania się. W końcu, kiedy zostanie wojownikiem, nie będzie miał nad głową mistrza, który pomagał mu, jeśli coś nie wychodziło.
Kiedy już doszli, z dumą odłożył swoje piszczki na rosnący stos z pożywieniem. Ciekawe kogo to dzisiaj nakarmi! Od teraz nie tylko zabierał z tego stosu, ale też dodawał swoje ciężko upolowane piszczki. To było miłe uczucie, znacznie lepsze niż te, przy którym je zabijał. Jednak od razu odszedł i po chwili rozmowy, pożegnał się z Orlikowym Piórem. Przede wszystkim musiał odpocząć i przygotować się na kolejny dzień pracy, treningu i przygotowywania swoich technik. A pewne było to, że będzie pytał. Czy to jeszcze na treningu, czy to po jego zakończeniu, kiedy Migocz będzie miał jakiś problem. Więc nie, Orlikowe Pióro nie uwolnił się od czarnego terminatora.