Bardzo wysoka, choć nie masywna kotka. Posiada szczupłą, wręcz chudą sylwetkę. Futerko jej jest dość rzadkie i długie, jedynie na kryzie nabiera na objętości. Barwi się ono na czarno-biało, z wyjątkowymi plamami na grzbiecie i łapkach, wynikającymi z mutacji fińskiej. Biel pokrywa końcówkę ogona, łapki, większość mordki, oraz całą kryzę. Dodatkowo posiada czarny nosek i skośne oczka o pięknym niebieskim kolorze.
Księżniczka. Niecierpliwa, uważa, że jej się wszystko należy. Zwykle spokojna i oschła, jednak zdarza jej się czasem wybuchnąć. Ma obsesje na punkcie swojego wizerunku i chce być postrzegana za jak najlepszą wersję siebie. Wiecznie chodzi wyprostowana z uniesioną głową, patrząc na innych z góry. Mimo wielu planów i ambicji niechętnie podchodzi do pracy, jednak gdy podejmie się jakiegoś zadania musi być ono dopięte na ostatni guzik, czyli w skrócie ma jej to wyjść lepiej niż mogłoby innym.
Hm w sumie mogła dla lepszego przykładu wspomnieć o siostrze, a nie bracie tyyyylko, tak trochę jej wszystkie siostry gdzieś poznikały. Ehh. W sumie cała rodzinka jej poznikała oprócz samego Pozytywka, więc lipnie. Tak czy siak, na wzmiankę o Mchu jedynie przekrzywiła lekko głowę. Chętnie by pomogła Świt przypomnieć sobie, ale nie znała części własnych klanowiczów, a co dopiero jakiegoś brata nowo poznanej wichrzaczki.
O rety, widząc jak kotka się rozgląda Księżna nie mogła się powstrzymać i cicho westchnęła. Z jednej strony szkoda, że nie załapała a z drugiej, hm. Było to całkiem urocze. Więc lekki uśmiech pojawił się na czarno-białej mordce. Poczekała chwilkę aż nadarzy się okazja i bura kotka, chociaż podniesie głowę i delikatnie, łapą tyknęła ją w nos. - Ty słodziaku - wymruczała wręcz te słowa. No, jeśli teraz nie załapie to chyba się podda z tym przymilaniem. - Ale wiesz, jeśli nie możesz znaleźć czegoś wyjątkowego, to zawsze możesz to zrobić, hm? Pora Zielonych Liści się zbliża, może jakiś wianek? O ile kwiatki lubi. Bo zwlekać tak w nieskończoność tak średnio.
‧₊˚❀༉‧₊˚. well,you're onlybothered'cause you'restaringx xxxxxxxxxxand you'llnevertalk meintocaring xxxxxxx'cause it's myown,and I'llkeep owning it xxx I'ma do just whatI wanton the regularxxxxxxxxxx and it'sreallynot my faultif you'rescaredof axx sweet,little,unforgettablething ♡
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
Sierść nagle uniosła się jak nigdy dotąd. Wcale dlatego, że była zdenerwowana czy przestraszona. Tyknięcie w nos i nazwanie jej słodziakiem było zwyczajnie niesamowitym uczuciem, a Świt oblałaby się rumieńcem, gdyby tylko nie przeszkadzała jej w tym gęsta sierść. Gromiaczka traktowała ją jak kotkę, mimo że dopiero co ją poznała, co było dodatkowym niesamowitym plusem. Jak to jest, że praktycznie obca jej Zmierzch była w stanie to zaakceptować, a Kura dalej miał obiekcje?
Uśmiechnęła się szeroko, odwzajemniając tyknięcie, również tyrkając ją w ciemny nosek. - To ty słodziaku!! - zarechotała wesoło. Co za cudowna interakcja. - Ooo!!! Wianek brzmi super, chociaż nie wiem jak się je robi. Musiałabym zapytać Azalię. Ale też kwiaty mogą szybko zwiędnąć, a chciałabym, żeby miała coś takiego, no wiesz, trwałego. Dlatego myślałam, żeby coś jednak znaleźć.
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
Bardzo wysoka, choć nie masywna kotka. Posiada szczupłą, wręcz chudą sylwetkę. Futerko jej jest dość rzadkie i długie, jedynie na kryzie nabiera na objętości. Barwi się ono na czarno-biało, z wyjątkowymi plamami na grzbiecie i łapkach, wynikającymi z mutacji fińskiej. Biel pokrywa końcówkę ogona, łapki, większość mordki, oraz całą kryzę. Dodatkowo posiada czarny nosek i skośne oczka o pięknym niebieskim kolorze.
Księżniczka. Niecierpliwa, uważa, że jej się wszystko należy. Zwykle spokojna i oschła, jednak zdarza jej się czasem wybuchnąć. Ma obsesje na punkcie swojego wizerunku i chce być postrzegana za jak najlepszą wersję siebie. Wiecznie chodzi wyprostowana z uniesioną głową, patrząc na innych z góry. Mimo wielu planów i ambicji niechętnie podchodzi do pracy, jednak gdy podejmie się jakiegoś zadania musi być ono dopięte na ostatni guzik, czyli w skrócie ma jej to wyjść lepiej niż mogłoby innym.
Ooo Gwiezdni, kolejna przeurocza reakcja, która rozpuściła serce księżnej. Napuszone futerko samo w sobie było nowością, ale Gwiezdni, że ta może wyglądać na jeszcze bardziej puchatą? Księżna lubiła swoją kryzę, ale musiała przyznać, że futerko nieznajomej wyglądało, no, uroczo. Jak zresztą cała ona. A tym bardziej nie spodziewała się tyknięcia w nos i również zostania nazwaną słodziakiem. Rozumiała by inni mówili na nią piękna, zachwycająca, ale... Urocza? To nowość, ale raczej pozytywna nowość. Księżna aż sama zachichotała cicho w odpowiedzi. Racja, cudowna interakcja.
- Rozumiem, rozumiem. W takim razie pozostało mi życzyć powodzenia - wianek nawet wyschnięty mógłby robić za dekorację... Księżna w końcu widziała sporo uschniętych kwiatów trzymanych przez inne koty, ale jak tam Świt uważa. To prezent od niej, a nie od jakiejś losowej Gromiaczki. A co ciekawsze padło już trzecie nieznane przez Zmierzch imię... Bura musiała mieć dużo znajomych. - Azalia to też twój kuzyn? - zapytała, szczerze zaciekawiona historią Wichrzaczki.
‧₊˚❀༉‧₊˚. well,you're onlybothered'cause you'restaringx xxxxxxxxxxand you'llnevertalk meintocaring xxxxxxx'cause it's myown,and I'llkeep owning it xxx I'ma do just whatI wanton the regularxxxxxxxxxx and it'sreallynot my faultif you'rescaredof axx sweet,little,unforgettablething ♡
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
- Jak ty się ślicznie śmiejesz! - pochwaliła, słysząc jak również chichocze na jej odpowiedź. Nie do końca rozumiała co się dzieje, wydawało się to być dość absurdalne, ale Świt była przyzwyczajona do dziwniejszych rzeczy. Szczególnie, że jak mogła patrzeć na tak ładną kotkę, to zdecydowanie nie miała nic przeciwko, by porozmawiać o głupotkach.
- Dziękuję ślicznie - uśmiechnęła się. - Chociaż nie do końca wiem, gdzie szukać takich skarbów. Niby coś już próbowałam w okolicach Wichru, ale znalazłam tylko czaszkę i jakieś dziwne coś, czego nie umiem chyba nawet opisać. Moja kuzynka Sarna wtedy ze mną była, ale jej też się nic błyszczącego nie trafiło - zasmęciła. Były to zdecydowanie fajne znaleziska, aczkolwiek żadne nie nadawało się dla Niezapominajki. - Oh, nie! Azalia to mój najlepsiejszy przyjaciel. Moi kuzyni to Sarna, Niezapominajka, Strumyk, Kolec, yyy...No, trochę ich tam jest, na pewno było ich więcej ale nie pamiętam do końca. A ty masz jakichś kuzynów? Albo rodzeństwo? Rodzinę? Dużo jest was w Gromie?
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
Bardzo wysoka, choć nie masywna kotka. Posiada szczupłą, wręcz chudą sylwetkę. Futerko jej jest dość rzadkie i długie, jedynie na kryzie nabiera na objętości. Barwi się ono na czarno-biało, z wyjątkowymi plamami na grzbiecie i łapkach, wynikającymi z mutacji fińskiej. Biel pokrywa końcówkę ogona, łapki, większość mordki, oraz całą kryzę. Dodatkowo posiada czarny nosek i skośne oczka o pięknym niebieskim kolorze.
Księżniczka. Niecierpliwa, uważa, że jej się wszystko należy. Zwykle spokojna i oschła, jednak zdarza jej się czasem wybuchnąć. Ma obsesje na punkcie swojego wizerunku i chce być postrzegana za jak najlepszą wersję siebie. Wiecznie chodzi wyprostowana z uniesioną głową, patrząc na innych z góry. Mimo wielu planów i ambicji niechętnie podchodzi do pracy, jednak gdy podejmie się jakiegoś zadania musi być ono dopięte na ostatni guzik, czyli w skrócie ma jej to wyjść lepiej niż mogłoby innym.
- Ach, dziękuję - dodała szczerze, lekko zaskoczona. Był to kolejny komplement, którego się totalnie nie spodziewała i który chyba nigdy nie padł w jej stronę... Ach, aż przez myśl jej przeszło, by może śmiać się częściej, to może usłyszy więcej komplementów od takich słodziaków jak Świt? Ale hm. To nie byłoby raczej w jej stylu.
- Przy klanach będzie ciężko coś znaleźć... Może przy Grzmiącej Ścieżce? Potwory lubią wyrzucać ze swoich wnętrz różne rzeczy. Zazwyczaj są to śmieci, ale czasem się coś ciekawego znajdzie. Albo osiedle, choć to kawał drogi stąd - spróbowała chociaż coś zaproponować. Sama nigdy nie była na osiedlu, ale mniej-więcej wiedziała gdzie się znajduje, więc nawet mogłaby spróbować zaprowadzić kotkę. Kiepsko by było się zgubić, ale hej, mowa tu o Księżnej, ona na pewno da radę z tak prostym zadaniem.
- Rzeczywiście sporo ich tam macie. Ja też mam dużą rodzinę, ale to trochę skomplikowane... W Gromie akurat żadnych krewnych nie mam - przyznała, zastanawiając się jak dużo chce powiedzieć kotce... W końcu obie w ogóle się nie znały, więc Księżna mogła mówić co chce i Świt będzie musiała jej uwierzyć na słowo.
‧₊˚❀༉‧₊˚. well,you're onlybothered'cause you'restaringx xxxxxxxxxxand you'llnevertalk meintocaring xxxxxxx'cause it's myown,and I'llkeep owning it xxx I'ma do just whatI wanton the regularxxxxxxxxxx and it'sreallynot my faultif you'rescaredof axx sweet,little,unforgettablething ♡
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
Rozszerzyła oczka na wspomnienie Grzmiącej Ścieżki i osiedla. Czyżby kotka była w obu tych miejscach? Wichrzacy niby nie mieli zbyt daleko do Drogi, a jednak Świt nigdy się nie pofatygowała na taką wycieczkę. Miała to w planach parę razy, ale udawało jej się regularnie zapominać albo zwyczajnie znajdowała sobie inne zajęcie. Zresztą, co to za zabawa iść samemu?
- Byłaś tam? Przy Grzmiącej Ścieżce w sensie. I osiedlu. Jak tam jest? Jak wyglądają potwory? - przysunęła się kilka kroczków do boku towarzyszki, zafascynowana możliwością opowieści. Chętnie się potem pochwali zdobytymi informacjami z Azalią albo z Traszką.
- Ojej, czemu skomplikowane? Twoja rodzina odeszła z Gromu? Mojego parę rodzeństwa poznikało z Klanu jak tak teraz myślę...To bardzo przykre, tęsknię za nimi - westchnęła smutno.
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
Bardzo wysoka, choć nie masywna kotka. Posiada szczupłą, wręcz chudą sylwetkę. Futerko jej jest dość rzadkie i długie, jedynie na kryzie nabiera na objętości. Barwi się ono na czarno-biało, z wyjątkowymi plamami na grzbiecie i łapkach, wynikającymi z mutacji fińskiej. Biel pokrywa końcówkę ogona, łapki, większość mordki, oraz całą kryzę. Dodatkowo posiada czarny nosek i skośne oczka o pięknym niebieskim kolorze.
Księżniczka. Niecierpliwa, uważa, że jej się wszystko należy. Zwykle spokojna i oschła, jednak zdarza jej się czasem wybuchnąć. Ma obsesje na punkcie swojego wizerunku i chce być postrzegana za jak najlepszą wersję siebie. Wiecznie chodzi wyprostowana z uniesioną głową, patrząc na innych z góry. Mimo wielu planów i ambicji niechętnie podchodzi do pracy, jednak gdy podejmie się jakiegoś zadania musi być ono dopięte na ostatni guzik, czyli w skrócie ma jej to wyjść lepiej niż mogłoby innym.
- Wiem mniej-więcej gdzie się znajduje, ale jeszcze nie czułam potrzeby, by się tam wybrać. A przez ścieżkę wiele razy przechodziłam. Dziwię się, że ty nie byłaś przy niej, w końcu to całkiem blisko Wichrowych terenów... - zaczęła, lekko marszcząc brwi. Przecież to dosłownie kawałeczek od granicy, kotka nigdy nie poczuła potrzeby, by zwiedzić świat poza terenami klanu? By zaznać tego przyjemnego dreszczyku emocji kiedy łazi się gdzie chce? Aż dziwne. - Potwory są dziwaczne. Ogromne, śmierdzące i pędzą po ścieżce szybciej, niż możesz to sobie wyobrazić. Ciężko je też opisać tak by to było zrozumiałe... Ah, jak będziesz miała okazję to zerknij na nie. Jeśli nie zbliżysz się do samej drogi, to nic ci się nie stanie. Stwory nigdy z niej nie schodzą - podzieliła się, choć drobną garstką informacji. Bo bez sensu strzępić języka. Nie gadała z kociakiem, kotka mogła sama wyjść na dłuższy spacer i przekonać się na własne oczy, a to chyba lepsze niż słuchanie historyjek.
- Można tak powiedzieć, ale nie musisz się o mnie martwić - dodała z lekkim uśmiechem, by następnie wyciągnąć łapę i poczochrać nią trochę kłaczki na głowie kotki. Chciała w ten sposób przywrócić uśmiech, który zniknął z jej mordki. W końcu tak ładnie z nim wyglądała. - Twoi bliscy na pewno wrócą. W końcu tylko zniknęli, na pewno zwiedzają sobie świat i mają się świetnie
‧₊˚❀༉‧₊˚. well,you're onlybothered'cause you'restaringx xxxxxxxxxxand you'llnevertalk meintocaring xxxxxxx'cause it's myown,and I'llkeep owning it xxx I'ma do just whatI wanton the regularxxxxxxxxxx and it'sreallynot my faultif you'rescaredof axx sweet,little,unforgettablething ♡
Krótkowłosa, niebieski z bielą. Biel na pysku (od czoła przez całe policzki), całym brzuchu i łapach. Przednie - do łokci, tylne w całości. Za kociaka mała, drobna. W dorosłości przeciętnych rozmiarów, szczupła.
ADHD, wszędzie jej pełno, nie zamyka się ani na moment, wiecznie uśmiechnięta, w spektrum.
Nocny Szkwał [Krz]
***
Ekscytacja związana z mianowaniem nieco pochłonęła Muszkę. Zwiedzała rzeczne granice i tereny codziennie, za każdym razem ekscytując się tak samo jak za pierwszym razem. Nie zapomniała jednak o misji, jaką miała. Obiecała, że znajdzie siostrze najlepszego chłopaka jakiego widział ten las i tak zamierzała zrobić! W rzece nie było jakoś dużo kawalerów w ich wieku, toteż niebiesko-biała zdecydowała się szukać szczęścia dla Cyprys poza klanem. Tak się złożyło, że Cztery Drzewa niezwykle ją fascynowały i tego dnia właśnie tam skierowała swoje kroki. Wpatrywała się w potężne drzewo z ciekawością, podążając wzrokiem za każdą pojedynczą gałązką. Niezwykłe to było drzewo.
Księżyce: 67 Mistrz: Psia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Gasnący Dech Ojciec: Wielka Stopa Trwałe urazy: Zespół Klinefeltera
Skruszone Serce co prawda dawno wyrósł już z etapu tyciego kociaka lub zupełnie tyczkowatego terminatora, ale jego rozmiary dalej nie imponują - jest kocurem przeciętnego wzrostu o szczupłej budowie ciała. Pasuje to jednak do energicznego, skocznego sposobu, w jaki się porusza. Wprawne oczy mogą zauważyć w jego krokach i przybieranych pozycjach pewną specyficzną manierę, jakby ostrożność, wynikłą z bólu łap.
Ma krótką, buro-rudą sierść z białymi znaczeniami występującymi od podbródka do brzucha i na wszystkich łapach - jako skarpetki oraz drobne miejsca od wewnętrznej strony kończyn. Bura sierść dominuje na bokach i ogonie, ruda - na tylnych łapach, przedniej prawej łapie oraz po prawej stronie pyszczka.
Oczy Okruszka - bo w jego spojrzeniu, wciąż dość naiwnym, dalej najłatwiej odnaleźć kocięcy pierwiastek - są bladozielone, nos - w znaczącej większości różowy, a wąsy białe.
Ktoś mógłby pomyśleć, że w ciele wojownika nadal mieszka kocię. Albo młody terminator. Cóż, kocur nie jest jakoś wybitnie stary, ale wyróżnia się z tłumu swoją ciężką do złamania wiarą w świat i równie trwałym optymizmem, z innej perspektywy nadającym się do nazwania raczej naiwnością. Nie żyje jednak w zupełnej iluzji - urodził się i wychował w Klanie Cienia, ciężko o lepsze miejsce do pozbycia się ślepej wiary w dobro świata - ale dalej najbardziej ceni sobie okazywanie wszystkim dobroci i próby dawania kotom komfortu psychicznego, jakiego potrzebują. Chce uparcie ulepszać świat, w którym żyje, stara się zmieniać myślenie kotów na takie, które pasuje do nieco idealistycznej wizji świata.
Jednocześnie jednak jest bardzo otwarty na ten świat i na innych, próbując respektować ich przestrzeń na tyle, na ile może. Póki nie zapomni akurat o postawionej mu granicy lub o jakimś istotnym elemencie - pomimo wszystkich dobrych cech, nie jest bowiem najostrzejszym pazurem w łapie, często bywa też zapominalski. Stara się jednak, a to, co niektórzy nazwaliby głupotą, nadrabia umiejętnością wprowadzenia nieco bardziej pozytywnej atmosfery, może nawet poprawy cudzego humoru.
Nie jest mimo wszystko wybitnie pewny siebie - często czuje, że traci grunt pod nogami i zaczyna się jąkać albo uciszać, niechętny, by jakkolwiek sprawić komuś przykrość albo popełnić błąd. W takich momentach pomaga mu powrót do podstaw własnego charakteru i uparte trzymanie się swoich wartości oraz próba otwartej, szczerej komunikacji. Jak wykorzysta te cechy rozmówca - to już inna kwestia.
Gen chęci tułaczki przekazany Okruszkowi przez Gasnący Dech zdecydowanie nie był recesywny. Powolne przemierzanie lasu z matką, w milczeniu, które, ku zdziwieniu kocura, miało w sobie sporo komfortu, weszło mu w pewien nawyk. Nie uczyła go nazw terenów, generalnie nie pokazywała mu zbyt wiele, jakby nie chciała robić z tych przechadzek czegokolwiek więcej, niż spokojnego, wspólnego spędzania czasu.
I choć miał w sobie bardzo niewiele pewności, to Skruszona Łapa powoli zaczął brać przykład z mamy i czasem wybierał się na swoje spacery samotnie. To było... coś innego. Z jednej strony, przyzwyczajanie się do milczenia stanowiło dla niego wyzwanie, ale z drugiej, czuł, jakby pewien ciężar schodził mu z barków. Nie działo się tak przed... przed wszystkim, co go ostatnio przybijało.
Bóle żołądka nie znikały w samotności, bóle łap także, ale oddalanie się od obozu, a czasem nawet wstąpienie na tereny, które pachniały wszystkim i niczym, miało w sobie coś uspokajającego. Choć czuł, że nie powinien tego robić, nie powinien tak bardzo odchodzić od miejsce, za które także odpowiadał.
Ale uczucie minęło, kiedy po wejściu na pagórek zobaczył te wielkie, splatające się wielokrotnie korzenie, tworzące miejsce idealne do zabaw dla kociaków. I, o rany, niedaleko znajdowała się jakaś obca kotka, być może w podobnym do niego wieku - niczym Zwinna Łapa spotkana przed paroma księżycami. Nadal czuł się trochę niepewnie, ale ostatnie doświadczenie z kotem spoza klanu pokazało, że nie musiał się aż tak bardzo obawiać obcości. No i myśl o perfekcyjnym miejscu na kocięcą zabawę musiała gdzieś dotrzeć!
- O, cześć! To może być trochę takie nagłe, ale tak sobie myślę, że w tych korzeniach to mogłaby być kociarnia, bo wyglądają tak super do zabawy! - zawołał więc do nieznajomej, z każdym słowem trochę bardziej się spinając, jakby dopiero zaczęło do niego docierać, co robi.
Krótkowłosa, niebieski z bielą. Biel na pysku (od czoła przez całe policzki), całym brzuchu i łapach. Przednie - do łokci, tylne w całości. Za kociaka mała, drobna. W dorosłości przeciętnych rozmiarów, szczupła.
ADHD, wszędzie jej pełno, nie zamyka się ani na moment, wiecznie uśmiechnięta, w spektrum.
Nocny Szkwał [Krz]
Mucha wpatrywała się w Cztery Dęby na tyle intensywnie, że nie zauważyła gdy ktoś się do niej zbliżył. Nie powinna była tak się dawać ponieść wyobraźni będąc poza obozem, zamiast nieszkodliwego terminatora, na oko w jej wieku, mógł to być lis, czy inny pies. Na szczęście nie był to nikt niebezpieczny, więc można powiedzieć, że tym razem jej się upiekło. Zerknęła w stronę kocura i kiedy zdała sobie sprawę z tego, że go nie zna, oczka jej się zaświeciły.
- Cześć! No właśnie jak tak patrzyłam to raczej myślałam o tym, że nazwa jest myląca, bo dęby miały być cztery a jest tylko jeden. Ale jak teraz na nie zerkam, to masz rację! Między tymi korzeniami można by robić tyle ciekawych rzeczy! Bawić się w berka, albo w chowanego, sami Gwiezdni wiedzą co jeszcze, tak naprawdę! A tak w ogóle to jestem Bzycząca Łapa, ale możesz mi mówić Mucha. A ty? I z jakiego jesteś klanu? Ja z rzeki! A moja mistrzyni to Krokusowy Pląs, chociaż pewnie jej nie znasz, no bo skąd. - tradycyjnie, rozpoczęła swój słowotok, gdy tylko nadarzyła się okazja do otworzenia pyska. Klasyczna Mucha.
Księżyce: 67 Mistrz: Psia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Gasnący Dech Ojciec: Wielka Stopa Trwałe urazy: Zespół Klinefeltera
Skruszone Serce co prawda dawno wyrósł już z etapu tyciego kociaka lub zupełnie tyczkowatego terminatora, ale jego rozmiary dalej nie imponują - jest kocurem przeciętnego wzrostu o szczupłej budowie ciała. Pasuje to jednak do energicznego, skocznego sposobu, w jaki się porusza. Wprawne oczy mogą zauważyć w jego krokach i przybieranych pozycjach pewną specyficzną manierę, jakby ostrożność, wynikłą z bólu łap.
Ma krótką, buro-rudą sierść z białymi znaczeniami występującymi od podbródka do brzucha i na wszystkich łapach - jako skarpetki oraz drobne miejsca od wewnętrznej strony kończyn. Bura sierść dominuje na bokach i ogonie, ruda - na tylnych łapach, przedniej prawej łapie oraz po prawej stronie pyszczka.
Oczy Okruszka - bo w jego spojrzeniu, wciąż dość naiwnym, dalej najłatwiej odnaleźć kocięcy pierwiastek - są bladozielone, nos - w znaczącej większości różowy, a wąsy białe.
Ktoś mógłby pomyśleć, że w ciele wojownika nadal mieszka kocię. Albo młody terminator. Cóż, kocur nie jest jakoś wybitnie stary, ale wyróżnia się z tłumu swoją ciężką do złamania wiarą w świat i równie trwałym optymizmem, z innej perspektywy nadającym się do nazwania raczej naiwnością. Nie żyje jednak w zupełnej iluzji - urodził się i wychował w Klanie Cienia, ciężko o lepsze miejsce do pozbycia się ślepej wiary w dobro świata - ale dalej najbardziej ceni sobie okazywanie wszystkim dobroci i próby dawania kotom komfortu psychicznego, jakiego potrzebują. Chce uparcie ulepszać świat, w którym żyje, stara się zmieniać myślenie kotów na takie, które pasuje do nieco idealistycznej wizji świata.
Jednocześnie jednak jest bardzo otwarty na ten świat i na innych, próbując respektować ich przestrzeń na tyle, na ile może. Póki nie zapomni akurat o postawionej mu granicy lub o jakimś istotnym elemencie - pomimo wszystkich dobrych cech, nie jest bowiem najostrzejszym pazurem w łapie, często bywa też zapominalski. Stara się jednak, a to, co niektórzy nazwaliby głupotą, nadrabia umiejętnością wprowadzenia nieco bardziej pozytywnej atmosfery, może nawet poprawy cudzego humoru.
Nie jest mimo wszystko wybitnie pewny siebie - często czuje, że traci grunt pod nogami i zaczyna się jąkać albo uciszać, niechętny, by jakkolwiek sprawić komuś przykrość albo popełnić błąd. W takich momentach pomaga mu powrót do podstaw własnego charakteru i uparte trzymanie się swoich wartości oraz próba otwartej, szczerej komunikacji. Jak wykorzysta te cechy rozmówca - to już inna kwestia.
- O... Och!
Zdziwiony dźwięk wydobył się z pstrokatego pyszczka, kiedy mózg w środku całej pstrokatej głowy przetworzył kolejno: napotkanie kogoś obcego na spacerze, rozpoczęcie interakcji z nim i napotkanie odpowiedzi... A na samym końcu zorientowanie się, że ta odpowiedź jest pozytywna. I to jak! Okruszek chyba po raz pierwszy w pełni zrozumiał, jak czuły się inne koty, kiedy z nimi rozmawiał!
Ale nie był przecież taki łatwy do przeciążenia gadaniem, więc z każdym elementem słuchanego słowotoku jego lekki, początkowo napięty uśmiech się poszerzał i stawał bardziej naturalny. Czuł, jak powietrze wraca mu do dawno nieodwiedzanych zakamarków płuc. Nawet podreptał lekko łapami.
- To... to prawda! Znaczy, ja nie wiedziałem, że to miejsce w ogóle ma nazwę... Chyba, że zapomniałem. Ale wydaje mi się, że nie znałem! Tylko, faktycznie, tu jest jeden dąb, a to są Cztery Dęby, tak? - dołączył do tego potoku słów z radością i przytakiwał kolejnym pomysłom powtarzanymi kiwnięciami głowy.
Odetchnął dopiero w momencie pytania o klan i, co mniej przyjemne, o wspomnieniu mistrza. Trochę, jakby wrócił na ziemię. Postarał się jednak otrząsnąć i godnie powtórzyć cały sposób przedstawienia się Muchy.
- Ja jestem Skruszona Łapa, ale też możesz mi mówić Okruszek, i jestem z Klanu Cienia. Mój mistrz... to Psia Gwiazda. - ostatnie stwierdzenie zakończył szybko, po czym postanowił od razu podchwycić temat. - Nie, nie znam, ale to bardzo ładne imię! A ty znasz kogoś z innych klanów? I... czy w Klanie Rzeki wszyscy są tacy, no, weseli?
Krótkowłosa, niebieski z bielą. Biel na pysku (od czoła przez całe policzki), całym brzuchu i łapach. Przednie - do łokci, tylne w całości. Za kociaka mała, drobna. W dorosłości przeciętnych rozmiarów, szczupła.
ADHD, wszędzie jej pełno, nie zamyka się ani na moment, wiecznie uśmiechnięta, w spektrum.
Nocny Szkwał [Krz]
- O JAAAA!!! Ja też często zapominam nazw i imion, więc nadaję swoje własne. Moja mistrzyni to Kwiatuszek na przykład, na przywódcę mówię Ptaszek, i tak dalej. Czterech Dębów pewnie też bym nie zapamiętała, ale no właśnie, zdziwiłam się, że to JEDEN dąb. Trochę to takie oszustwo, nie? Niby to symbolicznie i w ogóle, ale ja mam jednego brata na przykład i nie mówię, że jest ich czterech, bo ma cztery łapy, nie? Głupie to takie ale co zrobisz. - trajkotała, uradowana tym, że znalazła kogoś kto nie reaguje szokiem na jej słowotok i, zupełnie tak jak on, absolutnie nie ma pamięci do nazw. W Rzece nie miała okazji poznać nikogo takiego, a poza rodzeństwem i Kwiatuszkiem (oraz rodzicami) większość wydawała się być nią przytłoczona. Co prawda nie do końca zdawała sobie z tego sprawę, ale czasem czuła że no, rozmówca jest jakiś taki dziwny.
- Okruszek! Puszek Okruszek!! Jaki fajne imię!!!! To na pewno zapamiętam! I jesteś terminatorem samego przywódcy, łoooo. Ja mogę się pochwalić tylko tym, że mój jedyny braciszek, Płomyczek, trenuje z zastępcą, ale to nie to samo co sam przywódca. I jaki on jest? Bardzo wymagający? Myślisz, że wziął cię na swojego terminatora, bo widzi w tobie potencjał? Nie znam nikogo z innych klanów, jesteś moim pierwszym, haha!! A w rzece to zależy na kogo trafisz w sumie. Są ponraki i są nieponuraki. A ty poznałeś już kogoś z obcego klanu? Co tutaj w ogóle robisz? - krzyczała podekscytowana, delikatne podskakując z radości. Bardzo łatwo się nakręcała i bardzo wolno się uspokajała.
Księżyce: 67 Mistrz: Psia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Gasnący Dech Ojciec: Wielka Stopa Trwałe urazy: Zespół Klinefeltera
Skruszone Serce co prawda dawno wyrósł już z etapu tyciego kociaka lub zupełnie tyczkowatego terminatora, ale jego rozmiary dalej nie imponują - jest kocurem przeciętnego wzrostu o szczupłej budowie ciała. Pasuje to jednak do energicznego, skocznego sposobu, w jaki się porusza. Wprawne oczy mogą zauważyć w jego krokach i przybieranych pozycjach pewną specyficzną manierę, jakby ostrożność, wynikłą z bólu łap.
Ma krótką, buro-rudą sierść z białymi znaczeniami występującymi od podbródka do brzucha i na wszystkich łapach - jako skarpetki oraz drobne miejsca od wewnętrznej strony kończyn. Bura sierść dominuje na bokach i ogonie, ruda - na tylnych łapach, przedniej prawej łapie oraz po prawej stronie pyszczka.
Oczy Okruszka - bo w jego spojrzeniu, wciąż dość naiwnym, dalej najłatwiej odnaleźć kocięcy pierwiastek - są bladozielone, nos - w znaczącej większości różowy, a wąsy białe.
Ktoś mógłby pomyśleć, że w ciele wojownika nadal mieszka kocię. Albo młody terminator. Cóż, kocur nie jest jakoś wybitnie stary, ale wyróżnia się z tłumu swoją ciężką do złamania wiarą w świat i równie trwałym optymizmem, z innej perspektywy nadającym się do nazwania raczej naiwnością. Nie żyje jednak w zupełnej iluzji - urodził się i wychował w Klanie Cienia, ciężko o lepsze miejsce do pozbycia się ślepej wiary w dobro świata - ale dalej najbardziej ceni sobie okazywanie wszystkim dobroci i próby dawania kotom komfortu psychicznego, jakiego potrzebują. Chce uparcie ulepszać świat, w którym żyje, stara się zmieniać myślenie kotów na takie, które pasuje do nieco idealistycznej wizji świata.
Jednocześnie jednak jest bardzo otwarty na ten świat i na innych, próbując respektować ich przestrzeń na tyle, na ile może. Póki nie zapomni akurat o postawionej mu granicy lub o jakimś istotnym elemencie - pomimo wszystkich dobrych cech, nie jest bowiem najostrzejszym pazurem w łapie, często bywa też zapominalski. Stara się jednak, a to, co niektórzy nazwaliby głupotą, nadrabia umiejętnością wprowadzenia nieco bardziej pozytywnej atmosfery, może nawet poprawy cudzego humoru.
Nie jest mimo wszystko wybitnie pewny siebie - często czuje, że traci grunt pod nogami i zaczyna się jąkać albo uciszać, niechętny, by jakkolwiek sprawić komuś przykrość albo popełnić błąd. W takich momentach pomaga mu powrót do podstaw własnego charakteru i uparte trzymanie się swoich wartości oraz próba otwartej, szczerej komunikacji. Jak wykorzysta te cechy rozmówca - to już inna kwestia.
Nadawanie własnych imion! O tym to by nigdy nie pomyślał. Pokręcił lekko głową, z niedowierzaniem, ale także powoli rozlewającą się radością ze spotkania. Interakcja ze Zwinną Łapą była... inna, niż ta. Ona sama miała własne problemy, i choć czuł, że bardzo chętnie spotkałby ponownie Wichrzaczkę, to pierwsza myśl na temat takiego zetknięcia dotyczyła próby pomocy kotce, albo chociaż wsparcia rozmową.
Bzycząca Łapa mogła obdarować energią kilka kotów i na tym nie zbiednieć!
- O, a pamiętasz, jak się nazywa twój przywódca tak naprawdę? I oni nie są źli, że dostają od ciebie imiona? Wiesz, ja bym nie był, ale niektórzy chyba bardzo lubią swoje własne! - odparł, podchodząc o dwa kroki bliżej do Muchy, aby nie przekrzykiwać się z nią przez cały pagórek, na którym stali. Poza tym chciał przyjrzeć się tym czterem dębom, które były jednym dębem, z różnych stron. - Ale jakby miał takie ogromne łapy, jak te korzenie, to co innego! - skomentował, pozwalając sobie na chichot.
Chichot z kolei przerodził się w śmiech, kiedy usłyszał nowy pseudonim. Ten jednak zrzedł nieco po przejściu z powrotem do tematu jego mistrza i tylu, tylu pytań - takich, na które już nie miał tak wielkiej ochoty odpowiadać. Przełknął ślinę i wziął oddech, siadając wreszcie na tyłku.
- Jest... wymagający, tak. Bardzo. I chyba jest tak trochę odwrotnie, wiesz? Że raczej chce mnie... naprostować. - odwieść od niegodnego towarzystwa. - O, poznałem, tak! Zwinną Łapę z Wichru. - nie miał zamiaru zdradzać problemów, które powierzyła mu kotka, komukolwiek innemu. A przynajmniej nie tak bez powodu.
Co tu robi? Najwyraźniej próbuje zwiać od problemów, które i tak będą czekały go po powrocie. Ale i po zetknięciu z terminatorką Klanu Wichru, i w tym momencie, czuł, że te spacery prowadzą go do dobrych sytuacji. Z dobrym wpływem na samopoczucie. Tak, jak mówiła mu Żołędziowa Łapa - poznawanie kotów było przyjemne. I, chociaż spotykał tylko koty klanowe, to i tak czuł, że nie zamyka się na cokolwiek, a wręcz przeciwnie! Bo może to na zewnątrz powinien był szukać rozwiązania problemów trawiących jego klan, jakiekolwiek by te problemy nie były? Miał nadzieję, że ta rozmowa, którą prowadził, choć była oderwana od ziemi, także kiedyś przyniesie jego rodzinie coś dobrego.
- ...a nie wiem! Jakoś tak, jak wychodzę na spacer, taki dalszy, to jakoś dobrze się czuję. A ty tak masz? I wiesz, nawet już się aż tak nie boję, że coś może mnie zaatakować... Chociaż no, nie tak całkiem. Nie za dobrze walczę.
Krótkowłosa, niebieski z bielą. Biel na pysku (od czoła przez całe policzki), całym brzuchu i łapach. Przednie - do łokci, tylne w całości. Za kociaka mała, drobna. W dorosłości przeciętnych rozmiarów, szczupła.
ADHD, wszędzie jej pełno, nie zamyka się ani na moment, wiecznie uśmiechnięta, w spektrum.
Nocny Szkwał [Krz]
- Ma imię od takiego białego, wodnego ptaka z długą szyją, ale nie pamiętam jego nazwy. Wiesz co, ja zawsze pytam czy komuś to nie przeszkadza. Kwiatuszek bardzo lubi być Kwiatuszkiem, na przykład! Każdy woli mieć jakieś przezwisko, niż słuchać jak jego imię jest mylone. Wiedzą, że nie robię tego złośliwie tylko no, mam po prostu słabą pamięć. - bo w jej głowie pojawiało się tysiąc myśli na uderzenie serca i ciężko jej było to wszystko uporządkować. Czasem w ogóle wyłączała się w trakcie rozmowy, skakała z tematu na temat. Ciężko jej było się skupić, tak po prostu. Mama mówiła, że taki jej urok, więc Mucha tego nie podważała, bo dlaczego by miała? Mama była najmądrzejsza, zawsze miała rację.
- Wcale nie! Każdy kto potrafi liczyć jest w stanie stwierdzić jak wygląda jedno drzewo, a jak cztery. Tak samo jest z kotami. Dalej zostaję przy tym, że to nie ma sensu - powiedziała, zaciekle broniąc swojej racji. To nie była żadna filozofia, żeby policzyć drzewa, prawda? Ani tym bardziej koty, nieważne ile miały łap, korzeni, gałęzi, czy czego tam jeszcze. W tej kwestii pozostała nieugięta.
- A. Rozumiem. Dobra, to nie gadajmy o nim. - zaproponowała, widząc że uśmiech delikatnie zszedł z pyska rozmówcy. Nie zaproponowała tego dlatego, że uznała że tak wypada, albo wyczuła, że coś jest nie tak. Po prostu nie chciała żeby Okruszek się nie uśmiechał. Ot.
- Ale fajnie! I jaka była? Jak wyglądała? To prawda że wichrzacy mają bardzo długie łapy bo muszą gonić zające? A w ogóle to nasz przywódca ma swoje dzieci w wichrze! Mama mi mówiła, wiesz? Jedna z naszych terminatorek też ma dzieci z kimś spoza rzeki, ale on akurat przeszedł do nas do klanu. Nie pamiętam niestety skąd, szkoda. Ale to też mi mama mówiła! Ja bym nie umiała tak odejść od mamusi i rodzeństwa. I od Kwiatuszka też nie. I nie chciałabym żeby ktokolwiek z nich też odchodził. Na szczęścia mama ma tatę w klanie, Kwiatuszek ma swoją dziewczynę w klanie, a Cyprysia nigdy mnie nie zostawi. - nawet jak jej znajdzie chłopaka poza klanem, co w sumie w tej chwili robiła. - Ja to się w ogóle niczego nie boję. Czasem się gubię, bo idę sobie, zamyślę się i bam, nie wiem skąd wylądowałam w miejscu w którym jestem, ale jak idę na granice to z pełną świadomością! Bo... O właśnie! Masz kogoś? Mam SUPER siostrę, ona marzy o tym, żeby mieć partnera i w przyszłości dzidziusie i jej obiecałam, że znajdę jej super chłopaka. Ty jesteś fajny, lubię cię i spełniasz wszystkie kryteria! Chciałbyś poznać moją siostrę? - oh, w końcu okazja żeby przejść do meritum! Nie to żeby Mucha po prostu nie przeskakiwała z tematu na temat, ale tak. Dość szybko przeszła do konkretów.
Księżyce: 67 Mistrz: Psia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Gasnący Dech Ojciec: Wielka Stopa Trwałe urazy: Zespół Klinefeltera
Skruszone Serce co prawda dawno wyrósł już z etapu tyciego kociaka lub zupełnie tyczkowatego terminatora, ale jego rozmiary dalej nie imponują - jest kocurem przeciętnego wzrostu o szczupłej budowie ciała. Pasuje to jednak do energicznego, skocznego sposobu, w jaki się porusza. Wprawne oczy mogą zauważyć w jego krokach i przybieranych pozycjach pewną specyficzną manierę, jakby ostrożność, wynikłą z bólu łap.
Ma krótką, buro-rudą sierść z białymi znaczeniami występującymi od podbródka do brzucha i na wszystkich łapach - jako skarpetki oraz drobne miejsca od wewnętrznej strony kończyn. Bura sierść dominuje na bokach i ogonie, ruda - na tylnych łapach, przedniej prawej łapie oraz po prawej stronie pyszczka.
Oczy Okruszka - bo w jego spojrzeniu, wciąż dość naiwnym, dalej najłatwiej odnaleźć kocięcy pierwiastek - są bladozielone, nos - w znaczącej większości różowy, a wąsy białe.
Ktoś mógłby pomyśleć, że w ciele wojownika nadal mieszka kocię. Albo młody terminator. Cóż, kocur nie jest jakoś wybitnie stary, ale wyróżnia się z tłumu swoją ciężką do złamania wiarą w świat i równie trwałym optymizmem, z innej perspektywy nadającym się do nazwania raczej naiwnością. Nie żyje jednak w zupełnej iluzji - urodził się i wychował w Klanie Cienia, ciężko o lepsze miejsce do pozbycia się ślepej wiary w dobro świata - ale dalej najbardziej ceni sobie okazywanie wszystkim dobroci i próby dawania kotom komfortu psychicznego, jakiego potrzebują. Chce uparcie ulepszać świat, w którym żyje, stara się zmieniać myślenie kotów na takie, które pasuje do nieco idealistycznej wizji świata.
Jednocześnie jednak jest bardzo otwarty na ten świat i na innych, próbując respektować ich przestrzeń na tyle, na ile może. Póki nie zapomni akurat o postawionej mu granicy lub o jakimś istotnym elemencie - pomimo wszystkich dobrych cech, nie jest bowiem najostrzejszym pazurem w łapie, często bywa też zapominalski. Stara się jednak, a to, co niektórzy nazwaliby głupotą, nadrabia umiejętnością wprowadzenia nieco bardziej pozytywnej atmosfery, może nawet poprawy cudzego humoru.
Nie jest mimo wszystko wybitnie pewny siebie - często czuje, że traci grunt pod nogami i zaczyna się jąkać albo uciszać, niechętny, by jakkolwiek sprawić komuś przykrość albo popełnić błąd. W takich momentach pomaga mu powrót do podstaw własnego charakteru i uparte trzymanie się swoich wartości oraz próba otwartej, szczerej komunikacji. Jak wykorzysta te cechy rozmówca - to już inna kwestia.
- A, no to jak tak, to bardzo fajnie! Może też tak spróbuję! Chociaż jak już kogoś lepiej znam, to jakoś łatwiej mi zapamiętać jego imię, więc może wystarczy, że poznam wszystkich blisko! - podsumował, świadomie nie idąc w stronę przemyśleń na temat tego, kogo w Klanie Cienia nie znał wystarczająco dobrze. Pewnie zbyt wielu kotów.
Ponownie zaśmiał się w reakcji na radykalną opinię wygłoszoną przez Bzyczącą Łapę. Skupił się na moment, patrząc na to duże drzewo i przypomniał sobie dawne, kocięce marzenia o ustawieniu słońca tak, by wszystkie Cztery Klany miały do nich równy dostęp. Może teraz udałoby mu się wymyślić równie oderwaną od rzeczywistości historię? Mruknął w zamyśleniu. Potrzebował na to chwili.
W międzyczasie z ulgą, wdzięcznością i tylko pozostałością niezręczności przyjął propozycję Muchy, aby nie rozmawiać o Psiej Gwieździe.
- ...tak, może tak. Dziękuję. Znaczy nie to, że on... - zaczął się jąkać, z jednej strony chcąc zejść z tematu mistrza, ale z drugiej - nieco bojąc się zostawiać na jego temat nieprzyjemne opinie w czyichkolwiek oczach. Jakby przywódca mógł słyszeć wszystko. - No, po prostu porozmawiajmy o czym innym, dziękuję! - w końcu podsumował i przywrócił na mordkę uśmiech, słabszy, ale wdzięczny. Spojrzał ponownie na dąb. - A co do tych dębów, to może... może nazywa się to miejsce Czterema Dębami, bo... bo te korzenie to były kiedyś cztery dęby, ale zrobiły z siebie jeden, wielki dąb!
Mucha wręcz przeganiała Okruszka, jeśli chodziło o liczbę wypowiadanych przez uderzenie serca słów. Ciężko było się wtrącić do tego potoku, ale kocur wcale nie czuł się z tym źle. Jedynie na pytania trudno się tak odpowiadało. Tym bardziej, że potrzebował chwili zastanowienia, aby podsumować spotkanie ze Zwinną Łapą w jakiś sensowny sposób. Szczery, ale nie taki, aby zdradzić jakiekolwiek problemy kotki.
- Była... trochę miła, a trochę zdenerwowana. Ale nie na mnie. Nie wiem. I nie wiem, nie pytałem, bo... no, nie wiedziałem. Ale faktycznie wyglądała, jakby potrafiła bardzo dobrze biegać! Więc może... może to prawda. Ale musiałaby nam sama powiedzieć. Albo ktoś inny z Klanu Wichru. - odpowiedział przynajmniej na część pytań. Następnej porcji słowotoku przysłuchiwał się z coraz większym zdziwieniem. Kociaki z kimś w innym klanie? Ktoś przechodzący z jednego klanu do drugiego? - Tak... tak naprawdę można? Zmienić klan? Nikt nie był zły? - w tym momencie to Okruszek dopytywał, zupełnie zszokowany tą niewyobrażalną dla niego sytuacją, o której Bzycząca Łapa opowiadała z takim luzem. A myślał, że Zwinna Łapa wymyśliła sobie nierealny plan.
Ale największy szok miał dopiero nadejść. Ot, najpierw został zasypany opowieścią o gubieniu się - bardzo ciekawą, oczywiście! - i zamyślaniu, i braku strachu... A potem rozdziawił szeroko mordkę. Najpierw tylko ją otworzył, kiedy został spytany o to, czy kogoś ma. Czy pytanie oznaczało to, co myślał, że oznaczało? Zrobiło mu się nieco cieplej. A potem opis całej potencjalnej przyszłości z siostrą Muchy. Ta część spowodowała już zupełne rozdziawienie pyszczka.
- Ja, eee... Bo ja to jeszcze chyba nawet nie myślałem o takich... rzeczach. Znaczy... na pewno twoja siostra jest super i pewnie też byłoby ją tak miło poznać, jak teraz ciebie, ale... Ja... eee...