Gęsiopióry jest jednolicie białym kocurem o krótkiej, tłusto połyskującej sierści. Ma mocne łapy z szerokimi stopami, dużą głowę, osadzoną na krępej szyi oraz gruby, krótki ogon. Dodając do tego zupełnie przeciętny wzrost i ciut ponad przeciętną masę, dostaje się obraz masywnego kocura o zaokrąglonych kształtach. Poczciwej aparycji dopełniają jasnożółte oczy, nieduże uszy, ciut zbyt wielki nos i najsympatyczniejszy uśmiech w Klanie Rzeki.
Jako Wojownik Gęsiopióry odzyskał wiarę w siebie. Dojrzał. Zaczął konfrontować swoje lęki, potrzeby i marzenia z rzeczywistością. Pewne rzeczy przestały mu doskwierać, z innymi się pogodził. Dobro, w które zawsze tak wierzył, stało się jego głównym atrytubem. Jest troskliwy, ciepły i spokojny. Lubi rozmawiać z innymi i podchodzi do nich z życzliwą i szczerą ciekawością. Odkrycie powołania do bycia Mistrzem nadało jego pozbawionemu celu życiu nowy sens, a wejście w związek z Pajęczą Nogą pozwoliło wreszcie poczuć się dla kogoś ważnym i wartościowym.
Chaotyczny Lot (KW), Rwetes (S)
Szpak wydał z siebie tylko krótki, urwany okrzyk, zatrzepotał skrzydłami – i zwiotczał pod pazurami i zębami Mętlik. Najwyraźniej miała naturalny dar, albo naprawdę przyłożyła się do zadania, albo też powinna częściej widywać się z Traszkową Łapą, bo przyniósł jej szczęście w polowaniu... Tak czy inaczej, Gęsiopióry po chwili pojawił się obok niej, zwabiony głosem zdobyczy.
– No, no, piękna robota! – pochwalił, nie kryjąc podziwu w głosie – Brawo, Mętna Łapo! – dotknął nosem jej ucha i odniósł wrażenie, że całe aż bucha gorącem. Nic dziwnego – serce musiało jej mocno bić w takiej chwili jak ta. Sam aż nie mógł do końca uwierzyć, gdy schwytał swoją pierwszą zdobycz.
– W takim razie chyba pora wracać z nim do Obozu. Miejmy oczy i uszy otwarte – może i ja coś po drodze upoluję? – zaproponował i poprowadził kotkę dalej wzdłuż Granicy, tak, by przeprawić się przez rzekę po Bobrowej Tamie i skierować z żabą, którą przy okazji złowił, prosto do Stosu Zwierzyny.
- - - - - - - - - - - - -
Po ostatniej Ceremonii, na której Ćmia Gwiazda opowiedziała o konflikcie z Klanem Wichru i gangiem Samotników, nazywających siebie Klanem Pożogi, w całym Obozie zapanowała poważniejsza atmosfera. W takim Chruśniaku nie zmieniło się za wiele, kocięta były kociętami, rosły, broiły, rozczulały dorosłych - ale na Kocim Grzbiecie można było zauważyć różnicę. Terminatorzy, nawet ci mianowani dopiero ostatnio, intensywnie ćwiczyli walkę. Gęsiopióry osobiście bardzo nie chciał brać udziału w ofensywie, ani też wysyłać na nią Mętnej Łapy, ale rozumiał ryzyko rozlania się konfliktu poza rejony zawłaszczone przez Rojsta. Ryzyko odwetu. Rozumiał, że walka mogła dotrzeć i do Obozu – a gdyby tak się stało, każdy kot powyżej sześciu księżyców i poniżej stu będzie musiał stanąć na wysokości zadania.
Dlatego trenowali intensywnie. I z tego samego powodu Gęsiopióry „pożyczył” dziś od Sroczego Ogona Szerszeniową Łapę, któremu jakiś czas temu, niedługo przed narodzinami swoich kociąt, zaproponował wspólny sparing z Mętną Łapą pod jego okiem. Cała trójka spotkała się w centrum Obozu późnym popołudniem, gdy upał, który panował tego dnia, trochę zelżał, a powietrze zaczynało mocniej pachnieć wilgocią rzeki.
Gęsiopióry wyglądał zaskakująco poważnie, jak na siebie. Nie jednak ponuro. Miał zdeterminowaną minę, która na jego szczuplejszym, dojrzalszym obliczu wyglądała zdecydowanie bardziej przekonująco, niż wtedy, gdy układał w nią pucołowate policzki. W spojrzeniu, które posłał najpierw rudej kotce a później jej czarnemu przyjacielowi, była jednak typowa dla niego życzliwość i spokój.
– Chodźmy na Koci Grzbiet – zaprosił i wyprowadził ich z Obozu – Szerszeniowa Łapo, powiesz mi w paru słowach, czy miałeś już do czynienia z treningiem walki?
nie wierzy w jedną prawdę; spontaniczna; eksploratorka; obserwatorka; zbyt empatyczna (czująca innych bardziej niż siebie); kreatywna; potrafi przyznać się do niewiedzy, woli ją od zgubnej pewności; bywa wścibska; indywidualistka, ale rozmowna, interesuje ją życie Klanu jako wspólnoty; żyje teraźniejszością, lubi być na bieżąco; uczy się elastyczności; uznaje, że światem rządzi ciągła zmiana i nic nie jest pewne.
Mała Łapa vel Huba [kw], Okopcona Gałązka [gk]
Jeszcze przez kilka uderzeń serca nie była pewna czy ptak faktycznie wyzionął ducha. Swoją drogą, niesamowite jak często to słowo pojawiało się we wszelkiego rodzaju powiedzonkach, metaforach i innych takich, zdając się nieść za sobą górnolotną symbolikę sprawy tak niepewnej, jak istnienie duszy. Mętlik, generalnie, na pojęcie duszy znalazła sobie jakiś sposób definiowania, ale z duchem miała o wiele większy problem. Wcale nie lubiła tego słowa, a wcale. Parę razy już ją skołowało, na przykład wtedy, gdy wpadła znienacka na Szerszenia.
Szpak faktycznie nie żył, co dotarło do kotki chyba w momencie usłyszenia słów, zbliżającego się do niej mistrza. Ofiara, na której nadal leżała, tak jakby ta w każdej chwili miała się jej wyrwać z pazurów, istotnie zwiotczała. Zabiła ją szybko, tak jak nakazywał Kodeks... Nagle przypomniało się jej pytanie, które zadała Gęsiopióremu podczas pierwszego dnia treningu. Czemu dziękujemy za zwierzynę tak zwanym gwiezdnym, a nie Rzece, wiatrowi, choćby pogodzie? Białas, te wszystkie księżyce temu, podpowiedział jej, że gdy sama upoluje pierwszą zwierzynę, poczuje komu podziękować. I w tej chwili jej myśli nie poszybowały, ani ku niejakim gwiezdnym, ani w kierunku uroczego, Wichrowego rudzielca, ani nawet... nie tak bardzo w stronę wiatru!
– Dziękuję, Gęsiopióry! – miauknęła może odrobinę zbyt głośno, tonem, który nie przystoi łowcy pierwszej klasy, jeśli nie chce przepłoszyć zwierzyny. Dziękowała mu tym samym za naukę, w mniejszym stopniu za pochwałę. Ledwo poczuła zimny, różowy nosek, tykający ją w rozpalone ucho. Teraz będzie mogła upolować tego... królika? o którego się zakładali. Nie podejrzewała jednak, że gdy ponownie spotkają się na treningu, już wszystko będzie jasne. To, że żadne z nich nie wygrało zakładu, nie obstawiło tamtego dnia poprawnie. Ruszyła, troszkę rozluźniając mięśnie, za mistrzem, wzdłuż granicy z Klanem Gromu, a następnie do Obozu.
***
Wiele wydarzyło się od tamtego dnia, w którym upolowała, nieco niedowierzając, szpaka. Teraz już wiedziała kto został zastępcą, a na czele Klanu stała Ćmia Gwiazda. Gęsiopióremu urodziły się kocięta, Pajęcza Noga wyglądała na niedowierzającą, ale szczęśliwą matkę. Ostatnia ceremonia odbiła się szerokim echem po zakamarkach całego Obozu, a to ze względu na rewelacje dotyczące samozwańczego przywódcy, który pochodził, jak na stan wiedzy Mętnej Łapy, nie-wiadomo-skąd i powołał Klan, w całości samemu ustalając zasady jego funkcjonowania. A jednak, zamierzał wchodzić w relacje z grupami kotów, które koegzystowały ze sobą od wielu pokoleń i w wielu przypadkach, więcej je łączyło, niż dzieliło. Rojst, z tego co ruda kotka zrozumiała ze słów Ćmiej Gwiazdy, stawiał wszystko w: kontraście do, a poza tym... miał tupet i był nieostrożny. Miała świadomość, że historia, która stała za jego przybyciem do lasu, była złożona, a oddanie jej w paru słowach w odezwie do tłumu kotów, było niemożliwe. Poza tym, słowa miały to do siebie, że były bardzo elastyczne i skore do nadużyć, manipulacji. Rojst ewidentnie coś o tym wiedział, zaszedł przywódczyni Rzeki za skórę, bez dwóch zdań. Klan musiał pozostawać w ciągłej mobilizacji, a na jej osobistej drodze rozwoju... wypadała teraz, tak czy inaczej, nauka walki.
Już raz... biła się z Szerszeniem, ale dziś cała jej postawa świadczyła o poważnym podejściu. To nie luźny sparing-przepychanka, to nauka. Miała poznać strategie, wyczulić instynkt na szybkie zmienianie taktyk. Mętlik nie wiedziała o spotkaniu swojego czarnego kolegi z białym wojownikiem, ale wiedziała, że Sroczy Ogon przed zniknięciem z Klanu, pozostawał w dobrych układach z Gęsiopiórym, więc nie zdziwiła się, że ma pojedynkować się z jego nowym terminatorem, a nie z własnym mistrzem.
Stawiła się na czas, zadowolona, że w powietrzu unosiła się woń Rzeki. Było słonecznie, co mogło okazać się zarówno przeszkodą, jak i pomocą w sparingu. Wyszła za białasem z Obozu, z werwą stawiając kroki. Jej barki wyraźnie rysowały się pod warstwą skóry i futra. Kątem oka patrzyła na Szerszenia, wyraz jej pyska wyrażał niewiele poza skupieniem.
Duży, czarny, długowłosy kocur. Ma długie i masywne łapy oraz duże, żółte oczy i często niezadowolony wyraz pyska. || kp
Pewny siebie i odważny. Niechętny do nowych znajomości, szuka w nich tylko jakichkolwiek korzyści. Zazwyczaj nie zaczyna rozmowy bez powodu. Wybuchowy, stara się ukrywać swoje emocje. Trudno wzbudzić jego zainteresowanie, na większość rzeczy jest obojętny. || kp
Kolejny mistrz. Czy tego chciał? Nie! Miał już dość. Chciał jednego mistrza, który w końcu skończy jego trening, a nie ciągłych zmian. To było uciążliwe. Nadal nie wiedział co myśleć o Sroczym Ogonie, swoim nowym mistrzu i właściwie to nie miał na to za dużo czasu, bo propozycja Gęsiopiórego, którą kiedyś mu złożył, co do walki z Mętną Łapą, weszła w życie. Czy się ucieszył? Nie, nie wykazał przy tym emocji jak radość czy smutek. Był poważny. Trening to nie żarty, zwłaszcza w ich sytuacji, która była... Dziwna? Sam nie wiedział.
Tak jak często był poważny, tak i teraz, gdy szedł z nimi na Koci Grzbiet. Treningi traktował wyjątkowo poważnie, zwłaszcza po tym jak Sztorm i Czereśnia przepadli. Na pytanie Gęsiopiórego czy miał do czynienia z treningiem walki chciał odwarknąć, że miał, ale ze znikającymi mistrzami.
-nie. - odpowiedział krótko. Nie poruszył tego ani ze Sztormem, ani Czereśnią. Pf. -raz mieliśmy sparing z Mętną Łapą, ale daleko było temu do walki kotów z jakimkolwiek doświadczeniem
Gęsiopióry jest jednolicie białym kocurem o krótkiej, tłusto połyskującej sierści. Ma mocne łapy z szerokimi stopami, dużą głowę, osadzoną na krępej szyi oraz gruby, krótki ogon. Dodając do tego zupełnie przeciętny wzrost i ciut ponad przeciętną masę, dostaje się obraz masywnego kocura o zaokrąglonych kształtach. Poczciwej aparycji dopełniają jasnożółte oczy, nieduże uszy, ciut zbyt wielki nos i najsympatyczniejszy uśmiech w Klanie Rzeki.
Jako Wojownik Gęsiopióry odzyskał wiarę w siebie. Dojrzał. Zaczął konfrontować swoje lęki, potrzeby i marzenia z rzeczywistością. Pewne rzeczy przestały mu doskwierać, z innymi się pogodził. Dobro, w które zawsze tak wierzył, stało się jego głównym atrytubem. Jest troskliwy, ciepły i spokojny. Lubi rozmawiać z innymi i podchodzi do nich z życzliwą i szczerą ciekawością. Odkrycie powołania do bycia Mistrzem nadało jego pozbawionemu celu życiu nowy sens, a wejście w związek z Pajęczą Nogą pozwoliło wreszcie poczuć się dla kogoś ważnym i wartościowym.
Chaotyczny Lot (KW), Rwetes (S)
Gęsiopióry widział w Szerszeniowej Łapie trochę nieoszlifowany diament. Kocurek sprawiał wrażenie szorstkiego, zamkniętego i niedostępnego, a jednak – gdy został poproszony o pomoc, pomógł. Wydawał się mieć w środku dużo szlachetnej materii, której nikt nie postarał się wystarczająco mocno wydobyć. Słysząc, że nie posiada ani teoretycznej wiedzy, ani zbyt wiele praktyki, jeśli chodzi o walkę, powstrzymał westchnięcie. Nie chciał, żeby Szerszeń uznał, że niewiele w sumie starszy Wojownik w jakiś sposób się nad nim użala. Zamiast tego uśmiechnął się.
– Nie ma problemu. Zaczniemy od początku – miauknął spokojnie.
Kiedy cała trójka znalazła się na Kocim Grzbiecie, odwrócił się do Terminatorów i machnął ogonem.
– Pamiętajcie, że dobry Wojownik, to żywy Wojownik. Najważniejsze, czego musicie się nauczyć, jeśli chodzi o walkę, to wychodzenia z niej cało – zaczął, a powaga jego głosu mogła wręcz nieco zaskoczyć Mętną Łapę – Nie jest wstydem się wycofać albo prosić o pomoc – ale jest nim uciec, gdy zagrożeni są słabsi. Pamiętajcie też, że Kodeks Wojownika zakazuje zabijania kotów, które są nim objęte. Nie sądzę, żeby któreś z Was miało jakieś mordercze tendencje, ale w ferworze emocji mogą się wydarzyć różne... dziwne rzeczy. Jeśli zauważycie, że ktoś przesadza, powinniście interweniować – ostrzegł. Osobiście nigdy nie brał udziału w żadnej poważnej walce. I niespecjalnie mu tego brakowało. Nadawał się do polowania, dobrze łowił ryby, wydawało mu się, że nienajgorszy z niego Mistrz... ale walka? Jasne, obroni Klan, gdy będzie trzeba. Ale w duchu cieszył się, że pozostanie na straży Kociarni zapewnia mu odpowiednio istotny i ważny powód pozostania w Obozie, dzięki któremu nie musi uczestniczyć w ofensywie na Pożogę.
– Stając twarzą w twarz z przeciwnikiem, musicie przede wszystkim ocenić zagrożenie. Jeśli jest to jakiś inny drapieżnik, niż kot, sprawa jest dość prosta. Z lisami, borsukami, psami i innymi tego rodzaju dużymi zwierzętami, lepiej w ogóle nie próbujcie walczyć solo. Są strasznie niebezpieczne, silne i wytrzymałe. Z czymś małym, jak łasica, możecie dać radę. Miejcie jednak na uwadze, że przez jej szybkość i zwinność będzie Wam trudno wyprowadzić celny atak, a ona może Was nieźle poszarpać – opowiadał płynnie – Trudniej jest, gdy walczycie z kotem. Może być ciężko ocenić na pierwszy rzut oka, czy będzie od Was silniejszy, czy nie, szczególnie, jeśli ma długą sierść, tak jak Wy sami. Musicie to szybko wyczuć i dostosować taktykę. Wobec kogoś masywniejszego musicie być ostrożni i starać się zachować pewien dystans. Natomiast kota drobniejszego od Was – starajcie się trzymać w zwarciu. Czy to jest dla Was jasne? Macie jakieś pytania?
nie wierzy w jedną prawdę; spontaniczna; eksploratorka; obserwatorka; zbyt empatyczna (czująca innych bardziej niż siebie); kreatywna; potrafi przyznać się do niewiedzy, woli ją od zgubnej pewności; bywa wścibska; indywidualistka, ale rozmowna, interesuje ją życie Klanu jako wspólnoty; żyje teraźniejszością, lubi być na bieżąco; uczy się elastyczności; uznaje, że światem rządzi ciągła zmiana i nic nie jest pewne.
Mała Łapa vel Huba [kw], Okopcona Gałązka [gk]
Stanęła naprzeciw Gęsiopiórego, wlepiając w niego czujne spojrzenie. Był bardzo poważny i skupiony, ale nie zestresowany. Dało się odczuć, że wiedział o czym mówi, nawet jeśli nie stał w życiu, przed bezpośrednim jego zagrożeniem. Przecenianie swoich możliwości mogło okazać się zgubne. Miała nadzieję, że instynkt przetrwania, a także wola obrony słabszych, nie ulotnią się z niej podczas sytuacji tak nieprzewidywalnej, nie pozostawiającej miejsca na namysł, jaką było nagłe natrafienie na drapieżnika. Teraz mogła myśleć, że jest kimś rozsądnym, któremu nie zależy na głupim i ryzykownym potwierdzeniu swojej siły w starciu ze zwierzęciem, którego nie byłaby w stanie pokonać, ale... co by się wydarzyło, gdyby do tego doszło?
Bałaby się. A atakowanie drapieżników, bez konieczności, uznawała za głupotę. To chyba, nie uległoby zmianie.
– Rozumiem. – skwitowała pierwszą część wypowiedzi mistrza, po czym przeszła od razu do drugiej. – Więc futro, jeśli jest suche, daje nam przewagę, polegającą na zaskoczeniu. Chociaż... generalnie i tak wyglądamy dość masywnie, wydaje mi się, że przeciwnicy będą uznawać, że siła to nasza mocna strona. Ja wcale nie jestem tak silna, przynajmniej jeszcze, za to mam bardzo dobry refleks i jestem całkiem szybka, jak na swoje gabaryty. Zwinnego, ale drobnego kota może udałoby mi się staranować, gorzej z masywnym i bardzo silnym. Wtedy nagle może okazać się, że jestem tą bardziej, ruchliwą stroną, która powinna trzymać dystans i odskakiwać. Więcccc... to wszystko jest bardzo płynne, trzeba się umieć dostosować. Czy znasz jakieś triki? Podczas deszczu, to co pod futrem, staje się mniejszą zagadką, jest coś jeszcze z czego możemy skorzystać, gdy akurat... się napatoczy? A i... jak najlepiej wytrącić kota z równowagi, zaburzyć balans?
Mętna Łapa sapnęła cicho, po swojej długiej wypowiedzi, w której pod koniec pojawiły się pytania. Nie miała zamiaru tyle mówić, akurat dziś, ale uznała, że wtedy logiczne tłumaczenia mistrza lepiej zapiszą się jej... pod skórą. A Szerszeń? Może poznał już trochę sekretów, które mógł przekuć na swoją korzyść w sparingu, ale może dzięki temu będzie jeszcze ciekawiej i więcej się nauczą?
Duży, czarny, długowłosy kocur. Ma długie i masywne łapy oraz duże, żółte oczy i często niezadowolony wyraz pyska. || kp
Pewny siebie i odważny. Niechętny do nowych znajomości, szuka w nich tylko jakichkolwiek korzyści. Zazwyczaj nie zaczyna rozmowy bez powodu. Wybuchowy, stara się ukrywać swoje emocje. Trudno wzbudzić jego zainteresowanie, na większość rzeczy jest obojętny. || kp
Słuchał uważnie, najpierw Gęsiopiórego, potem Mętnej Łapy. Pokiwał głową na słowa kocura, notując sobie to wszystko w głowie. Zresztą tak samo słowa kotki, bo właśnie sama przyznała się do swoich zalet, a dla niego ta wiedza była odrobinę na korzyść, skoro mieli zaraz ze sobą walczyć.
-myślę, że każdy musi sobie wyćwiczyć własną taktykę, zależną od wad i zalet. To coś, co wypracujemy z czasem. Każdy dla siebie, bo każdy ma inne wady i zalety. - powiedział. Oczywiście, silniejszemu łatwiej było zadawać mocne ciosy, ale to wcale nie oznaczało, że mógł robić tylko to. To wszystko zależało... Od wszystkiego. Miał pomysł na odpowiedź dla Mętnej, zwłaszcza na temat wykorzystywania tego co się akurat napatoczy, ale... To Gęsiopióry prowadził tu trening, nie on. On był tu by słuchać. Ba, to nawet nie był jego mistrz. On był tu tylko gościnnie. Miał się nauczyć walki tak... Przy okazji. By Mętna Łapa miała przeciwnika bliższego jej wiekowo. No, z nim tak samo. Co nie zmieniało tego, że był tu tylko... Dodatkiem. Dlatego nie wychylał się przed szereg, skoro nie musiał.
Gęsiopióry jest jednolicie białym kocurem o krótkiej, tłusto połyskującej sierści. Ma mocne łapy z szerokimi stopami, dużą głowę, osadzoną na krępej szyi oraz gruby, krótki ogon. Dodając do tego zupełnie przeciętny wzrost i ciut ponad przeciętną masę, dostaje się obraz masywnego kocura o zaokrąglonych kształtach. Poczciwej aparycji dopełniają jasnożółte oczy, nieduże uszy, ciut zbyt wielki nos i najsympatyczniejszy uśmiech w Klanie Rzeki.
Jako Wojownik Gęsiopióry odzyskał wiarę w siebie. Dojrzał. Zaczął konfrontować swoje lęki, potrzeby i marzenia z rzeczywistością. Pewne rzeczy przestały mu doskwierać, z innymi się pogodził. Dobro, w które zawsze tak wierzył, stało się jego głównym atrytubem. Jest troskliwy, ciepły i spokojny. Lubi rozmawiać z innymi i podchodzi do nich z życzliwą i szczerą ciekawością. Odkrycie powołania do bycia Mistrzem nadało jego pozbawionemu celu życiu nowy sens, a wejście w związek z Pajęczą Nogą pozwoliło wreszcie poczuć się dla kogoś ważnym i wartościowym.
Chaotyczny Lot (KW), Rwetes (S)
Gęsiopióry wcale nie widział Szerszeniowej Łapy jako „dodatku”. Wręcz przeciwnie – zależało mu na tym, żeby okazać mu w jakiś sposób, że traktuje jego obecność tutaj poważnie, jako równie ważną, albo nawet ciut ważniejszą od Mętnej Łapy. Zdawał sobie sprawę z nieszczęśliwej passy znikających Mistrzów, jakiej był ofiarą. Postawił sobie więc za cel podejście do jego treningu poważnie, nawet, jeśli było to tylko pojedyncze spotkanie. Chciał dać mu odczuć, że jest ważnym, wartościowym, przyszłym Wojownikiem.
Szkoda, że nie mógł słyszeć jego myśli, bo fakt, że głośne rozważania Mętlik zapamiętał i postanowił wykorzystać w walce, z pewnością zyskałby Szerszeniowi parę słów aprobaty od chwilowego mentora. Tym bardziej, że wpadł na ten sam pomysł i na pytanie kotki o triki na rozpoznanie atrybutów oponenta, odpowiedział jej żartobliwie:
– Można na przykład posłuchać tego, co przeciwnik sam chce Ci opowiedzieć o swoich mocnych i słabych stronach– i mrugnął porozumiewawczo do Szerszenia – Aby pozbawić kota równowagi, najlepiej jest spróbować podciąć mu łapy. Można uderzyć własnymi łapami, albo spróbować je ugryźć, albo przynajmniej zamarkować ugryzienie, aby się poruszył. Gdy oderwie stopy od ziemi, łatwiej będzie go powalić – najlepiej od boku. No i, tak jak mówi Szerszeniowa Łapa, trzeba sobie też wyćwiczyć swoją własną taktykę, własny styl. Możecie opracować jakieś konkretne ruchy, które najlepiej Wam wychodzą i stosować je uniwersalnie – dopowiedział jeszcze – No dobra, moi drodzy. Jesteście gotowi? Odsuńcie się od siebie na kilka lisich długości i spróbujcie chwilę powalczyć. Może niech Mętna Łapa spróbuje zaatakować pierwsza, a potem zrobimy zmianę?
nie wierzy w jedną prawdę; spontaniczna; eksploratorka; obserwatorka; zbyt empatyczna (czująca innych bardziej niż siebie); kreatywna; potrafi przyznać się do niewiedzy, woli ją od zgubnej pewności; bywa wścibska; indywidualistka, ale rozmowna, interesuje ją życie Klanu jako wspólnoty; żyje teraźniejszością, lubi być na bieżąco; uczy się elastyczności; uznaje, że światem rządzi ciągła zmiana i nic nie jest pewne.
Mała Łapa vel Huba [kw], Okopcona Gałązka [gk]
Wywróciła szybciutko oczami, słysząc żarcik białasa, ale nie było w tym geście irytacji, raczej rozpoznawalny rys rozbawienia.
– Można. Ale przeciwnikowi nie wolno wierzyć na słowo. – ostrzegła lekko i pogodnie, chcąc wpisać swoją wypowiedź w ten moment rozluźnienia. Uśmiechnęła się kątem pyska do Szerszenia, ale chwilę potem jej mordka ponownie spoważniała. Wysłuchała rad o wytrącaniu kota z równowagi, wszystko wydawało się logiczne. Silniej poczuła poruszające się serce w klatce piersiowej. Nie patrząc do tyłu, cofnęła się o parę długich kroków. W międzyczasie się oblizała i lekko ugięła łapy. Patrzyła z uwagą na czarnego kocura, czekając aż podchwyci jej spojrzenie i będzie gotowy. Wcześniej pobieżnie skinęła łbem w kierunku mistrza i nie czekała na niczyją odpowiedź, ani komentarz. Ruszyła w kierunku Szerszenia, rozpędzając się i patrząc nisko na jego łapy, po czym, gdy była już blisko, uniosła swoje, przednie i wycelowała w czarny, lewy bark, mając nadzieję lekko zachwiać, jeśli nie przewrócić przeciwnika.
Duży, czarny, długowłosy kocur. Ma długie i masywne łapy oraz duże, żółte oczy i często niezadowolony wyraz pyska. || kp
Pewny siebie i odważny. Niechętny do nowych znajomości, szuka w nich tylko jakichkolwiek korzyści. Zazwyczaj nie zaczyna rozmowy bez powodu. Wybuchowy, stara się ukrywać swoje emocje. Trudno wzbudzić jego zainteresowanie, na większość rzeczy jest obojętny. || kp
Szerszeń parsknął pod nosem na słowa Gęsiopiórego. No, czyli pomyśleli o tym samym.
-no chyba, że przeciwnik rozmawia ze swoim mistrzem i musi mówić prawdę - odgryzł się, a na jego pysku przez chwilę pojawił się delikatny, jakby trochę rozbawiony uśmiech. Pokiwał głową na wyjaśnienia starszego kocura i na jego pytanie czy są gotowi. On tak. W końcu po to tu przyszedł. Musiał się czegoś nauczyć, bo jak na razie nie miał za dużego szczęścia co do mistrzów. Odsunął się dalej i wyłapał spojrzenie kotki. Skinął jej lekko głowa na znak, że jest już gotowy. Obserwował Mętną jak biegnie w jego stronę i ugiął się trochę na łapach, by przede wszystkim chronić szyję i brzuch, bo łatwo skojarzył, że jest to... Ważne. Gdy tylko Mętna Łapa znalazła się w jego zasięgu, zamachnął się na nią łapą, z zamiarem uderzenia w bok.
Gęsiopióry jest jednolicie białym kocurem o krótkiej, tłusto połyskującej sierści. Ma mocne łapy z szerokimi stopami, dużą głowę, osadzoną na krępej szyi oraz gruby, krótki ogon. Dodając do tego zupełnie przeciętny wzrost i ciut ponad przeciętną masę, dostaje się obraz masywnego kocura o zaokrąglonych kształtach. Poczciwej aparycji dopełniają jasnożółte oczy, nieduże uszy, ciut zbyt wielki nos i najsympatyczniejszy uśmiech w Klanie Rzeki.
Jako Wojownik Gęsiopióry odzyskał wiarę w siebie. Dojrzał. Zaczął konfrontować swoje lęki, potrzeby i marzenia z rzeczywistością. Pewne rzeczy przestały mu doskwierać, z innymi się pogodził. Dobro, w które zawsze tak wierzył, stało się jego głównym atrytubem. Jest troskliwy, ciepły i spokojny. Lubi rozmawiać z innymi i podchodzi do nich z życzliwą i szczerą ciekawością. Odkrycie powołania do bycia Mistrzem nadało jego pozbawionemu celu życiu nowy sens, a wejście w związek z Pajęczą Nogą pozwoliło wreszcie poczuć się dla kogoś ważnym i wartościowym.
Chaotyczny Lot (KW), Rwetes (S)
Gęsiopióry obserwował poczynania dwojga rezolutnych, młodych kotów z niewielkim uśmiechem. Szerszeniowa Łapa był bystrym kotem – nic dziwnego, że jego błyskotliwa Terminatorka lubiła spędzać z nim czas.
Mętna Łapa pierwsza przypuściła szarżę. Jej przeciwnik właściwie nie próbował wykonać uniku czy odskoku, po prostu zaparł się i przyjął jej cios na bark. Uderzenie nieco nim zachwiało, ale nie zdołało go obalić. Sam za to odwdzięczył się podobnym ciosem, który niestety wyszedł mu gorzej. Celował w bok, a nie miał do niego najlepszego zasięgu, szczególnie, że musiał postarać się zachować równowagę – więc ledwie smyrnął puszyste, rude futro po boku kocicy.
nie wierzy w jedną prawdę; spontaniczna; eksploratorka; obserwatorka; zbyt empatyczna (czująca innych bardziej niż siebie); kreatywna; potrafi przyznać się do niewiedzy, woli ją od zgubnej pewności; bywa wścibska; indywidualistka, ale rozmowna, interesuje ją życie Klanu jako wspólnoty; żyje teraźniejszością, lubi być na bieżąco; uczy się elastyczności; uznaje, że światem rządzi ciągła zmiana i nic nie jest pewne.
Mała Łapa vel Huba [kw], Okopcona Gałązka [gk]
Nie myśląc długo, postanowiła zrobić to, co podpowiadał jej instynkt i rady mistrza, które zagnieździły się w głowie. Wcześniej, mimo że patrzyła na czarne łapy, zaatakowała bark, nieco poruszając masywnego przeciwnika. Teraz, gdy Szerszeń i tak musiał postarać się, by utrzymać równowagę, Mętna Łapa szybko pochyliła pysk, tym razem markując ugryzienie przednich kończyn starszego terminatora. Dotknięcie w bok ledwie poczuła, ale nie chciała pozostawać dłużna! Jeśli zamarkowane ugryzienie spowodowało, choćby chwilowe oderwanie stóp kocura od gruntu, Mętlik miała zamiar to wykorzystać i znów popchnąć przeciwnika swymi przednimi łapami. Z tym że, tym razem, zależałoby jej na przewróceniu Szerszenia na... bok. Bo gdy celowała, tak jak wcześniej w bark, uderzając od przodu, czarny zawsze mógł zaprzeć się tylnymi łapami. Ruda, bródkę starała się dociskać do kryzy, by nie eksponować szyi.
Duży, czarny, długowłosy kocur. Ma długie i masywne łapy oraz duże, żółte oczy i często niezadowolony wyraz pyska. || kp
Pewny siebie i odważny. Niechętny do nowych znajomości, szuka w nich tylko jakichkolwiek korzyści. Zazwyczaj nie zaczyna rozmowy bez powodu. Wybuchowy, stara się ukrywać swoje emocje. Trudno wzbudzić jego zainteresowanie, na większość rzeczy jest obojętny. || kp
Udało mu się wytrzymać cios Mętnej Łapy. Został przez nią zachwiany, ale utrzymał równowagę, jednak przez to jego atak wyszedł gorzej i ledwo udało mu się dotknąć futro rudej. Nadal w pełni nie odzyskał równowagi, co młodsza kotka najwyraźniej planowała wykorzystać, bo zauważył jak celuje zębami w jego łapy. Nie zamierzał jednak tak łatwo jej na to pozwolić, dlatego, w ramach próby utrudnienia kotce ataku, zgarnął w łapę trochę ziemi i wycelował nią w oczy Mętnej Łapy, z zamiarem chwilowego oślepienia i zdezorientowania kotki. Jeśli tylko mu się to udało, zamachnął się łapą, celując w rudy bark.
Księżyce: 151 Mistrz: Czaple Skrzydło[*] Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce[*] Ojciec: Trawiastooki[*] Partner: ... Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Księżyce: 151 Mistrz: Czaple Skrzydło[*] Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce[*] Ojciec: Trawiastooki[*] Partner: ... Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Średniego wzrostu, czarnofutra kotka. Zadbana, pełna gracji. Ma piękne, okrągłe ślepia o szmaragdowej barwie. Na pyszczku i na szyi znajdują się pojedyncze białe włoski. Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę, pamiątkę po dwunogach.
Pełna ciepła i miłości i w końcu z ułożonymi rzeczami w głowie. Ma serce po dobrej stronie, jest lojalna, obowiązkowa. Łatwo stracić jej zaufanie, nie ma już w niej tak wiele naiwności jak kiedyś. [WIP]
Starali się wzajemnie przechytrzyć, oszukać, zawirować. Prowadzili w walce dziwny taniec, w wyniku którego Mętna Łapa miała piasek w prawym oku – wynik nadmiernego kombinowania przy cudzych łapach. Nie oznaczało to jednak, że czarny kocur miał kompletną przewagę, sam przecież dał się nabrać na aktorskie posunięcie rudzielca. Nie przygotował się więc odpowiednio na atak, może nie tak zgrabny, jak sobie Mętlik zaplanowała i uderzony w bark automatycznie musiał zrobić kilka kroków w bok, by utrzymać równowagę, a jego próba uderzenia spełzła na niczym.
Obydwoje stali więc teraz parę kroków od siebie – Szerszeń na swoje szczęście czterema łapami na ziemi, Mętna z prawym okiem próbującym wyrzucić z siebie ciało obce, ale z lewym wciąż dobrze widzącym i oceniającym otoczenie.
nie wierzy w jedną prawdę; spontaniczna; eksploratorka; obserwatorka; zbyt empatyczna (czująca innych bardziej niż siebie); kreatywna; potrafi przyznać się do niewiedzy, woli ją od zgubnej pewności; bywa wścibska; indywidualistka, ale rozmowna, interesuje ją życie Klanu jako wspólnoty; żyje teraźniejszością, lubi być na bieżąco; uczy się elastyczności; uznaje, że światem rządzi ciągła zmiana i nic nie jest pewne.
Mała Łapa vel Huba [kw], Okopcona Gałązka [gk]
Nie chciała robić teraz rachunku zysków i strat, odepchnęła od siebie impuls, który nakazywał jej chorobliwie kontrolować sytuację. Wszystko działo się zbyt szybko, musiała skupić się na sobie, wpadać na korzystne rozwiązania. To, że pochyliła łeb ku łapom Szerszenia, by zyskać piasek w prawym oku, było już przeszłością. Podobnie jak to, że dzięki temu prawdopodobnie uniknęła ciosu w bark.
Teraz musiała błyskawicznie ustawić się ku Szerszeniowi swoją lewą stroną, półprofilem by móc odpowiednio widzieć i oceniać sytuację. To też uczyniła. Pilnując, by pysk ustawiać tak, by mieć na kocura oko (lewe) i patrząc w okolicę jego szyi, nagle rzuciła się naprzód i zaatakowała swoimi krępymi łapskami jego łapy, z dużą siłą celując w okolicę łokci, gdzie, na koci rozum, powinny być najbardziej skore do zgięć. Cały czas chciała go obalić.
Księżyce: 151 Mistrz: Czaple Skrzydło[*] Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce[*] Ojciec: Trawiastooki[*] Partner: ... Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Księżyce: 151 Mistrz: Czaple Skrzydło[*] Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce[*] Ojciec: Trawiastooki[*] Partner: ... Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Średniego wzrostu, czarnofutra kotka. Zadbana, pełna gracji. Ma piękne, okrągłe ślepia o szmaragdowej barwie. Na pyszczku i na szyi znajdują się pojedyncze białe włoski. Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę, pamiątkę po dwunogach.
Pełna ciepła i miłości i w końcu z ułożonymi rzeczami w głowie. Ma serce po dobrej stronie, jest lojalna, obowiązkowa. Łatwo stracić jej zaufanie, nie ma już w niej tak wiele naiwności jak kiedyś. [WIP]
Kos zgubiła się w czasie i przestrzeni. Metaforycznie i czysto technicznie. Jednocześnie wydawało jej się, że czas się zatrzymał, że dopiero co pożegnała siostrę, ale też, że świat wokół biegnie do przodu, już bez niej, choć wciąż jej dotycząc. Została prababcią. Przecież była potrzebna, powinna być aktywniejsza, obecna. Nie dawała rady. Zgubiła się.
Ale to nie był czas na to wszystko.
Pamiętała radosną myśl o trenowaniu Mętlik, wtedy, gdy spotkały się po raz pierwszy. Pamiętała, że czuła, że mogłoby to być coś przyjemnego, nawet jeśli wymagającego. Nie przypuszczała, że będzie miała kiedykolwiek okazję sprawdzić swoje przypuszczenie. Nie miała pojęcia, że w tym wypadku, nie będzie tryskała entuzjazmem, choćby bardzo chciała. Nie miała siły na entuzjazm.
— Mętlik, słoneczko — powiedziała głosem pełnym zmęczenia, gdy znalazła rude futerko. Starała się uśmiechnąć, ale grymas przypominał bardziej ukrywanie bólu, niż jakąkolwiek pozytywną emocję — Prowadź na Koci Grzbiet. I opowiedz mi o wszystkim, czego się do tej pory dowiedziałaś. Choćby pokrótce — poprosiła i poczekała, na słowa sprzeciwu, potwierdzenia. Może tłumaczenia, od razu, bo tak jak ona prosto z mostu, w środku obozu zaczęła trening, tak Mętna Łapa mogła go bez zbędnych wstępów kontynuować. Powoli kierując się na tereny, oczywiście.