Chaos to naprawdę urodziwa kotka. Filigranowa, o smukłej sylwetce umieszczonej na cienkich nogach, z biczowatym ogonem i małej główce zawieszonej na chudej szyjce. Jej gładziutkie, połyskliwe futerko wydaje się miłe w dotyku, choć w rzeczywistości jest sztywne i niemal kłujące. Miesza w sobie czerń, spontanicznie rozrzucone rude smugi, które pewien ład i symetrię zachowują jedynie na środku pyszczka, oraz biel, zdobiącą jej szyje, nogi i pyszczek. Nad śliczną, kształtną mordką górują uszy, których wnętrze dekorują drobniutkie piegi, a oblicze dopełniają wyraziste kości policzkowe i ogromne, połyskliwe, jasnopomarańczowe oczy o okrągłym kształcie.
Bywają osoby, których natura funkcjonuje w głębokiej niezgodzie z postawą – taka jest Chaotyczny Lot. Wewnętrznie funkcjonuje jako stworzenie emocjonalne, skłonne do gwałtownych pasji, fascynacji, pogardy, obrzydzenia i zachwytu. Na zewnątrz woli jednak pokazywać tak mało, jak to możliwe. Zawsze stara się zachowywać spokój, kalkulować każdą decyzję, ważyć każde słowo. Na spontaniczność pozwala sobie przy nielicznych bliskich kotach, albo wtedy, gdy nie potrafi powściągnąć targających nią uczuć. Wszystko to dlatego, że jest prawdziwą egocentryczką – ma swoje cele i pragnienia i potrafi z dużą determinacją dążyć do ich spełnienia.
Większość dnia po swojej Ceremonii Chaotyczny Lot przespała. Dopiero o zmierzchu poszła na pierwszy trening z Traszkową Łapą, a po nim miała spotkać się z Kwitnącą Łapą, którą to poprosiła o poczekanie na siebie w Obozie.
Nie znała jej za dobrze, ale kojarzyła ją na tyle, by przewidywać, że ich spotkania na Wyjących Wzgórzach mogą być... wymagające. Od pierwszych chwil trzeba było wszystko dobrze rozgrywać. I, jej zdaniem znawcy, należało zacząć ze stopy koleżeńskiej i równej. Po wejściu do Obozu pożegnała się z Aszką, zapowiedziała mu następne spotkanie, po czym wyprostowała smukłą sylwetkę i z podrygującym koniuszkiem ogona rozejrzała za Kwitnącą Łapą. Gdy ich spojrzenia się splotły, lekko zmrużyła oczy, uśmiechnęła się kącikami warg i gestem zaprosiła swoją nową Terminatorkę, by do niej podeszła.
Niegdyś najpiękniejsza, dzisiaj trud odcisnął się na całym jej ciele. Wciąż dba o swój wygląd, wręcz obsesyjnie, jednak jej długie, czarne futro, kiedyś takie miękkie i lśniące, zmatowiało, a kołtuny pojawiają się z zastraszającą łatwością. W jej złocistych, okrągłych oczach odbija się determinacja i zmęczenie, a przez czarny nos przechodzi drobna blizna. Pomimo wszystkich trudów jakie przeszła jej ciało wciąż zachowuje okrągłe kształty, chociaż zapasy tłuszczu wydają się pomału wyczerpywać. Gdzieś pod tą czarną plątaniną, w okolicach prawego barku, znajduje się całkiem spora, szarpana blizna, którą jednak dość dobrze ukrywa futro.
Kwiat zna swoja wartość. Kwiat jest wytrwała. Kwiat ma dość.
Z wysoko uniesionym pyskiem kroczy przez świat, absolutnie pewna, że jest najlepsza z nich wszystkich. Jest gotowa by zacząć wydawać polecenia i być słuchana. Wręcz nie może się doczekać, by znów pokazać każdemu ze swojej rodziny i znajomych, gdzie ich miejsce. Jej oczy, chociaż w tak ciepłym kolorze zdają się promieniować zimnem. A może to tylko zmęczenie? Niedożywienie? Może.
Kwiat nauczyła się również cenić samotność i ciszę. Możliwość zaszycia się w kącie i obsesyjnego czyszczenia futra uznaje za błogosławieństwo. Będąc w ciągłym ruchu, próbując odnaleźć drogę do domu, nie mogła sobie na to zbyt często pozwolić.
Ale gdzieś pod tym wszystkim wciąż jest tylko dzieckiem nagle wyrwanym z domu. Samotną kotką, która tęskni za mamą i rodzeństwem, chociaż nigdy nie powiedziałaby im tego prosto w twarz.
Pochmurny Sen (GK), Zbożowa Łapa (KRz), Chłód (KG)
Przez pierwszą część dnia Kwiat wciąż się łudziła, że wczorajszy dzień był snem. To nie mogło być prawdą. Chaotyczny Lot? Jej mistrzynią? Kocica młodsza od niej? Z takim imieniem? Głowa bolało ją od samego myślenia o tym.
Ale mimo to gdy przyszła pora czekała aż szylkretka pojawi się w obozie. Siedziała tak by widzieć wejście do obozu i czyściła swoje futro, zastanawiając się ile będzie musiała czekać, gdy w końcu jej nowa mistrzyni pokazała się wraz z tym głośnym kocurem. Kwiat czekała, Chaos załatwiała swoje sprawy, aż w końcu...
Ich spojrzenia się splotły. Coś we wnętrznościach Kwiat się przekręciło, a jej serce jakby odmówiło współpracy. Emocje były silne i niejasne, a sama Kwiat czuła się zniesmaczone własnymi reakcjami. Utrzymując kamienny wyraz pyska wstała z miejsca i podeszła do Chaotycznego Lotu.
- Mistrzyni - przywitała się, a jej głos był przesiąknięty mrozem. Miała nadzieję, że będą mieć tę szaradę jak najszybciej z głowy.
Chaos to naprawdę urodziwa kotka. Filigranowa, o smukłej sylwetce umieszczonej na cienkich nogach, z biczowatym ogonem i małej główce zawieszonej na chudej szyjce. Jej gładziutkie, połyskliwe futerko wydaje się miłe w dotyku, choć w rzeczywistości jest sztywne i niemal kłujące. Miesza w sobie czerń, spontanicznie rozrzucone rude smugi, które pewien ład i symetrię zachowują jedynie na środku pyszczka, oraz biel, zdobiącą jej szyje, nogi i pyszczek. Nad śliczną, kształtną mordką górują uszy, których wnętrze dekorują drobniutkie piegi, a oblicze dopełniają wyraziste kości policzkowe i ogromne, połyskliwe, jasnopomarańczowe oczy o okrągłym kształcie.
Bywają osoby, których natura funkcjonuje w głębokiej niezgodzie z postawą – taka jest Chaotyczny Lot. Wewnętrznie funkcjonuje jako stworzenie emocjonalne, skłonne do gwałtownych pasji, fascynacji, pogardy, obrzydzenia i zachwytu. Na zewnątrz woli jednak pokazywać tak mało, jak to możliwe. Zawsze stara się zachowywać spokój, kalkulować każdą decyzję, ważyć każde słowo. Na spontaniczność pozwala sobie przy nielicznych bliskich kotach, albo wtedy, gdy nie potrafi powściągnąć targających nią uczuć. Wszystko to dlatego, że jest prawdziwą egocentryczką – ma swoje cele i pragnienia i potrafi z dużą determinacją dążyć do ich spełnienia.
Chaotyczny Lot nigdy nie poświęciła Kwitnącej Łapie dość uwagi, żeby wyrobić sobie o niej jakąś opinię czy choćby zbudować sobie jakieś wyobrażenie na jej temat. Kojarzyła tylko jej powagę. Nie umknął natomiast jej uwadze pewien chłód, z jakim kocica przyjęła wieść o kontynuowaniu nauki pod jej pieczą. Teraz, obserwując, jak podchodzi do niej sztywnym krokiem, ze stężałym obliczem i wita się lodowatym głosem, upewniła się we wcześniejszych obawach, że czeka ją nie lada wyzwanie. Czy Lawendowa Gwiazda zdawała sobie sprawę, jak trudne zadanie jej powierzyła, i podjęła tę decyzję z premedytacją, aby ją sprawdzić, czy też zrobiła to z właściwą sobie naiwną beztroską, ot tak, bo nikt inny akurat nie przyszedł jej do głowy jako kandydat na Mistrza ponadtrzydziestoksiężycowej kocicy?
W każdym razie, Chaotyczny Lot uniosła nieco brodę i poszerzyła uśmiech, zdobiący jej urodziwą mordkę. – Nie wolisz mi mówić Chaos? – zaproponowała swobodnie. Zazwyczaj używała swojego pełnego imienia, tym jednoczłonowym nazywając się tylko w myślach, ale w tym wypadku uznała, że zrobi wyjątek. Nie chciała podkreślać różnicy rang między sobą a Kwitnącą Łapą bardziej, niż wynikało to z samego charakteru ról, w jakie je wsadzono.
– Chodź nad Leśną Sadzawkę, porozmawiamy na spokojnie – dodała, tonem nie tyle polecenia, co propozycji. Miała już pewien pomysł na ten Trening, a żeby go zrealizować musiała sobie z Kwitnącą Łapą pogadać, prywatnie i swobodnie, z całą pewnością nie w środku Obozu albo na Wyjących Wzgórzach, między kotkami podobnymi do Traszkowej Łapy.
Niegdyś najpiękniejsza, dzisiaj trud odcisnął się na całym jej ciele. Wciąż dba o swój wygląd, wręcz obsesyjnie, jednak jej długie, czarne futro, kiedyś takie miękkie i lśniące, zmatowiało, a kołtuny pojawiają się z zastraszającą łatwością. W jej złocistych, okrągłych oczach odbija się determinacja i zmęczenie, a przez czarny nos przechodzi drobna blizna. Pomimo wszystkich trudów jakie przeszła jej ciało wciąż zachowuje okrągłe kształty, chociaż zapasy tłuszczu wydają się pomału wyczerpywać. Gdzieś pod tą czarną plątaniną, w okolicach prawego barku, znajduje się całkiem spora, szarpana blizna, którą jednak dość dobrze ukrywa futro.
Kwiat zna swoja wartość. Kwiat jest wytrwała. Kwiat ma dość.
Z wysoko uniesionym pyskiem kroczy przez świat, absolutnie pewna, że jest najlepsza z nich wszystkich. Jest gotowa by zacząć wydawać polecenia i być słuchana. Wręcz nie może się doczekać, by znów pokazać każdemu ze swojej rodziny i znajomych, gdzie ich miejsce. Jej oczy, chociaż w tak ciepłym kolorze zdają się promieniować zimnem. A może to tylko zmęczenie? Niedożywienie? Może.
Kwiat nauczyła się również cenić samotność i ciszę. Możliwość zaszycia się w kącie i obsesyjnego czyszczenia futra uznaje za błogosławieństwo. Będąc w ciągłym ruchu, próbując odnaleźć drogę do domu, nie mogła sobie na to zbyt często pozwolić.
Ale gdzieś pod tym wszystkim wciąż jest tylko dzieckiem nagle wyrwanym z domu. Samotną kotką, która tęskni za mamą i rodzeństwem, chociaż nigdy nie powiedziałaby im tego prosto w twarz.
Pochmurny Sen (GK), Zbożowa Łapa (KRz), Chłód (KG)
Jedno trzeba było przyznać: mordka Chaos była urodziwa. Nieznośnie wręcz. Szeroki uśmiech potrafił stać się jeszcze większy, sprawiając, że ciepły wyraz pyszczka stawał się wręcz promienisty. Chaos biła takim... Dobrem? Może nie dobrem, to złe słowo. Przyjacielskością. Chęcią nawiązania dialogu. Wiarą, że będzie dobrze. Wszystko to sprawiało, że jednocześnie jakiś lód w środku Kwiatowego serca się topił, oraz było jej obrzydliwie niedobrze. Chaos było imieniem, które nie podobało się Kwiat. Ale dostrzegała ruch, jaki w jej kierunku wykonywała młoda wojowniczka. Stopa równości w tym wypadku wydawała jej się dość absurdalna, oczywistym przecież było, kto był tutaj lepszy, jednak, cóż, Kwiat nie zamierzała pozostawać gorszą.
- Kwiat - odpowiedziała prosto, przedstawiając się na nowo. Wiedziała, że gdyby spróbowała powiedzieć na głos imię Chaosu zabrzmiałoby to jak splunięcie, więc przedstawienie się było lepszą opcją.
Na propozycję kocicy odpowiedziała skinieniem głowy. No dobra, być może Kwiat przekonywała się nieco do całej sytuacji. Może szylkretowa kotka miała łeb na karku. Może coś z tego wyjdzie. Tylko najpierw Kwiat musi zamienić swoje rozgoryczenie na prostą dumę, bo jak będzie dalej się tak zachowywać, to nic z tego nie będzie. A za to jeśli będzie współpracować, to szybko będą to mieć za sobą.
Chaos to naprawdę urodziwa kotka. Filigranowa, o smukłej sylwetce umieszczonej na cienkich nogach, z biczowatym ogonem i małej główce zawieszonej na chudej szyjce. Jej gładziutkie, połyskliwe futerko wydaje się miłe w dotyku, choć w rzeczywistości jest sztywne i niemal kłujące. Miesza w sobie czerń, spontanicznie rozrzucone rude smugi, które pewien ład i symetrię zachowują jedynie na środku pyszczka, oraz biel, zdobiącą jej szyje, nogi i pyszczek. Nad śliczną, kształtną mordką górują uszy, których wnętrze dekorują drobniutkie piegi, a oblicze dopełniają wyraziste kości policzkowe i ogromne, połyskliwe, jasnopomarańczowe oczy o okrągłym kształcie.
Bywają osoby, których natura funkcjonuje w głębokiej niezgodzie z postawą – taka jest Chaotyczny Lot. Wewnętrznie funkcjonuje jako stworzenie emocjonalne, skłonne do gwałtownych pasji, fascynacji, pogardy, obrzydzenia i zachwytu. Na zewnątrz woli jednak pokazywać tak mało, jak to możliwe. Zawsze stara się zachowywać spokój, kalkulować każdą decyzję, ważyć każde słowo. Na spontaniczność pozwala sobie przy nielicznych bliskich kotach, albo wtedy, gdy nie potrafi powściągnąć targających nią uczuć. Wszystko to dlatego, że jest prawdziwą egocentryczką – ma swoje cele i pragnienia i potrafi z dużą determinacją dążyć do ich spełnienia.
Gdyby Chaotyczny Lot mogła ot tak z myśli swojej nowej Terminatorki wyczytać jej opinię na swój temat, z pewnością wprawiłoby to ją w brzydkie samozadowolenie. Nie miała towarzyskiej natury. Nie była miła ani życzliwa. Ale najwyraźniej nieźle jej szło udawanie.
Gdy wyszły z Obozu, trzepnęła ogonem i obejrzała się za siebie. Potem rzuciła szybkie spojrzenie na swoją towarzyszkę. Odetchnęła głęboko, szykując w głowie wypowiedź. – Widzę, że nie jesteś zachwycona, że będziemy razem trenować. Nie dziwię Ci się. Też bym nie była – zaczęła neutralnym tonem – Ale to nie tak, że sama sobie Ciebie przydzieliłam – to kolejna genialna decyzja Lawendowej Gwiazdy. Więc zażalenia do niej. Nie wiem, czemu to zrobiła, wiem, że to głupie, z wielu powodów – jej głos nieco skwaśniał na ostatnim zdaniu, a następne poprzeciągała, trochę jakby mówiła wyliczankę – Ty wolałabyś doświadczonego Wojownika, a ja ambitnego kociaka, który bez większych pytań wziąłby mnie sobie za wzór do naśladowania...
„Niestety, masz Wojowniczkę która boi się walczyć, a ja humorzastą Terminatorkę, starszą od siebie”.
– Powiedz... nie byłaś przez cały czas w Klanie, dobrze kojarzę?
Niegdyś najpiękniejsza, dzisiaj trud odcisnął się na całym jej ciele. Wciąż dba o swój wygląd, wręcz obsesyjnie, jednak jej długie, czarne futro, kiedyś takie miękkie i lśniące, zmatowiało, a kołtuny pojawiają się z zastraszającą łatwością. W jej złocistych, okrągłych oczach odbija się determinacja i zmęczenie, a przez czarny nos przechodzi drobna blizna. Pomimo wszystkich trudów jakie przeszła jej ciało wciąż zachowuje okrągłe kształty, chociaż zapasy tłuszczu wydają się pomału wyczerpywać. Gdzieś pod tą czarną plątaniną, w okolicach prawego barku, znajduje się całkiem spora, szarpana blizna, którą jednak dość dobrze ukrywa futro.
Kwiat zna swoja wartość. Kwiat jest wytrwała. Kwiat ma dość.
Z wysoko uniesionym pyskiem kroczy przez świat, absolutnie pewna, że jest najlepsza z nich wszystkich. Jest gotowa by zacząć wydawać polecenia i być słuchana. Wręcz nie może się doczekać, by znów pokazać każdemu ze swojej rodziny i znajomych, gdzie ich miejsce. Jej oczy, chociaż w tak ciepłym kolorze zdają się promieniować zimnem. A może to tylko zmęczenie? Niedożywienie? Może.
Kwiat nauczyła się również cenić samotność i ciszę. Możliwość zaszycia się w kącie i obsesyjnego czyszczenia futra uznaje za błogosławieństwo. Będąc w ciągłym ruchu, próbując odnaleźć drogę do domu, nie mogła sobie na to zbyt często pozwolić.
Ale gdzieś pod tym wszystkim wciąż jest tylko dzieckiem nagle wyrwanym z domu. Samotną kotką, która tęskni za mamą i rodzeństwem, chociaż nigdy nie powiedziałaby im tego prosto w twarz.
Pochmurny Sen (GK), Zbożowa Łapa (KRz), Chłód (KG)
Chaos była kocicą, która wzbudzała w Kwiat emocje. Całą ich gamę. Próbowała polepszyć swój wizerunek, przedstawiając swój punkt widzenia, i wyszło jej to... Średnio. Każde kolejne słowo, kolejny ruch - Kwiat obserwowała, Kwiat analizowała. Chaos wie, że sytuacja nie jest idealna. Dobrze. Chaos wini Lawendę za złe decyzje. Zrozumiałe. Chaos chciała kogoś, kto będzie na nią patrzył z uwielbieniem. Niedorzeczne.
- Zanim zniknęłam z Klanu moim mistrzem był Węglowy Pył. Dobrze się z nim dogadywałam. Nauczył mnie większości co było potrzebne do zostania wojownikiem - zaczęła powoli, ostrożnie dobierając słowa. Była dumnym kotem, ale wiedziała, że żeby zakończyć tę farsę szybko będzie musiała współpracować. A skoro tak, to najlepiej będzie szybko wyjaśnić szylkretce sytuacje. - Czego nie nauczył mnie Węglowy Pył musiałam nauczyć się w czasie powrotu do Klanu. - Polowanie i walka nie należały do prostych rzeczy. Część teorii poznała na poprzednim treningu. Praktykę ćwiczyła wracając do domu.
Mówiąc to jej głos wciąż był zimny, ale raczej w sposób dla niej naturalny, niż najeżony kolcami niezadowolenia. Brzmiała na... Spokojniejszą. Bardziej pogodzoną z sytuacją. I w sumie taka była. Wolała nie myśleć o decyzji Lawendowej Gwiazdy zbyt mocno. Dostałaby bólu głowy od zagłębiania się w głowę przywódczyni, tego była pewna. A ta tutaj młodzinka? Cóż, nawet jakby Kwiat miała skończyć nic się nie ucząc to chociaż miała ładne widoki do obserwowania.
Chaos to naprawdę urodziwa kotka. Filigranowa, o smukłej sylwetce umieszczonej na cienkich nogach, z biczowatym ogonem i małej główce zawieszonej na chudej szyjce. Jej gładziutkie, połyskliwe futerko wydaje się miłe w dotyku, choć w rzeczywistości jest sztywne i niemal kłujące. Miesza w sobie czerń, spontanicznie rozrzucone rude smugi, które pewien ład i symetrię zachowują jedynie na środku pyszczka, oraz biel, zdobiącą jej szyje, nogi i pyszczek. Nad śliczną, kształtną mordką górują uszy, których wnętrze dekorują drobniutkie piegi, a oblicze dopełniają wyraziste kości policzkowe i ogromne, połyskliwe, jasnopomarańczowe oczy o okrągłym kształcie.
Bywają osoby, których natura funkcjonuje w głębokiej niezgodzie z postawą – taka jest Chaotyczny Lot. Wewnętrznie funkcjonuje jako stworzenie emocjonalne, skłonne do gwałtownych pasji, fascynacji, pogardy, obrzydzenia i zachwytu. Na zewnątrz woli jednak pokazywać tak mało, jak to możliwe. Zawsze stara się zachowywać spokój, kalkulować każdą decyzję, ważyć każde słowo. Na spontaniczność pozwala sobie przy nielicznych bliskich kotach, albo wtedy, gdy nie potrafi powściągnąć targających nią uczuć. Wszystko to dlatego, że jest prawdziwą egocentryczką – ma swoje cele i pragnienia i potrafi z dużą determinacją dążyć do ich spełnienia.
Chaos dalej prowadziła Kwiat przez rewir Klanu Wichru. Minęły już Wyjące Wzgórza, słysząc jedynie podekscytowane miauknięcia trenujących tam Terminatorów, i brnęły przez niezbyt głęboki śnieg, zalegający na partii terenu zwanej Ziołoroślami. Wszędzie wokół pstrzyło się od śladów ptaszków, okazjonalnej sarny, no i, oczywiście, kocich.
– W jaki sposób „zniknęłaś”? – zapytała, poznawszy część historii swojej nowej Terminatorki, brzmiąc raczej jak ktoś przyjaźnie zaciekawiony, niż oskarżycielsko drążący temat. Wyczuła z jej tonu, że chce sprzedać się jako niemal gotową do mianowania Wojowniczkę. Jednak w jej własnej ocenie, jeśli była kimś, kto po prostu poszedł na spacer i nie wracał przez parę księżyców, miała spore zadanie domowe z bycia członkiem Klanu Wichru do odrobienia. Zapewne brakowało jej pokory, której, oczywiście, Chaotyczny Lot sama nie miała za wiele, ale nie znaczyło to, że nie mogła ostro ocenić jej niedoboru u innych...
Jako przyszła Zastępczyni musiała mieć pewność, że jej Wojonicy będą lojalni. I będą rozumieć, dlaczego muszą tacy być.
Niegdyś najpiękniejsza, dzisiaj trud odcisnął się na całym jej ciele. Wciąż dba o swój wygląd, wręcz obsesyjnie, jednak jej długie, czarne futro, kiedyś takie miękkie i lśniące, zmatowiało, a kołtuny pojawiają się z zastraszającą łatwością. W jej złocistych, okrągłych oczach odbija się determinacja i zmęczenie, a przez czarny nos przechodzi drobna blizna. Pomimo wszystkich trudów jakie przeszła jej ciało wciąż zachowuje okrągłe kształty, chociaż zapasy tłuszczu wydają się pomału wyczerpywać. Gdzieś pod tą czarną plątaniną, w okolicach prawego barku, znajduje się całkiem spora, szarpana blizna, którą jednak dość dobrze ukrywa futro.
Kwiat zna swoja wartość. Kwiat jest wytrwała. Kwiat ma dość.
Z wysoko uniesionym pyskiem kroczy przez świat, absolutnie pewna, że jest najlepsza z nich wszystkich. Jest gotowa by zacząć wydawać polecenia i być słuchana. Wręcz nie może się doczekać, by znów pokazać każdemu ze swojej rodziny i znajomych, gdzie ich miejsce. Jej oczy, chociaż w tak ciepłym kolorze zdają się promieniować zimnem. A może to tylko zmęczenie? Niedożywienie? Może.
Kwiat nauczyła się również cenić samotność i ciszę. Możliwość zaszycia się w kącie i obsesyjnego czyszczenia futra uznaje za błogosławieństwo. Będąc w ciągłym ruchu, próbując odnaleźć drogę do domu, nie mogła sobie na to zbyt często pozwolić.
Ale gdzieś pod tym wszystkim wciąż jest tylko dzieckiem nagle wyrwanym z domu. Samotną kotką, która tęskni za mamą i rodzeństwem, chociaż nigdy nie powiedziałaby im tego prosto w twarz.
Pochmurny Sen (GK), Zbożowa Łapa (KRz), Chłód (KG)
Chaos zadała pytanie. Proste. Logiczne. Rzecz jasne, ze chciałaby to wiedzieć. Kwiat rozumiała tę potrzebę. Kwiat absolutnie nienawidziła tej potrzeby.
Myśląc o tamtych zdarzeniach odczuwała coś, co mogła opisać tylko jako przesunięcie w czasie. Jakby była jednocześnie tutaj i tam. Rzeczy nie miały sensu, rzeczy się działy. W jednej chwili szła przez tereny wraz ze swoją mistrzynią, w drugiej szła przez tereny wraz z... Kim? Nie pamiętała. Szła przez tereny... Szła... A później była sama. A później były kły. A później był ból.
I była sama. Sama. I była sama. I było jasno, i było biało. Ostre zapachy atakowały jej nos a jej ciało było unieruchomione.
A jednocześnie szła przez tereny wraz ze swoją mistrzynią.
Przymknęła oczy na chwilę. Z jej pyska wydostał się dźwięk bliżej nieokreślony, nieprzyjazne mruknięcie, wyraz niezadowolenia.
- Zaatakował mnie pies. Obudziłam się u dwunogów - odpowiedziała w końcu.
Czy to było kłamstwo? Czy to była prawda? To była wersja historii, jaką Kwiat przygotowała. Nie pamiętała, czy była prawdą, a więc nie była kłamstwem. A nawet gdyby było kłamstwem to co Chaos do tego? Tak jakby była kimś, komu należała się prawda. Tak jakby była kimkolwiek ważnym. W oczach Kwiat jak do tej pory jedyne co szylkretka miała to ładną mordkę i zgrabne kształty, nic ponadto.
Chaos to naprawdę urodziwa kotka. Filigranowa, o smukłej sylwetce umieszczonej na cienkich nogach, z biczowatym ogonem i małej główce zawieszonej na chudej szyjce. Jej gładziutkie, połyskliwe futerko wydaje się miłe w dotyku, choć w rzeczywistości jest sztywne i niemal kłujące. Miesza w sobie czerń, spontanicznie rozrzucone rude smugi, które pewien ład i symetrię zachowują jedynie na środku pyszczka, oraz biel, zdobiącą jej szyje, nogi i pyszczek. Nad śliczną, kształtną mordką górują uszy, których wnętrze dekorują drobniutkie piegi, a oblicze dopełniają wyraziste kości policzkowe i ogromne, połyskliwe, jasnopomarańczowe oczy o okrągłym kształcie.
Bywają osoby, których natura funkcjonuje w głębokiej niezgodzie z postawą – taka jest Chaotyczny Lot. Wewnętrznie funkcjonuje jako stworzenie emocjonalne, skłonne do gwałtownych pasji, fascynacji, pogardy, obrzydzenia i zachwytu. Na zewnątrz woli jednak pokazywać tak mało, jak to możliwe. Zawsze stara się zachowywać spokój, kalkulować każdą decyzję, ważyć każde słowo. Na spontaniczność pozwala sobie przy nielicznych bliskich kotach, albo wtedy, gdy nie potrafi powściągnąć targających nią uczuć. Wszystko to dlatego, że jest prawdziwą egocentryczką – ma swoje cele i pragnienia i potrafi z dużą determinacją dążyć do ich spełnienia.
Chaotyczny Lot nie była najlepsza w odgadywaniu uczuć i myśli innych kotów. Gdy raz Lawendowa Gwiazda spytała ją, jaki dar chciałaby dostać Przodków, gdyby miała zyskać od nich dziewięć żyć i dziewięć cnót, odpowiedziała, że empatię – i zdania dotąd nie zmieniła. Nie wiedziała, co przeżywała Kwiat, gdy wertowała bolesne wspomnienia, aby udzielić odpowiedzi na jej pytanie... ale ponury pomruk, jaki z siebie wydała i krótka, zdawkowa odpowiedź wystarczyły, żeby zrozumiała, że nie był to dla niej najprzyjemniejszy fragment tej rozmowy.
– Rozumiem – powiedziała krótko, nie czując potrzeby drążenia szczegółów. Wystarczyło jej wiedzieć, że Kwitnąca Łapa nie opuściła Klanu w wyniku własnej, pochopnej decyzji, a zmusiły ją do tego... czynniki zewnętrzne. Wróciła nie jako ktoś, kto popełnił potężny błąd i musi prosić o wybaczenie, a ktoś, kto niezasłużenie przeżył księżyce na tułaczce niczym po Miejscu Bez Gwiazd, a teraz jeszcze musi w upokorzeniu, zaserwowanym przez niekompetentną Przywódczynię, nadrabiać wszystko, co pod jego nieobecność osiągnął niejeden młodszy kot. Na przykład sama Chaos.
– Dobrze, że wróciłaś. Postarajmy się, żebyś w takim razie szybko miała resztę tego treningu za sobą – oznajmiła gładko, a w jej głosie pobrzmiała sympatyczna nuta – Z pewnością umiesz dobrze polować. Możemy sobie razem zrobić małe łowy, tak... towarzysko – zaproponowała, zdecydowanie nie czując potrzeby, żeby sprawdzać umiejętności łowieckie kogoś, kto wyżywił się w drodze powrotnej do Klanu, ale uznając to za potencjalnie fajny oddech od przerabiania teorii, której, jak się spodziewała, czeka je najwięcej – Z walką też nie masz problemu?
Niegdyś najpiękniejsza, dzisiaj trud odcisnął się na całym jej ciele. Wciąż dba o swój wygląd, wręcz obsesyjnie, jednak jej długie, czarne futro, kiedyś takie miękkie i lśniące, zmatowiało, a kołtuny pojawiają się z zastraszającą łatwością. W jej złocistych, okrągłych oczach odbija się determinacja i zmęczenie, a przez czarny nos przechodzi drobna blizna. Pomimo wszystkich trudów jakie przeszła jej ciało wciąż zachowuje okrągłe kształty, chociaż zapasy tłuszczu wydają się pomału wyczerpywać. Gdzieś pod tą czarną plątaniną, w okolicach prawego barku, znajduje się całkiem spora, szarpana blizna, którą jednak dość dobrze ukrywa futro.
Kwiat zna swoja wartość. Kwiat jest wytrwała. Kwiat ma dość.
Z wysoko uniesionym pyskiem kroczy przez świat, absolutnie pewna, że jest najlepsza z nich wszystkich. Jest gotowa by zacząć wydawać polecenia i być słuchana. Wręcz nie może się doczekać, by znów pokazać każdemu ze swojej rodziny i znajomych, gdzie ich miejsce. Jej oczy, chociaż w tak ciepłym kolorze zdają się promieniować zimnem. A może to tylko zmęczenie? Niedożywienie? Może.
Kwiat nauczyła się również cenić samotność i ciszę. Możliwość zaszycia się w kącie i obsesyjnego czyszczenia futra uznaje za błogosławieństwo. Będąc w ciągłym ruchu, próbując odnaleźć drogę do domu, nie mogła sobie na to zbyt często pozwolić.
Ale gdzieś pod tym wszystkim wciąż jest tylko dzieckiem nagle wyrwanym z domu. Samotną kotką, która tęskni za mamą i rodzeństwem, chociaż nigdy nie powiedziałaby im tego prosto w twarz.
Pochmurny Sen (GK), Zbożowa Łapa (KRz), Chłód (KG)
Kwiat wątpiła, by Chaos rozumiała. Pod całą swoją skostniałą skorupą sama Kwiat nie do końca rozumiała. Tyle się wydarzyło, tak mało pamiętała. Gdy wracała do czasów sprzed wypadku... Też zaskakująco mało pamiętała. Uczucia. Emocje. Wrażenia. Niekoniecznie konkrety. Pamiętała rodzinę. Pamiętała przywiązanie. Pamiętała, że kiedyś była inna.
Była za to zadowolona, że Chaos nie drążyła tematu. Dobrze. Czyli jednak miała łeb na karku, co najmniej czasami.
Dobrze, że wróciłaś ukłuło ją w serce, a gardło zacisnęło się zupełnie bez jej zgody. Nikt jej tak nie powiedział. Nikt jej tak nie przywitał. Nie wiedziała, czy faktycznie była mile widziana w klanie. Żadne z jej rodzeństwa nie wykazywało zbytniego entuzjazmu na jej widok, a sama jej matka nie była obecna. Koty które znała w większości wyparowały lub miały ją w nosie. A Chaos, zupełnie nieświadomie, poruszyła tę jedną wrażliwą strunę w Kwiecie.
- Yhym - odpowiedziała na propozycję wspólnych łowów. Miało to sens. I Chaos znowu pokazywała, że ma łeb na karku, zakładając, że Kwiat umie polować. Chyba by się na swoją mistrzynię rzuciła od razu z pazurami, gdyby ta zaproponowała, że ją nauczy polować. - Żadnych - dodała na temat walki. Radziła sobie całkiem sprawnie z mniejszymi i większymi przeciwnikami, najczęściej takimi, którzy próbowali jej zabrać jedzenie. Nie było to rozsądne z ich strony. Kwiat nie lubiła przegrywać, ani nie lubiła być głodna.
Chaos to naprawdę urodziwa kotka. Filigranowa, o smukłej sylwetce umieszczonej na cienkich nogach, z biczowatym ogonem i małej główce zawieszonej na chudej szyjce. Jej gładziutkie, połyskliwe futerko wydaje się miłe w dotyku, choć w rzeczywistości jest sztywne i niemal kłujące. Miesza w sobie czerń, spontanicznie rozrzucone rude smugi, które pewien ład i symetrię zachowują jedynie na środku pyszczka, oraz biel, zdobiącą jej szyje, nogi i pyszczek. Nad śliczną, kształtną mordką górują uszy, których wnętrze dekorują drobniutkie piegi, a oblicze dopełniają wyraziste kości policzkowe i ogromne, połyskliwe, jasnopomarańczowe oczy o okrągłym kształcie.
Bywają osoby, których natura funkcjonuje w głębokiej niezgodzie z postawą – taka jest Chaotyczny Lot. Wewnętrznie funkcjonuje jako stworzenie emocjonalne, skłonne do gwałtownych pasji, fascynacji, pogardy, obrzydzenia i zachwytu. Na zewnątrz woli jednak pokazywać tak mało, jak to możliwe. Zawsze stara się zachowywać spokój, kalkulować każdą decyzję, ważyć każde słowo. Na spontaniczność pozwala sobie przy nielicznych bliskich kotach, albo wtedy, gdy nie potrafi powściągnąć targających nią uczuć. Wszystko to dlatego, że jest prawdziwą egocentryczką – ma swoje cele i pragnienia i potrafi z dużą determinacją dążyć do ich spełnienia.
– No to świetnie – skwitowała szybko Chaotyczny Lot, zadowolona, że nie będzie musiała wydziwiać ze sparingami. Owszem, nabrała na tyle praktyki w walce żeby nie bać się na samą myśl o niej, ale nie znaczyło to, że uważała swój poziom na dość wysoki, by usiłować szkolić kogoś, kto radził sobie błądząc samodzielnie po lesie. W skrócie: nie chciała się zbłaźnić przed Kwitnącą Łapą.
W międzyczasie zdążyły już przejść krótki lesisty odcinek. W kotlince w sercu małego, ale złożonego z dość potężnych drzew zagajnika, rozpościerała się szeroka, biała płaszczyzna – to Leśna Sadzawka, zamarznięta i przykryta cienką warstewką śniegu. Nie trzeba było wielkiej wrażliwości, żeby dostrzec w tym pejzażu pewien urok. Chaos przystanęła, odetchnęła zimnym powietrzem i spojrzała kątem oka na swoją Terminatorkę
– W takim razie chyba najważniejsze, to żebyś sobie uaktualniła wszystkie informacje o Klanach i tak dalej... – stwierdziła, a teraz, gdy stała w bezruchu, chmurka cienkiej mgiełki delikatnie pogłaskała jej mordkę – Kojarzysz, jacy są teraz Przywódcy, Zastępcy, Medycy? U nas oczywiście, i u innych?
Wszystko szło całkiem nieźle. Kwiat, owszem, była mniej-więcej tak sympatyczna jak zimna, śliska ryba, wyrzucona na brzeg i w dodatku pomału zamarzająca, ale przynajmniej nie miała za sobą jakiejś głupiej historyjki typu „poszłam na wyprawę szukać sensu życia i wróciłam, bo w sumie go nie znalazłam”, czy coś takiego. Dla Chaos sposób, w jaki rangi dawały jednym upoważnienie do traktowania innych z wyższością, zawsze był głupotą (choć im wyżej awansowała, tym mniej ją to denerwowało, fakt...). Wolała sobie zdobyć swoją pozycję, nie imieniem czy miejscem gdzie spała, a siłą własnej osobowości. I póki co naprawdę dobrze szło jej zdobywanie jakiegoś uznania u Kwitnącej Łapy – i to jedynie za sprawą najzwyklejszego przyzwoitego szacunku i paru sympatycznych uśmiechów.
Naprawdę biedna musiała być, taka samotna w tym Klanie Wichru, pełnym zamiecionych pod krzaki tajemnic, nepotyzmu i segregacji, skoro tak łatwo było uczynić jej sceptyczne spojrzenie życzliwszym...
//możesz mi jakoś wypisać co Kwiatek przerobiła? żebym wiedziała jakie realnie musimy poruszyć tematy żeby bez problemu klepnięto trening? :>
Niegdyś najpiękniejsza, dzisiaj trud odcisnął się na całym jej ciele. Wciąż dba o swój wygląd, wręcz obsesyjnie, jednak jej długie, czarne futro, kiedyś takie miękkie i lśniące, zmatowiało, a kołtuny pojawiają się z zastraszającą łatwością. W jej złocistych, okrągłych oczach odbija się determinacja i zmęczenie, a przez czarny nos przechodzi drobna blizna. Pomimo wszystkich trudów jakie przeszła jej ciało wciąż zachowuje okrągłe kształty, chociaż zapasy tłuszczu wydają się pomału wyczerpywać. Gdzieś pod tą czarną plątaniną, w okolicach prawego barku, znajduje się całkiem spora, szarpana blizna, którą jednak dość dobrze ukrywa futro.
Kwiat zna swoja wartość. Kwiat jest wytrwała. Kwiat ma dość.
Z wysoko uniesionym pyskiem kroczy przez świat, absolutnie pewna, że jest najlepsza z nich wszystkich. Jest gotowa by zacząć wydawać polecenia i być słuchana. Wręcz nie może się doczekać, by znów pokazać każdemu ze swojej rodziny i znajomych, gdzie ich miejsce. Jej oczy, chociaż w tak ciepłym kolorze zdają się promieniować zimnem. A może to tylko zmęczenie? Niedożywienie? Może.
Kwiat nauczyła się również cenić samotność i ciszę. Możliwość zaszycia się w kącie i obsesyjnego czyszczenia futra uznaje za błogosławieństwo. Będąc w ciągłym ruchu, próbując odnaleźć drogę do domu, nie mogła sobie na to zbyt często pozwolić.
Ale gdzieś pod tym wszystkim wciąż jest tylko dzieckiem nagle wyrwanym z domu. Samotną kotką, która tęskni za mamą i rodzeństwem, chociaż nigdy nie powiedziałaby im tego prosto w twarz.
Pochmurny Sen (GK), Zbożowa Łapa (KRz), Chłód (KG)
Świat po którym się przemieszczały był biały. Pokryty szronem i śniegiem, błyszczącym delikatnie w świetle dnia. Wielka biała płaszczyzna wyglądała wspaniale. To był świat, który Kwiat znała. To był świat, do którego pasowała. Nie przeszkadzał jej chłód, wręcz przeciwnie. Lubiła to. Lubiła biel, lubiła ciszę którą niósł śnieg spoczywający na świecie. Lubiła delikatne dźwięki jakie wydawał, gdy się po nim stąpało. Lubiła ten spokój.
Była poniekąd wdzięczna Chaos, że wybrała to miejsce na trening zamiast zwyczajowych Wyjących Wzgórz. Ale jakoś wątpiła, by kolorowa kocica specjalnie stwierdziła, że spokojniejsze miejsce będzie lepsze. W głowie Kwiat rysowało się to raczej jako wybranie miejsca, które Chaos lubi, niż jako w pełni świadomy wybór mistrza, który ma przypuszczenia względem swojego terminatora.
- Nasz klan znam. Lawendowa Gwiazda, Barwna Ścieżka, Lśniąca Sadzawka - wymieniła szybko. Przed kolejną odpowiedzią minęło jednak kilka uderzeń serca. - Nie wiem jacy są obecnie przywódcy ani medycy w innych klanach.
Niewyraźnie kojarzyła, że zanim zniknęła z klanów Klanem Rzeki zarządzała Czerwona Gwiazda, a Klanem Cienia Płomykówkowa Gwiazda. Czy wciąż tak wyglądały stosunki w klanach? I jakie koty piastowały pozostałe pozycje? Nie miała pojęcia.
Chaos to naprawdę urodziwa kotka. Filigranowa, o smukłej sylwetce umieszczonej na cienkich nogach, z biczowatym ogonem i małej główce zawieszonej na chudej szyjce. Jej gładziutkie, połyskliwe futerko wydaje się miłe w dotyku, choć w rzeczywistości jest sztywne i niemal kłujące. Miesza w sobie czerń, spontanicznie rozrzucone rude smugi, które pewien ład i symetrię zachowują jedynie na środku pyszczka, oraz biel, zdobiącą jej szyje, nogi i pyszczek. Nad śliczną, kształtną mordką górują uszy, których wnętrze dekorują drobniutkie piegi, a oblicze dopełniają wyraziste kości policzkowe i ogromne, połyskliwe, jasnopomarańczowe oczy o okrągłym kształcie.
Bywają osoby, których natura funkcjonuje w głębokiej niezgodzie z postawą – taka jest Chaotyczny Lot. Wewnętrznie funkcjonuje jako stworzenie emocjonalne, skłonne do gwałtownych pasji, fascynacji, pogardy, obrzydzenia i zachwytu. Na zewnątrz woli jednak pokazywać tak mało, jak to możliwe. Zawsze stara się zachowywać spokój, kalkulować każdą decyzję, ważyć każde słowo. Na spontaniczność pozwala sobie przy nielicznych bliskich kotach, albo wtedy, gdy nie potrafi powściągnąć targających nią uczuć. Wszystko to dlatego, że jest prawdziwą egocentryczką – ma swoje cele i pragnienia i potrafi z dużą determinacją dążyć do ich spełnienia.
Prawdę mówiąc Chaotyczny Lot uniknęła Wyjących Wzgórz, bo nie chciała na sam start podkreślać faktu że wraz z Kwiatkiem jest Mistrzynią trenującą Terminatorkę, faktu który czarną najwyraźniej mocno uwierał. Poza tym, chciała móc z nią porozmawiać na spokojnie, w razie gdyby jedna drugiej chciała przekazać jakąś bardziej prywatną myśl, co poniekąd już się z resztą wydarzyło – w końcu „Słowo Przywódcy jest prawem”, a ona to „prawo” dość ostro skrytykowała...
– Tak jest. Przed Lawendową Gwiazdą Przywódcą był przez chwilę Porywista Gwiazda, ale to była... krótka i niezbyt imponująca kadencja – uzupełniła pokrótce wypowiedź Kwitnącej Łapy, a na wspomnienie rudego kocura w jej głosie pobrzmiał sceptycyzm, który wcale nie zmalał, gdy podzieliła się kolejnym spostrzeżeniem: Co do Barwnej Ścieżki, owszem, formalnie jest jeszcze Zastępczynią, ale ostatnimi czasy właściwie nie widać jej w Obozie. Nie było jej nawet na naszej Ceremonii.
Po tych słowach zrobiła małą pauzę, aby dać im przebrzmieć i pozwolić Kwitnącej Łapie na ewentualny komentarz. Później skinęła jej głową i pomału ruszyła w dalszy spacer, odbijając od Leśnej Sadzawki w prawo.
– Przejdźmy się wzdłuż granicy z Cieniem do Czterech Dębów i dopiero wtedy do Obozu. Zimno jest – zdecydowała, po czym płynnie przeszła do kolejnego tematu – W Klanie Cienia Przywódcą został niedawno Polna Gwiazda, a na zastępcę wybrał sobie Wirujące Pióro... Co do Medyka – chyba w tej chwili żadnego nie mają. W Rzece z resztą też. Wydaje mi się że Lśniąca Sadzawka pomagała ich Terminatorowi Medyka się douczyć. Za to mają najbardziej szanowaną Przywódczynię w lesie, Czerwoną Gwiazdę. Ponoć jest już bardzo starą kocicą, ale wcale nie zniedołężniała jak na swój wiek. Jej Zastępczynią jest Ćmi Zmierzch, to z resztą chyba jej córka... – opowiadała o tych wszystkich kotach na tyle, na ile sama je kojarzyła, czyli zupełnie teoretycznie – No a w Klanie Gromu Przywódczynią jest teraz Żubrza Gwiazda. Jej Zastępczynią jest Cyprysowa Łuska, a Medyczką Truskawkowy Gąszcz. Wiem, że to dużo imion. Nie musisz ich recytować z pamięci. Wkrótce same Ci się wbiją w głowę. Jakieś pytania?
Niegdyś najpiękniejsza, dzisiaj trud odcisnął się na całym jej ciele. Wciąż dba o swój wygląd, wręcz obsesyjnie, jednak jej długie, czarne futro, kiedyś takie miękkie i lśniące, zmatowiało, a kołtuny pojawiają się z zastraszającą łatwością. W jej złocistych, okrągłych oczach odbija się determinacja i zmęczenie, a przez czarny nos przechodzi drobna blizna. Pomimo wszystkich trudów jakie przeszła jej ciało wciąż zachowuje okrągłe kształty, chociaż zapasy tłuszczu wydają się pomału wyczerpywać. Gdzieś pod tą czarną plątaniną, w okolicach prawego barku, znajduje się całkiem spora, szarpana blizna, którą jednak dość dobrze ukrywa futro.
Kwiat zna swoja wartość. Kwiat jest wytrwała. Kwiat ma dość.
Z wysoko uniesionym pyskiem kroczy przez świat, absolutnie pewna, że jest najlepsza z nich wszystkich. Jest gotowa by zacząć wydawać polecenia i być słuchana. Wręcz nie może się doczekać, by znów pokazać każdemu ze swojej rodziny i znajomych, gdzie ich miejsce. Jej oczy, chociaż w tak ciepłym kolorze zdają się promieniować zimnem. A może to tylko zmęczenie? Niedożywienie? Może.
Kwiat nauczyła się również cenić samotność i ciszę. Możliwość zaszycia się w kącie i obsesyjnego czyszczenia futra uznaje za błogosławieństwo. Będąc w ciągłym ruchu, próbując odnaleźć drogę do domu, nie mogła sobie na to zbyt często pozwolić.
Ale gdzieś pod tym wszystkim wciąż jest tylko dzieckiem nagle wyrwanym z domu. Samotną kotką, która tęskni za mamą i rodzeństwem, chociaż nigdy nie powiedziałaby im tego prosto w twarz.
Pochmurny Sen (GK), Zbożowa Łapa (KRz), Chłód (KG)
Porywista Gwiazda, huh? To faktycznie musiała być średnio imponująca kadencja, jeśli Kwiat zupełnie nie wyłapała informacji, że ktoś taki był na stołku. A przecież wypytywała matki o to, co się działo w klanie. Cóż, jakoś średnio ją to obchodziło. Szczególnie gdy wciąż miała do nadrobienia bardzo dużo informacji na temat kotów, które wciąż w klanie przebywały.
Wspomnienie o Barwnej Ścieżce skwitowała krótkim "hm". Coś jej świtało, że słyszała narzekania na zastępczynię. Być może nawet od Lawendy? Ale jeśli to miało oznaczać, ze ktoś nowy zostanie zastępcą... Dobrze by było się rozeznać, kto w ogóle będzie mógł owym zastępcą zostać. Ha, coś czuła, że Chaotyczny Lot mogła mieć o sobie mniemanie na tyle duże, by marzyć o tej pozycji. Śmieszna kolorowa kotka. Byłaby z niej ładna ozdóbka u boku Lawendy, to trzeba przyznać.
- Czerwona Gwiazda wciąż żyje? Hm - mruknęła cicho, a jakieś drobinki uznania pobrzmiewały w jej głosie. Historie o tej konkretnej kocicy były tak stare, że wręcz antyczne. Było coś imponującego w tak długim życiu. Kwiat była ciekawa, czy w samej kocicy też było coś imponującego. - Zero pytań - dodała, podążając za mistrzynią. Spacerek im nie zaszkodzi, prawda? A co najmniej nie zaszkodzi Kwiat, z jej długim, puchatym futrem. A gdyby Chaos zmarzła... Cóż, Kwiat by się pewnie nie pogniewała, gdyby miała podzielić się trochę swoim ciepłem. Na pewno byłoby to zabawne.