Logo Artemidy
Wyprawa Ćmiego Zmierzchu
#31
Czy uda im się wyciągnąć Kornika? 1k6, 1,2,3,4,6 - uda się, 5 - nie uda się
= 4 (uda się!)
Czy Łabędzia Łapa (który jest najdalej wysunięty do przodu w stronę bagniska) zapadnie się w błoto, wyciągając Kornika? 1k6, z czego 1,2,3,4,5 - bezpiecznie i 6 - ugrzęźnięcie.
= 6 (ugrzęźnięcie)


Plan był... całkiem dobry. Kotkom udało się znaleźć badyl na tyle solidny, by Kornikowy Konar mógł go złapać a ten się nie złamał ani nie urwał. Dzięki temu Łabędzia Łapa mógł zrobić kilka kroków dalej i podać go czarnemu wojownikowi. Syn przywódczyni zacisnął na nim kły i zaczął być ciągnięty w celu wyciagnięcia go z pochłaniającego go bagniska. Trójka kotów miała wystarczająco siły, by go tym badylem wyciągnąć, i Kornikowy Konar poczuł, jak jego tylne łapy wyswobadzają się z błota. Niestety jednak, pech czarnego kocura spadł na jego terminatora, na którym był największy ciężar całego tego "przedsięwzięcia". Przednie łapy niebieskookiego, którymi musiał się zapierać, ciągnąć mistrza, same zaczęły zapadać się niebezpiecznie w błocie na tyle głęboko, że Łabędzia Łapa nie był w stanie ich sam wyciągnąć.


Ćmi Zmierzch - lvl: 6 | S: 12 | Zr: 19 | Sz: 11 | Zm: 9 | HP: 85 | W: 65-3=62
Gorzka Łapa - lvl: 2 | S: 3 | Zr: 5 | Sz: 8 | Zm: 10 | HP: 50 | W: 60-3=57
Łabędzia Łapa - lvl: 3 | S: 11 | Zr: 8 | Sz: 6 | Zm: 8 | HP: 70 | W: 50-5=45
Kornikowy Konar - lvl: 4 | S: 19 | Zr: 7 | Sz: 6 | Zm: 7 | HP: 75 | W: 55-5=50








Są takie >> DNI <<
[ są takie dni, takie dni ]
Kiedy wiatr, kiedy deszcz i tęsknię do ciebie
Są jeszcze ciągle takie dni

[Obrazek: zZLnUUK.png]








Są takie >> SNY <<
[ są takie sny, takie sny ]
Kiedy ja, kiedy z nią biegniemy do siebie
Są jeszcze
ciągle takie sny.



LVL 5 70 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
12
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#32
Gdy tylko udało się wyciągnąć Kornika z błota, gdy tylko jego łapy pewnie stanęły na twardym gruncie, Ćmok z całych sił przycisnęła nos do jego barku. Odetchnęła głęboko.
Ale jej spokój nie trwał długo, bo jak nie jeden kretyn, to drugi; tym razem to Łabędź utknął w błocie.
- Mówiłam, żebyś nie stawał na miękkim - westchnęła ciężko - nie ruszaj się. Daj mi pomyśleć.
Rozejrzała się, znowu. A potem wzięła ten sam kij, którym przed chwilą wyciągała Kornika, i rzuciła pod łapy Łabędziej Łapy. To samo zrobiła z zielskiem Goryczy. Pochyliła głowę na bok, rozciągając kark.
- Gorzka Łapo, Kornik, rzućcie mu coś jeszcze. Łabędź spróbujesz przenieść ciężar ciała na tylne łapy i powoli wyciągnąć przednie z błota. Oprzesz je na gałęziach i zielsku. Zrobimy z ciebie kurkę wodną, kurki wodne mają szerokie stopy i nie zapadają się w błocie... Kornik. Staniesz po lewej stronie tyłka Łabędzia. Ja stanę po prawej. Ściśniemy go bokami i wyciągniemy za zadek.
Jak nie zadziała... cóż. Złapią co za ogon. I pewnie rozwalą mu kręgosłup. Byłoby szkoda, gdyby do końca życia powłóczył tylnymi łapami, ale lepsze to niż śmierć w bajorze.
im ciemniejsza noc, tym jaśniejszy dzień
światło ma moc i nie zgasi go cień
światło ma moc, ciemność jej nie ogarnia
choć cienie są zawsze po drugiej stronie światła
LVL 0 0 / MAX
MedLVL 0 0 / 100
0
Siła
S
0
Zręczność
Zr
0
Szybkość
Sz
0
Zmysły
Zm
0
Punkty Życia
HP
0
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#33
Szarpała ile sił, a że sił miała mało, to jedynie nieznacznie przyczyniła się do zwycięskiego wyniku Ćmiego Zmierzchu oraz Łabędziej Łapy w starciu z bagnem. 1:0 dla nich. Ale jak nie jeden kretyn to drugi, fakt. Ledwo Goryczka zmierzyła Kornikowego Konara średnio przyjaznym, acz fachowym wzrokiem (czy nic mu nie jest?), a już mieli nowy problem, tym razem z terminatorem czarnego ocaleńca. Powstrzymała się przed porozumiewawczym wywróceniem ślipkami do Zastępczyni, zresztą tej zależało na czasie, więc tylko westchnęła nad pokracznym Łabędziem i znów zaczęła nimi dyrygować. Uczennica Księżyc bez słowa odkicała od reszty, co by z tego samego miejsca co wcześniej przytaszczyć kilka łopianowych liści. Wybrawszy najszersze wróciła do pozostałych członków wyprawy, po czym ostrożnie, stając jak najdalej, żeby samej się nie zagrzebać w błocie, podsunęła pod łapy uwięzionego kocura liściaste 'tratwy'.
Po wszystkim odsunęła się gdzieś na bok, żeby nie zawadzać przy dźwigowym działaniu kruczego rodzeństwa. Wolny czas postanowiła spędzić na spokojnym obsuszaniu futerka językiem, chociaż bure uszy, jak na niezwykle czuły radar przystało, sterczały w kierunku ekipy ratunkowej. Na wszelki wypadek.
✺ ✺ ✺ ✺
myślisz, że mnie znasz
że ze mnie już jest mokry ślad
że na pamięci płodny pająk siadł
licho złego nie bierze
nici mam w złej wierze
[Obrazek: 7BjK8CK.png]
a ty
zaraz się poplujesz


LVL 4 0 / 300
MedLVL 4 242 / 500
5
Siła
S
7
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#34
Odetchnął z wyraźna ulgą, kiedy poczuł jak tylne łapy wyrywają się z mokrych macek bajora.
-Próbowałem. - odburknął słabo na pouczenia siostry. Gwiezdny Klan mu świadkiem, że starał się ze wszystkich sił by nic nie zawalić, a wyszło jak zawsze. Na dokładkę, od razu się okazało, że pomagając mu wykaraskać się z kłopotów, w takich samych ugrzązł jego terminator. Kornik nie tracił czasu, a od razu zabrał się za szukanie gałęzi i liści, które mógłby rzucić na prowizoryczny pomost. Kiedy tylko uzyskał od siostry znak, że tyle wystarczy, spełnił jej kolejne polecenie i ostrożnie stanął z boku Łabędziego zadka. Staral się już nie wychodzić za daleko w bajoro i możliwie wybrać najpewniejszy grunt.
-Zaraz cię stąd wyciągniemy! - Oznajmił dziarsko, spłacając tym samym dług pocieszenie. Po tym krótkim zagrzaniu do boju, razem z Ćma spróbował wyciągnąć syna Lodowego Kła z błota.
I took my love, I took it down
Climbed a mountain and I turned around
And I saw my reflection in the snow covered hills
'Til the landslide brought it down
Oh, mirror in the sky

What is love?

Can the child within my heart rise above?
Can I sail through the changin' ocean tides?
Can I handle the seasons of my life?

LVL 5 50 / 400
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#35
Ich plan, mimo że mógł wzbudzać wątpliwości, okazał się prawie bez skazy. Prawie, bo wykonanie ze strony Łabędziej Łapy, jak się okazuje, kulało, w efekcie czego po wyciągnięciu mistrza, jego terminator został w błocie i to chyba na dobre. Progres jakiś mieli; z każdym kolejnym przypadkiem zbliżali się do celu, ale Łabędź jakoś nie patrzył na to tak pozytywnie. Zamiast tego poczuł, jak pod przemoczonym, chłodnym futrem robi mu się gorąco, a krew uderza do głowy.
- P-przepraszam - wydukał ze skruchą.
Z całych mentalnych sił starał się nie dać ponieść panice, która kiełkowała w jego umyśle i gotowa była w każdej chwili zmusić go do działania dalekiego od racjonalnego. A tak obiecał sobie nie robić nikomu problemów i stanowić niezachwiane wsparcie... I naprawdę uważał na to, co robi, mimo to jego fajtłapowata osobowość musiała dać o sobie znać w najmniej upragnionym momencie. Dramat. Jeszcze większy dramat, że teraz to jego będą wyławiać. Musiał się skupić jeśli nie chciał, by ekipa wróciła z nową przywódczynią i wieściami pogrzebowymi. Żadnego szarpania się oraz bezcelowego wywijania kończynami. Kornikowy Konar dał radę zachować zimną krew, a był dalej od brzegu. Jemu też się uda.
Uśmiechnął się blado na pocieszycielskie słowa mistrza, po czym widząc, że ekipa ratunkowa jest gotowa, przeniósł ciężar ciała na tylne łapy, natomiast przednie spróbował ostrożnie wyciągnąć z błota.
.
.

[Obrazek: labondz.gif]
⊹₊˚‧︵‿₊.So let's Run..₊‿︵‧˚₊⊹
uwu
x ᴍᴀᴋᴇ ᴀ ɢʀᴇᴀᴛ ᴇsᴄᴀᴘᴇ x
˚.⋆⁺₊xxxxxx ܁ . ⊹܁xxxxxxx⋆.˚xx
uwu
xxxxxxxxxx≽^•˕ •^≼
⌞ And I'll be waiting outside for the. getaway ⌝
It doesn't matterxxxxxxxxxxxxxxxxx
✩°。⋆˚⁺xx[ who ]x・. xxxxxx
xxxxxxxxxx.・x[ we ] xxx.˚xxx ๋࣭₊˚
xxxxxxxxxxx܁ . [ are ] ܁ .x.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx. ݁₊ ⊹ . ݁ x.xxwe'll keep runningxx
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx. ݁ ๋࣭xx܁ .xthrough the dark .✦ ݁˖
uwu
xAnd all we'll ever need is another dayx
uwu
xxxxWe can slow down, 'cause ˎˊ-
-ˋˏ Tomorrow. is a mile away
xxxxxxxxx

╭───────────────────.★..─╮
܁. And live like shooting stars ⊹˚
╰─..★.───────────────────╯
. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁ x'Causexhappy endings'xhardest to fakex . ݁₊ ‧₊˚. x
LVL 12 150 / 500
MedLVL 0 0 / 100
27
Siła
S
27
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
17
Zmysły
Zm
115
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#36
Czy uda im się wyciągnąć Łabądka? 1k6, 1,2,3,4,6 - uda się, 5 - nie uda się
6 = uda się!
Czy Ćma się zapadnie w błoto, wyciągając Łabędzia? 1k6, z czego 1,2,3,4,5 - bezpiecznie i 6 - ugrzęźnięcie.
2 = bezpieczna!
Czy Kornik się zapadnie w błoto, wyciągając Łabędzia? 1k6, z czego 1,2,3,4,5 - bezpiecznie i 6 - ugrzęźnięcie.
5 = bezpieczny!

Pomysł Ćmiego Zmierzchu poskutkował. Podrzucili Łabędziej Łapie trochę lisków i innego zielska, na których mógł się oprzeć, odrobinę rozkładając swój ciężar, a dwójka dzieci byłej przywódczyni stanęła po jego bokach, podpierając go i pomagając mu się wydostać. Po krótkiej chwili pracy, terminator był wolny, a cała grupa delikatnie się wycofała, by oddalić się od zdradzieckiego miejsca.
Tu, gdzie stali, było trochę więcej gałęzi i konarów oraz kamieni, które stanowiły oparcie przed błotem. Byli na brzegu Szepczącej Sadzawki, której widok rozciągał się między nimi. Z reguły pewnie sadzawka nie był tak... rozległa, ale przy ostatnich roztopach nawet jej powierzchnia się powiększyła. Zmrok zdążył już całkowicie zapaść. Koty szły praktycznie cały dzień, a teraz panowała już noc i powoli zaczynało dopadać ich lekkie zmęczenie. Pewnie krótka drzemka, w czasie gdy czarna kotka będzie dzielić sny z Gwiezdnymi, byłaby dobrym pomysłem.


Ćmi Zmierzch - lvl: 6 | S: 12 | Zr: 19 | Sz: 11 | Zm: 9 | HP: 85 | W: 65/62-3=59
Gorzka Łapa - lvl: 2 | S: 3 | Zr: 5 | Sz: 8 | Zm: 10 | HP: 50 | W: 60/57-2=55
Łabędzia Łapa - lvl: 3 | S: 11 | Zr: 8 | Sz: 6 | Zm: 8 | HP: 70 | W: 50/45-5=40
Kornikowy Konar - lvl: 4 | S: 19 | Zr: 7 | Sz: 6 | Zm: 7 | HP: 75 | W: 55/50-3=47








Są takie >> DNI <<
[ są takie dni, takie dni ]
Kiedy wiatr, kiedy deszcz i tęsknię do ciebie
Są jeszcze ciągle takie dni

[Obrazek: zZLnUUK.png]








Są takie >> SNY <<
[ są takie sny, takie sny ]
Kiedy ja, kiedy z nią biegniemy do siebie
Są jeszcze
ciągle takie sny.



LVL 5 70 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
12
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#37
Ćmi Zmierzch odetchnęła głęboko. Udało się wyciągnąć z błota wpierw jednego, potem drugiego kretyna. Miała pomysł na wojownicze imię Łabędziej Łapy, ale w tym momencie najchętniej okrzyknęłaby go Błotnistym Kuprem.
Podniosła wzrok. Popatrzyła na jasną taflę Szepczącej Sadzawki rozciągającą się przed nimi. Była większa niż w wyobraźni Ciemki... Pewnie przez roztopy. I czystsza, niż powinna być, biorąc pod uwagę jej położenie. Czarna kotka podeszła bliżej do brzegu.
W ciemnej tafli wody odbijało się rozgwieżdżone niebo. Jasny księżyc zdawał się układać na nieruchomej powierzchni Sadzawki jak gałązka na śniegu.
Ćmi Zmierzch usiadła ciężko na brzegu i otuliła się ogonem. Wyciągnęła łapkę przed siebie i dotknęła wody.
Na wyciągnięcie łapy. Jak wszystkie jej ambicje.
Wzięła głęboki oddech i spojrzała przez ramię na Kornika, zanim wróciła wzrokiem do tafli jeziorka i przymknęła oczy. Ułożyła się wygodniej, w ciszy czekając na swój sen.
im ciemniejsza noc, tym jaśniejszy dzień
światło ma moc i nie zgasi go cień
światło ma moc, ciemność jej nie ogarnia
choć cienie są zawsze po drugiej stronie światła
LVL 0 0 / MAX
MedLVL 0 0 / 100
0
Siła
S
0
Zręczność
Zr
0
Szybkość
Sz
0
Zmysły
Zm
0
Punkty Życia
HP
0
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#38
Trudno powiedzieć czy kiedykolwiek wcześniej Kornik poczuł taką ulgę jak w chwilli, kiedy Łabędzia Łapa został wyciągnięty z błota i w końcu cała kompania stanęła na bezpiecznym gruncie.
- Daj spokój. - miauknął łagodnie na jego przeprosiny. Nawet przez chwilę to nie była wina terminatora - jeżeli już to Kornika, bo on zapoczątkował tonięcie w błocie, a najbardziej to pogody i roztopów. Żadne z tych dwóch ostatnich nie zamierzało przepraszać, więc Łabędź też nie powinnien.
- Zobaczcie, Szepcząca Sadzawka jest już przed nami! - Wykrzyknął entuzjastycznie. Powiódł spojrzeniem od Łabędzia - który marzył o tym by ją zobaczyć - do Ćmy - która chciała tego co miala od niej dostać. Patrzył kilka uderzeń serca na wyraz ich mordek, po czym zerknął na Gorycz, która prawie na pewno wygladala tak jak zazwyczaj.

Ćma prawie od razu ruszyła do tafli. Bez wahania dotknęła wody i zanim zapadła w sen, spojrzała na brata. Kornik skinął jej głową z szerokim uśmiechem, mając nadzieję że było to ostatnie co widziala, zanim świadomością powędrowała na Srebrną Skórkę.
- Zdrzemnijcie się, a ja potrzymam wartę. Jak zrobię się senny yo was obudzę i się zamienimy. - Zaproponował terminatorom. Wszystko w porządku? - Zapytal jeszcze.
I took my love, I took it down
Climbed a mountain and I turned around
And I saw my reflection in the snow covered hills
'Til the landslide brought it down
Oh, mirror in the sky

What is love?

Can the child within my heart rise above?
Can I sail through the changin' ocean tides?
Can I handle the seasons of my life?

LVL 5 50 / 400
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#39
Kiedy na dobre wylazł z błota zorientował się, że łapy mu się trzęsą. Może z wysiłku, może ze stresu, najpewniej z obu tych przyczyn po trochu. Spoglądnął na każdego z towarzyszy z wymalowaną w jasnych oczach wdzięcznością. Kłamstwem byłoby powiedzieć, że ze wstydu miał ochotę zapaść się pod ziemię, bo takich rozrywek to mu na ten dzień było dosyć, ale przemknęła mu mętna myśl po głowie, ze gdyby utonął w tym błocie, to by się nie musiał martwić powrotem - tym razem im się udało, gorzej jak znowu wywinie jakiś numer w drodze do domu. Niedobrze mu się robiło na samo wyobrażenie.
Okrzyk Kornikowego Konara odgonił czarną chmurkę znad głowy Łabędzia i terminator spojrzał na Szepczącą Sadzawkę, przy której po chwili znaleźli się tak blisko, że aż najmłodszemu uczestnikowi wyprawy dech w piersiach zaparło. Zmęczenie, aparycja, jakby go psu z gardła wyjęli, niedawna wizja rychłej śmierci - to wszystko zostało przyćmione przez blask miejsca spotkań z Gwiezdnymi. Gwiezdnymi. Wątpliwe, by Ćmi Zmierzch spotkała we śnie jego ojca, bo gdzie jemu do takich uroczystości, jednak Lodowy Kieł gdzieś tam przebywał. A kto wie... może... któreś z najmłodszych dzieci ojca też...? Sadzawka zarazem wydawała się zwyczajna - nic magicznego nie było dostrzegalne dla łabędziego oka - jak i specjalna. Była jak akcent piękna wśród zmaltretowanego, brudnego świata. Jak świeży podmuch wiatru w upalny dzień. Syn Płonącego Świtu przypatrywał się jej pozbawiony tchu. Patrzył, jak córka Czerwonej Gwiazdy macza łapkę w świętej wodzie i układa się do snu. Co tam się wydarzy? Jak przebiega takie spotkanie z Gwiezdnymi? Z kim będzie rozmawiać, gdzie... się znajdzie? Miał odpowiedzi tak blisko siebie. Jak nigdy wcześniej. Chwytające go niekiedy wątpliwości co do tego, czy na zmarłych faktycznie coś czeka po śmierci, mogły zostać rozwiane w kilka, kilkanaście uderzeń serca. Ale to nie był jego dzień. I nie przyszedł tutaj, żeby zaspokoić swoje egoistyczne potrzeby. Doświadczył ogromnego zaszczytu mogąc wybrać się do Szepczącej Sadzawki z tak ważną misją. Obrzydliwym byłoby o tym zapomnieć.
Łabędź ostrożnie podszedł jeszcze bliżej, po czym - trzymając łapy na bezpieczny dystans - wyciągnął szyję do przodu, chcąc dostrzec własne odbicie w tafli sadzawki. Jaka czysta woda! I taka spokojna, niewzruszona. Wycofał się zaraz i ułożył nieopodal mistrza. Posławszy mu rozradowane, błyszczące spojrzenie pokiwał głową w odpowiedzi na jego pytanie. Nie był w stanie wykrztusić z siebie choćby słówka. Wzruszenie ściskało go za gardło. Ale tak, było w porządku. Bardziej niż w porządku. Oczywiście wiedział, że rozsądnie byłoby się zdrzemnąć, skoro taka propozycja padła z pyska Kornikowego Konara, ale... Jak mógł spać? Nie potrafił przestać się zastanawiać, co dzieje się u Ćmiego Zmierzchu. Co dzieje się na Srebrnej Skórce. Jak długo to będzie trwało? Czy taki sen z Gwiezdnymi męczy, a może działa jak balsam na serce i duszę? Czy zaraz-już-przywódczyni spotka Czerwoną Gwiazdę... Czerwony Mak? Będą mogły się pożegnać? Ciekawe, Lodowy Kieł czuje obecność syna nieopodal "portalu"? Widzi go? Pewnie widzi go zawsze, kiedy ma na to ochotę. Jak to jest dotknąć wodę z Szepczącej Sadzawki? Co czuje się później? Tyle pytań, chyba jeszcze więcej niż miał wtedy, kiedy zastanawiał się nad tym siedząc w obozie. Kocurek uśmiechał się delikatnie, w pozycji na kocią bułkę patrząc w nocny obraz sadzawki i czując, jak powoli ogarnia go błogość.
.
.

[Obrazek: labondz.gif]
⊹₊˚‧︵‿₊.So let's Run..₊‿︵‧˚₊⊹
uwu
x ᴍᴀᴋᴇ ᴀ ɢʀᴇᴀᴛ ᴇsᴄᴀᴘᴇ x
˚.⋆⁺₊xxxxxx ܁ . ⊹܁xxxxxxx⋆.˚xx
uwu
xxxxxxxxxx≽^•˕ •^≼
⌞ And I'll be waiting outside for the. getaway ⌝
It doesn't matterxxxxxxxxxxxxxxxxx
✩°。⋆˚⁺xx[ who ]x・. xxxxxx
xxxxxxxxxx.・x[ we ] xxx.˚xxx ๋࣭₊˚
xxxxxxxxxxx܁ . [ are ] ܁ .x.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx. ݁₊ ⊹ . ݁ x.xxwe'll keep runningxx
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx. ݁ ๋࣭xx܁ .xthrough the dark .✦ ݁˖
uwu
xAnd all we'll ever need is another dayx
uwu
xxxxWe can slow down, 'cause ˎˊ-
-ˋˏ Tomorrow. is a mile away
xxxxxxxxx

╭───────────────────.★..─╮
܁. And live like shooting stars ⊹˚
╰─..★.───────────────────╯
. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁ x'Causexhappy endings'xhardest to fakex . ݁₊ ‧₊˚. x
LVL 12 150 / 500
MedLVL 0 0 / 100
27
Siła
S
27
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
17
Zmysły
Zm
115
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#40
Gorzka bez słowa pokonała ostatni, jakże krótki odcinek ich trasy z zacięciem patrząc przed siebie, na Sadzawkę. Czyli tak to wygląda. Szału nie ma, ale właściwie się nie spodziewała, żeby od kilku drzewek i wszechoobecnej wody biła aura niezwykłości. Gdyby była człowiekiem-naukowcem, wzięłaby chociaż jakąś próbkę z sadzawki pod mikroskop, a tak pozostawało jej popatrzeć na niesymetrycznie rozlany zbiornik i dojść do sensownych wniosków z racji samej swojej obecności na tej wyprawie. Skoro Gwiezdni mogli się porozumiewać w dowolnej chwili i miejscu z żywymi klanowiczami, co znała z autopsji, to po kiego musieli leźć przez roztopy?
Ciąg myśli przerwał Kornik, rozdzierając standardowo mordę, na co ona rozpłaszczyła uszy na czaszce... A to jeszcze nie koniec ciągu przyczynowo-skutkowego, jaki zapoczątkował odkrywczy okrzyk Mutanta. Gorycz obróciła delikatnie główkę w kierunku starszego kocura zajętego akurat Ćmą i zmierzyła go krytycznym spojrzeniem, którego istnienia był raczej cudownie nieświadomy ze względu na dopingowanie siostry.
Po pierwszych chwilach nad Szepczącą Sadzawką wrażenia uczestników wyprawy zaczęły się studzić. Bura przycupnęła z daleka od wody, jak i dwójki kocurów, nic sobie nie robiąc z propozycji Kornikowego Konara, która padła w międzyczasie. Bez komentarza. On wartownikiem? Nie dałaby mu składzika do popilnowania, a co dopiero siebie samej. Niedomyślny, naiwny, a w dodatku gapa. Olawszy możliwość wypoczynku z typowym więc grymasem niezadowolenia na mordce zabrała się ponownie za wylizywanie futra z wilgoci i błota. Rozpoczęła od łapek.
✺ ✺ ✺ ✺
myślisz, że mnie znasz
że ze mnie już jest mokry ślad
że na pamięci płodny pająk siadł
licho złego nie bierze
nici mam w złej wierze
[Obrazek: 7BjK8CK.png]
a ty
zaraz się poplujesz


LVL 4 0 / 300
MedLVL 4 242 / 500
5
Siła
S
7
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#41
//nie daję koloru by nie walić wam po oczach przez taki esej.

Pierwszym kotem, który zareagował po wydostaniu się ich z błota była Ćmi Zmierzch, która od razu skierowała się stronę Szepczącej Sadzawki by jak najszybciej zapaść w sen. Była już ciemna noc i świat wokół nich rozświetlało tylko blade światło księżyca. Niebo było upstrzone gwiazdami tak, jakby samo zapraszało do dzielenia snów z Gwiezdnym Klanem. Wokół kotów panowała błoga cisza i nie było słychać nawet szumu powietrza na Borsuczych Pagórkach.
Kotka dotknęła wody i ułożyła się, po czym zaczęła czuć jak powoli pogrąża się we śnie i opatula ją delikatna ciemność a ona sama unosi się w niebycie w oczekiwaniu na trafienie na Srebrną Skórkę.
Kornikowy Konar zdecydował się na trzymanie warty, pozwalając terminatorom odpocząć lub się zdrzemnąć. Gorzka Łapa nie zamierzała oddawać się w objęcia morfeusza, jednak syn Płonącego Świtu skorzystał z okazji do wypoczynku. Cały dzień był na łapach, musiał przepłynąć przez zimną wodę, ciągnąć swojego mistrza za badyl i jeszcze praktycznie ugrzązł w błocie. Dlatego niemal od razu zapadł w sen, który nadszedł do niego wraz z olbrzymim uczuciem ulgi. Gdy Łabędzia Łapa uchylił na chwilę powieki, znajdował się w tym samym miejscu na brzegu Szepczącej Sadzawki, w którym usnął, nie było jednak wokół niego jego towarzyszy. Stąpając po powierzchni wody podszedł do niego natomiast silny, niebieskooki kocur z jasnym futrem, które było ciemniejsze na pysku, łapach i ogonie. Lodowy Kieł podszedł do syna, który nie mógł się ruszyć nawet, gdyby chciał, i polizał go czule po czole, między uszami, po czym rozpłynął się w powietrzu a cała wizja się rozmazała i Łabędzia Łapa pogrążył się w głębokim śnie, zatapiając się w ciemności urwanej świadomości.
Ćmi Zmierzch natomiast... czuła chłodną, otaczającą ją pustkę, w której się unosiła. Otaczała ją przyjemna, błoga ciemność, jakby nic nigdy nie istniało, w tym ona sama. Dopiero po chwili poczuła pod swoimi łapami miękki dotyk porośniętej trawą ziemi. Gdy uchyliła powieki, dostrzegła świat bardzo przypominający ten, który znała, a jednocześnie inny. Otaczały ją drzewa, trawy i krzewy, niebo i ziemia, jednak wszystko miało kolor nocnego nieba i migotało niczym gwiazdy. Stała na sporej polanie, z dala od absolutnie wszystkiego, przez co chwilę jej zajęło dostrzeżenie, że nie jest sama. Pod drzewami na skraju polany stały najróżniejsze koty. Z daleka ciężko je było rozpoznać, ale zastępczyni była w stanie wyczuć znajomy zapach Klanu Rzeki... i nie tylko. Unosiły się wokół niej także lekkie zapachy innych Klanów. Z oddali ciężko jej było rozpoznać poszczególne koty, zwłaszcza, że mieniły się tym samym gwiezdnym blaskiem, co świat, który ją otaczał.
Część z nich odłączyła się od grupy i ruszyła w stronę czarnej, drobnej kotki. Otoczyły ją, tworząc prowizoryczny krąg, a za nimi stanęło więcej kotów, które, najprawdopodobniej, przyszły na ceremonię w formie obserwatorów i wsparcia. Przed Ćmim Zmierzchem stanęła umięśniona, wysoka kocica pokryta krótkim, postrzępionym, niebieskim futrem o popielatym odcieniu. Miała skośne, jaskrawo pomarańczowe oczy, długie pazury oraz uśmiech pełen takiego animuszu, jakiego Ćma najpewniej nigdy w swoim życiu nie widziała. Czerwona Gwiazda wyglądała na młodszą. Młodszą niż Ćma, młodszą, niż ją Ćma kiedykolwiek widziała. Wyglądała jak ożywiony ogień, mimo, iż na jej ciele znajdowały się blizny, które czarna zapamiętała z życia matki. Jej trofea. Ćmi Zmierzch poczuła w sercu coś dziwnego. Coś... nieznanego i obcego. Ukłucie emocji, której jeszcze nie była w stanie rozszyfrować.
xxx - Witaj wś'ód Gwiezdnych, Ćmi Zmie'zchu. Wszyscy na ciebie czekaliśmy. - powiedziała tonem, w którym nie było ani śladu jej zmęczenia i przepracowania jakie dało się zapamiętać z ostatnich dwóch pór życia byłem przywódczyni. Jej długi ogon majtnął w powietrzu. - Nie pytam cię nawet o twoją gotowość do p'zyjęcia zyć i nowego imienia. Gdybym nie wiedziała, ze jesteś gotowa, to nigdy nie zostałabyś moją zastępczynią. A te'az jest juz dla ciebie za późno, by się wycofać, ha! - po polanie rozniósł się głośny, arogancki śmiech niebieskiej kocicy, a Ćma dostrzegła błyska jej wielkich, białych kłów, gdy te ukazały się wraz z uśmiechem byłej przywódczyni. Gdy Czerwona Gwiazda się śmiała, to śmiała się całą sobą. Kilka kotów w tłumie lekko zachichotało, ale pomarańczowooka jedynie majtnęła na to ogonem po raz kolejny, jakby absolutnie nic w świecie nie było w sranie odebrać jej animuszu. Zrobiła krok w tył i usiadła niczym posąg, by jej miejsce zajął inny kot. Do Ćmiego Zmierzchu podeszła ruda pręgowana kocica z bursztynowymi oczami. Mogła rozpoznać w niej dawną zastępczynię Klanu Rzeki oraz matkę Kałużowego Kroku a także Wiewiórczego Skoku. Uśmiechnęła się lekko.
xxx - Cieszę się, że to ty zajęłaś moje miejsce jako zastępczyni Czerwonej Gwiazdy. Teraz czas, byś osiągnęła to, co mi nie było dane. Wraz z pierwszym życiem pragnę podarować ci dar Cierpliwości. Nie wszystko jesteśmy w stanie osiągnąć od razu. Czasem na efekty naszych działań lub to, czego bardzo pragniemy, musimy czekać i czekać i czekać po wsze czasy, czasem nawet aż po naszą śmierć - jej uśmiech się trochę poszerzył - I nie wszystko jest warte tego oczekiwania. Czasem dostajemy w końcu to, na co ta długo czekaliśmy... a tak naprawdę nie dostajemy nic - dotknęła jej nosa swoim nosem i Ćmi Zmierzch poczuła, jakby trafił ją potwór na Grzmiącej Ścieżce. Nie dlatego, że uczucie, które poczuła, było tak silne, ale dlatego, że w ogóle było. A emocje, uczucia to nie było coś, z czym czarna zastępczyni radziła sobie w swoim życiu, wręcz przeciwnie. Teraz całe jej ciało przeszedł dreszcz niecierpliwości, jakby w jej skórę wbite były setki, o ile nie tysiące sosnowych igieł. Adrenalina skoczyła jej w żyłach, a w tyle jej głowy pojawiły się zalążki migreny. A tuż za niecierpliwością przyszło miażdżące rozczarowanie, tak mocne, że Ćmi Zmierzch nie mogła złapać oddechu, a obraz przed jej oczami nieco się rozmazał. Gdy wszystko doszło do... jako takiej normy, to zauważyła, że przed nią nie ma już Onistopręgiej, a jest tam długowłosa, czekoladowa kota z białymi znaczeniami. Matka Zachodzącego Światła i Cisowej Jagody, babcia Brudnej Stopy. Śliwkowa Gałązka również się uśmiechała.
xxx - Ja natomiast, przy twoim drugim życiu, chcę obdarować cię Pogodą Ducha. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak jest to przydatne gdy dojdzie do rozmawiania i relacji z twoimi Klanowiczami. Gdy będą widzieć swojego przywódcę z uśmiechem na pysku, to będą wiedzieć, że wszystko jest w porządku. Dasz im siłę do patrzenia z optymizmem w przyszłość, do walki, do miłości, do życia. - powiedziała, po czym, tak, jak była zastępczyni, dotknęła czarnej kotki nosem w jej nos. I doznanie uderzenia przez potwora się powtórzyło. Tym razem jednak Ćmiemu Zmierzchowi towarzyszyło dziwne uczucie nadziei. Jakby całe swoje dotychczasowe życie spędziła w obezwładniającej ciemności i teraz dała radę w końcu wyciągnąć swoją łapę do światła. A wraz ze światłem przyszło uczucie radości, rozpraszające smutek, który okazał się być ową czernią. Było to coś, czego zastępczyni nie doznała jeszcze nigdy w swoim życiu. Ciepłe, lekkie, słoneczne i łagodne uczucie szczerego szczęścia. W którym miała ochotę zatopić się już na zawsze, ale nie było jej to dane, gdyż gdy mrugnęła, to, po raz kolejny, zmienił się stojący przed nią kot. W miejscu Śliwkowej Gałązki była teraz śnieżnobiała, bardzo wysoka kocica. Swoim wzrostem przypominała Pajęczą Nogę, chociaż nie miała takich suchych rysów i budowy. Jej oczy były orzechowe a pysk kształtny i ładny, przyozdobiony uśmiechem, tak samo jak było to w przypadku dwóch poprzednich członkiń Gwiezdnego Klanu.
xxx - Nazywam się Łabędzia Pieśń i byłam matką Czerwonej Gwiazdy - przedstawiła się. Jej głos był łagodny, ale silny - Cieszę się, że kolejne z moich potomków będzie mógł poprowadzić Klan Rzeki. I dając ci twoje trzecie życie, chcę również dać ci umiejętność zwaną Przebaczeniem. Koty wokół ciebie będą popełniały błędy. Nie da się przed tym uciec ani tego uniknąć. Czasem te błędy będą błahe i nieistotne, a jedynym ich następstwem będzie irytacja. Istnieją jednak takie błędy, które są nieodwracalne i na zawsze mogą wywrócić wasze życia do góry nogami. I nie zawsze za te błędy należy się nienawiść. Czasem kara wystawiona przez los jest już wystarczająca. Nie zawsze też możesz wiedzieć, co czuła i myślała druga strona. - powiedziała nieco melancholijnym tonem, jakby za jej słowami kryło się wiele więcej niż tylko ich powierzchowne znaczenie, a następnie dotknęła swoim nosem nosa Ćmiego Zmierzchu, która mogła już być przygotowana na to, co nastąpi, biorąc pod uwagę dwa poprzednie życia, które uzyskała. Po raz kolejny ugodziło ją wcześniejsze uczucie rozczarowania, tym razem o wiele mocniejsze i bardziej dosadne niż wcześniej, powodujące, że miała ochotę się rozpłakać ze złości i bezsilności. A zaraz po nim przyszło delikatne uczucie ulgi i spokoju towarzyszące momentom przebaczenia i pojednania z kimś sobie bliskim. Łabędzia Pieśń nieco się wycofała, a w jej miejscu pojawiła się duża, masywna kotka o długim, szylkretowym futrze i silnej szczęce. Kolczasta Mordka.
xxx - Wraz z czwartym życiem otrzymasz ode mnie dar Stanowczości. Będziesz przywódcą. Niezależnie od tego, jakie emocje zaślepiają twoich Klanowiczy, twoje słowo jest prawem. Staraj się przy nim trwać by nie ukazać zawahania. Jest wiele kotów, które spróbują wykorzystać każdą twoją słabość, a tym są właśnie wątpliwości. Twoimi decyzjami będziesz odpowiadała za dobro całego Klanu. Wierz w nie, ufaj im i trzymaj się ich wiernie. - powiedziała, a następnie nachyliła się do drobnej kotki. Coś w Kolczastej Mordce przypominało Bobrzy Kieł, może to jej wielkość i długie, szylkretowe futro oraz bijąca od niej siła. Dotknęła nosem nosa zastępczyni a ta poczuła w swoim sercu zadziwiającą pewność siebie... po której przyszedł nagły i paraliżujący strach. Wątpliwości. Zagubienie. Jakby jej świat nagle się rozpadł, a ona sama zapadła się w bezmiar pytań, na które nie ma odpowiedzi. Nieznany jej jak dotychczas lęk i obawa przed rozczarowaniem, przed krytyką, przed odrzuceniem. Ciężar decyzji i odpowiedzialności za życia i samopoczucie wielu, zrzucony nagle i bezpośrednio na jej i tylko jej barki. Niemalże ugięła się pod tym wszystkim, jakby jej chude, drobne łapki nie były wystraczające, by to wszystko utrzymać. Po raz drugi pojawiły jej się mroczki przed oczami a obraz się na chwilę rozmył, bo po chwili dojść do normy. Tym razem miejsce Kolczastej Mordki zajęła kremowa kocica od której bił zapach ziół i którą Ćmi Zmierzch znała doskonale. Była to Księżycowy Pył, mistrzyni Barwinka, jak i teraz Goryczy. Która odeszła definitywnie zbyt wcześnie.
xxx - Chciałabym... podarować ci twoje piąte życie - powiedziała cicho - A wraz z nim coś... o czym mało kto myśli. Dar Dbania o Siebie. - Zamilkła na moment, a jej zmęczone oczy odrobinę się opuściły - Poświęcenie się całkowicie innym kotom lub czemuś konkretnemu... może cię niewyobrażanie wyniszczyć. Spraw sobie drobne przyjemności. Dbaj o swoje ciało jak i to... kim jesteś. - zbliżyła swój pysk do głowy zastępczyni, by móc delikatnie dotknąć swoim nosem jej nosa. Tak, jak w przypadku poprzednich żyć, tak i tym razem Ćmi Zmierzch została uderzona plątaniną różnych, silnych i miażdżących emocji. Tym razem wraz w darem przyszło uczucie niewyobrażalnego zmęczenia, które prawie spowodowało, że pod zastępczynią załamały się łapy. W dodatku czuła się ta, jakby jej skóra była rozszarpana i poraniona a wzrok jej się rozmywał z wycieńczenia. Nie tylko jej ciało zaczęło niedomagać ale także psychika, gdyż kotka poczuła, jak gwałtownie i brutalnie dopada ją poczucie beznadziejności i niechęci do życia, jakby już nigdy nie chciała wstać ze swojego legowiska i miała w nim tylko leżeć i leżeć i leżeć bez żadnego celu ani sensu. Gdyż całkowite poświęcenie uszkadzało nie tylko ją fizycznie, ale także na inne sposoby. Wtedy Księżycowy Pył nieco się odsunęła, ustępując miejsca kolejnej kotce, którą Ćmi Zmierzch doskonale znała - Pierzaste Serce, siostra Czerwonej Gwiazdy i Świetlikowej Gwiazdy i kotka, która zajmowała się wraz ze Śliwkową Gałązką wychowaniem kociąt popielatej przywódczyni gdy ta zajęta była swoimi obowiązkami. Była również matką Kosowej Pieśni i Kukułczego Puchu. Mimo, iż była niższa od Łabędziej Pieśni a jej futro nie było śnieżnobiałe a pręgowane, to kotka w jakiś sposób przypominała swoją matkę. Może był to upór połączony z łagodnością ukryty w jej oczach.
xxx - Witaj na Srebrnej Skórce, Ćmi Zmierzchu. Miło mi, że możemy się w końcu znowu zobaczyć. Ty i twoje rodzeństwo byliście dla mnie jak moje własne dzieci - uśmiechnęła się ciepło do czarnej zastępczyni. - Myślę nawet, że coś takiego jest u nas rodzinne, wiesz? Chcę obdarować się szóstym życiem i darem Matczynej Miłości. Nie ma większego gniewu i kota bardziej przerażającego niż matka, której dzieci życia są zagrożone. Zapamiętaj to. Zmartwiona matka jest siłą, która może przenieść Błyszczące Głazy. - Powiedziała, po czym nachyliła się do swojej siostrzenicy i dotknęła swoim nosem jej nosa. I wtedy Ćmi Zmierzch poczuła taki gniew, jakby miała zaraz sama, za pomocą własnych łap, rozszarpać wilka. Była pełna pewności, pełna złości, pełna chęci mordu. W jej żyłach zapłynęła adrenalina i kotka miała wrażenie, że skóra ją parzy żywym ogniem, próbując zmusić ją do skoku i ataku. Zakręciło jej się w głowie a przez jej grzbiet przeszedł dreszcz gotowości do działania. To uczucie w niczym nie przypominało tych, które zastępczyni do tej pory czuła. Było o wiele bardziej ogniste, agresywne, wypełnione taką ilością energii, jakiej ta nigdy nie zaznała. Była to gotowość do zabicia jak i gotowość do poświęcenia własnego życia. Miłość matki. Gdy gniew opadł, pręgowana kotka się wycofała, a w e jej miejscu stanął biały kocur, z wyglądu również przypominający Łabędzią Pieśń. Był bardzo wysoki, a jego oczy miały dwa kolory - jedno było orzechowe a drugie niebieskie. Ćmi Zmierzch nie miała skąd pamiętać kocura, który stał teraz przed nią, bo urodziła się w długi czas po jego śmierci. Ale mogła kojarzyć go z opowieści swojej matki, a jego siostry. Medyk podszedł bliżej swojej siostrzenicy i dopiero wtedy mogła ona zauważyć, że trzymał w pysku jakieś rośliny. Były one fioletowe a ich listki były naprawdę drobne, niewielkie. Kolorowooki ułożył je delikatnie na ziemi między sobą a przyszłą Przywódczynią. Jak to możliwe, że syn Łabędziej Pieśni wytrzasnął skądś kwitnące na kolorowo wrzosy? Cóż, Srebrna Skórka rządziła się własnymi prawami.
xxx - Witaj, Ćmo. - powiedział na przywitanie a jego głos brzmiał naprawdę melodyjnie. - Jak pewnie się domyślasz, nazywam się Mroźny Nos. Mam nadzieję, że Mroźna Skała będzie ci służyła przez wiele księżyców. Te wrzosy o tutaj - wskazał łapą na rośliny pomiędzy nimi - to prezent ode mnie. To, oraz Dar Wyrozumiałości. - tak, jak Czerwii podarował stokrotki w pakiecie z wyrozumiałością, tak Ćmie zamierzał sprezentować wrzosy oraz dokładnie ten sam dar, mimo, iż jego odbiór mógł być kompletnie inny u obu kotek. - Nikt z nas nie jest idealny i wszyscy popełniamy błędy. Czasami będą one drobne, czasami naprawdę duże. Ale kluczowe jest zrozumienie, że czasami tych błędów nie da się uniknąć i trzeba taki stan rzeczy zaakceptować. Kochaj swoich Klanowiczów i wybaczaj im. - zakończył tymi słowami i nachylił się nad kotką, by dotknąć ją nosem. Córka Czerwonej Gwiazdy poczuła błogi spokój i ukojenie. Przyjemne ciepło rozlało się po jej ciele a świat wokół wydał się przez chwilę idealny i bez najmniejszej skazy. Czuła... zrozumienie. Zrozumienie wobec tego, że jak istotne jest przebaczanie innym pomyłek i potknięć. Dary Mroza i jego matki mogły wydawać się do siebie podobne, ale jakże różne uczucia ze sobą niosły. Wyrozumiałość i Przebaczenie. Ćmi Zmierzch mogła poczuć silniejsze bicie swojego serca, jakby przed oczami stawał jej coraz wyraźniejszy obraz rodziny, w której się urodziła. Rodziny wypełnionej miłością, którą, czy Ćma chciała czy nie, czy na to zasługiwała, czy nie, była obdarowywana, nawet przez tych członków rodziny, których nigdy nie poznała, a którzy spoglądali na nią ze Srebrnej Skórki. Poczuła wszechogarniającą ją miłość, uczucie tak ciepłe, błogie i pełne szczęścia jak coś absolutnie nierealnego i nie do wyobrażenia sobie. A Klan Rzeki był nim wypełniony. Mroźny Nos odsunął się nieco do tyłu, pozwalając swojemu bratu na zajęcie tego samego miejsca. Świetlikowa Gwiazda w całej swojej okazałości.
xxx - Dawno się nie widzieliśmy - przywitał ją Czarny Królewicz, olśniewający jak zawsze. Jego błyszczące, czarne futro było gładko i idealnie ułożone na jego silnym, ale smukłym ciele, a z przystojnego pyska spoglądały na zastępczynię bystre, stanowcze, jaskrawozielone ślepia. Wyglądał jak ktoś, kogo można było nazwać ideałem przywódcy. W sercu Ćmiego Zmierzchu zabiło dziwne uczucie na widok swoje pierwszego mistrza. Czy to właśnie była radość? Nostalgia? Tęsknota? Ulga? Nie była w stanie prawidłowo określić emocji, które czuła. - Ostatnio to ja byłem przywódcą, a ty młodą terminatorką. Wybacz mi, że cię zawiodłem. Ale i beze mnie udało ci się wyrosnąć na idealną córkę swojej matki. Nie mieliście z Czerwią łatwo, co? - zaśmiał się lekko. - Jestem tu, by dać ci twoje ósme życie, a wraz z nim dar Oddania i Skłonności do Poświęceń, bo właśnie tego będzie wymagało twoje życie jako przywódcy. To nie Klan jest dla ciebie, ale ty jesteś dla Klanu. Jeśli o tym nie zapomnisz, to na pewno wszystko będzie w porządku. Stój zawsze w obronie swojego Klanu. Nawet, gdy ten się od ciebie odwróci, nawet, gdy zderzysz się ze złym słowem. Dla Klanu jesteś jego opoką, Ojcem, Matką, jego własnym małym Gwiezdnym Klanem. Nie rób tego dla prestiżu, dla wdzięczności, dla podziwu, dla podbicia własnej wartości, bo tego nie otrzymasz. Będzie ciężej, niż myślisz, ale my będziemy czuwać nad wami z góry - zrobił krok, by zetknąć się swoim nosem z nosem drobnej, żółtookiej siostrzenicy. Jednakże ta nie była w stanie określić uczucia, które czuła. Była to dziwna mieszanka miłości, bólu, upokorzenia, wycieńczenia, gniewu i niepewności. A wszystko to odbijało się w ślepiach Świetlikowej Gwiazdy tak, jakby ten przekazywał jej swoje własne emocje. Swoją miłość do Klanu, swoje poczucie upokorzenia i rozczarowania, gdy został zmieszany z błotem przez własnych poddanych, swoje zmęczenie tym, jak pracował całe życie, swój gniew, który napędzał jego i jego siostrę, jak i swoją niepewność, o decyzje, które musiał podejmować, a do których nikt go nie przygotował. Było to uczucie poświęcenia. Poświęcenia całego własnego życia dla Klanu. Skłonił przed nią głowę i zrobił krok w tył, ocierając się o bokiem o bark swojej siostry, która obok niego przeszła, by samej ponownie stanąć na przeciw swojej córki.
xxx - Ode mnie natomiast... dostaniesz swoje ostatnie, dziewiąte zycie. - Przemówiła donośnym tonem. Wysoko uniosła swoją ociosaną głowę, a pazury którymi przyozdobione były jej silne, przeorane bliznami łapy wbiły się w rozgwieżdżoną ziemię. - O'az ostatni z da'ów. Da' Siły. Któ'a jest niezbędna do bycia dob'ym p'zywódcą. Bez niej skończysz ma'nie. Nie tylko ty, ale i cały Klan 'zeki, któ'y bie'zesz te'az pod swoje łapy. Siła pozwoli ci p'zet'wać kazdy kolejny dzień. Dzięki niej dasz 'adę wstać o świcie i poświęcić się dla Klanu. Kazdego jednego dnia p'zez całe twoje nadchodzące zycie az do jego końca. Od bycia p'zywódcą nie ma ucieczki. Nie ma wytchnienia, nie ma p'ze'wy. Jest tylko p'aca, wysiłek i codzienna 'utyna nieustannych obowiązków. I by temu wszystkiemu podołać pot'zebujesz właśnie Siły. By stawić czoła p'zeciwnościom. By mieć odwagę do podjęcia decyzji dotyczących całego twojego Klanu. By stanąć oko w oko z w'ogiem. By nie odpuścić. Niech Siła codziennie ci towa'zyszy, niech płynie w twoich zyłach, niech cię napędza i niech pozwoli ci pop'owadzić Klan 'zeki do świetności. - powiedziała głośno, a następnie zetknęła się z córką nosem, a Ćmi Zmierzch wypełnił ogień. Czy tak właśnie czuła się Czerwona Gwiazda? Czy to z tego wynikała jej determinacja? Jej odwaga? To, że dożyła prawie 150 księżyców, dzielnie prowadząc swój Klan aż do swojego końca? Ale to to właśnie uczucie widziała czarna w oczach matki. To było właśnie to. Przez jeden krótki moment, tylko przez tę jedną chwilę, mogła to poczuć. Uczucie Tryumfu. Uczucie bycia Niepokonaną. Potęgę kogoś, kto nigdy w swoim życiu się nie zawahał i szedł przez swoje życie niczym burza, miażdżąc swoich przeciwników i wygrywając swoje bitwy. Przez moment była ogniem i miała wrażenie, że wystarczyłoby jedno jej mrugnięcie, by spalić cały las. Ta niszczycielska, nieugięta, gorąca i pełna pewności siebie siła, mogąca niszczyć, a którą Czerwona Gwiazda wykorzystała, by tworzyć. Tworzyć Klan Rzeki, który został przekazany w jej łapy przez jej brata.
xxx - Jestem z ciebie dumna - powiedziała cicho, a następnie polizała córkę po czole, by się odsunąć i stanąć wraz z resztą swoich towarzyszy z Gwiezdnego Klanu. - Nie jesteś juz Ćmim Zmie'zchem, zastępczynią. Wypowiadam te słowa na oczach całego Gwiezdnego Klanu - od dzisiaj będziesz nosiła miano Ćmiej Gwiazdy, nowej p'zywódczyni Klanu 'zeki! - zawołała uroczystym, donośnym głosem, który poniósł się po zebranych Gwiezdnych. Następnie czarna kotka usłyszała, jak powoli podnosi się wokół niej chór najróżniejszych głosów skandujących jej nowe imię. Coraz więcej kotów zbliżało się w jej stronę, tak, że nie towarzyszyła jej już tylko dziewiątka zmarłych rzeczniaków, ale i dziesiątki, setki innych kotów noszących na sobie zapachy wszystkich Klanów. Gdyby Ćmia Gwiazda wiedziała, co to magia, tak najpewniej mogłaby określić uczucie, jakie zrodziło się w niej w tym momencie. Uczucie magii, gdy stała na środku morza rozgwieżdżonych kotów wołających jej imię w niegasnącej fali głosów. Część z tych kotów była w stanie rozpoznać, część z nich znała, o części słyszała, a część była jej całkowicie obca. Spoglądał na nią także Porywisty Nurt, także Bociania Łapa, Promienna Gwiazda, Błędne Światło, Wronie Pióro, Ćmia Gwiazda, Omszony Pazur, Lisie Futerko, Aksamitne Piórko, Barwne Słowo, Lazurowy Deszcz, Zakurzony Grzbiet, Lodowy Kieł, Trawiastooki, Białe Pióro, Burzowe Niebo, Deszczowa Chmura, Ciepły Wiatr, Iskrząca Gwiazda, Szepcząca Gwiazda, Deszczowa Noc, Łososiowa Łuska, Głośny Plusk, Karasiowy Kieł, Lawendowy Nos, Liliowa Sadzawka, Popielate Skrzydło, Migoczące Niebo, Mleczny Kieł, Mały Liść, Niedźwiedzi Kieł, Okoniowy Ogon, Ciemniejące Niebo, Płotkowy Plusk, Poziomkowa Ścieżka, Paprociowy Kwiat, Sokole Skrzydło, Mknąca Łapa, Szkarłatny Zachód, Szarotkowa Łapa, Sztormowa Chmura, Wapienna Łapa, Złamane Ucho, jak i wiele, wiele innych, których nie sposób było dostrzec lub rozpoznać. Wszyscy zjawili się, by zobaczyć świt nowej Gwiazdy.
Obraz wokół Ćmiej Gwiazdy powoli zaczął się rozmywać a cały świat wirować, natomiast ostatnim, co zobaczyła, nim pogrążyła się w całkowitej ciemności, był ciepły, dumny uśmiech na pysku jej matki. Zanurzyła się w końcu w nicości, wracając do wirowania w niebycie, w tym co istnieje i w tym co nie, w tym co żywe i co martwe, przygotowując się na powrót do swojego świata i swojego ciała. Na powrót do rzeczywistości, w której przyszło jej żyć. W końcu poczuła na swoim futrze dotyk zimna. Gdy uchyliła powieki znajdowała się znowu nad Szepczącą Sadzawką. Niedaleko drzemał Łabędzia Łapa, natomiast Kornikowy Konar trzymał wartę. Pierwszym, co nowa przywódczyni zauważyła, było to, że na jej przednich łapach leżały świeże wrzosy - te same, które przyniósł ze sobą Mroźny Nos. Były całkowicie rzeczywiste i jak najbardziej rzeczywistnie czuła ich zapach i ich dotyk.
Słońce powoli wstawało, dopiero rozświetlając horyzont. Czuć było wyraźnym mrozem, który musiał się zrobić w trakcie nocy. Działało to na ich korzyść, gdyż błoto na bagnisku wokół nich zamarzło, i dopóki nie wstanie słońce i nie zrobi się trochę cieplej, to będzie się dało przejść do bajorze jak po zmrożonej ziemi i zamrożonych kałużach, unikając ponownego potopienia się w nim. Zdecydowanie przyśpieszy to ich powrót do Klanu. Zawiał lekki wiatr poruszający krótkim, gładkim futrem Ćmiej Gwiazdy tak, jak gdyby nigdy nic się nie stało.


Ćmia Gwiazda + 20 exp
Gorzka Łapa + 15 exp
Kornikowy Konar + 15 exp
Łabędzia Łapa + 15 exp

(15/10 za wyprawę i 5 za walkę z błotem)
★

Gdy emocje już opadną
Jak po wielkiej bitwie kurz

Gdy nie można mocą żadną
Wykrzyczanych cofnąć słów

Czy w milczeniu białych, haniebnych flag
Zejść z barykady

Czy podobnym być do skały
Posypując solą ból
Jak posąg pychy samotnie stać


Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść
┍━━━━━━━━━━━━━━━┑
N I E P O K O N A N Y M
┕━━━━━━━━━━━━━━━┙

Wśród tandety lśniąc jak diament
Być zagadką której nikt
Nie zdąży zgadnąć nim minie czas


.
LVL 9 440 / 500
MedLVL 0 0 / 100
24
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
105
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#42
Kiedy Ćma otworzyła oczy, wiedziała, że przeszła na drugą stronę. Spięła się lekko. Może nie nastroszyła, ale spięła.
Trawa była piękna. I niebo nad jej głową. I zapach, świeży zapach lasu po deszczu, był piękny, realny, lekki.... w jednak Ćma była spięta.
Jeszcze bardziej spięła się, gdy dostrzegła wszystkie te sylwetki zgromadzone wokół niej. Czuła się mała. Pierwszy raz w życiu czuła się mała. Bo choć całe życie była mniejsza od wszystkich dookoła, to patrzyła na świat z podniesioną głową. Teraz? Teraz siedziała jak trusia. Skuliła się nieco i położyła uszy po sobie. Podkuliła ogon.
A gdy podniosła wzrok, zobaczyła matkę. Czerwony Mak. Czerwoną Gwiazdę. Wielką, młodą. Energiczną. Z ogniem w oczach i o sprężystym kroku, młodszą, niż kiedykolwiek Ćma ją widziała. Dysonans poznawczy sprawiał, że czarnej koteczce kręciło się w głowie. Zagryzła zęby.
Była gotowa. Była gotowa już dawno temu, ale Czerw uparcie nie chciała umierać. A teraz? Teraz Ćmi Zmierzch siedziała skulona na trawie, przestraszona i zdezorientowana.
Pierwsza zbliżyła się Ognistopręga. Kiedy Ćmi Zmierzch usłyszała jej słowa skrzywiła się brzydko, rozeźlona, ale nie dane jej było naprychać na matkę Kałuży. Uderzył ją ból, rozległy i miażdżący, i drobna kotka pisnęła cienko, kuląc się bardziej na trawie. Nawet nie zauważyła Śliwkowej Gałązki, gdy ta podeszła do niej, dopóki kotka nie dotknęła nosem jej nosa. Ćma zadrżała z bólu, a kiedy minął, wzięła głęboki oddech. Podniosła wzrok na Śliwkę, na jej czekoladowe futerko. Miała dość.
Miała dość, a przecież ceremonia dopiero się zaczęła.
Kolejna sylwetka naprędce skojarzyła jej się z Pająk. Z ładniejszą, milszą wersją Pająk. Miała w sobie coś, co sprawiło, że oczy Ciemki nabiegły łzami. Przebaczenie, dobre sobie. Czy właśnie to miało teraz miejsce? Przebaczenie? Czy Gwiezdni tak po prostu wybaczyli Ćmie... Ćmę?
- Czekaj... - poprosiła, ale Łabędzia Pieśń odsunęła się od niej. Zamiast tego podeszła do niej Kolczasta Mordka.
Przypominała jej o Bobrzym Kle. A te wspomnienia sprawiły, że Ćmok zadrżała znowu, na wpół z irytacji, na wpół ze smutku. Cofnęła się o krok, ale nie dość szybko. A kiedy Kolczasta Mordka dotknęła nosem jej nosa, Ćma krzyknęła cienko. Łapy ugięły się pod nią i kotka upadła na miękką trawę jak szmaciana laleczka. „Mam dosyć”, chciała krzyknąć, ale nie miała siły. Ciężko było jej nabrać powietrza.
I wtedy zjawiła się Księżycowy Pył. Ćma gwałtownie podniosła głowę na jej widok.
- Księżyc! - zawołała, przełykając łzy. Na widok dawnej medyczki Rzeki żal ścisnął jej serce - Księżyc, przepraszam... przepraszam, nie wiedziałam, jak mam cię zatrzymać...
Dar Księżycowego Pyłu nie pomógł się podnieść. Wręcz przeciwnie. Ćma zapłakała cicho. I płakała, aż podeszła do niej Pierzaste Serce.
- Ciociu Pierzak...? - przełknęła łzy. - nie. Nie jest rodzinne. Ty nas kochałaś a ja nie potrafię! Kochanie mnie było głupie! Straciłaś czas!
A jednak dar Pierzastego Serca kazał jej się podnieść. Wstać, wyprostować, podnieść głowę. Ćmi Zmierzch znów stała na własnych nogach, o własnych siłach.
Chwilę później stanął przed nią nieznajomy kocur. Mroźny Nos... opowieści o nim pamietała jak przez mgłę. Wytarła łapą łzy z twarzy, i mimo migreny skinęła mu głową.
- ... Komar nie wróci - szepnęła, patrząc na Mroźnego. Komar wybrał inne życie. Komar wybrał ucieczkę. Komar nie chciał wracać do Klanu, w którym była jego rąbnięta, przemocowa siostra, i Ćma musiała zaakceptować ten wybór. Musiała mu przebaczyć. Musiała go zrozumieć. Spojrzała na wrzosy u swoich łapek i uśmiechnęła się blado. Pociągnęła nosem - dziękuję...
... ale cały spokój, który podarowali jej na chwilę Gwiezdni, uleciał, gdy oczom Ćmy ukazał się Świetlikowa Gwiazda. Kotka zmarszczyła brwi. Nastroszyła futro. Poczuła w gardle suchość, w oczach znów miała łzy. Miała ochotę wrzeszczeć. A jednocześnie miała ochotę przytulić się do jego futra z całych sił, i nie odsuwać się ani o centymetr.
- Potrzebowałam cię - szepnęła głucho, przełykając łzy - A ty mnie zostawiłeś. Zostawiłeś mnie samą, z nią. Nie masz pojęcia jak chciałam, żebyś wrócił.
Zamknęła oczy, gdy dotknął jej nosa, i chociaż zakręciło jej się w głowie, tym razem utrzymała się na łapach. Patrzyła za Świetlikiem, gdy odchodził, a potem przeniosła wzrok na Czerwoną Gwiazdę.
Spojrzała w ogniście pomarańczowe oczy, kładąc uszy płasko. Wysłuchała w milczeniu słów matki i pokiwała głową.
- Będę silna - mruknęła cicho. Pociągnęła nosem - będę silna. Dam sobie radę.
„Jestem z ciebie dumna”. Ćma zadrżała gwałtownie, czując cisnące się do oczu łzy. I te słowa słyszała głośniej i wyraźniej, niż te, które parę chwil później powołały do życia Ćmią Gwiazdę.
Popatrzyła po zebranych Gwiezdnych. Słyszała ich głosy, chór skandujący jej imię. Widziała blask ich futer. Jasne iskry gwiazd. Uśmiechnięte twarze znajomych i nieznajomych. Tych, których widziała raz, tych, których znała dobrze. Łosoś. Niedźwiedź, Burzowe Niebo... świat się kręcił. Wirował wokół niej. Świat wirował...

A gdy się obudziła, obudziła się z krzykiem. Krótkim, i urwanym, po którym musiała zasłonić łapą pysk, by nie puścić pawia prosto do świętej wody w Szepczącej Sadzawce.
Wszystko, co czuła na Srebrnej Skórce uciekało z niej jak woda z pękniętego wiadra. Umykało. Uciekało. Nie zostawiało po sobie ani śladu. I nim Ćmi Zmierzch... nie, Ćmia Gwiazda, zdążyła opanować torsje i oddech w jej sercu mieszkało już tylko chłodne, znajome nic.
Wyprostowała się. Ułożyła futerko. I wtedy zorientowała się, że pod łapami wciąż ma wrzosowe gałązki, prawdziwe jak ona sama, ziemia pod nią i woda przed nią.
Odetchnęła głęboko zapachem wrzosu. nie mogła przypomnieć sobie, co czuła pośród Gwiezdnych... ale pamietała wrzosy.
Obejrzała się przez ramię na swoich towarzyszy. Na Kornika. Uśmiechnęła się pod nosem.
- Wracamy.
im ciemniejsza noc, tym jaśniejszy dzień
światło ma moc i nie zgasi go cień
światło ma moc, ciemność jej nie ogarnia
choć cienie są zawsze po drugiej stronie światła
LVL 0 0 / MAX
MedLVL 0 0 / 100
0
Siła
S
0
Zręczność
Zr
0
Szybkość
Sz
0
Zmysły
Zm
0
Punkty Życia
HP
0
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#43
Czuwał większość nocy, ale w końcu i jego zmogła senność, więc obudził Łabędzią Łapę i sam zwinął się w dużą, kanciastą kulę i próbował się zdrzemnąć. Sen był płytki i urywany, pozbawiony magii i przodków. Wybudził go krzyk, który zerwał momentalnie całą sylwetkę na równe łapy i instynktownie kazał podbiec w stronę Ćmy. Jednak siostrze nie zagrażało nic widocznego, obłęd w oczach szybko wygasł, ustępując znajomej pustce. Kornik odetchnął, patrząc z boku jak przywódczyni prostuje się, układa futerko, a potem spogląda na nich z uśmiechem.
Odpowiedział tym samym.
- Będzie jak zarządzisz, Ćmia Gwiazdo. - Miauknął z błyskiem kłów. Podszedł bliżej, by krótkim ruchem otrzeć polik o jej czubek głowy i szepnąć: - Była tam? - Po czym zajrzeć w żółte oczy, w poszukiwaniu odpowiedzi. O to jak się czuje nowa Gwiazda zamierzał zapytać później, już w obozie, nie spodziewając się usłyszeć prawdy, kiedy nasłuchiwały uszy Łabędzia oraz Goryczy. Czekała ich jeszcze droga powrotna, nie wzbudzająca entuzjazmu Kornika, ale mimo to wojownik czuł, że w tamtą stronę będzie go chociaż trochę niosła euforia.
I took my love, I took it down
Climbed a mountain and I turned around
And I saw my reflection in the snow covered hills
'Til the landslide brought it down
Oh, mirror in the sky

What is love?

Can the child within my heart rise above?
Can I sail through the changin' ocean tides?
Can I handle the seasons of my life?

LVL 5 50 / 400
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#44
Sam nie wiedział, kiedy z na pewno tej nocy nie zmrużę oka zrobiło się zasnę za mrugnięciem oka. Wokół Szepczącej Sadzawki było spokojnie, błogo, bezpiecznie - i chociaż Łabędź doskonale zdawał sobie sprawę, że zagrożenie mogło czyhać za rogiem i jak do tej pory nieco paranoicznie starał się je wytropić, tak im dłużej leżał przypatrując się naprzemiennie śpiącej zastępczyni oraz łagodnej tafli sadzawki, tym mniej wierzył, by coś niedobrego mogło ich tutaj spotkać.
Byłby w stanie przysiąc, że przymknął powieki ledwie na uderzenie serca, jednak kiedy na powrót je otworzył... Nikogo już nie było. Ani Kornikowego Konara, ani Gorzkiej Łapy, ani nawet Ćmiego Zmierzchu, moment temu spoczywającej na brzegu sadzawki. Jaśniejący na niebie księżyc nie przesunął się na długość ogona co wykluczało możliwość, że Łabędziowi niefortunnie się przysnęło, natomiast towarzysze załatwili co trzeba i wybyli bez niego. Kocur zebrał te fakty do kupy bez przestrachu. Tak działała na niego magia tego miejsca, był zbyt zaspany na strach, czy może zwyczajnie nie zdążył przejąć się zastaną sytuacją, ponieważ dostrzegł zbliżającą się ku niemu sylwetkę...? Jedno było pewne, kiedy ją zobaczył, cała reszta przestała mieć znaczenie. Wokół niego mogłyby zacząć gromadzić się wrzeszczące potwory, a on najpewniej nie zwróciłby na nie uwagi. Po powierzchni wody kroczył bowiem nie kto inny jak Lodowy Kieł, którego Łabędzia Łapa widział ostatnio na jego pogrzebie i nie spodziewał się zobaczyć nigdy więcej, nie w tym życiu. Wojownik, mimo swojej masy, nie wzburzał wody, po której stąpał. Nie zapadał się, idąc jak po grubym lodzie. Śniący point przyglądał się tej scenie z niedowierzaniem uzewnętrznionym przez otwarty pysk i blask w ogromnych, niebieskich oczach. Chciał zrobić tak wiele. Poderwać się i rzucić ojcu na przywitanie. Wtulić mordkę w to gęste, jasne futro, poczuć jego zapach przynoszący na myśl szczęśliwe dzieciństwo. Powiedzieć mu, jak bardzo tęskni - oni wszyscy tęsknią - i jak bardzo mu żal, że musieli rozstać się tak prędko. Wyznać, że widok ciała pozbawionego życia nie opuszcza jego głowy. Zapytać co u niego, jak się miewa na Srebrnej Skórce, czy mu tam dobrze. Pożegnać się, acz najchętniej nie żegnałby się wcale, tylko spędził z ojcem czas, nie bacząc na to, gdzie się znajdowali, dlaczego, i czy to przypadkiem nie jeden z tych głupich snów, tak pięknych i budujących na początku, a wraz z przebudzeniem rozbijający kota na kawałki.
Nie mógł zrobić nic. Tylko patrzeć. Ciało odmawiało posłuszeństwa przemieniając Łabędzia w żywy kamień. Lodowemu chyba to nie przeszkadzało, a jego syn - mimo że nie był w stanie nijak zareagować - poczuł prawdziwie i poczuł na pewno, jak język taty czule przejeżdżał po jego czole. A chwilę później nie było już nic. Lodowego Kła, Szepczącej Sadzawki, jego samego.
Pojawił się na nowo dopiero wtedy, kiedy Kornikowy Konar go obudził i poinformował, że teraz jego kolej na czuwanie. Łabędź zgodnie kiwnął głową. Właściwie... Był nawet całkiem nieźle wypoczęty. Spojrzał w niebo; teraz już ewidentnie noc była głęboka, chyląca się ku wschodowi słońca. Dokonawszy tego spostrzeżenia terminator popatrzył na sadzawkę. Oczywiście, ojca tam nie było. Ale wtedy, wcześniej... To nie było zwykłe marzenie senne, prawda? Nie mogło być. Uśmiech rozjaśnił pyszczek błękitnookiego. Z tym nowym entuzjazmem mógłby czuwać i czuwać bez końca. Słuchać ciszy, rozkoszować się dziwną energią tego miejsca, która może i była jedynie wytworem wyobraźni, niemniej teraz był jej pewny. Tak jak tego, że mieli towarzystwo. Tu. W obozie. Wszędzie. Zawsze.
Dziękuję, tato. Kocham cię.

Dopiero krzyk Ćmiego Zmierzchu uciął rozważania na tematy okołogwiezdne. Kocur z walącym sercem gwałtownie się podniósł, omal się przy tym nie wywracając, bo powierzył cały swój ciężar trochę zesztywniałym kończynom. Zaraz znalazł się przy kotce. Ten krzyk był przerażający, a do tego niespodziewany. Fakt, Łabędź nie patrzył na nią akurat w tym momencie, jednakże pełnił swoją rolę solennie i gdyby ktoś lub coś chciało ją napaść, to by wiedział z wyprzedzeniem! Ale nawet jak miał tę świadomość, widok przywódczyni całej i zdrowej przyniósł mu wiele ulgi. Wtedy już mógł się subtelnie wycofać, żeby nie osaczać ledwie obudzonej - jak przypuszczał - Ćmiej Gwiazdy. Ale hej, moment, skąd te kwiaty? Nie było ich, generalnie kwiatów... zbytnio nie było. Czyżby kolejna zagrywka Gwiezdnych?
Przelotnie popatrzył na mistrza, a później uważniej spojrzał na Gwiazdę. Posłał jej nieśmiały uśmiech. Wnioskując po jej mimice kontrastującej z poprzednim okrzykiem, spotkanie z przodkami przebiegło pomyślnie. Wszystko skończyło się dobrze. Jak dobrze!
To znaczy prawie. Wciąż czekał ich powrót do domu, z którym czarna nie chciała zwlekać. Miała do czego się spieszyć, cały Klan Rzeki zapewne niecierpliwie wyczekiwał jej powrotu. Łabędź czuł się gotowy na kolejne zmagania z błotem, choć bardziej miał nadzieję na polubowne załatwienie sprawy z kapryśną pogodą.
.
.

[Obrazek: labondz.gif]
⊹₊˚‧︵‿₊.So let's Run..₊‿︵‧˚₊⊹
uwu
x ᴍᴀᴋᴇ ᴀ ɢʀᴇᴀᴛ ᴇsᴄᴀᴘᴇ x
˚.⋆⁺₊xxxxxx ܁ . ⊹܁xxxxxxx⋆.˚xx
uwu
xxxxxxxxxx≽^•˕ •^≼
⌞ And I'll be waiting outside for the. getaway ⌝
It doesn't matterxxxxxxxxxxxxxxxxx
✩°。⋆˚⁺xx[ who ]x・. xxxxxx
xxxxxxxxxx.・x[ we ] xxx.˚xxx ๋࣭₊˚
xxxxxxxxxxx܁ . [ are ] ܁ .x.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx. ݁₊ ⊹ . ݁ x.xxwe'll keep runningxx
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx. ݁ ๋࣭xx܁ .xthrough the dark .✦ ݁˖
uwu
xAnd all we'll ever need is another dayx
uwu
xxxxWe can slow down, 'cause ˎˊ-
-ˋˏ Tomorrow. is a mile away
xxxxxxxxx

╭───────────────────.★..─╮
܁. And live like shooting stars ⊹˚
╰─..★.───────────────────╯
. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁ x'Causexhappy endings'xhardest to fakex . ݁₊ ‧₊˚. x
LVL 12 150 / 500
MedLVL 0 0 / 100
27
Siła
S
27
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
17
Zmysły
Zm
115
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości