Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Zamarł w całkowitym bezruchu, gdy tylko poczuł, że jego pazury w rzeczywistości przecięły skórę Trującego Kła. Czemu ona sama tego nie zrobiła? Dlaczego jej własne pazury ledwo co go drasnęły, czy jednak nie chciała go zabić? Nie atakował znowu, nie powinien tego robić. Miał wrażenie, że wszystko dociera do niego w jakiś dziwny sposób, z oddali, jakby wszystko tu jednak nie było prawdą. Przez to przedarły się jednak słowa Łabędziej Gwiazdy, wystarczająco, by przynajmniej na moment to one wypełniły całkowicie jego umysł.
Skinął głową na polecenie przywódcy, jakiekolwiek słowa dalej nie były mu w stanie przejść przez gardło. Ruszył w kierunku obozu szybkim krokiem, nie oglądając się za siebie. Chciał stąd uciec, od tego wydarzenia, od kotów, o których nie miał pojęcia co myśleć.
Właściwie miał problem, by pomyśleć o czymkolwiek, wszystko w jego głowie mieszało się ze sobą, nie dając ułożyć się w żaden sensowny sposób. Liczyło się tylko stawianie przed siebie kolejnych kroków, mimo, że teraz zaczynał odczuwać ogarniające go zmęczenie. Nawet jeśli dotrze na miejsce i wezwie inne koty, to co miał zrobić? Gdzie pójść? Do medyka? Nie chciał do nich iść, im też nie ufał. Jednak wciąż czuł własną krew, która spływała mu po łapie. Ale tym bardziej nie chciał spotykać nikogo, kto mógłby chcieć z nim rozmawiać, może przynajmniej tam mógł ukryć się przez wszystkimi innymi.
// zt?
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Tojad nie wyróżnia się zbytnio wzrostem i właściwie już nigdy nie będzie, jako że osiągnęła swoje finalne rozmiary. Mieści się gdzieś w średniej, jeśli chodzi o wysokość, ilością mięśni również nie grzeszy, chociaż jej długie futro - zwłaszcza na ogonie, brzuchu, piersi i gardle - może nieco mylić w tej kwestii. Jest głównie biała, lecz nie całkiem: ciemny, stalowy kolor obejmuje prawie cały jej ogon (z wyjątkiem krótkiego odcinka przy samej nasadzie), a także rozlewa się w dwie nieregularne plamy na jej grzbiecie, przy czym jedna, większa, znajduje się w okolicy jej prawego biodra, drugą natomiast można dostrzec praktycznie w połowie jej prawego boku, w okolicy barku. Z tyłu głowy również ma łatę, zaczynającą się wysoko na karku, obejmującą całe uszy, aż dopiero wysoko na czole dzielącą się na dwa, przeciętą bielą; po prawej stronie ciemna plama sięga połowy oka i zahacza o jego kącik oraz dotyka boku głowy, natomiast z lewej zatrzymuje się nieco wcześniej, tuż po minięciu ucha. Oczy Tojad natomiast ma dwukolorowe - prawe żółtozielone, a lewe błękitne jak niebo. Między nimi natomiast, na samym końcu zgrabnego pyska, znajduje się trójkątny, ciemny, prawie czarny nos, a pod nim, po prawej stronie, można dostrzec okrągłą szarą plamkę.
GILF
Drewniany Kolec [KW], Piołunowa Łapa [KR] | Kruczy Ogon/Gwiazda etc. [GK]
Nie chciała go zabić? Ona? O nie, bardzo chciała. Chciała zobaczyć go zimnego i zupełnie bez reakcji na cokolwiek. Chciała stać nad nim, gdy będzie się wykrwawiać, bezradny, jak Szafirek, który swoje ostatnie oddechy wziął pewnie mając wrażenie, że nikomu nie zależało na ratowaniu go. Ale w tym wszystkim, choć starała się nad sobą zapanować, aby wymierzyć cios, wciąż targał nią gniew i nie była w stanie tak dobrze trafić smarkacza, jak by chciała. Poczuła za to, jak pazury tego gnojka rozcinają jej skórę. Syknęła z bólu. Zamierzyła się łapą ponownie, gotowa próbować do utraty sił albo do rozszarpania glisty - cokolwiek nadeszłoby szybciej - ale przez te wszystkie warstwy wściekłości doszedł do niej głos Łabędziego. Dosyć. Opuściła łapę, wciąż wpatrując się wrogo w najmłodszego uczestnika tej... rozmowy.
- Szafirek wciąż by żył, gdyby nie ten gówniarz - warknęła, ale nie zamierzała się dalej kłócić. Nie z Łabędzim. Nie z nim. Wciąż wściekła, właściwie na wszystko, na świat, na niesprawiedliwość losu, na Skalistego, na wszystkich przodków Skalistego, który rozmnożyli się wystarczająco, aby on sam chodził teraz bezkarnie po ziemi - zacisnęła szczęki. Donieść Szafirka do obozu. Nie chciała myśleć o tym, co będzie, gdy już tam dotrą, gdy będzie musiała spojrzeć w oczy rodzicom, gdy ktoś będzie musiał wytłumaczyć jej - ich - jej młodszemu rodzeństwu, że Szafirek umarł przez kota, z którym spali w jednym legowisku.
//zt.
.
.
. ❝i jeśli płynąć to wpław,
zgiąć kolana i kark❞ mamo, nie tędy MAMO, NIE TĘDY
kiedy k.a.ż.ą mi być ✧KIMŚ✧ mieć bielszy uśmiech jestem ▸sobą◂ bardziej i mam zęby ŻÓŁTE
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Wedle ustaleń, Skrzące Słowo i Księżycowe Jezioro spali ze sobą osobno, żeby powoli poukładać sobie wszystko to, co raz ustalili. Żeby naprawić to, co przez tyle księżyców zostało zepsute. Ciężko stwierdzić, jakie przynosiło to efekty, bo Skrzące Słowo był już wystarczająco wytęskniony i przed podjęciem takiej, a nie innej decyzji, ale kiedy mieli okazje się widzieć, czuł że zależy mu na jej obecności i to z niej chce najbardziej skorzystać, a nie z cielesności i czułości, które mogły się ze wspólnym spędzaniem czasu wiązać.
Chciał zrobić dla niej coś miłego, spędzić czas w wyjątkowy sposób, nim rozejdą się w swoją stronę na noc. Dlatego więc zaprosił ją na wieczorną randkę. Poprosił, żeby zjawiła się o zachodzie słońca na Kocich Grzbietach, gdy wszystkie treningi będą się już zbliżać do końca. Śnieg już topniał i pojawiały się pierwsze kwiatki, więc nimi wyścielał szczyt najwyższego wzgórza na Kocich Grzbietach i tam, w towarzystwie dwóch jeszcze ciepłych zająców, oczekiwał zjawienia się ukochanej. Musiał jej powiedzieć o Szalejącej Zamieci, ale to był jedyny średnio przyjemny punkt na dzisiejszej liście do odhaczenia. Miał być czysty relaks i oglądanie gwiazd we dwoje. Jak za młodu.
Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Wszystko szło dosyć dobrze, zgodnie z planem - Jezioro wyszła z poporodowej depresji, zaczęła rozmawiać nie tylko z innymi klanowiczami, ale przede wszystkim, i co najważniejsze - z własnymi dziećmi. I może nie było łatwo, nie było przyjemnie, ale dawało jej to uczucie spokoju i ulgi, jakiej nie zaznała od długiego czasu. Krok po kroku budowała rodzinne więzi, a zblakły i krzywy obraz Świetlik znikał przed jej oczami, gdy pochylała się nad wodą. Wszystko szło... w porządku. I oczywiście - tęskniła za Skrą. Noce były zimne, nie do opisania, często szukała go łapą, a potem przypominała sobie, że jego tu nie ma - nie mogło go być. Postanowili twardo, że zmieniają priorytety, a obecne dwa mioty to ich jedyne mioty. Już więcej nie będzie. Prawda?
Z zachwytem przyjęła zaproszenie na randkę, przygotowując się odpowiednią, liżąc futro w odpowiednią stronę. Będzie tak jak dawniej - spokojnie przechadzki wieczorami, docinanie sobie nawzajem, rozmawianie o Klanie, o innych, obgadywanie może też...
Gdy nadszedł czas, skocznym krokiem udała się na wyznaczone miejsce, czyli na Makową Polankę, jedną z ich ulubionych miejsc. Widząc, że już czeka, podeszła do niego, trącając go bokiem i mrucząc: - Dobry wieczór! Chyba się nie spóźniłam na wieczorne zwiedzanie?
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Słońce powoli zachodziło, barwiąc bezchmurne tego dnia niebo na przepiękne, pomarańczowo-granatowe odcienie. Wpatrywał się w górę, zastanawiając się, czy Barwna Woda dostrzega w nim zmianę, czy Mysi Krok i Bukowa Kora są nim rozczarowani. Nie miał jednak zbyt wiele czasu na rozmyślanie o tym, bo dość szybko na miejscu pojawiła się jego ukochana, którą przywitał ciepłym uśmiechem.
- Zwiedzanie? Myślałem, że posiedzimy i popatrzymy w niebo, porozmawiamy. Ale jeśli tak bardzo cię nosi, możemy się przejść. - mruknął, rozglądając się pod rozsypanych kwiatach i stygnących uszakach. Droczyła się, czy po prostu nie zauważyła ile serca włożył w tę randkę? Sam już nie wiedział, więc po cichu liczył, że jednak to pierwsze.
Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Dopiero na jego słowa oderwała wzrok od niego i rozejrzała się - oh. Rzeczywiście, Jezioro w sumie skupiła się bardziej na gościu specjalnym tego przyjęcia, niż całej otoczce, która niewątpliwie kosztowała wiele pracy. Dlatego bez zbędnego słowa i z głośnym chichotem dała nura w kwiaty, turlając się z boku na bok. - Oh, jak cudownie pachną! Masz rację, zwiedzanie możemy zostawić na jakąś inną okazję. - zanurzyła nos w kwiatach, po czym kichnęła. Zaśmiała się i poklepała miejsce obok siebie. Sama zaś przewróciła się na grzbiet i spojrzała w niebo. Jej wzrok na chwilę stał się mętny, gdy zatopiła się w rozmyślaniach o bracie, o tym, że pewnie czeka tam na nią i nieustannie czuwa, czy nie dzieje jej się krzywda. - Myślisz, że nasze rodziny... patrzą teraz na nas? - wyszeptała, jakby bała się, że faktycznie mogliby podsłuchiwać. Ba, mogą nawet podglądać, więc łapy przy sobie, Skra!
Oderwała wzrok od Gwiezdnej Skórki i popatrzyła na partnera. Zastanawiała się, co chodzi mu po głowie, ale przede wszystkim nurtowało ją jedno: - Jak się czujesz?
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Dopiero po chwili zdała sobie sprawę z tego, jak się namęczył, ale jej reakcje wszystko mu wynagrodziła i już po chwili zapomniał, że początkowo nie zwróciła na to uwagi. Tarzała się w kwiatkach jak kociak, a on nie potrafił oderwać od niej wzroku, więc dołączył do niej dopiero po chwili. Minęło tyle czasu, a ona dalej była tak samo głupiutka i urocza jak te kilkadziesiąt księżyców temu. Niesamowite.
- Myślę, że patrzą. Może nie w tym konkretnym momencie, ale na pewno na nas zerkają co jakiś czas. - mruknął, ponownie wpatrując się w nieboskłon, który z każdym uderzeniem serca był coraz bardziej granatowy, a coraz mniej różowo-pomarańczowy.
Spojrzał na nią, gdy usłyszał to pytanie. Cóż, odpowiedź była raczej oczywista.
- Jest... w porządku. Brakuje mi cię w nocy, często łapię się na tym, że chcę się przytulić, a ciebie nie ma, ale wiem, że to dla naszego dobra i na razie to konieczne. A ty? - powiedział, splątując swój ogon z jej. Chyba na tyle mogli sobie pozwolić, prawda?
Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Przymknęła powieki, słysząc jego odpowiedź. Tak... też miała nadzieję, że Barwinek czuwa - że widzi cały jej wysiłek i to, ile się zmieniło. Że jego wysiłek nie poszedł na marne. Że jest niesamowitym bratem - jest, nie był.
Zerkała na niego, gdy odpowiadał na jej pytanie. Wiedziała, że jest mu trudno, ale tak musiało być, przynajmniej teraz - przynajmniej przez jakiś czas. - Mi też... ciebie brakuje. Jest mi zimno w nocy... czasami podświadomie szukam cię łapą, żeby potem uświadomić sobie, że nie śpisz już obok mnie. Ale... oprócz tego jest dobrze. Jest coraz lepiej nawet - robię duże postępy z dziećmi. Tak mnie cieszy, że... że wciąż nazywają mnie matką. - do oczu napłynęły jej łzy, które szybko przetarła. Nie chciała się teraz rozklejać, a przecież to były łzy szczęścia.
Zawahała się, czy pytać, jak jemu idzie rozmowa z dziećmi - wiedziała, że z pewnością wiele rozmów nie było łatwych, bo i dla niej było ciężko, ale to była konieczna część ich zmiany. Metamorfozy Skry - jako męża, jako ojca. Przede wszystkim jako ojca.
Postanowiła nie pytać, jednak spojrzała na niego wyczekująco - jeśli będzie chciał... wyrzucić z siebie niektóre rzeczy, posłucha. I wesprze - bo nie może stracić tego, do czego dążą - Skra musi zaakceptować ich dzieci takie, jakie są, niezależnie od swoich poglądów. A w zasadzie poglądów, które miał dotychczas.
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
— Nie mają powodów by nazywać cię inaczej, skarbie. Jeśli mnie nazywają ojcem… — mruknął, spoglądając na partnerkę. Serce mu się krajało gdy widział jej łzy, ale każda najmniejsza czułość była ryzykowna więc niewiele mógł zrobić. Takie były ich wspólne ustalenia.
— Tylko mi tu nie płacz, dobrze? Skoro się układa, to nie ma ku temu powodu. — mruknął, decydując się na delikatne wsparcie w postaci dotknięcia jej łapą. To był taki… pokrzepiający gest. — Ja niebawem porozmawiam z Goryczą i Wilkiem. Wiem już, co chcę im powiedzieć, tylko muszę się zebrać na odwagę. — dodał. To… był jakiś start. Być może niewielki, ale jakiś. Najgorszy był jednak zawsze ten pierwszy krok.
Skierował wzrok na gwiazdy. Kiedyś urządzali sobie takie randki całkiem często, rozmawiając o tym, jak minął im dzień. Nie mieli jeszcze dzieci, tylko siebie nawzajem i nic innego się nie liczyło. Czy tęsknił za tymi czasami? Może odrobinę, ale nie dlatego że uważał kocięta za błąd. Po prostu wiedli wtedy beztroskie życie, nie widząc świata poza sobą.
Pora Nagich Drzew powoli się kończyła i było już całkiem ciepło, ale momentami powiewy wiatru nieprzyjemnie chłodziły, powodując gęsią skórkę nie tylko u kotów z krótkim futrem, ale i u takich z grubym, gęstym i długim. Tak właśnie było i teraz. Skrzące Słowo powstrzymał się jednak przed wtuleniem w ukochaną, nawet jeśli było to niesamowicie ciężkie.
Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
- Przepraszam, po prostu... ach, nie wiem, wszystko jakoś nagle mnie to uderzyło. Nasze dzieci są często bardziej wyrozumiałe niż się spodziewamy. I chyba dlatego mnie to wzruszyło. - przetarła ostatnie ślady wilgoci z pyska i uśmiechnęła się - Mam nadzieję że z Wilkiem i Goryczą dobrze ci pójdzie. Albo chociaż... na tyle w porządku, że będzie to jakiś dobry start. Jestem pewna, że jakoś się to ułoży. - westchnęła spokojnie, wędrując myślami ku te dwójce - nie była nawet świadoma, jak duży wpływ na nich i na ich życie miał Skra. A teraz znowu miał powywracać to do góry nogami. - Tak bardzo tęsknię za Barwinkiem. Muszę przyznać, że... czuję się zazdrosna. Zazdrosna, bo najpierw odwiedził ciebie. I wiem, wiem że zrobił to dla mnie, że to mnie postawił na pierwszym miejscu, jednak... Och Gwiezdni, ile bym dała, by znowu z nim porozmawiać... Chciałabym... chciałabym żeby wrócił... - jej głos zaczął się lekko łamać, dlatego żeby zatrzymać chęć płaczu, ukryła pyszczek w futrze Skry. Chwilę potem dźgnęła go łapą w brzuch, lekko chichocząc przez łzy. - To nie fair, następnym razem mnie zawołaj jak będzie cię nawiedzać.
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
— Może to kwestia tego, że mimo wszystko nie są już dziećmi. Nawet jeśli wydaje nam się inaczej. — odpowiedział. Zawsze mieli i będą mieli zaburzoną percepcję wieku swoich kociąt. Ich najstarsze dzieci zbliżają się do wieku, w którym oni zdecydowali się na założenie rodziny. A mimo to w ich oczach nadal są małymi dziećmi, które niewiele wiedzą o życiu. Prawda była zupełnie inna, ale czy się z tym pogodzą? Wątpliwe.
— Obiecuję, że niebawem to zrobię. Wszystko naprawię. — przysiągł, nawet jeśli Jezioro go w ogóle nie pospieszala i rozumiała, że potrzebował czasu żeby to wszystko ogarnąć. Czuł jednak presję, mimo wszystko. Już tyle czasu z tym zwlekał, że czuł się głupio z każdym kolejnym dniem.
Westchnął i objął ukochaną łapą, mocno ją do siebie przytulając. Już dłużej nie mógł wytrzymać. Nie podczas tej rozmowy.
— Jestem pewny, że nie chciał… do mnie przyjść. I wolałby przyjść do ciebie, ale czuł się zmuszony. Niedługo przyjdzie do ciebie, zaufaj mi. Albo po ciebie przyjdę. — mruknął, na końcu zmuszając się do żartu i delikatnego uśmiechu. Wtulił się w nią jeszcze raz, napawając się jej kojącym zapachem. — Kocham cię.
Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Skinęła łebkiem z uśmiechem. To prawda, dzieci zawsze będą dziećmi w ich oczach, czy tego chcą czy nie. Niemniej jednak cieszyło ją to, że wszyscy - nawet Szpon! - byli tacy dojrzali. Że potrafili porozmawiać jak dorośli, że dało się im wszystko wyjaśnić i że byli tacy wyrozumiali. Jeziorko poczuła, jak jej serce rośnie na samą myśl - chyba nie zasługiwała na takie dzieci. - Spokojnie. Nie musisz się spieszyć... Ale dobrze by było, by chociaż wiedzieli o twojej woli zmiany. Poza tym - im szybciej, tym mniej się denerwujesz. - mówiąc to, delikatnie gładziła go łapą. - Nie będzie łatwo, ale będzie warto. - wyszeptała.
Pozwoliła się przytulić, z ulgą tonąc w jego futrze. - Mam nadzieję. Ale wciąż... wciąż mam ten lęk, ten strach, że on... jest na mnie zły. Że ma mi na złe, że nie zdążyliśmy porozmawiać - bo wiem, że chciał ze mną porozmawiać, ale ja... ja nigdy nie potrafiłam znaleźć czasu, wycofywałam się coraz bardziej... I mam teraz sobie to za złe. Boję się, że to jest moja kara, za to odsunięcie się od rodziny. Że nie chciałam porozmawiać... za życia, to teraz nie porozmawiam nigdy. Boję się, boję się że on nie przyjdzie, że nie będę mogła mu powiedzieć, jak bardzo go kocham... i jak bardzo bym chciała, żeby wrócił. - powiedziała smutno, wgapiając się ślepo w, teraz już dobrze widoczne, gwiazdy. Miała wrażenie, że jedna miga do niej, niczym dając jej jakiś znak, ale uznała że tylko jej się zdaje. Że chce to widzieć.
Z zamyślenia wyrwały ją dopiero słowa partnera i wtedy skierowała wzrok na Skrę. - Ja tez cię kocham. - powiedziała wzruszona i przytuliła się mocniej. Tęskniła.
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Kiwnął głową. Wiedział, że im dłużej to trwa, tym ciężej mu będzie się za to zebrać. Zrobi to. Naprawi swoje błędy i rodzina znowu będzie jednością. O ile kiedykolwiek nią była przez niego.
— Barwna Woda nie był, nie jest kotem który by cię karał, kochanie. Martwił się o ciebie, chciał twojego dobra. Przyjdzie do ciebie, gdy nadejdzie pora, czyli najpewniej niedługo. Na pewno widzi, że tego chcesz i potrzebujesz. — powiedział spokojnie.
Mruknął mimowolnie, gdy powiedziała że też go kocha i polizał ją czule po czole. Jak mu brakowało tego wszystkiego. O rety. Nie chciał jej wypuszczać z objęć.
Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Jej oczy zrobiły się mętne na wspomnienie o bracie. Skra ma rację, Barwinek nigdy by czegoś takiego nie zrobił. Nigdy, przenigdy nie karałby ją za nic. Ale idąc tym tokiem rozumowania... - Myślisz że... że Świetlikowy Zagajnik jest razem z nim? - zapytała ostrożnie, jakby bojąc się w ogóle wypowiadać jej imię. Bardzo dawno nie padało z jej ust. - Bo... Bo jeśli tak, to... dlaczego ona... hmmm. Nie, nie wiem czy chcę nawet o tym myśleć. Było mi dobrze, gdy wypierałam ją zupełnie z mojej myśli. - powierciła się niewygodnie, jakby ta rozmowa rzeczywiście sprawiała jej również fizyczny dyskomfort. - Jak myślisz, czy Gwiezdni nie mogą tak często nas nawiedzać? Bo wiesz, inaczej co noc moglibyśmy rozmawiać z naszymi najbliższymi, ba, pewnie niektórzy nie chcieliby się przez to budzić... - zamruczała, przytulając się mocniej do niego, niczym liść gałązki.
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
— Jeśli czas tutaj, na ziemi się skończył… jestem pewien że tak. Może jej być wstyd po tym wszystkim. A może żyje gdzie daleko swoim życiem i się o ciebie martwi. To twoja matka, normalne że o niej myślisz, kochanie. Ale może pora… po prostu jej wybaczyć? Tak jak wybaczylaś mnie. I iść do przodu, silniejsza niż kiedykolwiek. — mruknął spokojnie. Świetlikowy Zagajnik również zrobiła Jezioro wielką krzywdę. Możliwe, że większą. Skoro jednak wybaczyła jemu, może i jej powinna? Może pora iść przed siebie z wypiętą piersią, nie myśląc o problemach przeszłości?
— Pewnie mogą nas odwiedzać codziennie, ale nie robią tego dla naszego dobra. To rozgrzebywanie starych ran. Musimy pogodzić się ze stratą. Z tym, że nie ma ich wśród nas. Ale Barwinek na pewno do ciebie przyjdzie. Prędzej czy później. — powiedział, przytulając ją do siebie jeszcze mocniej. Polizał ją za uchem i przycisnął swój nos do jej. Wiedział skąd wzięło się to pytanie. Jakiekolwiek panowały zasady na Srebrnej Skórce, brat do niej przyjdzie. Na pewno.