Logo Artemidy
Makowa Polanka
- Byliście w klanie na długo przed tym jak Krokus znalazła partnerkę i założyła rodzinę. Była, a przynajmniej starała się być przy tobie cały czas. Po śmierci Świetlik skupiła się na dzieciach, ale nie można mieć jej tego za złe. - skwitował. Krokus robiła co może, żeby przy bracie, Noc doskonale o tym wiedziała. Takim była kotem. Po śmierci Świetlik odsunęła się od wszystkich na rzecz kociąt, które zostały osierocone i nikt nie miał prawa mieć do niej o to pretensji. Została sama z ósemką kociąt, które wykarmić musiała jej ledwo odrastająca od ziemi terminatorka. Przeżywała swój własny dramat, z którym nie potrafiła sobie poradzić, ale tak długo jak tylko była w stanie, była dla wszystkich oparciem. Dla brata, dla Nocy, dla swoich kociąt, dla Bzyczącej Muchy. Krew bulgotała mu w żyłach, gdy słyszał że Poeta tego nie widział.
- Skończysz jak on, jeśli się nie otworzysz. Twoje własne problemy cię zjedzą. - dodał. To było widmo ciążące na rzecznych Medykach. Starali się dbać o klan, ale zapominali się dbać o siebie i kończyli z trucizną w pysku, pokonani przez własne demony. Noc starał się robić wszystko, żeby tym razem temu zapobiec, ale Poeta robił wszystko, żeby mu to utrudnić.
- Nikt cię nie wini za bycie w żałobie. Każdy przechodzi przez to inaczej, niektórzy nigdy nie czują się lepiej, ale uczą się z tym żyć. Tylko nie wygląda, jakbyś ty próbował coś z tym zrobić. I tak, oboje chcieliśmy żebyś poczuł się lepiej, bo od tego zależało bezpieczeństwo i stabilność klanu, bo taka nasza rola, ale mogliśmy do tego podejść w różny sposób. Mogliśmy znaleźć zastępstwo. Mogliśmy dać sobie z tobą spokój i zastąpić cię kimś młodym, na kogo klan nie będzie się skarżyć. Ale wyciągnęliśmy, ja wyciągnąłem do ciebie łapę, bo chciałem ci pomóc sobie z tym poradzić. - bo podejść do problemu można było na wiele sposobów. Mogli wysłać terminatora do innego klanu na trening i najzwyczajniej w świecie, zamienić Poetę, skoro ewidentnie się nie sprawdzał. Ale chcieli pomóc, chcieli walczyć o jego dobre samopoczucie. Nie tylko dla dobra klanu, głównie dla dobra samego Medyka. Przykre, że w żaden sposób tego nie dostrzegał i traktował tylko i wyłącznie jako transakcję.
- Nie chcę teraz o tym rozmawiać. Nie chcę do tego wracać. - bo był wściekły i w tej konkretnej chwili, w tych emocjach, żałował tego co się stało. Dla chwili bardzo ulotnej przyjemności zaryzykował bardzo wiele, a to wszystko z kotem który, no właśnie, był jaki był. Nie powiedziałby nic miłego, choć prawda była taka że podobało mu się i gdyby okoliczności były inne, chętnie by to powtórzył.
Czekał na odpowiedź, ale się jej nie doczekał. Miał ochotę odejść i zostawić Poetę samego z tym wszystkim. Pomimo złości, miał w sobie jeszcze resztki empatii, współczucia. Nie potrafił go opuścić, gdy zielone oczy wbijały się w niego spojrzeniem błagającym o pomoc. To nie był losowy kot, które można było zostawić. To był, obecny lub były, przyjaciel. Ktoś w jakimkolwiek stopniu bliski.
Złość z niego nie zeszła, nie w pełni, ale podszedł do Poety i delikatnie go przytulił, wzdychając przy tym.
- Przepraszam, nie będę krzyczeć. - powiedział, patrząc kocurowi w oczy. - Skąd taka reakcja? Musisz się otworzyć i powiedzieć co się dzieje, inaczej cię nie zrozumiem i nie będę mógł pomóc. - to była podstawa. Coś było na rzeczy. Nie wiedział, czy był to teatrzyk mający na celu odwrócenie uwagi od prawdziwego problemu, czy rzeczywista prośba o pomoc, ale chciał chociaż spróbować zrozumieć. Czemu tak zareagował? Dlaczego tak bardzo unika tematu terminatora?
TO MOJA WINA

nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam
są jak krople wina
możesz to na mnie zrzucić




niech wszystko spadnie na mnie
łzy z jej powiek
uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku


NIEWINNYCH KOTÓW I KŁAMSTW
LVL 12 100 / 500
MedLVL 0 0 / 100
33
Siła
S
25
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
115
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Najgorsze w życiu dorosłym było to, że pojawiała się w nim odpowiedzialność. Poeta miał jednocześnie za złe wszystko wszystkim i nic niczemu. Tak, wiedział, że Krokus była dla niego. Że nie mógł wstydzić się szczęściem Krokus i nawet jeśli momentami zżerała go zazdrość, że jego siostra zdążyła się ze wszystkim ustawić, z rodziną i partnerką, on wciąż był sam. Nienawidził tego, że był medykiem. Nienawidził tego, że nie znał wcześniej innych kocurów lubiących kocury, a teraz, gdy wreszcie jednego miał, wszystko szło pod psy. Nienawidził Cisa. Nienawidził Gwiezdnych, nienawidził Klanu Rzeki, nienawidził, że ludzie oczekiwali od niego odpowiedzialności. Rzeka straciła medyka - tylko medyka - kogoś do zastąpienia. On stracił ojca. Musiał patrzeć, jak Świetlik umiera, a on, jako jedyny zdolny do zrobienia czegoś, zrobił całe nic. Zbierał rozjechaną siostrę z drogi. Czego od niego oczekiwano? Że będzie wesoły? Że z radością będzie witać rodziny z dziećmi przychodzące do lecznicy? Że będzie się godzić na to, jakie krzywe spojrzenia otrzymują koty o innym pochodzeniu niż Klanowe? Perkoz, dziecko Kałuży, dostało klanowe imię. Jego tożsamość została wytarta, choć mogło nazywać się inaczej.
Dlaczego wszyscy w Rzece myśleli, że za lasem kończy się życie?
Poeta wiedział, że bycie medykiem to klątwa. Miał pełną świadomość, że jeśli weźmie kogoś pod swoje skrzydła, lada moment może osierocić dzieciaka. Nie zdziwiłoby go to. Spojrzał się zmęczony na Noc. - Bycie medykiem to klątwa - liczył, że wyraził w tym wszystko; że nie chciał skazywać kolejnego bachora na mękę, że nie czuł się gotowy, by uczyć kogoś, bo on sam ledwo znał podstawowe zioła. Jego najpoważniejszym rannym był Kasztan, na samym początku treningu medycznego. Nie wierzył w Gwiezdnych, a to podstawa jego rangi. Nigdy nie leczył złamania, oderwanej kończyny ani wstrząsu mózgu. Nie wiedział tak w zasadzie nic; a aktualnie zapowiadało się, że jeśli jego życie nie potoczy się fortunnie, będzie kolejnym Cisem dla przyszłego terminatora medyka.
A później czaszka Poety eksplodowała.
Usłyszał dokładnie to, czego się obawiał. Był... No właśnie. Nikim. Nikim ważnym, nikim istotnym. Noc nie chciał rozmawiać o tym, co się stało - znaczyło to, że jeśli Noc nie powie o tym Siniak, słowo Poety nie będzie brane pod uwagę. Noc od początku planował go zastąpić. Miał pewnie wybranych terminatorów i dogadanych medyków z innych Klanów. Nie był nic wart - cała jego ciężka wiedza i bagaż emocjonalny jaki władował do tego Klanu. Wszystko przestało się liczyć. Absolutnie każdy jeden element.
Nic nie działało na stabilne życie w Rzece. Zostań medykiem? Świetnie, sądził, że to go zatrzyma w Klanie Rzeki. Że przez to, że będzie jedynym strzegącym tej wiedzy, Łabędź straci argument, by się go pozbyć. Nie był przecież Rzeczniakiem. Był zwyczajną przybłędą. Śmieciem. Zabawką do wyrzucenia, gdy się im znudzi.
Zostań jedynym medykiem? Nic to nie dało. Gdy Cis zmarł, Noc nie odganiał kandydatów. On ich tam wpychał. Chciał Rzeczniaka - swoją wnuczkę Pieczarkę na przykład - w tak ważnej roli. Oczywiście. Kim był przybłęda na randze medyka? Kimś do zastąpienia. Woleli poświęcić bezpieczeństwo Rzeki i wysłać terminatora na nauczki do obcych kotów, niż zachować to w obrębie własnego Klanu. Był jak pies na tresurze - jeśli Poeta im się nie spodobał, można było go odesłać.
Zostać kochankiem przyszłego przywódcy? Nic to nie dało. Absolutnie, cholera, nic. Noc przyznał, że bawił się dobrze, że chciałby to powtórzyć. Ale kim był Poeta wobec Nocy? Nikim. Nikt mu nie uwierzy. O, ironio losu, Poeta właśnie poczuł się wykorzystany. Jakby to miała być jego laurka na pożegnanie, a na granicy czekał już na niego tobołek i kopniak w zadek na zwęglone tereny Nowego Świtu.
Tak bardzo zagłębił się w spazmach własnego płaczu, szlochu i braku oddechu, że nie słyszał słów zastępcy. Poczuł jego dotyk. Noc przytulił się do niego. Poeta nie wiedział, czego on znowu chce; wykorzystać go ponownie, bo akurat nie wyszło mu z jego role-model partnerką, skłamać, że będzie tęsknił, ale musi wynosić się z Rzeki czy rozerwać mu tu i teraz gardło.
Srebrny kocur naprzemiennie biernie pozwolił się w siebie wczepić. Był tak bardzo spragniony poczucia, że ktoś go przytuli i zapewni, że wszystko będzie dobrze i nic się nie zmieni, że było mu wszystko jedno, kto to będzie. Poeta już nie miał sił walczyć z emocjami; padł ze zmęczenia w ramionach Nocy, nie mający siły, by chociaż porządnie oddychać.
Dlaczego bał się wziąć terminatora?
- Właśnie... Właśnie to powiedziałeś - wydyszał na ostatnim wdechu.

HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?

jestem niewielki, ale ty jesteś mały
ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek
szczerze to mało mnie to bawi
kto się śmieje ten się śmieje ostatni
w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.

[Obrazek: pBh6uZU.png]
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj
dalej swoje rób, Hejter to atencjusz
zawsze będą gadać, to nie ma znaczenia
wierz mi, mam sezon doświadczenia.
hejter, hejter, kogo my tu mamy?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały.
ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek


A TY GADASZ CO POWIE CI ŚNIEŻNY PŁATEK

LVL 7 315 / 500
MedLVL 11 17 / 1500
13
Siła
S
14
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
31
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Bycie kimś ważnym to klątwa. - zauważył. Medycy po prostu kochali romantyzować swoją dolę. Łabędzia Gwiazda zakochał się w kotce z klanu Wichru, ale nie mógł do nich dołączyć, nie mógł podążać za sercem, ponieważ jego dom był w klanie Rzeki i to tutaj musiał zostać. To tutaj przyrzekał swoją wierność. Nie mógł zostawić klanu, nie był szarym wojownikiem, był Przywódcą. Nie mógł w spokoju umrzeć u boku swoich najbliższych, musiał umierać dziewięć razy, mając przy sobie zaledwie jedną córkę. Nie tylko Medycy cierpieli z powodu swojej rangi, ale tylko oni zdawali się odrzucać każdą dostępną pomoc na rzecz mitycznego obowiązkowego cierpienia.
Gdyby Noc słyszał, co dzieje się w głowie Poety, zaśmiałby się jedynie. Jedynym kotem w klanie, który zdawał się dzielić koty na lepsze i gorsze ze względu na ich pochodzenie był on sam. Nikomu nie przeszkadzało to, że nie był rzeczniakiem z krwi i kości i wymyślił sobie problem, którego zwyczajnie nie ma, przynajmniej w oczach Zastępcy. Klany nie widzą świata poza lasem, bo taka jest ich kultura. Poeta dołączając do nich, w pełni świadomie się na to zgodził i jeśli mu to nie pasowało, pragnął wolności, to zawsze mógł odejść. Nie mógł oczekiwać że klany, które od dziesięcioleci mają swoje tradycje i swoją kulturę w pełni dostosują się do jednego przyjętego samotnika, bo nie pasuje mu ich schemat imion, na przykład.
W klanie nikt nie był niezastąpiony i taka była kolej rzeczy. Każda śmierć jest dla klanu ciosem, ale żeby to wszystko funkcjonowało, każdego trzeba móc zastąpić. Po jednym Zastępcy pojawia się kolejny, po jednym Przywódcy władzę przejmuje kolejny, a po jednym Medyku pojawia się następny. Tak po prostu musiało być, żeby klan mógł działać jak dobrze naoliwiona maszyna.
Poczekał aż kocur się uspokoi i coś powie, ale jego słowa zrodziły tylko więcej pytań.
- Nie rozumiem. Co powiedziałem? - zapytał. Nie rozumiał do czego nawiązywał, ale chciał się dowiedzieć i go zrozumieć. Pomóc, bo tak dłużej być nie mogło.
TO MOJA WINA

nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam
są jak krople wina
możesz to na mnie zrzucić




niech wszystko spadnie na mnie
łzy z jej powiek
uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku


NIEWINNYCH KOTÓW I KŁAMSTW
LVL 12 100 / 500
MedLVL 0 0 / 100
33
Siła
S
25
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
115
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Ciało srebrnego medyka przejęła panika.
Była to jej czysta forma - chyba jej czysta forma. Czuł się słabo. Czuł się zmęczony. Czuł się wyładowany emocjonalnie i tak kruchy, że jedno dmuchnięcie mogłoby go zmieść na pył. Nie rozumiał, co się do końca wokół niego działo i jako że wiedział coś o osiedlu, mógł porównać swój stan do ludzi pachnących chmielem lub inną ostrą wonią. Był... Roztrzaskany. To chyba było dobre określenie.
Przez całe życie po prostu był. Żył. Z dnia na dzień. Co się działo, to akurat przyjmował na klatę. Durne pomysły Drobinki. Wybryki Kałuży. Niezadowolone spojrzenia całego Klanu, gdy to on został najlepszym wędkarzem. Wybuchy Nocy, gdy nie mogli dojść do porozumień. Regularne wizyty Łabędzia na stare stawy. Ciągły stres związany ze wszystkim; czy skorzystał z dobrych ziół, czy prawidłowo zdiagnozował chorobę, czy składzik zawsze był pełny, czy nikt nie chce go zastąpić, czy nie musi szykować kolejnego pretekstu do tego, by odrzucić dobrego kandydata na terminatora medyka.
Jeśli się denerwował - brał rumianek. Żałował, że nie miał kocimiętki Jeśli się bał - zamykał się w sobie. Był niemiły. Sarkastyczny. Arogancki. Gdy inni widzieli w nim czystą postawę złości, nikt nie starał się go strącić z tronu. Jeśli był smutny - śmiał się. Udawał obojętnego. Był obojętny. Nie mógł teraz sobie pozwolić czuć wszystko; nie przepracował przecież Cisa, a na horyzoncie miał Świetlik, Krokus, wszystkie dzieci Krokus, które poznikały i najważniejsze: Noc.
Nie. Gdyby to wziął teraz na siebie, załamałby się. A jeśli załamałby się, Noc w sekundę znalazłby kogoś na zastępstwo.
Co powiedział Noc?
Wszystko, czego się bał. Nazwał jego strachy. Pokazał, że jest bezwartościowym śmieciem. Medyk wczepił się w niego mocniej i poczuł, że zbiera mu się na szloch. Nie wiedział już, czy była to panika, bezradność, czy potrzeba bliskości.
- Noc - zachrypiał. - Nie chcę cię stracić, Noc. Nie chcę niczego stracić, Noc. Nie, nie, nie, nie.
Na więcej nie miał sił i było to słychać.

HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?

jestem niewielki, ale ty jesteś mały
ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek
szczerze to mało mnie to bawi
kto się śmieje ten się śmieje ostatni
w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.

[Obrazek: pBh6uZU.png]
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj
dalej swoje rób, Hejter to atencjusz
zawsze będą gadać, to nie ma znaczenia
wierz mi, mam sezon doświadczenia.
hejter, hejter, kogo my tu mamy?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały.
ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek


A TY GADASZ CO POWIE CI ŚNIEŻNY PŁATEK

LVL 7 315 / 500
MedLVL 11 17 / 1500
13
Siła
S
14
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
31
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie rozumiał co się dzieje i nie miał bladego pojęcia co miał oznaczać ten pokaz. Skąd w Poecie taki wybuch emocji, skąd tyle... wszystkiego? Owszem, tłumienie w sobie emocji przez tyle księżyce może być opłakane w skutkach, ale czy do takiego stopnia?
Noc powtórzył sobie całą tę rozmowę w głowie, chcąc odkryć co doprowadziło Medyka do takiego stanu i wydawało mu się, że wpadł na pewien krok.
- Poeta, otrząśnij się. - spróbował go jakoś sprowadzić na ziemię. - Boisz się, że cię zastąpimy? - zapytał, ignorując to, co kocur mówił wcześniej. Chciał dokończyć tę sprawę i wrócić do swojego legowiska. Skoro już mieli być ze sobą szczery, to może da radę rozwiązać problem z terminatorem Medyka i mieć spokój. Od tego tematu i od siebie nawzajem.
TO MOJA WINA

nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam
są jak krople wina
możesz to na mnie zrzucić




niech wszystko spadnie na mnie
łzy z jej powiek
uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku


NIEWINNYCH KOTÓW I KŁAMSTW
LVL 12 100 / 500
MedLVL 0 0 / 100
33
Siła
S
25
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
115
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie. Nie chciał się odtrząsnąć.
Wiedział, że zachowywał się jak rozwydrzone kocię, któremu brakuje uwagi, ale nic nie mógł na to poradzić. Chciał się tak zachowywać. Potrzebował się tak zachowywać. Noc wbrew pozorom był tajemniczym kocurem i niewiele mówił o sobie, a więc Poeta był skazany na jego półsłówka. Otrząśnij się. Co to miało znaczyć? Mówił to jako kto? Zastępca? Przyjaciel? Kochanek?
Chciał go teraz słyszeć tylko jako kochanka. Nie potrzebował ojcowskiego gadania zastępcy o dobrze Klanu i o tym, że nieważne co się dzieje, Rzeka żyje własnym życiem i potrzebuje i zastępcy, i medyka. Nie. Nie. Teraz chciał słodkich słówek i czułości.
Nie miały siły słuchać Nocy-zastępcy.
- Jakie to ma znaczenie-- Noc, czy ty mnie zostawisz?

HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?

jestem niewielki, ale ty jesteś mały
ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek
szczerze to mało mnie to bawi
kto się śmieje ten się śmieje ostatni
w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.

[Obrazek: pBh6uZU.png]
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj
dalej swoje rób, Hejter to atencjusz
zawsze będą gadać, to nie ma znaczenia
wierz mi, mam sezon doświadczenia.
hejter, hejter, kogo my tu mamy?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały.
ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek


A TY GADASZ CO POWIE CI ŚNIEŻNY PŁATEK

LVL 7 315 / 500
MedLVL 11 17 / 1500
13
Siła
S
14
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
31
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Miał ochotę przewrócić oczami. Przodkowie, gdyby tylko wiedział, do czego to doprowadzi, nigdy by się na to nie zdecydował. Niesamowite jak w przeciągu paru uderzeń serca Poeta zdążył wszystko wywrócić do góry nogami.
- Mam tego dość. Porozmawiamy za parę dni, jak się uspokoisz. - powiedział, odsuwając się od kocura. Co tutaj się tak w zasadzie działo? Co się stało, że ten wpadł w taką histerię i jak do tego doszło że z szybkiego numeru znaleźli się w tym miejscu? Istny chaos.
- Skoro nie chcesz ze mną rozmawiać, to oznajmiam ci, że masz czas do końca pory zielonych liści na znalezienie terminatora, albo wybiorę ci go sam. Ma mieć nie więcej niż dwanaście księżyców, ewentualny wyjątek możemy przegadać. - rzucił. Normalnie zapewne zostawiłby ten temat w spokoju, ale widząc jak Poeta złośliwie go unika, nie tylko teraz, ale przez ostatnie księżyce, chciał to w końcu zamknąć. Warunki były proste - terminator powinien być młody, żeby przywyknąć do życia w lecznicy. Jeśli ktoś starszy okaże się być odpowiedni, nie ma problemu, można to dogadać, ale warunki były jasne. Skoro Poeta nie chciał ani rozmawiać, ani wybierać terminatora, ani w ogóle... zachowywać się jakkolwiek w tej chwili, wybór był dla Nocy oczywisty.
Może jednak nie potrafił odciąć życia prywatnego od zawodowego tak do końca, ale był tak wściekły.
Chciał już stąd iść i zaszyć się w swoim legowisku.
TO MOJA WINA

nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam
są jak krople wina
możesz to na mnie zrzucić




niech wszystko spadnie na mnie
łzy z jej powiek
uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku


NIEWINNYCH KOTÓW I KŁAMSTW
LVL 12 100 / 500
MedLVL 0 0 / 100
33
Siła
S
25
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
115
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Cóż miał zrobić?
Cis? Ostrokrzew? Jezdnia? Rzeka?
Nie chciało mi się aktualnie niczego, z życiem na czele. Uświadomił sobie, że teraz trzyma się dla w zasadzie nikogo; niczego. Ot, żyć żeby żyć. Jaka w tym filozofia? Co w tym trudnego? Po co w ogóle to robił, skoro nie miał z tego żadnej radości? Nie miał kogo skrzywdzić swoim zniknięciem - co najwyżej Klan Rzeki, ale ich nienawidził całym sercem.
Nie miał Krokus. Nie miał Cisa. Nie miał terminatora medyka, którego mógłby skrzywdzić. Nie miał Nocy - och, oczywiście, że go nie miał. Najlepiej było się obrócić ogonem i zacząć gadać jak zastępca. Dobrze, że chociaż podczas samego aktu nie recytował Kodeksu Wojownika.
Nocny Szkwał odsunął się od niego, jakby był zabawką. Nie zainteresował się tym, co się dzieje z medykiem, choć ewidentnie znosił to jak najgorszy etap swojego życia. Po prostu musiał odhaczyć kolejny punkcik. O, ironio losu, jak on się czuł wykorzystany. Liczył, że Noc będzie chociaż dla niego wsparciem; czymś więcej, niż tylko fizycznym zadowoleniem, ale widocznie to nie było korzystne dla niego.
Nienawidził tego wszystkiego. Wschodzące słońce, jak nienawidził tego wszystkiego.
Wyczerpywały się z niego siły. Nie miał sił krzyczeć, płakać, ani turlać się ze strachu. Po prostu był odrętwiały i gdyby Noc zaczął go teraz szarpać siłą do obozu, na pewno by to zlał. Nie chciał go już dotykać. Nie chciał mieć z nim nic związane. Nie chciał go w ogóle widzieć. Nie chciał go znać, czuć go, widzieć go. Nienawidził tego, że Noc będzie zastępcą. Nienawidził tego, że biorąc pod uwagę ich różnice wieku, będzie musiał widzieć całe jego długie życie przywódcy. I pewnie jeszcze umrą jednego dnia.
Nienawidził Siniak, która musiała istnieć. Nienawidził dzieci Nocy, i ich wnuków.
Poeta spojrzał się, wciąż z ziemi, rozczarowany na zastępcę. Nie czuł się skrzywdzony przez nikogo w ten sam sposób. Już wolał, gdyby Noc najadł się cisu - wtedy przynajmniej nie byłby zastraszany i nikt nie wykorzystywałby swojej wyższej pozycji nad nim.
Tak po prostu, po tak zwyczajnym akcie bliskości, Noc zdecydował się go zamienić. Zadecydować o jego przyszłości. O jego losie, o jego warunkach. O jego umiejętnościach. O latach jego ciężkiej pracy. Bo mógł. Bo był zastępcą. Bo Łabędź lada moment kopnie w kalendarz.
Och, jak on miał go dość.
Poeta poczuł, że zbiera mu się na śmiech.
Nie powiedział nic - nie czuł, że wobec tak wielkiego przyszłego przywódcy jest w stanie powiedzieć cokolwiek. Nie ruszył się - bo przecież najwidoczniej musiał dostać rozkaz od zastępcy, by to zrobić. Po prostu patrzył się na niego; rozczarowany i skrzywdzony.
Kto tu kogo wreszcie wykorzystał?

HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?

jestem niewielki, ale ty jesteś mały
ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek
szczerze to mało mnie to bawi
kto się śmieje ten się śmieje ostatni
w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.

[Obrazek: pBh6uZU.png]
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj
dalej swoje rób, Hejter to atencjusz
zawsze będą gadać, to nie ma znaczenia
wierz mi, mam sezon doświadczenia.
hejter, hejter, kogo my tu mamy?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały.
ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek


A TY GADASZ CO POWIE CI ŚNIEŻNY PŁATEK

LVL 7 315 / 500
MedLVL 11 17 / 1500
13
Siła
S
14
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
31
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Oh, Gwiezdni, co tu się działo. Nocy nie sprawiało frajdy kopanie leżącego, czy sprawianie komuś przykrości. Był zły i mówił rzeczy w nerwach, ale potem tego żałował i nie wiedział do końca co zrobić. Chciał w końcu domknąć temat medycznego terminatora, skoro już gdzieś to się przewinęło, ale nie chciał, żeby Poeta całkowicie mu się tu rozkleił. Nie miał w życiu dużo... przyjacielskich relacji z kimkolwiek i nie wiedział jak w wielu sytuacjach powinien się zachować. Choć jako Zastępca starał się zachować cierpliwość i trzymać emocje na wodzy, tak jako Nocny Szkwał często pozwalał na to, żeby puszczały mu hamulce. Dzisiaj już dwukrotnie. Miał prawo być zły. Po tym co usłyszał dzisiaj od Siniak, a potem od Poety miał pełne prawo być zły, ale wiedział, że nie miał prawa krzywdzić przez to innych i tego nie chciał.
Długi bił się z myślami co zrobić dalej. Odejść? Przeprosić? Odejść? Przeprosić? A może jeszcze coś innego? Różne emocje podpowiadały mu różne rozwiązania. Doszedł jednak do wniosku, że mimo wszystko, pomimo tego co dziś zaszło, Poeta był jego przyjacielem i zostawianie go w takim stanie było po prostu okrutne.
Podszedł bliżej.
- Poeto, przepraszam. To... nie jest dobre usprawiedliwienie, ale mam naprawdę zły dzień, niepotrzebnie się aż tak uniosłem. - przyznał, zerkając na kocura. Jeśli każe mu odejść, to prawdopodobnie to zrobi, ale może uda mu się jakoś załagodzić sytuację? - Jesteś moim jedynym przyjacielem, ja też nie chcę cię stracić. Po prostu... nie wiem co teraz o tym myśleć. Muszę porozmawiać z Siniak i przemyśleć to wszystko. To stało się tak nagle. - dodał, a po tonie jego głosu słychać było już przede wszystkim smutek. W przeciągu jednego popołudnia przeszedł przez niego cały wachlarz emocji. Złość wyparowała tak szybko, jak tylko jej miejsce zajęło poczucie winy. Względem Poety, względem Siniak, względem nich wszystkich.
TO MOJA WINA

nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam
są jak krople wina
możesz to na mnie zrzucić




niech wszystko spadnie na mnie
łzy z jej powiek
uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku


NIEWINNYCH KOTÓW I KŁAMSTW
LVL 12 100 / 500
MedLVL 0 0 / 100
33
Siła
S
25
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
115
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie. Nie chciał go słuchać.
Nie miał sił go słuchać. Był tak dramatycznie zmęczony, że nie potrafił znieść dzisiaj niczego więcej. Wiedział, że noc nawet się w pełni nie zakończyła, co znaczy, że zawsze mogli wpaść chorzy, a go czekał jeszcze wieczorny obchód. Ile go nie było poza lecznicą? Czy ktoś ich zauważył? Czy ktoś ich śledził? Nie miał energii się tym martwić. Naprawdę. Wschodzące słońce, chciałby po prostu tutaj zasnąć jak jakaś przybłęda i nigdy więcej nie słyszeć słowa "wojownik" ani "Klan" w życiu.
Noc złagodniał. Poeta chciał, by Noc złagodniał, ale gdy wreszcie to się stało, nie było to tak satysfakcjonujące, jak przewidywał. Oklepane. Nudne. Standardowe. Byli dokładnie tacy sami; gdy już się wyżyli i zobaczyli, że drugą stronę to rani, uświadomili sobie, jak tragiczna jest ta sytuacja. Czuli żal. Poeta też czuł żal, bo nie sądził, że jego głupi sarkazm może doprowadzić do tej sytuacji.
- Wiem - mruknął. - Też mam ciężki dzień. Też przepraszam - dorzucił, bo czuł, że powinien to powiedzieć.
Nie wiedział, co dalej zrobić. Byli obaj rozchwiani i roztrzaskani. Zmęczeni. Chcieli się tylko położyć i uciec od konsekwencji. - Możemy... Możemy po prostu poprzytulać się przez chwilę? Jak przyjaciele. Nie jak medyk i zastępca. Przez moment poudawać, że wszystko jest spokojne. Ciche. Bezpieczne.

HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?

jestem niewielki, ale ty jesteś mały
ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek
szczerze to mało mnie to bawi
kto się śmieje ten się śmieje ostatni
w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.

[Obrazek: pBh6uZU.png]
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj
dalej swoje rób, Hejter to atencjusz
zawsze będą gadać, to nie ma znaczenia
wierz mi, mam sezon doświadczenia.
hejter, hejter, kogo my tu mamy?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały.
ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek


A TY GADASZ CO POWIE CI ŚNIEŻNY PŁATEK

LVL 7 315 / 500
MedLVL 11 17 / 1500
13
Siła
S
14
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
31
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie odpowiedział nic na słowa Poety, tylko westchnął. Przytulił się do niego, ale brakowało w tym czułości i namiętności, która towarzyszyła im jeszcze nie tak dawno temu. Co teraz? Wiele zależało od reakcji Siniak, tak naprawdę, ale Przodkowie, jak bardzo nie chciał z nią rozmawiać w tym momencie, a już na pewno nie o tym. W przeciągu kilku chwil, w przeciągu zaledwie jednego dnia jego życie stało się o wiele bardziej skomplikowane, a kilku problemów był w stanie uniknąć. Nie zrobił tego jednak i będzie musiał wypić piwo, które sobie nawarzył.
— Powinniśmy wracać. — stwierdził, pozbawiony już jakichkolwiek emocji. Był zmęczony i gdzieś w środku, po prostu przerażony tym wszystkim co się dzisiaj stało i tym wszystkim, co dopiero nadeszło.
Nie powinni tu już dłużej być, dlatego za zgodą Poety, wrócili do obozu. Czuć było, że byli razem, więc bez sensu było bawić się we wracanie z jakimś odstępem czasowym. To tylko zrodzi więcej pytań, pokaże takiej Śnieżny Płatek że mają coś do ukrycia.

zt już chyba serio XD
TO MOJA WINA

nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam
są jak krople wina
możesz to na mnie zrzucić




niech wszystko spadnie na mnie
łzy z jej powiek
uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku


NIEWINNYCH KOTÓW I KŁAMSTW
LVL 12 100 / 500
MedLVL 0 0 / 100
33
Siła
S
25
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
115
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie oczekiwał, że Noc zgodzi się na chwilowy postój po trasie, a jednak. Mimo wszystko był dość mocno zaskoczony, że Noc faktycznie położył się obok niego. Sądził, że usłysz od niego tekst pokroju "jestem zastępcą i nakazuje ci wrócić, a jak nie, to sam ci znajdę terminatora medyka" lub cokolwiek w tym kontekście.
Poeta przyjął uścisk Nocy ochoczo. Wiedział, że nie będzie już w nim czułości, bo wszystko co się przed nimi wydarzyło, zmarnowało się. Ciężko było określić, na czym teraz stali. To i tak był głownie problem zastępcy; Poeta nie miał partnera, przed którym musiałby się tłumaczyć. Martwił go wątek terminatora medyka, ale z obecnością Soli wiedział, że może się z tego jakoś wykręci. Albo najlepiej, kocur o tym zapomni.
- Yhm - mruknął.
No i cóż. Wrócili. Ciekawe kiedy Śnieżny Płatek się o tym rozgada.
//zt.

HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?

jestem niewielki, ale ty jesteś mały
ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek
szczerze to mało mnie to bawi
kto się śmieje ten się śmieje ostatni
w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.

[Obrazek: pBh6uZU.png]
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj
dalej swoje rób, Hejter to atencjusz
zawsze będą gadać, to nie ma znaczenia
wierz mi, mam sezon doświadczenia.
hejter, hejter, kogo my tu mamy?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały.
ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek


A TY GADASZ CO POWIE CI ŚNIEŻNY PŁATEK

LVL 7 315 / 500
MedLVL 11 17 / 1500
13
Siła
S
14
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
31
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Rany po walce ze szczurami ostatecznie się zagoiły, co oznaczało, że Kałużowa Dolina mogła wracać do swoich zwykłych polowań. Klan Rzeki wymagał przecież nakarmienia, szczególnie, gdy w ostatnim czasie rzeczywiście zdarzało się sporo martwej zwierzyny na ich terenach.
Tego dnia wojownik wyruszył w okolice Makowej Polanki, uważnie rozglądając się za piszczkami, które mogły się w pobliżu znajdować. A ewentualnie także drapieżnikami, które mogły zagrozić klanowi Rzeki, ich także nie zamierzał omijać, jeśli znalazłby się w pobliżu. Nawet jeśli trafianie po raz kolejny z ranami do ich medyka było czymś, czego zdecydowanie wolałby uniknąć.

Love run, love run, love run, love run
For all the things you wished you'd done
Run for all you know that’s coming
Run to show love's worth running to
LVL 8 85 / 500
MedLVL 0 0 / 100
26
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
kto zauważa pierwszy;
kałużowa dolina: wypada 15
lis: wypada 14
15>14, kałuża zauważa pierwszy

Cóż, widocznie spokojne polowania nie były Kałużowej Dolinie dane.
Ledwie ruszyła na łowy, a już poczuła nieopodal niepokojący swąd lisa, zmieszany w dodatku z metalicznym, stęchłym zapachem krwi. Zaraz potem mogła dostrzec jego źródło; niedaleko stał lis, ewidentnie wygłodniały lis, z pyskiem przybrudzonym krwią zwierzyny - a może raczej padliny - którą się pożywiał, z braku lepszych możliwości. Nie tracił jednak na ostrożności, łypiąc zdziczałymi oczami na lewo i prawo. Jakim cudem nie przeciął jeszcze spojrzenia z kotem? Można było zgadywać. Pewne było jednak, że jeśli wojownik zamierza się wycofać, była to ostatnia chwila.

kałuża lvl: 6 | S: 22 | Zr: 13 | Sz: 7 | Zm: 6 | HP: 85 | W: 65

lis stefan: S: 17 | Zr: 12 | Sz: 12 | Zm: 9 | HP: 80 | W: 65
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
3
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wycofanie się może i byłoby bezpieczniejszą opcją, ale na pewno nie tym, co Kałuża zamierzała zrobić. Był przecież wojownikiem, był obrońcą, jeśli ktoś musiał trafić tu na drapieżnika, to zdecydowanie lepiej, by był to on, niż jakiś młody, niedoświadczony kot, który wymknął się z obozu.
Korzystając z tego, że jak na razie lis wydawał się nieświadomy jej obecności, przyjęła pozycję łowiecką, by spróbować w ten sposób podejść do bliżej do jego tyłu, pozostając niezauważona jak długo tylko mogła. A gdy lisi ogon znalazł się już na wyciągnięcie głowy, kolejnym celem miało być wbicie w niego zębów i pociągnięcie jak najmocniej.

Love run, love run, love run, love run
For all the things you wished you'd done
Run for all you know that’s coming
Run to show love's worth running to
LVL 8 85 / 500
MedLVL 0 0 / 100
26
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości