xxxxOczy mi się zaświeciły, gdy spostrzegłem sporego zająca. Niemalże go nie poznałem - pokryty cały w bliznach nie wyglądał faktycznie jak zając, ale... tego zapachu się nie zapomina. Niemalże od razu zniżyłem się do pozycji łowieckiej, spłyciłem, wręcz ściszyłem oddech. Nie mógł mnie usłyszeć. Każdy z kroków wykonywałem ostrożnie, gdy podchodziłem do wielkouchego. Skrzypiący śnieg pod łapami na pewno nie był moim sprzymierzeńcem... Gdy byłem wystarczająco blisko, wybiłem się, by wbić kły w jego gardło.
Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Okoniowy Ogon [*] Ojciec: Gilowe Gardlo [*] Partner: brak
Niebieski oriental, pręgowany klasycznie, o bardzo blado zielonych oczach i szarym nosku. Co do sylwetki, nadzwyczaj szczupły i wysoki.
Debil generalnie
Kornik [KG], Ślimaczek [S] i trupy
Poprzednie porażki nie mogły mieć znaczenia przy sukcesie, który osiągnął właśnie Ogniste Serce. Podejście do zająca było wręcz perfekcyjne. Pełna profeska! Pech nie miał tutaj żadnych szans. Doświadczony zwierz, pomimo że dostrzegł skaczące w jego stronę zagrożenie, nie miał nawet szans na ucieczkę czy chociażby obronny atak. Do ostatniej chwili patrzył rudzielcowi prosto w oczy, z typowym przerażeniem i bezsilnością. Ale to chyba i tak nie ma żadnego znaczenia.
+35exp
xxxxZłapałem zająca w kły i już go nie puściłem. Zmrużyłem oczy tak, by nie widzieć emocji w oczach zwierzęcia, nie lubiłem. Wiedziałem, że odbieram mu życie, ale z mojej perspektywy był tylko... chodzącym jedzeniem. Nie miał prawa żyć kosztem życia moich pobratymców. Bardzo starałem się nie traktować moich ofiar jak żyjące istoty, a jak coś, co jest tylko po to, by ja mógł to łapać. Tyle. Zakopałem zająca i ruszyłem dalej.
xxxxCierpliwie przemierzałem Makową Polankę, nie zatrzymując się. Wtarłem też krew w śnieg, nie chcąc, by została na moich pazurach. Zaschłą gorzej się czyści i odstrasza potencjalne piszczki.
Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Okoniowy Ogon [*] Ojciec: Gilowe Gardlo [*] Partner: brak
Niebieski oriental, pręgowany klasycznie, o bardzo blado zielonych oczach i szarym nosku. Co do sylwetki, nadzwyczaj szczupły i wysoki.
Debil generalnie
Kornik [KG], Ślimaczek [S] i trupy
Wojownik jeszcze trochę musiał się po okolicy pokręcić, zanim dostrzegł drobny ruch między śnieżnymi zaspami. To tylko... Ryjówka. Albo aż ryjówka. Maleństwo nieśmiało kręciło się przy jednej z mniejszych, białych kupek. Trochę tak, jakby chciało dostać się do czegoś, co znajdowało się po śniegiem... Ale to tylko domysły. Ogniste Serce pewnie i tak nie będzie się nad tym zastanawiać.
xxxxDo mojego nosa najpierw dotarł zapach, dopiero potem usłyszałem cichutku ruch w śniegu. Niemalże od razu zniżyłem się do pozy łowieckiej, a ciężar skierowałem na tylne łapy - po samym zapachu wiedziałem, że to ryjówka. Zbliżałem się wolno, czujnie, zwracając uwagę na wszystko, co mogło się znaleźć pod moimi łapami, a także na wiatr, jakby nagle zaplanował zmienić kierunek. Skoczyłem w stronę gryzonia z wysuniętymi pazurami.
Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Okoniowy Ogon [*] Ojciec: Gilowe Gardlo [*] Partner: brak
Niebieski oriental, pręgowany klasycznie, o bardzo blado zielonych oczach i szarym nosku. Co do sylwetki, nadzwyczaj szczupły i wysoki.
Debil generalnie
Kornik [KG], Ślimaczek [S] i trupy
Szybkie podejście, a zaraz po tym równie szybkie morderstwo... I wygląda na to, że Ogniste Serce miał na koncie kolejny sukces. Ryjówka dużą zdobyczą nie była, ale któreś z kociąt na pewno zadowoli się taką przekąską.
+10exp
xxxxUśmiechnąłem się pod nosem, gdy zanurzyłem pazury w futrze ryjówki. Byłem zadowolony, bardzo. Pomimo, że początek nie był najlepszy na świecie, teraz nieco się rozkręciłem. Mogłem niedługo wracać. Zakopałem ryjówkę i ruszyłem kawałek dalej - miałem jeszcze siły, mogłem polować. Przynajmniej jeszcze chwilę, nim nie zacznie się ściemniać.
Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Okoniowy Ogon [*] Ojciec: Gilowe Gardlo [*] Partner: brak
Niebieski oriental, pręgowany klasycznie, o bardzo blado zielonych oczach i szarym nosku. Co do sylwetki, nadzwyczaj szczupły i wysoki.
Debil generalnie
Kornik [KG], Ślimaczek [S] i trupy
Podczas zakopywania ryjówki, Ogniste Serce mógł zauważyć (a przed tym i nawet usłyszeć) nad swoją głową przelatującą wronę. Początkowo nie miało to żadnego znaczenia, bo przecież ptak mógł lecieć gdziekolwiek... Ale okazało się, że postanowił zrobić postój niedaleko. Problem mogło stanowić wyłącznie to, że kruczoczarna istota wylądowała na gałęzi jednej z okolicznych brzóz. Rudzielec musiał więc najpierw zbliżyć się do drzewa, a potem na nie wspiąć. Czy chciał się tak fatygować?
xxxxZmarszczyłem nos. Nie lubiłem polować na drzewach, nie czułem się w powietrzu tak dobrze, jak na ziemi czy w wodzie. Przez głowę przemknęła mi myśl, by sobie odpuścić, ale... czy tak zachowałby się przykładny, porządny zastępca. Gdyby mnie teraz ktoś obserwował... powinienem dać przykład. Wojownik nigdy nie odpuszcza zwierzyny, która może nakarmić jego Klan, niezależnie od warunków, jakich przyjdzie mu polować. Zacisnąłem zęby i podszedłem wolno cicho do drzewa, zachowując pozę łowiecką. Zatrzymywałem się też co chwilę, by wrona mnie nie wypatrzyła. Cicho zacząłem wspinać się po korze drzewa, tak, by jak najszybciej dostać się na gałąź czarnego ptaka. Przystawałem co chwilę nawet na drzewie, choć poziom mojego dyskomfortu wybijał poza skalę. Kiedy znalazłem się na gałęzi, czym prędzej chciałem zabić ptaszysko.
Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Okoniowy Ogon [*] Ojciec: Gilowe Gardlo [*] Partner: brak
Niebieski oriental, pręgowany klasycznie, o bardzo blado zielonych oczach i szarym nosku. Co do sylwetki, nadzwyczaj szczupły i wysoki.
Debil generalnie
Kornik [KG], Ślimaczek [S] i trupy
I słusznie. Ogniste Serce postanowił spróbować zapolować na wronę i zdecydowanie mu się to opłaciło. Pomimo, że podczas całego procesu natrafił na parę przeszkód (jak chociażby to, że mądre ptaszysko często zerkało w jego stronę), ostatecznie udało mu się zbliżyć do drzewa, a potem niepostrzeżenie na nie wspiąć. Cała reszta była tylko formalnością. Wojownik chwycił wronę za skrzydło i przyciągnął ją do siebie, by zacisnąć zęby na jej gardle. Przed śmiercią zwierzę próbowało się bronić, atakując dziobem swojego oprawcę, jednak nie wpłynęło to w żaden sposób na wynik starcia... A ból pewnie prędko minie.
+35exp
xxxxGdyby mój trud się nie opłacił, chyba umarłbym z czystej irytacji. Tak się jednak nie stało - sprytna wrona zdołała dziobnąć mnie w policzek, na co w odpowiedzi wbiłem pazury w jej gardło. Nie trwało to długo, nim padła martwa w moich łapach, choć musiałem się mocno postarać, by końcowo tak skończyła. Oblizałem pysk zadowolony, po czym wolno zszedłem z drzewa. Byłem zadowolony - końcowo całkiem ładnie obdarzę stos zwierzyny. Nie uniósłbym jednak więcej, już teraz sam nie wiedziałem, czy zdołam wziąć wszystko co mam... to też wróciłem tą samą trasą, odkopując piszczki jeden po drugim. Koniec na dzisiaj.
Długonoga kotka o szczupłej sylwetce, którą zdobi większości biała, krótkowłosa sierść. Srebro i czarne tygrysie pręgi znalazły są ostoję jedynie pod postacią plamy z tyłu prawej, przedniej łapy; łatą, która rozciąga się od prawego policzka, przechodząc przez oko aż do czubka głowy oraz do spiczastych, dużych uszu. Rozlewa się nierówno, pozostawia sierść wokół lewego oka białe, tworząc pewnego rodzaju strzałkę; oraz na krótkim, grubym ogonie. Drobny pyszczek zamieszkują duże, okrągłe ślepia o soczystozielonej barwie i różowy nosek. Chodzi dumnie z wysoko podniesionymi uszami i głową.
Rosa nie należy do najprzejrzystszych kotów. Wyuczona by na początku słuchać – potem mówić, woli taktycznie odpowiadać niż angażować się z rozmówcą. Pasuje jej to, gdyż i tak woli wchłaniać wiedzę i klanowe plotki, ale jak już musi coś powiedzieć zrobi to ostrożnie. Na początku myśli potem działa. Pogardliwie patrzy na koty w podobnym wieku, zwłaszcza na terminatorów młodszych od niej. Często za plecami ich plecami obraca oczami lub wzdycha z zażenowania, gdy wchodzi z nimi w jakąkolwiek interakcje. Nie powiedziałaby nigdy wprost czegoś okrutnego czy niemiłego, no bo tak to nie wypada, aczkolwiek jej słowa nigdy nie należą do … najszczerszych. Jedynym autorytetem dla niej i kotami, do których zwraca się pełnym szacunkiem są jej matki, starsi wojownicy i trójka klanowa. Jest bardzo ambitna, chciałaby zaistnieć swoim Klanie i służyć mu jak najlepiej, zrobiłaby wszystko by dowieść swoją wartość.
Ostatnie dnie były zwyczajnie... Dziwne. Poza harmidrem Lecznicy doszedł jeszcze konflikt rodziny. Kurza Stopa ZDRADZIŁ Zajęczego Ogona z wojownikiem Klanu WICHRU. No dobra, może nie była to potwierdzona informacja, że faktycznie doszło do jakiegoś romansu. Jest wyższe prawdopodobieństwo, że to nieporozumienie. Aczkolwiek terminatorce bardziej przeszkadzały rzekome flirciarskie nastawienie wuja wobec WICHROWEGO kota niż możliwa niewierności. Czy w Rzece faktycznie mamy, aż tak duży problem z dostępnymi kocurami? Może Jarzębinowa Łapa robi słuszny ruch zaklepując Karasiową Łapę.
Z wujkami nie była zbyt blisko, nie czuła, że był to jej problem koniecznie, tylko ciekawa plotka, przez którą czułaby wyższość nad swoim kuzynostwem, że JEJ matki są wzorcami porządnej rodziny, a nie ich ojcowie. Czułaby, ale najwidoczniej krótkoogonowy wojownik czuł, że to też i problem ICH dzieci jak i NAS - dzieci Sarniego Kopytka i Lipowego Śpiewu, bo zabronił na jakiekolwiek kontaktów. SERIO?? Za każdym razem jak próbowała pogadać z Jarzęb o planie, o dramie medycznej, o życiu miłosnym czy zwyczajnie pobyć z kimś na równi, pojawiał się jej ojciec i płoszył. EHH. Czemu kocury z Klanu Rzeki lubiące kocury, muszą mieć zawsze taką pogmatwaną relację?
Wracała z treningu, trochę nie bezpośrednią drogą do obozu, chcąc jeszcze pobyć samotnie z własnymi kalkulacjami. Maki zaczęły pięknie kwitnąć. Może weźmie parę do legowiska albo wytarza się, by jeszcze ładniej pachnąc? Spostrzegła nagle znajome futro. Hm. No nie jest to złotowłosa, ale jest szansa, że coś zyska na jej temat. Podeszła bliżej szylkretowego kocura, wykorzystując fakt, że jego ojca nie było pobliżu.
- Witaj, Jabłkowa Łapo. Czy wiesz może, czy Jarzębina znajduje się obecnie poza obozem? Ostatnio nie zgrywają nam się... grafiki - zagadała formalnie, jakby właśnie nie odezwała się do członka bliższej rodziny.
Wysoki, o długim, niebieskim na czubku głowy, uszach, policzkach i przy nosie oraz tułowiu i ogonie futrze. Reszta ciała biała, a na niebieskich plamach występuje ciemniejsze, tygrysie pręgowanie, choć trzeba się trochę przyjrzeć, by te pręgi dostrzec. Należy do jednych z tych wyższych kotów, co zdecydowanie odziedziczył, oraz porządnie zbudowanych, jak przystało na wojownika, ale mimo to smukły i szczupły, pod tymi mięśniami, nie ma zbędnej masy tłuszczowej, przez co mięśnie tylko trochę wybijają się przez futro. Oczy niebieskie.
Krótkie polowanie to zawsze była dobra opcja zapełnienia dnia - szczególnie jeśli nie miało się nic lepszego do roboty. Ostatnimi czasy jego życie było dość... monotonne. I nudne. Mimo że zawsze czerpał z niego garściami, to ostatnio zdecydowanie zwolniło, nie działo się nic nowego, często nie miał do kogo pyska otworzyć, poza swoją partnerką i jakoś tak... nie to żeby narzekał, ale naprawdę wolałby, żeby działo się w nim trochę więcej. A więc teraz, gdy miał okazję, z polowania często wracał później, po prostu spacerując po klanowych terenach, by jakoś się... rozerwać?
Tak i było tym razem. Zapolował, niedaleko, a teraz przechadzał się między makami, podziwiając kwiaty, które wyrosły sporo ponad źdźbła traw, wyglądając naprawdę majestatycznie.