spory kocur o zgrabnej, rozwijającej się sylwetce, długiej, niebieskiej, tygrysiopręgowanej sierści z bielą i różnokolorowych oczach: prawie żółte, lewe lodowoniebieskie
Zdaje się, że kocur chce przeżyć całe życie dwa albo i trzy razy. Wszystko robi mocno, dużo, szybko. Przy tym twardo stąpa po ziemi, daleko mu do marzyciela. Energiczny, uwielbia wysiłek i wzywania. Towarzyski, otwarty i sympatyczny, jednak skłonny do skrajnych reakcji i emocji. Szybciej działa niż myśli, w gorącej wodzie kąpany, jego dwa motto życiowe to “pa na to” i “jakoś to będzie”. Mimo powierzchownej opryskliwości i niewyparzonego języka, młody Chaos nie ma złych zamiarów i nie szuka wrogów. Ważne, jak zostanie pokierowany i dalej ukształtowany, ma szansę się zmienić i wyrosnąć na dobrego, pełnego zapału i uporu wojownika.
Płocha Łapa, Topikowa Łapa (KR)
W odpowiedzi na jej prychnięcie, niebieski kocur uniósł tylko lekki kąciki pyska. Nie zaprzeczyła!
Na ich szczęście (albo i nieszczęście, biorąc pod uwagę fakt, jak wielkie było ptaszysko unoszące się nad nimi) z chwili na chwilę lot zwierzęcia obniżał się, dzięki czemu byli w stanie dostrzegać coraz więcej szczegółów. Chaotyczna Łapa widział szeroki ale krótki, zwężony na końcu ogon, wyjątkowo małą głowę zakończoną niepokojąco wielkim dziobem i ogromne, niemal niezwężające się ku końcom skrzydła, które były zupełnie proste, prawie pozbawione jakiejkolwiek krzywizny. Przeszedł go dreszcz, a futro na karku lekko się uniosło. Zdecydowanie nie pragnął znaleźć się ani odrobinę bliżej tego stworzenia.
- Jest tak wielki, ze wygląda jakby żywił się sarnami. - skomentował, znów na chwilę wpatrzony w ptaszysko, mające jakieś trzy lisie długości. - Jest coś jeszcze takiego wielkiego oprócz bielika? - padło pytanie ze strony terminatora. Nie miał wielkiej wiedzy na temat ptaków, znał tylko kilka nazw, a jego pojęcie było raczej ogólne. Może jednak wspólnymi siłami uda im się coś wymyślić?
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
długa, nastroszona sierść | czekoladowy point | białe znaczenia na pysku i łapach | niebieskie oczy z granatową plamką na lewym
Gwiezdni, Honor, Wicher.
Traszce przeszkadza wiele rzeczy, a już najbardziej nieróbstwo bliźniego swego.
Zdecydowanie czekoladowa pointka nie uważa obniżenia lotu ptaszyska za szczęśliwy obrót spraw. Sierść jeży jej się wzdłuż kręgosłupa, gdy docierają do niej faktyczne wymiary krążącego nad nimi drapieżnika. Komentarz drugiego terminatora wcale nie uspokaja.
– Nie słyszałam. Jedyne co mi przychodzi to myszołów. Ale one raczej takie nie wyrastają. – potrząsa łbem, nie poświęcając należytego czasu na zastanowienie się, bo... no właśnie, priorytety. Przecina powietrze nastroszoną kitą. – Nie wydaje ci się, że jesteśmy dla niego idealnym celem w tym momencie? Tycią przekąską wybijającą na śniegu? – nie zaatakował ich jeszcze, ale czy to było równoznaczne z tym, że bezpiecznie było stać na środku nieosłoniętej polany i go sobie obserwować? Traszkowa Łapa w to powątpiewa.
spory kocur o zgrabnej, rozwijającej się sylwetce, długiej, niebieskiej, tygrysiopręgowanej sierści z bielą i różnokolorowych oczach: prawie żółte, lewe lodowoniebieskie
Zdaje się, że kocur chce przeżyć całe życie dwa albo i trzy razy. Wszystko robi mocno, dużo, szybko. Przy tym twardo stąpa po ziemi, daleko mu do marzyciela. Energiczny, uwielbia wysiłek i wzywania. Towarzyski, otwarty i sympatyczny, jednak skłonny do skrajnych reakcji i emocji. Szybciej działa niż myśli, w gorącej wodzie kąpany, jego dwa motto życiowe to “pa na to” i “jakoś to będzie”. Mimo powierzchownej opryskliwości i niewyparzonego języka, młody Chaos nie ma złych zamiarów i nie szuka wrogów. Ważne, jak zostanie pokierowany i dalej ukształtowany, ma szansę się zmienić i wyrosnąć na dobrego, pełnego zapału i uporu wojownika.
Płocha Łapa, Topikowa Łapa (KR)
- T-tak, szczególnie, że mam wrażenie, ze robi się coraz większy. - odpowiedział szybko Chaotyczna Łapa, równie przejęty co rozbawiony. Właściwie nie wiedział, dlaczego ta sytuacja była dla niebieskiego zabawna. Cieszyło go, że przynajmniej nie śmiał się na głos, dla Traszkowej Łapy prawdopodobnie wyglądał zupełnie zwyczajnie.
Ruszył w stronę obozu, co miało bezpośredni związek z tym, co zamierzał powiedzieć w następnej kolejności.
- Powinniśmy chyba powiedzieć o tym w obozie, nie? Żeby... patrole zwróciły uwagę czy już się zmył i może żeby uważali na kocięta. Jak sądzisz? - zapytał Chaotyczna Łapa, kiedy maszerowali już w stronę bezpiecznych gałęzi Kwitnących Zarośli.
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
długa, nastroszona sierść | czekoladowy point | białe znaczenia na pysku i łapach | niebieskie oczy z granatową plamką na lewym
Gwiezdni, Honor, Wicher.
Traszce przeszkadza wiele rzeczy, a już najbardziej nieróbstwo bliźniego swego.
Całe szczęście Chaotyczna Łapa wyłapuje aluzję, że lepiej żeby tak nie sterczeli i nie czekali aż ptaszysko się namyśli. Ruszają w stronę bardziej osłoniętych terenów zostawiając za sobą drapieżnika, a Traszka jedynie kieruje uszy w tył, by nasłuchiwać trzepotu skrzydeł. Kilka razy rzuca też spojrzeniem przez ramię, by upewnić się, że złowieszcza plama na niebie nie ruszyła za nimi. Ale póki co wychodzi na to, że znika jej zupełnie z zasięgu wzroku.
– Zdecydowanie trzeba o tym powiedzieć. I wspomnieć osobno matkom, żeby od razu mogły zacząć bardziej uważać. – potwierdza, układając sobie w głowie już kolejność rozmów do odbycia. Wizyta w Splątanych Korzeniach jest na pierwszym miejscu, powiedzenie Iskrze lub Donośnemu Krzykowi może poczekać. I tak nie wyślą od razu patrolu. – Ale dziwnie się zachowywał. Tak mi się wydaje. Ptaszyska raczej nie krążą tak długo w jednym miejscu na niebie? W sensie przelatują i tyle, ewentualnie robią z dwa kółka.
spory kocur o zgrabnej, rozwijającej się sylwetce, długiej, niebieskiej, tygrysiopręgowanej sierści z bielą i różnokolorowych oczach: prawie żółte, lewe lodowoniebieskie
Zdaje się, że kocur chce przeżyć całe życie dwa albo i trzy razy. Wszystko robi mocno, dużo, szybko. Przy tym twardo stąpa po ziemi, daleko mu do marzyciela. Energiczny, uwielbia wysiłek i wzywania. Towarzyski, otwarty i sympatyczny, jednak skłonny do skrajnych reakcji i emocji. Szybciej działa niż myśli, w gorącej wodzie kąpany, jego dwa motto życiowe to “pa na to” i “jakoś to będzie”. Mimo powierzchownej opryskliwości i niewyparzonego języka, młody Chaos nie ma złych zamiarów i nie szuka wrogów. Ważne, jak zostanie pokierowany i dalej ukształtowany, ma szansę się zmienić i wyrosnąć na dobrego, pełnego zapału i uporu wojownika.
Płocha Łapa, Topikowa Łapa (KR)
Z ulgą przyjął nad sobą obecność bezpiecznych gałęzi. Mimo, że wcześniej nie drżał ze strachu, teraz odetchnął. Spojrzał na towarzyszkę i pokiwał głową na jej słowa.
- Och, prawdę mówiąc nie wiem wiele o tym, jak się zachowują normalnie. Ale dobrze wiedzieć. Dzięki. - rzekł z łagodnym tylko uśmiechem i skinął jej krótko głową. Lubił się uczyć, szczególnie jeżeli wiedza tak łatwo usadawiała się w odpowiednich miejscach w głowie, jak teraz. To taka jakby… wiedza praktyczna, można powiedzieć. Na koniec swojej wypowiedzi uśmiechnął się do niej, wypowiadając słowo “dzięki”.
W tamtej chwili zastanowił się przez chwilę nad Traszkową Łapą, a konkretniej na tym, jakie emocje w nim budziła. Raczej pozytywne. Zupełnie jej nie znał wcześniej, tylko z widzenia, znał jej imię, ale to nic wyjątkowego, znał imiona wszystkich kotów klanu Wichru. Po tej krótkiej rozmowie mogło uznać, że jest w porządku.
- To co, wracamy? - zapytał, machając z zapałem ogonem. Czuł, że mrowią go łapy na myśl o tym, jak ważne zadanie mają do spełnienia.
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
długa, nastroszona sierść | czekoladowy point | białe znaczenia na pysku i łapach | niebieskie oczy z granatową plamką na lewym
Gwiezdni, Honor, Wicher.
Traszce przeszkadza wiele rzeczy, a już najbardziej nieróbstwo bliźniego swego.
Z początku odmrukuje tylko coś niezbyt konkretnego, na znak że usłyszała. Ale nie ma co ukrywać, średnio podobają jej się słowa drugiego terminatora – sama specjalistką do spraw drapieżnych ptaków nie jest, oczekiwała potwierdzenia dla swoich dedukcji.
– Tak mi się wydaje. – zaznacza na początek. Żeby przypadkiem niebieski potem nie puszczał dalej tej informacji w świat jako pewnika. – Ale lis czy borsuk na pewno nie kręciłby się w kółko widząc koty, bez atakowania. Dlatego wydaje mi się, że dziwnie się zachowywał. Jakby chciał nas zjeść, dawno by zaatakował. Jeśli nie chciał zjeść to co robił? – kontynuuje ze swoimi tłumaczeniami, kołysząc delikatnie końcówką ciemnej kity. Nietypowe spotkanie i brak jasnych intencji ptaszyska wywołują gęsią skórkę, gdy nad tym się zastanawia. Dlatego zaraz skupia się na drugim zagadnieniu, które zwraca jej uwagę. – Ale myślałam, że wiesz jak się zachowują normalnie. No wiesz, skoro kojarzysz ptaszyska na tyle by je rozpoznawać. Czy próbować rozpoznawać.
Dla niej to raczej jedno z ostatnich zmartwień czy ma do czynienia z pustułką, jastrzębiem czy żądnym krwi gołębiem w momencie, gdy ma ocenić jakie są szanse na zostanie zaatakowaną.
– Ta, wracajmy. – zgadza się krótko, narzucając żwawszy marsz w stronę obozu.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Wyciągnął Świt na spacer w konkretnym celu, więc tak jak przyjemnie rozmawiało się o niczym, tak na wysokości Falujących Wrzosów (bardziej smętnych bylin, o tej porze), zdecydował przejść do właściwego tematu.
– A może miałabyś dzisiaj czas i chęci by opowiedzieć jak to tam z tymi twoimi uczuciami do Kury, co? – podsunął więc, zaraz po śmierci poprzedniej kwestii, nim bura zdążyła przeskoczyć w swojej główce do kolejnego szalenie ważnego zagadnienia. Miała talent do nadzwyczaj szybkiego łączenia pozornie przypadkowych wątków. Na co dzień było to godne podziwu i bardzo to sobie Orion cenił, ale w tym momencie zmuszało do nieco większej uwagi i wstrzelenia się z pytaniem, zamiast czekać na naturalnie nadarzającą się sposobność. Tak to by do wieczora mogli chodzić i guzik.
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
Dreptała sobie wesoło przy towarzyszu i tylko czasem schodziła z tematu albo całkowicie się wyłączała, by podziwiać powolutku budzącą się do życia przyrodę. Zmiany pór były niesamowitym przeżyciem i szkoda by było, żeby Świt to przegapiła. Miała nawet plan, by przeleżeć wiele dni przy jednym listku i nie odrywać wzroku, by widzieć krok po kroku jak rośnie i się rozwija. Zupełnie jak kocięta.
- Hmmmm? - dopytała, nieco nieobecna z początku. Powtórzyła sobie parę razy pytanie w głowie, a dopiero po chwili uniosła uszy i zerknęła na Azalię. - Oh, wspaniale, wspaniale. Jestem TAAAKA szczęśliwa, że wrócił. I MA KOCIACZKI. MALUTKIE TAKIE. Widziałeś je?? Są takie słodkie!! Świerk mnie chyba lubi. Ja ją bardzo też, jest taka urocza. A Kura jest taki śliczny i chyba zgrywa niedostępnego, ale nie mogę wzroku oderwać normalnie - rozmarzyła się, ociągając się przez to nieco podczas spaceru. - Jak go widzę, to wszystko zaczyna kwitnąć, nawet jeśli tak naprawdę wcale nie kwitnie. I tak pachnie miłością. Wiesz jak pachnie miłość? Baaaardzo pięknie!! Świeżym powietrzem i uczuciami i jakby się latało!
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Widziałem. Coś pomiędzy szczurkami, a owieczkami. – potwierdził, zgodnie z prawdą, bo nie uważał by Świt odebrała to jako obelgę względem najmłodszego nabytku Wichru. Małe kurczątka ze swoim ojcem niewiele miały wspólnego, więc na podstawie ich cech nietrudno było się domyślić aparycji matki. Krótki pysk, kręcona sierść. Cechy, które raczej w parach nie chodziły po lesie. – A mówił ci skąd je ma? Albo co z ich matką? – kontynuował luźno swój wywiad, bo jakkolwiek wzruszające, że Świt po prostu przyjęła, że obiekt jej westchnień wrócił z dzieciarnią jak z bukietem kwiatów, tak Orion nie mógł podzielać jej entuzjazmu w stu procentach bez pewnych faktów. Znając jednak tendencje burej do popadania w smutek, gdy nie wykazywało się jednocześnie wystarczającego entuzjazmu dla jej słów, dodał jeszcze. – Ale to z tego co mówisz to miłość musi bardzo ładnie pachnieć, nic dziwnego że ci ciężko oderwać wzrok. Ale czemu chyba zgrywa niedostępnego?
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
- Mhm, dokładnie! Owieczki wzrostu szczurków! Ha, jeden ma nawet na imię Szczurek - zaśmiała się, jakby korelacja między imieniem a określeniem była najzabawniejszą rzeczą na świecie. A może po prostu miała dobry humor. Pomijając, że Świt zawsze miała dobry humor. Czasami zdarzyło się, że była mniej lub bardziej markotna kiedy coś nie szło po jej myśli, ale nigdy się nie złościła ani nie trzymała urazy, więc była dobrą kompanką do rozmów. - No on jest ich tatą! A ich mama to nie żyje. Tak sobie myślałam, czy może trafiła do Gwiezdnych jeśli Kura jej opowiadał, ale jeśli nie to co? Zostanie duchem? - nie oczekiwała nawet do końca odpowiedzi, bo osobiście wierzyła, że za pomocą jej długich nocnych rozmów w głowie, Gwiezdni telepatycznie usłyszą jej prośby i przyjmą samotniczkę w swe szeregi.
- Oh, bo...Nie wiem czy chcę o tym mówić - spuściła nieco łeb. - To znaczy, on po prostu...no wiesz...dalej do mnie mówi...jak dawniej - wycedziła w trudem, mając nadzieję, że Azalia się domyśli. Zwykle nie sprawiało jej problemu tłumaczenie, jak działa to, że teraz jest kotką a kiedyś nie była. Teraz jednak czuła, że im częściej padało z jej pyszczka słowo kocur w jej kontekście, tym bardziej serce podchodziło do gardła. - I mi troszkę przykro przez to. Nie zdążyłam mu przypomnieć, bo mówiłam mu o tym zanim zniknął. Może zapomniał?
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– O, no to nie może być przypadek! – przyłączył się do burej z rozbawionym prychnięciem, chociaż bardziej dla towarzystwa, niż z własnego, aż takiego rozbawienia. Jasne, było to komiczne w pewien sposób, ale czy na tyle, by oriental faktycznie się zaśmiał? Tak szczerze? Nie przesadzajmy znowu, tak szczere reakcje były towarem luksusowym.
– Hm, zależy pewnie od tego kogo Gwiezdni przygarniają do siebie, wiesz? Czy starczy o nich usłyszeć i już po śmierci składają ci ofertę wstąpienia w ich szeregi, czy trzeba jeszcze uwierzyć w ich istnienie by ich zobaczyć. – może nie potrafił odpowiedzieć ze stuprocentową pewnością, ale wciąż mógł się zastanowić i dorzucić od siebie aspekty do rozważenia. Nawet jeśli w efekcie musiał rozważać życie po życiu, istnienie duchów i tym podobne. Chociaż wciąż niepojęte dla niego było, że dla Świt starczyło, że jest ich tatą, a mama nie żyje i więcej informacji do szczęścia nie potrzebowała. Bo nie podejrzewał jej o zachowywanie tajemnic w tej chwili.
Nie od razu się domyślił. Zmarszczył lekko brwi w zdziwieniu, niemalże powtarzając na głos ostatnie słowa kotki z zapytaniem, by rozwinęła myśl. Sekundę później jednak trybiki w głowie zaskoczyły, więc z pyska wyrwało mu się jedynie krótkie o. A to szmata z Kury. Jak na syna Zająca przystało.
– Na pewno tak właśnie było, słuchaj. Więc jak jest chociaż minimalnie mądry to moment czy dwa i się poprawi. – zapewnił terminatorkę, chociaż sam nie do końca wierzył w tak optymistyczny scenariusz. Dlatego też nie zwlekał z uprzejmą ofertą. – Ale bez sensu żebyś to znosiła, czekając aż ten się ogarnie, prawda? Więc jeśli ci przykro przez to, mogę sobie z nim porozmawiać i pomóc mu ogarnąć się dużo szybciej.
Wyrwać wąs czy trzy w tym procesie. Nie zaszkodzi.
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
- Do tej pory myślałam, że wystarczy uwierzyć - zaczęła, marszcząc brewki. - Ale teraz? Jak sobie pomyślę o mamie tych kociaków to robi mi się przykro. Czemu miałyby nie mieć szansy na spotkanie jej jak umrą? Tak sobie myślę, że może każdy ma szansę trafić na Srebrną Skórkę jeśli nie był złym kotem? Bo wiesz...To w końcu przodkowie. Ona też pewnie miała przodków, więc może tam na nią czekali i teraz siedzą sobie razem i przyglądają się jak maluchy rosną pod opieką Kury - wyjaśniła pokrótce swoje rozumowanie, bo jakkolwiek łatwo byłoby jej uwierzyć w każdą inną możliwość, jak choćby osobne miejsce dla nieklanowych stworzeń, tak pośmiertny brak ponownego spotkania z rodzicem był zwyczajnie zbyt przykrą myślą, by w ogóle chciała dopuszczać do siebie inne wyjścia. Sama była w stanie wyobrazić sobie swój ból, gdyby nie mogła spotkać w zaświatach Iskry czy Azalii. A przynajmniej tak jej się wydawało. Sam proces umierania nie był ani smutny ani straszny, choć zależało to od okoliczności, bo miała wewnętrzne przeczucie że to nie jest koniec podróży. Świt zresztą była gotowa na taką przygodę odkąd zaczęła rozumieć ten aspekt życia. A raczej nieżycia.
- Myślisz, że to pomoże? - zapytała, jeżdżąc łapką okręgi po ziemi. Nie chciała do końca o to prosić Azalię, nie chciała się też narzucać Kurze. Doskonale rozumiała, że niektóre rzeczy można zapomnieć, nawet te ważne. Zresztą, może ona wcale nie była taka ważna dla niego, jak on dla niej. - Chociaż nie wiem. To raczej nie brzmi miło. Ja też zapominam rzeczy. On też może. Nie chcę, żeby myślał, że jestem na niego zła. Bo nie jestem!!
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Odniósł wrażenie, że musiał być właśnie świadkiem przeskoku w myśli, bo cała wypowiedź Świt znacznie zgrabniej układała mu się w głowie, gdy zakładał, że chodziło jej o usłyszenie o istnieniu Gwiezdnych, by dostać bilecik. Względem poprzednich jej słów, znaczy się. Jeśli miał wyodrębnić jedynie myśl, którą się właśnie teraz podzieliła to właśnie przeszli chyba do jeszcze innego problemu. Może w międzyczasie pojawiło się jeszcze kolejne kryterium przyjmowania na Srebrną Skórkę.
– Hm, no nie wiem, a co z przestrzeganiem kodeksu? Możesz być nawet najlepszym kotem świata, ale dopóki mieszkasz z ludźmi to łamiesz ostatni punkt, ten o rezygnowaniu z życia pieszczocha. Nawet jeśli na Srebrnej Skórce nie znajdują się jedynie najwierniejsi wyznawcy Gwiezdnych, to nie wiem czy Gwiezdni popieraliby łamanie kodeksu, który sam zesłali, nie uważasz? – wszystko co teraz powiedział dało się łatwo obalić, ale nie chciał przecież zaganiać Świt w kozi róg, a jedynie zmobilizować do głębszych rozważań. O tym jak się kodeks miał do bycia dobrym kotem i inne takie. Czy może koty nieznające kodeksu były zwolnione z przestrzegania go i starczyło, że nie zabijały innych kotów bez potrzeby.
Skinął krótko łbem. Nie było szans by to nie pomogło, nie jeśli Kura cenił sobie życie i nie chciał rezygnować z możliwości przeżycia jeszcze wielu wschodów słońca. To co mu się nie podobało, to jak bura zaczęła usprawiedliwiać syna Zająca. Przejmować czymś co jej w tym momencie zupełnie nie powinno interesować, no szanujmy się.
– Nie dowie się ode mnie o tej rozmowie, więc nie będzie na ciebie, co ty na to? Załóżmy, że mogłem usłyszeć raz czy dwa jak mówił o tobie i zupełnie bez pytania ciebie o zdanie, pomyślałem, że zwrócę mu uwagę i pomogę z tą dziurawą pamięcią. Bo taki ze mnie dobry, przykładny obywatel i te sprawy. Chyba nie powinien wtedy pomyśleć, że jesteś na niego zła, jak uważasz? – technicznie na tym etapie każdy kot w Wichrze mógłby coś takiego zrobić, gdyby miał rozum i godność, prawda? Na wypadek dalszych wątpliwości koteczki, dodał jeszcze. – Zresztą wiesz, nie zapominasz o niczym specjalnie, prawda? Więc chyba wolałabyś żeby drugi kot ci przypomniał, zamiast cierpieć po cichu i liczyć na to, że sama sobie przypomnisz pewnego dnia? Może Kurze po prostu trzeba odrobinkę pomóc, to przecież uprzejme raczej.
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
Westchnęła, choć był to odruch świadczący o tym, że zwoje mózgowe poszły w ruch, napędzając całą machinę. A, bądźmy szczerzy, machina ulokowana w rdzawej główce nie działała na najwyższych obrotach, przynajmniej nie za często, bo też zwykle nie było takiej potrzeby. Zbyt intensywne rozmyślanie i analizowanie rzeczy ważnych, gdy każda kontemplacja niewłaściwie stosowana mogła zagrażać życiu lub zdrowiu, była zwyczajnie niepotrzebną utratą zasobów. Świt więc nieświadomie była skazana na długi dobrostan psychiczny. Przynajmniej póki nie zacznie brać przykładu z Iskry.
- A czy kodeks był zawsze? - zapytała, bo nieco zbyt długim przemyśleniu całej sytuacji. - Czy pierwszy Gwiezdny pojawił się razem z powstaniem Kodeksu? - przekręciła lekko łebek z miną, jakby to był temat na zwykłą codzienną rozmowę przy powolnym jedzeniu piszczki w ciepły dzień. - Bo ja myślę, że to by było trochę przykre i niesprawiedliwie! Ten kotek by nie mógł wtedy spotkać na przykład swoich rodziców, bo oni jeszcze kodeksu nie mieli. Czy jeśli kot zostanie porwany przez dwunogów i będzie tam do końca życia bo nie da rady wrócić do lasu, to nie pójdzie na Srebrną Skórkę...Ja nie wiem, to wszystko wydaje mi się takie dziwne trochę. A może po prostu nie chcę, żeby tak było, bo jeśli któreś z mojego rodzeństwa jest u dwunogów, to chciałabym ich spotkać po śmierci - westchnęła, tym razem rzeczywiście indykując smutek. Nie trwał długo, bo wewnętrznie była przekonana i wierzyła że spotka każdego ze swojej rodziny ponownie w którymś momencie swojego życia, choć krótka depresyjna myśl była w stanie się przedostać. Żeby jednak nie tkwić w ponurej atmosferze, uśmiechnęła się głupiutko do Azalii.
- Dobra! - rozpromieniła się nawet bardziej. Plan brzmiał rzeczywiście w porządku, a argumenty były nie do obalenia. Przynajmniej nie przez nią. Zresztą, z tego co znała pointa, tak wiedziała, że jest przecież delikatny i kochany, z pewnością więc da Kurze jedynie przyjacielską radę. - A opowiesz mi potem? No wiesz, jakbyście rozmawiali o mnie, to byś mi powiedział co mówił? - zapytała, robiąc maślane oczka do przyjaciela.
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
To chyba było lekkie ukłucie dumy, gdy usłyszał pytania Świt. Może sprawiała raczej niepozorne wrażenie i większość kotów by ją na wstępie skreśliła jako zbyt oderwaną od rzeczywistości, ale przynajmniej nie myślała jednotorowo jak wspomniana większość. To że szło się zgubić na tych wszystkich rozwidleniach w umyśle burej to swoją drogą.
– Najpierw byli Gwiezdni. Kodeks powstał równocześnie z klanami, jako prezent od Gwiezdnych. Możesz wypytać swojego mistrza o historię powstania czterech klanów to ci powie więcej w tym zakresie. – zasugerował. Jego ulubiona historia o tym, że nieposłuszeństwo popłacało, a nazwy klanów miały żenujące korzenie. Wbrew obawom Jaśniejącego, oriental faktycznie miał podzielną uwagę i potrafił jednocześnie planować kolejną symfonię na nerwach rdzawego oraz zapamiętywać jaka legenda stała za powstaniem czterech klanów. Wciąż jednak lepiej gdyby Świt ją poznała od kogoś mniej sceptycznie nastawionego. – Ale wiesz, myślę że nawet jeśli zaostrzyły się zasady przyjmowania na Srebrną Skórkę od czasu powstania kodeksu, to znajdziemy jakiś sposób byś spotkała swoje rodzeństwo, nic straconego, co? – przechylił lekko łeb z uśmiechem, bo jak wszystkie rozważania super, tak nie chciał by jednocześnie za bardzo wkręciła się w myśl, że przekichane, odpoczywającego na kanapie rodzeństwa już po śmierci nie zobaczy. Bo wtedy to depresja, a nie ciekawa dyskusja.
– Jasna sprawa, wszystko ci opowiem w takim wypadku. – obiecał z przekonaniem. – Nie wiem jakie są szanse, że będziemy o tobie rozmawiać, ale w razie co mogę go po prostu podpytać i potem powiedzieć ci czego ciekawego się dowiedziałem. – na pewno wzdychanie do Kury było dużo lepszym zajęciem niż wmawianie sobie romantycznych uczuć względem orientala, toteż Orion nie zamierzał jej zniechęcać. Mimo że typ wrócił ze smarkaczami niewiadomego pochodzenia, miał dziurę na pół mózgu, przez którą coś nie łapał konceptu Świt-kotki (doprawdy żenujące, młoda to ogarnęła pół życia temu i podawała mu teraz na tacy gotowe fakty, a on dalej ich nie łączył), był synem Zajęczego Ucha i pewnie miał jeszcze wiele innych wad. Ale tak długo jak Świt dobrze się bawiła to chyba sytuacja była niegroźna? Starczyło ją mieć pod kontrolą, a pierwszym krokiem w tę stronę była szczera rozmowa, ot.