W momencie w którym otworzył ślepia po śnie dzielonym z Księżycowym Pyłem, wiedział, że musi wyruszyć. Natychmiast. Wróci szybko. Zabierze ze sobą koty, o których obecność przy Sadzawce prosiła go mistrzyni... i wróci. I z odrobiną szczęścia wybierze terminatora gdy już wróci do domu. Miał kilka kotów na oku, z czego jeden z nich miał ruszyć do miejsca spotkań z Gwiezdnymi u jego boku już teraz.
Wyszedłszy bladym świtem z Królikarni odnalazł Kosową Pieśń, i bez zawahania, z dumą oświadczył babci, iż z woli Księżycowego Pyłu ukończył trening i wyrusza na wyprawę aby otrzymać medyczny tytuł, imię. Nareszcie. Przy okazji dopytał dokładniej babkę o drogę do Borsuczych Pagórków.
Denerwował się, nie myślą o randze, o ceremonii - denerwował się podróżą.
Wciąż było mu smutno, źle, że nie było przy nim Goryczy. Ale... był gotów. A Gorycz? Gorycz, miejmy nadzieję, kiedyś, z pomocą Gwiezdnego Klanu, wróci do domu. Cała i zdrowa. Barwna Łapa liczył, że nie spotka jej przedwcześnie wśród zmarłych.
Wiele barw iskrzyło w głowie młodego medyka, gdy w obozie udało mu się znaleźć Zbożową Łapę i dwoje potomków Ciemnej Mordki, Liliową i Kwaśną Łapę. Powiedział im, że Księżycowy Pył, jego mistrzyni, jedna z duchów prosiła go, aby zabrał ich ze sobą do Szepczącej Sadzawki.
I stawił się z trójką młodych kotów przy wyjściu z obozu, przypominając sobie drogę, myśląc, jak ruszyć. Nigdy nie wychodził poza tereny Klanu Rzeki i bał się, o siebie i o terminatorów, z którymi ruszał. Był za nich odpowiedzialny. Denerwował się, ale czuł, że... poradzą sobie. Gwiezdny Klan oświetlał im drogę.
- Ruszymy wzdłuż rzeki, potem... wzdłuż granicy z Klanem Wichru, ku Grzmiącej Ścieżce. Szepcząca Sadzawka znajduje się za Borsuczymi Pagórkami... po przekroczeniu Grzmiącej Ścieżki. Mam nadzieję, że udało wam się wypocząć... i mam nadzieję, że uda nam się dotrzeć i wrócić szybko - wymruczał łagodnie do trójki terminatorów, żwawym krokiem skacząc z kamienia na kamień na Błyszczących Głazach.
Księżycowy Pyle, miej nas w opiece.
szczawik, lilia, zboże + mg
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte
Zboże jest małym kotem. Ba, wręcz jednym z najmniejszych. Ewidentnie wdało się w mamę ze swoją wielkością, bo pomimo swojego wieku wciąż wygląda jak taki ledwo co terminatorski podrostek. A jakby tego brakowało to jej drugą właściwością jest to, że jest długie i wąskie. Długie kościste łapy na długim tułowiu, z długim ogonem który wiecznie sterczy do góry. Pewnie gdyby nie jej intensywnie rude krótkie futro, pokryte tygrysimi pręgami, to by łatwo po prostu rozpłynęło się w powietrzu od swojej mikrości.
Za to mordę ma dość zwykłą, z takimi o typowymi bursztynowymi oczami, różowym nosem i białymi wąsami. Pewną dozę ciekawości do wyglądu Zboża dodaje brak lewego ucha. Kiedyś było uszczerbione, ale ostatecznie Zboże miało pecha by stracić je zupełnie. Gdzieś pod futrem schowana jest cała gama blizn, które Zboże zawdzięcza samotnikom mieszkającym na osiedlu dwunogów, ale nie są to blizny na tyle duże, by dało się je łatwo zauważyć. Ot, w paru miejscach jej futro jest odrobinę mniej gęste, to tyle.
Ktoś mógłby pomyśleć, że sekretnym planem na życie Zboża jest sprawianie kłopotów. Nie jest to prawdą, bo ono nie planuje tych kłopotów, co nie zmienia faktu, że te kłopoty jakby się jej trzymały. Wszędzie łazi, wszędzie szuka, jest głośne i gadatliwe, a w jej głowie roi się tysiące myśli na minutę. Ale tych wszystkich myśli nie wypowiada, o nie. Trzyma je dla siebie, bo trochę ich za dużo by to wszystko powiedzieć. Z tego co myśli wylewa się na świat tylko co nieco, sprawiając niekiedy wrażenie, jakby przeskoczyło od jednej myśli do drugiej znienacka, ale to nieprawda, po prostu rozmówca nie miał dostępu do jej całego toku myślowego. Mimo tego zewnętrznie miłego obrazu jaki Zboże kreuje, ma ono tendencje do kłamania by zyskać na swoim. Ma też tendencje do wybuchów złości i kumulowania w sobie wszystkiego co najgorsze. Stara się nie pokazywać światu tego wszystkiego tylko dlatego, że żyje w przekonaniu, że więcej zyska wciąż udając nieco głupie i urocze Zboże, jakim było dawniej.
Pochmurny Sen || Poczerniała Łapa, Polna Łapa, Rosiczka
Czasem gonitwa myśli, jaka towarzyszyła Zbożu za dnia pojawiała się również w czasie nocy.
Śniło o kwiatach. Śniło o posoce. Krew spływała po płatkach i liściach i trawie. Krew była równocześnie wodą. Zasilała rośliny, spadała z nieba. A na niebie była Rybka. Skakała z chmury na chmurę, będąc jednocześnie kotem i jednocześnie rybą zamieszkującą chmury. I wśród tych chmur było też Zboże. Patrzyło na siebie, na ten moment gdy Rybka była przerażona przez coś, co zabrało kota i miała krew na mordce. I wtedy rozdarła Zbożu ucho. Gdy była przerażona. I gdy umierała. Wtedy rozdarła Zbożu ucho.
Nawet we śnie Zboże wiedziało, że to wszystko jest bez sensu.
Obudziło się ciężko dysząc, gdy usłyszało kroki kogoś kto się do niej zbliżał. Wielkimi oczami popatrzyło na Barwną Łapę. Nie do końca rozumiejąc o czym Barwna Łapa mówi podążyło za nim. Nie wiedziało o co chodzi wciąż żyjąc snami, które zdawały się nagle równie odległe co wczorajszy dzień. Nieistotne w obliczu tego, że Zboże... Miało towarzyszyć Barwnej Łapie?
I towarzyszyło. Bez słowa, zupełnie jakby nagle zapomniało języka w gębie, podążało za Barwną Łapą po Błyszczących Głazach, cały czas mrużąc nieco brwi. Próbowało się dobudzić i próbowało ogarnąć sytuacje. Ale jej nie szło. Więc zamiast tego skupiło się by się nie poślizgnąć na skałach.
- Yhym - mruknęło w odpowiedzi na wyznaczoną drogę, jaką Barwna Łapa opisał. Nawet nie próbowało zapamiętać. W końcu i tak to właśnie Barwna Łapa ma ich prowadzić, więc chyba nie musiało zawracać sobie głowy tymi nazwami.
MYDRESSISONFIRE
⭑ ⭑ ⭑ ⭑ andIhurlmyself,Ihealmyself,Idragmyself xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxlikearugintherain andmySAINTsheisdancing aseverystepIchoosetotakebeginsto begins to set the world aflame
Podrosła, stając się jedynie większą kulą białego futra. Nie osiągnęła jeszcze swojego docelowego wzrostu, zapowiadając się na niewiele większą od Ciemnej Mordki. Na swój wiek jest masywna, o długim, śnieżnobiałym futrze, które na plecach są z lekka okopcone, niemożliwe do zmycia przy czyszczeniu. Trójkątne, nasłuchujące uszy są ciemne, tak samo jak jej pyszczek, który wybarwił się na swój docelowy, ciemniejszy kolor (czarny lynx point), na którym znajdują się ciemniejsze pręgi. Przyozdobiony jest dwoma, błękitnymi i głębokimi ślepiami, patrzącymi uważnie na otoczenie i przekazując krytyczne spostrzeżenia o innych do białej główki, pośród którego miejsce dla siebie znalazł czarny nosek. Potężniejsze, niż za kociaka przednie łapy są ciemnejszej barwy, przeplatane wąskimi lecz licznymi prążkami, udzielając swojego wyglądu również parze z tyłu, obdarowując palce każdej z czteru łap nutą bieli. Ogon, długi i puchaty, jest szarej barwy, przecinany pręgami, bez krzty śnieżnego koloru.
Pewna siebie, odważna i ciekawa - pozostały w niej te kocięce zachowania, choć również i w nich spoważniała. Wciąż ekscytuje się wieloma rzeczami i w środku siebie ma otwarte podejście do wielu rzeczy, ciekawiąc się problematyką kocich zachowań i wyrażania się, dopytując o interesujące ją szczegóły i informacje, pragnąc z każdą przeprowadzoną rozmową dowiedzieć się czegoś więcej. Nudzą ją rozmowy, z których nie wyniesie wiele, lecz nie pokaże tego wprost - najwyżej zostawiając owy uraz w sobie, w rozmowie z innymi tworząc kwaśną, pasującą do swojego imienia minę, a na drugi moment zachowując jak gdyby nigdy nic się nie stało, a ona zareagowała jak niewinny anioł. Uważnie dobiera sobie koty, którym pozwoli być obok niej - mając powoli rosnącą wręcz obsesję na punkcie zostania jak najlepszym wojownikiem, chcąc rywalizować z innymi by poczuć adrenalinę, naturalny doping pchający ją do przodu. Pokazać, jak silna i niezależna jest, jak wiele osiągnąć może własnymi łapami, w rzeczywistości podkradając znajomość na czymś i sekrety od innych. Krytycznie patrząca i nie pozwalająca wejść sobie na głowę.
Szczaw stąpał poważnie na ziemi, mimo sytuacji które ostatnimi czasami przechodziły przez Klan Rzeki. Miał swoje... specyficzne poglądy, które sprawiały iż niewiele rzeczy trafiało w jego serce, wywołując intensywne emocje. Interesował się końcem swojego ogona, choć nie pozwalał uciec zachowaniom i reakcjom na zdarzenia swojej uwadze, zawsze choć jednym uchem przysłuchując się innym kotom. Tu raz podsłucha plotkę, tu przyjdzie na pogrzeb, na zebranie - rozejrzy się, dowie się interesujących go rzeczy i wyjdzie, równie niezmieniony jak wcześniej. Choć w jej głowie czasem widniał mglisty widok nieruchomego ciała starszego brata, Drobnej Łapy. Z drugiej strony... nie był jej znany, a i może odwiedził dziadka na Srebrnej Skórce, jednocząc się z resztą rodziny.
Wypoczywała, mając więcej czasu na to od kiedy Kosowa Pieśń zajmowała się sprawą Pożogi. Nie miało... zastępczyni tego za złe. Najwyraźniej Gwiezdni tak chcieli, a kim on był by interweniować w ich plany? Był już odpowiednio wyróżniony, mając za mistrza kogoś takiego. Dlatego też gdy ujrzała Barwną Łapę, już niedługo byłego terminatora medyka, który miał otrzymać prawowite imię i rangę wstała momentalnie, a jej błękitne oczy rozbłysnęły. Jednym uchem przyjęła informację, że jej pożal się Gwiezdni brat też musiał iść i... też został wybrany przez Księżycowy Pył? Została. Wybrana. Przez samą, martwą już medyczkę, by stąpać u boku wnuka Kos, o której tyle jej opowiadała na naukach. Kojarzyła historyjkę o terminatorach, uczących się pod okiem Księżyc, która nauczała ich ze Srebrnej Skórki. Nie widziała u jego boku Gorzkiej Łapy, która zdawała się rozmyć w powietrzu już parę czasu wstecz. Czasami ciekawił się, gdzie poszła, czy za czymś podążała? Miała cel, jakąś motywację?
Szła dumnie za Barwinkiem, wraz ze Zbożem, które miała okazję poznać wiele księżycy wstecz i widziała je na pogrzebie Rybki. Kojarzyła przez mgłę jej postać. Jednakże kompan w postaci... takiego frajera jak Lilia zdziwił ją. Taki bękart, który większość życia spędził z bólami głowy, jak największy leszcz? Nie pozwoliła jednak swoim opiniom wyjść na zewnątrz, pozostawiając je kotłujące się w sobie. Nie musi o tym wiedzieć, a ona sama będzie odgrywała przykładne rodzeństwo. A poza tym - jej jakiekolwiek myśli zdecydowanie przyćmiewał blask słów z wcześniej. Księżycowy Pył prosiła by ono, we własnej kociej osobie, pojawiła się przy Szepczącej Sadzawce! Mimowolnie jej palce mrowiły z podekscytowaniem, lecz pysk pozostawał kamienny, nie wyrażający wielu emocji. Skinęła wyłącznie głową Barwnej Łapie oraz reszcie towarzyszy, podążając za nimi, zastanawiając się co uda im się ujrzeć po drodze.
Zgrabny, średniego wzrostu kot, o niebieskich oczach, krótkiej sierści, czarny colorpoint, z białymi skarpetkami i plamką na czole
Discord, mischief, artysta poszukujący własnej muzy, poszukiwacz wrażeń, samozwańczy mesjasz ||KP
Sikora/Kaligrafia, Dmuchawiec
Czy to był sen? Kolejny sen? Nigdy wcześniej nie śnił o Barwnej Łapie, nie żeby miał narzekać gdyby ten odwiedził go w snach, wiele innych gorszych nawiedzeń potrafił sobie wyobrazić. Ale nie, "prawie-medyk" Klanu Rzeki odwiedził go na jawie, a to co przekazał wyniosło prawie młodego terminatora aż do samych gwiazd. Księżycowy Pył, duch mistrzyni Barwnej Łapy, a zatem i Gwiezdna chciała jego, właśnie jego widzieć przy Szepczącej Sadzawce. Czuł jakby jego własna gwiazdka na czole błyszczała teraz niby jedno ze świateł na nocnym niebie. W tym momencie nie liczyło się nawet, że Zbożowa Łapa, czy jego pożalcie się Gwiezdni siostra Kwaśna Łapa, zostali wybrani. Ot Liliowa Łapa czuli się niezwykle specjalni.
Drepcząc żwawo tuż za Barwną Łapą syn Ciemnej Mordki przysłuchiwał się opisywanej trasie. Jego znajomość terenów miała, jakby to powiedzieć, braki gdyż trening z Węgorzem szedł, rzecz jasna tylko według pointa, stanowczo za wolno. Dlatego też nie tylko to niezwykłe wyróżnienie, wybór przez Gwiezdną, cieszył go niezmiernie, ale też możliwość zwiedzania, ta niespotykana dotąd wolność. Łącząc jednak kropki ostatnich wydarzeń zmarszczyli brwi, zastanawiając się nad pewnym istotnym faktem.
- Barwna Łapo... Nie będziemy się jednak zbliżać do granicy Wichru prawda? Patrząc na to że sprzymierzyli się z Pożogą, z tego co mówiła Ćmia Gwiazda nie zdziwiłoby mnie to, gdyby chcieli nas zatrzymać z własnej głupiej pobudki - mruknął cicho zastanawiając się właściwie jak blisko do granicy "zdradzieckiego Klanu" mieli podejść.
Borsucze Pagórki, za Grzmiącą Ścieżka... Każdy element trasy został dokładnie przez Lilię zapamiętany, od tak też na przyszłość... Może kiedyś się przyda.
Księżyce: 128
Mistrz: Biały Puch
Płeć: transpłciowa kotka
Matka: Trawiasta Polana [NPC]
Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC]
Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku
Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Pojedyncze, przedwcześnie opadłe z drzew liście poderwały się do dziwacznego tańca wraz z podmuchem wiatru, który towarzyszył pierwszym krokom terminatorów. Ich podróż nie miała być krótka ani łatwa, a na drodze z całą pewnością czekały ich niebezpieczeństwa, przeróżne przypadki i wszelakie niespodzianki - wszystko to, by zwieńczyć koronę Klanu Rzeki prawdziwą perłą w imieniu nowego medyka, teraz jeszcze Barwnej Łapy. Nic z tego nie było jeszcze wiadome Barwinkowi, Zbożu, Szczawiowi i Lilii - i dlatego właśnie mogli z czystym sumieniem iść wzdłuż wybrzeża rzeki, której odsłonięte brzegi niosły ze sobą ten jedynie kłopot, że nic nie chroniło tutaj czwórki kotów przed lejącym się z nieba, z każdą chwilą mocniejszym, żarem.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Właśnie dlatego wyruszył bladym świtem, w momencie w którym otworzył oczy i wybudził się ze snu z Księżycowym Pyłem. Kazała mu ruszyć natychmiast, gdy otworzy oczy i tak, jak zawsze, posłuchał swojej mistrzyni. Dni były upalne a on miał ze sobą trójkę terminatorów o których musiał zadbać i wraz z życzeniem Księżyc doprowadzić do Szepczącej Sadzawki. I musiał tam też doprowadzić samego siebie. Wyruszyli jeszcze zanim słońce pojawiło się wysoko na niebie i Barwinek chciał pokonać jak największy dystans jak najwcześniej, aby nie męczyć się z upałem zbytnio.
Westchnął cicho, lustrując wzrokiem całą trójkę eskapady jaką zabrał ze sobą. O Zbożu wiedział, o Lilii i Szczawie poinformowała go dopiero Księżycowy Pył. Było mu nieco źle, gdy ciągnął za sobą wymęczone, wciąż w żałobie po śmierci Rybiej Łapy, biedne Zboże, ale... może wizyta u Gwiezdnych coś zmieni w jej stanie. Na to liczył.
Barwna Łapa żwawo szedł wzdłuż rzeki, co jakiś czas zerkając na otaczające go trzy młode koty. Zastrzygł uszami słysząc pytanie Liliowej Łapy.
- Jeśli wojownicy Lawendowej Gwiazdy mają... jakiekolwiek resztki szacunku do Kodeksu Wojownika, na co liczę, pozwoliliby nam przejść przez ich tereny gdyby była taka potrzeba. Idziemy do miejsca spotkań z Gwiezdnym Klanem i żaden szanujący się Klanowy kot nie ma prawa nam tej podróży przerywać, utrudniać. Szczególnie, jeśli przejdziemy tylko wzdłuż ich granicy, nawet jej nie naruszając - stwierdził Barwinek, wirując końcówką ogona nad ziemią. - Odpowiadając na twoje pytanie, Liliowa Łapo... nie będziemy się nazbyt zbliżać do granicy z Klanem Wichru, ale musimy przejść wzdłuż, przez Szare Topole. Drzewa zapewnią nam ochronę przed słońcem które w tym czasie na pewno będzie już wysoko na niebie.
Skwar był tym, co martwiło Barwinka równie intensywnie, jak sama podróż. Z tego, co wiedział, Grzmiąca Ścieżka jest kompletnie odsłonięta, tak samo jak Borsucze Pagórki. Westchnął cicho, starając się jednak o tym zbytnio nie myśleć, dopóki faktycznie nie było to ogromnym problemem.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte
Zboże jest małym kotem. Ba, wręcz jednym z najmniejszych. Ewidentnie wdało się w mamę ze swoją wielkością, bo pomimo swojego wieku wciąż wygląda jak taki ledwo co terminatorski podrostek. A jakby tego brakowało to jej drugą właściwością jest to, że jest długie i wąskie. Długie kościste łapy na długim tułowiu, z długim ogonem który wiecznie sterczy do góry. Pewnie gdyby nie jej intensywnie rude krótkie futro, pokryte tygrysimi pręgami, to by łatwo po prostu rozpłynęło się w powietrzu od swojej mikrości.
Za to mordę ma dość zwykłą, z takimi o typowymi bursztynowymi oczami, różowym nosem i białymi wąsami. Pewną dozę ciekawości do wyglądu Zboża dodaje brak lewego ucha. Kiedyś było uszczerbione, ale ostatecznie Zboże miało pecha by stracić je zupełnie. Gdzieś pod futrem schowana jest cała gama blizn, które Zboże zawdzięcza samotnikom mieszkającym na osiedlu dwunogów, ale nie są to blizny na tyle duże, by dało się je łatwo zauważyć. Ot, w paru miejscach jej futro jest odrobinę mniej gęste, to tyle.
Ktoś mógłby pomyśleć, że sekretnym planem na życie Zboża jest sprawianie kłopotów. Nie jest to prawdą, bo ono nie planuje tych kłopotów, co nie zmienia faktu, że te kłopoty jakby się jej trzymały. Wszędzie łazi, wszędzie szuka, jest głośne i gadatliwe, a w jej głowie roi się tysiące myśli na minutę. Ale tych wszystkich myśli nie wypowiada, o nie. Trzyma je dla siebie, bo trochę ich za dużo by to wszystko powiedzieć. Z tego co myśli wylewa się na świat tylko co nieco, sprawiając niekiedy wrażenie, jakby przeskoczyło od jednej myśli do drugiej znienacka, ale to nieprawda, po prostu rozmówca nie miał dostępu do jej całego toku myślowego. Mimo tego zewnętrznie miłego obrazu jaki Zboże kreuje, ma ono tendencje do kłamania by zyskać na swoim. Ma też tendencje do wybuchów złości i kumulowania w sobie wszystkiego co najgorsze. Stara się nie pokazywać światu tego wszystkiego tylko dlatego, że żyje w przekonaniu, że więcej zyska wciąż udając nieco głupie i urocze Zboże, jakim było dawniej.
Pochmurny Sen || Poczerniała Łapa, Polna Łapa, Rosiczka
Klan Wichru nie był w oczach Zboża zbyt... Twardy. Być może nie miał z nimi wiele do czynienia, ale mimo to wydawali jej się tacy mięccy w pewien sposób. Dlatego gdy Lilia odezwał się pytając o to co Wicher może im zrobić, Zboże uniosło jedną brew. Zdziwienie, trochę rozbawienia przemknęło po Zbożowym pysku. Ale nie skomentowało. Nie miało ochoty.
Słońce dogrzewało i robiło się coraz cieplej. Gorąco wręcz. Zboże lubiło ciepło i światło i lubiło być w ciepłym świetle. Ale ostatnimi czasy temperatura robiła się tak wysoka, że nawet dla niej było to za dużo. Potrafiła spędzić chwilę w cieple, poleżeć, wygrzać się, ale szukało chociaż odrobinę cienia. Miało nadzieję, że droga którą pójdą nie będzie ich prowadziła przez tereny które tego cienia nie posiadają, bo miało pewne wątpliwości względem możliwości towarzyszących mu kotów.
Ogółem miało wątpliwości co do zgromadzonej grupy.
- Ale dlaczego nasza trójka? W sensie dlaczego Księżycowy Pył chce widzieć akurat nas? Czy nie powinien ci towarzyszyć, a bo ja wiem, jakiś wojownik dla ochrony? Ja już trening prawie skończyłom ale ta dwójka to ledwo z kociarni wyszła, czy nie będą bardziej zawadzać niż pomagać?
Dlaczego? W głosie Zboża pobrzmiewała nuta wyrzutu. To był głupi pomysł. Dlaczego Księżycowy Pył miała sobie wymyśleć by tak młodzi terminatorzy poszli się z nią spotkać i to w sposób który wymagał przedostania się przez niebezpieczną grzmiącą ścieżkę i niebezpieczne tereny niczyje, nie licząc jakże niebezpiecznych terenów klanowych? To było zupełnie bez sensu i głupie i niebezpieczne i Zboże nie rozumiało dlaczego niby ktoś siedzący w chmurach miał tego nie widzieć? Być może nad nimi czuwa, ale czy to coś da?
MYDRESSISONFIRE
⭑ ⭑ ⭑ ⭑ andIhurlmyself,Ihealmyself,Idragmyself xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxlikearugintherain andmySAINTsheisdancing aseverystepIchoosetotakebeginsto begins to set the world aflame
Podrosła, stając się jedynie większą kulą białego futra. Nie osiągnęła jeszcze swojego docelowego wzrostu, zapowiadając się na niewiele większą od Ciemnej Mordki. Na swój wiek jest masywna, o długim, śnieżnobiałym futrze, które na plecach są z lekka okopcone, niemożliwe do zmycia przy czyszczeniu. Trójkątne, nasłuchujące uszy są ciemne, tak samo jak jej pyszczek, który wybarwił się na swój docelowy, ciemniejszy kolor (czarny lynx point), na którym znajdują się ciemniejsze pręgi. Przyozdobiony jest dwoma, błękitnymi i głębokimi ślepiami, patrzącymi uważnie na otoczenie i przekazując krytyczne spostrzeżenia o innych do białej główki, pośród którego miejsce dla siebie znalazł czarny nosek. Potężniejsze, niż za kociaka przednie łapy są ciemnejszej barwy, przeplatane wąskimi lecz licznymi prążkami, udzielając swojego wyglądu również parze z tyłu, obdarowując palce każdej z czteru łap nutą bieli. Ogon, długi i puchaty, jest szarej barwy, przecinany pręgami, bez krzty śnieżnego koloru.
Pewna siebie, odważna i ciekawa - pozostały w niej te kocięce zachowania, choć również i w nich spoważniała. Wciąż ekscytuje się wieloma rzeczami i w środku siebie ma otwarte podejście do wielu rzeczy, ciekawiąc się problematyką kocich zachowań i wyrażania się, dopytując o interesujące ją szczegóły i informacje, pragnąc z każdą przeprowadzoną rozmową dowiedzieć się czegoś więcej. Nudzą ją rozmowy, z których nie wyniesie wiele, lecz nie pokaże tego wprost - najwyżej zostawiając owy uraz w sobie, w rozmowie z innymi tworząc kwaśną, pasującą do swojego imienia minę, a na drugi moment zachowując jak gdyby nigdy nic się nie stało, a ona zareagowała jak niewinny anioł. Uważnie dobiera sobie koty, którym pozwoli być obok niej - mając powoli rosnącą wręcz obsesję na punkcie zostania jak najlepszym wojownikiem, chcąc rywalizować z innymi by poczuć adrenalinę, naturalny doping pchający ją do przodu. Pokazać, jak silna i niezależna jest, jak wiele osiągnąć może własnymi łapami, w rzeczywistości podkradając znajomość na czymś i sekrety od innych. Krytycznie patrząca i nie pozwalająca wejść sobie na głowę.
Gorące promienie słoneczne nie oszczędzały żadnego z kotów, które wyruszyły w drogę do Szepczącej Sadzawki. Uszy Szczaw drgnęły lekko na pytanie Lilii, a ona sama pobłogosławiła przez krótką chwilę brata swoim spojrzeniem. Mógł mieć trochę racji w swoich słowach, przez co błękitne ślepia po chwili skupiły się na sylwetce terminatora medyka, wyczekując odpowiedzi. Sama nie byłaby zdziwiona, gdyby nawet w pewnym momencie mogliby mieć towarzystwo wichrowych kotów. Na samą tą myśl na jej pysku pojawił się grymas, im dłużej rozciągał się temat Pożogi. Zwątpienia rozwiązał Barwna Łapa, a Szczaw wypuścił z siebie wstrzymywane powietrze. Jeśli jeszcze jakkolwiek trzymali się Kodeksu Wojownika. Słyszała już do czego zdolny był Klan Wichru, tak łatwo spluwając na zasady panujące od wielu, wielu księżycy! Nie wiedziała, czy mogłoby być cokolwiek, co mogłoby poprawić ich sytuację pośród czterech klanów, z pewnością splamiając swoje poszanowanie wśród innych.
Wiadomość o tym, że nikt nie miał prawa przerwać im wyprawy sprawiła, iż wzdłuż kręgosłupa pointki przeszedł dreszcz podekscytowania. Byli wybrańcami, ona sama również nim była. Widziała już siebie w pięknym wschodzie słońca, kiedy wróci do obozu dumna i pochwali się wszystkim mamie, powie jej że to ona została wybrana, jako ta jedna jedyna porządna. A Zboże... i jej, pożal się Gwiezdni, brat Lilia jakoś... się przypałętali. Od tak, gdzieś się dołączyli podczas jej i Barwnej Łapy wyprawie. Ona była wybrańcem Gwiezdnych, jej imię wymieniła Księżycowy Pył.
Głowa jej wyrwała się z chmur w momencie, w którym Zbożowa Łapa otworzyło swój pysk. Zmarszczyła brwi, przyglądając się rudej postaci uważnie. - Myślę, iż decyzja kogoś, kto przez długi czas wiernie służył Klanowi Rzeki, nie powinna być podważana w taki sposób. - ciemny ogon uderzył o ziemię, jednak mordka nie wyrażała żadnych emocji, po chwili odwracając wzrok od potomstwa Żołędziowej Cętki. W tym momencie już nawet obecność Liliowej Łapy zdawała się być bardziej znośna, niż tego rudzielca, który doszukiwał się problemów we wszystkim. Pyszczek jej jednak nie drgnął, nie wydając z siebie żadnych kolejnych słów, nie chcąc komplikować ich podróży. Może się okazać, że te ledwo co wyrośnięte kocięta mają więcej oleju w głowie, niż Zboże mogłoby sobie wyobrazić. Wierzył, że Księżycowy Pył miała swój powód, dla którego to właśnie oni zostali wybrani. Musieli wyróżniać się w jej oczach, godnych zaufania i odpowiednich, by towarzyszyć Barwinkowi w tak ważnej dla niego podróży.
Zgrabny, średniego wzrostu kot, o niebieskich oczach, krótkiej sierści, czarny colorpoint, z białymi skarpetkami i plamką na czole
Discord, mischief, artysta poszukujący własnej muzy, poszukiwacz wrażeń, samozwańczy mesjasz ||KP
Sikora/Kaligrafia, Dmuchawiec
Jeśli, słowo klucz, jeśli. Zatem ich bezpieczeństwo, pomijając już wszystkie możliwe do spotkania niebezpieczeństwa, mogło też spoczywać w łapach bandy szalonych kotów, którzy postanowili się związać z jakimiś obcymi samotnikami. Z jednej strony pointowi nie widziało się odnieść poważnych obrażeń, nawet jeśli miało to nastąpić podczas wyprawy na wyzwanie Gwiezdnego, z drugiej zaś gdzieś tam w środku gotowała się w nich ekscytacja, jak małe żarzące się węgielki w które ktoś zaczął dmuchać. Tak wiatr przygody podniecał ogień buchający w Liliowej Łapie.
Pokiwał tylko głową przyjmując odpowiedź Barwnej Łapy, ot nie miał już więcej pytań na ten moment, ale jak widać ktoś inny miał tutaj jakieś pytania, czy też raczej wątpliwości. Na słowa Zbożowej Łapy, point jedynie strzepnął uchem powstrzymując się od zmarszczenia brwi. Kwestionowanie decyzji Gwiezdnego? I to w obecności terminatora medyka? No, no... Może być ciekawie. Błękitne ślepia zerkały po kolei na każdego członka tej małej wyprawy, wszak nie chciał nawet ułamka ich reakcji. Dlaczego Zboże był taki przeciwny, chociaż to sam Gwiezdny przywołał ich do siebie? Może zazdrość? Nie, szybko odrzucili tę myśl, Zboże nie wydawało się być zazdrosne, a raczej... rozgniewane? Niedowierzające? Lilia nie potrafił określić dokładnie, kolory dookoła rudego terminatora wirował, może to wina skwaru.
Oczywiście, że Szczaw musiała wrzucić swoje trzy ziarna do całej dyskusji. Nie żeby Lilia mieli w zamiarze przyznać jej rację na głos, ale w pewien sposób się z nią zgadzali. Gwiezdni wiedzą więcej niż oni. Pytanie rudego kota zostały skierowane do terminatora medyka, więc Lilia nie zamierzał się teraz wtrącać, z tym jak to głupi nie byli i potrafili rozpoznać niebezpieczeństwo. W końcu jeśli Zboże uważa ich za nierozgarnięte oseski, żadne słowa zapewnienia obecnie tego nie zmienią, a jeśli nawet to musiały by być odpowiednio dobrane. Syn Ciemnej Mordki skupił się jednak tez na pewnym ciekawym szczególe w wypowiedzi starszego terminatora. "Skończyłom"? Co to ma być za forma? Intrygujące...
Księżyce: 128
Mistrz: Biały Puch
Płeć: transpłciowa kotka
Matka: Trawiasta Polana [NPC]
Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC]
Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku
Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Śliskie kamienie ustąpiły wreszcie miejsca łęgom, gdzie mokry grunt stopniowo sechł i przemieniał się w dżunglę wszelkich ziół, traw i roślin. Spomiędzy tych zarośli z kolei od pewnej chwili zaczęły wyglądać - początkowo rzadkie, później coraz gęściej rozsiane - krecie nory, rozrzedzające wysokie źdźbła, które jednak skrzętnie zapełniały każdy fragment wolnej od nich przestrzeni. Nikt z ekspedycji, jak dotąd, nie uległ żadnemu wypadkowi - nie poślizgnął się na Błyszczących Głazach, nie zgubił się wśród traw wschodniej odnogi Łęgów, nie został zaatakowany przez żadnego drapieżnika. Niemal tak, jakby Gwiazdy były zadowolone z tej wyprawy, i nie chciały kolejnej ofiary, w zamian za którą zapewniłyby Klanowi Rzeki pokój i dobrobyt. Cóż za szkoda, że nie zawsze były tak łaskawe dla żyjących...
Z Kretowiska, przez które koty przeszły bez większych kłopotów, już prosta droga prowadziła na Torfowy Rojst, skąd z kolei blisko było do granicy z Klanem Wichru.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Jeszcze nigdy w życiu nie zapuszczał się tak daleko jak miał przejść dzisiaj. Nigdy nie postawił łapy poza terenami Klanu Rzeki. W dodatku nie w taką pogodę, nie z całą eskapadą trzech terminatorów. Westchnął drżąco, zastanawiając się, czy nie zwątpi w siebie i tą podróż w momencie w którym postawi łapę przy Szarych Topolach. Musiał to wytrzymać, dla siebie, dla tej trójki i dla Klanu Rzeki.
Barwinek zastrzygł uszami, przez ramię zerkając ku Zbożu; wyraz jego mordki złagodniał jeszcze bardziej, wyglądał... smutno. Współczuł Zbożu i rozumiał, że będzie musiał ze Zbożem porozmawiać gdy już to wszystko się uspokoi i przeminie. - Spokojnie, Kwaśna Łapo - odezwał się natychmiast do pointki, nieco głośniej, niż początkowo planował. - Motywy Księżycowego Pyłu nie są mi znane, Zbożowa Łapo, ale... nie zamierzam ich kwestionować. Mówiła mi, abym zabrał waszą trójkę ze sobą w drodze do Szepczącej Sadzawki... i tyle. Ufałem jej przez księżyce, ufam wciąż. Jeśli wy nie ufacie mnie, zaufajcie jej. Nie naraziłbym was na niebezpieczeństwo, żadnego z was. Moja mistrzyni nad nami czuwa - mruknął spokojniej, nieco ciszej niż do Szczaw, ale wystarczająco głośno, aby, oczywiście, smętne Zboże go usłyszało.
Szum rzeki był uspokajający. Barwna Łapa zgrabnie nawigował pomiędzy wilgotną ziemią, pomiędzy drzewami rosnącymi wzdłuż Grzmiącej Rzeki, co jakiś czas zerkając na trójkę terminatorów u swego boku. Przez Kretowisko chciał przejść jak najszybciej, jak najbliżej rzeki i nawet o tym nie myśląc.
- Za Torfowym Rojstem zaczynają się Ziemie Niczyje. Przekroczymy fragment Grzmiącej Rzeki dopiero tam... i zaczniemy iść przez Szare Brzozy - skwitował młody medyk krótko, przypominając sobie, jak płynie rzeka.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte
Zboże jest małym kotem. Ba, wręcz jednym z najmniejszych. Ewidentnie wdało się w mamę ze swoją wielkością, bo pomimo swojego wieku wciąż wygląda jak taki ledwo co terminatorski podrostek. A jakby tego brakowało to jej drugą właściwością jest to, że jest długie i wąskie. Długie kościste łapy na długim tułowiu, z długim ogonem który wiecznie sterczy do góry. Pewnie gdyby nie jej intensywnie rude krótkie futro, pokryte tygrysimi pręgami, to by łatwo po prostu rozpłynęło się w powietrzu od swojej mikrości.
Za to mordę ma dość zwykłą, z takimi o typowymi bursztynowymi oczami, różowym nosem i białymi wąsami. Pewną dozę ciekawości do wyglądu Zboża dodaje brak lewego ucha. Kiedyś było uszczerbione, ale ostatecznie Zboże miało pecha by stracić je zupełnie. Gdzieś pod futrem schowana jest cała gama blizn, które Zboże zawdzięcza samotnikom mieszkającym na osiedlu dwunogów, ale nie są to blizny na tyle duże, by dało się je łatwo zauważyć. Ot, w paru miejscach jej futro jest odrobinę mniej gęste, to tyle.
Ktoś mógłby pomyśleć, że sekretnym planem na życie Zboża jest sprawianie kłopotów. Nie jest to prawdą, bo ono nie planuje tych kłopotów, co nie zmienia faktu, że te kłopoty jakby się jej trzymały. Wszędzie łazi, wszędzie szuka, jest głośne i gadatliwe, a w jej głowie roi się tysiące myśli na minutę. Ale tych wszystkich myśli nie wypowiada, o nie. Trzyma je dla siebie, bo trochę ich za dużo by to wszystko powiedzieć. Z tego co myśli wylewa się na świat tylko co nieco, sprawiając niekiedy wrażenie, jakby przeskoczyło od jednej myśli do drugiej znienacka, ale to nieprawda, po prostu rozmówca nie miał dostępu do jej całego toku myślowego. Mimo tego zewnętrznie miłego obrazu jaki Zboże kreuje, ma ono tendencje do kłamania by zyskać na swoim. Ma też tendencje do wybuchów złości i kumulowania w sobie wszystkiego co najgorsze. Stara się nie pokazywać światu tego wszystkiego tylko dlatego, że żyje w przekonaniu, że więcej zyska wciąż udając nieco głupie i urocze Zboże, jakim było dawniej.
Pochmurny Sen || Poczerniała Łapa, Polna Łapa, Rosiczka
Tu nawet nie chodziło o zaufanie, tu chodziło o zwykłą głupotę.
Bo skąd Zboże miało ufać? Gwiezdnej której nigdy nie miało okazji spotkać? Która była martwa od księżycy? Czy Barwnej Łapie, który mimo bycia miłym kotem, któremu wszyscy w klanie ufali... To ufali że wyleczy, a nie że obroni. Zboże nie było w stanie zaufać samej sobie, nie mówiąc o innych, więc co to za głupota, że zaufałoby komuś kto sobie fika wśród gwiazdek i gwiazdka temu komuś do tego czy komukolwiek stanie się krzywda, skoro już i tak nie żyje.
Nie ukrywało niezadowolenia z otrzymanej odpowiedzi. Była głupia i pusta, do niczego nie przydatna, nic nie wyjaśniała, i tylko wymagała... Czegoś. Bez sensu. I Zboże... Zboże czuło, że się od środka gotuje. Że jest gotowe wybuchnąć i jest gotowe być wściekłe i jest gotowe ich wszystkich wziąć za karki i zaciągnąć na powrót do obozu póki się nie nauczą, że nawet najbardziej doświadczony wojownik nie jest w stanie ich obronić przed nagłą i niespodziewaną śmiercią.
Zboże patrzyło na grupę przymrużonymi oczami. Twarz miało stężałą w niezadowoleniu, nie pozwalając żadnej głębszej myśli wydostać się na powierzchnie.
- Każda decyzja jest warta kwestionowania, jeśli wygląda na zwyczajnie głupią - burknęło w końcu w stronę Kwaśnej Łapy.
MYDRESSISONFIRE
⭑ ⭑ ⭑ ⭑ andIhurlmyself,Ihealmyself,Idragmyself xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxlikearugintherain andmySAINTsheisdancing aseverystepIchoosetotakebeginsto begins to set the world aflame
Podrosła, stając się jedynie większą kulą białego futra. Nie osiągnęła jeszcze swojego docelowego wzrostu, zapowiadając się na niewiele większą od Ciemnej Mordki. Na swój wiek jest masywna, o długim, śnieżnobiałym futrze, które na plecach są z lekka okopcone, niemożliwe do zmycia przy czyszczeniu. Trójkątne, nasłuchujące uszy są ciemne, tak samo jak jej pyszczek, który wybarwił się na swój docelowy, ciemniejszy kolor (czarny lynx point), na którym znajdują się ciemniejsze pręgi. Przyozdobiony jest dwoma, błękitnymi i głębokimi ślepiami, patrzącymi uważnie na otoczenie i przekazując krytyczne spostrzeżenia o innych do białej główki, pośród którego miejsce dla siebie znalazł czarny nosek. Potężniejsze, niż za kociaka przednie łapy są ciemnejszej barwy, przeplatane wąskimi lecz licznymi prążkami, udzielając swojego wyglądu również parze z tyłu, obdarowując palce każdej z czteru łap nutą bieli. Ogon, długi i puchaty, jest szarej barwy, przecinany pręgami, bez krzty śnieżnego koloru.
Pewna siebie, odważna i ciekawa - pozostały w niej te kocięce zachowania, choć również i w nich spoważniała. Wciąż ekscytuje się wieloma rzeczami i w środku siebie ma otwarte podejście do wielu rzeczy, ciekawiąc się problematyką kocich zachowań i wyrażania się, dopytując o interesujące ją szczegóły i informacje, pragnąc z każdą przeprowadzoną rozmową dowiedzieć się czegoś więcej. Nudzą ją rozmowy, z których nie wyniesie wiele, lecz nie pokaże tego wprost - najwyżej zostawiając owy uraz w sobie, w rozmowie z innymi tworząc kwaśną, pasującą do swojego imienia minę, a na drugi moment zachowując jak gdyby nigdy nic się nie stało, a ona zareagowała jak niewinny anioł. Uważnie dobiera sobie koty, którym pozwoli być obok niej - mając powoli rosnącą wręcz obsesję na punkcie zostania jak najlepszym wojownikiem, chcąc rywalizować z innymi by poczuć adrenalinę, naturalny doping pchający ją do przodu. Pokazać, jak silna i niezależna jest, jak wiele osiągnąć może własnymi łapami, w rzeczywistości podkradając znajomość na czymś i sekrety od innych. Krytycznie patrząca i nie pozwalająca wejść sobie na głowę.
Podróż ich można by wręcz nazwać relaksującą, określić spacerkiem w akompaniamencie szumu rzeki, gdyby tylko nie... palący żar oraz biadolący ciągle terminator, który zdawał szukać sobie słomki do oka, nie pozwalając pozostałej trójce na oczyszczenie swoich myśli i skupienie się na swojej podróży. Skinęła jednak grzecznie głową Barwnej Łapie, w pełni ufając jego słowom, jak i decyzji byłej Rzecznej medyczki, wierząc, iż Księżycowy Pył wiedziała co robi. Żyła przecież przed nimi, a może i starsze od potomstwa Ciemnej Mordki Zboże ją jeszcze kojarzyło - co sprawiało, iż była zdecydowanie bardziej zorientowana w świecie i doświadczona, a tym bardziej nie pozwoliłaby iść tak losowej grupce, nie mając powodu. Powód ten musiał być ważnym, a i Szczaw ostatnim co mogła mieć w głowie było wykłócanie się o decyzję Gwiezdnej. Najwyraźniej jednak ruda postać miała z tym niemały problem, przez co powoli zaczynała być bardziej irytująca od samej Liliowej Łapy. Ich droga zapowiadała się na spokojną, choć zamiast na bezsensownych sprzeczkach Kwaśna Łapa skupiała się na tym, co znajdywało się przed nimi, bacznie strosząc uszy na wypadek, gdyby miało im grozić niebezpieczeństwo. Pozwoliła sobie wyłącznie na ciche mruknięcie pod nosem, niesłyszalne dla innych, że To znowu zaczyna sobie szukać problemu i szła dalej, nie spędzając ani chwili dłużej na patrzenie się na ten wiewiórczego koloru wypierdek, czy też na brata, który cóż, niestety nadal z nimi szedł. Uwagę jednak zwracała na Barwinka, tudzież wyczekując jego nawigacji i kierunków, samej zwracając szczególne przyglądanie się obranej przez grupę ścieżce.
Zgrabny, średniego wzrostu kot, o niebieskich oczach, krótkiej sierści, czarny colorpoint, z białymi skarpetkami i plamką na czole
Discord, mischief, artysta poszukujący własnej muzy, poszukiwacz wrażeń, samozwańczy mesjasz ||KP
Sikora/Kaligrafia, Dmuchawiec
Głupie to, głupie tamto. Każda decyzja mogłaby być głupia jeśli tylko spojrzeć na nią z odpowiedniej perspektywy. I dla zabawy można by sobie je kwestionować, od tak żeby było śmiesznie, żeby zobaczyć jak ktoś się produkuje, aby tylko obronić swój punkt widzenia jeśli jest ślepy i zacięty lub też jak przyjmuje punkt widzenia innych jeżeli nie jest zamknięty jak kasztan w łupinie. Tymczasem Zboże fukało i burczało sobie na lewo i prawo, jakby Gwiezdni go pokarali tą decyzją. Skoro uważał ją za taką głupią, to dlaczego nie powiedział Barwnej Łapie żeby przekazał Księżycowemu Pyłowi miłe pozdrowienia i stwierdzenie, że on głupio wychodzić nie będzie. Końcówka ogona pointa zachybotała się, gdy ten stłumił wewnątrz śmiech, słysząc jak siostra otrzymuje spokojną i delikatną, ale jednak w pewnym stopniu reprymendę, która najwyraźniej miała ją na pewien czas uciszyć. Szkoda, bo bardzo rozrywkowe by było widzieć jak Zbożowa Łapa nadyma się jeszcze bardziej, jak żaba która stara się wyglądać na groźniejszą niż w rzeczywistości jest. I chociaż potomek Ciemnej Mordki, czuł że powinien ugryźć się w język, aby bardziej nie drażnić prowadzącego ich terminatora medyka, to nie potrafił się całkiem pohamować.
- Barwna Łapa mówi, że mamy zaufać Księżycowemu Pyłowi, a jeśli Gwiezdny to dla nas za mało to żebyśmy zaufali jemu. Kwestionowanie możliwie głupich decyzji zostawmy, może na bezpieczniejsze warunki, wszak tutaj nie otrzymamy odpowiedzi na żadne wątpliwości, jeśli takowe posiadamy. Skupmy się na wypatrywaniu możliwych niebezpieczeństw, wtedy odciążymy Barwną Łapę i nie podejmiemy innych możliwie głupich decyzji - powiedzieli... może zaraz oberwą jak siostra ale musieli, starając się jednak brzmieć jak najgrzeczniej i wysuwając ich bezpieczeństwo na pierwszy plan, mając nadzieję że w ten sposób nie będą wyglądali jakby dokładali drwa do ognia.
Ziemie Niczyje? Wyjście poza Klan... Co za emocje! Liliowa Łapa uśmiechnął się zadowolony pod nosem, zwiedzi świat, a przynajmniej jego większy kawałek niż tylko Klanowe Ziemie poznawane podczas treningu. Taka okazja może się już nie nadarzyć!
Księżyce: 128
Mistrz: Biały Puch
Płeć: transpłciowa kotka
Matka: Trawiasta Polana [NPC]
Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC]
Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku
Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Torfowy Rojst był dokładnie taki sam, jak zwykle: podmokły, osadzony na lepkim gruncie, pełen krzewinek, chwastów, bylinek wszelkiego kształtu i koloru, tętniący małymi, zwierzęcymi życiami toczącymi się gdzieś wśród roślin. Względnie bezpieczny, pomimo jego bliskości z granicami. Na pewno jednak bezpieczniejszy, niż Grzmiąca Rzeka, którą terminatorzy musieli przekroczyć, by dotrzeć do celu - nawet pomimo tego, że zdecydowali się ją przejść na płyciźnie, ta zdołała im wywinąć kilka niespodzianek. Zboże, wszedłszy do wody, odkryło, że płycizna nie jest znowu taka płytka, a woda sięga jej niemal do brody; musiało wyjść na brzeg i poszukać bardziej pasującego do jej mikrych rozmiarów brodu, który też znalazło kilkanaście kroków dalej. Z kolei Barwinek, Szczaw i Lilia niemal już przeprawili się na drugi brzeg, kiedy uderzyła w nich fala, wezbrana na jakimś korzeniu, który akurat teraz postanowił wreszcie poddać się nurtowi i uwolnić nagromadzoną wodę. Oczywiście, nie była na tyle duża i silna, by utopić całą trójkę, z pewnością jednak dosyć potężna, by zachwiać całą trójką na tyle mocno, by przez chwilę musieli stać bez ruchu, próbując odzyskać pełnię równowagę. Poza tymi drobnymi kłopotami, przeszli rzekę bez szwanku. Teraz otwierała się przed nimi przestrzeń Szarych Topoli.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔