Ciemne plamy na grzbiecie Barwinka łapały prażące słońce; czuł, jak jego długa sierść się nagrzewa i naprawdę miał nadzieję, że są już blisko. Musieli być blisko, prawda? Kocur mógł przysiąc, że to miejsce emanuje swego rodzaju tajemniczością. Srebrzysto-błękitną aurą, która bije mocniej zza Borsuczych Pagórków. Zerknął na trójkę młodych za sobą, przystając na moment na jednym z drobnych wzgórz, aby się rozejrzeć...
Coś błysnęło na horyzoncie, spomiędzy traw i krzewów. Tafla wody. Na pewno, był przekonany. Szepcząca Sadzawka lśniła w promieniach słońca i na jej widok Barwna Łapa poczuł, jak serce bije mu nieco mocniej. To właśnie na to pracował całe swoje życie. W końcu tutaj był. W końcu mu się udało.
Jesteś ze mnie dumna, mamo?
Barwna Łapa odwrócił się pyskiem do trójki terminatorów jeszcze raz, a na jego pysku zamajaczył lekki, blady uśmiech, gdy ruszył żwawo w kierunku błyszczącej powierzchni Szepczącej Sadzawki.
Gdy znaleźli się bliżej... dla młodych terminatorów to miejsce mogło wyglądać jak zwykłe jeziorko - bo tak wyglądało, ale Barwna Łapa czuł tą samą aurę i energię która bije od tafli wody, jaką czuł, gdy rozmawiał w snach z Księżycowym Pyłem. Westchnął głęboko, nieco niepewnie przystając na brzegu sadzawki, nawet nie ważąc się dotknąć powierzchni wody choćby paluszkiem.
- Dobra robota - pochwalił Liliową, Kwaśną i Zbożową Łapę z wyraźną dumą i ulgą w głosie. Poradzili sobie świetnie, droga nie była najprostsza, ale przeminęła im szybko i bez większych problemów. Barwinek odetchnął, na każdym z terminatorów zatrzymując wzrok na chwilę dłużej, jakby na czymś myślał. - ... napijcie się wody z Szepczącej Sadzawki. Po tym zaśniemy i obudzimy się pośród Gwiezdnego Klanu - i tam będzie Księżycowy Pył.
Barwinek kucnął nad Sadzawką... i westchnął głęboko, wahając się jeszcze chwilę. Ale był gotowy.
Wziął kilka łyków wody i po chwili wsunął łapy pod swój brzuch, mrużąc błękitne ślepia i czekając na kolejne, decydujące spotkanie ze swoją mentorką.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte
Podrosła, stając się jedynie większą kulą białego futra. Nie osiągnęła jeszcze swojego docelowego wzrostu, zapowiadając się na niewiele większą od Ciemnej Mordki. Na swój wiek jest masywna, o długim, śnieżnobiałym futrze, które na plecach są z lekka okopcone, niemożliwe do zmycia przy czyszczeniu. Trójkątne, nasłuchujące uszy są ciemne, tak samo jak jej pyszczek, który wybarwił się na swój docelowy, ciemniejszy kolor (czarny lynx point), na którym znajdują się ciemniejsze pręgi. Przyozdobiony jest dwoma, błękitnymi i głębokimi ślepiami, patrzącymi uważnie na otoczenie i przekazując krytyczne spostrzeżenia o innych do białej główki, pośród którego miejsce dla siebie znalazł czarny nosek. Potężniejsze, niż za kociaka przednie łapy są ciemnejszej barwy, przeplatane wąskimi lecz licznymi prążkami, udzielając swojego wyglądu również parze z tyłu, obdarowując palce każdej z czteru łap nutą bieli. Ogon, długi i puchaty, jest szarej barwy, przecinany pręgami, bez krzty śnieżnego koloru.
Pewna siebie, odważna i ciekawa - pozostały w niej te kocięce zachowania, choć również i w nich spoważniała. Wciąż ekscytuje się wieloma rzeczami i w środku siebie ma otwarte podejście do wielu rzeczy, ciekawiąc się problematyką kocich zachowań i wyrażania się, dopytując o interesujące ją szczegóły i informacje, pragnąc z każdą przeprowadzoną rozmową dowiedzieć się czegoś więcej. Nudzą ją rozmowy, z których nie wyniesie wiele, lecz nie pokaże tego wprost - najwyżej zostawiając owy uraz w sobie, w rozmowie z innymi tworząc kwaśną, pasującą do swojego imienia minę, a na drugi moment zachowując jak gdyby nigdy nic się nie stało, a ona zareagowała jak niewinny anioł. Uważnie dobiera sobie koty, którym pozwoli być obok niej - mając powoli rosnącą wręcz obsesję na punkcie zostania jak najlepszym wojownikiem, chcąc rywalizować z innymi by poczuć adrenalinę, naturalny doping pchający ją do przodu. Pokazać, jak silna i niezależna jest, jak wiele osiągnąć może własnymi łapami, w rzeczywistości podkradając znajomość na czymś i sekrety od innych. Krytycznie patrząca i nie pozwalająca wejść sobie na głowę.
Narzekania pozostawiała sobie, dusząc je głęboko i tylko wzdychając z poirytowaniem, gdy żar znów dawał o sobie znać przy jej długim futrze. Co chwilę zerkała na Barwinka, oczekując zbawiających wieści, że może to już tutaj, może jeszcze parę uderzeń serca i będą na miejscu, odpoczną trochę.
Zaczęła się zastanawiać, jak wygląda ta cała Szepcząca Sadzawka - wyróżnia się czymś? Czy Gwiezdni stoją u jej straży, upewniając się że niepożądani nie znajdą się tam? Czy błyszczy się, jak wszystkie gwiazdy na niebie, można ją podziwiać jak najpiękniejszą z możliwych na tej ziemskiej powłoce rzeczy? Szczaw lubiła piękne miejsca, widoki, koty. Lubiła je podziwiać, przynosiły jej radość swoim wyglądem, często pozwalając sobie na skomentowanie tego na głos i z ciekawością przypatrując się reakcji otoczenia, lub też kota, któremu prawiła ten komplement. Zastanawiała się co opowie... rodzeństwu? Przyjaciołom? Gdy wróci z tego miejsca... Po chwili otrząsnęła myśli. Zawsze może spotkać się z Oleander i opowiedzieć jej o tym, kocica z pewnością wysłucha ją z równym zainteresowaniem. Albo pójdzie do wujka Łabędzia, któremu uszom na pewno wieść o tym, że jego siostrzeńcy wyruszyli wraz z terminatorem medyka nie uciekła.
Uśmiech Barwnej Łapy wybudził ją z myśli, a po chwili spojrzała za jego wzrokiem, widząc tę mistyczną sadzawkę. Była... zwykłym zbiornikiem wodnym - ale to według zwykłej bandy kotów, które nie wiedziały, jakim szacunkiem klanowicze darzą to miejsce. Czuła, że w środku kryła się moc większa, niż mogliby sobie wyobrażać. Mimowolnie skinęła głową i przyszłemu medykowi, jak i tafli wody, przypadkiem nie chcąc urazić Gwiezdnych, gdyby teraz na nią spojrzeli. Dzięki Gwiezdnym, że mimo rzucanych na siebie oskarżeń przybyli tutaj bezpiecznie. Gdy stanęli, wysłuchała uważnie słów wnuka Kosowej Pieśni i skinęła mu głową, czekając aż on pierwszy wykona ruch i po chwili kładzie się niedaleko. Przez pointkę przeszedł dreszcz podekscytowania na myśl... że za chwilę zobaczy koty, które już dawno nie stąpają po tej ziemi. Ujrzy Księżycowy Pył, kocicę o której tak wiele słyszała od swojej mistrzyni. Jej umysł zatopił się przez chwilę w rozmyślaniach, jak kotka będzie się prezentować, jak wygląda. Z pewnością widoku tego nie zapomni na wiele, wiele księżycy.
W końcu wyruszyła przed szereg i podeszła do Szepczącej Sadzawki, nachylając się delikatnie i nabierając łyk z wody. Czuła, jak chłodna woda delikatnie ochładza jej zmęczone ciało i czując, że to wystarczająco - odeszła parę kroków i w pobliżu Barwnej Łapy położyła się, z początku mrużąc oczy, a potem zamykając je całkowicie. Pokaż mi co masz, Gwiezdny Klanie.
Zgrabny, średniego wzrostu kot, o niebieskich oczach, krótkiej sierści, czarny colorpoint, z białymi skarpetkami i plamką na czole
Discord, mischief, artysta poszukujący własnej muzy, poszukiwacz wrażeń, samozwańczy mesjasz ||KP
Sikora/Kaligrafia, Dmuchawiec
Jak opisać to co czuł? Zawód? Rozczarowanie? Zbiorniczek wodny jak każdy inny, nie wyróżniał się niczym specjalnym, nie błyszczał jakby uwięził w swojej toni wszystkie gwiazdy nieba, nie rozlegały się szepty z głębi wody, gwiezdne sylwetki kotów nie kroczyły po jego powierzchni. Jak cudownie byłoby zobaczyć tak piękny i fantazyjny obraz jaki on sam w swojej głowie namalował. Ale nauczyli się że rzeczywistość nigdy nie dorównuje ich fantazjom, ot tylko kolejne rozczarowanie, które szybko jednak przeminęło. Bo miejsce mimo swojej "zwykłości" było naprawdę ładne, tańczące na powierzchni wody światło, zapach typowy dla stojącego zbiornika wodnego który wciągnął głębokim wdechem. Tak, zwykłe ale mimo to inspirujące. Chłonąc tę inspirację nieco odleciał myślami, ale głos Barwnej Łapy szybko przywrócił go na ziemię. Mają się napić wody i w ten sposób przejdą do Gwiezdnego Klanu? Fascynujące! Jego siostra podeszła, a on niedaleko niej, najpierw przeglądając się w wodzie, jakby kontemplując chwileczkę czy zwyczajna woda może naprawdę przenieść ich do zaświatów. Po tych kilku uderzeniach serca wypił jeden, dwa łyki, mając nadzieję że poza swoimi niezwykłymi właściwościami, woda jak to woda chociaż odrobinę go schłodzi. A potem ułożył się wygodnie kładąc głowę w przednie wyciągnięte przed siebie łapy i zaczął powoli, powoli odpływać.
Zboże jest małym kotem. Ba, wręcz jednym z najmniejszych. Ewidentnie wdało się w mamę ze swoją wielkością, bo pomimo swojego wieku wciąż wygląda jak taki ledwo co terminatorski podrostek. A jakby tego brakowało to jej drugą właściwością jest to, że jest długie i wąskie. Długie kościste łapy na długim tułowiu, z długim ogonem który wiecznie sterczy do góry. Pewnie gdyby nie jej intensywnie rude krótkie futro, pokryte tygrysimi pręgami, to by łatwo po prostu rozpłynęło się w powietrzu od swojej mikrości.
Za to mordę ma dość zwykłą, z takimi o typowymi bursztynowymi oczami, różowym nosem i białymi wąsami. Pewną dozę ciekawości do wyglądu Zboża dodaje brak lewego ucha. Kiedyś było uszczerbione, ale ostatecznie Zboże miało pecha by stracić je zupełnie. Gdzieś pod futrem schowana jest cała gama blizn, które Zboże zawdzięcza samotnikom mieszkającym na osiedlu dwunogów, ale nie są to blizny na tyle duże, by dało się je łatwo zauważyć. Ot, w paru miejscach jej futro jest odrobinę mniej gęste, to tyle.
Ktoś mógłby pomyśleć, że sekretnym planem na życie Zboża jest sprawianie kłopotów. Nie jest to prawdą, bo ono nie planuje tych kłopotów, co nie zmienia faktu, że te kłopoty jakby się jej trzymały. Wszędzie łazi, wszędzie szuka, jest głośne i gadatliwe, a w jej głowie roi się tysiące myśli na minutę. Ale tych wszystkich myśli nie wypowiada, o nie. Trzyma je dla siebie, bo trochę ich za dużo by to wszystko powiedzieć. Z tego co myśli wylewa się na świat tylko co nieco, sprawiając niekiedy wrażenie, jakby przeskoczyło od jednej myśli do drugiej znienacka, ale to nieprawda, po prostu rozmówca nie miał dostępu do jej całego toku myślowego. Mimo tego zewnętrznie miłego obrazu jaki Zboże kreuje, ma ono tendencje do kłamania by zyskać na swoim. Ma też tendencje do wybuchów złości i kumulowania w sobie wszystkiego co najgorsze. Stara się nie pokazywać światu tego wszystkiego tylko dlatego, że żyje w przekonaniu, że więcej zyska wciąż udając nieco głupie i urocze Zboże, jakim było dawniej.
Pochmurny Sen || Poczerniała Łapa, Polna Łapa, Rosiczka
"Dobra robota" nie było tym, co Zboże oczekiwało usłyszeć. Ale jednak dokładnie to padło z ust Barwnej Łapy gdy w końcu pojawili się u celu.
- Huh - wymknęło się ze Zbożowej mordki, gdy przyglądało się gdzie wylądowali. Miejsce tak zwykłe miało być tak niezwykłe? Tak, było w tym coś... Odpowiedniego. Coś w stylu tych wszystkich niepozornych kwiatów, które niosły ze sobą siły lecznicze czy zwyczajnie mocne wspomnienia.
Długa droga wypatroszyła ze Zboże wszystkie myśli poza jedną. Schylając się ku srebrzystej wodzie, pijąc z niej kilka łyków, chodziło jej po głowie jedno i miała zamiar wykonać swój plan. Już nie była zła na Księżyc za sprowadzenie do siebie bandy niewyszkolonych terminatorów - było na to zbyt zmęczone. Nie było nawet już złe na rzeczonych terminatorów - Barwna Łapa wyraźnie bardzo ufał swojej mistrzyni, a dzieci to dzieci, nie zamierzało o nich dbać, jeśli sami nie chcieli o siebie zadbać. Ale myśl która wykluła się w pełni w czasie gniewu pozostawała. Pozostawała, bo tak naprawdę jej zalążki były bardzo, bardzo stare. Frustracja sięgała głęboko, a absolutna chęć zdobycia wiedzy wiecznie czaiła się w głębi Zbożowego umysłu.
Położywszy się na ziemi skuliło się w niewielki kłębek. Mała, złota kulka odpłynęła ku snom, mając nadzieję, że te będą spokojniejsze niż to co jej towarzyszyło w nocy.
MYDRESSISONFIRE
⭑ ⭑ ⭑ ⭑ andIhurlmyself,Ihealmyself,Idragmyself xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxlikearugintherain andmySAINTsheisdancing aseverystepIchoosetotakebeginsto begins to set the world aflame
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Czwórka kotów mogła poczuć jak ich powieki stawały się coraz cięższe, aż mimowolnie zapadli w głęboki sen, ich ciała pozostawione w cieniu przy sadzawce, tam gdzie się położyli. Gdy się obudzili i otworzyli oczy, widok, który ich powitał, był skrajnie różny od niepozornego zbiornika wody o dziwnej aurze. Niebo pełne było gwiazd, ale tak samo polana, na której leżeli. Krajobraz mienił się bladymi punkcikami, jasno dając do zrozumienia, że nie obudzili się w zwyczajnym miejscu. W pobliżu stała niska, kremowa kotka, wyraźnie od nich starsza i o idealnie ułożonym futerku, w które również był wpleciony gwiezdny pył. Podeszła do nich i skinęła głową.
- Witajcie. Jestem Księżycowy Pył. Była medyczka Klanu Rzeki - przywitała się spokojnie z grupką; byli młodzi, ale wyraźnie wchodzili w dorosłość, zaś rudy terminator był w pełni dorosłym kotem.
Nie wiedzieli dlaczego tu byli, ale to nic. Orzechowe oczy o neutralnym wyrazie przesunęły się kolejno po Kwaśnej, Liliowej i Zbożowej Łapie. Jeszcze nie tak dawno temu w Klanie Rzeki był tylko Łososiowa Łuska i ona. Pamiętała ile problemów to mogło sprawiać, co konkretnie je sprawiało. Nie mogła pomóc ze wszystkim, ale mogła spróbować zdziałać chociaż trochę, by ułatwić im życie... by nie musieli się nieustannie tłumaczyć z tego kim byli.
- Jesteście tu... na moją prośbę. Wiem kim jesteście - kontynuowała, kołysząc lekko końcówką ogona. - Koty mogą was oceniać. Decydować na podstawie zapachu kim jesteście. Na podstawie innych czynników. Chcę z tym pomóc. - Westchnęła cicho, świadoma, że nawet mimo tego moc Gwiezdnych miała swoje limity. - Nie mogę zmienić wszystkiego. Ale zapach... chcę spróbować. By odpowiadał temu, kim naprawdę jesteście. Głos... może też. Nie wiem jeszcze ile jestem w stanie zrobić. Nie wiem czy to podziała. Jesteście chętni spróbować? - zapytała z powagą, przyglądając się uważnie trójce.
Na Barwną Łapę przyjdzie czas po nich. Nie chciała gapiów w trakcie ceremonii.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Zboże jest małym kotem. Ba, wręcz jednym z najmniejszych. Ewidentnie wdało się w mamę ze swoją wielkością, bo pomimo swojego wieku wciąż wygląda jak taki ledwo co terminatorski podrostek. A jakby tego brakowało to jej drugą właściwością jest to, że jest długie i wąskie. Długie kościste łapy na długim tułowiu, z długim ogonem który wiecznie sterczy do góry. Pewnie gdyby nie jej intensywnie rude krótkie futro, pokryte tygrysimi pręgami, to by łatwo po prostu rozpłynęło się w powietrzu od swojej mikrości.
Za to mordę ma dość zwykłą, z takimi o typowymi bursztynowymi oczami, różowym nosem i białymi wąsami. Pewną dozę ciekawości do wyglądu Zboża dodaje brak lewego ucha. Kiedyś było uszczerbione, ale ostatecznie Zboże miało pecha by stracić je zupełnie. Gdzieś pod futrem schowana jest cała gama blizn, które Zboże zawdzięcza samotnikom mieszkającym na osiedlu dwunogów, ale nie są to blizny na tyle duże, by dało się je łatwo zauważyć. Ot, w paru miejscach jej futro jest odrobinę mniej gęste, to tyle.
Ktoś mógłby pomyśleć, że sekretnym planem na życie Zboża jest sprawianie kłopotów. Nie jest to prawdą, bo ono nie planuje tych kłopotów, co nie zmienia faktu, że te kłopoty jakby się jej trzymały. Wszędzie łazi, wszędzie szuka, jest głośne i gadatliwe, a w jej głowie roi się tysiące myśli na minutę. Ale tych wszystkich myśli nie wypowiada, o nie. Trzyma je dla siebie, bo trochę ich za dużo by to wszystko powiedzieć. Z tego co myśli wylewa się na świat tylko co nieco, sprawiając niekiedy wrażenie, jakby przeskoczyło od jednej myśli do drugiej znienacka, ale to nieprawda, po prostu rozmówca nie miał dostępu do jej całego toku myślowego. Mimo tego zewnętrznie miłego obrazu jaki Zboże kreuje, ma ono tendencje do kłamania by zyskać na swoim. Ma też tendencje do wybuchów złości i kumulowania w sobie wszystkiego co najgorsze. Stara się nie pokazywać światu tego wszystkiego tylko dlatego, że żyje w przekonaniu, że więcej zyska wciąż udając nieco głupie i urocze Zboże, jakim było dawniej.
Pochmurny Sen || Poczerniała Łapa, Polna Łapa, Rosiczka
Sny były czymś niesamowitym. Równie burzliwym co prawdziwe życie, ale o wiele bardziej nierealnym, chociaż tak samo męczącym. I to, co się właśnie stało dawało uczucie jednocześnie snu i nie-snu. Czegoś innego, czegoś pokrewnego, ale czegoś nie przystającego do tego co Zboże znało. I to sprawiało, że czuło rodzącą się radość i zaskoczenie i coś w rodzaju strachu przemieszanego z absolutnym zachwytem. To było inne, to było niesamowite, i w tej przestrzeni stało Zboże a wraz ze Zbożem dwójka nieistotnych terminatorów i kotka o której wiele słyszało.
A później serce Zboża zamarło w piersi.
Wiem kim jesteście wybrzmiało w okolicy i Zboze myślało, że to już na nie czas. Że wszedło na Srebrną Skórkę by już nigdy z niej nie zejść. Ale Księżycowy Pył kontynuowała i Zboże zaczęło składać w całość obraz sytuacji. Posłało dwójce terminatorów ukradkowe spojrzenia, powoli rozumiejąc dlaczego ich trójka została wybrana razem. Szczaw, dawno temu, podczas ich jedynej rozmowy wyjawiało pewnego rodzaju ciekawe zachowanie. Liliowa Łapa... Mówili o sobie czasami tak inaczej, o ile Zboże dobrze rozumiało. I pośród nich Zboże, kryjące swój zapach pod kwiatami, podnoszące swój głos, starające się nie myśleć o tym, że ciągle musi myśleć o tym jak pachnie, wygląda i się zachowuje, by koty wiedziały o co chodzi.
I to wszystko. To wszystko.
Zboże miało wrażenie, że świat rozpada się na kawałki ukazując możliwości, których do tej pory nigdy nie brało pod uwagę.
- Tak - powiedziało pewnie, występując przed pozostałych terminatorów, absolutnie pewne tego co robi. Jeśli istniała szansa, choć najdrobniejsza, miało zamiar chwycić ją za wszelką cenę.
MYDRESSISONFIRE
⭑ ⭑ ⭑ ⭑ andIhurlmyself,Ihealmyself,Idragmyself xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxlikearugintherain andmySAINTsheisdancing aseverystepIchoosetotakebeginsto begins to set the world aflame
Podrosła, stając się jedynie większą kulą białego futra. Nie osiągnęła jeszcze swojego docelowego wzrostu, zapowiadając się na niewiele większą od Ciemnej Mordki. Na swój wiek jest masywna, o długim, śnieżnobiałym futrze, które na plecach są z lekka okopcone, niemożliwe do zmycia przy czyszczeniu. Trójkątne, nasłuchujące uszy są ciemne, tak samo jak jej pyszczek, który wybarwił się na swój docelowy, ciemniejszy kolor (czarny lynx point), na którym znajdują się ciemniejsze pręgi. Przyozdobiony jest dwoma, błękitnymi i głębokimi ślepiami, patrzącymi uważnie na otoczenie i przekazując krytyczne spostrzeżenia o innych do białej główki, pośród którego miejsce dla siebie znalazł czarny nosek. Potężniejsze, niż za kociaka przednie łapy są ciemnejszej barwy, przeplatane wąskimi lecz licznymi prążkami, udzielając swojego wyglądu również parze z tyłu, obdarowując palce każdej z czteru łap nutą bieli. Ogon, długi i puchaty, jest szarej barwy, przecinany pręgami, bez krzty śnieżnego koloru.
Pewna siebie, odważna i ciekawa - pozostały w niej te kocięce zachowania, choć również i w nich spoważniała. Wciąż ekscytuje się wieloma rzeczami i w środku siebie ma otwarte podejście do wielu rzeczy, ciekawiąc się problematyką kocich zachowań i wyrażania się, dopytując o interesujące ją szczegóły i informacje, pragnąc z każdą przeprowadzoną rozmową dowiedzieć się czegoś więcej. Nudzą ją rozmowy, z których nie wyniesie wiele, lecz nie pokaże tego wprost - najwyżej zostawiając owy uraz w sobie, w rozmowie z innymi tworząc kwaśną, pasującą do swojego imienia minę, a na drugi moment zachowując jak gdyby nigdy nic się nie stało, a ona zareagowała jak niewinny anioł. Uważnie dobiera sobie koty, którym pozwoli być obok niej - mając powoli rosnącą wręcz obsesję na punkcie zostania jak najlepszym wojownikiem, chcąc rywalizować z innymi by poczuć adrenalinę, naturalny doping pchający ją do przodu. Pokazać, jak silna i niezależna jest, jak wiele osiągnąć może własnymi łapami, w rzeczywistości podkradając znajomość na czymś i sekrety od innych. Krytycznie patrząca i nie pozwalająca wejść sobie na głowę.
Sen objął ich wszystkich, a gdy otworzyli oczy… Kwaśna Łapa siłą powstrzymywała się od rozwarcia szeroko pyska w zachwycie. Wszystko było tak… gwieździste, jak nazwa Gwiezdnego Klanu wskazywała. Jej serce biło szybko, napawając się tym widokiem wiedząc, że nie za szybko taka okazja dla niej się powtórzy, jednak prawdziwą atrakcją było… Pointka zamarła, widząc jak przed nimi wszystkimi, we własnej osobie stoi… Księżycowy Pył. Kotka, o której tak wiele słyszała, o której Kosowa Pieśń jej opowiadała, przedstawiając niecodzienny styl nauki dwójki terminatorów medyków. Zapadali w sen i to właśnie ona, ona stojąca przed nimi, opleciona gwiazdami i oh, prawie tak bardzo żywa, na jaką wyglądała, gdyby nie jej przenikające błyskiem ciało. Gdyby byłaby sama, cała by drżała, nie mogąc wydusić z siebie słowa. W takiej sytuacji jednak stała nieruchomo, wpatrzona prosto w kremową kocicę, zachowując poważny wyraz pyszczka. Nieświadomie skinęła byłej rzecznej medyczce głową na jej przedstawienie się, słuchając jej uważnie… Gdy kolejne słowa zdawały się trafić ją jak piorun, a końcówka puszystego ogona zadrgała w niepewności. Wiem kim jesteście. Zabrzmiało to co najmniej, jak zapowiedź skarcenia kocięcia przez mamę, gdy ta dowiedziała się o tym, co jej dziecię przeskrobało. A jednak… przez ciało przeszedł ją dreszcz podekscytowania. To prawda. Gwiezdni wiedzieli wszystko, nawet jej tak głęboki strach i niepewność, którą nie dzieliła się wielu kotom. Praktycznie nikomu, posyłając wyłącznie delikatne wskazówki pod postacią pytań, że co jeśli ktoś nie czuje się ani kocurem, ani kotką? Co jeśli ktoś jest po prostu sobą, tak jak ona była Szczaw – nie kocur, nie kotka – a ona jako ona. Postać, jako która się urodziła i coś takiego jak określanie się w te dwie szuflady nie docierało do niej, czując się… że była inna, że nie należało do niej żadne z tych określeń, a jedynym co zdradzało ją był jej głos jak i… zapach. Dwie rzeczy, które wymienione zostały przez Księżycowy Pył i które były tak dokładne. Spojrzała na Zboże, które… już przy ich pierwszym spotkaniu wypowiadało się inaczej, a jeszcze wtedy pointka niczego się nie domyślała. Spojrzała na Lilię… nie dostrzegła tego też u swojego rodzeństwa. Czy oboje skrywali to w sobie, a może ona nie dostrzegła zmiany w jego mowie, zawsze zbyt zafascynowana jego sposobem mówienia? Sama… wypowiadała się o sobie, tak jak mówili o niej inni. Jak o kotce, jak o jednej z wielu, wielu kotek. Ale ona nią nie była, ona była Szczaw, Kwaśną Łapą. To była ona, jedyna taka, wyjątkowa. Szansa wystawiona przez medyczkę była jak na wyciągnięcie łapy, przez co zaraz po Zbożowej Łapie to ona wystąpiła przed szereg, otwierając ciążącą jej wcześniej mordkę.
- Jestem gotowa. – powiedziała poważnie, wpatrzona w kremową kotkę. Choćby miało nie zadziałać… czuła się akceptowana. Że ona, Zboże, Lilia, sama Księżycowy Pył… Wszyscy byli normalni, zwyczajni, tak, jak zapewniała ich na ceremonii Ćmia Gwiazda. Tacy, jakimi Rzeka mogła się szczycić, a oni mogli być kolejnymi z honorowych wojowników, nieważne czym się różnili.
Zgrabny, średniego wzrostu kot, o niebieskich oczach, krótkiej sierści, czarny colorpoint, z białymi skarpetkami i plamką na czole
Discord, mischief, artysta poszukujący własnej muzy, poszukiwacz wrażeń, samozwańczy mesjasz ||KP
Sikora/Kaligrafia, Dmuchawiec
Był tutaj. Tak był na pewno. A może nie tutaj? Nie, ta polana, to miejsce... Było obce. A jednak w jego głowie rozbrzmiewała myśl "Byłem tutaj, Gwiezdni już raz mnie tutaj wezwali". Bo i faktycznie kiedyś śnił o miejscu zrobionym z gwiazd, rozmawiał o tym z Barwną Łapą, to nie mógł być tylko zwykły sen, prawda? A chociaż miał miliony pytań i jeszcze więcej, tak milczał i słuchał, chociaż raz w swoim życiu. A im więcej słuchał tym bardziej się gotował. Z początku nie rozumiał. Wiedziała kim byli? Oni wszyscy? Co ich niby łączyło. Okazała się to być inność, inność która wcale nie była innością. Bo nie pasowali do czyjejś wizji świata, czyjegoś obrazka układanki, bo dla niektórych byli jak puzzle z kanciastymi wypustkami, kiedy powinni mieć okrągłe. Tylko dlaczego Lilie miałby obchodzić ich osąd? Oni wiedzieli kim byli. Liliowa Łapa, dziecko Ciemnej Mordki, członek Klanu Rzeki i mysi bobek komuś do tego aby go oceniać, kiedyś przecież do tej pory podpasowywał się do wszystkich Klanowych zasad! Jeśli umieli tylko patrzeć oczami, albo węszyć nosami, albo słuchać uszami, miast czuć coś sercem, zamiast okazywać zrozumienie, to dlaczego Lilia, czy też ktokolwiek inny miałby się dla tych rybich móżdżków zmieniać lub starać?! W jego jasnych błękitnych oczach kotłowały się burzowe chmury, nie gniewał się oczywiście na Księżycowy Pył, która najwyraźniej chciała im ułatwić życie, odebrać kłopotów z którymi on jeszcze nie miał szansy się spotkać. Matka uważała ich manierę mówienia za uroczą, czy zabawną ale dalej mówiła im na "on". Nie poprawiał jej, bo mu też nie przeszkadzało ale też wiedział że nigdy do końca "nim" nie był. Był tylko w jakiejś części, jakimś ułamku. Ciężko mu to by było wytłumaczyć, inaczej niż tak jak myślała jego siostra, w zasadzie teraz poprawił się w myślach nie siostra, ot rodzeństwo, nie byli "nim", czy też "nią", byli Lilią po prostu sobą. Pozostała dwójka zgodziła się, zgodziła się od razu bez większych słów, a oni dalej się wahali. Dalej pomysł zmiany bo "Ktoś może go oceniać", zmiana "dla innych" jak im się wydawało oznaczała w jakimś stopniu ustępstwo, oni zaś nie lubili ustępować... Części jednak oferty Księżycowego Pyłu nie umieli od tak odmówić, gdyż dla nich samych, z własnych pobudek wydawała się kusząca.
- My również jesteśmy chętni podjąć się próby Księżycowy Pyle... Jednak mamy prośbę. - Jedno pragnie, jedną rzecz której za nic nie chcieli zmieniać - Czy możemy... Zachować nasz głos? Dużo nad nim pracujemy, nad tym i nad wieloma innymi, to nasza duma, nasza pasja. Jeśli uległby zmianie... Cała nasza praca nad jego tworzeniem... Musielibyśmy zacząć od nowa... To dla nas bardzo cenna rzecz... - Głos kocura, czy głos kotki, to ich nie obchodziło. To był ich głos, jeden z wielu którym potrafili się posługiwać. To były ich głosy, tyle ile kwiat może mieć płatków tyle Lilia mieli głosów i kochali każdy z nich całym sercem.
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Przyglądała się całej trójce, cierpliwie wyczekując ich odpowiedzi bądź uwag. Jak się okazało, tylko jeden z kotów miał zastrzeżenie. Medyczka kiwnęła głową z powagą. Jeśli takie było życzenie Liliowej Łapy, nie zamierzała robić na przekór. Każdy kot inaczej postrzegał to kim był i składało się na to wiele różnych czynników. Ona sama, po księżycach pracy nad własnym głosem, nie była pewna czy przyjęłaby propozycję zmiany go.
W Gwiezdnym Klanie każdy był tym, kim był naprawdę. Właśnie tą zasadą się kierowała, gdy myślała o kwestii zapachu. Po śmierci zarówno ona jak i jej mentor nie nosili na sobie woni niezgodnej z tym, kim byli. Głos Księżyc utrzymywał się w wyższych tonach bez tak dużego wysiłku. Ponadto, Gwiezdni potrafili rzucać gromami z nieba, dawać przywódcą dar dziewięciu żyć. Sama Księżycowy Pył dała Ćmiej Gwieździe jedno. Zdolność do ingerencji w rzeczywistość... była w jej zasięgu. Wzięła głęboki oddech i podeszła do terminatorów, każdego z nich kolejno dotykając nosem w czoło, skupiona na intencji kryjącej się za tym prostym dotykiem. By nałożyć to, co było prawdą tutaj, na Srebrnej Skórce, na rzeczywistość.
Cofnęła się o krok, posyłając trójce kotów ostatnie, neutralne spojrzenie.
- Teraz... czas na was. - Na jej pysku zamajaczyło się coś na kształt cienia uśmiechu, a terminatorzy zniknęli, budząc się z powrotem w swoich ciałach.
Wtedy przeniosła spojrzenie na swojego ucznia. W orzechowych oczach dało się dostrzec ciepło i dumę, które czuła medyczka.
- Cieszę się, że dotarliście bez problemu - powiedziała, ale zaraz po tym wyprostowała się i odchrząknęła cicho, poważniejąc. - Ja, Księżycowy Pył, dawna medyczka Klanu Rzeki - zaczęła, mówiąc wyraźnie głośniej, podczas gdy wokół zaczęły zbierać się koty, zarówno te obce Barwnej Łapie jak i te dobrze mu znane. - Wołam do naszych przodków... by spojrzeli na tego terminatora. Ciężko trenował, by zrozumieć wasze ścieżki. Z naszą wspólną pomocą będzie mógł służyć swojemu klanowi... przez wiele księżyców. - Formułka z jej własnej ceremonii utkwiła w jej pamięci na tyle dobrze, by być w stanie ją powtórzyć pewnie i bez zająknięć. - Barwna Łapo. Czy przysięgasz przestrzegać kodeksu medyka? Pozostawać z dala od rywalizacji między klanami... i na równi chronić wszystkie koty, nawet kosztem własnego życia? - zapytała, na koniec milknąc i czekając na przysięgę Barwnej Łapy.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Chociaż to, jak teraz wyglądała Srebrna Skórka, spotkanie z Księżycowym Pyłem we śnie było inne niż to, jak przebiegał jego i Goryczy trening... czuł się dobrze wśród przodków. Czuł się tutaj bezpiecznie, tu było inaczej niż w Korzennej Norze a jednak tak znajomo. Wszystko było tak gwieździste, ciemne i jasne zarazem, czuł, jak błękit krąży w jego żyłach, jak serce bije mu mocniej. W ciszy stał i obserwował spod przymrużonych, sennych powiek jak trójka terminatorów rozmawia z jego mistrzynią, jak, miejmy nadzieję pomyślnie, przechodzą swego rodzaju metamorfozę. Oczywiście, że medyczka mogła ingerować w to, co działo się w świecie żywych.
Mimo burzliwego początku wyprawy, cieszył się, że... był teraz tutaj z nimi, że ta trójka mogła zaznać takiego przełomu w swoim życiu. Cieszył się, że ich tutaj przyprowadził. Wyglądali na zadowolonych, nawet Zboże, chociaż teraz.
A potem przyszła jego kolej. Lilia, Zboże i Szczaw zniknęli, a Barwinek westchnął głęboko, myśląc jedynie o tym, że nie ma tutaj jego matki. Nie ma tu Gorzkiej Łapy, która miała z nim być, przejść tą ceremonię... ale był on. Był on i Księżycowy Pył. Zaszedł tak daleko i duma w oczach mentorki niemal wyrwała mu serce z piersi.
Sam był z siebie dumny, pierwszy raz od dawna.
Barwna Łapa stanął prosto przed mistrzynią, czując, jak serce zaraz wyskoczy mu z piersi, jak gardło zaciska mu się w supeł. Rozglądał się po pojawiających się duchach jednak nie ruszał głową, skupił wzrok na Księżycowym Pyle. Mrugnął kilka razy, powstrzymując piekące go pod powiekami łzy. Nadmiar emocji. Nadmiar kolorów w jego głowie. Feeria barw.
Drgnął.
I zawahał się tylko przez chwilę, zanim odetchnął, prostując się jeszcze bardziej, robiąc spokojny, lekki krok do przodu, niemal automatycznie, jakby łapy same prowadziły go przez rozgwieżdżoną polanę.
- Przysięgam - miauknął głośno, pewien swoich słów i na kilka uderzeń serca przestał oddychać. Wielobarwne fale zatrzymały się w jego umyśle.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Nie spodziewała się innej odpowiedzi niż ta, która padła z pyska łaciatego terminatora. W końcu była to tylko formalność, potwierdzenie tego, co już od dawna robił, mimo przeciwności losu. Barwna Łapa nie był idealny, ale... kto tak naprawdę był? Wiedziała, że wybrała dobrego kota, kota z powołaniem, który był w stanie poświęcić wszystko dla swojego klanu. Musiała tylko pilnować, by nie posunął się za daleko, narażając swoje zdrowie jak ona, jego mentorka, która przez swój pracoholizm zostawiła go samego i bez ukończonego treningu.
Teraz najważniejsze było to, że stał tutaj, przed nią, gotowy otrzymać swoje imię oraz rangę, która w pełni mu się należała.
- Z mocy Gwiezdnego Klanu nadaję ci... prawdziwe imię Medyka, Barwna Łapo. Od tej chwili będziesz znany jako Barwna Woda. Gwiezdny Klan uznaje twoje oddanie... wytrwałość i bystrość umysłu. I wita cię jako pełnoprawnego medyka Klanu Rzeki. - Na zakończenie uniosła głowę i zetknęła się swoim nosem z nosem swojego ucznia.
Otaczające ich koty zaczęły skandować nowe imię Rzeczniaka, jedne ciszej, inne głośniej. Atmosfera zrobiła się luźniejsza, gdy uszy Barwnej Wody wypełniły odgłosy rozmów, śmiechów, komentarzy, z całą pewnością dotyczących wydarzenia. Księżycowy Pył za to wyciągnęła wargi w lekkim, ledwo dostrzegalnym uśmiechu, zawieszając łagodne spojrzenie orzechowych oczu na mordce kocura.
- Gwiezdny Klan będzie oświetlał wasze ścieżki - powiedziała, wspominając słowa, którymi niegdyś obdarzyła ją i jej mistrza Łabędzia Pieśń na zakończenie ceremonii. - Pamiętaj, że... zawsze tu będę. Dla ciebie. A teraz wracaj i wybierz swoich terminatorów. I nie zapomnij dbać o siebie - rzuciła na koniec, a po chwili obraz przed oczami Barwinka się rozmył, aż pozostała jedynie ciemność, po której obudził się przy sadzawce oraz trójce swoich towarzyszy.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Mógł przysiąc, że słyszał jak gwiezdny pył cicho dzwoni mu w uszach. Przez kilka uderzeń serca to i kapanie wody, jakby kropla drążąca kamień nieustannie uderzała w taflę spokojnego jeziora, było jedynym, co Barwinek słyszał. Wstrzymał oddech, zastygł i wpatrywał się w swoją mistrzynię, nie ważąc się nawet poruszyć mięśniem, końcówką ogona. Zastygł niczym posąg, wyczekując tego, na co pracował całe swoje życie.
I nabrał głęboko powietrza w płuca, jednym, głośnym haustem, niczym ryba wyciągnięta nad powierzchnię wody, i rozluźnił się natychmiast, gdy z pyszczka Księżycowego Pyłu padło jego imię, jego nowe imię i ostatnie kilka słów przysięgi, ceremonialnej formułki. Kropla wody w jego głowie jeszcze raz wpadła do bezkresnego, lśniącego jeziora, rozbryzgując w żyłach medyka jasny, kojący, znajomy błękit.
Westchnął głęboko, czując, jak kilka łez spływa mu po srebrzystych policzkach gdy usłyszał swoje imię z pysków tylu innych kotów, które się tutaj zebrały. Nie był już Barwną Łapą, był Barwną Wodą.
Jesteś ze mnie dumna, Świetlikowy Zagajniku?
Barwna Woda czuł, jak każdy jego mięsień w ciele rozluźnia się, gdy niemal automatycznie zetknął się czołem z czołem Księżycowego Pyłu, chociaż na krótką chwilę, pod nosem mrucząc ciche dziękuję.
Nie zawiedzie jej, ani Klanu Rzeki.
Równie gwałtownie nabrał powietrza w płuca gdy tylko obudził się przy brzegu Szepczącej Sadzawki. Błękit jeszcze chwilę płynął w jego żyłach, kocur wysunął pazury z poszewek łap na moment, odetchnął... i uspokoił się kilka uderzeń serca po tym. Zlustrował wzrokiem trójkę terminatorów, pospiesznie jedną z białych łap ocierając łzy które nagromadziły mu się w kącikach błękitnych oczu. Przygładził futro równie pospiesznie, podnosząc się.
I westchnął.
- ... Barwna Woda. Takie otrzymałem imię - oświadczył cicho terminatorom. - Gwiezdny Klan będzie oświetlał naszą ścieżkę w drodze powrotnej. Wracajmy jak najszybciej. Cieszę się, że... przyszliście tutaj ze mną.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte
Zboże jest małym kotem. Ba, wręcz jednym z najmniejszych. Ewidentnie wdało się w mamę ze swoją wielkością, bo pomimo swojego wieku wciąż wygląda jak taki ledwo co terminatorski podrostek. A jakby tego brakowało to jej drugą właściwością jest to, że jest długie i wąskie. Długie kościste łapy na długim tułowiu, z długim ogonem który wiecznie sterczy do góry. Pewnie gdyby nie jej intensywnie rude krótkie futro, pokryte tygrysimi pręgami, to by łatwo po prostu rozpłynęło się w powietrzu od swojej mikrości.
Za to mordę ma dość zwykłą, z takimi o typowymi bursztynowymi oczami, różowym nosem i białymi wąsami. Pewną dozę ciekawości do wyglądu Zboża dodaje brak lewego ucha. Kiedyś było uszczerbione, ale ostatecznie Zboże miało pecha by stracić je zupełnie. Gdzieś pod futrem schowana jest cała gama blizn, które Zboże zawdzięcza samotnikom mieszkającym na osiedlu dwunogów, ale nie są to blizny na tyle duże, by dało się je łatwo zauważyć. Ot, w paru miejscach jej futro jest odrobinę mniej gęste, to tyle.
Ktoś mógłby pomyśleć, że sekretnym planem na życie Zboża jest sprawianie kłopotów. Nie jest to prawdą, bo ono nie planuje tych kłopotów, co nie zmienia faktu, że te kłopoty jakby się jej trzymały. Wszędzie łazi, wszędzie szuka, jest głośne i gadatliwe, a w jej głowie roi się tysiące myśli na minutę. Ale tych wszystkich myśli nie wypowiada, o nie. Trzyma je dla siebie, bo trochę ich za dużo by to wszystko powiedzieć. Z tego co myśli wylewa się na świat tylko co nieco, sprawiając niekiedy wrażenie, jakby przeskoczyło od jednej myśli do drugiej znienacka, ale to nieprawda, po prostu rozmówca nie miał dostępu do jej całego toku myślowego. Mimo tego zewnętrznie miłego obrazu jaki Zboże kreuje, ma ono tendencje do kłamania by zyskać na swoim. Ma też tendencje do wybuchów złości i kumulowania w sobie wszystkiego co najgorsze. Stara się nie pokazywać światu tego wszystkiego tylko dlatego, że żyje w przekonaniu, że więcej zyska wciąż udając nieco głupie i urocze Zboże, jakim było dawniej.
Pochmurny Sen || Poczerniała Łapa, Polna Łapa, Rosiczka
Księżycowy Pył dotknęła nosem czoła Zboża... I Zboże było gotowe na olbrzymią zmianę. Że coś się stanie. Ale jedyne co poczuło, to delikatne dotknięcie i być może odrobinę pyłu osadzającą się na czole. Zmarszczyło brwi, obawiając się, że to co Księżycowy Pył zamierzała uczynić wcale nie musiało wyjść. Że chociaż mimo jej dobrych chęci nie będzie im dane doznać tego, czego sama medyczka doznała już po śmierci. I chciało coś powiedzieć, odezwać się i jeszcze pomówić, przywołać swoją myśl, zrealizować swój pomysł, i zanim zdążyło...
- ...zaczekaj! - zawołało, wybudzając się ze snu.
Rozejrzało się po okolicy, widząc budzących się Kwaśną i Liliową Łapę, oraz wciąż śpiącego Barwną Łapę. Westchnęło głęboko i zamknęło oczy, kładąc głowę na powrót na ziemi. Ale nie minęła sekunda, gdy jej głowa znów wystrzeliła do góry, oczy szeroko otwarte. Nie czuło swojego zapachu spod ziół które używało, ale same zioła... Jakby jednak coś się pod nimi czaiło? Coś innego. Coś prawdziwego. Ale to nie zapach sprawił, że Zboże się poderwało.
To głos. Głos, który był wyraźnie wyższy. Wyższy bez wysiłku. Wyższy, tak jak kotki miały głosy wysokie, ale znowu nie aż tak wysoki. Wyższy od tego co Zboże miało wcześniej, ale wciąż nie za wysoki. Głos który był... wysoki jak na kocura i niski jak na kotkę.
Głos, który sprawił, że w oczach Zboża stanęły łzy.
Nie mogło powstrzymać uśmiechu, chociaż bardzo próbowało. Przetarło oczy próbując się pozbyć wrednych łez, wciąż napływających i napływających, i serca bijącego w piersi ze szczęścia, i pyszczka wykrzywionego w uśmiechu tak szczerym, jak Zboże nie miało od dawna.
Pociągnęło nosem. Popatrzyło na towarzyszące jej koty, które tak jak ono doświadczyły tego szczęścia, i nie było w stanie się powstrzymać - mimo niechęci czuło również przyjazność. Nie musiało być z tą dwójką blisko, ale nigdy nie zmieni to faktu, że wspólnie przeszli przez coś, co żaden kot do tej pory nie przeszedł. I to było absolutnie niesamowite.
Chwilę później obudził się i ostatni kot.
- Gratulacje, Barwna Wodo - powiedziało Zboże, wciąż pociągając trochę nosem. Łzy już nie ciekły, ale emocje wciąż były intensywne. Zboże promieniało szczęściem, zupełnie jakby samo zostało jasną gwiazdą na niebie.
MYDRESSISONFIRE
⭑ ⭑ ⭑ ⭑ andIhurlmyself,Ihealmyself,Idragmyself xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxlikearugintherain andmySAINTsheisdancing aseverystepIchoosetotakebeginsto begins to set the world aflame
Podrosła, stając się jedynie większą kulą białego futra. Nie osiągnęła jeszcze swojego docelowego wzrostu, zapowiadając się na niewiele większą od Ciemnej Mordki. Na swój wiek jest masywna, o długim, śnieżnobiałym futrze, które na plecach są z lekka okopcone, niemożliwe do zmycia przy czyszczeniu. Trójkątne, nasłuchujące uszy są ciemne, tak samo jak jej pyszczek, który wybarwił się na swój docelowy, ciemniejszy kolor (czarny lynx point), na którym znajdują się ciemniejsze pręgi. Przyozdobiony jest dwoma, błękitnymi i głębokimi ślepiami, patrzącymi uważnie na otoczenie i przekazując krytyczne spostrzeżenia o innych do białej główki, pośród którego miejsce dla siebie znalazł czarny nosek. Potężniejsze, niż za kociaka przednie łapy są ciemnejszej barwy, przeplatane wąskimi lecz licznymi prążkami, udzielając swojego wyglądu również parze z tyłu, obdarowując palce każdej z czteru łap nutą bieli. Ogon, długi i puchaty, jest szarej barwy, przecinany pręgami, bez krzty śnieżnego koloru.
Pewna siebie, odważna i ciekawa - pozostały w niej te kocięce zachowania, choć również i w nich spoważniała. Wciąż ekscytuje się wieloma rzeczami i w środku siebie ma otwarte podejście do wielu rzeczy, ciekawiąc się problematyką kocich zachowań i wyrażania się, dopytując o interesujące ją szczegóły i informacje, pragnąc z każdą przeprowadzoną rozmową dowiedzieć się czegoś więcej. Nudzą ją rozmowy, z których nie wyniesie wiele, lecz nie pokaże tego wprost - najwyżej zostawiając owy uraz w sobie, w rozmowie z innymi tworząc kwaśną, pasującą do swojego imienia minę, a na drugi moment zachowując jak gdyby nigdy nic się nie stało, a ona zareagowała jak niewinny anioł. Uważnie dobiera sobie koty, którym pozwoli być obok niej - mając powoli rosnącą wręcz obsesję na punkcie zostania jak najlepszym wojownikiem, chcąc rywalizować z innymi by poczuć adrenalinę, naturalny doping pchający ją do przodu. Pokazać, jak silna i niezależna jest, jak wiele osiągnąć może własnymi łapami, w rzeczywistości podkradając znajomość na czymś i sekrety od innych. Krytycznie patrząca i nie pozwalająca wejść sobie na głowę.
Jej ucho zastrzygło tylko lekko, słysząc uwagę swojego rodzeństwa, choć nie odwróciła się w jego stronę, wzrokiem będąc cały czas skupioną na sylwetce Księżycowego Pyłu. Łapy drżały jej w podekscytowaniu, próbując opanować je na czas, w którym całkowicie będzie mogła cieszyć się efektami po przebudzeniu. Jeśli zadziałają – Kwaśna Łapa nie miała żadnego powodu, by wątpić w siłę i umiejętności Gwiezdnych, wiedząc, że nie równali się oni ziemskim kotom. Była gotowa na tę zmianę, czując… że o wiele ułatwi jej to życie, nawet jeśli jeszcze nikomu nie wyznała tego, co kryło się w środku niej samej. Nie miała dłuższej chwili na zastanowienie, mrużąc oczy gdy medyczka Klanu Rzeki dotknęła jej czoła, czując jak przez całe jej ciało przeszły pozytywne dreszcze, ale również szok związany z tym, co się działo. Tyle księżycy spędzała, pielęgnując swoją wiarę w życie na Srebrnej Skórce, a teraz sama tam się znalazła i przeżywała to wszystko… ze swoim rodzeństwem i ze Zbożem. W końcu zaczynała rozumieć, dlaczego terminator Płonącego Nieba tak się zachowywało. Wszystko zaczynało układać się w jedną, kompletną całość. A Szczaw tej okazji nie zamieniłaby za nic na świecie.
Wybudziła się po Zbożu, rozglądając się wokół i dostrzegając, że sylwetka Barwinka pogrążona była jeszcze we śnie. Dopiero po paru uderzeniach serca dotarło do niej wspomnienia wszystkiego, co wydarzyło się przed chwilą i podskoczyła na cztery łapy jak poparzona, głęboko nabierając powietrza. Pachniała… inaczej. Wszyscy pachnieli inaczej, oprócz Zboża, które utrwaliło swój zapach, już wcześniej go zakrywając. Nigdy nie pomyślała o takiej opcji, jednak w tej chwili… Pointka poczuła jak jej samej łzy nachodzą do oczu, mrugając panicznie, by je odgonić. To wszystko było prawdą, najszczerszą prawdą i rzeczywistością. Czuła, jak jej gardło się zaciska, przez chwilę nie odzywając się, obawiając się… swojego brzmienia. Jak zareagują jej rodzice? Najbliżsi? Co jeśli… to im się nie spodoba? Mimo wszystko ta jedna ceremonia Ćmiej Gwiazdy, która tak mocno zapadła jej w pamięci, na której to pierwszy raz poczuła, że jest… kimś innym, czuje się inaczej od reszty kotów. Zawsze będą w Klanie tacy, którzy będą ją wspierać, prawda? Na pewno, musiało tak być. Może będzie dla niej Lilia? Może wytłumaczą sobie wszystko po powrocie z wyprawy i wszystko powróci do normalności, a ona sama przeprosi Zboże za całe to zamieszanie? Mimo burzliwego początku… nie mogła wyobrazić sobie piękniejszego końca tej wyprawy, które na pewno pozostanie z nią w pamięci na całe życie, na równi ze spotkaniem Gwiezdnej.
W końcu wybudził się i… Barwna Woda, bo takim imieniem przedstawił się im nowy medyk Klanu Rzeki, a pointka nie mogła powstrzymać uśmiechu, czując jak energia i podekscytowanie rozpala całe jej ciało. Niestraszny był teraz jej żar, czy powrót ponownie przez fale uderzające o ich ciała. Wracała jako ona, w najżywszej i najprawdziwszej sobie postaci, która do tej pory wydawała się być odległym snem. Usłyszała głos Zbożowej Łapy, po chwili zbierając sama odwagę na wydobycie z siebie słów.
- Gralutuję, Barwna Wodo! – wymruczała, z głosem głębszym niż był wcześniej. Nie był tak samo neutralny jak mógł wydawać się głos rudego terminatora, jednak w uszach pointki był ideałem. Pyszczek jej od razu rwał się do mówienia kolejnych słów, podziwiania, jak nisko potrafi ukierunkować swój głos. Gotowa była do drogi powrotnej, pełna nowych energii i motywacji – jednak jedno było pewne, dzisiejszej nocy na pewno nie zdoła zmrużyć oka.
Zgrabny, średniego wzrostu kot, o niebieskich oczach, krótkiej sierści, czarny colorpoint, z białymi skarpetkami i plamką na czole
Discord, mischief, artysta poszukujący własnej muzy, poszukiwacz wrażeń, samozwańczy mesjasz ||KP
Sikora/Kaligrafia, Dmuchawiec
Delikatne dotknięcie, na jego białą "gwiazdkę" na czole spadła odrobina gwiezdnego pyłu i to był koniec. Koniec? Nie! To nie mógł być koniec! Nie oczekiwali dużych zmian, nie liczyli na zupełną transformację, nie o to chodziło. Byli tu chwilę ale kochali to miejsce. Gdy wcześniej wyobrażali sobie Gwiezdny Klan, idylle po śmierci, nudną i ułożoną jakoś wcale ich do tego nie ciągnęło. Ale potem? Potem wyśnił gwiazdy, teraz zaś gwiazdy zobaczył. I czuł że to było jego miejsce, miejsce wśród gwiazd. Był tam gdzie być powinien, żywy pośród błyskających punktów... I teraz mieliby opuścić to miejsce? Jego miejsce? I też tak jak Zboże chciał rzucić jedno lubi więcej słów, chociażby proste zaczekaj, bo chciał być tam gdzie czuł że należy. Ale nie było to jego decyzją, nie miał siły Księżycowego Pyłu, prawdziwej Gwiezdnej której Srebrna Skórka była już na zawsze domem. I musieli się obudzić, otwierając oczy z niechęcią, marszcząc brwi w zirytowaniu, nie podnosząc łba z łap. Leżeli tak jeszcze chwile, nie chcieli wstawać. Chcieli wracać do gwiazd i w niepocieszeniu pacali ogonem o ziemię, czekając aż terminator medyka się obudzi, już w pełni ukoronowany nowym imieniem. Podnieśli w końcu wzrok, błękitne ślepia przesunęły się to po rodzeństwie, to po rudym towarzystwie. Lilia nie odczuwał do nikogo sympatii, chęć przebywania z kimś określali jedynie na podstawie tego, jak bardzo ktoś ich interesował. W Klanie były koty ciekawe i koty nudne. W tym momencie był pewny że znalazł co najmniej dwa ciekawe koty i nawet jeśli nigdy nie byłby w stanie powiedzieć, że ich lubi, tak mieli jego zainteresowanie, stałe i niegasnące. Mały zaszczyt jaki dawali niewielu, matce, czasem ojcu. Teraz także siostrze... a może już nie siostrze... Kwaśnej Łapie. Dalej czuli się jakby otoczeni przez jasny, różowawy gwiezdny pył, barwa radości, nadziei. Inne zapachy, inne głosy. Sami nie mówili, nie odezwali się nawet słowem ale zaczerpnęli powietrza... Zapach Zboża, zapach Szczawiu... Tak teraz będą na to mówili. Jak oni pachnieli? Gwiezdny pył... bez... konwalie? Zapach... interesujący.
I w końcu wybudził się i medyk, już nie terminator, tylko pełnoprawny opiekun zdrowia Klanu Rzeki.
- Gratuluje Barwna Wodo - wymruczeli głosem tym samym jaki zawsze posiadali, niezmieniony w przeciwieństwie do reszty przemienionego przez gwiazdy towarzystwa. I podnieśli się na cztery łapy, powolnym krokiem podchodząc do medyka. W głowie dziecka Ciemnej Mordki narodziła się prośba, prośba do Barwnej Wody, prośba zrodzona wśród gwiazd.
- Barwna Wodo... Byliśmy wśród gwiazd, spotkaliśmy gwiezdnego... I to... Tak jak sen o którym ci mówiłem natchnęło mnie... Doświadczyliśmy czegoś, o co nie prosiliśmy ale jesteśmy za to niezmiernie wdzięczni... - mówił cicho, jakby nie chcąc zakłócać jakiegoś mistycznego spokoju tego świętego miejsca podnosząc głos, a dodatkowo to była ich sprawa, sprawa między nim a Barwną Wodą, jeśli chcą podsłuchiwać cóż... niech się wysilą.
- Jesteś teraz medykiem... I jeśli... Nie... Nie jeśli, kiedy będziesz rozważać powzięcie nowych uczniów... Nie znamy twoich wymagań, czy będziesz szukać młodszych, czy starszych, tych którzy chcą pomóc wyzdrowieć innym, czy też sami potrzebują w jakimś stopniu ozdrowienia... Ale mamy tą prośbę byś rozważył naszą kandydaturę... - I powiedział swoją samolubną prośbę, samolubną prośbę samolubnego kota. Oczywiście mógłby zmyślać, wygłaszać by mogli całe poematy o tym jak bardzo zawsze marzyli o byciu medykiem, o tym jak to chcieli pomagać Klanowi, jak leczenie było ich snem od dawien dawna, jak zależało im na wiedzy. To wszystko byłoby kłamstwem, pięknym i uroczym, ale kłamstwem. Oni zaś chcieli zostać medykiem z czysto egoistycznych i samolubnych pobudek, chęci własnego zbliżenia się do gwiazd. Z drugiej zaś strony jeśli w swoim własnym egoistycznym i patrzącym jedynie na własne pragnienia podejściu miałby pomagać innym, to czy jego egoizm faktycznie był taki zły?
Skończył mówić i ukłonił się jedynie Barwnej Wodzie, nie oczekując od niego odpowiedzi. Nie liczył na wiele, nie liczył nawet że jego prośba zostanie zaakceptowana i rozważona, z gorzkim realizmem myślał, że ów świeżo mianowany medyk miał już swój wielki plan, swoich własnych kandydatów, oni zaś najpewniej nie byli jednym z nich. Nie można mieć wszystkiego... Lilia jednak chcieli mieć wszystko czego zapragnęła ich dusza, a nawet więcej.