Uśmiech, jaki pojawił się na pysku kocura był zarówno rozkoszny, jak i przerażający. Niedługo jednak było czekać na odpowiedź, skąd się on w ogóle wziął.
- MAJKEL DŻEKSON. EE-HEEE. - krzyknął na cały głos, jakby przygotowywał się do tego całe życie. Bo, szczerze mówiąc, tak właśnie było. - Nazwali na moją cześć jakiegoś dwunoga, on zawsze robi takie EEE-HEEE i moi ludzie często do tego nawiązują. Pewnie są dumni. - powiedział z wypiętą piersią. No bo kto mógłby się pochwalić takim osiągnięciem? No właśnie, stosunkowo niewielu! - Twoje też fajne! - dodał szybko, coby nie wyjść na niegrzecznego. Takie bardzo... dzikie to imię. Co miałoby sens, biorąc pod uwagę fakt, że ma do czynienia z kotem, który żyje w dziczy, heh.
- Wiesz co, zależy. Czasem do moich dwunogów przychodzą znajomi i wtedy zabierają też moją siostrę. Też nazwali po niej dwunoga! Britni Spirs. Ona coś tam jęczy, z tego co wiem. A ty? Często się nudzisz na walności? - zapytał, nie zagłębiając się w swoje życie. Było dośc przeciętne, przynajmniej dla niego. Nie ciągnęło co prawda do odejścia, było mu dobrze w domu i w ogóle, ale były takie dni kiedy nawet plucie i łapanie nie pomagało.
Michael Jackson
S: 7 | Zr: 7 | Sz: 6 | Zm: 5 | HP: 35 | W: 45
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡
Nieduży, piękny kocur o atletycznej sylwetce, smukłym, zgrabnym ciele i przystojnym pysku. Ma długie kremowe futro, oznaczone gdzieniegdzie ciemniejszymi plamami. Jego futro ściemniało z wiekiem i owe plamy nie rzucają się już aż tak w oczy. Przy chwili przyglądania się można dostrzec przyciemnienie na lewej stronie pyska, na prawym udzie, prawym nadgarstku i na zadzie, przy nasadzie ogona. Na jego sierści widnieją również białe znaczenia. Na nosie, piersi i tylnych łapach poniżej stawów skokowych. Ma pasujące do koloru futra, miodowe oczy. Nieduże, szeroko ustawione uszy zakończone małymi pędzelkami.
Wyrósł na spokojnego i rozsądnego kota. Można nazwać go cichym, z pewnością nie jest typem gaduły. Ma szlachetne ideały i wielkie marzenia. Wierzy w prawdę, przyjaźń i lojalność. Stara się by każdy jego czyn i każde wypowiadane słowo miało przynieść jakąś korzyść dla jego rodziny, jego samego lub całego Nowego Świtu. Jest towarzyski, łatwo nawiązuje kontakty, a z interakcji z kotami czerpie dużo przyjemności i energii. Ambitny, odpowiedzialny, uczciwy, uparty.
Tundra (NŚ), Płocha (KR)
Nie mógł powstrzymać się od śmiechu, kiedy (teraz już znany mu z imienia) kocur wydał dziwaczny dźwięk ze swojego pyska. Nigdy wcześniej nie słyszał czegoś podobnego, a wydający ów odgłos wydał mu się wyjątkowo sympatyczny, choć jednocześnie nieco głupiutki. Na część kota nazwano dwunoga? Cóż, kot z Nowego Świtu nie zamierzał wdawać się w dyskusję. No, przynajmniej nie w tej kwestii.
- Słuchaj, Majkel, mogę ci tak mówić? - zapytał retorycznie i uśmiechnął się uroczo, jednocześnie przesuwając końcówką puchatego ogona po linii szczęki pieszczocha, zaczepiając go w ten sposób. Dopiero, kiedy to zrobił, młodzieniec uświadomił sobie, jak bardzo brakowało mu tego rodzaju kontaktu z innymi kotami. Wciąż jednak musiał czekać na jego reakcję, której z resztą był wyjątkowo ciekaw. - To miejsce, w którym się znajdujemy obaj, to teren mojego stada. - zaznaczył, a przyjemny uśmiech na jego pysku nie zmniejszył się ani odrobinę. Był ciekaw, jak kocur zareaguje na te sprzeczne sygnały, które mu wysyłał.
Edit 09.07.2023
Odprowadził kocura do granicy Nowego Świtu i poprosił o niezbliżanie się do niej więcej.
//okej, chyba jednak nie dostanę tu odpowiedzi D: zt w takim razie.
Broken down and hungry for yourlove Withno wayto feedit
Whereare you tonight? Child, ya know how much I need it
It's neverover All my blood for the sweetness of his laughter
It's neverover He'sthetearthathangsinsidemysoulforever.
Księżyce: 99 Mistrz: Korzenna Woń Płeć: Kotka Matka: Żbikopręga Ojciec: Klekoczący Bocian Trwałe urazy: pionowe blizny od ran po ptasich szponach; po obu bokach [trzy po lewej, jeden po prawej, od żeber do kręgosłupa]
Księżyce: 99 Mistrz: Korzenna Woń Płeć: Kotka Matka: Żbikopręga Ojciec: Klekoczący Bocian Trwałe urazy: pionowe blizny od ran po ptasich szponach; po obu bokach [trzy po lewej, jeden po prawej, od żeber do kręgosłupa]
Źdźbło jest dorosłą już kotką o przeciętnym wzroście i krótkiej sierści, stosunkowo puszystej, ale ostatnimi czasy trochę zmatowiałej, pomimo uporczywego wylizywania każdego brudnego miejsca. Większość jej ciała pokrywa biel, z wyjątkiem rudego obszaru wokół nosa, okolicy pomiędzy uszami i obszaru z tyłu przedniej, prawej łapie. Bury kolor także pojawia się pomiędzy uszami i na łapie, mieszając się z rudym. Dodatkowo kotka ma całkowicie bury ogon.
Na pyszczku wyróżnia się para intensywnie niebieskich oczu o trochę bardziej zmęczonym wyrazie, niż można było się kiedyś spodziewać po kotce. Być może sytuację tłumaczą pionowe blizny na obu bokach ciała - trzy na lewym, jedna na prawym, ciągnące się od żeber do kręgosłupa.
Wiele księżyców uwięzienia u Dwunogów sprawiło, że rozwój charakteru Źdźbła uległ spowolnieniu, jeśli nie zupełnemu zatrzymaniu. Na wierzch wypłynęły wszystkie traumy i strachy, przez co kotce towarzyszy ciągły strach, a przede wszystkim niepewność swojej pozycji i przyszłości. Nie wierzy w rozsądność swoich decyzji, czuje, że może opierać się tylko na poprzednio popełnionych błędach. Ironicznie, nadal tak samo wielką - zbyt wielką - wiarę pokłada w innych, których uważa za mądrzejszych od siebie, bardziej nadających się do udzielania komukolwiek rad.
W środku pozostała jednak taka sama, jak była. Nadal bezwzględnie wierzy w zasady, tym bardziej świadoma tego, jak skończyła, gdy posłuchała kogoś, kto je łamał. Jest jeszcze bardziej spięta, niż dawniej, świadoma ciężaru wychowania kociąt na jej barkach. Chce dobrze dla nich i, wewnątrz siebie, dla każdego (lub prawie każdego), kogo napotka. Po prostu uparcie trzyma się jedynych wartości, które jej kiedyś przedstawiono, wierząc, że przyniosą jej w końcu coś dobrego.
W związku z tą przeszłością jest też dość niezręczna towarzysko, trochę nudna, może męcząca. Z zasady nieco nieśmiała, poza tymi szczególnymi osobnikami, w których pokłada ogrom winy za to, jak wygląda teraz jej życie. Wobec nich potrafi wykrzesać zdecydowanie więcej ostrego języka i nieufności.
Gdy tylko otrząsnęła się po osłabiającym porodzie i równie osłabiającym karmieniu swojej trójki dzieci, Źdźbło nabrała pewnego nawyku, o który cały czas walczyła z własnym organizmem. Starała się budzić wcześniej, niż jej dzieci i jej towarzysz, a zasypiać później. Dodawało to pewnego poczucia... kontroli. Bezpieczeństwa niekoniecznie. Wstyd byłoby jej to przyznać, ale najbezpieczniej, tak podświadomie, czuła się, kiedy po prostu zasypiała, otoczona ciepłem i głupią wiarą, że nikt nie zniknie z tego tymczasowego schronienia w ciągu nocy.
Tak, jakby nadal miała kilkanaście księżyców i leczyła się w Ziołowym Wzgórzu z przekonaniem, że Pajęczyna jeszcze wróci i ją odwiedzi.
Tego wschodu słońca zwyciężyła z rozespaniem i podniosła głową, mrugając rozespanymi oczami, kiedy jeszcze cała trójka maluchów i pozostała jedynka spała. Znajdowali się blisko celu, przynajmniej tak słyszała. Sama przecież nie mogła tego stwierdzić i, oczywiście, musiała zawierzyć komuś innemu. Przesunęła czulszym, bardziej rozbudzonym spojrzeniem, po Pszczółce, Ważce i Śpiewie. W tej całej podróży liczyło się tylko ich bezpieczeństwo i, przede wszystkim, przyszłość. Sama ledwo była w stanie opowiedzieć im o kilku punktach Kodeksu bez tracenia uwagi. Co mogła im zapewnić? No właśnie.
Dlatego nadeszła pora na pobudkę. Słońce wstawało, a stara-młoda matka zaczęła nosem poszturchiwać trójkę dzieci, pomrukując:
- Ruszamy dalej.
Miała nadzieję, że obudzi w ten sposób wszystkich obecnych.
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
We śnie stąpał po uschniętej trawie, która chrupała cicho pod jego łapami. Mgła zawijała się wokół drzew po jego bokach, zakrywając cokolwiek, co mogło się za nimi czaić, ale Pajęczyna nie czuł strachu. Czuł tylko samotność i tą okropną, duszącą pustkę. Był do tego przyzwyczajony. Od paru, lub nawet parunastu księżyców, ciągle miał ten sen. Czuł czyjąś obecność, słyszał czyjś znajomy głos, ale nie mógł go znaleźć. Był sam, bez celu. Sny do niedawna nawiedzały go prawie co noc, choć ostatnio... były rzadsze.
Poruszył uchem, słysząc głos swojej towarzyszki. Otworzył delikatnie oczy, rozejrzał się i poczuł ulgę widząc czwórkę znajomych futerek obok siebie, powoli wybudzając się z nieprzyjemnego snu. Otworzył szeroko pysk i ziewnął tak głośno, że jeśli Źdźbło nie zdołała rozbudzić jeszcze kociąt, to on na pewno to zrobił.
- Cześć, Biedronko. - wymamrotał i polizał kilkakrotnie futro na swojej piersi. - Aż tak mrowią cię łapy, żeby iść dalej? - zagadał, choć sam w głębi serca był zaciekawiony tym, co zobaczą. Byli już bardzo blisko. Co prawda z trójką kociaków nie poruszali się szybko, ale wiedział doskonale, że znaleźli się na skraju klanowych terenów.
Spojrzał na Ważkę, Śpiew i Pszczółkę, próbując rozpoznać po nich ile zdołają tego dnia przejść. Wciąż byli bardzo mali, ale był zszokowany tym, jak szybko dorastali. Zdążył już zapomnieć, jak to jest z kociętami.
okrągła, ruda, długowłosa | tygrysie pręgi | białe paluszki tylnych łap | bursztynowe oczy | wywinięte do tyłu uszy
nieśmiała. do rany przyłóż. lubi się przytulać. chyba nie wie że istnieje i nie uformowała jeszcze swojej pierwszej myśli. głupiutka, naiwna, empatyczna, łatwo się emocjonuje i rozprasza
Nie zdarzało się, aby to Pszczoła budziła się z rodzeństwa pierwsza. Rozleniwiona, zmęczona po kolejnym długim dniu tułaczki Pszczółka gdy już padła, to spała jak zabita, a tutaj - proszę, wyjątkowo tego dnia trącanie nosem mamy, a potem krótka wymiana zdań pomiędzy nią a wujkiem Pajęczyną bardzo skutecznie wybudziły kosmate stworzenie z drzemki. Powieki miała ciężkie, wciąż sklejone snem, ale w końcu zdołała je otworzyć, wydobywając z siebie tylko jeden krótki pomruk niezadowolenia.
Ziewając, rozdziawiła szczęki tak szeroko, że prawie zachłysnęła się lodowatym, porannym powietrzem. Mrugnęła kilka razy, bardzo agresywnie i szybko, próbując odgonić resztki snu. Rozejrzała się; była niemal przygnieciona przez rodzeństwo, toteż wygramolenie się spośród Ważki i Śpiewu stanowiło nie lada wyzwanie, zwłaszcza dla zaspanej Pszczółki która nie lubiła wadzić nikomu.
- Mamooo - zaprotestowała cichutko. - Ważka mnie przygniata... ne mogę się ruszyć.
wszystkimmannapadaznieba,ludziemającopotrzeba:darmoświatło,gazilokaje,śpiąodranadowieczora,czasemdrepcządokościołainocązmęczeniśpiewają-"światniejesttakizły,światniejestwcalemdły,niech no tylko zakwitną jabłonie"
Śpiew nieco podrosła. Nadal jest wyższa niż większość kotów w jej wieku, ale chyba tak już jej zostanie. Jej futro, które od najmłodszych księżycy było długie teraz nabrało dodatkowej długości i objętości co sprawia, że kotka nie cierpi zarówno Pory Zielonych Liści jak i wody. W Porze Zielonych Liści jest jej zwyczajnie zbyt gorąco, natomiast po kontakcie z wodą ma wrażenie, że waży dwa razy więcej. A przecież jej budowa jest normalna ani większa, ani mniejsza, ani smukła, ani muskularna. Jest zwykła. Pyszczek kotki to połączenie ferajny barw, po lewej buro, po prawej rudo, trzy rude łatki zdobią jej mordkę: na brodzie i po dwóch stronach noska. Wszystko to przeplata się bielą. W większość jej grzbiet jest bury, ale miejscami próbuje wkraść się tam rudości. Tak jak na ogonie czy łapach. Śnieżnobiała biel na końcu ogona i łapach jakby próbowała odepchnąć inne kolory, jakby broniąc swojego terytorium. Najlepiej bieli wychodzi to na brzuchu - tutaj niemal nie ma widocznych innych kolorów. Klasyczne, grube pręgi zdobią niemal cały jej grzbiet. Niegdyś niebieskie, kocięce oczy dzisiaj mają złotą barwę, jednak nadal widać w nich tą charakterystyczną kocięta radość i naiwność. Nadal albo dopiero teraz.
Kiedy była małym kociakiem bardzo zależało jej, aby w oczach innych uchodzić za bardziej dorosłą, niż była w rzeczywistości. Spokojna, rozważna, cicha, pełna ambicji i perfekcjonistka. Uważająca na każdy swój ruch, byleby tylko sprawić jak najlepsze wrażenie. Księżyce spędzone w lecznicy nieco ją zmieniły. Nadal cechuje ją ambicja, perfekcjonizm, jednak lęk przed śmiercią w lecznicy spowodował, że nieco przestała się przejmować opinią innych. Zaczęła bać się chorób i czynności przy których może doznać jak urazu jak walki czy polowania. Ma w sobie dużo chęci do interakcji z innymi, stara się być otwarta i życzliwa, niestety z różnym skutkiem. Gdy tylko opuściła lecznicę ze zdwojoną siłą poczuła, że zyskała życie. Postanowiła, że nie straci ani jednego dnia. Stała się zafascynowana światem, a kocięta naiwność wciąż w niej drzemie, nie miała bowiem okazji się jej pozbyć.
Pajęczyna (KC)
Śpiew natomiast śniła twardo. We śnie była tym całym wojownikiem, choć koteczka chyba jeszcze nie bardzo pojmowała koncept klanu, jego rang, kodeksu i tym podobnych - niemniej, wiedziała, że to właśnie tam idą i że mamie chyba na tym zależy. A skoro mamie zależy, to jej też. No więc szylkretka właśnie szła przez ogromny las, dumnie stąpając po chłodnej ziemi, z ogromnym zającem w mordce, dostrzegając już drugiego, którego niechybnie zaraz upoluje... dopóki nie poczuła szturchnięcia.
- MMmmmmMMMmmmm! - burknęła niezadowolona, przysłaniając oczy. Jak się postara, to jednak złapie tego uszaka... a potem wujek Pajęczyna ziewnął tak potężnie, że resztki snu zniknęły. Śpiew zamrugała parę razy i podniosła się do siadu, żeby zacząć myć łapkę. Skoro mama powiedziała, że ruszają, to nie będzie narzekać - ma być wojownikiem, wojownicy są dzielni i nie narzekają.
Po chwili stwierdziła, że wygodniej jej się będzie umyć na leżąco... a skoro już się położyła, to może zamknąć oczy... tylko na chwilkę... na momencik...
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
szczupła, długonoga, wyższa od przeciętnego kota | długie, lecz nienajgęstsze, lejące się i na ogół przylizane futro | czarny, dymny, ghost markingi [klasyczne] | biel na końcówce ogona, lewego ucha, na skarpetce lewej przedniej łapy oraz mordce | prawe oko niebieskie, lewe wybarwi się na złoto | załamana końcówka lewego ucha
sztywna jakby połknęła kij | zgrywająca nad wiek dojrzałego | ambitna | nieco atencyjna i zazdrosna | niezręczna w kontaktach | ciekawa świata
Ważka, podobnie jak i reszta rodzeństwa, również spał jak zabity. Jak bardzo nie lubił tego przed sobą przyznawać, tak przebywana codziennie droga była męcząca...i w ten sposób wieczorem zasypiał niemalże natychmiastowo, rano natomiast wstać... bywało ciężko. Niechętnie, ale słysząc głos i czując na sobie nos mamy zmusił jednak opuchnięte po nocy oczy do uchylenia. Chcąc powstrzymać je przed ponownym zamknięciem, zaczął się podnosić, przypadkowo wbijając przednią łapę między żebra leżącej pod nim Pszczółki. – Pszpraszam – wymamrotał niewyraźnie, wciąż nieco nieprzytomnie, kiedy uświadomił sobie kogo właśnie depcze. Ześlizgnął się z siostry coby nie uszkadzać jej bardziej, obdarzył wujka krótkim spojrzeniem a następnie obrócił się w stronę Śpiewu. Drugiej siostry, która najwyraźniej w przeciwieństwie do Ważki i Pszczółki nie miała w sobie wystarczająco samozaparcia. – Znowu śpisz – stwierdził oczywisty fakt, jednocześnie szturchając szylkretkę. Już nieco przytomniej wykręcił głowę by przylizać rozczochrane długie futerko na karku - a przy okazji dodatkowo się rozbudzić.
Księżyce: 99 Mistrz: Korzenna Woń Płeć: Kotka Matka: Żbikopręga Ojciec: Klekoczący Bocian Trwałe urazy: pionowe blizny od ran po ptasich szponach; po obu bokach [trzy po lewej, jeden po prawej, od żeber do kręgosłupa]
Księżyce: 99 Mistrz: Korzenna Woń Płeć: Kotka Matka: Żbikopręga Ojciec: Klekoczący Bocian Trwałe urazy: pionowe blizny od ran po ptasich szponach; po obu bokach [trzy po lewej, jeden po prawej, od żeber do kręgosłupa]
Źdźbło jest dorosłą już kotką o przeciętnym wzroście i krótkiej sierści, stosunkowo puszystej, ale ostatnimi czasy trochę zmatowiałej, pomimo uporczywego wylizywania każdego brudnego miejsca. Większość jej ciała pokrywa biel, z wyjątkiem rudego obszaru wokół nosa, okolicy pomiędzy uszami i obszaru z tyłu przedniej, prawej łapie. Bury kolor także pojawia się pomiędzy uszami i na łapie, mieszając się z rudym. Dodatkowo kotka ma całkowicie bury ogon.
Na pyszczku wyróżnia się para intensywnie niebieskich oczu o trochę bardziej zmęczonym wyrazie, niż można było się kiedyś spodziewać po kotce. Być może sytuację tłumaczą pionowe blizny na obu bokach ciała - trzy na lewym, jedna na prawym, ciągnące się od żeber do kręgosłupa.
Wiele księżyców uwięzienia u Dwunogów sprawiło, że rozwój charakteru Źdźbła uległ spowolnieniu, jeśli nie zupełnemu zatrzymaniu. Na wierzch wypłynęły wszystkie traumy i strachy, przez co kotce towarzyszy ciągły strach, a przede wszystkim niepewność swojej pozycji i przyszłości. Nie wierzy w rozsądność swoich decyzji, czuje, że może opierać się tylko na poprzednio popełnionych błędach. Ironicznie, nadal tak samo wielką - zbyt wielką - wiarę pokłada w innych, których uważa za mądrzejszych od siebie, bardziej nadających się do udzielania komukolwiek rad.
W środku pozostała jednak taka sama, jak była. Nadal bezwzględnie wierzy w zasady, tym bardziej świadoma tego, jak skończyła, gdy posłuchała kogoś, kto je łamał. Jest jeszcze bardziej spięta, niż dawniej, świadoma ciężaru wychowania kociąt na jej barkach. Chce dobrze dla nich i, wewnątrz siebie, dla każdego (lub prawie każdego), kogo napotka. Po prostu uparcie trzyma się jedynych wartości, które jej kiedyś przedstawiono, wierząc, że przyniosą jej w końcu coś dobrego.
W związku z tą przeszłością jest też dość niezręczna towarzysko, trochę nudna, może męcząca. Z zasady nieco nieśmiała, poza tymi szczególnymi osobnikami, w których pokłada ogrom winy za to, jak wygląda teraz jej życie. Wobec nich potrafi wykrzesać zdecydowanie więcej ostrego języka i nieufności.
- Źdźbło. - od razu poprawiła kocura. - Łapy to mnie wręcz bolą. - westchnęła sucho, częściowo odpowiadając na to retoryczne pytanie.
Biedronka, Biedronkowa Łapa... była obrazem, który najwyraźniej razem sobie stworzyli i nałożyli na Źdźbło, a który kotka musiała teraz zburzyć i nie dać mu się odbudować. Była przecież już zdecydowanie bardziej, niż dorosła. Musiała zrezygnować z tej durnej, instynktownej ufności wobec każdego. Miała teraz pod opieką trójkę dzieci, a przez Biedronkę nie byłaby w stanie nawet zapewnić im bytu, gdyby nie stojący przed nią kocur, który przecież odpowiadał za dość istotny powód tej jej niesprawności. Koło się zamykało.
A przez to, że zjawił się wtedy, kiedy znowu kogoś potrzebowała, utrudniało jej trzymanie tego muru.
- Już, zaraz się ruszy, wtedy już będziesz mogła wstać. - odparła cicho Pszczółce.
Obserwowała, jak budzi się Śpiew, i próbowała powstrzymać uśmiech, który chciał wykwitnąć na jej mordce, gdy zorientowała się, że to głośne ziewnięcie Pajęczyny pomogło szylkretce we wstaniu. Może nie potrafiła zwracać się do niego tak ostro, jakby tego chciała, ale mogła nie dawać mu satysfakcji i wrażenia, że wymazuje swoje przewinienia.
Nie musiała pomagać z rozbudzeniem Ważce.
- Ważka... ma rację. Wstajemy, Śpiew, wstajemy. - i znowu tryknęła zaspane stworzenie. - Pamiętajcie, czemu tyle chodzimy. To ważne.
Śpiew nieco podrosła. Nadal jest wyższa niż większość kotów w jej wieku, ale chyba tak już jej zostanie. Jej futro, które od najmłodszych księżycy było długie teraz nabrało dodatkowej długości i objętości co sprawia, że kotka nie cierpi zarówno Pory Zielonych Liści jak i wody. W Porze Zielonych Liści jest jej zwyczajnie zbyt gorąco, natomiast po kontakcie z wodą ma wrażenie, że waży dwa razy więcej. A przecież jej budowa jest normalna ani większa, ani mniejsza, ani smukła, ani muskularna. Jest zwykła. Pyszczek kotki to połączenie ferajny barw, po lewej buro, po prawej rudo, trzy rude łatki zdobią jej mordkę: na brodzie i po dwóch stronach noska. Wszystko to przeplata się bielą. W większość jej grzbiet jest bury, ale miejscami próbuje wkraść się tam rudości. Tak jak na ogonie czy łapach. Śnieżnobiała biel na końcu ogona i łapach jakby próbowała odepchnąć inne kolory, jakby broniąc swojego terytorium. Najlepiej bieli wychodzi to na brzuchu - tutaj niemal nie ma widocznych innych kolorów. Klasyczne, grube pręgi zdobią niemal cały jej grzbiet. Niegdyś niebieskie, kocięce oczy dzisiaj mają złotą barwę, jednak nadal widać w nich tą charakterystyczną kocięta radość i naiwność. Nadal albo dopiero teraz.
Kiedy była małym kociakiem bardzo zależało jej, aby w oczach innych uchodzić za bardziej dorosłą, niż była w rzeczywistości. Spokojna, rozważna, cicha, pełna ambicji i perfekcjonistka. Uważająca na każdy swój ruch, byleby tylko sprawić jak najlepsze wrażenie. Księżyce spędzone w lecznicy nieco ją zmieniły. Nadal cechuje ją ambicja, perfekcjonizm, jednak lęk przed śmiercią w lecznicy spowodował, że nieco przestała się przejmować opinią innych. Zaczęła bać się chorób i czynności przy których może doznać jak urazu jak walki czy polowania. Ma w sobie dużo chęci do interakcji z innymi, stara się być otwarta i życzliwa, niestety z różnym skutkiem. Gdy tylko opuściła lecznicę ze zdwojoną siłą poczuła, że zyskała życie. Postanowiła, że nie straci ani jednego dnia. Stała się zafascynowana światem, a kocięta naiwność wciąż w niej drzemie, nie miała bowiem okazji się jej pozbyć.
Pajęczyna (KC)
Już, już prawie czuła, jak ponownie przenosi się do świata, w którym polowała na zające... aż poczuła szturchnięcie. A potem drugie.
- Janeśpie. - mruknęła cicho, z trudem podnosząc ponownie powieki. No bo przecież nie spała!! Tylko jej się oczka na chwilę zamknęły!! - Netykać. - burknęła jeszcze. Oj, nie była w nastroju - przede wszystkim była zmęczona, choć, oczywiście, w życiu by się do tego nie przyznała. W końcu jako wojownik będzie musiała być dzielna.
W końcu jednak przemogła ogromną senność i podniosła się, wyciągając do przodu przednie łapki; skoro próba umycia się skończyła się jak skończyła, to się chociaż porozciąga. Ziewnęła przeciągle, wdychając zimne powietrze. Tak, pamiętała, czemu tyle idą. Do klanu. Do nowego domu. Ale... czy nie mogliby trochę zwolnić? Śpiew chciała być już w klanie, jednak każdy dzień wędrówki był coraz trudniejszy, co odbijało się na jej nastroju. Jak teraz.
- A daleko jeszcze. - Spytała, spoglądając na mamę, choć przez niewyspanie (i nadal nieco naburmuszoną minę) ciężko było odróżnić pytanie od twierdzenia.
okrągła, ruda, długowłosa | tygrysie pręgi | białe paluszki tylnych łap | bursztynowe oczy | wywinięte do tyłu uszy
nieśmiała. do rany przyłóż. lubi się przytulać. chyba nie wie że istnieje i nie uformowała jeszcze swojej pierwszej myśli. głupiutka, naiwna, empatyczna, łatwo się emocjonuje i rozprasza
Pszczółka chyba nie do końca rozumiała, dokąd tak naprawdę idą i w jakim celu.
Oczywiście - cała ta podróż, do tego Klanu Wichru była dla mamy bardzo, bardzo ważna, toteż jej pociechy dzielnie szły za nią, towarzyszyły jej na każdym kroku tej wędrówki. Nie rozumiała jednak, co to ten cały kodeks wojownika, kim są wojownicy i... po co właściwie tam idą. Tutaj nie było im wystarczająco dobrze? Czy w Klanie Wichru będzie im lepiej, niż tu? Wujek Pajęczyna szedł z nimi, więc na pewno też idzie z nimi docelowo do tego całego Klanu, tak, na pewno... gdziekolwiek i po cokolwiek nie idą, skoro jest tam rodzeństwo, mama i wujek, to będzie w porządku. Toteż Pszczółka zbyt dużo o tym nie myślała.
Zaraz wygramoliła się spod Ważki - nie przejęła się tym, że brat ją, chcący lub niechcący, podeptał, bo na dobrą sprawę pomogło jej się to nieco rozbudzić. Usiadła i przeciągnęła się mocno, strosząc przy tym futerko, bo chociaż brat wbijał jej łapki między żebra, to bez niego tak blisko zrobiło jej się chłodniej. Zaraz przylgnęła do najbliższej osoby, a raczej kończyny tejże osoby, czyli do jednej z łap mamy. - A... - zaczęła Pszczółka, choć urwała zaraz potem - nie z własnej woli, przerwało jej potężnie ziewnięcie. Przetarła pyszczek jedną z łap, kontynuując myśl. - A... a ten... ten Klan Wichru to jak tam jest? Myślis, że nas polubią...?
wszystkimmannapadaznieba,ludziemającopotrzeba:darmoświatło,gazilokaje,śpiąodranadowieczora,czasemdrepcządokościołainocązmęczeniśpiewają-"światniejesttakizły,światniejestwcalemdły,niech no tylko zakwitną jabłonie"
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
szczupła, długonoga, wyższa od przeciętnego kota | długie, lecz nienajgęstsze, lejące się i na ogół przylizane futro | czarny, dymny, ghost markingi [klasyczne] | biel na końcówce ogona, lewego ucha, na skarpetce lewej przedniej łapy oraz mordce | prawe oko niebieskie, lewe wybarwi się na złoto | załamana końcówka lewego ucha
sztywna jakby połknęła kij | zgrywająca nad wiek dojrzałego | ambitna | nieco atencyjna i zazdrosna | niezręczna w kontaktach | ciekawa świata
Uniósł ogon wyżej słysząc z pyska mamy, że ma rację, dość z siebie zadowolony. Obrzucił jeszcze krótkim spojrzeniem Śpiew, która ostatecznie się obudziła, choć wyraźnie niepocieszona - i nie było w tym nic zaskakującego, choć nie musiała tak się na to...użalać. Ważka na przykład siedział cicho i nie narzekał, choć po odsunięciu od rodzeństwa nawet energiczne posunięcia języka nie starczały, by satysfakcjonująco się rozgrzać.
Zwalczając lekkie ukłucie zazdrości, kiedy Pszczółka uczepiła się łapy mamy, sam próbuje wepchnąć się pod nogi Pajęczyny. Biały kocur był zdecydowanie mniej wylewny, a Źdźbło pałała do niego wyraźną niechęcią, był jednak ciepły. I duży. I puchaty. Może go od razu nie pogoni.
Nie dodał nic więcej do pytań dwójki sióstr, ale spoglądał w oczekiwaniu odpowiedzi na pysk mamy. Nie była to pora, o której miał siły na gadanie, ale każdą kroplę informacji o miejscu, do którego nieustannie zmierzają chłonie jak gąbka. Ten cały Wicher był z jakiegoś powodu Bardzo Ważny, i skoro mają tam wreszcie osiedlić się na stałe, wypadało wiedzieć jak najwięcej jeszcze zanim tam dotrą. I zrobić na wstępie jak najlepsze wrażenie. Bo była to cała grupa kotów - tyle Ważka z pewnością rozumiał.
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Mrugał powoli, obserwując jak trójka kociaków wije się w ich tymczasowym legowisku. Jemu ciężko było się rozbudzić, a co dopiero takim małym robalom? Sam w ich wieku przesypiał pół dnia w legowisku matki, otoczony spokojną atmosferą i zapachem różnych ziół. Ta trójka będzie jednak musiała przyzwyczaić się do ruchu i porannych pobudek... jeśli faktycznie mają iść do Klanu.
Nie zareagował na poprawkę ze strony Biedroneczki, jedynie zerknął na nią z ciężką do rozczytania emocją na pysku. Szczerze, po prostu momentami się o nią martwił. Choć wychował się w otoczeniu medyków i widział wiele, wciąż nie był medykiem. Najgorzej było z porodem, choć Źdźbło doszła do siebie po tym wszystkim i kociaki wydawały się zdrowe. Pajęczyna miał tylko nadzieję, że ta podróż nikogo z nich za bardzo nie osłabi.
Obserwując cicho tą rodzinną scenkę, kocur milczał w zamyśleniu. Wyrwał go dopiero Ważka, który wepchnął się między jego przednie łapy i usadowił tam, ewidentnie szukając ciepła. Pajęczyna pochylił się i zamruczał z nutą rozbawienia tuż nad uchem kociaka, otulając go trochę łapami i futrem na piersi.
- Początki są najtrudniejsze, Ważko. Gdy przejdziemy kawałek, sam się rozgrzejesz i mróz nie będzie już taki zły. - prawie zaproponował, że mógłby kocurka ponieść, ale nie chciał dawać mu jeszcze tej opcji. Nie może iść na łatwiznę, bo wtedy niczego się nie nauczy i nie stanie się silny.
Spojrzał na Śpiew i jej pomarszczoną z niezadowolenia mordkę, po czym sam się zastanowił.
- Jesteśmy już blisko... ale nie będziemy się spieszyć. - mruknął bo stwierdził, że nie musi pytać tu Źdźbła o opinię. - Szkoda by było, gdybyście wszyscy przyszli do Klanu z katarem. - wyjaśnił, sprytnie nie uwzględniając w tym siebie. Od bardzo dawna nie chorował i sądził, że to prędko się nie zmieni. Natomiast Źdźbło i kociaki... wszyscy byli delikatni. Zbyt delikatni, żeby na siłę targać się przez mróz.
Pszczółka odezwała się, swoimi słowami zwracając uwagę białego kocura. Popatrzył na nią uważnie, a potem spojrzał na Źdźbło, czekając na jej reakcję. Nie odezwał się, choć jego puszysty ogon nerwowo przesunął się po ziemi parę razy.
Księżyce: 99 Mistrz: Korzenna Woń Płeć: Kotka Matka: Żbikopręga Ojciec: Klekoczący Bocian Trwałe urazy: pionowe blizny od ran po ptasich szponach; po obu bokach [trzy po lewej, jeden po prawej, od żeber do kręgosłupa]
Księżyce: 99 Mistrz: Korzenna Woń Płeć: Kotka Matka: Żbikopręga Ojciec: Klekoczący Bocian Trwałe urazy: pionowe blizny od ran po ptasich szponach; po obu bokach [trzy po lewej, jeden po prawej, od żeber do kręgosłupa]
Źdźbło jest dorosłą już kotką o przeciętnym wzroście i krótkiej sierści, stosunkowo puszystej, ale ostatnimi czasy trochę zmatowiałej, pomimo uporczywego wylizywania każdego brudnego miejsca. Większość jej ciała pokrywa biel, z wyjątkiem rudego obszaru wokół nosa, okolicy pomiędzy uszami i obszaru z tyłu przedniej, prawej łapie. Bury kolor także pojawia się pomiędzy uszami i na łapie, mieszając się z rudym. Dodatkowo kotka ma całkowicie bury ogon.
Na pyszczku wyróżnia się para intensywnie niebieskich oczu o trochę bardziej zmęczonym wyrazie, niż można było się kiedyś spodziewać po kotce. Być może sytuację tłumaczą pionowe blizny na obu bokach ciała - trzy na lewym, jedna na prawym, ciągnące się od żeber do kręgosłupa.
Wiele księżyców uwięzienia u Dwunogów sprawiło, że rozwój charakteru Źdźbła uległ spowolnieniu, jeśli nie zupełnemu zatrzymaniu. Na wierzch wypłynęły wszystkie traumy i strachy, przez co kotce towarzyszy ciągły strach, a przede wszystkim niepewność swojej pozycji i przyszłości. Nie wierzy w rozsądność swoich decyzji, czuje, że może opierać się tylko na poprzednio popełnionych błędach. Ironicznie, nadal tak samo wielką - zbyt wielką - wiarę pokłada w innych, których uważa za mądrzejszych od siebie, bardziej nadających się do udzielania komukolwiek rad.
W środku pozostała jednak taka sama, jak była. Nadal bezwzględnie wierzy w zasady, tym bardziej świadoma tego, jak skończyła, gdy posłuchała kogoś, kto je łamał. Jest jeszcze bardziej spięta, niż dawniej, świadoma ciężaru wychowania kociąt na jej barkach. Chce dobrze dla nich i, wewnątrz siebie, dla każdego (lub prawie każdego), kogo napotka. Po prostu uparcie trzyma się jedynych wartości, które jej kiedyś przedstawiono, wierząc, że przyniosą jej w końcu coś dobrego.
W związku z tą przeszłością jest też dość niezręczna towarzysko, trochę nudna, może męcząca. Z zasady nieco nieśmiała, poza tymi szczególnymi osobnikami, w których pokłada ogrom winy za to, jak wygląda teraz jej życie. Wobec nich potrafi wykrzesać zdecydowanie więcej ostrego języka i nieufności.
Cóż, w tej chwili Źdźbło wyglądała zdecydowanie lepiej, niż w momencie, w którym się spotkali. Choć nie chciała o tym zbyt długo myśleć, aby nie dopuścić do siebie wdzięczności ani nie podlać jakiegokolwiek nasionka zaufania. Nie mogła. Jednak dla pobocznego obserwatora fakty były takie, że jeszcze trochę i mogłaby nie przeżyć w ten sposób, w jaki funkcjonowała przed spotkaniem z kocurem.
Skrzywiła się lekko na ten mały bunt ze strony Śpiewu. Z każdym niewłaściwym zachowaniem któregokolwiek kocięcia Źdźbło nabierała wątpliwości, czy dobrze wychowuje dzieci. Wierzyła, że po powrocie do klanu wszystko się rozwiąże, będzie miała swoich własnych rodziców, będzie miała władze klanu i z pewnością wielu, wielu wojowników, którzy pomogą naprostowywać maluchy. Ale teraz? Przy niej i przy Pajęczynie?
- Nie marudź, popieliczko. Muszę, żeby cię przebudzić. - zbyła więc narzekania córki, żartobliwie ją przezywając. Nadal trzymała się dość cichego, spokojnego tonu - sama przecież też była dosyć zaspana. Przeciągnęła się.
Dostała kolejne pytanie - zadawane pewnie już wiele razy w ciągu tej wycieczki - i chcąc, nie chcąc, musiała spojrzeć w kierunku towarzyszącego jej kocura. Wciąż musiała na nim polegać... A ten od razu pospieszył się z odpowiedzią, i jeszcze podjętą przez siebie decyzją. Bez pytania o zdanie, oczywiście. Spojrzała wrogo na Pajęczynę, ponownie przełykając jakieś gorzkie słowo. Patrzyła właśnie na duet stworzony z małego kocurka, który okropnie przypominał o swoim nieobecnym, wykorzystującym okazje ojcu, oraz wuja odpowiedzialnego, choćby częściowo, za jej obecne położenie. Już niedługo.
Ale nie mogła przecież zdzierać z siebie całej odpowiedzialności. A powód podany przez Pająka... Miał sens. Szczególnie w kontekście kociaków. One chyba mogły pozostać jej miękkimi punktami... Czy nie?
- Tak. To ważne, żebyście się nie pochorowali. Dopilnuję tego. - potwierdziła, ale dopilnowała, by wtrącić swoje kilka groszy. Zaraz przekierowała uwagę na Pszczółkę i uśmiechnęła się lekko. - W Klanie Wichru jest bardzo dużo kotów. Są tam wojownicy, i terminatorzy, i medycy, i przywódca i zastępca, których trzeba słuchać. I wszyscy będą tam o was dbać, i będziecie mieli jedzenie, i legowiska w kociarni, a potem będziecie się uczyć, jak też być dobrymi wojownikami. Na pewno was polubią. Tylko musicie być grzeczni.
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Pajęczyna nigdy nie przepadał za tak słodkimi scenkami, za troską i miłością okazywaną w taki sposób. Sam miał nieco inne przeżycia w młodości i dziwnie obserwowało się coś takiego z bliska. Zwłaszcza, że niby miał być częścią tej grupki... tej rodziny. Choć nazywanie siebie wujkiem przyszło mu spontanicznie, bo sam nie wiedział jak siebie określić. Nie był zwykłym znajomym Źdźbła, był przy niej gdy trójka kociąt przyszła na świat, ale nie łączyła ich krew. To było dziwne, ale zdążył się już trochę przyzwyczaić.
Zauważył nieprzyjemne spojrzenie Źdźbła, oczywiście. Był na to wyczulony, bo choć większość kotów które znał tak na niego patrzyła, to zobaczyć ten wyraz na pysku Biedronki... to było coś innego. Wiedział, że za jej miną kryje się wiele emocji, ale dotąd nie miał okazji dokładnie o to spytać. Sądził, że to nie pora. Nie gdy Źdźbło jest zmęczona i mają pod opieką małe kociaki.
Przemilczał jej chłodne spojrzenie, jedynie unosząc lekko brwi i przyjmując niewinny wyraz pyska.
Nie wtrącał się do wypowiedzi Źdźbła aż do ostatniej chwili, nie chcąc jej przerywać. Jednak gdy kotka skończyła, Pajęczyna wziął wdech i przeskoczył spojrzeniem między każdym z kociąt.
- Tylko pamiętajcie, żeby nie słuchać przywódcy za bardzo. - prychnął. - To, że kot jest przywódcą nie zawsze oznacza, że na to zasługuje. Znałem przywódców którzy nie byli mądrzejsi od psa biegającego za własnym ogonem myśląc, że to zwierzyna. - jego pysk wykrzywił się w uśmiechu który kiedyś mógł być uroczy, ale teraz niszczyły go te wszystkie blizny.
okrągła, ruda, długowłosa | tygrysie pręgi | białe paluszki tylnych łap | bursztynowe oczy | wywinięte do tyłu uszy
nieśmiała. do rany przyłóż. lubi się przytulać. chyba nie wie że istnieje i nie uformowała jeszcze swojej pierwszej myśli. głupiutka, naiwna, empatyczna, łatwo się emocjonuje i rozprasza
Pszczoła bardzo łatwo gubiła wątek, gdy Pajęczyna i Źdźbło tak intensywnie rozmawiali, tak intensywnie i szybko wymieniali swoje poglądy, mówili sprzeczne ze sobą rzeczy. A teraz zaczęli mówić dużo, a Pszczółka raz po raz zmieniała pozycję z zadzierania łebka, aby patrzeć na pyszczek mamy do gapienia się szeroko otwartymi oczętami - w których nie było już ani iskierki zaspania - w białego kocura naprzeciwko. Słuchała i chłonęła informacje które wyłapywała z ich rozmowy... i niewiele rozumiała.
Wojownicy, terminatorzy, medycy, przywódcy, to wszystko brzmiało nierealnie - jak zupełnie inny świat niż ten, który znali dotychczasowo. Jak coś obcego i dziwnego i pięknego, ale nieco przytłaczającego. Mrugnęła kilka razy, wyraźnie mieląc w głowie nadmiar informacji podanych przez mamę, a zaraz potem wtrącił się wujek ze swoją opinią na temat tych całych przywódców. Pszczółka ściągnęła nieco brewki, przebierając łapkami w miejscu. - Czyli... mamy się słuchać czy nie słuchać przywódców? - spytała cicho, niepewnie, nie rozumiejąc, komu wierzyć bardziej. Mama była tak oschła w stosunku do wujka Pajęczyny, ale on był mądry. Ale to mamy zawsze słuchała się najbardziej. W co wierzyć?
Rozpromieniła się nagle, zawieszając ślepia na zabliźnionej mordce wujka. - Już- już wiem, wujku! Bo skoro... mówisz, że nie każdy zasługuje na to, aby go słuchać to- to jak ty z nami pójdziesz do Klanu Wichru, to będziesz nam mówił, kogo słuchać a kogo nie!
wszystkimmannapadaznieba,ludziemającopotrzeba:darmoświatło,gazilokaje,śpiąodranadowieczora,czasemdrepcządokościołainocązmęczeniśpiewają-"światniejesttakizły,światniejestwcalemdły,niech no tylko zakwitną jabłonie"