Logo Artemidy
Las Stu Ćwierków
#61
Sama nie wiedziała, czy kiedykolwiek tak naprawdę będzie pora, by zapytać o te emocje. Powinna czuć jedną - nieufność, a nie jej mieszankę ze złością, smutkiem, nadzieją, strachem. Nie była w stanie polować ani poruszać się na otwartym terenie tak sprawnie, jak powinna, by zadbać o swoje dzieci, i do tego potrzebowała kocura. Może... może powinna potraktować to jako spłacenie winy, albo jej części? Głowa podpowiadała, że nigdy nie powinna dać Pajęczynie wymazać tego pozostawienia jej w tyle. Nie wiedziała. Nie miała czasu na te myśli, opiekując się maluchami.
Jej ogon automatycznie zaczął się poruszać, gdy kocur postanowił w ogóle cokolwiek dodać do tej rozmowy. Cofnęła uszy i tylko świadomość obecności Śpiewu, Ważki i Pszczoły powstrzymywała ją przed syknięciem i przerwaniem Pajęczynie tej wypowiedzi w połowie.
- Słuchać przywódców. - zaznaczyła natychmiast, gdy z pyska córki wypadło to zdezorientowane pytanie. Wzięła oddech, by spróbować choć trochę zmiękczyć swój ton - dla Pszczółki - i zacząć: - Dopóki nie...
Nie miała okazji dokończyć zdania. Małe stworzenie z wywiniętymi uszami zaczęło pleść takie same bzdury, jakie wygadywałaby Źdźbło tak dawno temu. Pewnie już nawet mniej więcej w jej wieku. Gdy dawna Biedronkowa Łapa zorientowała się, jak podobna Pszczółka była do jej samej, szybko wciągnęła powietrze. Gdyby była sama, ta świadomość mogłaby sprawić, że zgięłaby się w pół i rozpłakała. Jakby całe życie i konsekwencje decyzji przeleciały jej przed oczami.
- Nie, nie będzie. Wujek Pajęczyna nie wie, kogo słuchać w Klanie Wichru, bo... sobie z niego poszedł. Dawno temu. Kiedy Klan Wichru go potrzebował. - wycedziła, na końcu spoglądając hardo w zabliźnioną mordkę, przelotnie zerkając na swoje własne ślady po latającym drapieżniku. Czy klan go potrzebował, czy nie, każdy Wichrzak mógł stwierdzić samodzielnie. Była w nim jednak co najmniej jedna istotka, która faktycznie skończyła źle bez ówczesnego terminatora.
I know it's my fault that I'm here all alone
LVL 3 75 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
10
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#62
Zmarszczyła brwi. Chciała marudzić. Chciała bardzo bardzo bardzo marudzić - może gdyby pomarudziła wystarczająco mocno, gdyby tupnęła nóżką albo, kto wie, nawet krzyknęła doniośle, to daliby jej się w końcu wyspać, odpocząć, chociaż posiedzieć w spokoju, cokolwiek. Śpiew jednak była, mimo lekkiego buntu trzylatka którego dziś doświadczała (a może to po prostu moment słabości po wielodniowej podróży, tak męczącej dla kocięcego organizmu?) zbyt grzecznym dzieckiem, by otwarcie zaprotestować. Mogła więc tylko poburczeć pod nosem coś, co nawet nie było słowami, zrobić kwaśną minę i tyle.

Podczas, kiedy jej rodzeństwo tuliło się do mamy i wujka, szylkretka pozostała tam, gdzie siedziała. Nie chciało jej się ruszać. Da sobie radę, ma długie futerko, wcale nie jest tak zi... przeszedł ją dreszcz. Skupiła się więc na słuchaniu starszych - Klan Wichru, tak, jak już tam dotrą to wyśpi się za wszystkie czasy. A potem... potem zostanie najlepszym wojownikiem. Już miała zresztą zadać jakieś pytanie na ten temat, kiedy Pajęczyna powiedział kompletne przeciwieństwo tego, co mówi mama, Pszczoła zadała (słuszne) pytania, a atmosfera między mamą i wujkiem zgęstniała. Śpiew przeniosła spojrzenie z mamy na jakiś bliżej nieokreślony punkt w oddali. Nie chciała żeby się kłócili, miała zamiar przestać ich słuchać i przeczekać kłótnię po prostu patrząc... gdzieś.

Ale wtedy mama powiedziała coś, co z powrotem wzbudziło w malutkiej szylkretce złość - chyba jeszcze większą niż przedtem. Wujek sobie poszedł z Klanu.
- To dlatego teraz tyle idziemy? - Spytała twardo, nie przenosząc w dalszym ciągu wzroku na pozostałych. Czy nie urodzili się w Klanie i teraz się tak męczyli... przez wujka?
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
4
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#63
Nie spodziewał się, że kocięta będą tak naprawdę rozumiały ich dyskusję. Nie znały świata, zwłaszcza jego klanowej części. Nie mogły wiedzieć, jak to naprawdę wygląda. Pszczółka przede wszystkim wyglądała na zmieszaną, ale ona miała to w zwyczaju. Po niej widać było każdą emocję.
Otworzył już pysk, by odpowiedzieć Pszczółce na jej śmieszną propozycję, ale uprzedziła go Źdźbło... niezbyt delikatnym tonem, w związku z czym kocur spojrzał na nią z lekkim zaskoczeniem. Ich spojrzenia spotkały się na moment. Pajęczyna prawie się oburzył, słuchając tego co wygadywała. Na pewno wiedziała dlaczego odszedł... prawda? Nie mogła mieć mu tego za złe!
Kocur patrzył na Źdźbło jeszcze chwilę, nawet gdy ona już odwróciła od niego wzrok. Wziął głęboki oddech i westchnął.
- To... długa historia, Śpiew, ale niezwiązana z wami. Jestem przekonany, że w mojej sytuacji wasza mama zrobiłaby to samo. - odparł spokojnym głosem, choć bez przerwy trzymał wzrok na mordce Biedronki. - Miałem w Klanie Wichru własną rodzinę. Własną... własną mamę, choć moja była innym kotem niż wasza... Nie była dla mnie dobra. Można nawet powiedzieć, że mnie zdradziła. Przez nią stałem się wyrzutkiem i nikt w Klanie mnie nie lubił... Nikt poza Biedronką. - rzucił jej kolejne spojrzenie. - Przyjaźniliśmy się. Wasza mama miała jednak wypadek, ja nie zdołałem jej obronić, więc została ranna. Po tym wszystkim uznałem, że najlepiej będzie odejść. Że Biedronka znajdzie swoje miejsce w Klanie, a ja odnajdę własną drogę poza nim. Nie sądziłem, że wrócę nawet na granicę... Ale obiecałem, że zapewnię wam bezpieczeństwo. Dopilnuję, że traficie do Klanu Wichru, a ja... - skrzywił się. - Ja sobie poradzę, jak zawsze. Skoro wasza mama nie chce mojego towarzystwa. - pochylił się lekko i mniej lub bardziej świadomie zaczął lizać futro na głowie Ważki.
LVL 5 225 / 400
MedLVL 0 0 / 100
15
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#64
Pytanie Śpiewu wybiło ją z rytmu. Złość kazała odpowiedzieć tak. Bo przecież gdyby nie Pajęcza Łapa (i Zgniłe Ziele - ją wciąż także miała w głowie, wyruszając na poszukiwania), to ówczesna Biedronkowa Łapa nie wyruszyłaby z obozu, nie poszłaby na poszukiwania... i nie skończyłaby tam, gdzie skończyła. Gdyby miała kociaki, to urodziłyby się już w klanie i zawsze znały to poczucie bezpieczeństwa, które pamiętała ich matka.
Ale wiedziała, że jest sobie winna tak samo, jak Pajęczyna. Bo dostawała wystarczająco sygnałów od otoczenia, by nie gapić się ślepo w autorytety. A jednak nie dość, że polazła za kocurem, to na dodatek, po tak wielu księżycach spędzonych na kontemplacji, dała się omotać kolejnemu. Nie mogła więc odpowiedzieć córeczce w jakikolwiek sposób. Zetknęła nos z jej czołem, próbując ukoić własne emocje. Powstrzymać się od płaczu, wybuchu, czegokolwiek, co przestraszy maluchy. Choć ogon jasno wskazywał, że w niej buzowało.
Podniosła głowę natychmiast, gdy zamiast tego odezwał się Pajęczyna. Spodziewała się zdecydowanie mniej łagodnego tonu. Przecież pamiętała to zachowanie z ceremonii. Przygotowywała się na kłótnię. Dostała - przynajmniej w pierwszym zdaniu - tylko bzdury. Zmarszczyła brwi, hardo patrząc w zabliźniony pysk. Nigdy nie zrobiłaby tak samo.
Nie postanowiła przerwać tego ciągu słów, choć wszystko w niej wołało, że powinna. Powinna kazać mu się uciszyć, nie dać się znowu zmanipulować ani oszukać. Ale słuchała i tylko walczyła, analizując wszystko, co jej nie pasowało, walczyła, by wreszcie zobaczyć swoją prawdę w cudzych słowach. Serce biło jej mocniej, kiedy orientowała się, że złość zostaje powoli zastąpiona przez żal, może gorycz.
Nie mogła sobie na to pozwolić.
- Odnalazłeś... w Klanie Gromu. - wystrzeliła na ślepo. To była zdrada, prawda? Zdecydowanie kwalifikowało się jako zdrada. - Teraz-teraz obiecujesz, a wtedy też obiecałeś, że będę żyć, że będę silna. Że byś mnie nie zranił. I zniknąłeś, i- - prawie miała chęć wskazać łapami na to schronienie, w którym siedzieli. Czy to, nie mówiąc już o stanie, w którym ją znalazł, była siła? Było życie? Wymownie uniosła brwi, gdy się uspokoiła. Musiała skupić się na wykrywaniu bzdur, wykrywaniu kłamstw. Choć było ciężko. Czy on naprawdę wierzył w to, co mówił? Co wygadywał o Lśniącej Sadzawce? - Zgniłe Ziele. Też cię lubiła. A twoja mama? Jak cię zdradziła? Jak nie była dobra? Przez nią nikt cię nie lubił? - zorientowała się, ponownie, że brzmi jak nieświadome dziecko, które prosi go o ujawnienie kolejnych prawd o świecie. Nie. Miał się tłumaczyć. - Mów, u-udowodnij. - tak, ton, który wybrała, brzmiał już... silniej.
I know it's my fault that I'm here all alone
LVL 3 75 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
10
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#65
Nie rozumiał, skąd w Biedronce znalazło się tyle emocji z nich związanych. Tyle… ciężkich emocji, które na pewno nie stawiały go w wygodnym położeniu. Wiedział, że nie mogło jej być łatwo po jego odejściu z Klanu Wichru, ale nie spodziewał się, że wciąż będzie to w niej żyło, że będzie obwiniała go za to, gdzie się znalazła. Przez całe te księżyce nie miał pojęcia, co się z nią stało… choć nieraz o niej myślał.
Patrzył na nią w swoim zmieszaniu, choć z zewnątrz niewiele było po nim widać. Zmarszczył brwi w zamyśleniu, skupiając się przede wszystkim na Biedroneczce, choć co chwila zerkał też na trójkę kociaków po kolei. Czuł się tym dziwniej wiedząc, że wszystko to obserwują. Byłoby już wystarczająco ciężko w cztery oczy.
- Byłem w Klanie Gromu… ale nie znalazłem tam swojego miejsca. – przyznał, nerwowo sunąc ogonem po ziemi. To też nie były zbyt dobre wspomnienia, w większości. – Był tam… mój stary przyjaciel. Wiedziałem, że mnie do siebie przyjmą, więc byłem z nimi parę księżyców. Ale to nie był mój dom. – odparł spokojnym, nieco przyciszonym głosem. To wszystko wydawało się już bardzo odległe. Myślał o tym tak dużo, uwięziony przez dwunogów, a teraz czuł w związku z tym zaskakująco mało. Przeżył dużo więcej w Klanie Wichru i to przede wszystkim pamięć o nim go nawiedzała.
Przymrużył oczy, słuchając jak Źdźbło wytyka mu dawne obietnice. Nie kłamała. Wtedy, całe księżyce temu, obiecał jej to wszystko. Wierzył w to, że bez niego da sobie radę i zostanie silną wojowniczką. Dlaczego tak się nie stało? Czy to naprawdę jego wina? Czy mógł spowodować nieszczęście pomimo tego, że już go tam nie było? Na tą myśl prawie się uśmiechnął. Brzmiało to, jak on. Podobno niszczył wszystko wokół.
Gdy Biedronka wytknęła mu to wszystko i kazała udowodnić, Pajęczyna sam czuł się zaskoczony tym, jak przyspieszyło bicie jego serca. Starał się utrzymać tego, że nie jest tej kotce nic winny, ale wciąż czuł się z tym dziwnie. Tak, jakby ciężar tej dawnej odpowiedzialności nagle powrócił i wisiał nad nim, nie dając spokoju.
- Nie chciałem cię zranić, Biedronko. – powiedział cicho, po czym wziął lekki wdech, zbierając myśli. – Czasami zapominam, jaka byłaś wtedy młoda. Lśniąca Sadzawka była wspaniałym medykiem, na pewno to wiesz, ale… nie była matką, której potrzebowałem. Którego potrzebowało moje rodzeństwo. Ich… już nie ma, dwójka została zabrana przez Klan Rzeki, a reszta zniknęła jeszcze gdy byłem młody. Zostałem ja i widziałem, że matka chce ode mnie wiele, że ma takie nadzieje, ale ja byłem przeciwieństwem czegokolwiek, czego chciała od dziecka. – lekko uniósł głos, po czym zastopował na moment by się opanować. – Byłem jej problemem, powodem do wstydu. Byłem silniejszy i głośniejszy od reszty Klanu i Lawendowa Gwiazda uznała mnie za zagrożenie. Więc wszyscy… odwrócili się ode mnie. – zamknął oczy, nie chcąc okazywać po sobie silniejszych emocji. Nie spodziewał się tej rozmowy tutaj, teraz. Mógłby podejść do tego lepiej, gdyby był przygotowany. Zostało mu jednak tylko wziąć kolejny oddech i kontynuować.
- Wtedy, gdy zostałaś ranna… Odszedłem dlatego, że Lśniąca Sadzawka zagroziła mi śmiercią. Gdy odmówiłem dogadania się z Lawendową Gwiazdą, moja matka powiedziała, że mnie zatruje, jeśli nie przestanę być problemem. – wysyczał, a futro na jego karku i ogonie uniosło się w gniewie, żalu, tych dawnych emocjach które nagle powróciły silniej, niż mógł się spodziewać. – Byłaś jedyną dobrą rzeczą, która została w tamtym Klanie. Nie wiedziałem, co z tobą będzie, ale myślałem, że… jeśli wszyscy mieli rację, to odchodząc chociaż dam ci szansę na spokojniejsze życie… A tutaj, proszę. – zerknął na kotkę ponuro, przejechał wzrokiem po bliznach na jej ciele. Czy to wszystko to jego wina?
- Przez te księżyce, które spędziłem na Siedlisku… coś nie dawało mi spokoju. Ciągle miałem sny o klanowych terenach, słyszałem znajome głosy. Coś nadal ciągnęło mnie z powrotem. Teraz wiem, że to byłaś ty. – spojrzał jej w oczy, ale tylko na moment.
LVL 5 225 / 400
MedLVL 0 0 / 100
15
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#66
Frustracja ponownie ją objęła, kiedy słyszała, że i w Gromie jej dawny mentor nie zagrzał swojego miejsca. Więc na co było to wszystko? Ta wielka ucieczka, która skończyła się dla niej tak, jak oboje widzieli. To rozrzucanie winy, tylko po to, żeby z kolejnej społeczności także zniknąć. Gdyby chociaż powiedział, że w Klanie Gromu zagrzał miejsce... To miałoby po prostu więcej sensu. A tak? Dowodziło to, co sądziła Źdźbło. I co wypowiedziała tonem zirytowanym, karcącym, a zupełnie nie pasującym do treści:
- Bo Klan Wichru to dom.
Nie chciała mówić twój ani nasz.
Unosiła brwi - kiedy na chwilę odsłaniała gardę, zaczynając odrobinę współczuć Pająkowi - i marszczyła je w momencie, gdy orientowała się, że znowu się daje bzdurom. To jakiej matki potrzebowałeś?, chciała spytać wręcz ironicznie (a może i poważnie?). W końcu parsknęła. Lawendowa Gwiazda? A to dobre.
- Lawendowa Gwiazda to nadała mi imię, którym tylko ty mnie nazywałeś. - wtrąciła ostro. Tyle to pozostawiało w kwestii czynów i myśli ich przywódczyni. - I nie wszyscy. To- wymówka. - wytknęła, sama dziwiąc się, jak dużej porcji odwagi wymagało od niej oddanie sterów tej chowanej złości. Sama także wzięła głęboki oddech, aby pociągnąć temat Lśniącej Sadzawki, bo słowa kocura ani trochę nie brzmiały jak wytłumaczenie. Liznęła Pszczółkę po głowie, dotknęła Śpiewu nosem, mrugnęła powoli do Ważki. Uziemiała się.
I chyba nigdy nie była lepiej przygotowana, niż w tym momencie. No, dopóki nie dowiedziała się o groźbach śmierci. To zbiło ją z pantałyku, porządnie. W oczach Źdźbła dało się dojrzeć zdziwienie, wręcz kapkę strachu i zawodu, tym razem niepowiązanego z samą osobą Pajęczyny.
- Co-co kon-kretnie. Co powiedziała. - wydukała. Tylko tyle swojego postanowienia mogła zachować. Dobrze wiedziała, że mu wierzy, ale dorosła chociaż na tyle, by nie opierać się na własnych odczuciach, własnej wierze. Dowody, dowody, dowody. Jakkolwiek miałby je dostarczyć.
Dała mu jednak mówić. Nie powinna była, ponownie. Powinna kazać mu zamilknąć i ruszać, albo chociaż upolować coś kociakom, żeby miały siły na dalszą drogę, i wtedy przejść cały potrzebny dystans, by dojść w bezpieczne miejsce. Ale słuchała, dała sączyć sobie to poczucie ugłaskania i niejakiego bezpieczeństwa. Marszczyła brwi chyba tylko dla dodania sobie sił rozsądku.
- To udowodnij. Lawendowa Gwiazda... już na pewno... odeszła. Jak twoja matka. Inni mogli zapomnieć. Możesz udowodnić... że nie jesteś problemem. W domu.
Nie chciała spać z nim w tym samym terminatorskim legowisku, ale przecież wierzyła w to, że trzeba było być wiernym klanowi. I należało do niego wrócić za wszelką cenę. Coś w niej się łamało, może złamało już dawno, i zawsze dążyło do zgodności poglądów. Skoro nienawidzenie Pająka było tak męczące, to niech sprawi, że przestanie to czuć, robiąc coś tak, jak trzeba.
I know it's my fault that I'm here all alone
LVL 3 75 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
10
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#67
- Przestańcie!

Piskliwy głos Pszczółki, niepewny, pełen dyskomfortu i niewypowiedzianych niepewności, niezrozumienia, wybrzmiał nagle, prawie przerywając mamie w połowie jej ostatniego zdania. Przebierała łapami w miejscu wyraźnie poddenerwowana. Oczy miała ogromne, wzrokiem przeskakując z Pajęczyny na Źdźbło, z mordką wykrzywioną w żałośnie wyglądającą podkówkę.

Obudziła się ledwie kilka chwil temu, i nagle pomiędzy mamą a wujkiem wyszła tak... tak niesamowicie intensywna, dziwna dyskusja której nie rozumiała, tak naprawdę, ani trochę. Wyłapywała z tej intensywnej wymiany zdań strzępki informacji, ale połączenie tego wszystkiego w całość dla stworzenia tak małego i nieogarniętego, jak Pszczoła, było nie lada wyzwaniem. A będąc nie do końca wyspanym, och, poskładanie tych strzępków dziwnych, niezrozumiałych informacji w jasną całość było wręcz niemożliwe. Bo kim była Lawendowa Gwiazda, Lśniąca Sadzawka, czemu był jakiś kolejny Klan i jaki to wszystko miało związek z nimi?

- Ja już... ja już- ja nie wiem czy- ja chyba nie chcę do tego Klanu, jeśli- jeśli przez to wszystko wy się tak na siebie denerwujecie - Klan Wichru był domem mamy, i był dla niej ważny, ale dla wujka nie, najwyraźniej. A wujek był ważny dla niej, i nie rozumiała, czemu dla mamy już nie był. Nie rozumiała, co sprawiło, że mama tak nie lubiła wujka, skoro był dla nich... dobry, i dbał o nich. - Dlaczego- dlaczego znowu się kłócicie? Nic nie rozumiem!

[Obrazek: j5OjcuH.png]


wszystkim manna pada z nieba, ludzie mają co potrzeba: darmo światło, gaz i lokaje, śpią od rana do wieczora, czasem drepczą do kościoła i nocą zmęczeni śpiewają - "świat nie jest taki zły, świat nie jest wcale mdły, niech no tylko zakwitną jabłonie"
LVL 1 25 / 100
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
5
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#68
No to sobie posłuchał.
Podświadomie przylgnął mocniej do łapy Pajęczyny - choć jednocześnie miał ochotę odsunąć się jak najdalej i na nich nie patrzeć, zarówno na mamę, jak i wujka - i zacisnął z całej siły szczękę, szukając w fizycznych sensacjach jakiegoś ukojenia nerwów. Czy pomogło...raczej nie pomogło. Choć po beznamiętnym wyrazie pyska ciężko było to stwierdzić, młodzik buzował od środka. W słowach dwójki kotów padały raz za razem nowe imiona, nowe sytuacje, a Ważka z każdą chwilą zamiast rozumieć więcej, rozumiał mniej. I chyba nie chciał rozumieć, już nie. Wlepił spojrzenie w bliżej nieokreślony punkt, z każdym rzucanym słowem oddalając się myślami od tego co rozgrywało się przy nim. Gdy Pajęczyna kończył mówić, nie słyszał już zupełnie.

Do rzeczywistości przywołał go z powrotem pisk Pszczółki. Na nagły odgłos, wybijający się wśród zlewających się w jedną całość słów Źdźbła przycisnął uszy do czaszki. Przeniósł nieobecne spojrzenie na rudy pyszczek siostry. Sam miał ochotę zacząć krzyczeć. Kochał mamę, kochał wujka, ale zachowywali się teraz jak...jak egoiści, takie słowo kiedyś usłyszał i chyba pasowało mu do sytuacji. Był głodny i niewyspany, a oni...oni robili scenkę, jeszcze gorszą niż normalnie.
LVL 5 85 / 400
MedLVL 7 340 / 1100
15
Siła
S
11
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#69
Na początku próbowała jeszcze słuchać - choć dość szybko przestała rozumieć o co w ogóle chodzi, bo wujek używał słów z gatunku zbyt trudnych dla kociaka w wieku niespełna trzech księżyców, a i sama tematyka była dla Śpiewu dość abstrakcyjna. Błądziła więc wzrokiem po bliznach na ciele Pajęczyny pojmując tylko tyle, że mówi on o czymś nieprzyjemnym, wyłapując jakieś strzępki sensownych dla niej zdań, nie mogąc jednak ułożyć z nich spójnej dla jej małego umysłu całości.

Potem, kiedy zaczęła mówić mama, również nie rozumiała wiele - głównie to, że była o coś zła na wujka. Ale za co? I czemu nagle mówią o jakimś innym klanie? O co w tym wszystkim chodzi? Przeniosła wzrok na swoje łapy, zaczęła na przemian wyciągać i chować pazury, próbując wbić je jak najgłębiej w podłoże; byle zająć czymkolwiek myśli, aż przestaną się kłócić. A na to się, niestety, nie zanosiło.

Z każdą chwilą, z każdym wypowiedzianym przez dorosłych zdaniem, odnosiła wrażenie że rozumie coraz mniej. Były jakieś imiona, jakieś skomplikowane słowa, i coraz bardziej nieprzyjemny ton. W pewnym momencie po prostu przestała słuchać, przestała próbować przetworzyć wypowiadane przez nich słowa, ułożyć z nich coś zrozumiałego. Zacisnęła zęby, starała się skupić na czymkolwiek, oddalić się myślami od ich kłótni, mniej lub bardziej skutecznie - a im bardziej próbowała, tym bardziej odnosiła wrażenie, że nieprzyjemne słowa wypowiadane to przez mamę, to przez wujka wwiercają się w nią, odbijają się w jej umyśle, stają się coraz to głośniejsze i głośniejsze (nawet, jeśli w rzeczywistości tak nie było), coraz bardziej nieznośne. Szylkretka z każdą chwilą bardziej przyciskała uszy do czaszki, biała końcówka ogona zaczęła drgać nerwowo.

Gdzieś tam dotarł do niej pisk Pszczółki - zacisnęła zęby jeszcze mocniej, starając się za wszelką cenę nie myśleć o tym wszystkim. Musi być dzielna, musi to po prostu przeczekać, zaraz pewnie ruszą znów w drogę i będzie po wszystkim; zabawne, teraz jednak wolałaby iść - wolałaby iść nawet cały dzień i całą noc, niż słuchać ich kłótni... musi pomyśleć o czymś innym, o czymkolwiek, w końcu jest dzielna i w ogóle.

Nawet się nie zorientowała, kiedy po kolorowej mordce zaczęły spływać powoli łzy.
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
4
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#70
Mógł się tak nie unosić. Mógł zatrzymać to w sobie na tyle, na ile był w stanie i zrobiłby to, gdyby cała ta rozmowa nie była tak nagła. Chciał to wyjaśnić. Miał dosyć tego, jak Źdźbło na niego patrzyła, jak miała mu za złe te wszystkie wydarzenia sprzed księżyców.
Jedynie zmarszczył brwi słysząc gadanie o tym, że Klan Wichru to dom. Kiedyś sam tak sądził i nie wyobrażał sobie innego miejsca do życia. Ale tak było zanim został odrzucony przez każdego, na kim mu zależało. Zanim zaczął być traktowany jak irytujący kleszcz, którego trzeba się pozbyć.
- Sama tego chciałaś, prawda? Dla mnie zawsze byłaś Biedronką. – wtrącił łagodnym tonem, zastanawiając się dlaczego jest to dla niej takie ważne. To przezwisko wyszło od niego, ale jemu kojarzyło się tylko pozytywnie. Czemu obwiniała go o każdą jedną rzecz z ich przeszłości?
Dotarło do niej. Pajęczyna wyłapał w jej spojrzeniu skupisko nagłych emocji. To zaskoczenie, ten zawód, pełne strachu zastanowienie – wyraźnie nie chciała mu uwierzyć, ale nie potrafiła odepchnąć od siebie tego zawahania. Poczułby satysfakcję, gdyby nie był w tej chwili tak zdenerwowany. Milczał przez parę uderzeń serca, dając chwile samemu sobie oraz Biedronce. Po tak długim czasie, wciąż nie lubił wspominać tamtego dnia.
- Niedługo po tym, jak zostałaś ranna… Lśniąca Sadzawka oraz Lawendowa Gwiazda poprosiły mnie o rozmowę. Chciały przedyskutować to… co powinny ze mną zrobić po ostatnich wydarzeniach. Moja matka przyznała, że to wszystko wiążę się z naszą trudną relacją, przez chwilę nawet myślałem, że mnie rozumie, ale… – na moment głos utknął mu w gardle, ale Pajęczyna zacisnął oczy i zmusił się do kontynuowania. – Moja matka powiedziała, że jeśli się nie zmienię- nie poprawię, to wygnanie mnie z Klanu będzie zbyt ryzykowne… więc osobiście wepchnie mi do gardła cis. – zmarszczył nos, jakby z odrazą, odwracając łeb w bok. Łzy na krótki moment zalśniły w jego oczach. Tak znane zioło zapewne nie wymagało wyjaśnień. Źdźbło również spędziła trochę czasu w legowisku medyków, musiała wiedzieć. Po połknięciu cisu Pajęczyna byłby martwy po paru chwilach. – To dlatego nigdy się nie pożegnałem. W tamtej chwili po prostu wybiegłem z obozu i… nie wróciłem. Nie mogłem.
Ponownie zamilkł. Gdy Źdźbło odezwała się nagle, wyglądał na szczerze zaskoczonego. Tym bardziej, gdy skończyła swoje zdanie i do kocura dotarło, co konkretnie powiedziała. Spojrzał na jej mordkę i zamrugał parę razy, jakby chciał się upewnić, czy coś mu się nie wydawało.
- Myślisz, że pozwoliliby mi zostać? – nie wierzył w to, a przynajmniej tak sobie mówił. Gdzieś głęboko w piersi poczuł lekką nadzieję… choć starał się ją szybko stłamsić.
Otworzył pysk, aby powiedzieć coś jeszcze, ale gdy spojrzał na kociaki… dotarło do niego, że przez ostatnią, burzliwą część rozmowy w ogóle nie zwracał na nie uwagi. Teraz patrzył na trzy roztrzęsione, pełne emocji kulki. Zastygł w miejscu, zaskoczony tym, że poczuł głęboki wstyd.
Pomimo tego, nie zdołał się odezwać.
LVL 5 225 / 400
MedLVL 0 0 / 100
15
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#71
Pewnie obwiniałaby Pająka mniej, gdyby jej ostatnie zetknięcie z choćby okolicami Klanu Wichru nie było powiązane właśnie z poszukiwaniem go. O czym nie zdążyła w końcu wspomnieć, zupełnie nieświadoma braku zrozumienia dla jej złości. W końcu to oczywiste, że poszła odnaleźć mentora i przyjaciela. Ówczesnego.
- Ale to zrobiła. Nadała takie imię. Związane z tobą. - jej ton nie był tak łagodny. Bardziej brzmiała, jakby tłumaczyła szczególnie mało lotnemu kociakowi oczywistości. Nigdy nie miała szczególnych problemów z Lawendową Gwiazdą, a odkąd jej nastawienie do byłego Wichrzaka zmieniło się na to obecne, poczuła, że przywódczyni była tu tą pozytywną postacią.
Nie tak, jak Lśniąca Sadzawka, dotychczas stanowiąca dla niej archetyp babci... Pajęczyna miał rację. Źdźbło wiedziała, czym jest cis, dotarło do niej to, co przedstawił jej kocur. Nie miała odpowiedzi. W środku, oczywiście, kłóciły się wątpliwości i chęć uwierzenia mu, albo chociaż dopytania, złapania jakiejkolwiek stabilności w tym paskudnym świecie. Była przekonana, nawet teraz, że na pewno miał jakieś inne wyjście z sytuacji, mógł zrobić to lepiej, ale... na tę chwilę brakowało jej słów. Może to lepiej. Nie mogła, absolutnie nie mogła dokonywać oceny tej rozmowy w tej samej chwili. Musiała analizować, musiała myśleć. Tak robiły koty, które nie były równie żałośnie naiwne, co ona, prawda?
Niestety, nie tylko Pajęczyna zwracał za mało uwagi na kociaki. A Źdźbło była ich matką. Tę dyskusję przerwała jednak dopiero Pszczoła, nie dając kotce odnieść się do pytania kocura. Natychmiast, orientując się, co narobili, obniżyła się, by otulić jedno z dzieci. Przyjrzała się pozostałym. Śpiew płakała, Ważka też wyglądał, jakby miał zacząć toczyć łzy.
- Nie, Pszczółko... Chodź, Śpiew, Ważka. - zawołała kociaki, próbując jakoś zagarnąć je do siebie, by w międzyczasie ułożyć jakieś sensowne słowa. - To są sprawy dorosłych. Ale to nie przez Klan Wichru. - nie do końca, przynajmniej. Rzuciła Pająkowi spojrzenie, którym starała się przekazać Nie zaprzeczaj. - Tam będziecie bezpieczni, i będziecie mieć dziadków, i pewnie inne kociaki do zabawy, i będzie miał was kto uczyć... Musimy tam pójść, Pszczółko. Już dobrze. Już będzie... cicho. Będzie wam tam lepiej, niż tu.
Wyjrzała poza ich schronienie. Słońce już zdecydowanie wzeszło.
- ...mówiłam. Udowodnij. Mi... i pewnie im też. - zwróciła się cicho, jak najbardziej neutralnym tonem, do Pająka, ponad głowami dzieci, które próbowała utulić wszystkie naraz. - ...polowanie dla kociąt pewnie pomoże. - prawie szepnęła. Nie zwracała uwagi na stan swojego żołądka, ale zdążyła już doświadczyć porannego głodu kociaków.

//zt
I know it's my fault that I'm here all alone
LVL 3 75 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
10
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#72
Nie wnikał zbyt mocno w to, co wyniosło Źdźbło z terenów Wichru te wszystkie księżyce temu. Był w takim szoku, gdy ponownie się spotkali... przez moment zastanawiał się, czy to nie jest część jego snu. Ale jego Biedronka naprawdę tam była. Zupełnie jakby Gwiezdni chcieli dopilnować, że ich dwójka ponownie się spotka.
Gdy dotarło do niego, że teraz Źdźbło widzi jego przezwisko jako coś negatywnego... Pajęczyna ugasił się nieco. Zamilkł i odwrócił na moment wzrok, nie wiedząc co mógłby jej odpowiedzieć. Nie sądził, że była na niego aż tak zła. Spodziewał się, że kłębiło się w niej wiele emocji, ale nie spodziewał się tego.
Po tym patrzył w tej niezręcznej ciszy, prawie jakby był sparaliżowany, jak Źdźbło przytula i próbuje pocieszyć kociaki. Sam nie wykonał ani jednego ruchu, ani bliżej, ani dalej tej czwórki. Dopiero gdy kotka zwróciła się do niego, Pająk przełknął ślinę i wyprostował się.
- Upoluję wam coś dobrego... będziecie mieć po tym dużo siły. - powiedział, choć domyślał się, że to nie będzie teraz obchodzić trójki roztrzęsionych kociąt. Rzucił Biedronce jedno niepewne spojrzenie, po czym odszedł szukać dobrej zdobyczy.

//zt?
LVL 5 225 / 400
MedLVL 0 0 / 100
15
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#73
Dała się przyciągnąć matce, choć nie można powiedzieć, żeby była z tego powodu pocieszona. To znaczy, z jednej strony chciała wtulić się w gęste futerko Źdźbła... ale z drugiej, była zła na nią i Pajęczynę. O tak, była zła, wręcz wściekła na nich za to, że śmieli się tak bardzo ze sobą żreć, a jednocześnie była smutna i rozżalona. Chciała więc znaleźć u matki pocieszenie, a jednocześnie miała ochotę ostentacyjnie odwrócić się od niej tyłem i uparcie ignorować egzystencję całej wesołej gromadki - przynajmniej, dopóki jej nie przejdzie (a w tym momencie, jak na wściekłego dzieciaka przystało, miała wrażenie, że nie przejdzie jej już nigdy!!!!).

Jednak jako dobrze wychowane, a przy tym skonfundowane skrajnymi emocjami dziecko nie zrobiła żadnej z tych rzeczy, po prostu siedziała, próbując uspokoić drżący nieco oddech. Przynajmniej póki Pajęczyna nie wrócił z jedzeniem, bo oprócz tego była też głodna.

z/t
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
4
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#74
Odczepił się od łapy wujka, gramoląc się spod niego. Nawet jeśli miał ochotę protestować, nie miał na to siły. Dał się przyciągnąć łapami matce i ukrył pyszczek pod jej pachą, coby jakaś łza jednak nie postanowiła napłynąć mu do oczu... oczywiście tak tylko na wszelki wypadek. W końcu nic a nic nie ruszały go kłótnie Źdźbła i wujka.
Ten przynajmniej poszedł coś upolować, w końcu. W brzuchu zdążyło już Ważce porządnie zacząć burczeć.

//gniot mega ale ztXD
LVL 5 85 / 400
MedLVL 7 340 / 1100
15
Siła
S
11
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#75
Sprawy dorosłych były bardzo, bardzo skomplikowane i trochę straszne jeśli tak wyglądały - stwierdziła w myślach Pszczółka, mordką ocierając się o kończynę Źdźbło, aby pozbyć się nadmiaru łez z zaszklonych, wielkich oczu. Nie lubiła, gdy się kłócili, mama i wujek. Robili to ostatnio coraz częściej a ona, rosnące, coraz więcej pojmujące kocię, nie lubiła tego bardzo. Nie lubiła, gdy się kłócili i krzyczeli i tym bardziej nie lubiła tej napiętej atmosfery która pozostawała po kłótniach, wisiała w powietrzu - tak gęsta, że dało się ją pazurami ciąć.

Teraz jednak dorośli nieco się przygasili, uspokoili, ochłonęli, a wujek Pajęczyna sobie poszedł. Poszedł dla nich zapolować, a Pszczółka wtuliła się w łapy Źdźbło i w swoje rodzeństwo, również przytulone do mamy, pociągając głośno noskiem dwa razy. Musi być dzielna, chce być dzielna. Nie lubi płakać, nie lubi takich sytuacji. Dobrze, że ta się już skończyła.

- Jak tak wyglądają wsystkie sprawy dorosłych, to ja nie chcę dorastać - mruknęła cichutko, niemrawo, sama do siebie, wciskając nos w białe futro Źdźbło, już do końca wycierając załzawioną mordkę. Teraz pozostawało czekać, aż wróci wujek Pajęczyna.

zt <3

[Obrazek: j5OjcuH.png]


wszystkim manna pada z nieba, ludzie mają co potrzeba: darmo światło, gaz i lokaje, śpią od rana do wieczora, czasem drepczą do kościoła i nocą zmęczeni śpiewają - "świat nie jest taki zły, świat nie jest wcale mdły, niech no tylko zakwitną jabłonie"
LVL 1 25 / 100
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
5
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości