Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Na Ubitej Ziemi znalazło się zagłębienie, które podczas każdego, trwającego więcej niż kilka uderzeń serca deszczu wypełnia się wodą. W ten sposób tworzy się kałuża, która mieści się na tyle daleko od skał, że zebrane a ceremonię koty nie muszą ryzykować przypadkowego w nią wdepnięcia. Nawet w swoim najgłębszym miejscu kałuża nie sięga dorosłemu koty wyżej niż staw nadgarstkowy. Jak właściwie powstało owe zagłębienie? Na to pytanie nikt nie zna odpowiedzi.
Dopóki nie zbliżysz się do niego na odległość pozwalającą go powąchać, będziesz przekonany, że masz do czynienia z kotką. Kociak ten jest bardzo mały, o bardzo delikatnej, kruchej budowie. Ma małą, trójkątną głowę, cienki ogonek, drobne, wysoko osadzone uszka i wąski, ciemnoróżowy nos z ciemną obwódką.
Gronostaj jest drobny i nieduży i są to zdecydowanie jego wady. Jego w zasadzie jedyną zaletą jest to, że… no cóż, jest prześliczny. Posiada wielkie, zielono-żółte oczy z ciemną oprawą, która koloruje na czarno również kącik jego oka, co sprawia, że wydaje się ono dłuższe i jakby potraktowane ludzkim makijażem. Ma jasne, prawie zupełnie białe futerko z niemal zupełnie czarnymi, tygrysimi pręgami (broken mackerel). Większość jego wąsików jest biała, jednak kilka z nich miło akcentuje na czarno. Wąski pasek futerka wokół oczu Gronostaja jest biały i mimo, że można odnieść wrażenie, że wszystko, co nie jest pręgami na jego futerku jest białe, kiedy patrzy się na owe paski przy oczach, okazuje się, że jednak nie do końca.
Niewiele można o nim powiedzieć. Starsze od siebie koty traktuje z szacunkiem i lekkim przestrachem. Jest spostrzegawczy i ciekawski ale zdecydowanie nie brawurowy. W zasadzie nie odróżnia się od innych kociąt: potrzebuje ciepła, uwagi i zabawy. Jeżeli ma te trzy czynniki po swojej stronie, jest szczęśliwym, zdrowym i grzecznym kocurkiem. Może się wydawać, że Gronostaj jest nieco za mało ruchliwy, jak na kociaka. Zamiast bójek czy biegania w kółko, często wybiera rozmowę o interesujących go sprawach.
Tundra (NŚ)
Mamy nowy dom. Dotarcie do niego wymagało ode mnie dużo wysiłku. Z resztą, oczywiście nie tylko ode mnie, cały Nowy Świt wyglądał na wymięty i niewyraźny. Nikomu się nie dziwię, sam jednak nie jestem w stanie zupełnie pozbyć się pewnej nutki strachu, która mi towarzyszy, od kiedy tylko opuściliśmy stary dom. Nie przestaję być bezustannie zaniepokojony, co zaczęło mnie już poważnie męczyć. Chcę móc odetchnąć ale wciąż czuję nieubłagany ucisk, a w głowie wciąż huczy komunikat “zagrożenie”.
Wychodzę z kociarni po kolacji złożonej z niedużej porcji mleka i połowy wiewiórki. Futerko na piersi mam nieco umazane krwią dlatego, że nie pozwoliłem mamie go umyć i uciekłem z Ukrytej Pieczary w czasie, kiedy czyściła futro komuś innemu.
Właściwie, wychodzę to złe określenie na to, w jaki sposób wydostaję się z kociarni. Wybiegam z niej, biegnę na Ubitą Ziemię i chwilę później potykam się o zagłębienie, które jest tutaj, a którego istnienia nie byłem świadomy. Ryję zębami o ziemię i łykam piasek. Ała.
Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Splątane futerko [NPC] Ojciec: Waniuszka [NPC] Trwałe urazy: Blizny: Lewy policzek :: Naderwane lewe ucho :: Lewa Łapa :: Lewy bok :: Ogon
Rudy pręgowany kocur o sporej masie, barczystej budowie i zarysowanych pod futrem mięśniach. Futro ma kolor płomienno-pomarańczowy, o klasycznym pręgowaniu i widać częściowo po jego stanie trudności jakie go spotkały w życiu. W okolicach pyska, piersi, łap i końcówki ogona pojawiają się jaśniejsze odcienie, przechodzące nawet w biel. Oczy kocura są koloru zieleni. Ciało Dyni pokryte jest licznymi bliznami z walk. Najbardziej widoczne znajdują się na lewym policzku, urwanym kawałku prawego ucha, lewej przedniej łapie, jednej stronie żeber i ogonie. Na ciele dyni także zaczęły się pokazywać efekty jego wieku, w postaci nielicznych srebrnych włosów na futrze.
Kocur jest zahartowany przez trudne warunki. Jest poniekąd znieczulony na brutalną rzeczywistość i dość cyniczny. Nie łatwo także otwiera się przed obcymi, póki nie zdobędą jakoś jego zaufania lub szczególnej fascynacji. Jednakże Dynia pozostał kotem o dużej determinacji i specyficznej osobowości. Ceni sobie lojalność i determinację u innych. Ceni sobię także różnorodność wiedzy, jaką zyskał przez własne doświadczenia i pozostaje przy zdaniu że każdy kot może wnieść coś wartościowego.
Mrucząca Łapa [KW], Powojnik [KG]
Tymczasem najstarszy członek Nowego Świtu siedział sobie gdzieś w okolicy, pod skałą, dość niedaleko od nowej lecznicy. Siedział, czy może raczej leżał, z łapami zawiniętymi pod siebie. Nie miał chwilowo jakiegoś konkretnego zajęcia, po prostu pasywnie obserwował jak koty się odnajdują w nowym obozie. Wiedział że zmiana była stresująca, zwłaszcza z powodu okoliczności. Jednak z czasem się przyzwyczają. Początki na cmentarzy także nie należały do łatwych. I co prawda ten obóz był zdecydowanie mniejszy, nie sądził żeby miało to być znacznym problemem. Przynajmniej na daną chwilę.
Poważniejszym problemem były nowe wieści dotyczące zniknięcia dwójki kotów. Oczywiście że nie Nowy Świt nie mógł zwyczajnie zaznać spokoju na jakiś czas. Zawsze musiały być jakieś problemy, prawda? Dynia nadal nie wiedział co dokładnie myśleć o Roche, jako że nie wiedział na sto procent czy miał swój udział w zniknięciu Plagi. Oczywiście że Klan był nieco rozgoryczony że po prostu sobie poszedł, nie próbując nawet tego przedyskutować z Tundrą...lub kimkolwiek innym. Ale potencjalne porwanie kociaka było czymś zupełnie innym i Dyni nadal ciężko byłoby uwierzyć że byłby do tego zdolny. Przynajmniej póki nie zostało to jednoznacznie potwierdzone.
Gdy Dynia był pogrążony w myślach, zauważył kątem oka małą jasną kulkę, mknącą na złamanie karku przez obóz...prosto w kierunku... - Hej uważaj, bo się przewrócisz o... – Dynia próbował go ostrzec, jednak było już za późno. Kociak wywalił się na pyszczek. - dziurę... – Dynia dokończył ze zrezygnowaniem. No trudno, co się stało to się stało. Może się z tego nauczy żeby bardziej patrzeć pod łapki.
Z lekkim westchnieniem, Dynia podniósł się na łapy i podszedł bliżej Gronostaja. Znał jego imię. W Klanie nie było zbyt wiele kotów, więc nie trudno było zapamiętać wszystkich. - Wszystko dobrze, coś cię boli? – Zaczął uważnie przyglądać się kociakowi, by zobaczyć czy nie było żadnej krwi i czy łapki wyglądały normalnie. Jednak Gronostaj na swoje szczęście nie wybił sobie ząbków, ani nie połamał łapek. - Lepiej jest patrzeć co jest przed tobą jak się biega, bo inaczej takie rzeczy się dzieją. – Staruszek mruknął z lekkim cieniem uśmiechu, gdy tylko upewnił się że kociak nie potrzebował wizyty u Fairy'iego. Dynia ugiął lekko łapy, zniżając głowę do poziomu kociaka. - Poza tym jak biegasz szybko, lepiej jest wysunąć pazury. Mniejsza szansa że się poślizgniesz i przewrócisz. – Jego ton należał raczej do życzliwych. Dynia sam miał podejście że jak nic się kociakowi nie stało, to to nie ma co się martwić. Muszą uczyć się na błędach. Ale mógł mu coś doradzić.
Dopóki nie zbliżysz się do niego na odległość pozwalającą go powąchać, będziesz przekonany, że masz do czynienia z kotką. Kociak ten jest bardzo mały, o bardzo delikatnej, kruchej budowie. Ma małą, trójkątną głowę, cienki ogonek, drobne, wysoko osadzone uszka i wąski, ciemnoróżowy nos z ciemną obwódką.
Gronostaj jest drobny i nieduży i są to zdecydowanie jego wady. Jego w zasadzie jedyną zaletą jest to, że… no cóż, jest prześliczny. Posiada wielkie, zielono-żółte oczy z ciemną oprawą, która koloruje na czarno również kącik jego oka, co sprawia, że wydaje się ono dłuższe i jakby potraktowane ludzkim makijażem. Ma jasne, prawie zupełnie białe futerko z niemal zupełnie czarnymi, tygrysimi pręgami (broken mackerel). Większość jego wąsików jest biała, jednak kilka z nich miło akcentuje na czarno. Wąski pasek futerka wokół oczu Gronostaja jest biały i mimo, że można odnieść wrażenie, że wszystko, co nie jest pręgami na jego futerku jest białe, kiedy patrzy się na owe paski przy oczach, okazuje się, że jednak nie do końca.
Niewiele można o nim powiedzieć. Starsze od siebie koty traktuje z szacunkiem i lekkim przestrachem. Jest spostrzegawczy i ciekawski ale zdecydowanie nie brawurowy. W zasadzie nie odróżnia się od innych kociąt: potrzebuje ciepła, uwagi i zabawy. Jeżeli ma te trzy czynniki po swojej stronie, jest szczęśliwym, zdrowym i grzecznym kocurkiem. Może się wydawać, że Gronostaj jest nieco za mało ruchliwy, jak na kociaka. Zamiast bójek czy biegania w kółko, często wybiera rozmowę o interesujących go sprawach.
Tundra (NŚ)
Wywalenie się na nos nigdy, w żadnej sytuacji nie należy do przyjemnych. Huczy mi w głowie, a słowa rudego kocura docierają do mnie jak z oddali. Mimo, że tego nie chcę, próbuję to powstrzymać, w moich oczach pojawiają się łzy. Ból od nosa rozlewa się po całym pysku, a ja zaczynam rozglądać się w poszukiwaniu mamy. Trwa to tylko kilka uderzeń serca i do władzy nad moim ciałem wraca dojrzały, prawie już dorosły kot Gronostaj. Biorę jeszcze dwa głębokie wdechy i dopiero wtedy podnoszę wzrok na Dynię i mówię cienkim głosikiem, w którym wyraźnie słychać wstrzymywane zły:
- Nic mi nie jest - mówię, pociągając nosem, który wciąż pulsuje bólem. Dopiero teraz uświadamiam sobie, że wciąż leżę na ziemi tak, jak na niej wylądowałem. Wobec czego pełen zażenowania zbieram się z gleby na cztery łapy, czując że razem z odrobiną skóry zostawiłem w piasku swoją maleńką, dziecięcą godność.
- Dzień dobry, panie Dynio - mówię do niego, bo mama uczyła, że starszym należy się szacunek i poważne, dobre traktowanie. Tak więc się zachowuję mimo, że wciąż boli mnie nos i mam wrażenie, że niektóre mięśnie moich łap są nieco… ponaciągane. Dziś pouczyła nawet swojego ostatniego syna, że jeżeli spotka kogoś starszego, powinien uprzejmie zapytać, czy dobrze się czuje w nowym obozie i jak mu minęła podróż. I właśnie w tej chwili to jest jedyne, co przychodzi mi do głowy, co mógłbym powiedzieć. - Dobrze się pan tutaj czuje? Jak pan przeżył podróż? - pytam więc uprzejmie.
Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Splątane futerko [NPC] Ojciec: Waniuszka [NPC] Trwałe urazy: Blizny: Lewy policzek :: Naderwane lewe ucho :: Lewa Łapa :: Lewy bok :: Ogon
Rudy pręgowany kocur o sporej masie, barczystej budowie i zarysowanych pod futrem mięśniach. Futro ma kolor płomienno-pomarańczowy, o klasycznym pręgowaniu i widać częściowo po jego stanie trudności jakie go spotkały w życiu. W okolicach pyska, piersi, łap i końcówki ogona pojawiają się jaśniejsze odcienie, przechodzące nawet w biel. Oczy kocura są koloru zieleni. Ciało Dyni pokryte jest licznymi bliznami z walk. Najbardziej widoczne znajdują się na lewym policzku, urwanym kawałku prawego ucha, lewej przedniej łapie, jednej stronie żeber i ogonie. Na ciele dyni także zaczęły się pokazywać efekty jego wieku, w postaci nielicznych srebrnych włosów na futrze.
Kocur jest zahartowany przez trudne warunki. Jest poniekąd znieczulony na brutalną rzeczywistość i dość cyniczny. Nie łatwo także otwiera się przed obcymi, póki nie zdobędą jakoś jego zaufania lub szczególnej fascynacji. Jednakże Dynia pozostał kotem o dużej determinacji i specyficznej osobowości. Ceni sobie lojalność i determinację u innych. Ceni sobię także różnorodność wiedzy, jaką zyskał przez własne doświadczenia i pozostaje przy zdaniu że każdy kot może wnieść coś wartościowego.
Mrucząca Łapa [KW], Powojnik [KG]
Młody był cały i zdrowy, także Dynia nie musiał się niczym dodatkowym przejmować. Nie byłoby dobrze jakby mieli dodatkowo kociaka z złamaną łapą.
- Nazywasz się Grono, prawda? – Nie do końca pamiętał imiona kociąt Zroszonego Listka, a jego wiek także nie pomagał w zapamiętywaniu informacji. Dorzućmy jeszcze stres związany z całą operacją przenosin. Nie spędzał też z nimi jakoś wiele czasu, raczej obserwując okazjonalnie gdzieś z daleka.
- Nie ma potrzeby by nazywać mnie "Panem". Możesz mnie po prostu nazywać Dynią. – Może sam zwrot był niecodzienny, ale nie był to pierwszy raz kiedy Dynia go słyszał w życiu. Musiał jednak przyznać że Kocurek miał dobre maniery, co było zawsze mile widziane. Być może wczesna oznaka całkiem charyzmatycznej jednostki? Kto wie co może z Kocurka wyrosnąć?
Starzec pozwolił sobie na uśmiech, rozluźniając się na pytanie. Mimo że nie przepadał za tym gdy się o niego martwili, potrafił to zrozumieć. Zwłaszcza jeżeli Zroszony Listek narzuciła swoim kociętom takie traktowanie starszych. - Nie musisz się martwić. Czuję się całkiem dobrze, chociaż trochę zmęczony. – Nie chciał tłumaczyć kociakowi pewnych niuansów jak bóle stawów, czy poczucie lekkiego osłabienia w mięśniach. Dynia nie miał jednak żadnych objawów zwiastujących chorobę, więc na szczęście przeprawa nie miała jakiś poważnych konsekwencji w jego przypadku.
Dopóki nie zbliżysz się do niego na odległość pozwalającą go powąchać, będziesz przekonany, że masz do czynienia z kotką. Kociak ten jest bardzo mały, o bardzo delikatnej, kruchej budowie. Ma małą, trójkątną głowę, cienki ogonek, drobne, wysoko osadzone uszka i wąski, ciemnoróżowy nos z ciemną obwódką.
Gronostaj jest drobny i nieduży i są to zdecydowanie jego wady. Jego w zasadzie jedyną zaletą jest to, że… no cóż, jest prześliczny. Posiada wielkie, zielono-żółte oczy z ciemną oprawą, która koloruje na czarno również kącik jego oka, co sprawia, że wydaje się ono dłuższe i jakby potraktowane ludzkim makijażem. Ma jasne, prawie zupełnie białe futerko z niemal zupełnie czarnymi, tygrysimi pręgami (broken mackerel). Większość jego wąsików jest biała, jednak kilka z nich miło akcentuje na czarno. Wąski pasek futerka wokół oczu Gronostaja jest biały i mimo, że można odnieść wrażenie, że wszystko, co nie jest pręgami na jego futerku jest białe, kiedy patrzy się na owe paski przy oczach, okazuje się, że jednak nie do końca.
Niewiele można o nim powiedzieć. Starsze od siebie koty traktuje z szacunkiem i lekkim przestrachem. Jest spostrzegawczy i ciekawski ale zdecydowanie nie brawurowy. W zasadzie nie odróżnia się od innych kociąt: potrzebuje ciepła, uwagi i zabawy. Jeżeli ma te trzy czynniki po swojej stronie, jest szczęśliwym, zdrowym i grzecznym kocurkiem. Może się wydawać, że Gronostaj jest nieco za mało ruchliwy, jak na kociaka. Zamiast bójek czy biegania w kółko, często wybiera rozmowę o interesujących go sprawach.
Tundra (NŚ)
Ból szybko mija i w ciągu kilku uderzeń serca okazuje się, że naprawdę nic mi nie jest, zgodnie z tym, co przed chwilą powiedziałem Dyni. Łzy znikają z moich oczu, a ja wszystkimi siłami próbuję przypomnieć sobie, co kocur przed chwilą powiedział. Coś o "panu Dyni". Mam tak nie mówić? Ale dlaczego, to brzmi tak ładnie. Pan Dynia. Z resztą, on naprawdę jest panem, jest bardzo stary. Powinno się tak do niego mówić. Ale on nie chce. No dobrze. Wobec tego kiwam głową, ale jednocześnie próbuję sobie przypomnieć, czy mama naprawdę mówiła, że powinienem tak mówić, czy sam to sobie wymyśliłem bo mi się tak podobało. Nie umiem tego stwierdzić.
- Gronostaj. Jestem Gronostaj i nie lubię, jak mówią Grono. To jak winogrono. A jestem jak taka mała, szybka i sprytna łasica. W takim kolorze, co ja. Mama tak mówiła. Nie jak winogrono. - mówię w odpowiedzi na jego pytanie, czując się nieco poirytowany, chociaż dobrze wiem, że nie powinienem złościć się ją starszego kota. Z jednej strony wiem, że on po prostu nie wiedział do końca, jak mam na imię ale z drugiej zupełnie nie zmienia to faktu, jak bardzo denerwujące jest dla mnie używanie tej niedbałej, krótkiej formy która uwłacza tylko mojemu pięknemu przecież imieniu. Nie jestem w zasadzie zły, tylko na chwilę się zdenerwowałem.
- Opowiedz mi coś proszę. Lubię historię. Jak byłeś młody. - proszę i na znak absolutnej gotowości do wysłuchania opowieści siadam wygodnie na ziemi, owijam ogonkiem ustawione równo przednie łapki.
Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Splątane futerko [NPC] Ojciec: Waniuszka [NPC] Trwałe urazy: Blizny: Lewy policzek :: Naderwane lewe ucho :: Lewa Łapa :: Lewy bok :: Ogon
Rudy pręgowany kocur o sporej masie, barczystej budowie i zarysowanych pod futrem mięśniach. Futro ma kolor płomienno-pomarańczowy, o klasycznym pręgowaniu i widać częściowo po jego stanie trudności jakie go spotkały w życiu. W okolicach pyska, piersi, łap i końcówki ogona pojawiają się jaśniejsze odcienie, przechodzące nawet w biel. Oczy kocura są koloru zieleni. Ciało Dyni pokryte jest licznymi bliznami z walk. Najbardziej widoczne znajdują się na lewym policzku, urwanym kawałku prawego ucha, lewej przedniej łapie, jednej stronie żeber i ogonie. Na ciele dyni także zaczęły się pokazywać efekty jego wieku, w postaci nielicznych srebrnych włosów na futrze.
Kocur jest zahartowany przez trudne warunki. Jest poniekąd znieczulony na brutalną rzeczywistość i dość cyniczny. Nie łatwo także otwiera się przed obcymi, póki nie zdobędą jakoś jego zaufania lub szczególnej fascynacji. Jednakże Dynia pozostał kotem o dużej determinacji i specyficznej osobowości. Ceni sobie lojalność i determinację u innych. Ceni sobię także różnorodność wiedzy, jaką zyskał przez własne doświadczenia i pozostaje przy zdaniu że każdy kot może wnieść coś wartościowego.
Mrucząca Łapa [KW], Powojnik [KG]
Więc Gronostaj. Dynia zamrugał, gdy młody kotek wyraził dezaprobatę z nazywania go 'Grono'. Nie znaczyło to jednak że Dynia miał z tym problem. Przynajmniej Gronostaj wiedział czego chce i nie czuł się przytłoczony przez status rudego kocura.
-Przepraszam, za to Gronostaju. Pamięć mnie odrobinę zawodzi. – Przyznał z lekkim uśmiechem. Gronostaj wydawał się całkiem rozważny na swój wiek, potrafiąc stać przy swoim zdaniu, traktując nadal innych z szacunkiem. Może będzie miał duży potencjał na przyszłość. O ile Dynia znowu się nie pomylił, jak w przypadku Rojsta lub Roche...
Gdy kocurek spytał go czy mógł mu o czymś odpowiedzieć, Dynia zdecydowanie trochę się ożywił. Po prawdzie, to lubił odpowiadać o swoich doświadczeniach. Nie chciał jednak nikomu narzucać się i zanudzać ich paplaniną. Skoro jednak kociak sam pytał, to czemu nie? Tylko co mu powiedzieć?
-Hm...widzisz, Gronostaju. Mógłbym opowiedzieć ci wszystko na temat mojego życia, ale na to chyba nie mamy czasu. – Dynia chwilowo się zamyślił, próbując wymyślić co może szczególnie zainteresować kociaka. - Urodziłem się w Klanie Cienia, wraz z moim rodzeństwem. Żyłem także przez jakiś czas samotnie, w Siedliskach dwunogów nie daleko stąd. Mogę także powiedzieć ci jak wyglądało życie w dużym mieście, gdzie spotkałem Rojsta i matkę Pokrzywy oraz Rudzika. – Zależy o czym Kocurek chciał tak naprawdę się dowiedzieć.
Jeżeli zainteresuje go wzmianka o klanie Cienia, Dynia może powiedzieć mu o jego młodzieńczych księżycach, jak i tym jak działają klany.
Jeżeli wybierze drugą opcję, może dowiedzieć się jak to jest żyć na własną łapę i jak wyglądają tereny zajęte przez dwunogów. Czego należy się tam spodziewać i na co należy uważać.
Przy trzeciej opcji, Dynia mógłby także powiedzieć nieco więcej o Rojście oraz co właściwie skłoniło ich do założenia Pożogi i przeniesienia się koło czterech klanów. Wybór jednak należał do Gronostaja.
Dopóki nie zbliżysz się do niego na odległość pozwalającą go powąchać, będziesz przekonany, że masz do czynienia z kotką. Kociak ten jest bardzo mały, o bardzo delikatnej, kruchej budowie. Ma małą, trójkątną głowę, cienki ogonek, drobne, wysoko osadzone uszka i wąski, ciemnoróżowy nos z ciemną obwódką.
Gronostaj jest drobny i nieduży i są to zdecydowanie jego wady. Jego w zasadzie jedyną zaletą jest to, że… no cóż, jest prześliczny. Posiada wielkie, zielono-żółte oczy z ciemną oprawą, która koloruje na czarno również kącik jego oka, co sprawia, że wydaje się ono dłuższe i jakby potraktowane ludzkim makijażem. Ma jasne, prawie zupełnie białe futerko z niemal zupełnie czarnymi, tygrysimi pręgami (broken mackerel). Większość jego wąsików jest biała, jednak kilka z nich miło akcentuje na czarno. Wąski pasek futerka wokół oczu Gronostaja jest biały i mimo, że można odnieść wrażenie, że wszystko, co nie jest pręgami na jego futerku jest białe, kiedy patrzy się na owe paski przy oczach, okazuje się, że jednak nie do końca.
Niewiele można o nim powiedzieć. Starsze od siebie koty traktuje z szacunkiem i lekkim przestrachem. Jest spostrzegawczy i ciekawski ale zdecydowanie nie brawurowy. W zasadzie nie odróżnia się od innych kociąt: potrzebuje ciepła, uwagi i zabawy. Jeżeli ma te trzy czynniki po swojej stronie, jest szczęśliwym, zdrowym i grzecznym kocurkiem. Może się wydawać, że Gronostaj jest nieco za mało ruchliwy, jak na kociaka. Zamiast bójek czy biegania w kółko, często wybiera rozmowę o interesujących go sprawach.
Tundra (NŚ)
Dobrze wiem, co to znaczy nie pamiętać wszystkiego, o czym się powinno. Często zapominam o rzeczach, które mama twierdzi, że mówiła mi wiele razy. Dlatego też nie jestem zły na rudego kocura, a w odpowiedzi na jego słowa tylko kiwam głową z łagodnym uśmiechem. Jeżeli nie będzie dalej zapominał, że jestem Gronostajem, a nie Grono, to wszystko będzie w porządku.
- No to na początek chciałby usłyszeć o tym, jak było w Klanie Cienia pani… to znaczy, Dynio. Naprawdę są tam te koty-gwiazdy? Czy one się świecą? Naprawdę mogą umrzeć dziewięć razy zanim umrą naprawdę? Naprawdę mają tam różne imiona jak są młodzi i są starzy? Dlaczego tak robią? Nie jest trudno się przyzwyczaić? Jak ty miałeś tam na imię? - zanim udaje mi się przestać, wypowiadam na głos zdecydowanie za dużo pytań. Jednak jak dotąd słyszałem o klanach tak dziwaczne i sprzeczne informacje, że nie sam nie potrafię uwierzyć, czy to wszystko prawda. Słyszałem również plotki i półprawdy, co zdecydowanie utrudnia ułożenie sobie w głowie prawidłowego obrazu życia w klanach. Bardzo się cieszę, że mogę dowiedzieć się prawdy od kogoś, kto naprawdę tam był i naprawdę zasmakował tamtejszego życia.
Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Splątane futerko [NPC] Ojciec: Waniuszka [NPC] Trwałe urazy: Blizny: Lewy policzek :: Naderwane lewe ucho :: Lewa Łapa :: Lewy bok :: Ogon
Rudy pręgowany kocur o sporej masie, barczystej budowie i zarysowanych pod futrem mięśniach. Futro ma kolor płomienno-pomarańczowy, o klasycznym pręgowaniu i widać częściowo po jego stanie trudności jakie go spotkały w życiu. W okolicach pyska, piersi, łap i końcówki ogona pojawiają się jaśniejsze odcienie, przechodzące nawet w biel. Oczy kocura są koloru zieleni. Ciało Dyni pokryte jest licznymi bliznami z walk. Najbardziej widoczne znajdują się na lewym policzku, urwanym kawałku prawego ucha, lewej przedniej łapie, jednej stronie żeber i ogonie. Na ciele dyni także zaczęły się pokazywać efekty jego wieku, w postaci nielicznych srebrnych włosów na futrze.
Kocur jest zahartowany przez trudne warunki. Jest poniekąd znieczulony na brutalną rzeczywistość i dość cyniczny. Nie łatwo także otwiera się przed obcymi, póki nie zdobędą jakoś jego zaufania lub szczególnej fascynacji. Jednakże Dynia pozostał kotem o dużej determinacji i specyficznej osobowości. Ceni sobie lojalność i determinację u innych. Ceni sobię także różnorodność wiedzy, jaką zyskał przez własne doświadczenia i pozostaje przy zdaniu że każdy kot może wnieść coś wartościowego.
Mrucząca Łapa [KW], Powojnik [KG]
Kociak zdawał się wybaczyć mu za tę drobną pomyłkę, więc mogli przejść do opowieści. Dynia niestety został zalany pytaniami z taką szybkością że nie mógł łatwo odpowiedzieć. Zwłaszcza że kociak pytał o wiele różnych rzeczy.
- Hej młody, nie tak szybko. – Odpowiedział, odrobinę rozczulony ciekawością kocurka. Jeżeli chciał odpowiedzi to je dostanie, tylko musiał mieć trochę cierpliwości. Wiedza ta także mogła być przydatna na przyszłość, bo pewnie wejdzie w kontakt z klanowymi kotami prędzej czy później. Nadal nie przenieśli się na tyle daleko, by móc całkowicie odciąć się od nich. Mieli po prostu nadzieję że na tyle daleko, żeby klanowe koty dały sobie spokój w podążaniu za nimi.
- Od razu powiem że nie znam odpowiedzi czy Gwiezdni na pewno istnieją. Lub czy przywódcy rzeczywiście mają dziewięć żyć. Potwierdzenie tego jest niestety praktycznie niemożliwe. Ale mogę ci powiedzieć nieco co mówiono nam o Gwiezdnym Klanie. – Nigdy nie był świadkiem śmierci przywódcy. I próba sprawdzenia była oczywiście niemożliwa, bo ktoś musiałby stanąć przeciw dziesiątkom kotów stojących w obronie. Tym bardziej nie było sposobu by przekonać się czy Gwiezdny Klan istniał, czy medycy po prostu mieli halucynacje z zbyt dużej ilości ziół.
- Pamiętam jednak co moja matka mówiła nam o Gwiezdnych. Jest to podobno miejsce gdzie idzie każdy klanowy kot po śmierci, jeżeli przestrzegał kodeksu wojownika. Gwiezdni są ważni dla klanów, gdyż mówi się że klany powstały jedynie przez działanie Gwiezdnych, którzy przerwali chaos i przemoc między kotami. Według założenia, każdy przywódca gdy zostaje mianowany, wyrusza do pewnego miejsca by spotkać się z Gwiezdnymi i otrzymać dziewięć żyć. Medycy także podobno mają silniejszą więź z Gwiezdnym Klanem, który kontaktuje się właśnie z nimi, jeżeli ma coś ważnego do powiedzenia. – Dynia nieco skrócił wyjaśnienia. Mógł rozwinąć jeżeli kocurek chciał. Nie zmieniało to jednak faktu że nie wiedział na ile prawdziwe były te podania i opowieści.
Było jeszcze sporo pytań na które nie odpowiedział. Dynia w końcu zdecydował jak powinien podejść, by nie pomieszać zbytnio Gronostajowi w głowie. Miał nadzieję że temu uda się zrozumieć co miał na myśli.
- Jeżeli chodzi o imiona, to może powiem to tak. Jak kociak się rodzi w klanie, jest oczywiście kociakiem. Ma proste imię, tak jak to ma miejsce u nas. Kociaki nazywają się tak jak zechce nazwać je matka. Ja od początku nazywałem się Dynią.
Gdy kociak osiąga sześć księżycy, może pójść jedną z dwóch ścieżek. Może stać się zwykłym terminatorem, ucząc się walczyć, polować oraz o zasadach funkcjonujących w klanie. Albo może stać się terminatorem medyka, ucząc się na temat ziół oraz leczenia rannych i chorych kotów. Wszyscy terminatorzy w klanach dostają jednak drugi wyraz w imieniu, którym jest zawsze "łapa". Na przykład, jako Gronostaj, najprawdopodobniej zostałbyś "Gronostajową Łapą". Jednak przywódca gdy sam stałem się terminatorem, zmienił mi imię na Jelenią Łapę. Nie znam do końca powodu. Może po prostu nie wiedział czym są Dynie...?
Gdy terminator kończy swój trening, staje się wojownikiem, przy czym przywódca nadaje mu jego pełen imię. Wojownicy oczywiście zajmują się głównie ochroną klanu, jak i później szkolą swoich terminatorów. Imiona wojowników są naprawdę różne. Sam niestety nie zostałem wojownikiem i nie miałem pełnego imienia, ale jako przykład podam imię mojej siostry. Czosnkowy Kieł. Pierwszy wyraz opisuje drugi wyraz. Zazwyczaj imiona większości klanów są tak samo tworzone. Jak mogłeś zauważyć, my odsunęliśmy się trochę od tego i nie mamy tradycji nadawania imion z dwóch wyrazów. – Dynia chciał także przekazać Gronostajowi trochę wiedzy, by łatwiej było mu poukładać to co mógł już słyszeć. Bo słyszał coś na pewno, jeżeli zadawał konkretne pytania. Zrobił jednak przerwę, by kociak mógł przemyśleć lub zadać dokładniejsze pytania, jeżeli coś go zaciekawiło. - Rozumiesz na razie wszystko co mówię? Dodam że jedną zasadą dotyczącą imion jest to że nikt inny niż przywódca nie może mieć słowa "Gwiazda" w imieniu. Nawet w pierwszym słowie. Jest to ogólnie uważane za obrazę tradycji. – Zapytał, mając nadzieję że kociak nie zgubił się kompletnie po drodze.
Dopóki nie zbliżysz się do niego na odległość pozwalającą go powąchać, będziesz przekonany, że masz do czynienia z kotką. Kociak ten jest bardzo mały, o bardzo delikatnej, kruchej budowie. Ma małą, trójkątną głowę, cienki ogonek, drobne, wysoko osadzone uszka i wąski, ciemnoróżowy nos z ciemną obwódką.
Gronostaj jest drobny i nieduży i są to zdecydowanie jego wady. Jego w zasadzie jedyną zaletą jest to, że… no cóż, jest prześliczny. Posiada wielkie, zielono-żółte oczy z ciemną oprawą, która koloruje na czarno również kącik jego oka, co sprawia, że wydaje się ono dłuższe i jakby potraktowane ludzkim makijażem. Ma jasne, prawie zupełnie białe futerko z niemal zupełnie czarnymi, tygrysimi pręgami (broken mackerel). Większość jego wąsików jest biała, jednak kilka z nich miło akcentuje na czarno. Wąski pasek futerka wokół oczu Gronostaja jest biały i mimo, że można odnieść wrażenie, że wszystko, co nie jest pręgami na jego futerku jest białe, kiedy patrzy się na owe paski przy oczach, okazuje się, że jednak nie do końca.
Niewiele można o nim powiedzieć. Starsze od siebie koty traktuje z szacunkiem i lekkim przestrachem. Jest spostrzegawczy i ciekawski ale zdecydowanie nie brawurowy. W zasadzie nie odróżnia się od innych kociąt: potrzebuje ciepła, uwagi i zabawy. Jeżeli ma te trzy czynniki po swojej stronie, jest szczęśliwym, zdrowym i grzecznym kocurkiem. Może się wydawać, że Gronostaj jest nieco za mało ruchliwy, jak na kociaka. Zamiast bójek czy biegania w kółko, często wybiera rozmowę o interesujących go sprawach.
Tundra (NŚ)
Dynia mówi, a mnie bardzo szybko wszystko zaczyna mieszać się w jedno. Gwiezdni to te całe Gwiazdy, przywódcy klanów? Nazwa się zgadza ale to nie ma sensu. A ten Gwiezdny Klan? To jeszcze jeden, obok Gromu, Wichru, Rzeki i Cienia? Gwiazdy, Gwiezdni, Gwiezdny Klan, to wszystko brzmi jakby było jednym i tym samym. Potrzebuję dłuższej chwili żeby to wszystko mogło ułożyć mi się w głowie i w końcu nabrać logicznego znaczenia. Po tym, jak wysłuchuję do końca wypowiedzi kocura, udaje mi się wreszcie coś zrozumieć. Gwiezdny Klan to to samo, co Gwiezdni. Dynia nie wie na pewno, czy istnieją, ale wierzą w to koty z klanów i jest to dla nich bardzo ważne. Gwiezdny Klan to jednocześnie grupa kotów i miejsce, do którego po śmieci idą grzeczne koty z klanów. Czy ja gdzieś pójdę, jak umrę? A co, jeśli umrę bo przejedzie mnie potwór dwunogów i nie będę mógł nigdzie iść? Czuję, że przechodzą mnie dreszcze.
Następnie zostaje podniesiona ponownie kwestia imion. Wysłuchuję wyjaśnień dotyczących złożonych klanowych tradycji. Gdybym urodził się w klanie, nazywałbym się niedługo Gronostajową Łapą. Ależ to niepotrzebnie długie i głupie imię. Dlaczego miałbym być jakąś łapą? Dlaczego tylko łapą? Dlaczego właśnie łapą? Uch, to irytująco głupie. Właściwie to cieszę się, że jestem tylko Gronostajem. Lubię to imię, jego brzmienie i znaczenie. Byłoby mi smutno, gdybym musiał się z nim pożegnać. W tej chwili naprawdę cieszę się, że nie jestem klanowym kotem. Z zaskoczeniem dowiaduję się, że Dynia nazywał się przez jakiś czas Jelenia Łapa. Ale dlaczego, co on ma wspólnego z jeleniami? Cóż, może kolor. Faktycznie. Ale skoro jego mama chciała, żeby był Dynią, to dlaczego przywódca zdecydował, że nagle zrobi z niego Jelenia? Wyjaśnienia Dyni budzą we mnie jeszcze więcej pytań
- Czy twojej siostrze śmierdziało z buzi? - pytam wprost, bo imię wspominane przez rudego kocura zdecydowanie na to wskazywało. Nie rozumiem jeszcze klanowych imion. Nie wiem, że nie muszą one mieć dosłownego znaczenia, a dwa człony połączone razem nie zawsze muszą mieć sens, czasem wystarczy że po prostu dobrze brzmią razem, znaczą coś ładnego lub strasznego, a czasem po prostu porównują noszącego je kota do czegoś, co pozornie nie ma z nim żadnego związku.
- Ale był Złoty Język - przypominam sobie nagle, chociaż sam tego kota nie pamiętam. O jego istnieniu wiem o od mamy, która kiedyś uznała za stosowne mi o nim opowiedzieć. - To dwa wyrazy - dodaję po chwili, na wypadek gdyby nie było jasnym, dlaczego o tym wspominam. Kot, który miał imię złożone z dwóch słów był członkiem Nowego Świtu.
- Wojownik, przywódca, uczeń, medyk i uczeń medyka. To wszystkie rangi, które mają w klanach? U nas jest ich więcej. - ale nie znam prawie żadnej z nazwy. Ktoś kiedyś próbował mi o nich opowiedzieć ale niczego z tego nie zapamiętałem. No, może poza tym że istnieje jakaś Rada i tam są najważniejsze koty. Ale kto to dokładnie? Nie mam pojęcia. To całkiem zabawne, że już w tej chwili mam większą wiedzę o rangach obowiązujących w czterech klanach niż o tych, które są w Nowym Świcie. Wkrótce ma się to zmienić, dlatego że lada dzień zacznę swój trening. W tej chwili jestem jednak zielony niczym wiosenna trawa.
- A w mieście? Jak tam było? Inaczej niż tutaj? Groźniej? - zadaję kolejne pytanie dopiero po usłyszeniu odpowiedzi na poprzednie.
Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Splątane futerko [NPC] Ojciec: Waniuszka [NPC] Trwałe urazy: Blizny: Lewy policzek :: Naderwane lewe ucho :: Lewa Łapa :: Lewy bok :: Ogon
Rudy pręgowany kocur o sporej masie, barczystej budowie i zarysowanych pod futrem mięśniach. Futro ma kolor płomienno-pomarańczowy, o klasycznym pręgowaniu i widać częściowo po jego stanie trudności jakie go spotkały w życiu. W okolicach pyska, piersi, łap i końcówki ogona pojawiają się jaśniejsze odcienie, przechodzące nawet w biel. Oczy kocura są koloru zieleni. Ciało Dyni pokryte jest licznymi bliznami z walk. Najbardziej widoczne znajdują się na lewym policzku, urwanym kawałku prawego ucha, lewej przedniej łapie, jednej stronie żeber i ogonie. Na ciele dyni także zaczęły się pokazywać efekty jego wieku, w postaci nielicznych srebrnych włosów na futrze.
Kocur jest zahartowany przez trudne warunki. Jest poniekąd znieczulony na brutalną rzeczywistość i dość cyniczny. Nie łatwo także otwiera się przed obcymi, póki nie zdobędą jakoś jego zaufania lub szczególnej fascynacji. Jednakże Dynia pozostał kotem o dużej determinacji i specyficznej osobowości. Ceni sobie lojalność i determinację u innych. Ceni sobię także różnorodność wiedzy, jaką zyskał przez własne doświadczenia i pozostaje przy zdaniu że każdy kot może wnieść coś wartościowego.
Mrucząca Łapa [KW], Powojnik [KG]
Nie trzeba było być geniuszem, by po minie Gronostaja zauważyć że się w tym pogubił. Faktycznie, informacji było dużo. Być może Dynia przesadził z tym co chciał przekazać.
- Chyba trochę za szybko? Co? – Dynia zapytał, odrobinę zmartwiony. Kociak chciał odpowiedzi, a Dynia chciał mu wszystko przekazać tak jasno jak to możliwe. W końcu zaczął kminić. Jak przedstawić to kocięciu, by łatwiej było zrozumieć. - Wiesz, myślę że mogę ci to pokazać w pewien sposób! – Stwierdził, nieco bardziej entuzjastycznie. Po chwili kminienia wpadł na pomysł. Użycie czegoś czego raczej nie znało wiele kotów w klanie, ale niektóre koty w mieście nauczyły się od dwunogów. Zwłaszcza że byli na odkrytej ziemi.
Dynia pochylił się nad powierzchnią ziemi, która nie była pokryta trawą. Wysunął pazur i zaczął kreślić coś. Kociak zadawał więcej pytań i wiedział że pominął pewne rzeczy, a powinien także o nich powiedzieć. - To nie było wszystko. Jest więcej. Daj mi chwilkę, to ci pokażę. – Odpowiedział.
Dynia zaczął zaznaczając pazurem z ziemi coś co przypominało trochę głowę małą głowę kota. Od niej odciągnął trzy linie.
Zaczął od prawej strony. Postawił pod linią swoją łapę, próbując ją dość mocno wgnieść w ziemię, by zostawić ślad. Gdy ją zabrał, na ziemi pojawił się odcisk poduszek z czterema palcami. Dynia rozejrzał się i znalazł wzrokiem trochę walających się listków. Wziął dwa. Położył jeden listek obok odcisku łapy. Niżej pociągnął kolejną linię i także położył tam trochę większy listek.
W drugiej kolejności Dynia zabrał się za środkową linię. Ponownie odcisnął swoją łapę, ale tym razem obok niej zaznaczył pazurem trójkątny kształt, który w założeniu miał symbolizować pazur. Ponowił z kolejną linią i narysował tym razem tylko większy trójkąt.
Pod tym znakiem była kolejna jednak linia. Tu jednak Dynia miał zagwozdkę. Jak przedstawić gwiazdę. Po chwili myślenia, udało mu się znaleźć dwa błyszczące kamyczki w jasnym odcieniu. Położył mniejszy, odciągnął kolejną linię w dół i położył większy kamyczek na ziemi niżej.
Pozostała jeszcze jedna rzecz, o której trochę zapomniał. Po lewej stronie od większego narysowanego trójkąta, Dynia narysował coś co przypominało większą głowę kota i dwie mniejsze obok niej. Potem narysował jedną linię między tym znakiem, a odciskiem łapy z trójkątem. Oraz dwie linie między trzema główkami i dużym trójkątem. Dzieło była chyba nareszcie skończone. Miał tylko nadzieję że nie pokomplikował rzeczy.
- Skończone. Chodź Gronostaju i popatrz. – Zaprosił kocurka bliżej. Gdy młody zwrócił uwagę i miał okazję spojrzeć dokładniej, Dynia mógł zacząć tłumaczyć.
- To jest kociak po urodzeniu. Na przykład gdybyś ty urodził się w normalnym klanie. – Dynia wskazał pazurem na pojedynczą główkę kota na samej górze. -Gdy kociak ma sześć księżycy staje się terminatorem. I są dwie możliwości...
Dynia podążył łapą wskazując na początkując na trójkąt przy odcisku łapy. - Załóżmy że to pazur. Bo wiesz. Wojownicy i koty trenujące na wojowników głównie skupiają się na walce, prawda? Jako że wojownicy bronią klanu przed niebezpieczeństwem – Stary kocur wyjaśnił co chciał przedstawić. - Większość kociaków staje się terminatorami i przyjmuje w imieniu słowo 'Łapa'. – Chyba połączenie między odciskiem i imieniem terminatorów było dość oczywiste.
- Ale może także zostać terminatorem medyka i uczyć się leczyć koty. – Dynia wskazał na odcisk łapy z liściem obok. - Potem, zwykły terminator zazwyczaj staje się wojownikiem. – Wskazał na duży 'pazur' - A terminator medyka stanie się medykiem. – Przeniósł łapę nad duży liść, który symbolizował medyków.
Dynia przez chwilę zamilkł, dając Gronostajowi chwilę odpocząć i pomyśleć, żeby się nie pogubił zbyt szybko. Teraz musiał mu wyjaśnić kwestię jaką było przywództwo.
- Dobrze, teraz przywódca i zastępca, tak? Widzisz, jeżeli wojownik wytrenował chociaż jednego terminatora, ma szansę zostać wybrany na zastępcę... – Dynia wskazał na mniejszy błyszczący kamyczek. - A gdy poprzedni przywódca umrze lub zrezygnuje, zostaje on przywódcą. Dopiero w momencie gdy staje się przywódcą, staje się on Gwiazdą i podobno dostaje dziewięć żyć. -Dokończył, oglądając się na Gronostaja. Miał nadzieję że kociak nie miał problemu z rozumieniem o czym mówił. - Wybrałem kamyczki bo są błyszczące...jak te gwiazdy na niebie. – Dodał po chwili i ponownie spojrzał na swój rysunek. Westchnął cicho, zawiedziony faktem że nie umiał za bardzo tłumaczyć. Nie byłby najlepszym mistrzem, gdyby kiedykolwiek sam został wojownikiem i miał własnych terminatorów. Z resztą widać po jego treningu z Fairy'm. - Widzisz jeszcze to po prawej? To są matki. – Wyjaśnił wskazując na największą z trzech główek. - Widzisz, większość matek to wojowniczki, które zaszły w ciąże. Karmią i opiekują się swoimi kociętami. Są matkami tylko tymczasowo i po tym jak kocięta stają się duże, wracają do bycia wojownikami. Dlatego dwie kreski są tutaj, między wojownikiem i matką. – Kocur wyjaśnił - Jednak zdarza się czasami że ktoś może zdecydować że chce na stałe zajmować się kociętami. Wtedy może uczyć się od innych matek, a po jakimś czasie stać się taką stałą matką. Wtedy ich zajęciem jest nie tylko wychowywanie własnych kociąt, ale także pomoc innym mamom przy ich kociętach. Jak i opiekują się kociętami które nie mają aktualnie rodziców w klanie – Wyjaśnił rolę matki, której wcześniej nie przedstawił, pokazując linię między terminatorem i matką.
Dynia wziął sobie kolejną przerwę, dając znowu Gronostajowi czas na przemyślenie. - Więcej pytań na ten temat? – Chciał wiedzieć czy nie pomieszał czegoś próbując uczyć. Powinien jednak pewnie także powiedzieć o starszyźnie, ale zdecydował że lepiej będzie odpowiedzieć kociakowi na pytania jakie miał.
-Um...nie. Przynajmniej nie wydaje mi się. Została Czosnkowym Kłem, bo nazywała się Czosnek wcześniej. – Chociaż trzeba powiedzieć że Dynię rozbawiła ta sugestia.
Gronostaj zauważył że jednak mieli kiedyś jednego kota z dwoma imionami. Faktycznie. - Owszem, Złoty Język miał dwa imiona. Jednak był on wcześniej wojownikiem w jednym z klanów. Nie chciał zmiany. Być może Rojst planował mu zmienić imię później, ale nic z tego nie wyszło. – Odpowiedział, bo szczerze sam nie wiedział jaki dokładnie był powód czemu kocur chciał zachować to imię. Może przyzwyczajenie, może duma z zdobycia go. Nie znał Złotego Języka na tyle by określić...i nigdy nie pytał. - Jednak jeżeli spojrzysz na resztę imion, wiele kotów ma jedno słowo, prawda? W klanach wszystkie dorosłe koty mają imiona z dwóch słów. – Postarał się rozwiać wątpliwości jakie mógł mieć młody kocurek.
- Groźniej, nie ma może drapieżników jak borsuki lub lisy. Ale nadal trzeba uważać na wiele innych rzeczy. – Przyznał, zastanawiając się czy kociak chciał usłyszeć więcej. Po prawdzie Dynia mógł nie być w stanie podzielić się wszystkim związanym z uliczną codziennością, zważając na wiek kocięcia. Nie chciał wywołać jakiejś traumy u kociaka.
Dopóki nie zbliżysz się do niego na odległość pozwalającą go powąchać, będziesz przekonany, że masz do czynienia z kotką. Kociak ten jest bardzo mały, o bardzo delikatnej, kruchej budowie. Ma małą, trójkątną głowę, cienki ogonek, drobne, wysoko osadzone uszka i wąski, ciemnoróżowy nos z ciemną obwódką.
Gronostaj jest drobny i nieduży i są to zdecydowanie jego wady. Jego w zasadzie jedyną zaletą jest to, że… no cóż, jest prześliczny. Posiada wielkie, zielono-żółte oczy z ciemną oprawą, która koloruje na czarno również kącik jego oka, co sprawia, że wydaje się ono dłuższe i jakby potraktowane ludzkim makijażem. Ma jasne, prawie zupełnie białe futerko z niemal zupełnie czarnymi, tygrysimi pręgami (broken mackerel). Większość jego wąsików jest biała, jednak kilka z nich miło akcentuje na czarno. Wąski pasek futerka wokół oczu Gronostaja jest biały i mimo, że można odnieść wrażenie, że wszystko, co nie jest pręgami na jego futerku jest białe, kiedy patrzy się na owe paski przy oczach, okazuje się, że jednak nie do końca.
Niewiele można o nim powiedzieć. Starsze od siebie koty traktuje z szacunkiem i lekkim przestrachem. Jest spostrzegawczy i ciekawski ale zdecydowanie nie brawurowy. W zasadzie nie odróżnia się od innych kociąt: potrzebuje ciepła, uwagi i zabawy. Jeżeli ma te trzy czynniki po swojej stronie, jest szczęśliwym, zdrowym i grzecznym kocurkiem. Może się wydawać, że Gronostaj jest nieco za mało ruchliwy, jak na kociaka. Zamiast bójek czy biegania w kółko, często wybiera rozmowę o interesujących go sprawach.
Tundra (NŚ)
Z lekko uchylonym w oniemieniu pyszczkiem obserwuję poczynania Dyni. Kocurowi najwyraźniej naprawdę zależy, żebym zrozumiał funkcjonowanie klanowych rang. Do pewnego momentu mam w głowie tylko pesymistyczne myśli. Rysunek wydaje mi się skomplikowany i zupełnie niezwiązany z rangami, których ma dotyczyć. Marszczę brwi i przechylam głowę to na tę, to na drugą stronę. Już mam otworzyć pysk, by powiedzieć Dyni, że nie ma to sensu i i tak tylko nie zrozumiem, kiedy kocur zaczyna mówić. Zamykam więc pysk i decyduję się spróbować jeszcze raz. Wytężam umysł, słucham go uważnie i… zaczynam to rozumieć. Dzięki rysunkowi i ponownemu tłumaczeniu, ten system niespodziewanie rozjaśnia się w mojej głowie. Po chwili zastanowienia okazuje się nie być aż tak skomplikowany. Teraz tylko dobrze będzie poznać, jak to wygląda w Nowym Świcie i poznać różnice. Trudno byłoby mi stwierdzić, w którym sposobie jest więcej zalet niż wad, taki proces myślowy mógłby poczynić jedynie kot, który w miarę dobrze poznał oba systemy. Być może nawet na własnej skórze ich doświadczył. Hmmm...
- Tak, teraz to rozumiem. Dziękuję Dynio. - mówię uprzejmie i kłaniam mu się, aż koniuszki uszu dotykają ziemi. Jestem teraz pod prawdziwym wrażeniem jego umiejętności uczenia. Po mojej głowie przebiega nawet myśl, że to wielka szkoda, że jest już takim stary i niedługo umrze. Bardzo dziwna myśl. Zdecydowanie nie powinienem jej wypowiadać na głos. - Który rodzaj rang jest lepszy? Ten, który mamy w Nowym Świcie, czy ten u starych klanów? - pytam zamiast tego, głównie dlatego że naprawdę jestem ciekaw zdania rudego na ten temat.
- Opowiedz mi, jak poznałeś pana Rojsta. I mamę Rudzika i Pokrzywy. - proszę równie grzecznie, co wcześniej i uśmiecham się łagodnie. Podoba mi się ta rozmowa. Dowiedziałem się już tyłu ciekawych rzeczy, mam nadzieję że zdołam je zapamiętać by móc wykorzystać w przyszłości.
Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Splątane futerko [NPC] Ojciec: Waniuszka [NPC] Trwałe urazy: Blizny: Lewy policzek :: Naderwane lewe ucho :: Lewa Łapa :: Lewy bok :: Ogon
Rudy pręgowany kocur o sporej masie, barczystej budowie i zarysowanych pod futrem mięśniach. Futro ma kolor płomienno-pomarańczowy, o klasycznym pręgowaniu i widać częściowo po jego stanie trudności jakie go spotkały w życiu. W okolicach pyska, piersi, łap i końcówki ogona pojawiają się jaśniejsze odcienie, przechodzące nawet w biel. Oczy kocura są koloru zieleni. Ciało Dyni pokryte jest licznymi bliznami z walk. Najbardziej widoczne znajdują się na lewym policzku, urwanym kawałku prawego ucha, lewej przedniej łapie, jednej stronie żeber i ogonie. Na ciele dyni także zaczęły się pokazywać efekty jego wieku, w postaci nielicznych srebrnych włosów na futrze.
Kocur jest zahartowany przez trudne warunki. Jest poniekąd znieczulony na brutalną rzeczywistość i dość cyniczny. Nie łatwo także otwiera się przed obcymi, póki nie zdobędą jakoś jego zaufania lub szczególnej fascynacji. Jednakże Dynia pozostał kotem o dużej determinacji i specyficznej osobowości. Ceni sobie lojalność i determinację u innych. Ceni sobię także różnorodność wiedzy, jaką zyskał przez własne doświadczenia i pozostaje przy zdaniu że każdy kot może wnieść coś wartościowego.
Mrucząca Łapa [KW], Powojnik [KG]
Dynia wiedział że metoda mogła wydawać się dziwna i zdecydowanie wymagała trochę dopowiedzeń by kociak miał jakiekolwiek szanse zrozumieć co kocur miał na myśli. Jednak skoro wpadło mu do głowy, dlaczego miałby niby nie spróbować? Dynia tłumaczył i próbował wzrokiem obserwować mimikę kocurka. Gronostaj po pewnym czasie widocznie był skupiony na jego słowach i wydawał się nadążać, za tym co mówi Dynia. Dobrze.
Słyszał podziękowania, Dynia się tylko lekko uśmiechnął. - Dziękuję, ale faktem jest że nie jestem najlepszy w tłumaczeniu. – Przyznał trochę nieśmiało. Tego typu rzeczy nie były jego mocną stroną. Ogólnie komunikacja nie była. Za to jednak był otwarty na różne pomysły i gotowy spróbować wszystkiego. Przez co czasem odkrywał coś co całkiem dobrze działało.
- Nie mogę powiedzieć że system klanów jest zły. W końcu funkcjonowały tak przez bardzo wiele pokoleń. Osobiście jednak myślę że mamy kilka różnic, które wydają się mi się lepszym rozwiązaniem. Jak chociażby żeby każdy kot mógł uczyć się leczyć chociaż podstawowe rany. Także dodaliśmy po jednym kocie który ogólnie pełni opiekę i kontrolę nad każdą grupą. Przez co przywódca...czy teraz rada, nie musi się zajmować każdym najmniejszym problemem. – Pamiętał sam że uważał i wtedy że będzie to lepsze rozwiązanie, niż to jak działają klany. Sam nigdy do końca nie rozumiał tej restrykcji wiedzy o ziołach jedynie dla medyków. O ile wiadomo było że koty musiały uważać co robiły, bo nie mogli sobie pozwolić na marnowanie ziół. Dlatego nad wszystkim sprawował Fairy, jak i pilnował ich składziku.
- Mamy też różnice które są przez to że różnimy się po prostu od innych klanów i mamy inne potrzeby. Na przykład Opoka, która oprócz zajmowania się młodszymi członkami Nowego Świtu, zajmuje się także Nowicjuszami. – To zdecydowanie było coś, czego nie było w innych klanach. Jednak było to przez specyfikę Pożogi, czy też teraz, Nowego Świtu. - Klany nie mają potrzeby mieć opoki, ponieważ tak naprawdę nie przyjmują kotów z zewnątrz. Wyjątkiem są kocięta którym może się coś stać bez ich pomocy. Ale to też nie zdarza się często. – Kocur wyjaśnił tą specyfikę Nowego Świtu. Przyjmowanie obcych...a zwłaszcza obcych dorosłych kotów praktycznie się nie zdarzało w innych klanach.
Dynia owinął swoje duże łapy ogonem, słysząc kolejne pytanie. Nie lubił ogółem mówić zbyt wiele w kwestii tego co działo się
- Gdy po raz pierwszy spotkałem Rojsta, byłem już od jakiegoś czasu w mieście. Znaleźliśmy go ledwie żywego. Nie wiem co mu się dokładnie przytrafiło wtedy, że się tam znalazł. Powiedział że sam pochodził także z Klanu Cienia, więc może się zgubił tak jak ja? – Jak pamiętał, nigdy tak naprawdę nie pytał jakim sposobem dostał się tak daleko. Ale domyślał się że ich historia mogła być podobna. Domyślał się że wliczało to jakiś pojazd dwunogów. Dynia sam znalazł się tam przez fakt że został zamknięty przypadkowo w dostawczaku. - W każdym razie udało mi się przekonać przywódcę gangu żeby mógł zostać i wraz z Kazo, który był potem Prawą Łapą Rojsta, pomogliśmy mu dojść do siebie. Potem, szybko stawał się silniejszy i coraz więcej kotów go lubiło i szanowało. Był charyzmatyczny...potrafił dobrze przekonywać, przez co inni szybko się z nim zgadzali na jego pomysły. Z czasem tak powstała Pożoga i przenieśliśmy się z powrotem tutaj. – Dnia wyjaśnił, skracając historię dość sporo. Jednak nie był pewien czy Gronostaja dokładnie ciekawiłyby polityczne okoliczności między ulicznymi kotami. Nie był pewien czy kocurek zrozumiałby z tego cokolwiek, skoro nigdy nie był tam.
- Jeżeli chodzi o mamę Rudzika i Pokrzywy, poznałem ją także w podobnym czasie. Chociaż troszkę później niż Rojsta. Nazywała się Sroką. Akurat przebywaliśmy w tym samym regionie. Ona należała do zwinnych i łatwo potrafiła zdobyć żarcie. Ja za to byłem zawsze dość silnym kotem i trzymałem z dala wszelkie koty które chciałyby nam zrobić krzywdę. – Nie przypominali siebie za bardzo. Można powiedzieć że byli tak naprawdę bardzo różni, ale zarazem dopełniali się. - Jak spędzaliśmy ogólnie tyle czasu razem, pomagając sobie, to w końcu wiesz...zaczęliśmy się kochać. Jakiś czas potem urodziła kocięta, między innymi Pokrzywę i Rudzika...który z resztą nazywał się Żuraw, nim zmieniliśmy mu imię z mianowaniem. Mam więcej potomków, ale zdecydowali się zostać tam. – Nie chciał na razie mówić kociakowi że nie wszystkie jego kociaki doczekały wieku dorosłego. Ale życie w tych rejonach było okrutne. Do tego czasu już się z tym pogodził, chociaż nie znaczy że o nich zapomniał. - Niestety Sroka została pewnego dnia uderzona przez samochód i...nie dało się nic zrobić. Umarła od razu. – Westchnął po chwili, z nutką smutku. Nadal bolało. Minęło wiele księżycy, ale nadal bolało. Gdyby mógł coś wtedy zrobić, nie wahałby się. Nawet jakby oznaczało to dostarczenie jej do dwunogów i oddanie im swojej wolności. Ale i na to niestety było za późno, nim zorientował się co się stało.
Dynia jednak pokręcił gwałtownie głową, otrzepując się. Nie było powodu by smucić kociaka przykrymi opowieściami. - Co jeszcze chciałbyś wiedzieć? – Zapytał, uśmiechając się.
Dopóki nie zbliżysz się do niego na odległość pozwalającą go powąchać, będziesz przekonany, że masz do czynienia z kotką. Kociak ten jest bardzo mały, o bardzo delikatnej, kruchej budowie. Ma małą, trójkątną głowę, cienki ogonek, drobne, wysoko osadzone uszka i wąski, ciemnoróżowy nos z ciemną obwódką.
Gronostaj jest drobny i nieduży i są to zdecydowanie jego wady. Jego w zasadzie jedyną zaletą jest to, że… no cóż, jest prześliczny. Posiada wielkie, zielono-żółte oczy z ciemną oprawą, która koloruje na czarno również kącik jego oka, co sprawia, że wydaje się ono dłuższe i jakby potraktowane ludzkim makijażem. Ma jasne, prawie zupełnie białe futerko z niemal zupełnie czarnymi, tygrysimi pręgami (broken mackerel). Większość jego wąsików jest biała, jednak kilka z nich miło akcentuje na czarno. Wąski pasek futerka wokół oczu Gronostaja jest biały i mimo, że można odnieść wrażenie, że wszystko, co nie jest pręgami na jego futerku jest białe, kiedy patrzy się na owe paski przy oczach, okazuje się, że jednak nie do końca.
Niewiele można o nim powiedzieć. Starsze od siebie koty traktuje z szacunkiem i lekkim przestrachem. Jest spostrzegawczy i ciekawski ale zdecydowanie nie brawurowy. W zasadzie nie odróżnia się od innych kociąt: potrzebuje ciepła, uwagi i zabawy. Jeżeli ma te trzy czynniki po swojej stronie, jest szczęśliwym, zdrowym i grzecznym kocurkiem. Może się wydawać, że Gronostaj jest nieco za mało ruchliwy, jak na kociaka. Zamiast bójek czy biegania w kółko, często wybiera rozmowę o interesujących go sprawach.
Tundra (NŚ)
Znów cały zamieniam się w słuch, kiedy Dynia opowiada. Jego wypowiedź na temat różnicy w rangach mnie zadowala. Wymienia kilka zalet systemu panującego w Nowym Świcie i domyślam się, że są jednocześnie tym, co różni oba te spojrzenia na rangi. Zalety rang w Nowym Świcie naprawdę brzmią dla mnie jak porządne zalety.
Następnie wysłuchuję historii powstania naszej grupy i jestem z tego naprawdę zadowolony.
- To wszystko, co chciałem wiedzieć, dziękuję. - mówię grzecznie na ostatnie zadane pytanie. To nie jest do końca tak, że już zupełnie nic mi nie przychodzi do głowy. Nie znaczy to, że nie mam już żadnych pytań dotyczących przeszłości Dyni. Usłyszałem jednak tak dużo, że potrzebuję trochę czasu, by wszystkie te informacje uszeregować sobie w głowie. By je powtórzyć i przetrawić, wynieść jak najwięcej wniosków, zanim zacznę zadawać kolejne pytania.
- Dziękuję za rozmowę, Dynio. Była bardzo pouczająca. - mówię, dlatego że mam wrażenie, że właśnie to dorosły kot chciałby usłyszeć. Chylę czoła przed rudym kocurem jeszcze raz i oddalam się z tego miejsca, czując że w mojej głowie trwa burza, którą będzie w stanie zatrzymać tylko kilka godzin spędzonych na usilnym myśleniu.
Księżyce: 86 Płeć: nie Matka: tsunami Ojciec: że kto [baranie runo]
czarny szylkret; tygrysie pręgi na rudych plamach; większość ciała pokrywa biel; długie futro; lewe oko lodowato-błękitne, prawe chabrowe
autystyczne dziecko z mutyzmem wybiórczym; brak własnej osobowości, tendencja do powtarzania czynności i nawyków rodziny; stroni od kontaktu fizycznego z rówieśnikami i matką
Kocię nigdy nie odpowiada bezpośrednio na pytanie Tsunami, czy aby na pewno chce wyjść z Ukrytej Pieczary. Matka czasami wyciąga piątkę larw na świat zewnętrzny, patrząc na to, że same nie są w stanie wygrzebać się z kociarni. Czasem Ambient zostaje. Czasem daje się wyciągnąć, ale zawsze na samym końcu, przysypiając, gdy matka wyciąga starsze, większe rodzeństwo, zdecydowanie bardziej chętne do zwiedzania świata.
Na zewnątrz... nie jest tak dobrze, jak w środku. Dużo dźwięków. Jasne, intensywne, rażące w oczy światło; Ambient zawsze przysiada z boku, starając się ignorować przechodzące nieopodal koty, wręcz od nich ucieka. Czasem, z ciekawości, podejdzie bliżej do jakiegoś obiektu, tak jak teraz, do prawie całkowicie wyschniętej kałuży.
Cofa się gwałtownie czując błoto na białych łapkach, marszczy brewki w niesmaku. Błoto jest lepkie, mokre, wydaje dziwne dźwięki gdy się na nim staje - Ambient cofa się jeszcze trochę, wyciera łapy o trawę nieopodal, tam przewracając się niezgrabnie na bok.