Księżyce: 150
Mistrz: Dynia, Kos
Płeć: kocur
Matka: Cichy Strumyk [*]
Ojciec: Wężowy Język [*]
Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Księżyce: 150
Mistrz: Dynia, Kos
Płeć: kocur
Matka: Cichy Strumyk [*]
Ojciec: Wężowy Język [*]
Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Jest dumny i ambitny, ale ma dosyć niestałe poczucie własnej wartości. Fiksuje się na każdym popełnionym błędzie, często reaguje agresywnie na zwrócenie mu uwagi. Bardzo ekstrawertyczny; chętnie przebywa z innymi kotami, zazwyczaj pierwszy nawiązuje rozmowę i nie boi się opowiadać o sobie. Mówi głośno, swobodnie i odznacza się dosyć teatralną manierą. Ze względu na pewną zuchwałość, na pewność siebie, dużo żartuje i znajduje humor nawet tam, gdzie nie powinno go być.
Gryząca Łapa [KG]; Złamana Łapa [Z].
Fairy ledwo powstrzymał się od przewrócenia oczami, gdy spostrzegł, że samotnik absolutnie nie zrozumiał, co miał na myśli; a więc będzie musiał służyć za encyklopedię ziołolecznictwa. W normalnych okolicznościach zapewne nie miałby nic przeciwko, bo widział wartość w rozpowszechnianiu wiedzy medycznej, ale teraz? Teraz miało ochotę się wesoło przelizać.
- To był zwykły sok z ząbka dzikiego czosnku. Ząbek to cześć główki, którą znajdziesz pod ziemią. Sam dziki czosnek to roślina o wysokiej łodydze z gęstymi, sztywnymi liśćmi o gładkich krawędziach i ostro zakończonych końcach. Kwitnie na biało, drobnymi, podłużnymi kwiatkami ułożonymi w niezbyt szerokie pseudo-baldachimy. Najłatwiej rozpoznać go po zapachu, bo tylko czosnek wydziela taki - wyjaśnił możliwie najsympatyczniej, ukrywał irytację. - A opatrunek powinien być luźny, aby rana mogła oddychać. Jest głęboka, ma dużą powierzchnię, więc łatwo byłoby o obumarcie tkanek. Trzeba zadbać o to, żeby nic nie blokowało im dostępu do zasobów organizmu, bo potrzebują teraz więcej, niż zazwyczaj, żeby się odbudować. Za kilka dni zaczniemy też spacerować, by poprawić krążenie i porządnie dokrwić te rejony.
Nie działo się zupełnie nic, co mogłoby wprowadzić go w gniew, ale czuł narastającą złość. Zauważył, że lekko drżą mu łapy i że jego pysk, mimowolnie, przybrał surowszy wyraz. Zaśmiał się i wstał szybko, żeby odwrócić się ku legowiskom Antycypacji. Spojrzał wtedy na Artema z udawaną szelmą i skinieniem łba zaprosił go na posłanie z suszonego mchu.
- Bo tutaj zostajesz, jesteś tego świadomy? Nie ma mowy, żebyś opuścił lecznicę przez przynajmniej dwa tygodnie. Muszę monitorować regresję (lub, co gorsza, progresję) twojej infekcji. Coś takiego może zabić nawet pozornie pełnego sił kota - mówił do niego, ale nie patrzył na niego. Bo był zajęty.
Układał mu leże, formował z cmentarnego płótna niewielką poduszkę. Później sam zasiadł u boku, szeleszcząc zadem na miękkim podłożu.
- Skoro wiemy, że chwilę tu pobędziesz, to polecałbym jakoś spożytkować ten czas.
Księżyce: 88
Mistrz: Nagietkowy Prześwit
Płeć: Kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Latte [NPC]
Ojciec: Suchy [NPC]
Partner: what is love?
Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88
Mistrz: Nagietkowy Prześwit
Płeć: Kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Latte [NPC]
Ojciec: Suchy [NPC]
Partner: what is love?
Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
A jednak Fairy postanowił mu wyjaśnić co zrobił... nawet jeśli jak widać nie był z tego do końca zadowolony. Artem nie miał pojęcia dlaczego tak nagle zmieniło się nastawienie orientala, ale postanowił, że w tym momencie raczej powinien trzymać język za zębami, a nie pytać dalej. Co jak co, ale ciemnobrązowy point nie był głupi i potrafił wyczuć sytuację. Irytowanie kogoś kto mu pomógł w jego własnym domu nie byłoby mądrym zagraniem... nie to że Artem lubił irytować, o nie. Wręcz przeciwnie. Nie sprawiało mu to żadnej przyjemności ani satysfakcji. Aż dwa tygodnie?! pomyślał i odruchowo spojrzał na wyjście z lecznicy. Tak szczerze powiedziawszy to miał inne plany. Chciał pójść na granicę Wichru i spotkać się z pewną kotką ponownie, ale jak widać teraz będzie to musiało poczekać. Cholera tylko co tak długo? Na dodatek jego potrzeba ciągłego ruchu chyba go rozsadzi, jeśli będzie musiał siedzieć tutaj przez dwa tygodnie. Miał nadzieję, że oriental jednak puści go wcześniej jeśli rana będzie się ładnie goić. Zwłaszcza jeśli ma się tak na niego irytować cały czas.
-Na przykład? Mogę jakoś pomóc? -zaoferował i poszedł na legowisko przy okazji kiwając głową w podziękowaniu- Dziękuję za pomoc -postanowił jeszcze dodać, żeby przypadkiem nowoświtowiec źle go nie zrozumiał.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Księżyce: 150
Mistrz: Dynia, Kos
Płeć: kocur
Matka: Cichy Strumyk [*]
Ojciec: Wężowy Język [*]
Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Księżyce: 150
Mistrz: Dynia, Kos
Płeć: kocur
Matka: Cichy Strumyk [*]
Ojciec: Wężowy Język [*]
Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Jest dumny i ambitny, ale ma dosyć niestałe poczucie własnej wartości. Fiksuje się na każdym popełnionym błędzie, często reaguje agresywnie na zwrócenie mu uwagi. Bardzo ekstrawertyczny; chętnie przebywa z innymi kotami, zazwyczaj pierwszy nawiązuje rozmowę i nie boi się opowiadać o sobie. Mówi głośno, swobodnie i odznacza się dosyć teatralną manierą. Ze względu na pewną zuchwałość, na pewność siebie, dużo żartuje i znajduje humor nawet tam, gdzie nie powinno go być.
Gryząca Łapa [KG]; Złamana Łapa [Z].
~~~
Już dobre kilka dni temu minęły one rzeczone dwa tygodnie, jakkolwiek ciężko było w to Fairyemu uwierzyć. Nie dłużył mu się ten czas, choć tak naprawdę we większości zapełniła go stara, bezpieczna rutyna. Z pewnością lżej urzędowało się w, zwykle pustej, lecznicy, gdy miało się przy boku kocura wyraźnie zainteresowanego milczącym obliczem ziół i męczącym czekaniem na rezultat walki z chorobą, na możliwą wieść o jej śmiertelnym postępie. Artem optymistycznie patrzył na kwestię trawiącej jego organizm zarazy, jakby zupełnie nie dopuszczał do myśli, że mógłby przezeń sczeznąć. Była to perspektywa interesująca, perspektywa, do której Fairy nie był w najmniejszym stopniu przyzwyczajony. Nigdy nie powiedział tego na głos, ale już od pierwszego wejrzenia w zainfekowany grzbiet egzotycznego samotnika oczekiwał jego rychłej śmierci. No, może nie tyle "oczekiwał", co "spodziewał się". Spodziewał się najgorszego.
Wracali akurat z rekreacyjnego spacerku po obozie, prawdopodobnie już ostatniego. Fairy, stojąc u wejścia do Ważkowej Groty, zmieniał opatrunek kocura. Zerwana z Artema skóra zagoiła się grubą, ale zdrową, blizną i właściwie nie istniało już ryzyko pogorszenia. Jakkolwiek rzadko nie zdarzało się to, co mogło się zdarzyć, tym razem wszystko skłaniało się do zaistnienia najbardziej optymistycznej wersji wydarzeń.
- Niedługo już będziesz mógł nas opuścić. Bezpiecznie opuścić - rzekł, uśmiechając się blado.
Jakkolwiek nie udało mu się go ████████, to przynajmniej udało mu się go wyleczyć. Przez te wszystkie dni spędzone razem zdążył już zobojętnieć na jego uroki, ale nie mógł ukrywać, nawet przed samym sobą, że nadal miał ochotę doprowadzić do tego, do czego doprowadzić mógłby; dalej czuł... żar w lędźwiach? Nie był to Rojst, ale nie była to też Wrona.
- Chociaż wiem, że właściwie to nie masz gdzie pójść... - dodał po chwili, z goryczą i z rozbawieniem.
Bo byli wszyscy. Sierotami. Rozbitkami na wściekłym morzu bezgranicznego chaosu rzeczywistości.
Księżyce: 88
Mistrz: Nagietkowy Prześwit
Płeć: Kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Latte [NPC]
Ojciec: Suchy [NPC]
Partner: what is love?
Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88
Mistrz: Nagietkowy Prześwit
Płeć: Kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Latte [NPC]
Ojciec: Suchy [NPC]
Partner: what is love?
Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Jak widać, Artem postanowił jeszcze zostać na tym padole łez i nie odchodzić nie wiadomo gdzie w zaświaty. Przez ten cały czas, który dane mu było spędzić w nowoświtowej lecznicy nie chciał dopuścić do siebie w ogóle myśli o innej możliwości, a także starał się zajmować umysł czymś innym, żeby ten nie robił fikołków w niepotrzebną stronę. No, a miał go czym zajmować, bo w końcu natrafiła się okazja na zgłębienie wiedzy medycznej pointa. No i nie mógł też narzekać na nudę oraz brak towarzystwa. Fairy był ciekawym towarzyszem, mimo że czasem budzący strach kiedy się irytował.
Kiedy wrócili z ostatniego rekreacyjnego spacerku po obozie Artem czuł się jakby ta przykra sytuacja z łabędziem nigdy się nie wydarzyła, już nie czuł tego palącego bólu na plecach, który towarzyszył mu przez poprzednie dwa tygodnie i przez jakiś czas Artem nawet nie spodziewał się, że ten go opuści. Była to wielka ulga, a zarazem dziwne uczucie kiedy nagle coś co było dla samotnika stałe znika.
Spojrzał na Fairego kiedy ten zaczął do niego mówić. Opuścić. No tak, faktycznie. Artem spojrzał w stronę wyjścia z nowoświtowego obozu. Jeszcze jakiś czas temu pewnie zareagowałby pozytywnie na taką wiadomość, jednak po zniknięciu jednej z ważniejszych postaci w jego życiu Artem czuł się przy klanowych terenach bardziej obcy niż zwykle. A następne słowa Fairego zabolały, ponieważ były prawdziwe. Zwłaszcza teraz. No niby miał swój Ukryty Tunel, do którego zawsze mógł wrócić, ale to jednak już nie to samo.
-Wiesz co -zaczął, odwracając wzrok znowu na nowoświtowego medyka- zastanawiałem się przez ten czas nad tym co mówiła wasza Opoka i... -zrobił na chwilę pauzę. Czy wiedział w co się pakuje? Zdecydowanie nie. Czy chciał się w to pakować? Chyba tak- mógłbym może z wami zostać? Przyniósłbym tylko wszystko co zostawiłem w dotychczasowym legowisku.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Księżyce: 150
Mistrz: Dynia, Kos
Płeć: kocur
Matka: Cichy Strumyk [*]
Ojciec: Wężowy Język [*]
Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Księżyce: 150
Mistrz: Dynia, Kos
Płeć: kocur
Matka: Cichy Strumyk [*]
Ojciec: Wężowy Język [*]
Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Jest dumny i ambitny, ale ma dosyć niestałe poczucie własnej wartości. Fiksuje się na każdym popełnionym błędzie, często reaguje agresywnie na zwrócenie mu uwagi. Bardzo ekstrawertyczny; chętnie przebywa z innymi kotami, zazwyczaj pierwszy nawiązuje rozmowę i nie boi się opowiadać o sobie. Mówi głośno, swobodnie i odznacza się dosyć teatralną manierą. Ze względu na pewną zuchwałość, na pewność siebie, dużo żartuje i znajduje humor nawet tam, gdzie nie powinno go być.
Gryząca Łapa [KG]; Złamana Łapa [Z].
Wrona.
Obiecał Wronie spotkanie w noc najbliższego nowiu po tym, jak pierwszy raz ze sobą byli. Nie stawił się, być może ona też. Nie rozmyślał o tym, co stałoby się, gdyby faktycznie pojawił się wtedy u brzegu Czarnego Ogona, u krańca granic Klanu Cienia, bo właściwie nigdy, poza odurzeniem chwili tej namiętnej, subtelnej brutalności, nie zakładał, że spotkają się celowo choćby raz jeszcze. Zastanawiał się za to nad tym, co wydarzy się, jeśli kiedyś czystym przypadkiem trafi na kruczoczarną samicę. Jeśli spotka ją kiedyś podczas poszukiwania ziół, ot, na brzegu zarośniętej pokrzywami Grzmiącej Ścieżki. Czy będzie wściekła? Rozczarowana? Rozczarowana na pewno. Nie przypuszczał, że tak będzie wyglądało jego pierwsze zauroczenie, jeśli tamten epizod w ogóle nim był... Jednak nie przypuszczał też, że tak będzie wyglądała jego inicjacja seksualna. Zawsze wyobrażał sobie siebie jako bardziej rozsądnego i oczekującego głębszych, wytrwale budowanych relacji. Oczekującego przywiązania.
Uśmiechnął się wyraźnie, promiennie, gdy usłyszał słowa Artema. Pochlebiało mu to, że młody samiec zdecydował się spróbować życia w Nowym Świcie. Rozmawiał wcześniej z Tundrą, więc mógł spodziewać się tego po nim, jednak miło było myśleć, że przynajmniej częściowo wpłynął na jego decyzję godną, troskliwą opieką medyczną.
- Mógłbyś, jak najbardziej. Docenię, jeśli już na sam początek wniesiesz do stada coś od siebie - rzekł, skinąwszy łbem. Patrzył prosto w jasne, szarawe oczy kocura. - Mniemam, że Opoka wyjaśniła ci już zasady nowicjatu... Jeśli masz sugestię co do tego, kto powinien zostać twoim opiekunem, to zdradź mi ją jak najszybciej. Zamierzam już jutro, podczas południowych ogłoszeń, obwieścić stadu twoją decyzję i wszelkie formalne akomodacje wynikające z niej.
[z/t]x2 (Fairy, Artem)
/strzel mi pewuszkę albo napisz na discordzie. z ziołami możesz od razu w składziku wysłać posta. sorry za zwłokę, święta i tak dalej :x powodzonka
Księżyce: 125
Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon
Płeć: kotka
Matka: Jesionowa Kora (*)
Ojciec: Słodki Język/Markiz (*)
Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125
Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon
Płeć: kotka
Matka: Jesionowa Kora (*)
Ojciec: Słodki Język/Markiz (*)
Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Weszli do obozu, ona, Stopa i Czarnowron, który zdecydował się zabrać lisa do samego obozu. Skupiła się na nim jednym okiem, bardziej zważając na Stopę, kogoś obcego, kto właśnie miał poznać ich tereny, obóz i kocięta, oraz medyka, bo najpierw muszą się wyleczyć. Nawet jeśli chciała, nie mogła go tak zostawić. Jej serce doskonale wiedziało, że zostawianie kogoś w takim stanie, czyli z urwanym policzkiem, był po prostu okrutne. Odetchnęła szarpanie przekroczywszy obozu, doszukując się niebieskiego futra medyka lub wielobarwnego opoki. Jak zareaguje kocur, na wieść o kimś obcym w ich obozie?
- Fairy? Tundra? - zawołała po obozie, chcąc mieć ich przy sobie. Tylko oni wchodzili w skład rady, i to oni mieli podjąć opinię, co dalej z Bezpyskim. - Ja, samotnik - nie wiedziała nawet jak się nazywa. - i Czarnowron zabiliśmy lisa na terenach. Problem zażegnany, lis... Lis zabity - powiedziała, zatrzymując się na chwilę, bowiem mówienie, że pośrodku leży rude futro nie wydawało się jej odpowiednie. Weszła w głąb lecznicy. Ból ucha mocno dawał się we znaki, nie mówiąc jak cierpiał Bezpyski. - Fairy, potrzebujemy pomocy medycznej. Zaradzisz coś na... Nasze braki? - bo nie mogła mówić o ranach. Wiedziała, że kocur nic nie zdziała i nie przywróci jej ucha, ale nie chociaż zrobi coś z tym bólem.
//Fairy, Czarnowron, Stopa i chyba tyle
Księżyce: 150
Mistrz: Ćmia Gwiazda, Kos
Płeć: kocur
Matka: Pajęcza Noga
Ojciec: Gęsiopióry
Trwałe urazy: oddziobana 1/3 nosa, rozerwany pysk i policzek, oba z lewej strony
Ogromny, piękny kocur. Prezentuje się urokliwie, porusza z gracją. Ma chude, gibkie ciało z zarysem silnych mięśni, jego nogi są długie, a krótka, czarna sierść o głębokim odcieniu i oleistym połysku przylega do ciała. Oczy ma ognistopomarańczowe, uszy spore, nos prosty, ogon długi i cienki jak bicz.
Jest bardzo bystry. Zna swoją wartość, lubi być w centrum uwagi i nie brakuje mu pewności siebie, łatwo przejmuje stery. Ukrywa emocje, panuje nad mimiką i mową ciała, jest czujnym obserwatorem, a każdy jego ruch jest efektem dokładnych kalkulacji. Zdarza mu się jednak działać impulsywnie, szczególnie pod wpływem silnych emocji. Jest bardzo ambitny i ekscytują go wyzwania wymagające wysiłku. Ma problem z kontrolowaniem złości, w starciach jest bardzo brutalny.
Powracające Echo [MGBG]
Tak jak gdy wyruszyli, szedł za Kos i za Stopą, ciągnąc lisa za skórę na karku. Decyzja co zrobić z samotnikiem, który przyszedł im z pomocą należała do Kos. Czarnowron nie zamierzał jednak tak po prostu mu ufać, nawet jeśli bezinteresownie wziął udział w walce, co pomogło i jemu i Kos. Podążał za nimi, jako eskorta, gotowa do ataku jeśli tylko nowoprzybyły wykona jeden nieprzemyślany krok.
Chciałby zająć się raną Kos, wiedział, jak poradzić sobie z takim problemem, widział już gorsze rzeczy, ale nie odzywał się, kiedy Fairy zaczął wykonywać swoje obowiązki. Obserwował go tylko pilnie kątem oka, zajmując się w tym samym czasie próbami dekapitacji lisiego trupa. Łeb tego sukinsyna należał do niego. A Fairy mógł obserwować i wyciągać wnioski na temat tego, jaki byłby jego los, jeśli przyczyniłby się do większej krzywdy szylkretowej kotki.
Księżyce: 150
Mistrz: Dynia, Kos
Płeć: kocur
Matka: Cichy Strumyk [*]
Ojciec: Wężowy Język [*]
Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Księżyce: 150
Mistrz: Dynia, Kos
Płeć: kocur
Matka: Cichy Strumyk [*]
Ojciec: Wężowy Język [*]
Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Jest dumny i ambitny, ale ma dosyć niestałe poczucie własnej wartości. Fiksuje się na każdym popełnionym błędzie, często reaguje agresywnie na zwrócenie mu uwagi. Bardzo ekstrawertyczny; chętnie przebywa z innymi kotami, zazwyczaj pierwszy nawiązuje rozmowę i nie boi się opowiadać o sobie. Mówi głośno, swobodnie i odznacza się dosyć teatralną manierą. Ze względu na pewną zuchwałość, na pewność siebie, dużo żartuje i znajduje humor nawet tam, gdzie nie powinno go być.
Gryząca Łapa [KG]; Złamana Łapa [Z].
Jakkolwiek szokującym widokiem był uszkodzony pysk wyjątkowo przystojnego samotnika, Fairy wzroku nie mógł oderwać od komicznego incydentu rozgrywającego się za plecami pacjentów dobijających do leczącej przystani - Czarnowron ciągnął przez Ubitą Ziemię truchło rosłego, dojrzałego lisa. Czy wlekł go tak przez te wszystkie łąki? Absurd.
- Witam. Dobrze, że go zabiliście - mówił pośpiesznie, wciąż obserwując wysiłki czarnego kocura. Lekko rozbawiło go to, w jaki sposób szylkretka sformułowała swoje pytanie, ale nie okazał tego. Nie chciał wyjść na nieempatycznego; wiedział przecież, że była rozkojarzona przez ból. - Brakujących części ciała liściem i kwiatkiem nie przywrócę, niestety.
A później odwrócił się i ruszył ku wnęce w północnej ścianie, gdzie krył się jego inwentarz ziół bardziej niż mniej zaufanych.
Po niedługiej chwili wrócił do przedsionka Ważkowej Groty, do Nadziei, wyposażony w następujące medykamenty: dwa motki pajęczyny, dwa liście pokrzywy i jedną główkę czosnku. Dla pomocy przy oczyszczaniu ran wybrał jeszcze trzy porcje mchu, z czego zmoczył tylko dwie.
Pomimo tego, że rana obcego samca była poważniejsza, wpierw zamierzał zająć się uchem Kos, zgodnie z Trzecią Zasadą. Nasączonym czystą wodą mchem przemył szczątki jej prawego ucha, przeżuwając równocześnie liść pokrzywy na miękką miazgę. Powstałą z zioła maść nałożył na poszarpaną krawędź małżowiny, całość zabezpieczył opatrunkiem z pajęczyny, której pasmami obwiązał łeb szylkretki kilkukrotnie.
- Dla bezpieczeństwa wstrzymałbym się z opuszczaniem obozu przez dwa tygodnie. Straciłaś całkiem dużo krwi, a łatwo zimą złapać zapalenie ucha nawet i bez dodatkowego osłabienia - poinformował kocicę z gorzkim uśmiechem i delikatnie przesunął łapę po jej ramieniu na pożegnanie.
Następnie przeniósł swój niewielki warsztat bliżej nieznajomego kocura. Cierpliwie inhalował się zapachem zarazy namnażającej się na wygryzionej w jego policzku dziurze, bez cienia odrazy na licu. Biło od niego niezdrowe ciepło i wyraźny swąd słodkawej ropy; Fairy nie mógł nawet wątpić w to, że rana była zainfekowana.
- Standardowo: otwórz pysk - polecił, uśmiechając się z przekąsem i samodzielnie, siłą, rozchylił szczęki biało-czarnego pacjenta, bo nie był pewien, czy w tym stanie samotnik w ogóle potrafił go zrozumieć. - Między ranę a twoje zęby włożę kawałek mchu, dobrze? Zagryź się na nim, żeby nie wypadł. Inaczej zmyjesz śliną maści.
Jak zapowiedział, tak zrobił. Później mokrym mchem obmył cuchnący ubytek, aby natrzeć go sokiem z czosnkowej główki. Byłoby miło, gdyby oba te intensywne zapachy walczyły ze sobą na tyle zaciekle, aby niwelować się wzajemnie i stworzyć bezwonne ekwilibrium, ale nie, nie stało się tak. Po prostu cuchnęły dwa razy mocniej.
- Ty również będziesz musiał pozostać w lecznicy przez dwa tygodnie. Przez przynajmniej dwa tygodnie, o ile infekcja nie zacznie postępować - mówił, przemieliwszy wcześniej w zębach porcję pokrzywy, którą posmarował brzegi odkażonej czosnkiem rany. - Obwiążę twój pysk bandażem z pajęczyny. Położysz się teraz w Antycypacji, w legowiskach pod północną ścianą, żeby chociaż trochę się przespać. Obudzę cię, kiedy przyjdzie pora na posiłek. Możesz jeść tylko w czasie pomiędzy zdjęciem starego opatrunku a założeniem nowego. Porozmawiamy, jak już będziesz w lepszym stanie. "O ile będziesz", pomyślał, bo absolutnie nie wykluczał jego rychłej śmierci. Właściwie ku temu się skłaniał. Ku najbardziej bolesnej opcji. Wszakże właśnie skończył nakładanie opatrunku z pajęczyny na łeb wysokiego kocura, dzięki czemu tylko wyraźniej mógł przyjrzeć się jego wychudłemu ciału. Odprowadził go na miękką wyściółkę Antycypacji, pozwalając jemu samemu ułożyć się do snu.
Gdy odwracał się do wejścia, aby pomówić z Kos, kątem ślepia wyłapał dziwacznie agresywny ruch Czarnowrona, który w tle nieprzerwanie adorował truchło drapieżnika. Zmrużył oczy w niedowierzaniu, wymownym spojrzeniem obdarzył wojowniczkę. Nowicjusz, jak cholerny, makabryczny bóbr, przegryzał się właśnie przez szyję tężejącego od mrozu lisa. To naprawdę się działo.
- Znasz go... dobrze? - szepnął z niezręcznym uśmiechem. - Czy on jest... czy księżyc mu za mocno przyświecił?
Kos
» rana 2. stopnia: urwane prawe ucho; krwawi
Stopa
» rana 2. stopnia: wyrwany niewielki fragment prawego policzka; uszkodzenie mięśni, krwawienie (infekcja)
Księżyce: 136
Mistrz: Sofia
Płeć: kocur
Matka: Meretrix
Ojciec: NN
Trwałe urazy: ubytek w policzku po ugryzieniu lisa: zagłębienie w pysku, podłużna, szpetna blizna, zniekształcony wyraz pyska, lekkie upośledzenie mimiki twarzy od strony dziury
Księżyce: 136
Mistrz: Sofia
Płeć: kocur
Matka: Meretrix
Ojciec: NN
Trwałe urazy: ubytek w policzku po ugryzieniu lisa: zagłębienie w pysku, podłużna, szpetna blizna, zniekształcony wyraz pyska, lekkie upośledzenie mimiki twarzy od strony dziury
wysoki, chudy biały kocur z czarnymi plamami o kręconym, przerzedzonym futrze i pomarańczowych oczach
Pełen determinacji do obranych celów. Otwarty zarówno na nowe doświadczenia, jak i na nowe znajomości. Towarzyski, choć zwykle umiarkowanie lubiany ze względu na unikatowy sposób bycia. Zasadom i autorytetom podporządkowuje się tylko w dwóch sytuacjach: kiedy ma z tego jakąś wyraźną korzyść, a także kiedy z tymi autorytetami i zasadami się zgadza.
Mimo wyznaczonych jasno celów, nawet w ich interesie zdarza mu się nie znaleźć w sobie śmiałości do pewnych zachowań. Ze względu na to, że większość jego życia była dotąd walką o przetrwanie, zdarza mu się stchórzyć i uciec w sytuacjach bardziej napiętych i stwarzających dla niego zagrożenie. W takich też momentach jego tiki bardzo się nasilają, a wraz z tym rośnie chęć ucieczki, która to powoduje nasilenie się tików i… błędne koło się zamyka.
Pomimo tego jest kotem pełnym optymizmu i ogromnych zasobów dobrej, pozytywnej energii. Ma dystans do siebie i swojej przypadłości. Zwykle ma. Okrutne żarty z tików zwykle bardzo go ranią, a on nigdy nie odpowiada agresją, a wyłącznie zamykaniem się w sobie i ucieczką.
Ma w sobie pewne poetyckie zacięcie, a całe życie i wszystkie wydarzenia traktuje jak wyzwania, którym musi stawić czoła aby osiągnąć spełnienie i całe to mityczne szczęście, do którego dąży.
Tundra, Gronostaj (NŚ)
Stopa był oszołomiony. Nie pamiętał w tej chwili szczegółowo, co się stało. Tylko zarys, błysk rudego futra. Ból i krzyk. Dlaczego w ogóle znalazł się w tym miejscu? Walczył z obcymi, stracił część ciała. Tamten poległ ale jakim kosztem? Stopa był niekompletny, podobnie jak ta kolorowa kotka. Starał się ponownie wyostrzyć umysł, skoncentrować na tym, co mówią otaczające go koty. Nie było to jednak proste, jego rana była zainfekowana, w głowie pulsował ból, a sam Stopa nie był pewien, czy był jeszcze Stopą, czy może stał się Bólem. Nie potrafił sobie z nim poradzić, zrobił więc coś, co jako jedyne przyszło mu do głowy. Całkowicie skupił się na kocurze, którego zwali Fairy’m. Na jego pysku, na ruchach i tym, co do niego mówił. Sens tych słów docierał do niego choć z pewnym opóźnieniem.
- Ja cię kręcę, ależ ty piękny - przemówił w końcu Stopa, nieco pijany bólem, lekami i całą, nieco abstrakcyjną sytuacją.
w kosmicznejmikroskali naszświatjesttakimały posłusznitylkoSTOPIEdonieba wznosimygłowy ✈xxx✈xxx✈xxx✈xxx✈ stałemsiętymxkim jestemxpokory uczy świat w genachmamhumoryzmiennetak jakwiatr ✖xxx✖xxx✖ ZWIEDZAMŚWIATZWIEDZAMCAŁYŚWIAT toczęsięjakchmurymieszkańcywielkichmiast
Księżyce: 125
Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon
Płeć: kotka
Matka: Jesionowa Kora (*)
Ojciec: Słodki Język/Markiz (*)
Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125
Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon
Płeć: kotka
Matka: Jesionowa Kora (*)
Ojciec: Słodki Język/Markiz (*)
Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Zaraz zjawił się Fairy, choć Tundry wciąż nie było. Kotka była jej jedyną nadzieją, jeśli chodziło o wyjaśnienie sprawy Bezpyskiego, a ona chciała go mieć jak najszybciej z głowy, zwłaszcza że jej terminator nie popisywał się teraz grzecznością. O ile wolała mieć na niego oko i w sumie dobrze, że był tutaj, tak w tym przypadku, nie chciała go widzieć. Czemu... Obierał lisa na oczach Fairy'ego? Serio, wszystkich, ale Fairy? I to jej powierzono kogoś takiego jak Czarnowron do opieki... Przydałby się tu ktoś twardy, z Gromu, kto postawiłby go do pionu. Na nieszczęście, nie zapowiadało się, żeby ktokolwiek z leśny ziem zawitał do Świtu.
- Nie ważne - przewróciła. Nawet nie chciała tego ucha, jedno jej wystarczy. - Po prostu je zalecz - nakazała, niezbyt ostro. Chciała stąd iść. Jak najszybciej. Zaraz słowa Fairy'ego przystały być po prostu irytujące, bo była już wystarczająco spięta, a zmienił się w Bardzo Bardzo irytujące. - Co? - zaoponowała, nie do końca odważnie. - Niech będzie, ktoś będzie musiał zając się moim obowiązkami... Z terminatorami omówimy teorię w tym czasie - zadecydowała, nie wiedzieć czemu, na głos. - Czarnowron, przychodź do mnie kiedy masz czas, porozmawiamy sobie, skoro nie mogę się ruszać z obozu - nakazała mu między słowami.
Później pytanie o niego od medyka. No i się zaczyna.
- Nie do końca - odszepnęła mu. - Nie wiem, co mu strzeliło do głowy, naprawdę. Pogadam z nim sobie o tym... zachowaniu - po jej głosie szło rozszyfrować, że nie będzie to rozmowa miła, ani nawet tolerancyjna.
Księżyce: 150
Mistrz: Ćmia Gwiazda, Kos
Płeć: kocur
Matka: Pajęcza Noga
Ojciec: Gęsiopióry
Trwałe urazy: oddziobana 1/3 nosa, rozerwany pysk i policzek, oba z lewej strony
Ogromny, piękny kocur. Prezentuje się urokliwie, porusza z gracją. Ma chude, gibkie ciało z zarysem silnych mięśni, jego nogi są długie, a krótka, czarna sierść o głębokim odcieniu i oleistym połysku przylega do ciała. Oczy ma ognistopomarańczowe, uszy spore, nos prosty, ogon długi i cienki jak bicz.
Jest bardzo bystry. Zna swoją wartość, lubi być w centrum uwagi i nie brakuje mu pewności siebie, łatwo przejmuje stery. Ukrywa emocje, panuje nad mimiką i mową ciała, jest czujnym obserwatorem, a każdy jego ruch jest efektem dokładnych kalkulacji. Zdarza mu się jednak działać impulsywnie, szczególnie pod wpływem silnych emocji. Jest bardzo ambitny i ekscytują go wyzwania wymagające wysiłku. Ma problem z kontrolowaniem złości, w starciach jest bardzo brutalny.
Powracające Echo [MGBG]
Powoli przegryzając się przez szyję lisa Czarnowron obserwował, jak Fairy opatruje Kos i Stopę. Wyglądał na fachowca, wiedział, co robi i o czym mówi, a przy tym był bardzo dokładny. Nie było o co się obawiać.
Nie słyszał, co do siebie szepczą, stał za daleko, widział jednak, że rozmawiają. Postanowił dać im trochę przestrzeni, by nie musieli ściszać głosów. Poczeka. Musiał być ostrożny.
Więc kiedy Fairy zakończył pracę, tylko podszedł do niego z garstką ziół, które uzbierał. Położył liście obok łap medyka, uśmiechnął się, po czym odszedł, by złapać ciało lisa za kark i resztę pracy wykonać przy mrowiskach.
Księżyce: 136
Mistrz: Sofia
Płeć: kocur
Matka: Meretrix
Ojciec: NN
Trwałe urazy: ubytek w policzku po ugryzieniu lisa: zagłębienie w pysku, podłużna, szpetna blizna, zniekształcony wyraz pyska, lekkie upośledzenie mimiki twarzy od strony dziury
Księżyce: 136
Mistrz: Sofia
Płeć: kocur
Matka: Meretrix
Ojciec: NN
Trwałe urazy: ubytek w policzku po ugryzieniu lisa: zagłębienie w pysku, podłużna, szpetna blizna, zniekształcony wyraz pyska, lekkie upośledzenie mimiki twarzy od strony dziury
wysoki, chudy biały kocur z czarnymi plamami o kręconym, przerzedzonym futrze i pomarańczowych oczach
Pełen determinacji do obranych celów. Otwarty zarówno na nowe doświadczenia, jak i na nowe znajomości. Towarzyski, choć zwykle umiarkowanie lubiany ze względu na unikatowy sposób bycia. Zasadom i autorytetom podporządkowuje się tylko w dwóch sytuacjach: kiedy ma z tego jakąś wyraźną korzyść, a także kiedy z tymi autorytetami i zasadami się zgadza.
Mimo wyznaczonych jasno celów, nawet w ich interesie zdarza mu się nie znaleźć w sobie śmiałości do pewnych zachowań. Ze względu na to, że większość jego życia była dotąd walką o przetrwanie, zdarza mu się stchórzyć i uciec w sytuacjach bardziej napiętych i stwarzających dla niego zagrożenie. W takich też momentach jego tiki bardzo się nasilają, a wraz z tym rośnie chęć ucieczki, która to powoduje nasilenie się tików i… błędne koło się zamyka.
Pomimo tego jest kotem pełnym optymizmu i ogromnych zasobów dobrej, pozytywnej energii. Ma dystans do siebie i swojej przypadłości. Zwykle ma. Okrutne żarty z tików zwykle bardzo go ranią, a on nigdy nie odpowiada agresją, a wyłącznie zamykaniem się w sobie i ucieczką.
Ma w sobie pewne poetyckie zacięcie, a całe życie i wszystkie wydarzenia traktuje jak wyzwania, którym musi stawić czoła aby osiągnąć spełnienie i całe to mityczne szczęście, do którego dąży.
Tundra, Gronostaj (NŚ)
* * *
Status Stopy w Nowym Świcie, jako jego członka, wciąż nie był oficjalnie uznany. Przebywał w tym miejscu już blisko dwa księżyce i do tej pory nie odbył oficjalnej rozmowy z Fairy'm na temat tego, że w istocie chciałby zostać w tym miejscu już na stałe. Kocur nieco go onieśmielał i zawsze miał jakieś zajęcie, dlatego przeszkadzanie i odrywanie od obowiązków było ostatnim na co kędzierzawy kocur miał ochotę. W końcu jednak musiał przyjść moment, chwila w której ten czas w którym stopa miał niepewny status, musiał dobiec końca. Jego rana wyleczyła się już zupełnie, I choć bielizna która została na pysku biało-czarnego była w istocie dość szpetna, chudzielec by już zupełnie sprawny i wolny od bólu. Mógł wobec tego zająć się jakimiś obowiązkami, zacząć poznawać zasady a także zwyczaje tej grupy, w której się wreszcie znalazł czego pragnął od wielu wielu księżyców. Zebrał się więc w sobie i zdecydował, kiedy tylko otworzył oczy, że ten dzień jest właśnie tym w którym otworzy z własnej woli pysk do liliowego medyka i poprosi go o poważną rozmowę na temat osoby Stopy.
Dlatego też, chodź serce waliło od nerwów, a wąsy drżały i ciało tikowało nieznośnie, wymówił głośno i pytają o imię kocura, licząc że ten jest gdzieś w pobliżu i prędko będzie miał ów stres za sobą.
w kosmicznejmikroskali naszświatjesttakimały posłusznitylkoSTOPIEdonieba wznosimygłowy ✈xxx✈xxx✈xxx✈xxx✈ stałemsiętymxkim jestemxpokory uczy świat w genachmamhumoryzmiennetak jakwiatr ✖xxx✖xxx✖ ZWIEDZAMŚWIATZWIEDZAMCAŁYŚWIAT toczęsięjakchmurymieszkańcywielkichmiast
Księżyce: 150
Mistrz: Dynia, Kos
Płeć: kocur
Matka: Cichy Strumyk [*]
Ojciec: Wężowy Język [*]
Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Księżyce: 150
Mistrz: Dynia, Kos
Płeć: kocur
Matka: Cichy Strumyk [*]
Ojciec: Wężowy Język [*]
Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Jest dumny i ambitny, ale ma dosyć niestałe poczucie własnej wartości. Fiksuje się na każdym popełnionym błędzie, często reaguje agresywnie na zwrócenie mu uwagi. Bardzo ekstrawertyczny; chętnie przebywa z innymi kotami, zazwyczaj pierwszy nawiązuje rozmowę i nie boi się opowiadać o sobie. Mówi głośno, swobodnie i odznacza się dosyć teatralną manierą. Ze względu na pewną zuchwałość, na pewność siebie, dużo żartuje i znajduje humor nawet tam, gdzie nie powinno go być.
Gryząca Łapa [KG]; Złamana Łapa [Z].
Minęła dłuższa chwila, nim Fairy wyłonił się z mroków drzemającej za Ważkową Grotą Słodyczy - jego sierść ulizana jak zawsze, jego ślepia wybitnie poczerwieniałe. Jakby dusił się przez ostatnie kilka minut, przez przynajmniej ostatnie kilka minut. Poruszał się giętko, poruszał się swobodnie. Bardzo swobodnie.
Zajrzał w ślepia wołającego kocura, uśmiechając się przy tym blado. Nie spodziewał się tego po Stopie. Nie spodziewał się, że kocur w ogóle spróbuje zagaić. Dotąd wydawało mu się, że kędzierzawy samotnik do samiutkiego końca zamierzał imitować niemy cień, że chciał jak najszybciej zniknąć ze świtowego obozu i z pamięci wszystkich członków stada.
- No, co jest, loczku? - wymruczał żartobliwie, nie zastanawiając się nawet, czy jego słowa wybrzmiały wystarczająco głośno, aby rozmówca usłyszał je z drugiego końca jaskini.
Księżyce: 136
Mistrz: Sofia
Płeć: kocur
Matka: Meretrix
Ojciec: NN
Trwałe urazy: ubytek w policzku po ugryzieniu lisa: zagłębienie w pysku, podłużna, szpetna blizna, zniekształcony wyraz pyska, lekkie upośledzenie mimiki twarzy od strony dziury
Księżyce: 136
Mistrz: Sofia
Płeć: kocur
Matka: Meretrix
Ojciec: NN
Trwałe urazy: ubytek w policzku po ugryzieniu lisa: zagłębienie w pysku, podłużna, szpetna blizna, zniekształcony wyraz pyska, lekkie upośledzenie mimiki twarzy od strony dziury
wysoki, chudy biały kocur z czarnymi plamami o kręconym, przerzedzonym futrze i pomarańczowych oczach
Pełen determinacji do obranych celów. Otwarty zarówno na nowe doświadczenia, jak i na nowe znajomości. Towarzyski, choć zwykle umiarkowanie lubiany ze względu na unikatowy sposób bycia. Zasadom i autorytetom podporządkowuje się tylko w dwóch sytuacjach: kiedy ma z tego jakąś wyraźną korzyść, a także kiedy z tymi autorytetami i zasadami się zgadza.
Mimo wyznaczonych jasno celów, nawet w ich interesie zdarza mu się nie znaleźć w sobie śmiałości do pewnych zachowań. Ze względu na to, że większość jego życia była dotąd walką o przetrwanie, zdarza mu się stchórzyć i uciec w sytuacjach bardziej napiętych i stwarzających dla niego zagrożenie. W takich też momentach jego tiki bardzo się nasilają, a wraz z tym rośnie chęć ucieczki, która to powoduje nasilenie się tików i… błędne koło się zamyka.
Pomimo tego jest kotem pełnym optymizmu i ogromnych zasobów dobrej, pozytywnej energii. Ma dystans do siebie i swojej przypadłości. Zwykle ma. Okrutne żarty z tików zwykle bardzo go ranią, a on nigdy nie odpowiada agresją, a wyłącznie zamykaniem się w sobie i ucieczką.
Ma w sobie pewne poetyckie zacięcie, a całe życie i wszystkie wydarzenia traktuje jak wyzwania, którym musi stawić czoła aby osiągnąć spełnienie i całe to mityczne szczęście, do którego dąży.
Tundra, Gronostaj (NŚ)
- Ja żem chciał. - zaczął, a z nerwów które go opanowały jego głos drżał, podobnie jak oparte na ziemi przednie łapy. Negatywnie działały na niego teraz dwa czynniki: pierwszy to bezpośredni kontakt z Fairy’m, który zawsze nieco go stresował, a drugim była kwestia, którą miał poruszyć, a właściwie jego obawa przed tym, co miało z tej rozmowy wyniknąć. W pewnym sensie najbliższe minuty miały zadecydować o jego losie. Nie wiedział jeszcze, co zrobi, jeżeli otrzyma odpowiedź zdecydowanie przeczącą. Trzepnął głową i odchrząknął cicho. Dopiero teraz zorientował się, że od kilku dobrych uderzeń serca milczy. A w końcu to on sam rozpoczął tę rozmowę. Uniósł głowę i spojrzał prosto na Medyka. Ostatecznie nie bał się go przecież tak dosłownie. Tylko nieco go onieśmielał. - Rzec, że bym chciał tu zostać. Z Wami. W Nowym Świcie. Jako Nowicjusz. - powiedział, robiąc wyczuwalne przerwy pomiędzy zadaniami, podczas których jego tylna łapa usilnie próbowała go podrapać po szyi. Spojrzał na nią piorunującym spojrzeniem, a ta niczym prawdziwa istota opadła na ziemię, jakby skrępowana i zawstydzona swoim zachowaniem.
w kosmicznejmikroskali naszświatjesttakimały posłusznitylkoSTOPIEdonieba wznosimygłowy ✈xxx✈xxx✈xxx✈xxx✈ stałemsiętymxkim jestemxpokory uczy świat w genachmamhumoryzmiennetak jakwiatr ✖xxx✖xxx✖ ZWIEDZAMŚWIATZWIEDZAMCAŁYŚWIAT toczęsięjakchmurymieszkańcywielkichmiast
Księżyce: 150
Mistrz: Dynia, Kos
Płeć: kocur
Matka: Cichy Strumyk [*]
Ojciec: Wężowy Język [*]
Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Księżyce: 150
Mistrz: Dynia, Kos
Płeć: kocur
Matka: Cichy Strumyk [*]
Ojciec: Wężowy Język [*]
Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Jest dumny i ambitny, ale ma dosyć niestałe poczucie własnej wartości. Fiksuje się na każdym popełnionym błędzie, często reaguje agresywnie na zwrócenie mu uwagi. Bardzo ekstrawertyczny; chętnie przebywa z innymi kotami, zazwyczaj pierwszy nawiązuje rozmowę i nie boi się opowiadać o sobie. Mówi głośno, swobodnie i odznacza się dosyć teatralną manierą. Ze względu na pewną zuchwałość, na pewność siebie, dużo żartuje i znajduje humor nawet tam, gdzie nie powinno go być.
Gryząca Łapa [KG]; Złamana Łapa [Z].
W pierwszej sekundzie liliowy kocur wydawał się zbity z tropu, ale prędko uświadomił sobie, że był teraz za mocno wstawiony na przeżywanie długiej, podejrzliwej konsternacji. Zjawa chciała się zmaterializować? A czemuż by nie? Uśmiechnął się szeroko, serdecznie do uspokajającego swoje tiki nerwowe samca, jakby nawet nie zauważył jego niezdrowego ożywienia.
- Pomówię o tym z Tundrą, ale najpierw... - zamilknął na chwilę, zaglądając głęboko w pomarańczowe oczy samotnika swoim przekrwionym spojrzeniem. - Musisz mi odpowiedzieć na kilka pytań. Stopa, tak? Zamierzasz zostać przy tym imieniu? Skąd pochodzisz? Masz korzenie w Starych Klanach? Co potrafisz, czego chciałbyś się nauczyć, co pragniesz zaoferować Nowemu Świtowi?
Zasypawszy łaciatego interrogacyjnymi poleceniami, przysiadł. Wiedział, że odpowiedzenie na to wszystko zajmie ozdrowiałemu pacjentowi dłuższą chwilę.