Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Sam środek Ubitej Ziemi zupełnie niczym się nie wyróżnia i nie mieści się w nim nic szczególnego. To po prostu punkt znajdujący się dokładnie na środku placu.
Czekoladowa od kilku kwart myślała o pewnej sprawie i powoli dochodziła do wniosku, że sama nie jest w stanie wymyślić na ten temat wiele więcej i potrzebuje rady. I to od kogoś możliwie obiektywnie spojrzy na sprawę i być może nawet nie zna jej za dobrze, dzięki czemu sympatia lub jej brak nie przeszkodzi tej osobie w ocenie. Niewiele było w Nowym Świcie kotów, które nadawałyby się do tej roli, dlatego też wkrótce na liście zostały tylko dwa koty: Voodoo i Kos. Tej pierwszej Tundra od jakiegoś czasu już nie widywała, podobnie zresztą było z jej dziwacznym partnerem. Została więc tylko szylkretowa, starsza od niej nieco wojowniczka. Krótkowłosa wydała jej się do tej pory po prostu sympatyczna i godna zaufania, chociaż z tym ostatnim Opoka starała się ostatnio uważać tak, jak tylko się dało.
Nie musiała długo rozglądać się za kotką. Jeszcze w dzień podjęcia decyzji o zasięgnięciu rady z zewnątrz udało jej się złapać ją truchtającą gdzieś, na Ubitej Ziemi. Nie widziała Tundry, dlatego radna ruszyła za nią kłusem.
- Kos - powiedziała, kiedy znalazła się lisią długość od kotki. Powiedziała to nie do końca w formie powitania, a bardziej po to, by zwrócić uwagę starszej kotki na swoją osobę. Spowodować, by się zatrzymała, by Opoka nie musiała jej dłużej gonić. Samo powitanie miało nastąpić dopiero po tym wypowiedzianym głośno słowie. Kiedy dokładnie? A no właśnie teraz. - Dzień dobry, znalazłbyś dla mnie chwilę? - zapytała z trzepnięciem ogona, patrząc wprost na kotkę.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Kos akurat wracała z polowania, dokładniej z celem odpoczęcia we własnym legowisku, kiedy usłyszała za sobą głos, znajomy głos. Zatrzymała się w jednej chwili, odwracając się, patrząc wporst na radną. Kota ważnego, kota, który trochę przypominał jej przywódcę, Gwiazdę ich Klanu. Kogoś z wyższej sfery, do kogo zagadać nie mogła z prostego powodu. Bo ona była zwykłą, szarą wojowniczką zajmującą się sprawami swoimi, nie tak wielkimi i ważnymi, jakimi zwykli zajmować się przywódcy. Teraz to jednak do niej było kierowane pytanie, brzmiące conajmniej formalnie, zadane przez samą radną. Niezauważalnie przełknęła ślinę. Przyszło zabrać karę za swoje złe zachowanie. Przeczuwała, że Tundra lada chwila wyrzuci ją z Nowego Świtu, za Plagę. Kociaka, który przez nią został zabrany matce, został zabrany przez Rocha, którego swoją decyzją popchnęła do takiego czynu. A mogła siedzieć cicho, jedynie oglądając przedstawienie z boku jak zwykła, szara wojowniczka. Ale wkroczyła. I teraz musiała odbierać tego konsekwencje.
- Witaj Tundro - przywitała się z nią pewnym głosem, maskującym niepokój zagnieżdżony w jej myślach - Pewnie, nie będzie żadnego problemu - skinęła ochoczo głową, a w jej oczach błysnęła przyjacielska energia. Musiała chociaż wyglądać na lepszą, na dobrą, godną zaufania. Przy dobrych układach, może tylko zdegradują ją do rangi kociaka i rozkażą wyciągać kleszcze starszyźnie.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Skinęła w podziękowaniu głową, kiedy usłyszała zgodę Kos. Ucieszył ją fakt, że będzie mogła mieć z głowy te dwie sprawy, z którymi do niej przyszła. Tundra patrzyła na Wojowniczkę jeszcze przez parę uderzeń serca i obserwowała ją. Starała się przewidzieć odpowiedź, którą za chwilę usłyszy. Nie miała jednak szans zrobić tego prawidłowo, odgadywanie cudzych uczuć i emocji nigdy nie było jej mocną stroną. Powinna po prostu zadać pytanie. Nie marnować czasu na nonsensy.
- Chcę cię prosić, byś opowiedziała mi w skrócie przebieg wyprawy. A właściwie tego, co stało się podczas niej z Roche'm. - poleciła czekoladowa z poważnym spokojem w głosie. Nie pytała o to dlatego, że chciała Kos osądzić za wydarzenia podczas wyprawy. Za zło, które tam miało miejsce obwiniała wyłącznie siebie i samego cętkowanego. Ufała też Pokrzywie i w żadnym wypadku nie podejrzewała jej o kłamstwo. Opoka liczyła, że od starszej kotki dowie się czegoś więcej, bez ciągnięcia za język. Chciała dowiedzieć się, jak ta historia będzie wyglądała w pysku Kos.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Jednak nie to. Odetchnęła szarpanie, odtwarzając w głowie cały przebieg wyprawy. Jednak będzie musiała przyznać się do winy, do tego, że Plaga został zabrany z jej powodu. Jednak nie teraz. Teraz... Ma względny spokój.
- Więc wyruszyliśmy, jednak po chwili przyszła przeszkoda. Musieliśmy przekroczyć strumyk, niezbyt głęboki. Można było go przekroczyć, przeskoczyć, lub przejść przez bagno. Ja przekroczyłam, Pokrzywa przeskoczyła, a Roche i Voodoo ruszyli bagnem. Poradziliśmy sobie, jednak Pokrzywa poślizgnęła się na błocie. Roche spytał się, czy wszystko dobrze, Pokrzywa odpowiedziała, że nie potrzebuje jego troski i jeśli coś będzie źle, to mu powie. Roche zaczął się rzucać, tak nagle i agresywnie, mimo że Pokrzywa wyjaśniła mu to na spokojnie. Zasugerowała, żeby to mnie przekazać dowództwo, jednak ja mruknęłam, że jeśli jeszcze raz zawiedzie to je przejmę. Później było w miarę spokojnie, przeszliśmy kawał drogi, poszliśmy spać, następnego dnia dotarliśmy tutaj. Spotkaliśmy wtedy Wieszczego, który nie był przyjaźnie nastawiony. Roche powiedział, że chcemy tu zamieszkać i reszta Klanu nadejdzie niedługo. Widząc negatywne nastawienie Wieszczego, wkroczyłam pomiędzy nich i przeprosiłam za Rocha. Powiedziałam, że chcemy tu zamieszkać. On odparł, że mam pilnować swoje kocięta i zgodził się po chwili namawiania. Roche odszedł gdzieś wściekły, w inną część obozu, a Voodoo poszła za nim. Wydawał się być potwornie wściekły, że przerwałam mu negocjacje z kocurem. Roche później kazał mu się, hm, walić, używając cenzuralnych słów, a później splunął mu pod łapy. I wróciliśmy, a resztę już znasz - wyjaśniła powoli, w stresie i niepewności.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Słuchała uważnie i milczała. Co jakiś czas kiwała głową w zamyśleniu. Trudno powiedzieć, czy do siebie, czy do Kos na znak, że rozumie i ta może kontynuować. Przez całą jej wypowiedź była uważna i poważna. Bardzo chciała to usłyszeć. Chciała, a jednocześnie ogromnie się tego bała. Obawiała się przede wszystkim kolejnych oskarżeń, które usłyszała już od Pokrzywy, a które tylko potwierdziły jej przekonanie, że bardzo źle ulokowała swoje zaufanie. Wiedziała o tym, a jednak nie chciała tego słuchać. To się po prostu nie powtórzy. Była tego pewna.
- To bardzo szczegółowa relacja, dziękuję Ci za nią - rzekła ale na następnych kilkadziesiąt uderzeń serca to było wszystko, co usłyszała z pyska czekoladowej. Jeżeli chodziło o jej uczucia względem Kos, to kotka zupełnie jej nie obwiniała. Ani za zniknięcie Plagi, ani za gniew i odejście Roche’a. Za to wszystko Opoka winiła tylko siebie i samego cętkowanego.
- Mam teraz inne pytanie do Ciebie. Chcę mieć kocięta. Urodzić je. Co sądzisz o sytuacji, w której znajdę silnego kota z penisem i zaproponuję mu zostanie ojcem? - spytała wprost, nie czując szczególnych oporów przed wypowiedzeniem tego na głos przy Kos. Nie była to kwestia, której Tundra by się wstydziła. Chciała urodzić kocięta, chciała mieć kogoś, kim będzie się zajmowała, z kim nawiąże fizyczny kontakt na poziomie matka-dziecko. Brakowało jej tego w życiu. A skoro nie miała partnera, to znalezienie zdolnego do rozmnażania kota z penisem? Po prostu chciała poznać opinię starszej wojowniczki na temat takiej decyzji, a także poznać jej reakcję.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Tyle. Zwykłe podziękowanie, żadnej opinii, czy postąpiła dobrze, czy może powinna już pakować manatki i wynosić się jak najdalej tych terenów. Założyła jednak, że Tundra postanowiła zostawić Kos w obozie, nawet pomimo spowodowania porwania Plagi. Stres powoli opuszczał jej ciało, jednak blokował się z każdą cichą sekundą, w której żadna z nich się nie odzywała. Wiedziała, że Tundra miała coś jeszcze. Czuła to, czuła, że kolejne pytanie jakie padnie z pyska Opoki nią wstrząśnie. I nie myliła się.
Pytanie było dosłownie, bezpośrednie i łatwe w zrozumieniu. I przeżyła szok, na co wskazywało wstrzymanie oddechu, jednak nie taki duży, jak oczekiwała. Wciąż zostawała w obozie, co co najmniej ją dziwiło. Zamyśliła się przez chwilę, machając leniwie ogonem. Nic nie przychodziło jej do głowy poza tym, że ona nie byłaby tak w stanie. Ona... Wolała się zakochać, znaleźć cudnego partnera i dopiero wtedy mieć kocięta. Nawet jeśli brzmiało to nierealnie i dziwnie, wolała wierzyć, że kiedyś jej się to uda, mimo że bliżej jej było do śmierci niż urodzenia.
- Cóż - zaczęła powoli, nie wiedząc w zasadzie co powinna odpowiedzieć, tym bardziej czego oczekuje od niej kotka. - Myślę, że potrzebujemy teraz nowej krwi do Nowego Świtu. Samo rozwiązanie wydaje się być dobre, zważywszy na to, że w obozie nie mamy zbyt wiele kocurów... Musiałabyś jednak dobrze pogadać z wybrankiem, ocenić, czy faktycznie nadaje się na kandydata. Sama budowa ciała nie wystarczy, zazwyczaj jakaś cząstka charakteru przenosi się z genami, jednak to moja opinia. Jeśli nie boisz się tego, a po prostu chcesz dobrze zbudowanych, silnych kociąt, takie rozwiązanie pasuje - wypowiedziała na jednym wdechu, przedstawiając swoją opinię. - Pamiętaj jednak o Tsunami i Sekwoi, niektóre kocięta nie lubią mieć młodszego rodzeństwa. Ale to tak na marginesie, decyzja należy do ciebie - dodała jeszcze niepewnie.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
- Tego się nie obawiaj, nie pozwolę wleźć na grzbiet byle półgłówkowi czy narwanemu agresorowi. Zanim to zrobię, spotkam go kilka razy. - zapewniła z lekkim śmiechem Opoka, czując ulgę, że Kos nie uważa jej za rozwiązłą, czy lekkomyślną. Nie wspomniała jej tego, ale główną motywacją do zostania matką nie była potrzeba wprowadzenia nowej krwi do Nowego Świtu. Tsunami i Sekwoja były już dorosłymi kotkami, a ona chciała być matką. Miot Zroszonego Listka również podrósł, odwiedzanie go i pomaganie przy kociętach przestało mieć jakikolwiek sens. Potrzebowała ciepła, kontaktu fizycznego i uczucia, że ktoś na niej polega. Zwiększenie się liczby kotów Nowego Świtu było tylko skutkiem ubocznym jej pragnienia.
Kwestii Tsunami i Sekwoi poruszonej przez Kos Tundra nie podjęła. Ich sprzeciw nie mógł stanąć na drodze do jej szczęścia. Byłby utrudnieniem, to oczywiste. A jednak wizja niezadowolonych, obrażonych pysków córek nie zniechęcała czekoladowej.
- To wszystko, co od ciebie chciałam. Dziękuję. Może Tobie czegoś potrzeba? Jakieś skargi, obawy, kłopoty? - spytała teraz już z żelazną powagą.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Dziwiło ją, że Tundra nie zareagowało jakoś znacząco na wieść o córkach. Cóż jednak mogła zrobić? Ona była zwykłą Kos, nawet nie znała dobrze Opoki, jednak skoro ta była radną, znaczyło to, że potrafiła coś zrobić. Gdyby tylko poznała prawdziwe motywy kocicy, jej zamiary mogłyby się, cóż, zmienić. Zdecydowanie nie podobały jej się takie zamiary, więc Tundra mogła tylko dziękować Gwiezdnym, iż Fala nie wie, co takiego planuje zrobić kotka naprawdę.
- Chyba nie... - Nie wspomni jej przecież o tym, że bolą ją łapy, ani o tym, że tęskni na śmierć za Płomykiem. To były jej osobiste perypetie, z którymi musiała się zmierzyć, z którymi tylko ona mogła dać radę zawalczyć. Wiedziała, że Fairy potrzebuje dużo czasu by zebrać zioła, a poza tym, mógłby też nauczyć Pokrzywę tego, pokazując jak się leczy obolałe łapy na jej przypadku. Pokrzywa jednak była Zielarką, czyli chyba nie miała zbyt wielkiego powiązania z leczeniem.
A Płomyk....
Wiedziała, że urwie się niedługo, by się z nim zobaczyć.
- Nie, nie mam żadnych problemów - zakomunikowała.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Skoro nie ma żadnych pytań ani zastrzeżeń, to chyba dobrze, prawda? Tundra trzepnęła ogonem i wstała. Nawet nie zauważyła, kiedy usiadła. Przylizała kędzierzawą sierść na piersi Kilka pociągnięć językiem i niesforny kosmyk już przylegał gładko, schludnie. Na swoim miejscu.
- Dziękuję za rozmowę - kiwnęła jej głową Opoka. - Informuj mnie, jeżeli coś się zmieni - w kwestii zażaleń i problemów ale uznała, że tego nie musi dodawać. Oddaliła się, być może po to, by pomyśleć, jaki powinien być ojciec jej przyszłych kociąt.
Księżyce: 40 Mistrz: mama Tsunami Płeć: kotka Matka: Tsunami Ojciec: ... (Baranie Runo) Trwałe urazy: brak 60% ogona
Rosomak to średniej wielkości kotka o długim, szylkretowym futerku. Jest ono wiecznie rozczochrane, głównie czarne poza rudą plamką na karku i białymi włosami na pyszczku, szyi, brzuchu i łapach – skarpetki u jej przednich łap są krótsze, zaś u tylnych zakrywają większość łapy. Biel na mordce kotki ciągnie się ponad sam pysk, tworząc cienką linię między dwukolorowymi, okrągłymi oczami. Lewe jest niebieskie, a prawe żółte. Rosomak ma długi, puszysty ogon i dosyć masywną budowę, długie łapy z różowymi poduszeczkami, oraz wiecznie zaciekawioną, poważną minę.
Bardzo ciekawska wszystkiego koteczka, dosyć uparta we wszystkim co robi. Jest aż zbytnio poważna, przynajmniej na zewnątrz – nie uśmiecha się często, zazwyczaj bierze słowa innych kotów na serio. Pełna energii, ekscytacji wszystkim co dzieje się wokół, gotowa poznawać świat i inne koty, choć zazwyczaj i tak trzyma się najbliższej rodziny, która jest dla niej najważniejsza. Miewa problemy ze zrozumieniem tego, co czują inni, jednak zależy jej na ich dobrym samopoczuciu. Rosomak jest aż zbytnio odważna, niewiele rzeczy ją rusza i przeraża.
Niedźwiedź (Klan Cienia), Raniuszek (zaginieni), Pajęcza Łapa (MGBG) i kilka innych trupków
W Rosomak uderzył powiew zimnego wiatru, koteczka zadrżała. Miała długie futro, ale to niestety chroniło ją coraz mniej gdy pogoda wyglądała tak, jak wyglądała. Było coraz chłodniej, zauważyła. I tak naprawdę sama nie była pewna jak się z tym czuć – nie lubiła zimna, a jednak dawało jej ono wymówkę na to, żeby więcej przytulać się do mamy. Mama Tsunami zawsze była bardzo ciepła, pomimo panującego wokół mrozu. A było faktycznie chłodno. Zwłaszcza teraz, gdy mała kotka znalazła się na otwartej przestrzeni.
Sama nie była pewna co tu robi. Chciała jedynie znaleźć coś ciekawego do roboty, bo wszyscy zdawali się czymś zajęci – ona też chciała się zająć jakąś fajną rzeczą. Wraz z dorastaniem Rosomak, obóz Nowego Świtu zdawał się kurczyć. Jak tak dalej pójdzie, ona zacznie się nudzić, a to byłoby bardzo niemile widziane.
Ale tak. Znalazła się na otwartej przestrzeni pośrodku Ubitej Ziemi i usiadła, owijając ogonek wokół łap, rozglądając się w poszukiwaniu ciekawej rzeczy lub kota którego mogłaby zaczepić.
Średniej wielkości kocur o czystej, śnieżnobiałej sierści, którą odziedziczył po nieznanym sobie ojcu. Jego ciało jest lekko umięśnione, choć zakryte przez długie futro, które pokrywa jego sylwetkę. Bystre oczy z heterochromią - lewe oko kocura jest złote, zaś prawe błękitne, a oba ślepia zerkają na świat z rozbawieniem i uwagą. Mordki kocura nie opuszcza uśmiech, jest jego najbardziej ekspresyjną częścią i wiele rzeczy na temat Alaski można wyczytać z samych ruchów pyska. Ma długie, masywne łapy oraz puszysty, powiewający na wietrze ogon.
Głośny i nie do zniesienia, Alaska kompletnie nie przypomina z charakteru swojego wyglądu anioła, udowadniając to za każdym razem, gdy uchyla pyszczek. Wszystko mówi wprost, niewiele zastanawiając się nad swoimi słowami - unosi ton głosu pod wpływem każdego ciut silniejszego impulsu, który wzbudza w nim ostrzejsze emocje. Nie boi się konfrontacji, zawsze pragnąć być w centrum uwagi, ukazując swoje niezadowolenie bez krzty zawahania. Zdawać by się mogło, że jego pysk nigdy się nie zamyka, bo ten cały czas ma coś do powiedzenia, czasami nie pozwalając nawet swojemu rozmówcy dojść do słowa. Ekscytujący się wieloma rzeczami, ale również irytujący, z pewnością wrzuci ci zgniłą mysz do legowiska, gdy odwrócisz wzrok na parę uderzeń serca, by po chwili odegrać scenkę, jakoby zobaczył ten wandalizm po raz pierwszy. Przyniesie ci rybę pełną ości przekonując, iż jest czysta jak łza. Owija się w kłamstwach, zawsze chcąc wyjść jako poszkodowany i niewinny, zrzucając całe konsekwencje na drugą stronę sporu. Wręcz wulgarny, podłapując chętnie brzydkie słowa z rozmów, wprowadzając je do swojego słownika. Sekretem jego jednak jest większa delikatność dla bliskich, której nie okaże reszcie świata, preferując zamykanie się w swojej bańce.
Chłód był paskudny! Gdy tylko Alaska wyściubiał nosek poza ciepłe miejsce drzemek, spotykał się z ostrym atakiem zimna, uderzającego zwłaszcza w jego delikatny, różowy nosek. Z pewnością gdyby znał jakieś przekleństwa lub obraźliwe słowa, w takich sytuacjach z jego pyszczka poleciałaby niezła wiązanka, imponująca zwłaszcza na jego wiek. Niestety, żadnych z takich słów nie znał, a mrozu unikał jak tylko mógł, spędzając czas w samotności i nie wychodząc wiele poza przyjemną kociarnię.
W końcu jednak i to zaczęło być dla białego księcia nudne, a podglądając rodzeństwo mógł wybrać, by pójść śladami któregoś z nich i znaleźć godne dla siebie zajęcie. Czarnobiała sylwetka siostry mignęła mu gdzieś przed oczami, a mała kopia Wichrzaka odczekała dłuższą chwilę, zanim sama wybyła za Rosomak. Najwidoczniej i jej doskwierało to, co jemu samemu! Nie mógł jednak od tak, nudziarsko pokazać się siostrze!
Wstrzymał oddech, przykucnął do ziemi i uważnie zaczął się czołgać, póki nie znalazł się blisko swojej przyszłej ofiary.
- KABOOM! - krzyknął i wybił się w powietrze, skacząc na siostrę, oczywiście nie w zamiarze zrobienia jej krzywdy. Chciał ją co najwyżej trochę wystraszyć i zobaczyć, czy zaraz będzie uciekała w popłochu. Zaraz szybko jednak przycupnął obok niej, z szerokim uśmiechem ozdabiającym jego mordkę. - RO-SO-MAK. Mak, mak, mak! Co tam? Jak tam? Co robisz? Masz coś ciekawego? - zalał ją zaraz gadaniną, czując, że w niedługim czasie jeśli nie zacznie mówić więcej, wraz z rozpoczęciem grania na nerwach kotom Nowego Świtu, to jego gardło zalegną pajęczyny!
a my nie chcemy uciekać stąd krzyczymy w szale wściekłości i pokory stanąłxxx,,w ogniuxx,,xnasz wielki dom dom dla psychicznie i nerwowo chorych
STANĄŁxxx,W OGNIUxxxNASZ WIELKIxx,DOM DOM DLA PSYCHICZNIE I NERWOWO CHORYCH
Księżyce: 40 Mistrz: mama Tsunami Płeć: kotka Matka: Tsunami Ojciec: ... (Baranie Runo) Trwałe urazy: brak 60% ogona
Rosomak to średniej wielkości kotka o długim, szylkretowym futerku. Jest ono wiecznie rozczochrane, głównie czarne poza rudą plamką na karku i białymi włosami na pyszczku, szyi, brzuchu i łapach – skarpetki u jej przednich łap są krótsze, zaś u tylnych zakrywają większość łapy. Biel na mordce kotki ciągnie się ponad sam pysk, tworząc cienką linię między dwukolorowymi, okrągłymi oczami. Lewe jest niebieskie, a prawe żółte. Rosomak ma długi, puszysty ogon i dosyć masywną budowę, długie łapy z różowymi poduszeczkami, oraz wiecznie zaciekawioną, poważną minę.
Bardzo ciekawska wszystkiego koteczka, dosyć uparta we wszystkim co robi. Jest aż zbytnio poważna, przynajmniej na zewnątrz – nie uśmiecha się często, zazwyczaj bierze słowa innych kotów na serio. Pełna energii, ekscytacji wszystkim co dzieje się wokół, gotowa poznawać świat i inne koty, choć zazwyczaj i tak trzyma się najbliższej rodziny, która jest dla niej najważniejsza. Miewa problemy ze zrozumieniem tego, co czują inni, jednak zależy jej na ich dobrym samopoczuciu. Rosomak jest aż zbytnio odważna, niewiele rzeczy ją rusza i przeraża.
Niedźwiedź (Klan Cienia), Raniuszek (zaginieni), Pajęcza Łapa (MGBG) i kilka innych trupków
Chłód był, faktycznie, bardzo nieprzyjemny. Im dłużej Rosomak go czuła, tym bardziej przekonywała się, że go nie lubi. Miał więcej minusów niż plusów i tyle. Czy teraz będzie się ciągle robiło coraz zimniej, czy pogoda zlituje się nad kotami i zrobi się ciepło? Rosomak nie wiedziała. Nie rozumiała jeszcze działania wielu rzeczy, nieważne jak ciekawska mogła być.
Z zamyślenia wyrwał ją hałas. Znajomy głos brata, krzyczącego coś za nią. Zauważyła kątem oka jak na nią skacze, i cała drgnęła, zaraz obracając się i ustawiając w pozycji gotowości do walki. Uniosła tylną część ciała w górę, wraz z ogonem, zaś przednie łapy położyła mocno na ziemi, stając przodem do kota który na nią napadł – Alaski. Nie wysunęła pazurów, oczywiście rozumiejąc że to jedynie zabawa. Nie miała od dawna okazji bawić się z Alaską…
Ale to chyba nie był czas na zwykłe siłowanie się z rodzeństwem i zaraz to zrozumiała, bo kocurek zaczął mówić, zadawać jej masę pytań. Rosomak wyprostowała się i uśmiechnęła delikatnie, trącając brata pyszczkiem w bark, jakby w formie niemego przywitania.
- Nic takiego, Alaska. Nie wiem co robić. – przyznała, godząc się wreszcie z faktem, że tak, jest znudzona. Ten obóz naprawdę nie jest tak duży jak początkowo się wydawał, a ona nie chciała ciągle siedzieć w miejscu… Cieszyła się, że ktoś jest tutaj z nią. – Zrobimy coś razem?
Średniej wielkości kocur o czystej, śnieżnobiałej sierści, którą odziedziczył po nieznanym sobie ojcu. Jego ciało jest lekko umięśnione, choć zakryte przez długie futro, które pokrywa jego sylwetkę. Bystre oczy z heterochromią - lewe oko kocura jest złote, zaś prawe błękitne, a oba ślepia zerkają na świat z rozbawieniem i uwagą. Mordki kocura nie opuszcza uśmiech, jest jego najbardziej ekspresyjną częścią i wiele rzeczy na temat Alaski można wyczytać z samych ruchów pyska. Ma długie, masywne łapy oraz puszysty, powiewający na wietrze ogon.
Głośny i nie do zniesienia, Alaska kompletnie nie przypomina z charakteru swojego wyglądu anioła, udowadniając to za każdym razem, gdy uchyla pyszczek. Wszystko mówi wprost, niewiele zastanawiając się nad swoimi słowami - unosi ton głosu pod wpływem każdego ciut silniejszego impulsu, który wzbudza w nim ostrzejsze emocje. Nie boi się konfrontacji, zawsze pragnąć być w centrum uwagi, ukazując swoje niezadowolenie bez krzty zawahania. Zdawać by się mogło, że jego pysk nigdy się nie zamyka, bo ten cały czas ma coś do powiedzenia, czasami nie pozwalając nawet swojemu rozmówcy dojść do słowa. Ekscytujący się wieloma rzeczami, ale również irytujący, z pewnością wrzuci ci zgniłą mysz do legowiska, gdy odwrócisz wzrok na parę uderzeń serca, by po chwili odegrać scenkę, jakoby zobaczył ten wandalizm po raz pierwszy. Przyniesie ci rybę pełną ości przekonując, iż jest czysta jak łza. Owija się w kłamstwach, zawsze chcąc wyjść jako poszkodowany i niewinny, zrzucając całe konsekwencje na drugą stronę sporu. Wręcz wulgarny, podłapując chętnie brzydkie słowa z rozmów, wprowadzając je do swojego słownika. Sekretem jego jednak jest większa delikatność dla bliskich, której nie okaże reszcie świata, preferując zamykanie się w swojej bańce.
Miał nadzieję, że znajdzie jakieś zajęcie, które pozwoli mu zapomnieć o chłodzie i trochę się rozgrzać. Już teraz czuł odrobinę więcej ciepła, niż wcześniej, dzięki swojemu wspaniałemu planowi zasadzki! A Rosomak odegrała napad absolutnie wyśmienicie, dzięki czemu mordka białego kocurka była obdarzona uśmiechem, szczerząc do siostry zęby. Niby mogliby się trochę poklepać po pyskach... ale czy to naprawdę byłoby to czego chcieli? Nie myślał o tym w tej chwili, mrucząc, gdy czarnobiała kotka przywitała się z nim.
Podniósł łapę pod swoją brodę, jakoby w geście zastanowienia, co chwilę strzygąc uchem. Czyli siostra też się nudziła - tak jak myślał! Ale to nic, z pewnością oboje wymyślą coś, dzięki czemu marnowanie czasu nie będzie już problemem dla potomstwa Tsunami, dlatego też po paru uderzeniach serca kocurek się odezwał.
- Tak! A masz pomysł co? Bo ja w sumie to nie wiem, na pewno coś wymyślimy wspólnie, coś, co będzie super, nie? Na pewno! - miauknął i uderzając małym ogonem o ziemię, wpatrywał się wyczekująco w siostrę. No, najpierw jednak niech ona rzuci pierwsza tematem, by mógł ocenić, czy będzie odpowiedni!
a my nie chcemy uciekać stąd krzyczymy w szale wściekłości i pokory stanąłxxx,,w ogniuxx,,xnasz wielki dom dom dla psychicznie i nerwowo chorych
STANĄŁxxx,W OGNIUxxxNASZ WIELKIxx,DOM DOM DLA PSYCHICZNIE I NERWOWO CHORYCH
Księżyce: 40 Mistrz: mama Tsunami Płeć: kotka Matka: Tsunami Ojciec: ... (Baranie Runo) Trwałe urazy: brak 60% ogona
Rosomak to średniej wielkości kotka o długim, szylkretowym futerku. Jest ono wiecznie rozczochrane, głównie czarne poza rudą plamką na karku i białymi włosami na pyszczku, szyi, brzuchu i łapach – skarpetki u jej przednich łap są krótsze, zaś u tylnych zakrywają większość łapy. Biel na mordce kotki ciągnie się ponad sam pysk, tworząc cienką linię między dwukolorowymi, okrągłymi oczami. Lewe jest niebieskie, a prawe żółte. Rosomak ma długi, puszysty ogon i dosyć masywną budowę, długie łapy z różowymi poduszeczkami, oraz wiecznie zaciekawioną, poważną minę.
Bardzo ciekawska wszystkiego koteczka, dosyć uparta we wszystkim co robi. Jest aż zbytnio poważna, przynajmniej na zewnątrz – nie uśmiecha się często, zazwyczaj bierze słowa innych kotów na serio. Pełna energii, ekscytacji wszystkim co dzieje się wokół, gotowa poznawać świat i inne koty, choć zazwyczaj i tak trzyma się najbliższej rodziny, która jest dla niej najważniejsza. Miewa problemy ze zrozumieniem tego, co czują inni, jednak zależy jej na ich dobrym samopoczuciu. Rosomak jest aż zbytnio odważna, niewiele rzeczy ją rusza i przeraża.
Niedźwiedź (Klan Cienia), Raniuszek (zaginieni), Pajęcza Łapa (MGBG) i kilka innych trupków
Faktycznie, kiedy tak się ruszali to od razu było nieco cieplej. Trzeba będzie zapamiętać, że tak to działa, skoro myślą nad tym co robić. Przecież nie mogą marznąć…w tym żadnej zabawy nie ma.
Koteczka polizała futerko na piersi chcąc je wygładzić, po tym jak nastroszyła je podczas prawie-walki z bratem. Sama zastanowiła się moment, rozglądając się po ich otoczeniu dwukolorowymi oczami. Niby mieli wiele rzeczy do zrobienia, a jednak…
- Możemy się bawić, albo znaleźć jakieś fajne miejsce i w nim coś wymyślić. Widziałeś już cały obóz? - spytała spokojnym tonem, skupiona na tym swoim zastanawianiu się. Ona widziała sporą część obozu, a w każdym razie miejsc do których kocięta mają dostęp. Ale nie wiedziała jak jej brat…
Rosomak po chwili przypomniała sobie jedną ze swoich rozmów z Gronostajem.
- Wspinałeś się kiedyś? - rzuciła, nie wiedząc czy to w ogóle będzie dla Alaski ciekawym tematem. Cóż, ale chciała wiedzieć.
Średniej wielkości kocur o czystej, śnieżnobiałej sierści, którą odziedziczył po nieznanym sobie ojcu. Jego ciało jest lekko umięśnione, choć zakryte przez długie futro, które pokrywa jego sylwetkę. Bystre oczy z heterochromią - lewe oko kocura jest złote, zaś prawe błękitne, a oba ślepia zerkają na świat z rozbawieniem i uwagą. Mordki kocura nie opuszcza uśmiech, jest jego najbardziej ekspresyjną częścią i wiele rzeczy na temat Alaski można wyczytać z samych ruchów pyska. Ma długie, masywne łapy oraz puszysty, powiewający na wietrze ogon.
Głośny i nie do zniesienia, Alaska kompletnie nie przypomina z charakteru swojego wyglądu anioła, udowadniając to za każdym razem, gdy uchyla pyszczek. Wszystko mówi wprost, niewiele zastanawiając się nad swoimi słowami - unosi ton głosu pod wpływem każdego ciut silniejszego impulsu, który wzbudza w nim ostrzejsze emocje. Nie boi się konfrontacji, zawsze pragnąć być w centrum uwagi, ukazując swoje niezadowolenie bez krzty zawahania. Zdawać by się mogło, że jego pysk nigdy się nie zamyka, bo ten cały czas ma coś do powiedzenia, czasami nie pozwalając nawet swojemu rozmówcy dojść do słowa. Ekscytujący się wieloma rzeczami, ale również irytujący, z pewnością wrzuci ci zgniłą mysz do legowiska, gdy odwrócisz wzrok na parę uderzeń serca, by po chwili odegrać scenkę, jakoby zobaczył ten wandalizm po raz pierwszy. Przyniesie ci rybę pełną ości przekonując, iż jest czysta jak łza. Owija się w kłamstwach, zawsze chcąc wyjść jako poszkodowany i niewinny, zrzucając całe konsekwencje na drugą stronę sporu. Wręcz wulgarny, podłapując chętnie brzydkie słowa z rozmów, wprowadzając je do swojego słownika. Sekretem jego jednak jest większa delikatność dla bliskich, której nie okaże reszcie świata, preferując zamykanie się w swojej bańce.
Biały kocur swoje futro pozostawił nastroszone, odstające na każde ze stron. Nie było nawet sensu w jego poprawianiu, bo po paru uderzeniach serca kołtuny wracały na swoje miejsce, przeobrażając Alaskę w jedną wielką, kocią śnieżynkę. Było to jednym z najmniejszych jego zmartwień, zwracając uwagę na swoją sierść dopiero wtedy, gdy odmarzał mu tyłek. No bo jakim cudem było możliwe to, że obtoczony jest w tak dużej ilości śnieżnobiałego puchu, a wciąż jest mu zimno?
Dwukolorowe ślepia patrzyły na sylwetkę siostry, a ich właściciel wiercił się co jakiś czas, nie mogąc doczekać się, aż jakiś pomysł w końcu wypłynie z jej mordki. Spodziewał się jednej propozycji, a poleciało aż tak wiele pomysłów, wraz z pytaniem! Syn Tsunami otworzył pyszczek, zanim słowa dobrze zagnieździły się w jego główce.
- Nie-e! Nie widziałem, przynajmniej nie jeszcze! A jest tam coś ciekawego, odkryłaś coś? A może spotkałaś inne, starsze koty? Jak zareagowały? Co mówiły? - rozgadał się od razu, samemu wpadając w zamyślenie. Jeszcze nie miał szansy zwiedzić całego obozu, ale był pewny, że to akurat się zmieni w niedługim czasie. Jednak spotkanie innych kotów...? Był ciekawy, czy Rosomak zdołała już kogoś poznać, a może już wejść nawet komuś na nerwy! A jeśli ona tego nie zrobiła - jej brat z pewnością to nadrobi.
- O, o! Możemy? Ale gdzie? Masz jakieś odpowiednie miejsce? - miauknął podekscytowany, kiwając czarnobiałej głową na znak zgody. Wspinanie się brzmiało na super, super ekscytujące, a w dodatku będzie aktywnością fizyczną, dzięki czemu dwójka kociaków nie zmarznie!
a my nie chcemy uciekać stąd krzyczymy w szale wściekłości i pokory stanąłxxx,,w ogniuxx,,xnasz wielki dom dom dla psychicznie i nerwowo chorych
STANĄŁxxx,W OGNIUxxxNASZ WIELKIxx,DOM DOM DLA PSYCHICZNIE I NERWOWO CHORYCH