Księżyce: 114 Płeć: amab Matka: tsunami Ojciec: czarnowron Trwałe urazy: zespół Kilifenera, co wiąże się z zakrzepicą i bezpłodnością
smukłej budowy krótkowłosy szylkret o
niemal szkarłatnych oczach
Właściwie to nie wiadomo, co siedzi Śreżodze w głowie. Ono też nie wie. Łatwo popada w ekstremalne stany emocjonalne; zdarza się mu doświadczać derealizacji i ma problemy z nawiązywaniem poprawnych relacji. Odczuwa stałą potrzebę zaznaczania swojej obecności wszędzie, gdzie się znajduje, co czyni poprzez figlarstwa i odgrywanie ról.
Śreżoga słucha jej, zastygłe w niewygodnie nachylonej pozycji nad szkieletem, i w miarę, jak Kukułka mówi, na ich pysk powoli wypływa krzywy, smutnawy uśmiech. Nie, Kukułka nic im nie może udowodnić. Widziało zbyt wiele. Teraz nic już ich nie przekona, zwłaszcza nie kolejna kocica, która zbliżyłaby się do nich i przez to ucierpiała.
– Mnie już nie pomożesz – mówi krótko. – Nie ocalisz mnie. Dobry kot z Ciebie, ale nie masz aż takich zdolności, pewnie nikt nie ma – kręci głową, a kolory mieszają się im w oczach – nie martw się o mnie, troszcz się raczej o siebie.
last night I dreamt that somebody loved me no hope, no harm, just another false alarm
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Może gdyby nie była uparta, może gdyby w momencie, kiedy ktoś jej coś zarzuca, to ona nie miałaby przemożnej ochoty udowodnić, że jest inaczej, to po prostu skinęłaby Śreżodze głową, po czym zostawiła tego kota samego sobie, poszła daleko, zapominając, że w ogóle kiedykolwiek się widzieli, może czasami kiwnąć mu głową z daleka, jak kiedyś jeszcze będą się mijać, może zagadałaby od czasu do czasu, ale w momencie, kiedy samotnik za wszelką cenę próbował ją od siebie odtrącić... oj, to działało na nią doprawdy jak płachta na byka! Może nie taka krwiście czerwona, ale taka, która potrafi go wytrącić z równowagi i sprawić, by chciał zaatakować.
- Ja nie mówię, że chcę cię ocalić, uratować twoje życie, czy sprawić, byś zapomniał o wszystkich problemach - poinformowała, kręcąc głową. - Ale chcę ci udowodnić, że nie jesteś skończony, że nie jesteś chodzącym pechem i kimś, kto wszędzie, gdzie się pojawi przynosi nieszczęście. Co powiesz, bym ci chwilę potowarzyszyła, co? A jak nic mi się nie stanie, nie umrę, nie zaatakuje mnie od razu stado, nie wiem, jenotów, to chociaż trochę uwierzysz? Taki układzik mały? - zarzuciła.
Księżyce: 114 Płeć: amab Matka: tsunami Ojciec: czarnowron Trwałe urazy: zespół Kilifenera, co wiąże się z zakrzepicą i bezpłodnością
smukłej budowy krótkowłosy szylkret o
niemal szkarłatnych oczach
Właściwie to nie wiadomo, co siedzi Śreżodze w głowie. Ono też nie wie. Łatwo popada w ekstremalne stany emocjonalne; zdarza się mu doświadczać derealizacji i ma problemy z nawiązywaniem poprawnych relacji. Odczuwa stałą potrzebę zaznaczania swojej obecności wszędzie, gdzie się znajduje, co czyni poprzez figlarstwa i odgrywanie ról.
Ależ ona jest uparta. Wprost nie sposób jej przekonać, że się myli. Prawie tak samo uparta, jak Śreżoga.
Jeszcze raz kręci głową. – Uwierz mi, że to na nic – próbuje przemówić jej do rozsądku. – Pech jest jak wstrętny kleszcz, który niesie ze sobą chorobę. Może tkwić w twoim futrze przez cały dzień, a ty nic nie poczujesz. Dopiero kilka wschodów słońca później zapadniesz na chorobę, którą przyniósł swoim ugryzieniem – zniża głos, gdy wymawia słowo "kleszcz", jakby bojąc się, że duchy, które obdarowały ich szczególną zdolnością do przynoszenia nieszczęścia, poczują się urażone tym porównaniem. – Bardzo możliwe, że TO nie zaatakowałoby cię od razu.
– Dlaczego akurat jenotów? – zadaje idiotyczne pytanie, ale konkretnie ta figura retoryczna wydaje się im dziwnie precyzyjna i konkretna.
last night I dreamt that somebody loved me no hope, no harm, just another false alarm
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Widocznie oboje byli równo uparci, więc żadne z nich nie chciało ostatecznie powiedzieć "no dobra, koniec", tylko nawzajem przerzucali się jakimiś argumentami. Kukułka zmarszczyła grzbiet nosa słysząc kolejną z rzędu odmowę, co tylko bardziej nakręciło ją, by utrzeć nosa nieznajomemu kotu i udowodnić mu, że się myli, myśląc o tym, że jest jakkolwiek przeklęty i przynosi pecha.
- Dobra, dobra, jestem gotowa się poświęcić dla dobra ogółu - zażartowała. I choć naprawdę był to żart, to mimo wszystko gotowa była zostać przy Śreżodze. Ale tylko i wyłącznie dlatego, że nie wierzyła w pecha i to, że od razu ją coś wykończy, jak tylko się go uczepi. Ona uczepi się Śreżogi jak kleszcz, a nie pech jej, ot co.
Na pytanie o jenoty krótko się roześmiała.
- Nie wiem, pierwsze co mi wpadło do głowy, co nie zdarza się tak często, jak na przykład lisy. Wiesz, jak już ma mnie coś zabić, to niech to będzie jenot, a nie coś pospolitego. Albo, nie wiem, jakiś puszczyk czy coś, tego też za często nie widuję - odpowiedziała, wzruszając barkami. - A najlepiej, to żeby mnie jakiś ryś rozszarpał, o, przynajmniej będzie co opowiadać, no nie?
Księżyce: 114 Płeć: amab Matka: tsunami Ojciec: czarnowron Trwałe urazy: zespół Kilifenera, co wiąże się z zakrzepicą i bezpłodnością
smukłej budowy krótkowłosy szylkret o
niemal szkarłatnych oczach
Właściwie to nie wiadomo, co siedzi Śreżodze w głowie. Ono też nie wie. Łatwo popada w ekstremalne stany emocjonalne; zdarza się mu doświadczać derealizacji i ma problemy z nawiązywaniem poprawnych relacji. Odczuwa stałą potrzebę zaznaczania swojej obecności wszędzie, gdzie się znajduje, co czyni poprzez figlarstwa i odgrywanie ról.
Tym razem tylko wzdycha bezgłośnie. Nie wie, naprawdę nie wie, jak ostrzec nieznajomą. Jak można uratować przed niebezpieczeństwem kogoś, kto nie wierzy w jego istnienie? Jak można uratować ich, kłąb rozpaczy, chodzącą tragedię?
Bez słowa prostuje się, aż w kręgosłupie czuje ból, i zanurza obolałe łapy w ziemi. Chce wykopać grób tuż pod skałą, ale przerywa i wzdryga się ledwo zauważalnie, gdy kocica wspomina o rysiach. — Nie wzywaj nieszczęść — mówi z niepokojem — nie po imieniu. Konrad też mówił, że chciałby usnąć na zawsze.
last night I dreamt that somebody loved me no hope, no harm, just another false alarm
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Śreżoga widocznie trochę się poddaje, w momencie kiedy Kukułka zaczyna opowiadać o kolejnych nieszczęściach, których ma zamiar uniknąć, po spotkaniu z nim. Niemniej, oczywiście upomniana, marszczy nieco nos z niezadowoleniem.
- Ależ nie wzywam nieszczęść, no gdzie! Po prostu ci mówię, co mogłoby się ze mną stać, gdybym złapała jakiegoś pecha od ciebie, albo przez ciebie, jak to mówisz, ale nic takiego się nie wydarzy, proszę cię! W tym lesie nie ma rysi, żadnego nigdy nie widziałam! Wiem, że kieeedyś dawno temu był jakiś ryś zagrożeniem dla klanów, ale to było tak dawno temu, że chyba nawet moja matka tego nie pamięta! - powiedziała, przekręcając oczami z lekkim rozbawieniem. Następnie zaś zastrzygła uszami. - Konrad? Co to za imię?!
Księżyce: 114 Płeć: amab Matka: tsunami Ojciec: czarnowron Trwałe urazy: zespół Kilifenera, co wiąże się z zakrzepicą i bezpłodnością
smukłej budowy krótkowłosy szylkret o
niemal szkarłatnych oczach
Właściwie to nie wiadomo, co siedzi Śreżodze w głowie. Ono też nie wie. Łatwo popada w ekstremalne stany emocjonalne; zdarza się mu doświadczać derealizacji i ma problemy z nawiązywaniem poprawnych relacji. Odczuwa stałą potrzebę zaznaczania swojej obecności wszędzie, gdzie się znajduje, co czyni poprzez figlarstwa i odgrywanie ról.
— Nigdy nie widziałom rysia — mówi bezemocjonalnie. Wysila mięśnie, wygrzebuje pierwszą garść miękkiej, ciepłej ziemi. — A co, jeśli stąd odejdziesz?
Kolejne grudy ziemi brudzą futro Śreżogi. Dół pogłębia się i poszerza. Na pytanie Nieszczęście na chwilę zatrzymuje się w swoim wysiłku i skupia myśli. — Nie wiem, co znaczy to imię — przyznaje — nigdy nie widziałom żadnego konrada. Jego brat nazywał się Gustaw. Też nie widziałom żadnego gustawa.
last night I dreamt that somebody loved me no hope, no harm, just another false alarm
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
- No i widzisz? Więc jestem bezpieczna - oznajmiła. No bo co, jak ryś ma ją dopaść niby, jak go dawno żaden żywy kot nie widział, a legendy o nim krążyły tylko w plotkach? Hm, hm? Zresztą, jeśli dobrze się orientowała, to rysie przepędziły klany z poprzednich terenów, a na tych żyli sobie od dłuższego czasu i nic się nie działo, więc i dlaczego nagle nie wiadomo skąd jakiś ryś miałby się tutaj znaleźć? No i, po kolejne - mieli wybitnie blisko do dwunogów, a jaki rosły kot z własnej woli chciałby się osiedlić tak blisko nich? Może i miał więcej siły, był większy, no i mógł się jakoś bronić, ale po co? Nie lepiej, żeby żył sobie gdzieś tam, dalej w głębi lasu, gdzie ich nie było, by mieć spokój? - Dlaczego miałabym odejść? Tu jest przyjemnie - dodała, pochylając się nieco do przodu, by przypatrzyć się, jak jej nowy znajomy poszerza grób, pytająco przekręcając łeb, jakby niemo pytając, czy może jednak pomóc, czy ograniczyć się do patrzenia.
- Raaany, samotnicy to jednak mają pomysły do imion, co? Albo pieszczochy! Raz znałam takiego, co to miał tak dziwne imię, jakby po prostu ktoś wziął przypadkowe rośliny, wziął pierwszą literę z każdej rośliny i po prostu połączył to ze sobą w jedno słowo, jak, hm... Prstm.... dobra, mi nie idzie, ale wiesz!
Księżyce: 114 Płeć: amab Matka: tsunami Ojciec: czarnowron Trwałe urazy: zespół Kilifenera, co wiąże się z zakrzepicą i bezpłodnością
smukłej budowy krótkowłosy szylkret o
niemal szkarłatnych oczach
Właściwie to nie wiadomo, co siedzi Śreżodze w głowie. Ono też nie wie. Łatwo popada w ekstremalne stany emocjonalne; zdarza się mu doświadczać derealizacji i ma problemy z nawiązywaniem poprawnych relacji. Odczuwa stałą potrzebę zaznaczania swojej obecności wszędzie, gdzie się znajduje, co czyni poprzez figlarstwa i odgrywanie ról.
W płucach i nozdrzach Śreżogi świszczy długi, głęboki oddech. Doprawdy, upór nieznajomej zaczyna wprawiać ich nie tylko w niepokój, ale i w zwyczajną irytację. Na jej gest nie reaguje, gdyż odczytuje go wyłącznie jako znak jej ciekawości. — Nikt nie myśli, że odejdzie — mówi zwięźle i nie stara się ciągnąć tematu.
— Pierwiosnek — proponuje monotonnym głosem, nawet nie podnosząc na nią wzroku. Dół w ziemi stale się powiększa. — rozmaryn, stokrotka, tymianek.
last night I dreamt that somebody loved me no hope, no harm, just another false alarm
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Cóż, może i dobrze, że nie wiedziała, że na Śreżodze zaczęła wywierać uczucia, których w sumie nie chciała, bo przyszła tu w celu bardziej pocieszenia obcego sobie kota, a skończyło się na tym, że w sumie to tylko go irytowała i ten na pewno marzył, by w końcu coś ją dopadło, bo to by znaczyło, że w końcu zamknie mordę. Ale nie była świadoma takich myśli, więc nadal trwała przy szylkretowym kocie, wpatrując się w to, jak powiększa dziurę, bo nijak nie zareagował na jej pytanie albo go nie dostrzegając, albo ignorując. No cóż, obie wersje mogły być poprawne, więc po prostu bez słowa siedziała i patrzyła.
- Znasz się na kwiatach, co? Tak jak każda przypadkowa matka w klanie, nie wiem, skąd czasami biorą imiona dla swoich kociąt, wiesz? Wyobraź sobie kwiat, który rośnie tylko w określonej porze, tylko jeden dzień w ciągu całego obiegu pór, w miejscu, do którego potencjalny kot nie ma dostępu i tylko przez parę uderzeń serca. No, to na pewno jakiś kociak w klanie będzie miał po nim imię - zażartowała, żeby trochę rozładować temat, bo widocznie to, co próbowała zrobić przed chwilą trochę zadziałało.