Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
-Oh, trochę miłych przygód, trochę gorszych przygód, różne miałem -zaczął. Artem nie miał większych problemów z opowiadaniem o swojej przeszłości. Nie miał tak naprawdę nic do ukrycia. Duża część jego życia to było życie samotnicze, więc co tutaj ukrywać? Zbrodniarzem nie był- Ale ja lubię przygody. Nawet jeśli potrafi mi się w ich czasie oberwać. Wiesz, po to właśnie uciekłem z Osiedla, żeby przeżywać przygody. Na przykład raz w czasie zbierania przedmiotów do mojej kolekcji dostałem kamieniem, bo jakiś Dwunóg postanowił, że musi mnie odgonić przemocą, phi! -Artem westchnął z pogardą dla tego człowieka- potrafiłem też wyciągnąć jakąś lekcję z takich przygód. Na przykład kiedy przeniosłem się do dziczy -wtedy byłem jeszcze młody i głupi- wdałem się w sprzeczkę z jakimś nadpobudliwym samotnikiem i mi się oberwało. Blizna została, ale także nauczyłem się, że nie warto się kłócić, z tego nic dobrego nie wychodzi -zakończył, przynajmniej na razie, swoją opowieść.
-To bardzo ciekawe podejście do życia. Godne podziwu. Na pewno nie jest to łatwe -powiedział. Wiedział że życie lubi rzucać kotom kłody pod nogi.
-O nie, nie, nie! -zaprzeczył szybko. Gdyby Sekwoja usłyszała pytanie Raniuszka to pewnie obu by ich rozszarpała- Tak… po prostu wyszło, że wychowujemy Pęda razem. Nic głębszego w tym nie ma -postanowił to jakoś sprostować. Ta sytuacja była… skomplikowana. Dziwna nawet może, zwłaszcza dla kotów, które patrzyły się na to z postronnej perspektywy.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Masywny, wysoki kocur. Zdecydowanie mógłby uchodzić za groźnie wyglądającego gdyby nie fakt, że cały czas chodzi zgarbiony, z niepewnością bądź znużeniem w jasnozielonych oczach. Ma długie futro, z dużą ilością bieli na pysku, klatce piersiowej, łapach i brzuchu – tak naprawdę biel przeważa w kolorze jego sierści. Zaś srebrne łaty przecinane ciemniejszymi włosami (niebieski srebrny cieniowany) pojawiają się na jego głowie i uszach, plecach i ogonie, wraz z niedużą plamą nad różowym nosem.
Raniuszek jest, przede wszystkim, wiecznie rozmarzonym kotem. Jest naiwny, wierzy tylko w to, w co chce mu się wierzyć i ma swoje własne pojęcie o świecie, po którym stąpa tak jakby przez połowę czasu spędzonego na jawie był pogrążony we śnie. Łatwo pada ofiarą stresu, lęków i innych negatywnych emocji – często bywa przygnębiony i lubi się nad sobą użalać. Jest też leniwy, choć kłóci się to z jego silną chęcią bycia przydatnym i należenia do zgranej grupy, rodziny. Otóż Raniuszek, choć może na takiego nie wyglądać, bardzo lubi towarzystwo i poznawanie nowych kotów, nieważne z jakim stresem może się to wiązać. Jest przyjacielski i stara się być jak najbardziej pogodnym, pozytywnie nastawionym kocurem. Wychodzi mu to różnie. Poza tym niezwykle łatwo przywiązuje się do innych, a gdy już do tego dojdzie, staje się nadopiekuńczy i, uwaga, jeszcze bardziej emocjonalny.
Pajęcza Łapa (KW), Śmierć (KC) | Cykająca Łapa (GK)
Otworzył pyszczek i nawet szerzej otworzył oczy, usłyszawszy słowa dotyczące przygód. Faktycznie, nie wszystkie brzmiały zbytnio przyjemnie... ale po to też były takie przeżycia, aby je zapamiętać - czy to z pozytywnych czy z negatywnych powodów - i nauczyć się czegoś z nich. Dlatego zaraz Raniuszek pokiwał głową ze zrozumieniem i uznaniem.
- Która to z blizn? Ah, brzmi tak boleśnie... Widzisz, ja sam nigdy nie wdałem się w prawdziwą bójkę... - przyznał, przyglądając się sylwetce Artema i dwóm wyraźnym bliznom, które to były na niej widoczne. - Odkąd byłem małym kotem, bardzo chciałem przeżywać przygody. Być może łączyło się to z faktem, że spędziłem tak dużo czasu w legowisku medyka, nie ruszając się zbyt wiele... Cały świat mnie ciekawił. Gdy zostałem terminatorem, spotkałem nawet pewnego kota z Klanu Gromu. Chwast... był tak czarujący! - uśmiechnął się słabo na to wspomnienie. Z czasem zaczęło go przyprawiać o lekki ból serca. - Obiecaliśmy sobie, że kiedyś wyruszymy razem na wielką przygodę poza tereny Klanów... A potem jakoś tak... Nie udało się. Nie widziałem go od pewnego czasu... Czuję, jakbyśmy nie widzieli się pół życia! Ale mój wniosek po wszystkim, co się wydarzyło jest prosty. Chyba... chyba chcę tu zostać, póki co i prowadzić spokojne życie. Razem z kociętami, razem z resztą Nowego Świtu. - pokiwał łebkiem, jakby sam potwierdzał własne słowa. A po dłuższej chwili wreszcie skupił spojrzenie na pysku Artema. Dotarło do niego, że się nieco rozgadał, więc w lekkim zawstydzeniu położył po sobie uszy.
Nie wiedział, co odpowiedzieć na słowa kocura. Te, że jego podejście do życia jest godne podziwu. To przecież naprawdę nic takiego... Po prostu chciał dobrze dla innych, to wszystko! Natomiast kolejne wyjaśnienia ze strony Artema mimo wszystko zdawały się rozjaśnić coś w łebku srebrnego kota, który pokiwał głową.
- Rozumiem... Mimo wszystko widać, że bardzo wam na nim zależy. Na Pędzie... - zamruczał, wyraźnie rozczulony. Wtedy też pomyślał o własnych kociętach i wybałuszył nieco oczy. - Jeszcze raz bardzo dziękuję ci za pomoc, Artem... i za rozmowę. Cieszę się, że znalazłeś dla mnie tą chwilę. Jednak ja... muszę wracać do swoich młodych! Wolę nie zostawiać ich na tak długo, a tu nagle minęło tyle czasu, haha! - odchrząknął, czując że z jego gardłem chyba będzie już nieco lepiej. Po czym rzucił drugiemu kotu pełen wdzięczności uśmiech, machnął ogonem na pożegnanie i wyszedł z Ważkowej Groty.
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
-O ta -pokazał ogonem na bliznę, która znajdowała się na jego prawym udzie. Najstarsza blizna na jego ciele, która dodatkowo była jedną z pośrednich przyczyn artemowego zainteresowania się medycyną- Wiesz. Bójki nie są czymś przyjemnym. Lepiej się w nie nie pakować dopóki nie jest to całkowicie konieczne do zapewnienia sobie i najbliższym bezpieczeństwa -powiedział- To też nie jest najgorszy sposób na życie. Chociaż ja osobiście nigdy nie byłbym w stanie przucić mojej ciekawskiej strony. Ale takie już moje przekleństwo.
-Oczywiście że mi zależy -powiedział. Pęd był jego kocięciem, nawet jeśli adoptowanym. Zależało mu na młodym i nie zamierzał tego ukrywać. Nigdy- Rozumiem. Tylko uważaj na siebie i jakby tylko coś się działo to wracaj tutaj od razu -ciemnobrązowy point zawołał za Raniuszkiem a potem wrócił do swojej pracy.
//zt
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Bardzo wysoka, choć nie masywna kotka. Posiada szczupłą, wręcz chudą sylwetkę. Futerko jej jest dość rzadkie i długie, jedynie na kryzie nabiera na objętości. Barwi się ono na czarno-biało, z wyjątkowymi plamami na grzbiecie i łapkach, wynikającymi z mutacji fińskiej. Biel pokrywa końcówkę ogona, łapki, większość mordki, oraz całą kryzę. Dodatkowo posiada czarny nosek i skośne oczka o pięknym niebieskim kolorze.
Księżniczka. Niecierpliwa, uważa, że jej się wszystko należy. Zwykle spokojna i oschła, jednak zdarza jej się czasem wybuchnąć. Ma obsesje na punkcie swojego wizerunku i chce być postrzegana za jak najlepszą wersję siebie. Wiecznie chodzi wyprostowana z uniesioną głową, patrząc na innych z góry. Mimo wielu planów i ambicji niechętnie podchodzi do pracy, jednak gdy podejmie się jakiegoś zadania musi być ono dopięte na ostatni guzik, czyli w skrócie ma jej to wyjść lepiej niż mogłoby innym.
Dobra Zmierzch musiała przyznać, że zaraz wyjdzie na totalną idiotkę. Wiedziała, że coś się dzieje i wiedziała, że zaraziła się od kogoś jakimś choróbskiem, albo zjadła coś nieświeżego. Jednak nie chciała wyjść na jakąś słabą, więc po prostu czekała aż samo przejdzie. No i się doczekała, ale nie poprawy, tylko pogorszenia sytuacji. Było tak źle, że aż jej ojczulek się zorientował i natychmiastowo wysłał młodą do medyka. Tak więc dopiero z jego rozkazu zjawiła się tutaj, przed lecznicą. Kotka westchnęła i zmarnowana wlazła do środka.
- Jest tu ktoś? Jestem chora, potrzebuje ziółek czy coś... - Wyrzuciła, wpraszając się do środka. Na osty i ciernie przez tę mieszaninę zapachów poczuła, że znów jej się robi niedobrze. Natychmiastowo zakryła pyszczek łapą w próbie powstrzymania wyrzucenia z siebie całego śniadania, co jakimś cudem poskutkowało. Dobrze, bo ostatnią rzeczą którą chciała, było zwymiotowanie na środku lecznicy. Postawiła łapę na ziemi i zaczerpnęła dwa większe oddechy pyszczkiem, chcąc uspokoić jakoś ten żołądek. Ugh, niechętnie to przyzna, ale ojciec miał racje by nie zwlekać dłużej.
‧₊˚❀༉‧₊˚. well,you're onlybothered'cause you'restaringx xxxxxxxxxxand you'llnevertalk meintocaring xxxxxxx'cause it's myown,and I'llkeep owning it xxx I'ma do just whatI wanton the regularxxxxxxxxxx and it'sreallynot my faultif you'rescaredof axx sweet,little,unforgettablething ♡
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
W lecznicy akurat był Artem. Zastrzygł uszami kiedy usłyszał, że ktoś wchodzi i odwrócił głowę w stronę wejścia. Ah. To chyba jedna z tych raniuszkowych dzieciaków. Tak przynajmniej mu się wydawało. Do kociarni zaglądał raczej rzadko, bo nie miał po prostu po co. No, ale to jego kocięta są chyba najmłodsze... nie? To była chyba Zmierzch, nie?
Widać było że kotka nie czuje się najlepiej. Ciemnobrązowy point zmarszczył brwi i przyjrzał jej się. Wyglądała jakby miała zaraz puścić pawia. Artem mruknął pod nosem. Wydawało mu się, że domyśla się o co chodzi, ale jeszcze musiał potwierdzić swoją teorię. Nie mógł przecież leczyć kogoś na ślepo, bo "myśli, że wie co to jest".
-Witaj -powiedział i ruszył w stronę kotki- Co cię sprowadza? No, znaczy, widzę że nie czujesz się najlepiej, że jesteś chora, ale z czym przychodzisz? Coś cię boli? Co cię boli? Jak źle się czujesz? -dodał i stanął przed pacjentką.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Bardzo wysoka, choć nie masywna kotka. Posiada szczupłą, wręcz chudą sylwetkę. Futerko jej jest dość rzadkie i długie, jedynie na kryzie nabiera na objętości. Barwi się ono na czarno-biało, z wyjątkowymi plamami na grzbiecie i łapkach, wynikającymi z mutacji fińskiej. Biel pokrywa końcówkę ogona, łapki, większość mordki, oraz całą kryzę. Dodatkowo posiada czarny nosek i skośne oczka o pięknym niebieskim kolorze.
Księżniczka. Niecierpliwa, uważa, że jej się wszystko należy. Zwykle spokojna i oschła, jednak zdarza jej się czasem wybuchnąć. Ma obsesje na punkcie swojego wizerunku i chce być postrzegana za jak najlepszą wersję siebie. Wiecznie chodzi wyprostowana z uniesioną głową, patrząc na innych z góry. Mimo wielu planów i ambicji niechętnie podchodzi do pracy, jednak gdy podejmie się jakiegoś zadania musi być ono dopięte na ostatni guzik, czyli w skrócie ma jej to wyjść lepiej niż mogłoby innym.
I na szczęście ktoś zjawił się natychmiast. Świetnie, tym szybciej dostanie ziółka tym szybciej będzie mogła stąd sobie pójść. Zignorowała przywitanie kocura, czekała tylko aż zapyta ją o objawy, zbada czy cokolwiek. I doczekała się pytania, początkowo dość głupiego, jednak na szczęście kocur szybko się poprawił - Przychodzę z bólem brzucha. I uh… Wymiotami. A w skali od świetnie do umieram czuję się prawie umieram. Czasem kręci mi się w głowie, jestem ciągle zmęczona i tym podobne - Wytłumaczyła, na tyle ile potrafiła. Chętnie by się nie przyznawała, że zdarza jej się zwrócić posiłek, ale ten jeden raz musiała odstawić dumę na bok, by mieć pewność, że medyk wystawi poprawną diagnozę.
‧₊˚❀༉‧₊˚. well,you're onlybothered'cause you'restaringx xxxxxxxxxxand you'llnevertalk meintocaring xxxxxxx'cause it's myown,and I'llkeep owning it xxx I'ma do just whatI wanton the regularxxxxxxxxxx and it'sreallynot my faultif you'rescaredof axx sweet,little,unforgettablething ♡
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
XXXPokrzywa żwawym krokiem wkroczyła do lecznicy, przynosząc ze sobą z powiew mroźnego, zimowego powietrza. W tym czasie Zmierzch już zdążyła wyjawić swoje objawy, a Artem pewnie zmartwić się, że w składziku nie było nic, co mogłoby pomóc. No w drodze wyjątku mógłby spróbować z liściem, ale szansa na powodzenie była dużo mniejsza, niż z ziarnem. XXX- Dzień dobry, Zmierzch - zwróciła się do kotki, posyłając jej słaby, pocieszający uśmiech. Wyglądała mizernie, a to tego wyczuwalna była do niej mdła woń wymiocin. Musiała się czymś struć. - Przyniosłam mak i ziarna pokrzywy - powiedziała do pointa, pociągając nosem. Widziała, że kocur był już w trakcie zajmowania się pacjentką, więc nie wtrącała się, zamiast tego odłożyła znaleziska na półeczkę i sama sięgnęła po korę wierzby. Ból gardła, katar i lekka gorączka towarzyszyły jej już od pewnego czasu, ale ignorowała je do teraz. Objawy przeziębienia stały się nie do zniesienia, a nie mogła sobie pozwolić na kolejne chorowanie. XXX- Chciałabym, żebyś mi potowarzyszył przy następnym zbieraniu ziół - dodała po dokładnym przeżuciu i połknięciu kory. Skoro nie miał ochoty sam iść coś nazbierać, to go do tego zmusi. Proste. W międzyczasie przyglądała się pracy Artema, niepewna czy kocur sięgnie po odpowiedni lek.
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Już miał się zacząć trochę martwić, bo nie kojarzył, żeby mieli cokolwiek na zatrucie pokarmowe, jednak na szczęście pojawiła się Pokrzywa z ziarnami... no pokrzywy. Ale śmiesznie się zgrało. No, ale wracając do pacjentki. Tak jak mu kiedyś Pokrzywa i Alojzy mówili. Jagody jałowca są dobre na ból brzucha a ziarna pokrzywy na zatrucie pokarmowe. Tak więc w taki sposób postanowił zabrać się za leczenie Zmierzch. Ciemnobrązowy point szybko poszedł do składzika, wziął ziarno pokrzywy oraz jagodę jałowca a później wrócił do pacjentki.
-Proszę cię, zjedz to -powiedział podając córce Raniuszka medykamenty- po tym powinnaś się poczuć lepiej -dodał a kiedy usłyszał zarządzenie Pokrzywy to się za bardzo nie rzucał. Ostatnio faktycznie się trochę zagapił jeśli chodzi o zbieranie ziół. Po tym ratowaniu Szczura, próbie pocieszania Sekwoi i wychowywaniu Pęda trochę się zamotał. Oczywiście, nie były to wymówki, Artem wiedział, że to tylko i wyłącznie jego wina, że teraz musi to naprawić- Okej, przepraszam że nie zrobiłem tego wcześniej -odparł. Nie zamierzał się z szylkretką kłócić. A na pewno już nie przy pacjentce.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
XXXPodanie chorej ziarna pokrzywy było pierwszą myślą, jaka przemknęła przez głowę kocicy. Błędną, ale o tym uświadomiła sobie dopiero chwilę później. Pokrzywa, owszem, działała - na lekkie przypadki. Stan Zmierzch natomiast sugerował, że choroba trawi ją już od dłuższego czasu, a zatem jej przebieg był gorszy, trudniejszy do wyleczenia. I wymagał zupełnie innych medykamentów. Takich, których im niestety brakowało. Mogła się mylić. Chciałaby się mylić, ale musieli się przygotować na tą gorszą z możliwości. XXX- Ziarno pokrzywy wywoła wymioty, to odtruje twój organizm. Jagoda jałowca ukoi ból brzucha. Musisz dużo pić i odpoczywać. Może być tak, że objawy nie ustąpią od razu i konieczne będzie kontynuowanie leczenia - poinformowała kotkę, uprzedzając zawczasu o potencjalnych komplikacjach. Żeby się nie niepokoiła, gdy po pewnym czasie nadal będzie się czuć równie paskudnie co wcześniej, pomimo leczenia. - Dlatego chciałabym, żebyś została w lecznicy przez pewien czas na obserwację. Możesz położyć się tutaj, zaraz przyniosę ci mokrego mchu - dodała, wskazując wnuczce jedno z wolnych posłań w oddzielonej części lecznicy. Bez względu na decyzję młodej kotki, czy zechciała zostać, czy może wolała wrócić do własnego legowiska - Znachorka posłała znaczące spojrzenie Artemowi. Musieli porozmawiać. XXX- Pytałeś jak długo to już trwa? Obawiam się, że ziarno pokrzywy może nie wystarczyć. Nieleczone zatrucia pokarmowe przechodzą w ostre zatrucia, pacjent wtedy częściej wymiotuje, przez co jest odwodniony i wycieńczony. Do tego potrzebna jest kora wierzby i kora wiązu, lub lawenda, obojętnie czy kwiat, czy liść. Niestety mamy tylko korę wierzby - mruknęła półszeptem, żeby to co mówiła, pozostało w tajemnicy między ich dwójką. Nie potrzebowali niepotrzebnej paniki. Wyjdą i znajdą, to co jest potrzebne.
Bardzo wysoka, choć nie masywna kotka. Posiada szczupłą, wręcz chudą sylwetkę. Futerko jej jest dość rzadkie i długie, jedynie na kryzie nabiera na objętości. Barwi się ono na czarno-biało, z wyjątkowymi plamami na grzbiecie i łapkach, wynikającymi z mutacji fińskiej. Biel pokrywa końcówkę ogona, łapki, większość mordki, oraz całą kryzę. Dodatkowo posiada czarny nosek i skośne oczka o pięknym niebieskim kolorze.
Księżniczka. Niecierpliwa, uważa, że jej się wszystko należy. Zwykle spokojna i oschła, jednak zdarza jej się czasem wybuchnąć. Ma obsesje na punkcie swojego wizerunku i chce być postrzegana za jak najlepszą wersję siebie. Wiecznie chodzi wyprostowana z uniesioną głową, patrząc na innych z góry. Mimo wielu planów i ambicji niechętnie podchodzi do pracy, jednak gdy podejmie się jakiegoś zadania musi być ono dopięte na ostatni guzik, czyli w skrócie ma jej to wyjść lepiej niż mogłoby innym.
Wzrokiem zaszczyciła wchodzącą Pokrzywę i w sumie na tym się jej przywitanie skończyło. Przyszła tu tylko po lekarstwa i miała za chwilę wyjść, więc tym bardziej nie było sensu się witać. No i o proszę! Nie minęła chwila a kocur wrócił z medykamentami. Nigdy nie brała ziółek więc zupełnie nie wiedziała na co się nastawić. Nie wyglądały na truciznę, ale jednocześnie jakoś tak czuła w kościach, że mogą być nie najlepsze. Dopiero po krótkiej chwili przyglądania się im postanowiła je nareszcie połknąć i… hm to nie było aż takie złe, nawet do zniesienia.
Trzepnęła uchem wyłapując wyjaśnienia co do ziółek. Ziarno wywoła wymioty, ta, jakby sama co chwila nie wymiotowała. Jednak bardziej szokującą wiadomością było to, że istnieje ryzyko dłuższego kontynuowania leczenia. Przecież dostała ziółka więc jak objawy mogą nie ustąpić?! Znakomicie. - Ale będę mogła wychodzić? - dopytała, bo nie ma mowy, że ją zamkną w tej ruderze na kij wie ile czasu. Przecież ona umrze tu z nudów!
Niezależnie od ich odpowiedzi z pyszczka młodej wyszło tylko krótkie mhm, a następnie zgodnie z poleceniem położyła się na wskazanym legowisku. Jeśli dzięki temu wyzdrowieje szybciej, była skora się poświęcić.
//zt?
‧₊˚❀༉‧₊˚. well,you're onlybothered'cause you'restaringx xxxxxxxxxxand you'llnevertalk meintocaring xxxxxxx'cause it's myown,and I'llkeep owning it xxx I'ma do just whatI wanton the regularxxxxxxxxxx and it'sreallynot my faultif you'rescaredof axx sweet,little,unforgettablething ♡
Kociak Tsunami nie zmienił się znacznie. Nadal ma te same, bladorude futro poprzecinane ciemniejszymi, grubymi, klasycznie układającymi się pręgami. Od spodu jednak rudy kolor zanika, przechodząc dość szybko w biel. Biel znajduje się między innymi na pysku, po policzka i aż do czoła, na koniuszkach jak i na futrze wewnątrz ucha, na całych łapach (za wyjątkiem jasnorudych przebarwień na piętach tylnych łap), części brzucha (gdzie nieregularnie bije się o dominację z rudością) oraz na spodzie ogona. W długim i gęstym futrze Aury często goszczą kwiaty. Ich piwne (bądź ciemnomiodowe) oczy wybijają się na tle przydymionych odcieni. Trójkątne uszy oraz poduszki łap są w jasnoróżowej barwie, nos odcień lub dwa ciemniejszy. Aura jest kotem wyższym niż przeciętny, o lekkim zarysie mięśni pod długim futrem.
Aura to kot nietypowy, zaszyty we własnym świecie, gdzie skupia się na obmyślaniu planów, opisywaniu konkretnych zadań, jakie musi wykonać, bo w innym wypadku straciłby się już na początku, nie wiedząc od czego musi zacząć. Nienawidzi faktu, że niektórzy nie myślą, zamiast tego impulsywnie podejmują działania — nie potrafi pojąć, jak to robią. Nie lubi czekać, nie tylko jest niecierpliwy, ale też boi się rezultatu, który zajmuje dłużej niż pięć sekund, aby go otrzymać. Gdy ich plany się zmieniają, Aurze trudno jest przystosować się do nowych warunków. Aura stara się podejmować decyzje używając głównie logiki, a nie swoich uczuć w stosunku do tematu związanego z ową decyzją. Stara się wpasować do grupy kotów ją otaczających, mimikując często styl wypowiedzi albo używane frazy. Trudno jest im się zdecydować, jak na prawdę się czują, dlatego może tak mało mówią o uczuciach. Wszystko zostaje w środku.
Aura wystarczająco długo już czekali, z białą wydzieliną lecącą im z nosa, częstym charczeniem. Bardzo mieli nadzieję, że to wszystko przejdzie, albo że po drodze uda się im samym dowiedzieć, jak się zająć tym problemem. Niestety nie, nie powiodło się. Ani jedno ani drugie.
Dlatego, aby nie kusić losu, Aura w końcu poprosili kogoś, kogokolwiek innego z ich ścieżki o pomoc. Akurat trafiło na Pęd, którego Aura niezbyt znała. I teraz pewnie nie pozna, w końcu pewnie będzie musieć leżeć w Ważkowej Grocie i smarkać w mech przez przynajmniej parę dni, a nie się kumplować z pierwszym lepszym kotem. Nie na to pora.
Rudo-biały kot relacjonuje swoje objawy młodszemu kotu, dodając wzmiankę, że mają wrażenie, iż ich temperatura jest podwyższona, oprócz tych wcześniej opisanych objawów.
Ioncehada thought Butdont knowwhere itwent Cause Ive beenlivingoffsoda Andcheapcigarettes Maybewhen I was akid I wasdroppedon my head Yeah,thatwouldmakesomesense IDONTwannaBEmyself It´smaking mesounwell I dontWANNAbeMYSELF Just wanna besomeone else
Nieduży, piękny kocur o atletycznej sylwetce, smukłym, zgrabnym ciele i przystojnym pysku. Ma długie kremowe futro, oznaczone gdzieniegdzie ciemniejszymi plamami. Jego futro ściemniało z wiekiem i owe plamy nie rzucają się już aż tak w oczy. Przy chwili przyglądania się można dostrzec przyciemnienie na lewej stronie pyska, na prawym udzie, prawym nadgarstku i na zadzie, przy nasadzie ogona. Na jego sierści widnieją również białe znaczenia. Na nosie, piersi i tylnych łapach poniżej stawów skokowych. Ma pasujące do koloru futra, miodowe oczy. Nieduże, szeroko ustawione uszy zakończone małymi pędzelkami.
Wyrósł na spokojnego i rozsądnego kota. Można nazwać go cichym, z pewnością nie jest typem gaduły. Ma szlachetne ideały i wielkie marzenia. Wierzy w prawdę, przyjaźń i lojalność. Stara się by każdy jego czyn i każde wypowiadane słowo miało przynieść jakąś korzyść dla jego rodziny, jego samego lub całego Nowego Świtu. Jest towarzyski, łatwo nawiązuje kontakty, a z interakcji z kotami czerpie dużo przyjemności i energii. Ambitny, odpowiedzialny, uczciwy, uparty.
Tundra (NŚ), Płocha (KR)
Czuł dumę, że wreszcie zaczął leczyć. Być może nie było to niezwykle szybko względem rozpoczęcia jego szkolenia, jednak Pęd znajdował w tym powód do samozadowolenia. I wdzięczności do Pokrzywy, która zezwoliła na rozpoczęcie pełnienia pewnego rodzaju leczniczej służby.
Pełen zaangażowania kocur pojawił się, kiedy usłyszał głos Aury. Sam również nie znał swojego pacjenta, wiedział o nim tylko tyle, że należał do pierwszego miotu ciotki Pędu, Tsunami. Aura mieli też brata z tego samego miotu, Alaskę. I na tym wiedza kremowego kocura o tej części rodziny się kończyła. Prawdę mówiąc był zbyt zajęty sobą, a później Raniuszkiem i ich rodziną, by poznawać tamtą, niemal nieobecną w życiu Nowego Świtu część.
- Dzień dobry. - powiedział, kiedy kot skończył już wymieniać wszystkie objawy. Minę miał nieco niezadowoloną.
Mimo wszystko wysłuchał objawów Aury, skinął im głową. Zniknął na chwilę w składziku i wrócił z jagodą jałowca zawiniętą w liść. Położył zawiniątko przed pacjentem i jeszcze raz skinął głową.
- Zjedz to ze środka, przeżuj dokładnie i połknij, powinno się poprawić. Musisz unikać innych kotów przez tydzień, żeby nikogo nie zarazić. - poinstruował. Czekał na reakcję dziecka Tsunami.
Broken down and hungry for yourlove Withno wayto feedit
Whereare you tonight? Child, ya know how much I need it
It's neverover All my blood for the sweetness of his laughter
It's neverover He'sthetearthathangsinsidemysoulforever.