Skinął głową ze zrozumieniem, kiedy terminatorka przyznała, że jak dotąd nie opanowała umiejętności polowania. Żaden problem, od tego tu są, o czym nie zdążył jej zapewnić, ponieważ wbrew wszelkim oczekiwaniom rozwinęła temat, dodając nieco od siebie. I przez ten krótki moment naprawdę przyjemnie się słuchało i obserwowało kotkę, która, zdawało się, wyszła ze swojej skorupy. Ale ta chwila nie trwała długo, wspomnienie ojca podziałało jak lawina, przed którą musiała skryć się w swojej opancerzonej kryjówce.
— Och, skoro to twój tata uczył cię łowić, to jestem przekonany, że mam do czynienia z prawdziwą mistrzynią — powiedział, spoglądając na nią z uśmiechem. Zaraz powędrował spojrzeniem przed siebie, choć tak dokładniej, spoglądał wstecz, na własne wspomnienia. — Ja też potrafię łowić dzięki niemu, wiesz? Nauczyłem się późno, już jakiś czas po skończeniu treningu. Pewnego dnia udaliśmy się nad Zatopione Korzenie we czwórkę — to jest, Kornikowy Konar, Mętna Łapa, Szafirkowy Pyłek i ja. Cała nasza trójka była żółtodziobami, ale jemu to nie przeszkadzało i cierpliwie odpowiadał na nasze pytania... a trochę ich mieliśmy. Gdyby nie on, nie złowiłbym wtedy mojej pierwszej ryby i pewnie po dziś dzień nie złowiłbym żadnej, bo wydawało mi się, że to ponad moje możliwości. Z nim okazało się, że to nie takie trudne.
Nie wiedział, czy Pierzasta Łapa w ogóle miała ochotę rozmawiać o tacie, czy raczej najmniejsza wspominka była obecnie zbyt trudna, z tego powodu zdecydował się w tym miejscu przeskoczyć na poprzedni temat, tak by terminatorka mogła z czystym sumieniem zignorować jego słowa i po prostu skupić się na przyszłym zadaniu.
— To może zaczniemy od tej pozycji łowieckiej? — zaproponował bez nacisku. — Potrafisz opisać, jak wygląda?
Księżyce: 113 Mistrz: Kornikowy Konar! | Łabędzia Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar Trwałe urazy: brak tylnej, lewej łapy (-2zr, -2sz na stałe)
wysoka, krótkowłosa, orientalna, czekoladowa kotka o pomarańczowych oczach, brak tylnej lewej łapy
Piórko straciła swoją energię. Tak duża ilość śmierci niezwykle ją przytłoczyła - stała się przez to wyciszona, nieco wycofana. Straciła również swoją pewność siebie - raczej już nie podchodzi do kotów sama z siebie. Po prostu czeka, aż ktoś podejdzie do niej albo w ogóle nie podejdzie. Nie jest pewna swoich kroków, boi się podejmować jakieś drastyczniejsze kroki. Zaczęła też uważać się za szkaradną oraz nieprzydatną przez to, iż straciła łapę. Był to główny powód, przez który nie wracała do klanu. Nie chciała być ciężarem dla klanowiczów.
Mimo to, gdy już złapie z kimś dobry kontakt, to bardzo troszczy się o drugiego kota. Zaczyna też wtedy nieco bardziej się otwierać i rozmawiać. Nie tak dużo jak kiedyś, ale zawsze coś!
Słuchanie tego, jaki był jej tata było... bolesne. Piórko ciężko to przeżywała i chyba zdecydowanie było to po niej widać. Przeżywania żałoby nie można się było jednak nauczyć - zwłaszcza, po kimś naprawdę ważnym. Mimo wszystko dobrze było wiedzieć, że kocur był zapamiętany jako cierpliwy, wesoły i dobry. Podnosiło ją to nieco na duchu.
- Czasami zapominam, że mój tata był też twoim mistrzem - miauknęła, nie podnosząc jednak pomarańczowych ślepi na przywódcę. - To... trochę dziwne, prawda? Moja ciocia, Cisowa Jagoda była mistrzynią mojego taty, a mój tata był twoim mistrzem, no i teraz ty jesteś moim. - mruknęła, po chwili zdając sobie sprawę z tego, że to w sumie bez sensu. Chociaż było to jednak ciekawe, że to wszystko się tak potoczyło i każdy ważny dla Piórka kot, był ze sobą w jakiś sposób zaznajomiony.
- Głowa, ogon i grzbiet muszą być w równej linii. Łapy ugięte, a brzuch nie może szurać do ziemi.
Every night in my dreams
I see you, I feel you That is how I know you go on
Far across the distance
And spacesbetween us You have come to show you go on
— Ciekawe, jak to się czasami układa, fakt — wymruczał z pewnym... zakrawającym o wesołą nutę sentymentem w głosie. — Ta sieć połączeń jest fascynująca. Przekazywana wiedza, poglądy i spostrzeżenia, to wszystko sprawia, że cząstka kotów, które spotykamy na swojej drodze, zostaje z nami na zawsze. I przenosimy ją dalej, często nieświadomie.
Ale że Pierzasta Łapa ewidentnie nie wyglądała na kogoś, kto chciał ciągnąć temat, nie znęcał się nad nią dalej, tylko przystąpił do rzeczy.
— Bardzo dobrze. Przy czym należy pamiętać, że poluje się idąc pod wiatr, tak by nie dać się wyczuć zwierzynie, a prócz tego należy patrzeć pod łapy, bo wdepnięcie w jakąś gałązkę czy suchy liść od razu da znać o twojej obecności — uzupełnił w kwestii pozycji łowieckiej. — Dalej jest zasada "mysz cię wyczuje, królik usłyszy, a ptak zobaczy". To znaczy, że gryzonie, gady, płazy i krety wyczuwają drgania podłoża, wobec czego podchodzi się je przerzucając ciężar ciała na tylne łapy — to kupi ci nieco czasu, nim wyczują twoje kroki. Króliki oraz zające natomiast robią słuszny użytek ze swoich długich uszu i polegają w głównej mierze na ponadprzeciętnym słuchu. Polując na nie, wyciszamy oddech; jeden zbyt głośny wydech może kosztować cię piszczkę, takie to potrafi być zwodnicze, zwłaszcza że w zmęczeniu czasami ciężko nad tym zapanować! Na koniec mamy ptaki, które cechują się doskonałym wzrokiem... A może nie tyle co wzrokiem, co spostrzegawczością. Bezbłędnie wyłapują ruch, choć niekoniecznie zwrócą uwagę na wtapiającego się w otoczenie drapieżnika. I tu pojawia się sposób na radzenie sobie z nimi — ukrywanie się, oczywiście, na ile warunki pozwalają. Jednak kiedy nie ma gdzie się skryć, warto uzbroić się w cierpliwość i przystawać w miejscu, aby ten ruch był jak najmniej wykrywalny. Wszystko jasne? Jeśli masz pytania, wal śmiało.
Księżyce: 113 Mistrz: Kornikowy Konar! | Łabędzia Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar Trwałe urazy: brak tylnej, lewej łapy (-2zr, -2sz na stałe)
wysoka, krótkowłosa, orientalna, czekoladowa kotka o pomarańczowych oczach, brak tylnej lewej łapy
Piórko straciła swoją energię. Tak duża ilość śmierci niezwykle ją przytłoczyła - stała się przez to wyciszona, nieco wycofana. Straciła również swoją pewność siebie - raczej już nie podchodzi do kotów sama z siebie. Po prostu czeka, aż ktoś podejdzie do niej albo w ogóle nie podejdzie. Nie jest pewna swoich kroków, boi się podejmować jakieś drastyczniejsze kroki. Zaczęła też uważać się za szkaradną oraz nieprzydatną przez to, iż straciła łapę. Był to główny powód, przez który nie wracała do klanu. Nie chciała być ciężarem dla klanowiczów.
Mimo to, gdy już złapie z kimś dobry kontakt, to bardzo troszczy się o drugiego kota. Zaczyna też wtedy nieco bardziej się otwierać i rozmawiać. Nie tak dużo jak kiedyś, ale zawsze coś!
Czekoladowa kotka pokiwała delikatnie głową, po czym machnęła biczowatym ogonem. Czasem faktycznie nieco dziwacznie to wszystko się układało.
W spokoju wysłuchała tego, co mówił Łabędzia Gwiazda, uzupełniając jej wiedzę na temat polowania. Teraz już znała teorię dotyczącą polowania, oraz zasadę, którą przedstawił jej mistrz. Ptak zobaczy, mysz wyczuje, królik usłyszy. Była to dosyć prosta zasada i warta zapamiętania, tak więc kiwnęła na to głową, podnosząc na chwilę kącik pyska do góry w lekkim uśmiechu.
- Tak, tak raczej wszystko zapamiętam. Masz może jakieś rady, co do polowania? Takie... no wiesz, swoje? Jaka była pierwsza zwierzyna, jaką upolowałeś?
Every night in my dreams
I see you, I feel you That is how I know you go on
Far across the distance
And spacesbetween us You have come to show you go on
— Moją pierwszą zdobyczą był królik, chociaż zanim udało mi się go upolować, zaliczyłem porażkę przy podchodzeniu ptaka; aż ciężko było mi uwierzyć, gdy skończyłem z taką dorodną sztuką w łapach, mimo że chwilę wcześniej zupełnie mi nie szło! Hmm, jeśli jesteś choć odrobinkę podobna do mnie, może się zdarzyć, że przy którejś z pierwszych prób spanikujesz — zaczął w lekkim zamyśleniu, zastanawiając się, czy ma do zaoferowania więcej ponad tę jedną radę, która przyszła mu do głowy od razu po usłyszeniu pytania. — I chociaż zasada podchodzenia konkretnych typów zwierzyny nie jest długa ani trudna do zapamiętania, to znalazłszy się naprzeciw piszczki, totalnie wyleci ci z głowy. To się zdarza. W takim wypadku ciężko o kupienie sobie czasu do namysłu, więc dobrym pomysłem może być wykorzystanie wszystkich trzech technik jednocześnie — przeniesienia ciężaru na tylne łapy, wyciszenia oddechu oraz ukrywania się bądź przystawania w miejscu podczas zakradania. Nie jest to najwygodniejsza opcja, bo musisz skupiać się na wielu rzeczach jednocześnie, ale jest w sam raz, gdy nie jesteś pewna, co robić.
Długo zastanawiał się nad tym, czy to on powinien być kotem, który kontynuuje trening Piórko. Miał już dwójkę terminatorów na swoich barkach i choć dla młodego, pełnego sił wojownika dołożenie trzeciego nie byłoby pewnie obciążeniem nie do udźwignięcia, Łabędź nie był już ani młody, ani pełen sił. Czas odciskał na nim coraz większe piętno, codzienne obowiązki męczyły szybciej, a regeneracja trwała dłużej... Rozsądnie rozważyć powierzenie terminatorki w inne łapy.
I dlatego rozważył, ale finalnie podjął decyzję, że przynajmniej spróbuje. W gruncie rzeczy Pierzasta Łapa to nie młodziak, z którym nad wszystkim trzeba pracować od zera; kocur przypuszczał, iż być może przyjdzie im skupić się głównie na teorii. A tym mogli zajmować się bez nadwyrężania sił, prawda? Do pomocy przy ćwiczeniu walki bądź poznawania granic na nowo mógł w razie potrzeby poprosić któregoś z wojowników.
Po powrocie do Obozu dał jej kilka wschodów słońca na odpoczynek. Wznowienie nauczania nie było priorytetem, gdy córkę Kornikowego Konara czekało skonfrontowanie się ze śmiercią Cisa, oswojenie się na nowo z Klanem, poznanie kotów, których nigdy wcześniej na oczy nie widziała... Jednak pewnego poranka postanowił wreszcie skontrolować sytuację.
— Cześć, Piórko — przywitał się ciepło, odnalazłszy kotkę. — Jak się masz? Czujesz się gotowa wrócić do treningu? Jeżeli potrzebujesz więcej przestrzeni, by wszystko sobie... poukładać, nikt nie będzie miał ci tego za złe.
Księżyce: 113 Mistrz: Kornikowy Konar! | Łabędzia Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar Trwałe urazy: brak tylnej, lewej łapy (-2zr, -2sz na stałe)
wysoka, krótkowłosa, orientalna, czekoladowa kotka o pomarańczowych oczach, brak tylnej lewej łapy
Piórko straciła swoją energię. Tak duża ilość śmierci niezwykle ją przytłoczyła - stała się przez to wyciszona, nieco wycofana. Straciła również swoją pewność siebie - raczej już nie podchodzi do kotów sama z siebie. Po prostu czeka, aż ktoś podejdzie do niej albo w ogóle nie podejdzie. Nie jest pewna swoich kroków, boi się podejmować jakieś drastyczniejsze kroki. Zaczęła też uważać się za szkaradną oraz nieprzydatną przez to, iż straciła łapę. Był to główny powód, przez który nie wracała do klanu. Nie chciała być ciężarem dla klanowiczów.
Mimo to, gdy już złapie z kimś dobry kontakt, to bardzo troszczy się o drugiego kota. Zaczyna też wtedy nieco bardziej się otwierać i rozmawiać. Nie tak dużo jak kiedyś, ale zawsze coś!
Łabędzia Gwiazda dobrze zrobił, dając kotce chwilę czasu i zaaklimatyzowanie się w klanie. Przede wszystkim jednak, Piórko potrzebowała momentu na przeżycie żałoby po bracie. Dopiero do niej dotarło, że została... sama. Nikt z jej rodziny nie żył już w klanie. Blizna, Cis, Kość, Krew, Mrozik, Kurz, Śliwka... - wszyscy oni zaginęli albo umarli, a Piórko uznała, iż nie warto liczyć na ich powrót. Wiedziała przecież sama w jakim jest wieku, powoli sama zbliżała się do kresu swego życia. Połowa kotów, które Piórko zdała, już nie żyła. Na przykład Skrzące Słowo, który był jej pierwszym zauroczeniem.
- Cześć - miauknęła spokojnie, kierując spojrzenie na starszego kocura. Zdecydowała się nawet na lekki, smutny uśmiech w jego kierunku. - Możemy zacząć... I tak już niczego nie zmienię. Jego... już tu nie ma... Zostałam sama... Mam tylko ciebie i Jaśminka. - mruknęła ciszej, starając się nie wypuścić kolejnego wodospadu krwi. Piórko przez ostatnie dni sporo płakała, sporo też godziła się z tym wszystkim co się stało. Nie było sensu zostawać dłużej w ciągu żałobnym. Nadal nie chciała stać się ciężarem dla klanu, dla nikogo.
- Od czego zaczniemy? - miauknęła, przełykając gulę w gardle. Wstała na trzy łapy, oczekując na dalsze instrukcje mentora.
Every night in my dreams
I see you, I feel you That is how I know you go on
Far across the distance
And spacesbetween us You have come to show you go on
Stanął obok niej tak, by mogła poczuć jego ciepło; oprzeć się, jeśli potrzebowała kontaktu, bądź skorzystać z futra na otarcie łez... chociaż spodziewał się, że płacz to ostatnie, na co miała ochotę. Musiała być wyczerpana i nim, i towarzyszącymi mu emocjami.
— Naprawdę bardzo mi przykro. Wiem, to zupełnie nie taki Klan Rzeki, do jakiego wracałaś. Ale i ja, i Jaśmin ogromnie cieszymy się twoim powrotem i mam nadzieję, że ty też, za jakiś czas, znów poczujesz się tutaj na miejscu — powiedział, odwzajemniając ten sam, smutny uśmiech. Nie było co się łudzić, nikt i nic nie zastąpi jej rodziny, szczególnie Cisa, niemniej Łabędź wierzył, że w życiu Piórko jeszcze może być dobrze. Niektóre rany nigdy nie znikają, jednak łatwiej się je nosi, gdy wreszcie się zabliźnią. Wiedział coś o tym. — Gdybyś czegoś potrzebowała, czegokolwiek, mów śmiało. Jestem do twojej dyspozycji.
Aczkolwiek wnioskując z jej podejścia na granicy, raczej niechętnie naraziłaby się na poczucie bycia problemem.
Łabędź westchnął, po czym wyprostował się nieco.
— Pomyślałem, że moglibyśmy zająć się dzisiaj Kodeksem — zaczął powoli i spokojnie, zastanawiając się, czy słusznie robią przechodząc do treningu. Z jednej strony rozumiał decyzję Pierzastej Łapy, z drugiej... Raz już zgodził się z tym, że oderwanie myśli od przykrych rzeczy i zrobienie kroku naprzód pozytywnie na nią zadziała, a później Piórko przepadła. Tylko co więcej mógł zrobić prócz zaproponowania odłożenia nauki w czasie? — Nie pamiętam, czy kiedykolwiek go przerabiałaś, ale mała powtórka nie zaszkodzi, w końcu dawno nie miałaś z nim styczności. I nie musielibyśmy nawet wychodzić z Obozu, jeżeli wolisz zostać na miejscu.
Teoria brzmiała jak spokojny początek. Wolał oszczędzić jej trudności, które zapewne nie ominą jej przy praktycznej części treningu.
Księżyce: 113 Mistrz: Kornikowy Konar! | Łabędzia Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar Trwałe urazy: brak tylnej, lewej łapy (-2zr, -2sz na stałe)
wysoka, krótkowłosa, orientalna, czekoladowa kotka o pomarańczowych oczach, brak tylnej lewej łapy
Piórko straciła swoją energię. Tak duża ilość śmierci niezwykle ją przytłoczyła - stała się przez to wyciszona, nieco wycofana. Straciła również swoją pewność siebie - raczej już nie podchodzi do kotów sama z siebie. Po prostu czeka, aż ktoś podejdzie do niej albo w ogóle nie podejdzie. Nie jest pewna swoich kroków, boi się podejmować jakieś drastyczniejsze kroki. Zaczęła też uważać się za szkaradną oraz nieprzydatną przez to, iż straciła łapę. Był to główny powód, przez który nie wracała do klanu. Nie chciała być ciężarem dla klanowiczów.
Mimo to, gdy już złapie z kimś dobry kontakt, to bardzo troszczy się o drugiego kota. Zaczyna też wtedy nieco bardziej się otwierać i rozmawiać. Nie tak dużo jak kiedyś, ale zawsze coś!
Piórko westchnęła cicho, po czym lekko otarła się polikiem o bark starszego kocura. Klan Rzeki, który pamiętała już po prostu nie istniał. Został jedynie Łabędź i Jaśminek. Reszta kotów już nie żyła w Klanie.
- Też się cieszę, że wróciłam. Tęskniłam za klanem. - odmiauknęła cicho, spoglądając pomarańczowymi oczami na kocura. Łabędź zawsze był dla niej miły i pomocny. Odkąd odszedł Kornikowy Konar i Zachodzące Światło, stał się dla kotki oparciem, a Piórko bardzo to doceniała. Cieszyła się, iż ma chociaż jego i Jaśminka. Wyprostowała się nieco, starając się wykrzesać odrobinę entuzjazmu i uśmiechu.
- Chyba nie... ale znam jego podpunkty. Nie pamiętam czy wszystkie ale zdecydowaną większość. I nie musimy zostawać w obozie. Chciałabym się przejść po terenach tak jak kiedyś.
Every night in my dreams
I see you, I feel you That is how I know you go on
Far across the distance
And spacesbetween us You have come to show you go on
Przyjął tę drobną czułość z rozczuleniem i nadzieją, że jakoś to jeszcze będzie, jakoś to pójdzie. I powodzenie ich treningu to jedynie cząstka tego, co miał przez to na myśli.
— Pewnie, mały spacer dobrze nam zrobi. Gdybym za bardzo się wlókł, wytknij mi to bezlitośnie. Być może odrobinę zapuściłem się w ćwiczeniach — mruknął z rozbawieniem i delikatnym gestem głowy wskazał na wyjście z Obozu, do którego zaczął się kierować.
Rzeczywiście, ostatnio rzadziej i na krócej wychodził z Obozu, choć nie był to główny powód jego pogorszonej kondycji. Ten był dużo bardziej prozaiczny — starzał się, ot co. I z dziewięcioma życiami czy nie, od pewnych rzeczy nie było ucieczki. Jak od zużywania się ciała na przykład.
— Co ty na to, byśmy zaczęli od tego, co pamiętasz? — zarzucił luźno, gdy wyszli na Wilgotne Skałki i Łabędź ostrożnie prowadził ich w stronę Łęg. — A potem ja uzupełnię twoją wiedzę. O ile będzie co uzupełniać, rzecz jasna.
Księżyce: 113 Mistrz: Kornikowy Konar! | Łabędzia Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar Trwałe urazy: brak tylnej, lewej łapy (-2zr, -2sz na stałe)
wysoka, krótkowłosa, orientalna, czekoladowa kotka o pomarańczowych oczach, brak tylnej lewej łapy
Piórko straciła swoją energię. Tak duża ilość śmierci niezwykle ją przytłoczyła - stała się przez to wyciszona, nieco wycofana. Straciła również swoją pewność siebie - raczej już nie podchodzi do kotów sama z siebie. Po prostu czeka, aż ktoś podejdzie do niej albo w ogóle nie podejdzie. Nie jest pewna swoich kroków, boi się podejmować jakieś drastyczniejsze kroki. Zaczęła też uważać się za szkaradną oraz nieprzydatną przez to, iż straciła łapę. Był to główny powód, przez który nie wracała do klanu. Nie chciała być ciężarem dla klanowiczów.
Mimo to, gdy już złapie z kimś dobry kontakt, to bardzo troszczy się o drugiego kota. Zaczyna też wtedy nieco bardziej się otwierać i rozmawiać. Nie tak dużo jak kiedyś, ale zawsze coś!
- Nie przejmuj się, Łabędzia Gwiazdo. Będziemy wlekli się razem. - na pyszczku kotki pojawił się delikatny, dość nieśmiały uśmiech. Sugestywnie spojrzała w kierunku kikuta, po czym strzepnęłam uchem. Nie chciała o tym za bardzo myśleć. Uznała, iż skupi swoje myśli na treningu i powrotu do wojowniczego życia.
- Jasne - odmiauknęła, trzymając się blisko starszego kocura. - No to pamiętam, że wojownik nie może żyć jako pieszczoch. Wojownik nie musi zabijać aby wygrywać. Należy bronić klan nawet kosztem swojego życia. Nie można wchodzić i polować na terenie innego klanu. Słowo przywódcy jest prawem. - Piórko przerwała na chwilę, zastanawiając się dalej - Kocięta i starszyzna musi zjeść przed resztą klanu. O i nie można opuszczać kociąt w potrzebie, niezależnie od tego, skąd pochodzą. Kociaki mogą zostać terminatorami w wieku sześciu księżyców. Nowo mianowani wojownicy muszą odbyć milczące czuwanie. Nie można zostać zastępcą bez wytrenowania jednego terminatora. Zastępca zostaje przywódcą po śmierci poprzednika. Jeśli zastępca zaginie albo umrze albo zrezygnuje to należy wybrać nowego zastępcę przed górowaniem księżyca. To... chyba wszystko? Przepraszam, jeśli o czymś zapomniałam.
Every night in my dreams
I see you, I feel you That is how I know you go on
Far across the distance
And spacesbetween us You have come to show you go on
Uśmiechnął się miękko. Może ten ich wspólny trening to nie najgorszy pomysł, przy którym Łabędź uparł się z egoistycznych pobudek. Coś czuł, że powolniejsze, spokojniejsze tempo może przysłużyć się im obojgu. I fakt, że żadne z nich nie było już tak młode i sprawne jak kiedyś, mogło wzbogacić ich współpracę o pewien stopień zrozumienia.
— Rzeczywiście dużo zapamiętałaś — przyznał z uznaniem. — Wcale bym się nie zdziwił, gdyby większość po takim czasie uleciała ci z głowy, ale najwyraźniej gdy w sercu jest się klanowym kotem, nic nie sprawi, że zapomni się o pewnych rzeczach. To już zostaje na zawsze.
Spokojnym krokiem zanurzyli się we wschodniej części Łęg. Za nimi zniknęły skały i otoczyła ich gęstwina drzew. Choć brakowało im jeszcze liści, nie dało się przegapić potęgi tej części lasu.
— Powiedziałaś, że wojownik nie musi zabijać, by zwyciężyć swoje bitwy, i to prawda. Warto zaznaczyć jednak, że jest to dozwolone w obronie własnej lub jeśli znajdziemy się w walce z kotem wyjętym spod Kodeksu. Czasami po prostu nie ma wyjścia, a bezpieczeństwo twoje i Klanu Rzeki powinno stać na pierwszym miejscu. Oczywiście nadal — do odebrania komuś życia powinno dochodzić tylko wtedy, gdy jest to absolutnie konieczne — uzupełnił jeden z przytoczonych przez Piórko punktów. — Poza tym, zasada o konieczności bronienia swego Klanu nawet kosztem życia zaznacza, że zawieranie przyjaźni poza Klanem jest w porządku, tak długo, jak nasza lojalność leży przy naszym Klanie. Czy to w razie wojny, problemów, czy nawet w codziennych sprawach.
Zrobił krótką przerwę, w razie gdyby Pierzasta Łapa chciała o coś spytać bądź doprecyzować, po czym kontynuował:
— Umknęło ci kilka zasad, ale nic nie szkodzi. Myślę, że o większości, o ile nie wszystkich, doskonale wiesz. Po pierwsze, terminatorom nie wolno jeść bez pozwolenia, dopóki nie zapolują, by nakarmić starszyznę. Dobrze znany zwyczaj, prawda? Rzecz jasna dotyczący głównie tych terminatorów, którzy nauczyli się już polować. Granice muszą być sprawdzane i oznakowane każdego dnia. Przegoń każdego, kto wkroczył na terytorium twojego Klanu. Zwróć uwagę na dobór słowa: przegoń; ta zasada pięknie łączy się z tą o niezabijaniu. Nie możemy pozwolić sobie na intruzów na naszych ziemiach, zabierających naszą żywność czy kręcących się przy kociętach, ale to nadal koty takie jak my. Może jakiś zagubiony pieszczoch, może ktoś potrzebujący pokierowania. Wtedy wystarczą tylko słowa. Niekiedy... nie wystarczają, niestety, i na to też trzeba być gotowym. Póki co wszystko jasne?
Księżyce: 113 Mistrz: Kornikowy Konar! | Łabędzia Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar Trwałe urazy: brak tylnej, lewej łapy (-2zr, -2sz na stałe)
wysoka, krótkowłosa, orientalna, czekoladowa kotka o pomarańczowych oczach, brak tylnej lewej łapy
Piórko straciła swoją energię. Tak duża ilość śmierci niezwykle ją przytłoczyła - stała się przez to wyciszona, nieco wycofana. Straciła również swoją pewność siebie - raczej już nie podchodzi do kotów sama z siebie. Po prostu czeka, aż ktoś podejdzie do niej albo w ogóle nie podejdzie. Nie jest pewna swoich kroków, boi się podejmować jakieś drastyczniejsze kroki. Zaczęła też uważać się za szkaradną oraz nieprzydatną przez to, iż straciła łapę. Był to główny powód, przez który nie wracała do klanu. Nie chciała być ciężarem dla klanowiczów.
Mimo to, gdy już złapie z kimś dobry kontakt, to bardzo troszczy się o drugiego kota. Zaczyna też wtedy nieco bardziej się otwierać i rozmawiać. Nie tak dużo jak kiedyś, ale zawsze coś!
Prawda była taka, iż zarówno Piórko jak i Łabędź byli „starej daty”. Zostało już niewielu przedstawicieli klanu, którzy pamiętaliby chociażby Kornikowego Konara albo Zachodzące Światło. Dlatego też kotka czuła się komfortowo w towarzystwie kocura. Czuła się tak jak… w domu. Łabędź był kimś znajomym dla niej, kimś, kto ją pamiętał i nie traktował jak nowość w Klanie Rzeki.
Spokojnie wysłuchała wszystkich domówień i zasad kodeksu, o których zapomniała powiedzieć. Jednocześnie skupiała się na znajomym terytorium.
- Tak. Wybacz. Znam te punkty, ale zapomniałam, że są w kodeksie. Traktowałam je jako ogólnie przyjęte reguły. - odmiauknęła, spoglądając na mistrza. - Tęskniłam za klanem. Tu jest moje serce i tu się wychowałam… Ale zastanawiałam się nad tym, czy powrót jest dobrym wyborem. Gdyby nie matka to prawdopodobnie bym się nie zdecydowała… Czuję się taka… Nieprzydatna. Wybrakowana i stara. Nigdy nie zostałam wojowniczką, a już nie jestem w stanie polować tak, jak wcześniej… Oh, przepraszam - miauknęła przygryzając język. - Nie chciałam się tak użalać…
Every night in my dreams
I see you, I feel you That is how I know you go on
Far across the distance
And spacesbetween us You have come to show you go on
Skinął głową ze zrozumieniem. Dokładnie tego się spodziewał; że nie mówił niczego, co dla Pierzastej Łapy byłoby nowością, ot, dotychczas niekoniecznie utożsamiała te rzeczy z Kodeksem Wojownika, albo wypadły jej z głowy w momencie przytaczania tego, co wiedziała. Kodeks jest dosyć długi i nawet kotu, który regularnie omawia go na treningu, przy którejś powtórce może coś umknąć. Jednak nawet gdyby miało się okazać, że o czymś usłyszała po raz pierwszy właśnie od niego, Łabędź byłby ostatnim kotem potrafiącym się za to pogniewać.
— Fakt, sporo jest takich rzeczy, które po prostu funkcjonują jako część codzienności, ale nie mają swojego miejsca w zasadach. Jak chociażby to, że terminatorzy zajmują się sprzątaniem legowisk. A przecież inna zasada ich dotycząca, ta o jedzeniu, już jest wpisana w Kodeks — zauważył, chcąc podkreślić naturalność toku myślowego kotki. Naprawdę, wszystko było w porządku.
Powoli wychodzili z powrotem na otwarty teren, zbliżając się do Kretowiska, gdy Piórko powiedziała coś jeszcze.
— Jeśli tutaj znajduje się twoje serce, powrót był słusznym wyborem — powiedział łagodnie, niemniej tonem kogoś, kto jest pewien swoich słów. — Twoje pragnienie dołożenia Klanowi czegoś od siebie jest godne wojowniczki i jest warte docenienia, ale myślę, że odrobinkę źle do tego podchodzisz. Każdy jest inny, ma inne możliwości, inną historię, inną... rolę. Być może nie zostaniesz najlepszą łowczynią, aczkolwiek nadal mamy rzekę pełną ryb, gdybyś chciała dać łowieniu szansę. Może nie zdecydujesz się zostać mistrzynią, ponieważ będziesz czuła się pewniej zostając w Obozie... jednak jesteś mądra, inteligentna i sporo w życiu przeszłaś; wiele kotów, zarówno młodszych i starszych, mogłoby skorzystać z twojego doświadczenia, gdybyś zechciała się nim podzielić. Nie jesteś bezużyteczna, ani tym bardziej wybrakowana. Jesteś wartościowa, a przede wszystkim jesteś członkinią Klanu Rzeki. I tutaj zawsze będziesz ceniona.
Księżyce: 113 Mistrz: Kornikowy Konar! | Łabędzia Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar Trwałe urazy: brak tylnej, lewej łapy (-2zr, -2sz na stałe)
wysoka, krótkowłosa, orientalna, czekoladowa kotka o pomarańczowych oczach, brak tylnej lewej łapy
Piórko straciła swoją energię. Tak duża ilość śmierci niezwykle ją przytłoczyła - stała się przez to wyciszona, nieco wycofana. Straciła również swoją pewność siebie - raczej już nie podchodzi do kotów sama z siebie. Po prostu czeka, aż ktoś podejdzie do niej albo w ogóle nie podejdzie. Nie jest pewna swoich kroków, boi się podejmować jakieś drastyczniejsze kroki. Zaczęła też uważać się za szkaradną oraz nieprzydatną przez to, iż straciła łapę. Był to główny powód, przez który nie wracała do klanu. Nie chciała być ciężarem dla klanowiczów.
Mimo to, gdy już złapie z kimś dobry kontakt, to bardzo troszczy się o drugiego kota. Zaczyna też wtedy nieco bardziej się otwierać i rozmawiać. Nie tak dużo jak kiedyś, ale zawsze coś!
Kotka posłała w kierunku przywódcy lekki uśmiech, gdy ten stwierdził, iż naturalnym było postrzeganie tych zasad jako codzienność. Piórko odczuwała wdzięczność wobec Łabędzia - był dla niej bardzo wyrozumiały.
Wyszliśmy z leśnej części terytorium i ponownie znaleźliśmy się na otwartym terenie. Córka Kornikowego Konara wzięła głębszy wdech w płuca. Dobrze znany jej zapach rzecznych terenów niezwykle ją uspokajał.
- Bardzo lubię to, jak wyrażasz się o klanie. Trochę tak, jakbyś był ojcem nas wszystkich. Starasz się wyłapywać dobre cechy i się na nich skupiać. - powiedziała spokojnie, zerkając pomarańczowymi ślepiami w stronę Łabędzia.
- Słyszałam o zawodach w łowieniu. Też weźmiesz w nich udział?
Every night in my dreams
I see you, I feel you That is how I know you go on
Far across the distance
And spacesbetween us You have come to show you go on