Trochę tak było. Łabędź nie wiedział kiedy i jak to się stało, przecież do niedawna widział w Klanie autorytety, mądrych i bardziej doświadczonych od siebie wojowników; jeszcze jako młody przywódca nierzadko czuł się przy nich onieśmielony. I nadal uważał Rzeczniaków za dobre, inteligentne koty, od których wiele można się nauczyć — ba, odnosił wrażenie, że uczyli go czegoś nowego codziennie — jednak w tym wszystkim byli dla niego jak kocięta. Jak rodzina, którą należy się opiekować.
— Wiek zobowiązuje — zażartował z lekkim śmiechem. Może i miał swoje księżyce na karku, a wiele w jego podejściu i rozumowaniu świata na przestrzeni tego czasu uległo zmianie, ale nadal tak samo niezgrabnie przyjmował słowa mogące zostać uznane za komplement.
Poruszył uszami, gdy Piórko wspomniała o czekających ich niebawem zawodach.
— Sam nie wiem. Chyba nie potrafiłbym się skupić, zbyt ciekaw, jak idzie wszystkim dookoła — stwierdził z rozbawieniem. Szczególnie jeśli na udział zdecyduje się jego Wiewióreczka — wówczas będzie jej najgłośniejszym kibicem. — A ty? Rozważasz wzięcie udziału? Pamiętam, jak mówiłaś, że lubisz łowić. To chyba byłoby coś w sam raz dla ciebie, mam rację?
Z każdym krokiem zbliżali się do szemrzącej nieopodal rzeki. Jednak po zahaczeniu o Torfowy Rojst Łabędź wycofał się i zaczął prowadzić ich wzdłuż Szarych Brzóz; na przedzieranie się przez Wilgotne Skałki przyjdzie jeszcze czas, dzisiaj nastawiał się na zrelaksowany spacer.
Księżyce: 113 Mistrz: Kornikowy Konar! | Łabędzia Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar Trwałe urazy: brak tylnej, lewej łapy (-2zr, -2sz na stałe)
wysoka, krótkowłosa, orientalna, czekoladowa kotka o pomarańczowych oczach, brak tylnej lewej łapy
Piórko straciła swoją energię. Tak duża ilość śmierci niezwykle ją przytłoczyła - stała się przez to wyciszona, nieco wycofana. Straciła również swoją pewność siebie - raczej już nie podchodzi do kotów sama z siebie. Po prostu czeka, aż ktoś podejdzie do niej albo w ogóle nie podejdzie. Nie jest pewna swoich kroków, boi się podejmować jakieś drastyczniejsze kroki. Zaczęła też uważać się za szkaradną oraz nieprzydatną przez to, iż straciła łapę. Był to główny powód, przez który nie wracała do klanu. Nie chciała być ciężarem dla klanowiczów.
Mimo to, gdy już złapie z kimś dobry kontakt, to bardzo troszczy się o drugiego kota. Zaczyna też wtedy nieco bardziej się otwierać i rozmawiać. Nie tak dużo jak kiedyś, ale zawsze coś!
- Może w twoim wieku będę miała tak samo. - kotka postarała się odwzajemnić żart, rozluźniając się co raz bardziej. Każda chwila spędzona z Łabędziem dawała jej wytchnienie i czuła się co raz bardziej tak, jak za dawnych czasów. Podobało jej się to znajome uczucie, czuła się w tym komfortowo - zupełnie inaczej niż przez ostatnich parę dni.
- Oh, nie. Wyszłam z wprawy, zdecydowanie wolę popatrzeć. - powiedziała, mrugając parę razy zaskoczona. Piórko kochała łowić. Była to umiejętność, której się nie zapominało, jednakże nie czuła się ona na siłach, aby z kimś konkurować. Nigdy też nie przepadała za rywalizacją, więc startowanie w zawodach łowieckich nie było czymś, czego niezwykle pragnęła.
Kotka obróciła głowę w kierunku szumu rzeki, na chwilę się zatrzymując. Właśnie tego jej brakowało, gdy była tak daleko od domu. Rzeki. Grzmiącej Rzeki. Klanu Rzeki. Wszystkiego związanego z rzeką. Po chwili już szła obok Łabędzia.
- Dużo się zmieniło w klanach? Przez ten długi czas.
Every night in my dreams
I see you, I feel you That is how I know you go on
Far across the distance
And spacesbetween us You have come to show you go on
Poruszył wąsami w rozbawieniu.
— Pewnie tak — zgodził się, patrząc na nią z sympatią. Przede wszystkim jednak miał nadzieję, że w jego wieku Pierzasta Łapa odczuje coś na kształt spełnienia. Że z powrotem odnajdzie się w Klanie Rzeki i nie będzie żyła obecnymi wątpliwościami, a spędzi wieńczące życie księżyce w spokoju i ukontentowaniu. Bardzo jej tego życzył.
Strzepnął uchem, może przypadkowo, a może po to, by wskazać na szepczącą do nich wodę. Zwolnił kroku, gotów w każdej chwili stanąć czy zawrócić.
— Wyszłaś z wprawy, mówisz? Rzeka jest tuż za nami, tak się składa. Możemy prędko to nadrobić — zaproponował miękko. Bez nacisku, bądź co bądź chciał dostosować się do jej tempa, dosłownie i w przenośni. Ale może tęskniła za starym dobrym rzecznym łowieniem ryb? — A ja w tym czasie opowiedziałbym ci co nieco o tym, co się pozmieniało.
Co nieco, bo gdyby miał opowiedzieć o wszystkim, nie starczyłoby im dnia... Na Gwiazdy, a i to biorąc pod uwagę, że jego pamięć szwankowała i pewnie nie przytoczyłby nawet połowy tego, co istotne.
Księżyce: 113 Mistrz: Kornikowy Konar! | Łabędzia Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar Trwałe urazy: brak tylnej, lewej łapy (-2zr, -2sz na stałe)
wysoka, krótkowłosa, orientalna, czekoladowa kotka o pomarańczowych oczach, brak tylnej lewej łapy
Piórko straciła swoją energię. Tak duża ilość śmierci niezwykle ją przytłoczyła - stała się przez to wyciszona, nieco wycofana. Straciła również swoją pewność siebie - raczej już nie podchodzi do kotów sama z siebie. Po prostu czeka, aż ktoś podejdzie do niej albo w ogóle nie podejdzie. Nie jest pewna swoich kroków, boi się podejmować jakieś drastyczniejsze kroki. Zaczęła też uważać się za szkaradną oraz nieprzydatną przez to, iż straciła łapę. Był to główny powód, przez który nie wracała do klanu. Nie chciała być ciężarem dla klanowiczów.
Mimo to, gdy już złapie z kimś dobry kontakt, to bardzo troszczy się o drugiego kota. Zaczyna też wtedy nieco bardziej się otwierać i rozmawiać. Nie tak dużo jak kiedyś, ale zawsze coś!
- Nie miałam okazji łowić od... dawna. - przyznała, przystając obok długowłosego. W pomarańczowych ślepiach pojawiło się coś w rodzaju błysku, ekscytacji. Wyszła co prawda z myślą o spacerze i nadrobieniu informacji - raczej nastawiała się na spokojne wracanie do codzienności klanowej, ale z drugiej strony wizja ponownego połowu... Pamiętała, jak uczyła się z tego Kornikiem. Czas mijał tak szybko, a ona nadal to pamiętała.
- Moglibyśmy. Jeśli to nie byłby problem. Wiem, że nieco inaczej miał przebiegać ten trening. - kotka przekrzywiła głowę, wyczekująco wpatrując się w niebieskie ślepia mistrza. Jej ogon lekko podrygiwał z ekscytacji. Łowienie ryb było czymś tak jej dobrze znanym, czymś tak... bezpiecznym. Komfortowym. Jeśli Łabędź nie miał nic przeciwko, to zamierzała skorzystać z możliwości łowienia.
Every night in my dreams
I see you, I feel you That is how I know you go on
Far across the distance
And spacesbetween us You have come to show you go on
Ten błysk w oku wystarczył, by Łabędź miał pewność, że ich trening przebiegał dokładnie tak, jak miał. Wszystkim zajmą się w swoim czasie, nic ich nie goniło. A na dobrą sprawę — szlifowanie umiejętności łowienia nadal ściśle wiązało się z przerabianym przez terminatorów materiałem, prawda? Świat widział drastyczniejsze odbicia od treningu.
— Póki Nocny Szkwał nie depcze nam po piętach... — mruknął konspiracyjnym tonem, uśmiechając się do Piórka kątem pyska — mała odskocznia nie zaszkodzi. Możemy iść tam, gdzie tylko zaprowadzi nas nurt rzeki.
Oczywiście sobie żartował, jego zastępca to ostatni kot, który wytykałby im odbicie od spaceru i Kodeksu, ale to tylko podkreślało, że w zmianie planów nie było niczego złego.
Kocur zachęcająco wskazał głową na rzekę.
— Zapraszam. — Przysiadł przy brzegu i owinął łapy ogonem. Kiedy odezwał się znów, to ściszonym głosem, aby przypadkiem nie spłoszyć jej ryb: — Jest coś, o czym chciałabyś usłyszeć najbardziej?
Księżyce: 113 Mistrz: Kornikowy Konar! | Łabędzia Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar Trwałe urazy: brak tylnej, lewej łapy (-2zr, -2sz na stałe)
wysoka, krótkowłosa, orientalna, czekoladowa kotka o pomarańczowych oczach, brak tylnej lewej łapy
Piórko straciła swoją energię. Tak duża ilość śmierci niezwykle ją przytłoczyła - stała się przez to wyciszona, nieco wycofana. Straciła również swoją pewność siebie - raczej już nie podchodzi do kotów sama z siebie. Po prostu czeka, aż ktoś podejdzie do niej albo w ogóle nie podejdzie. Nie jest pewna swoich kroków, boi się podejmować jakieś drastyczniejsze kroki. Zaczęła też uważać się za szkaradną oraz nieprzydatną przez to, iż straciła łapę. Był to główny powód, przez który nie wracała do klanu. Nie chciała być ciężarem dla klanowiczów.
Mimo to, gdy już złapie z kimś dobry kontakt, to bardzo troszczy się o drugiego kota. Zaczyna też wtedy nieco bardziej się otwierać i rozmawiać. Nie tak dużo jak kiedyś, ale zawsze coś!
- Oh, czyli ma podobny charakter do Skrzącego Słowa - odpowiedziała, również delikatnie uśmiechając się do kocura. Piórko czuła się niezwykle dziwnie z faktem, iż to właśnie syn jej terminatorskiego zauroczenia był zastępcą. Jeszcze dziwniejsze uczucie towarzyszyło jej, gdy dowiedziała się o tym, że Nocny Szkwał aktualnie jest już dziadkiem - i Piórko szczerze mu tego zazdrościła. Nigdy nie zastanawiała się nad posiadaniem kociąt, zajęta była najpierw zabawą, potem zamartwianiem się u dwunożnych. Teraz jednak miło byłoby mieć kogoś spokrewnionego obok. Jednocześnie jednak uważała, że jest już po prostu za stara na zostanie matką. Życie było niezwykle przewrotne i cały czas rzucało kłody pod łapy.
Ochoczo ruszyła w stronę rzeki, idąc w miarę równo z Łabędziem. Kotka zaczynała powoli odczuwać ból w łapach z powodu tak intensywnego ruchu - dawno tyle nie chodziła! Posłała długowłosemu lekki uśmiech, nim nie przysiadła przy brzegu. Odrobinę się stresowała - nie chciała zrobić z siebie idiotki przed mistrzem. Zamknęła oczy i wzięła głębszy wdech, aby przypomnieć sobie wszystkie zasady łowienia. Z tego właśnie powodu wstała i przeszła delikatnie na bok, aby słońce nie rzucało jej cienia na taflę wody.
- Właściwie to chciałabym usłyszeć o wszystkim - miauknęła cicho, nie chcąc spłoszyć sobie ryb. Gdy ponownie usiadła, wsunęła jedną z przednich łap do wody. Starała się opanować drżenie ciała. W końcu chciała coś złapać! Dalej odczuwała stres, ale jednocześnie... ekscytację. Tak dawno tego nie robiła!
Every night in my dreams
I see you, I feel you That is how I know you go on
Far across the distance
And spacesbetween us You have come to show you go on
— Och, nie, Nocny Szkwał jest dużo bardziej... elastyczny. Sama pewnie będziesz miała okazję się przekonać — odparł z uśmiechem. — Ma otwartą głowę i jest gotów wysłuchać każdego, a równocześnie potrafi podjąć stanowcze decyzje, gdy sytuacja tego wymaga; w tym może rzeczywiście przypomina swojego ojca. I to coś, czego ja już chyba nigdy się nie nauczę. Boję się myśleć, co działoby się w Klanie, gdyby nade mną nie czuwał.
Patrzył za nią, jak schodziła z cienia, i zaraz uczynił to samo, nie chcąc zakłócać jej połowu. Przysiadł nieopodal, tak, by nie musiał podnosić głosu przy mówieniu, ale trzymając odpowiedni dystans, żeby nie zrobiła się z niego dodatkowa przeszkoda.
— Pozmieniało się... w zasadzie wszystko, przynajmniej jeśli chodzi o władze — zaczął cicho, dyskretnie przypatrując się poczynaniom terminatorki. — W Klanie Wichru nie przewodzi już Lawendowa Gwiazda, a Roziskrzona Gwiazda, której zastępczynią jest Donośny Krzyk. Krwawnikowy Liść odszedł niedawno na Srebrną Skórkę, zostawiając swojego następcę, Bryzgającą Falę, do niedawna pomocnika medyka. Dasz wiarę? Klan Wichru i pomocnik medyka... A przecież w ślad za Lśniącą Sadzawką i Krwawnikowym Liściem poszła reszta Klanów, niemalże całkowicie rezygnując z tej rangi. Do niedawna trzeba było tłumaczyć terminatorom, o co z nią w ogóle chodzi i dlaczego trzeba się o niej uczyć...! Niezapomniana Łapa jest teraz uczennicą Bryzgającej Fali, choć przez pewien czas razem byli terminatorami. W Klanie Gromu... niedawno zmarł Wężowa Gwiazda, ogromna strata, a jego miejsce zajęła Tupocząca Gwiazda. Chyba tylko ich medyczkę, Gwiezdny Nurt, możesz kojarzyć, jako że naturalnie ich zastępczyni, Rześki Zmierzch, piastuje tę rolę od krótkiego czasu. Podobnie jak ich terminatorka medyka, Krzewiasta Łapa. Kadencja Śpiewającej Gwiazdy w Klanie Cienia niestety prędko dobiegła końca... Po niej nastał czas Psiej Gwiazdy, który niestety stracił swojego pierwszego zastępcę i teraz jego prawą łapą jest Ośmiooki. Pamiętasz problemy tego Klanu z medykami? Cóż, obecnie nie mogą na nie narzekać, bowiem jako jedyny Klan mają ich aż trójkę; Rwącą Zawieję, Huraganowy Szept oraz Czosnkowy Kwiat, w dodatku szkolą dwójkę terminatorów, Migoczącą i Ciernistą Łapę. Najwyraźniej nie chcą ryzykować powtórką dawnej sytuacji.
Łabędź mówił, a w tym czasie w płynącej wodzie rzeki zamajaczył ciemniejszy kształt. Początkowo niezainteresowany propozycją Pierzastej Łapy, wreszcie skusił się na skosztowanie ciemnego paluszka. Ryba ostrożnie podpływała bliżej, choć nie bezpośrednio, do samego końca karmiąc córkę Zachodzącego Światła niepewnością, czy w ogóle zdecyduje się złapać przynętę. Ale finalnie to się wydarzyło, a kotka mogła poczuć na sobie delikatne podskubywanie.
Księżyce: 113 Mistrz: Kornikowy Konar! | Łabędzia Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar Trwałe urazy: brak tylnej, lewej łapy (-2zr, -2sz na stałe)
wysoka, krótkowłosa, orientalna, czekoladowa kotka o pomarańczowych oczach, brak tylnej lewej łapy
Piórko straciła swoją energię. Tak duża ilość śmierci niezwykle ją przytłoczyła - stała się przez to wyciszona, nieco wycofana. Straciła również swoją pewność siebie - raczej już nie podchodzi do kotów sama z siebie. Po prostu czeka, aż ktoś podejdzie do niej albo w ogóle nie podejdzie. Nie jest pewna swoich kroków, boi się podejmować jakieś drastyczniejsze kroki. Zaczęła też uważać się za szkaradną oraz nieprzydatną przez to, iż straciła łapę. Był to główny powód, przez który nie wracała do klanu. Nie chciała być ciężarem dla klanowiczów.
Mimo to, gdy już złapie z kimś dobry kontakt, to bardzo troszczy się o drugiego kota. Zaczyna też wtedy nieco bardziej się otwierać i rozmawiać. Nie tak dużo jak kiedyś, ale zawsze coś!
Piórko słuchała Łabędzia. Przyswajała każdą informację, jaką jej podawał. Nie patrzyła jednak na niego, a na wodę, oczekując na jakąś rybę do złapania. Kocur mógł się jednak nie przejmować tym, że mówi do powietrza, gdyż uszy miała skierowane w jego kierunku.
- Pomocnik medyka... Przyznam, że dla mnie samej była to abstrakcja. A Klan Cienia nie próżnuje, jeśli chodzi o medyków. - odpowiedziała dość cicho. Kotka widziała rybę, która co jakiś czas podpływała, aby po chwili się oddalić. Tym bardziej starała się opanować swoje ciało i wyciszyć oddech, aby pozostać w bezruchu.
- Czyli każdy z klanów ma już pełną trójkę klanową... - miauknęła równie cicho, niemalże bezgłośnie. Zaraz potem w jednej chwili wyciągnęła pazury i zapachnęła się łapą na rybę. Chciała ją wyrzucić z wody i dobić na lądzie.
Every night in my dreams
I see you, I feel you That is how I know you go on
Far across the distance
And spacesbetween us You have come to show you go on
— To prawda. Sporo się pozmieniało... i ich przywódca to jedyny, z którym nie miałem okazji zamienić słowa. Cóż, teraz z Tupoczącą Gwiazdą również, nadal ciężko mi przetrawić, że Węża już nie ma... Z Polną Gwiazdą dobrze się dogadywałem. Nie nazwałbym obecnych rzeczno-cienistych stosunków złymi, bynajmniej, ale jesteśmy sobie dalsi. Cóż, brak wspólnej granicy i wspólnych zagrożeń pewnie też robi swoje — powiedział, pomijając to, czego dowiedział się od Nocy na temat tego Klanu i ich przywódcy. Nie chciał rozsiewać plotek, a tym bardziej szerzyć być może niepotrzebnej paniki. Pomijając, że nie chciał, by cokolwiek nieodpowiedniego dotarło do uszu Cienia. — Mam co nieco do nadrobienia towarzysko. Jedną z ich medyczek poznałem przelotnie, ale po prawdzie nic o nich nie wiem. Nie najlepiej to o mnie świadczy.
Za to z pewnością dobrze świadczyło o Pierzastej Łapie, że potrafiła skupić się na paplaninie swojego mistrza oraz ruchu w rzece. Zachowała idealny bezruch i cierpliwość, co pozwoliło jej nie tylko pozostać niewykrytą jako drapieżnik czyhający na życie swojego celu, ale także zareagować w odpowiedniej chwili, nawet nie o uderzenie serca przedwcześnie czy za późno. Zwinny zamach łapą, wprawna praca pazurów... i hop! Ryba znalazła się na brzegu. A stąd już nie było drogi ucieczki od zębów Rzeczniaczki.
Łabędź entuzjastycznie zerwał się z miejsca.
— No, jeśli to jest twój brak wprawy, to w lepszej formie chyba wyciągnęłabyś z rzeki wszystkie ryby! — rzucił w podziwie. — Gratulacje, wyśmienicie ci poszło.
Księżyce: 113 Mistrz: Kornikowy Konar! | Łabędzia Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar Trwałe urazy: brak tylnej, lewej łapy (-2zr, -2sz na stałe)
wysoka, krótkowłosa, orientalna, czekoladowa kotka o pomarańczowych oczach, brak tylnej lewej łapy
Piórko straciła swoją energię. Tak duża ilość śmierci niezwykle ją przytłoczyła - stała się przez to wyciszona, nieco wycofana. Straciła również swoją pewność siebie - raczej już nie podchodzi do kotów sama z siebie. Po prostu czeka, aż ktoś podejdzie do niej albo w ogóle nie podejdzie. Nie jest pewna swoich kroków, boi się podejmować jakieś drastyczniejsze kroki. Zaczęła też uważać się za szkaradną oraz nieprzydatną przez to, iż straciła łapę. Był to główny powód, przez który nie wracała do klanu. Nie chciała być ciężarem dla klanowiczów.
Mimo to, gdy już złapie z kimś dobry kontakt, to bardzo troszczy się o drugiego kota. Zaczyna też wtedy nieco bardziej się otwierać i rozmawiać. Nie tak dużo jak kiedyś, ale zawsze coś!
- Myślę, że pozostałe koty z władzy innych klanów też mogłyby same spróbować cię poznać… Nie bądź dla siebie taki surowy. - kotka uśmiechnęła się delikatnie, jednakże nadal nie spuszczała oczu z ryby. I na dobre jej to wyszło, gdyż już po chwili ta sama rybka znalazła się na lądzie, a Piórko sprawnie ją dobiła.
- Już zapomniałam jakie to fajne! - Piórko niemalże podskoczyła z radości. - Chyba tego nie da się zapomnieć - dodała z szerokim uśmiechem. Kotka poczuła się nieco pewniej. Skoro nadal potrafiła łowić to znaczy, że na coś mogła się w klanie przydać.
Every night in my dreams
I see you, I feel you That is how I know you go on
Far across the distance
And spacesbetween us You have come to show you go on
Uśmiechnął się do niej z wdzięcznością, ale chwilę potem już nie było czasu na pogaduszki; nadeszła pora na przejście do akcji, na co córka Zachodzącego Światła zareagowała bezbłędnie i z czym poradziła sobie doskonale. Naprawdę dobrze oglądało się ją w akcji — na ten krótki moment skupienia i ataku Piórko wyzbyła się niepewności, tego przygaszenia, które widać po niej było od kiedy wróciła. Prawdziwie jaśniała.
— No, no, i do tego udało ci się złowić dorodnego klenia — zauważył, gdy znalazł się bliżej i przyjrzał się rybie, która jeszcze chwilę temu była tylko nieokreślonym, ciemnym kształtem deformowanym przez ruch wody. — Masz ochotę łowić dalej?
Księżyce: 113 Mistrz: Kornikowy Konar! | Łabędzia Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar Trwałe urazy: brak tylnej, lewej łapy (-2zr, -2sz na stałe)
wysoka, krótkowłosa, orientalna, czekoladowa kotka o pomarańczowych oczach, brak tylnej lewej łapy
Piórko straciła swoją energię. Tak duża ilość śmierci niezwykle ją przytłoczyła - stała się przez to wyciszona, nieco wycofana. Straciła również swoją pewność siebie - raczej już nie podchodzi do kotów sama z siebie. Po prostu czeka, aż ktoś podejdzie do niej albo w ogóle nie podejdzie. Nie jest pewna swoich kroków, boi się podejmować jakieś drastyczniejsze kroki. Zaczęła też uważać się za szkaradną oraz nieprzydatną przez to, iż straciła łapę. Był to główny powód, przez który nie wracała do klanu. Nie chciała być ciężarem dla klanowiczów.
Mimo to, gdy już złapie z kimś dobry kontakt, to bardzo troszczy się o drugiego kota. Zaczyna też wtedy nieco bardziej się otwierać i rozmawiać. Nie tak dużo jak kiedyś, ale zawsze coś!
Uśmiechnęła się szerzej na pochwałę starszego kocura. Zdecydowanie można było odczuć jak i zobaczyć, iż iskra, jaką miała przed zniknięciem, powoli do niej wracała. Kotka podeszła bliżej, po czym delikatnie potarła policzkiem o bark Łabędzia. - Dziękuję, że jesteś. - powiedziała cicho, zerkając na przywódcę. Piórko cieszyła się z tego, że ktoś jej nie ocenia, poświęca jej dużo czasu i towarzystwa. Może to był jedynie jeden trening, jednakże zdecydowanie preferowała spędzanie czasu z kimś znajomym.
- Mogę jeszcze raz coś złapać? Super! - zamruczała, uśmiechając się szerzej. Szybko podeszła do brzegu, upewniając się, że nie rzuca cienia na taflę wody. Usiadła, wkładając łapę do wody i wyciszając oddech. Pozostało jej więc pozostać w bezruchu i oczekiwać na nową rybę.
Every night in my dreams
I see you, I feel you That is how I know you go on
Far across the distance
And spacesbetween us You have come to show you go on
Zamruczał cicho, kiedy potarła policzkiem o jego bark i nachylił łeb, by przejechać skronią po czubku jej głowy.
— To ja powinienem dziękować. Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że wróciłaś. Brakowało ciebie w Klanie — odpowiedział, bo taka właśnie była prawda. Kiedy kotka znalazła się z powrotem w Rzece, Łabędź poczuł, jakby odnalazła się jakaś cząstka niego. I choć miał szczęście nigdy nie zaznać prawdziwego życia w pojedynkę, to jej obecność sprawiała, że czuł się mniej samotny.
Wyraziła chęć dalszego łowienia, więc point wesoło życzył jej powodzenia i cofnął się na swoje poprzednie miejsce, gdzie nie istniała obawa, że przypadkiem wejdzie jej w drogę czy rzuci cień na wodę. Z zaciekawieniem obserwował taflę, w duchu licząc na to, że ryby będą współpracujące i Piórku uda się trafić na coś jeszcze. Jej radość i jego uszczęśliwiała.
Wcześniejszy głośny plusk nie umknął uwadze reszcie podwodnego towarzystwa i żadna ryba nie była zainteresowana sprawdzeniem na własne oczy, co przydarzyło się ich koleżance. Przynajmniej przez jakiś czas. Pojedyncze uderzenia serca spokoju urosły do kilkunastu, a kilkanaście przeobraziło się w kilkadziesiąt... Dookoła nie działo się kompletnie nic niepokojącego, nie wybrzmiewały żadne donośne głosy, światła dnia nie tłumił najdrobniejszy cień. Niewielki ciemny kształt skorzystał z tego momentu na eksplorację i zamajaczył pod powierzchnią, wartkimi ruchami monitorując okolicę. Aż nie natrafił na całkiem interesującą łapę terminatorki, przy której postanowił się zatrzymać. Ba, więcej niż zatrzymać — zdecydował jej skosztować w nadziei, że właśnie trafił na istną wyżerkę.
Księżyce: 113 Mistrz: Kornikowy Konar! | Łabędzia Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar Trwałe urazy: brak tylnej, lewej łapy (-2zr, -2sz na stałe)
wysoka, krótkowłosa, orientalna, czekoladowa kotka o pomarańczowych oczach, brak tylnej lewej łapy
Piórko straciła swoją energię. Tak duża ilość śmierci niezwykle ją przytłoczyła - stała się przez to wyciszona, nieco wycofana. Straciła również swoją pewność siebie - raczej już nie podchodzi do kotów sama z siebie. Po prostu czeka, aż ktoś podejdzie do niej albo w ogóle nie podejdzie. Nie jest pewna swoich kroków, boi się podejmować jakieś drastyczniejsze kroki. Zaczęła też uważać się za szkaradną oraz nieprzydatną przez to, iż straciła łapę. Był to główny powód, przez który nie wracała do klanu. Nie chciała być ciężarem dla klanowiczów.
Mimo to, gdy już złapie z kimś dobry kontakt, to bardzo troszczy się o drugiego kota. Zaczyna też wtedy nieco bardziej się otwierać i rozmawiać. Nie tak dużo jak kiedyś, ale zawsze coś!
Siedziała spokojnie z łapą zanurzoną w rzece. Czekała i czekała, jednocześnie czując, jak ogarnia ją spokój. Siedząc i czekając, czuła się tak bezpiecznie. Co raz bardziej tak, jak księżyce przed zaginięciem. I gdy tylko poczuła skubanie w łapę. Skupiła się, po czym zamachnęła się łapą, wyciągając uprzednio pazury. Liczyła, iż uda jej się wybić rybę na brzeg i będzie mogła ją dobić.
Every night in my dreams
I see you, I feel you That is how I know you go on
Far across the distance
And spacesbetween us You have come to show you go on
Jej niezachwiany spokój, opanowanie oraz skupienie na zadaniu popłaciły. Udało jej się dokładnie tak, jak tego chciała — złapała rybę w pazury, wyrzuciła ją z wody na brzeg, a na nim piszczka oficjalnie dokonała żywota. Jak się wówczas okazało, była to bystrzanka; jeden z większych osobników, ale wciąż niewielkich rozmiarów rybka z charakterystyczną linią boczną.
Łabędź nic nie mówił ani się nie ruszał, oddając Piórku pełną decyzyjność odnośnie tego, co postanowi zrobić dalej. Szło jej nieźle, wyglądała na zrelaksowaną, ewidentnie była w swoim żywiole... mogli zostać tu jeszcze trochę. Albo ruszać dalej, gdyby wyraziła taką chęć.