Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Powiedział, że "serio", więc to prawie jakby przysięgał, że się nie zgrywa głupio, ale do nurtowej mordki chyba na stałe przykleił się niedowierzająco-zszokowany wyraz. Właściwie nie wiedziała nawet, dlaczego. Sama nie widziała się na miejscu Oriona, rzucającej całe dotychczasowe życie dla jakiegoś samotnika, chociaż z drugiej strony patrząc, miała o wiele więcej do poświęcenia od niego! No bo co w zasadzie robi taki samotnik? No właśnie. No i, jakby nie patrzeć, to dokładnie tego kota nakryła kiedyś na zbieraniu kwiatków dla kogoś. Długie księżyce temu, ale chybotka wie tak naprawdę, może tamto niepozorne wydarzenie powinno dać jej do myślenia!!
Sapnęła mimowolnie, dziwnie nieusatysfakcjonowana uzyskaną prawdą. Ba, poczuła coś znajdującego się na drugim biegunie, niemalże niezadowolenie. Co tak nagle wszyscy wokoło zaczęli podejmować Wielkie Ważne Decyzje? W jakim świetle stawiało to ją, która swoją grę końcową miała za sobą? O Gwiezdni, to brzmiało okropnie, kiedy tak zacząć się zastanawiać.
Dlatego lepiej się nie zastanawiać.
– Co ty możesz wiedzieć o drapieżnikach po klanowej stronie granicy? Znaczy teraz to dobra, ale wcześniej? – zrobiła to, co zawsze psuło jej humor, ale paradoksalnie w pozytywny sposób, czyli: uczepiła się pierwszej z brzegu głupotki, byle tylko ruszyć mordką. – Przynajmniej jedno ma sens! Gdybyś nazywał się Mysia Łapa albo coś takiego, to dopiero byłoby dziwne!
Na temat znajomości czy nieznajomości azalii wolała się nie wypowiadać. Na pewno znała, przecież długi czas spędziła na Osiedlu!! Nie potrafiła jednak powiedzieć, jak taki kwiatek wyglądał, to i się nie wychylała z zapewnieniami, które Orion pewnie jeszcze chciałby zweryfikować.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Może gdyby bardziej zwracał uwagę na dźwięki z telewizora w dzieciństwie to by mu ta wypowiedź odblokowała zakurzone wspomnienia (nim by sobie przypomniał, że jednak tekst brzmiał zupełnie inaczej), ale jakoś zwykle grające pudło umykało jego uwadze.
– No jak to skąd? Z chyba oczywiste, że z rozmów z klanowymi kotami, które uwielbiają jęczeć jak to im ciężko w życiu nie jest. W lesie, który próbuje ich zabić na każdym kroku. I widzisz, z zewnątrz to brzmi jak zwykłe dramatyzowanie, od wewnątrz w sumie wciąż trąci przesadą, ale widzę już skąd im się to wtedy wzięło. – był całkiem zadowolony, że rozmowa potoczyła się takim torem, co tu się oszukiwać. Co prawda ciężko było uwierzyć, że dywersja aż tak dobrze zadziałała, że mikrob porzucił w stu procentach temat, o który tak cisnął, więc pojawiało się pytanie dlaczego teraz Nurt odpuściła. Ale poznanie na nie odpowiedzi nie było na liście priorytetów Oriona. – Ale proszę cię, w życiu bym się nie zgodził na Mysią Łapę czy inną Szyszkę, przynajmniej minimum godności trzeba zachować. – prychnął i zarzuciłby grzyweczką teraz, gdyby tylko natura nie poskąpiła ich kotkom. – Ale jak już o myszach i niebezpieczeństwach to mi się coś przypomniało. Jak dobrze znasz swoje koleżanki po fachu z Cienia?
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
– Gdyby samotnicy mieli teren, który muszą bronić, to też częściej stawialiby czoła drapieżnikom, co to za sztuka wiecznie chować głowę w piasek! – Uderzyła ogonem o ziemię. Rozmowa nie do końca dotyczyła tej kwestii, ale możliwość wbicia szpileczki nieklanowym kotom zawsze w cenie. Nurt nie była tylko pewna, czy nadal uderzało to bezpośrednio w Oriona, który, technicznie rzecz ujmując, samotnikiem przestał być. – Wiesz, i tak spodziewałabym się raczej, że sam zaproponujesz imię. Ciężko mi sobie wyobrazić, że zgodziłeś się na pierwszą propozycję, musiało ci serio zależeć na tym dołączeniu!!
Chyba że tylko w rozmowach z nią zawsze znajdował jakieś ale, natomiast to ewentualność, jakiej popielata nie przyjmowała do siebie. I już otwierała pyszczek, by kontynuować poniekąd urwany wątek, którego przecież nie mogła odpuścić na wieki nawet pomimo niekoniecznie sympatycznych odczuć, jakie mu towarzyszyły, kiedy świeżo upieczony Wichrzak zadał pytanie. Nietypowe dość.
– No... trochę znam – zaryzykowała odpowiedź. Koleżanki, więc nie Wzburzoną Łapę, z którym spotkania były najświeższe, bo pozostałe cieniste terminatorki medyka to najwyżej widziała. Dosłownie akurat z Rwącą i Huraganową Łapą nie miała okazji zamienić słowa, a ten musi pytać akurat o nie, specjalnie to robi! – A co?
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– No jak tu nie ma nawet przed kim chować głowy w piasek. Przyjemna okolica do życia, zupełnie jakby brak podziału terytorium sprawiał, że nawet drapieżnicy stają się przyjaźniejsi. To dopiero ciekawa teoria. – a Orion oczywiście był skłonny poprowadzić badania nad tym wpływem podzielonych terenów na zachowanie lokalnych drapieżników. W sumie nawet teraz jak się nad tym jedynie pobieżnie zastanawiał to musiało coś w tym być. Koty ściśnięte na ograniczonym terenie stanowiły konkurencję dla pozostałych mięsożerców, wywierały presję, przez co częściej dochodziło do konfliktów.
Fascynujące. Nie, wróć, rozmowa.
– Nie miałem żadnej propozycji, bo to tylko imię w sumie. – wzruszył barkami. – Znaczy jasne, jakby Lawendowa Gwiazda zaproponowała coś ciężko brzmiącego czy ogólnie bezsensownego to bym się nie zgodził, bez przesady. Ale azalie są ładne, nie brzmią źle, ujdą. I tak się przedstawiam tym imieniem tyle co wcale. – krótka chwila namysłu i nachylił się by dodać konspiracyjnym szeptem. – Ale gdyby upierała się przy głupich propozycjach to miałem przygotowaną poruszającą historię o tym czemu moje imię jest dla mnie takie istotne i o jego zupełnie naturalnym pochodzeniu, od lokalnych kwiatków czy motylków. I zaraz by wszyscy wierzyli, że Orionowa Łapa ma sens.
No i fajnie. Już zapobiegł zmianie opinii na własny temat, Nurt wciąż go mogła mieć za najgorszy sort kota, prawda?
– A bo widzisz, nie wiem czy mogę ci opowiedzieć o swoich spotkaniach z Rwącą Łapą, czy zaburzy to twoją opinię na jej temat. Tego byśmy przecież nie chcieli.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Nurt była raczej bliżej stwierdzenia, że ktoś tu sobie dorabiał teorię dla poprawienia własnego samopoczucia. Nie pojawiały się te drapieżniki znikąd, nie? Zgoła odwrotnie, oddałaby wąs za to, że rodziły się gdzieś tam i dopiero stamtąd najeżdżały teren Gromu... czy tam innego Klanu, wiadomo. I co, miała uwierzyć w celowe unikanie samotników w przerwie między jednym a drugim?? A może w immunitet na przemoc dla kotów podobnych Orionowi? Nawet gdyby chciała w coś podobnego uwierzyć, doświadczenie mówiło coś innego!
– Po prostu miałeś szczęście i tyle. – Trzepnęła uchem. – Pokaż mi przyjaznego drapieżnika, to pogadamy!
Napotkała pewne trudności z przyjęciem do wiadomości, że dla niego imię to tylko imię, za to dalsza część wypowiedzi brzmiała o wiele bardziej jak on. Wybałuszyła gały.
– Coś ty, Lawendowa Gwiazda nigdy by się na nie nie zgodziła!! – zaprotestowała odruchowo, zaraz jednak targnęły nią wątpliwości. Wicher był... specyficzny. Nie tyle pod względem imion, co ogólnie, ich władza wywijała dziwne numery, sama widziała i słyszała! Tyle że jej osobiście nie podobała się wersja, w której oriental zostaje Orionową Łapą, to się zwyczajnie nie godzi!
Poprawiła się w siadzie, wyraźnie miotając się między dwoma opcjami. Prowadzenie dalszego przesłuchania czy ploteczki okołomedyczne??? Zwykle nie miała nic przeciwko skakaniu z tematu na temat, ale tutaj ewidentnie czuła, jak smakowity kąsek wyślizguje jej się z łap.
– Możesz – zgodziła się łaskawie, a wyraz szarej mordki jasno wskazywał, że nie przyjmuje żadnych wykrętów.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Mogę pokazać. – zgodził się natychmiastowo, bez jakiegokolwiek wahania. Wiedział gdzie można znaleźć przyjaznych drapieżników przy obecnych założeniach, wymagało to jedynie małej wycieczki na osiedle. Błysnął więc kłami w uśmiechu. – Tylko o co chcesz się założyć, hm? – wiadomo, dla samej kontynuacji rozmowy też było warto, ale co stało na przeszkodzie, by zrobić z tego mały zakład? Z pewnością by urozmaicił sprawę.
– Czemu by się miała nie zgodzić? Sama zaproponowała kwiatka, który nie występuje lokalnie, nakłonienie jej do uwierzenia w nieistniejący gatunek nie byłoby dla mnie problemem, gdyby mi na tym faktycznie zależało. – już nawet nie wnikał w to jaka Lawendowa Gwiazda była, wierzył w swoje umiejętności manipulowania słowem na tyle, że mógłby każdemu przywódcy sprzedać swoje kłamstwo. Był o tym przekonany w stu procentach. A to, że popielata staruszka była jaka była jedynie ułatwiało sprawę. Ale oriental tego nie potrzebował by dopiąć swego, wiadomo.
– Mogę? Czyli nie masz raczej zbyt wysokiego zdania o niej, skoro nie obawiasz się utraty szacunku? – przechylił lekko łeb. Nie planował przeciągać tej opowieści, ale jakoś tak... samo wyszło, zważywszy na lakoniczną odpowiedź pręguski.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
– Dobra – zaaprobowała równie natychmiastowo, przekonana, że prędzej Orion osiwieje a potem wyłysieje, niż wskaże jej prawdziwie przyjaznego drapieżnika. Aż by mu łapkę serdecznie uścisnęła jako oficjalne przyklepanie umowy, o ile miałaby pojęcie o tego typu gestach. – A co, mieć rację to mało??
Czego jeszcze chciał? Nurt zapewne widziałaby tu łatwy sposób na zgarnięcie głównej nagrody, sęk w tym, że niewiele było rzeczy, których nie mogła załatwić sobie sama, a jak. Dla niej nietęga mina zuchwałego nie-samotnika była wystarczająco miłym zwieńczeniem zakładu.
– Najwyraźniej gdzieś występuje, inaczej by nie proponowała! – upierała się. Niemożliwe, by pozostałe Klany nadawały imiona od czapy, nie? Nawet wyjątkowość Gromu miała swoje granice, nie mogli być jedyni przykładni.
Zmarszczyła nos, kiedy cynamonowy znów ewidentnie dopowiadał sobie coś, czego nie powiedziała. I nie powie, ze względu na dzieloną przez nie profesję, jakąś lojalność trzeba mieć.
– Musiałbyś się bardzo postarać, żebym straciła do niej szacunek! – odparła z niewzruszoną pewnością, choć Gwiezdnymi a prawdą, tego szacunku obecnie miała tyle, co kot napłakał. Nie znały się. Jasne, fajnie, że Rwąca podążała tą samą medyczną ścieżką, ale zetknięcie się z cyrkiem Lśniącej Sadzawki było o stokroć bardziej dewastujące od potencjalnych kompromitujących informacji o nieznajomej początkującej medyczce!
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Jeśli dla ciebie to wystarczające to spoko, ale ja jestem przyzwyczajony do posiadania racji, nie? Więc nie obraziłbym się, gdyby urozmaicić zakład. – wyjaśnił Nurcikowi pewną oczywistość, której chyba tu nie dostrzegała. Może ze względu na swoje niskie łapki miała problem z dostrzeżeniem jego perspektywy, była taka możliwość.
– Gdzieś owszem, ale nie lokalnie. – powtórzył jeszcze raz. – Może Lawendowa Gwiazda w swoim długim życiu wybrała się na osiedle i miała okazję poznać te kwiatki w jednym z ogródków, ale nie jest to nazwa kojarzona przez większość klanu. Więc stąd prosta droga do wciśnięcia nazwy, której nie kojarzy nikt, byle wiarygodnie uzasadnić. Dorzucić wzruszającą historię by wejść na sumienie i gotowe. – wyłożył jej znowu teorię, żeby sobie nie myślała, że to przeszkoda nie do przeskoczenia. Ba, w tym wypadku nawet nie trzeba było skakać, starczyło spokojnie przejść obok.
– Nie zamierzam się starać akurat, jedynie opowiedzieć jak było. – wzruszył barkami. – Ale to słuchaj. Pierwsze spotkanie. Idę sobie spokojnie wzdłuż granicy z Cieniem, słonko świeci, sympatyczny dzionek. I nagle widzę ciekawy obrazek u sąsiadów. Czarno-białą kotkę uciekającą przed siódemką... albo ósemką? Chyba ósemką wygłodniałych szczurów. Myślę sobie, sytuacja nietypowa, ale z drugiej strony Pochmurna Łapa opowiadała mi kiedyś o tym jak ją prawie zjadły szczury. Chyba posmakował im jej palec i wróciły z kolegami po więcej. Chyba tak było, ale brakuje mi pewności, stare dzieje. Ale czy to nie ciekawe, że kolejna medyczna terminatorka, na którą szczury ostrzyły sobie swoje długie kły? Bo i tym razem prawie im się udało ją zjeść, gdybym nie wkroczył to już dawno cienisty patrol przekazałby informację o niefortunnej śmierci jednej z terminatorek medyka. Zresztą nawet, gdy zgarnąłem uwagę większości ekipy, a na jej ogonie wisiały zaledwie dwa szczury, wciąż miała problem z wyjściem z sytuacji w jednym kawałku. No i w sumie nie wyszła. Zemdlała ze zmęczenia, utraty krwi czy zażenowania.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
– Phi, się zdziwisz jeszcze, bo tym razem nie będziesz mieć racji. – Również wygłosiła oczywistość, której to dla odmiany Orion nie był świadom. Jeszcze. I w sumie kiedy się nad tym zastanowić, też nie miałaby nic przeciwko, żeby coś, jakiś dodatkowy warunek do spełnienia miał mu później przypomnieć o sromotnej porażce. Tak dla większego efektu. – To jak chcesz go urozmaicić?
Dalsze upieranie się w kwestii kwiatków musiała sobie odpuścić, bo fakty miały się tak, że azalie były jej obce, i nawet jeżeli gdzieś je widziała (tu wątpliwości brak!), to nie w miejscu, jakie oriental zgodziłby się zakwalifikować jako lokalnie. Należało obrać z lekka inny front.
– No właśnie, miała okazję poznać, taka propozycja ma sens jakiś. Bo wychodzi od niej! Zgodzenie się na coś, czego nikt poza tobą na oczy nie widział, nie przyszłoby jej łatwo. Wcale by jej nie przyszło i musiałeś to wiedzieć, dlatego się nie upierałeś! Już widzę, jak ci nadaje imię wzięte z mysi bobek wie skąd, mhm. – Gdyby znała historię Wichru minimalnie lepiej, nie miałaby co do tego pewności, a wręcz zmuszona zostałaby zgodzić się z rozmówcą. Na szczęście nie znała i mogła trzymać się swojej wersji, która bardziej zasługiwała na określenie jej prawdopodobną.
Nadstawiła uszu, ciekawa, co miał do powiedzenia na temat jej koleżanki po fachu. Tak na wpół ciekawa, wiadomo, słowa Oriona bierze się ze szczyptą sceptycyzmu! I... o kurczę, niezła akcja. Znaczy się, córa Żubrzycy nie podchodziła do niej specjalnie emocjonalnie, lecz trudno nie odnotować, że Cieniści to coś szczęścia nie mieli, zwłaszcza ci z Trójki (czwórki, piątki, szóstki... jak zwał tak zwał) Klanowej.
– O rany, oni to przyciągają problemy chyba! – miauknęła w niesmaku, jakby to ich wina była. – Ale ósemka szczurów to nie byle co, bez przesady, bym miała od razu do niej tracić szacunek! Pewnie gdyby ich najpierw nie wymęczyła, to byś sobie tak łatwo z nimi nie poradził!
Więc niech nie robi z siebie wielce wspaniałego bohatera!!
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– No to zobaczymy kto ma rację. – skwitował ostatecznie z szerokim uśmiechem, by się nie przepychać w nieskończoność odnośnie tego kto się zdziwi. A co do kolejnego pytania, wzruszył barkami. – Nie wiem jeszcze, liczyłem że ty wykażesz się kreatywnością i coś wymyślisz.
Oczywiście mógł sam na coś wpaść, zero problemu, ale chciał być miły i dać koteczce pierwszeństwo wyboru w jaki klimat pójdą z tym.
– No i właśnie tu się mylisz. Gdyby nie znała żadnych roślin i zwierząt spoza tego obszaru to faktycznie mogłaby podchodzić do takich propozycji sceptycznie, ale skoro poznała azalie, może jakieś draceny czy inne takie, to łatwiej by jej było uwierzyć i w oriony. Bo skoro istnieją te, to czemu nie również inne. Poza tym nie miałaby powodów by podejrzewać mnie o zmyślanie kwiatków, nie każdy jest równie negatywnie nastawiony co ty. – pokazał jej język. Zupełnie po szczeniacku. Żeby przypadkiem sobie nie pomyślała, że to Niezwykle Poważna Dyskusja, chociaż z nią to loteria, moze ten drobny gest ją odpali totalnie. Nie do końca jeszcze łapał mechanizmy zachodzące w jej mózgu.
– No ona to z pewnością przyciąga. – potwierdził, bo miał jeszcze jedną historię do potwierdzenia tej teorii. – Ehe, całą ósemkę miała bardzo krótko na swoim ogonie, to już ustaliliśmy. Więc szkoda, że przy okazji wymęczania ich to bardziej wymęczyła samą siebie, niezbyt to strategiczne z jej strony było. I jasne, może trochę dłużej bym się z nimi użerał, ale wciąż nie stanowiłyby zagrożenia dla życia, proszę cię. Powiedz mi, czy jakbyś spotkała osiem szczurów to już byś się pakowała na Srebrną Skórkę?
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
– Aha, tylko kiedy?? – dopytała, bo przecież... – Nie ma opcji, że teraz, ale nie wywiniesz mi się, skoro już obiecałeś! Chcę zobaczyć te p r z y j a z n e drapieżniki – specjalnie to słowo zaakcentowała, tak aby Orion nie miał wątpliwości co do jej nastawienia. Prędzej jeże zaczną latać, niż uwierzy w taką abstrakcję.
Widząc język orientala, medyczka nabrała powietrza do polików. Tłumaczy jak głupiej, a nie miał do czynienia z kimś niespełna rozumu!
– Mogą sobie istnieć i kwiatki-oriony, i kwiatki-askeladdy nawet, proszę bardzo, tylko czemu miałaby się zgadzać na imiona po czymś, czego na oczy nie widziała??? To stoi o krok od imion typu obroża, to... to zupełnie nie po naszemu!! – zaprotestowała.
Dlatego te azalie też jej nie grały, chyba że nie był to jeden z tych kolorowych kwiatków urozmaicających osiedlowe prostokąciki trawy, na których dwunożni lubili się kręcić. Wierzyła w rozum Lawendowej Gwiazdy, czymś musiała się kierować. Czymś więcej niż cudzymi zapewnieniami, że tak, tak, coś takiego istnieje, bez ściemy!
– No...! Jasne, że nie! – Ona była ulepiona z tej samej gliny co Żubrza Gwiazda. Czyli najtrwalszej, tak dla rozwiania wątpliwości. Nie każdy miał tyle szczęścia. – Ale nie wiesz, co działo się wcześniej, zanim tam przyszedłeś, nie?? Może już wtedy była osłabiona, albo ją zaskoczyły!
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– A kiedy masz czas na drobną wycieczkę? – odbił piłeczkę. Przecież z ich dwójki to ona piastowała ważniejszą rangę z większą ilością obowiązków (ewentualnie: tylko ona przejmowała się wywiązywaniem z nich), więc to od jej dostępności zależało kiedy się będą mogli wybrać na oglądanie przyjaznych drapieżników. W sumie mógłby pokazać jej owce i wmówić, że są mięsożerne. Albo kury, tu nawet nie trzeba było udawać, że posiadają krwiożercze skłonności, starczyło im wpuścić mysz na wybieg.
– Bo się dorzuci do tego wzruszającą historię, o tym, że to imię, które odziedziczyłem po zmarłym bracie i jest dla mnie szalenie ważne czy inny wyciskacz łez. Działa niezwykle często, w tym wypadku również by zadziałał, patrząc na sam powód przyjęcia, jestem pewny. – uzupełnił, niezbyt chętnie odwołując się do przyjęcia, bo jeszcze jej znowu przypomni o tym niewygodnym zagadnieniu, ale fakt faktem ładnie podkreślało prawdopodobieństwo powodzenia.
– No widzisz. Więc musisz przyznać, że osiem szczurów to jednak nie jest zagrażające życiu wyzwanie. – podchwycił chętnie. – I jasne, że nie wiem, być może faktycznie zbieranie ziółek aż tak osłabiło biedaczkę. Tak samo jak musiało ją osłabić innym razem, gdy spotkałem ją po raz drugi, tym razem atakowaną przez gawrony. Tak ją obsiadły, że nie dało się jej rozpoznać.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Wzruszyła barkami.
– Teraz łatwo się zgadać, ciągle jesteś w pobliżu. No, chyba że siedzisz tutaj, nie wiadomo czemu. Legowiska ci żałują? – Nadal nie wierzyła w to, co mówiła. Nie wierzyła w Oriona w Klanie. Ta okoliczność znajdowała się w top 20 rzeczy, które się nie zdarzają. – Tu problemu nie ma, ale co, na zawołanie takiego drapieżnika znajdziesz??
Niech będzie (od biedy), że one istnieją i nawet da się jej jednego pokazać. Świetnie. Tylko nadal musieliby liczyć na niesamowity zbieg okoliczności raczej, że akurat kiedy mają czas, widzą się i w ogóle, taki zjawia się znikąd!
– No nie wiem, imię to nie to samo – mruknęła. I zaraz się ożywiła: – A właśnie! To co to za kot, dla którego dołączyłeś? Ty mi tu o Rwącej Łapie, a wcale nie skończyłeś tamtego...! Czekaj, co? Drugi raz ją spotkałeś, jak ją coś atakowało???
Nie przesłyszała się aby przypadkiem? Może to wcale nie cienista klątwa życia w Cieniu, a Orion sam jakieś sztuczki z drapieżnikami sobie wymyślił!
– I co było dalej?
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Wcześniej też byłem ciągle w pobliżu. – zauważył, bo obszar przebywania jakoś bardzo mu się nie zmienił od dołączenia do Wichru. Szczególnie teraz, gdy częściej urywał się z patroli pod pretekstem spraw rodzinnych. – A z legowiskami to weź mi nie mów nawet, kot na kocie, każdy oddycha, chucha, ciepło jest niemiłosiernie na takiej zamkniętej przestrzeni, wilgoć przeokrutna się robi, warunki nie do życia. Znaczy wiesz, niby każdy ma swoje miejsce, ale ja nie wiem w jakim świecie to są komfortowe warunki do snu. – ponarzekał sobie. Akurat na ten temat mógł się żalić chętnie. – Nie no, na zawołanie to nie przesadzajmy, nie? Najpierw bym musiał się upewnić czy dalej występują w tych rejonach co zapamiętałem, jeśli tak to znalezienie ich z tobą później nie powinno być problemem.
Ale wiadomo, zlokalizowanie wspomnianych drapieżników najlepiej żeby nastąpiło w niewielkim odstępie czasowym od właściwej wycieczki.
Przyduże uszy lekko drgnęły w tył, gdy skubana sobie jednak przypomniała o kocie, który mu wywrócił życie do góry nogami, ale chwalmy pana i skupienie godne złotej rybki, bo zaraz ją zainteresowało drugie spotkanie z Rwącą. Mógł się na nim skupić póki co. Dla czystości konwersacji, by nie mieszać miliona tematów.
– Aha, dwa razy ją spotkałem i dwa razy ją coś atakowało. Niby niewiele razy, obiektywnie patrząc, ale wciąż dziwne, że się tak przytrafiło. – potwierdził ze skinieniem łba. – A dalej to wiesz, tym razem również jej pomogłem, bo wydawało mi się to śmieszne, że tak się znowu spotkaliśmy. Gdzieś w międzyczasie jeszcze dołączyła do nas ich zastępczyni. To dopiero było zaskoczenie, bo poprzednim razem nikt się nie kwapił do pomocy, dopiero jak zemdlała to zjawił się jakiś puchaty niebiesko-biały i ją zawinął pośpiesznie do obozu.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
– Nie zauważyłam jakoś. – Takie fakty, jak często się widywali niby? Co prawda rzadkie spotkania nie dziwiły, Nurt miała lepsze zajęcia od nagminnego patrolowania granic (nie robiła tego nigdy), a opuszczała tereny Klanu dość nieregularnie, zwykle pod wpływem impulsu. Ale to szczegóły.
Uśmiechnęła się pod nosem, uniosła łapkę i nonszalancko przejechała ozorem po białych paluszkach.
– Nie wiem, jak to jest, ja nigdy nie musiałam spać w wielkiej kupie kotów – miauknęła niby od niechcenia, oczywiście bez żadnego cienia jadowitej satysfakcji, skądże znowu. – Hmm, na upartego to jak byłam kociakiem, bo wiadomo, że z rodziną się jest wtedy, ale nawet nie w kociarni z innymi miotami, a w jaskini z mamą.
A później lecznica i te sprawy, nie spędziła pojedynczej nocy w legowisku terminatorów! Co niegdyś stanowiło źródło małych smuteczków, teraz te czasy były daleko za nią i mogła pamiętać wyłącznie o pozytywach.
– W jakich rejonach? – dopytała. – Wiesz, muszę wiedzieć, ile czasu mam sobie zarezerwować!
Miał do czynienia z zapracowanym kotem, bądź co bądź, warto zaznaczyć! Aczkolwiek pytanie o szczegóły wiązało się przede wszystkim z ciekawością, co mu chodziło po głowie i o jakich drapieżnikach mowa.
– Zastępczyni! I co, doceniła starania, czy kazała ci się wynosić? – Nie dało się przewidzieć, po pierwsze dlatego, że: Cień, a po drugie... Co kot, to spojrzenie na temat przekraczania granic. I niby fajnie, że pomógł ich terminatorce medyka, ale pręguska znała realia, akty heroizmu nie zawsze spotykały się z samym podziwem! – To się Rwąca Łapa musiała zdziwić... Uważaj, jeszcze jeden taki przypadek i zacznie posądzać cię o spisek z drapieżnymi stadami!