Księżyce: 40 Mistrz: mama Tsunami Płeć: kotka Matka: Tsunami Ojciec: ... (Baranie Runo) Trwałe urazy: brak 60% ogona
Rosomak to średniej wielkości kotka o długim, szylkretowym futerku. Jest ono wiecznie rozczochrane, głównie czarne poza rudą plamką na karku i białymi włosami na pyszczku, szyi, brzuchu i łapach – skarpetki u jej przednich łap są krótsze, zaś u tylnych zakrywają większość łapy. Biel na mordce kotki ciągnie się ponad sam pysk, tworząc cienką linię między dwukolorowymi, okrągłymi oczami. Lewe jest niebieskie, a prawe żółte. Rosomak ma długi, puszysty ogon i dosyć masywną budowę, długie łapy z różowymi poduszeczkami, oraz wiecznie zaciekawioną, poważną minę.
Bardzo ciekawska wszystkiego koteczka, dosyć uparta we wszystkim co robi. Jest aż zbytnio poważna, przynajmniej na zewnątrz – nie uśmiecha się często, zazwyczaj bierze słowa innych kotów na serio. Pełna energii, ekscytacji wszystkim co dzieje się wokół, gotowa poznawać świat i inne koty, choć zazwyczaj i tak trzyma się najbliższej rodziny, która jest dla niej najważniejsza. Miewa problemy ze zrozumieniem tego, co czują inni, jednak zależy jej na ich dobrym samopoczuciu. Rosomak jest aż zbytnio odważna, niewiele rzeczy ją rusza i przeraża.
Niedźwiedź (Klan Cienia), Raniuszek (zaginieni), Pajęcza Łapa (MGBG) i kilka innych trupków
Może faktycznie nic by z dalszej rozmowy na ten temat nie wynikło, ale Rosomak mogłaby tak dalej dyskutować. Naprawdę nie rozumiała, skąd takie smutne przekonanie u mamy Gronostaja… jednak nie naciskała już dalej i gdy kocur zakończył temat, ona szybko zajęła się czymś innym - wspinaczką.
Obserwowała Gronostaja uważnie, gdy się wspinał. Robił to ze znacznie większą wprawą niż ona - właściwie ani trochę jej to nie dziwiło, bo był to jej pierwszy raz. Patrzyła na niego z podziwem.
- Chcę się kiedyś wspinać tak dobrze jak ty. - stwierdziła gdy tylko kocur znalazł się obok niej. Cieszyła się, że postanowił ją tego nauczyć. Bawiła się bardzo dobrze.
- Fajnie - zgodziła się, opierając się lekko bokiem o bark Gronostaja. Może dlatego, że obawiała się utraty równowagi, a może dlatego że po prostu chciała bliskości. - Tak dużo stąd widać… Podoba mi się. Będziemy wychodzić wyżej?
Dopóki nie zbliżysz się do niego na odległość pozwalającą go powąchać, będziesz przekonany, że masz do czynienia z kotką. Kociak ten jest bardzo mały, o bardzo delikatnej, kruchej budowie. Ma małą, trójkątną głowę, cienki ogonek, drobne, wysoko osadzone uszka i wąski, ciemnoróżowy nos z ciemną obwódką.
Gronostaj jest drobny i nieduży i są to zdecydowanie jego wady. Jego w zasadzie jedyną zaletą jest to, że… no cóż, jest prześliczny. Posiada wielkie, zielono-żółte oczy z ciemną oprawą, która koloruje na czarno również kącik jego oka, co sprawia, że wydaje się ono dłuższe i jakby potraktowane ludzkim makijażem. Ma jasne, prawie zupełnie białe futerko z niemal zupełnie czarnymi, tygrysimi pręgami (broken mackerel). Większość jego wąsików jest biała, jednak kilka z nich miło akcentuje na czarno. Wąski pasek futerka wokół oczu Gronostaja jest biały i mimo, że można odnieść wrażenie, że wszystko, co nie jest pręgami na jego futerku jest białe, kiedy patrzy się na owe paski przy oczach, okazuje się, że jednak nie do końca.
Niewiele można o nim powiedzieć. Starsze od siebie koty traktuje z szacunkiem i lekkim przestrachem. Jest spostrzegawczy i ciekawski ale zdecydowanie nie brawurowy. W zasadzie nie odróżnia się od innych kociąt: potrzebuje ciepła, uwagi i zabawy. Jeżeli ma te trzy czynniki po swojej stronie, jest szczęśliwym, zdrowym i grzecznym kocurkiem. Może się wydawać, że Gronostaj jest nieco za mało ruchliwy, jak na kociaka. Zamiast bójek czy biegania w kółko, często wybiera rozmowę o interesujących go sprawach.
Tundra (NŚ)
- Och, pewnie. Pewnego dnia możesz to nawet robić lepiej, niż ja. - mówię jej z pełnym zaangażowaniem. Nie uważam siebie za szczególnie zdolnego w żadnym temacie, dlatego też uważam, że przy dosłownie odrobinie wysiłku, Rosomak będzie w przyszłości mogła być w tym lepsza ode mnie. W zasadzie w czymkolwiek, naprawdę wierzę w jej możliwości.
- Prawdę mówiąc, powinniśmy się zmywać. Twoja mama chyba ukręci mi uszy, jak zobaczy, że tu siedzisz ze mną tak wysoko. - mówię i spoglądam w dół. Skoro nauczyłem ją włazić, powinienem teraz nauczyć ją schodzić. Odchrząkuję, by ponownie zwrócić na siebie jej uwagę. - Schodzenie jest podobne do wchodzenia. Musisz znaleźć dobre oparcie dla tylnej łapy i wtedy przenieść na nią część ciężaru ciała i drugą tylną łapą szukać oparcia. Cały czas trzymasz się kory przednimi łapami. Zasada jest taka, że zawsze musisz mieć trzy punkty podparcia - trzy łapy muszą cały czas trzymać twój ciężar. Zrobię to pierwszy. - mówię, czekam na jej odpowiedź i zabieram się do schodzenia z drzewa. Robię to sprawnie i dokładnie prezentuję Rosomak to, co przed chwilą opisałem jej w krótkim wykładzie. Kiedy znajduję się już na powierzchni kamieni, spoglądam na nią w górę. - Poradzisz sobie - mówię z uśmiechem z dołu.
Księżyce: 40 Mistrz: mama Tsunami Płeć: kotka Matka: Tsunami Ojciec: ... (Baranie Runo) Trwałe urazy: brak 60% ogona
Rosomak to średniej wielkości kotka o długim, szylkretowym futerku. Jest ono wiecznie rozczochrane, głównie czarne poza rudą plamką na karku i białymi włosami na pyszczku, szyi, brzuchu i łapach – skarpetki u jej przednich łap są krótsze, zaś u tylnych zakrywają większość łapy. Biel na mordce kotki ciągnie się ponad sam pysk, tworząc cienką linię między dwukolorowymi, okrągłymi oczami. Lewe jest niebieskie, a prawe żółte. Rosomak ma długi, puszysty ogon i dosyć masywną budowę, długie łapy z różowymi poduszeczkami, oraz wiecznie zaciekawioną, poważną minę.
Bardzo ciekawska wszystkiego koteczka, dosyć uparta we wszystkim co robi. Jest aż zbytnio poważna, przynajmniej na zewnątrz – nie uśmiecha się często, zazwyczaj bierze słowa innych kotów na serio. Pełna energii, ekscytacji wszystkim co dzieje się wokół, gotowa poznawać świat i inne koty, choć zazwyczaj i tak trzyma się najbliższej rodziny, która jest dla niej najważniejsza. Miewa problemy ze zrozumieniem tego, co czują inni, jednak zależy jej na ich dobrym samopoczuciu. Rosomak jest aż zbytnio odważna, niewiele rzeczy ją rusza i przeraża.
Niedźwiedź (Klan Cienia), Raniuszek (zaginieni), Pajęcza Łapa (MGBG) i kilka innych trupków
- Naprawdę tak uważasz? - koteczka rozbudziła się jeszcze bardziej, stawiając uszy pionowo w górę. Chciała wierzyć w to, że Gronostaj miał rację - niekoniecznie dlatego, że chciała być od niego lepsza, ale… brzmiało to bardzo fajnie. Chciała być dobra w tym co robiła - we wszystkim, jak najlepiej! Dlatego słowa kocura ją wyraźnie ucieszyły.
- Oh… czy musimy? - wymamrotała cichutko, trochę zawiedziona tym, że schodzą stąd tak szybko. Ale Gronostaj był dla niej tak miły, że nawet nie chciała się kłócić, więc zaraz trochę niezgrabnie uniosła się na łapkach na gałęzi i spojrzała w dół.
Słuchała Gronostaja ze skupieniem, choć była przekonana, że i bez tego wytłumaczenia dałaby sobie radę. W końcu to nie może być tak trudne… prawda?
- Dobrze. - odpowiedziała nieco pewniej gdy starszy kocur skończył swój wykład, po czym bez zawahania obróciła się by znaleźć odpowiednie oparcie dla tylnych łap. Wbiła pazurki w korę i zaczęła schodzić w dół, może trochę zbyt szybko, ale udało jej się nie spaść więc była wyraźnie dumna z samej siebie. Nie bała się, uważała że nie ma czego się obawiać. Co chwila zerkała na Gronostaja, jakby szukając jakiejś reakcji z jego strony, i być może to dlatego w pewnym momencie zagapiła się i nagle zorientowała, że nie ma oparcia pod tylnymi łapami. Zawisnęła na pazurkach przednich łap, a zaraz zupełnie odczepiła się od drzewa i, bardzo nieelegancko, spadła na ziemię. Instynkt się odezwał i zdążyła obrócić się w powietrzu i upaść na łapy, stając zaraz praktycznie na baczność. Uniosła ogon wysoko w górę i wlepiła spojrzenie okrągłych oczu w Gronostaja. Futerko na jej plecach uniosło się minimalnie w emocjach.
- Dziękuję. Że pokazałeś mi jak to się robi. - wymamrotała jakby nigdy nic, stając sztywno. Było blisko, mogła zrobić sobie krzywdę… ale nie przejęła się tym bardzo.
Drobna, klasycznie prążkowana ruda koteczka z białymi znaczeniami od brzuszka aż po bródkę wraz ze skarpetkami. Futerko ma długie, miękknie i wiecznie potargane. Oczka zaś ndal mają swą koięcą barwę.
Mirabela jest cichą i spokojną kotką, z pozoru wręcz leniwą i bujającą w obłokach. Cała jej uwaga jednak skupia się na obserwacji i fascynacji pięknem świata wokół niej. Ma oko do detali i łatwo widzi rzeczy których inni nie dostrzegają. Dzięki temu jest również empatyczna i zawsze chętna do uszczęśliwiana innych, czasem nawet kosztem swojej własnej wygody i komfortu. Ma również skłonność do widzenia we wszytskim samych najlepszych cech przez co niestety jest w stanie ignorować niebezpieczeństwa i czerwone flagi.
Małej koteczce coraz sprawniej wychodziło wskakiwanie na półkę, która prowadziła do wyjścia z kociarni. Jak zwykle, na zewnątrz powitał ją miły wietrzyk. Przymknęła oczka, ciesząc się tym doznaniem. Po chwili jednak rozejrzała się uważnie po okolicy, w poszukiwaniu nowych, nieznanych dotąd zakątków. Z lekkim żalem uświadomiła sobie jednak że zna już każdą kępkę i każdy nowy kwiatuszek w okolicy Ukrytej Pieczary. Wtem jednak dostrzegła coś, a raczej kogoś, kogo jeszcze nie widziała i to w miejscu w którym by się nie spodziewała. Na gałęźi pobliskiego drzewa, siedział jasny kot o ciemnych pręgach. Wydawał się obserwować... Zupełnie jak ona! Może w takim razie Mirabelce uda się z nim zaprzyjaźnić? I może nowo poznany będzie w stanie pokazać jej rzeczy, których sama nie zdołała jeszcze odkryć?
Ruda koteczka podeszła bliżej do drzewa na którym siedział pręgowany kot.
- Pseplasam! Ceść! Jestem Milabelka, a ty? - zawołała przyjaźnie na powitanie. - Co lobis? Cy ty tes lubis oglądać wsystko? Bo ja baldzo lubię oglądać i miśleć o zecach któle widze. Cy ty tes? - zasypała kota pytaniami. Zwykle nie była tak rozmowna, nie to co jej siostra, Oaza, ale tym razem była tak podekscytowana że nie była w stanie utrzymać tego w sobie chodźby chciała.
Dopóki nie zbliżysz się do niego na odległość pozwalającą go powąchać, będziesz przekonany, że masz do czynienia z kotką. Kociak ten jest bardzo mały, o bardzo delikatnej, kruchej budowie. Ma małą, trójkątną głowę, cienki ogonek, drobne, wysoko osadzone uszka i wąski, ciemnoróżowy nos z ciemną obwódką.
Gronostaj jest drobny i nieduży i są to zdecydowanie jego wady. Jego w zasadzie jedyną zaletą jest to, że… no cóż, jest prześliczny. Posiada wielkie, zielono-żółte oczy z ciemną oprawą, która koloruje na czarno również kącik jego oka, co sprawia, że wydaje się ono dłuższe i jakby potraktowane ludzkim makijażem. Ma jasne, prawie zupełnie białe futerko z niemal zupełnie czarnymi, tygrysimi pręgami (broken mackerel). Większość jego wąsików jest biała, jednak kilka z nich miło akcentuje na czarno. Wąski pasek futerka wokół oczu Gronostaja jest biały i mimo, że można odnieść wrażenie, że wszystko, co nie jest pręgami na jego futerku jest białe, kiedy patrzy się na owe paski przy oczach, okazuje się, że jednak nie do końca.
Niewiele można o nim powiedzieć. Starsze od siebie koty traktuje z szacunkiem i lekkim przestrachem. Jest spostrzegawczy i ciekawski ale zdecydowanie nie brawurowy. W zasadzie nie odróżnia się od innych kociąt: potrzebuje ciepła, uwagi i zabawy. Jeżeli ma te trzy czynniki po swojej stronie, jest szczęśliwym, zdrowym i grzecznym kocurkiem. Może się wydawać, że Gronostaj jest nieco za mało ruchliwy, jak na kociaka. Zamiast bójek czy biegania w kółko, często wybiera rozmowę o interesujących go sprawach.
Tundra (NŚ)
Nie mam pojęcia, skąd bierze się we mnie gniew czy też… nie, nie gniew. Skąd bierze się we mnie ta irytacja, która wzrasta we mnie kiedy rude kocię kończy swoją łamaną wypowiedź. Nie mam pojęcia dlaczego ale rozpala się we mnie płomień, który muszę jak najszybciej ugasić jeżeli nie chcę zranić młodej kotki, ewidentnie jednej z najnowszych nabytków Tsunami.
Co robię, żeby spróbować ujarzmić swoje emocje?
Przede wszystkim, nie schodzę do niej z drzewa. Czuję, że dystans pozwala mi nie wybuchnąć od razu z pełną mocą.
Odwracam się jednak pyskiem do kotki i posyłam uśmiech. Ostatecznie to nie jej wina i to nie na nią jestem naprawdę zły. Prawda?
- Nic nie zrozumiałem z tego, co powiedziałaś, poza tym że nazywasz się Milabelka. Możesz powtórzyć? - pytam, starając się brzmieć dużo przyjemniej niż się czuję. W zasadzie mi to wychodzi i dzięki temu płomień zaczyna przygasać.
Drobna, klasycznie prążkowana ruda koteczka z białymi znaczeniami od brzuszka aż po bródkę wraz ze skarpetkami. Futerko ma długie, miękknie i wiecznie potargane. Oczka zaś ndal mają swą koięcą barwę.
Mirabela jest cichą i spokojną kotką, z pozoru wręcz leniwą i bujającą w obłokach. Cała jej uwaga jednak skupia się na obserwacji i fascynacji pięknem świata wokół niej. Ma oko do detali i łatwo widzi rzeczy których inni nie dostrzegają. Dzięki temu jest również empatyczna i zawsze chętna do uszczęśliwiana innych, czasem nawet kosztem swojej własnej wygody i komfortu. Ma również skłonność do widzenia we wszytskim samych najlepszych cech przez co niestety jest w stanie ignorować niebezpieczeństwa i czerwone flagi.
Ojej. Musiała się postarać mówić wyraźniej. W końcu chciała żby wszyscy ją rozumieli. Więła więc wdech i postarała się powiedzieć to samo ponownie ale tym razem wyraźniej. Dla młodego kocięcia nie było to takie proste, zwłasza że nie często w ogóle się odzywała. Zaczęła się powoli.
- [b] Jak ma...sz na imie?[b] - wypowiadanie niektórych dźwięków przyssparzało jej kłopot ale starała się najlepiej jak mogła, mając nadzieję że tym razem kot z gałęzi ją zrozumie. - [b]I co r...obisz na dzewie? Czy... lubisz obser...wować? Bo ja bar...dzo lubię.
Mała Mirabelka nie wiedziała o tym że Gronostaj nie był w nastroju do rozmów. Nie rozumiała że fakt iż siedzi wysoko z dala od wrzystkich zapewne oznacza iż nie ma ochoty na towarzystwo. Kiedyś nauczy się czytać lepeij emocje innych ale na razie byłam młodym głupiutkim kociakiem.
Dopóki nie zbliżysz się do niego na odległość pozwalającą go powąchać, będziesz przekonany, że masz do czynienia z kotką. Kociak ten jest bardzo mały, o bardzo delikatnej, kruchej budowie. Ma małą, trójkątną głowę, cienki ogonek, drobne, wysoko osadzone uszka i wąski, ciemnoróżowy nos z ciemną obwódką.
Gronostaj jest drobny i nieduży i są to zdecydowanie jego wady. Jego w zasadzie jedyną zaletą jest to, że… no cóż, jest prześliczny. Posiada wielkie, zielono-żółte oczy z ciemną oprawą, która koloruje na czarno również kącik jego oka, co sprawia, że wydaje się ono dłuższe i jakby potraktowane ludzkim makijażem. Ma jasne, prawie zupełnie białe futerko z niemal zupełnie czarnymi, tygrysimi pręgami (broken mackerel). Większość jego wąsików jest biała, jednak kilka z nich miło akcentuje na czarno. Wąski pasek futerka wokół oczu Gronostaja jest biały i mimo, że można odnieść wrażenie, że wszystko, co nie jest pręgami na jego futerku jest białe, kiedy patrzy się na owe paski przy oczach, okazuje się, że jednak nie do końca.
Niewiele można o nim powiedzieć. Starsze od siebie koty traktuje z szacunkiem i lekkim przestrachem. Jest spostrzegawczy i ciekawski ale zdecydowanie nie brawurowy. W zasadzie nie odróżnia się od innych kociąt: potrzebuje ciepła, uwagi i zabawy. Jeżeli ma te trzy czynniki po swojej stronie, jest szczęśliwym, zdrowym i grzecznym kocurkiem. Może się wydawać, że Gronostaj jest nieco za mało ruchliwy, jak na kociaka. Zamiast bójek czy biegania w kółko, często wybiera rozmowę o interesujących go sprawach.
Tundra (NŚ)
Udało mi się opanować gniew. Dziecko Tsunami też zdaje się rozumieć i naprawdę stara się powtórzyć to, co wcześniej powiedziało. Staram się potraktować je z wyrozumiałością i spokojem. Biorę jeszcze jeden głębszy wdech i zeskakuję z gracją z drzewa. Dołączam do kotki na kamieniach i patrzę na nią z bliska. Jestem prawdopodobnie najbliżej któregokolwiek z nich od momentu, kiedy rozmawiałem z Tsunami, kiedy jeszcze była w ciąży.
Koteczka oczywiście jest śliczna, jak jej matka, jakże mogłoby być inaczej. Może na razie nieco głupiutka ale to ma szansę jeszcze się zmienić. Ma szansę zmądrzeć, nieco rozeznać się w świecie.
- Mam na imię Gronostaj. Pewnie znasz moją mamę, Zroszony Listek. Ma białą, krótką sierść. Kojarzysz? - pytam z głową lekko przechyloną na bok. Matka bywała dalej w kociarni i nie byłbym szczególnie zaskoczony, gdyby nie wkradła się do Tsunami i nie zajęła chociaż przez jakiś czas jej młodymi. Jest w końcu Piastunką, pomaganie w wolnym czasie matkom wydaje mi się dość oczywiste. - To moje ulubione miejsce do odpoczynku. Mogę być jednocześnie najdalej od obozu, jak się da i bardzo blisko niego. Trochę tu spokojniej niż na dole, a jednocześnie gdyby coś się działo, jestem bardzo blisko. Czy ja lubię obserwować? - pytam samego siebie, marszcząc intensywnie brwi. Prawdę mówiąc nie zastanawiałem się nad tym, czy to lubię. Robię to, bo to mnie uspokaja i sprawia, że mam poczucie kontroli. Czy dziecko będzie w stanie to zrozumieć? Nie sądzę. - Lubię. Koty zachowują się inaczej, kiedy myślą że nikt na nie nie patrzy. - wyjawiam jej, zerkając na jej pysk by dostrzec reakcję wywołaną przez moją wypowiedź.
- A ty, co lubisz najbardziej robić, Milabelko? - zagajam, przechylając lekko głowę na bok.
Drobna, klasycznie prążkowana ruda koteczka z białymi znaczeniami od brzuszka aż po bródkę wraz ze skarpetkami. Futerko ma długie, miękknie i wiecznie potargane. Oczka zaś ndal mają swą koięcą barwę.
Mirabela jest cichą i spokojną kotką, z pozoru wręcz leniwą i bujającą w obłokach. Cała jej uwaga jednak skupia się na obserwacji i fascynacji pięknem świata wokół niej. Ma oko do detali i łatwo widzi rzeczy których inni nie dostrzegają. Dzięki temu jest również empatyczna i zawsze chętna do uszczęśliwiana innych, czasem nawet kosztem swojej własnej wygody i komfortu. Ma również skłonność do widzenia we wszytskim samych najlepszych cech przez co niestety jest w stanie ignorować niebezpieczeństwa i czerwone flagi.
Mirabelka podziwiała jak z jaką gracją nowo poznany zeskakuje z drzewa. Jak on tam w ogóle wszedł? Ona też chciałaby tak umieć. Może jeśli ładnie poprosi to ten zdradzi jej swój sekret.
- Jak udało ci siem tam wejść? - zapytała gdy tylko kocur stanął na ziemi. Kiwała przy tym lekko ogonkiem, mając nadzieję że mówi wytarczająco wyraźnie.
Podczas gdy Gronostaj przyglądała się Mirabelce, ona przyglądała się jemu. Jego futerko było na prawdę śliczne, takiego mała zdecydowanie jeszcze nie widziała. Oczy również zwracały uwagę. Duże, mieniące się zielenią. Mirabelka zastanawiała się przez chwilę jak wyglądają jej własne oczy.
- Ładne imię - skomplementowała kota z uśmiechem. Na jego pytanie zastanowiła się przez chwilę, marszcząc nosek. Zroszony Listek, krótkie białe futro... - Znam! - odpowiedziała pochwili. Tak, czasem widywała taką kotkę.
Hmm... Tak to na pewno było dobre miejsce do odpoczynku. Tak samo jak tunel Artema. Mirabelka też hciałaby mieć swoje miejsce. Na pewno kiedyś je znajdzie a na razie zostanie przy odwiedzaniu rabatki. Bo to właśnie tam zazwyczaj można było ją znaleźć.
Bardzo zaciekariło ją to gdy Gronostaj powiedział iżkoty zachowują się inaczej gd myślą iż nikt nie patrzy. Czy na prawdę tak jest? Mirabelka często obserwowała inne koty ale nigdy nie myślała o tym czy zachowują się inaczej.
- Dlacego zachowujom sie inaczej? Jak inaczej? - przekrzywiła lekko główkę, nie do końca rozumiejąc na czym polegała różnica w zachowaniu kotów. Czemu miałyby się zachowywać inaczej?
Mirabelka lubiła dużo rzeczy. Jak miała wybrać ulubioną? Oj, było to niezwykle trudne. Przecież też lubiła obserwować. Lubiła uszczęśliwiać rodzeństwo i mamę. W sumie to lubiła uszczęśliwiać wszystkich. Lubiła drzemki na słoneczku i lekki wietrzyk w futerku. Lubiła spacerować po obozie i spędzać czas ze swoją rodziną. Lubiła poznawać nowych przyjaciół. Lubiła znajdować nowe roślinki i kamyczki. I jak tu wybrać z tego wszytkiego... Ruda kotka tak się zamyśliła że kompletnie zapomniała o obecności Gronostaja czy czegokolwiek innego tak na prawdę. Na moment cały świat przestał istnieć.
- Najbaldziej lubię... poznawać. Nowych przyjaciół, nowe miejsca... - miała nadzieję że taka odpowiedź ucieszy Gronostaja.
Dopóki nie zbliżysz się do niego na odległość pozwalającą go powąchać, będziesz przekonany, że masz do czynienia z kotką. Kociak ten jest bardzo mały, o bardzo delikatnej, kruchej budowie. Ma małą, trójkątną głowę, cienki ogonek, drobne, wysoko osadzone uszka i wąski, ciemnoróżowy nos z ciemną obwódką.
Gronostaj jest drobny i nieduży i są to zdecydowanie jego wady. Jego w zasadzie jedyną zaletą jest to, że… no cóż, jest prześliczny. Posiada wielkie, zielono-żółte oczy z ciemną oprawą, która koloruje na czarno również kącik jego oka, co sprawia, że wydaje się ono dłuższe i jakby potraktowane ludzkim makijażem. Ma jasne, prawie zupełnie białe futerko z niemal zupełnie czarnymi, tygrysimi pręgami (broken mackerel). Większość jego wąsików jest biała, jednak kilka z nich miło akcentuje na czarno. Wąski pasek futerka wokół oczu Gronostaja jest biały i mimo, że można odnieść wrażenie, że wszystko, co nie jest pręgami na jego futerku jest białe, kiedy patrzy się na owe paski przy oczach, okazuje się, że jednak nie do końca.
Niewiele można o nim powiedzieć. Starsze od siebie koty traktuje z szacunkiem i lekkim przestrachem. Jest spostrzegawczy i ciekawski ale zdecydowanie nie brawurowy. W zasadzie nie odróżnia się od innych kociąt: potrzebuje ciepła, uwagi i zabawy. Jeżeli ma te trzy czynniki po swojej stronie, jest szczęśliwym, zdrowym i grzecznym kocurkiem. Może się wydawać, że Gronostaj jest nieco za mało ruchliwy, jak na kociaka. Zamiast bójek czy biegania w kółko, często wybiera rozmowę o interesujących go sprawach.
Tundra (NŚ)
- Użyłem pazurów i mięśni łap - mówię, wzruszając ramionami, bo jak inaczej mam wyjaśnić, jak tam wszedłem? Mógłbym jej pokazać, tak jak nauczyłem jej starszą siostrę ale nie tego dotyczyło pytanie.
- Tego jeszcze nie wiem - odpowiadam nieco zamyślony nad tematem naszej rozmowy. - Nie odkryłem jeszcze dlaczego zachowują się inaczej ani jak opisać to w jaki sposób. Po prostu są inne. - mówię jej i zamykam pysk, który otworzyłem by coś jeszcze powiedzieć. Przerywa mi bowiem głośne burczenie w brzuchu. - Słuchaj, Milabelko, zgłodniałem i muszę złapać sobie coś do jedzenia. Przyniosę też coś dla ciebie. - obiecuję, a odchodząc przesuwam lekko ogonem po boku jej ciała na pożegnanie.
//zt. sorki że tak nagle kończę tę sesję ale totalnie mi nie weszła D: nie chcę się męczyć
Nieduży, piękny kocur o atletycznej sylwetce, smukłym, zgrabnym ciele i przystojnym pysku. Ma długie kremowe futro, oznaczone gdzieniegdzie ciemniejszymi plamami. Jego futro ściemniało z wiekiem i owe plamy nie rzucają się już aż tak w oczy. Przy chwili przyglądania się można dostrzec przyciemnienie na lewej stronie pyska, na prawym udzie, prawym nadgarstku i na zadzie, przy nasadzie ogona. Na jego sierści widnieją również białe znaczenia. Na nosie, piersi i tylnych łapach poniżej stawów skokowych. Ma pasujące do koloru futra, miodowe oczy. Nieduże, szeroko ustawione uszy zakończone małymi pędzelkami.
Wyrósł na spokojnego i rozsądnego kota. Można nazwać go cichym, z pewnością nie jest typem gaduły. Ma szlachetne ideały i wielkie marzenia. Wierzy w prawdę, przyjaźń i lojalność. Stara się by każdy jego czyn i każde wypowiadane słowo miało przynieść jakąś korzyść dla jego rodziny, jego samego lub całego Nowego Świtu. Jest towarzyski, łatwo nawiązuje kontakty, a z interakcji z kotami czerpie dużo przyjemności i energii. Ambitny, odpowiedzialny, uczciwy, uparty.
Tundra (NŚ), Płocha (KR)
* * *
Wiedział, kto lubił przesiadywać w tym miejscu ale dla niego ten kot nie miał żadnego znaczenia. Ledwie pamiętał tego kota, zginął oddając życie za jedno z dzieci Tsunami niedługo po przybyciu Pędu do Nowego Świtu. Tamten okres był dla młodzieńca wyjątkowo rozmyty. W każdym razie, nie odczuwał żadnej świętości związanej z tym miejscem. Głównie przez jego nikły związek z Jesionem.
Dlatego bez wyrzutów sumienia przejął po srebrnym kocurze jego miejsce do przesiadywania. Jedną z wyższych gałęzi górującego nad obozem Nowego Świtu drzewa. Usiadł blisko pnia i spojrzał na ziemię, a z tego miejsca widok na krzątające się koty był wyjątkowo dobry.
Broken down and hungry for yourlove Withno wayto feedit
Whereare you tonight? Child, ya know how much I need it
It's neverover All my blood for the sweetness of his laughter
It's neverover He'sthetearthathangsinsidemysoulforever.
Masywny, wysoki kocur. Zdecydowanie mógłby uchodzić za groźnie wyglądającego gdyby nie fakt, że cały czas chodzi zgarbiony, z niepewnością bądź znużeniem w jasnozielonych oczach. Ma długie futro, z dużą ilością bieli na pysku, klatce piersiowej, łapach i brzuchu – tak naprawdę biel przeważa w kolorze jego sierści. Zaś srebrne łaty przecinane ciemniejszymi włosami (niebieski srebrny cieniowany) pojawiają się na jego głowie i uszach, plecach i ogonie, wraz z niedużą plamą nad różowym nosem.
Raniuszek jest, przede wszystkim, wiecznie rozmarzonym kotem. Jest naiwny, wierzy tylko w to, w co chce mu się wierzyć i ma swoje własne pojęcie o świecie, po którym stąpa tak jakby przez połowę czasu spędzonego na jawie był pogrążony we śnie. Łatwo pada ofiarą stresu, lęków i innych negatywnych emocji – często bywa przygnębiony i lubi się nad sobą użalać. Jest też leniwy, choć kłóci się to z jego silną chęcią bycia przydatnym i należenia do zgranej grupy, rodziny. Otóż Raniuszek, choć może na takiego nie wyglądać, bardzo lubi towarzystwo i poznawanie nowych kotów, nieważne z jakim stresem może się to wiązać. Jest przyjacielski i stara się być jak najbardziej pogodnym, pozytywnie nastawionym kocurem. Wychodzi mu to różnie. Poza tym niezwykle łatwo przywiązuje się do innych, a gdy już do tego dojdzie, staje się nadopiekuńczy i, uwaga, jeszcze bardziej emocjonalny.
Pajęcza Łapa (KW), Śmierć (KC) | Cykająca Łapa (GK)
Raniuszek obudził się tego dnia z jedną, bardzo ważną myślą. Taką, która wywoływała u niego nieprzyjemne uczucie napięcia i niepokoju, która sprawiała, że jego serce było ciężkie i w brzuchu coś mu się ściskało. W brzuchu, no właśnie... Kocurek był już wcześniej w takiej sytuacji. Wtedy przyjął to do siebie spokojniej, bo był przekonany, że nikt nie będzie miał większego problemu z tym wszystkim. Jednak pomimo wszystkich szczęśliwych chwil, które miał dzięki temu ze swoją teraz poszerzoną rodziną, ze swoimi kociętami, teraz ciągle myślał o Kościstym Wybrzeżu i jego reakcji na te nowiny. Nie był zadowolony, o nie. A teraz, gdy do byłego rzeczniaka dotarło, że ponownie jest w ciąży, tym razem z innym kocurem, zaczął się zastanawiać i zamartwiać... bo co, jeśli i ten kocur zareaguje na wiadomość o potomstwie z niezadowoleniem?
Raniuszek wiedział, że jest w troszczącym się o członków stadzie. Nie wątpił w to, że w każdym razie dostanie pomoc. Jednak ta sytuacja nieco różniła się od tej z Kostkiem, który mieszkał daleko stąd. Jego kocięta, te przyszłe, z drugiego miotu, będą codziennie widywały się ze swoim drugim rodzicem. Jeśli Pęd ich nie zaakceptuje... może być naprawdę źle! Wiedział, że musi powiedzieć kremowemu kocurowi jak najszybciej. Nie mógł dalej trzymać w sobie wieści - Pęd miał być pierwszym, który się dowie. Teraz był najbliższym mu kotem w tym stadzie a Raniuszek modlił się, aby to nie zmieniło się po nadchodzącej rozmowie.
- Pęd! - zawołał tak, jakby naprawdę zaskoczył go widok Pędu na gałęzi, choć tak naprawdę srebrzysty widział go już dobrą chwilę wcześniej. Przydreptał bliżej i zadarł łebek w górę, rzucając swojemu drogiemu przyjacielowi uśmiech - jednak ten był nieco inny niż zazwyczaj. Był wyraźnie nerwowy, może nawet wymuszony. Coś wyraźnie było nie w porządku, a choć Raniuszek starał się to ukrywać, to zastanawiał się czy naprawdę powinien? W każdym razie widać było po nim całe te nerwy i wątpliwości. - Witaj, mój drogi! Tak się cieszę, że- tak się cieszę, że tu jesteś! Czy to nie piękny dzień? Co prawda jest chłodno, wiem o tym, ale... ale nasze długie futra nas przed tym mrozem chronią! To wspaniałe, bo możemy cieszyć się otaczającym nas światem! - mówił szybko i ze sztucznym entuzjazmem, dopiero po całej tej wypowiedzi zorientował się, że mówi zupełnie bez sensu i nie na temat.
Na moment zamknął pysk i przesunął kilka razy przednią łapą po ziemi, nie wiedząc co zrobić. Ale musiał to powiedzieć. Musiał zacząć rozmowę, czy tego chciał czy nie.
- Widzisz, Pędzie... ja muszę ci o czymś powiedzieć. Czy zejdziesz tu do mnie, proszę? - wymamrotał wreszcie.
Nieduży, piękny kocur o atletycznej sylwetce, smukłym, zgrabnym ciele i przystojnym pysku. Ma długie kremowe futro, oznaczone gdzieniegdzie ciemniejszymi plamami. Jego futro ściemniało z wiekiem i owe plamy nie rzucają się już aż tak w oczy. Przy chwili przyglądania się można dostrzec przyciemnienie na lewej stronie pyska, na prawym udzie, prawym nadgarstku i na zadzie, przy nasadzie ogona. Na jego sierści widnieją również białe znaczenia. Na nosie, piersi i tylnych łapach poniżej stawów skokowych. Ma pasujące do koloru futra, miodowe oczy. Nieduże, szeroko ustawione uszy zakończone małymi pędzelkami.
Wyrósł na spokojnego i rozsądnego kota. Można nazwać go cichym, z pewnością nie jest typem gaduły. Ma szlachetne ideały i wielkie marzenia. Wierzy w prawdę, przyjaźń i lojalność. Stara się by każdy jego czyn i każde wypowiadane słowo miało przynieść jakąś korzyść dla jego rodziny, jego samego lub całego Nowego Świtu. Jest towarzyski, łatwo nawiązuje kontakty, a z interakcji z kotami czerpie dużo przyjemności i energii. Ambitny, odpowiedzialny, uczciwy, uparty.
Tundra (NŚ), Płocha (KR)
Nie brał pod uwagę konsekwencji tej chwili zapomnienia którą jakiś czas temu mieli z Raniuszkiem. Zapewne była to kwestia braku odpowiedniej edukacji, której nie otrzymał, ale był przekonany że jeden raz nie może się zakończyć ciążą. Zostanie ojcem było kwestią tak abstrakcyjną i odległą, że kremowy był przekonany że jego to nie dotyczy. Nie chciał mieć kociąt więc ich nie będzie miał, proste. Tak to według niego działało. A taki, wydawałoby się, mądry z niego kocur. No to się Pęd za chwilę zdziwi.
Spuścił wzrok w dół, na zbliżającego się srebrnego kocura. Nie spodziewał się tego, ale na jego widok poczuł przypływ ciepła. Jego widok wciąż przypominał mu sytuację w Wietrznej Norze. Wspomnienie czułości i ciepła, które wtedy odczuwał mimowolnie rozluźniały jego mięśnie. Cudowne wspomnienie. Jedno z najlepszych jakie posiadał. Nie odpowiedział na jego prośbę, po prostu zaczął schodzić z drzewa. Robił to z gracją, charakterystyczną dla siebie elegancją. Zajęło mu to kilka uderzeń serca i już był u boku przyjaciela. Skoro tak się nazywali, niech tak zostanie.
- O co chodzi? - zastrzygł nerwowo uszami, nie wiedząc czego się spodziewać po srebrnym kocurze. Musiał przyznać przed sobą, że poczuł lekkie zdenerwowanie. Zupełnie nie rozumiał, co się działo.
Broken down and hungry for yourlove Withno wayto feedit
Whereare you tonight? Child, ya know how much I need it
It's neverover All my blood for the sweetness of his laughter
It's neverover He'sthetearthathangsinsidemysoulforever.
Masywny, wysoki kocur. Zdecydowanie mógłby uchodzić za groźnie wyglądającego gdyby nie fakt, że cały czas chodzi zgarbiony, z niepewnością bądź znużeniem w jasnozielonych oczach. Ma długie futro, z dużą ilością bieli na pysku, klatce piersiowej, łapach i brzuchu – tak naprawdę biel przeważa w kolorze jego sierści. Zaś srebrne łaty przecinane ciemniejszymi włosami (niebieski srebrny cieniowany) pojawiają się na jego głowie i uszach, plecach i ogonie, wraz z niedużą plamą nad różowym nosem.
Raniuszek jest, przede wszystkim, wiecznie rozmarzonym kotem. Jest naiwny, wierzy tylko w to, w co chce mu się wierzyć i ma swoje własne pojęcie o świecie, po którym stąpa tak jakby przez połowę czasu spędzonego na jawie był pogrążony we śnie. Łatwo pada ofiarą stresu, lęków i innych negatywnych emocji – często bywa przygnębiony i lubi się nad sobą użalać. Jest też leniwy, choć kłóci się to z jego silną chęcią bycia przydatnym i należenia do zgranej grupy, rodziny. Otóż Raniuszek, choć może na takiego nie wyglądać, bardzo lubi towarzystwo i poznawanie nowych kotów, nieważne z jakim stresem może się to wiązać. Jest przyjacielski i stara się być jak najbardziej pogodnym, pozytywnie nastawionym kocurem. Wychodzi mu to różnie. Poza tym niezwykle łatwo przywiązuje się do innych, a gdy już do tego dojdzie, staje się nadopiekuńczy i, uwaga, jeszcze bardziej emocjonalny.
Pajęcza Łapa (KW), Śmierć (KC) | Cykająca Łapa (GK)
Pęd od razu go posłuchał i zaczął schodzić na dół. Oczywiście, że tak! Był przecież tak dobrym, porządnym kotem, oczywiście, że chciał go wysłuchać! Raniuszek przestąpił z łapy na łapę, przypominając sobie, że Kościste Wybrzeże przecież też jest dobrym, porządnym kotem, a jego reakcja na wieści była… ogromnie inna, niż on się spodziewał. Pomimo stresu, srebrzysty patrzył na Pęd jak zaczarowany, wzrokiem błyszczących oczu obserwując każdy jego elegancki ruch. Był pełen podziwu, bo sam pomimo treningów wciąż czuł się tak niezdarny i powolny. Wiedział też, że ciąża z czasem sprawi, że będzie odczuwał to jeszcze mocniej. Tak to już było, gdy twój brzuszek rósł od trzymanych w nim kociąt!
Gdy kremowy kocur znalazł się przed nim, Raniuszek nie mógł się powstrzymać i zrobił krok wprzód aby przytulić się bokiem pyska do jego mordki. Pozostał tak przez chwilę, ciesząc się ciepłem towarzysza, obawiając się, że później może już nie mieć zgody na takie czułości. Jeśli coś znów pójdzie nie tak…
- Pędzie… wiesz, że bardzo, bardzo mi na tobie zależy, prawda? – zaczął, czując jak coś ściska go w gardle coraz mocniej. Wziął głęboki, drżący oddech czekając na odpowiedź, ale nie wytrzymał i musiał dodać jeszcze kilka słów od siebie. – Jest nam razem tak dobrze i… nie chciałbym, aby to się zmieniło… Muszę ci powiedzieć o czymś bardzo ważnym i wiem, że mnie wysłuchasz- jesteś… jesteś taki wspaniały i wyrozumiały! Ja… – urwał, kręcąc łbem i odsuwając się minimalnie, tak żeby spojrzeć kremowemu w te piękne, miodowe oczy.
Nie mógł pozwolić na to, aby stres zjadł go zupełnie. Musiał to powiedzieć, Pęd zasłużył na to, by być świadomym jak najprędzej! Raniuszek starał się pocieszać w duchu. Powtarzał sobie, że będzie w porządku. Lepiej, niż ostatnio.
- Teraz tego jeszcze nie widać, ale… noszę w brzuchu twoje kocięta, Pędzie. Jestem w ciąży. – powiedział cichutko, tak bardzo, że bał się iż towarzysz go nie zrozumie. Na całe szczęście stał tuż przed nim.