Księżyce: 105 Mistrz: Pokrzywa -> Tundra Płeć: kotka Zaimki: ono/jej Matka: Tundra i Pokrzywa Ojciec: nie potrzebny
Mała chuda, cienkie, patykowate nóżki. Długie, kremowe i wiecznie powykręcane na wszystkie strony futro dodaje jej rozmiarów. Pokryte ciemniejszymi klasycznymi pręgami, widocznymi w okolicach pyska, łap i ogona. Parę pomarańczowo-złotych ślepi, spory, różowy nos i poduszki wszystkich czterech łap w tym samym kolorze. Długie, białe, powykręcane wibrysy i grymas na pysku wygląda jakby była zawsze wkurzona.
Oschła, nieprzyjemna. Mówi krótkimi zdaniami. Nieufna, filtruje zasłyszane informacje. Tundra, Pokrzywa i cała jej rodzina były centrum jej istnienia, a ich strata boli niemiłosiernie, chociaż stara się tego nie okazywać. Zmęczona i podłamana stratą większości rodziny. Tylko wobec nich potrafi się ocieplić. Boi się wody. Bardzo pewna siebie. Zerowa cierpliwość i łatwo ją zdenerwować. Nie boi się powiedzieć swojego zdania i jest gotowa go bronić. Chce stać się silniejsza.
Nietoperze Niebo and else
Ta Sekwoja wraz z czasem zdała sobie sprawę że albo nie dzieje się nic albo wszystko uderza ze zdwojoną siłą. Tak było gdy razem z siostrą prawie utonęły, tak było gdy Roche ich zostawił i musieli uciekać ze swojego domu, tak było też w tedy gdy Tsunami zaszła w ciąże, a niedługo później zaginęła Pokrzywa. Nie mogła więc stracić czujności gdy było spokojnie, bo zaraz na pewno coś się wydarzy. Dużo się wydarzy i życie po raz kolejny napluje jej w twarz. Wcześniej czy później, a jeżeli chciała by przyszło później to musiała działać.
Jak to robiła że była silna. Po prostu była. Ciężko było jej wyjaśnić dlaczego. Może nie zawsze taka była? Nie pamiętała nic sprzed tego jak dwunodzy wrzucili ją i jej rodzeństwo do rzeki. Wspomnienie lodowatej wody wlewający jej się gardła i nosa duszącej jej i nie dającej dostępu do powietrza w jednej chwili do niej wróciło. Jej źrenice w strachu na chwile się zmiejszyły gdy wspomnienie po raz przejęło jej umysł. Wzdrygnęła się jednak i wróciła do normy. Miała to już za sobą, a jednak nie umiała przestać o tym myśleć. Może to sprawiało że była silna. Piekło przez które przeszła i świadomość że jeżeli będzie siedzieć i płakać to może zginąć. Jeżeli się przestanie walczyć o przeżycie to może być jej koniec? To trochę za mroczne, jak na takiego dzieciaka, ale ona musiała się o tym przekonać gdy była małą larwą co ledwo odstaje od ziemii.
- Zaciskam zęby, bo wiem że nie mogę się poddać. To przychodzi z czasem - mruknęła ostatecznie i wzruszyła ramionami. Ciężko to wyjaśnić. - Płacz jest naturalny młoda, to nie znaczy że jesteś słaba. Po prostu masz uczucia i tyle. Nie mędrkuj nad tym za bardzo i nie płacz z byle powodu i będzie okej. A ja po prostu bardziej denerwuje się niż smucę, więc nie płacze. Nie mów nikomu bo ci uszy oberwę, ale ja prawie się rozbeczałam gdy Pokrzywa zniknęła -
Don't carewhat yousay Don't carehow youfeel Get outof myway 'Cause I gotaheart ofsteel
Wysoki i chudy kocur o szlacheckich, orientalnych rysach i długim pióropuszowym ogonie. Przystojniak o znudzony spojrzeniu intensywnie zielonych oczu. Cynamonowa barwa futra. Harmonijna budowa, arystokratyczny krok. || KP
Mimo młodego wieku, Szczur nie jest specjalnie skory do zabaw i dokazywania. Jakby urodził sie już dorosły i dystyngowany, takie rzeczy są ponad jego dumę. Wykazuje się sprytem, inteligencją i zaradnością zdecydowanie stroniąc od siłowych rozwiązań stawiając na potencjalna dyplomacje lub ewentualną ucieczkę. Nie został zbyt hojnie obdarzony w kwestii siły więc używa innych atutów w jakich życie mu nie poskąpiło. Posiada dobre relacje z rodziną, póki nie stoją one na drodze do jego celów, bywa egoistyczny i narcystyczny. Przy tym jest niezwykle elokwentny i nie brak mu charyzmy, którą doskonale wie jak używać. Zdaje się w głębi czuć kompleks niższości, ze względu na swoje słabowite zdrowie i brak większej uwagi ze strony rodziców. Szczur często bywa sarkastyczny i ma skłonności do manipulowania rozmówcą, jednak w głębi duszy nie jest taki zły jak mu z oczu patrzy. Ma sporo ambicji i jest rządny wiedzy, a mimo jego skąpej siły nie boi się samotnie chodzić po terenach, wierzy, że zawsze uda mu się wywinąć z każdej sytuacji w jakiej los go postawi.
Siedział. Po prostu siedział na jednym z omszałych kamieni i obserwował okolice i koty w ich obozie, patrzył czym sie obecnie zajmują,, kto z kim rozmawiał, jakie relacje kogo łączyły i z kim. Lubił obserwować i analizować sytuację, chciał wiedzieć więcej, chciał lepiej poznać współobozowiczów - wszak większość znał tylko z imienia, ale póki co siedział dumnie niczym lew na skale i wpatrywał się w obozowe życie. W końcu mógł być jego częścią, po tylu księżycach spędzonych w lecznicy w końcu mógł żyć pełnią życia. Powoli do przodu, odzyskiwał siły, nauki z Kos też szły mu bardzo dobrze, przyswajał wiedzę jak należy - szybko i ze zrozumieniem. Wiedział, że kocica miała racje - będzie dobrym kimkolwiek będzie chciał zostać, chociaż sam dobrze wiedział, że jego rolą będzie przede wszystkim polowanie i zapewnianie obozowi jedzenia w najtrudniejszych czasach. Chętnie też pomoże Znachorom zbierać zioła, bo akurat obstawa z niego raczej żadna. Ale wracając... Szczur nie zdawał sobie sprawy, że sam też jest obserwowany przez parę małych oczków...
Masywny, o długiej puszystej sierści umasczonej na niebiesko. Jego oczy są szaroniebieskie (później bladozielone). W skrócie ideał kota.
Przymilny, flirciarz, uwielbia wszystko co piękne, nie wie co to przestrzeń osobista, siebie samego uważa za epigeum piękna, aczkolwiek nie jest egoistą, nie uważa że z tego powodu należy mu się więcej, że każdy inny to tylko brzydka miernota, on po prostu dobrze czuje się ze swoim wyglądem.
Obserwowany to zdecydowanie mało powiedziane. Szczur był wręcz podziwiany. Cynamonowy odcień sierści przechodzący w jaśniejsze i ciemniejsze tonacje na poszczególnych częściach ciała, duże uszy, a do tego puchata grzywa i ogon. Szczurowi daleko było do gryzonia, któremu zawdzięczał swoje miano, prezentował się niczym dumny lew na wysokiej skale. A tak przynajmniej postrzegał go syn Raniuszka, który pozostawał ukryty nieopodal. I pewnie tak by pozostało, gdyby w porę nie zdał sobie sprawy z tego, że takie ciche obserwowanie bez wiedzy obserwowanego jest conajmniej nieuprzejme. Nie wspominając o tym, że zapewne również swego rodzaju przerażające. Ale tego akurat nie wziął pod uwagę. Ruszył w kierunku kocura, żeby nieporadnie oprzeć się na urzędowanej przez niego skałce, tak żeby mieć go przed sobą w całej okazałości. - Dzień dobry, nie przeszkadzam, prawda? Ale chciałem ci powiedzieć, że jesteś jednym z najładniejszych kocurów jakie widziałem. -Widział niewiele, ale był w tym momencie całkowicie szczery.
Wysoki i chudy kocur o szlacheckich, orientalnych rysach i długim pióropuszowym ogonie. Przystojniak o znudzony spojrzeniu intensywnie zielonych oczu. Cynamonowa barwa futra. Harmonijna budowa, arystokratyczny krok. || KP
Mimo młodego wieku, Szczur nie jest specjalnie skory do zabaw i dokazywania. Jakby urodził sie już dorosły i dystyngowany, takie rzeczy są ponad jego dumę. Wykazuje się sprytem, inteligencją i zaradnością zdecydowanie stroniąc od siłowych rozwiązań stawiając na potencjalna dyplomacje lub ewentualną ucieczkę. Nie został zbyt hojnie obdarzony w kwestii siły więc używa innych atutów w jakich życie mu nie poskąpiło. Posiada dobre relacje z rodziną, póki nie stoją one na drodze do jego celów, bywa egoistyczny i narcystyczny. Przy tym jest niezwykle elokwentny i nie brak mu charyzmy, którą doskonale wie jak używać. Zdaje się w głębi czuć kompleks niższości, ze względu na swoje słabowite zdrowie i brak większej uwagi ze strony rodziców. Szczur często bywa sarkastyczny i ma skłonności do manipulowania rozmówcą, jednak w głębi duszy nie jest taki zły jak mu z oczu patrzy. Ma sporo ambicji i jest rządny wiedzy, a mimo jego skąpej siły nie boi się samotnie chodzić po terenach, wierzy, że zawsze uda mu się wywinąć z każdej sytuacji w jakiej los go postawi.
Czuł się obserwowany, racja, ale dam też siedział i obserwował innych więc nie specjalnie się tym przejął. Nie wiedział co w nim takiego ciekawego, chociaż dużo czasu spędził w lecznicy więc możliwe, że niewiele kotów go kojarzyło. Wiedziało za pewne, że ktoś taki jak on istnieje, ale nie znaczy że go widzieli i wiedzieli jak wygląda.
Okazało się, że obserwował go szary kociak, trochę młodszy od niego. Nie kojarzył go za bardzo prawdę mówiąc. Zdawał się być w wieku Ścieżki, może to jej brat albo co? Młody wyszedł z ukrycia i odezwał się dość nietypowo. Szczur aż podniósł brwi na jego słowa. Nikt go tak nie nazwał, jeszcze nigdy. Owszem, wiedział że jest ponadprzeciętny ze swoją orientalna urodą, ale żeby był najładniejszym kocurem jakiego młody widział? No proszę!
- Dziękuję za ten piękny komplement młody. Jak ci na imię, kolego? I nie, oczywiście, że mi nie przeszkadzasz. Miło jest mieć towarzystwo do rozmowy - odpowiedział Szczur uśmiechając się lekko.
Masywny, o długiej puszystej sierści umasczonej na niebiesko. Jego oczy są szaroniebieskie (później bladozielone). W skrócie ideał kota.
Przymilny, flirciarz, uwielbia wszystko co piękne, nie wie co to przestrzeń osobista, siebie samego uważa za epigeum piękna, aczkolwiek nie jest egoistą, nie uważa że z tego powodu należy mu się więcej, że każdy inny to tylko brzydka miernota, on po prostu dobrze czuje się ze swoim wyglądem.
Nowy Świt podobno pełen był intrygujących osobistości, same jego rodzeństwo było tego najlepszym przykładem. Niemniej jednak to właśnie Szczur był jednym z pierwszych jakie miał przyjemność podziwiać. A i w tym momencie znalazł się w centrum zainteresowania niebieskiego kocurka, i nie zdawało się, żeby ten stan miałby się szybko zakończyć.
Na całe szczęście nie został przegoniony, a i jeszcze podziękowano mu za komplement. Co już samo w sobie było dużymi plusami. - Oh, no tak, powinienem przedstawić się od razu, przepraszam. Jestem Obieżyświat, chociaż świata jeszcze nie zwiedziłem. -Uśmiechnął się delikatnie.- A ty, jak się nazywasz? Wyglądasz jak dostojny lew zasiadający na skalę, z tą puszystą grzywą. -Pozwolił sobie zauważyć.
Wysoki i chudy kocur o szlacheckich, orientalnych rysach i długim pióropuszowym ogonie. Przystojniak o znudzony spojrzeniu intensywnie zielonych oczu. Cynamonowa barwa futra. Harmonijna budowa, arystokratyczny krok. || KP
Mimo młodego wieku, Szczur nie jest specjalnie skory do zabaw i dokazywania. Jakby urodził sie już dorosły i dystyngowany, takie rzeczy są ponad jego dumę. Wykazuje się sprytem, inteligencją i zaradnością zdecydowanie stroniąc od siłowych rozwiązań stawiając na potencjalna dyplomacje lub ewentualną ucieczkę. Nie został zbyt hojnie obdarzony w kwestii siły więc używa innych atutów w jakich życie mu nie poskąpiło. Posiada dobre relacje z rodziną, póki nie stoją one na drodze do jego celów, bywa egoistyczny i narcystyczny. Przy tym jest niezwykle elokwentny i nie brak mu charyzmy, którą doskonale wie jak używać. Zdaje się w głębi czuć kompleks niższości, ze względu na swoje słabowite zdrowie i brak większej uwagi ze strony rodziców. Szczur często bywa sarkastyczny i ma skłonności do manipulowania rozmówcą, jednak w głębi duszy nie jest taki zły jak mu z oczu patrzy. Ma sporo ambicji i jest rządny wiedzy, a mimo jego skąpej siły nie boi się samotnie chodzić po terenach, wierzy, że zawsze uda mu się wywinąć z każdej sytuacji w jakiej los go postawi.
Szczur nie miał jeszcze przyjemności poznać rodzeństwa niebieskiego kocurka. Zapewne je widział, co do tego nie miał wątpliwości, ale poznać, powiedzmy że poznał, jedynie Ścieżkę, która zdaje się należała do tego grona. Oczywiście, że kocur nie przegnał młodego, czemu miałby to robić - wszak chciał poznać wszystkich w stadzie nieco lepiej, niż tylko z widzenia, w końcu miał okazje to zrobić.
- Obieżyświat, cóż za wspaniałe imię. Na pewno zwiedzisz, w swoim czasie - wymruczał w pierwszej kolejności uśmiechając się lekko. To naprawdę dobre i ładne imię, miejmy nadzieję, że pasujące do kocurka w stu procentach. -Ah, Lew, to by było równie wspaniałe imię. Jednak nazwali mnie Szczur, zapewne przez moje wielkie uszy po urodzeniu. Nie przeszkadza mi to, szczury sa inteligentne, tak jak i ja, więc pod jakimś kątem też mi pasuje. - odparł kocur. Nie przeszkadzało mu specjalnie jego imię, chociaż nie było dostojne ani nic z tych rzeczy, po prostu Szczur, niby obraźliwe, ale nie dla niego. bo jakże sam stwierdził - szczury należą do tych inteligentnych stworzonek, mimo wszystko.
Masywny, o długiej puszystej sierści umasczonej na niebiesko. Jego oczy są szaroniebieskie (później bladozielone). W skrócie ideał kota.
Przymilny, flirciarz, uwielbia wszystko co piękne, nie wie co to przestrzeń osobista, siebie samego uważa za epigeum piękna, aczkolwiek nie jest egoistą, nie uważa że z tego powodu należy mu się więcej, że każdy inny to tylko brzydka miernota, on po prostu dobrze czuje się ze swoim wyglądem.
Uśmiechnął się zadowolony z komplementu.- Dziękuję, taką mam właśnie nadzieję. W końcu świat jest rozległy i ma tak wiele.do zaoferowania. Zdecydowanie więcej niż nas mały skrawek terenu. - Oczywiście docenia Nowy Świt jako miejsce swojego urodzenia, swój dom, który go żywi i zapewnia bezpieczeństwo. Nie zmienia to jednak faktu, że była to ledwie cząstka tego co go otaczało i tego co życie miało mu do zaoferowania. I chciałby to wszystko poznać.
Szczur. Nie tego się spodziewał, aczkolwiek to również pasowało. Jak sam właściciel wspomniał wszystko dzięki dużym uszom. Może i gryzoń nie był wielkim, dostojnym lwem, niemniej jednak wciąż był ciekawy i śliczny. Na swój własny sposób. A skoro Szczur mówił, że są inteligentne, a samo imię mu odpowiadało, to tak musiało być. - Szczury nie muszą być dostojne, żeby wzbudzać zainteresowanie. Dla mnie na przykład są równie fascynujące co lwy. Małe, ale podobno w stadzie całkiem niebezpieczne. -Nigdy nie widział szczura na żywo, ale byłby całkiem zadowolony, gdyby mógł go kiedyś zobaczyć. Póki co musiał zadowolić się dostojnością Szczura, i mówiąc szczerze, nie przeszkadzało mu to.
Wysoki i chudy kocur o szlacheckich, orientalnych rysach i długim pióropuszowym ogonie. Przystojniak o znudzony spojrzeniu intensywnie zielonych oczu. Cynamonowa barwa futra. Harmonijna budowa, arystokratyczny krok. || KP
Mimo młodego wieku, Szczur nie jest specjalnie skory do zabaw i dokazywania. Jakby urodził sie już dorosły i dystyngowany, takie rzeczy są ponad jego dumę. Wykazuje się sprytem, inteligencją i zaradnością zdecydowanie stroniąc od siłowych rozwiązań stawiając na potencjalna dyplomacje lub ewentualną ucieczkę. Nie został zbyt hojnie obdarzony w kwestii siły więc używa innych atutów w jakich życie mu nie poskąpiło. Posiada dobre relacje z rodziną, póki nie stoją one na drodze do jego celów, bywa egoistyczny i narcystyczny. Przy tym jest niezwykle elokwentny i nie brak mu charyzmy, którą doskonale wie jak używać. Zdaje się w głębi czuć kompleks niższości, ze względu na swoje słabowite zdrowie i brak większej uwagi ze strony rodziców. Szczur często bywa sarkastyczny i ma skłonności do manipulowania rozmówcą, jednak w głębi duszy nie jest taki zły jak mu z oczu patrzy. Ma sporo ambicji i jest rządny wiedzy, a mimo jego skąpej siły nie boi się samotnie chodzić po terenach, wierzy, że zawsze uda mu się wywinąć z każdej sytuacji w jakiej los go postawi.
- Jak podrośniesz chętnie zabiorę cię na spacer poza nasze tereny, razem będzie raźniej i bezpieczniej - powiedział kocur lekko uśmiechając się do młodzika. Sam również doceniał to co Nowy Świt miał do zaoferowania, ale podobnie jak Obieżyświat miał filozofię "ile można zwiedzać te same kąty". Świat był wielki, a takie spacery, żeby odkryć chociaż jego skrawek poza granicami na pewno nikomu nie zaszkodził. Póki nie wchodziło się na Grzmiąca Ścieżkę rzecz jasna i ewentualnie natknęło na dwunogów, którzy to by chcieli cie porwać.
- Oj tak, też o tym słyszałem. Że w stadzie są niebezpieczne, myślą taktycznie - odparł kocur w kwestii gryzoni po których miał imię. On akurat szczury widział, co prawda głównie na stosie zdobyczy, ale zawsze. Niedługo sam będzie na takowe polował, byle tylko nie spotkał ich właśnie w stadzie, wtedy dla takiego Szczura, o ironio, szczury mogłyby być bardzo niebezpieczne, zwłaszcza, że ich ugryzienie może spowodować infekcję, a cynamonowy kocur był dość podatny na wszelakie choroby. Nie chciał by powtórki z walki o własne życie przez byle dziabnięcie jakiegoś gryzonia...
Masywny, o długiej puszystej sierści umasczonej na niebiesko. Jego oczy są szaroniebieskie (później bladozielone). W skrócie ideał kota.
Przymilny, flirciarz, uwielbia wszystko co piękne, nie wie co to przestrzeń osobista, siebie samego uważa za epigeum piękna, aczkolwiek nie jest egoistą, nie uważa że z tego powodu należy mu się więcej, że każdy inny to tylko brzydka miernota, on po prostu dobrze czuje się ze swoim wyglądem.
Na jego pyszczku wymalował się kolejny uśmiech.- Dziękuję. Muszę zatem szybko urosnąć. -Wiedział dobrze, że nie będzie to takie łatwe. Co prawda wydawało się, że rośnie niezwykle szybko, ale nawet mimo to nie będzie wstanie urosnąć z dnia na dzień. Nie zamierza jednak porzucić entuzjazmu. W końcu z takim towarzyszem mógłby pójść nawet na koniec świata.- A ty, miałeś już okazję być poza obozem? -W końcu Szczur był starszy i większy od niego. Nie pytał jednak jak tam jest, gdyż nie miał pełnej pewności co do jego potencjalnych wypraw.
Skinął głową ochoczo, jakby zadowolony, że jego informacje okazały się sprawdzone. Szczury na swój sposób mogły być jak koty, jeden kot nie dałby rady przeciwko większemu drapieżnikowi, ale w stadzie takim jak Nowy Świt nie musiały się niczego obawiać.- Właściwie, szczury przynajmniej są prawdziwe. Wiemy że mają długie nosy i ogony, małe pazurki i uszka. Widziałeś kiedyś Lwa? Wszyscy mówią, że są dostojne i waleczne, sam też tak uważam. Chciałbym kiedyś spotkać lwa, ale nigdy nie słyszałem, żeby ktoś w rzeczywiści miał okazję spotkać się z takim oko w oko. Myślisz, że skoro to takie większe koty, to moglibyśmy się z nimi porozumieć? -Przeszedł na bardziej filozoficzne tematy. Lwy i tygrysy podobno były kocimi przodkami, ale czy ktokolwiek, kiedykolwiek miał okazję je poznać?
Pierwsze co można o nim powiedzieć: buja w obłokach. Pasjonują go historie, zarówno te wymyślone przez niego, jak i opowiadane przez innych. Nie stąpa zbyt twardo po ziemi i dużo patrzy w niebo, więc często się potyka. Nie unika towarzystwa, ale potrafi stracić koncentrację w połowie rozmowy. W jego głowie zaciera się granica pomiędzy rzeczywistością, a fantazją, a może po prostu widzi coś więcej niż inni? Jest ciekawski, ale bywa zapominalski, dość sympatyczny, ale nie zawsze mówi to co wypada.
Śmiesznie, że naukę na ścieżce salamandry Wieszczek rozpoczął od perspektywy pacjenta. Najwyraźniej trochę za często wędrował w deszczu, śniegu, albo obu na raz. Ostatecznie choroba nie była taka zła, jednak kiedy wydobrzał, nie mógł nigdzie namierzyć Artema. W sumie, czy w ogóle widział go w trakcie swojego pobytu w lecznicy? Kocurek nie potrafił do tego dojść - poczucie czasu nie było jego mocną stroną.
Pociągając z przyzwyczajenia nosem, wskoczył na jedną z omszonych półek. Podobno z wysokości łatwiej dostrzegało się pewne rzeczy.
Bardzo wysoka, choć nie masywna kotka. Posiada szczupłą, wręcz chudą sylwetkę. Futerko jej jest dość rzadkie i długie, jedynie na kryzie nabiera na objętości. Barwi się ono na czarno-biało, z wyjątkowymi plamami na grzbiecie i łapkach, wynikającymi z mutacji fińskiej. Biel pokrywa końcówkę ogona, łapki, większość mordki, oraz całą kryzę. Dodatkowo posiada czarny nosek i skośne oczka o pięknym niebieskim kolorze.
Księżniczka. Niecierpliwa, uważa, że jej się wszystko należy. Zwykle spokojna i oschła, jednak zdarza jej się czasem wybuchnąć. Ma obsesje na punkcie swojego wizerunku i chce być postrzegana za jak najlepszą wersję siebie. Wiecznie chodzi wyprostowana z uniesioną głową, patrząc na innych z góry. Mimo wielu planów i ambicji niechętnie podchodzi do pracy, jednak gdy podejmie się jakiegoś zadania musi być ono dopięte na ostatni guzik, czyli w skrócie ma jej to wyjść lepiej niż mogłoby innym.
Cóż się takiego stało, że ona i całe jej rodzeństwo tak przymarło z treningiem? Już nie mówiąc o dosłownym przymieraniu, bo to jak Obieży zniknął i Weszczek rozchorował się, nie było ani trochę zabawne. Znaczy, może choroba tego drugiego była tak troszkę śmieszna, ale to tylko dlatego, że nie było to nic groźnego. Cóż poradzić, był to niezaprzeczalny dowód, że odporność Zmierzch była lepsza… Bo o tej chorobie żołądka czy czegoś nie gadamy.
- Pokonałeś w końcu to choróbsko? - zapytała, bez ostrzeżenia materializując się przy kocurze. Widok stąd nie był najpiękniejszy na świecie, jednak wciąż kotka nie mogła się oprzeć, by przelecieć wzrokiem po okolicy. Ah, pora młodych liści, cudowna… Cóż za z Wieszczka farciarz, że wyzdrowiał akurat, gdy zaczęło się robić fajnie. - Co się stało w ogóle z Artemem? Nie widziałam go od… dłuższego czasu - zapytała zaciekawiona. Wieszczek był jego uczniem oraz ostatnio spędził wyjątkowo dużo czasu w lecznicy, więc może coś wiedział? O Obieżego nie pytała, bo tu już sprawdzała i nikt w stadzie nie wiedział, co do końca się z nim stało.
‧₊˚❀༉‧₊˚. well,you're onlybothered'cause you'restaringx xxxxxxxxxxand you'llnevertalk meintocaring xxxxxxx'cause it's myown,and I'llkeep owning it xxx I'ma do just whatI wanton the regularxxxxxxxxxx and it'sreallynot my faultif you'rescaredof axx sweet,little,unforgettablething ♡
Pierwsze co można o nim powiedzieć: buja w obłokach. Pasjonują go historie, zarówno te wymyślone przez niego, jak i opowiadane przez innych. Nie stąpa zbyt twardo po ziemi i dużo patrzy w niebo, więc często się potyka. Nie unika towarzystwa, ale potrafi stracić koncentrację w połowie rozmowy. W jego głowie zaciera się granica pomiędzy rzeczywistością, a fantazją, a może po prostu widzi coś więcej niż inni? Jest ciekawski, ale bywa zapominalski, dość sympatyczny, ale nie zawsze mówi to co wypada.
Nie wzdrygnął się, kiedy siostra całkiem nagle zmaterializowała się u jego boku. Zamiast tego przeniósł na nią spokojne spojrzenie i wymruczał ciche hej. Z przyjemnością przebiegł wzrokiem bo jej łaciatym futerku - zawsze uważał siostrę za obdarzoną wyjątkową urodą, chociaż piękna aparycja szła w parze ze stanowczym charakterem. Chyba stąpała najtwardziej po ziemi z całego rodzeństwa. Na pewno nie bujała tak w obłokach jak on, czy Ścieżka.
- Tak, chyba mam już je za sobą. Jak dobrze odetchnąć świeżym powietrzem! I czuć zapachy! Kiedy miałem zapchany nos, nie czułem nawet najbardziej intensywnych ziół, które podtykała mi do zjedzenia Pokrzywa. - Wymiauczał. Oh, byłby bardzo nieszczęśliwy, gdyby przez chorobę ominęła go nadchodząca wiosna! Dobrze, że wyzdrowiał idealnie na czas.
- Nie wiem co się stało z Artemem. - Odpowiedział i zamyślił się na chwilę. - Próbuję sobie przypomnieć, kiedy widziałem go po raz ostatni, ale nie udaje mi się. Martwi mnie, że koty mogą tak nagle zniknąć ze stada bez wieści. Podobnie jak to się stało ze Światkiem.
Bardzo wysoka, choć nie masywna kotka. Posiada szczupłą, wręcz chudą sylwetkę. Futerko jej jest dość rzadkie i długie, jedynie na kryzie nabiera na objętości. Barwi się ono na czarno-biało, z wyjątkowymi plamami na grzbiecie i łapkach, wynikającymi z mutacji fińskiej. Biel pokrywa końcówkę ogona, łapki, większość mordki, oraz całą kryzę. Dodatkowo posiada czarny nosek i skośne oczka o pięknym niebieskim kolorze.
Księżniczka. Niecierpliwa, uważa, że jej się wszystko należy. Zwykle spokojna i oschła, jednak zdarza jej się czasem wybuchnąć. Ma obsesje na punkcie swojego wizerunku i chce być postrzegana za jak najlepszą wersję siebie. Wiecznie chodzi wyprostowana z uniesioną głową, patrząc na innych z góry. Mimo wielu planów i ambicji niechętnie podchodzi do pracy, jednak gdy podejmie się jakiegoś zadania musi być ono dopięte na ostatni guzik, czyli w skrócie ma jej to wyjść lepiej niż mogłoby innym.
Ha, no jasne, że twardo stąpała po ziemi, bo z tym pięknym futrem nie było żartów. Została najbardziej obdarzona z całego rodzeństwa, więc oczywiście nie miała czasu na jakieś bujanie w obłokach. Musiała ciężko pracować dla stada by ten wygląd był jej dopełnieniem, a nie wszystkim, co ma.
- Czyli same dobre wieści. Ciesz się że akurat trafiłeś na katar, niektóre ziółka pachną tak dziwnie, że nos od nich niemalże wykręca - rzuciła luźno spostrzeżeniem. Chorowała w lecznicy, mając całkowicie sprawny węch i mogłaby przysiąc, że niektóre zapachy wyryły jej się w nosie. Tak samo zresztą smak. Dostała nauczkę, by nigdy więcej nie ignorować nawet najmniejszych objawów.
- Obstawiam, że tak się kończą te ich śmieszne wycieczki poza tereny. Wystarczy chwila nieuwagi i można zgubić drogę powrotną. Chociaż no Artem był bardziej doświadczony niż nasz brat. Umiał też walczyć. Nie chce o tym myśleć, ale jest duża szansa, że Obieży może nie wrócić. Tak jak to było z resztą rodzeństwa jeszcze przed tym jak zostaliśmy uczniami - wyrzuciła smętnie, marszcząc brwi. Co jak co, ale z całego rodzeństwa to chyba Obieżego lubiła najbardziej, więc jego długie zniknięcie było najbardziej dobijające ze wszystkich. W końcu był miły, często komplementował jej wygląd, czego chcieć więcej od własnego brata? Wieszczka oczywiście też w miarę lubiła, był spoko, ale no sory faworyta można mieć tylko jednego.
‧₊˚❀༉‧₊˚. well,you're onlybothered'cause you'restaringx xxxxxxxxxxand you'llnevertalk meintocaring xxxxxxx'cause it's myown,and I'llkeep owning it xxx I'ma do just whatI wanton the regularxxxxxxxxxx and it'sreallynot my faultif you'rescaredof axx sweet,little,unforgettablething ♡
Pierwsze co można o nim powiedzieć: buja w obłokach. Pasjonują go historie, zarówno te wymyślone przez niego, jak i opowiadane przez innych. Nie stąpa zbyt twardo po ziemi i dużo patrzy w niebo, więc często się potyka. Nie unika towarzystwa, ale potrafi stracić koncentrację w połowie rozmowy. W jego głowie zaciera się granica pomiędzy rzeczywistością, a fantazją, a może po prostu widzi coś więcej niż inni? Jest ciekawski, ale bywa zapominalski, dość sympatyczny, ale nie zawsze mówi to co wypada.
Wieszczek nigdy nie pomyślałby, że piękne futro to jedyna zaleta posiadana przez siostrę, nawet jeżeli nic by nie robiła i nigdy nic nie osiągnęła. Dla Kocurka wartość kota nie była czymś zauważalnym czy nawet wymierzalnym... po prostu istniała. W sumie to nie odmówiłby jej żadnemu stworzeniu, ale też bardzo łaskawie patrzył na świat.
- Wierzę na słowo. - Wymruczał. - Jednak wąchanie ich mnie nie ominie, jeżeli dalej będę kontynuować wybraną ścieżkę... A nie wiem co zrobić teraz, gdy nie ma Artema... - Zamyślił się, przenosząc spojrzenie w bliżej nieokreślony kierunek. Miał wiele pomysłów, ale niekoniecznie obejmowały one jego edukacje. Obawiał się, że to nie była rzecz, która go specjalnie interesowała. - Wiesz, ja też sobie organizuje wycieczki... chociaż akurat zamiast zgubić drogę, to trafiłem do lecznicy. - Uśmiechnął się delikatnie kącikiem pyszczka, ale zaraz posmutniał, gdy Zmierzch wypowiedziała na głos jego obawy. Obieży... mógł naprawdę nie wrócić do stada. Tak jak Perełka. Czy Lilia. Miraż. - Ciebie nie ciągnie poza tereny? Nie masz ochoty poznać Klanów, Rzeki... drugiego ojca? - Zapytał spokojnie. - Czy nawet po prostu, innych rzeczy niż te które są tutaj. - On nie miał nawet takich konkretnych planów w swoich wędrówkach, po prostu nie potrafił usiedzieć w miejscu.
Bardzo wysoka, choć nie masywna kotka. Posiada szczupłą, wręcz chudą sylwetkę. Futerko jej jest dość rzadkie i długie, jedynie na kryzie nabiera na objętości. Barwi się ono na czarno-biało, z wyjątkowymi plamami na grzbiecie i łapkach, wynikającymi z mutacji fińskiej. Biel pokrywa końcówkę ogona, łapki, większość mordki, oraz całą kryzę. Dodatkowo posiada czarny nosek i skośne oczka o pięknym niebieskim kolorze.
Księżniczka. Niecierpliwa, uważa, że jej się wszystko należy. Zwykle spokojna i oschła, jednak zdarza jej się czasem wybuchnąć. Ma obsesje na punkcie swojego wizerunku i chce być postrzegana za jak najlepszą wersję siebie. Wiecznie chodzi wyprostowana z uniesioną głową, patrząc na innych z góry. Mimo wielu planów i ambicji niechętnie podchodzi do pracy, jednak gdy podejmie się jakiegoś zadania musi być ono dopięte na ostatni guzik, czyli w skrócie ma jej to wyjść lepiej niż mogłoby innym.
Minęły dobre dwa uderzenia serca, zanim kotka połączyła kropki. No tak… Przecież Wieszczek jako jedyny z rodzeństwa wybrał ścieżkę salamandry. W sumie Artem był leczniczym, więc mogła przypomnieć sobie o tym jakoś wcześniej. - Mmmm, no niestety. Nie wiem, jak to się potoczy, ale jak skończysz szkolenie to szykuj się, będę przychodziła do ciebie i tylko i wyłącznie ciebie po ziółka - rzuciła mu zadziorny uśmiech. Czy będzie to często? Raczej nie, bo co jak co odporność Zmierzch miała wyśmienitą. No ale niech Wieszczek ma ten zaszczyt!
Uśmiech Zmierzch zanikał powoli, by ostatecznie rozpłynąć się w zamyśleniu po ostatnim pytaniu dymnego. Nie przepadała za drugim ojcem, nie wiedziała o nim prawie nic, ale wszystkiego, co znajdowało się w Klanie Rzeki, po prostu nie lubiła. Kotka wróciła wzrokiem do krajobrazu, tak wiecie, dla jakże potrzebnego dramatyzmu - Ciągnie, jasne, że ciągnie, jednak nie tak bardzo, jak was. Nie znam jeszcze całych terenów stada, a jako przyszły zwiadowca lub ktoś wyżej muszę je poznać. Chciałabym spotkać drugiego ojca, drugą Zmierzch albo kogoś krewnego, jednak nie śpieszy mi się. Zresztą nie mam czasu na takie wycieczki, nie wiem czy zauważyłeś, ale niektóre piszczki na stosie są ode mnie - dorzuciła, wracając wzrokiem do słuchacza. Oczywiście przy tych ostatnich słowach dumnie się wyprostowała i wypięła pierś. Może nie szło jej to tak wyśmienicie, jak zawodowym łowcom, wciąż potrzebowała by ktoś skorygował jej błędy, jednak jakiegoś piszczka dawała radę upolować podczas jednego wyjścia. No dalej Wieszczek, gdzie te komplementy i zachwyt?
‧₊˚❀༉‧₊˚. well,you're onlybothered'cause you'restaringx xxxxxxxxxxand you'llnevertalk meintocaring xxxxxxx'cause it's myown,and I'llkeep owning it xxx I'ma do just whatI wanton the regularxxxxxxxxxx and it'sreallynot my faultif you'rescaredof axx sweet,little,unforgettablething ♡