średniej wielkości, szczupła | krótkie, rudo-bure futerko o klasycznym pręgowaniu | białe znaczenia na pyszczku, brzuchu i palcach tylnych łap | złote, migdałowe oczy, lewe częściowo niebieskie | dodatkowy palec u lewej, przedniej łapy.
Odkąd na jednym z zebrań został poruszony temat muru otaczającego z jednej strony obóz Nowego Świtu, na pustym placu od strony Różanych Krzewów zaczęły pojawiać się przeróżne gałązki, kępki ziemi i roślin, a nawet kamienie i wszystko, co nowoświtowcy uznawali za dobry materiał na budowę muru. Z założenia ma on ograniczyć Ubitą Ziemię w kierunku od Różanych Krzewów jak najdalej w stronę Młodej Jarzębiny. Póki co jednak konstrukcja jest w początkowym stadium budowy i dopiero zaczyna wyglądać jak godny swojej nazwy mur.
średniej wielkości, szczupła | krótkie, rudo-bure futerko o klasycznym pręgowaniu | białe znaczenia na pyszczku, brzuchu i palcach tylnych łap | złote, migdałowe oczy, lewe częściowo niebieskie | dodatkowy palec u lewej, przedniej łapy.
xxNiedługo po ostatnim zebraniu starsze rodzeństwo Oazy, Aura, zaproponowali młodej szylkretce wspólne spędzanie czasu. Ponoć mieli wyjść poza obóz! Oaza w życiu jeszcze nie wyszła oficjalnie poza bezpieczne ściany swojego dotychczasowego domu i była bardzo ciekawa, co znajduje się na zewnątrz (ostatnim razem, gdy próbowała się wymknąć, nie zdążyła zajść za daleko zanim została zaciągnięta z powrotem przez mamę). Tym razem jednak miała wyjść już legalnie i to jeszcze z kimś ze starszego rodzeństwa, na co bardzo się cieszyła. Tym bardziej, że do tej pory nie miała zbyt dużo interakcji z Aurą i miło było to nadrobić. xxMieli się spotkać gdzieś na skraju obozu niedaleko Różanych Krzewów, toteż Oaza pojawiła się przy kolczastym gąszczu, mając nadzieję, że nie przyszła za późno. Po Aurze jednak nie było śladu, więc szylkretka uznała, że albo się spóźniają, albo ona zjawiła się za wcześnie. Albo za późno. Ale chyba nie. Oby nie. Trzymając się wersji, że jest przed czasem, wpadła na świetny pomysł. Schowała się w krzewach i czekała tam na pojawienie się Aury. Miała nadzieję, że jej nie widać. Chciała przestraszyć rodzeństwo. Uważała, że jej plan był świetny. Czekała tak w tych krzewach do czasu, aż nie zobaczyła, że rudo-biały kot zbliża się do niej. Gdy tylko znalazł się w wystarczająco bliskiej odległości, wyskoczyła z krzaków i rzuciła się na niego, wydając przy tym bojowy okrzyk.
Kociak Tsunami nie zmienił się znacznie. Nadal ma te same, bladorude futro poprzecinane ciemniejszymi, grubymi, klasycznie układającymi się pręgami. Od spodu jednak rudy kolor zanika, przechodząc dość szybko w biel. Biel znajduje się między innymi na pysku, po policzka i aż do czoła, na koniuszkach jak i na futrze wewnątrz ucha, na całych łapach (za wyjątkiem jasnorudych przebarwień na piętach tylnych łap), części brzucha (gdzie nieregularnie bije się o dominację z rudością) oraz na spodzie ogona. W długim i gęstym futrze Aury często goszczą kwiaty. Ich piwne (bądź ciemnomiodowe) oczy wybijają się na tle przydymionych odcieni. Trójkątne uszy oraz poduszki łap są w jasnoróżowej barwie, nos odcień lub dwa ciemniejszy. Aura jest kotem wyższym niż przeciętny, o lekkim zarysie mięśni pod długim futrem.
Aura to kot nietypowy, zaszyty we własnym świecie, gdzie skupia się na obmyślaniu planów, opisywaniu konkretnych zadań, jakie musi wykonać, bo w innym wypadku straciłby się już na początku, nie wiedząc od czego musi zacząć. Nienawidzi faktu, że niektórzy nie myślą, zamiast tego impulsywnie podejmują działania — nie potrafi pojąć, jak to robią. Nie lubi czekać, nie tylko jest niecierpliwy, ale też boi się rezultatu, który zajmuje dłużej niż pięć sekund, aby go otrzymać. Gdy ich plany się zmieniają, Aurze trudno jest przystosować się do nowych warunków. Aura stara się podejmować decyzje używając głównie logiki, a nie swoich uczuć w stosunku do tematu związanego z ową decyzją. Stara się wpasować do grupy kotów ją otaczających, mimikując często styl wypowiedzi albo używane frazy. Trudno jest im się zdecydować, jak na prawdę się czują, dlatego może tak mało mówią o uczuciach. Wszystko zostaje w środku.
Cóż, oficjalnie Aura też nie opuściło obozu zbyt wiele razy, więc Oaza nie miał...a jeszcze tak źle. W końcu nie powinna tam być. Aurze też niekoniecznie odpowiadało wychodzenie na zewnętrzny świat dopóki nie będzie w stanie wybrać się tam w towarzystwie kogoś, komu ufa najbardziej. Mamie. Ale kot wiedział, że Tsunami teraz ma dużo rzeczy na głowie. W końcu pójdą wspólnie. Prawda?
Jako, że umówili się w pobliżu Różanych Krzewów, właśnie w tamtą stronę teraz zmierzała sylwetka rudo-białego kota. Aura szła powoli, nie spiesząc się — w końcu w okolicy nie było jeszcze Oazy. Więc będzie móc się na chwilę rozsiąść, zebrać myśli. Wymyśleć, o co będzie się pytać Oazy. Tak.
Siada, ale nie musi nawet zawijać ogona wokół swoich łap zanim nie słyszy istnie mocarnego krzyku ze strony burego z rdzawymi dodatkami kota. Rodzeństwa. Aura spróbowała uskoczyć przed otrzymaniem większych obrażeń, ale nadal spróbowała złapać Oazę. Obróciła się więc prosto w stronę młodszego kocięcia Tsunami i starała się o to, by Oaza wpadli prosto w miękkie białe futro na Aurowej piersi.
— Hej. Prawie ci się udało. Nie było. Cię słychać. Aż do. Krzyku. — lekko uśmiechnęli się, mrugając i zostawiając swoje oczy lekko przymrużone. — To co, pierwsze się rozglądnijmy co przynieśli. Inni, a potem. Sami czegoś. Poszukamy. — proponuje, wyplątując Oazę ze swojego uścisku.
Ioncehada thought Butdont knowwhere itwent Cause Ive beenlivingoffsoda Andcheapcigarettes Maybewhen I was akid I wasdroppedon my head Yeah,thatwouldmakesomesense IDONTwannaBEmyself It´smaking mesounwell I dontWANNAbeMYSELF Just wanna besomeone else
Nieduży, piękny kocur o atletycznej sylwetce, smukłym, zgrabnym ciele i przystojnym pysku. Ma długie kremowe futro, oznaczone gdzieniegdzie ciemniejszymi plamami. Jego futro ściemniało z wiekiem i owe plamy nie rzucają się już aż tak w oczy. Przy chwili przyglądania się można dostrzec przyciemnienie na lewej stronie pyska, na prawym udzie, prawym nadgarstku i na zadzie, przy nasadzie ogona. Na jego sierści widnieją również białe znaczenia. Na nosie, piersi i tylnych łapach poniżej stawów skokowych. Ma pasujące do koloru futra, miodowe oczy. Nieduże, szeroko ustawione uszy zakończone małymi pędzelkami.
Wyrósł na spokojnego i rozsądnego kota. Można nazwać go cichym, z pewnością nie jest typem gaduły. Ma szlachetne ideały i wielkie marzenia. Wierzy w prawdę, przyjaźń i lojalność. Stara się by każdy jego czyn i każde wypowiadane słowo miało przynieść jakąś korzyść dla jego rodziny, jego samego lub całego Nowego Świtu. Jest towarzyski, łatwo nawiązuje kontakty, a z interakcji z kotami czerpie dużo przyjemności i energii. Ambitny, odpowiedzialny, uczciwy, uparty.
Tundra (NŚ), Płocha (KR)
Nasionko miał zdecydowanie dość bezczynności. Od blisko dwóch tygodni próbował zaczepić swoją matkę ale nie był w stanie jej znaleźć. Skoro nie ona, w Nowym Świcie było jeszcze kilka kotów, które powinny być mu przychylne.
W trakcie przemyśleń na temat tego, do którego z kotów z rodziny powinien poprosić o drobną przysługę, dostrzegł swoją jedyną ciotkę, kocicę Tsunami, o której wiedział tylko tyle, że jest specyficzna i że ma mnóstwo dzieci. Ale niezależnie od tego, jaka była, Nasionko ją kochał, nie ważne jaka była.
- Tsunami! - zaczepił ją, przechodzącą obok. Nie wiedział, czy go kojarzy ale wydawało mu się, że nieznajomość choćby wyglądu i imienia syna swojej siostry byłaby zaskakująca, więc odpuścił sobie przedstawianie się, uznając, że przedstawienie się kotu który dobrze wie, jak ma na imię, byłoby dużo bardziej żenujące niż nieprzedstawienie się w ogóle. - Dzień dobry. Przepraszam, że przeszkadzam, widzę że jesteś zajęta. Mogę o coś zapytać? - ciągnął dalej bardzo uprzejmie. Mówił dość szybko na wypadek gdyby kotka nie zatrzymała się, kiedy tylko się odezwał.
//ciocia Tsunami <3
Broken down and hungry for yourlove Withno wayto feedit
Whereare you tonight? Child, ya know how much I need it
It's neverover All my blood for the sweetness of his laughter
It's neverover He'sthetearthathangsinsidemysoulforever.
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
długowłosa, bura szylkretka z bielą; złotozielone oczy, przeciętna budowa i wzrost; więcej w KP
znerwicowana; nie radzi sobie najlepiej z emocjami; odnalazła w sobie pewność siebie; w głębi serca dobroduszna, ale niezwykle zagubiona; nieco złośliwa; łatwa do wyprowadzenia z równowagi; lubi ładne koty i kontakt fizyczny
barwna woda, szalejąca łapa, kora [rzeka]
Tsunami nie obcowała zbytnio z dzieciakiem Sekwoi. Wiedziała o jego istnieniu i tak naprawdę to... tyle. Sekwoja wychowywała go razem z Artemem, najwyraźniej, no i w porządku. Tsunami tak, jak była w stanie, nie zaniedbując własnych dzieci, okazjonalnie odwiedzała siostrzeńca, ale nie miała okazji poznać go lepiej. A szkoda. Może powinna, w końcu krew czy nie, skoro Sekwoja uważała go za syna, ona uważała go za siostrzeńca.
To, czy była zajęta, było kwestią sporną. Sama nie sądziła, że jest zajęta, ale skoro Nasionko uznał, że tak jest, to najwyraźniej to udawanie zajętej szło jej lepiej, niż przypuszczała. Zwolniła kroku, słysząc swoje imię, a potem rozpoznając zarówno głos jak i wygląd tego, kto do niej wołał, zatrzymała się zupełnie.
- Cześć młody - zagaiła spokojnie, swoim charakterystycznie zachrypniętym głosem. Nie uśmiechała się, ale wyraz pyska miała stosunkowo pogodny, przyjazny. Zaskoczyło ją jednak, że ktokolwiek, tym bardziej Nasionko z którym nie miała regularnego kontaktu, miał do niej jakąś sprawę. Po znajomości, rodzinnie, czy w innej kwestii? - Hm. Jasne, śmiało. O co chodzi.
i think i, i think i finally found a way toxx,,forgive myself formistakes,,,,i made in my past i think thats the first step,x,right?
Nieduży, piękny kocur o atletycznej sylwetce, smukłym, zgrabnym ciele i przystojnym pysku. Ma długie kremowe futro, oznaczone gdzieniegdzie ciemniejszymi plamami. Jego futro ściemniało z wiekiem i owe plamy nie rzucają się już aż tak w oczy. Przy chwili przyglądania się można dostrzec przyciemnienie na lewej stronie pyska, na prawym udzie, prawym nadgarstku i na zadzie, przy nasadzie ogona. Na jego sierści widnieją również białe znaczenia. Na nosie, piersi i tylnych łapach poniżej stawów skokowych. Ma pasujące do koloru futra, miodowe oczy. Nieduże, szeroko ustawione uszy zakończone małymi pędzelkami.
Wyrósł na spokojnego i rozsądnego kota. Można nazwać go cichym, z pewnością nie jest typem gaduły. Ma szlachetne ideały i wielkie marzenia. Wierzy w prawdę, przyjaźń i lojalność. Stara się by każdy jego czyn i każde wypowiadane słowo miało przynieść jakąś korzyść dla jego rodziny, jego samego lub całego Nowego Świtu. Jest towarzyski, łatwo nawiązuje kontakty, a z interakcji z kotami czerpie dużo przyjemności i energii. Ambitny, odpowiedzialny, uczciwy, uparty.
Tundra (NŚ), Płocha (KR)
Nie spodziewał się, że go zupełnie zignoruje, aż tak niskiego mniemania sobie nie miał. To, co właśnie sobie uświadomił to fakt, że nie zdążył ułożyć sobie w głowie wypowiedzi, którą miał przedstawić kotce, kiedy ta już zdecyduje się go wysłuchać. Wiedział, co chce powiedzieć ale wyszłoby mu to o wiele sprawniej i kosztowało o wiele mniej nerwów, gdyby miał w głowie przygotowaną konkretną wypowiedź. Takiego przygotowania nie dokonał, musiał więc improwizować.
- Chcę Cię prosić, żebyś nauczyła mnie polowania. - walnął prosto z mostu i oblizał pysk i nieco zestresowany oblizał pysk. - Jest mi głupio, że jestem dorosły i tego nie potrafię. - dodał, a małe uszy na kremowej głowie położyły się na chwilę płasko. Nie kłamał. Naprawdę czuł wstyd związany z faktem, że dalej nie byłby w stanie samodzielnie niczego upolować. Na reakcję Tsunami kocur czekał w napięciu. Nie znał kotki, więc równie dobrze mogła odrzucić go, powiedzieć, że ma czekać na rozpoczęcie swojego szkolenia, a o wszystkim dowie się jego matka, jak i mogła bez ociągania i śmiania się wyjaśnić wszystko. Kocur przełknął ślinę ale nie przestał wpatrywać się w Tsunami.
Broken down and hungry for yourlove Withno wayto feedit
Whereare you tonight? Child, ya know how much I need it
It's neverover All my blood for the sweetness of his laughter
It's neverover He'sthetearthathangsinsidemysoulforever.
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
XXXKoniec, całe szkolenie było już za nią. Nie musiała już dłużej biegać na granicę i dopraszać się o każdy skrawek wiedzy, który był im potrzebny. Nie musiała już zasypiać z obawami, że następnego dnia przyjdzie do niej pacjent, którego choroby nie będzie w stanie rozpoznać i wyleczyć. Powinna czuć się... lepiej. Powinna czuć się spełniona. Posiadła to, czego tak pragnęła, ale nie przyniosło to za sobą euforii, jakiej się spodziewała. Być może dlatego, że to wszystko tak długo trwało, być może dlatego, że zbiegło się to w czasie ze śmiercią córki. A może zwyczajnie nie potrafiła żyć, nie mając przed sobą jasnego celu. XXXLeżała w pobliżu Świtającej Skały bez większego zaangażowania obskubując sikorkę z piór. Kocica tak długo pozostawała w jednym miejscu, że na jej grzbiecie nazbierała się warstewka świeżego śniegu.
Pierwsze co można o nim powiedzieć: buja w obłokach. Pasjonują go historie, zarówno te wymyślone przez niego, jak i opowiadane przez innych. Nie stąpa zbyt twardo po ziemi i dużo patrzy w niebo, więc często się potyka. Nie unika towarzystwa, ale potrafi stracić koncentrację w połowie rozmowy. W jego głowie zaciera się granica pomiędzy rzeczywistością, a fantazją, a może po prostu widzi coś więcej niż inni? Jest ciekawski, ale bywa zapominalski, dość sympatyczny, ale nie zawsze mówi to co wypada.
Z nieba sypało. Nie był to pierwszy śnieg widziany przez Wieszczka, ale białe płatki nadal zachwycały kocurka. Za ich sprawą świat jakby przenosił się do innego wymiaru, chociaż sam dotyk śnieżynek był chłodny. Jak opadły na nos, tylko chwile pozostawały w swym kształcie, by zamienić się w krople wody. Kocurek wyobrażał sobie, jakby to było samemu się tak przeistoczyć.
Jakby w kontynuacji do swych myśli, natknął się akurat na Pokrzywę, która zmieniła swoją barwę, przykryta cienką warstwą śniegu.
- Masz na swoim grzbiecie więcej bieli niż zwykle. - Zagaił, przystając w odległości kilku kroków od kocicy. - Jakbyś miała wybrać kolor swojego futerka, jaki to byłby? - Przekrzywił lekko głowę, czekając na odwiedź. Duże uszy sterczały po obu stronach jego szczupłej głowy.
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Ostatnio w Nowym Świcie sporo się zadziało. Takiego obrotu spraw Artem się zdecydowanie nie spodziewał, nawet jeśli wiedział że Sekwoja potrafi być narwana jak sto Potworów na ulicy czy tam Grzmiącej Ścieżce. Ciemnobrązowy point przysiadł sobie niedaleko muru, który został wybudowany w Nowym Świcie i zaczął myśleć nad sensem istnienia. Sekwoja podniosła łapę na Raniuszka, członka grupy, przed wszystkimi, on próbował załagodzić sprawę, ale cały plan wziął w łeb, bo Kos wyrwała się do przodu jak strzała, jeszcze Pęd zaczyna się coraz bardziej kręcić koło Raniuszka, więc awersja Sekwoi do byłego rzeczniaka może spowodować problemy. Ale się porobiło… życie w grupie naprawdę jest cięższe od życia jako samotnik. Jeszcze w grupie, która nie potrafi się dogadać i tak naprawdę jest w większości familią z jednego drzewa i na obcych -takich jak na przykład on- patrzy się wilkiem z jakiegoś powodu, nawet jeśli nic nie zrobili i są w Nowym Świcie już długi czas. Co za życie nie do życia.
//Tundra
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Mimo, że ostatni czas w Nowym Świcie był wyjątkowo burzliwy, to ten konkretny dzień był dla Opoki wyjątkowo spokojny. Z samego rana wybrała się na patrol łowiecki, kiedy wróciła z niego wybrała dla siebie coś smakowitego. Tego dnia była to ryba, jako że kocica zauważyła że od kiedy je głównie pokryte łuskami piszczki, jej sierść wygląda nieco lepiej. Mógł to być przypadek ale nie zamierzała ryzykować. Chciała prezentować się jak najlepiej. Szczególnie, od kiedy posiadała partnerkę. Pokrzywa zasługiwała na to, by być z kotką, która jest najlepszą wersją samej siebie.
Ranek ten był wyjątkowo spokojny, dlatego właśnie czekoladowa kocica uznała że to idealny moment na odnowienie kontaktów ze Znachorem. Poznali się w szczególnych okolicznościach, a następnie ich znajomość zelżała zupełnie. Opoka żałowała, że tak się stało, point był bardzo spokojnym, ciepłym i zrównoważonym kotem. A w Nowym Świcie ostatnio takich zaczynało brakować. Może nie wszystko było jeszcze stracone?
Nie musiała długo szukać kocura, z którym chciała uciąć sobie… pogawędkę? Nie, raczej nie. W takowych: banalnych rozmowach o niczym Tundra nie była dobra.
- Artemie - skinęła głową nisko, by przywitać się z kocurem. - Przeszkadzam? - zapytała, nie chcąc być mimo wszystko powodem do przeszkadzania mu w samym środku wykonywania jakichś obowiązków.
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Z jego głębokiego zamyślenia wyrwał go znajomy głos. Artem mrugnął kilka razy jakby właśnie obudził się z długiego i głębokiego snu a potem spojrzał w stronę źródła, z którego głos dobiegał. Wtedy zauważył stojącą niedaleko Tundrę, która mówiła do niego. W sumie dawno nie rozmawiali, to trzeba przyznać. Zawsze się działo coś co w zarodku udaremniało ich plany jakiejś dłuższej rozmowy, w sumie czasami nawet zanim zdążyli o takiej konwersacji w ogóle pomyśleć.
-Nie, nie przeszkadzasz -pokręcił głową- Tak tylko sobie myślę… o różnych sprawach -dodał jeszcze- Coś się stało? -miał wrażenie, że Opoka nie przychodziłaby do niego jakby nie miała w tym jakiegoś interesu czy problemu.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Opoka przywykła do tego, że bardzo często, kiedy próbowała nawiązać kontakt z którymś z towarzyszy, ich pierwszą reakcją bardzo często było właśnie tego typu pytanie. Co się stało? Co musiało się stać, skoro sama Opoka z własnej woli nawiązuje ze mną kontakt? Przywykła do tego, chociaż nie mogła powiedzieć, że zupełnie jej to nie dziwiło. Niezależnie od wszelkich swoich myśli, wciąż zamierzała rozmówić się z zielarzem.
Uch, jak się prowadziło te małe rozmowy? Nie, nie była w stanie przypomnieć sobie takiej umiejętności, jako że nigdy jej nie posiadała.
- Wspominałam ostatnio moment, kiedy się poznaliśmy - zaczęła prosto z mostu, zamiast próbować zagadywać o pogodę czy samopoczucie. - Twoja rana była poważna. Blizna nie dokucza Ci od tamtej pory? - zapytała rzeczowo czekoladowa, starając się stłumić rosnące w niej poczucie dyskomfortu. Była pewna, że to przestanie ją dręczyć, kiedy tylko Artem zwyczajnie dołączy do rozmowy, nie wypytując dalej o jej powód. Bo takowego nie było.
Z perspektywy Pozytywki krzewiasty mur istniał na obrzeżach obozu od zawsze. Urodził się, gdy ogrodzenie już powstało, rozrosło się do tego stopnia, że każda kolejna dokładana do niego gałązka była w oczach kocięcia nie kontynuacją budowy, a jedynie naprawianiem niedociągnięć. Czasami myślał o tym jakby to było wyjść poza ten mur, tą bezpieczną barierę poza którą świata nigdy na oczy nie widział. Tam gdzieś był jego tata, Raniuszek, a z dnia na dzień Pozytywka tęsknił coraz bardziej i myślał o tym, gdzie ojciec się podział.
Myślał o tym, kiedy w końcu wyjdzie poza obóz i będzie mógł ruszyć na poszukiwania taty. Ale wiedział jedno - jeszcze nie teraz. Nie dlatego, że się bał, ale był za młody. Nie był gotów, dalej był młodzikiem bez doświadczenia.
Pozytywka westchnął, krążąc w tą i z powrotem wzdłuż muru, przyglądając się każdej gałązce w zamyśleniu.