Księżyce: 110 Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda Płeć: kocur Matka: Czerwony Mak Ojciec: idk Partner: Zachód Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Księżyce: 110 Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda Płeć: kocur Matka: Czerwony Mak Ojciec: idk Partner: Zachód Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Wyrósł na wysokiego i masywnego kocura. Zaczął nawet ogarniać swoje przerośnięte gabaryty i chociaż nadal porusza się flejowato i nie raz zdarzy mu się potknąć, czy zaszurać łapami, kiedy zepnie się w sobie, jest w stanie chyżo biegać czy skutecznie się skradać. Zwykle garbi plecy, chowając głowę między szerokimi barkami i łypie spod byka ślepiami, wybarwionymi na jaskrawą - jak u Czerwonego Maku - pomarańcz. Od koniuszka ogona, aż po nos jest czarny jak węgiel. Futerko ma krótkie, zazwyczaj rozczochrane i brudne, bo szkoda mu czasu na takie szczegóły jak jego układanie. Przez całe swoje dzieciństwo nie wymawiał "r" i nadal mu się zdarza zapomnieć o tej niepotrzebnej spółgłosce, zwłaszcza, gdy włączy tryb pospieszny w mówieniu.
Rozwój emocjonalny Konika zakończył się dawno temu, jeszcze zanim na dobre się rozpędził. To duży (no dobra, BARDZO duży) dzieciak. Księżyce przeżyte samodzielnie poza Klanem dodały mu co prawda trochę powagi i zapobiegliwości, ale co gorsza, również pewności siebie i buty. Nie do końca wprawnie ocenia swoje dobre i słabe strony, a należy zaznaczyć, że jest nieuleczalnym fajtłapą, a do tego zapominalskim roztrzepańcem. Mówi zdecydowanie szybciej niż myśli i bywa bezczelnie bezpośredni. Z kontrolą emocji jest również na bakier i niewiele mu trzeba by się zezłościć, czy rozbawić, ale znacznie więcej by posmutnieć, bo w ogólnym rozrachunku to bardzo pozytywny gość.
Pęd potwora porwał mu wąsy i zadrżał całym jego ciałem. Ten egzemplarz był wyjątkowo potężny i nawet pomimo przyzwyczajenia, Kornik poczuł nieprzyjemny ucisk w żołądku. Jednak szczęśliwie, przemknął on szybko i i zniknął, pozostawiając koty w błogo brzmiącej po jego ryku ciszy. Przynajmniej dopóki nie pojawił się dwunóg, na śmiesznym stworzeniu stworzeniu, które wyglądało jak biedniejsza wersja potwora. Wojownik widywał i takie dziwa na osiedlu, więc nie zdziwił się tak bardzo jak jego towarzysze, ale również uśmiechnął się pod nosem na ten komiczny widok.
- Hm, bardziej bym powiedział, że to coś w rodzaju sztucznego konia. - Stwierdził, lekko szczerząc się do Szafirka. Koty z osiedla miały na to jakąś swoją nazwę, ale tego już Kornik nie pamiętał. Natomiast nie było czasu się nad tym zastanawiać, bo kiedy dwunóg i jego... koń, powiedzmy, czy też kocię potwora, zniknęli, kolejny raz nastąpiła cisza oraz szansa na to, żeby bezpiecznie przemierzyć Grzmiącą Ścieżkę.
Na sygnał dany przez Łabędzia wystrzelił jak z bloków startowych i nie rozglądając się, ani nie wahając, biegł na drugą stronę.
Itookmylove,Itookitdown ClimbedamountainandIturnedaround AndIsawmyreflectioninthesnowcoveredhills 'Tilthelandslidebroughtitdown Oh, mirror in the sky
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Koty wyczekały odpowiedni moment, gdy potwór się oddalił a wokół nich zapanowała cisza. Na szczęście nadejście potwora zwiastował przeciągły hałas oraz wibracje podłoża, dlatego mniej-więcej byli w stanie określić, że akurat w tym momencie żaden nie zbliża się w ich stronę. Oczywiście, niektóre mknęły tak szybko, że te sygnały nie były w stanie dać im pewności, no ale kiedyś musieli przez tę Grzmiącą Ścieżkę przebiec, nie mogli stać przy niej do śmierci.
Cała trójka ruszyła pędem po twardej, nieprzyjemnej w dotyku ziemi. Było w niej coś... nienaturalnego, zupełnie innego od skał z jakimi z reguły mieli styczność. To dodatkowo wzmagało pewne uczucie niepokoju. Na szczęście, całej trójce bezpiecznie udało się dostać na drugą stronę. Ani śladu potworów.
Znajdowali się niedaleko Nory Krzywuchy. Musieli jeszcze jakoś pokonać uchodzącą do Topiołek rzekę. Mogli spróbować ją przepłynąć albo przejść poboczem idącej nad nią Grzmiącej Ścieżki - ich decyzja.
Całej trójce udało się przebiec w jednym kawałku i to w dodatku bez potwora siedzącego im na ogonie. Zwycięstwo absolutne, chociaż sierść na grzbiecie Łabędzia nie chciała opaść do końca nawet uderzenia serca po tym, gdy zamiast twardej powierzchni, czuł pod łapami miękkość trawy. To było jego pierwsze spotkanie oko w oko z potworami dwunogów i naprawdę cieszył się, że na drodze nie stało więcej Grzmiących Ścieżek - czekał ich już tylko powrót. On na czwartą wyprawę do Szepczącej Sadzawki wybierać się nie będzie.
- Potwory nigdy nie schodzą ze ścieżki, prawda? - mruknął bardziej do siebie niż pozostałych, raz jeszcze stawiając łapy na chropowatej powierzchni. Z dwojga złego wolał szybko przemknąć poboczem niż zmuszać ich do kontynuowania podróży z przemokniętym do suchego włoska futrem. Nie mógł przewidzieć, czy nie zacznie padać, ale co do jednego był pewien - zbyt ciepło to dziś nie było.
Później miał poprowadzić ekipę przez Wrzosowisko, tak by doszli do Borsuczych Pagórków. Niespecjalnie przez Łabędzia lubianych dzięki ograniczonej widoczności na nierównym terenie, ale to nie tak, że mógł wybrzydzać. Prawda była taka, że gdziekolwiek poza terenami klanu czuł potrzebę wzmożonej czujności. Byli sami, znajdowali się na obcych ziemiach i Gwiezdni raczyli wiedzieć, co jeszcze miało się wydarzyć.
Po emocjonującym przejściu przez czarną ścieżkę czuł się odrobinę wypompowany, dlatego nie podejmował rozmowy, skupiając się na tym, co przed nimi. Czekała ich długa droga.
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Coś w rodzaju sztucznego konia? Szafirek był nieprzekonany. Co prawda w życiu konia nie widział i może rzeczywiście tak wyglądały, ale... dopiero co zobaczył dwa dorosłe potwory i potrafił wskazać ich podobieństwo do tego trzeciego. Ale może konie też miały dwie wirujące obręcze zamiast łapek – w każdym razie nie było teraz czasu na takie rozważania.
A po przedostaniu się na drugi brzeg Grzmiącej Ścieżki z kolei nie było już siły na myślenie. Nie odpowiedział na pytanie, bo specjalistą nie był, chociaż nie ufałby aż tak potworom w kwestii przestrzegania niepisanych zasad. Prawdę mówiąc wolałby już przepłynąć kolejną przeszkodę na ich drodze, ale nie była to na tyle silna preferencja by się odzywać. Po prostu... dopasuje się do reszty grupy i pójdzie tak jak poprowadzą.
Księżyce: 110 Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda Płeć: kocur Matka: Czerwony Mak Ojciec: idk Partner: Zachód Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Księżyce: 110 Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda Płeć: kocur Matka: Czerwony Mak Ojciec: idk Partner: Zachód Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Wyrósł na wysokiego i masywnego kocura. Zaczął nawet ogarniać swoje przerośnięte gabaryty i chociaż nadal porusza się flejowato i nie raz zdarzy mu się potknąć, czy zaszurać łapami, kiedy zepnie się w sobie, jest w stanie chyżo biegać czy skutecznie się skradać. Zwykle garbi plecy, chowając głowę między szerokimi barkami i łypie spod byka ślepiami, wybarwionymi na jaskrawą - jak u Czerwonego Maku - pomarańcz. Od koniuszka ogona, aż po nos jest czarny jak węgiel. Futerko ma krótkie, zazwyczaj rozczochrane i brudne, bo szkoda mu czasu na takie szczegóły jak jego układanie. Przez całe swoje dzieciństwo nie wymawiał "r" i nadal mu się zdarza zapomnieć o tej niepotrzebnej spółgłosce, zwłaszcza, gdy włączy tryb pospieszny w mówieniu.
Rozwój emocjonalny Konika zakończył się dawno temu, jeszcze zanim na dobre się rozpędził. To duży (no dobra, BARDZO duży) dzieciak. Księżyce przeżyte samodzielnie poza Klanem dodały mu co prawda trochę powagi i zapobiegliwości, ale co gorsza, również pewności siebie i buty. Nie do końca wprawnie ocenia swoje dobre i słabe strony, a należy zaznaczyć, że jest nieuleczalnym fajtłapą, a do tego zapominalskim roztrzepańcem. Mówi zdecydowanie szybciej niż myśli i bywa bezczelnie bezpośredni. Z kontrolą emocji jest również na bakier i niewiele mu trzeba by się zezłościć, czy rozbawić, ale znacznie więcej by posmutnieć, bo w ogólnym rozrachunku to bardzo pozytywny gość.
Kornik odetchnął głęboko - zarówno z ulgi, że pokonali Grzmiącą Ścieżkę bez problemów, jak i w próbie dostarczenia tlenu do płuc po gwałtownym sprincie. Nie ingerował w wybory Łabędzi co do drogi, po prostu podążał za wojownikiem, w pewni ufając jego osądom. Na zadane w przestrzeń pytanie jedynie wzruszył barkami, mrucząc równie niewyraźnie:
- No raczej nie.
Dał trochę odpocząć uszom swoich towarzyszy, tym razem nie podejmując żadnej konwersacji. Za to uważnie rozglądał się wkoło, po części z czujności, a po trochu z chęci zabicia czasu. Tyle dobrego, że łapy niosły go bez większego zmęczenia, bo mieli jeszcze trochę trasy do przemaszerowania.
Itookmylove,Itookitdown ClimbedamountainandIturnedaround AndIsawmyreflectioninthesnowcoveredhills 'Tilthelandslidebroughtitdown Oh, mirror in the sky
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Mieli szczęście, bo nie pojawił się już żaden potwór. Całej trójce udało się bezpiecznie przemknąć poboczem Grzmiącej Ścieżki nad płynącą pod nimi rzeką. Było tak zdecydowanie szybciej niż gdyby spróbowali ją przepłynąć, oraz nie musieli ryzykować przeziębienia. Nie było jakoś super ciepło, a z mokrym futrem zawsze było ryzyko, że kogoś z nich przewieje.
Dotarli do Wrzosowiska i rozciągających się za nim Borsuczych Pagórków. Na łące pojawiły się już pojedyncze, kwitnące, fioletowe wrzosy oraz cała masa innych kwiatów, jak chociażby maki, stokrotki czy mlecze wraz z dmuchawcami. Widok robił wrażenie i był po stokroć przyjemniejszy niż zabłocone, szare Borsucze Pagórki na początku Pory Nowych Liści czy też pod koniec Pory Nagich Drzew.
Okolica wydawała się bezpieczna, chociaż rzeczniacy poczuli delikatny, unoszący się w powietrzu zapach lisa, jakby ten przechadzał się po okolicy w trakcie ostatniej doby. Musieli uważać.
Ledwie zeszło z niego napięcie spowodowane bliskością Grzmiącej Ścieżki, potworów i dwunożnych, ledwie otworzył szerzej oczy w zachwycie, całym sobą chłonąc niepoznane dotychczas oblicze Wrzosowiska, naraz dostał brutalne przypomnienie, że bynajmniej nie byli tutaj na wycieczce krajoznawczej. Zaalarmowanie błysnęło w oczach kocura, gdy do jego nozdrzy dotarła znana mu doskonale woń lisa. Raczej nie minęli się z nim o włos, musiał kręcić się tutaj w przeciągu ostatniej doby, ale to jakoś specjalnie Łabędzia nie uspokajało. Był tutaj raz, mógł zawsze wrócić; kto wie, czy nie miał tu w okolicy swojej nory?
- Czujecie to? - spytał po trochu retorycznie, a po trochu by upewnić się, że to nie zmysły płatały mu figla. Powiedzieć, że ostatnio był zestresowany, to byłoby niedopowiedzenie. Nie zdziwiłby się przesadnie, gdyby rzuciło mu się na mózg.
A przesądny umysł już robił swoje - szeptał mu do uszka, że te przeszkody na ich drodze to nie dzieło przypadku i być może coś chciało utrudnić im dojście do Szepczącej Sadzawki. Nie widział wizji Wydmowego Wiatru na własne oczy, z tego, co kotka opowiadała, to były jedynie obrazy, bez słów. Co jeżeli wiadomość od Gwiezdnego Klanu została opatrznie zrozumiana? Może to wcale nie on miał teraz tędy przechodzić, może to nie na niego czekali.
Podenerwowany podrygiwał końcówką ogona, ale nie zwalniał kroku. Cały czas parł naprzód, na Borsucze Pagórki. Nawet odbierający dech krajobraz nie był w stanie dać ukojenia jego nerwom i - niemalże jak podczas swojej pierwszej wyprawy, kiedy wciąż był terminatorem - nieco paranoicznie wypatrywał niebezpieczeństwa.
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Z uwagą przyglądał się mijanym kwiatkom, chociaż starał się trzymać Łabędziej kity i nie zbaczać z trasy. Chyba wszystkie widział już wcześniej na Rzecznych terenach, prawda? To nie tak, że właśnie mijał niespotykane nigdzie indziej gatunki, których już nigdy więcej w życiu nie zobaczy, prawda?
– Śmierdzi. – potwierdził, bo retoryczne pytania tak nie do końca były jego rzeczą. Pytanie to pytanie, skoro był pewny odpowiedzi to proszę bardzo. A w tym przypadku był pewny, że słodką woń kwiatów zaburzało coś. Któryś z drapieżników, chociaż Szafirek nie potrafił w myślach przywołać konkretnej nazwy. Pamiętał, że to był charakterystyczny smród, ale... dla kogo charakterystyczny? Borsuka? Lisa? Psa? Na pewno do jednego z tych większych i bardziej niebezpiecznych, tyle to mógł już teraz powiedzieć. I Gwiezdni mu świadkiem, że poniekąd chciał się przekonać kto to taki w rzeczywistości był źródłem tego zapachu. Bo jakoś tak nie pomyślał, że warto by zwyczajnie spytać i rozwiać swoje wątpliwości, spotkanie wydawało mu się jedyną opcją by wiedzieć.
Co, oczywiście, nie znaczy że poleciał za tropem jak pies gończy. Zresztą trop nawet nie istniał, tylko ten zapach niesiony z wiatrem, a za tym ciężko podążać. Szczególnie, gdy ma się ważną misję, tak. Więc dalej trzymał się blisko ogona wujka.
Księżyce: 110 Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda Płeć: kocur Matka: Czerwony Mak Ojciec: idk Partner: Zachód Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Księżyce: 110 Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda Płeć: kocur Matka: Czerwony Mak Ojciec: idk Partner: Zachód Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Wyrósł na wysokiego i masywnego kocura. Zaczął nawet ogarniać swoje przerośnięte gabaryty i chociaż nadal porusza się flejowato i nie raz zdarzy mu się potknąć, czy zaszurać łapami, kiedy zepnie się w sobie, jest w stanie chyżo biegać czy skutecznie się skradać. Zwykle garbi plecy, chowając głowę między szerokimi barkami i łypie spod byka ślepiami, wybarwionymi na jaskrawą - jak u Czerwonego Maku - pomarańcz. Od koniuszka ogona, aż po nos jest czarny jak węgiel. Futerko ma krótkie, zazwyczaj rozczochrane i brudne, bo szkoda mu czasu na takie szczegóły jak jego układanie. Przez całe swoje dzieciństwo nie wymawiał "r" i nadal mu się zdarza zapomnieć o tej niepotrzebnej spółgłosce, zwłaszcza, gdy włączy tryb pospieszny w mówieniu.
Rozwój emocjonalny Konika zakończył się dawno temu, jeszcze zanim na dobre się rozpędził. To duży (no dobra, BARDZO duży) dzieciak. Księżyce przeżyte samodzielnie poza Klanem dodały mu co prawda trochę powagi i zapobiegliwości, ale co gorsza, również pewności siebie i buty. Nie do końca wprawnie ocenia swoje dobre i słabe strony, a należy zaznaczyć, że jest nieuleczalnym fajtłapą, a do tego zapominalskim roztrzepańcem. Mówi zdecydowanie szybciej niż myśli i bywa bezczelnie bezpośredni. Z kontrolą emocji jest również na bakier i niewiele mu trzeba by się zezłościć, czy rozbawić, ale znacznie więcej by posmutnieć, bo w ogólnym rozrachunku to bardzo pozytywny gość.
Łabędź dostrzegał przeszkody, tymczasem Kornik myślał o tym jak przyjemnie mijała im droga. Chociaż szli bokiem Grzmiącej Ścieżki, nie pojawił się żaden potwór, a za to wkrótce ich oczom ukazały się Borsucze Pagórki w swojej poro-nowo-listnej krasie. Oczywiście, wojownik również poczuł woń lisa, ale nie przeszkadzało mu to podziwiać różnobarwność flory tego miejsca. Było tu tak pięknie, że nic dziwnego, że jakiś drapieżnik wybrał sobie to miejsce na żer, albo nawet zamieszkanie.
- W razie czego poradzimy sobie. - Miauknął z uśmiechem, bo niemal widział jak nad głową przyszłego przywódcy zaczynają zbierać się czarne chmury. Byli trójką dorosłych kocurów, jeden lis nie mógł im zepsuć planów. Syn Czerwonej Gwiazdy pociągnął nosem, wciągając woń i próbując się zorientować, czy ślad wskaże jakikolwiek kierunek, którego mogliby unikać. Próbował być wyczulony na ewentualne natężenie zapachu, albo niepokojące szelesty, niemniej oprócz tego całkiem pewnie podążał dalej za Łabędziem.
Itookmylove,Itookitdown ClimbedamountainandIturnedaround AndIsawmyreflectioninthesnowcoveredhills 'Tilthelandslidebroughtitdown Oh, mirror in the sky
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Koty, mimo zapachu lista, ruszyły w kierunku Szepczącej Sadzawki, która znajdowała się kawałek za Borsuczymi Pagórkami. Na szczęście, Kornikowy Konar i Łabędzia Szyja znali tę drogę już dosyć dobrze, trudno im się zatem było zgubić. I tak dobrze, że tym razem znowu nie trafili na bagnisko. Teraz teren był stały, pokryty bujną zielenią. Gdzieniegdzie było trochę mokro, ale nie na tyle, by zapadły im się w tym łapy.
Zapach lisa zaczął słabnąć, co znaczyło, że nie szedł wcześniej w tę stronę, co oni. To dobrze, bo, o ile w trójkę by pewnie sobie poradzili z przeciwnikiem, to nie mogli sobie za bardzo pozwolić na rany i marnowanie czasu w sytuacji, w której byli. Nie mieli ze sobą medyka, byli daleko od obozu Klanu Rzeki i w zasadzie to trochę im się spieszyło.
Słońce stało już wysoko na niebie, wyglądając co chwila za biało-szarych chmur. W ich uszach dźwięczał odgłos latających po wyżynach owadów, falującej pod wiatrem roślinności i okolicznych ptaków. Przed nimi już ostatnia prosta, niedługo powinni być na miejscu.
Przez chwilę zrobiło się nieciekawie, jednak wbrew czarnowidztwu Łabędzia, nie udało im się przypadkiem wpaść prosto w szczęki lisa. Jego zapach stopniowo zanikał, aż stał się wspomnieniem. Takim z rodzaju ulotnych, do których kocur wolałby niepotrzebnie nie wracać.
Szli nieprzerwanie, a on był tak zafiksowany na celu podróży oraz szukaniu dziury w całym, że dopiero po dłuższym czasie dostrzegł dziury... na niebie. Chmury przerzedziły się nieco, odsłaniając słońce, swymi promieniami optymistycznie oświetlające im drogę, by po chwili nieśmiało się skryć. Może jednak nie będzie padać. Łabędzia Szyja pomyślał o swojej partnerce i wyciągnął pysk ku górze. Zamknął oczy na błogie uderzenia serca, podczas których rozkoszował się otulającym go, delikatnym ciepłem. Tak bardzo chciał mieć teraz Mętlik u boku. Pragnął, aby była tu przy nim fizycznie, jako kot z krwi i kości, a nie jedynie pod postacią słonecznej symboliki. Tęsknota ścisnęła go za serce. Gdzie teraz była? Wyprawa z Kosową Gwiazdą odbyła się tak dawno, że na trasie nie ostał się najmniejszy ślad po ukochanej.
Powoli zbliżali się do końca, a im bliżej Szepczącej Sadzawki, tym mocniej docierała do niego świadomość, po co właściwie przemierzali te dalekie od klanowych ziemie. Zagrożenia typu lis odsunęły się na dalszy plan, odepchnięte przez stres na myśl o nieuniknionym. A więc to działo się naprawdę? Już niebawem miał dzielić sny z Gwiezdnym Klanem...?
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Zapach drapieżnika wkrótce zaczął słabnąć, więc potencjalne zagrożenie (i rozważania nad jego gatunkiem) prędko opuściły głowę Szafirka. Gdzieś w rogu umysłu pojawiła się rozkmina – jak daleko jeszcze? Ale nie chciał przerywać ciszy, szczególnie że ta informacja niczego by nie zmieniła. Zamiast tego postanowił skierować swoją uwagę na coś innego. Skupił się na marszu, na stawianiu kolejnych kroków i na ziemi przed swoimi łapami. Początkowo starał się nie zdeptać żadnej stokrotki, z czasem ostrożność rozszerzyła się również na mrówki i inne robaczki, które można było napotkać w takich warunkach. I jakoś tak mu mijał kolejny etap wędrówki.
Księżyce: 110 Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda Płeć: kocur Matka: Czerwony Mak Ojciec: idk Partner: Zachód Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Księżyce: 110 Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda Płeć: kocur Matka: Czerwony Mak Ojciec: idk Partner: Zachód Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Wyrósł na wysokiego i masywnego kocura. Zaczął nawet ogarniać swoje przerośnięte gabaryty i chociaż nadal porusza się flejowato i nie raz zdarzy mu się potknąć, czy zaszurać łapami, kiedy zepnie się w sobie, jest w stanie chyżo biegać czy skutecznie się skradać. Zwykle garbi plecy, chowając głowę między szerokimi barkami i łypie spod byka ślepiami, wybarwionymi na jaskrawą - jak u Czerwonego Maku - pomarańcz. Od koniuszka ogona, aż po nos jest czarny jak węgiel. Futerko ma krótkie, zazwyczaj rozczochrane i brudne, bo szkoda mu czasu na takie szczegóły jak jego układanie. Przez całe swoje dzieciństwo nie wymawiał "r" i nadal mu się zdarza zapomnieć o tej niepotrzebnej spółgłosce, zwłaszcza, gdy włączy tryb pospieszny w mówieniu.
Rozwój emocjonalny Konika zakończył się dawno temu, jeszcze zanim na dobre się rozpędził. To duży (no dobra, BARDZO duży) dzieciak. Księżyce przeżyte samodzielnie poza Klanem dodały mu co prawda trochę powagi i zapobiegliwości, ale co gorsza, również pewności siebie i buty. Nie do końca wprawnie ocenia swoje dobre i słabe strony, a należy zaznaczyć, że jest nieuleczalnym fajtłapą, a do tego zapominalskim roztrzepańcem. Mówi zdecydowanie szybciej niż myśli i bywa bezczelnie bezpośredni. Z kontrolą emocji jest również na bakier i niewiele mu trzeba by się zezłościć, czy rozbawić, ale znacznie więcej by posmutnieć, bo w ogólnym rozrachunku to bardzo pozytywny gość.
Sądząc po zapachu udawali się w innym kierunku niż lis, więc nie musieli się martwić ewentualną potyczką. Zamiast tego wyraźnie zbliżali się do celu podróży, nie mając przed sobą żadnych wielkich przeszkód - żadnych więcej grzmiących ścieżek, bagnisk, rzeki. Tylko prosta, bujnie zazieleniona droga.
Kornik uderzył lekko ogonem w bok Łabędzia i uśmiechnął się do niego szeroko. Były uczeń musiał również rozpoznawać to miejsce i zdawać sobie sprawę, że stawia swoje ostatnie kroki jako wojownik. Wkrótce miał dzielić sny z Gwiezdnym Klanem i obudzić się z nich jako przywódca Klanu Rzeki, a Kornik domyślał się, że przyda mu się świadomość, że ktoś z nim jest teraz i będzie też po wszystkim.
Itookmylove,Itookitdown ClimbedamountainandIturnedaround AndIsawmyreflectioninthesnowcoveredhills 'Tilthelandslidebroughtitdown Oh, mirror in the sky
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Gdy dotarli do Szepczącej Sadzawki słońce już chyliło się ku zachodowi, a niebo przybrało pomarańczowy kolor. Chmury na nim natomiast zabarwiły się na różne kolory, od żółci, przez róż po fiolet i granat. Te kolory też zaczęły odbijać się w spokojnej tafli sadzawki.
Woda była spokojna, gdzieniegdzie tylko falowała podrygiwana delikatnym wietrzykiem. Wokół kotów latały ważki, pszczoły, motyle oraz inne owady, a wysoko nad nimi przeleciało kilka gołębi. Nie było czuć żadnych drapieżników.
Cała trójka czuła ból łap spowodowany długą wędrówką, oraz do ich brzuchów zaczął wdzierać się głód. Najprawdopodobniej jednak nie było teraz czasu na polowanie i odpoczynek. Czekało ich coś dużo, dużo ważniejszego, co nie mogło już czekać. Klan Rzeki ich potrzebował.
Uśmiechnął się do mistrza, wdzięczny za jego wsparcie, i wyprostował zgarbione plecy. Starał się nie poddać ponurej atmosferze, jaka zalęgała mu się w umyśle. I jakkolwiek potrafił wmówić sobie, że póki nic nie jest w stu procentach przesądzone, to nie ma czym się zadręczać, tak jedna myśl nie dawała mu spokoju. Czy spotka się z Mętlik? Zobaczenie jej było nieuniknione zakładając, że trafiła na Srebrną Skórkę. Jeżeli tak się stało, nie pozostawiłaby go w niepewności, wiedział na pewno. Nie stałaby w cieniu w tak ważnym momencie. Nie chciał tego. Niczego nie pragnął równie mocno, co znów ją zobaczyć, ale przecież nie tak. Nie tam. Nie jako jedną z Gwiezdnych, a tutaj, na ziemi, gdzie było jej miejsce.
Kiedy dotarli, Szepcząca Sadzawka wyglądała magicznie. Zawsze nosiła w sobie pierwiastek magii, było w niej coś niezwykłego, jednak dzisiaj to wrażenie zyskało na mocy. Odbijała ciepłe barwy chmurnego nieba, a wokoło latały ptaki i owady; majestatyczne motyle oraz ważki, bzyczące znajomo pszczoły i cała reszta, zdająca się robić za dopełniający całość akcent. Z taką oprawą wizualną w miejscu swojej ceremonii, Łabędź mógł poczuć się jak księżniczka Disneya, przed czym powstrzymywała go tylko ich nieznajomość.
Zbliżył się do sadzawki, zatopił spojrzenie w spokojnej tafli wody, po czym z głośno bijącym sercem odwrócił się do towarzyszy, minę mając zatroskaną.
- Uważajcie na siebie, dobrze? Gdyby coś się działo, nie wahajcie się mnie budzić - poprosił. Śnienie z samym Gwiezdnym Klanem nie mogło być ważniejsze od dobrego samopoczucia oraz bezpieczeństwa reszty ekipy. Nie zniósłby myśli, że Kornikowy Konar i Szafirek zmagali się z problemami, podczas gdy on spał sobie w najlepsze. Wystarczająco dziwna była myśl, że to oni będą nad nim czuwać, a nie odwrotnie.
Przykucnął i odetchnął głęboko. Widział własne odbicie w prawie nieruchomej tafli i nie było to odbicie przywódcy. Nie było to odbicie zastępcy. Należało do zwykłego wojownika. Jak to się stało, kiedy to się stało, że dobrostan Klanu Rzeki zaczął zależeć od niego? Czy zrobili coś nie tak, że rządy Ćmiej Gwiazdy i Kosowej Gwiazdy musiały zakończyć się przedwcześnie i nieszczęśliwie? Nigdy wcześniej, tak jak w tamtym momencie, nie przejmował się potencjalną omylnością przodków. Ta, z jego nieskromną pomocą, mogła przyczynić się do tragedii.
Ale nie było już odwrotu.
Wziął łyk lodowatej wody. Czuł chłód przemieszczający mu się przez przełyk aż do żołądka i choć nie było w tym nic niezwykłego, na chwilę wstrzymał oddech. Wypuścił powietrze przez nos, a następnie zwinął się w kłębek nieopodal Szepczącej Sadzawki - zachowawczo nie ułożył się zbyt blisko - i zamknął oczy. Zdążył jeszcze zastanowić się, czy Gwiezdni przewidywali wizytę kota, który ze stresu nie będzie w stanie zasnąć. Albo kota, który nie potrafi spać z dala od domu, pośrodku niczego, zostawiając dwa ważne mu koty na warcie. Poprzednimi razy nie miał z tym problemu, lecz kto wie...? Wówczas nie miał tak ważnej misji. Był wyczerpany. Teraz emocje targały nim na lewo i prawo, sprawiając, że zapominał o zmęczeniu czy głodzie.