Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Ostatnia Ceremonia jak wszystkie inne była burzliwa, ale żeby zobaczyć Gwiezdnego to trochę miał ochotę się zaśmiać. Jedyną dobrą rzeczą jaka wynikła z tego zbiorowiska było to, że dostał Stokrotkową Łapę jako podopiecznego. Nie był jednak pewien, czy posiadanie dziecka Lśniącej Sadzawki jako Terminatora to dobra rzecz, trochę obawiał się czy po poznaniu się bliżej młodzik nie okaże się taki sam jak stara jędza. Aktualnie nie zakładał najgorszego, zbyt dużo razy to robił, nie potrzebował sprawiać przykrości następnemu kotu swoim zachowaniem, tak więc z uśmiechem wszedł w Ciepłe Skałki. Wzorkiem szukał swojego podopiecznego, mając nadzieję go tu znaleźć, ale też nie mógł być pewny, że na pewno tutaj się znajduję.
– Stokrotku? – wypowiedział donośnym, ale łagodnym głosem, by zwrócić uwagę podopiecznego, o ile się tutaj znajdował.
Przejął widoczne cechy wyglądu po... żadnym z rodziców. Jego pulchne, dosyć duże jak na kociaka ciałko pokryte jest długim, ciemnoburym futrem, które ozdabiają fantazyjne, kręcące się klasyczne pręgi. Rozjaśnienia widoczne są na jego podbródku i kawałku mordki, a białe plamki znajdują się na dwóch środkowych palcach przedniej prawej łapy. Uszy mają delikatne frędzelki na swoich końcach. Oczęta malca są na razie niewybarwione, błękitnoszare, w przyszłości zaś osiągną płomienną, pomarańczową barwę, a pyszczek jego akcentuje czarny nosek na jego czubku, ozdobiony wykręconymi wąsami po obu stronach. Nie zapominając o puszystych, okrąglutkich policzkach tuż obok!
Może to dopiero kocięca nieśmiałość, z której kocurek wyrośnie w dorosłym życiu... póki co jednak Stokrotka jest istotą nadzwyczaj cichą i ułożoną, stroniącą od bycia w centrum uwagi, co z pewnością będzie trudnym wyzwaniem ze względu na to, kim są jego rodzice. Cechuje go niepewność i lekki strach do świata zewnętrznego - jest nim jednocześnie zachwycony, jak i przerażony. Dostrzega jednak jego piękno, jest w stanie się nim zachwycić i podziwiać, odcinając się wtedy od reszty bodźców. Większość czasu uśmiecha się pogodnie, nie narzeka, słuchając się posłusznie słów innych i nie sprzeciwiając się. Upodobał sobie nasłuchiwanie różnych dźwięków, które próbuje odtworzyć - czy to śpiew ptaków, czy konkretne stuknięcie kamykiem o podłoże. Wrażliwy, łzy łatwo pojawiają się w jego oczach - czy to dlatego, że któreś z rodzeństwa nadepnie na jego ogon, czy też popchnie go trochę zbyt energicznie przy karmieniu. Nie wyraża jednak niezadowolenia, zawsze cierpliwie czeka na swoją kolej, nawet, jeśli w między czasie pociąga smutno nosem.
Ceremonia Stokrotki... była co najmniej dziwna. I zdecydowanie ogłupiająca. Wiedział, że będzie to stresujące dla niego wydarzenie, że z pewnością nie będzie mógł spokojnie zasnąć w nowym miejscu... jednak burzliwa dyskusja między jego matką, siostrą, a przywódczynią klanu, do której jeszcze później doczepił się zmarlak... zdecydowanie zaburzyła jeszcze bardziej już odpowiednio nadszarpnięte nerwy syna Lśniącej Sadzawki. Nawet kiedy oddalił się od tłumu i próbował znaleźć swoje miejsce w legowisku dla terminatorów, czuł się nieswojo.
Zasnął późno, kręcąc się cały czas i wiercąc, zdecydowanie odczuwając brak kojącego zapachu ziół, który zawsze otaczał jego sen. Czy z jego futerka niedługo też zniknie ten zapach...? Martwił się na samą myśl, oh jeju! Obudził się równie wcześnie, do końca nie będąc niewyspanym, jednak nie miał innego wyjścia, jak przyszykować się do dzisiejszego dnia - a fakt, że nie mógł przewidzieć, jak się on potoczy, wzbudzał w nim jeszcze większy niepokój. Ułożył jednak swoje bure kłaczki, by jako tako się prezentować i podskoczył lekko, gdy usłyszał głos swojego mistrza. To już? Ojeju, jeju!
- ...Już idę! - podniósł się prędko na wszystkie łapy, pojawiając się za moment przy Korzennej Woni, patrząc na niego nieśmiałym wzrokiem. Wojownik nie mógł mieć wątpliwości, że syn Lśniącej Sadzawki... nie okaże się starą jedzą. Prędzej mu do ciepłej, rozlazłej kluchy, niż medyczki-postrachu Klanu Wichru. - Dzień dobry, Korzenn- Korzeniu... czy to... na pewno okej... żebym tak do ciebie mówił? W końcu... jesteś starszy, jesteś wojownikiem i...! Mogę mówić, jeśli to jest okej, mówiłeś, że już jest okej, ale... Przepraszam. D-denerwuję się. Trochę... trochę bardzo. - zaczął się plątać w swoich słowach już na samym początku i musiał ugryźć się boleśnie w policzek od środka, by zamknąć się, zanim palnie kolejną głupotę. Naprawdę, już tak się ośmieszyć na pierwszym dniu treningu, mimo, że Korzenna Woń dał mu już znać, że może tak mówić? Jaki jesteś żałosny wyszeptał ten sam, nieprzyjemny głos w głowie, który trzymał się go od sytuacji z Drewnianą Łapą. Oh, gdyby tylko mógł się już położyć z powrotem w swoim jeszcze nieprzyjaznym kąciku w Ciepłych Skałkach i pogrążyć się w swoich myślach, by nie przynosić sobie więcej wstydu.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Pośpiech, roztrzepanie i stres były widoczne w każdym ruchu jaki wykonywał bury kocurek. Każde słowo było wypowiedziane z niezwykłym roztrzęsieniem i nie odzywał się po prostu cicho przyglądając się synowi Lśniącej Sadzawki. Przypominał mu Orzełka, też był nieśmiały. Przypominał mu Jabłonkę. I przypominał mu Plażę. Na szczęście miał sporo doświadczenia z takimi kotami i w sumie bardzo przyjemnie spędzał z nimi czas, oczywiście o ile dawały mu podejść do siebie i nie uciekały od razu.
– Możesz tak do mnie mówić, nie martw się nie jestem jakoś przywiązany do swojego imienia Wojowniczego. Oczywiście samo bycie Wojownikiem jest dla mnie zaszczytem, ale nie potrzebuję by ktoś bliski musiał się tak do mnie zwracać. A chce mieć z Tobą dobre relacje, więc jak będziemy na równi od początku to będzie nam łatwiej – odpowiedział szczerze na pytanie i posłał młodemu lekki uśmiech. – Nie masz się czym denerwować, przejdziemy się dzisiaj na Wyjące Wzgórza i porozmawiamy o rangach w naszym klanie – miał nadzieję, że uspokoiłaby Stokrotka taka informacja, więc jak najbardziej się nią podzielił. Wolał dać mu poczucie, że nic takiego się nie dzieje i nie rzuci go nikt na stado wilków, by walczył za klan.
Przejął widoczne cechy wyglądu po... żadnym z rodziców. Jego pulchne, dosyć duże jak na kociaka ciałko pokryte jest długim, ciemnoburym futrem, które ozdabiają fantazyjne, kręcące się klasyczne pręgi. Rozjaśnienia widoczne są na jego podbródku i kawałku mordki, a białe plamki znajdują się na dwóch środkowych palcach przedniej prawej łapy. Uszy mają delikatne frędzelki na swoich końcach. Oczęta malca są na razie niewybarwione, błękitnoszare, w przyszłości zaś osiągną płomienną, pomarańczową barwę, a pyszczek jego akcentuje czarny nosek na jego czubku, ozdobiony wykręconymi wąsami po obu stronach. Nie zapominając o puszystych, okrąglutkich policzkach tuż obok!
Może to dopiero kocięca nieśmiałość, z której kocurek wyrośnie w dorosłym życiu... póki co jednak Stokrotka jest istotą nadzwyczaj cichą i ułożoną, stroniącą od bycia w centrum uwagi, co z pewnością będzie trudnym wyzwaniem ze względu na to, kim są jego rodzice. Cechuje go niepewność i lekki strach do świata zewnętrznego - jest nim jednocześnie zachwycony, jak i przerażony. Dostrzega jednak jego piękno, jest w stanie się nim zachwycić i podziwiać, odcinając się wtedy od reszty bodźców. Większość czasu uśmiecha się pogodnie, nie narzeka, słuchając się posłusznie słów innych i nie sprzeciwiając się. Upodobał sobie nasłuchiwanie różnych dźwięków, które próbuje odtworzyć - czy to śpiew ptaków, czy konkretne stuknięcie kamykiem o podłoże. Wrażliwy, łzy łatwo pojawiają się w jego oczach - czy to dlatego, że któreś z rodzeństwa nadepnie na jego ogon, czy też popchnie go trochę zbyt energicznie przy karmieniu. Nie wyraża jednak niezadowolenia, zawsze cierpliwie czeka na swoją kolej, nawet, jeśli w między czasie pociąga smutno nosem.
Choć w środku bardzo, ale to bardzo chciał uciec, schować się przed całym światem i już nigdy nie wychodzić na zewnątrz, tak wciąż utrzymywał się na wszystkich czterech łapach przy swoim mistrzu, czując się absolutnie nieprzygotowanym do tego, co go czekało. Przełknął nerwowo ślinę, próbując nie myśleć o tym, czego nasłuchał się na ceremonii i odetchnął głęboko, chcąc wypełnić umysł wyłącznie pozytywami.
Na słowa Korzennej Woni skinął tylko głową, gryząc się w policzek i czując jak gardło nieprzyjemnie ściska się w jego ciele, i tak czy siak nie pozwalając kolejnym słowom na ujście z burej mordki syna Lśniącej Sadzawki. Mógł tylko mruknąć ciche okej, po czym czekał na kolejny ruch ze strony mistrza, mimo wszystko... ucieszony, że ten chciałby mieć z nim, jak to nazwał, dobre relacje... to było... miłe. Bardzo miłe, dzięki czemu Stokrotka czuł się trochę mniej zestresowany, niż przed chwilą. Na razie nie kazał mu oddawać życia za klan, albo wkraczać w krwawe walki o honor... więc chyba póki co było dobrze. Miał tylko nadzieję, że nie było to zasadzką, która później okaże się być najmroczniejszymi koszmarami młodego kocurka, który i tak bał się już najprostszych czynności.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
– Jadłeś coś? – zaczął po chwili, by przerwać ciszę, która zapanowała. Nie była dla Niego niezręczna, ale myślał, że może młody będzie chciał coś dodać. Jak nie to nie. Najpierw musi nakarmić podopiecznego, by znowu nie iść z pustym brzuchem na Trening tak jak to mu się zdarzyło z Brzózką... Ach, zbyt Go zirytowała. – Jeśli nie to najpierw zajdziemy do stosu i zjesz coś w obozie albo weźmiemy coś na Wyjące Wzgórza, ale to zależy od Ciebie. Jak masz mi się nie skupić z głodu gdzie idziemy albo jedzenie będzie zbyt kusić to niedobrze – zażartował lekko i poczekał na odpowiedź Stokrotka.
Przejął widoczne cechy wyglądu po... żadnym z rodziców. Jego pulchne, dosyć duże jak na kociaka ciałko pokryte jest długim, ciemnoburym futrem, które ozdabiają fantazyjne, kręcące się klasyczne pręgi. Rozjaśnienia widoczne są na jego podbródku i kawałku mordki, a białe plamki znajdują się na dwóch środkowych palcach przedniej prawej łapy. Uszy mają delikatne frędzelki na swoich końcach. Oczęta malca są na razie niewybarwione, błękitnoszare, w przyszłości zaś osiągną płomienną, pomarańczową barwę, a pyszczek jego akcentuje czarny nosek na jego czubku, ozdobiony wykręconymi wąsami po obu stronach. Nie zapominając o puszystych, okrąglutkich policzkach tuż obok!
Może to dopiero kocięca nieśmiałość, z której kocurek wyrośnie w dorosłym życiu... póki co jednak Stokrotka jest istotą nadzwyczaj cichą i ułożoną, stroniącą od bycia w centrum uwagi, co z pewnością będzie trudnym wyzwaniem ze względu na to, kim są jego rodzice. Cechuje go niepewność i lekki strach do świata zewnętrznego - jest nim jednocześnie zachwycony, jak i przerażony. Dostrzega jednak jego piękno, jest w stanie się nim zachwycić i podziwiać, odcinając się wtedy od reszty bodźców. Większość czasu uśmiecha się pogodnie, nie narzeka, słuchając się posłusznie słów innych i nie sprzeciwiając się. Upodobał sobie nasłuchiwanie różnych dźwięków, które próbuje odtworzyć - czy to śpiew ptaków, czy konkretne stuknięcie kamykiem o podłoże. Wrażliwy, łzy łatwo pojawiają się w jego oczach - czy to dlatego, że któreś z rodzeństwa nadepnie na jego ogon, czy też popchnie go trochę zbyt energicznie przy karmieniu. Nie wyraża jednak niezadowolenia, zawsze cierpliwie czeka na swoją kolej, nawet, jeśli w między czasie pociąga smutno nosem.
- Tak... jadłem, jest w porządku. - odpowiedział już stabilniejszym głosem, gdy jego ciało przyzwyczajało się do uczucia bezpieczeństwa, które przecież powinno go otaczać przy jego mistrzu. Korzenna Woń na pewno był wojownikiem dojrzałym, doświadczonym i... wiedział co robi, na pewno! Im dłużej Stokrotka przekonywał siebie samego o tym, tym bardziej rozluźniały się jego mięśnie, a i on sam zaczynał mieć nieśmiały uśmiech na mordce. Skoro nie musi od razu biec i rzucać swojego życia za klan, by go bronić... to będzie okej. Na razie było okej. - Jest. W porządku. Naprawdę. Możemy iść i skupić się na... treningu, a pokusy związane z jedzeniem... póki co nie mają szans mnie dosięgnąć. - sam spróbował zażartować, spoglądając niepewnie na Korzenia. Chyba... naprawdę zaczynało być w porządku. Pierwsze koty za płoty, jak to się mówi, a póki co Korzeń ani go nie zjadł, ani nie rzucił wrogim klanom na pożarcie, więc... co mogło pójść źle?
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Skinął głową na informacje, że terminator już jadł, cieszyło go to, bo z pełnym brzuchem mógł się na pewno lepiej skupić, a to już coś. Widział też, że powoli młodzik dawał radę i lekki uśmiech wchodził mu na pyszczek. Cieszyło go to. Otwierał się przed nim, a chyba z tego co widział Stokrotek nie należał do najbardziej towarzyskich kotów nawet jeśli nie było to spowodowane niechęcią, a zwykłym strachem.
– Super! W takim razie idziemy, pokażę Cię drogę na Wyjące Wzgórza, a po drodze opowiem Ci po krótko co i jak – powiedział wesoło i ruszył w stronę wyjścia z obozu. Chwilę im się szło już dlatego, gdy byli w odpowiedniej odległości od obozu, przyszła pora na zaczęcie powolnego opowiadania wszystkiego. – No więc tak, takie oczywistości na razie. Naszą Przywódczynią jest Lawendowa Gwiazda, Zastępcą Biały Puch, a Medykiem... no wiesz, ale i tak muszę powiedzie – stwierdził przez lekki śmiech. – Lśniąca Sadzawka i Krwawnikowy Liść. A teraz pytanie do Ciebie jak myślisz, jakie zadania ma kociak jako ranga? – zapytał ze spokojem patrząc przed siebie. Było to podchwytliwe pytanie, bo dzieci jednak nie miały żadnego zadania dopóki nie dorosną, ale kto wie, może Stokrotek wymyśli coś ciekawego? Oczywiście było to tylko sprawdzenie kocurka, czy na pewno się skupia.