Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Przerobili walkę, niebezpieczne ptaszyska zostały pokonane, a Pierwiosnkowa Łapa był rozsądnym kotem, więc Szafirek nie miał oporów przed umawianiem się w odleglejszych zakątkach Rzecznego terytorium. Dzisiaj chociażby wysłał go na poszukiwania Torfowego Rojstu – a skoro docierając na miejsce dostrzegł już tam czekające na niego biało-kremowe futerko to nie była to zła decyzja. Zadowolony podszedł do terminatora i skinął mu łbem na powitanie.
– Trudno było znaleźć? – spytał, chcąc wiedzieć czy szukanie tego miejsca przysporzyło jakiś problemów. Ogromnych z pewnością nie, skoro zjawił się tutaj tak wcześnie. Nie zgubił się, to najważniejsze. – Dzisiaj skończymy kodeks. I zajmiemy polowaniem. – przedstawił jeszcze plan dnia, jak to miał w zwyczaju i ruszył powoli wzdłuż granicy. – Będziesz polować w Ptasich Krzewach. Pójdziemy wzdłuż granicy. Z terenami niczyimi. Znasz ją. – pierwszego dnia treningu ją przekroczyli, więc technicznie nie powinna być niczym nowym.
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Koścista Łapa nie miał ambicji, nie marzył o randze wojownika i najbardziej w życiu chciał, by dano mu spokój i pozwolono robić to, na co przychodziła mu akurat chęć. Jednak, kiedy Bawełniana Nić przestała go gonić na treningi... Jakoś na przekór wszystkiemu stwierdził, że może by skończył te nauki. Mógłby wtedy całymi dniami patrolować tereny i nikt by go nie podejrzewał o jakiekolwiek nieróbstwo, prawda? Musiał tylko znaleźć jakąś ofiarę, która nauczyłaby go bez szemrania tego, czego Bawełna nie zdążyła... Czy od razu przyszedł mu na myśl Szafirkowy Pyłek? Absolutnie. Myślał o Ojcu, ale wtedy ten opowiedział o ostatniej walce z pelikanami i Kostek przypomniał sobie o wojowniku, którego za kocięcych czasów próbował przekonać, że lądując w dole złamał łapę. O tak, to wydawała się być perfekcyjna ofiara.
Dlatego śledził Pierwiosnkową Łapę, jego terminatora, gdy ten pewnego razu wyszedł samotnie z obozu. Był tak zaaferowany, że nie zorientował się w obecności Kostka... Albo jednak Kość coś wyniósł z treningu i potrafił się skradać. W każdym razie, kocurek i tak zamierzał zaanonsować swoją obecność, kiedy tylko dotarli do Torfowego Rojstu oraz Szafirka, który przytoczył plan na tegodniowy treningi.
- Bawełnianą Nić boli gardło i nie może mówić. - Oznajmił zamiast powitania, po prostu wyłażąc zza trzcin i uśmiechając się uprzejmie. Oczywiście stan zdrowia mistrzyni był kłamstwem wymyślonym na poczekaniu. - Przysłała mnie, bym posłuchał o Kodeksie od kogoś innego. Niesamowicie się składa, prawda?
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Księżyce: 80
Mistrz: Szafirkowy Pyłek
Płeć: Kocur
Matka: Owocowa Gałązka[*]
Ojciec: Łopianowy Korzeń[*]
Partner: A zapraszam
Trwałe urazy: rozcięte prawe ucho, ślady kłów na karku po ataku lisa - częściowo ukryte pod sierścią
Księżyce: 80
Mistrz: Szafirkowy Pyłek
Płeć: Kocur
Matka: Owocowa Gałązka[*]
Ojciec: Łopianowy Korzeń[*]
Partner: A zapraszam
Trwałe urazy: rozcięte prawe ucho, ślady kłów na karku po ataku lisa - częściowo ukryte pod sierścią
Pierwiosnek to stosunkowo wysoki kocur, o długim lśniącym futerku, któro jest kremowo -białe. Krem ulokował się na głowie, plecach, a także ogonie kocurka. Biel natomiast jako dominująca część jego urody obejmuje go niemalże całego. Pierwiosnek niczym kopia Owocowej Gałązki może pochwalić się dwukolorowymi ślepiami. Jedno jest barwy żywego bursztynu, drugie zaś zimnego błękitu.
Nie jest to już pulchny kociak, wyrósł z tego okresu, ale księżyce w lecznicy sprawiły, że nie miał szczęścia zbyt częstego ćwiczenia mięśni, w przeciwieństwie do swoich rówieśników, także pomimo swojego wieku nie ma jak pochwalić się muskulaturą. Z biegam czasu jednak ma się to zmienić, tak sobie postanowił.
Cierpliwy, uprzejmy, skory do pomocy, uparty, spokojny, ułożony. Rodzina jest dla niego najważniejsza. Super sąsiad, a co ważniejsze synalek mamusi.
Więcej informacji w KP.
Nie musiał długo czekać, bowiem Szafirek pojawił się zaraz po nim. Tak właściwie to nawet nie myślał, że zdąży przybyć jako pierwszy. Odwzajemnił gest kocura witając się z nim uprzednio. - Nie aż tak bardzo, Owocowa Gałązka wszystko mi dokładnie wytłumaczyła. -Oznajmił pogodnie, decydując się przy tym podejść nieco bliżej swojego mistrza. Dzisiejszy plan był stosunkowo prosty, no a przynajmniej część z kodeksem. Chciałby szybko przebrnąć przez materiał teoretyczny, żeby móc się zająć polowaniem. Co jak co, walka nie była jego mocną stroną, ale do polowania rwał się bardziej. W końcu będzie mógł się stać jeszcze bardziej przydatny dla Klanu Rzeki.- Pamiętam ja, więc nie powinno być problemu. Będę musiał złapać coś konkretnego? -Dobrze wiedział, że przed każdą praktyką należy poznać teorie, ale wolał zapytać za wczasu.
Miał już zapytać o kodeks, gdy pojawił się niezapowiedziany gość. Spojrzał z nieukrywanym zaskoczeniem na kocura, który zdecydował się do nich dołączyć. Rzucił spojrzenie Szafirkowemu Pyłkowi, jakby szukając odpowiedzi na zaistniałą sytuację. Ze słów nieznajomego przyjął, że jest on termiantorem i jego mistrzyni w chwili obecnej nie jest w stanie poprowadzić mu treningu. - Dzień dobry. Jestem Pierwiosnkowa Łapa, a ciebie jak zwą? -Przywitał się uprzejmie, aczkolwiek nieco niezdecydowanie. Niemniej jednak skłonił się nieznajomemu jak to miał w zwyczaju przy poznawaniu nowych kotów. Może i kojarzył go z wygladu, ale na pewno z nim nie rozmawiał, ani też nie wpadło mu w uszy jego imię. Uznał, że nieuprzejmie będzie mówić więcej w takim przypadku. Kocur Najprawdopodobniej chciał dowiedzieć się od Szafirka o kodeksie, a decyzja należała właśnie tylko do niego. Pierwiosnek nie miał tu więc nic do gadania, a jedyne co mógł to wymienić uprzejmości z pobratymcami.
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
I fajnie, że odnalezienie tego miejsca nie stanowiło problemu z wytycznymi od Owocowej Gałązki. To znaczyło, że następnym razem również mogą umówić się w dowolnym miejscu, niekoniecznie na Kocim Grzbiecie.
– Raczej nie. – odparł. Nie widział sensu w narzucaniu terminatorowi konkretnej zwierzyny skoro, szczególnie po ptaszyskach, każda piszczka na stosie była cenna. Nie przeszli zbyt wielu kroków nim zostali zaczepieni. Szafirek kojarzył Kostka, chociaż od wielu księżyców z nim nie rozmawiał. W ciszy wysłuchał co ten ma do powiedzenia i... po pierwsze zmartwił sie stanem swojej byłej mistrzyni, a po drugie nie podobało mu się, że akurat na nich padło. Miał już plan na dzisiejszy trening i wcale nie chciał go zmieniać przez liliowe wypadki losowe. Wiedział jednak, że Bawełna potrafiła być nieprzyjemna na treningach, więc jeśli wysłała swojego terminatora z zadaniem to lepiej dla niego, by je wypełnił. Bury point zmarszczył lekko brwi. Może nie musiał zmieniać planu? Czuł na sobie pytające spojrzenie Pierwiosnka, ale szczerze mówiąc, był w tej sytuacji chyba równie zdezorientowany co on. Dał im czas na przedstawienie się i inne uprzejmości nim sam zabrał głos.
– W porządku. – zgodził się, chociaż jak się dłużej zastanowić to nie przypominał sobie by ze strony orientala padło pytanie o dołączenie. – Nie omawiamy dziś całego Kodeksu. – zaznaczył jeszcze, nieświadomy tego, że dodatkowy element już o tym słyszał. Machnął ogonem na znak, że pora ruszać i zgodnie z zapowiedziami ruszył wzdłuż granicy.
– Zastępca zostaje przywódcą. Kiedy poprzedni przywódca umiera. Chyba, że Gwiezdni zdecydują inaczej. Jak z Łabędzią Gwiazdą. Po śmierci lub odejściu zastępcy. Nowy zastępca musi zostać wyznaczony. Nim księżyc dojdzie do szczytu nieba. To kolejna zasada dotycząca zastępcy. I jeszcze jedna. Kot nie może być pasowany zastępcą, dopóki nie uczył choć jednego terminatora. Pytania? – szczerze mówiąc dalej był z lekka nieuszczęśliwiony okolicznościami wyboru wujka na przywódcę. Po co Gwiezdni ustalali zasady, do których sami się później nie stosowali?
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Nie przestawał się uśmiechać, jakby nie czuł, że zrobiło się niezręcznie. Terminator i mistrz wymienili pytające spojrzenia, jemu również się takiemu oberwało, ale ostatecznie nikt nie kwestionował jego dołączenia do towarzystwa. Jak słusznie Szafirek zauważył, Kostek w gruncie rzeczy nie pytał o zgodę. - Kość. - Rzucił w stronę Pierwiosnka, nie przedstawiając się swoim pełnym imieniem. Prawie nigdy tego nie robił, bardzo nikle utożsamiając się z rangą terminatora oraz idącym z nią w parze mianem łapy. Zmierzył swojego nowego kolegę z treningu neutralnym wzrokiem - do tej pory nie zwracał na niego większej uwagi. Za pewne przez to, że był taki grzeczny i uprzejmy, a to nigdy nie interesowało kocurka. Natomiast musiał przyznać, że wizualnie prezentował się całkiem nienagannie i miał chociaż ciekawe, dwukolorowe oczy. Cóż, może coś zyska przy bliższym poznaniu z charakteru również, a jak nie to chociaż nie będzie przeszkadzał w realizacji nowego planu treningowego Kostka.
- Cokolwiek. - Odpowiedział z kolei Szafirkowi, wzruszając barkami. Przecież nie zamierzał nawet tego słuchać, po prostu potrzebował świadka, który w razie czego powie: tak, uczył się Kodeksu. Ruszył za resztą bez słowa, kierując jedno ucho na wojownika, a drugim łapiąc dźwięki z okolicy, ale póki co nie wtrącał się z żadnymi pytaniami, czy głupimi uwagami.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Księżyce: 80
Mistrz: Szafirkowy Pyłek
Płeć: Kocur
Matka: Owocowa Gałązka[*]
Ojciec: Łopianowy Korzeń[*]
Partner: A zapraszam
Trwałe urazy: rozcięte prawe ucho, ślady kłów na karku po ataku lisa - częściowo ukryte pod sierścią
Księżyce: 80
Mistrz: Szafirkowy Pyłek
Płeć: Kocur
Matka: Owocowa Gałązka[*]
Ojciec: Łopianowy Korzeń[*]
Partner: A zapraszam
Trwałe urazy: rozcięte prawe ucho, ślady kłów na karku po ataku lisa - częściowo ukryte pod sierścią
Pierwiosnek to stosunkowo wysoki kocur, o długim lśniącym futerku, któro jest kremowo -białe. Krem ulokował się na głowie, plecach, a także ogonie kocurka. Biel natomiast jako dominująca część jego urody obejmuje go niemalże całego. Pierwiosnek niczym kopia Owocowej Gałązki może pochwalić się dwukolorowymi ślepiami. Jedno jest barwy żywego bursztynu, drugie zaś zimnego błękitu.
Nie jest to już pulchny kociak, wyrósł z tego okresu, ale księżyce w lecznicy sprawiły, że nie miał szczęścia zbyt częstego ćwiczenia mięśni, w przeciwieństwie do swoich rówieśników, także pomimo swojego wieku nie ma jak pochwalić się muskulaturą. Z biegam czasu jednak ma się to zmienić, tak sobie postanowił.
Cierpliwy, uprzejmy, skory do pomocy, uparty, spokojny, ułożony. Rodzina jest dla niego najważniejsza. Super sąsiad, a co ważniejsze synalek mamusi.
Więcej informacji w KP.
Wpatrywał się przez chwilę w Kość (jak się przedstawił) w ciszy, nie wiedząc co powinien odpowiedzieć, w końcu ten nie przedstawił się pełnym imieniem. Koniec końców jednak uznał, że kocur po prostu preferuje jak zwraca się do niego w skrócie, także nie głowił się nad jego imieniem dłużej. Nie chciał też, żeby nowy znajomy uznał go za niegrzecznego, że tak patrzy bez słowa.[b}- W takim razie miło mi ciebie poznać, Kość. -[/b] Kości? Miał nadzieję, że dobrze powiedział.
Nowy kolega został oficjalnie włączany do ich treningu, co było dla kocura ciekawą odmianą. Ruszył za Szafirkiem, starając się utrzymywać tempo na tyle, żeby iść blisko Kostka. W końcu ten również bierze udział w treningu, więc dobrze będzie trzymać się blisko.- Wszystko jest zrozumiałe, ale jestem zwyczajnie ciekawy dlaczego akurat do wyznaczenia zastępcy jest konieczny określony czas. Tradycja? -Nie było mu to potrzebne do szczęścia, ale chciał zwyczajnie zapytać. Bo jest to stosunkowo stosunkowo krótki czas na tak ważną decyzję. Podejrzewał, że przywódcy z góry ustalają kto nadawałby się na następnego zastępcę, ale kto pyta nie błądzi.
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
– Nie. – odparł krótko, nim zaczął zbierać myśli. – To chodzi o to. By Klan nie był bez zastępcy. Przez kwadrę czy jeden księżyc. Szybki wybór zastępcy. Zapewnia ciągłość władzy. Im dłużej przywódca by zwlekał. Tym większe szanse, że coś by mogło stać. Na przykład. Przywódca by mógł zaginąć. I klan by został bez władzy. – a jak Klan Rzeki zdążył się przekonać, zaginięcia przywódców wcale nie zdarzały się tak rzadko. Mijali Korzenny Jar, gdy bury point kontynuował. – Kolejna zasada. Starszyzna i kocięta muszą zostać nakarmieni przed terminatorami i wojownikami. Oraz powiązana z nią zasada. Terminatorom nie wolno jeść bez pozwolenia. Dopóki nie zapolują. By nakarmić starszyznę. – spojrzał na Pierwiosnkową Łapę. – Jak opanujesz polowanie. Ciebie też to będzie dotyczyć. – mógłby teraz spytać Kościstą Łapę, czy potrafił już polować, ale jeszcze z tego by się wywiązała schodząca z tematu rozmowa. Więc jedynie dał chwilę na zapamiętanie kolejnych zasad i przyswojenie ich. Do Ptasich Krzewów mieli jeszcze kawałek, więc nie musieli się śpieszyć.
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Pierwiosnek szedł stosunkowo blisko niego, więc Kostek nie bardzo mógł się ociągać tak, by pozostało to nie zauważone. Całe szczęście Szafirkowy Pyłek nie narzucił specjalnie szalonego tempa marszu, bo w innym wypadku terminator zacząłby rozważać, czy dołączenie do treningu było dobrym pomysłem. W końcu nie zależało mu aż tak bardzo żeby się przemęczać. Oprócz wlepiania ślepi w drogę przed sobą, okazjonalnie rzucał spojrzenia to młodszemu, to starszemu koledze. Zauważył, że wojownik mówi krótkimi, urywanymi zdaniami. Nie był zbyt rozgadany? Niemniej, stanowiło to całkiem przyswajalną formę przedstawiania kodeksu, który został podzielony na małe segmenty, a nie rzucony im w pysk wielkim monologiem. - Zdarzyło się, by jakiś złośliwy mistrz zagłodził swojego terminatora? - Wypalił w związku z ostatnim punktem. Pierwiosnek też zadawał pytania, więc równie dobrze on też nie musiał iść cały czas z zamkniętym dziobem. - W końcu zdarza się, że nie udaje się niczego upolować. - Dodał. Jakby miał czekać na pozwolenie Bawełny, to prawdopodobnie skończyłby chudszy niż był. Do tego naprawdę musiałby zacząć polować, bo chociaż umiał, raczej nie praktykował. Jednak nie zjadał za dużo, będąc raczej wybrednym i mało wygłodniałym, acz chociaż to była słaba, to zawsze jakaś wymówka.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Księżyce: 80
Mistrz: Szafirkowy Pyłek
Płeć: Kocur
Matka: Owocowa Gałązka[*]
Ojciec: Łopianowy Korzeń[*]
Partner: A zapraszam
Trwałe urazy: rozcięte prawe ucho, ślady kłów na karku po ataku lisa - częściowo ukryte pod sierścią
Księżyce: 80
Mistrz: Szafirkowy Pyłek
Płeć: Kocur
Matka: Owocowa Gałązka[*]
Ojciec: Łopianowy Korzeń[*]
Partner: A zapraszam
Trwałe urazy: rozcięte prawe ucho, ślady kłów na karku po ataku lisa - częściowo ukryte pod sierścią
Pierwiosnek to stosunkowo wysoki kocur, o długim lśniącym futerku, któro jest kremowo -białe. Krem ulokował się na głowie, plecach, a także ogonie kocurka. Biel natomiast jako dominująca część jego urody obejmuje go niemalże całego. Pierwiosnek niczym kopia Owocowej Gałązki może pochwalić się dwukolorowymi ślepiami. Jedno jest barwy żywego bursztynu, drugie zaś zimnego błękitu.
Nie jest to już pulchny kociak, wyrósł z tego okresu, ale księżyce w lecznicy sprawiły, że nie miał szczęścia zbyt częstego ćwiczenia mięśni, w przeciwieństwie do swoich rówieśników, także pomimo swojego wieku nie ma jak pochwalić się muskulaturą. Z biegam czasu jednak ma się to zmienić, tak sobie postanowił.
Cierpliwy, uprzejmy, skory do pomocy, uparty, spokojny, ułożony. Rodzina jest dla niego najważniejsza. Super sąsiad, a co ważniejsze synalek mamusi.
Więcej informacji w KP.
Właściwie miało to sens, klan nie mógł zostać bez władzy, gdyż właśnie ona sprawowała w nim porządek. Aczkolwiek dalej uważał, że jak na taką ważną decyzję jest to zbyt krótki czas. Zgadywał jednak, że prawdopodobnie przywódca z rozpędzaniem wybiera odpowiedniego kota na stanowisko zastępcy.- Rozumiem, ma to sens.- Nie chciał zostać bez odpowiedzi. Co do następnych punktów nie miał pytań, skinął jedynie łbem, gdy dowiedział się, że będzie musiał dbać o posiłku dla Klanu. Szczerze mówiąc, było mu to na łapę, bo w końcu będzie mógł się poczuć jeszcze bardziej potrzebny.
Rzucił spojrzenie Kostkowi. Miał rację, że nie zawsze polowanie się powiedzie, ale szczerze wątpił żeby jakiś wojownik byłby na tyle surowy, żeby z powodu małej porażki nie pozwolił posilić się swojemu terminatorowi. Niemniej uważał, że nie ma głupich pytań, a nawet cieszył się, że nowy kolega bierze czynny udział w treningu.
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Tym razem pytanie padło ze strony Kościstej Łapy.
– Nie. – nie pamiętał by taka sytuacja miała miejsce za jego życia, albo żeby ktoś mu kiedykolwiek o czymś podobnym wspominał. Z punktu widzienia Kodeksu był to jednak możliwy scenariusz. – Ale mógłby. Terminator może wyjść na kolejne polowanie. Jeśli na pierwszym nic nie złapał. Starszyzna nie. – zastanowił się znowu nad przedstawioną sytuacją, próbując w jakich okolicznościach towarzyszących miałaby szansę rzeczywiście zaistnieć. – Jeśli jest mało piszczek na stosie, mógłby zabraniać terminatorowi jeść. Dopóki sam nie upoluje. Albo jeśli. Terminator jest leniwy. I nie przynosi nigdy nic z polowań. Ale jeśli jest dużo jedzenia. A terminator się stara. To mistrz nie powinien zabraniać jeść. Jeśli głodziłby bez powodu. Ze zwykłej złośliwości. Klan by interweniował. – bury point wyczerpał temat w swoim mniemaniu. Wątpił jednak by ktokolwiek w Klanie Rzeki był na tyle surowy by problem głodzenia miał kiedykolwiek wyjść poza rozważania teoretyczne.
– Zwierzyna zabijana jest tylko po to, by się nią pożywić. Podziękuj Gwiezdnemu Klanowi za jej życie. – przedstawił ostatni z punktów związanych z polowaniem, ale nie zatrzymywał się nad nim dłużej. – Wojownik odrzuca wygodne życie pieszczoszka. To ostatni punkt już. Wiecie co to pieszczoszki? – spytał kontrolnie, nie mogąc sobie przypomnieć czy omawiali z Pierwiosnkiem kwestię kotów żyjących z Dwunogami.
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Wojownik nie ofukał go, że scenariusz jest mało prawdopodobny - bo wszyscy wojownicy są tacy, oh, ah, szlachetni - i zadaje głupie pytania, ale też przyjął je bez większych emocji. Odpowiedział dość szczegółowo, przynajmniej przyznając Kostkowi rację, że istniała ewentualność, by mistrz zakazywał swojemu uczniowi jedzenia. Nie trzeba było szukać daleko, bo sam oriental mógłby zrobić coś takiego, jeżeli kiedykolwiek spadłaby na niego rola nauczania terminatora. Miał nadzieję, że do tego nie dojdzie, ale w związku z tym chyba zbliżał się czas, by wymyślić w jaki sposób się z tego wywinąć.
- Mmm. - Zamruczał na wyjaśnienia Szafirka i lekko zastrzygł uszami, gdy ten przeszedł do kolejnych punktów. A skoro już raz otworzył pysk, trudniej mu było go utrzymać zamkniętego.
- Jak podziękować? Przecież nie pójdę do Szepczącej Sadzawki by zrobić to osobiście. - Zadarł do góry jedną z brwi. Co do wygodnego życia pieszczoszka - polemizowałby z tym zdaniem. Według niego życie w Klanie było wystarczająco wygodne, jak tylko potrafiło się o to zadbać, a przynajmniej nikt ci nie zawieszał niczego na szyi i nie trzymał na uwięzi.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Księżyce: 80
Mistrz: Szafirkowy Pyłek
Płeć: Kocur
Matka: Owocowa Gałązka[*]
Ojciec: Łopianowy Korzeń[*]
Partner: A zapraszam
Trwałe urazy: rozcięte prawe ucho, ślady kłów na karku po ataku lisa - częściowo ukryte pod sierścią
Księżyce: 80
Mistrz: Szafirkowy Pyłek
Płeć: Kocur
Matka: Owocowa Gałązka[*]
Ojciec: Łopianowy Korzeń[*]
Partner: A zapraszam
Trwałe urazy: rozcięte prawe ucho, ślady kłów na karku po ataku lisa - częściowo ukryte pod sierścią
Pierwiosnek to stosunkowo wysoki kocur, o długim lśniącym futerku, któro jest kremowo -białe. Krem ulokował się na głowie, plecach, a także ogonie kocurka. Biel natomiast jako dominująca część jego urody obejmuje go niemalże całego. Pierwiosnek niczym kopia Owocowej Gałązki może pochwalić się dwukolorowymi ślepiami. Jedno jest barwy żywego bursztynu, drugie zaś zimnego błękitu.
Nie jest to już pulchny kociak, wyrósł z tego okresu, ale księżyce w lecznicy sprawiły, że nie miał szczęścia zbyt częstego ćwiczenia mięśni, w przeciwieństwie do swoich rówieśników, także pomimo swojego wieku nie ma jak pochwalić się muskulaturą. Z biegam czasu jednak ma się to zmienić, tak sobie postanowił.
Cierpliwy, uprzejmy, skory do pomocy, uparty, spokojny, ułożony. Rodzina jest dla niego najważniejsza. Super sąsiad, a co ważniejsze synalek mamusi.
Więcej informacji w KP.
Więc czysto teoretycznie taka sytuacja nie powinna się przytrafić, ale jednak jakaś ewentualność mogła mieć miejsce. Nie zdziwiłby się, gdyby mistrz wymagałby od swojego terminatora dwa razy więcej, jeśli ten rzeczywiście się nie starał.
Zastrzygł uchem na pytanie Kościstej Łapy, sam również postanowił się wtrącić.- Wystarczy wiedzieć, dlaczego powinno się za nią dziękować, czy rzeczywiście trzeba to robić przy każdej złapanej zwierzynie? -To nie byłby dla niego problem, ale mógł łatwo uwierzyć, że nie każdy respektuje akurat ten punkt.- To koty, które żyją z dwunożnymi i żywią się ich karmą. - Odpowiedział na pytanie dotyczące pieszczochów. Wiedział, że zostało im niewiele do omówienia, ale musiał przyznać że nie spodziewał się zrobić tego w takim szybkim tempie. Czy to znaczy, że zaraz przyjdzie czas na dalszą część planu? Polowanie.
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Jednak to co wydawało się Szafirkowi prostą zasadą, spotkało się z pytaniami. A on w zasadzie... nie wiedział jak na nie odpowiedzieć. Jakkolwiek do całego Kodeksu podchodził poważnie (poważniej niż jego twórcy jak się zdążył przekonać), tak jakoś zawsze pomijał fragment o dziękowaniu Gwiezdnym. I to nawet nie specjalnie, po prostu tak wychodziło.
– Teoretycznie powinno przy każdej. Ale. Ja zapominam. Czasem. Ważniejsze by nie zabijać za dużo. Tylko tyle by wyżywić klan. Więc w sumie tak. Starczy wiedzieć dlaczego. – odpowiedział najpierw na słowa Pierwiosnka i dopiero wtedy wrócił do Kości. – Możesz podziękować w myślach. Nie musisz mieć pewności. Że usłyszeli. Dlatego starczy pamiętać. Że życie zwierzyny cenne. I tyle. Żadnych wycieczek do Szepczącej Sadzawki. Po każdym polowaniu.
W teorii nie miałby nic przeciwko takim wyprawom. Szepcząca Sadzawka obfitowała w ładne kamienie, takie idealne do Szafirkowej kolekcji, a podczas pierwszej i ostatniej wyprawy miał tylko jak przetransportować jeden do obozu. W praktyce za to – zwykłe marnowanie czasu. Szepcząca Sadzawka znajdowała się zbyt daleko by klan mógł sobie pozwolić na codzienne przechadzki.
– Dokładnie. Zwykle są leniwi. Bo nie muszą polować. Nie stanowią zagrożenia. Z reguły. Są jeszcze samotnicy. Z nimi trzeba ostrożniej. – uzupełnił jeszcze, dla porządku. Koło Nory pod Drzewem odbili w stronę Ptasich Krzewów. – Jeszcze jakieś pytania? Czy przechodzimy do polowania?
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Kostek zadarł do góry brwi. Gwiezdni chyba umiarkowanie poważnie traktowali ten element Kodeksu, skoro forma podziękowań nie była ustalona, a na dokładkę za zapomnienie o nich wcale nie czekała kara. Bawełna kazała mu już polowa, a nie pamiętał, by wspominała cokolwiek o zwracaniu się do przodków po każdym złowionym piszczku, więc gdyby Kość robił to sumiennie byłby już na minusie jeżeli chodzi o wyrazy wdzięczności dla zdechlaków.
- Jeszcze tego brakuje, by Gwiezdni słuchali moich myśli. - Kocurek wzdrygnął się teatralnie, gdy Szafirek zaproponował, by w ten sposób wypełniał ten punk Kodeksu. Jeżeli zmarlaki rzeczywiście zaglądali do myśli żyjących, Kostek życzył im dobrej zabawy. Nie zamierzał hamować się w najmniejszym stopniu, by nie urazić, czy zgorszyć typków z chmurki, więc lepiej dla ich martwego zdrowia było, by mu do głowy nie wchodzili. A jeśli, to byli gotowi na to, co mogli tam zastać.
- Zero. I dzięki za porcję wiedzy, ale polowanie to już znam. - Rzucił, z krzywym uśmieszkiem i pomachał towarzystwu ogonem. - Nara. - Dodał jeszcze i całkiem żywiołowo obrócił się na piętach, by odejść w przeciwnym niż reszta kierunku.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Księżyce: 80
Mistrz: Szafirkowy Pyłek
Płeć: Kocur
Matka: Owocowa Gałązka[*]
Ojciec: Łopianowy Korzeń[*]
Partner: A zapraszam
Trwałe urazy: rozcięte prawe ucho, ślady kłów na karku po ataku lisa - częściowo ukryte pod sierścią
Księżyce: 80
Mistrz: Szafirkowy Pyłek
Płeć: Kocur
Matka: Owocowa Gałązka[*]
Ojciec: Łopianowy Korzeń[*]
Partner: A zapraszam
Trwałe urazy: rozcięte prawe ucho, ślady kłów na karku po ataku lisa - częściowo ukryte pod sierścią
Pierwiosnek to stosunkowo wysoki kocur, o długim lśniącym futerku, któro jest kremowo -białe. Krem ulokował się na głowie, plecach, a także ogonie kocurka. Biel natomiast jako dominująca część jego urody obejmuje go niemalże całego. Pierwiosnek niczym kopia Owocowej Gałązki może pochwalić się dwukolorowymi ślepiami. Jedno jest barwy żywego bursztynu, drugie zaś zimnego błękitu.
Nie jest to już pulchny kociak, wyrósł z tego okresu, ale księżyce w lecznicy sprawiły, że nie miał szczęścia zbyt częstego ćwiczenia mięśni, w przeciwieństwie do swoich rówieśników, także pomimo swojego wieku nie ma jak pochwalić się muskulaturą. Z biegam czasu jednak ma się to zmienić, tak sobie postanowił.
Cierpliwy, uprzejmy, skory do pomocy, uparty, spokojny, ułożony. Rodzina jest dla niego najważniejsza. Super sąsiad, a co ważniejsze synalek mamusi.
Więcej informacji w KP.
Więc jednak dziękowanie nie było koniecznością przy każdej złapanej zwierzynie, a przynajmniej nie na głos. Zerknął na Kościstej Łapy, gdy ten wzdrygnął się na samą myśl o tym, że Gwiezdni mogliby mieć dostęp do myśli kotów z klanu. Właściwie była to całkiem intrygująca sprawa do omówienia, szczególnie z medykiem, który powinien mieć duży kontakt z duchami zmarłych wojowników. Z jednej strony świadomość tego, że ktokolwiek mógłby zajrzeć w jego myśli była przeraźliwie niekomfortowa, z drugiej jednak czasem byłoby to niezwykłe ułatwienie w niektórych przypadkach, tak jak na przykład przy podzięce za zwierzynę. Opuścił strefę rozmyślań dopiero wtedy, gdy padło pytanie, na któro już miał odpowiedzieć, ale został uprzedzony. Spojrzał na Kostka nieco zdziwiony. Pojawił się tak niespodziewanie jak planowała odejść. - Miło, że z nami byłeś. Trzymaj się, i zdrowia dla Bawełnianej Nici. -Pożegnał się uprzejmie odprowadzając nowopoznanego spojrzeniem. Musiał przyznać, że było to ciekawe parę chwil z ciekawym gościem. - To było niespodziewanie. - Mruknął jakby sam do siebie, aczkolwiek nie na tyle cicho, żeby było to jakąś tajemnicą.- Ja też nie mam pytań. Możemy przejść do polowania. -Zwrócił się tym razem do Szafirka.