Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Z Wilczą Łapą umówił się na spotkanie o wschodzie słońca dnia kolejnego. Temperatury co prawda robiły się już bardziej znośne niż jeszcze jakiś czas temu, ale Kwitnące Wzgórze i tak postanowił nie ryzykować dostania udaru cieplnego w swoim długaśnym futrze w czasie treningu z terminatorem. Zwłaszcza już pierwszego dnia. Srebrny kocur wybrał więc wschód słońca. Ziemia po nocy wtedy nie była jeszcze aż tak nagrzana i nie było tragedii jeśli chodzi o temperaturę.
Syn Ślimaczej Muszli zjawił się przed wyjściem z obozu tak jak dnia poprzedniego przy spotkaniu z Goździkową Łapą i terminatorem niespodzianką Kumkającą Łapą. Czekał aż jego trzeci terminator zjawi się na trening, mając nadzieję, że nie będzie wydziwiał nic o tej wczesnej porze. Im szybciej wyjdą tym szybciej skończą i Wilcza Łapa będzie mógł sobie odpocząć czy porobić co tam chce. Oczywiście, po terminatorskich obowiązkach, bo Kwiatek nie chciałby świecić za niego oczami.
ZREALIZOWANE ELEMENTY Z LINKAMI
KODEKS WOJOWNIKA:
Broń swego Klanu, nawet kosztem własnego życia. Możesz zawierać przyjaźnie poza Klanem, ale twoja lojalność musi pozostać przy własnym Klanie, kiedy pewnego dnia przyjdzie ci walczyć z przyjacielem.
Nie poluj i nie wstępuj na teren innego Klanu.
Starszyzna i kocięta muszą zostać nakarmieni przed terminatorami i wojownikami.
Terminatorom nie wolno jeść bez pozwolenia, dopóki nie zapolują, by nakarmić starszyznę.
Zwierzyna zabijana jest tylko po to, by się nią pożywić. Podziękuj Gwiezdnemu Klanowi za jej życie.
Kocię musi mieć przynajmniej sześć księżyców, by zostać terminatorem.
Nowo pasowany wojownik musi odbyć milczące czuwanie przez jedną noc po ceremonii.
Kot nie może być pasowany zastępcą, dopóki nie uczył choć jednego terminatora.
Zastępca zostaje przywódcą, kiedy poprzedni przywódca umiera.
Po śmierci lub odejściu zastępcy, nowy zastępca musi zostać wyznaczony nim księżyc dojdzie do szczytu nieba.
Zgromadzenie czterech klanów odbywa się z woli przywódców podczas pełni księżyca, kiedy trwa pokój.
Granice muszą być sprawdzane i oznakowane każdego dnia. Przegoń każdego, kto wkroczył na terytorium twojego Klanu.
Żaden wojownik nie może opuścić kocięcia w bólu czy niebezpieczeństwie, nawet jeśli jest to kociak z innego Klanu.
Słowo przywódcy jest prawem.
Honorowy wojownik nie potrzebuje zabijać innych, by zwyciężyć swoje bitwy, jest to dozwolone jednak w obronie własnej lub jeśli koty są wyjęte spod kodeksu wojownika.
Wojownik odrzuca wygodne życie pieszczoszka.
TEORIA POLOWANIA
PRAKTYKA POLOWANIA
TEORIA WALKI
PRAKTYKA WALKI
GRANICE
Ziemie Niczyje
Grzmiąca Ścieżka
Klan Cienia
Klan Wichru
RANGI
Przywódca
Zastępca
Medyk
Pomocnik medyka
Terminator medyka
Wojownik
Terminator
Starszyzna
Matka
Kocię
WŁADZE KLANÓW
Klan Cienia
Klan Gromu
Klan Wichru
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)
Księżyce: 40 Mistrz: Kwitnące Wzgórze, Skrzące Słowo :/ Płeć: Kocur (zapach neutralny) Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Minóg (ale oboje o tym nie wiedzą) Trwałe urazy: kastrat, jego głowa (lęki, stany depresyjne)
Księżyce: 40 Mistrz: Kwitnące Wzgórze, Skrzące Słowo :/ Płeć: Kocur (zapach neutralny) Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Minóg (ale oboje o tym nie wiedzą) Trwałe urazy: kastrat, jego głowa (lęki, stany depresyjne)
Srebrno-czarny, pręgowany klasycznie, kocur o bladym i zmęczonym spojrzeniu zielonych oczu. Wysoki (naprawdę wysoki), bo idący w ślady ojca, sierść odrosła już przykrywając Wilczka. On sam jednak... stracił kilogramy - depresja, potem choroba i okazuje się, że dieta cud. Wygląda jakby musiał przybrać nowe kilogramy, by być zdrowym. Wychudzony, sierść powoli sama z niego teraz ucieka.
Nieprzystosowany do dzikiego życia i głupi. Nie zmieniło się to. Sprawa się jednak podziała, mleko się rozlało, a on stał się smutniejszy, bardziej aspołeczny i przerażony. W wielkich tłumach nie potrafi sobie poradzić z lękami, a wszystko poza obozem wydaje się jedną wielką umieralnią. Brak umiejętności komunikacyjnych też nie jest na jego łapę i poznawanie nowych kotów kończy się - brakiem poznawania nowych kotów. Jest też wredny jak czuje się zagrożony. Przypadek - beznadziejny.
Piórko [KG/GK]
Mianowano go na jakiegoś termita? Czy co tam gadali, gdy nie słuchał. Trochę za bardzo skupiał się na wszystkim innym, a raczej na tym co go obchodziło najbardziej. Na Łabędziu. Albo Łabędziej Gwieździe? Niby powinien pewnie lepiej traktować... Przywódcę? Ale to on ostatnim razem był tak uwielbiany przez wszystkich, no ale nie przez tyle kotów, a trochę go korciło by zająć miejsce pointa. Móc mówić co się chce i patrzeć jak wszyscy usługują zachciankom najważniejszego kota w klanie. Przynajmniej taką wizję miał Wilk.
Oczywistością było też, że zapomni co mówił do niego Kwitnące Wzgórze, bowiem nie zwracał na niego uwagi w najmniejszym stopniu, jedynie przytakując na jakieś tam jego słowa. Dlatego teraz leżał z brzuchem do góry w legowisku terminatorów chrapiąc w najlepsze i jedynie śniąc o tym jaki jest super i każdy powinien go podziwiać.
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Srebrny kocur czekał tak przez jakiś czas... a jego terminator nie zjawiał się. Kwitnące Wzgórze wziął głęboki oddech, żeby się uspokoić, w sumie to nawet kilka głębokich oddechów, ale nie do końca mu to pomogło. Wojownik spojrzał na słońce, które coraz bardziej zaczęło wschodzić ponad horyzont i zacisnął zęby. Kręcąc z niedowierzaniem głową zaczął iść w stronę legowiska terminatorów i zajrzał do środka. Przez chwilę musiał poszukać wzrokiem Wilczej Łapy, ale kiedy już go namierzył od razu podszedł do legowiska, na którym leń spał. Przez kilka uderzeń serca stał tak nad nim, zastanawiając się co zrobić. Łapoczyny chyba byłyby jeszcze zbyt radykalną rzeczą. W końcu to dopiero pierwszy raz kiedy taka sytuacja się zdarzyła. Oby tylko się nic nie powtórzyło, bo Wilk skończy u Łabędziej Gwiazdy szybciej niż zdąży powiedzieć "trening".
-Wstawaj -burknął, trącając pysk terminatora swoim puchatym ogonem. Jeśli się nie obudzi to wtedy zacznie się zabawa. Na razie srebrny dał mu szansę na pokojowe rozwiązanie.
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Zgodnie z obietnicą i na Wilka przyszedł czas. Po porannym treningu Przytulii i konkretnym obiedzie, Skrzące Słowo zaprosił Wilczą Łapę do wyjścia z obozu w porze górowania słońca. Miał dość czasu by się zaaklimatyzować i przywyknąć do nowego życia, więc najwyższa pora by wznowić trening i przygotować się do zostania godnym dla klanu wojownikiem. Skończyła się taryfa ulgowa!
Księżyce: 40 Mistrz: Kwitnące Wzgórze, Skrzące Słowo :/ Płeć: Kocur (zapach neutralny) Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Minóg (ale oboje o tym nie wiedzą) Trwałe urazy: kastrat, jego głowa (lęki, stany depresyjne)
Księżyce: 40 Mistrz: Kwitnące Wzgórze, Skrzące Słowo :/ Płeć: Kocur (zapach neutralny) Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Minóg (ale oboje o tym nie wiedzą) Trwałe urazy: kastrat, jego głowa (lęki, stany depresyjne)
Srebrno-czarny, pręgowany klasycznie, kocur o bladym i zmęczonym spojrzeniu zielonych oczu. Wysoki (naprawdę wysoki), bo idący w ślady ojca, sierść odrosła już przykrywając Wilczka. On sam jednak... stracił kilogramy - depresja, potem choroba i okazuje się, że dieta cud. Wygląda jakby musiał przybrać nowe kilogramy, by być zdrowym. Wychudzony, sierść powoli sama z niego teraz ucieka.
Nieprzystosowany do dzikiego życia i głupi. Nie zmieniło się to. Sprawa się jednak podziała, mleko się rozlało, a on stał się smutniejszy, bardziej aspołeczny i przerażony. W wielkich tłumach nie potrafi sobie poradzić z lękami, a wszystko poza obozem wydaje się jedną wielką umieralnią. Brak umiejętności komunikacyjnych też nie jest na jego łapę i poznawanie nowych kotów kończy się - brakiem poznawania nowych kotów. Jest też wredny jak czuje się zagrożony. Przypadek - beznadziejny.
Piórko [KG/GK]
Ostatnie spotkanie z ojcem było niewygodne, niekomfortowe i strasznie się dłużyło jak na zamianę paru zdań, które nic nie znaczyły. Nie chciał tej rozmowy i żadnej następnej, niestety życie robiło sobie z niego żarty i w końcu nadszedł czas na to, by Skrzące Słowo zaczął jego trening. Naprawdę zbierało mu się na wymioty jak myślał, że ma iść na jakieś granice z przymusu, więc nawet nie pojawił się przy wyznaczonym miejscu. Niestety nie miał zbyt wiele pomysłów gdzie mógłby się ukryć dlatego po prostu leżał w legowisku terminatorów tępo patrząc się w ścianę. Ciągle go coś swędziało, cały czas się drapał i nie mógł przestać mieć wrażenie, że rozdrapywał sobie czasami skórę, ale to co bywało najbardziej uporczywe nie odpuszczało. Swędziało i sprawiało, że miał ochotę czasem wydrapać sobie skórę.
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Czekał, aż syn zjawi się w wyznaczonym miejscu i odczekał zdecydowanie dłużej, niż powinien. W końcu zdał sobie sprawę z tego, że kocur nie zamierza się nawet spóźnić, a po prostu nie zamierza robić nic.
Skrzące Słowo nie mógł tolerować takiego zachowania, dlatego wszedł do legowiska terminatorów, domyślając się że to właśnie tam spotka Wilcza Łapę i, cóż, nie pomylił się. Stanął nad nim.
- Masz zamiar całe życie żerować na klanie, nie dając nic od siebie? - zapytał ostro. Nie mógł powiedzieć że był nim obrzydzony, bo był to jego własny syn, natomiast był zawiedziony. Zawiedziony tym, że Wilk nie próbował nic od siebie dawać. Czy uważał, że w klanie będzie jak u dwunogów? Że wszystko będzie mu podstawiane pod nos i nie będzie musiał absolutnie nic robić? Niestety, tak to wyglądało nie będzie.
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Wieść o chorobie syna i przy okazji również terminatora szybko dotarła również i do Skrzącego Słowa. Wojownik wiedział, że Wilcza Łapa nie czuje się najlepiej, gdyż sam to dostrzegł gdy ostatnio próbował wyciągnąć go na trening, więc nie była to dla niego aż taka niespodzianka. Bardziej zaskoczyło go to, jak poważne to było. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, kocur wracał do zdrowia, a co za tym szło, najwyższa pora by wrócić do treningu. Przekazał synowi że ma się stawić w porze górowania słońca przed wyjściem z obozu i jest to jego ostatnia szansa na rozpoczęcie treningu, gdyż ojciec nie będzie dłużej tolerował jego pasożytnictwa. To, co srebrzysty zdecyduje zależy tylko od niego.
Księżyce: 40 Mistrz: Kwitnące Wzgórze, Skrzące Słowo :/ Płeć: Kocur (zapach neutralny) Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Minóg (ale oboje o tym nie wiedzą) Trwałe urazy: kastrat, jego głowa (lęki, stany depresyjne)
Księżyce: 40 Mistrz: Kwitnące Wzgórze, Skrzące Słowo :/ Płeć: Kocur (zapach neutralny) Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Minóg (ale oboje o tym nie wiedzą) Trwałe urazy: kastrat, jego głowa (lęki, stany depresyjne)
Srebrno-czarny, pręgowany klasycznie, kocur o bladym i zmęczonym spojrzeniu zielonych oczu. Wysoki (naprawdę wysoki), bo idący w ślady ojca, sierść odrosła już przykrywając Wilczka. On sam jednak... stracił kilogramy - depresja, potem choroba i okazuje się, że dieta cud. Wygląda jakby musiał przybrać nowe kilogramy, by być zdrowym. Wychudzony, sierść powoli sama z niego teraz ucieka.
Nieprzystosowany do dzikiego życia i głupi. Nie zmieniło się to. Sprawa się jednak podziała, mleko się rozlało, a on stał się smutniejszy, bardziej aspołeczny i przerażony. W wielkich tłumach nie potrafi sobie poradzić z lękami, a wszystko poza obozem wydaje się jedną wielką umieralnią. Brak umiejętności komunikacyjnych też nie jest na jego łapę i poznawanie nowych kotów kończy się - brakiem poznawania nowych kotów. Jest też wredny jak czuje się zagrożony. Przypadek - beznadziejny.
Piórko [KG/GK]
Siedział w kącie legowiska Terminatorów i patrzył tępo na łapy. Nie chciał wychodzić z obozu, nie chciał nawet zbliżać się do wyjścia z niego, obawiał się co się może wydarzyć, gdy wyjdzie. Bał się, że coś go zabije albo może zje, czy znowu zachoruje? Nie czuł się też na tyle, by wychodzić, był smutny i zdruzgotany tym co się dzieje w jego życiu oraz jak ono się toczy. Nie umiał jednak zmienić tego, wydawałl mu się, że utknął gdzieś. Więc siedział. I nie wychodził. Patrząc tępo na łapy.
From theperfect start to thefinish line And if youʹre stillbreathing,youʹre thelucky ones Andyoucaused it, Andyoucaused it. Well,Iʹve lost it all,Iʹm just asilhouette Iʹm alifeless facethat youʹll soonforget My eyes are damp from the words you left Ringing in my head,when youbroke my chest
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Uderzenia serca mijały, a Wilcza Łapa się nie zjawiał, doprowadzając ojca do szału. Skrzące Słowo był wyrozumiały i cierpliwy, na ile tylko mógł, ale wszystko miało swoje granice, dlatego więc zdając sobie sprawę z tego, że syn na trening nie przyjdzie, wojownik zdecydował się wziąć sprawy we własne łapy. Podążał za jego zapachem, aż go nie znalazł.
- Wilcza Łapo. Czy nie miałeś teraz czegoś zrobić? - zapytał, szybko żałując swoich słów. Syn wyglądał tragicznie, był wychudzony, braki futra nie były już spowodowane tym, co zrobili mu dwunodzy. Kiedy to się stało? JAK to się stało? Momentalnie zmienił wyraz pyska i usiadł.
- Synu, co się dzieje? - zapytał spokojnie, z troską. Dość szybka zmiana względem tego, co było jeszcze sekundę temu, ale po rozmowie z Wiewiórczym Skokiem nieco inaczej patrzył na swoje starsze dzieci.
Księżyce: 40 Mistrz: Kwitnące Wzgórze, Skrzące Słowo :/ Płeć: Kocur (zapach neutralny) Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Minóg (ale oboje o tym nie wiedzą) Trwałe urazy: kastrat, jego głowa (lęki, stany depresyjne)
Księżyce: 40 Mistrz: Kwitnące Wzgórze, Skrzące Słowo :/ Płeć: Kocur (zapach neutralny) Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Minóg (ale oboje o tym nie wiedzą) Trwałe urazy: kastrat, jego głowa (lęki, stany depresyjne)
Srebrno-czarny, pręgowany klasycznie, kocur o bladym i zmęczonym spojrzeniu zielonych oczu. Wysoki (naprawdę wysoki), bo idący w ślady ojca, sierść odrosła już przykrywając Wilczka. On sam jednak... stracił kilogramy - depresja, potem choroba i okazuje się, że dieta cud. Wygląda jakby musiał przybrać nowe kilogramy, by być zdrowym. Wychudzony, sierść powoli sama z niego teraz ucieka.
Nieprzystosowany do dzikiego życia i głupi. Nie zmieniło się to. Sprawa się jednak podziała, mleko się rozlało, a on stał się smutniejszy, bardziej aspołeczny i przerażony. W wielkich tłumach nie potrafi sobie poradzić z lękami, a wszystko poza obozem wydaje się jedną wielką umieralnią. Brak umiejętności komunikacyjnych też nie jest na jego łapę i poznawanie nowych kotów kończy się - brakiem poznawania nowych kotów. Jest też wredny jak czuje się zagrożony. Przypadek - beznadziejny.
Piórko [KG/GK]
Głos ojca rozniósł się po legowisku i pewnie zwrócił uwagę paru innych kotów, ale on nie odwracał się do rodzica, trochę bał się jakim wzrokiem na niego patrzył. Przybył do klanu paręnaście księżyców temu, a zmienił się nie do poznania, nie tylko z wyglądu, ale też i z charakteru, powoli nie radził sobie coraz bardziej ze wszystkim. Nie zostało z niego wiele, trochę jakby każdego dnia sypał się kawałek po kawałku, czasami zbierając to i próbując posklejać, ale... nie wychodziło mu to.
– Nic. Gorzej się czuję – odpowiedział zmęczonym głosem i nie powstrzymał łez, które pojawiły się na jego policzkach, powoli skapując mu na łapy. Nie chciał by ojciec tak go widział i tak się czuł już jakby nie dorównywał rodzeństwu, szczególnie temu młodszemu, a co dopiero ze swojego miotu. Nie umiał nic, nie umiał nawiązywać znajomości, nie umiał rozmawiać z rodziną, nie potrafił się sobą zająć, był... był.
From theperfect start to thefinish line And if youʹre stillbreathing,youʹre thelucky ones Andyoucaused it, Andyoucaused it. Well,Iʹve lost it all,Iʹm just asilhouette Iʹm alifeless facethat youʹll soonforget My eyes are damp from the words you left Ringing in my head,when youbroke my chest
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Poczuł... niemoc, gdy Wilk odmówił współpracy, a na jego policzkach pojawiły się łzy. Bukowa Kora już dawno ukarałby go za takie zachowanie i wytłumaczył, że płakanie jest dla kotek, ale Skrzące Słowo umiał wykorzystywać te rady w teorii. To znaczy, sam został wychowany zgodnie z tymi stwierdzeniami, ale miał pewne opory wy oczekiwać tego samego od swoich dzieci. Próbował im to wpoić, ale kiedy działy się takie rzeczy jak teraz, po prostu nie potrafił im tego wypomnieć i powiedzieć, że to niewłaściwe. Nie potrafił obrócić się na pięcie i powiedzieć Wilczej Łapie, że przyjdzie jak przestanie się mazgaić i żeby dorósł. Po prostu jakaś część jego mu na to nie pozwalała.
Zbliżył się do syna i delikatnie położył na nim ogon.
- Widzę, że coś się dzieje. - mruknął spokojnie, można by rzec że w jego tonie wyczuć można było jakąś troskę i ciepło. - Porozmawiaj ze mną jak z ojcem. Rodzicem. Nie jak z mistrzem. Możesz w to nie wierzyć, ale się martwię i chcę pomóc. - dodał, powstrzymując się od dodania, że przecież wystarczy na niego spojrzeć, żeby zauważyć, że coś jest nie tak. Ostatnio wstawka o wyglądzie nie najlepiej się zakończyła, a zależało mu na odbudowaniu relacji. Nawet jeśli rozmowa zaczęła się dość nieciekawie.
Księżyce: 40 Mistrz: Kwitnące Wzgórze, Skrzące Słowo :/ Płeć: Kocur (zapach neutralny) Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Minóg (ale oboje o tym nie wiedzą) Trwałe urazy: kastrat, jego głowa (lęki, stany depresyjne)
Księżyce: 40 Mistrz: Kwitnące Wzgórze, Skrzące Słowo :/ Płeć: Kocur (zapach neutralny) Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Minóg (ale oboje o tym nie wiedzą) Trwałe urazy: kastrat, jego głowa (lęki, stany depresyjne)
Srebrno-czarny, pręgowany klasycznie, kocur o bladym i zmęczonym spojrzeniu zielonych oczu. Wysoki (naprawdę wysoki), bo idący w ślady ojca, sierść odrosła już przykrywając Wilczka. On sam jednak... stracił kilogramy - depresja, potem choroba i okazuje się, że dieta cud. Wygląda jakby musiał przybrać nowe kilogramy, by być zdrowym. Wychudzony, sierść powoli sama z niego teraz ucieka.
Nieprzystosowany do dzikiego życia i głupi. Nie zmieniło się to. Sprawa się jednak podziała, mleko się rozlało, a on stał się smutniejszy, bardziej aspołeczny i przerażony. W wielkich tłumach nie potrafi sobie poradzić z lękami, a wszystko poza obozem wydaje się jedną wielką umieralnią. Brak umiejętności komunikacyjnych też nie jest na jego łapę i poznawanie nowych kotów kończy się - brakiem poznawania nowych kotów. Jest też wredny jak czuje się zagrożony. Przypadek - beznadziejny.
Piórko [KG/GK]
Poczuł coś na plecach i nie był pewien, czy powinien się odsunąć, skulić, czy uciec, nie potrafił spełnić woli ojca i wyjść z obozu. Nie potrafił też powiedzieć czemu nie chce wyjść, więc wolał kłamać, ale te słowa otuchy i ciepło jakie z nich biły... Luna się lekko przeraził. Czy to był jakiś podstęp? Czy ojciec naprawdę się martwił? Albo co jeśli się coś wydarzy jak powie prawdę? I nie będzie to miłe. Zadrżał ze strachu na samą myśl, że wywalono by go przez to, że się boi i nie potrafi sobie poradzić, nie to co Minóg... poza tym tylko jemu mógł mówić, że źle się czuł. Czy Skrzące Słowo by go nie wyrzucił? Czy powinien mu ufać skoro praktycznie nie wykazywał żadnego zainteresowania i prawdziwej chęci pomocy mu? Chyba nie chciał go oszukać? Nie no, na pewno nie chciał! ... Co nie? W końcu był miły i w ogóle... czy coś.
– No bo prawie umarłem ostatnio przez to, że zachorowałem... Nie wiedziałem, że powinienem iść do Medyka jak źle się czuje, ludzie mnie zabierali do weterynarza zawsze jak sami coś wypatrzyli... – wyszeptał wszystko bardzo, oj bardzo zawstydzony, bo niby powinien się domyślić, no ale skąd??? Z fusów sobie nie wywróży, a nikt w sumie na dłuższą metę nie przypomniał mu jak działa klan... no i też fakt, że nie chciał nic poznawać i żerować na wszystkich. I w sumie udało mu się, ale z dodatkiem lęków, depresji i bliskiego spotkania ze śmiercią. – No i teraz się boję wychodzić... w sensie z obozu... – dodał już ostatecznie, pociągnął nosem i napiął wszystkie mięśnie gotowy do ucieczki i czekał na... najgorsze, bo chyba ostatecznie żałował tego wygadania się ojcu. Yikes.
From theperfect start to thefinish line And if youʹre stillbreathing,youʹre thelucky ones Andyoucaused it, Andyoucaused it. Well,Iʹve lost it all,Iʹm just asilhouette Iʹm alifeless facethat youʹll soonforget My eyes are damp from the words you left Ringing in my head,when youbroke my chest
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
— A chciałeś się dowiedzieć? Od powrotu nie wykazywałeś chęci do nauki. Mówiłem że możesz do mnie przyjść w razie problemu, a jedynie unikałeś treningów. — przyznał, ale nie podnosił głosu, ani nie brzmiał na zdenerwowanego. Brzmiał normalnie, spokojnie. — Rozumiem, że… ludzie zrobili ci krzywdę. Okaleczyli, wszystko robili za ciebie, ale w klanie tak się nie da i trzeba dawać coś od siebie, aby móc też brać. — wytłumaczył. Było to oczywiste, ale być może nie dla Wilka, który nie znał życia w klanie. Który został skrzywdzony przez dwunogów w każdy możliwy sposób i był teraz w pewien sposób kaleką.
Przytulił się do syna.
— Możemy omówić teoretyczne zagadnienia, nauczę cię życia w klanie, a kiedy będziesz gotowy, wyruszymy poza obóz poznać granice, dobrze? Tylko powiedz mi, dlaczego się boisz? Boisz się, że znów zachorujesz, że znów cię porwą, czy problem leży jeszcze gdzie indziej? — zaproponował rozwiązanie, chcąc przy okazji dowiedzieć się skąd ten lęk. Po tym co przeszedł, nic dziwnego ze nie chciał opuszczac bezpiecznego obozu, ale z ojcem u boku nie było powodu do strachu. Niemniej, Skrzące Słowo nie zamierzał go teraz namawiać. Skoro się bal, to nie było sensu.
Księżyce: 40 Mistrz: Kwitnące Wzgórze, Skrzące Słowo :/ Płeć: Kocur (zapach neutralny) Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Minóg (ale oboje o tym nie wiedzą) Trwałe urazy: kastrat, jego głowa (lęki, stany depresyjne)
Księżyce: 40 Mistrz: Kwitnące Wzgórze, Skrzące Słowo :/ Płeć: Kocur (zapach neutralny) Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Minóg (ale oboje o tym nie wiedzą) Trwałe urazy: kastrat, jego głowa (lęki, stany depresyjne)
Srebrno-czarny, pręgowany klasycznie, kocur o bladym i zmęczonym spojrzeniu zielonych oczu. Wysoki (naprawdę wysoki), bo idący w ślady ojca, sierść odrosła już przykrywając Wilczka. On sam jednak... stracił kilogramy - depresja, potem choroba i okazuje się, że dieta cud. Wygląda jakby musiał przybrać nowe kilogramy, by być zdrowym. Wychudzony, sierść powoli sama z niego teraz ucieka.
Nieprzystosowany do dzikiego życia i głupi. Nie zmieniło się to. Sprawa się jednak podziała, mleko się rozlało, a on stał się smutniejszy, bardziej aspołeczny i przerażony. W wielkich tłumach nie potrafi sobie poradzić z lękami, a wszystko poza obozem wydaje się jedną wielką umieralnią. Brak umiejętności komunikacyjnych też nie jest na jego łapę i poznawanie nowych kotów kończy się - brakiem poznawania nowych kotów. Jest też wredny jak czuje się zagrożony. Przypadek - beznadziejny.
Piórko [KG/GK]
Jednak faktycznie żałował wygadania się ojcu bez żadnych „chyba”. Nie zajęło długo by zostać wpędzonym w poczucie winy i zrobienie z niego tego złego w końcu przecież logiczne, że to nie jego wina była, a wszyscy inni są źli, nie chcieli pomóc. Minóg na pewno chciał, reszty prób nie pamiętał... oprócz propozycji polowania od ojca. Ogólnie więcej spędził w samotności po śmierci pierwszego Mistrza, a potem... nic więcej się nie wydarzyło i tak sobie egzystował, aż potem nie zachorował. I teraz cały jego charakter opierał się na szukaniu współczucia u innych z tego powodu, bo... chciał trochę ciepła.
Odsunął się więc od Skrzącego Słowa, który wolał wytykać mu błędy i ranić jego małe ego z dodatkiem wrzucania w poczucie winy, które w sumie powinno dać mu do zrozumienia, że sam sobie robi problemy. Jednak dało odwrotny efekt, sprawiając, że Luna nie chciał już słuchać ojca, który i tak niewiele zrobił by mu jakoś pomóc.
– Ty nigdy nie słuchasz – rzucił, wycierając policzki w futro na barkach. Kiedy miał pójść do własnego ojca? Gdy czuł się obcy, czy kiedy czuł się odrzucony faktem, że zawsze spędzali czas tylko z najmłodszymi członkami tej głupiej rodziny? A może gdy przestawał jeść, czuł się osamotniony i nikt nawet nie sprawdził jak on się czuje? Był samolubny depresyjnym śmieciem i najwyraźniej to nie było to podejście.
– Jasne... byś mi mógł wciskać w pysk jak to się od początku nie s-ttt-arałem – wymamrotał pierwszy raz jąkając się. Och? Czy to ze strachu? Czy o co chodziło? Zdziwił się tą reakcją organizmu na te rozmowę, ale nie patrzył na ojca. I w pewnym momencie już nie wiedział, czy pora by on sobie wyszedł, czy może to właśnie jego rodziciel to zrobi.
/zt?
From theperfect start to thefinish line And if youʹre stillbreathing,youʹre thelucky ones Andyoucaused it, Andyoucaused it. Well,Iʹve lost it all,Iʹm just asilhouette Iʹm alifeless facethat youʹll soonforget My eyes are damp from the words you left Ringing in my head,when youbroke my chest
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
- To ty nie chcesz słuchać i wszystko traktujesz jako atak. - odparł, nie zamierzając gonić za synem. Był... naprawdę beznadziejnym przypadkiem i jak tylko będzie okazja, Skrzące Słowo będzie musiał porozmawiać o tym z Łabędzia Gwiazdą. Westchnął i ruszył na patrol żeby oczyścić myśli.
***
Jak to mówią, do trzech razy sztuka. Od ostatniego spotkania z Wilczą Łapą minęło trochę czasu i w głowie Skrzącego Słowa wiele się od tamtej pory zmieniło. Dalej trawił to, co przekazał mu Barwna Woda, ale chciał się postarać i być lepszym ojcem. Dlatego więc ucieszył się, że nie zdołał porozmawiać o synu z Łabędzią Gwiazdą i dostrzegając go w obozie, od razu do niego podszedł, nie zamierzając czekać na reakcję. Domyślał się, że kocur najpewniej po prostu dałby nogę, więc musiał działać szybko.
- Wilk, przepraszam. Miałeś rację, nie słuchałem. Nie próbowałem zrozumieć twojego zachowania, tylko cię oceniałem, niesłusznie zresztą. Barwna Woda przyszedł do mnie we śnie, otworzył mi oczy na wiele spraw... Chciałbym spróbować od początku zbudować między nami więź. Naprawić księżyce zaniedbań. - wyjaśnił pospiesznie, licząc na reakcję przynajmniej neutralną. Tylko tyle chciał.