Księżyce: 105 Mistrz: Pokrzywa -> Tundra Płeć: kotka Zaimki: ono/jej Matka: Tundra i Pokrzywa Ojciec: nie potrzebny
Mała chuda, cienkie, patykowate nóżki. Długie, kremowe i wiecznie powykręcane na wszystkie strony futro dodaje jej rozmiarów. Pokryte ciemniejszymi klasycznymi pręgami, widocznymi w okolicach pyska, łap i ogona. Parę pomarańczowo-złotych ślepi, spory, różowy nos i poduszki wszystkich czterech łap w tym samym kolorze. Długie, białe, powykręcane wibrysy i grymas na pysku wygląda jakby była zawsze wkurzona.
Oschła, nieprzyjemna. Mówi krótkimi zdaniami. Nieufna, filtruje zasłyszane informacje. Tundra, Pokrzywa i cała jej rodzina były centrum jej istnienia, a ich strata boli niemiłosiernie, chociaż stara się tego nie okazywać. Zmęczona i podłamana stratą większości rodziny. Tylko wobec nich potrafi się ocieplić. Boi się wody. Bardzo pewna siebie. Zerowa cierpliwość i łatwo ją zdenerwować. Nie boi się powiedzieć swojego zdania i jest gotowa go bronić. Chce stać się silniejsza.
Nietoperze Niebo and else
Sekwoja poczuła okropny chłód że aż cała się spuszyła. Musiała wyglądać debilnie, ale nie tylko jej było zimno. Już obracała głowę by znowu odszczekać temu skulonemu, tchórzliwemu, siusiumajtkowi, gdy zobaczyła coś. Nie. Kogoś. Wśród krzewów spoglądała jej siostra Tsunami. Wyraźna. Zupełnie jak żywa, ale to przecież nie możliwe. Pochowali ją. Ona nie żyła, ona... była tak blisko. Wybałuszała oczy, nie mogła uwierzyć w to co widzi. Mrugnęła i już jej nie było. Ale nie mogła tak po prostu zniknąć, nie znowu, nie teraz. Potrzebowała jej. Nie mogła jej stracić. Najpierw powoli by w końcu puścić się biegiem ruszyła w stronę gdzie jeszcze chwile temu stała Tsunami. Nie zważając na nic. Musiała ją znaleźć. Ona musiała gdzieś tam być. Sama ją widziała. Nie mogła się mylić.
//zt
Don't carewhat yousay Don't carehow youfeel Get outof myway 'Cause I gotaheart ofsteel
Kociak urodził się jako długowłosy oriental o dużych, szaro-niebieskich, niewybarwionych oczach, które kiedyś przyjmą barwę intensywnego błękitu. Całą sierść upiększają śnieżnobiałe znaczenia na całym futrze. Pod bielą natomiast przenosi się cynamonowe umaszczenie, które pokrywają klasyczne pręgi. Pyszczek kończy jasnoróżowy nosek. Cechą charakterystyczną jest zaś szczupła, atletyczna sylwetka z niebywale długim ogonem.
odpowiedzialny | pewny siebie | uprzejmy | arogancki | nieufny
Jak się spodziewał, już niedługo zaczęły zbierać się kolejne koty. Ucieszył się, gdy zobaczył Szczura. Kiedy ten walczył o życie w lecznicy Świerszcz martwił się o brata, a teraz nie wiedział, jak miałby się czuć z faktem, że nie odważył się ani razu na to, aby go odwiedzić. Ale nie mógł o tym myśleć, nie, gdy było już po wszystkim, a Szczur był zdrowy i w pełni sił.
— Cześść, Sszzczurze — przywitał się. — Witaj, Raniusszzku. — Dodał, gdy tylko ujrzał w dali puchatą głowę.
Następny nadszedł Artem i całe szczęście, że się przysiadł do niego i czekoladowego.
— Artemie. Dziękuję, że doglądałeśś mojego brata, gdy ten zachorował. Dzięki Tobie żyje. Ja, jak widzisz, miewam się śświetnie — odpowiedział, a na jego pysk wstąpił lekki uśmiech.
Nie był pewien, czemu to powiedział. Czy czuł się zobowiązany, aby być miłym? Podziękować? Czy mimo wszystko odczuwał nienazwane poczucie winy, że kiedy był młodszy zdarzało mu się zapomnieć o stanie Szczura? Kto wie.
Jego myśli przetrwało wejście Sekwoi, następnie Ścieżki i Czarta. O ile tej pierwszej z szacunku ukłonił się, okazując pewność siebie, tak drugiej lekko odkiwał, a w stronę Czarta zwrócił łeb i uniósł wysoko brwi. Kocur był...iście dziwny, osobliwy, zwracał na siebie uwagę, jak mało kto. Wywoływał w Świerszczu te dziwne uczucie zakłopotania, przez które nie wiedział kompletnie jak reagować.
— Pamiętaj, aby osszczędzać energię misstrzuniu. Wilki potrzebują jej cały nakład. — zażartował.
Mina jednak od razu zrzedła mu z pyska. Przez chwilę kompletnie nie wiedział co się dzieje, dopóki nie zobaczył, co właśnie zrobiła Sekwoja na oczach całego Nowego Świtu. To był ten jeden moment, gdzie Świerszcz przekonał się, jak straszna potrafiła być kotka i nie chciałby z nią zadzierać. Biedny Raniusszzek, przeszło mu przez myśl. Nie mógł wyobrazić sobie, czym musiał zasłużyć. Na szczęście Kos wkroczyła na środek. Chociaż błękitnooki nie miał jeszcze własnego mianowania, w głębi mógł jedynie domyślać się, co czuli sami zainteresowani.
Odsunął się w tył, zlewając ze śnieżnobiałym puchem. To, co się działo to już nie była jego sprawa i nie chciał na nią patrzeć. Wolał jak najszybciej opuścić zebranie, zanim zrobi się bardziej nieprzyjemnie. Zamknął oczy, otulając ciało ogonem. Czekał w milczeniu.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Kos myślała, że ją tam rozniesie. Przy wszystkich, na obecności tej całej Pokrzywy i familii Tsunami. Z resztą, miała to gdzieś - i tak kto wie, czy zaraz nie dostanie zawału od tego wszystkiego. Szczerze powiedziawszy, nie zdziwiłaby się nawet. Księżycy przybywało, pierwszej młodości nie miała.
Od całkowitego wybuchu trzymał ją jeszcze zdrowy rozsądek. Raniuszek był jaki był, mógł wziąć coś za mocno do siebie jakieś jej słowa. Po części też liczyła, że to wszystko było jednym wielkim nieporozumieniem i nagle okaże się, że ta dwójka po prostu przechodzi przez jakieś wyboiste zerwanie czy inne głupoty. Lecz nie.
Kos złagodniała podczas przemowy Raniuszka i wydobyła z siebie prawie wszystko, co miała. Bardziej spokojna z pewnością być nie mogła. Czuła się źle, że kocur tak się kuli, i pewnie złość kocicy mu w tym nie pomaga, ale innej opcji nie było. Zachowała kamienną minę na cały czas trwania wypowiedzi, przynajmniej się starała. W międzyczasie Sekwoja rzuciła się że skały i popędziła gdzieś w krzaki. Co? Kos na krótką chwilę przerwała Raniuszkowi, spojrzała się za nią. O co jej chodziło? Stchórzyła przed konsekwencjami?! Żałosne.
- Idź po nią - mruknęła do Kajaka.
os była prawie całkowicie pewna, że gdyby mogła, Sekwoja bez zastanowienia rzuciłaby się na Raniuszka z pazurami i kłami. Wzięła oddech. Trzeba się uspokoić. Bo zaraz wszystko obróci się przeciwko niej.
Raniuszek powiedział, co wiedział i teraz wszystko zależało od niej.
No właśnie.
Nagle wszystko kliknęło. Każde krzywe spojrzenie rzucone Raniuszkowi. Każdy niezadowolony oddech i krok. To nie brało się znikąd. Raniuszek był, jaki był - ale przecież podobnych do niego mieli setki: Cyryla i... Ktoś na pewno by się znalazł. Ich magicznym cudem Sekwoja zostawiała w spokoju. A Raniuszka? Ani trochę. Zawsze potrafiła coś znaleźć. Na pogrzebie Tsunami, na każdym Zebraniu i podczas mijania siebie w obozie. Czy bzdety przestraszonego Raniuszka były wyraźną podstawą, żeby obwiniać kocicę o rasizm? Zdecydowanie nie. Czy Kos miała zamiar to zrobić? Jak najbardziej.
Ufała kocurowi bardziej niż niej, nawet jeśli znała go krócej. Obojgu nie mogła zarzuć niewierności ani chęci walki o Nowy Świt. Różnica pomiędzy nimi była taka, że kocur pochodził spoza stada. Nie miał czystej krwi (o ile taka w ogóle istniała w Nowym Świcie) ani nie dorastał w tym obozie od pierwszego księżyca. Sekwoja była dumna, zawsze taka była, i nie potrafiła ustępować, rozumieć. Oczywistym było, że będzie chciała się pysznić swoim pochodzeniem i pierwszeństwem w Nowym Świcie. Konflikt oczywiście mógł mieć inne podłoże, ale Kos ewidentnie uznawała kocicę za zwyczajnie zbyt dumną, by zaakceptowała klanowców.
W Kos coś po prostu pękło. Problemy ze swoim pochodzeniem miała jeszcze w obozie Cienia, kiedy całym Klanem w zasadzie rządził Olcha - nienawiść z powodu jej ojca, a czasem i jej matki. Ciągłe dogryzanie, brak przyjaciół. Nikt się nią nie interesował. Nikt. Później? Ucieczka. I została przywitana na wejściu prze Krogulec i serię szram. Nie odnalazła spokoju nigdzie. Ani w Pożodze, gdzie ciągle czuła się bacznie obserwowana przez co-po-niektórych i w Nowym Świcie czasami również. Liczyła, że to tylko z nią jest problem. Że tylko na jej ścieżce życia przytrafiły się takie problemy i to po prostu była wina złych kotów. Ale teraz? Raniuszka spotyka to samo. I będzie spotkać następnych klanowiczów, jeśli na stanowisku Radnego wciąż będą takie koty. Powstrzymała łzy. Nie czas na nie.
- Wiem, Raniuszku - zapewniła cicho. - I wiem, że nam, jako stadu, nie zagraża. Ale zagraża w innym kontekście - spięła mięśnie. - Dziękuję - rzuciła na odchodne. Sprawnym ruchem wskoczyła na skałę, omiotła obóz. Sekwoi dalej brak. No ciekawe dlaczego?
- Czy ktoś ma klarowne dowody na nienawiści Sekwoi na tle rasowym?! - warknęła na cały obóz. Ogląda się po każdym, z wyłączeniem kociąt. Ktoś musiał coś wiedzieć. Musiała coś komuś powiedzieć. Może Alasce? On przecież jest w Radzie, mogła chcieć go wyrzucić i potrzebowała poparcia drugiego Radnego. Może matkom albo Pędowi? Ktoś musiał coś wiedzieć. Zaraz po chwili zacisnęła pysk. Nikt się nie odezwie. Na pewno nikt. Wszyscy ją tu wielbią, kochają. Sekwoja czy parę klanowych przybłęd? Wybór jest przecież oczywisty. Lada moment będą chcieli ją ściągnąć. Ogłoszą ją wariatką i wywalą na zbity pysk.
Jak tak ma być, to chociaż się pożegnać.
Kajaka dalej nie było. No kto by się spodziewał.
- Musimy się naradzić - wymruczała sztywno to do zebranych, to do Alaski. Zgarnęła kocura do wolnej groty i zaczęły się dyskusje. Oraz, co dziwne, skończyły się szybciej niż można było oczekiwać. Nawet nie były aż tak burzliwe. Kos wystąpiła na środek. Aż zdziwiła się, że kocur tak chętnie się zgodził co do jednej kwestii i że podszedł do Sekwoi jako do zwykłego kota, nie jako ciotki ani mentorki. Lepiej być nie mogło. Wzięła oddech. Czas skończyć ten cały cyrk i Zebranie. A się głupia łudziła, że na mianowani raniuszkowych kociąt się zakończy.
- Sytuacja, która się tutaj wydarzyła - przełknęła głośno ślinę - Nie powinna mieć miejsca. Przynajmniej nie przez kogoś, kto uzyskał tytuł Radnego. Radny ma symbolizować znajomość zasad naszego stada. A główny filar - równość - powinien wprost lśnić między włosami jego futra - zamknęła na chwilę oczu. Jeśli teraz pokaże, że jest wściekła i robi to pod wpływem emocji, tylko ten cały proces przyspieszy. Niezauważalnie zacisnęła kły. - Nie posądzamy Sekwoi na podstawie słów Raniuszka o złamanie jednej z najważniejszych zasad - równości. Naszą decyzję motywujemy zachowaniem Sekwoi: najzwyklejszym brakiem szacunku wobec członka naszego stada, ignorowaniem problemu i ucieczka z miejsca Zebrania pomimo podanych oskarżeń, oraz, najważniejsze, zastosowanie przemocy wobec bliźniego. Od każdego członka stada oczekujemy szacunku do drugiego kota, niezależnie od pochodzenia, wewnętrznych scysji czy stereotypów. - wzięła kolejny oddech. Wszyscy pewnie drżą, kto wie, może chcą jej się rzucić do gardeł. Ale Kos miała to gdzieś. - Wszystko to jest niedopuszczalne przez członka Nowego Świtu, a już na pewno nie przez Radnego. Nasze stado ma być miejscem wolnym od nienawiści, przemocy i stereotypów. Dlatego nie będę przyzwalać na takie zachowanie na mojej ścieżce. Obieżyświecie, Ścieżko, Zmierzch, nie jesteście już uczniami Sekwoi. Ja zajmę się waszym treningiem - dała im czas na reakcję. - Jednak to nie koniec konsekwencji. Wspólnie podjęliśmy z Alaską decyzję o wyrzuceniu Sekwoi z Rady. Z dniem dzisiejszym przestaje pełnić obowiązki Radnego oraz otrzymuje zakaz na kandydowanie, dopóki w jej zachowaniu nie pojawi się poprawa. Głosownie rozpocznie się jutro. Jutro również rozpocznie się drugie głosowanie, dotyczące jej losu. Jedną opcją będzie wyrzucenie ze stada, drugą zaś proces resocjalizacji - wygłosiła twardym głosem. Koniec jej części, przynajmniej na chwilę.
A teraz? A mogą ją i wieszać. Obawiała się reakcji członków bardziej niż powinna i z trudem łapała oddech. Ale koniec.
Teraz tylko przyjąć złość zbulwersowanych członków rodziny na siebie i nie umrzeć.
//decyzja rady napisana za pozwoleniem i po konsultacji z Alaską
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
XXXNie... Nie powiedział tego. Zerknęła na Raniuszka, który właśnie w tamtej chwili zrobił coś nieprawdopodobnie głupiego. Przy wszystkich odważył się kwestionować to, czy Sekwoja nadawała się na mentora. Wiedziała, że córka tego tak nie zostawi i nie musiała wcale czekać na reakcję. Zamaszysty cios, a jednak bez pazurów. To jednak wystarczyło, żeby dać Kos podwaliny do swoich własnych planów. A mówiła, uprzedzała kremową, żeby była trochę mniej... sobą... w kontaktach z byłym rzeczniakiem. Podejrzewała, że jej niechęć doprowadzi do jakiejś tragedii. XXXFutro na grzbiecie Pokrzywy uniosło się lekko, gdy ich Strateg doskoczyła do srebrnego kocura i wręcz warkiem wymuszając z niego słowa. Tak, pokaż kim naprawdę jesteś. Wszyscy z chęcią to zobaczą. Niech spadnie ta fałszywa maska kocicy, która udawała miłą, zasłaniała się równością, a jak przyszło co do czego to wystarczyło mieć inne poglądy, żeby być przez nią uważanym za gorszego. Jak teraz.
Później do tego wszystkiego włączył się Artem, słusznie zauważając, że nie stało się nic poważnego. Sekwoja nie wyrządziła kocurowi poważnej krzywdy, zaś reakcja Raniuszka była zdecydowanie przesadzona. Pokrzywa była pewna, że mocniej zdzieliła Pęd podczas szkolenia z walki, a ten nawet wtedy nie stęknął. Żałosne. Niestety point nie zrobił jednej rzeczy, o którą należało zadbać, więc gdy tylko odprowadziła wzrokiem uciekającą Sekwoję i posłanego za nią Kajaka, podeszła do Raniuszka. Nie wiedziała co sprawiło, ze kręconofutra wybiegła, ale musiało być to coś poważnego. XXX- Pokaż głowę, proszę - poinstruowała srebrnego i jeżeli nie miał nic przeciwko, zrobiła oględziny miejsca, gdzie został uderzony. - Nadal boli? Czujesz zawroty głowy? - dopytała spokojnie. - Raniuszku, jestem ci winna przeprosiny. Za tamtą sytuacje na pogrzebie... To nie powinno mieć miejsca. Mam nadzieję, że jesteś w stanie mnie zrozumieć, jako rodzic... Przepraszam też za Sekwoję. Ona... widzisz, była blisko z Tsunami, na pewno wciąż się nie pogodziła z tym, co się stało. A Klan Rzeki niestety nie jest taki, jak ci się wydaje. Możesz poprosić mnie, Tundrę, albo Kos, żeby ci o tym opowiedzieć kiedyś - wyjaśniła cicho, korzystając z danej im przerwy, gdy Kos i Alaska, którego wcześniej nawet tu nie dostrzegła, poszli się naradzić. XXX Zebranie zostało wznowione, a kocica nadstawiła uszu. Nie chciało się jej wierzyć w to, co słyszy. Głosowanie o wyrzucenie? XXX- Nie jesteś wcale lepsza, warcząc po Raniuszku i wymuszając na nim zeznania - uniosła wysoko łeb, spoglądając na Kos. Skoro już tak sobie wypominają takie, a siakie zachowanie, to chętnie się przyłączy. Miała trochę do powiedzenia w tym temacie, jeżeli szylkretka była taka chętna. Ciężko mówić o równości, gdy Kos wykorzystując swoją władzę naciska na innych, żeby wszystko wyśpiewali. XXX- Zgadzam się z tym, że Radny musi świecić przykładem, więc takie zachowanie na tym stanowisku absolutnie nie powinno mieć miejsca i Sekwoja nie powinna być już dłużej jej członkiem, jednak.. posuwanie się do głosowania o wyrzucenie jest absurdalne. Za co? Za to, że raz popełniła błąd? - zwróciła się w stronę rady. Oh, jakaż Kos była chętna żeby od razu pozbyć się z jej córki z Nowego Świtu. Ciekawe dlaczego. - Już nie mówiąc o tym, że większą krzywdę robią sobie młodziki podczas sparingów. Nie pomyśleliście przez chwilę, że może żałuje tego, co zrobiła i dlatego uciekła? Nie dajecie jej nawet możliwości, żeby wyjaśniła swoje zachowanie, od razu przechodząc do działania... Będziecie teraz się tak pozbywać każdego, kto tylko się spojrzy na drugiego kota krzywo? - To może zacznij od siebie, Kos. - dodała gorzko w myślach, jednak zachowała to dla siebie. Musiała zatrzymać tą karuzelę śmiechu, zamiast rozpędzać kolejną burzę, zanim Kos się rozpędzi i poustawia wszystkich po swojemu, bo właśnie dostała ku temu okazję.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
- Staram się ustalić możliwe powody zaistniałej sytuacji. Przepraszam Raniuszku, że tak na ciebie warknęłam. Nie było to celowe - wymruczała. Jak chce, niech ma. Może się sobie wypchać tymi przeprosinami i poprawnym słownictwem. Kos, w odróżnieniu od niej, jest w stanie przepraszać. I nie ma z tym problemu.
- Sekwoja, nie ważne pod wpływem jakich emocji by nie była, złamała zasady naszego stada. Użyła przemocy wobec członka Nowego Świtu. Masz rację, nie jest to przemoc znacząca i wiele gorsze rany widujemy na porządku dziennym. Jednak jeśli na każde odstąpienie od zasad nie będziemy wyciągać konsekwencji, zasady te mijaj się po prostu z celem - wymruczała. W odróżnieniu od Pokrzywy miała chociaż podłoże rzeczowe. Dobrze jej było z tą myślą. - Wiem, że Sekwoja jest wierna i przydaje się stadu. Jej strata byłaby zauważalna. Szczerze również wierzę, że zaszło tu nieporozumienie. Lecz póki co, miała czas, żeby wrócić. Posłałam po nią Kajaka. I, jest dorosła, powinna być odpowiedzialna. Rozumiem, że może mieć teraz mętlik w głowie. Dlatego ma czas na wyjaśnienie swojego stanowiska. Rozumiemy, że nasze działania mogą być pochopne, ale nie są bezpodstawne. Jeśli Sekwoja wróci i wyjaśni swoje działania, a Rada oraz Stado uzna je za sensowne, głosowanie o jej losie nie odbędzie się - pozwoliła również sobie odmówić wypominania Pokrzywie jej działań. Bo, jak pamięta niewiele kotów, ona również takie głosowanie miała.
Nie przypominała, że decyzja o usunięciu z Rady nie zostanie cofnięta. Niby kocica się zgodziła, ale nie chciała dolewać oliwy do ognia. Pozostaje modlić się do Gwiezdnych, żeby to Pokrzywa nie została kandydatem.
Kiedyś ktoś powiedział, że genów nie oszukasz i miał całkowitą rację. Ścieżka urosła jeszcze bardziej niż przypuszczała. Zapewne Raniuszek byłby dumny z córki. Kotka mogłaby spokojnie stawać w szranki z niejednym kocurem. Nadal pozostała również masywna i "puchata". Przynajmniej łapy bardziej się wydłużyły, a dzięki nim Ścieżka nabrała miękkości w poruszaniu się. Coś co powinny umieć kocie wojowniczki, prawda? Poza tym pojawiło się więcej sierści w okolicy długiego, smukłego ogona. Reszta można powiedzieć, że pozostawała bez zmian. Pazury stały się ostrzejsze, zęby jak u drapieżnika, ceglany nosek, jasnozielone ślepia... Natomiast cały łepek wraz z pyszczkiem przypominały Ścieżce o genach jej drugiego taty - Kościstego Wybrzeża. Choć duże uszy przyciągały uwagę innych kotów, to nadal pozostawały nieodmiennym elementem urody koteczki. Dzięki nim wyrażała część emocji, pomagały również wyłapywać dźwięki z okolicy. Ogromne, migdałowate oczy tym razem spoglądają na świat z nostalgią, jak również smutkiem czy akceptacją. Drobny pyszczek ozdabiają długie, biało-szaro-czarne wibrysy. Spod górnych warg nieco widać końcówki Ścieżkowych kłów. Wygląda to tak, jakby kotka miała zaraz przemówić bądź uśmiechnąć się. O, i nos zyskał ciemniejszą obwódkę. Jeśli chodzi o futro, to kotka nadal zalicza się do "tych długowłosych". Choć najbardziej widoczne miejsca, gdzie futro stało się gęstsze to: klatka piersiowa, szyja, ogon, przedramiona, a nawet okolice uszu. Kolorystyka sierści: czerń z dodatkiem srebra, uwydatniła się, a naturalne rozjaśnienie wokół oczu dodaje jej tylko uroku. Białe partie, czyli końcówka pyszczka i większy kawałek szyi nadal pozostają bez zmian. Brakło dodatkowych, innych oznaczeń. Co Ścieżka jeszcze zauważyła? Lepiej "zarysowane", klasyczne, czarne pręgi. Pokrywają one 3/4 ciała kotki, czyli grzbiet, łapy i łepek.
Obecnie Ścieżka powróciła nieco do swoich korzeni. Odkryła wewnątrz siebie dawnego kociaka i znów potrafi marzyć. Jedno z największych marzeń? Własny kąt i przynależność do kociego grona. Cieszą ją też drobne rzeczy jak promienie słońca, świergot ptaków, kwieciste łąki czy nocne niebo. Kocica także kolekcjonuje rzeczy dla samej przyjemności z posiadania ich i opowiadania historii jak je zdobyła. Oczywiście to nie znaczy, że gania gdzieś z głową w chmurach. Życie obieżyświatki nauczyło ją też twardo stąpać po ziemi. Kiedy trzeba, to zawalczy o swoje. Nawet jeśli oznaczałoby to przegraną czy uszczerbek na zdrowiu. Wie, że jeśli nie zaryzykuje, to może coś stracić. Według niej gorzej coś odpuścić niż spróbować i się rozczarować. Generalnie Ścieżka nie ukrywa już swoich prawdziwych emocji. Umie płakać, gdy jej smutno. Umie też być zła czy radosna. Choć najbardziej ceni sobie po prostu towarzystwo innych kotów. Jest typem obserwatorki, ale potrafi podjąć wyzwanie. Nadal chętnie weźmie udział w wyścigu, nadal ubłoci sobie futro dla dobra sprawy, albo po prostu zabawy. Kotka docenia ten czas, który jej pozostał. Dodatkowo, przez inne koty, może być uważana za nieco ekscentryczną. Dlaczego? Ścieżka lubi słuchać wiatru, obmywać się w kroplach deszczu, wąchać kwiaty itp. Taka stara, kocia "Szamanka" co to wie, gdzie są "barwy niesione przez wiatr" albo "czemu wilk tak wyje w księżycową noc". Jednak nie przejmuje się tym wcale, a wcale. Czas udawania już dawno przeminął...
Wszystko zmierzało w złym kierunku. Sytuacja wymknęła się spod kontroli, gdy Ścieżka oraz jej rodzeństwo wybrało Sekwoję jako nauczycielkę. Szczerze? Ona nie rozumiała co właśnie się działo. Natomiast czuła, że atmosferę można rozdzierać pazurkami. Widziała i słyszała jak Raniuszek zgłasza sprzeciw. Najwyraźniej jego "zatroskana" natura wzięła górę nad rozsądkiem. Młoda już chciała walczyć o swoje. Niestety nie było jej dane, ponieważ Sekwoja zaatakowała Tatę. Ścieżka zareagowała odruchowo i wskoczyła pomiędzy nich. Przy okazji miała lekko nastroszone futro. Zapewne dorośli jej nie dostrzegli, bo przecież nadal pozostawała nieco wyrośniętym kociakiem. Wystarczyło kilka uderzeń serca, aby wokół koty przekrzykiwały się. Ścieżka milczała przez większość czasu, bo cóż mogła poradzić. Słuchała uważnie zdania Artema, Pokrzywy, Kos i innych. Wreszcie podeszła bliżej Taty. Usiadła obok niego, żeby poczuł jej wsparcie.
-Tato... Skoro Pokrzywa mówi, że Sekwoja lubiła również naszą Mamę... Może... Może jej potrzeba przyjaciela i przytulenia? W końcu ty masz nas, a my mamy ciebie. Może jej brakuje miłości, bo tęskni tak ja my za Mamą?- Kotka mruknęła swoje przemyślenia na tyle cicho, żeby usłyszał ją tylko Tata oraz Pokrzywa. W końcu siedziała obecnie niedaleko niego. Zresztą młoda zawsze miała swoje przemyślenia. Odejście Tsunami było przykrą sprawą dla wszystkich. Może niektórzy potrzebowali więcej kotów wokół siebie niż pozostali. Chyba nikt nie będzie zły o to co powiedziała. Zaraz zerknęła zapobiegawczo na Pokrzywę.
Bardzo wysoka, choć nie masywna kotka. Posiada szczupłą, wręcz chudą sylwetkę. Futerko jej jest dość rzadkie i długie, jedynie na kryzie nabiera na objętości. Barwi się ono na czarno-biało, z wyjątkowymi plamami na grzbiecie i łapkach, wynikającymi z mutacji fińskiej. Biel pokrywa końcówkę ogona, łapki, większość mordki, oraz całą kryzę. Dodatkowo posiada czarny nosek i skośne oczka o pięknym niebieskim kolorze.
Księżniczka. Niecierpliwa, uważa, że jej się wszystko należy. Zwykle spokojna i oschła, jednak zdarza jej się czasem wybuchnąć. Ma obsesje na punkcie swojego wizerunku i chce być postrzegana za jak najlepszą wersję siebie. Wiecznie chodzi wyprostowana z uniesioną głową, patrząc na innych z góry. Mimo wielu planów i ambicji niechętnie podchodzi do pracy, jednak gdy podejmie się jakiegoś zadania musi być ono dopięte na ostatni guzik, czyli w skrócie ma jej to wyjść lepiej niż mogłoby innym.
Czyli w skrócie, Czart wybrał na szczęście ścieżkę Wilka, Wieszczek Salamandry, a Obieży dołączył do wesołej gromadki uczniów Sekwoi. Kotce spodobało się to rozdanie, jednak cyrk, który zadział się chwilę później… No też się ciekawie oglądało.
A wszystko zaczęło się od niepotrzebnej uwagi jej ojca. Gdyby Zmierzch uważnie nie przemyślała tej decyzji to by jej nie podjęła, przecież to oczywiste. Już miała otwierać pyszczek, jednak widząc, że Sekwoja wstaje w razie czego powstrzymała się... no i ał. Przemoc była niepotrzebna, jednak całkowicie zrozumiała. Na pewno nie chciał źle, ale nie zaufał swoim dzieciom w wyborze i no tak to się skończyło. Jednak reeety, po co tyle krzyku? Nie wysunęła pazurów, chwile poboli i przestanie, więc czemu od razu wyrzucać?? Raz, niechcący dasz upust złości i już posuwają się do takich drastycznych środków? Świetnie.
A miało być tak ładnie, miała wybrać się na trening jako pierwsza, a wszystko szlag trafił. Jeśli nikt nie miał nic więcej ważnego do powiedzenia, to oburzona Zmierzch wstała i udała się do swojego, jeszcze starego legowiska.
//zt
‧₊˚❀༉‧₊˚. well,you're onlybothered'cause you'restaringx xxxxxxxxxxand you'llnevertalk meintocaring xxxxxxx'cause it's myown,and I'llkeep owning it xxx I'ma do just whatI wanton the regularxxxxxxxxxx and it'sreallynot my faultif you'rescaredof axx sweet,little,unforgettablething ♡
Masywny, o długiej puszystej sierści umasczonej na niebiesko. Jego oczy są szaroniebieskie (później bladozielone). W skrócie ideał kota.
Przymilny, flirciarz, uwielbia wszystko co piękne, nie wie co to przestrzeń osobista, siebie samego uważa za epigeum piękna, aczkolwiek nie jest egoistą, nie uważa że z tego powodu należy mu się więcej, że każdy inny to tylko brzydka miernota, on po prostu dobrze czuje się ze swoim wyglądem.
Kompletnie nie spodziewał się tego co miało właśnie nadejść, a wszystko zaczęło się przez jego ojca i jego sprzeciw ich nauce u Sekwoi.
Jego sierść momentalnie poszybowała w górę, a żeby zacisnęły się, gdy tylko usłyszała lament Raniuszka. Kremowa kocica nie zrobiła mu zbyt dużej krzywdy, ledwie go drasnęła, ale nie zmienia to faktu, że to co zrobiła było okropne. Brzydkie. Obrzydliwe. Paskudne. I nie na miejscu. Nie wśród zebranych, i nie w emocjach. Atakowanie bezbronnego kota i to wśród większości, jak nie całego stada było istną głupotą. Raniuszek jest emocjonalny, jego reakcja była do przewidzenia, a mimo to wciąż dostał po głowie. Za co? Za martwienie się o własne dzieci. Jak dobitnie zostało to ukazane chyba miał ku temu jakieś podstawy. To nie tak, że całkowicie antagonizował radną, uważał nawet że wyrzucanie jej ze stada, co zaproponowała Kos, było zbyt dużą karą, co więcej miała ona podstawy do złości. Jednak nad emocjami się panuje. Obserwował jak Ścieżka wkracza między dwa koty, a następnie bez wyrazu obserwował odejście Sekwoi. Jak bardzo kochał siostrę, i uwielbiał jej sposób myślenia, tak teraz uważał że było ono trochę naiwne. Wątpił, aby wystarczyła ledwie iskierka miłości. Uśmiechnął się jednak pod nosem. Zbliżył się do Raniuszka i głośno zamruczał w jego pierś, żeby choć trochę go uspokoić. Działo się zdecydowanie za dużo.
Kociak urodził się jako długowłosy oriental o dużych, szaro-niebieskich, niewybarwionych oczach, które kiedyś przyjmą barwę intensywnego błękitu. Całą sierść upiększają śnieżnobiałe znaczenia na całym futrze. Pod bielą natomiast przenosi się cynamonowe umaszczenie, które pokrywają klasyczne pręgi. Pyszczek kończy jasnoróżowy nosek. Cechą charakterystyczną jest zaś szczupła, atletyczna sylwetka z niebywale długim ogonem.
odpowiedzialny | pewny siebie | uprzejmy | arogancki | nieufny
Sytuacja zmieniła się w mgnieniu oka, nim tylko Świerszcz zdążył pomyśleć. Zachowanie Sekwoi wobec Raniuszka było nie na miejscu, a kocur zachodził w głowę, co mogło sprawić, że poczuła się aż tak bardzo wytrącona z równowagi. Była zwykłą ksenofobką? A może nie lubiła po prostu, jak ktoś podważał jej kompetencje? To nawet dla Świerszcza było za dużo, a co z kociakami i resztą? Nikt w Nowym Świcie nie chciał problemów. Nawet jeśli W KOŃCU coś się działo i pierwszy raz miał okazję zobaczyć wściekłą do szpiku kości Kos.
Przełknął gulę w gardle. Chwilę jeszcze pobył na zebraniu, obserwując i starając się sformułować własne stanowisko. Następnie zniknął równie szybko, co się pojawił, zostawiając na śniegu ślady kocich łap.