Logo Artemidy
Zebranie VI
#31
Sekwoja poczuła okropny chłód że aż cała się spuszyła. Musiała wyglądać debilnie, ale nie tylko jej było zimno. Już obracała głowę by znowu odszczekać temu skulonemu, tchórzliwemu, siusiumajtkowi, gdy zobaczyła coś. Nie. Kogoś. Wśród krzewów spoglądała jej siostra Tsunami. Wyraźna. Zupełnie jak żywa, ale to przecież nie możliwe. Pochowali ją. Ona nie żyła, ona... była tak blisko. Wybałuszała oczy, nie mogła uwierzyć w to co widzi. Mrugnęła i już jej nie było. Ale nie mogła tak po prostu zniknąć, nie znowu, nie teraz. Potrzebowała jej. Nie mogła jej stracić. Najpierw powoli by w końcu puścić się biegiem ruszyła w stronę gdzie jeszcze chwile temu stała Tsunami. Nie zważając na nic. Musiała ją znaleźć. Ona musiała gdzieś tam być. Sama ją widziała. Nie mogła się mylić.

//zt
Don't care what you say
Don't care how you feel
Get out of my way
'Cause I got a heart of steel
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
8
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#32
Jak się spodziewał, już niedługo zaczęły zbierać się kolejne koty. Ucieszył się, gdy zobaczył Szczura. Kiedy ten walczył o życie w lecznicy Świerszcz martwił się o brata, a teraz nie wiedział, jak miałby się czuć z faktem, że nie odważył się ani razu na to, aby go odwiedzić. Ale nie mógł o tym myśleć, nie, gdy było już po wszystkim, a Szczur był zdrowy i w pełni sił.
— Cześść, Sszzczurze — przywitał się. — Witaj, Raniusszzku. — Dodał, gdy tylko ujrzał w dali puchatą głowę.
Następny nadszedł Artem i całe szczęście, że się przysiadł do niego i czekoladowego.
— Artemie. Dziękuję, że doglądałeśś mojego brata, gdy ten zachorował. Dzięki Tobie żyje. Ja, jak widzisz, miewam się śświetnie — odpowiedział, a na jego pysk wstąpił lekki uśmiech.
Nie był pewien, czemu to powiedział. Czy czuł się zobowiązany, aby być miłym? Podziękować? Czy mimo wszystko odczuwał nienazwane poczucie winy, że kiedy był młodszy zdarzało mu się zapomnieć o stanie Szczura? Kto wie.
Jego myśli przetrwało wejście Sekwoi, następnie Ścieżki i Czarta. O ile tej pierwszej z szacunku ukłonił się, okazując pewność siebie, tak drugiej lekko odkiwał, a w stronę Czarta zwrócił łeb i uniósł wysoko brwi. Kocur był...iście dziwny, osobliwy, zwracał na siebie uwagę, jak mało kto. Wywoływał w Świerszczu te dziwne uczucie zakłopotania, przez które nie wiedział kompletnie jak reagować.
— Pamiętaj, aby osszczędzać energię misstrzuniu. Wilki potrzebują jej cały nakład. — zażartował.
Mina jednak od razu zrzedła mu z pyska. Przez chwilę kompletnie nie wiedział co się dzieje, dopóki nie zobaczył, co właśnie zrobiła Sekwoja na oczach całego Nowego Świtu. To był ten jeden moment, gdzie Świerszcz przekonał się, jak straszna potrafiła być kotka i nie chciałby z nią zadzierać.
Biedny Raniusszzek, przeszło mu przez myśl. Nie mógł wyobrazić sobie, czym musiał zasłużyć. Na szczęście Kos wkroczyła na środek. Chociaż błękitnooki nie miał jeszcze własnego mianowania, w głębi mógł jedynie domyślać się, co czuli sami zainteresowani.
Odsunął się w tył, zlewając ze śnieżnobiałym puchem. To, co się działo to już nie była jego sprawa i nie chciał na nią patrzeć. Wolał jak najszybciej opuścić zebranie, zanim zrobi się bardziej nieprzyjemnie. Zamknął oczy, otulając ciało ogonem. Czekał w milczeniu.
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
8
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#33
Kos myślała, że ją tam rozniesie. Przy wszystkich, na obecności tej całej Pokrzywy i familii Tsunami. Z resztą, miała to gdzieś - i tak kto wie, czy zaraz nie dostanie zawału od tego wszystkiego. Szczerze powiedziawszy, nie zdziwiłaby się nawet. Księżycy przybywało, pierwszej młodości nie miała.
Od całkowitego wybuchu trzymał ją jeszcze zdrowy rozsądek. Raniuszek był jaki był, mógł wziąć coś za mocno do siebie jakieś jej słowa. Po części też liczyła, że to wszystko było jednym wielkim nieporozumieniem i nagle okaże się, że ta dwójka po prostu przechodzi przez jakieś wyboiste zerwanie czy inne głupoty. Lecz nie.
Kos złagodniała podczas przemowy Raniuszka i wydobyła z siebie prawie wszystko, co miała. Bardziej spokojna z pewnością być nie mogła. Czuła się źle, że kocur tak się kuli, i pewnie złość kocicy mu w tym nie pomaga, ale innej opcji nie było. Zachowała kamienną minę na cały czas trwania wypowiedzi, przynajmniej się starała. W międzyczasie Sekwoja rzuciła się że skały i popędziła gdzieś w krzaki. Co? Kos na krótką chwilę przerwała Raniuszkowi, spojrzała się za nią. O co jej chodziło? Stchórzyła przed konsekwencjami?! Żałosne.
- Idź po nią - mruknęła do Kajaka.
os była prawie całkowicie pewna, że gdyby mogła, Sekwoja bez zastanowienia rzuciłaby się na Raniuszka z pazurami i kłami. Wzięła oddech. Trzeba się uspokoić. Bo zaraz wszystko obróci się przeciwko niej.
Raniuszek powiedział, co wiedział i teraz wszystko zależało od niej.
No właśnie.
Nagle wszystko kliknęło. Każde krzywe spojrzenie rzucone Raniuszkowi. Każdy niezadowolony oddech i krok. To nie brało się znikąd. Raniuszek był, jaki był - ale przecież podobnych do niego mieli setki: Cyryla i... Ktoś na pewno by się znalazł. Ich magicznym cudem Sekwoja zostawiała w spokoju. A Raniuszka? Ani trochę. Zawsze potrafiła coś znaleźć. Na pogrzebie Tsunami, na każdym Zebraniu i podczas mijania siebie w obozie. Czy bzdety przestraszonego Raniuszka były wyraźną podstawą, żeby obwiniać kocicę o rasizm? Zdecydowanie nie. Czy Kos miała zamiar to zrobić? Jak najbardziej.
Ufała kocurowi bardziej niż niej, nawet jeśli znała go krócej. Obojgu nie mogła zarzuć niewierności ani chęci walki o Nowy Świt. Różnica pomiędzy nimi była taka, że kocur pochodził spoza stada. Nie miał czystej krwi (o ile taka w ogóle istniała w Nowym Świcie) ani nie dorastał w tym obozie od pierwszego księżyca. Sekwoja była dumna, zawsze taka była, i nie potrafiła ustępować, rozumieć. Oczywistym było, że będzie chciała się pysznić swoim pochodzeniem i pierwszeństwem w Nowym Świcie. Konflikt oczywiście mógł mieć inne podłoże, ale Kos ewidentnie uznawała kocicę za zwyczajnie zbyt dumną, by zaakceptowała klanowców.
W Kos coś po prostu pękło. Problemy ze swoim pochodzeniem miała jeszcze w obozie Cienia, kiedy całym Klanem w zasadzie rządził Olcha - nienawiść z powodu jej ojca, a czasem i jej matki. Ciągłe dogryzanie, brak przyjaciół. Nikt się nią nie interesował. Nikt. Później? Ucieczka. I została przywitana na wejściu prze Krogulec i serię szram. Nie odnalazła spokoju nigdzie. Ani w Pożodze, gdzie ciągle czuła się bacznie obserwowana przez co-po-niektórych i w Nowym Świcie czasami również. Liczyła, że to tylko z nią jest problem. Że tylko na jej ścieżce życia przytrafiły się takie problemy i to po prostu była wina złych kotów. Ale teraz? Raniuszka spotyka to samo. I będzie spotkać następnych klanowiczów, jeśli na stanowisku Radnego wciąż będą takie koty. Powstrzymała łzy. Nie czas na nie.
- Wiem, Raniuszku - zapewniła cicho. - I wiem, że nam, jako stadu, nie zagraża. Ale zagraża w innym kontekście - spięła mięśnie. - Dziękuję - rzuciła na odchodne. Sprawnym ruchem wskoczyła na skałę, omiotła obóz. Sekwoi dalej brak. No ciekawe dlaczego?
- Czy ktoś ma klarowne dowody na nienawiści Sekwoi na tle rasowym?! - warknęła na cały obóz. Ogląda się po każdym, z wyłączeniem kociąt. Ktoś musiał coś wiedzieć. Musiała coś komuś powiedzieć. Może Alasce? On przecież jest w Radzie, mogła chcieć go wyrzucić i potrzebowała poparcia drugiego Radnego. Może matkom albo Pędowi? Ktoś musiał coś wiedzieć. Zaraz po chwili zacisnęła pysk. Nikt się nie odezwie. Na pewno nikt. Wszyscy ją tu wielbią, kochają. Sekwoja czy parę klanowych przybłęd? Wybór jest przecież oczywisty. Lada moment będą chcieli ją ściągnąć. Ogłoszą ją wariatką i wywalą na zbity pysk.
Jak tak ma być, to chociaż się pożegnać.
Kajaka dalej nie było. No kto by się spodziewał.
- Musimy się naradzić - wymruczała sztywno to do zebranych, to do Alaski. Zgarnęła kocura do wolnej groty i zaczęły się dyskusje. Oraz, co dziwne, skończyły się szybciej niż można było oczekiwać. Nawet nie były aż tak burzliwe. Kos wystąpiła na środek. Aż zdziwiła się, że kocur tak chętnie się zgodził co do jednej kwestii i że podszedł do Sekwoi jako do zwykłego kota, nie jako ciotki ani mentorki. Lepiej być nie mogło. Wzięła oddech. Czas skończyć ten cały cyrk i Zebranie. A się głupia łudziła, że na mianowani raniuszkowych kociąt się zakończy.
- Sytuacja, która się tutaj wydarzyła - przełknęła głośno ślinę - Nie powinna mieć miejsca. Przynajmniej nie przez kogoś, kto uzyskał tytuł Radnego. Radny ma symbolizować znajomość zasad naszego stada. A główny filar - równość - powinien wprost lśnić między włosami jego futra - zamknęła na chwilę oczu. Jeśli teraz pokaże, że jest wściekła i robi to pod wpływem emocji, tylko ten cały proces przyspieszy. Niezauważalnie zacisnęła kły. - Nie posądzamy Sekwoi na podstawie słów Raniuszka o złamanie jednej z najważniejszych zasad - równości. Naszą decyzję motywujemy zachowaniem Sekwoi: najzwyklejszym brakiem szacunku wobec członka naszego stada, ignorowaniem problemu i ucieczka z miejsca Zebrania pomimo podanych oskarżeń, oraz, najważniejsze, zastosowanie przemocy wobec bliźniego. Od każdego członka stada oczekujemy szacunku do drugiego kota, niezależnie od pochodzenia, wewnętrznych scysji czy stereotypów. - wzięła kolejny oddech. Wszyscy pewnie drżą, kto wie, może chcą jej się rzucić do gardeł. Ale Kos miała to gdzieś. - Wszystko to jest niedopuszczalne przez członka Nowego Świtu, a już na pewno nie przez Radnego. Nasze stado ma być miejscem wolnym od nienawiści, przemocy i stereotypów. Dlatego nie będę przyzwalać na takie zachowanie na mojej ścieżce. Obieżyświecie, Ścieżko, Zmierzch, nie jesteście już uczniami Sekwoi. Ja zajmę się waszym treningiem - dała im czas na reakcję. - Jednak to nie koniec konsekwencji. Wspólnie podjęliśmy z Alaską decyzję o wyrzuceniu Sekwoi z Rady. Z dniem dzisiejszym przestaje pełnić obowiązki Radnego oraz otrzymuje zakaz na kandydowanie, dopóki w jej zachowaniu nie pojawi się poprawa. Głosownie rozpocznie się jutro. Jutro również rozpocznie się drugie głosowanie, dotyczące jej losu. Jedną opcją będzie wyrzucenie ze stada, drugą zaś proces resocjalizacji - wygłosiła twardym głosem. Koniec jej części, przynajmniej na chwilę.
A teraz? A mogą ją i wieszać. Obawiała się reakcji członków bardziej niż powinna i z trudem łapała oddech. Ale koniec.
Teraz tylko przyjąć złość zbulwersowanych członków rodziny na siebie i nie umrzeć.

//decyzja rady napisana za pozwoleniem i po konsultacji z Alaską
Obrazek- ̗̀ jeśli świt przyłapie nas, wykrzyczę mu to prosto w twarz ̖́-
xxxxxxxxxxxxxxmamy miłość, chcemy ż y c i e brać, na BŁĘDY mamy czas!
chcemy ????? dojść niż na w y c i ą g n i ę c i e ręki
jeśli świt przyłapie nas, staniemy z nim tu twarzą w twarz!xxxxxxxxxxxxxxxx





LVL 6 260 / 500
MedLVL 0 3 / 100
17
Siła
S
9
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#34
XXXNie... Nie powiedział tego. Zerknęła na Raniuszka, który właśnie w tamtej chwili zrobił coś nieprawdopodobnie głupiego. Przy wszystkich odważył się kwestionować to, czy Sekwoja nadawała się na mentora. Wiedziała, że córka tego tak nie zostawi i nie musiała wcale czekać na reakcję. Zamaszysty cios, a jednak bez pazurów. To jednak wystarczyło, żeby dać Kos podwaliny do swoich własnych planów. A mówiła, uprzedzała kremową, żeby była trochę mniej... sobą... w kontaktach z byłym rzeczniakiem. Podejrzewała, że jej niechęć doprowadzi do jakiejś tragedii.
XXXFutro na grzbiecie Pokrzywy uniosło się lekko, gdy ich Strateg doskoczyła do srebrnego kocura i wręcz warkiem wymuszając z niego słowa. Tak, pokaż kim naprawdę jesteś. Wszyscy z chęcią to zobaczą. Niech spadnie ta fałszywa maska kocicy, która udawała miłą, zasłaniała się równością, a jak przyszło co do czego to wystarczyło mieć inne poglądy, żeby być przez nią uważanym za gorszego. Jak teraz.
Później do tego wszystkiego włączył się Artem, słusznie zauważając, że nie stało się nic poważnego. Sekwoja nie wyrządziła kocurowi poważnej krzywdy, zaś reakcja Raniuszka była zdecydowanie przesadzona. Pokrzywa była pewna, że mocniej zdzieliła Pęd podczas szkolenia z walki, a ten nawet wtedy nie stęknął. Żałosne. Niestety point nie zrobił jednej rzeczy, o którą należało zadbać, więc gdy tylko odprowadziła wzrokiem uciekającą Sekwoję i posłanego za nią Kajaka, podeszła do Raniuszka. Nie wiedziała co sprawiło, ze kręconofutra wybiegła, ale musiało być to coś poważnego.
XXX- Pokaż głowę, proszę - poinstruowała srebrnego i jeżeli nie miał nic przeciwko, zrobiła oględziny miejsca, gdzie został uderzony. - Nadal boli? Czujesz zawroty głowy? - dopytała spokojnie. - Raniuszku, jestem ci winna przeprosiny. Za tamtą sytuacje na pogrzebie... To nie powinno mieć miejsca. Mam nadzieję, że jesteś w stanie mnie zrozumieć, jako rodzic... Przepraszam też za Sekwoję. Ona... widzisz, była blisko z Tsunami, na pewno wciąż się nie pogodziła z tym, co się stało. A Klan Rzeki niestety nie jest taki, jak ci się wydaje. Możesz poprosić mnie, Tundrę, albo Kos, żeby ci o tym opowiedzieć kiedyś - wyjaśniła cicho, korzystając z danej im przerwy, gdy Kos i Alaska, którego wcześniej nawet tu nie dostrzegła, poszli się naradzić.
XXX Zebranie zostało wznowione, a kocica nadstawiła uszu. Nie chciało się jej wierzyć w to, co słyszy. Głosowanie o wyrzucenie?
XXX- Nie jesteś wcale lepsza, warcząc po Raniuszku i wymuszając na nim zeznania - uniosła wysoko łeb, spoglądając na Kos. Skoro już tak sobie wypominają takie, a siakie zachowanie, to chętnie się przyłączy. Miała trochę do powiedzenia w tym temacie, jeżeli szylkretka była taka chętna. Ciężko mówić o równości, gdy Kos wykorzystując swoją władzę naciska na innych, żeby wszystko wyśpiewali.
XXX- Zgadzam się z tym, że Radny musi świecić przykładem, więc takie zachowanie na tym stanowisku absolutnie nie powinno mieć miejsca i Sekwoja nie powinna być już dłużej jej członkiem, jednak.. posuwanie się do głosowania o wyrzucenie jest absurdalne. Za co? Za to, że raz popełniła błąd? - zwróciła się w stronę rady. Oh, jakaż Kos była chętna żeby od razu pozbyć się z jej córki z Nowego Świtu. Ciekawe dlaczego. - Już nie mówiąc o tym, że większą krzywdę robią sobie młodziki podczas sparingów. Nie pomyśleliście przez chwilę, że może żałuje tego, co zrobiła i dlatego uciekła? Nie dajecie jej nawet możliwości, żeby wyjaśniła swoje zachowanie, od razu przechodząc do działania... Będziecie teraz się tak pozbywać każdego, kto tylko się spojrzy na drugiego kota krzywo? - To może zacznij od siebie, Kos. - dodała gorzko w myślach, jednak zachowała to dla siebie. Musiała zatrzymać tą karuzelę śmiechu, zamiast rozpędzać kolejną burzę, zanim Kos się rozpędzi i poustawia wszystkich po swojemu, bo właśnie dostała ku temu okazję.
[Obrazek: QeWlgfB.png]
I like standing still but that is just a wishful plan
Ask me where I come from, I will say a different land
But I have got memories and travel like gypsies in the night

I count gates and numbers, then play the guessing game
It is just the place that changes, the rest is still the same
But I have got memories and travel like gypsies in the night

LVL 4 210 / 300
MedLVL 5 120 / 700
9
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#35
- Staram się ustalić możliwe powody zaistniałej sytuacji. Przepraszam Raniuszku, że tak na ciebie warknęłam. Nie było to celowe - wymruczała. Jak chce, niech ma. Może się sobie wypchać tymi przeprosinami i poprawnym słownictwem. Kos, w odróżnieniu od niej, jest w stanie przepraszać. I nie ma z tym problemu.
- Sekwoja, nie ważne pod wpływem jakich emocji by nie była, złamała zasady naszego stada. Użyła przemocy wobec członka Nowego Świtu. Masz rację, nie jest to przemoc znacząca i wiele gorsze rany widujemy na porządku dziennym. Jednak jeśli na każde odstąpienie od zasad nie będziemy wyciągać konsekwencji, zasady te mijaj się po prostu z celem - wymruczała. W odróżnieniu od Pokrzywy miała chociaż podłoże rzeczowe. Dobrze jej było z tą myślą. - Wiem, że Sekwoja jest wierna i przydaje się stadu. Jej strata byłaby zauważalna. Szczerze również wierzę, że zaszło tu nieporozumienie. Lecz póki co, miała czas, żeby wrócić. Posłałam po nią Kajaka. I, jest dorosła, powinna być odpowiedzialna. Rozumiem, że może mieć teraz mętlik w głowie. Dlatego ma czas na wyjaśnienie swojego stanowiska. Rozumiemy, że nasze działania mogą być pochopne, ale nie są bezpodstawne. Jeśli Sekwoja wróci i wyjaśni swoje działania, a Rada oraz Stado uzna je za sensowne, głosowanie o jej losie nie odbędzie się - pozwoliła również sobie odmówić wypominania Pokrzywie jej działań. Bo, jak pamięta niewiele kotów, ona również takie głosowanie miała.
Nie przypominała, że decyzja o usunięciu z Rady nie zostanie cofnięta. Niby kocica się zgodziła, ale nie chciała dolewać oliwy do ognia. Pozostaje modlić się do Gwiezdnych, żeby to Pokrzywa nie została kandydatem.
Obrazek- ̗̀ jeśli świt przyłapie nas, wykrzyczę mu to prosto w twarz ̖́-
xxxxxxxxxxxxxxmamy miłość, chcemy ż y c i e brać, na BŁĘDY mamy czas!
chcemy ????? dojść niż na w y c i ą g n i ę c i e ręki
jeśli świt przyłapie nas, staniemy z nim tu twarzą w twarz!xxxxxxxxxxxxxxxx





LVL 6 260 / 500
MedLVL 0 3 / 100
17
Siła
S
9
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#36
Wszystko zmierzało w złym kierunku. Sytuacja wymknęła się spod kontroli, gdy Ścieżka oraz jej rodzeństwo wybrało Sekwoję jako nauczycielkę. Szczerze? Ona nie rozumiała co właśnie się działo. Natomiast czuła, że atmosferę można rozdzierać pazurkami. Widziała i słyszała jak Raniuszek zgłasza sprzeciw. Najwyraźniej jego "zatroskana" natura wzięła górę nad rozsądkiem. Młoda już chciała walczyć o swoje. Niestety nie było jej dane, ponieważ Sekwoja zaatakowała Tatę. Ścieżka zareagowała odruchowo i wskoczyła pomiędzy nich. Przy okazji miała lekko nastroszone futro. Zapewne dorośli jej nie dostrzegli, bo przecież nadal pozostawała nieco wyrośniętym kociakiem. Wystarczyło kilka uderzeń serca, aby wokół koty przekrzykiwały się. Ścieżka milczała przez większość czasu, bo cóż mogła poradzić. Słuchała uważnie zdania Artema, Pokrzywy, Kos i innych. Wreszcie podeszła bliżej Taty. Usiadła obok niego, żeby poczuł jej wsparcie.
-Tato... Skoro Pokrzywa mówi, że Sekwoja lubiła również naszą Mamę... Może... Może jej potrzeba przyjaciela i przytulenia? W końcu ty masz nas, a my mamy ciebie. Może jej brakuje miłości, bo tęskni tak ja my za Mamą?- Kotka mruknęła swoje przemyślenia na tyle cicho, żeby usłyszał ją tylko Tata oraz Pokrzywa. W końcu siedziała obecnie niedaleko niego. Zresztą młoda zawsze miała swoje przemyślenia. Odejście Tsunami było przykrą sprawą dla wszystkich. Może niektórzy potrzebowali więcej kotów wokół siebie niż pozostali. Chyba nikt nie będzie zły o to co powiedziała. Zaraz zerknęła zapobiegawczo na Pokrzywę.
[Obrazek: BNrZ8GS.png]
When all inside you burns like a star
It's after you burn out that you are
Reborn again, reborn again
And maybe if you called out for help
Then I could help you outrun yourself
Come run again, we'll run again
[Obrazek: 1CtfhT2.png]
LVL 4 10 / 300
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
12
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#37
Czyli w skrócie, Czart wybrał na szczęście ścieżkę Wilka, Wieszczek Salamandry, a Obieży dołączył do wesołej gromadki uczniów Sekwoi. Kotce spodobało się to rozdanie, jednak cyrk, który zadział się chwilę później… No też się ciekawie oglądało.
A wszystko zaczęło się od niepotrzebnej uwagi jej ojca. Gdyby Zmierzch uważnie nie przemyślała tej decyzji to by jej nie podjęła, przecież to oczywiste. Już miała otwierać pyszczek, jednak widząc, że Sekwoja wstaje w razie czego powstrzymała się... no i ał. Przemoc była niepotrzebna, jednak całkowicie zrozumiała. Na pewno nie chciał źle, ale nie zaufał swoim dzieciom w wyborze i no tak to się skończyło. Jednak reeety, po co tyle krzyku? Nie wysunęła pazurów, chwile poboli i przestanie, więc czemu od razu wyrzucać?? Raz, niechcący dasz upust złości i już posuwają się do takich drastycznych środków? Świetnie.
A miało być tak ładnie, miała wybrać się na trening jako pierwsza, a wszystko szlag trafił. Jeśli nikt nie miał nic więcej ważnego do powiedzenia, to oburzona Zmierzch wstała i udała się do swojego, jeszcze starego legowiska.

//zt
‧₊˚❀༉‧₊˚.
well, you're only bothered 'cause you're staringx
xxxxxxxxxxand you'll never talk me into caring
xxxxxxx'cause it's my own, and I'll keep owning it
xxx
I'ma do just what I want on the regularxxxxxxxxxx
and it's really not my fault if you're scared of axx
sweet, little, unforgettable thing
♡
LVL 6 80 / 500
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
19
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#38
Kompletnie nie spodziewał się tego co miało właśnie nadejść, a wszystko zaczęło się przez jego ojca i jego sprzeciw ich nauce u Sekwoi.
Jego sierść momentalnie poszybowała w górę, a żeby zacisnęły się, gdy tylko usłyszała lament Raniuszka. Kremowa kocica nie zrobiła mu zbyt dużej krzywdy, ledwie go drasnęła, ale nie zmienia to faktu, że to co zrobiła było okropne. Brzydkie. Obrzydliwe. Paskudne. I nie na miejscu. Nie wśród zebranych, i nie w emocjach. Atakowanie bezbronnego kota i to wśród większości, jak nie całego stada było istną głupotą. Raniuszek jest emocjonalny, jego reakcja była do przewidzenia, a mimo to wciąż dostał po głowie. Za co? Za martwienie się o własne dzieci. Jak dobitnie zostało to ukazane chyba miał ku temu jakieś podstawy. To nie tak, że całkowicie antagonizował radną, uważał nawet że wyrzucanie jej ze stada, co zaproponowała Kos, było zbyt dużą karą, co więcej miała ona podstawy do złości. Jednak nad emocjami się panuje. Obserwował jak Ścieżka wkracza między dwa koty, a następnie bez wyrazu obserwował odejście Sekwoi. Jak bardzo kochał siostrę, i uwielbiał jej sposób myślenia, tak teraz uważał że było ono trochę naiwne. Wątpił, aby wystarczyła ledwie iskierka miłości. Uśmiechnął się jednak pod nosem. Zbliżył się do Raniuszka i głośno zamruczał w jego pierś, żeby choć trochę go uspokoić. Działo się zdecydowanie za dużo.

//Zt.
LVL 2 80 / 150
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
9
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#39
Sytuacja zmieniła się w mgnieniu oka, nim tylko Świerszcz zdążył pomyśleć. Zachowanie Sekwoi wobec Raniuszka było nie na miejscu, a kocur zachodził w głowę, co mogło sprawić, że poczuła się aż tak bardzo wytrącona z równowagi. Była zwykłą ksenofobką? A może nie lubiła po prostu, jak ktoś podważał jej kompetencje? To nawet dla Świerszcza było za dużo, a co z kociakami i resztą? Nikt w Nowym Świcie nie chciał problemów. Nawet jeśli W KOŃCU coś się działo i pierwszy raz miał okazję zobaczyć wściekłą do szpiku kości Kos.
Przełknął gulę w gardle. Chwilę jeszcze pobył na zebraniu, obserwując i starając się sformułować własne stanowisko. Następnie zniknął równie szybko, co się pojawił, zostawiając na śniegu ślady kocich łap.

//z.t
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
8
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości