||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
Miejsce Schadzek, choć mogłoby tak się wydawać, wcale nie wzięło swojej nazwy od potajemnych spotkań czy randek. Jedna ze skał była wystarczająco gładka i pochylona, że pozwalała na swobodne wchodzenie i schodzenie z jednej z grubszych gałęzi pobliskiego drzewa. Niewprawieni skoczkowie byli w stanie wejść i zejść z punktu obserwacyjnego bez uprzedniego połamania sobie łap. Z tego też powodu Bezimienny zajmował sobie miejsce na drzewie, mogąc przy okazji obserwować otoczenie i nie bać się o potrzebę szybkiej ucieczki ze zwichniętą łapą.
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
Żółto wszędzie, co to będzie co to będzie. Donośny Krzyk zdecydowała się wybrać na kolejny ze swoich spacerów. Tym razem za cel obrała sobie Łan Rzepaku, w którym to właśnie błądziła. A gdy w końcu z niego wyszła, dostrzegła, że w sumie to jest bardziej żółta, niż czarna. Śmiesznie całkiem, ale trzeba było coś z tym zrobić. Przysiadła sobie na dziwnie płaskim kamieniu, próbując dzielnie pozbyć się żółtych kwiatów z okolic swojego zadka.
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
W ostatnim czasie często przebywał na drzewie przy śliskich skałkach, przyglądając się najbardziej błahym, pierdołowatym rzeczom, jakie mógł dostrzec. Ot, tu przechadzał się jeż, gdzieś indziej lis znalazł buta. Dopiero czarna plama na kamieniu okazała się jakimś błędem w symulacji i zamiast standardowych widoków, oferowała trochę więcej zaangażowania.
Bezimienny poruszył głową, ogonem leniwie przecinał powietrze, i wpatrywał się uważnie w kotkę czyszczącą się z żółtych roślinek. Nie w jego naturze jednak było siedzenie cicho, przynajmniej nie na tyle długo, dlatego też poprawił się na gałęzi i otworzył mordkę.
- Pod ogonem też coś masz - zeskoczył z drzewa, by podreptać w stronę wichrzaczki. - Pomóc?
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
Poruszyła uszami zaskoczona. Nie zdążyła nawet unieść łba, a nieznajomy już znalazł się nieopodal niej. Jeju, Krzyk starzejesz się, że nie potrafisz wyczuć innego kota. Napięła mięśnie, w razie konieczności. - Nie dzięki, własną pupą to ja się sama mogę zająć od wielu księżycy. -Odparła z przekonaniem, chwilowo przerywając wykonywaną wcześniej czynność.- Zresztą ty byś mnie pewnie dziabnął tymi swoimi kłami. Po coś w końcu je masz, co nie? -Sama się wyszczerzyła chcąc zimitować uzębienie kolegi. Czarny jak ona, tylko takie oczy jakieś inne miał, z blizną, a no i zęby. Zęby też miał takie śmieszne. Miała wrażenie jakby go znała, albo chociaż o nim słyszała. Nie mogła sobie jednak przypomnieć skąd.
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
Nachalny jeszcze zdąży być, nie musiał więc od razu zajmować się jej zadkiem, szczególnie, że nie zdawała się być wrogo nastawiona czy dziwnie oburzona zwykłą chęcią pomocy. Może to przez fakt, że nie jest z Gromu. Tam wydawali się być sztywni jakby kij połknęli.
- W porządku, ale oferta zobowiązuje - wzruszył barkami, przysiadając się przy kotce, nie za blisko, co by nie stykać się z nią jeszcze bokiem. - Hm? Ah, tak. One są do masażu - uśmiechnął się. Tak właściwie to nigdy nie zrobił z nich większego pożytku, pomijając polowania, ale w rzeczywistości były po prostu ozdobą i nic nie zmieniłby ich nagły brak. Oprócz tego, że czułby się łyso na brodzie. - Chętnie zademonstruję, jestem bardzo delikatny - ukłonił się nawet łbem, jak dżentelmen, którym zdecydowanie nie był.
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
Podrapała się po barku, z satysfakcją obserwując jak znajdujące się tam wcześniej żółte płatki opadają na ziemię. - Ty to się podejrzanie rwiesz do tej roboty. -Może ona nieświadomie trafiła na jakiegoś typa spod ciemnej gwiazdy. Odsunęła się o krok od nieznajomego coby w razie czego mieć pole do popisu.- O! Masażu, tak tak. Tak po prostu podgryzasz kotom skórkę, co? Nie powiem ciekawe masz hobby. -No może nie powinna oceniać kota po zainteresowaniach, ale kolega miał je bardzo specyficzne, nie ma co.- Ktoś to potwierdzi? -Rzuciła niewinnie przyglądając się kłom. No nie da się tak po prostu dziabnąć. Głupia nie była, nie nie.
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
- Ja? Rwę? Skądże znowu. Już miłym być nie można - sapnął, wielce oburzony słowami wichrzaczki. Czy wszystko musi mieć ukryte motywy? Toć Bezimienny to dobry chłopak, zawsze dzień dobry mówił, to też chętnie pomoże nieznajomej w potrzebie. Przytuli, jeśli będzie potrzeba, ogrzeje w zimne noce. Co tylko zechce. - Pani kochana, ja tylko zaproponowałem pomoc. A to ty sobie dopowiadasz...rzeczy. Nie wiem nawet jakie, bo ja nie z takich. Trzeba kwiatki z zadka wyciągnąć? Nie ma problemu. Przylizać odstające futro na karku? Jasna sprawa. Dać buzi w czółko? Jeszcze jak. Nie nalegam przecież, co nie? Nie to nie, a jak tak to tak - w sumie sam nie miał pojęcia, o czym biadoli, ale w jego głowie brzmiało to wystarczająco realnie i nienatarczywie, by czarna przestała zadawać pytania. Częściowo wszystko było prawdą, bo byłby w stanie zrobić te rzeczy, może niekoniecznie tak chętnie. Do tego nie miał żadnych ukrytych motywów, oprócz tego, że nieznajoma była po prostu ładna i choćby chęć zapoznania się byłoby miłą rzeczą.
- Żadne podgryzanie. Iskanie prędzej. I wcale hobby, po prostu miła rzecz. Masz problemy z zaufaniem, wiesz o tym? - co wcale nie było głupie, szczególnie w przypadku spotkania sam na sam z obcym samotnikiem. - A widzisz tu kogoś? Samotnicy mają to do siebie, że zwykle nie mają zbyt wielu znajomych. Ba, ja nawet imienia nie mam, więc możesz mi jakieś dać i się nim posługiwać, tak najprościej.
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
- Można, dlatego ja również odmówiłam w bardzo miły sposób. -Z niej również jest przecież przemiła duszyczka. Mogła rzucić się na nieznajomego za tak beztroską propozycje, gdy tylko ten niespodziewanie pojawił się obok niej, nie zrobiła tego jednak, co czyniło z niej najbardziej kulturalną kocicę po tej stronie granicy. - Panie kochany, ja nie potrzebuje wyciągania kwiatków z zadka, ani żeby mi ktoś futro lizał, ani tym bardziej buzi w czółko dawał. Chociaż z tymi kwiatkami to do zakwestionowania, bo teoretycznie przydałoby się ich pozbyć, ale nie potrzebuje pomocy, co nie. Zostańmy przy tym, uznajmy, że doceniam dobrą wolę, ale nie musisz się fatygować. -Sama zaczęła paplać zachęcona gadaniną kocura. Dalej była wielce przekonana, że brzmiało to bardziej natarczywie, niż no nie natarczywie, ale nie będzie wchodziła w dyskusję, która nie miała większego sensu. Po prostu odmówi i tyle. Zębatek nie powinien naciskać, a przynajmniej sam stwierdził, że nie będzie naciskał. - No ja tak trochę myślę, że lepiej jest być czujnym, niż wychodzić z odsłoniętym brzuchem do nieznajomych, którzy w dowolnym momencie mogą wbić ci pazury w miękką skórkę. Znaczy, nie żeby mi ktoś tak kiedyś zrobił. Ja bym to zrobiła. Tak. Definitywnie. Bój się mnie. -Poruszyła ogonem rzucając kocurowi poważnie spojrzenie. Tak szczerze to nic by takiego nie zrobiła, bo nie była barbarzyńcą, umiała słuchać, co nie. Niemniej jednak czujność była ważna. - Czyli próbujesz mnie zaczepić, bo nie masz przyjaciół i czujesz się samotnie sam że sobą pośród tych wszystkich żółtych kwiatków. Spoko. Zrozumiałam. Trzeba było tak od razu, ja nie oceniam. Ale nawet mój brat nie ma dostępu do mojego zadka, więc nawet gdybyśmy się zaprzyjaźnili to nie dałabym ci tej satysfakcji z pomocy, czy masażu. Ale możemy się zaprzyjaźnić, ja nie widzę problemu. To teraz będę cię nazywać Ząbek, co ty na to? Nie! Nie musisz nawet nic mówić, oboje dobrze wiemy że to idealnie imię. Totalnie do ciebie pasuje. -Pokiwała głową dumna z siebie i swojej kreatywności.
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
Nie jego wina, nachalność miał w genach. A przynajmniej tak wolał sobie tłumaczyć, niż uzmysłowić sobie fakt, że nagabuje Gwiezdnym ducha winne koty. Kotki szczególnie w ostatnim czasie. Cud, że nie dostał jeszcze w ucho.
- Ja nie mówię, że potrzebujesz, tylko wiesz. Zakres usług?? No wiesz, GDYBYŚ potrzebowała, to jestem do dyspozycji, pięknej damie nigdy nie odmówię co nie - a już szczególnie damie, która o nic go nie poprosi, jak widać. On po prostu z miłą chęcią będzie udowadniał Gwiezdnym i samemu sobie, że wcale nie jest taki zły, a ten jeden moment, gdy się zagubił był zwyczajnym wypadkiem. Nie chciał przecież, co nie? - Żadna fatyga w razie czego. Przyjemność - dodał jeszcze. Jak odmówi, to niech jej będzie, choć nie przestanie raczej jej namawiać.
- Taka niedobra jesteś? Oj - przewrócił się teatralnie na swój bok, wyginając następnie całe ciałko by w kształcie rogala wyeksponować brzuch. Grozić sobie mogła, ale wyglądała na niewinną duszyczkę, co mu krzywdy nie zrobi. Chyba że przypadkiem. - Boję się wielce - uśmiechnął się szerzej do koleżanki, dając ogonowi zamiatać powolnie skałkę.
- No, jakby twój brat miał dostęp do twojego zadka to rzeczywiście byłoby to niepokojące - chyba, że w Wichrze lubią się tak bawić, on nie ocenia. Po prostu nie w jego guście. - Może być Ząbek, pasuje mi. Kiełek chyba bardziej, ale niech ci będzie że Ząbek. Tobie też mam wymyślić czy się przedstawisz?
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
O Gwiezdni, a jednak do tego wrócił. Gdyby tylko wiedziała jak to zrobić, to jej łapa spotkałaby się w tym momencie z jej czołem. - Mam solidne wrażenie, że nasza rozmowa zmierza do nikąd. Dobra słuchaj, jak tak bardzo ci zależy, to możesz mi zafundować ten twój masaż. Niech stracę, ale jak będziesz coś kombinował to stracisz wąsy. -Odchyliła szyję zrezygnowana, choć jej łapy były gotowe do ataku, w każdym momencie mogła się na niego rzucić, więc lepiej niech uważa. - A żebyś wiedział, że jestem! Kocięta drżą na sam mój widok. -Z dumą uniosła głowę. Ząbek nie musiał wiedzieć, że w rzeczywistości było zgoła inaczej - na odwrót.- Ząbek, Kiełek to jedno i to samo, to potrafi ugryźć i to potrafi. Chyba, że wolisz zostać Nietoperzem, ale jednego już znam, więc dziwnie byłoby znać dwóch. -Postanowiła totalnie zignorować temat brata.- Właściwie to mogłabym ci powiedzieć, ale jestem ciekawa co wymyślisz. -Była już jakim niebem (tak szczerze to zapomniała, jakie dostała miano podczas fałszywej ceremonii Mchowej Łapy.), to mogła też zostać czym innym.- Tylko wybierz mądrze, bo jak mówiłam jestem turbo przerażająca! -Wyszczerzyła się dźgając kocura w brzuch łapą.
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
- Wiedziałem, że się nie oprzesz - zarechotał, podnosząc się z ziemi, by przysunąć się blisko znajomej-nieznajomej. Przybliżył pysk do szyi czarnofutrej, by ząbkami jeździć po jej skórze, poruszając niedbale szczęką, jakby ją bardzo bardzo delikatnie podgryzał. Właściwie to łapał za kłaczki. Musiał jakoś wyjść z twarzą, jako że skłamał na temat swoich doskonałych umiejętności masażu. A mógł zaproponować swoje łapy.
- Wolę Ząbka od Nietoperza - żadnego nie znał co prawda, ale nietoperze bywały nocą. A Noc to dureń, którego nie był w stanie znieść. Już lepiej miło się kojarzyć. - Co wymyślę? Hmm... - zastanowił się. Nazwanie jej Księżycem czy inną Gwiazdką mijało się z celem. - No dobrze, pani przerażająca. Myślę, że... - tylko nie palnij nic głupiego - ...Dzik - dlaczego.
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
- Ta, ta. Nadziei sobie żadnych nie rób, ja po prostu chcę żebyś zamknął pysk. - Rzuciła w jego stronę, bardziej zadziornie niżeli niesympatycznie. Poruszyła ogonem, gdy zaczął przykładać zęby do jej skóry.- Kolego ja nie wiem, czy tak powinien wyglądać masaż. Przyznaj ty się lepiej, że chcesz mi przegryźć kark. -W sumie to było całkiem dziwne uczucie, ale sama nie wiedziała czego tak na prawdę się spodziewała. Czuła jakby jakieś dwa komary gryzły ją po całym karku. - Dobra, to jesteś Ząbek od teraz. Z osiedla jesteś, czy z lasu, kolego Ząbek? -Prychnęła głośno, słysząc jak ją nazwał, po czym odskoczyła.- Chcesz zobaczyć dzika? -Zaszurała łapą o skałę, jak robiły to dziki (znaczy chyba, bo żadnego nigdy nie widziała).
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
- Kochana, to mi pyska nie zamknie choćbyś mi szczękę miała wyłamać - uśmiechnął się łobuzersko, choć po chwili poczuł falę żenady, które spłynęła mu po kręgosłupie. Westchnął jednak cicho, udając że jest jest najlepszym masażerem po tej stronie Czarnego Ogona. Oczywiście czarnofutra nie była przekonana w żadnym stopniu w jego umiejętności, co w pewnym sensie pozwoliło mu odsunąć łeb od jej karku, by nie błaźnić się dalej. - Tylko troszkę. Oj, miało być miło, bo do tej pory nie znalazłem dla nich lepszego zastosowania tak szczerze - powiedział, palcem łapy przejeżdżając po jednym ze swoich kłów.
- A z lasu, koleżanko. Bleh, czemu miałbym być z osiedla? Nie wyglądam aż tak źle, żeby mnie za pieszczocha wziąć - oburzył się, przeglądając nawet uważnie własne ciało i futro.
- No dajesz, dziku.
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
- To też jest jakaś opcja. - Rzuciła próbując brzmieć poważnie. W końcu powiedziała mu, że była groźna i niebezpieczna, musiała mu to udowodnić.
Przyjrzała mu się od czubków uszu, po koniuszek ogona.- No nie wiem, wyglądasz na takiego, którym dwunodzy by nie pogardzili. A zresztą ja to słyszałam, że na osiedlu mieszkają też nie pieszczochy, samotnicy właśnie. Ale to dobrze, to znaczy, że nie zjadasz innych kotów. -Dalej nie wiedziała, czy to co powiedziała jej Zgniłe Ziele na temat kanibalistycznych zapędów pieszczochów było prawdą, aczkolwiek rada była, że nie będzie musiała tego dzisiaj sprawdzać. - Aha! Będziesz miał zaraz drugą skazę do pary, Ząbku.-Mówiąc to przykucnęła przy ziemi, żeby zaraz potem wybić się w stronę kocura. Rzeczywiście celowała w jego pysk, aczkolwiek nie zamierzała spełniać swojej groźby. Robiła to bardziej w formie zabawy, w końcu kolega nie był wobec niej agresywny, a i ona nie miała powodu do agresji. Nachalność to nie powód.
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
- Ja? pieszczochem? Nie wyobrażam sobie tego. Już pomijając, że nie mam pojęcia jak wygląda takie życie, ale na pewno jest żałosne, haha. Wyobrażasz to sobie?...Pieszczochy zjadają inne koty? - to właśnie insynuowała kotka i tym bardziej odrzuciło go to od w ogóle próbowania zaczepiania jakiegokolwiek udomowionego kota. Lepiej się trzymać na baczności mimo wszystko.
- Chyba ty - widząc, że leci w jego stronę zamierzał zadziałać szybko i zrobić praktycznie to samo. Wyskoczył w stronę Dzikuski, ale z wyciągniętą przed siebie łapą, mierząc w jej bok.