Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
szczupła, długonoga, wyższa od przeciętnego kota | długie, lecz nienajgęstsze, lejące się i na ogół przylizane futro | czarny, dymny, ghost markingi [klasyczne] | biel na końcówce ogona, lewego ucha, na skarpetce lewej przedniej łapy oraz mordce | prawe oko niebieskie, lewe wybarwi się na złoto | załamana końcówka lewego ucha
sztywna jakby połknęła kij | zgrywająca nad wiek dojrzałego | ambitna | nieco atencyjna i zazdrosna | niezręczna w kontaktach | ciekawa świata
Idą więc w ciszy, a i owszem. Mijają wcale-nie-Czerwone Maki nie odzywając się do siebie, ale... Terminatorce bynajmniej to nie przeszkadza. Raz, że nie ma co strzępić języka by rozmawiać o pogodzie, dwa - ta cisza jest komfortowa. Wyciszająca wręcz. Skupia się na pół gwizdka na terenach, które mijała przecież już tyle razy, a gdy Korzenna Woń sugeruje powrót do obozu, kiwa krótko głową i podąża za nim. Nie chce, oczywiście, by mistrz łapę przemęczał.
★
Spotykają się kawałek dalej, niż skończyli dnia wczorajszego; nic na wstępie nie mówi, choć kiwa wojownikowi głową ot, na przywitanie. – Nigdy nie spotkałam czapli. Tak myślę – odpowiada wesoła i roześmiana (wcale nie) terminatorka, gdy zaczęli oddalać się od Czaplich Gniazd. Ewentualnie - nigdy nie zwróciła na nie uwagi, zajęta innymi myślami. Choć większość ptaków jest ładna, trzeba przyznać. – Myślisz że ktoś próbował na nie polować?
Niedługo później dostrzegają przed sobą powalony konar, a na nim - oddając honor swojej nazwie - co nieco hub, które radziły sobie z lodowatą pogodą. Niewiele więcej można o nich powiedzieć; niedługo zaś zbliżą się do granicy z Klanem Cienia. I Dzięciolego Drzewa, przy okazji.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
– Może nam się poszczęści w następną porę? – Zerknął w bok na kotkę z lekkim uśmiechem. – Nie będziemy już raczej zaczepiać, ale możnaby chociaż je poobserwować z daleka, co? Myślę, że byłoby fajnie – przyznał wesoło. W sumie, sama myśl spędzenia czasu z kotką i tak nawet po treningu zachowując dobrą relację brzmiała dobrze. Nie wyobrażał sobie chyba dni bez Ważki… jasne, już takowe bywały, miała w końcu dwa treningi, ale tak już do końca? Chyba sobie tego nie umiał wyobrazić. – Polować? Powiem ci, że bym na to nie wpadł, ale… zarazem biłem się z wielkim ptaszyskiem pelikanem, więc kto wie? Może był jakiś śmiałek, który zachciał polować na czaple? – Zaśmiał się odrobinę i pokręcił głową. – Miałabyś na pewno kogo leczyć – mruknął odrobinę zawstydzony własnym humorem, ale zarazem wątpił żeby Ważka odebrała to w złym geście.
Zapach klanu Cienia dotarł do ich nozdrzy wraz z przedzieraniem się przez delikatne zaspy śniegu, a Korzeń podziwiał sobie nieznane mu tereny. – Zawsze mnie w sumie ciekawiło jak to jest mieć aż tyle drzew na terenach – powiedział bardziej w przestrzeń, niż jakkolwiek próbując zacząć temat, nie żeby marudził! Jeśli kotka chciała rozmawiać to nie zamierzał być cicho, ale to było raczej przerwanie ciszy na chwilę, tak po prostu, szczególnie że o tej porze Dzięciole Drzewo było ciche, może jakby przyszli wcześniej to by je usłyszeli? A tak to mogli je minąć i bez większego zastanowienia ruszyć w stronę Zgarbionej Czeremchy, która również nie była niczym szczególnie wyróżniającym się o tej porze… no ale co poradzić? Następny przystanek przy Borsuczej Norze był już na pewno ciekawszy, patrząc na to, że niezależnie od pogody była to… no nora. Ich łapy w równym tempie zaraz miały do niej dojść.
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
szczupła, długonoga, wyższa od przeciętnego kota | długie, lecz nienajgęstsze, lejące się i na ogół przylizane futro | czarny, dymny, ghost markingi [klasyczne] | biel na końcówce ogona, lewego ucha, na skarpetce lewej przedniej łapy oraz mordce | prawe oko niebieskie, lewe wybarwi się na złoto | załamana końcówka lewego ucha
sztywna jakby połknęła kij | zgrywająca nad wiek dojrzałego | ambitna | nieco atencyjna i zazdrosna | niezręczna w kontaktach | ciekawa świata
– Być może – pomrukuje w odpowiedzi, bez większego namysłu. Czy ją kręciłaby wycieczka w celach przyglądania się długonogim ptakom? Nie, niekoniecznie, a przynajmniej nie w pojedynkę, nie z większością kotów. W towarzystwie starszego wojownika jednak... – Na kimś trzeba ćwiczyć umiejętności – odpowiada krótko na żart Korzennej Woni, którym on sam jest zawstydzony, nie podzielając podobnego uczucia. Bo powiedzmy szczerze, gdyby nie zużycie medykamentów, idioci pakujący się w dzioby czapli mogliby być dobrym materiałem treningowym.
– Przyjemniej Porą Zielonych Liści – rzuca pierwszą oczywistością, jaka przychodzi jej do głowy. I ze świadomością, że nic odkrywczego nie doda, w drodze przez kolejne charakterystyczne punkty nie ciągnie rozmowy sama z siebie. Mijają zwietrzałą Borsuczą Norę, by zaraz zbliżyć się do Kreciej Łąki. I prawdę powiedziawszy, gdy ziemia jest pokryta warstwą śniegu i łyse placki spowodowane bytowaniem tu kretów są porządnie skryte, wybitnie trudne jest odróżnienie tego skrawka łąki od któregokolwiek znajdującego się na Wichrowych terenach. Ale hej, już niebawem zbliżą się do Czterech Dębów. A Płaski Głaz ciężko przeoczyć niezależnie od pory.