Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Cierpliwość i bezruch popłacają, to trzeba przyznać. Sowiooka czekała jeszcze chwilę, nim coś podpłynęło, ale w końcu usłyszała cichy chlupot i poczuła podszczypywanie przy swojej łapie.
Ryba wciąż kręciła się nieopodal łapy kocura, aż po chwili zaczęła znowu brać – terminator poczuł lekkie szczypanie, jakby ryba miała zamiar zjeść mu łapę.
Jeśli jego rodzice liczyli na to, że urodzą się im same piękne dzieci, to mocno się pomylili. Od chwili, gdy przyszedł na świat, nie był nazbyt urodziwy, za to masywny i dość kanciasty, w pewien sposób toporny. Od samego zatem początku można było zakładać, że nie będzie grzeszył urodą, a jego ciężkie łapy będą potrzebne do czegoś innego niż głaskania po łebkach. Futro pokrywające jego ciało było jednorodnie niebieskie, bez żadnych plam i przebarwień, wtedy jeszcze miękkie, dość długie. Uszy miał niewielkie, śmiesznie nie pasujące do jego mordki. Spokojnie można było nazwać go najbrzydszym kocięciem z całego miotu. Nie wyróżniał się właściwie niczym, ani śmiesznymi wąsami, ani kolorowymi poduszeczkami łap, ani jakąkolwiek łatką ponad nosem, który był dość ciemny. Z urodzenia był zatem nijaki, cały niebieski, ciemny i nie rzucający się w oczy.
Siódmy syn siódmego syna – czy to jakaś przepowiednia? Urodził się w jakimś wyższym celu? Biorąc pod uwagę chęci jego ojca, trudno byłoby spodziewać się po nim czegokolwiek innego, niż przekonania o własnej wartości. Do tego nie trzeba mieć nazbyt urodziwego pyska, wystarczy jedynie świadomość, że jest się kimś z tytułu samego urodzenia, jakby to nakładało ci koronę na skronie. Pysk miał krzywy, tak samo zapewne jak myśli, jakie stopniowo powstawały w jego głowie karmionej niewątpliwie podszeptami ze strony rodziców, których wiernie we wszystkim wysłuchiwał. Matka i ojciec stanowili bowiem dla niego wzory niemożliwe do zastąpienia przez cokolwiek innego. O tak. Szanował ich. Szanował swe rodzeństwo, niezależnie od tego, czy ci mieli jakieś uwagi dotyczące jego urody. Był jednak niczym jakaś bestia z bajek, bo nie wahał się trzasnąć kogoś w pysk za docinki, jakie słyszał. Tym razem spokojnie można było powiedzieć, że wygląd szedł w parze z nie nazbyt pięknym charakterem. Choć, czy nie były to jedynie wyobrażenia?
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Sokoli Cień, Koziczy Skok, Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Lekkie szarpnięcie? Lód czekał na nie cierpliwie, chociaż faktycznie jakaś jego część miała wręcz ochotę wskoczyć do tej wody, by po prostu wbić zęby w stworzenie, by zjeść je całe i w ten sposób udowodnić, że jest coś wart. Był jednak stworzeniem rozumnym, na dokładkę dość mocno opierał się o własny intelekt, wiedział zatem doskonale, że takie działanie byłoby nie tylko szalone, ale i całkowicie karygodne. Nie wspominając o tym, jaką wystawiłby sobie ocenę w oczach towarzyszącej mu Sowy, która z kolei rozniosłaby to zapewne na cały Klan. Nic zatem dziwnego, że w całkowitym spokoju, choć gotował się wewnętrznie, odczekał ponownie do momentu, w którym ryba postanowiła szarpnąć jego długie futro i prędko wysunął pazury, próbując trafić w jej ciało i jednym tylko rzutem, wypchnąć zwierzynę na brzeg. Wiedział, że liczy się prędkość, starał się więc działać nie tylko z rozwaga, bo ta raczej nie była w tej chwili potrzebna, ale opierając się o instynkt łowcy, jaki się w nim budził. Gdyby udało mu się wyrzucić rybę na brzeg, spróbowałby wbić w nią kły, by pozbawić ją życia, mając jednocześnie nadzieję, że dokładnie tak to działa.
OHJUSTYOUWATCH - ̗̀ I'msteppin'intofate ̖́- there isnotimetowaste I've got thatlightnin'inside me this ishowlegendsaremade
Mistrz: Olchowy Szept Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Głos Ojciec: Iglasty Grzbiet Partner: po co to komu?
Ogromna, wysoka wojowniczka o masywnym karku i dobrze zarysowanych mięśniach. Ma długie łapy zakończone ostrymi pazurami. Jej ogon jest długi i gruby, przeważnie uderza nim o ziemię albo macha nim na boki. Jej futro jest krótkie i niezbyt gęste, bure w ciemniejsze, tygrysie pręgi. Jedyne jaśniejsze miejsce to biała plamka na brodzie. Oczy są w jasnym odcieniu zieleni, przypominającym trawę. Często je mruży. Nos jest ceglany, momentami ciemniejszy, a na jej szyi, od czasu walki z bratem, widać gęste zadrapania po pazurach i ślad po ugryzieniu. Nie próbuje zasłaniać blizn, nosi je jak trofeum.
Na pierwszy rzut oka Sowiooka może wydać się nieprzyjemna, zdystansowana i chłodna. No i przede wszystkim złośliwa. Ale jeżeli da się komuś bliżej poznać, okazuje się, że właśnie taka jest. Znaczy może dużo mniej obojętna, ale bardzo złośliwa i uszczypliwa. Lubi łapać innych za słówka i narzekać na wszystko na co tylko się da. Przeważnie jest niecierpliwa i spięta, ale ostatnio udowodniła samej sobie, że potrafi się trochę rozluźnić, a nawet rzucić jakimś głupim żartem. Jeżeli ktoś podejdzie do niej z powagą i będzie chciał kulturalnej i uprzejmej rozmowy, Sowa się dostosuje. Ale jeśli ktoś zagada do niej luźno, koleżeńsko, w ten sposób mu odpowie. Potrafi dbać i troszczyć się o koty, nawet jeśli okazuje to na własny sposób, ale zawsze mówi co myśli, nawet jeżeli rozgniecie tym czyjąś reputację jak robaka. Nie kłamie - najwyżej odrobinę nagina prawdę na własną korzyść. Poza tym rzadko kiedy wybacza i umie długo chować do kogoś urazę - nie bojąc się mu tego wytknąć. Uwielbia rozwiązywać problemy za pomocą walki i jest zwolenniczką krwawych, brutalnych rozwiązań, a mimo to najbardziej boi się śmierci. Szczególnie od kiedy wie, że koty umierają też przez sen. Tym bardziej, że kwestionuje istnienie gwiezdnych ze względu na zniknięcie wszystkich żyć Wężowej Gwiazdy w momencie śmierci. Nienawidzi widoku zwłok i jest jej od nich niedobrze, no i bardzo często zastanawia się co czeka koty po śmierci.
Rydzowe Futro(KG) Kwitnąca Łapa(KW)
Trzeba było chwilę poczekać, to fakt, ale przynajmniej miała już jakąś rybę na koncie, więc nie groziło jej wracanie do obozu z pustymi łapami. Pozostawała w bezruchu, co jakiś czas jedynie mrugając, kiedy wpatrywała się, całkiem pochłonięta tym zajęciem, w powierzchnię jeziora. Warto jest pozostać spokojnym, w interakcjach z kotami często była niecierpliwa i nadpobudliwa, ale kiedy sytuacja tego wymagała, na przykład teraz, umiała wykazać się cierpliwością. Nagle usłyszała chlupot, jakby coś przepływało w pobliżu. Jej łapa pozostała nieruchoma, mimo że sama nadstawiła uszu, jeszcze intensywniej patrząc na wodę. Zaraz mogła poczuć jak jakaś łakoma ryba zaczyna podszczypywać jej łapę. Kiedy znalazła stosowny moment, chwyciła rybę od spodu za łuski, chcąc ją przy tym poranić, aby ta nie mogła wrócić do wody, zamachnęła się, usiłując wyrzucić oślizgłą zwierzynę na brzeg. Od razu poczuła przypływ adrenaliny, który, chociaż mniejszy niż przy tradycyjnych łowach, nadal towarzyszył jej przy łowieniu ryb. Jeśli ryba znajdzie się na lądzie, wojowniczka od razu przytrzyma ją obiema łapami i jak najszybciej zabije, żeby skrócić cierpienie. Jak gwiezdni przykazali. Nie miała szansy zauważyć, że w tym czasie Lodowa Łapa wznowił zmagania z rybą i nadal próbuje swoich sił w wyrzucaniu pływających zwierząt na brzeg. Cóż, może tym razem będzie mieć więcej szczęścia?
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Niestety, żadne z nich nie miało szczęścia. Lód ledwie się poruszył, a ryba już czmychnęła, wojowniczka zaś chwyciła swoją potencjalną ofiarę za łuski… ale ta wpadła z powrotem do wody i odpłynęła najszybciej, jak mogła.
Mistrz: Olchowy Szept Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Głos Ojciec: Iglasty Grzbiet Partner: po co to komu?
Ogromna, wysoka wojowniczka o masywnym karku i dobrze zarysowanych mięśniach. Ma długie łapy zakończone ostrymi pazurami. Jej ogon jest długi i gruby, przeważnie uderza nim o ziemię albo macha nim na boki. Jej futro jest krótkie i niezbyt gęste, bure w ciemniejsze, tygrysie pręgi. Jedyne jaśniejsze miejsce to biała plamka na brodzie. Oczy są w jasnym odcieniu zieleni, przypominającym trawę. Często je mruży. Nos jest ceglany, momentami ciemniejszy, a na jej szyi, od czasu walki z bratem, widać gęste zadrapania po pazurach i ślad po ugryzieniu. Nie próbuje zasłaniać blizn, nosi je jak trofeum.
Na pierwszy rzut oka Sowiooka może wydać się nieprzyjemna, zdystansowana i chłodna. No i przede wszystkim złośliwa. Ale jeżeli da się komuś bliżej poznać, okazuje się, że właśnie taka jest. Znaczy może dużo mniej obojętna, ale bardzo złośliwa i uszczypliwa. Lubi łapać innych za słówka i narzekać na wszystko na co tylko się da. Przeważnie jest niecierpliwa i spięta, ale ostatnio udowodniła samej sobie, że potrafi się trochę rozluźnić, a nawet rzucić jakimś głupim żartem. Jeżeli ktoś podejdzie do niej z powagą i będzie chciał kulturalnej i uprzejmej rozmowy, Sowa się dostosuje. Ale jeśli ktoś zagada do niej luźno, koleżeńsko, w ten sposób mu odpowie. Potrafi dbać i troszczyć się o koty, nawet jeśli okazuje to na własny sposób, ale zawsze mówi co myśli, nawet jeżeli rozgniecie tym czyjąś reputację jak robaka. Nie kłamie - najwyżej odrobinę nagina prawdę na własną korzyść. Poza tym rzadko kiedy wybacza i umie długo chować do kogoś urazę - nie bojąc się mu tego wytknąć. Uwielbia rozwiązywać problemy za pomocą walki i jest zwolenniczką krwawych, brutalnych rozwiązań, a mimo to najbardziej boi się śmierci. Szczególnie od kiedy wie, że koty umierają też przez sen. Tym bardziej, że kwestionuje istnienie gwiezdnych ze względu na zniknięcie wszystkich żyć Wężowej Gwiazdy w momencie śmierci. Nienawidzi widoku zwłok i jest jej od nich niedobrze, no i bardzo często zastanawia się co czeka koty po śmierci.
Rydzowe Futro(KG) Kwitnąca Łapa(KW)
Już miała pazury na mokrych, rybich łuskach. Ale na jej nieszczęście zanim zdążyła szarpnąć, ryba uwolniła się i czym prędzej odpłynęła. Sowiooka zacisnęła szczęki z frustracją, ale nie wydała z siebie żadnego dźwięku. W końcu to nie pierwszy raz, kiedy ryba jej ucieka i zapewne nie ostatni. Odetchnęła tylko, chcąc się trochę uspokoić i wróciła do swoich prób znalezienia jakiejś kolejnej potencjalnej zdobyczy. Zerknęła ukradkiem na Lodową Łapę, który chyba przed chwilą próbował coś złapać, ale wszystko wskazywało na to, że się nie udało. Leżała z łapą w bezruchu, włożoną do wody. Cień nie padał na powierzchnię jeziora. Ciekawe, że dzisiaj ryby sprawiały jej aż tyle kłopotu, dotychczas w końcu zdążyła złowić zaledwie jednego leszcza. Mimo, że wielokrotnie wracała z jedną rybą do obozu, zawsze lepiej było mieć ich więcej. Zostało jej tylko przypomnienie sobie, że hej, przecież dzień jeszcze się nie skończył, a ona nawet nie zdążyła się zmęczyć. Kiedy udało jej się wreszcie uspokoić oddech, mogła ze spokojem i koncentracją wpatrywać się w taflę wody i liczyć na jakieś poruszenie przy brzegu czy też podszczypywanie jej łapy. Aż zmieniła łapę, bo nie chciała całkiem zmarznąć.
Jeśli jego rodzice liczyli na to, że urodzą się im same piękne dzieci, to mocno się pomylili. Od chwili, gdy przyszedł na świat, nie był nazbyt urodziwy, za to masywny i dość kanciasty, w pewien sposób toporny. Od samego zatem początku można było zakładać, że nie będzie grzeszył urodą, a jego ciężkie łapy będą potrzebne do czegoś innego niż głaskania po łebkach. Futro pokrywające jego ciało było jednorodnie niebieskie, bez żadnych plam i przebarwień, wtedy jeszcze miękkie, dość długie. Uszy miał niewielkie, śmiesznie nie pasujące do jego mordki. Spokojnie można było nazwać go najbrzydszym kocięciem z całego miotu. Nie wyróżniał się właściwie niczym, ani śmiesznymi wąsami, ani kolorowymi poduszeczkami łap, ani jakąkolwiek łatką ponad nosem, który był dość ciemny. Z urodzenia był zatem nijaki, cały niebieski, ciemny i nie rzucający się w oczy.
Siódmy syn siódmego syna – czy to jakaś przepowiednia? Urodził się w jakimś wyższym celu? Biorąc pod uwagę chęci jego ojca, trudno byłoby spodziewać się po nim czegokolwiek innego, niż przekonania o własnej wartości. Do tego nie trzeba mieć nazbyt urodziwego pyska, wystarczy jedynie świadomość, że jest się kimś z tytułu samego urodzenia, jakby to nakładało ci koronę na skronie. Pysk miał krzywy, tak samo zapewne jak myśli, jakie stopniowo powstawały w jego głowie karmionej niewątpliwie podszeptami ze strony rodziców, których wiernie we wszystkim wysłuchiwał. Matka i ojciec stanowili bowiem dla niego wzory niemożliwe do zastąpienia przez cokolwiek innego. O tak. Szanował ich. Szanował swe rodzeństwo, niezależnie od tego, czy ci mieli jakieś uwagi dotyczące jego urody. Był jednak niczym jakaś bestia z bajek, bo nie wahał się trzasnąć kogoś w pysk za docinki, jakie słyszał. Tym razem spokojnie można było powiedzieć, że wygląd szedł w parze z nie nazbyt pięknym charakterem. Choć, czy nie były to jedynie wyobrażenia?
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Sokoli Cień, Koziczy Skok, Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Lód wycofał się. Nie zamierzał siedzieć z łapą w wodzie, skoro nic z tego nie wychodziło, a musiał przyznać, że woda była jednak zimna, nie uśmiechało mu się zatem spędzanie czasu w lecznicy, gdzie musiałby na dokładkę znosić jeszcze mądrości Mroza, który przecież wiecznie uważał się za mądrzejszego od innych. Terminator otrzepał się, po czym usiadł tak, by osłonił własną łapę, by dodać jej nieco ciepła i wpatrywał się w Sowę, zastanawiając się jednocześnie, czy to tylko on coś robi źle, czy może wojowniczka również ma prawdziwe problemy i nie może zajść za daleko. Zawsze, w razie czego, mógł zaproponować jej, by teraz odeszli i wrócili tutaj za parę wschodów słońca, w końcu nie każdego dnia wszystko się udawało, czyż nie? Na razie jednak milczał i po prostu przyglądał się swojej nauczycielce, mając nadzieję, że tej uda się jednak pochwycić rybę, dzięki czemu będzie mógł przyjrzeć się procesowi jej dobijania.
OHJUSTYOUWATCH - ̗̀ I'msteppin'intofate ̖́- there isnotimetowaste I've got thatlightnin'inside me this ishowlegendsaremade
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Dzisiejsze warunki chyba nie sprzyjały łowieniu ryb, bo Sowiooka czekała i czekała… i nic, zupełnie nic nie podpływało. Kocica co najwyżej dostrzegła – o ile w ogóle patrzyła w tamtą stronę – lekkie poruszenie dalej, bliżej środka jeziora, a poza jej zasięgiem, ale nic poza tym.
Mistrz: Olchowy Szept Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Głos Ojciec: Iglasty Grzbiet Partner: po co to komu?
Ogromna, wysoka wojowniczka o masywnym karku i dobrze zarysowanych mięśniach. Ma długie łapy zakończone ostrymi pazurami. Jej ogon jest długi i gruby, przeważnie uderza nim o ziemię albo macha nim na boki. Jej futro jest krótkie i niezbyt gęste, bure w ciemniejsze, tygrysie pręgi. Jedyne jaśniejsze miejsce to biała plamka na brodzie. Oczy są w jasnym odcieniu zieleni, przypominającym trawę. Często je mruży. Nos jest ceglany, momentami ciemniejszy, a na jej szyi, od czasu walki z bratem, widać gęste zadrapania po pazurach i ślad po ugryzieniu. Nie próbuje zasłaniać blizn, nosi je jak trofeum.
Na pierwszy rzut oka Sowiooka może wydać się nieprzyjemna, zdystansowana i chłodna. No i przede wszystkim złośliwa. Ale jeżeli da się komuś bliżej poznać, okazuje się, że właśnie taka jest. Znaczy może dużo mniej obojętna, ale bardzo złośliwa i uszczypliwa. Lubi łapać innych za słówka i narzekać na wszystko na co tylko się da. Przeważnie jest niecierpliwa i spięta, ale ostatnio udowodniła samej sobie, że potrafi się trochę rozluźnić, a nawet rzucić jakimś głupim żartem. Jeżeli ktoś podejdzie do niej z powagą i będzie chciał kulturalnej i uprzejmej rozmowy, Sowa się dostosuje. Ale jeśli ktoś zagada do niej luźno, koleżeńsko, w ten sposób mu odpowie. Potrafi dbać i troszczyć się o koty, nawet jeśli okazuje to na własny sposób, ale zawsze mówi co myśli, nawet jeżeli rozgniecie tym czyjąś reputację jak robaka. Nie kłamie - najwyżej odrobinę nagina prawdę na własną korzyść. Poza tym rzadko kiedy wybacza i umie długo chować do kogoś urazę - nie bojąc się mu tego wytknąć. Uwielbia rozwiązywać problemy za pomocą walki i jest zwolenniczką krwawych, brutalnych rozwiązań, a mimo to najbardziej boi się śmierci. Szczególnie od kiedy wie, że koty umierają też przez sen. Tym bardziej, że kwestionuje istnienie gwiezdnych ze względu na zniknięcie wszystkich żyć Wężowej Gwiazdy w momencie śmierci. Nienawidzi widoku zwłok i jest jej od nich niedobrze, no i bardzo często zastanawia się co czeka koty po śmierci.
Rydzowe Futro(KG) Kwitnąca Łapa(KW)
Sowiooka robiła wszystko, żeby poirytowana nie uderzyć ogonem o ziemię albo nie prychnąć. Cierpliwości. Na pewno nie była zachwycona obrotem spraw, a tym bardziej zirytowało ją poruszenie, dalej na tafli jeziora. Wyglądało na to że będzie musiała jeszcze chwilę poczekać, żeby jakakolwiek ryba podpłynęła. Upewniła się, że przypadkiem nie popełnia żadnego błędu. Wszystko było dobrze. Nie ruszała się i jej cień nie padał na powierzchnię wody. Kątem oka zobaczyła, że Lodowa Łapa patrzy na nią wyczekująco, więc uniosła brew w niemym pytaniu. Znudziło mu się? To może wracać, Sowa nie nalegała na jego towarzystwo. Przywlokła go tu, pokazała jak łapie się ryby - czyli dotrzymała obietnicy. Ale nie czekała długo na odpowiedź i wróciła do bacznego obserwowania jeziora. W końcu jeśli pojawi się jakaś ryba, a ona będzie zbyt zajęta gapieniem się na niebieskiego syna Olchowego Szeptu, aby chociaż ją zauważyć, to raczej jej nie złapie. Nie byli daleko, więc nie musiała nawet grzecznie odprowadzać go do samego obozu. I nie było środka nocy. Jak w pewnym innym, oddalonym o wiele księżyców wypadku, dotyczącego polowania i samotnego wracania do obozu.
Jeśli jego rodzice liczyli na to, że urodzą się im same piękne dzieci, to mocno się pomylili. Od chwili, gdy przyszedł na świat, nie był nazbyt urodziwy, za to masywny i dość kanciasty, w pewien sposób toporny. Od samego zatem początku można było zakładać, że nie będzie grzeszył urodą, a jego ciężkie łapy będą potrzebne do czegoś innego niż głaskania po łebkach. Futro pokrywające jego ciało było jednorodnie niebieskie, bez żadnych plam i przebarwień, wtedy jeszcze miękkie, dość długie. Uszy miał niewielkie, śmiesznie nie pasujące do jego mordki. Spokojnie można było nazwać go najbrzydszym kocięciem z całego miotu. Nie wyróżniał się właściwie niczym, ani śmiesznymi wąsami, ani kolorowymi poduszeczkami łap, ani jakąkolwiek łatką ponad nosem, który był dość ciemny. Z urodzenia był zatem nijaki, cały niebieski, ciemny i nie rzucający się w oczy.
Siódmy syn siódmego syna – czy to jakaś przepowiednia? Urodził się w jakimś wyższym celu? Biorąc pod uwagę chęci jego ojca, trudno byłoby spodziewać się po nim czegokolwiek innego, niż przekonania o własnej wartości. Do tego nie trzeba mieć nazbyt urodziwego pyska, wystarczy jedynie świadomość, że jest się kimś z tytułu samego urodzenia, jakby to nakładało ci koronę na skronie. Pysk miał krzywy, tak samo zapewne jak myśli, jakie stopniowo powstawały w jego głowie karmionej niewątpliwie podszeptami ze strony rodziców, których wiernie we wszystkim wysłuchiwał. Matka i ojciec stanowili bowiem dla niego wzory niemożliwe do zastąpienia przez cokolwiek innego. O tak. Szanował ich. Szanował swe rodzeństwo, niezależnie od tego, czy ci mieli jakieś uwagi dotyczące jego urody. Był jednak niczym jakaś bestia z bajek, bo nie wahał się trzasnąć kogoś w pysk za docinki, jakie słyszał. Tym razem spokojnie można było powiedzieć, że wygląd szedł w parze z nie nazbyt pięknym charakterem. Choć, czy nie były to jedynie wyobrażenia?
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Sokoli Cień, Koziczy Skok, Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Znudziło? Ależ nie, po prostu doszedł do wniosku, że być może coś robi nie tak, jak trzeba, doszedł więc do wniosku, że lepiej zrobi, kiedy przez jakiś czas będzie obserwował Sowę, z całą pewnością bardziej doświadczoną w procesie połowu, a później spróbować ponownie. Nie wybierał się zatem nigdzie daleko, nie poruszał się również, a kiedy wojowniczka na niego spojrzała, jedynie nieznacznie zmrużył ślepia i wrócił do obserwowania jej, by przekonać się, czy gdzieś nie popełniał karygodnego błędu. Wszystko jednak wyglądało dokładnie tak, jak u niego. Siedziała bez ruchu nad wodą, trzymając w niej łapę, jej cień padał na ziemię gdzieś za nią, zdawała się cała być skupiona na zadaniu, jakie ją czekało. Lód przymknął nieznacznie ślepia zastanawiając się nad tym, czy powinien jeszcze raz spróbować, ale postanowił, że poczeka jeszcze chwilę i przekona się, czy Sowa zdoła coś wyrzucić na brzeg. Czuł, że musi mieć absolutną pewność, iż postępuje właściwie, jeśli chce naprawdę coś dzisiaj upolować, czy raczej - złowić. Robienie tego na łapu-capu mijało się zdecydowanie z celem. Nie mówiąc już zupełnie o tym, że nie mając doświadczenia, mógł sprowadzić na nich kłopoty.
OHJUSTYOUWATCH - ̗̀ I'msteppin'intofate ̖́- there isnotimetowaste I've got thatlightnin'inside me this ishowlegendsaremade
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Nie działo się nic ciekawego, a przynajmniej tak można by pomyśleć… bo zaraz coś wypłynęło na powierzchnię kawałek od wojowniczki – wciąż przy brzegu, jednak jeżeli kocica była tym zainteresowana, to musiałaby wstać i przejść kilka kroków. Była to martwa ryba, ubarwiona srebrzysto z stalowo-granatowym grzbietem, średniej wielkości, o walcowatym, lekko spłaszczonym ciele. Nie było widać jej przyczyny śmierci, przynajmniej nie na pierwszy rzut oka.
Mistrz: Olchowy Szept Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Głos Ojciec: Iglasty Grzbiet Partner: po co to komu?
Ogromna, wysoka wojowniczka o masywnym karku i dobrze zarysowanych mięśniach. Ma długie łapy zakończone ostrymi pazurami. Jej ogon jest długi i gruby, przeważnie uderza nim o ziemię albo macha nim na boki. Jej futro jest krótkie i niezbyt gęste, bure w ciemniejsze, tygrysie pręgi. Jedyne jaśniejsze miejsce to biała plamka na brodzie. Oczy są w jasnym odcieniu zieleni, przypominającym trawę. Często je mruży. Nos jest ceglany, momentami ciemniejszy, a na jej szyi, od czasu walki z bratem, widać gęste zadrapania po pazurach i ślad po ugryzieniu. Nie próbuje zasłaniać blizn, nosi je jak trofeum.
Na pierwszy rzut oka Sowiooka może wydać się nieprzyjemna, zdystansowana i chłodna. No i przede wszystkim złośliwa. Ale jeżeli da się komuś bliżej poznać, okazuje się, że właśnie taka jest. Znaczy może dużo mniej obojętna, ale bardzo złośliwa i uszczypliwa. Lubi łapać innych za słówka i narzekać na wszystko na co tylko się da. Przeważnie jest niecierpliwa i spięta, ale ostatnio udowodniła samej sobie, że potrafi się trochę rozluźnić, a nawet rzucić jakimś głupim żartem. Jeżeli ktoś podejdzie do niej z powagą i będzie chciał kulturalnej i uprzejmej rozmowy, Sowa się dostosuje. Ale jeśli ktoś zagada do niej luźno, koleżeńsko, w ten sposób mu odpowie. Potrafi dbać i troszczyć się o koty, nawet jeśli okazuje to na własny sposób, ale zawsze mówi co myśli, nawet jeżeli rozgniecie tym czyjąś reputację jak robaka. Nie kłamie - najwyżej odrobinę nagina prawdę na własną korzyść. Poza tym rzadko kiedy wybacza i umie długo chować do kogoś urazę - nie bojąc się mu tego wytknąć. Uwielbia rozwiązywać problemy za pomocą walki i jest zwolenniczką krwawych, brutalnych rozwiązań, a mimo to najbardziej boi się śmierci. Szczególnie od kiedy wie, że koty umierają też przez sen. Tym bardziej, że kwestionuje istnienie gwiezdnych ze względu na zniknięcie wszystkich żyć Wężowej Gwiazdy w momencie śmierci. Nienawidzi widoku zwłok i jest jej od nich niedobrze, no i bardzo często zastanawia się co czeka koty po śmierci.
Rydzowe Futro(KG) Kwitnąca Łapa(KW)
Sowiooka nie spodziewała się czegoś takiego. Nawet nie chodziło tu o to całe niepowodzenie przy próbie wyłowienia czegokolwiek z Księżycowego Jeziora, ale o coś co dostrzegła. Najpierw jakieś poruszenie, drgnęły jej wibrysy, a potem zobaczyła, że to po prostu jakiś kształt wypłynął na powierzchnię jeziora. Zmarszczyła brwi, kontrolnie zerkając na Lodową Łapę. - Co do... - zaczęła, marszcząc brwi i ostrożnie zbliżając się do tego dziwacznego zjawiska. Ryba. Martwa. Bura kocica ze świstem wypuściła powietrze z nozdrzy i wyciągnęła łapę w stronę oślizgłego, zdechłego zwierzęcia. Najpierw przejechała pazurami po łuskach, wystających z wody, upewniając się, że zwierzyna jest martwa, a potem wyciągnęła ją na brzeg, jednak nie biorąc jej w zęby, a nabijając na pazury i powoli przesuwając w stronę brzegu. Kiedy martwa ryba znalazła się na suchym lądzie zaczęła ją uważnie obwąchiwać i przewracać na drugą stronę, próbując znaleźć na niej jakieś ślady czegokolwiek. Umarła ze starości? Jakiś inny drapieżnik ją zagryzł? O co może chodzić?
- Jak myślisz, co ją zabiło? - spytała, zwracając się w stronę syna Olchowego Szeptu. Chciała też dowiedzieć się czy ryba jest świeża czy nie. Może wystarczy ją obwąchać aby sprawdzić? Nie chciała przynosić niczego nieświeżego albo zakażonego jakimś choróbskiem na stertę ze zdobyczą klanu cienia. Bez przesady. Może Lód będzie bardziej spostrzegawczy i wypatrzy coś co ona mogła przegapić?
Jeśli jego rodzice liczyli na to, że urodzą się im same piękne dzieci, to mocno się pomylili. Od chwili, gdy przyszedł na świat, nie był nazbyt urodziwy, za to masywny i dość kanciasty, w pewien sposób toporny. Od samego zatem początku można było zakładać, że nie będzie grzeszył urodą, a jego ciężkie łapy będą potrzebne do czegoś innego niż głaskania po łebkach. Futro pokrywające jego ciało było jednorodnie niebieskie, bez żadnych plam i przebarwień, wtedy jeszcze miękkie, dość długie. Uszy miał niewielkie, śmiesznie nie pasujące do jego mordki. Spokojnie można było nazwać go najbrzydszym kocięciem z całego miotu. Nie wyróżniał się właściwie niczym, ani śmiesznymi wąsami, ani kolorowymi poduszeczkami łap, ani jakąkolwiek łatką ponad nosem, który był dość ciemny. Z urodzenia był zatem nijaki, cały niebieski, ciemny i nie rzucający się w oczy.
Siódmy syn siódmego syna – czy to jakaś przepowiednia? Urodził się w jakimś wyższym celu? Biorąc pod uwagę chęci jego ojca, trudno byłoby spodziewać się po nim czegokolwiek innego, niż przekonania o własnej wartości. Do tego nie trzeba mieć nazbyt urodziwego pyska, wystarczy jedynie świadomość, że jest się kimś z tytułu samego urodzenia, jakby to nakładało ci koronę na skronie. Pysk miał krzywy, tak samo zapewne jak myśli, jakie stopniowo powstawały w jego głowie karmionej niewątpliwie podszeptami ze strony rodziców, których wiernie we wszystkim wysłuchiwał. Matka i ojciec stanowili bowiem dla niego wzory niemożliwe do zastąpienia przez cokolwiek innego. O tak. Szanował ich. Szanował swe rodzeństwo, niezależnie od tego, czy ci mieli jakieś uwagi dotyczące jego urody. Był jednak niczym jakaś bestia z bajek, bo nie wahał się trzasnąć kogoś w pysk za docinki, jakie słyszał. Tym razem spokojnie można było powiedzieć, że wygląd szedł w parze z nie nazbyt pięknym charakterem. Choć, czy nie były to jedynie wyobrażenia?
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Sokoli Cień, Koziczy Skok, Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Cóż miał robić Lód? Doszedł do wniosku, ze najpierw musi poobserwować kogoś nieco bardziej zaprawionego w bojach, a dopiero później brać się do samodzielnego połowu, bo jak widać, za nic w świecie mu to nie wychodziło i nie sądził, by coś w tym temacie się zmieniło. Nie chciał jednak wychodzić na zirytowanego lisiego bobka, bo przecież nie o to w tym wszystkim chodziło, nie po to szedł tutaj z Sową i nie po to grał tego inteligentnego i wspaniałego terminatora, żeby teraz pokazywać, że tak naprawdę jest całkowicie słabowitym gnojkiem, który popada w skrajną irytację, kiedy tylko nic mu nie wychodzi. Nic zatem dziwnego, że siedział nadal z tyłu, w pozie pełnej szacunku i oddania, wskazującego na to, że to Sowa tutaj decyduje o tym, co robią dalej, że to ona ma pełną władzę, a on jedynie czeka na jej decyzje i polecenia, nie zamierzał wyskakiwać przed szereg, czy robić czegoś, czego robić nie powinien.
Kiedy zaś Sowa podeszła do ryby, a następnie zadała mu pytanie, Lód również zbliżył się, by to dziwne zjawisko obejrzeć z bliska i powąchać, by być może wyczuć coś, co naprowadziłoby go na odpowiedni trop. O ten jednak, jak sądził, było trudno. Pozornie bowiem stworzenie nie wyglądało, jakby spotkało je coś złego.
- Być może ktoś zrobił to dla zabawy. Nie sądzę, żeby mogła sama wyskoczyć na brzeg. Chyba że ryby mogą również, tak jak koty, zjeść coś trującego, jak cis - powiedział w końcu po chwili namysłu, kiedy ułożył sobie wszystko w głowie, niemniej jednak były to tylko przypuszczenia, jakie mógł wysnuć i nic więcej, nie dało się bowiem znaleźć tutaj niczego, o co można by się jakoś zahaczyć.
OHJUSTYOUWATCH - ̗̀ I'msteppin'intofate ̖́- there isnotimetowaste I've got thatlightnin'inside me this ishowlegendsaremade
Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
Odważny, lojalny wobec klanu i swoich bliskich kocur. Jest spokojny i opanowany, chociaż nie sprawia wrażenia sztywności i jest w stanie żartować. Z głośnego, energicznego, impulsywnego i niecierpliwego kociaka z wygórowanym mniemaniem o sobie wyrósł rozważny wojownik, który jednak potrafi momentami zareagować ostro i się unieść, gdy ktoś powie lub zrobi coś niewłaściwego. Zależy mu na świetnym wywiązywaniu się w obowiązków, ma też w sobie spore ambicje i w przyszłości widzi siebie na stanowisku zastępcy, a potem przywódcy, jednak jest świadomy, że jest w stanie to osiągnąć tylko i wyłącznie ciężką pracą już teraz, jako wojownik. Nie stroni od towarzystwa, wręcz przeciwnie, podobnie lubi też mieć zajęcie, jednak wyraźnie nie wie, jak zachowywać się w towarzystwie kociąt.
Karaś z bliska… cóż, okazał się być równie martwy, co widać było z daleka, a może nawet bardziej, biorąc pod uwagę, że chyba rozpoczęły się pierwsze stadia rozkładu ciała ryby, jeżeli oceniać po zapachu. Ten wydawał się być niezdrowy i odpychający, co mogła stwierdzić zarówno wojowniczka, jak i terminator.
Mistrz: Olchowy Szept Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Głos Ojciec: Iglasty Grzbiet Partner: po co to komu?
Ogromna, wysoka wojowniczka o masywnym karku i dobrze zarysowanych mięśniach. Ma długie łapy zakończone ostrymi pazurami. Jej ogon jest długi i gruby, przeważnie uderza nim o ziemię albo macha nim na boki. Jej futro jest krótkie i niezbyt gęste, bure w ciemniejsze, tygrysie pręgi. Jedyne jaśniejsze miejsce to biała plamka na brodzie. Oczy są w jasnym odcieniu zieleni, przypominającym trawę. Często je mruży. Nos jest ceglany, momentami ciemniejszy, a na jej szyi, od czasu walki z bratem, widać gęste zadrapania po pazurach i ślad po ugryzieniu. Nie próbuje zasłaniać blizn, nosi je jak trofeum.
Na pierwszy rzut oka Sowiooka może wydać się nieprzyjemna, zdystansowana i chłodna. No i przede wszystkim złośliwa. Ale jeżeli da się komuś bliżej poznać, okazuje się, że właśnie taka jest. Znaczy może dużo mniej obojętna, ale bardzo złośliwa i uszczypliwa. Lubi łapać innych za słówka i narzekać na wszystko na co tylko się da. Przeważnie jest niecierpliwa i spięta, ale ostatnio udowodniła samej sobie, że potrafi się trochę rozluźnić, a nawet rzucić jakimś głupim żartem. Jeżeli ktoś podejdzie do niej z powagą i będzie chciał kulturalnej i uprzejmej rozmowy, Sowa się dostosuje. Ale jeśli ktoś zagada do niej luźno, koleżeńsko, w ten sposób mu odpowie. Potrafi dbać i troszczyć się o koty, nawet jeśli okazuje to na własny sposób, ale zawsze mówi co myśli, nawet jeżeli rozgniecie tym czyjąś reputację jak robaka. Nie kłamie - najwyżej odrobinę nagina prawdę na własną korzyść. Poza tym rzadko kiedy wybacza i umie długo chować do kogoś urazę - nie bojąc się mu tego wytknąć. Uwielbia rozwiązywać problemy za pomocą walki i jest zwolenniczką krwawych, brutalnych rozwiązań, a mimo to najbardziej boi się śmierci. Szczególnie od kiedy wie, że koty umierają też przez sen. Tym bardziej, że kwestionuje istnienie gwiezdnych ze względu na zniknięcie wszystkich żyć Wężowej Gwiazdy w momencie śmierci. Nienawidzi widoku zwłok i jest jej od nich niedobrze, no i bardzo często zastanawia się co czeka koty po śmierci.
Rydzowe Futro(KG) Kwitnąca Łapa(KW)
Ryba jak ryba. W dodatku martwa. I po dokładniejszym sprawdzeniu okazało się, że śmierdzi. Śmierdzi gorzej niż ryby przeważnie śmierdzą. A to na pewno nie był dobry znak, o nie. Sowiooka zacisnęła szczęki, mimo wszystko wysłuchując z uwagą co Lodowa Łapa miał do powiedzenia.
- Cuchnie jakby od dłuższego czasu była martwa. - rzuciła i szybkim ruchem łapy odepchnęła karasia prosto w gęste zarośla przy brzegu, żeby dłużej im nie przeszkadzał. Wibrysy jej drgnęły, a potem stwierdziła, że należy wrócić do łowienia ryb. Na razie na koncie miała tylko jedną. A przecież tu musiało być więcej ryb, prawda? Trzepnęła ogonem i ponownie przycupnęła nad brzegiem. Położyła się tak, żeby jej cień nie padał na wodę. Żadne ryby jej nie zobaczą, nie ma mowy. Powoli i ostrożnie włożyła łapę do zimnej wody i zmrużyła oczy, wpatrując się w jezioro. Czekała na jakieś kolejne poruszenie albo łuski przy jej poduszeczkach. Nie obchodziło ją tak naprawdę co zrobi ze sobą Lód. Mógł patrzeć albo znowu spróbować swoich sił w łowieniu. W końcu to tak nieładnie wracać z pustymi łapkami do obozu.
Jeśli jego rodzice liczyli na to, że urodzą się im same piękne dzieci, to mocno się pomylili. Od chwili, gdy przyszedł na świat, nie był nazbyt urodziwy, za to masywny i dość kanciasty, w pewien sposób toporny. Od samego zatem początku można było zakładać, że nie będzie grzeszył urodą, a jego ciężkie łapy będą potrzebne do czegoś innego niż głaskania po łebkach. Futro pokrywające jego ciało było jednorodnie niebieskie, bez żadnych plam i przebarwień, wtedy jeszcze miękkie, dość długie. Uszy miał niewielkie, śmiesznie nie pasujące do jego mordki. Spokojnie można było nazwać go najbrzydszym kocięciem z całego miotu. Nie wyróżniał się właściwie niczym, ani śmiesznymi wąsami, ani kolorowymi poduszeczkami łap, ani jakąkolwiek łatką ponad nosem, który był dość ciemny. Z urodzenia był zatem nijaki, cały niebieski, ciemny i nie rzucający się w oczy.
Siódmy syn siódmego syna – czy to jakaś przepowiednia? Urodził się w jakimś wyższym celu? Biorąc pod uwagę chęci jego ojca, trudno byłoby spodziewać się po nim czegokolwiek innego, niż przekonania o własnej wartości. Do tego nie trzeba mieć nazbyt urodziwego pyska, wystarczy jedynie świadomość, że jest się kimś z tytułu samego urodzenia, jakby to nakładało ci koronę na skronie. Pysk miał krzywy, tak samo zapewne jak myśli, jakie stopniowo powstawały w jego głowie karmionej niewątpliwie podszeptami ze strony rodziców, których wiernie we wszystkim wysłuchiwał. Matka i ojciec stanowili bowiem dla niego wzory niemożliwe do zastąpienia przez cokolwiek innego. O tak. Szanował ich. Szanował swe rodzeństwo, niezależnie od tego, czy ci mieli jakieś uwagi dotyczące jego urody. Był jednak niczym jakaś bestia z bajek, bo nie wahał się trzasnąć kogoś w pysk za docinki, jakie słyszał. Tym razem spokojnie można było powiedzieć, że wygląd szedł w parze z nie nazbyt pięknym charakterem. Choć, czy nie były to jedynie wyobrażenia?
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Sokoli Cień, Koziczy Skok, Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Pozostawało mu patrzeć. Wydawało mu się bowiem, że coś robi źle i doszedł do wniosku, że przyglądanie się Sowie, może podpowiedzieć mu, gdzie dokładnie popełnia błąd. Oczywiście, samodzielne łowienie ryb z całą pewnością również by mu w tym pomogło, jednakże to nie było takie łatwe, a narastająca w synu Olchy niechęć i złość, w niczym nie pomagały. Zdecydował, że jeśli teraz Sowa nie zdoła złapać ryby, to raczej po prostu wróci do obozu, bo ileż można było mierzyć się z czymś takim? Kto wie, czy nie zacznie jeszcze podejrzewać, że kocica jedynie tak sobie opowiadała i twierdziła, że wie, jak chwytać te oślizgłe żyjątka, a tak naprawdę kłamała, jak z nut, byle tylko zwrócić na siebie uwagę, co wcale nie byłoby znowu takie dziwne. Ostatecznie bowiem koty wiecznie oszukiwały, by znaleźć się na lepszej pozycji, Lód był tego całkiem niezłym przykładem, ale w jego wypadku manipulacje, jakich się dopuszczał, jeszcze najwyraźniej się nie wydały i był wolny od wszelkich podejrzeń. Tym bardziej Sowa popisywała się i nic jej z tego nie wychodziło, co budziło całkiem uzasadnione wątpliwości w jej rozmówcy. Przynajmniej tak właśnie uważał.
OHJUSTYOUWATCH - ̗̀ I'msteppin'intofate ̖́- there isnotimetowaste I've got thatlightnin'inside me this ishowlegendsaremade