Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Najgorsze, co chyba może się wydarzyć jest to, że ofiara Bezgwiezdnego się nie przyzna. Wtedy będą bezsilni. Nie będą wstanie pomóc, ani niczemu zapobiec, zapewne wszystko wyjdzie na jaw, gdy będzie za późno. Musi jak najszybciej porozmawiać z Pajęczyną. Nie może dopuścić do tragedii. - Niby tak- zareagowała, choć głowę miała pełną obaw. Zawsze myślenie pozytywnie przychodziło jej z łatwością, ale jakoś nie teraz. Nie w obliczu kotów z Ciemnego Lasu, które się przed niczym nie zawahają. W ciężkich czasach przyszło im żyć, choć tak naprawdę żadne nie były łatwe. Musi się z tym zmierzyć i jakoś to będzie. - Dziękuje, Łabędzia Gwiazdo. Będę czekać, do zobaczenia!- pożegnała się z szacunkiem. Miała ogromny mętlik w głowie. Westchnęła głośno i odwróciła się w kierunku Obozu. Popatrzyła na tereny Klanu Wichru i ciężkim krokiem ruszyła do domu. Nie miała pojęcia co teraz robić. Znowu poświęcić czas na bezowocną rozmowę? Niby tak się upiera, że od tego trzeba zacząć, a jednak gdzieś w głębi czuje, że to nie ma sensu.
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
***
Za pośrednictwem patroli i pomocy ze strony Cisowej Gałązki, udało mi się umówić na spotkanie z Gwiazdnicą. Wiedziałam, że została terminatorem Medyka, ale poza tym nie wiedziałam o niej zupełnie nic. Zdążyłam już zapomnieć jak wygląda. Sprawiało to, że lekko stresowałam się tym spotkaniem. Nie była to pierwsza lepsza "służbowa" wycieczka na granice, a spotkanie z własnym dzieckiem, którego nie widziałam prawie dwadzieścia księżyców. Kto wie, co zdążyła przez ten czas o mnie usłyszeć, pomyśleć.
Mimo to cieszyłam sięi gdy tylko wybił odpowiedni czas, wyszłam z obozu by swoim powolnym tempem dotrzeć w okolice Płaskiego Głazu. To było prawdopodobnie nasze pierwsze i ostatnie spotkanie, bo czasu zostało mi niewiele.
Ekstrawertyczna, lubi przyjazną rywalizację. Pewna siebie, odważna, lgnie do innych kotów, a do tego ambitna i lubi kiedy może być w centrum uwagi i zabłysnąć.
Cicha Łapa [KC], Prześwitująca Łapa [KG]
W ostatnim czasie trochę się zadziało w jej życiu i to niezbyt dobrego. Straciła obydwóch ojców, Nagietek znowu nie czuł się najlepiej. Jakby los się na nią uparł. Albo próbował ją jak najmocniej zahartować do jej przyszłej roli pełnoprawnego medyka, bo to nie jest łatwa rola i doskonale sobie z tego zdawała sprawę gdy zdecydowała się podążać tą ścieżką.
Nadal nie doszła całkowicie do siebie po odejściu Barwnej Wody, gdy dowiedziała się, że Lśniąca Sadzawka chce się z nią spotkać. Mama. Nie widziała jej od czasu przybycia do Klanu Rzeki. I jej, i rodzeństwa. Słyszała o niej różne rzeczy, zwłaszcza po zgromadzeniu, ale nadal... Była to jej matka. I to najpewniej jej ostatnia szansa na spotkanie jej żywej. Medyczka nie należała przecież do najmłodszych kotów. Chciała ją ponownie spotkać, chociaż ten ostatni raz. Zwłaszcza teraz, po takiej stracie.
Dnia ich spotkania, tuż przed wyjściem z obozu targały nią różne emocje. Z jednej strony ekscytacja, z drugiej strach, z jeszcze kolejnej żal, a jeszcze jeszcze z czwartej zupełnie coś innego. Ale gdy z eskortą pod postacią Słonego Wiatru szli już na spotkanie z medyczką Wichru, nie można było ich po niej poznać. Była silna. Bardzo silna. Nawet gdyby jej świat się już kompletnie walił, pokaże, że jest od niego silniejsza. Nic jej nie złamie. Nie pozwoli na to.
I w końcu przybyli, Słony Wiatr został bardziej z tyłu, by kotki mogły na spokojnie porozmawiać. Już z daleka widziała białe futro matki, ale widząc ją z bliska... Nadal do końca nie wierzyła - Mamo - skinęła starej medyczce z szacunkiem głową na przywitanie. Nie wiedziała czego się spodziewać po tym spotkaniu. Nie pamiętała bardzo jaka była mama. Ale chciała, by to było dobre spotkanie.
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Nim Gwiazdnica się zjawiła, czekałam ledwie kilka uderzeń serca, a mimo to czułam, jakby trwało to całą wieczność. Gdy ją zobaczyłam, gdy usiadła, nie wiedziałam co powiedzieć, co zrobić. Czułam radość, smutek, strach, tak wiele emocji na raz, że nie potrafiłam wyrazić żadnej z nich.
- Gwiazdnico. - odparłam, nie wiedząc na jak wiele mogę sobie pozwolić, na jak wiele zamierzała mi pozwolić i jak wiele sobie w ogóle życzyła. Przechodziła ciężki okres. Rybołowi Lot była chora, Barwna Woda, jej prawdopodobnie jedyna rodzica w klanie Rzeki, umarł. Musiało jej być ciężko.
- Tęskniłam za tobą, ale nie mogłam znaleźć siły na spotkanie. Chciałam okazać ci wsparcie po stracie ojca i mistrza. Porozmawiać. Poznać cię. Jeśli tylko sobie tego życzysz. - powiedziałam, przedstawiając jej dokładny powód tego spotkania, żeby wiedziała czego się spodziewać i ewentualnie odejść, jeśli żadna z tych rzeczy jej nie odpowiadała. - Mogłabym... Czy chcesz się przytulić? - zapytałam niepewnie. To było dość niezręczne. Pytać o coś takiego własne dziecko. Traktować swoje dziecko jak kogoś obcego. Ale tak właśnie było. Nie znałyśmy się i miałam pełną świadomość tego jak to będzie wyglądało, gdy ustalaliśmy szczegóły z Barwną Wodą. Nie przewidziałam jednak, że tak wiele zmieni się w moim życiu. Zbyt wiele.
Ekstrawertyczna, lubi przyjazną rywalizację. Pewna siebie, odważna, lgnie do innych kotów, a do tego ambitna i lubi kiedy może być w centrum uwagi i zabłysnąć.
Cicha Łapa [KC], Prześwitująca Łapa [KG]
Gdyby nie dusiła w sobie swoich tych wszystkich emocji, gdyby nie starała się być silna, najpewniej tylko słysząc jak Lśniąca Sadzawka wypowiada jej imię, najpewniej by się rozkleiła. Tak dawno jej nie słyszała. Była pewna, że najpewniej nie rozpoznałaby już jej głosu. A jednak brzmiał wciąż tak znajomo. Tak nostalgicznie.
- Również tęskniłam - na jej pyszczku pojawił się łagodny uśmiech. Nie pamiętała wiele z życia w Klanie Wichru. Ale nie zapomniała o tym, jak płakała za mamą i rodzeństwem na samym początku. Jej tęsknota nigdy do końca nie przeminęła - Dziękuję - że przyszłaś, pomimo trudności. Że w ogóle chciałaś się spotkać. Że wciąż o mnie pamiętasz. Że chcesz mnie wesprzeć w tym trudnym okresie. Tyle było rzeczy, które by mogła dopowiedzieć. Ale to jedno słowo wystarczało. Wyrażało więcej, niż tysiąc kolejnych słów.
- Chcę. I to bardzo - skinęła delikatnie głową. Nie odmówiłaby takiej propozycji od swojej matki, za którą tak tęskniła, nawet jeśli teraz sobie zdawała sprawę, że nawet jej nie zna. Ale również chciała ją poznać. Porozmawiać. Przytulić. Chociaż ten ostatni raz. Zwłaszcza w tak trudnym momencie w jej życiu.
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Poczułam nieprzyjemne ukłucie w gardle i napływające do oczu łzy, gdy z ust Gwiazdnicy padła informacja, że też tęskniła i też chciała się przytulić. Nie znałam jej, praktycznie zaraz po urodzeniu podrzuciłam ją Barwnej Wodzie i nie powinnam była czuć tych wszystkich emocji. Pogodziłam się już jednak z tym, że świadome macierzyństwo mnie zmiękczyło. Stałam się słaba, podatna na emocje i uczucia, o których nigdy nawet bym nie pomyślała, albo karciła się za nie. Byłam już jednak stara, nie miałam na to wszystko sił. Na udawanie, powstrzymywanie się.
Przykulałam do córki i mocno ją do siebie przytuliłam, czując jak pojedyncza łza spływa po moim poliku. Nie miałam nawet ochoty się za to karcić.
- Jak ci tam jest? W klanie Rzeki? Wiem, że Cisowa Gałązka i Rybołowiowy Lot są... nieco przerażeni . Gdybyś potrzebowała pomocy z treningiem, gdyby wasza trójka potrzebowała czegokolwiek, powiedzcie mi, dobrze? Ale ty przede wszystkim.
Ekstrawertyczna, lubi przyjazną rywalizację. Pewna siebie, odważna, lgnie do innych kotów, a do tego ambitna i lubi kiedy może być w centrum uwagi i zabłysnąć.
Cicha Łapa [KC], Prześwitująca Łapa [KG]
Gwiazdnica nie potrafiła ukryć dobrze emocji, które w niej buzowały gdy przytuliła się z mamą. Niby kotem kompletnie jej obcym, którego znała zaledwie dwa księżyce, i to pierwsze księżyce jej życia, których nie miała prawa dobrze pamiętać. A jednak sama świadomość, że to jej mama, że w końcu po tych księżycach rozłąki mogła się z nią przytulić... Pociągnęła nosem, kilka łez spłynęło po jej policzku. Na jej pysku jednak widniał uśmiech.
- Jeśli będziemy czegokolwiek potrzebować, dam ci znać... A jak mi jest? Teraz jest... Oczywiście trudno. Ale... Tak poza tym, to... Dobrze się czuję w samym Klanie Rzeki. Tata sprawił, że czuję się w nim jak w domu i... Nadal mam Nagietka. Jest dla mnie dużym wsparciem. Mam też sporo kuzynów i innej rodziny, więc nie czuję się bardzo, jakbym była... W całkowicie obcym klanie z samym Nagietkiem u boku - no i miała jeszcze Cisa i Rybołów. Nie była sama. I miała nadzieję, że zostanie tak na długo.
- A u was, w Klanie Wichru... Jak jest? U ciebie, po... Tamtym zgromadzeniu... I jak z rodzeństwem? Jak się mają? - nie wiedziała prawie nic o tym, co się działo z resztą jej rodzeństwa. Ale myślała o nich często. A czy oni myśleli o niej i Nagietku? Nie zapomnieli o niej, tak jak jej obiecali? Chciała mieć taką nadzieję. Chciałaby się również i z nimi chociaż raz spotkać. Może nawet załapać stały kontakt i spotykać się na granicy. W końcu byli rodzeństwem.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Patrol skończony, polowanie załatwione, a dziś treningi nie były umówione, nikt nie prosił też o zmianę dnia, więc uznał, że to jego czas na odpoczynek i możliwe, że poznawanie nowych kotów, bo ostatnio starał się być o wiele bardziej towarzyski. Wybrał się na tereny Czterech Dębów, bo było to najprostsze miejsce do zapoznania się z kimś klanowym, a samotnicy nie chodzili mu aktualnie po głowie. W ogóle jego myśli się uspokoiły i nie czuł takiej żądzy odejścia z Klanu Wichur jak kiedyś, możliwe że dzięki rodzeństwu znowu zaczął mieć więcej chęci do życia i starania się, że zawsze jest jakaś nadzieja. A poza tym zawsze miał Oriona, którego mógł poprosić o zaprowadzenie na Osiedle, bo ten raczej na pewno znał jakieś drogi!
Ułożył się pośród traw gdzieś od miejsca zbierania się Zgromadzeń i cicho odpoczywał w cieniu drzewek, nasłuchując czy ktoś może nie idzie, a jeśli tak to może szuka kompana do rozmowy, czy chociaż przejścia się z punktu A do punktu B. Jemu dzisiaj wszystko by sprawiło przyjemność!
Podobieństwo do Promiennej Mordki zniknęło tak szybko, jak się pojawiło bowiem z początkowej drobnej, niezapowiadającej imponujących gabarytów budowy, zostało tyle, co nic... Geny Wężowego Błysku zdecydowanie przeważyły i niemal na pierwszy, przelotny rzut oka, rozwiązane zostają wątpliwości, czyim synem jest Płomyk. Z drobnego, wiotkiego kocięcia przeistoczył się we wprost ogromnego, wysokiego jak drzewko, choć nadal trzcinowatego i wątłego kocurka. Oprócz okazałego wzrostu, po ojcu odziedziczył budowę kota orientalnego wraz z wszystkimi dla niej charakterystycznymi cechami. Jest nazbyt szczupły, pozbawiony mięśni, nieco kościsty, o długim tułowiu i równie długich, patykowatych i może ciut chwiejnych (to z ekscytacji!) lapach. Giętki, szczupły grzbiet, pokryty białymi kępkami futra, tworzącymi koliste kształty na rudym tle. Ogon jakby przydługi, biczowaty i cienki, podrygujący wiecznie z radości. Pyszczek Płomyka jest trójkątny i szczupły, o widocznie zaznaczonych kościach policzkowych i z lekka garbatym, szarym nosie. Klinowata głowa. Uszy, charakterystyczne dla kotów orientalnych, są ogromne, trójkątnawe, jakby ukradzione nietoperzowi. Oczy ma duże, skośne, przywołujące skojarzenie z kształtem migdała, z upływem czasu wybarwione na żywą barwę świeżej trawy, wiecznie błyszczą, ukazując radość i zainteresowanie ich właściciela. Natura postanowiła spłatać mu figla, jakby wygląd Płomyka nie był już dość osobliwy i obdarzyć go umaszczeniem rudy karpati. Jest trochę jak jego rodzeństwo - ale w odwróconej kombinacji (odwrócony point)! Jego krótkie, przylegające płasko do ciała i lśniące, rude futro na pysku, ogonie i łapach przybiera mlecznobiałą barwę, co Płomyk osobiście uważa za coś wyjątkowego, odróżniającego go od reszty kociąt. Często pokryte kurzem, pyłem, czym Płomyk nieszczególnie się przejmuje, wręcz przeciwnie - są one mile widziane! Co jeszcze w nim charakterystycznego? Wystająca z pyszczka końcówka bladoróżowego języka i uśmiech, tak szeroki, że wydawać by się mogło, że wykracza poza ramy pyszczka kocura. Płomyk porusza się, choć trudno określić czy zgrabnie, czy bardziej niezgrabnie (chyba jednak to drugie...), ukazując pełnię energii i gotowości do podboju świata, jakby lekko unosząc się nad ziemią, podskakując.
Gdyby umieścić radość w ciele kota to za całą pewnością byłby to Płomyk, jest on bowiem chodzącą definicją, uosobieniem tej emocji. Do życia podchodzi z ogromną dozą entuzjazmu. Prostolinijny, można czytać z niego jak z otwartej książki. Jest otwarty, może aż nadto otwarty, altruista o tak ogromnym sercu, że pomieściłby w nim każdego kota i zapewne jeszcze więcej. Zawsze pozytywny, łagodny i pewnie znów w nadmiarze przyjacielski, gdyby tylko mógł, z całą pewnością zaprzyjaźniłby się nawet z psem czy drzewem stojącym na drodze. Gadulstwo to następna cecha charakteryzująca Płomyka - nie ma siły, której udałoby się zamknąć mu pyszczek! Bywa wścibski - przecież łączy się to z ciekawością, prawda? A zaciekawiony otaczającym go światem jest bardzo, więc i bywa, że zdarzy mu się wcisnąć nos w nieswoje sprawy, ale nie ma wcale złych intencji! Posiadanie tak ogromnego serca jednak ma swoje wady - Płomyczkowi zdarza się być dość naiwnym, przecież nie byłby w stanie oskarżyć kogoś o nie do końca dobre zamiary! Nie jest pamiętliwy, szybko zapomina o sprawionych przykrościach, a i on sam za wszelką cenę unika sprawienia komuś takowej. Jest ogromnym pacyfistą, o wizji świata pełnego pokoju i piękna. Najwyraźniej klanowe matki, z którymi to spędził tyle czasu wszczepiły mu wrażliwość i chęć niesienia dobra. To właśnie jest celem Płomyka - niesienie dobra! A także próby uczynienia świata lepszym, przyjaźniejszym miejscem, co wychodzi mu z różnym skutkiem... Idealista, zakochany w idei utopijnego świata. Marzyciel, wiecznie z głową w chmurach, może przez to nieco oderwany od otaczającej zewsząd szarej rzeczywistości. Odważny, ale absolutnie nie butny, stroni od konfliktów i walk za wszelką cenę. Właściwie to zamiast polowań, chętnie łapałby małe gryzonie tylko po to, by przyjrzeć się temu, jakie piękne, maleńkie istoty chodzą po świecie... Nie jest leniwy, jednak nie ma ambicji do maniakalnego stawania się najlepszym, nie lubi wykonywać zadań, do których został przymuszony. Brak mu asertywności - jest zapatrzony w innych, szczególnie starszych od siebie wojowników. Stara się być grzeczny, bo przecież zasad się nie łamie, chyba że świat zza granic obozu sam go do siebie przywoła, jak tu odmówić światu, który sam uchyla mu drzwi do swoich jakże ciekawych tajemnic, jest tyle miejsc do odkrycia i kotów do poznania! W dużym skrócie: może i nie będzie z niego najsilniejszego wojownika w całym lesie czy też najpotężniejszej Gwiazdy, za to jego celem jest budowanie lepszego świata - takiego, w którym każdy czuje się kochany i zrozumiany, a wszystko dookoła mieni się w jasnych barwach!
Spacer - tego właśnie było mu trzeba.
Szczególnie kiedy miało się naturę wędrowca - w ostatnim czasie jednak dość niespełnioną. Nie mógł oczywiście narzekać, swoim obowiązkom oddawał się w pełni, z wielką pasją w dodatku, tych jednak zdawało się nie ubywać. W Klanie Gromu stale łapy miało się pełne roboty: jeśli nie w Lecznicy, to jako pomoc... w jakiejkolwiek innej części obozu! Spacer więc był miłą odmianą, chwilowym oderwaniem od pełnienia swego powołania na piaszczystych gromowych ziemiach.
Początkowo zawędrować miał tam, gdzie zazwyczaj chadzał, by zaznać piękności Lasu i miłych pogawędek - w okolice Czterech Dębów. Kilka niezdarnie postawionych kroków poskutkowało jednak tym, iż faktycznie znalazł się niedaleko celu wędrówki, lecz zarazem - tuż obok granicy z Klanem Wichru. Spostrzeżenie to jednak, mimo iż zaskoczyło bujającego w obłokach Płomienną Łapę, zarazem wprawiło go w jeszcze lepszy nastrój. Syn Wężowej Gwiazdy uznał to za zabieg, sugestię samych Gwiezdnych albo i losu, by spotkać się z dawno niewidzianymi znajomymi. I nie ukrywał: za Miętową i Króliczą Łapą tęsknił niezmiernie, ostatnie zaś wydarzenia oraz natłok pracy nie sprzyjały spotkaniom. Z szerokim uśmiechem podreptał w stronę wichrowej granicy, było wszak tyle do nadrobienia - tyle fascynujących historii do opowiedzenia, tyle pytań do zadania! Sam nie wiedział, kiedy znalazła się przed nim niebieska, nieznajoma postać. Takie realia - codzienność, gdy było się marzycielem.
- Pora Zielonych Liści coraz bliżej i piękne Cztery Dęby od razu promienieją! - zagaił przyjaźnie - Płomienna Łapa, z Klanu Gromu. Terminator medyka. Ale może być też Płomyk, każda wariacja dobra! A tobie - Panu jak na imię? Niezmiernie miło poznać!
Choć nie natknął się na żaden znajomy pyszczek - nic nie szkodziło. Wichrzak sprawiał wrażenie równie przyjaznego i sympatycznego, co on, a i sam Płomyk nie miał nic przeciwko nawiązaniu nowych znajomości. Tyle kotów w calutkim Lesie - i każdy z nich mógł liczyć na Płomykową życzliwość.
- Co słychać w Klanie Wichru? Zbierałem się całe księżyce, żeby was odwiedzić! Jak się trzymają Miętowa i Królicza Łapa, wszystko u nich w porządku? A u ciebie - Pana? Też spacer? Można się dosiąść? Przyjemnie było rozprostować kości po takim czasie, ale zdecydowanie wygodniej jest gaworzyć w pozycji siedzącej! Tak, to zdecydowanie bardzo urokliwy dzień...!
Ot, obdarzył kudłatego kocura najszerszym i najmilszym uśmiechem, jaki tamten mógł kiedykolwiek zobaczyć i przysiadł nieopodal. Z całym potokiem słów i spostrzeżeń na temat wyjątkowości trwającego dnia na końcu wystającego języka, w dodatku.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Strzepnął uchem na dźwięk szeleszczenia traw i łamanych gałązek, a potem odwrócił głowę w tamtą stronę, przygotowany na wszystko, jednak od razu rzucił mu się w oczy wysoki i szczupły point? Nie był w sumie pewien, bo wyglądał trochę inaczej od Oriona, czy młodszego rodzeństwa, ale czy to było coś złego? Oczywiście, że nie. Wesoły i przyjemny głos to też na pewno było miłym zaskoczeniem, a zapach jak i potem potwierdzenie, że rozmawia z Terminatorem Medyka Gromowego od razu go utwierdziło w przekonaniu, że Klan Gromu chyba nie mógł mieć dużo niemiłych kotów, o ile jakiekolwiek miał! Tego by się w sumie nie spodziewał, że tak każdy miły i wesoły, aż mógłby zacząć coś podejrzewać, ale po co? Nie musiał być podejrzliwy, niezależnie co i tak nikt nie miał go jak wykorzystać, nie był nikim ważnym.
– Prawda, pięknie wyglądają Cztery Dęby, dodatkowo spokojnie tutaj i zapach się przyjemnie niesie – odpowiedział przyjaźnie i uśmiechnął się delikatnie. – Korzenna Woń, ale możesz mówić mi Korzeń, zwykły Wojownik! Oczywiście Klan Wichru, no i mi również miło Cię poznać, Płomienna Łapo z Klanu Gromu! – skinął głową, chociaż w oczach tańczyły mu rozbawione ogniki, miał nadzieję, że żarcik bycia bardzo formalny przejdzie, mimo iż nie musiał, ale jednak! Jakaś nadzieja w nim wisiała, bo lekko rozbawiony wyraz pyszczka musiał sporo zdradzać.
– Mięta? Hm, nadal się uczy na Terminatora Medyka, a Królicza Łapa niestety… zaginął. Jedynie Kacze Piórko i Pączkująca Łapa ostały się w Wichrze z jego miotu – odpowiedział ze smutnym uśmiechem, bo pewnie nie prosto było usłyszeć takie wiadomości o kimś po takim czasie… niestety mimo iż nie doświadczył takich relacji, domyślał się, że tak samo mogło boleć. – I proszę, zrezygnujmy z Panów, jestem Korzeń, nie lubię tych długich imion, ale nie mam problemów z używaniem… po prostu wolę przyjaźniej i z kimś na równi rozmawiać – wyjaśnił weselej już chociaż lekki smutek w jego oczach gdzieś tam siedział, prawdą było, że się związał z tym miotem jak z młodszym rodzeństwem, a potem nagle… poznikali. Niestety był to ból, ale! Skoro Pączek wróciła to tak naprawdę każdy może i nie przyszedł się tu dziś smucić nad czasami nieuknionym. – Oczywiście, że się możesz dosiąść Płomyku, ciekawostka: masz imię jak mój wujek! Jaśniejący Płomień się zwie, pewnie dostaniesz tak samo ładne imię… możeee – zamyślił się na chwilę. – Rdzawy Płomień od koloru futerka… albo… Szalejący Płomień! Uh… nie jestem zbyt kreatywny, przepraszam – powiedział lekko zakłopotany i odwrócił wzrok, przytulając uszy do głowy. Czyżby się wygłupił przed możliwym nowym kolegą? Prawdopodobnie…
Podobieństwo do Promiennej Mordki zniknęło tak szybko, jak się pojawiło bowiem z początkowej drobnej, niezapowiadającej imponujących gabarytów budowy, zostało tyle, co nic... Geny Wężowego Błysku zdecydowanie przeważyły i niemal na pierwszy, przelotny rzut oka, rozwiązane zostają wątpliwości, czyim synem jest Płomyk. Z drobnego, wiotkiego kocięcia przeistoczył się we wprost ogromnego, wysokiego jak drzewko, choć nadal trzcinowatego i wątłego kocurka. Oprócz okazałego wzrostu, po ojcu odziedziczył budowę kota orientalnego wraz z wszystkimi dla niej charakterystycznymi cechami. Jest nazbyt szczupły, pozbawiony mięśni, nieco kościsty, o długim tułowiu i równie długich, patykowatych i może ciut chwiejnych (to z ekscytacji!) lapach. Giętki, szczupły grzbiet, pokryty białymi kępkami futra, tworzącymi koliste kształty na rudym tle. Ogon jakby przydługi, biczowaty i cienki, podrygujący wiecznie z radości. Pyszczek Płomyka jest trójkątny i szczupły, o widocznie zaznaczonych kościach policzkowych i z lekka garbatym, szarym nosie. Klinowata głowa. Uszy, charakterystyczne dla kotów orientalnych, są ogromne, trójkątnawe, jakby ukradzione nietoperzowi. Oczy ma duże, skośne, przywołujące skojarzenie z kształtem migdała, z upływem czasu wybarwione na żywą barwę świeżej trawy, wiecznie błyszczą, ukazując radość i zainteresowanie ich właściciela. Natura postanowiła spłatać mu figla, jakby wygląd Płomyka nie był już dość osobliwy i obdarzyć go umaszczeniem rudy karpati. Jest trochę jak jego rodzeństwo - ale w odwróconej kombinacji (odwrócony point)! Jego krótkie, przylegające płasko do ciała i lśniące, rude futro na pysku, ogonie i łapach przybiera mlecznobiałą barwę, co Płomyk osobiście uważa za coś wyjątkowego, odróżniającego go od reszty kociąt. Często pokryte kurzem, pyłem, czym Płomyk nieszczególnie się przejmuje, wręcz przeciwnie - są one mile widziane! Co jeszcze w nim charakterystycznego? Wystająca z pyszczka końcówka bladoróżowego języka i uśmiech, tak szeroki, że wydawać by się mogło, że wykracza poza ramy pyszczka kocura. Płomyk porusza się, choć trudno określić czy zgrabnie, czy bardziej niezgrabnie (chyba jednak to drugie...), ukazując pełnię energii i gotowości do podboju świata, jakby lekko unosząc się nad ziemią, podskakując.
Gdyby umieścić radość w ciele kota to za całą pewnością byłby to Płomyk, jest on bowiem chodzącą definicją, uosobieniem tej emocji. Do życia podchodzi z ogromną dozą entuzjazmu. Prostolinijny, można czytać z niego jak z otwartej książki. Jest otwarty, może aż nadto otwarty, altruista o tak ogromnym sercu, że pomieściłby w nim każdego kota i zapewne jeszcze więcej. Zawsze pozytywny, łagodny i pewnie znów w nadmiarze przyjacielski, gdyby tylko mógł, z całą pewnością zaprzyjaźniłby się nawet z psem czy drzewem stojącym na drodze. Gadulstwo to następna cecha charakteryzująca Płomyka - nie ma siły, której udałoby się zamknąć mu pyszczek! Bywa wścibski - przecież łączy się to z ciekawością, prawda? A zaciekawiony otaczającym go światem jest bardzo, więc i bywa, że zdarzy mu się wcisnąć nos w nieswoje sprawy, ale nie ma wcale złych intencji! Posiadanie tak ogromnego serca jednak ma swoje wady - Płomyczkowi zdarza się być dość naiwnym, przecież nie byłby w stanie oskarżyć kogoś o nie do końca dobre zamiary! Nie jest pamiętliwy, szybko zapomina o sprawionych przykrościach, a i on sam za wszelką cenę unika sprawienia komuś takowej. Jest ogromnym pacyfistą, o wizji świata pełnego pokoju i piękna. Najwyraźniej klanowe matki, z którymi to spędził tyle czasu wszczepiły mu wrażliwość i chęć niesienia dobra. To właśnie jest celem Płomyka - niesienie dobra! A także próby uczynienia świata lepszym, przyjaźniejszym miejscem, co wychodzi mu z różnym skutkiem... Idealista, zakochany w idei utopijnego świata. Marzyciel, wiecznie z głową w chmurach, może przez to nieco oderwany od otaczającej zewsząd szarej rzeczywistości. Odważny, ale absolutnie nie butny, stroni od konfliktów i walk za wszelką cenę. Właściwie to zamiast polowań, chętnie łapałby małe gryzonie tylko po to, by przyjrzeć się temu, jakie piękne, maleńkie istoty chodzą po świecie... Nie jest leniwy, jednak nie ma ambicji do maniakalnego stawania się najlepszym, nie lubi wykonywać zadań, do których został przymuszony. Brak mu asertywności - jest zapatrzony w innych, szczególnie starszych od siebie wojowników. Stara się być grzeczny, bo przecież zasad się nie łamie, chyba że świat zza granic obozu sam go do siebie przywoła, jak tu odmówić światu, który sam uchyla mu drzwi do swoich jakże ciekawych tajemnic, jest tyle miejsc do odkrycia i kotów do poznania! W dużym skrócie: może i nie będzie z niego najsilniejszego wojownika w całym lesie czy też najpotężniejszej Gwiazdy, za to jego celem jest budowanie lepszego świata - takiego, w którym każdy czuje się kochany i zrozumiany, a wszystko dookoła mieni się w jasnych barwach!
Zdecydowanie, Płomienna Łapa był... chodzącym po świecie zaprzeczeniem stereotypowego Gromiaka! Wszak, jeśli ktoś wciąż myślał o kotach pochodzących z Klanu Gromu w kategoriach chaotycznych, impulsywnych mięśniaków, cóż, wielce by się zdziwił i zaskoczył (choć, to fakt, Płomyk bywał nieco niepoukładany i rozbiegany!) na widok orientala. Z jego nader wątłą posturą i czterema tyczkowatymi, nieskoordynowany ze sobą łapami, a i nadzwyczaj przyjacielskim i pokojowym nastawieniem do świata, grubą kreską przekreślał nieco przestarzałe wyobrażenia o rodzimym Klanie. W każdym razie, jeśli ktoś odniósł wrażenie, iż syn Wężowej Gwiazdy był najbardziej osobliwym gromowopodobnym przypadkiem... nie mylił się wcale. Rudzielec był najmilszym egzemplarzem, do rany przyłóż istotą, zaś jeśli o tężyźnie fizycznie mowa... dalej niż bliżej było mu do ideału sprawności fizycznej. Nadrabiał za to szerokim jak stąd do Grzmiącej Ścieżki, promiennym uśmiechem. Ot, wesołek z wielkim sercem!
- Korzeń, zapamiętam... mam nadzieję! Bo wiesz, na przyszłość, mam okropnie dziurawą pamięć, jeśli chodzi o imiona, takie długie - wojownicze to już w ogóle, ale pyszczki to będę pamiętał doskonale nawet w wieku dwustu księżyców! Korzeń... może Korzonek?! Miło poznać, Korzenna Woni, zwykły wojowniku... chociaż czy taki znowu zaraz zwykły, ha?! Spokojnie, ja też jestem tylko zwykłym terminatorem, tak się zdarzyło, że akurat medyka! Ale i zwykłe dobre, mnie w zupełności taki tytuł wystarcza.
Pogrążył się w myślach, na chwilę lub dwie, szybko jednak odzyskał kontakt z rzeczywistością, spoglądając na niebieskiego Wichrzaka z rozbawieniem oraz nowym, wspaniałym odkryciem na języku.
- Tak sobie teraz myślę i jestem prawie pewny, że jednak twoje imię zapamiętam! Bo widzisz, Korzenna Woń... korzenie faktycznie mają charakterystyczny zapach, ziemisty, przyjemny! Aromatyczny niekiedy! To ma sens... mnie można kojarzyć z płomieniami, tak chyba najłatwiej, bo mam rude futro... moja siostra nazywała - nazywa się Iskierka i wtedy mówiłem wszystkim, że jesteśmy takim ognistym duetem! Jeśli i to ma sens, ale - - przerwał nagle - Och, bardzo przykro to słyszeć... mam nadzieję, że to jednak chwilowa nieobecność, mój brat zniknął na jakiś czas i bardzo kiepsko to przeżyłem, ale prędko wrócił! I to nie sam - z przyjaciółką! Chyba na tyle mocno tęskniłem, że ściągnąłem tym dwa fantastyczne koty. W każdym razie, mam nadzieję, że Królicza Łapa szybko wróci cały i zdrowy, a jeśli coś, to zawsze dołożę pomocną łapę do poszukiwań, mam w tym pewne doświadczenie! Kacze Piórko? Króliczek chyba kiedyś o niej wspomniał, tak, była nawet na Zgromadzeniu! Chyba jednak nie mam aż tak beznadziejnej pamięci...
Przeżywał każde zniknięcie, tęsknił za każdym zaginionym. Nie był gruboskórny, choć w pewien sposób uodpornił się na ich nieobecności, a raczej - umocnił nadzieję na ich powroty. W głównej mierze przyczyniło się do tego ponowne zjawienie się Ciepłego Wiatru w Klanie. Płomienna Łapa wciąż żywił nadzieję na powrót reszty rodzeństwa i przyjaciół. Wciąż ich oczekiwał, wciąż tęsknił. I wciąż nieprzerwanie wierzył, że się znajdą.
- To tak, jak ja! Ale wiadomo, uczą nas grzeczności... Na równi! I to najbardziej mi się podoba, cały czas o tym mówię, nieważne skąd pochodzisz i gdzie zmierzasz, każdy kot jest sobie równy! Myślę, że doskonale się dogadamy, Korzeniu! - odparł, nie kryjąc entuzjazmu i błysku w zielonych oczach - O, to ciekawe! Proszę pozdrowić wujka w takim razie i przekazać, że ma fajowe imię - od niemalże imiennika!
Miano 'Łapy tak jakoś do niego przylgnęło i nie chciało się odczepić, ale... nic nie szkodziło! Terminator wciąż pamiętał słowa własnego ojca i mistrza na ten temat: każdy miał własne tempo. I to nie tak, że Płomienna Łapa nie miał ambicji czy aspiracji, po prostu rozwijał się z adekwatną dla siebie prędkością, a poza tym miał więcej czasu na fantazjowanie i snucie pomysłów na brzmienie swego nowego imienia... a sugestie podsunięte przez nowopoznanego Wichrzaka szczególnie mu się spodobały!
- Nie, nie! To fantastyczne imiona, serio! Kiedyś spotkałem jeszcze innego Wichrzaka, Wielką Łapę i wiesz, tak rozmawialiśmy o swoich przyszłych imionach, to on też podsunął mi kilka ciekawych propozycji!! Jesteście mega kreatywni w tym Wichrze, może i ja powinienem się tam do was przenieść, z tą moją marzycielką naturą?! Ha! Za to jakbym miał wybrać drugi człon po jakimś znajomym czy przyjacielu, po tobie na przykład - jeśli oczywiście mogę nazywać cię przyjacielem! - Płomienna Woń brzmi ciekawie! Bo płomienie, zdaje się, mają woń, prawda? Nie kręcę się szczególnie blisko ognia, ale wiesz, co mam na myśli!
Zauważył lekkie zakłopotanie na pysku kolegi. Było ono w mniemaniu Płomyka zupełnie zbędne, dlatego szturchnął tamtego w bok. Na rozluźnienie atmosfery. Wnuk Błękitnej Toni zawsze dbał o to, by jego rozmówcy czuli się najlepiej, jak tylko mogli w jego towarzystwie.
- To nie ode mnie zależy, rzecz jasna, ale podrzucę twoje pomysły mojej mistrzyni, tak między wierszami. Kto wie, może i ona podziela moje zdanie?! Wtedy, gdy poznam już werdykt, spotkamy się na Granicy za... sto księżyców i sprawa będzie rozstrzygnięta! A tak poza tym, czy nie mówię za dużo?? Wiesz, niektórzy tak twierdzą i trudno nie przyznać im racji! Słyszałem raz, że przydałoby mi się wyrwanie języka na kilka wschodów słońca, nie powiem, to wcale nie taki głupi pomysł. W każdym razie, jak coś, to mów! Za szybko to nie za dobrze... No, a co tam słychać w Wichrze, jakieś nowości?
Jeśli Korzenna Woń nie lubił ciągnięcia towarzysza konwersacji za język - Płomyk był wówczas idealnym rozmówcą. Zaczepiony raz - trajkotał bez końca. Robił to jednak w przyjacielskim tonie - było przecież tyle wspaniałości do powiedzenia! Na tyle dużo, iż ich koniec zdawał się nigdy nie nadejść...
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Chaotyczność wypowiedzi orientala była no… chaotyczna; trochę szybko, ale za to bardzo chlujnie i na pewno dało się zrozumieć, gdy po chwili Korzeń złapał tempo towarzysza. Właściwie to miał wrażenie, że nie musiał nic mówić, a i tak by słuchał przez następne zachody słońca Płomyka bez żadnej przerwy. Było to… dosyć zabawne, bo kiedyś był właśnie takim typem co nie potrafił zamknąć paszczy, ale lubił to. Lubił mówić jak miał o czym, a najwyraźniej gromiak umiał dobierać słowa o wiele lepiej, niż ona sam przez co naprawdę dało się go słuchać.
– Korzonek… – powtórzył cicho z lekkim uśmiechem. – Wiesz, nazywaj mnie jak Ci wygodniej – stwierdził. – Och, nie powiedziałabym, że taki zwykły! Masz jedną z najważniejszych rang przed sobą, ratowanie kotów to nie byle co! Poza tym sam jesteś wyjątkowy, nie uważasz? Nie widziałem nigdy takiego futerka jak Twoje, a nie każdy też może być Medykiem. Wydaje mi się, że odbierasz sobie zasługi! Ja zaś? Hm, może kiedyś zrobię coś niesamowitego, by być wyjątkowym? – zapytał retorycznie z rozbawieniem, bo kiedyś do tego dążył, nawet bardzo mocno. Chciał istnieć, chciał się pokazywać, chciał być na językach, nawet myślała o zostaniu Przywódcą ze swoich własnych pobudek, które już przestały się w nim tlić. Teraz bycie zwykłym szarym (dosłownie) obywatelem, było czasami bolesne, ale co można z tym zrobić, gdy nie dało się zabłysnąć przez własną osobę? Ciągle coś i proszę! Ponad czterdzieści księżyców na karku i nawet jednego wytrenowanego Terminatora nie posiadał, możliwe że musiał się pogodzić z takim losem. Niektórzy nie grali pierwszych ćwierków, niektórzy szumieli w tle.
– Och, no widzisz. – Pokiwał głową na potwierdzenie słów nowego znajomego, któremu najwyraźniej wystarczyła tylko chwila, by nakręcić się na nowo na potok słów co rozbawiło szaraczka w duchu, ale nie komentował tego. Do czasu. – Iskierka? Niemożliwe! Moja mama ma na imię Roziskrzona Noc, aż taka zbieżność? – zapytał zdziwiony, bo jakim cudem to tak? Nie dość, że Płomyk to jeszcze Iskierka? Aż mógłby podejrzewać, że to miało coś jednak wspólnego z jego matką… ale czy na pewno miało? No właśnie. Mógłby kiedyś podpytać. – Też mocno tęsknie za moją siostrą, ale nigdy nie wróciła. Nie sądzę, że to tak działa, ale cieszę się, że Twoje ważne koty wróciły – skomentował między potokiem słów drugiego kocura i to dość oschle, ale nie starał się tak brzmieć. Zabolała go jednak myśl, że mógłby naprawdę nie tęsknić za kimś tak jak powinien i dlatego Gwiezdni nawet nie pomyśleli, by zwrócić mu Hubę. Czy Orła. Brzózkę.
Uśmiechnął się delikatnie na zgodność między nimi w temacie bycia wszystkich na równi, miło było zobaczyć, że mają jakieś wspólne opinie. Dawno przecież nie rozmawiał z nikim tak po prostu, byleby się wyluzować, prawda? A na przekazanie pozdrowień po prostu kiwnął energicznie głową
– Jeśli byś chciał droga stoi otworem, wiesz? Szczególnie, że już się znamy to od razu milej będzie… A kreatywnie to… to w sumie prawda, większość jest dosyć kreatywna. – skwitował wesoło. – Och, możemy być przyjaciółmi. Czemu by nie? Rozmowa się dosyć klei, sądzę, że się dogadamy! A co do Płomiennej Woni to bardzo ładnie brzmi, pewnie jest to trochę dymny zapach… tak mi się przynajmniej wydaje. Pasowałoby do Ciebie, wiesz? Tak jakoś nie wiem czemu, ale miałoby sens! – przytaknął sam sobie, a rozleniwiony uśmiech przyozdabiał mu mordkę. Spoglądał na znajomego zamglonymi oczami, jakby coś mu się przetwarzało w głowie i szukał słów by je wydobyć. – W sumie jak wygląda Wasze mianowanie na Medyka? – zapytał nim Płomyk znowu się rozpędził w swojej gadaninie na co Wojownik się lekko zaśmiał. Nie wiedział nawet jak to ugryźć, ale stwierdził, żę poczeka, aż ten skończy kolejny słowotok. – Wiesz mniej, niż dużo gadasz to strasznie skaczesz po tematach i czasami nie wiem do czego się odnieść – wyjaśnił delikatnie. – Ale języka bym Ci nie urywał, a Wichrze jakoś leci, nie kojarzę żadnych nowości. U Was coś ciekawego? No i co sobie dajesz tak dużo czasu? Sto księżyców? Jesteś pewien, że dożyję? – zażartował z lekkim prychnięciem.
Odrobinę wychudzona, koścista; drobna, niewysoka; czekoladowo-biała; sierść krótka, brudna, nieulizana, chociaż bardziej zadbana niż kiedyś; oczy żółte (prawe jak słońce, lewe jak piasek), wiecznie zmęczone i obojętne; czekoladowy nosek; uszczerbiona końcówka prawego ucha.
- art by tuszka -
Obojętna i oschła; opanowana do czasu; nie pamięta większości kotów, wszyscy zlewają jej się w jedną masę; jest ostrożna podczasów rozmów, nie zdradza za wiele; ataki paniki nadal są częścią jej życia, ale z innego powodu; nie jest już strachliwa; nie jest przyjazna, ale nie jest też niemiła - dopóki ktoś też zachowuje do niej szacunek.
Nie bardzo rozumiała jakim sposobem wszystko zmieniało się tak bardzo, jeszcze niedawno temu miała promienie słoneczne na futerku, a wszystko było suche. Teraz? Padało i padało albo było mokro i pochmurnie, mało słońca, dużo wiatrów i dziwnych dźwięków. Nie powinna wychodzić z obozu, gdy tak się bała niektórych świstów powietrza (były straszne), ale przecież nie była frajerzyną i nie mogła dać wygrać głupim lękom… No, może jedynie ciemność wygrywała z tym założeniem… tego to akurat nie chciała pokonywać.
– Co za nuuuuudy – wypowiedziała sama do siebie, by po chwili podskoczyć i syknąć, gdy nagle poczuła jak kłaki układają jej się w drugą stronę, a głośny świst szedł zaraz za tym uczuciem. Wiatr. Wiatr jej futro pogłaskał. Co za przypał. Chyba nikt nie widział tego małego zawału jaki przeżyła?
Chaberek zwany Solem się nie zmienił za bardzo od swoich kocięcych dni. Dalej jest długim i wysokim kotem, o podłużnych i chudych nogach oraz długim ogonem. Jest kocurem smukłym, z trójkątnym łbem i dużymi, migdałowymi oczami o zielonym kolorycie. Jego futro jest niebieskie, błyszczące, ładnie pachnące oraz krótkie. Jest bardzo zadbany i widać, że dba o swoje futro. Jest kotem schludnym. Patrząc na jego futro, można by było przysiąc, że każda woda, która jakimś cudem trafi na Sola, po prostu z niego spłynie. Na jego pyszczku zawsze znajduje się delikatny, szarmancki uśmieszek. Na jego ciele nie znajdują się żadne blizny, a kocur jest zadbany. Nosek i skóra w uszach koloru szarego.
Sol, czy Chaber, niespecjalnie wiele się zmienił. Dalej czuje się księciem i u władzy, tym bardziej swojego życia. Wierzy w to, że to on sam może manipulować swoim życiem, i tylko on. Jest to bardzo roszczeniowy kocur, pewny siebie. Upiera się na swojej racji, przy swoich pomysłach i nie zamierza z nich się ruszyć ani centymetr. Należy mu się od wszystko od łapy... może z minimalnym, minimalnym!, wkładem jego pracy. Czarujący kocur, niewierny, lecący na wiele frontów. Niedojrzały. Szacunek czuje tylko wobec siebie, do nikogo innego.
Szumiący Wodospad, Świetlikowa Knieja, Rojstowa Łapa, Skra [KC], Wiewiórcza Łapa, Jesionowa Łapa [KRz] | Nawałnicowy Ryk i inni [GK]
Kocię.
Kocię wyszło sobie na granice i narzeka. A przynajmniej tak to widział Chabrowa Łapa, który odpoczywał w pobliżu i udało mu się usłyszeć, ja koteczka z Wichru narzeka na nudę.
— Co cię tak nudzi, moja droga? — zapytał się, otrzepując swoje niebieskie futro, a zielonymi ślepiami zwracając się do koteczki. Młode to takie. Głupie pewnie. Kto wie, czy nie pogubione.
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
I'm heartless, I'm nobody, I feel like I'm Roxas
Th-that's why I o-only stick around them girls that's toxic
czarny, wysoki kocur, o długim futrze, masywnych barkach i niebiesko-szarych oczach
miły grzeczny i uczynny, nie lubi tłumów, nie lubi gadać, nie lubi jak jest za dużo innych wokół, introwertyk!!!! ale za to lojalny fajny przyjaciel jak ma dwa koty obok
Zwyczajny dzień, gdzie Nietoperz nie robił nic wielkiego. Trening leciał, a życie było tak samo wielką udręką, jak każdego innego razu. Powinien porozmawiać z medykiem czy chociażby z terminatorem Medyka.
Zrobi to. Kiedyś to zrobi. Nie dziś.
Na granicę doszedł bez specjalnych myśli czy zamiarów. Nie sądził, że kogoś tu spotka. Nie znał innych kotów niż Ćma, a jeśli takie były - zapomniał o nich. Wycieczka była więc jedynie dla zabicia czasu, z nadzieją że stanie się podczas niej coś. Ale co?... nie wiedział nawet sam. Nie myślał też o tym wiele. Cokolwiek będzie się działo i nie będzie tkwieniem w nicości, będzie dobre.
[Huba!!]
FEELthe furyclosingin 〈〈AllRESISTANCE〉〉 wearingthin NOWHEREtorunfromallofthishavoc NOWHEREto hide Fromallof this 〈〈MADNESS〉〉