Mistrz: Nie ma i nie będzie Płeć: kocur Partner: -
Półmrok jest szczupły, długołapy i wygląda niepozornie, może nawet przyjaźnie, jest przyjemny dla oka. Przystojny, dobrze zbudowany wysoki kocur o urodzie kota bengalskiego, którym w istocie jest. Jego ciało zdobi krótka, srebrzysta sierść, jaśniejsza na podbrzuszu i ciemniejsza na grzbiecie (srebrny charcoal). Upstrzona jest czarnymi rozetami z wyjątkiem grzbietu, gdzie pojawia się pojedyncza pręga przecinająca całe jego ciało aż do ogona. Smukła mordka ozdobiona jest długimi białymi wibrysami, dużymi oczami barwy świeżej mięty, ciemnoszarym nosem i parą uszu, z czego prawe jest w strzępach po dawnej bójce. Na jego ciele pojawiają się liczne drobne blizny, jednakże większość skryta jest pod szorstkim w dotyku futrem, niewidoczna dla niewprawnego oka, wyjątkiem jest widoczne ugryzienie na połowie ogona.
Odznaczający się dużą pewnością siebie twardo stąpający po ziemi samotnik. Nie traci zimnej krwi i ciężko go sprowokować, choć z pewnością nie jest tchórzem bojącym się każdego konfliktu, ani typem narwańca rzucającego się w paszczę każdego niebezpieczeństwa byle tylko udowodnić swoją wartość. Jest ostrożnym realistą, który chłodno ocenia swoje szanse i dopiero później, na podstawie wysnutych wniosków, działa. Półmrok jest typowym introwertykiem nauczonym by samotnie zmagać się ze wszystkimi przeciwnościami losu i problemami. Szuka sojuszników, nie przyjaźni czy relacji wiążacych się z przywiązaniem i dużym zaangażowaniem. Nie ma problemu z nawiązywaniem przelotnych znajomości, przychodzi mu to z łatwością; lubi poplotkować i powymieniać się informacjami, posłuchać nowinek i sam się nimi podzielić. Odznacza się dystansem i nieufnością, choć nie pozwala, by jego rozmówca to zauważył. Przejawia się to tym, iż rzadko mówi o sobie i na pytania o swoją przeszłość czy umiejętności odpowiada gładkimi słówkami nie niosącymi ze sobą żadnej treści.
Sztormowy Pazur (rzeka), Popielate Niebo i Barwna Ścieżka (wicher)
- W takim razie powodzenia - mruknął cicho. Popatrzył jeszcze przez chwilę na młodszego, po czym ostatecznie stracił nim zainteresowanie. Mało go obchodziło, czy kocur odejdzie z klanu, czy z nim zostanie, czy potrafił bronić się i polować. Jeśli nie, to szybko padnie i... cóż, jednego konkurenta mniej, tak naprawdę. Półmrok prędko znużył się użeraniem z pyskatym młodziakiem, dlatego bez słowa zeskoczył ze skałek i zniknął w cieniach.
Księżyce: 123 Płeć: kocur Matka: Daglezja [NPC] Ojciec: Bury [NPC] Trwałe urazy: Blizna na tylnej, lewej łapie oraz jeszcze jedna pod brzuchem od tej samej strony.
Księżyce: 123 Płeć: kocur Matka: Daglezja [NPC] Ojciec: Bury [NPC] Trwałe urazy: Blizna na tylnej, lewej łapie oraz jeszcze jedna pod brzuchem od tej samej strony.
Budowa orientalna. Niezwykle długie, umięśnione łapy. Łeb przypominający kształtem trójkątny klin. Duże, szerokie u nasady uszy. Lekko wystające z pyska przednie kły. Intensywnie zielone oczy.
Wychudzona figura. Czarne, krótkie futro. Długi, biczowaty ogon.
Niezwykle spokojny i opanowany. Kocur często spędza dużo swojego czasu nad rozmyślaniem i kreowaniem w swoich myślach najróżniejszych scenariuszy czy problemów, a później rozwiązywaniu ich. Często z tego powodu jest jednak nieobecny. Ma niezwykłe samozaparcie. Poddanie się byłoby dla niego plamą na honorze. Kocha również rywalizację, a wygrana jest dla niego najważniejsza. Ma dość wysoką samoocenę podchodzącą nawet pod kompleks boga. Jest skłonny do przepracowywania się. Nie ma większego problemu by się z kimkolwiek dogadać, nawet z najgorszym wrogiem potrafiłby znaleźć wspólny język.
Ma dość dziwne urojenie - wydaje mu się, że umarł, jest on przekonany, że na ziemi ma jakąś misję, przez którą nadal jego dusza znajduje się wśród żywych. Całkowicie neguje on swoją fizyczność. Wykazuje również błędne przekonanie, że ma połączenie z innymi zmarłymi. Często opowiada o tym, że ich spotyka albo mówi, że komunikuje się z nimi przez sny.
Oczywiście wszystkie te przekonania są błędne.
Kunia Łapa [NKT]
Mahoń może i był głupi... ale no nie był. Rozumiał, że na nowych terenach musi sobie znaleźć miejsce do spania, gdyż inaczej nie przeżyje za długo. Nie jakby w ogóle żył. Ale drugi raz śmierci odczuwać mu się nie chciało. Przynajmniej na razie. Tak też, kiedy tylko mniej więcej obadał tereny na które dotarł, zabrał się za szukanie schronienia. Początkowo szukał go w koronach drzew, jednak dość szybko odkrył, że temperatura jest tam jeszcze wyższa niż na ziemi. Kocur dość szybko zmienił więc swoje podejście i zaczął szukać czegoś nieco bardziej przyziemnego. I finalnie znalazł. A raczej schronienie znalazło go, gdyż Mahoń początkowo absolutnie nie zauważył szczeliny pod jedną ze skał. Obcierając się o jedną z nich, aby pozbyć się chwilowego swędzenia z futra, najzwyczajniej w świecie do nory wpadła mu jedna z łap, a zaraz za nią poleciał również Mahoń. Oczywiście nie obyło się bez dość długiego łańcuszka przekleństw i postękiwań, aczkolwiek finalnie kocur zaczął badać miejsce, w którym się znalazł. I wydawać by się mogło, że nie było aż tak złe! Było tam względnie dużo miejsca, a kiedy wyjrzało się na powierzchnię okazało się to być miejsce stanowiące nawet niezły punkt widokowy. No i oczywiście najważniejsze - nie było tam aż tak gorąco. Jednak nadal coś w tym wszystkim orientalowi nie pasowało. Na szczęście po chwili uświadomił sobie co. Miejsce nadal przepełnione było zapachem jakiegoś innego kota. Nie wspominając już o mocno zużytym legowisku znajdującym się pod jedną z ścian szczeliny. Co prawda zarówno zapach jak i legowisko były już raczej stare, aczkolwiek Mahoń nie chciał ryzykować - na pewno nie przenocuje tam więcej niż kilka nocy. Może i łaknął kontaktu z innym kotem, ale nie aż tak bardzo aby zostać wyrzuconym przez jakiegoś samotnika z jego legowiska! Znaczy nie żeby kocur myślał, że nieznajomy tak łatwo się go pozbędzie. Po prostu wolał nie ryzykować.
Mimo swoich planów na raczej szybkie przenosiny Mahoń nie zamierzał spać w takim nieładzie jaki go ogarniał. Tak też, mimo początkowej niechęci, dość szybko zabrał się za kursowanie pomiędzy szczeliną, a powierzchnią z zamiarem wymianu przynajmniej legowiska.
Trujący Liść jest kocurem o iście szczurzej urodzie. Długie i szerokie u nasady uszy, długi ogon, a także klinowaty, wręcz iście orientalny pysk to zaledwie część tego, czym wojownik może się pochwalić. Oczy kocura są intensywnie bursztynowe. Nie należy do najbardziej umięśnionych kotów, jest dość szczupły, zdawać by się mogło, że wręcz wychudzony. Mogłoby się zdawać, że natura go pokarała, ale nie, jego braki w tężyźnie fizycznej wynagrodziła w postaci nieprzeciętnego wzrostu. Czekoladowe futro kocura jest gładkie, jedynie na końcówce ogona dopatrzyć się można paru wystających kosmyków. Posiada blizny na szyi zdobyte w starciu z borsukiem.
Charakter kocura jest twardym orzechem do zgryzienia. Czasem wydaje się impulsywny i pochmurny, jakby w poduszeczkę łapy wbił mu się jakiś ostry cierń. Czasem jest jednak wręcz przeciwnie i wojownik zachowuje się uprzejmie, potrafi nawet rzucić jakimś żartem. Przeważnie jednak woli przebywać w samotności, choć nie oznacza to, że stroni od towarzystwa na wszelkie możliwe sposoby. Na pierwszy rzut oka może wydawać się marudny i leniwy, ale jak się go bliżej pozna, to jak to ktoś zauważył to potrafi być miękki niczym zwilżony meszek. Bardzo lubi droczyć się ze swoją siostrą Fiołek. Do kotów starszych i wyższych od niego rangą stara się zwracać z szacunkiem.
Rzepak. Rzepak. Więcej rzepaku. W normalnych okolicznościach zapewne byłby zirytowany tym żółtym labiryntem, w którym gdzie nie spojrzysz widnieje jedynie rzepak. Na szczęście, miał jednak w tym momencie bardzo dobry humor. A wszystko za sprawą zwisającego mu z pyska gołębia. Musiał przyznać, że polowanie udało mu się wyjątkowo dobrze. Tym bardziej, że ów ptaszyna potrafiła się dobrze stołować. Była pulchniutka.
Szukał właśnie miejsca, w którym mógłby w spokoju skonsumować tego opierzonego koleżkę. Nie posiadał własnego rewiru. Sypiał i jadał tam, gdzie było mu to dane. Najczęściej były to miejsca blisko wody, o słabym nasłonecznieniu, a co najważniejsze bezpieczne. Starał się, aby jego prowizoryczne legowiska były położone z dala od jakiejkolwiek obecności drapieżników.
Tak więc, gdy w końcu udało mu się wyjść z żółtego labiryntu, a jego oczom po pewnym czasie ukazała się konstrukcja skalna, bez zawahania na nią wskoczył. Co prawda nie przepadał za zbyt mocnym słońcem, tym bardziej, że teraz grzało jak nigdy dotąd, ale uznał że ostatecznie będzie to dobry punkt obserwacyjny. Przecież może równie dobrze wypatrzeć coś z góry. Jakie było jego zdziwienie, gdy po drugiej stronie, na dole jego oczom ukazał się kot. Praktycznie taki sam szczur jak on. Zastygł w miejscu, ścisnął swojego gołębia jeszcze bardziej, a nieznajomemu rzucił wyczekujące spojrzenie. Przecież teraz nie odwróci się na pięcie i nie ucieknie jak ostatni frajer.
WHENyouthinkthatitcannotb e w o r s eanymore,startb a n g i n gTHE boardwithy o u rLEGYouwillsee H O Wrelievedyouf e e lwhenyou S T O P
Wysoki kocur, który wyraźnie, choć niechętnie, góruje nad zdecydowaną większością napotkanych kotów. Cóż, przynajmniej w tym jednym zakresie, bowiem nie może pochwalić się silną, dobrze zbudowaną sylwetką: jest raczej dość słaby, smukły, z ledwo widocznie zaznaczonymi mięśniami. Jego ciało okala krótkie, czarne futerko, zadbane, z każdym jednym włosem dokładnie ułożonym. Czerń mieni się, stanowiąc największy atut swojego właściciela. Tylko jeden fragment jego futra postanowił zbuntować się i przerwać harmonijną całość; strzępka białych włosów, wyrastająca z dolnej, tylnej części lewego ucha stanowi jedną z bardziej charakterystycznych rzeczy w wyglądzie kocura. Drugą są oczy, lekko skośne, żółte, popadające delikatnie w pomarańcz. Trzecią jest jego lekko klinowaty nos, otulony długimi, prostymi czarnymi i białymi wibrysami. Czwartą, ostatnią, jednocześnie też będącą nieprzyjemną pamiątką, jest jego krok: dość kulawy, bowiem jego prawa, przednia łapa jest zesztywniała i mało ruchliwa. Przez jej większość długości rozciąga się blizna od zewnętrznej strony.
Potrafi sprawiać wrażenie poukładanego, rozgarniętego kocura, choć w rzeczywistości jest w środku rozbity na kawałeczki, których od wypadku nie potrafi na nowo ułożyć w całość, nawet jeśli pozornie znalazł dla siebie miejsce i zdążył się pogodzić z utraconym życiem. Życiem, którego nie pamięta; nie pamięta dawnego imienia, pochodzenia, własnych rodziców, rodzeństwa. Zdaje się być dość melancholijnym kotem, prawdopodobnie przez fakt, iż czuje, że czegoś mu brakuje, jakby za czymś tęsknił. Lete jest kotem całkiem kulturalnym, łagodnym względem innych, całkiem wyrozumiały i skory do słuchania; ciekawią go jego rozmówcy. Sam nie lubi mówić zbyt wiele, szczególnie nie o sobie. Najwięcej mówi do siebie, we własnej głowie. Uważa, że otrzymał od życia wystarczającą pomoc i zdany jest przede wszystkim na siebie, nawet jeśli nie zawsze sobie radzi. Indywidualista. Zraził się do bliższych relacji, więc stara się ich unikać, zamykając własne serce przed każdym - stopniowo zamknął się też na najbliższych. Bardzo często zmęczony, trawiony bezsennością i chronicznymi bólami głowy.
jaszczurza łapa (kr), mimoza (s)
_____
Zapach rozciągający się dookoła fragmentów skałek zanurzonych w wodzie jest... Cóż, specyficzny to mało powiedzieć. Czy to te słynne klany, o których szeptano na osiedlu? Nie wiem o nich nic, poza tym, że są, istnieją i trzęsą okolicznymi niezrzeszonymi; to tylko napędza moją ciekawość. Stawiam krok, ale zaraz drętwieję, kręcę głową. Nie, to nie ma sensu. Zdecydowanie nie chcę zabić się na tych śliskich kamieniach, ani nie chcę, by jakiś szalony kot rozszarpał moje gardło, bo podszedłem zbyt blisko.
Wzdycham i cofam się. Siadam, opatulam łapy własnym ogonem. Już się nie ruszam, ale zamiast tego pozwalam sobie na zanurzenie się w zamyśleniu. Może nie mam w tym wszystkim racji, nie zdziwiłbym się; może to tylko jakaś większa grupa samotników i ich rewir. Niepewność jest nęcąca, ale wolę trzymać się rozsądku i przyglądania się z bezpiecznej odległości.
/kuku
♱I thinkIMSCAREDof all the signs♱ DONTEVERleave meALONEatNIGHT 《 I thinkIMSCARED,I haveNOTIME 》 ISCREAMout loudJUSTto see ifIMALIVE
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Kukułka bardzo chętnie rozwiałaby wątpliwości kocura, który zaczął się tu kręcić... i w sumie nawet miała co do tego okazję, ha! Bowiem sama kręciła się tu dość często, dużo zwiedzała w ciągu dnia i w wielu miejscach potrafiła być, a dziś akurat się tak trafiło, że doszła pod Łan Rzepaku, a spacerując sobie wzdłuż niego, chłonąc wszelkie zapachy i widoki pól przysypanych śniegiem, w końcu trafiła w okolice, gdzie właśnie przesiadywał sobie Lete. A gdy tylko go dostrzegła zatrzymała się, krótką chwilę zastanawiając. Jeszcze nie spotkała samotnika, który byłby agresywnie do niej nastawiony. Czy to będzie pierwszy? Nah, na pewno nie.
- Heej! - rzuciła z daleka, żeby kocur mógł zorientować się, że nie jest sam, a następnie ruszyła w jego stronę. - Kukułka jestem, masz chwilę na pogawędkę? - zagadnęła jeszcze, strzygąc ciekawsko uszami.
Wysoki kocur, który wyraźnie, choć niechętnie, góruje nad zdecydowaną większością napotkanych kotów. Cóż, przynajmniej w tym jednym zakresie, bowiem nie może pochwalić się silną, dobrze zbudowaną sylwetką: jest raczej dość słaby, smukły, z ledwo widocznie zaznaczonymi mięśniami. Jego ciało okala krótkie, czarne futerko, zadbane, z każdym jednym włosem dokładnie ułożonym. Czerń mieni się, stanowiąc największy atut swojego właściciela. Tylko jeden fragment jego futra postanowił zbuntować się i przerwać harmonijną całość; strzępka białych włosów, wyrastająca z dolnej, tylnej części lewego ucha stanowi jedną z bardziej charakterystycznych rzeczy w wyglądzie kocura. Drugą są oczy, lekko skośne, żółte, popadające delikatnie w pomarańcz. Trzecią jest jego lekko klinowaty nos, otulony długimi, prostymi czarnymi i białymi wibrysami. Czwartą, ostatnią, jednocześnie też będącą nieprzyjemną pamiątką, jest jego krok: dość kulawy, bowiem jego prawa, przednia łapa jest zesztywniała i mało ruchliwa. Przez jej większość długości rozciąga się blizna od zewnętrznej strony.
Potrafi sprawiać wrażenie poukładanego, rozgarniętego kocura, choć w rzeczywistości jest w środku rozbity na kawałeczki, których od wypadku nie potrafi na nowo ułożyć w całość, nawet jeśli pozornie znalazł dla siebie miejsce i zdążył się pogodzić z utraconym życiem. Życiem, którego nie pamięta; nie pamięta dawnego imienia, pochodzenia, własnych rodziców, rodzeństwa. Zdaje się być dość melancholijnym kotem, prawdopodobnie przez fakt, iż czuje, że czegoś mu brakuje, jakby za czymś tęsknił. Lete jest kotem całkiem kulturalnym, łagodnym względem innych, całkiem wyrozumiały i skory do słuchania; ciekawią go jego rozmówcy. Sam nie lubi mówić zbyt wiele, szczególnie nie o sobie. Najwięcej mówi do siebie, we własnej głowie. Uważa, że otrzymał od życia wystarczającą pomoc i zdany jest przede wszystkim na siebie, nawet jeśli nie zawsze sobie radzi. Indywidualista. Zraził się do bliższych relacji, więc stara się ich unikać, zamykając własne serce przed każdym - stopniowo zamknął się też na najbliższych. Bardzo często zmęczony, trawiony bezsennością i chronicznymi bólami głowy.
jaszczurza łapa (kr), mimoza (s)
Drgam lekko, słysząc nieznajomy głos. Na osiedlu zapewne zignorowałbym go, jednak tutaj, w dziczy, domyślam się, że prawdopodobnie skierowany jest do mnie - w końcu nikogo innego, oprócz mnie, nie ma. Odwracam łeb w kierunku głosu, który szczęśliwie nie dobiega z głębi nieznanych mi terenów, a zza moich pleców. Przechylam odrobinę łeb, zaciekawiony nową osobą i kiwam jej głową na powitanie. Nie ruszam się, by nie spłoszyć kotki lub, nie daj losie, zachęcić jej do ataku. Ale ta wydaje się mieć zgoła inne plany wobec mojej osoby. Uśmiecham się lekko.
— Zawsze, Kukułko — odpowiadam łagodnym tonem, a ruchem głowy zachęcam ją do podejścia bliżej. — Jestem Lete. Co cię sprowadza w te tereny? — przedstawiam się i pytam, kątem oka zerkając w głąb miejsca, wokół którego roztacza się ten specyficzny zapach. Dlaczego kręci się akurat tutaj?
♱I thinkIMSCAREDof all the signs♱ DONTEVERleave meALONEatNIGHT 《 I thinkIMSCARED,I haveNOTIME 》 ISCREAMout loudJUSTto see ifIMALIVE
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Widząc ruch głową posłusznie podeszła bliżej. Nie było sensu krzyczeć z odległości, jeszcze zbiegłyby się tu lisy, albo jakieś kuny i co wtedy? Zresztą, ani ona, ani kocur raczej nie przejawiali agresywnych zdolności. Ona na pewno nie, a równie czarny jak ona kocur również nie wyglądał na kogoś, kto randomowo rzuciłby się jej do gardła. Uśmiechnęła się do niego wesoło, słysząc, że się przedstawia. Nie miała pojęcia czym jest Lete, więc prawdopodobnie był to wymysł dwunogów, albo coś, o czym nigdy w życiu nie słyszała. Ale ona w przeciwieństwie do klanowych matek niespecjalnie interesowała się fauną i florą, więc mogło się tak przypadkiem zdarzyć, nie wykluczała tego.
- Mieszkam w pobliżu. Znaczy, może mieszkam i samotnik to za dużo powiedziane, ale no, właściwie urodziłam się w tym lesie i póki co kręcę się tu, a nie nigdzie indziej. Też jesteś stąd, czy może podróżnik? - zagadnęła, nie dostrzegając tego krótkiego rzucenia okiem w stronę tak znanych jej, klanowych terenów. Wiedziała już, że samotnicy pochodzą z naprawdę różnych rejonów, więc ciekawiła się, skąd konkretnie jest Lete. Z osiedla? Zza drogi? Może z klanów, ale nigdy nie mieli okazji się poznać, a teraz ich zapachy wywietrzały już?
Wysoki kocur, który wyraźnie, choć niechętnie, góruje nad zdecydowaną większością napotkanych kotów. Cóż, przynajmniej w tym jednym zakresie, bowiem nie może pochwalić się silną, dobrze zbudowaną sylwetką: jest raczej dość słaby, smukły, z ledwo widocznie zaznaczonymi mięśniami. Jego ciało okala krótkie, czarne futerko, zadbane, z każdym jednym włosem dokładnie ułożonym. Czerń mieni się, stanowiąc największy atut swojego właściciela. Tylko jeden fragment jego futra postanowił zbuntować się i przerwać harmonijną całość; strzępka białych włosów, wyrastająca z dolnej, tylnej części lewego ucha stanowi jedną z bardziej charakterystycznych rzeczy w wyglądzie kocura. Drugą są oczy, lekko skośne, żółte, popadające delikatnie w pomarańcz. Trzecią jest jego lekko klinowaty nos, otulony długimi, prostymi czarnymi i białymi wibrysami. Czwartą, ostatnią, jednocześnie też będącą nieprzyjemną pamiątką, jest jego krok: dość kulawy, bowiem jego prawa, przednia łapa jest zesztywniała i mało ruchliwa. Przez jej większość długości rozciąga się blizna od zewnętrznej strony.
Potrafi sprawiać wrażenie poukładanego, rozgarniętego kocura, choć w rzeczywistości jest w środku rozbity na kawałeczki, których od wypadku nie potrafi na nowo ułożyć w całość, nawet jeśli pozornie znalazł dla siebie miejsce i zdążył się pogodzić z utraconym życiem. Życiem, którego nie pamięta; nie pamięta dawnego imienia, pochodzenia, własnych rodziców, rodzeństwa. Zdaje się być dość melancholijnym kotem, prawdopodobnie przez fakt, iż czuje, że czegoś mu brakuje, jakby za czymś tęsknił. Lete jest kotem całkiem kulturalnym, łagodnym względem innych, całkiem wyrozumiały i skory do słuchania; ciekawią go jego rozmówcy. Sam nie lubi mówić zbyt wiele, szczególnie nie o sobie. Najwięcej mówi do siebie, we własnej głowie. Uważa, że otrzymał od życia wystarczającą pomoc i zdany jest przede wszystkim na siebie, nawet jeśli nie zawsze sobie radzi. Indywidualista. Zraził się do bliższych relacji, więc stara się ich unikać, zamykając własne serce przed każdym - stopniowo zamknął się też na najbliższych. Bardzo często zmęczony, trawiony bezsennością i chronicznymi bólami głowy.
jaszczurza łapa (kr), mimoza (s)
Koteczka mówi, iż mieszka w osiedlu, a ja na ułamek sekundy wstrzymuję oddech, pewien, że wtargnąłem na jej rewir, jednak zaraz rozwiewa moje wątpliwości. Kiwam powoli głową, na znak zrozumienia, chociaż w istocie nie bardzo rozumiem; kto chciałby osiedlać się w pobliżu sporej grupy kotów? Zapewne niezbyt przyjaznych obcym. Ale skoro urodziła się w lesie... może po prostu przywykła do ich obecności. A może kiedyś sama należała do której z tutejszych grup.
— Z okolic osiedla — odpowiadam z delikatnym uśmiechem. — Właściwie dopiero poznaję okolicę — dodaję, przenosząc spojrzenie na nowo w głąb obcych mi terenów, otoczonych specyficznym zapachem. Wskazuję podbródkiem kierunkiem. — Zapewne orientujesz się co tam jest, prawda, Kukułko? — pytam, wracając do niej spojrzeniem.
♱I thinkIMSCAREDof all the signs♱ DONTEVERleave meALONEatNIGHT 《 I thinkIMSCARED,I haveNOTIME 》 ISCREAMout loudJUSTto see ifIMALIVE
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Och? Kolejny kot przybyły z osiedla, podobnie jak Madara? Sporo ich się ostatnio namnożyło z tamtych rejonów! Ona już zastanawiała się jak tam dotrzeć, by przetrwać zimę, a oni wszyscy nagle uznali, że przyjdą stamtąd tutaj. Skinęła lekko łbem. Wyczerpała już chyba limity pytań o osiedle, teraz wystarczyło je poznać, więc nie skomentowała tego jakkolwiek, ani nie wysypało się z jej pyska milion pytań.
- W takim razie, masz co poznawać! Co prawda nie wiem, czy las jest większy niż osiedle, czy mniejszy, ale sporo jest do odkrycia! Byłeś choćby na Siedlisku Koni? - zagadnęła, bo skoro ona starała się tyle dowiedzieć o osiedlu, to mogła komuś pomóc odnaleźć się tu, a co. - A tam? Tam są klany - powiedziała, niechętnie odwracając wzrok w tamtą stronę. - Rybny zapach to rzeka, ten mniej rybny, o w tamtą stronę, to grom. Są jeszcze dwa; cień i wicher, ale po drugiej stronie lasu, graniczą z nimi od drugiej strony. Nie polecam się do nich zbliżać. Zależy na kogo trafisz, ale zwykle nie są pozytywnie nastawieni do samotników - wyjaśniła.
Trujący Liść jest kocurem o iście szczurzej urodzie. Długie i szerokie u nasady uszy, długi ogon, a także klinowaty, wręcz iście orientalny pysk to zaledwie część tego, czym wojownik może się pochwalić. Oczy kocura są intensywnie bursztynowe. Nie należy do najbardziej umięśnionych kotów, jest dość szczupły, zdawać by się mogło, że wręcz wychudzony. Mogłoby się zdawać, że natura go pokarała, ale nie, jego braki w tężyźnie fizycznej wynagrodziła w postaci nieprzeciętnego wzrostu. Czekoladowe futro kocura jest gładkie, jedynie na końcówce ogona dopatrzyć się można paru wystających kosmyków. Posiada blizny na szyi zdobyte w starciu z borsukiem.
Charakter kocura jest twardym orzechem do zgryzienia. Czasem wydaje się impulsywny i pochmurny, jakby w poduszeczkę łapy wbił mu się jakiś ostry cierń. Czasem jest jednak wręcz przeciwnie i wojownik zachowuje się uprzejmie, potrafi nawet rzucić jakimś żartem. Przeważnie jednak woli przebywać w samotności, choć nie oznacza to, że stroni od towarzystwa na wszelkie możliwe sposoby. Na pierwszy rzut oka może wydawać się marudny i leniwy, ale jak się go bliżej pozna, to jak to ktoś zauważył to potrafi być miękki niczym zwilżony meszek. Bardzo lubi droczyć się ze swoją siostrą Fiołek. Do kotów starszych i wyższych od niego rangą stara się zwracać z szacunkiem.
Wędrówki ciąg dalszy. Tym razem padło na tereny położone niedaleko pól rzepaku. Tego dnia słońce wisiało wysoko na horyzoncie i przypiekało grzbiet. Z tego też powodu czekoladowy kocur rozłożył się na skałkach, które idealnie nadawały się na punkt widokowy. Leżał na boku, dbając o to by ten odpowiednio się nagrzał, uszy miał jednak nastawione w ramach niebezpieczeństw.
//szczerbek
WHENyouthinkthatitcannotb e w o r s eanymore,startb a n g i n gTHE boardwithy o u rLEGYouwillsee H O Wrelievedyouf e e lwhenyou S T O P
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
Nawet nie zauważył, kiedy opuścił tereny własnego klanu. Potrzebował długiego spaceru, a kto powiedział, że spacer musi się kończyć na niewidzialnej ścianie odgradzającej równie niewidzialne terytorium klanu? Brnął przed siebie, pewnie, szybkim krokiem, co by samą swoją osobą odstraszyć nawet największe drapieżniki. Pewnie, dla takiego lisa pewnie byłby co najwyżej przystawką, a sam Szczerbatek wcześniej umarłby ze stresu. Na szczęście nie trafił na żadnego zwierza, który chętnie odgryzł by mu głowę. Za to dostrzegł szczurkowatego kota wygrzewającego się na skałkach. - Ale kozacka blizna - zagaił, spoglądając na ugryzienie na szyi. - Ale jesteś brzydki, więc zupełnie do ciebie nie pasuje. Szkoda blizny.
Trujący Liść jest kocurem o iście szczurzej urodzie. Długie i szerokie u nasady uszy, długi ogon, a także klinowaty, wręcz iście orientalny pysk to zaledwie część tego, czym wojownik może się pochwalić. Oczy kocura są intensywnie bursztynowe. Nie należy do najbardziej umięśnionych kotów, jest dość szczupły, zdawać by się mogło, że wręcz wychudzony. Mogłoby się zdawać, że natura go pokarała, ale nie, jego braki w tężyźnie fizycznej wynagrodziła w postaci nieprzeciętnego wzrostu. Czekoladowe futro kocura jest gładkie, jedynie na końcówce ogona dopatrzyć się można paru wystających kosmyków. Posiada blizny na szyi zdobyte w starciu z borsukiem.
Charakter kocura jest twardym orzechem do zgryzienia. Czasem wydaje się impulsywny i pochmurny, jakby w poduszeczkę łapy wbił mu się jakiś ostry cierń. Czasem jest jednak wręcz przeciwnie i wojownik zachowuje się uprzejmie, potrafi nawet rzucić jakimś żartem. Przeważnie jednak woli przebywać w samotności, choć nie oznacza to, że stroni od towarzystwa na wszelkie możliwe sposoby. Na pierwszy rzut oka może wydawać się marudny i leniwy, ale jak się go bliżej pozna, to jak to ktoś zauważył to potrafi być miękki niczym zwilżony meszek. Bardzo lubi droczyć się ze swoją siostrą Fiołek. Do kotów starszych i wyższych od niego rangą stara się zwracać z szacunkiem.
Uniósł uszy, na dźwięk nieznajomego głosu. Zaraz potem podniósł się również i pysk, który powolne przekręcił się w stronę czarnego wojwonika. - Mówi to nietoperz, którego pozbawiono skrzydeł. Szkoda, bo to oznacza, że szybko stąd nie odlecisz. -Odburknął, a z jego paszczy wyrwało się donośne zwinięcie. Podniósł się ociężale wyciągając przed siebie długie łapy.- Chcesz podobną, może na tobie będzię prezentować się lepiej? -Rozstawił paluchy wyciągając przy tym pazury, żeby zaraz potem ostentacyjnie wyczyścić środkowy paluszek.
WHENyouthinkthatitcannotb e w o r s eanymore,startb a n g i n gTHE boardwithy o u rLEGYouwillsee H O Wrelievedyouf e e lwhenyou S T O P
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
Nietoperz? Bez skrzydeł? Zmrużył oczy, kompletnie nie rozumiejąc, o czym gada ten dziwny wypłosz. Rozejrzał się nawet dookoła, szukając danego stworzenia, ale za nic niczego nie dostrzegł. Co za dziwny typ!
- Nawet mnie nie draśniesz tym swoim szczurzym ryjem. Ale ja ci mogę zrobić drugą do pary - uśmiechnął się złośliwie, kopiąc łapą w stronę końcówki jego ogona, by go podrażnić. - Albo jakąś taką podłużną, przez cały brzuch, hm? - przedobrzył. Wystawił nawet pazurki i pomachał mu palcami łapy przed pyskiem.
Trujący Liść jest kocurem o iście szczurzej urodzie. Długie i szerokie u nasady uszy, długi ogon, a także klinowaty, wręcz iście orientalny pysk to zaledwie część tego, czym wojownik może się pochwalić. Oczy kocura są intensywnie bursztynowe. Nie należy do najbardziej umięśnionych kotów, jest dość szczupły, zdawać by się mogło, że wręcz wychudzony. Mogłoby się zdawać, że natura go pokarała, ale nie, jego braki w tężyźnie fizycznej wynagrodziła w postaci nieprzeciętnego wzrostu. Czekoladowe futro kocura jest gładkie, jedynie na końcówce ogona dopatrzyć się można paru wystających kosmyków. Posiada blizny na szyi zdobyte w starciu z borsukiem.
Charakter kocura jest twardym orzechem do zgryzienia. Czasem wydaje się impulsywny i pochmurny, jakby w poduszeczkę łapy wbił mu się jakiś ostry cierń. Czasem jest jednak wręcz przeciwnie i wojownik zachowuje się uprzejmie, potrafi nawet rzucić jakimś żartem. Przeważnie jednak woli przebywać w samotności, choć nie oznacza to, że stroni od towarzystwa na wszelkie możliwe sposoby. Na pierwszy rzut oka może wydawać się marudny i leniwy, ale jak się go bliżej pozna, to jak to ktoś zauważył to potrafi być miękki niczym zwilżony meszek. Bardzo lubi droczyć się ze swoją siostrą Fiołek. Do kotów starszych i wyższych od niego rangą stara się zwracać z szacunkiem.
Przewrócił oczami widząc jak młody się rozgląda. Gdyby mu się chciało to by mu to wytłumaczył, ale akurat mu się nie chciało. - O! Wiesz co, lepiej będzie jak od razu przejedziesz mi tymi twoimi ostrymi szponami po gardle. Dzięki temu nie będę musiał oglądać twoich starań. Mam nadzieję, że miałeś już okazję przetestować je w boju, unikniemy tym samym nieprzewidzianych przykrości. -Położył łapę na ziemi, po czym unosił pysk odsłaniając tym samym czuły punkt. Jedyną przeszkodą mogła być jedynie zawieszona na szyi szara obroża.
WHENyouthinkthatitcannotb e w o r s eanymore,startb a n g i n gTHE boardwithy o u rLEGYouwillsee H O Wrelievedyouf e e lwhenyou S T O P
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
Cofnął się kilka kroków. A potem się zamyślił. Nie jest przecież słaby, ani głupi, do tego nie pozwoli sobie na utratę reputacji (owszem, nie miał żadnej, ale trzeba zacząć ją wyrabiać!) wśród samotników. Wieść się rozniesie, jeśli się wycofa, prawda? Wszyscy będą go mieć za nieudacznika, tchórza! Nie ma mowy.
Cofnął się kolejne kilka kroków, by ugiąć nogi i faktycznie skoczyć w kierunku kocura z wyciągniętymi pazurami by, zgodnie z życzeniem, spróbować przejechać mu nimi po gardle.