mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Czy to co czuł Kościste Wybrzeże było strachem, czy ekscytacją, a może elektryzującą mieszanką obu? Nazwanie emocji nie było dla niego istotne, najważniejsze, że coś dało radę przebić się przez taflę zwykłego marazmu, wypełnić uszy szumem wzburzonej krwi. Chciał zobaczyć co jeszcze kocur będzie potrafił z niego wydobyć. Dlatego też wyjątkowo zamierzał grzecznie podążyć za poleceniem.
Uśmiechnął się kącikiem pyszczka, obserwując kolejne drżenie wstrząsające dużym cielskiem. Nie miał pojęcia, czy Wichrzak wiedział do czego to wszystko prowadziło, do czego Kostek sukcesywnie starał się doprowadzić. Kto wie, może w innych Klanach bliskość była dozwolona tylko pomiędzy kotką, a kocurem i nawet nie miał świadomości innych możliwości? Mógł myśleć tylko, że to on złapał mała muszkę w swoją pajęczynę a tymczasem wojownik też rozwieszał wkoło niego własną sieć. Patrząc po mimowolnych reakcjach białego kocura - wystarczająco skutecznie.
- Jak sobie życzysz. - Wymruczał, bez mrugnięcia patrząc w niebieskie ślepia, jednak spodziewał się, że to Pajęczyna zaraz odwróci wzrok. A to za sprawą cienkiego ogona, który w końcu przesunął się po łapie kocura i dole brzucha, chociaż to była tylko dywersja do tego co Kość planował zrobić. Wysunął język spomiędzy warg i wytyczył wilgotną ścieżkę wzdłuż przytrzymującej go do ziemi łapy, tak wysoko jak był w stanie wyciągnąć szyję. A kiedy skończył się zasięg, zatopił, wcale nie delikatnie, zęby w kończynie. Miał nadzieję, że tyle wystarczyło, by wyślizgnąć się spod jej ciężaru, chociaż wcale nie zamierzał nigdzie uciekać. Wręcz przeciwnie obrócił się tylko, wypełniając swoim ciałem przestrzeń pomiędzy Pajęczyną, a ziemią. - Twój ruch. - Jego głos ciągnął się jak miód.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
To, co właśnie się działo, było absolutnie samolubne ze strony Pajęczej Łapy. Oczywiście, że było. Wszystko, co robił, robił dla własnego pożytku i własnej satysfakcji. Było to ucieczką od każdego problemu, od wszystkiego, co działo się w jego Klanie, od tego, co czuł w związku z tym. Tutaj czuł coś innego. Czuł coś bardzo niecodziennego, ale nie mógł nazwać tego złym uczuciem, przeciwnie! To sprawiało, że zapomniał o wszystkim, co złe. Po raz pierwszy od dłuższego czasu skupił się w pełni na czymś innym. Skupił się na tym głupim, naiwnym rzeczniaku, który właśnie leżał pod nim i swoim uśmiechem wywoływał w nim nieopisywalne emocje.
Drgnął raz jeszcze, choć tym razem mniej widocznie, gdy cienki ogon zaczął przesuwać się po jego futrze. Skupił się na tym, nadal nieprzyzwyczajony do takiego kontaktu fizycznego, zupełnie nieświadomy niecnego planu Kościstego Wybrzeża. Chciał zrobić tak wiele. Chciał się zaśmiać, chciał zwyzywać Kość, chciał też zrobić mu krzywdę, nieważne jak dobrze się teraz bawił. Zamiast tego jednak stał w całkowitym bezruchu, nie będąc w stanie oddychać, i tak przez dobrą, dłużącą się chwilę.
Potem poczuł coś wilgotnego na przedniej łapie, a zaraz po tym coś go ukłuło – zęby, odczuwalnie. Pająk momentalnie odwrócił łeb z powrotem, wbijając lekko zaskoczone, ale wciąż ostre spojrzenie w pysk rzeczniaka. Mimowolnie warknął, wyrywając łapę ze szczęk mniejszego kota. Przez jedno uderzenie serca wyglądał na oburzonego, otworzył pysk pokazując kilka zębów, ale zaraz po tym dotarło do niego co się właśnie dzieje. Twój ruch. Tak powiedział Kość, a Pajęczyna miał w głowie tysiąc myśli, a w sercu tysiąc odczuć. Pomimo tego jednak nie był zagubiony. Jakiś instynkt sprawił, że jego ciało samo podpowiedziało mu co zrobić.
Pysk księcia wykrzywił się w uśmiechu, a z jego gardła wyrwał się głupi śmiech. Tego właśnie chciał? W porządku. Wyglądało na to, że ten rzeczniak faktycznie zafundował mu jakieś ciekawe przeżycie. Książę bez dalszego zawahania przygryzł skórę na karku Kości, dociskając go do ziemi – tym razem nie łapą, lecz całym swoim ciałem.
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Zabawne. Pajęczyna był taki hop do przodu w swoich słowach i groźbach, ale kiedy przyszło do czynów, trzeba było go prowadzić za łapkę niemal do końca. Kość poczuł ten moment, w którym drugi kocur niemal przestał oddychać - chyba naprawdę ciągnął go za sobą w nieznane rewiry. Nie szkodzi. Miał tylko nadzieję, że Wichrzak nie spanikuje w ostatnim momencie i nie zostawi orientala... bardzo rozczarowanego. Byłoby to co najmniej okrutne. Szczęśliwie, Pająk nie potrzebował w końcu więcej zachęt, ani nie szykował się do ucieczki, tylko ostatecznie przejął inicjatywę. Kostek usłyszał śmiech, a potem poczuł zaciskające się na jego karku zęby i ciało dociskające go do ziemi.
[...]
Kostek miał wątpliwości, czy jest jeszcze ciałem stałym, czy może rozpłynął się na ziemi, do której jeszcze chwilę temu przyciskał go Pajęczyna, a może stopił się w jedną całość z drugim kocurem. Niestety wraz z powracającą świadomością istnienia wszystkich kończyn, mijało poczucie zadowolenia i rozleniwienia, chociaż Kość najchętniej uchwyciłby się tych emocji i nigdy nie puścił.
- Mmm. - Wymruczał i odchrząknął. - Żeby nie zatrzeć dobrego wrażenia, proponuje się teraz rozejść. Mam nadzieję, że nie oczekiwałeś buziaka na pożegnanie. - Wyszczerzył zęby, jednocześnie podnosząc się i otrzepując futro z pyłu i zeschłej trawy. Dobrze, że krótkiej sierści śmieci się tak nie czepiały. - Do zobaczenia. Może. - Miauknął, bo chociaż chętnie by powtórzył takie spotkanie, nie miał ochoty na składanie obietnic bez pokrycia. Dużo lepiej było zostawić to losowi.
Kostek mrugnął i na nieco miękkich łapach skierował się z powrotem na tereny Klanu Rzeki.
zt
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Księżyce: 93 Mistrz: Szafirkowy Pyłek, Głębinowy Minóg, Płotkowy Potok Płeć: transpłciowy kocur Matka: Trujący Kieł, Zbożowy Kłos Trwałe urazy: Zboże jako rodzic; na lewej tylnej stopie ledwo widoczna blizna po zaplątanym drucie
Niewielki, długowłosy, kremowy klasycznie pręgowany kot z bielą. Bladozielone oczy. || pełny w kp
leniuszek i obibok, prędzej ucieknie od bójki niż da w pysk || pełny w kp
Kasztanowa Łapa (KW/nkt) || Kruczy Ogon/Gwiazda, Trujący Kieł i inni
***
To może czas na wycieczki na granicę? Integrację z młodzieżą z pozostałych Klanów? Różni są. Jak nie sprawdzisz, to się nie przekonasz.
Nie dałbym może wszystkiego, ale dałbym bardzo dużo, aby irytujący głos Kościstego Wybrzeża przestał mi dzwonić w głowie. Miał rację, nie mogłęm zaprzeczyć, choćbym bardzo mocno chciał. Wytrzymałem w sumie dwa dni po naszej ostatniej rozmowie, zanim zdecydowałem się wyruszyć na krótki wypad w okolice granic. Jakoś tam kojarzyłem, gdzie były, głównie kierując się zapachem, a do tego od czasu do czasu przyklejałem się do jakiegoś patrolu, więc to nie tak, że zupełnie nie wiedziałem, gdzie iść. Słońce kierowało się ku szczytowi nieba, gdy ruszyłem wzdłuż Grzmiącej Rzeki, w kierunku przeciwnym, niż Grzmiąca Ścieżka. Nie spieszyło mi się właściwie wcale, ale nie zwalniałem tempa, póki nie dotarłem do miejsca, gdzie wychodziło się poza klanowe ziemie i wchodziło na teren Czterech Dębów. Zawahałem się przez chwilę. Jak nie sprawdzisz, to się nie przekonasz.
Nie widziałem nikogo w okolicy, jakbym był sam na świecie. Dziwne uczucie. Chciałem poczekać, dać sobie szansę na poznanie kogoś, ale nie zamierzałem tak po prostu stać jak kołek. Wślizgnąłem się pod krzew bzu, któremu brakowało jeszcze trochę do pełnego rozkwitu, ale już wydzielał nieco charakterystycznego zapachu. Nawet, jeśli nikogo dziś nie spotkam, to przynajmniej odpocznę w przyjemnym miejscu, z dala od kwękania Kościstego Wybrzeża.
Księżyce: 80 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: Kocur Matka: Owocowa Gałązka[*] Ojciec: Łopianowy Korzeń[*] Partner: A zapraszam Trwałe urazy: rozcięte prawe ucho, ślady kłów na karku po ataku lisa - częściowo ukryte pod sierścią
Księżyce: 80 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: Kocur Matka: Owocowa Gałązka[*] Ojciec: Łopianowy Korzeń[*] Partner: A zapraszam Trwałe urazy: rozcięte prawe ucho, ślady kłów na karku po ataku lisa - częściowo ukryte pod sierścią
Pierwiosnek to stosunkowo wysoki kocur, o długim lśniącym futerku, któro jest kremowo -białe. Krem ulokował się na głowie, plecach, a także ogonie kocurka. Biel natomiast jako dominująca część jego urody obejmuje go niemalże całego. Pierwiosnek niczym kopia Owocowej Gałązki może pochwalić się dwukolorowymi ślepiami. Jedno jest barwy żywego bursztynu, drugie zaś zimnego błękitu.
Nie jest to już pulchny kociak, wyrósł z tego okresu, ale księżyce w lecznicy sprawiły, że nie miał szczęścia zbyt częstego ćwiczenia mięśni, w przeciwieństwie do swoich rówieśników, także pomimo swojego wieku nie ma jak pochwalić się muskulaturą. Z biegam czasu jednak ma się to zmienić, tak sobie postanowił.
Cierpliwy, uprzejmy, skory do pomocy, uparty, spokojny, ułożony. Rodzina jest dla niego najważniejsza. Super sąsiad, a co ważniejsze synalek mamusi.
Więcej informacji w KP.
Minęły trzy wschody słońca. Zgodnie z umową miał się więc spotkać z Kaczym Piórkiem pod Czterema Dębami. W Klanie Rzeki działo się ostatnio tyle niespodziewanych rzeczy, że spotkanie było dla niego wręcz wybawieniem. Wyruszył z obozu jak tylko uporał się ze wszystkimi swoimi obowiązkami, przed wyjściem uprzedził jeszcze Słonego Wiatra, że idzie na patrol w stronę Czterech Drzew, gdyby coś miało się wydarzyć, i żeby jego nie obecność nie spotkała się ze zmartwieniem. Po drodze zebrał lilie, które obiecał kotce przekazać. Niestety nie było ich dużo, większość zapewne kwitła dopiero na Porę Zielonych Liści, ale zdołał zerwać parę wcześniejszych okazów. Bladych o białych płatkach. Miał nadzieję, że przypadną kotce do gustu.
Będąc na miejscu przysiadł pod kwitnącym krzakiem bzu, miał teraz czas na wylizanie futra. Chcąc zebrać lilie musiał wskoczyć do wody. Było to przyjemne odświeżenie.
Niewielka, śliczna kotka z masą krągłości. Pokryta błyszczącym, długim, niebieskim klasyczno pręgowany futrem. O ogromnych zielonych oczach i wywyniętych do tyłu uszach.
Kacze Piórko jest małą, pewną siebie nieuleczalną romantyczką. Wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia. Często bywa zbyt beztroska i naiwna, wierząc w dobro świata. Jest bardzo wrażliwa i empatyczna. Niezbyt bystra. Urodzona optymistka, zawsze potrafi odnaleźć dobre strony świata. Daleko jej do nieśmiałej i cichej, lubi gadać, plotkować i ma przy tym ogromne zapasy pewności siebie. Troszczy się o swoją rodzinę i jest ona w jej życiu naprawdę ważna.
Kaczuszka za to myślała że się zaraz rozsypie. Jej terminatorka zniknęła, mama straciła kolejne życie. Wszystko szło koszmarnie, a ona tylko wyglądała spotkania z ukochanym, by móc mu się z wszystko wygadać. Niby było parę kotów w obozie, którym mogłaby o tym pomarudzić, ale Pierwiosnek był w tej sytuacji najodpowiedniejszy. Szczególnie że ostatnio rósł w niej pewien pomysł, o którym chciała pogadać Pierwiosnek. Byłby dla niej niezastąpiony. Już dzień wcześniej pozbierała wszystkie kwiatki jakie chciała mu podarować. Chaber, mak, kilka kaczeńcych by coś mu o niej przypominało i ususzony pierwiosnek z jej prywatnej kolekcji. Szukała lawendy, bo nie mogła przestać martwić się o mamę, ale ta chyba jeszcze nie kwitnie. Czy mama w ogóle jej doczeka?
Widząc że jej Pierwiosnek się już zjawił zaczęła biec, nie chcąc przedłużać tego nieznośnego oczekiwania.
- Kwiatuszku coś stłasznego się stało - powiedziała, uprzednio odkładając kwiatki na ziemie, bo mówienie z pełną buzią było niegrzeczne. Nawet podczas żałoby nie zapominała o dobrych manierach. - Sucha Łapa zaginęła i mama stłaciła kolejne szycie -
Księżyce: 80 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: Kocur Matka: Owocowa Gałązka[*] Ojciec: Łopianowy Korzeń[*] Partner: A zapraszam Trwałe urazy: rozcięte prawe ucho, ślady kłów na karku po ataku lisa - częściowo ukryte pod sierścią
Księżyce: 80 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: Kocur Matka: Owocowa Gałązka[*] Ojciec: Łopianowy Korzeń[*] Partner: A zapraszam Trwałe urazy: rozcięte prawe ucho, ślady kłów na karku po ataku lisa - częściowo ukryte pod sierścią
Pierwiosnek to stosunkowo wysoki kocur, o długim lśniącym futerku, któro jest kremowo -białe. Krem ulokował się na głowie, plecach, a także ogonie kocurka. Biel natomiast jako dominująca część jego urody obejmuje go niemalże całego. Pierwiosnek niczym kopia Owocowej Gałązki może pochwalić się dwukolorowymi ślepiami. Jedno jest barwy żywego bursztynu, drugie zaś zimnego błękitu.
Nie jest to już pulchny kociak, wyrósł z tego okresu, ale księżyce w lecznicy sprawiły, że nie miał szczęścia zbyt częstego ćwiczenia mięśni, w przeciwieństwie do swoich rówieśników, także pomimo swojego wieku nie ma jak pochwalić się muskulaturą. Z biegam czasu jednak ma się to zmienić, tak sobie postanowił.
Cierpliwy, uprzejmy, skory do pomocy, uparty, spokojny, ułożony. Rodzina jest dla niego najważniejsza. Super sąsiad, a co ważniejsze synalek mamusi.
Więcej informacji w KP.
Chwycił kwiatki do pyska widząc zbliżającą się w jego stronę kotkę. Spodziewał się radosnego powitania, szczególnie, że kotka niemalże biegła w jego stronę. Nic bardziej mylnego. Spuścił uszy na otrzymają wiadomość, a kwiatki odłożył tuż obok. Chyba tak szybko ich nie wręczy. - Oh, przykro mi. -Mruknął cicho, gdyż póki co było to jedyne co mogło wyjść z jego pyszczka. Przysunął się nieco bliżej kotki, gdyby chciała się o niego oprzeć, albo zwyczajnie poczuć, że ma w nim wsparcie. Nie zamierzał jednak sam z siebie muskać jej sierści, mogła sobie tego nie życzyć. Spotkanie, któro miało być wybawieniem samo w sobie miało się okazać niemałym problemem. - Jak się czujesz? I jak się czuje Lawendowa Gwiazda? -Zamknął pysk raptownie, niemal żałując drugiego wypowiedzianego zdania. Straciła życie, nie powinien tak po prostu o to pytać. Zaryzykował delikatne położenie ogona na jej bark, łamiąc tym samym swoje wcześniejsze postanowienie o nie dotykaniu kotki.
Niewielka, śliczna kotka z masą krągłości. Pokryta błyszczącym, długim, niebieskim klasyczno pręgowany futrem. O ogromnych zielonych oczach i wywyniętych do tyłu uszach.
Kacze Piórko jest małą, pewną siebie nieuleczalną romantyczką. Wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia. Często bywa zbyt beztroska i naiwna, wierząc w dobro świata. Jest bardzo wrażliwa i empatyczna. Niezbyt bystra. Urodzona optymistka, zawsze potrafi odnaleźć dobre strony świata. Daleko jej do nieśmiałej i cichej, lubi gadać, plotkować i ma przy tym ogromne zapasy pewności siebie. Troszczy się o swoją rodzinę i jest ona w jej życiu naprawdę ważna.
Spodziewała się trochę innej reakcji. Bardziej emocjonalnej, niż "przykro mi". Może by otulił ją swoją kremową sierścią i uspokoił że wszystko będzie w porządku. Że wszystko się jeszcze ułoży, chociaż to nie takie proste. Nie potrafiła jednak długo się na niego gniewać. Sama podeszła krok bliżej i oparła się o jego bok. Pyszczek chowając w puchatej kryzie. Jeżeli on nie potrafił być romantyczny, to będzie za nich obu. Ważne że tu jest i się stara. Samo to, sprawiało że czuła się lepiej.
- Stłasznie, kwiatuszku, jak ja mam się czuć. Cały świat mi się wali. Płaktycznie nikt mi nie został. Kłóliczek zniknął, Bszóska, Plasza, została mi tylko jedna, jedyna siostła. Pszyjaciele. Załaz tesz stłace mame. Wiesz jak to jest - Podniosła na niego smutne zapłakane spojrzenie. No i teraz nawet nie wiedziała, jak przejść do kociąt. Musiała, jeżeli chciała je mieć, ale jakoś nie potrafiła dobrać odpowiednich słów. Pierwszy raz nie potrafiła się wysłowić. Ciężko mówić o czymś tak wesołym, gdy jednocześnie mówi się o czymś tak okropnym.
Księżyce: 80 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: Kocur Matka: Owocowa Gałązka[*] Ojciec: Łopianowy Korzeń[*] Partner: A zapraszam Trwałe urazy: rozcięte prawe ucho, ślady kłów na karku po ataku lisa - częściowo ukryte pod sierścią
Księżyce: 80 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: Kocur Matka: Owocowa Gałązka[*] Ojciec: Łopianowy Korzeń[*] Partner: A zapraszam Trwałe urazy: rozcięte prawe ucho, ślady kłów na karku po ataku lisa - częściowo ukryte pod sierścią
Pierwiosnek to stosunkowo wysoki kocur, o długim lśniącym futerku, któro jest kremowo -białe. Krem ulokował się na głowie, plecach, a także ogonie kocurka. Biel natomiast jako dominująca część jego urody obejmuje go niemalże całego. Pierwiosnek niczym kopia Owocowej Gałązki może pochwalić się dwukolorowymi ślepiami. Jedno jest barwy żywego bursztynu, drugie zaś zimnego błękitu.
Nie jest to już pulchny kociak, wyrósł z tego okresu, ale księżyce w lecznicy sprawiły, że nie miał szczęścia zbyt częstego ćwiczenia mięśni, w przeciwieństwie do swoich rówieśników, także pomimo swojego wieku nie ma jak pochwalić się muskulaturą. Z biegam czasu jednak ma się to zmienić, tak sobie postanowił.
Cierpliwy, uprzejmy, skory do pomocy, uparty, spokojny, ułożony. Rodzina jest dla niego najważniejsza. Super sąsiad, a co ważniejsze synalek mamusi.
Więcej informacji w KP.
Położył uszy po sobie. Teraz, gdy sama postanowiła oprzeć się o jego bok, pozwolił sobie na delikatne zbliżenie pyszczka do jej głowy. Czuł się źle z tym, że nie potrafił znaleźć odpowiednich słów, dlatego gest miał być pewnego rodzaju zadośćuczynieniem. Nie mógł sobie wyobrazić co musiała teraz czuć. Owszem, strata była naturalną częścią życia, sam w dość krótkim czasie stracił ojca, matkę, o rodzeństwie nie wspominając. Jednak nie musiał być świadkiem powtarzającej się śmierci swojego rodzica. Zresztą, nie chodziło tutaj o niego, a o kotkę, która potrzebowała w tym momencie jego wsparcia. - Jestem ostatnim z mojej najbliższej rodziny, oczywiście, że wiem jak to jest. -Mruknął cicho.- Wiem, że to trudne, dlatego służę ramieniem. Ale wiedz, że ty wciąż tu jesteś, powinnaś spędzić z mamą tyle czasu ile tylko możesz. Żyje już tyle czasu, jestem pewien, że możesz sprawić, że jej ostatnie chwile, będą najlepszymi jakie będzie mogła wspominać. -Zaryzkował muśnięcie jej w czoło.- Masz siostrę i przyjaciół, cały Klan gotowy, cię wesprzeć. Ja też tu jestem, może i za granicą, ale zawsze możemy że sobą porozmawiać. Nie jesteś, i nigdy nie będziesz sama, zawsze będziesz miała kogoś obok. -Przyłożył ogon śmielej do szarego boku, gdzie poruszył nim delikatnie. Nie był zbyt dobry w słowach, miał nadzieję, że nie brzmiał egoistycznie, w końcu nie mógł postawić się na miejscu Kaczego Piórka, nie czuł jej bólu, a mógł jedynie spekulować. Właśnie dlatego nie był w stanie wydusić z siebie nic więcej, poza krótkim "przykro mi". Jednak nie mógł zostawić kotki bez słowa, potrzebowała teraz czyjeś obecności.
Niewielka, śliczna kotka z masą krągłości. Pokryta błyszczącym, długim, niebieskim klasyczno pręgowany futrem. O ogromnych zielonych oczach i wywyniętych do tyłu uszach.
Kacze Piórko jest małą, pewną siebie nieuleczalną romantyczką. Wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia. Często bywa zbyt beztroska i naiwna, wierząc w dobro świata. Jest bardzo wrażliwa i empatyczna. Niezbyt bystra. Urodzona optymistka, zawsze potrafi odnaleźć dobre strony świata. Daleko jej do nieśmiałej i cichej, lubi gadać, plotkować i ma przy tym ogromne zapasy pewności siebie. Troszczy się o swoją rodzinę i jest ona w jej życiu naprawdę ważna.
Słuchała go i chociaż smutek nie mijał to od razu robiło jej się cieplej na sercu. Miała jego, siostrę, przyjaciół, ale oni nie zastąpią jej reszty rodzeństwa i ukochanej mamy. To nie działało w ten sposób. Smutek i żałoba mijały, ale na zawsze pozostawały wspomnienia i pusta w sercu, bo kogoś, kto znaczył dla ciebie tak wiele już nie ma. Potrafiła sobie poradzić z utratą wujów, cioć, ale mama? Nie wyobrażała sobie dalszego życia bez niej. Zdawała sobie sprawę że ta chwila nadejdzie, ale zupełnie o tym nie myślała. Pierwiosnek jednak miał racje, skoro nie dało się temu zapobiec to sprawi że jej ostatnie księżyce będą najlepszymi w jej życiu.
- Myśle sze masz łacje. Mama jest wspaniałą kotką i zasługuje, na to co najlepsze. Tylko sze ja... - zaczęła i jakoś wypowiedzenie tych słów było strasznie niekomfortowe. Czuła się jakby wykorzystywała sytuacje, a przecież tak nie było! Nie zamierzała Pierwiosnka do niczego zmusić. Perspektywa straty mamy była dla niej straszna i okropna. Było tyle rzeczy które chciała z nią zrobić, a pewni nie zdąży i nie chciała tego liczyć jako kolejną z nich. -Chciałabym dać jej wnuki jeszcze zanim no wiesz. Nie chce szebyś czuł się zmuszony i złozumiem jeśli powiesz nie, ale czy mógłbyś mi z tym pomóc? -
Księżyce: 80 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: Kocur Matka: Owocowa Gałązka[*] Ojciec: Łopianowy Korzeń[*] Partner: A zapraszam Trwałe urazy: rozcięte prawe ucho, ślady kłów na karku po ataku lisa - częściowo ukryte pod sierścią
Księżyce: 80 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: Kocur Matka: Owocowa Gałązka[*] Ojciec: Łopianowy Korzeń[*] Partner: A zapraszam Trwałe urazy: rozcięte prawe ucho, ślady kłów na karku po ataku lisa - częściowo ukryte pod sierścią
Pierwiosnek to stosunkowo wysoki kocur, o długim lśniącym futerku, któro jest kremowo -białe. Krem ulokował się na głowie, plecach, a także ogonie kocurka. Biel natomiast jako dominująca część jego urody obejmuje go niemalże całego. Pierwiosnek niczym kopia Owocowej Gałązki może pochwalić się dwukolorowymi ślepiami. Jedno jest barwy żywego bursztynu, drugie zaś zimnego błękitu.
Nie jest to już pulchny kociak, wyrósł z tego okresu, ale księżyce w lecznicy sprawiły, że nie miał szczęścia zbyt częstego ćwiczenia mięśni, w przeciwieństwie do swoich rówieśników, także pomimo swojego wieku nie ma jak pochwalić się muskulaturą. Z biegam czasu jednak ma się to zmienić, tak sobie postanowił.
Cierpliwy, uprzejmy, skory do pomocy, uparty, spokojny, ułożony. Rodzina jest dla niego najważniejsza. Super sąsiad, a co ważniejsze synalek mamusi.
Więcej informacji w KP.
Pokiwał głową. Cieszył się, że jego słowa mogły chociaż trochę poprawić humor Kaczego Piórka. Oczywiście żałoba pozostanie, ale nie można się jej poddawać, a szczególnie nie teraz, gdy Lawendowa Gwiazda jeszcze żyła. Powinna widzieć córkę uśmiechniętą, nie zamartwiając się o stan starej matki. Oh wnuki, no tak każda matka pragnie podziwiać maleńkie kopie swoich pociech, to jak przeżyć drugi miot. Jednak gdy tylko dotarła do niego druga część zdania, ta która zawierała prośbę, jego oczy rozszerzyły się momentalnie, a pysk otworzył w niedowierzaniu. - Ale, że ty i ja... Teraz? Kocięta? Tak tu i teraz? -Przecież nie znają się z kotką wystarczająco dobrze, żeby starać się o kocięta. Owszem, lubił kotkę, ale nigdy nie myślał o niej w taki sposób. Przynajmniej nie do tej pory.- Będziesz mogla liczyć na pomoc w Klanie Wichru? Znaczy, nie to że wątpię w waszych opiekunów... Nie o to chodzi, na pewno są doświadczeni, i nie jeden miot odchowali... Ale wiesz, ty będziesz w Wichrze, ja w Rzece.. Oczywiście chciałbym móc widywać się z kociakami, ale na początku będzie to raczej trudne... A zresztą same kociaki to poważna decyzja, trzeba się zastanowić... Chociaż lepiej teraz niż na Porę Nagich Drzew, to prawda... Ale- -Mówił szybko, spanikowany, nie bardzo myśląc co wychodziło mu właśnie z pyszczka, aż w końcu wziął głęboki oddech i spojrzał na Kaczuszkę.- Jesteś pewna, że tego chcesz? -Zapytał ciszej, ciasno owijając ogon wokół łap. Czuł się dwa razy bardziej niezręcznie niż podczas jakiejkolwiek rozmowy z Zawilcowym Gajem.
Niewielka, śliczna kotka z masą krągłości. Pokryta błyszczącym, długim, niebieskim klasyczno pręgowany futrem. O ogromnych zielonych oczach i wywyniętych do tyłu uszach.
Kacze Piórko jest małą, pewną siebie nieuleczalną romantyczką. Wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia. Często bywa zbyt beztroska i naiwna, wierząc w dobro świata. Jest bardzo wrażliwa i empatyczna. Niezbyt bystra. Urodzona optymistka, zawsze potrafi odnaleźć dobre strony świata. Daleko jej do nieśmiałej i cichej, lubi gadać, plotkować i ma przy tym ogromne zapasy pewności siebie. Troszczy się o swoją rodzinę i jest ona w jej życiu naprawdę ważna.
Czy nie był słodki gdy był taki zakłopotany i tak bardzo się martwił o nią i ich potencjalne kocięta. Miała przynajmniej pewność że byłby dobrym ojcem, nawet jeżeli takim z zagranicy. Z każdym słowem, coraz bardziej jej się podobał. Czy tego chciała? No oczywiście, w przeciwnym razie by się go nie pytała. Znaczy no, wolałaby z tym poczekać aż oficjalnie zostaliby parą, założyć rodzinę na spokojnie, ale nie było innego wyjścia gdy śmierć czyhała na zakręcie. Musiała się pospieszyć, nawet jeżeli to oznaczało że nie wszystko pójdzie po jej myśli. Chociaż Pierwiosnek zasiał w niej ta niepewność. Dopiero teraz dochodziło do niej że to poważniejsza decyzja i może jednak powinna się nad tym zastanowić. Ugryzła wnętrze policzka, zastanawiając się, może jednak miał racje... Pokręciła głową.
- Wiesz, zawsze chciałam załoszyć łodzine, więc wcześniej czy później i tak bym miała kocięta... no tełaz jusz nie wiem... Chciałabym to złobić z kimś kto napławdę mnie kocha, bo to miłość jest najwaszniejsza, tylko w tedy nie byłoby jusz ze mną mamy... - odpowiedziała teraz już zupełnie niepewna i znowu chciało jej się płakać. Czemu w ogóle musiała podejmować taką decyzje? Los był dla niej straszliwie okrutny. - Czy ja ci się w ogóle podobam? -
Księżyce: 80 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: Kocur Matka: Owocowa Gałązka[*] Ojciec: Łopianowy Korzeń[*] Partner: A zapraszam Trwałe urazy: rozcięte prawe ucho, ślady kłów na karku po ataku lisa - częściowo ukryte pod sierścią
Księżyce: 80 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: Kocur Matka: Owocowa Gałązka[*] Ojciec: Łopianowy Korzeń[*] Partner: A zapraszam Trwałe urazy: rozcięte prawe ucho, ślady kłów na karku po ataku lisa - częściowo ukryte pod sierścią
Pierwiosnek to stosunkowo wysoki kocur, o długim lśniącym futerku, któro jest kremowo -białe. Krem ulokował się na głowie, plecach, a także ogonie kocurka. Biel natomiast jako dominująca część jego urody obejmuje go niemalże całego. Pierwiosnek niczym kopia Owocowej Gałązki może pochwalić się dwukolorowymi ślepiami. Jedno jest barwy żywego bursztynu, drugie zaś zimnego błękitu.
Nie jest to już pulchny kociak, wyrósł z tego okresu, ale księżyce w lecznicy sprawiły, że nie miał szczęścia zbyt częstego ćwiczenia mięśni, w przeciwieństwie do swoich rówieśników, także pomimo swojego wieku nie ma jak pochwalić się muskulaturą. Z biegam czasu jednak ma się to zmienić, tak sobie postanowił.
Cierpliwy, uprzejmy, skory do pomocy, uparty, spokojny, ułożony. Rodzina jest dla niego najważniejsza. Super sąsiad, a co ważniejsze synalek mamusi.
Więcej informacji w KP.
Poruszał nerwowo końcówką ogona. Uszy miał usilnie postawione ku górze, chcąc wyłapać chociażby najcichsze słowo wychodzące z pyszczka kocicy. Nie chciał, żeby było jej przykro, ale nie uważał, żeby był to dobry pomysł. Nie kiedy była to spontaniczna decyzja. - Wiem, że chcesz dla mamy jak najlepiej, sam chciałbym, żeby moja matka dożyła spotkania z wnukami, ale to nie może być... spontaniczna decyzja. Tak jak mówisz, miłość jest najważniejsza, Lawendowa Gwiazda zrozumie, a kiedy nadejdzie czas będzie czuwać nad tobą i twoimi kociętami z gwiazd. -Starał się mówić łagodnie, siląc się na delikatny uśmiech, ale pytanie któro nadeszło później zbiło go z tropu. Otworzył pysk, ale mówiąc szczerze to nie wiedział co powinien jej powiedzieć. Nie chciał robić jej przykrości, ale nie chciał też jej okłamywać. Lubił ją, ale nie patrzył na nią jak na potencjalną partnerkę. Przełknął ślinę patrząc gdzieś w bok. - Jesteś śliczna, urocza, ale za mało się znamy, żeby... żebym mógł powiedzieć, że mi się podobasz. Lubię cię, ale jako przyjaciółkę... Przepraszam, jeśli to nie to co chciałaś usłyszeć. -Odważył się spojrzeć jej w oczy. Uważał, że jest ładna, lubił z nią rozmawiać, ale po prostu to nie to. Jeszcze nie. Nie wiedział nawet co mogłoby być w przyszłości. Był jednak pewny, że z takim urokiem na pewno znajdzie bratnią duszę.
Niewielka, śliczna kotka z masą krągłości. Pokryta błyszczącym, długim, niebieskim klasyczno pręgowany futrem. O ogromnych zielonych oczach i wywyniętych do tyłu uszach.
Kacze Piórko jest małą, pewną siebie nieuleczalną romantyczką. Wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia. Często bywa zbyt beztroska i naiwna, wierząc w dobro świata. Jest bardzo wrażliwa i empatyczna. Niezbyt bystra. Urodzona optymistka, zawsze potrafi odnaleźć dobre strony świata. Daleko jej do nieśmiałej i cichej, lubi gadać, plotkować i ma przy tym ogromne zapasy pewności siebie. Troszczy się o swoją rodzinę i jest ona w jej życiu naprawdę ważna.
To co powiedział Pierwiosnkowy Przesmyk, było piękne i w ogóle, ale o dziwo nie sprawiło że poczuła się lepiej, a w sumie tego oczekiwała. Znaczy tak, teraz przynajmniej wiedziała że kociaki na tu i teraz nie były zbyt dobrym pomysłem i lepiej z tym poczekać, na bardziej odpowiedni moment. Serduszko jej jednak pękało na samą myśl że jej kocięta, nie poznają ich wspaniałej babci, a Lawenda nie pozna swoich wspaniałych wnuków. Bo jej kocięta na pewno byłby cudowne.
Za to jego następne słowa rozbiły, jej już pęknięte serduszko na jeszcze mniejsze kawałeczki. Poczuła jak łzy znowu spływają jej po policzkach i nawet się nie powstrzymywała. W razie czego obwini o to stan mamy. Za mało się znali by mógł cokolwiek powiedzieć. Czy to znaczyło że mieli jakieś szanse, na zaistnienie? A czy była gotowa być tylko przyjaciółmi? Z kimś, kto sprawiał że jej serduszko biło szybciej. Czy potrafiłaby przenieść swoje uczucia na dalszy plan, by móc dalej spotykać się z uprzejmym dżentelmenem z Klanu Rzeki? Nie wiedziała i nie miała siły nawet o tym teraz myśleć. Jakby nie miała wystarczająco problemów na głowie.
- Nie, nie, to nic takiego. Tak pytałam. Myślę że powinnam posłuchać twojej łady i spędzić ten czas z mamą. Więc ten no, myśle sze ja będę jusz iść. Dziękuje ci za lilie, są napławdę pszepiękne - powiedziała. Normalnie nie kłamała. Nienawidziła kłamać, chyba że musiała powiedzieć komuś że świetnie dziś wygląda, mimo że żaden kłaczek mu się nie układa. Ale w tej chwili nie miała siły powiedzieć mu prawdy, chciała już po prostu zniknąć, zakopać się pod ziemie. Żeby to wszystko okazało się złym snem z którego się zaraz obudzi. Zabrała kwiaty i ruszyła z powrotem do obozu.
Księżyce: 93 Mistrz: Szafirkowy Pyłek, Głębinowy Minóg, Płotkowy Potok Płeć: transpłciowy kocur Matka: Trujący Kieł, Zbożowy Kłos Trwałe urazy: Zboże jako rodzic; na lewej tylnej stopie ledwo widoczna blizna po zaplątanym drucie
Niewielki, długowłosy, kremowy klasycznie pręgowany kot z bielą. Bladozielone oczy. || pełny w kp
leniuszek i obibok, prędzej ucieknie od bójki niż da w pysk || pełny w kp
Kasztanowa Łapa (KW/nkt) || Kruczy Ogon/Gwiazda, Trujący Kieł i inni
***
Dzień przeleżany w obozie, w tym czy innym cieniu, znów z powodu pogody. Nie było siły, która mogłaby mnie wyciągnąć na jakieś patrole czy polowania; nawet Minóg, jeśli zamierzałby porwać mnie na trening, musiałby mnie chyba ciągnąć za skórę na karku. Jednak teraz, kiedy słońce właściwie dotykało horyzontu, a powietrzem w końcu dało się oddychać... Musiałem się wyrwać z legowiska, odpocząć od hałasującej dzieciarni oraz gderających wojowników. Zwłaszcza, że nie zanosiło się, abym wyrwał się w końcu z tego stanu pośredniego między byciem smarkiem, a nakazywaniem smarkom, znanego też jako okres terminatorowania.
Przy Czterech Dębach czułem się dobrze, żeby nie powiedzieć - swobodnie. Nie oczekiwałem towarzystwa, nie o tej porze, zamierzałem się za to oddać siedzeniu pod krzewem w ciszy i spokoju.