Logo Artemidy
Grząska Ziemia
Słysząc syk, zmrużył oczy i napiął mięśnie, a gdy wojownik zaatakował, spróbował odskoczyć w bok. Starał się osłaniać łbem szyję, a uszy położył po sobie, by zmniejszyć szansę na otrzymanie ran. Dobrze wiedział, że nie ma szans z wojownikiem starszym od niego o wiele księżyców. Gdyby Skała był jego rowiesnikiem, to może jeszcze mogliby walczyć jak równy z równym, ale w obecnej sytuacji musiał postawić na defensywę i próby przemówienia do szczątkowego rozumu tego rybiego móżdżka.
-Czyli, że nauczyłem go regułki oraz ją rozwinąłem.- Powiedział w trakcie próby uniku.
LVL 3 5 / 200
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
11
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Atak Skalistego Zbocza - 150% 「 krytyczny!」
Unik Mglistej Łapy - 150% 「 krytyczny!」
Ostateczny atak Skalistego Zbocza - 0% 「 nieudany」

Cóż tu dużo mówić. Rozsierdzony wojownik zamachnął się w stronę terminatora, który sprawnie odskoczył i... cóż. Tyle. Akcja-reakcja.

Skała lvl: 4
S: 14 (18) | Zr: 8(10) | Sz: 5(6) | Zm: 5 | HP: 75 | W: 55 - 2 = 53/55
⚬ przerzuty: 0/3
⚬ statystyki obniżone o ¼ z powodu choroby
• choroba 1. stopnia: 4 kleszcze

Las lvl: 2
S: 5 | Zr: 9 | Sz: 5 | Zm: 7 | HP: 55 | W: 55 - 2 = 53/55
⚬ przerzuty: 0/1
[Obrazek: qCYKtWC.png]
LVL 6 455 / 500
MedLVL 0 0 / 100
25
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
O czym on w ogóle mówił? Jakich regułach? Tych, o polowaniu? Tak, opowiadał o tym Patykowi jakieś głupoty, ale nie to było najważniejsze.
Po swoim pierwszym ataku nie zamierzał przestawać. To było za mało, nie osiągnął jeszcze nic. A Mglista Łapa najwyraźniej pomiędzy wszystkim innym, kim był, był również tchórzem, który jedynie potrafił odskakiwać przed uderzeniami, zamiast wyprowadzić jakikolwiek własny.
- A o tym, że każdego kota można zastąpić? Że nie szkodzi, jak ktoś umrze? - Zaraz się okaże, kto tak naprawdę był jednym z niewielu kotów, które mogły odejść i nic by to nie zmieniło. Których nawet nie trzeba było zastępować, bo nie spełniał żadnej wystarczająco ważnej funkcji w klanie, żeby było to konieczne.
Tym razem nie zamierzał się już bawić w jakieś machanie łapami. Jego kolejnym atakiem było rzucenie się w stronę szyi terminatora, by wgryźć się prosto w nią swoimi zębami.

when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,
satanic and chained up, and until the end, that's how it'll be
LVL 7 160 / 500
MedLVL 0 0 / 100
27
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
-Mówiłem o obowiązkach. Inni muszą płynnie przejąć cudze obowiązki, by klan funkcjonował.- Odparł, choć było to jedyne w połowie prawdą.
Chętnie wytłumaczyłby dokładniej co miał wtedy na myśli, oczywiście nieco manipulując faktami, ale niestety Skała nie dawał mu takiej możliwości, kontynuując atak. Mglista Łapa ponownie spróbował wykonać unik w bok, nie chcąc poczuć zębów przeciwnika na własnej skórze. Miał jeszcze wiele do odkrycia czy zrobienia dla klanu i musiał przeżyć.
LVL 3 5 / 200
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
11
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Atak Skalistego Zbocza - 100% 「 udany」
Unik Mglistej Łapy - 100% 「 udany」
Ostateczny atak Skalistego Zbocza - 0% 「 nieudany」

Atmosfera była tak gęsta, że można było ją ciąż pazurami i widmo tragedii ciążyło nad dwójką kuzynów. Na całe szczęście, bądź dla niektórych nieszczęście, ktoś miał ich w opiece i pilnował, by nic się nikomu nie stało. Dlatego też kolejny atak Skalistego Zbocza okazał się niepowodzeniem, gdyż Mglista Łapa bez problemu odskoczył do tyłu.

Skała lvl: 4
S: 14 (18) | Zr: 8(10) | Sz: 5(6) | Zm: 5 | HP: 75 | W: 53 - 2 = 51/55
⚬ przerzuty: 0/3
⚬ statystyki obniżone o ¼ z powodu choroby
• choroba 1. stopnia: 4 kleszcze

Las lvl: 2
S: 5 | Zr: 9 | Sz: 5 | Zm: 7 | HP: 55 | W: 53 - 2 = 51/55
⚬ przerzuty: 0/1
[Obrazek: qCYKtWC.png]
LVL 6 455 / 500
MedLVL 0 0 / 100
25
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie słuchał już praktycznie słów Mglistej Łapy. Jego wyjaśnienia stały się już zupełnie nieistotne, w głowie wojownika krążyła już tylko jedna skierowana do niego myśl, która niedługo wydobyła się z jego pyska w postaci kolejnego warknięcia:
- Przestań uciekać. – Czy naprawdę nie mógłby chociaż przestać być tak irytujący pod tym względem? Wbić własne pazury w niego, skoro tak bardzo chciał upadku całego klanu Rzeki? Pozbyć się go tak jak powinien, zamiast musieć czekać aż jakiś pies wykona całą pracę za niego? Był żałosny.
Tym razem Skaliste Zbocze spróbował wskoczyć na grzbiet swojego kuzyna, wbijając się przy tym pazurami w jego plecy. Ruch, który jeśli wykonany wystarczająco dobrze, powinien zdecydowanie utrudnić mu dalsze odskakiwanie.

when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,
satanic and chained up, and until the end, that's how it'll be
LVL 7 160 / 500
MedLVL 0 0 / 100
27
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
-Nie jestem głupi- Odparł na tyle spokojnie, na ile pozwalało mu ciągłe skakanie. Starał się kontrolować swój oddech i utrzymywać w równym rytmie, by nie przyspieszyć zmęczenia. Grał na czas. Miał do wyboru albo poczekać, aż wojownik się zmęczy, albo sprintem ruszyć do obozu z nadzieją, że uda mu się dobiec, nim napastnik go dopadnie. Zdawało się, że nie mógł już liczyć, iż przemówi przeciwnikowi do rozumu. Postradał go całkowicie.
Po raz kolejny spróbował uskoczyć w bok, nie chcąc zostać zgniecionym przez masę wojownika.
LVL 3 5 / 200
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
11
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Atak Skalistego Zbocza - 0% 「 nieudany」-> przerzut -> 100% 「 udany」
Unik Mglistej Łapy - 100% 「 udany」
Ostateczny atak Skalistego Zbocza - 0% 「 nieudany」

Szkoda słów, by opisać to co się stało wymyślnymi metaforami, bo sprawa była jasna. Skaliste Zbocze znów spróbował zaatakować, a Mglista Łapa ponownie mu odskoczył. I tyle.

Skała lvl: 4
S: 14 (18) | Zr: 8(10) | Sz: 5(6) | Zm: 5 | HP: 75 | W: 51 - 2 = 49/55
⚬ przerzuty: 0/3
⚬ statystyki obniżone o ¼ z powodu choroby
• choroba 1. stopnia: 4 kleszcze

Las lvl: 2
S: 5 | Zr: 9 | Sz: 5 | Zm: 7 | HP: 55 | W: 51 - 2 = 49/55
⚬ przerzuty: 0/1
[Obrazek: qCYKtWC.png]
LVL 6 455 / 500
MedLVL 0 0 / 100
25
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Co było z nim nie tak? Nie wierzył, że jego własne ataki miałyby być aż tak słabe, by żaden z nich po prostu nie był w stanie dosięgnąć terminatora. To w nim musiało być coś więcej, jakaś siła powodująca, że nie dało się go pokonać w normalny sposób. Czy na pewno? Postanowił jednak po raz ostatni spróbować, machnąć łapą z wyciągniętymi pazurami po jego pysku, wracając do tego co chciał zrobić n samym początku.
Jeśli to się nie uda? Trzeba się będzie go pozbyć w inny sposób. I wtedy pozostanie mu jedynie wybrać się do Szepczącej Sadzawki ze Szponem, tak jak planowali już od dawna, by poprosić o ich pomoc również w tym, jeśli sam naprawdę nie miał nawet szansy tego zrobić.

when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,
satanic and chained up, and until the end, that's how it'll be
LVL 7 160 / 500
MedLVL 0 0 / 100
27
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Choć Mglistą Łapę dziwiła nieefektywność ataków wojowników, zrzucił to na karb przyćmienia przez emocje. Sam starał się zachować panowanie nad sobą i precyzyjnie oraz z gracją wykonywać uniki, lecz on miał znacznie więcej do stracenia od wojownika. Nie mógł pozwolić sobie na choć jeden błąd, gdyż mogłoby go to kosztować życie, a miał jeszcze wiele do zrobienia przed śmiercią. Widząc ruch łapy przeciwnika, ponownie spróbował odskoczyć, tym razem starając się jak najbardziej zwiększyć odległość między nimi.
LVL 3 5 / 200
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
11
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Atak Skalistego Zbocza - 100% 「 udany」
Unik Mglistej Łapy - 50% 「 słaby」
Ostateczny atak Skalistego Zbocza - 50% 「 słaby」→ (32 - 22) *0,5 = 5

Cóż. Nie można powiedzieć, że było idealnie, ale Skaliste Zbocze w końcu zdołał zrobić Mglistej Łapie cokolwiek. Terminator w trakcie skoku się potknął, przez co nie oddalił się na tyle na ile powinien i został lekko zadrapany w policzek. Nie było jednak krwi, jedynie lekkie, nieprzyjemne poszczypywanie.

Skała lvl: 4
S: 14 (18) | Zr: 8(10) | Sz: 5(6) | Zm: 5 | HP: 75 | W: 49 - 2 = 47/55
⚬ przerzuty: 0/3
⚬ statystyki obniżone o ¼ z powodu choroby
• choroba 1. stopnia: 4 kleszcze

Las lvl: 2
S: 5 | Zr: 9 | Sz: 5 | Zm: 7 | HP: 55 - 5 = 50 | W: 49 - 2 = 47/55
⚬ przerzuty: 0/1
• rana 0. stopnia: powierzchowne zadrapanie na policzku
when this world is no more
★ the m o o n is all we'll see ★
I'll ask you to fly away with me
until the stars all fall down
they empty from the sky
but I don't m i n d
if you're with me
≡ then everything's alright ≡
LVL 4 60 / 300
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
12
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Czy naprawdę mogło mu się udać, czy przynajmniej go dotknął? Czy może było to tylko złudzenie, jakaś kolejna sztuczka, mająca dać mu tylko nadzieję, że cokolwiek miało się udać? W momencie zastanowienia się nad następnym ruchem, wzrok Skalistego Zbocza natrafił na ciało Skrzącego Słowa, znów w pełni przypominając sobie, co się tu wydarzyło. I sprawiając, że zatrzymał się bezruchu na chwilę odrobinę dłuższą, wyłączając go z trybu natychmiastowej gotowości do kolejnego ataku.
Gwiezdni ześlą na Mglistą Łapę los gorszy niż cokolwiek, co on sam mógłby teraz zrobić. Tak. Musiał w to wierzyć, bo inaczej wyszłoby na to, że sam nie umiał zrobić czegoś nawet tak prostego jak porządne go zaatakowanie.
- Zajmij się tym. – syknął, robiąc kilka kroków w tył i wskazując łbem w kierunku psa. Niezbyt obchodziło go, co terminator mógłby chcieć zrobić z ciałem drapieżnika, liczyło się przede wszystkim to, że nie zamierzał go z pewnością dopuszczać do swojego ojca, do którego sam podszedł, decydując się na nieco bardziej okrężną ścieżkę, by nie podchodzić teraz zbyt blisko do kuzyna. Chwycił za kark martwego wojownika, zaczynając go ciągnąć w stronę Obozu.
Niedługo to wszystko rozwiąże. Na pewno. Nie miał innego wyjścia. I to były jedyne myśli, które towarzyszyły mu w tej chwili.

// zt?

when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,
satanic and chained up, and until the end, that's how it'll be
LVL 7 160 / 500
MedLVL 0 0 / 100
27
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Potknął się, ale miał na tyle szczęścia, że został jedynie zadrapany. Szykował się do kolejnego uniku, jednakże atak już nie nadszedł. Odetchnął cicho, lecz wciąż zachowywał ostrożność na wypadek, gdyby zaniechanie walki okazało się pułapką, mającą na celu opuszczenie jego gardy. Skała jednak zajął się rdzawym truchłem, rozkazując Mglistej Łapie, by ten zrobił coś z psem. Ale co? Podszedł do martwego pchlarza, a następnie zwrócił łeb w stronę odchodzącego wojownika i przyglądał się, zastanawiając przez chwilę. Powinien za nim iść, by móc ewentualnie obronić się, gdyby ten rzucał fałszywymi oskarżeniami na pogrzebie? Lecz nie miałby żadnych dowodów poza własnym czystym futrem. Spojrzał na psa, pochyliwszy głowę. Nie dałby rady sam zanieść zwłok, ale potrzebował chociaż jakiejś części. Wstał i mozolnie własnymi szczękami dokonał dekapitacji trupa. Czynność trwała na tyle długo, iż kocur podejrzewał, że były przeciwnik zdążył w tym czasie dotrzeć do obozu lub chociaż znaleźć się w połowie drogi. Gdy skończył, westchnął ze zmęczenia, ale nie mógł jeszcze pozwolić sobie na odpoczynek. Zakopał resztę, a następnie z głową w pysku ruszył do obozu. Nawet jeśli nie przyda mu się jako dowód, to przynajmniej dołączy do kolekcji do czaszki jenota z zabójcy matki.

//zt
LVL 3 5 / 200
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
11
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Ostatnio Artem nie czuł się zbyt dobrze. Podupadł zdrowotnie i gdzieś w głębi serca wiedział, że wizyta u medyka w tym nic nie pomoże. Wiek dopadł go zdecydowanie wcześniej niż ciemnobrązowy point się tego spodziewał… ale jakoś, o dziwo, nie zamierzał się z tym kłócić i rzucać. Z nieuchronnością śmierci już pogodził się dawno temu, nie zamierzał z tym walczyć. Artem nie miał łatwego życia, dużo go stracił na siedzenie w Nowym Świcie, ale przynajmniej końcówka była całkiem przyjemna. Mógł spełnić się bardziej niż kiedykolwiek w Nowym Świcie. Mógł poczuć się jakkolwiek doceniany ze strony innych kotów. Zyskał nowych znajomych i przyjaciół. Na sam koniec jego losy się odwróciły i tyle mu do szczęścia wystarczyło. Szkoda było, że nie udało mu się osiągnąć wszystkich rzeczy, które chciał zrobić w życiu, ale dalej był z niego zadowolony, mimo wszystko.
Tego ranka Artem postanowił się wybrać na granicę z Wichrem. Tutaj chciał pożegnać się z życiem, w nadziei, że Orion nie będzie żył w nieświadomości i zastanawiał się co się z nim stało, czemu nagle przestał się gdziekolwiek pojawiać. Point wziął ze sobą lampion, który kiedyś znalazł i ten komiks, który towarzyszył mu od najwcześniejszych samotniczych czasów. Chciał, żeby Orionowi została po nim jakaś pamiątka.
Artem położył obie rzeczy w miejscu, którego śnieg jeszcze nie zdążył zasypać, a później sam ułożył się tuż obok, owijając siebie wraz z nimi ogonem. On wiedział, że kiedy zaśnie, to już się nie obudzi, jednak był na to gotowy. Może przy okazji spotka gdzieś tam znów matkę i ojca, może rodzeństwo, kto wie?
Ciemnobrązowy point zamknął oczy, powoli pogrążając się we śnie. Chłodny Pył… ładne imię, jednak tak jakoś do końca nigdy mu nie pasowało. Nigdy w sumie nie myślał o sobie jako o Chłodnym Pyle. Artem. Tak się nazywał od zawsze, i tak będzie się nazywał na sam koniec.

//zt

//Orion
✩✪✩


Są takie rzeczy, których nie chcesz robić, przysięgasz, że ich nie zrobisz, zabraniasz sobie, a potem to nagle dzieje się samo.

Nie da się ich nawet przeanalizować, nie podlegają procesom myślowym.

Dzieją się i już, pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.


✩✪✩
LVL 5 30 / 400
MedLVL 4 299 / 500
15
Siła
S
13
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Słoneczny patrol (bez Słonecznego w składzie; ale za to z Korzeniem, Świt i Orionem) maszerował raźnie wzdłuż granicy z klanem Rzeki. W miłym towarzystwie oriental mógł nawet zignorować, że technicznie właśnie uczestniczył w grzecznym wykonywaniu powierzonych mu obowiązków. No właśnie, głównie dlatego że jedynie technicznie. Praktycznie zaszczycał dzieciarnię Iskry swoją osobą i urozmaicał im dzisiejszy spacer swoimi przemyśleniami, Świt raczej to samo, w sumie miał bardzo silne podejrzenia, że z ich trójki jedynie Korzeń pamiętał o oryginalnym powodzie dla opuszczenia obozu w taką pogodę.
Bo klimat wyprawom nie sprzyjał, nie było co się oszukiwać, dlatego też widok nieruchomych, ciemnych uszu na wśród zasp wzbudzał lekki niepokój. Szczególnie że uszka były przyprószone śniegiem, ewidentnie znajdowały się już tam troszeczkę, dostępnych scenariuszy wiele nie było, a fakt, że sylwetka należała do znajomych wcale nie pomagał w zachowaniu obojętności. Urwał w pół słowa swoją opowieść, nie pamiętając już nawet co za kit młodej wciskał, by ruszyć sztywnym krokiem w stronę ciała, zostawiając towarzystwo bez wyjaśnień. A im mniejszy dzielił go dystans, tym mniejsze robiły się również wątpliwości co do tego jaki obrazek tu zastał. A jednak, cień nadziei trzymał się na ostatnim włosku, aż do szturchnięcia nosem czekoladowego pointa. Sztywniał już, czy to od pogody, czy pośmiertnie. Orionowi przebiegł zimny dreszcz wzdłuż kręgosłupa. Nie było wątpliwości, że na jakąkolwiek pomoc już za późno, ale... były samotnik rozejrzał się dookoła, w poszukiwaniu jakichkolwiek wskazówek co tu zaszło. Przecież Artem nie był stary, że mózg się marszczy, żeby naturalną koleją rzeczy było, wzorem starych psów, uciec z domu i umrzeć po cichu. Ale przestrzeń dookoła nie nosiła śladów walki, sam Artem też nie wyglądał na wymęczonego przedłużającą się chorobą, on po prostu... spał. Spał tuląc do siebie lampion i... komiks, którego okładkę Orion doskonale znał.
Zamrugał intensywnie.
Gwiazdy najjaśniejsze, ciemny point jednak był jak stare psy.
– Artem, frajerze... – mruknął pod nosem. Zamknął na moment oczy, odetchnął głęboko i odwrócił się do nadciągającej reszty patrolu z przepraszającym uśmiechem. – Obawiam się, że czeka nad nieplanowana wycieczka i nie dokończymy obchodu po granicach.
Nie było mowy o pozostawieniu pogrzebu w łapach Rzeczniaków. Artem tutaj, wraz z paroma personalnymi drobiazgami, był dość jasnym przekazem dla orientala. Jeśli Korzeń był innego zdania, niestety nie miał tu nic do gadania. Po Świt nie spodziewał się sprzeciwów.
Szaremu przydzielił transport ciała, młodej lampionu, a sam chwycił ostrożnie komiks, kierując procesję pogrzebową na obchód dookoła Rzeki i Gromu.

z.t :pensive:
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości