odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Och, oczywiście, Azaliowa Łapa wie, że żadne obowiązki nie zmuszają ich dzisiaj do kontaktu (nieironicznie, przychodzenie na umówione spotkania mógłby zaliczyć orientalowi na plus, gdyby tylko wypatrywanie plusów czemukolwiek służyło. Minusy nie biorą jeńców, bezlitośnie miażdżą konkurencję, zanim ta dostaje szansę zabłysnąć) i oczywiście nie mogłoby go to obchodzić mniej. Odpuszczenie sobie psucia mu krwi przyprawiłoby go chyba o gorączkę.
Na te kilka ostatnich słów Jaśniejący Płomień spina się, a końcówka ciemnego ogona podskakuje w kilku żwawych zrywach. Nie trwa to dłużej niż dwa uderzenia serca i, zanim syn Czerwonego Pazura posyła Orionowi nieodgadnione spojrzenie, wszystko wraca do normy.
- Ponoć masz bardzo napięty grafik - zarzuca z lekka filozoficznie. - A mimo to wybierasz płoszenie mi piszczek. No i jak to jest, hm?
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Niestety w trakcie trwania ich znajomości, zirytowanych machnięć kity i niezbyt przychylnych spojrzeń było już tyle, że ciężko by Orion faktycznie zwrócił uwagę na najnowszą reakcję Jaśniejącego. Jak najbardziej mieściła się w granicach normy do odnotowania, bez poświęcania jej jakiejkolwiek uwagi.
To co trudno było przeoczyć to fakt, że tak wyśmienicie pamiętał ich rozmowy. I to nie z ostatniego spotkania, proszę państwa, a z całkiem odległych czasów, początków wspólnych treningów. Toż to jak suche patyki dorzucane do ogniska urojeń... znaczy, hobbystycznych fantazji, którym oriental oddawał się w wolnych chwilach, całkowicie świadomy granicy między nimi, a rzeczywistością.
– Podzielę się z tobą swoimi zdobyczami, skoro uważasz, że cokolwiek ci spłoszyłem. – zaoferował wspaniałomyślnie. Będzie musiał tylko najpierw znaleźć gdzie Bławatkowa Łąka pochowała swoje ofiary. – Chociaż gdyby nie nasza piękna wieloksiężycowa przyjaźń to bym podejrzewał, że próbujesz we mnie wzbudzić poczucie winy i spławić. Bo wybacz, ale jeśli w ten sposób skradasz się do piszczek to sam sobie świetnie radzisz z płoszeniem wszystkich. – pokręcił łbem, zwalniając przy tym odruchowo. Zaraz jednak wrócił do skoczniejszego kroku. – Ale z grafikiem to faktycznie bez zmian, wciąż szalenie napięty, ale nie musisz się tym przejmować, dla ciebie zawsze znajdę w nim czas. – oznajmił z klasycznym uśmiechem. No najwyżej nieco spóźni się na ucieczkę od obowiązków, ale było to poświęcenie, na które był gotów.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
- Z klanem się podziel - odpowiada niechętnie, bo bez żadnej wiary, że cokolwiek z jego słów ostanie się w tej pustej głowie. - Nie potrzebuję twoich zdobyczy. Ale jeżeli przyszedłeś tutaj na polowanie, to świetnie, chwali ci się. Mam dla ciebie dobrą radę w związku z tym - rozdzielmy się. A o moje skradanie się nie martw, zajączku. - Z ich dwójki to nie jego nadmierna energia rozświetla znaczną część terytorium, alarmując piszczki w obrębie kilku długości drzewa najmarniej. Szczególnie gryzonie, którym od tych frywolnych podskoków pewnie wibruje w głowach.
I chyba nie musi tłumaczyć mu logiki stojącej za jedną z najbardziej podstawowych strategii łowieckich, prawda? Rozsądna propozycja, nie uderzająca nawet w ton niechęci do przebywania w towarzystwie swojego terminatora. Nie żeby Jaśniejącemu Płomieniowi zależało na przekazywaniu pozytywnych fluidów, Azaliowa Łapa to żaden terminator.
- Czemu zawdzięczam to specjalne traktowanie? - pyta kąśliwie. I retorycznie, bo oczywiście zdaje sobie sprawę, jakie składowe odgrywają tu rolę. Wrodzona złośliwość, tak na dobry początek. W połączeniu z uwzięciem się na niego pięknie odwala robotę i tyle zasadniczo by wystarczyło, chociaż listę na spokojnie można wydłużać.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Propozycję podzielenia piszczkami z klanem skwitował jedynie krótkim ble. Ale też nie spodziewał się by obszerniejszy komentarz był w tym momencie potrzebny.
– Ciekawa propozycja, ale mam lepszą. Nie rozdzielajmy się, będziesz miał okazję podzielić się ze mną większą ilością świetnych rad, które odmienią moje życie. – odparł, niby to po krótkim namyśle. – Ale zajączku to coś nowego. Chyba przegapiłem, w którym momencie nasza relacja weszła na taki poziom. Ale spokojnie, nie przejmuj się tym, zaraz to nadrobię i też coś dla ciebie wymyślę. Wolałbyś klasyczne lisku czy coś bardziej wyszukanego?
Gdzie leżała granica cierpliwości Jaśniejącego? Ciężko powiedzieć, ale Orion był zdeterminowany by ją dzisiaj odkryć. Inaczej ciężko było znaleźć usprawiedliwienie dla jakichkolwiek z podejmowanych przez niego działań. Nie żeby było zupełnie niemożliwe, bo wyższą ideologię dało się dorobić do wszystkiego, ale zdecydowanie byłoby to ciężkie.
Zupełnie nic nie robił sobie z uszczypliwości w pytaniu rdzawego, a wręcz zamierzał na nie zupełnie uczciwie odpowiedzieć. Dlatego też zaczął od udawanego szoku.
– Och, nie pamiętasz już? Toć już to przerabialiśmy. – w tonie orientala wybrzmiewało zaskoczenie, po którym nie zostało już ani śladu moment później, gdy przyszło do faktycznych tłumaczeń. Teraz równie dobrze mógł relacjonować aktualną pogodę, podszywając to nienachalnym entuzjazmem, bo akurat starał się wkupić tą pogawędką w łaski babci spisującej testament. – Temu, że mi się podobasz. Chociaż rozumiem, że możesz mieć trudności z przyjęciem tego do świadomości, bo pewnie wiesz, że nawet twoje starannie ułożone futerko nie jest w stanie nadrobić każdej skazy na paskudnym charakterze. Ale wyobraź sobie, że nawet, gdy próbujesz się mnie usilnie pozbyć, te rozmowy są ciekawsze niż obiektywnie sympatyczne interakcje z większością innych kotów.
Nie wszystkimi. Bo jednak, mimo wszystko, nie przesadzajmy.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Przewraca oczami. Dzieciak. Chociaż gdyby miał to robić za każdym głupkowatym zachowaniem czy odzywką orientala, jego oczy już dawno zamieniłyby się w śmigłowiec.
- Mam trening od doglądania twoich niesamowitych poczynań, wystarczy tego dobrego. I czy to przypadkiem nie ty od początku chwaliłeś się, jak to świetnie radzisz sobie w pojedynkę, czy może mylę cię z innym samotnikiem, który coś dziwnie przykleił się do wichru? - zastanawia się głośno, ale w pytaniu na próżno doszukiwać się dosłyszalnego pytajnika. Strzepuje uchem. - Nie rozpędzaj się, to żadna przesłodzona ksywka. Zwracam ci uwagę, że nadal konsekwentnie zdradzasz naszą pozycję. Doprawdy, gorzej niż młody terminator pierwszego dnia treningu.
Uwaga czysto marginalna, Jaśniejący Płomień zdążył porzucić myśl o jakimkolwiek polowaniu. Dzień, w którym Orion przestanie czerpać przyjemność z narzucania się, będzie oznaczać zbliżający się koniec świata.
- Ach, ty nadal o tym - na wyczerpującą odpowiedź reaguje znudzonym mruknięciem, rozglądając się na boki, przeczesując spojrzeniem ziemię i zerkając na gałęzie drzew. Kto by pomyślał, że nie dostrzeże najmniejszego śladu życia. - Pardon, po obiegu pór spodziewałem się zmiany repertuaru, do tej pory wydawałeś się bardziej pomysłowy. - I mniej konsekwentny w trzymaniu się jednej wersji. - Ale dziwi mnie to, co mówisz, nie spodziewałem się otwartej nieprzychylności względem twoich dobrych znajomych. Klekoczący Bocian? Jodłowa Gałązka? Kacze Piórko? Kto tam jeszcze tak usilnie wciągał cię do klanu, że aż dałeś się uwiązać? Byłoby im przykro, gdyby się dowiedzieli. Tyle starań, a nadal przegrywają z typem z paskudnym charakterem, masz ci los.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– O właśnie, trening. Ostrzegali, że to długa i mozolna sprawa, jasne, ale coś zaczynam podejrzewać, że po prostu uwielbiasz spędzać ze mną czas i obawiasz się, że jak mnie wypuścisz spod twoich skrzydeł to nie znajdę dla ciebie ani chwili. Co, jak już ustaliliśmy, jest błędnym założeniem. – zauważył luźno, bo umówmy się, nie miał nic sobie do zarzucenia w kwestii wiedzy odnośnie życia w Klanie. A przecież rdzawy sam, od pierwszego dnia wiedział, że nie zrobią nigdy z Oriona idealnego materiału na wojownika. Jeśli by faktycznie tak bardzo szanował swój własny czas i kolekcjonował siwe włosy od interakcji z orientalem, to już dawno by machnął łapą na jego poczynania i albo oznajmił siostrze, że jest gotowy, zabierz go ode mnie, albo ryzykował stwierdzenie, że tragiczny przypadek i nic tylko wygnać. – Oszukać i zwieść. – jęknął rozczarowany i nawet faktycznie uleciało nieco skoczności z jego kroku. Nie na tyle by dopasował do ponurego marszu, czy umożliwiał faktyczne polowanie, ale jednak. – Ale za późno na twoje nie rozpędzaj się, zaraz coś dla ciebie znajdę. Może chcesz zostać promyczkiem? W kontraście do twoich zgrzybiałych uwag.
Tak jak same propozycje poważne nie były, tak nie było żartu w stwierdzeniu, że za późno na wycofywanie się i tłumaczenie co miał na myśli. Niestety, Orion dostał palec, teraz zamierzał odgryźć całą łapę. Tak jak największym błędem Jaśniejącego było nazwanie ich przyjaciółmi szmat czasu temu. Były samotnik aż zatęsknił do czasów, gdy stawiał się na granicy by przypadkowym kotom opowiadać jak to czeka na pojawienie się jego najdroższego przyjaciela.
– Jak życzysz sobie zmiany repertuaru to proszę bardzo, życzenie jaśnie pana dla mnie rozkazem i tym podobne. Skoro tego chcesz. Myślałem jednak, że docenisz odrobinę szczerości. – paradoksalnie, w tej nieufności odnajdywał komfort. Gorzej, gdyby kiedyś zdecydował się z nim faktycznie, poważnie porozmawiać. Wtedy komfort zastąpiłaby frustracja. Ale to odległa, nieistniejąca przyszłość. Teraz istniała jedynie adrenalinka z coraz mniej subtelnego zahaczania o zagadnienie. – Oj, zaraz nieprzychylność. Ale proszę cię bardzo, a nawet zachęcam. Idź do nich i powiedz, że wypadasz od nich wyżej w rankingu. Nie będą ani trochę zdziwieni. No, może Bocian mógłby nieco, on niekoniecznie jest ze wszystkim na bieżąco. Ale Jodła i Kaczuszka? Wiedzą, że dla nich nie zgodziłbym się na klanowy łańcuch.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
- Jeśli ta myśl pozwala ci lepiej spać w nocy, to trzymam pazury z dala od twojej bańki. - Przynajmniej nie będzie co chwilę jęczeć, że mu się dłuży, awans się należy i kulawy borsuk wie, co jeszcze. Ale w takim znośnym dla Płomienia stopniu mogłoby go to piec, bądź co bądź nie bez powodu poświęca własne nerwy na prowadzenie treningu.
Choć prawdę mówiąc, spodziewał się słomianego zapału kończącego się na rezygnacji Azaliowej Łapy już kilkanaście księżyców temu, tymczasem on nadal stawia się na spotkaniach i nawet, można powiedzieć, coś na nich robi. Oczywiście wątpliwe, że Iskra zmusi go do odpuszczenia terminatorowi - niech tylko spróbuje mieszać się w jego treningi - ale powinien nieco poważniej przyjrzeć się perspektywie faktycznego mianowania.
Niepokojące. W ten dziwny sposób.
- Spróbuj nazwać mnie promyczkiem, a urwę ci wąsy. - W dzisiejszym nastroju byłby gotowy spełnić groźbę, niechby za cenę późniejszego użerania się z niepełnosprawnym czuciowo terminatorem. Co to dla niego; w górze utrapień życiowych, jeden kamyczek mniej czy więcej przestaje robić różnicę. Co innego z drobną satysfakcją, będącą towarem luksusowym.
Wydycha ciepłe powietrze przez nos.
- Jeżeli to ma być szczerość, to masz problem. Z głową. Próbowałeś konsultować to z Krwawnikowym Liściem? - pyta cierpko. Jest poirytowany tą gadką, ale stoi na poziomie irytacji, na którym nauczył się balansować w interakcjach z cynamonowym. Ani nie pierwszy, ani nie ostatni raz, kiedy gada jak potłuczony. Gorzej kiedy dociera do niego, że nie tylko jemu serwuje te brednie.
Zatrzymuje się.
- Coś ty im nagadał?
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Niezwykle kochane z twojej strony. – wygiął wargi w krótkim uśmiechu. W tej właśnie chwili zdecydował, że jednak chciałby jeszcze trochę podrążyć ten temat. – Ale jak nie chęć spędzania ze mną czasu to co takiego? Wiara, że księżyc czy dwa więcej zrobią ze mnie godniejszego kandydata do mianowania? Nie spodziewałbym się po tobie takiej naiwności, mimo wszystko.
Prędzej spodziewałby się nadziei, że jak go Jaśniejący przetrzyma nieco dłużej to oriental zrezygnuje ze swoich planów w Wichrowej zakładce. Paradoks był taki, że obecny układ był dla niego dużo wygodniejszy niż cokolwiek co miałoby czekać po przysiędze. Wciąż jednak, nawet nie z chęci przyspieszenia procesu a zwykłej ciekawości, chciał wiedzieć w czym rzecz.
– Jasne, kwiatuszku, znajdzie się coś innego, mamy czas. – zgodził się bez oporu, chowając już tę kwestię do szuflady. Nie żeby groźba wyrywania wąsów go do tego skłoniła, bądźmy poważni, ale faktycznie wolałby zastanowić się nad czymś bardziej wyszukanym. I wrócić do tematu w mniej spodziewanym momencie.
– Nie wiedziałem, że oferuje takie usługi, powinien je jakoś lepiej reklamować. Ale co, korzystałeś i polecasz? Myślisz, że by podołał z tak złożonym przypadkiem? – zastanawiał głośno, niezbyt przejęty sugerowanymi mu problemami z poczytalnością. Jeśli tak się prezentował – bardzo dobrze. Rytm rozmowy został zaburzony jednak przez nagłe stanięcie w miejscu wojownika. Orion również się zatrzymał, machinalnie spinając barki w przygotowaniu do uniku. Atak nie nadszedł, jedynie krótkie pytanie. Gdyby w kociej naturze leżało unoszenie łapek by podkreślić swoją niewinność, oriental bez wahania by się na nie zdecydował. Tak pozostawało mu jedynie rozluźnić mięśnie i machnąć obojętnie kitą.
– Nic takiego czego tobie bym do tej pory nie powiedział. Same fakty. Więc raczej nie musisz przejmować się tym co im nagadałem. – kora najbliższego drzewa wydawała się niezwykle interesująca przez krótki moment. Zaraz potem znów spojrzał na burego. – Prędzej wnioskami, które zdecydowali z nich wyciągnąć, ale to już wina ich oraz ich wyobraźni, nie moich słów.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Przelotnie uśmiecha się półpyskiem. Księżyc czy dwa, urodzony optymista.
- I naprawdę chęć spędzania z tobą czasu to jedyne, co potrafisz wygłówkować? - Unosi brwi w niedowierzaniu. - Nawet przez moment nie przeszło ci przez myśl nic innego? Że nie potrafisz jeszcze wszystkiego w stopniu zadowalającym swojego mistrza, na przykład? Że trening nie zakańcza się w chwili wykucia całej wiedzy i zdobycia podstawowych umiejętności potrzebnych do przeżycia, bo prowadzi do złożenia przysięgi przed całym klanem? Że ci nie ufam, a wypuszczenie niegotowego terminatora w świat będzie świadczyło źle o mnie? Nie? Żadnych innych strzałów?
Być może nieco bardziej prawdopodobnych? No to proszę, teraz dostał garść pożywienia dla umysłu, Jaśniejący Płomień trzyma pazur za pomyślne wyciąganie wniosków.
À propos pazurów - przydługie uszyska orientala same proszą się o naznaczenie. Intensywniej niż zwykle, aczkolwiek wojownik jest na tyle samoświadomy, by odnaleźć źródło świerzbienia łap we własnym poirytowaniu. Odzywki Azaliowej Łapy nie wykraczają poza normę. Byle kwiatuszek nie jest wart utraty kontroli, jakkolwiek z żalem musi to przed sobą przyznać.
- Przykro mi, więcej nie pomogę, moje doświadczenie kończy się na drobnych dolegliwościach natury fizycznej - informuje go lodowato. - Ale Krwawnikowy Liść jest kompetentnym kotem - jednym z niewielu w wichrze - strzelam, że może być twoją ostatnią nadzieją. Na twoim miejscu nie odpuściłbym bez próby.
To by było na tyle z próbami utrzymania się na niskich temperaturach. Bezczelna odpowiedź podnosi mu ciśnienie i jest zaczątkiem kwestionowania wcześniejszego stanowiska.
- Jeśli chcesz się na coś przydać, zapoluj i przynieś coś godnego na stos - syczy. - A jeśli nie, zejdź mi z oczu.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Tracisz ostrość umysłu, mój drogi, bo właśnie tyle zasugerowałem. Tak samo jak to, że jeśli faktycznie chcesz czekać aż mi zaufasz to obawiam się, że jesteśmy na siebie skazani do końca świata. Spodziewam się, że jesteś tego świadomy. – wyjaśnił powoli, dokładnie, jakby rzeczywiście obawiał się o malejącą klarowność umysłu rozmówcy. – Więc widzisz, zakładając, że znasz realia i nie wierzysz w bajki, nietrudno wysnuć wniosek, że po prostu nie chcesz się mną dzielić z resztą klanu. Niesamowicie głupie. – pokręcił z dezaprobatą łbem zanim, w zasadzie, wymruczał kolejne słowa. – Bo przecież starczy, że ładnie poprosisz i będę cały twój.
Żartował oczywiście. I mocno jak nigdy chciał by właśnie jako nieśmieszny żart zostało to odebrane. Bo gwiazdy mu świadkiem, że prośba wcale nie musiała być ładna, a w zasadzie nawet wcale nie musiała być prośbą by oriental bez wahania odrzucił resztę świata. Świadomość tego była... dość przerażająca. Dlatego usilnie ją ignorował, jakby nie należała wcale do niego.
Dzięki temu jasne czoło wciąż było wolne od zmarszczek.
– Spróbuję specjalnie dla ciebie. – zgodził się, tracąc zainteresowanie tematem. Czy raczej kalkulując moment, w którym irytacja Jaśniejącego sięgała już pędzelków ciemnych uszu. Jeśli rdzawy miał wybuchnąć, Orion wolał by nastąpiło to w ciekawszym momencie.
Albo wcale. To też była opcja, na którą były samotnik był skłonny przystać.
– Oh, wedle rozkazu, księżniczko. – pokłonił się z uśmiechem i obrócił się tak by zupełnym przypadkiem strzelić ogonem w szlachetny, ceglasty nosek przed swoim odejściem.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
- A ja zasugerowałem tobie, byś się zastanowił, zanim zaczniesz wygadywać głupoty - odpowiada z adekwatną dawką protekcjonalności. - Nie planuję być na ciebie skazanym do końca życia, dzięki za troskę. I jeśli przedtem chcesz skończyć trening, polecam odrobinę autorefleksji.
Na razie Orionowi daleko do światłych wniosków, ewidentnie. Pazury Jaśniejącego Płomienia same wysuwają się na brzmienie kolejnej żenującej odzywki. Jest coś ściągającego na ziemię w uczuciu przejeżdżających po gruncie pazurów. Jest coś filozoficznego w myśli, że skazał się na to wszystko dobrowolnie, w akcie wyrozumiałości dla Iskry, która w podzięce splunęła mu w pysk i odwróciła do niego ogonem. Sam się o to prosił, nie od dziś wiadomo, że każdy dobry uczynek zostanie odpowiednio ukarany. Bez wyjątków.
- I nieco większą przyczepność do ziemi, bo odlatujesz.
Nawet kiedy Azaliowa Łapa ugina się lekko i odpuszcza temat, bury przygląda mu się ze zdystansowaną nieufnością, jakby spodziewając się nagłego zwrotu akcji. Takowy nie następuje, a terminator wreszcie nudzi się zawracaniem mu głowy - w innym wypadku Płomień nie wierzy, że odpuściłby tak łatwo.
Próbuje jeszcze chwycić i szarpnąć za dłuższy włos na rudawym ogonie, żeby ostatnia zaczepka nie uszła Orionowi płazem. Ostatnia i przedostatnia; obelgi, których nie rozumie, są źródłem specyficznego poziomu poirytowania. Niska szkodliwość społeczna, kolejny kamień na grób orientala.
Chyba nic już dzisiaj nie upoluje. I winny jest tylko jeden.
z.t.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Plan był prosty – skitrać się wysoko na drzewie z pokaźnym zapasem szyszek i atakować nimi Zajęcze Ucho, gdy akurat będzie w zasięgu. A bywał w miarę często, bo akurat to drzewo obrał sobie za charakterystyczny punkt na mapie, pod którym dobrze było ukrywać piszczki. I to nie jednorazowo, Orion w ostatnich księżycach już dwa razy zaobserwował jak bury oriental ukrywał tu zdobycze, w trakcie polowań i dałby sobie łapę odgryźć, że i dzisiaj tak będzie robił. Z pozoru zbędna wiedza, której nadał wartość, gdy tylko znalazł sposób na wykorzystanie jej w uprzykrzaniu mu życia z Korzeniem.
A Korzeń się na to zgodził, niesamowite po prostu.
Teraz jednak bury wojownik zabrał już swoje dzisiejsze zdobycze (bardzo nędznie mu poszło, a Orion nie omieszkał się tego skomentować na głos) i albo zawrócił do obozu, albo poszukał miejsca pozbawionego dwóch irytujących elementów (Orion obstawiał drugą opcję, nie było szans by z tak lichymi zdobyczami Zając wrócił do obozu z czystym sercem).
– Fajnie było, ale następnym razem potrzebujemy czegoś lepszego. – oznajmił, zrzucając od niechcenia pozostałe im szyszki. Sztuka po sztuce, bez pośpiechu, chociaż mogły zderzyć się już co najwyżej z ziemią.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Czy jako przykłady Wojownik od wielu księżyców powinien świecić przykładem, ogarniać temat i być wzorem do naśladowania? Pewnie tak. Czy przez Oriona wszystko na co pracował przez tyle księżyców sypało się jak domki z kart? (Co to były te domki i karty? Nie miał pojęcia.) Nie do końca była to wina cynamonowego pointa jednak, w końcu Korzeń wszedł na drzewo dobrowolnie, tak samo dobrowolnie jak zaśmiał się na pomysł jak padł nim pojawił się na gałęzi z kocurem. Na pewno już do końca niebieski będzie mógł marudzić na to, że kocur wyzwala w nim wszystko co ukrywał przez ostatnie księżyce. Niesamowite, a zarazem lekko straszne. Szyszki leciały, a za każdym razem jak udawało się któremuś trafić Zająca prosto w głowę to Korzeń doliczał im punkty. Zabawy jednak nie trwają wiecznie i w końcu klanowy gbur ruszył dalej, a oni zostali cóż… z szyszkami na gałęzi. Pierwsze słowa Oriona wybudziły go z transu, ale jedynie co to przytaknął na nie bez zbędnego komentarza.
– Co to są te domki i karty? W sensie te domki z kart? – wypalił nagle bez powodu dopiero teraz wracając na ziemię (gałąź) i spoglądając na przyjaciela zdezorientowanym wzrokiem.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Orion by się nie zgodził ze stwierdzeniem, że komentarz był zbędny w tej sytuacji. Czy większości sytuacji. Ale w tej szczególnie, gdy próbował zmobilizować Korzenia do myślenia, do snucia planów na przyszłe żarty adresowane do Zajęczego.
Cierpliwie czekał aż coś zaskoczy w szarej główce i aż pociągnie dalej temat, ale nie dość, że czas od kiwnięcia do otworzenia pyska się dłużył, tak jeszcze... Pytanie z niczym się nie wiązało.
– Serio?? – oriental jęknął z wyczuwalnym rozczarowaniem. – Serio myślisz teraz o domkach z kart zamiast o naszym następnym ruchu?? No nie żartuj sobie tak nawet, Korzeń, myślałem, że na poważnie podchodzisz do naszej wspólnej pasji, a nie myślami zupełnie gdzie indziej jesteś. Co cię tak nagle na nie wzięło?
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Orion będący rozczarowanym odpowiedzią nie był tutaj jedyny z takimi uczuciami, ponieważ już chwilę po wypowiedzi cynamonowego pointa Korzeń wywrócił oczami, a uszy położył po sobie. Oczywiście z rozczarowania. Właśnie tak się teraz czuł. Rozczarowanym.
– Nie jęcz tak, co? – prychnął niezadowolony. – Poza tym! Dopiero co skończyliśmy rzucać w niego szyszkami! Przypominam jednak, że jestem Wojownikiem i muszę się trochę pilnować – Zgrymasił się. – Nie wiem, możemy mu podkradać piszczki po tym jak je upoluje – westchnął, bo nie miał teraz nic lepszego do powiedzenia jeśli chodzi o żarty na Zającu. Jednak bardziej go gryzła sprawa czegoś innego, bo ile to on słów znał, ale nie znał przez takiego długowłosego byłego samotnika. – I nic mnie nie wzięło, po prostu przypomniało mi się, że tego używałeś jak się coś sypało… albo coś takiego, a nic mi nie mówią te domki z kart – wyjaśnił już spokojniej, bo troszkę się chyba uniósł przed chwilą, ale no! został oskarżony o brak serca do sprawy, którą ciągnęli już od paru księżyców… a może parunastu…? Zgubił rachubę przy czwartym żarciku.