Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
– E tam, nie jestem kotem, który potrafi szybko trenować. Siostrę wytrenowałem dosyć szybko i to tyle. – Zamyślił się chwilę nad wspomnieniem jak to uparcie twierdziła, że nazwy granic jej się nie przydadzą, na szczęście poszła po rozum do głowy i on też nauczył się jak z nią lepiej rozmawiać. Najlepiej dać jej podjąć jej własną decyzję. Może lekko naprowadzając na odpowiednią… ale to też wymagało dużo myślenia, więc nie za często mu to wychodziło.
– Och! Ma to sens… mogłem się w sumie domyślić, ale ważne, że teraz wiem. Może porozmawiam z mamą, by to wprowadziła też u nas? – zapytał w przestrzeń. W sumie wydawało się to spoko opcją, szczególnie patrząc jak do Matek zdarzało się, by dołączały kocury, także już wiedział co mógłby zaproponować Iskrze.
Entuzjazm kocura był czymś co Korzeń naprawdę lubił, przy poprzednim spotkaniu był tak spokojny i posmutniały przez większość czasu, a teraz promieniał chociaż trochę i było mu bardzo dobrze z taką wesołością wokół. Delikatny uśmiech pozostał mu na pysku.
– Mm, zobaczymy… A jakie kwiatki są do tego najlepsze? – zapytał ostatecznie.
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Oh? O dziwo Korzeń nie wydawał się przejmować czymś takim... Dobrze dla niego, porównywanie siebie do innych było okropnie niezdrowe, o czym Jaśminek dobrze wiedział, ale z jakiegoś powodu wciąż to robił. - O, czyli też kogoś wytrenowałeś. To świetne wieści - dodał ciepło. Ach trenowanie kogoś z rodziny musiało być przyjemnym doświadczeniem. Jaśminek też miał taką okazję, ale wiadomo, zanim trening się rozkręcił wszyscy poznikali, ehh...
- Byłem pewien, że inne klany też to wprowadziły... Tak czy siak, brzmi to, jak dobry pomysł. - Czy to oznaczało, że mamą korzenia była sama Gwiazda? A pamiętał jak Łabędzia Gwiazda ogłosił, że w Wichrze urodziły się jego dzieci... Czyli Roziskrzona Gwiazda miała dwa mioty? Oh aż się troszkę zaciekawił tematem, jednak był zbyt nieśmiały, by o cokolwiek zapytać, oraz no, nie chciał wtykać nosa w nieswoje sprawy.
- Hmm, to zależy, co rozumiesz przez najlepsze... Zwykle zbieram te które no, ładnie pasują do siebie. Albo takie, które wytrzymują długo. Najłatwiej wianek będzie chyba zrobić z mleczy, tych takich o grubszych łodygach. Trwalsze będą za to stokrotki, ale możemy wpleść w sumie wszystko, co byś chciał. Nie muszą być to tylko kwiaty, można też dodać trochę innych roślin, jakieś zboże, koniczynę, czy inne listki, albo po prostu z nich zrobić cały wianek. Suszone rośliny też ładnie wyglądają, ale no, trzeba byłoby je wysuszyć. - No i niechcący rozgadał się. Ups.
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
– Ha, no w sumie racja!... Szkoda tylko, że na jej mianowaniu oboje byliśmy poturbowani przez lisa, się akurat napatoczył – prychnął niezadowolony, bo jak najbardziej wolałby być w pełni sił na mianowaniu siostry, którą zresztą wyszkolił! Życie jednak miało inne plany, ale ważne, że obojgu się udało dotrzeć na Ceremonię bez żadnych problemów, prawda? W sumie tak sobie gadał i opowiadał, ale miał jakieś dziwne wrażenie, że może za bardzo mówił o sobie?
– Właściwie pierwsze słyszę, dlatego warto przegadać takie coś, jest to bardziej otwarte i mniej skłaniające do myślenia, że Matką może być tylko kotka – stwierdził uśmiechnięty, bo cieszył się, że jednak Jaśmin znalazł swoje miejsce w klanie, nawet jeśli zajęło to tyle ile zajęło. Wiedział, że taki kocur jak czarno-biały w końcu osiągnąłby to co chciał.
– Och… strasznie dużo do wyboru… hm… – Zamyślił się poważnie, przykładając aż łapę do pyska i marszcząc brwi oraz zamykając oczy. – Okej, nic nie wymyślę, nie znam się na roślinach – stwierdził po chwili ze śmiechem. – Możemy zrobić tak jak mówisz, że najpierw mlecze, a potem… może mi coś polecisz? Albo stwierdzisz, które mi bardziej pasują – zaproponował wesoło takie wyjście z sytuacji.
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
- Lisa...? O Gwiezdni, ja chyba bym umarł na miejscu widząc jednego... Mam nadzieję, że nic poważnego się wam nie stało? - dopytał, opuszczając uszy i przekrzywiając ze zmartwieniem głowę. Nie rzucały mu się w oczy żadne nowe blizny, więc nie wyglądało to aż tak źle... Kto by tam się przejmował wyglądem na ceremonii, ważne, że w ogóle przeżyli i dotarli na zebranie w jednym kawałku.
Na komentarz o Matkach i Opiekunach jedynie dorzucił energiczne mhm! Oh to by było niesamowite, gdyby rzeczywiście przez drobną rozmowę doszło do aż tak wielkiej zmiany. Czuł nawet lekką, uh satysfakcję? No i może stres? W końcu nie znał Roziskrzonej Gwiazdy, może się jej ten pomysł nie spodobać.
- Oh ja się znam na nich zbyt dobrze... - dorzucił z lekkim chichotem. Powinien swój czas spędzać na jakimś przydatniejszym hobby, heh. - Jeśli chcesz, będę mógł cię trochę nauczyć. Czy to dzisiaj, czy za jakiś czas, jak się znów spotkamy. W końcu sporo tego materiału - dodał ciepło, mając szczerą nadzieję, że rozbiją to na kilka spotkań. W końcu nie mieli nieskończoność czasu, materiału było dużo a do pory nagich drzew coraz bliżej! No i przede wszystkim chciał spędzić trochę więcej czasu ze znajomym.
- Obstawiam, że tobie by wszystkie pasowały. Ale jak musimy coś wybrać to mm, pod kolor oczu chyba jest tak, najbezpieczniej? A to już później. Na razie racja, skupmy się na mleczach - a mówiąc to ruszył jako pierwszy wzdłuż granicy. Wątpił by znaleźli jakąś kępę tuż przy niej, co było trochę um, rozczarowujące. W końcu zbieranie kwiatów razem też było super! No ale co poradzić, nie byli z tego samego klanu, a Jaśmin nie był na tyle szalony, by złamać kodeks.
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Spiął się lekko na zmartwienie jakie pojawiło się na pyszczku rzeczniaka i zrozumiał nagle, że nie dla każdego ciągłe balansowanie ze śmiercią było czymś normalnym, jakoś jego supermocą od zawsze było przeżywanie starć z drapieżnikami. Kiedy zastał mamę nad psimi zwłokami również nie mógł przestać się martwić, ale w pewnym sensie przyzwyczaił się, że ona jak i on mieli to do siebie. Wracali ledwo żywi do obozu. Odchrząknął jednak po chwili wyrywając się ze swoich rozmyślań.
– Nie, nic się nam nie stało. Nas ciężko uszkodzić – powiedział z delikatnym uśmiechem, starając się już nie wracać do tego tematu, by nie psuć humorów takimi tematami. Nie był to miejsce, ani czas na to. Tyle.
– Świetnie w takim razie! Uzupełniasz moje braki w wiedzy! – Zaśmiał się. – Jasne, chętnie posłucham i spróbuję się nauczyć o odmianach kwiatków… chociaż nie obiecuję, że od razu wejdzie mi to do głowy – wypowiedział przepraszająco i schował lekko uszy, by okazać skruchę, bo jednak nie odróżniał aż tak dobrze roślin i często mylił najbardziej pospolite nawet. Ale zamierzał się postarać! – Aż tak jestem przystojny, że wszystkie by pasowały? – zapytał żartobliwie ruszając za przyjacielem wzdłuż granicy, nie przykładając żadnej wagi do swoich słów. – Hmm, niech będzie tak jak mówisz… mlecze w takim razie! – potwierdził wesoło i zaczął się rozglądać za wcześniej podanymi kwiatkami, zastanawiają się czy na pewno będzie umiał podołać z robótkami łapowymi. Naprawdę do delikatnych rzeczy (i spraw) był często jak kłoda.
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Lekkie zamyślenie Korzenia było... Niepokojące. A gdy odpowiedź wyszła z pyszczka niebieskiego, Jaśmin nie był pewien, czy do końca mógł jej uwierzyć. W końcu mógł myśleć tak samo, jak łaciaty, że nie warto psuć tej miłej chwili nieprzyjemnymi wieściami. Albo no, kocurek po prostu już za bardzo doszukiwał się wszystkiego. - Oh racja, niepotrzebnie pytałem. Obstawiam, że pod warstwą futra jest twarda ściana mięśni - dodał żartobliwie, bo no, nie miał bladego pojęcia co znajduje się pod tym całym puchem. Jaś niestety nie miał tego przywileju, nie mógł ukryć swoich grubych łapek pod długim futrem... Ach szkoda.
- Nie czuj się winny, to nie trening. Od tego, czy zapamiętasz wszystkie nazwy nie zależy czy zostaniesz wojownikiem. I ten, jak się zaczniesz nudzić, albo ja zacznę gadać jakieś nudne pierdoły to powiedz mi o tym - dodał ciepło, czując się głupio, gdy Korzeń tak okazywał skruchę, nawet w żartach. To zwykle Jaśminek przepraszał innych... I wolał, by tak zostało.
Ale kolejnych słów przyjaciela to się nie spodziewał. Gdyby mógł, to zdecydowanie się teraz cały zarumienił. Co to było w ogóle za pytanie, huh??? Łaciatek opuścił uszy i z szeroko otwartymi oczami skakał wzrokiem gdzieś po trawie przed nimi. Aż z wrażenia spadł mu wianek. - E, em, eee - no i co ma biedny odpowiedzieć? Że tak? Że tylko trochę?? Że to dzięki kolorowi jego futerka??? Że zależy to od oświetlenia???? GWIEZDNI - Tak, znaczy, mo-, znaczy, tak, znaczy eeeughh, mlecze! Mlecze, tam o, zbiorę i zaraz wrócę!! - wydusił z siebie prędko i równie szybko w podskokach oddalił się od granicy, do jakiejś oddalonej o kawałek kępy kwiatów. Chciał znaleźć coś bliżej, ale y potrzebował sekundy po tej okropnej akcji. Przysiadł i odwrócony plecami do Korzenia prędko zaczął zbierać kwiatki na stos obok. Głupi głupi głupi głupi.
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
W sumie nie spodziewał się… niczego po swojej wypowiedzi, raczej że temat po prostu rozpłynie się w powietrzu i nie będzie kontynuowany. I teoretycznie tak się wydarzyło, ale… nie do końca, bo Jaśmin zażartował i Korzeń z całego tego spięcia jakie w sobie wyczuł (przez to odkrycie jak blisko śmierci potrafił bywać) nagle wybuchnął śmiechem. Hm, no w sumie nie spodziewał się, że biało-czarny był takim żartownisiem, ale to bardzo dobrze!
– Nie sądzę, że mnie zanudzisz – stwierdził wesoło. – Jak ktoś opowiada o czymś z pasją to zawsze się miło słucha, a wydaje mi się, że bardzo lubisz ten temat? – zapytał z lekką nutką niepewności, ale w większości brzmiało to jak luźne pytanie, na które znał odpowiedź. Nie znali się jakoś niesamowicie dobrze, ale hej! Korzeń umiał czytać koty (mniej więcej… rzadko), a poza tym widział szczęście na pyszczku Jaśmina.
A jednak. Chwila. Dwie chwile. Rozglądał się po swojej części terenów szukając żółtych kwiatków, nie myśląc o niczym innym, ale jak na złość nic nie widział. Dlatego kiedy zwrócił pomarańczowe ślepia w stronę rzecznych terenów i zobaczył poszukiwane roślinki był gotowy szczęśliwe krzyknąć, że znalazł. Nim to się jednak stało do jego uszu dotarło dużo “eee”, a potem wzrok poleciał na kocura i jego znowu pomarańcze oczy zobaczyły… zakłopotanie? Zdziwienie? Dyskomfort? Czy coś się stało? Wojownik starał się złapać spojrzenie rzeczniaka, ale ten… specjalnie go unikał? I jeszcze nawet wianek mu spadł! A Korzeń nadal nie był pewien na co on odpowiadał, chociaż przynajmniej mlecze znalazł, o których sam chciał wspomnieć… hh. – Czy ja coś nie tak powiedziałem? – zapytał sam siebie kiedy przyjaciel już odbiegł i zabrał w łapska wianek, chociaż wszedł przez to również na tereny Rzeki, ale hej - dosłownie na uderzenie serca i przysiadł czekając na Jaśmina. Z jego wiankiem. Hmm… tylko o co chodziło?
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Oh nie spodziewał się, że jego drobny komentarz doprowadzi do aż takiego śmiechu. Aż Jaśminek przyłączył się ze swoim cichym chichotem. Nie planował aż tak rozśmieszyć kolegi, ale to dobrze, lepsze to niż gadanie o ranieniu się i walce!
Oj wyczytał go bardzo dobrze, a to, że bardzo lubił kwiatki było niedopowiedzeniem. Łaciatek skinął w odpowiedzi głową, wypuszczając przy tym krótkie, choć radosne mhm. Poza tym, hm, miał rację. Jaśminek lubił słuchać innych, bardziej niż samemu gadać... A szczególnie gdy w ich głosie było słychać pozytywne emocje. Ale nie wiedział, że Korzeń też tak uważał, aż do teraz.
Dalej nastąpił chaos. Kocurek zbierał kwiatki próbując wymyślić co ma w ogóle powiedzieć, czy zrobić jak wróci do Korzenia... A co gorsza niebieski w ogóle nie złapał, o co chodzi!!! Jakby to Jaśmin bez powodu zaczął wariować i Wichrzak nie przyłożył do tego swojej łapy. Oh Gwiezdni, jak łaciatka przerażała rzeka, to teraz wizja utopienia się w niej ze wstydu nie brzmiała tak źle. Ale no, y, nie mógł. Obiecał już jednemu przystojniakowi, że nauczy go jak się plecie kwiatki. A skoro o nich mowa, po chwili Jaśminek zebrał raczej wystarczający bukiet i z pełnym pyskiem kwiatów o sztywnych łapach wrócił do przyjaciela. Dopiero teraz przypomniał sobie, jak gorzkie są te łodygi Fuj. Z lekko skrzywioną miną postawił bukiet przed nim. Mlasnął cicho kilka razy próbując pozbyć się tego okropnego smaku i dając sobie chwilkę, by przygotować się na to co chciał powiedzieć. Jakby cały świat w tym momencie był przeciwko Jaśminkowi. Finalnie spróbował zmazać grymas z łaciatej mordki, ale nie odważył się podnieść swojej głowy. - Tak, jesteś aż tak przystojny - sprostował dość cicho. Nie wierzył, że to powiedział. W jego głowie jakoś brzmiało to y, lepiej? Mniej dziwnie? Aż odchrząknął, szybko, zmiana tematu!! - Yy, nie wiem, czy tyle kwiatków starczy, pewnie nie, ale możemy poszukać później więcej. I ten, próbuj nie przegryźć łodygi, jest dość gorzka. I uważaj na ich końcówki, sok ciężko zmyć z futra. Mogłem pomyśleć o jakichś mniej brudzących kwiatkach, kurcze. Euh, trudno, to jak, gotowy? - mówił dość szybko, na samym końcu na krótki moment spoglądając w pomarańczowe oczy wojownika. Sam sobie pobrudził łapki i trochę pysk podczas zbierania mleczy, ale oh cóż, miał większe zmartwienia teraz.
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Czekał tak już dłuższą chwilę przyglądając się co chwila Jaśminowi i wiankowi, który aktualnie trzymał w łapach powoli starając się zrozumieć jak się to plecie, ale też… no nie chciał spuszczać wzroku z jednego takiego co jakoś dziwnie uciekł od niego. Nie bardzo rozumiał co się wydarzyło, ale hm… zawsze będzie mógł zapytać? Bo skoro zrobił coś co tak spłoszyło rzeczniaka to raczej nie powinien tego robić ponownie? Przygotowywał więc w głowie powoli pytania, które mógłby zadać i dowiedzieć się co takiego zrobił, ale jakoś też chyba wolał iść na żywioł. Łatwiej? Raczej. W końcu zbieranie się do czegoś powodowało stres… a po co mu to teraz?
Bukiet mleczy wyglądał potężnie, ale też może zebrane zostało parę dodatkowych kwiatów jakby zepsuł coś po drodze? Miało to sens, ale musiał przyznać, że widok Jaśmina z tyloma kwiatami był dosyć zabawny, dlatego uśmiechnął się delikatnie… łaciata mordka zaś była wykrzywiona w grymasie i Korzeń jakoś nie rozumiał jeszcze czemu, ale tak drogą dedukcji zastanawiał się czy to nie był po prostu posmak mleczy.
– Cze- – Przerwał w połowie, bo oba pytanie które chciał zadać nagle wyleciały mu z głowy po tym jednym konkretnym stwierdzeniu łaciatego. Och…? Och? Och…??? Chyba ostatnie czego się spodziewał to usłyszeć to od kogoś, ale zarazem było to… no miłe po prostu. Przyjął komplement, ale w środku aż zagrzał się od nieśmiałości, która nagle w niego wstąpiła. Nawet jakoś bardzo nie wsłuchał się w resztę wypowiedzi. O czym to? – Dziękuję – odpowiedział spokojnie, chociaż głos mu się trochę zatrząsł przy ostatniej literce na co jedynie odchrząknął. – A to Twoje – powiedział ze stłumionym śmiechem pokazując na wianek, który chciał założyć kocurowi na głowę, ale też nie chciał przekraczać granicy (raczej granicy Jaśmina, niżeli rzecznej), dlatego poczekał na jakieś potwierdzenie, że może mu to założyć na głowę skoro trzymał już go w łapach.
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Czy Korzeń w ogóle go słuchał? Cóż, Jaśmin był częściowo myślami gdzie indziej, więc nawet nie zwrócił uwagi na to, czy niebieski wyraził swoją gotowość, czy nie. Po prostu zaakceptował, że tak, jest gotowy. Nie wyłapał też drobnej zmiany w głosie długowłosego, a dopiero po dobrych dwóch uderzeniach serca wpatrywania się w wianek w ogóle załapał, o co chodzi. Kiedy on go zgubił?? Chciał odruchowo zgarnąć go łapą, ale tylko zdążył lekko drygnąć, zanim ogarnął, że ten był za wysoko by go komfortowo sięgnąć. Mógł po prostu wziąć go w zęby i odłożyć, ale hm, czuł się odrobinkę lepiej z nim na głowie, więęc po prostu lekko pochylił głowę i spróbował zgarnąć wianek tak, by wylądował w tym samym miejscu co wcześniej. Oczywiście licząc przy tym, na drobną pomoc ze strony przyjaciela. - Dzięki - odpowiedział speszony, poprawiając łapką swoją koronę. Dalej patrzył gdzieś pod siebie, zamiast w oczy wichrzaka.
Co oni? A no tak, mogą zacząć pleść!! Jaśminek przysunął trochę bliżej bukiet, by ten znalazł się równo na granicy. Jeśli wyjdzie łapką o trochę, to raczej nie złamie kodeksu...? Mogliby w sumie przejść się do Czterech Dębów, ale w głowie Łaciatka panował zbyt wielki chaos, by wpaść na taki pomysł. Na razie się skupił na tym co mieli zrobić, a by pokazać co i jak zgarnął dwa kwiatki dla siebie. - Więc em, weź dwa mlecze, ułóż je tak na sobie i ee... Zegnij tak pod pierwszym mleczem i tak nad drugim - wyjaśnił, samemu zaczynając pierwszy splot, pomagając sobie trochę pazurem. Na ułamek uderzenia serca spojrzał na pysk niebieskiego, sprawdzając czy ten na pewno patrzy i słucha, wracając po tym do patrzenia na swoje i jego łapy. Gwiezdni, tyle razy to robił, a teraz czuł się jakby nic nie potrafił... - I po prostu tak trzeba każdy kolejny. Położyć na górze, zgiąć łodygę, wepchnąć pod resztę i zgiąć jeszcze raz. Nic skomplikowanego - a przynajmniej dla niego. Czy on nie pokazał tego wszystkiego za szybko?? Eugh, trudno, zaraz zobaczy co Korzeń zrobi i najwyżej nakieruje czy coś.
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Zgoda przyszła po chwili, Jaśmin pochylił się lekko i ewidentnie na tyle, że wichrzak bez problemu delikatnie położył mu wianek na głowie, a podziękowanie skwitował uśmiechem, susząc przy tym ząbki. Brakowało mu takich interakcji, niewinnych i przyjaznych. Orion oczywiście też potrafił taki być, ale jednak to była inna dynamika, nie znaczyło to, że nie doceniał ich przyjaźni.
– Dobra, spróbuję – zadeklarował pewny siebie, przyglądając się uważnie też co robił rzeczniak ze swoimi łapami i jak manewrował tymi łodygami… ale coś mu nie grało i co chwila robiły się supełki, więc brał inne kwiatki, potem nagle odgrywał główki kwiatów na co grymasił się niezadowolony. – Wiesz co, chyba nie bardzo mi idzie – stwierdził z westchnieniem, ale nie odrywał wzroku od tego co już próbował zrobić. Tak coś przeczuwał, że był niezdarny w taki sposób, jasne wejdzie na drzewo, upoluje zwierzynę, ale zrobienie wianka? Oj Gwiezdni.
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Jaśminek patrzył uważnie, jak kocur manewruje kwiatkami... Gwiezdni, jego łapy były wielkie. Znaczy, może nie jakieś nienormalnie gigantyczne, tylko proporcjonalne do rozmiarów Korzenia, ale wciąż były zdecydowanie większe niż te Jaśminka... Nie dziwne, że szło mu tak um, ciężko. Siły też miał w nich sporo, patrząc na to, z jaką łatwością odrywał główki kwiatków... Łaciatek powędrował na chwilkę wyżej wzrokiem. No mięśnie to zdecydowanie posiadał. Przeciwieństwo drobnych łapek Jaśminka i okrągłego brzucha... Ugh aż mu się wstyd zrobiło.
Tak odbiegł myślami, że aż się wzdrygnął słysząc jego głos. - Em, spokojnie, każdy gdzieś zaczynał. Mi na przykład szło o wiele gorzej. Jak skończą się kwiaty, to można zawsze zerwać więcej, więc nie martw się - uśmiechnął się, spoglądając już na trochę dłużej w oczy kocura. Dalej czuł się niesamowicie speszony, ale powoli się uspokajał.
Gwiezdni, tylko, um, jak wyjaśnić Korzeniowi co robi źle...? Yyy, wpadł na dość głupi pomysł, może przez to odrobinkę przekroczy klanową granicę, aleee - E, em, pozwól, że... - no i wyciągnął z niepewnie swoją łapkę by ostrożnie, ledwo położyć ją na tej niebieskiego. Poczekał dwa uderzenia serca na jakąś reakcję? Może niemą zgodę? A gdy żaden sprzeciw nie wypadł z mordki Korzenia, Jaśminek powoli popchnął ją w kierunku kwiatów, by delikatnie poprawić ruchy wojownika w następnych splotach - Musisz tak zrobić... A później tak... Ostrożnie i delikatnie - rzucił, a gdy tylko skończył ze swoim wtrąceniem, zabrał łapę, patrząc na wianek i czekając, aż Korzeń kontynuuje już sam.
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Kolejny dzień, kolejny patrol. Nie czuł się w porządku. Umarł Cis, zostawił Poetę samego i... i był pewien, że on to zrozumie, że Patyk ma swoje obowiązki, ale mimo to, sumienie go gryzło bardziej niż jak powinno. Włóczył się nieco dalej za patrolem, jedynie raz na jakiś czas spoglądając czy nie stracił już znajomych z Klanu. Gdy ci uznali, że pora na polowanie, Patyk kulturalnie zszedł im z drogi, by nie płoszyć zwierzyny. Sam nie chciał polować - i tego robić nie będzie - bo chyba nie wybaczyłby sobie, gdyby teraz i on umarł, a Poeta zostałby z nikim. Miast tego, teraz wałęsał się nieopodal granicy, ze wzrokiem wbitym we własne łapy.
[wyderka!]
MY HEADisfilledwithPARASITES ✧Black holesCOVER UPmy eyes✧ I dream of youalmostEVERY NIGHT HopefullyI WONT WAKE UPthis time
Wyciągnięta szylkretka o intensywnie żółtych ślepiach. » Kanciasty pysk zdobią intensywnie żółte oczy i czarny nos; spośród wszystkich wibrysów uwagę przykuwają dwa, białe. Całe jej ciało pokrywa krótka, czarna sierść z rudymi przebłyskami; największa plamka znajduje się na klatce, a równie duża, acz podłużna – z tyłu przedniej łapy. Futerko na jej piersi bez zmian chaotycznie sterczy we wszystkie strony, ale jest znacznie ładniejsze, przyjemniejsze w dotyku. Nie jest szczególnym czyścioszkiem, stąd często można zobaczyć ją paradującą z wplątanymi w kłaki listkami, na które nawet nie zwróciła uwagi. Życie w Klanie zauważalnie przysłużyło się Wyderce, która oczywiście pozostała wysoka, ale przybrała nieco na wadze. Jej nieproporcjonalnie długie, acz coraz bardziej umięśnione łapy kończą łaciate poduszeczki – przede wszystkim różowe, jednak z czarnymi plamkami. Szczupłe, atletyczne ciało kończy cienki ogon, przypominający bicz.
Uparta gaduła pozbawiona cennych hamulców. » Pogodna i wesoła, skora do żartów i żądna przygód. Z przyjemnością dowiaduje się nowych rzeczy, chociaż przyswajanie suchych formułek sprawia jej niemały kłopot. Wbrew pozorom często rusza swoją pstrokatą głową, wiele rozumie, a jeżeli nie – to zadaje dużo pytań, żeby jednak zrozumieć. Dalej ceni sobie towarzystwo innych kotów, chociaż coraz częściej potrzebuje chwili na oddech. Jest bardzo rozmowna, niekiedy przytłaczając swoją gadką drugą stronę; zdarza się również, iż palnie coś głupiego i nawet nie zwróci na to uwagi. Nie do końca rozumie, kiedy powinna ugryźć się w język, zwłaszcza jeżeli mowa o (bezsensownych) psotach, których nie potrafi sobie odmówić. Bez problemu stawia na swoim – wydaje się być wręcz nierozsądnie nieustraszona, kierowana wrodzonym uporem i niechęcią do zmiany zdania. Ma silną potrzebę bliskości, boi się straty.
Nagietkowy Prześwit [KRz], Węgielek [KRz] i in.
Wyderka znalazła się na granicy w podobnych okolicznościach co Rzeczniak – tego dnia wyruszyła na patrol ze Słonecznym Brzegiem, który po jakimś czasie zadecydował, iż czas coś upolować. Zadziwiająco szybko złapała aż dwie piszczki, tak więc z lekkim sercem uznała, że da wojownikowi nieco więcej czasu (bo na pewno nie powodziło mu się tak dobrze jak jej!), a sama zajmie się czymś innym – tym czarnym kocurem, co przykuł jej uwagę smętną posturą. — Wracasz z pogrzebu, że masz taki zwieszony nos? — spytała zaczepnie i bez pomyślunku, a jej pyszczek ozdobił szeroki uśmiech.
⋆・゚𓂃✧・゚*
well she got her mommy's car seems she forgot all about the library like she told her old woman now
and with the radio blasting goes cruising just as fast as she can now and she'll have fun fun fun
*𓂃❇・゚‧₊✧
Zamrugał dwa razy, gdy usłyszał pytanie. Chwilę opatulał nieznajomą wzrokiem, a potem skrzywił się pod nosem, głowę przesuwając na bok. Niezręcznie się zrobiło. - Właściwie to tak... - nie kłamał; może i oficjalny pogrzeb się skończył, ale ciągnące się za nim emocje trwały nadal i wciąż. Bardzo poetyckie podejście, ale... ale czemu miałby tak nie myśleć? Po pogrzebie było chyba tylko gorzej, niż jak w trakcie... I zamilkł, bo nie wiedział co ma teraz powiedzieć. Zależy, co ona powie jemu!
MY HEADisfilledwithPARASITES ✧Black holesCOVER UPmy eyes✧ I dream of youalmostEVERY NIGHT HopefullyI WONT WAKE UPthis time