Póki mówił on, udawało mu się trzymać emocje na wodzy, czuł, że ma je pod kontrolą. Kiedy oddał jej głos, nerwowość raptownie wróciła i kolejne uderzenia serca ciszy miały okazać się istną torturą.
Później było niewiele lepiej. Nie potrafił zignorować bolesnego ukłucia, gdy Roziskrzona Gwiazda, tłumacząc mu swoje tory myślowe, zasugerowała, jakoby wszystko mu się pomieszało. Bo przecież zarówno wtedy, jak i obecnie, był pewien swoich uczuć. Bolała go myśl, że mogła myśleć — czy to tamtego dnia, czy, o zgrozo, od tamtej pory aż po dziś dzień — iż w jego oczach, w jakiś pokrętny sposób, stanowiła jedynie element potrzebny do sklejenia wiarygodnego obrazu spełnionego marzenia; obrazu, którym mógł się mamić, ale który nigdy nie oddawałby rzeczywistości. Zgarbił się nieco, czując się... brudno. Obrzydliwie. Ostatnie, czego teraz chciał, to koncentrować się na sobie (znów tylko na sobie), dlatego próbował szybko odpędzić od siebie emocje oraz chęć przejścia do rozwlekłych tłumaczeń. A może właśnie powinien się wytłumaczyć? Nie miał pojęcia, na ile zdałoby się wałkowanie tematu z jego strony, dotychczas próby otwartości raczej okazywały się co najwyżej przytłaczające. Chyba powiedział już wystarczająco.
— Gdyby sprawy miały się tak, jak mówisz, przede wszystkim nie byłoby kociąt, od których wyszło nieporozumienie. W ogóle nie pojawiłyby się na świecie — mruknął z podszytym lekką goryczą rozbawieniem. Westchnął. Nie spodobało mu się, co wyszło z jego pyska. Po co w ogóle to powiedział? Właśnie po to powstrzymał się przed wybuchem niekonstruktywnej paplaniny?
Na moment przymknął oczy.
— Rozczarowałbym się, w porządku — zaczął jeszcze raz, ze spokojem, powoli uchylając powieki i koncentrując spojrzenie centralnie na dwukolorowych oczach. Już bez unikania. — Nie chodzi tylko o to, prawda? Mówisz o Mętnej Łapie, albo o kociętach, albo o przeszkodach... Ale nigdy nie powiedziałaś, co tak naprawdę czujesz. Co myślisz. Jestem już dużym kotem, nie musisz się o mnie martwić, poradzę sobie z odrzuceniem. Nawet podwójnym — zakończył miękko i uśmiechnął się, by dać jej znać, że mówił to w luźnym tonie. Naprawdę żadnych powodów do obaw. Raz już przez to przeszli, racja? — A chyba żyłoby mi się lepiej, gdybym usłyszał wprost, co o mnie myślisz. Nawet jeśli byłoby to: jesteś skończonym fajtłapą, staruchem, i do tego śmierdzisz rybą. Marny materiał na partnera, ale możemy się przyjaźnić. Lepsze to, niż... Cokolwiek, co było do tej pory. Jakby wieczna pogoń za własnym ogonem; widzę go, wiem, czym jest, niby zawsze na wyciągnięcie szczęk, a jednak pozostaje nieuchwytny. Muszę zgadywać, jak byłoby go poczuć.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Położyła po sobie uszy w reakcji na pierwszą uwagę. To w jaki sposób wybrzmiała. Chociaż zapytana, Roziskrzona Gwiazda nie potrafiłaby wyjaśnić dlaczego. Czy zrobiło jej się głupio, że tak głupio rzuciła, bo Łabędź faktycznie miał rację i nie znaleźliby się w obecnej sytuacji, gdyby jej teoria odzwierciedlała rzeczywistość? Czy ta wyczuwalna gorycz była iskierką zdolną rozniecić irytację w burej? Bo przecież nie gadała jak potłuczona, w tym prawdziwym, nieidealizowanym świecie jej kolejność wydarzeń miała jak najbardziej prawo bytu. Najpierw kocięta. Potem iluzja głębszych uczuć. Ale może jednak raniła swoimi teoriami – krótko mówiąc, za prostym przyklejeniem uszu do czaszki kryło się kilka sprzecznych przyczyn.
Już otwierała pysk by się odezwać, ale w porę zrezygnowała, odwracając lekko łeb w bok. Mieli porozmawiać, oczyścić atmosferę. Nie wbijać sobie igiełki między opuszki. A jej kolejny komentarz z pewnością nie służyłby niczemu więcej niż zranieniu przyjaciela. Szczególnie jeśli wierzył w swoje uczucia. Że pojawiły się wcześniej niż obrazek rodziny. Chociaż... nie wiedziała nawet czy to nie gorzej. Jeśli wtedy by coś powiedział... Jeśli to wszystko inaczej by się zaczęło...
Ucięła te myśli, w przeszłość się nie cofną. Zresztą nie chciała nawet przed samą sobą rozpatrywać rzeczywistości, w której nie pojawiły się kocięta. Obawiała się, że jak wszystkie alternatywne drogi, okazałaby się lepsza. A lista kotów, którym nie potrafiła spojrzeć w pysk i tak była już za długa, nie mogła dopisywać do niej jeszcze kijanek przez durne myśli.
I gdyby jej uszy nie leżały płasko od paru chwil, to teraz z pewnością znalazłyby sposób żeby się schować pod czaszką. Miała tam co najwyżej dwie szare komórki, więc spokojnie by się zmieściły.
– Przestań, to nie tak. – poprosiła. Wydawało jej się, że odrobinę zbyt stanowczo. Jednocześnie dałaby sobie łapę odgryźć, że jej głos ledwo wybrzmiał. Odchrząknęła. – Nic nie wspominałam o swoich uczuciach, bo nie są w tym momencie istotne. Jest dużo... bardzo dużo innych rzeczy do rozważenia najpierw. Ważniejszych. Nie będzie żadnego pożytku z wrzucania w to wszystko jeszcze co ja czuję.
To nie tak, ale nadal nie powiedziała jak. Nie pisnęła słówkiem, jak ona to wszystko widziała. Ostatnie księżyce, które poświęcili na odgradzanie tematu gęstymi krzewami, zapewniły go, że nie potrzebował tego od niej usłyszeć. Że wystarczało mu, czego się dowiedział i co zdołał sobie wydedukować. Rozgrzebanie wszystkiego na nowo rozbudziło w nim wręcz desperacką potrzebę otrzymania konkretnej odpowiedzi; zorientował się, że właśnie tutaj leżał jego problem z ich obecną relacją. I uświadomiło mu to, ku jego przerażeniu, że bez naprostowania tej kwestii wyjście z patowej sytuacji może okazać się niemożliwe. Nadal będą uskuteczniać ten taniec wokół błędnego koła niedopowiedzeń.
Nie było to odkrycie, jakiego chciał dokonać, bez dwóch zdań. Jego ciężar usiadł mu na sercu i naciskał na żołądek, przy czym nabierał na masie, im dłużej Łabędź patrzył na przyklejone do czaszki uszy Roziskrzonej Gwiazdy. Tracił nadzieję, że z tej rozmowy wyniknie cokolwiek dobrego.
Jednak na odwrót było za późno, identycznie co obieg pór wcześniej.
— Jak to nie są ważne? Co może być ważniejszego? — jęknął nieszczęśliwie. Tyle by było z utrzymywania fasady spokoju. — Jak mamy cokolwiek omówić bez tego?
Czy nie tego chciała? Cofnięcia się do początku i przejścia przez całą sprawę raz jeszcze?
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
I kolejna fala sprzecznych uczuć. Miała ochotę zgnieść tego nieszczęśliwego ślimaka, usłyszeć chrupnięcie skorupki pod swoimi opuszkami. Miała ochotę przenieść go z dala od głównych szlaków komunikacyjnych, żeby nic mu się przypadkiem nie stało. Czemu Łabędź brzmiał aż tak? Niczego nie ułatwiał Wichrzaczce, która starała się wczepić pazurami w logikę i nie puszczać. Nie ryzykować, że wpadnie w ten bezdenny dół emocji i reszty tego mułu.
– Da się omówić. Tak nawet należy. – powtórzyła uparcie, zamykając oczy. Na niewiele jej się to zdało, błękitne spojrzenie chyba już na stałe wypaliło jej się pod powiekami. Wzięła głębszy wdech i wypuszczając powietrze nosem odwróciła lekko głowę. Nie śpieszyła się z odpowiedzią, starała się dobrać odpowiednie słowa, tak żeby Łabędź miał szansę zrozumieć, że milczeniem wyświadczała mu przysługę. Odpowiednie słowa jednak nie chciały przyjść. Chyba nigdy nie przepadały za burą. – Uhh... chodzi o to, że. To tylko utrudni sprawę, rozumiesz? Trzeba do tematu podejść racjonalnie. A obawiam się, że hm, moje uczucia, hmm... znajomość ich może ci zaburzyć racjonalny osąd. Dlatego lepiej byłoby je pominąć. Przy szukaniu rozwiązania.
Ta rozmowa była w odbiorze Łabędzia istną sinusoidą. Zarówno pod kątem poszczególnych emocji, których spadków i wzniesień doświadczał, jak intelektualnym. Obecnie znalazł się w momencie, w którym rozumiał coraz mniej, i jak przez ulotne uderzenia serca odnosił wrażenie, że być może do czegoś powoli dochodzili, tak od dłuższej chwili mógł jedynie tęsknie patrzeć za odchodzącą nadzieją.
Błądził poszukującym spojrzeniem po jej mordce, jednak zamknięte oczy Wichrzaczki utrudniały odnalezienie sensu w wypowiadanych przez nią słowach. O ile cokolwiek było w stanie go na ten sens nakierować.
— To... jak to sobie wyobrażałaś? — spytał cicho, zwieszając głowę i patrząc na swoje łapy. — Powiedziałaś, że musimy porozmawiać. O moim wyznaniu. Znowu. Wiesz już... wszystko, tak sądzę. Powiedziałem ci wszystko. A ja... nadal nie wiem nic. Chyba nawet wiem mniej niż wcześniej. Co dalej? Jak chcesz teraz podejść do tematu? — Racjonalnie? Co to w ogóle znaczyło? — Masz już jakiś pomysł na rozwiązanie? Bo jak dla mnie sytuacja nie zmieniła się od tego, na czym ją wtedy zostawiliśmy. Dlaczego moje otwieranie się i powtarzanie tego samego ma pomóc, a twoje uczucia zaburzą mój racjonalny osąd? To... trochę niesprawiedliwe, nie uważasz? Przepraszam, jeśli nigdy nie chciałaś usłyszeć o tym, co do ciebie czuję. Stało się, źle oceniłem sytuację, nic już na to nie poradzę. Ale nie jestem niespełna rozumu. Nie zwariowałem. To tylko uczucia. Nie traktuj mnie, proszę, jak irracjonalnego młodziaka. To boli.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Inaczej. Nie tak. Wyobrażała sobie, że usiądą do tej rozmowy, powtórzą jeszcze raz wszystkie posiadane informacje. Że się nad nimi wspólnie zastanowią, zauważą jakiś szczegół, który wcześniej im umknął i od razu uda się naprawić wszystko. To chyba nie było zbyt wiele... to były racjonalne oczekiwania.
– Nie wiem. – mruknęła, zamiast tego, pod nosem. I może nawet powiedziałaby coś jeszcze, bo zastanawiała się przecież właśnie co dalej. Czy mimo wszystko, da się znaleźć jakieś rozwiązanie. Czy może jednak rozmowa nie była aż tak na marne, jak by można na pierwszy rzut oka przypuszczać. Ale Łabędź mówił dalej. I w dodatku mówił rzeczy, które wiedziała aż za dobrze. Albo zadawał pytania, na które nie miała odpowiedzi. I mówił, przede wszystkim, dużo. Aż słowa przestały byś słowami i zmieniły się jedynie w nieznośny szum, który sprawiał, że końcówka burej kity podrygiwała coraz gwałtowniej. Iskra dalej wypatrywała czegoś po prawej. I dalej tego nie znalazła, gdy się odezwała.
– Masz rację. Nie chciałam o tym słyszeć. – przyznała. Głos jej nie drżał, tak jej się wydawało, to bardzo dobrze. Bo przynajmniej jedno z nich tu powinno być stabilnym dorosłym. Wielka szkoda, że ta rola przypadła akurat jej. – Nie wydaje mi się żeby to było aż tak niesprawiedliwe. Ja potrafiłam trzymać język za zębami, w przeciwieństwie do ciebie. Wybacz więc, że teraz nie do końca wierzę, że jak usłyszysz, że to nie tak, że ciebie nie kocham, to dasz radę odłożyć uczucia na bok i skupimy się na szukaniu jakiegoś rozwiązania, wiesz? Ale proszę bardzo, skoro uważasz, że sobie z tym poradzisz, że to niezbędne, to jasne. Też ciebie kocham. Proszę bardzo. Zadowolony? Jakieś pomysły, rozwiązania?
Nie spodziewała się ani pół sensownej myśli ze strony Łabędzia, ale jasne, skoro chciał przez to przechodzić w ten sposób.
Oklapł jak balonik, z którego uszło powietrze, i wydał z siebie westchnienie, pozbywając się resztek. Nie wiedziała. Końcówka jej ogona podrygiwała gorączkowo. Ze złości? Chciała, by się zamknął? Kiedy ich rozmowa pokojowa zmieniła się w to?
Przyznanie, że jego wyznanie nie było jej na łapę i najchętniej by go nie usłyszała, w zasadzie odpowiadało na jego pytania odnośnie postawy Roziskrzonej Gwiazdy. Bynajmniej niczego nie ułatwiało, jeśli bura zamierzała uparcie stać przy niedzieleniu się swoją perspektywą, ale... Też ciebie kocham.
Gorąc momentalnie zalał jego ciało, skupiając się głównie na puchatych policzkach. Gdyby mógł, zacząłby wachlować się łapami, byle pozbyć się tego uczucia możliwie jak najprędzej. Ochłonąć, zanim znowu zostanie potraktowany prysznicem lodowatej wody i dozna szoku temperaturowego. Kocha go, ponieważ są przyjaciółmi, i dlatego ciężko jej prowadzić tę rozmowę. Kocha go, bo tak się złożyło, że zostali rodziną i w pewien pokrętny sposób zaskarbił sobie miejsce w jej sercu, ale niech nie wyobraża sobie zbyt wiele. Czy cokolwiek w tym guście. Dlaczego Roziskrzona Gwiazda tak nierozważnie operowała słowami? I dlaczego dawał im szarpać sobą jak maleńkim listkiem na wietrze?
— Słucham...? — wydusił z siebie. Nie sądził, że źle usłyszał, jednak nie wątpił, że... — Nie rozumiem. Nic z tego nie rozumiem.
okrągła, ruda, długowłosa | tygrysie pręgi | białe paluszki tylnych łap | bursztynowe oczy | wywinięte do tyłu uszy
nieśmiała. do rany przyłóż. lubi się przytulać. chyba nie wie że istnieje i nie uformowała jeszcze swojej pierwszej myśli. głupiutka, naiwna, empatyczna, łatwo się emocjonuje i rozprasza
Podróże i wilgoć nie były jej obce, a siedzenie w obozie Klanu Wichru było przytłaczające. Czuła się czasami jak zwierzyna w potrzasku i choć treningi z Sosnowym Szmerem jako tako pomagały zapewnić Pszczółce jakiś dodatkowy ruch i mentalną stymulację której po prostu nie potrafiła osiągnąć w obozie, nawet spędzając miło czas z innymi kotami, tak ciągnęło ją do spacerów... dalej.
Szła tam, gdzie ją prowadziły łapy, nie przejmując się zbytnio potencjalnymi konsekwencjami. Jeszcze jako kocię podróżowała z miejsca na miejsce, przed znalezieniem się w Klanie Wichru widziała kawał świata, i... owszem, była wtedy pod pieczą dwójki dorosłych, ale teraz nie była już maleńkim kocięciem, i zresztą- wcale nie szła tak daleko.
Wilgoć nie była jej obca i choć nie była jej fanem, do tego miejsca przywiódł ją koncert żab. Był wieczór, choć dalej było widno, słońce dopiero chyliło się ku linii horyzontu, a ruda córka Źdźbło była na tyle zaintrygowana tym miejscem na które natrafiła, że przemogła się i przebrnęła przez grząskie błoto aby znaleźć się bliżej kamienistego brzegu, aby podziwiać mokre, lśniące pięknie w szkarłatnych promieniach kamyczki i obserwować każdy, nawet najmniejszy ruch na tafli wody licząc, że jest to żaba.
Zapomniała, na ten moment, o stresie związanym z tamtą ceremonią, nową rangą, obowiązkami, imieniem. Tylko ona, piękne kamyczki i wspaniały koncert żab i ropuch.
pieczareczka
wszystkimmannapadaznieba,ludziemającopotrzeba:darmoświatło,gazilokaje,śpiąodranadowieczora,czasemdrepcządokościołainocązmęczeniśpiewają-"światniejesttakizły,światniejestwcalemdły,niech no tylko zakwitną jabłonie"
Czarny point z białym prawym uchem, gwiazdką na czole, prawą przednią łapą, paluszkiem na lewej tylnej oraz końcówką ogona. Ma duże, złote oczy.
Patrzy na świat z wielkimi oczami szukając zrozumienia.
Polna Łapa, Rosiczka| Pochmurny Sen et co.
Pieczarka czuła się jakby wróciła nie z choroby ale z obcego świata. Minęło tak niewiele czasu od kiedy znowu zawitała w obozie Klanu Rzeki a rzeczy nie pozwalały jej się do nowego życia przyzwyczaić. Ciągle coś było nie tak. Czuła się rozbita i zgubiona. Czuła się jakby stała w błocie, gdziekolwiek nie zrobiła krok to łapy jej się rozjeżdżały.
Nie była kotem który naturalnie lgnie do spacerów, ale nie była już w stanie wytrzymać w obozie. Potrzebowała coś zmienić w swoim życiu. Być może spacery były dobrym krokiem ku temu.
Szła przez tereny Klanu Rzeki jakby szła nimi pierwszy raz w życiu. Wszystko było zielone, soczyste w świetle zachodzącego słońca. Złocista poświata która towarzyszyła temu życiu zdawała się nierealna. Pieczarka nie była pewna czy aby na pewno nie jest to po prostu spokojny sen który wkrótce przemieni się w koszmar.
Nie była pewna dlaczego skierowała się ku miejscu z którego dochodził śpiew żab. Być może było coś hipnotyzującego w rytmicznym kumkaniu. Być może po prostu chciała ich posłuchać. Nie dało się jednak zaprzeczyć, że w końcu dotarła do tego punktu zwanego Żabim Schronieniem, a w nim spostrzegła kotkę. Kotkę która pachnęła Wichrem, nieznajomą, młodą, być może przyjazną? Pieczarka nie umiała nawiązywać znajomości. Być może to był czas by się tego nauczyć.
- Dobry wieczór - przywitała się podchodząc do kotki trochę bliżej. Nie była pewna swoich decyzji, ale na tym etapie nie mogła być pewna niczego w swoim życiu.
okrągła, ruda, długowłosa | tygrysie pręgi | białe paluszki tylnych łap | bursztynowe oczy | wywinięte do tyłu uszy
nieśmiała. do rany przyłóż. lubi się przytulać. chyba nie wie że istnieje i nie uformowała jeszcze swojej pierwszej myśli. głupiutka, naiwna, empatyczna, łatwo się emocjonuje i rozprasza
Pszczółka chciała wierzyć, że potrafi nawiązywać znajomości. Chciała to potrafić, bo po prostu lubiła, wbrew pozorom, towarzystwo innych kotów. To nie koty w obozie Klanu Wichru były problemem, to sam Wicher był problemem, sam dziwny system rang, hierarchia, ilość obowiązków, to było sprzeczne z tym, co dotychczas Pszczółka znała i chyba... nie chciała się tego uczyć. Tych norm społecznych narzuconych przez życie w Klanie.
Ale chciała umieć nawiązywać znajomości, nawet z obcymi, tak też gdy w końcu została wyrwana z transu w jakim była, oczarowana żabim śpiewem, uznała pojawienie się czarno-białej kotki za jakiś znak. Okazję na przetestowanie tych umiejętności nawiązywania znajomości, czy coś takiego. Pszczela główka uniosła się wysoko, prezentując lepiej zakręcone uszy i wielkie, bursztynowe ślepia które wlepiła w czarny pyszczek, a konkretniej białą gwiazdę pomiędzy brwiami obcej osoby. - O, dobry wieczór - przywitała się, nieco nieśmiało, z opóźnieniem, ale z uśmiechem na mordce.
- Jesteś... - były inne Klany, poza Wichrem. Nie wiedziała jednak ile i jakie bo po prostu, prawdę mówiąc, nie była w stanie się skupić gdy ktoś kiedyś jej o tym opowiadał. - z innego Klanu, tak? - na pewno nie z Wichru. Pachniała zupełnie inaczej, bardziej muliście, jakby należała do rzeki na brzegu której teraz stała.
wszystkimmannapadaznieba,ludziemającopotrzeba:darmoświatło,gazilokaje,śpiąodranadowieczora,czasemdrepcządokościołainocązmęczeniśpiewają-"światniejesttakizły,światniejestwcalemdły,niech no tylko zakwitną jabłonie"
Czarny point z białym prawym uchem, gwiazdką na czole, prawą przednią łapą, paluszkiem na lewej tylnej oraz końcówką ogona. Ma duże, złote oczy.
Patrzy na świat z wielkimi oczami szukając zrozumienia.
Polna Łapa, Rosiczka| Pochmurny Sen et co.
Pieczarka zatrzepotała uchem na głos kotki. Poczuła się jakby właśnie sprowadzono ją na ziemię. To był świat realny, nie sen. Ktoś tu przed nią był i się uśmiechał. Był dość przyjacielski nawet. Pieczarka nie rozumiała, dlaczego jej się to wydawało dziwne. Przecież w Klanie Rzeki większość kotów też taka była, zwyczajnie przyjacielska. Ale w momencie gdy wychodziło to od kogoś zupełnie obcego wydawało się to być takie niesamowite.
- Tak. Z Klanu Rzeki - wyjaśniła. Po czym zatrzymała się na moment i zmarszczyła brwi. - A ty z Klanu Wichru, prawda?
Może kotka była w klanie nowa? Coś Pieczarce jednak w tym nie pasowało. Jakby jakiś puzzel na układance się nagle źle odwrócił. Ale, być może, kotka jej to zaraz wyjaśni i zaniepokojone futro na jej karku na powrót opadnie.
okrągła, ruda, długowłosa | tygrysie pręgi | białe paluszki tylnych łap | bursztynowe oczy | wywinięte do tyłu uszy
nieśmiała. do rany przyłóż. lubi się przytulać. chyba nie wie że istnieje i nie uformowała jeszcze swojej pierwszej myśli. głupiutka, naiwna, empatyczna, łatwo się emocjonuje i rozprasza
Jak dotąd Pszczółka nie spotkała się z nieprzyjaznymi kotami. Niektóre były nieco ekscentryczne, może nawet dziwne - choć niekoniecznie w złym sensie! - ale nie były nieprzyjazne czy niemiłe, więc nie miała powodów myśleć, że może być inaczej nawet z kotem z obcego klanu. Nie mogło być inaczej, prawda? Naiwne myślenie wciąż dziecinnej jednostki, nieważne jak bardzo zarzekała się, że tym dzieckiem już nie jest.
- Och, tak, z Wichru - potwierdziła, przyswajając również nazwę Klanu z którego pochodziła obca kotka. Klan Rzeki. - Jestem Pszczoła. Znaczy się, no... Pszczela Łapa, ale może być Pszczoła - wolałaby, żeby było Pszczoła. Pszczoła, Pszczółka, nie Pszczela Łapa. - Miło cię poznać, jak ty masz na imię? - wyglądała na sporo starszą. Może była już wojowniczką?
wszystkimmannapadaznieba,ludziemającopotrzeba:darmoświatło,gazilokaje,śpiąodranadowieczora,czasemdrepcządokościołainocązmęczeniśpiewają-"światniejesttakizły,światniejestwcalemdły,niech no tylko zakwitną jabłonie"
Czarny point z białym prawym uchem, gwiazdką na czole, prawą przednią łapą, paluszkiem na lewej tylnej oraz końcówką ogona. Ma duże, złote oczy.
Patrzy na świat z wielkimi oczami szukając zrozumienia.
Polna Łapa, Rosiczka| Pochmurny Sen et co.
Futro Pieczarki opadło łagodnie gdy kotka się zrelaksowała. To brzmiało jakby miała do czynienia ze świeżym terminatorem, być może po prostu kotka była młodsza niż na to wyglądało. Ale to nie był dla Pieczarki problem, mogła się zapoznawać w końcu z różnymi kotami, prawda? W końcu sama dalej była terminatorką, niezależnie od swojego wieku.
- Poczerniała Łapa. - Po chwili dodała: - Ale może być Pieczarka.
I nawet udało jej się uśmiechnąć.
Uspokojona ale i zaciekawiona Pieczarka przesunęła się parę kroków do przodu aż znalazła kamień na którym mogła usiąść. Nie miała ochoty niepotrzebnie się moczyć, więc taki drobny kamień schowany wśród traw wydawał się jej być... Bezpieczną ostoją. Nie daleko od granicy, nie daleko od kotki, ale suchy, bezpieczny, wciąż na terenach Klanu Rzeki.
- Wyszłaś... Na spacer? - zagaiła Pieczarka. Nie wiedziała jak się rozmawia, ale to był moment by się tego nauczyć.
Księżyce: 98 Mistrz: Kunie Gardło †, Muchomorowy Bór †, Rześki Zmierzch, ˙✦Wędrujące Światła˙✦ Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga † [npc] Ojciec: Płonący Liść † [npc] Rodzic: Iskra ♥ † (Roziskrzona Gwiazda) Partner: Serce oddane tylko jednej Trwałe urazy: blizna po psich zębach na grzbiecie, poniżej karku;
Wielka, wysoka i szeroka; długie rude, wręcz ogniste futro, pręgowane tygrysio z dodatkiem bieli na brodzie, piersi, brzuchu, końcówce ogona i czterech łapkach (tylko do kostek, jeden palec rudy u prawej przedniej łapy); wielkie miodowe oczy; różowy nosek; patyczki i liście w sierści to codzienność tak samo z drobinki ziemi, jedynie kwiatki wsadza w nie sama, bo lubi. Lekki krok, praktycznie bezszelestny, a mimo to z gracją.
Tonąca w żałobie, pijąca winę, obmyta w smutku, spokojna, cierpliwa, lojalna, ciekawa świata, nadal starająca się zachować radość i szczęście, rozważniejsza oraz powolna.
Przechadzałam się spokojnie po granicy w zamyśleniu, chociaż starałam się nie być kompletnie zamknięta w myślach, cały czas w jakiś sposób nasłuchując co się działo wokół mnie; czasami jednak odpływałam bardziej i nagle stałam przed Salamandrą szukając słów, by opisać jak bardzo ją przepraszam i czy jest na mnie bardzo zła. Nie byłam pewna nawet, czy byłaby zła, czy może ucieszyła się, że nic mi nie jest, ale zanim odeszłam wyczuwałam już od niej w pewnym sensie inną aurę… coś jakby roznosiło się w powietrzu i były to drobinki, których nie rozumiałam, a potem nagle zniknęłam. Och… czy dawała sobie radę?
Wilczyca
Heartswill xxxxzxxxxzx╰┈➤dream again Lungswill﴾breathe in﴿
Wash awaythesins
It'swhereitbegins
Feet won'txfail you now Arms won'txlet you down Wash awaythesins
Dość duża, ale zgrabna kotka. Sylwetkę ma szczupłą, ale o dość mocnych mięśniach i proporcjonalnych łapach. Jej długie futerko ma jasny niebiesko-srebrzysty kolor. Posiada ona także ciemny nalot na głowie, grzbiecie oraz ogonie jak również ciemniejsze pręgi na reszcie ciała, kotka jest tygrysio pręgowana. Ma ona biały pyszczek oraz pierś, białe "skarpetki" na przednich łapach sięgające jej do nadgarstków i również białe "skarpetki" na tylnych łapach sięgające do pięt. Podbrzusze samicy także jest białe z delikatniejszym i ciut krótszym włosem, niż ten na jej grzbiecie. Należy do niej także dość puchaty ogon i subtelnie zaokrąglone końcówki uszu, na których widać również sporo futerka. Gdy była kociakiem jej ślepka były barwy niebieskiej, ale już jako dorosła ma duże, błyszczące oczy w ślicznym zielonym kolorze. Jej pyszczek jest średniej długości i znajduje się na nim również taki w sam raz różowy nos.
Spokojna i łagodna kotka, która nie daje się łatwo wciągnąć w żadną kłótnię i zawsze stara się postępować właściwie. Ma w sobie wiele życzliwości oraz ciepła w stosunku do innych, stara się otaczać opieką szczególnie kocięta i słabszych od siebie. Jednocześnie jest wrażliwa, silne emocjonalnie sytuacje zarówno te negatywne jak i pozytywne mogą doprowadzać ją do łez. Nadal zdarza jej się być lekkomyślną i naiwną, czasem podejmuje decyzje, których nie przemyślała zbyt dokładnie. Jest kotką o dobrym sercu, co sprawia, że często i chętnie pomaga innym, a rodzina i przyjaciele zawsze mogą szukać u niej wsparcia. Kocha piękno otaczającej ją przyrody, zwłaszcza śpiew ptaków, kwiaty, zioła i owady, często przygląda im się z podziwem oraz fascynacją. Sama też lubi śpiewać i układa nawet własne piosenki, ale nie robi tego zbyt często. Kolekcjonuje zasuszone motyle i kwiaty, pióra ptaków, a także różnobarwne kamyki oraz muszelki.
Wyszła może nie tyle na patrol, co potrzebowała się trochę przejść i porozmyślać jako, że sporo wydarzyło się w jej życiu. Była szczęśliwa mogąc w końcu zasypiać i budzić się u boku swojego ukochanego, ale czasami zastanawiała się też co słychać u jej rodziny i przyjaciół w Gromie. Tym razem przemierzała akurat granice z Wichrem, więc kolejne spotkanie z Nurt musiało poczekać na inną okazję. Szła sobie spokojnie gdy nagle zupełnie nieoczekiwanie do jej nosa doleciał znajomy zapach. Co prawda już dość mocno przeszedł wichrową wonią, ale była pewna że należał właśnie do tej konkretnej kotki, o której akurat pomyślała. Uniosła głowę i dostrzegła przed sobą rudą pręgowaną siostrę co wywołało niemałe zaskoczenie na jej pyszczku. - Trufla! Czy to ty? – miauknęła, spoglądając na nią wielkimi oczami.
◜Whateveryoudo◝. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .⤿ I'll do it .t o o
.
《S H O W me everythingand.T E L L me how》
.
it. all.[ m e a n s ].something . . .. . . . . . . . . . . . . .. . . and yet.nothing to me
I canseethere's.[ s o . m u c h ]. to learn
.
It's all so close.andyet so far
.
Oh, I just know. there's somethingB I G G E Rout there