Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
To typ który nigdy nie mówi niczego wprost. Jest tajemniczy, małomówny, stoicko spokojny i cierpliwy. Nie ma sposobu rozszyfrowania go, a tym bardziej wyciągnięcia z niego jakiejkolwiek informacji.
Obiegi pór roku temu, gwałtowna burza przewróciła młody dąb rosnący na terenach Małego Grądu. Dwunożni albo tego nie zauważyli, albo im to nie przeszkadzało, bo martwe drzewo zostało pozostawione samemu sobie, powoli zarastając roślinnością i grzybami. Na jego boku żyją dorodne huby, a cały pień pokrywa gęsta warstwa mchu. Bliżej korzeni zdążyła nawet wyrosnąć nowa, dębowa samosiejka.
Wysoka, bardzo, kotka o pewnym siebie, a mimo to delikatnym chodzie; ciało posiada smukłe, chude, umięśnione. Futro krótkie, bure, bez białych plam, jedynie prześwity na pysku; pręgowanie dzikie – jak ona sama – sprawiające że najwięcej widzianych pręg pojawia się na ogonie, łapach i pysku. Oczy ostre, chociaż spojrzenie wesołe, kolor zieleni jest podstawą, heterochromia centralna w obu oczach przebija jednak sporo brązowego. Pysk ma długi, smukły – jak na orientala dość typowy – pomiędzy oczami jedna z pręg wyróżnia się dziwnym kształtem, wygląda jak półksiężyc obrócony "otwartą" stroną ku górze.
Ekstrawertyczka, która uczy się jak być sama w świecie, zaznajomiona ze sztuką manipulacji i iluzji, używa tego do zabawy, psot. Kocha wszystko co tajemnicze, wszystko co może być tajemnicą – kocha być tajemnicą. Rozsądek jest jej znany, ale równie bardzo kocha przygody, więc czasami najlepiej po prostu się sparzyć i złamać, niż czegoś nie przeżyć (oczywiście jakiś plan do tego jest potrzebny!). Wesoła i przede wszystkim pełna życia, pełna chęci dowiadywać się i szukać odpowiedzi.
Łapy miała ubrudzone błotem, a płuca wypełnione ciężkim, nieprzyjemnym powietrzem; było duszno, krótko mówiąc i nie było w tym nic ciekawego, ale Smuga nie miała nic przeciwko trudnym warunkom pogodowym. Ostatni dzień padało i to w takich ilościach, że droga z miasta na te tereny tutaj… była o wiele bardziej ekscytująca. Błyskawice które widziała w drodze były pięknym i przerażającym widokiem, a mimo to zasnęła nawet w pewnym momencie w jakimś obalonym drzewie z dziuplą. Miała szczęście, wyschła tam nawet!
Rozciągnęła się delikatnie i wskoczyła na obalone drzewo, czyli znowu pień! Nie było dziwne spotykać tyle przewróconych drzew, ale nadal śmiesznie, że trafiła na dwa w tak krótkim czasie! Wbiła pazurki w korę i przeciągnęła się ponownie patrząc w stronę Siedliska Koni.
Ani wielki, ani mały, taki w sam raz. Ozdabia go długie futro w srebrzystym kolorze poprzecinane czarnymi tygrysimi pręgami. Ma obecnie błękitne oczy (po wybarwieniu nabiorą koloru soczystej wiosennej zieleni z delikatnym żółtawym zabarwieniem), jest krępej, masywnej budowy, daleko mu do smukłości; właściwie przypomina odrobinę mały czołg.
Gwiazda to klasyczna cicha woda. Jest spokojnym, cichym kocięciem, ale brak w nim nieśmiałości, wręcz przeciwnie, wydaje się że nie zna strachu i taktu; wepchnie nos do legowiska samego przywódcy bez krzty refleksji, że tak nie można. Jest nieprzewidywalny, nigdy nie wiadomo co sobie pomyśli i co zrobi, trudno przewidzieć jego reakcje ze względu na wrodzoną skrytość. Rządzi nim pragmatyzm i szukanie korzyści własnej, daleko mu do altruisty czy bezinteresownej życzliwości. Wyrasta na introwertyka, który kroczy własnymi ścieżkami.
Gwiazda kontynuował swoje wychodzenie poza tereny klanu. Tego dnia wydreptał całkiem daleko, dalej niż kiedykolwiek zafascynowany dziwnymi konstrukcjami widocznymi na horyzoncie. Pokonanie rzeki nie zajęło mu dużo czasu, miał w tym wprawę. Dotarcie na miejsce zajęło mu więcej czasu niż zakładał i zastanawiał się czy zdąży wrócić na noc do obozu... Po czym stwierdził, że właściwie ani trochę go to nie obchodzi.
Przechodząc obok powalonego dębu w pierwszej chwili nie zauważył kocich, której futro doskonale maskowało się na tle pnia. Najpierw ją wyczuł, dopiero później zobaczył, gdy nos podpowiedział mu gdzie ma patrzeć.
- Siemano. Jesteś stąd? Co to za miejscówka? - spytał kiwając łbem w stronę siedliska.
Wysoka, bardzo, kotka o pewnym siebie, a mimo to delikatnym chodzie; ciało posiada smukłe, chude, umięśnione. Futro krótkie, bure, bez białych plam, jedynie prześwity na pysku; pręgowanie dzikie – jak ona sama – sprawiające że najwięcej widzianych pręg pojawia się na ogonie, łapach i pysku. Oczy ostre, chociaż spojrzenie wesołe, kolor zieleni jest podstawą, heterochromia centralna w obu oczach przebija jednak sporo brązowego. Pysk ma długi, smukły – jak na orientala dość typowy – pomiędzy oczami jedna z pręg wyróżnia się dziwnym kształtem, wygląda jak półksiężyc obrócony "otwartą" stroną ku górze.
Ekstrawertyczka, która uczy się jak być sama w świecie, zaznajomiona ze sztuką manipulacji i iluzji, używa tego do zabawy, psot. Kocha wszystko co tajemnicze, wszystko co może być tajemnicą – kocha być tajemnicą. Rozsądek jest jej znany, ale równie bardzo kocha przygody, więc czasami najlepiej po prostu się sparzyć i złamać, niż czegoś nie przeżyć (oczywiście jakiś plan do tego jest potrzebny!). Wesoła i przede wszystkim pełna życia, pełna chęci dowiadywać się i szukać odpowiedzi.
Głos! Nie zauważyła kiedy dokładnie ktoś do niej podreptał, nie skupiła się. Onyks na pewno już by ją skarciła i pokręciłą głową z zawodem, ale Smuga mimo wszystko schowała rozczarowanie matki – której nigdzie nie było – do dziupli i skupiła się na… kim?
— Pierwszy raz! Właściwie to niedawno przywędrowałam z miasta obok. — Wskazała głową w innym kierunku i zaśmiała się pod nosem. Zachowała się jak papuga! Ach! — A to tutaj? Wydaje mi się, że padok, a dalej stajnia. Pachnie końmi… i trochę śmierdzi łajnem, ciężko powiedzieć, że nie — przyznała radośnie, chociaż ekspresyjność na jej pyszczku zmieniała się z każdym wypowiedzianym słowem. — Pierwszy raz tutaj?
Ani wielki, ani mały, taki w sam raz. Ozdabia go długie futro w srebrzystym kolorze poprzecinane czarnymi tygrysimi pręgami. Ma obecnie błękitne oczy (po wybarwieniu nabiorą koloru soczystej wiosennej zieleni z delikatnym żółtawym zabarwieniem), jest krępej, masywnej budowy, daleko mu do smukłości; właściwie przypomina odrobinę mały czołg.
Gwiazda to klasyczna cicha woda. Jest spokojnym, cichym kocięciem, ale brak w nim nieśmiałości, wręcz przeciwnie, wydaje się że nie zna strachu i taktu; wepchnie nos do legowiska samego przywódcy bez krzty refleksji, że tak nie można. Jest nieprzewidywalny, nigdy nie wiadomo co sobie pomyśli i co zrobi, trudno przewidzieć jego reakcje ze względu na wrodzoną skrytość. Rządzi nim pragmatyzm i szukanie korzyści własnej, daleko mu do altruisty czy bezinteresownej życzliwości. Wyrasta na introwertyka, który kroczy własnymi ścieżkami.
Z miasta obok, gwiezdny klan wiedział co znaczyło to słowo. Gwiazda nie przyznal, że nie wiem, robił dobrą minę do złej gry i udawał, że wszystko rozumie.
- Nooo, temu nie przeczę - odparł i pokręcił teatralnie nosem. - Ale miasta śmierdzą bardziej, nie? - podpuścił ja, żeby dowiedzieć się więcej. Z jej wypowiedzi wywnioskował, że to jakieś miejsce, znając życie to jakieś stworzone przez dwunożnych, wszystko czego nie znał zazwyczaj miało z nimi związek.
- Taaak. Zwiedzam sobie, sprawdzam czy jest tu na czym oko zawiesić - mruknął, zawiesił na niej wzrok i puścił do niej figlarnie oczko. Wskoczył na pień i zaczął się rozglądać, żeby nie było, że kłamie albo przyszedł tu tylko flirtować.
Wysoka, bardzo, kotka o pewnym siebie, a mimo to delikatnym chodzie; ciało posiada smukłe, chude, umięśnione. Futro krótkie, bure, bez białych plam, jedynie prześwity na pysku; pręgowanie dzikie – jak ona sama – sprawiające że najwięcej widzianych pręg pojawia się na ogonie, łapach i pysku. Oczy ostre, chociaż spojrzenie wesołe, kolor zieleni jest podstawą, heterochromia centralna w obu oczach przebija jednak sporo brązowego. Pysk ma długi, smukły – jak na orientala dość typowy – pomiędzy oczami jedna z pręg wyróżnia się dziwnym kształtem, wygląda jak półksiężyc obrócony "otwartą" stroną ku górze.
Ekstrawertyczka, która uczy się jak być sama w świecie, zaznajomiona ze sztuką manipulacji i iluzji, używa tego do zabawy, psot. Kocha wszystko co tajemnicze, wszystko co może być tajemnicą – kocha być tajemnicą. Rozsądek jest jej znany, ale równie bardzo kocha przygody, więc czasami najlepiej po prostu się sparzyć i złamać, niż czegoś nie przeżyć (oczywiście jakiś plan do tego jest potrzebny!). Wesoła i przede wszystkim pełna życia, pełna chęci dowiadywać się i szukać odpowiedzi.
Hm, była obok blisko klanów, prawda? Tak przynajmniej kojarzyła, że gdzieś tutaj musiały się znajdować, matka by jej nie oszukała! Niemniej jednak Smuga podeszła tutaj pierwszy raz, więc nie umiała określić dokładnie odległości! Może kocur pod jej łapami był jednak zwykłym podróżnikiem, który nigdy nie był w mieście? Możliwe! Chociaż ciężkie do wyobrażenia!
— Mhmm — potwierdziła melodyjnie. — Chociaż miasta mają w sobie urok, więc można wybaczyć nieprzyjemny zapach. Da się do niego przyzwyczaić, ale tutaj jest dopiero ślicznie, wszystko wygląda tak… spokojnie i przyjemnie, delikatnie. — Wzięła głębszy wdech, rozglądając się bardziej po okolicy, nie czuła się zagrożona obecnością nieznajomego, więc dała sobie rozluźnić odrobinę. Nadal się miała jednak na baczności, Onyks jednak uczyła ją by zawsze mieć oczy dookoła głowy i nie dawać się zaskoczyć.
Flirt przyjęła z delikatnym uśmiechem, ale nie skomentowała puszczonego oczka, pochlebiało jej to jak się zachowywał, ale nie miała większych powodów żeby kontynuować tę wymianę. Miejsce obok niej jednak było puste i ostatecznie kocur wykorzystał by wskoczył obok niej, a ona mogła w końcu ocenić – jest niższy od niej, bardziej zbudowany i puszysty! Miał ładną sierść, pachniał… dość ciekawie, ale zrzuciła aktualnie winę na wszechobecną mokrość gleby i ogólnie pogodę do użyźniania ziemi!
— Widziałeś kiedyś światło nocą, które nie pochodzi od gwiazd lub księżyca? — zapytała po chwili i przysiadła wyprostowana, zerknęła na bok szukała emocji wymalowanych na pyszczku nieznajomego.
Ani wielki, ani mały, taki w sam raz. Ozdabia go długie futro w srebrzystym kolorze poprzecinane czarnymi tygrysimi pręgami. Ma obecnie błękitne oczy (po wybarwieniu nabiorą koloru soczystej wiosennej zieleni z delikatnym żółtawym zabarwieniem), jest krępej, masywnej budowy, daleko mu do smukłości; właściwie przypomina odrobinę mały czołg.
Gwiazda to klasyczna cicha woda. Jest spokojnym, cichym kocięciem, ale brak w nim nieśmiałości, wręcz przeciwnie, wydaje się że nie zna strachu i taktu; wepchnie nos do legowiska samego przywódcy bez krzty refleksji, że tak nie można. Jest nieprzewidywalny, nigdy nie wiadomo co sobie pomyśli i co zrobi, trudno przewidzieć jego reakcje ze względu na wrodzoną skrytość. Rządzi nim pragmatyzm i szukanie korzyści własnej, daleko mu do altruisty czy bezinteresownej życzliwości. Wyrasta na introwertyka, który kroczy własnymi ścieżkami.
- Taaak - potwierdził zupełnie jakby miał pojęcie o czym ona mówi. - Za to tutaj jest tak spokojnie, że aż nudno. Pochodzisz z osiedla? - zmienił temat ciekawskim tonem. Może miasto o którym mówiła to właśnie było osiedle tylko używali różnych nazw, ona typowego dla swoich okolic, a on dla swoich? To by nawet pasowalo, Gwiazda słyszał, że ludzkie siedliska pozostawiają wiele do życzenia.
Gdy kocurek już się porozglądał przejechał szybko językiem po piersi i wyprostowal się udając, że jest większy niż w rzeczywistości. Nie bał się kotki, nigdy nie spotkało go nic złego z łap obcych kotów i trochę nie dowierzał w te wszystkie ostrzeżenia starszych kotów o tym jakie niektóre są złe.
Strzepnął uchem w reakcji na jej pytanie i spojrzał na nią z lekko zaskoczoną miną. Zastanowił się przez chwilę nad jej pytaniem.
- Wydawało mi się, że kiedys widziałem taką czerwoną kropeczkę na niebie, była mała jak gwiazdy, ale migała i się przesuwała. Uznalem, że mi się to przyśniło. Czemu pytasz?
Księżyce: 32 Płeć: kotka Matka: Maska Ojciec: Swarzyc Trwałe urazy: blizna w kształcie litery' x z zakrzywionym do środka ogonkiem na lewym udzie; płytki ślad psich zębów na prawym udzie
Księżyce: 32 Płeć: kotka Matka: Maska Ojciec: Swarzyc Trwałe urazy: blizna w kształcie litery' x z zakrzywionym do środka ogonkiem na lewym udzie; płytki ślad psich zębów na prawym udzie
Długowłosy bury ticked, z bielą stanowiącą około 60% ciała. Bura barwa pokrywa ogon i grzbiet aż po łopatki, pysk do podbródka oraz materializuje się jako łata na lewym nadgarstku. Wątła i drobnej budowy, niższa niż przeciętny kot, o zmatowiałej, opadającej w dół długiej sierści, z charakterystycznymi wywiniętymi uszami typu curl. Posiada duże brązowe oczy, często podkrążone ze zmęczenia.
Wycofana i zamknięta w sobie. Nieporadna w kontaktach z innymi kotami, posiada trudność w podtrzymaniu rozmowy ze względu na spędzenie życia w hermetycznej grupie. Smutna, targana przez sprzeczne emocje, jednak zawsze chowająca wszystko w sobie. Bywa, że może brzmieć nieco przemądrzale głosząc jedyne prawdy, które zna, ale zarazem zieje od niej melancholią i zagubieniem. Wypowiada się w dziwny sposób.
Dni stawały się coraz chłodniejsze. Z jednej strony dawało to ukojenie w postaci ucieczki od palącego żaru, jednak oznaczało to także zbliżającą się Porę Nagich Drzew. Pierwszą porę Nagich Drzew którą Kikimora spędzi sama. Wspomnienia miejsca, które kiedyś nazywała domem zdążyły już wyblaknąć, jednak gdy nastawała noc wracały w barwach tak żywych i realnych, pod postacią nocnych mar. Czego tak naprawdę chciała od życia? To pytanie również powracało z regularnością wschodów słońca, gdy po raz kolejny włóczyła się po dolinie, umykając drapieżnikom i starając się zdobyć pożywienie. Chciała..... żyć. Dlatego też mimo trudów, polowała regularnie, chociaż bywały dni gdy kładła się spać głodna. A nadchodząca zimna pora wróżyła tylko większe trudy.
Tego popołudnia wyruszyła kawałek od swojego leża, usilnie wypatrując czegoś co mogłoby zaspokoić głód, chociaż na chwilę. Udało jej się przegryźć niewielką kawkę, jednak wiedziała, że to za mało. Do nocy pozostało coraz mniej czasu. Dotarłszy do powalonego drzewa, zatrzymała się na chwilę. Przysiadła pod pniem i westchnęła, wylizujac białe łapy z błota. Delikatny wiatr smagał jej bure futro.
Zachód//
You best be ✴ bashed around the bush ✴ once or twice Before you getto tastethe finer life My mothertaught me,gotta just survive Put on asmile,just find a vice
♕Don'thatethegirl,justhatethecrime♕
Oh, forgive me♁ Lord ♁oh, I'm a good girl I'd never hurt a fly,but I've gotwalls to climb Oh, forgive me,☼ Lord ☼oh,a minor chord You ✴ put me in this house, I had to claw right ✴ out
Księżyce: 30 Mistrz: Chrzęszczący Chrabąszcz Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: Gardłowy Ryk Ojciec: Roztargniona Myśl Trwałe urazy: rozległe blizny na prawym boku; długa blizna na lewej tylnej nodze; szersza rana na lewym boku
Księżyce: 30 Mistrz: Chrzęszczący Chrabąszcz Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: Gardłowy Ryk Ojciec: Roztargniona Myśl Trwałe urazy: rozległe blizny na prawym boku; długa blizna na lewej tylnej nodze; szersza rana na lewym boku
niebiesko-kremowy szylk point, krótkie futerko, błękitne oczy, standardowego wzrostu i budowy
Bojowa, natarczywa i impulsywna, wierna Klanowi Gromu i dość nieufna wobec obcych
Mimo, że odebrano jej komfort ucisku pajęczyny na jej bokach, oddano jej dzięki temu wolność i możliwość wyjścia na tereny. Po tym, jak opuściła obóz, szła długo przed siebie, a w momencie stanięcia na granicy, przekroczyła ją bez zawahania. Chyba nigdy nie była poza Gromem, nie licząc drobnych przekroczeń przy samej linii zapachu. Do tej pory czuła się w pewnym sensie uwiązana jak na niematerialnej smyczy, która ciągnęła ją w stronę obozu. Ciekawe, że zawsze kojarzyła jej się z Gardłowym Rykiem. Ale teraz matka nie mogła jej przecież nic zrobić, prawda? Była wojowniczką, miała wojownicze imię, nawet jeśli mianował ją taki ktoś jak Rudzik...Poza Klanem nic jej nie dusiło.
Nie szła w żadnym konkretnym celu, przemykającego w oddali ptaka zignorowała, dając mu w spokoju odlecieć od żerowiska. Nie przyszła na polowanie, miała ochotę odpocząć, nawdychać się świeżego powietrza. Tutaj pachniało inaczej niż w Gromie. Nie było tak przytłaczające.
Wskoczyła po drodze na powalone drzewo, ale nawet widok obcej samotniczki nie wytrącił jej z równowagi. Nie była nawet pewna jak zareagować, pierwszy raz znajdowała się w takiej sytuacji, gdy nie czuła potrzeby rozszarpania innego kota. Nie miała takiej potrzeby, gdy byli poza jej Klanem. Wbiła pazury w korę, ale nie ruszyła się z miejsca, patrząc na kotkę z góry.
Księżyce: 32 Płeć: kotka Matka: Maska Ojciec: Swarzyc Trwałe urazy: blizna w kształcie litery' x z zakrzywionym do środka ogonkiem na lewym udzie; płytki ślad psich zębów na prawym udzie
Księżyce: 32 Płeć: kotka Matka: Maska Ojciec: Swarzyc Trwałe urazy: blizna w kształcie litery' x z zakrzywionym do środka ogonkiem na lewym udzie; płytki ślad psich zębów na prawym udzie
Długowłosy bury ticked, z bielą stanowiącą około 60% ciała. Bura barwa pokrywa ogon i grzbiet aż po łopatki, pysk do podbródka oraz materializuje się jako łata na lewym nadgarstku. Wątła i drobnej budowy, niższa niż przeciętny kot, o zmatowiałej, opadającej w dół długiej sierści, z charakterystycznymi wywiniętymi uszami typu curl. Posiada duże brązowe oczy, często podkrążone ze zmęczenia.
Wycofana i zamknięta w sobie. Nieporadna w kontaktach z innymi kotami, posiada trudność w podtrzymaniu rozmowy ze względu na spędzenie życia w hermetycznej grupie. Smutna, targana przez sprzeczne emocje, jednak zawsze chowająca wszystko w sobie. Bywa, że może brzmieć nieco przemądrzale głosząc jedyne prawdy, które zna, ale zarazem zieje od niej melancholią i zagubieniem. Wypowiada się w dziwny sposób.
Pielęgnację przerwał jej nagły impuls, który trafił do jej nozdrzy pod postacią obcej woni. Obcego kota. Zanim się zorientowała, jasna sylwetka wskoczyła na pień nad jej głową, obserwując ją. Bura kotka drgnęła, i cofnęła się czujnie, również przyglądając się nieznajomej. Nie wyglądała jakby miała ją zaatakować - jeszcze, jednak zwisłoucha delikatnie opuściła ogon - już teraz mogła ocenić, że szylkretka jest dużo silniejsza od niej. Było w jej sylwetce coś interesującego, a zapach podpowiadał jej, że należy ona do jednej z tych grup kotów, które żyły nieopodal. Stała, milcząc. Nie wiedziała co powiedzieć, i czy w ogóle powinna coś powiedzieć, ale mimo to nie ruszyła się z miejsca. Czy czuła strach? Czuła go od początku swego życia. Mimo, że była ostrożna, nie bała się jakoś szczególnie. Była na to zbyt zmęczona. Jej wzrok powędrował na blizny na grzbiecie kocicy. - Um.. -miauknęła w końcu, nieco zainteresowana, mimowolnie. - Czy pochodzisz z jakhiegoś Khlanu..? - zapytała cicho. W pewnym sensie chyba brakowało jej....kontaktu z innymi kotami. Miała wrażenie, że z każdym kolejnym samotnym dniem irracjonalne głosy zyskiwały coraz więcej pewności, prześladując ją paranoją. Ten kot tutaj nie miał przewiercającego spojrzenia Lidera. Nie budził wspomnień zapachu kwaśnych czerwonych jagód i czerwonej krwi. Nawet, pomimo szkaranych blizn.
You best be ✴ bashed around the bush ✴ once or twice Before you getto tastethe finer life My mothertaught me,gotta just survive Put on asmile,just find a vice
♕Don'thatethegirl,justhatethecrime♕
Oh, forgive me♁ Lord ♁oh, I'm a good girl I'd never hurt a fly,but I've gotwalls to climb Oh, forgive me,☼ Lord ☼oh,a minor chord You ✴ put me in this house, I had to claw right ✴ out