Żaba ewoluował z puchatej kluseczki w całkiem zgrabnego podlotka, którego długie futro pozostaje zawsze nienagannie ułożone. W większości rude, klasyczno pręgowane z białymi znaczeniami na stopach, brzuchu, spodzie ogona i podgardlu. Porusza się zawsze wyprostowany, dystyngowanym krokiem. Łapy musiał odziedziczyć po tacie, długie i tylko dzięki okrywie włosowej nie wyglądające jak cienkie słomki, bo i cały kocurek jest raczej szczupły i niestety, nie zapowiada się na najwyższego kota w Klanie Wichru. Ale, ale, kurdupelkiem, na którego zapowiadał się po przyjściu na świat również nie zostanie! Odpowiednio podkarmiony za kociaka, wygląda na zwykłego, średniego przeciętniaka, którego oczy wybarwiły się na bliżej nieokreśloną mieszankę zieleni i błękitu, lub zieleni i żółci, w zależności od tego jak pada światło.
Miesiące spędzone w lecznicy wpłynęły na charakter małego Żaby. Ograniczony kontakt z rówieśnikami, a za to długie rozmowy z chorującymi kotami sprawiły, że szybko zaczął wysławiać się podobnie do nich, chętnie używając tych "dorosłych słów", które pozwalają mu brzmieć mądrze. Bo Żaba lubi brzmieć mądrze, a jeszcze bardziej lubi być podziwiany, dlatego też stara się zachowywać i wyglądać odpowiednio w każdej sytuacji, najczęściej mówiąc to co wypada, a nie to co naprawdę ma na myśli. No chyba, że może kogoś uraczyć pogardliwym spojrzeniem, ale to już inna bajka. Oprócz tego kocurek ma zapędy do dramatyzowania i wyolbrzymiania, przez co nie zawsze udaje mu się wypaść na tak dostojnego, jakby tego chciał.
Kochani, dziękuję wam serdecznie za ten wspólny czas i za umilenie wolnych chwil dzięki wspólnej rozgrywce na tym forum. Szczególnie Fiołkowi i Malinie, bo dali mi możliwość stworzenia postaci i Ropuszce, za te wspólne godziny spędzone na śmianiu się z naszych płazów :*
Decyzja o odejściu wcale nie była łatwa, bo mimo kiepskiej aktywności, zawsze chętnie wracałam do pisania moim rudym frajerem, jednak koniec końców musiała zostać podjęta.
Żabka umarł we śnie, jeżeli Ropuszka będzie chciała, to może być kotem, który go znalazł na jego piedestale z niezliczonych warst mchu i w otoczeniu pierwszych, wiosennych kwiatów, którymi tak chętnie dekorował swoje legowisko.
Na koniec przepraszam wszystkich, którzy sesje z nim mieli, a te nie zostały dokończone, albo byliśmy na takowe umówieni. Trzymajcie się ciepło :*
Mistrz: who dis Płeć: kotka Matka: Łania Ojciec: chaos
Drobnej budowy, buro-biała koteczka. Jej jasne, krótkowłose ciało pokrywa mozaika łat: większe obejmują oczy, uszy i tył głowy oraz cały grzbiet od łopatek do ogona. Mniejsze występują na tylnych łapach, palcach, biodrach i ramieniu. Wszystkie są delikatnie pręgowane w typie broken mackerel. Zawsze roześmianą mordkę wieńczy pomarańczowy, perkaty nos na tle białego trójkąta oraz duże, owalne oczy z figlarnym połyskiem w kolorze mosiądzowym (lśniącym żółtobrązowym).
Pozbawiona empatii socjopatka, która nie wybacza. Pamiętliwa, pyskata, zawistna, zarazem posiadająca dar do tworzenia chaosu, który jest dla niej niczym pożywienie. Uwielbia prowokować i nie ma hamulców przed wyrażeniem własnego, zwykle kontrowersyjnego zdania. Gardzi słabością oraz tchórzostwem. Nie potrafiąc wykrzesać z siebie naturalnych uczuć, zdecydowała zabawiać się cudzymi. Dopiero po bliższym poznaniu ukazuje swoje drugie oblicze - dużego, rozpieszczonego, pokrętnie uroczego kociaka, z którego nigdy nie zdołała wyrosnąć.
Wapienna Łapa
Ostatnia nieobecność dała mi szansę na przemyślenie kilku spraw, czego rezultatem będzie:
Sasanka -> zaginieni
Po rozmowie z Błękitną Tonią odwróciła się na pięcie i poszła swoją drogą, oddalając się od ziem Czterech Klanów, by chociaż chwilowo wyprzeć je z pamięci. Jest wolna.
Wapienna Łapa -> Gwiezdny Klan
Porwana przez Dwunogów, zmarła w Siedlisku w trakcie desperackiej próby ucieczki z powrotem do ukochanego Klanu Rzeki.
Dziękuję wszystkim za wspólne kilka lat gry, na pewno będę je mile wspominać. Prommy out.
Mistrz: Szkarłatny Zachód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok (*) Ojciec: Bukowa Kora
Krótkowłosy niebieski kocur z tygrysimi pręgami. Biel nierówno rozłożona; od mordki do brzucha, prawie całe przednie (z wyjątkiem kilku plam) i część tylnych łap. Oczy żółte/złote.
Radosny, odważny, ambitny
Skwarna Łapa - zaginieni Został porwany przez dwunogów podczas patrolu, gdy oddalił się od grupy przy granicach. Dopiero po fakcie reszta zauważyła, co zaszło.
Nie będę dużo się rozpisywać, gdyż temat, mówi sam za siebie. Myślałam nad tym od pewnego czasu i decyzja zapadła. Naprawdę miło mi się tu grało, nawet jeśli dość krótko. Bardzo możliwe, że kiedyś tu wrócę, jednak na chwilę obecną nie mam czasu i ochoty na pisanie. Przepraszam wszystkich, z którymi nie dokończyłam sesji i oczywiście rodzeństwo Skwarka.
Dziękuje jeszcze raz za mile spędzony czas i do zobaczenia!
Mistrz: Ciemna Toń, Puchaaaaaacz Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Każdego już zaliczyłem, co nie?
W sumie, to przez kilkuksiężycowy okres czasu stał się taką... galaretą, lekko przytył, A tak to bury 11/10 co nie | Średniej budowy długowłosy kocur. sierść jest w burym, kasztanowatym odcieniu, pokrytym przez nieco ciemniejsze tygrysie pręgi. Pyszczek, brzuch oraz przednie łapy miejscami są jaśniejsze, a na czole znajduje się wielka litera "M". Duże oczy w odcieniu oliwkowym często mogą zadziwić innych swoją atrakcyjnością. Jasno różowe poduszki łap niekiedy obcierają się, kiedy terminator wybiera się na skałki. Nos w odcieniu łososiowym, trochę podchodzący pod pomarańcz. Sterczące uszka dodają uroku całemu wyglądu burasowi. Posiada również średniej długości biczowaty ogon, którym często wymachuje na lewo i prawo.
Leszczyna to leniwy kot, który uwielbia dużo jeść i spać. Nie dla niego bieganie i spacery - często łapią go zadyszki i szybko się męczy. Tylko czasami skacze po drzewach...
Mimo to, że czasami zachowuje się głupkowato i ma się go dość, to można znaleźć w nim przyjaciela. Obdarzy zaufaniem nie jednego, jednak... jest taką przyczepą, że jeśli przypadłeś mu do gustu, on będzie ciągle o tobie myślał i umierał z niecierpliwości, kiedy znowu cię spotka.
Niekiedy zdarza mu się podkoloryzować coś, by to on wyszedł na grzeczne niewiniątko.
Księżyce: 58 Mistrz: Szyszkowy Ogon Płeć: kotka Matka: Malinowy Nos Ojciec: Fiołkowy Świt Trwałe urazy: Pozioma, drobna blizna, lewa górna warga
Czołg-kot; wysoka, grubsza i masywna, gęste czarne futro z białymi znaczeniami: biała plamka między złotymi ślepiami, pod czarnym nosem, brodzie, klatce piersiowej, skarpetki na wszystkich łapach, okolice pupy i spód ogona. Grube białe wibrysy znajdujące się na pół-płaskiej mordce. Posiada również poziomą, drobną bliznę na górnej, lewej wardze.
Podróże na własną łapę nie tylko umożliwiły odbudować straconą przez żałobę duszyczkę - cała sytuacja pozwoliła Ropuszce dorosnąć.
Błyszcząca, niczym ze złota wykuta, pewności siebie nadal piastuje jako jedną z głównych cech osobowości kotki. Opinie innych? No cóż, nigdy ją szczególnie nie interesowały, z tego właśnie powodu nie czuje potrzeby wyprowadzać innych z błędu, kiedy ci postrzegają ją jako głupiego-jak-but-kocio-czołga. Ropuszka co prawda do kocich filozofów i myślicieli nigdy należeć nie będzie, jednak jej wyjątkowy sposób postrzegania świata, idący w parze z sprytem i niezłymi umiejętnościami obserwacji pozwoliło jej spokojnie przejść przez życie. Mimo niezależnej natury jest bardzo towarzyską kicią z dużymi pokładami poczucia humoru (nawet zarzuci jakimś żartem, inna sprawa czy będzie dobry). Jest dziarską kobyłką, która lubi kolekcjonować znajdki, poczynając od piórek i gładkich kamyczków, przez odpadki dwunogów, aż po kości wszelakiego rodzaju zwierzątek.
Zajonc W | Krzemienna Łapa G
Ropusza Łapa - Zaginieni
Well, I mean, yeh.
Ropucha nie przeżyła śmierci Żabki dobrze, mimo wszystko byli dość blisko ze sobą i jego brak odbił się na niej fatalnie. Jeżeli ktoś chce uznać (cała rodzinka Ropuchy, Bączek i, ba, nawet Miętka), że Ropucha do nich przyszła pewnego dni, żeby z nimi poplotkować i wręczyć im jakiś mały drobiazg ze swojej kolekcji - droga wolna :>. Jakaś kostkę, piórko czy kamyczek i krótkie pożegnanie. Następnie wyszła z obozu, przeszłą się wzdłuż granicy Klanu Cienia aż do Czarnego Pazura. Ostatni raz spojrzała za siebie po czym gruba kluseczka przeskoczyła strumyk i poczłapała przed siebie, gdzieś tam w świat, szukając przygód i swojego miejsca na ziemi.
Aj, mimo wszystko, że świetnie mi się pisało Ropuchą to i tak czuje gorzki posmak na języku, kiedy o niej myślę. Uważam, że pisałem nią za mało z osóbkami z którymi bardzo chciałem pisać. Szkoda, jednak mimo wszystko było miło i fajnie :3
Przepraszam szczególnie Liska, Bączka
Wysoki, masywny rudzielec z długim, pręgowanym tygrysio futrem i błękitnymi oczami.
Po zostaniu wojownikiem, Rydzowe Futro został zmuszony do zmienienia się, ale w pewnym sensie obszedł tę barierkę. Mimo, że na barkach ma odpowiedzialność za dwójkę terminatorów, przeważnie chodzi uśmiechnięty. Bardzo lubi sobie żartować i przekomarzać się z innymi. Za to nie pozwala sobie chodzić po ogonie i nie znosi kiedy ktoś go oszukuje. Czasami kiedy w pobliżu nie ma jego rodziny ani partnerki, potrafi mówić rzeczy, których później żałuje. Stres z powodu dużej wagi powierzanych mu zadań odbija się na nim głębiej, niż kocie oko mogło by wejrzeć i tylko czasami wychodzi na powierzchnię. Poczucie winy z powodu nie przyjęcia Jaskółki i jej kociąt do Klanu chodzi za nim jak ciemna chmura. Przywykł do udawania, że jej nie widzi, ale tak jak ze stresem, czasem znajomi mogą zobaczyć więcej niż by chciał. Każdy kto spotyka go w odpowiedniej chwili może stwierdzić, że Rydz jest szczęśliwym i wesołym kotem. Pozory często mylą.
Sowiooka(KC) Kwitnąca Łapa(KW)
Rydzowe Futro - Zaginieni
Pewnego dnia zniknął, ruszając na poszukiwania swojego syna, pożegnał się ze swoimi córkami i nie dając się powstrzymać, odszedł.
Sowiooka - Zaginieni
Nie wróciła do obozu o zachodzie słońca. Na granicy klanu można było wyczuć jej zapach zmieszany z lisim.
Kwitnąca Łapa - Adopcja
Bardzo dobrze było mi na forum i odchodzę z przykrością. Przepraszam wszystkich, z którymi pozaczynałam sesje i ich nie skończyłam, a także całe rodzeństwo Kwiatuszek, Zaśnież, Lota, Węgielka, Dzięcioła, Kałużę, Chwasta, Topnieja, Puchacza, Iskrzącą, Korzenia, Truskawkę i Żurawinę. Przepraszam jeśli o kimś zapomniałam. Mam strasznie dużo spraw na głowie i nie mogę się pogodzić z tym, że nie jestem tak aktywna na forum jakbym chciała. Nie spodziewałam się, że ten dzień kiedykolwiek nadejdzie. Dziękuję wszystkim, którzy mieli ze mną sesję i tak umilili mi czas spędzony na forum. Pewnie jeszcze tu wrócę albo będę zaglądać co jakiś czas i sprawdzać jak wszyscy się mają. Może nawet zmienię zdanie przed upływem tygodnia. Trzymajcie się :3
didn't giveme t<s>im</s>e tosay goodbye in theway t<s>ha</s>t Iwanted to <s>so</s> honey, closeyour eyesand stay <s>lik</s>e you're supposedto don'tyouw<s>ann</s>agivemetimetow<s>rit</s>eano<s>th</s>ersongforyou?
Malinka to bura szylkretka o krótkim, ale miękkim futerku. Bure plamy z ciemniejszymi, tygrysimi pręgami, zajmują praktycznie większość jej ciała, znajdując się na całym grzbiecie, ogonie oraz na tyłach główki koteczki. Rudość nie jest u niej aż tak liczna, ale wciąż jakaś jest, gdyż można ją zaobserwować kilka średniej wielkości plam na obu barkach, prawym uchu, nieco na drugim uchu, lewym boku, na szyi od prawej strony oraz nieco na przedniej nogi, lecz najwięcej ma ją na twarzy. Kociak posiada również biel na futrze, która jest dziwnych miejscach. Jej cała lewa, przednia noga jest pokryta w białej barwie, lecz u reszty nóg, dosięga ona tylko do kciuka lub zgięć. Szyja, brzuch oraz nieco pyszczka oraz plamka nad nosem również jest na biało. Budowa Malinki nie jest za wspaniała, aczkolwiek można już stwierdzić, że będzie ona długonoga i być chuda. Ogon i uszy są normalnej długości. Duże, owalne oczy są zielone, jak świeża trawa.
KP ;D
Rosa [rzeka]
Wiewiórka, Żwawa Łapa, Herbat [zagineni]
To można by było przewidzieć……
Po tym jak moja aktywność doszczętnie umarła, tak samo jak i chęć do pisania. Zrozumiałam, że to nie może tak dłużej trwać. Miło spędziłam czas na arci, mimo że nie jestem tu za długo. Naprawdę skakałam czasami ze szczęścia, gdy dostawałam jakieś odpisy... Jednak, pisanie nie jest dla mnie. Nie jestem w stanie pisać regularnie postów, nie zamęczając się przy tym. Lub rozwijać non-stop postać, tak jakbym chciała. Arcia is fun, tylko na dłuższą mete. Przepraszam bardzo osoby, które wzięły ze mną sesję, a ja kompletnie po dniu umarłam i nie odpisywałam, blokując przy tym je. Męczyło mnie to po nocach, że nie mogę się zmusić do odpisywania i że moja postać stoi w miejscu jak jenot. Artemida ma być zabawą, lecz jak zawsze, zabawa dla mnie zmienia się w obowiązek. Dając mi kolejny przytłaczający stres, poza szkołą i sprawami prywatnymi...
Więc co się stanie teraz z Malinką?
Malinowa Łapa ----> Martwa, Gwiezdny Klan
Szokujące czy nie, stwierdziłam, że tak będzie najlepiej. Wpisałam wcześniej w kp, że mogłaby trafić do adopcji, bo już wtedy przewidywałam, że to się źle skończy. Aczkolwiek zmieniłam zdanie, po fakcie, że pewno i tak prędzej czy później selekcja naturalna ją dopadnie przez jej naiwność i dość niski iloraz inteligencji.
Dla ciekawych jak to się stało, wypociny z narracją malinkową tam na dole:
Uwaga długie owijanie w bawełnę.
Malinowa Łapa wstała bardzo wczesnym rankiem, po nieprzespanej nocy, przez jej ataki ciągłego pobudzenia. Przez to również nie czuła się nawet zmęczona. Ostatnim czasie była dość pochłonięta treningiem. Bolała ją ciągle głowa od starania się skupić i by spamiętać cokolwiek. Miała straszną ochotę znowu brykać i bawić się jak za dawnych czasów, bez myślenia, że zaraz się spóźni na trening. Problem był też taki, że nie miała z kim się bawić. Bo przecież zabawa samemu jest dość nudna, co nie? Aczkolwiek wszyscy w legowisku terminatorów jeszcze spali, a Malinka nie miała ochoty ich budzić. Oni też ciężko pracowali ostatnio, zasługą na sen. Wyszła więc za ten dyskretnie z legowiska, uważając gdzie wstawia te głośne łapiska. W środku obozu było równie cicho. Wszyscy spali! Gdy miała już sama wrócić do próby spania, przeleciał przed jej noskiem niespodziewany towarzysz. Motyl. Taki ładny, że żółtymi skrzydełkami. Zielone oczęta córki Krokusowej Łąki, rozszeżyły się ze szczęścia. Jednak ktoś wstał! Skrzydlaty przyjaciel latał wokół niej, niemalże namawiając ją by go goniła. A ta nie myślac za dużo w tej chwili. Po prostu znowu zmieniła się w kociaka i dołączyła się do zabawy w ganianego. Cud, że nikogo nie obudzili...lub może niestety? Biegali i skakali tak przez krótką w obozie, dopóki skrzydlatek nie zaczął kierować zabawę poza obóz. Malinka była tak zajęta na złapaniu go w grze w berka, że kompletnie zapomniała o słowach wujka Zyrwka. “Nie wychodź poza obóz”. Oj coś się nie udało chyba. Jej mały móżdżek był skupiony na motylku, a łapy ciągły ją w stronę zachodniej części terytorium Wichrzaków. Skakała, brykała tak, aż kusiła los by w końcu się podtknąć i upaść na ten nie za mądry pysiol. Był to także moment realizacji, że nie wie gdzie jest. Motyl pofrunął dalej, zostawiając ją zupełnie samą. Jednak Malinka, jak to Malinka, nie przejęła się tym zbytnio. Zgubiła się, no to co, teraz się odgubi. Prawda? Wstała i poszła prosto przed siebie, będąc pewna, że na pewno ktoś jej pomoże. Zwiedzi równie dobrze jakieś widoczki. Słońce było już dość wysoko, kiedy dotarła do Świszczących Traw. Podobała jej się tu. Trawa tu była bardzo interesująca. Czyli taka jak lubi. Jednakże pośród niej zobaczyła jakąś szarą, odpoczywającą kulkę. O! Na pewno pokażę jej drogę do domu! Gdy powoli zbliżała się do kształtu, mogła rozpoznać, że to jakieś zwierzę. Króliczek. Ale równie dobrze, zauważyła zwiększający się cień. Impulsywnie spojrzała w górę. Na kłębuszek spadał, wielki, jednakże stary i wygłodzony jastrząb z wysuniętymi pazurami. Wnuczka dawnej przywódczyni, poczuła coś w serduszku, że musi zrobić. Znowu bezmyślnie pobiegła przed siebie, wykonując “heroiczny” wyczyn. - Zostaw go! - wbiegła wprost między królikiem a ptakiem, odbierając atak. Poczuła szpony zakleszczające w jej bark. Bolało okropnie. Jednak co się nie robi dla przyjaciół. A propos przyjaciół, królik uciekł, jak tylko terminatorka wrzasnęła. Jastrząb zdziwiony, bo ktoś poświęcił się dla jego obiadu, jednak nie będzie wybrzydzał. Wyleciał ponownie w powietrze i próbował zaatakować ją ponownie. Szylkretka wstała w miejscu, nie wiedziała co zrobić. Nie rozumiała, czemu ta ptaszyna chce jej zrobić krzywdę i czemu niby miała się bronić. Nie czuła strachu. Włączył się u niej znowu umysł dziecka, ubzdurając sobie, że to berek. A jako mistrzyni w ganianego, oczywiście wiedziała co zrobić. Uciekać przed nim. Bo przecież on jest berkiem. Prawda?
Zabawa trwała dość długo. Kotka biegała w kółko, miaucząc i zachęcając go by ją złapał. Kilka razy jastrząb dał radę ją porysować szponami, lecz ta wciąż biegała i się nie poddawała. Ubaw normalnie po pachy. Ten już ze zmęczenia, starość nie radość, oraz ze wkurzenia, trafił raz a dobrze. Chwycił ją za kark i pofrunął z nią w przestworzach. Poczuła lekkość...Było to magiczne. Ona latała! Jak prawdziwy ptak! Jak ekstra!
Lecieli w przeciwnym kierunku, co kotka przyszła. Może jastrząb próbuję pomóc jej znaleźć dom? Jaki z niego miły-
Przez starość i wyczerpanie, ptaszysko nie dało radę długo utrzymać cielska kotki...puszczając ją.
Latała teraz sama! Super! Krzaki i trawa na dole były takie małe i urocze! I stawały z każdą sekundą coraz większe….i większe…..i większe. I Większe.
Jej ciałko walnęło głucho o ziemię, prosto w krzaki. Jastrząb stracił ją z starych ślepi. Poddając się odleciał hen daleko. Nie wracając już po niej. Znowu była sana. Było….cicho. Spokojnie. Czuła ból...a może to tylko zmęczenie? W końcu od kilku dni, chciało jej się spać. Wietrzyk kołysał ją do snu. Nie mogła się za bardzo poruszyć. Z uśmiechem na pyszczku, zamknęła spokojnie oczęta. Nie otwierając ich już nigdy więcej.
Nie musiałam opisywać jej śmierci, ale here it is. Jest to chociaż mój ostatni post.
Przepraszam całą rodzinkę, za śmierć kolejnego członka rodziny.
I życzę wszystkim miłego pisania odpisów. Ja się odmeldowuję. Papatki!
i closemyeyesandi cansee theworldthat's waitingup forme thati callmyown throughthe dark,through thedoor throughwhereno one'sbeenbefore but itxf e e l sxlikehome
Przeciętnej wielkości kocur o dobrze zarysowanych barkach i żuchwie. Ma zawsze zadbane, krótkie futro koloru burego, które jest pręgowane tygrysimi, czarnymi pasami. Jego oczy są okrągłe i bystre, koloru ciemnobrązowego, przez co zlewają się z futrem.
Chce być lubianym i robi wszystko, żeby tak było. Stara się być uczynnym i pomocnym kotem, który w oczach innych będzie uchodził jako silny, mądry i odpowiedzialny, dlatego unika głupich sprzeczek i często przytakuje innym, jeśli dzięki temu nie podpadnie. Przejmuje się niektórymi rzeczami za bardzo i wyolbrzymia je w swojej głowie do tego stopnia, że czasami chciałby zapaść się pod ziemię, żeby tylko nie być żałosnym. Bardzo często podczas myśli o tym, co głupiego powiedział, albo zrobił i co mógłby powiedzieć lub zrobić inaczej, obnaża kły, lub mocno zaciska oczy, żeby szybko o tym zapomnieć.
Wietrzny Wąs [GK]
Bardzo, bardzo przepraszam, że to już trzeci raz, kiedy odchodzę, ale w moim życiu być może nastąpi spora zmiana i mogę mieć jeszcze mniej czasu na pisanie. Od dawna brakuje mi niestety weny na pisanie tutaj, nie wiem czy to się zmieni, ale strasznie źle czuję się z tym, że inni muszą czekać tygodniami na moje odpisy. Przepraszam osoby, z którymi zacząłem sesje i ich nie dokończę, ale naprawdę nie daję rady pisać, brakuje mi ochoty.
Trzaskająca Łapa -> Adopcja (jeśli to możliwe w jego wieku)
Gruszka -> Adopcja
Przepraszam również za to, że wziąłem nowe konto i nie popisałem za długo. Strasznie mi głupio. Chcę, żebyście wiedzieli, że było mi tu bardzo miło i dziękuję za to, że byliście tacy przyjacielscy i gościnni, pomagaliście mi, kiedy czegoś nie rozumiałem. Mam nadzieję, że kiedyś tu jeszcze wrócę, w jakimś lepszym momencie. Trzeba będzie o tym kiedyś pomyśleć. Życzę wam dużo weny i miłego dnia. Do zobaczenia!
Imię Skały doskonale odzwierciedla jego fizyczną naturę: jest ciężki i postawny, zbudowany solidnie niczym czołg i poruszający się z podobnym brakiem elegancji, pomimo rozmiarów dość krępy i przysadzisty. Sierść ma krótką, szorstką, gęstą i niemal jednolicie beżową, lecz ciemniejsze, bure, tygrysio pręgowane znaczenia widnieją na masywnych łapach, długim ogonie i szerokim łbie, z którego na świat łypią bezwzględnie przenikliwe, niebieskie ślepia.
Szorstki, bezpośredni i twardo osadzony w rzeczywistości, Skała jest niczym niewzruszoną, stabilną ostoją przeciwko chaosowi świata. Szczery wręcz do bólu, nie wierzy w wymówki ani przeprosiny, a opinie o innych wyrabia sobie bazując wyłącznie na czynach. Kierują nim niezłomna pewność siebie i odwaga. Nowe informacje pochłania jak gąbka, a limity traktuje nie jako granicę, ale coś, co należy przezwyciężyć. Pomimo dość surowej aparycji, potrafi być cierpliwym i dobrym słuchaczem - o ile ktoś nie próbuje mu się na siłę naprzykrzać.
dawniej Lotna Łapa [KG], Śliska Kora [KW]
Skała -> Adopcja
Jest młody i ma już relacje, więc byłoby miło gdyby ktoś się nim zaopiekował. Przepraszam wszystkich z którymi kręciłam sesje, ale wydarzyło się w moim życiu coś, przez co nie mam ochoty na grę gdziekolwiek i w cokolwiek
Niska, chudziutka, krótkowłosa, buro-ruda, cętkowana koteczka o patykowatych łapach, pokryta białymi znaczeniami. Jej oczy są duże i dwukolorowe - lewe jest niebieskie, zaś prawe jest zielone.
Rzeżucha wciąż jest tą samą, głupiutką i kochającą wszystko i wszystkich koteczką! Wciąż z chęcią obdarowałaby wszyściuteńko swoją miłością - wciąż kocha ptaszki, kocha kwiaty, swój calusieńki klan i nawet koty, których nie zna, albo były dla niej niemiłe! W jej wielkim serduszku nie ma miejsca na prawdziwą nienawiść. Zmieniła się jednak odrobinkę. Otóż jest bardziej ostrożna! Nie chce przecież znowu zaginąć w taki głupiutki sposób jak ostatnio!
Kotka jest niezwykle śmiała oraz wypełniona dziecinną niewinnością i masą energii. Naprawdę nie lubi patrzeć na cudzą krzywdę i nigdy nie przepadała za myślą o walczeniu z innymi kotami, gdy można przecież porozmawiać! Na pewno nie należy do leniwych kotów - koteczka wręcz tryska energią i niekiedy wydawać się może, że jest w kilku miejscach na raz. Jest strasznie dziecinna i nadal dużo papla o niekoniecznie sensownych rzeczach, na jej pyszczku bardzo często widnieje uśmiech i wciąż ekscytuje się nawet najdrobniejszymi rzeczami. Potrafi jednak być poważna, a czasami po prostu od tak mówi mniej, pokazując, że mimo wszystko w jakimś stopniu dorosła.
Pomimo swojej wielkiej chęci zdobywania wiedzy, Rzeżucha wciąż jest tą samą, głupiutką i niekiedy zapominalską koteczką. Nadrabia to jednak swoimi dobrymi chęciami, miłością do innych, opiekuńczością oraz niezwykłym optymizmem.
Omen [NŚ], Gwiazdnica [KRz]
Rzeżuchowa Łapa -> Zaginieni
Została złapana przez dwunoga. Mam nadzieję, że kiedyś nią wrócę, ale teraz po prostu nie mam siły pisać tak wesołą i optymistyczną postacią.
Kwiecista Łapa -> Gwiezdny
Zmarł. Nie mam zielonego pojęcia jak i nic mi nie przychodzi do głowy, ale zmarł. Ciężko mi uśmiercać mojego Kwiatka, ale wiem, że okropnie go poprowadziłam i nie potrafiłam nawet poprowadzić do końca jego powrotu.
Nikogo raczej to nie ucieszy, ale na pewno wrócę. Przepraszam za nieodpisywanie w sesjach, ale po prostu nie miałam siły pisać tymi postaciami, nawet jeśli kocham je całym sercem.
⁕ ⁕ ⁕
SEETHEROADFLOWPASTYOURDOORSTEP callingforyourfeettostray likeadeepandrollingriver itwillsweepthemfaraway! justbeyondthefarhorizonliesawaitingworldunknown LIKETHEDAWNITSBEAUTYBECKONSWITHAWONDERALLITSOWN
all its own!
Mistrz: poszedł po fajki i nie wrócił Płeć: kotka Matka: Już dawno opadły ostatnie liście z Klonów. Ojciec: Okrutna śmierć w udziale mu przypadła.
Figura? Idealna. Kotka szczupła, średniego wzrostu, obdarzona całkiem sporymi wiązkami mięśni. Obrasta ją długie, bure futro o zanikających pręgach, którego długość osiąga apogeum na puchatym ogonie. Długie, ostre pazury i takież kły - przy czym te ostatnie mają śnieżnobiałą, wręcz bijącą w oczy barwę. Od ceglastoczerwonego nosa odchodzą białe, długie wibrysy. Ślepia tej kotki, w odróżnieniu od bliźniaczki, przybrały barwę jaskrawego, lodowatego błękitu.
Gdyby Jaskółczy Śpiew należało określić jednym słowem, byłoby to: zła. Zła, pozbawiona jakiejkolwiek moralności, wyprana z emocji, lubująca się w manipulowaniu i rządzeniu innymi. Obcy jest jej strach, obcy jest jej smutek, obca tęsknota, obce współczucie. Wie za to, jak idealnie ukryć swe prawdziwe intencje za starannym kamuflażem. Potrafi kłamać, szachrować i zdradzać bez mrugnięcia okiem, wymyślając codziennie historię swojego życia od nowa. Jej główną rozrywką jest granie na emocjach innych kotów i obserwowanie ich reakcji. Z żyjących kocha tylko jedną kocicę, dla której byłaby w stanie zrobić wszystko.
Nie oszukujmy się: zarówno ja, jak i moje słoneczka byliśmy tu jedynie ciężarem zarówno dla postaci, administracji i graczy. Nadszedł czas.
Jaskółczy Śpiew natknęła się na samotnika, który zagrał jej na nerwach do tego stopnia, że go zamordowała, co przypłaciła raną na boku. Szybko okazało się, że miała za to zapłacić czymś więcej: brat zabitego natknął się na jej ślady i, jako że wszystko stało się na oczach pewnego znudzonego życiem pieszczocha, szybko ją znalazł. W walce nowo zadana rana zrobiła swoje, a gdy otwarła się stara zadana przez psa, los Jaskółki był przesądzony.
Jeziorna Mgła któregoś dnia wybrał się na polowanie, z którego już nie wrócił. Prawdopodobnie porwany przez Dwunożnych, być może tych samych, którzy odpowiadali za zniknięcie jego ojca. Nie mam serca zamykać mu drzwi na dobre.
Amurowa Łapa... nawet z nim dobrze nie zaczęłam. Decyzję, co z nim zrobić, pozostawiam Wydmie. Jeżeli nie będzie mogło trafić ani do adopcji, ani do NPC, to można założyć, że zachorowało na jakąś nieokreśloną chorobę i po kilkunastu wschodach słońca wydało swój ostatni oddech.
Bardzo przepraszam wszystkich, którzy chcieli mieć ze mną sesję, mieli jakieś relacje z moimi postaciami, czekali na coś ode mnie lub którym zrobiłam jakieś świństwo. Przepraszam moje rodzeństwo. Jesteście świetnymi ludźmi i mam nadzieję, że to was nie dotknie. Przepraszam Wydmę, której jestem winna więcej, niż mogę wymienić. Przepraszam Pustułkę, której obiecałam sesję, kiedy wróci. Pustu, jesteś naprawdę wspaniałą osobą. Przepraszam Wstążkę, z którą nie wyszła cała ta historia spisku. Przepraszam wszystkich, ale to wszystkich, którzy byli blisko z Jeziornym.
//zt
thesetearsyoucry HAVECOMETOOLATE takeback thelies ____________________the hurt __________________________________the blame and youwillweepwhenyou'llfacethe endalone »you'relost,you cannever go home«
Nieszczęściu, imię twoje - kobieta! Nie zmieniła się zbyt wiele od swojej ceremonii na terminatora, niestety, a może i na szczęście, za wyjątkiem nabycia kilku centymetrów wzwyż. Kolokwialnie rzecz biorąc - urosła, i tyle. Teraz plasuje się gdzieś w granicach średniego wzrostu, ale wyżej niż niżej, chociaż nie można też jej nazwać gigantem. Śnieżnobiałe futerko, szczególnie gęste i nieco dłuższe na piersi i przy uszach dość gładko przylega do ciała na długich, zgrabnych łapach. Oczy duże, jadowicie zielone, pełne roztańczonych iskierek, a barwą przywodzące na myśl świeżą trawę Porą Młodych Liści. Na środku mordki intensywnie jasnoróżowy nos, od którego kocica wzięła zresztą swoje miano. Oj, wygląda jak anioł, ale nawet anioły mogą pokazać czasem zęby. W uśmiechu - słodkim jak maliny i ostrym jak ciernie. W starciu z lisem straciła ogon.
Znacie ten cichy głos, który czasem uświadamia wam, że czegoś nie jesteście w stanie zrobić, a co za tym idzie - ratuje wam skórę od kłopotów? Malinowa Łapa nie posiada takiego głosu. Ona czegoś nie zrobi? Ona? A jakże, owszem, zrobi! - i to lepiej od ciebie. Dobiegnie szybciej, uderzy mocniej, skoczy wyżej. Wszystko, żeby udowodnić swoją wartość. Zdeterminowana i zawzięta, a przy tym uparta jak diabli, zwyczajnie nie wie, kiedy przestać, nawet kiedy na szali jest jej własne dobro. Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli. Malinocentryzm nie wylazł z niej z wiekiem, dalej przepada za byciem w centrum uwagi, a smykałka do aktorstwa tylko głębiej zapuściła korzenie. Bystre i przebiegłe to stworzenie, nigdy nie możesz być do końca pewny, czy to co mówi i robi jest szczere... czy to tylko kolejny akt gry. Przyjmuje maski z łatwością, łże jak z nut i gra innymi jak marionetkami na sznurkach, świadomie bądź przypadkiem - niektóre nawyki wchodzą głęboko w krew. Można długo mówić o jej wadach, ale mimo monstrualnego ego... serce ma porównywalnie wielkie, jeśli nie większe, a lojalność jest u niej równie potężna co determinacja.
Oof. Pisanie tego nie jest dla mnie ani łatwe, ani przyjemne, więc będę się streszczać. Nie jest żadnym sekretem że od kilku miesięcy nie mam czasu, a nawet kiedy mam czas to nie mam ochoty ani siły na kreatywne wysilanie szarych komórek ani nawet udzielanie się na forum jakkolwiek. W okolicach marca miałam jeszcze nadzieję, że to przejdzie, tak jak zawsze przechodziło, że po prostu muszę ściągnąć z siebie ciężar forumowych obowiązków i pograć tak, o, po prostu. W przeciągu tych dziesięciu? jedenastu? (gwiezdny klanie...) lat na tym forum zawsze prędzej czy później pasja do kotków wracała, nawet jeśli miewałam wzloty i upadki. I być może za jakiś czas również wróci, jak ten kot co miauczy pod drzwiami i nie może się zdecydować czy chce być w środku czy jednak na zewnątrz. W tym momencie jednak moja sytuacja w pracy jest na tyle wyczerpująca, że udawanie kotka w internecie muszę odłożyć na półkę. Nie żegnam się jednak. Nigdy nie byłam dobra w definitywnym stawianiu kropki nad i. Badź co bądź to forum to było dla mnie jedenaście lat mojego życia, a niektórych nawyków nie wyzbywa się ot tak.
Chciałabym żeby Szmalina umarła że starości, najlepiej we śnie. I tak miała umrzeć pod koniec tego miesiąca i jest stara wystarczająco, by się pewnego dnia już nie obudzić. Przepraszam wszystkich którzy chcieli starej babci Szmali i żałuję, że nie mogłam grać nią w ostatnich księżycach jej życia. Jutro napisze jej jakiegoś ładnego umierającego posta. Albo i nie. Szczerze mówiąc nie jestem pewna czy to jest coś czego chcę. Pisanie tutaj jest już dla mnie wystarczająco trudne emocjonalnie. Nie wiem czy klepanie posta przez łzy to obecnie coś, na co mam ochotę :^) Także... jeśli nie napiszę nic, to uznajcie że nie to nie, łaski bzy, miałaś okazję odejść poetycko i nie skorzystałaś, więc umrzesz bardzo po cichu i zwyczajnie. Tak również będzie w porządku.
Krówkę również prosiłabym wrzucić do GK. Przepraszam zwłaszcza Sagę i Szada, chciałam dobrze a wyszło jak zwykle. Wiem że to obecnie pewnie żadna różnica, bo Krówka nie zdążyła nawet porządnie na nowo zaistnieć, ale... chociaż tyle. Wolałabym myśleć że coś ją zjadło, bo to że znowu opuściłby siostrę jest po prostu nierealne i przykro mi na samą myśl że to tak właśnie wygląda. Nie musicie jej robić pogrzebu ani nawet znajdować jej ciała.
To tyle. Miałam się streszczać, ale chyba niezbyt mi wyszło :^) Typowe. W każdym razie... życzę wam wszystkim pomyślnego i owocnego kotkowania. A mojej Szmali życzę kolorowych snów. Dobranoc.
Malutkie kocię o dymnym, czarnym szylkretowym futrze i okrągłych, niebieskich oczach. Posiada białe skarpetki na wszystkich łapach, z czego te na tylnych są dłuższe. Kolor ten jest również obecny na pyszczku, piersi oraz brzuchu Plaży.
Plaża na tę chwilę wyróżnia się głównie tym, że jest przylepą. Musi, MUSI, znajdować się w czyimś towarzystwie, a najlepiej jeśli w ogóle będzie go mogła dotknąć albo objąć całą sobą. Stąd wiadomo, że lubi inne koty i z łatwością nawiązuje z nimi kontakt. Nie jest jednak nachalna - nie przepada za tym, gdy ktoś się krzywi lub na nią krzyczy, więc gdy ktoś sobie tego nie życzy, nie naciska. Można by powiedzieć, że wręcz boi się być sama. Nie jest onieśmielona dużymi kotami, dlatego nie posiada oporów przed tym, aby po prostu do takiego podejść i zagadać. Chce, aby rodzice byli z niej dumni i ją chwalili, dlatego daje z siebie wszystko i stara się być grzeczna. Często się uśmiecha, by pokazać, że nie jest beksą. Nawet gdy się przewróci i zaszklą jej się oczy, próbuje to obrócić w żart, udając, iż nic się nie stało. Nie okazuje przy innych swoich słabości, nawet przed swoją rodziną, co skutkuje tym, że prędzej zdusi w sobie frustrację, po czym uwolni ją w samotności, na przykład na kulce mchu.
Bardzo duży po ojcu kocur, który w przyszłości wejdzie do leśnej czołówki gigantów z palcem w nosie. Już teraz wygląda jak mały czołg na czterech grubych łapskach, które starają się kroczyć na tyle dumnie i dostojnie, na ile kaczy chód jednoksiężycowego kociaka pozwala. Ma szeroką kufę o dobrze zarysowanej szczęce oraz żuchwie, ponure oczy koloru szaroniebieskiego, które w przyszłości będą złote, a także ponadprzeciętnie długi i gruby ogon. Jego ciało pokrywa długie futro koloru ciemnoburego o czarnych jak smoła klasycznych, bardzo grubych pręgach, między którymi ciężko dostrzec cokolwiek innego.
Chciałoby się wynieść go ku samym gwiazdom i pobłogosławić grzeczność, lecz tak nie będzie, gdyż jest ucieleśnieniem skrytej podłości, która czerpie radość z czyichś niepowodzeń i nieszczęścia. Zjawia się wszędzie tam, gdzie coś się dzieje, a im dzieje się więcej tym lepiej, dlatego żadna głośniejsza kłótnia i bitka nie umknie jego skrupulatnie działającej uwadze. Grzmot można śmiało nazwać pijawką, żywiącą się negatywną aurą otoczenia, a jeśli zdarzy mu się maczać w tym grube paluchy to jeszcze lepiej, tyle, że robi to bardzo rzadko. Stara się uchodzić za dziecko idealne, działające przede wszystkim z cieni i niewychylające się, chociaż problem z trzymaniem języka za zębami i kontrolowaniem agresji bardzo mu w tym przeszkadza. Chciałby być tak opanowany jak Dębowy Pień, ale choćby wypruwał sobie żyły tak bardzo często nie omieszka zacisnąć szczęki mocniej, byleby tylko usłyszeć czyjś pisk. Grzmot nie zabiega o niczyje względy i jest urodzonym samotnikiem, któremu nie zależy na znajdowaniu się na językach oraz w centrum uwagi, dlatego jeśli oberwiesz od niego to tylko z własnej winy, pod podszedłeś za blisko, zamiast zatoczyć duży łuk. Jest natomiast piekielnie bystrym obserwatorem, którego uszy nieustannie wyłapują nawet najmniej interesujące szepty członków Klanu Gromu.
Grzmot -> Gwiezdny Klan
Odchodzę, ponieważ to forum rozczarowuje mnie na każdym kroku. Znalezienie ludzi do sesji graniczy z cudem, a tyle jadu, ile wylewa się z graczy, którzy na co dzień uśmiechają się do wszystkich na sb, a później na discordzie lecą po tych samych wszystkich jak po nic nie wartych szmatach jest dla mnie obrzydliwe i absurdalne do tego stopnia, że jednak wolę zrezygnować :)
Dziękuję Głębi i Kości za wyciągnięcie do mnie pomocnej dłoni, a pozostałym "złotym robaczkom" dziękuję jedynie za pretensje skierowane wobec mnie, czy nawet mojego sposobu narracji i tego, że miałam czelność nazwać zŁoTeGo kota rudym, jak i dziękuję za to, że po sztucznej uprzejmości zostałam dosadnie kopnięta w tyłek przez zamkniętą społeczność ;)
Co się stało z Grzmotem: Cierpiał na regularne migreny, które bardzo często doprowadzały go do stanu przez który nie mógł w ogóle się ruszyć, czy skupić, a podawane medykamenty nie były w stanie pomóc. Kocur był pechowym posiadaczem guza w głowie, który w pewnym momencie po prostu pękł i pozwolił mu odejść na srebrną skórkę we śnie.