Wysoki i chudy kocur o szlacheckich, orientalnych rysach i długim pióropuszowym ogonie. Przystojniak o znudzony spojrzeniu intensywnie zielonych oczu. Cynamonowa barwa futra. Harmonijna budowa, arystokratyczny krok. || KP
Mimo młodego wieku, Szczur nie jest specjalnie skory do zabaw i dokazywania. Jakby urodził sie już dorosły i dystyngowany, takie rzeczy są ponad jego dumę. Wykazuje się sprytem, inteligencją i zaradnością zdecydowanie stroniąc od siłowych rozwiązań stawiając na potencjalna dyplomacje lub ewentualną ucieczkę. Nie został zbyt hojnie obdarzony w kwestii siły więc używa innych atutów w jakich życie mu nie poskąpiło. Posiada dobre relacje z rodziną, póki nie stoją one na drodze do jego celów, bywa egoistyczny i narcystyczny. Przy tym jest niezwykle elokwentny i nie brak mu charyzmy, którą doskonale wie jak używać. Zdaje się w głębi czuć kompleks niższości, ze względu na swoje słabowite zdrowie i brak większej uwagi ze strony rodziców. Szczur często bywa sarkastyczny i ma skłonności do manipulowania rozmówcą, jednak w głębi duszy nie jest taki zły jak mu z oczu patrzy. Ma sporo ambicji i jest rządny wiedzy, a mimo jego skąpej siły nie boi się samotnie chodzić po terenach, wierzy, że zawsze uda mu się wywinąć z każdej sytuacji w jakiej los go postawi.
Szczur przytaknął jedynie na słowa Skowyt. Cóż nie tylko pierwszy kot z poza jej klanu, ale spoza klanów w ogóle! To dopiero musiało być dziwne doświadczenie w jej mniemaniu, bo niby nie samotnik, ale też nie stricte klanowy kocur. Wszak we wszystkich klanach wszystko wygląda tak samo, ale nie u Szczura, zdecydowanie nie. I kocica się zaraz o tym przekona.
- Szczerze powiedziawszy to nie wiem, moja droga. Nie było mnie przy tym, ale być może masz racje -odparł kocur i lekko trzepnął ogonem zrzucając z niego jakieś małe listki czy inne patyczki. -Tak, dokładnie, wszystkich traktujemy z takim samym szacunkiem, tyczy sie to też kotów spoza naszego stada - dodał zaraz po kolejnej wypowiedzi kocicy i lekko się uśmiechnął w jej stronę, tym samym utwierdzając ja mocniej w fakcie, że nie ma żadnych złych zamiarów wobec niej. Szczur rzecz jasna nie wiedział o tych wszystkich klanowych sprawach, o których mówiła Skowyt, dla niego była to nowość bo jego społeczność była zwyczajnie bardzo odmienna od jej. U nich nikt sie specjalnie nie wywyższał, no może Czart, ale on jest specyficznym dzieckiem jak widać i kto wie czy z tego nie wyrośnie. Nie było to jednak wywyższanie sie na miarę tego o czym opowiadała właśnie Skowyt.
- Nie brzmi to najlepiej w takim razie. Naprawdę musisz być tym całym wojownikiem żeby coś znaczyć? To faktycznie bezsensu - przyznał Szczur lekko przytakując głową po chwili namysłu. Ciężko mu to było sobie wyobrazić prawdę mówiąc. Kocica też zaczeła mu mniej więcej objaśniać jak to działa w Klanach, czego kocur słuchał bardzo uważnie chcąc dowiedzieć się jak najwięcej o funkcjonowaniu innej społeczności niż ta jego. Bardziej absurdalnej jak widać. - Czyli ja bym został Szczurza Łapą, a potem Szczurzym Czymśtam? Faktycznie dziwna sprawa z tym imieniem. I to wasz przywódca, jeden kot, wybiera wam to całe wojownicze imię? My nie zmieniamy imion, zostajemy od początku do końca z tym samym - powiedział cynamonowy lekko unosząc brwi na to całe zawirowanie z imionami. Szczur zaśmiał się pod nosem na fale pytań od Skowyt, na które rzecz jasna miał zamiar jej odpowiedzieć.
- Już ci mówię jak to u nas wygląda. Zupełnie inaczej. My nie mamy jednego rządzącego, mamy Radę składającą się z paru kotów, które podejmują najważniejsze decyzje, razem. Nie wydaje mi się by ktokolwiek z nich był jakoś bardzo zmęczony życiem, prawdę mówiąc, przynajmniej póki co. Mamy rangi, powiedzmy, ale nie takie jak u was, nie wyznaczają one hierarchii czy czegoś takiego bo jak mówiłem, wszyscy jesteśmy równi, nawet kocięta traktuje sie u nas z szacunkiem - odpowiedział Szczur na ile mógł, przedstawiając Skowyt zupełnie inny punkt widzenia.
Księżyce: 103 Mistrz: kamienie na brzegu Płeć: kotkaaaaaa Matka: Agrestowy Krzew Ojciec: nie posiada
Natura nie obdarowała tej kotki ani aksamitnym futerkiem Agrestki ani długim, białym jak śnieg okryciem Przymrozka. Dostała za to krótkie, pozlepiane buro-białe futro. Wiecznie skołtunione i brudne, trudno się domyślić gdzie kończy się ciemniejsza część a gdzie zaczyna jaśniejsza. Przy trochę bliższej obserwacji, pod warstwą kurzu i błota, można dostrzec, że grzbiet i część ogona są zdecydowanie ciemniejsze, pręgowane klasycznie, podczas gdy cały front kotki, łącznie z brzuchem, aż do szczęki jest domyślnie 'biały'. Tylnie łapy natomiast do połowy uda również są pokryte brunatną plamą, żeby później przejść w nieco jaśniejszy kolory i tak pokryte wieczną warstwą brudu. Pyszczek ma, dość smukły, z ciemnym nosem i brązowymi oczami, zwieńczony przez cienkie, szerokie uszy. Jej kocie ciało wciąż do końca nie zorientowało się w proporcjach jakie powinien mieć kot, przez co wygląda jak wyrośnięte kocię na łapach bardziej przypominających szczudła. Jest również zaskakująco koścista, skóra wydaje się być w kilku miejscach niesamowicie napięta, jakby ledwo trzymała tą kupę kości razem. Podsumowując, kocica jest dziwnie niekształtna, niedelikatnie mówiąc brzydka, i jak na razie z tego nie wyrosła. Jedyne co się zmieniło to wzrost kotki, pnie się się w górę jak młode drzewko, ale już wiadomo, że nie będzie ani największa ani najwyższa z rodzeństwa.
Mianowanie na Terminatora nie zmieniło wiele w jej podejściu do rzeczywistości. Wciąż jest zafascynowana światem zewnętrznym, szczególnie teraz gdy przestał być ograniczony do czterech ścian obozu. Odpowiedzialności i obowiązki nie interesują ją za bardzo, coś tam niby pomoże, przyniesie, ale odwala minimum (i to nie zawsze) by tylko móc robić to na co ma ochotę. Wciąż nie przejawia nawet ułamków szacunku do autorytetów w jej życiu, a jeśli coś ją zainteresuje, będzie zadawać niewygodne i drążyć temat do bólu. Niestety szybciej powie niż pomyśli i całe szczęście, że umie szybko myśleć, bo co chwila pakuje się w kłopoty i jest gotowa wić się tak długo jak będzie to konieczne, byleby nie przyznać się do winy. Jeśli uważa, że ktoś popełnia błąd to powie o tym głośno. Ma zaskakująco dużą wiarę w siebie, swoje umiejętności i determinację by pokonać każdą, możliwą przeszkodę. Nastoletni wiek cechuje burza emocji, ale u Skowyt to prawdziwy tajfun. Kotka wszystko odczuwa intensywnie, nie ważne, smutek, złość czy radość - wypełnia ją, pochłania i zdaje się kierować nią bardziej niż logika. Obok silnego kompasu moralnego, ma też silną pamięć i jeśli ktoś, według niej, traktuje ją lub innych z góry nie przepuści tego, ani nie zapomni. Wciąż jest młoda i wciąż uwielbia psocić, wygłupiać się i wymyślać psikusy, które może uciąć innym. Pomimo szczerej miłości i troski jakimi darzy swoją mamę i rodzeństwo, nie czuje się komfortowo z wizją trwania w Klanie do końca swoich dni. Ma w sobie silny zew przygody i włóczęgi, za którym chce podążać. ale wciąż jest tylko dzieciakiem, który pod koniec dnia czuje się bardzo mały w bardzo dużym świecie.
Skrzywiła się, gdy ten zwrócił się do niej tak... pieszczotliwie. - Żadna droga - burknęła, marszcząc nos. - Powiedziałam; Skowyt dla ciebie i dla przyjaciół - dodała zaraz, szczerząc się szeroko. Żadne zdrobnienia i inne takie nie wchodziły w grę, miała jedno imię i chociaż podlegało jakimś dziwnym zmianom, nad którymi nie miała kontroli to wolała je od jakiś dziwnych zdrobnień i słodkich słówek. Nikt, poza Agrest, nie zwracał się do niej w żaden inny sposób, ale mama stanowiła wyjątek i na przywilej mówienia zdrobniale do biało-burej zasłużyła sobie szczerą miłością jaką obdarzała córkę bez jakichkolwiek granic. - No dokładnie! Szczurzym Ogonem... o albo Szczurzym Pyskiem - oznajmiła, chichocząc pod nosem. - Nawet pasuje, ty w sumie masz taki pysk podłużny, to nawet pasuje - powiedziała, zadowolona z tego, że kocur nie skomentował w żaden sposób jej lekkiego załamania nerwowego. Może była lepszą aktorką niż myślała... - Yhy. Nasz się nazywa Polna Gwiazda, a zastępca to Wirujące Pióro. I Polny wszystkim zarządca, mówi co i jak, nie tylko zmienia ci imię, ale też rolę przyznaje, ogólnie to jego słowo jest prawem... - Skowyt zawiesiła się lekko w swoich tłumaczeniach, po raz pierwszy tak naprawdę pochylając się nad tym co tak naprawdę znaczy ten punkt kodeksu. Cokolwiek Polny powiedział było prawda?! Nie no, bzdura, więc cokolwiek on powiedział to miało się stać? A co jeśli decyzja, którą podejmował byłaby zła? Albo niewłaściwa? Przyznał jej w końcu Zawieje, nie mógł być nieomylny więc właściwie czemu posiadał całą tą władzę dla siebie. Zmarszczyła brwi, dopiero po uderzeniu serca przypominając sobie, że jest w trakcie rozmowy. - O, czyli ja w Nowym Świcie byłabym cały czas Skowyt... a mogłabym, gdybym chciała, na coś innego sobie zmienić? Czy w waszych zasadach jest to, że nie można? - dopytywała, nie wiedząc czy chciałaby dzielić się swoimi nowymi przemyśleniami z Szczurem. A z drugiej strony, jak nie z nim to z kim? - Co nie, że bez sensu?! - miauknęła, strzygąc uszami bo anatomia nie pozwoliłaby jej wyrzucić łapy w powietrze. - Ehh, moja mama, jak opowiadała mi o Kodeksie to dużo mówiła o tym, że w Klan istnieje po to by sobie wzajemnie pomagać i się wspierać, ale odkąd jestem trochę większa to jest kilka takowych co nic tylko się puszą i na ciebie plują bo niższy rangą jesteś! - ogromnie dużo satysfakcji dawało jej możliwość wyrzucenia wszystkich tych swoich pretensji do kogoś z kim dzieliła pogląd na to jak ABSURDALNE były niektóre rzeczy w Klanach. Miło było poczuć się faktycznie wysłuchaną. - Radę? Że kilka kotów...? I... i jak to działa? Bo u nas jest tak, że jak Przywódca umrze to kto akurat był Zastępcą zostaje nowym Przywódcą - oznajmiła, jednocześnie próbując zgadnąć jak to działa w tej samotniczej grupie. Losują może? Ale jak? - Kto decyduje o tym kto jest w tej Radzie? Na podstawie siły? Walczycie o to? - oczy kotki rozszerzyły się, gdy przez głowę przebiegły jej krwawe wizje walki o miejsce u władzy. Cóż, po tym co Pazur opowiedział jej o życiu samotniczym to spodziewała się przemocy po kotach z poza Klanu. Nie żeby jej pobratymcy byli jakoś lepsi, chociażby Bóbr i Niedźwiedź ostatnio się przecież naparzali po pyskach aż szumiało.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Wybrał się dzisiaj na spacer poza tereny Wichru, nie miał w tym większego powodu, ale coś mu powiedziało, że dziś nie warto siedzieć na granicy. Ile razy mógł przechodzić ten sam teren i nawet raz za niego nie wyjść? Cicho, ładnie i bez wiszącej chmury obowiązków nad głową, tak. Czasami miło było się wyrwać i nie robić wszystkiego jak sobie wymyślił, czasami chciał odpocząć.
Lekkie chlupotanie wody zwróciło jego uwagę, więc zaczął zmierzać w tamtym kierunku, aż dotarł nad… jeziorko. Och? Bardzo ładne, czysta woda i jakieś kumkanie żabek, połączone z cichym świergotem ptaków, a smród Grzmiącej Ścieżki nie docierał tu lub był ukryty pod zapachem wody. Miło. Ułożył się na stabilniejszym gruncie i zaczął moczyć masywne łapy.
Nieduży, piękny kocur o atletycznej sylwetce, smukłym, zgrabnym ciele i przystojnym pysku. Ma długie kremowe futro, oznaczone gdzieniegdzie ciemniejszymi plamami. Jego futro ściemniało z wiekiem i owe plamy nie rzucają się już aż tak w oczy. Przy chwili przyglądania się można dostrzec przyciemnienie na lewej stronie pyska, na prawym udzie, prawym nadgarstku i na zadzie, przy nasadzie ogona. Na jego sierści widnieją również białe znaczenia. Na nosie, piersi i tylnych łapach poniżej stawów skokowych. Ma pasujące do koloru futra, miodowe oczy. Nieduże, szeroko ustawione uszy zakończone małymi pędzelkami.
Wyrósł na spokojnego i rozsądnego kota. Można nazwać go cichym, z pewnością nie jest typem gaduły. Ma szlachetne ideały i wielkie marzenia. Wierzy w prawdę, przyjaźń i lojalność. Stara się by każdy jego czyn i każde wypowiadane słowo miało przynieść jakąś korzyść dla jego rodziny, jego samego lub całego Nowego Świtu. Jest towarzyski, łatwo nawiązuje kontakty, a z interakcji z kotami czerpie dużo przyjemności i energii. Ambitny, odpowiedzialny, uczciwy, uparty.
Tundra (NŚ), Płocha (KR)
Rzadko bywał w tej okolicy. Jeżeli już opuszczał tereny Nowego Świtu, wybierał się w bezpośrednie sąsiedztwo klanu Rzeki lub Gromu, tego dnia po przekroczeniu Grzmiącej Ścieżki skierował się jednak na południe, nie ma północ, jak zazwyczaj. Wyjątkowo był wypoczęty i czuł się rześko, świeżo, jakby miał za sobą kilka dni urlopu od wszelkich obowiązków. Prawda była inna, pierwszy raz od dawna zasnął, kiedy słońce zachodziło i obudził się, kiedy wstawało, co oznaczało, że doświadczył długiego i wartościowego snu, co było rzadkością na jego stanowisku.
Docierając nad jeziorko, którego nazwy nie znał, z daleka widział kota, który przysiadł nad brzegiem. Ze względu na dopisujący tego dnia dobry nastrój, błyskawicznie zdecydował, że nawiąże z nim rozmowę, mimo że miał wiele szans na zmianę kierunku marszu, wiatr wiał w tej chwili na jego korzyść, nie obcego. Dzięki temu prędko zorientował się, że ma do czynienia z kocurem, a inne nuty w jego zapachu zdradziły kremowemu, że pochodził on z klanu Wichru, którego ziemie musieli mieć całkiem niedaleko. Z tego co pamiętał, ich granicą od południa była właśnie ta rzeczka, która wypływała z jeziorka, nad którym obaj się znaleźli.
Nie skradał się, nie planował zaskoczyć nieznajomego. Kroki młodego kocura były żwawe i pewne, dlatego wichrzak mógł z łatwością je usłyszeć.
- Zawsze byłem ciekaw, czy tylko koty z klanu Rzeki potrafią łowić ryby - zagadnął swobodnie, a jeżeli kocur spojrzał w tej chwili w jego stronę, mógł dostrzec na jego pysku przyjemny uśmiech.
Broken down and hungry for yourlove Withno wayto feedit
Whereare you tonight? Child, ya know how much I need it
It's neverover All my blood for the sweetness of his laughter
It's neverover He'sthetearthathangsinsidemysoulforever.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Usłyszał kroki zanim poczuł zapach, niepokojąco szybko poruszał się ktoś w jego stronę, a że wiatr był po stronie tego kogoś, zaniepokoiło to Korzenia, nie zamierzał przecież zostać zaatakowany. Ekspresowo wstał i odwrócił głowę w stronę dźwięku, był już cały napuszony, lekko zły, ale słowa, które do niego dotarły były... normalne, a postawa kocura nie była złowroga na co się uspokoił i odwzajemnił delikatnie uśmiech, mimo iż skrzywiony.
– Przestraszyłeś mnie – odpowiedział i powoli futro wracało mu normalnego stanu w jakim się zawsze znajdowało, chociaż nie spuszczał wzroku z nowego kocura, który zadał mu w sumie jakieś pytanie, na które prawie zapomniał odpowiedzieć. – Ach… ryby. Nie tylko one, ale na pewno jest to rzadkością w innych klanach i pewnie tylko dzięki klanowi Rzeki wiedzą jak to robić, bo czasami się któryś podzieli swoją wiedzą. Ja nie umiem, ale znam wichrzaka co umie – wyjaśnił łagodnie i rozluźnił lekko barki, które spięły się podczas ataku nieznajomego, co się jednak okazało nie-atakiem.
Nieduży, piękny kocur o atletycznej sylwetce, smukłym, zgrabnym ciele i przystojnym pysku. Ma długie kremowe futro, oznaczone gdzieniegdzie ciemniejszymi plamami. Jego futro ściemniało z wiekiem i owe plamy nie rzucają się już aż tak w oczy. Przy chwili przyglądania się można dostrzec przyciemnienie na lewej stronie pyska, na prawym udzie, prawym nadgarstku i na zadzie, przy nasadzie ogona. Na jego sierści widnieją również białe znaczenia. Na nosie, piersi i tylnych łapach poniżej stawów skokowych. Ma pasujące do koloru futra, miodowe oczy. Nieduże, szeroko ustawione uszy zakończone małymi pędzelkami.
Wyrósł na spokojnego i rozsądnego kota. Można nazwać go cichym, z pewnością nie jest typem gaduły. Ma szlachetne ideały i wielkie marzenia. Wierzy w prawdę, przyjaźń i lojalność. Stara się by każdy jego czyn i każde wypowiadane słowo miało przynieść jakąś korzyść dla jego rodziny, jego samego lub całego Nowego Świtu. Jest towarzyski, łatwo nawiązuje kontakty, a z interakcji z kotami czerpie dużo przyjemności i energii. Ambitny, odpowiedzialny, uczciwy, uparty.
Tundra (NŚ), Płocha (KR)
Mimo, że Pęd nigdy nie zależał do kotów tchórzliwych, czy nawet nadmiernie ostrożnych, na widok reakcji kocura w pierwszej kolejności zrobił krok do tyłu. Nie przewidział, nie pomyślał wcześniej, że może go wystraszyć. Prawdę mówiąc, ostatnie, czego chciał, to wywołanie konfliktu, szczególnie że sam był raczej chudzielcem, pozbawionym fizycznych możliwości. Prowokując kogoś takiego, jak Korzenna Woń, musiałby być albo skrajnym idiotą albo samobójcą. Te wielkie łapy mogłyby pozbawić go przytomności jednym potężnym machnięciem. Och, te wielkie łapy mogłyby go… Pęd natychmiast trzepnął uchem, skupił ponownie wzrok na wojowniku, starając się pominąć jego niezwykłą powierzchowność.
- Przepraszam - powiedział szczerze, głosem nieco nieobecnym, wskazującym, pod jakim wrażeniem wielkiego, szarego kota był w tej chwili kremowy. Zrobił drobny ruch w jego stronę, pokonując jednak wcześniej cofnięty krok tylko o połowę. Przyjrzał się jeszcze raz kotu z klanu Wichru, będąc w stanie dowiedzieć się o nim tylko jednej nowej rzeczy poza faktem, z którego z czterech klanów pochodził; byli w podobnym wieku, prawdopodobnie z lekką przewagę niebieskiego. - Jednak ryby nie są niezbędne. - zauważył, mając na myśli fakt, że gdyby jego klan głodował, jego rozmówca nie mógłby wyrosnąć na tak imponującego kota. - Jak ci na imię, wielki wojowniku? - zapytał młodszy kot, a w jego głosie nie zabrzmiała nawet drobna nuta kpiny, której z resztą nie zamierzał wypowiadać. Naprawdę chciał dać upust temu, pod jakim był wrażeniem.
Broken down and hungry for yourlove Withno wayto feedit
Whereare you tonight? Child, ya know how much I need it
It's neverover All my blood for the sweetness of his laughter
It's neverover He'sthetearthathangsinsidemysoulforever.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
– Wybaczam. Nie spodziewałem się po prostu, że zostanę napadnięty, a tu proszę, gdybym Cię nie zauważył to jeszcze byś coś spróbował – odpowiedział żartobliwie, chociaż starał się trzymać poważną minę, nie jakoś mocno. Nie znali się, a on chciał być na tyle subtelnym, by znowu nie wystraszyć nowego towarzysza, który jakoś mocno był zainteresowany rybami. Sam nigdy takowych nie jadł, ale może powinien pogadać z jakimś miłym rzeczniakiem, czy ten nie chce go poczęstować, bądź nauczyć łowić rybki? Mógłby wtedy Wyderce je częściej przynosić.
– Nie są – potwierdził. – Och, jestem Korzenna Woń, a Ty jak masz na imię?
Nieduży, piękny kocur o atletycznej sylwetce, smukłym, zgrabnym ciele i przystojnym pysku. Ma długie kremowe futro, oznaczone gdzieniegdzie ciemniejszymi plamami. Jego futro ściemniało z wiekiem i owe plamy nie rzucają się już aż tak w oczy. Przy chwili przyglądania się można dostrzec przyciemnienie na lewej stronie pyska, na prawym udzie, prawym nadgarstku i na zadzie, przy nasadzie ogona. Na jego sierści widnieją również białe znaczenia. Na nosie, piersi i tylnych łapach poniżej stawów skokowych. Ma pasujące do koloru futra, miodowe oczy. Nieduże, szeroko ustawione uszy zakończone małymi pędzelkami.
Wyrósł na spokojnego i rozsądnego kota. Można nazwać go cichym, z pewnością nie jest typem gaduły. Ma szlachetne ideały i wielkie marzenia. Wierzy w prawdę, przyjaźń i lojalność. Stara się by każdy jego czyn i każde wypowiadane słowo miało przynieść jakąś korzyść dla jego rodziny, jego samego lub całego Nowego Świtu. Jest towarzyski, łatwo nawiązuje kontakty, a z interakcji z kotami czerpie dużo przyjemności i energii. Ambitny, odpowiedzialny, uczciwy, uparty.
Tundra (NŚ), Płocha (KR)
Zmrużył lekko oczy, przyglądając się kocurowi jeszcze raz, zupełnie jakby znajomość imienia mogła coś zmienić w tym na niego wglądzie. I rzeczywiście tak się stało, klanowe koty imiona miały to do siebie, że wiele mówiły o noszących je osobnikach. Teraz, kiedy usłyszał o Korzennej Woni, przeszło mu przez myśl, że te dwa słowa rzeczywiście pasują do stojącego przed nim kocura. Trudno było mu to ułożyć w jasne myśli ale zdecydowanie wszystko idealnie ze sobą współgrało.
- Pęd - odpowiedział, mimo że zanim to zrobił, bardzo długo bił się z myślami, czy nie powinien skłamać. Nie był już dumny ze swojego imienia, ten stan skończył się po jakichś sześciu księżycach od zmiany z Nasionka, miał bowiem nadzieję że po takim czasie zdoła już uzyskać pełną rangę, a razem z nią możliwość zmiany imienia. Teraz, kiedy minęło tych księżyców już czternaście, zaczynał już czuć niechęć do przejściowego imienia, wypatrywał z niecierpliwością zakończenia szkolenia. - A wracając do ryb, to polecam. Smaczne, a i sierść po nich robi się błyszcząca. Nauczyć cię? - zagadnął znienacka, nie mając właściwie pojęcia, dlaczego pragnie podzielić się swoimi umiejętnościami z obcym kotem. Nie była to jego zdaniem w żadnym stopniu cenna zdolność, jak znajomość medykamentów.
Broken down and hungry for yourlove Withno wayto feedit
Whereare you tonight? Child, ya know how much I need it
It's neverover All my blood for the sweetness of his laughter
It's neverover He'sthetearthathangsinsidemysoulforever.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
– Miło mi poznać w takim razie, Pędzie – skinął głową, również przyglądając się kocurowi, wyglądał dobrze i widać, że dbał o siebie co dało do myślenia Korzeniowi, że zawsze mogło pójść coś źle i musieliby się bić. Nie chciał tego, ale zapach… no właśnie, nie znał go. Miał wrażenie, że miał do czynienia z samotnikiem i tak jak nic do nich nie miał to nie był głupim dzieckiem, by nie mieć lekkiej podejrzliwości... A może to przez fakt, że wcześniej się wystraszył, bo się zamyślił? Prawdopodobnie.
Propozycja nowo poznanego była jednak ciekawa i… niespotykana, uśmiechnął się na nią szeroko. – A wiesz, że bardzo chętnie? Moja siostra bardzo lubi ryby, a chciałbym jej kiedyś przynieść jakąś – wyjaśnił wesoło, dając trochę więcej detali ze swojego życia, mimo wszystko nie obawiał się czegoś co mogłoby wpłynąć na cały ich obóz i życie jego siostry. – Od czego zaczniemy?
Nieduży, piękny kocur o atletycznej sylwetce, smukłym, zgrabnym ciele i przystojnym pysku. Ma długie kremowe futro, oznaczone gdzieniegdzie ciemniejszymi plamami. Jego futro ściemniało z wiekiem i owe plamy nie rzucają się już aż tak w oczy. Przy chwili przyglądania się można dostrzec przyciemnienie na lewej stronie pyska, na prawym udzie, prawym nadgarstku i na zadzie, przy nasadzie ogona. Na jego sierści widnieją również białe znaczenia. Na nosie, piersi i tylnych łapach poniżej stawów skokowych. Ma pasujące do koloru futra, miodowe oczy. Nieduże, szeroko ustawione uszy zakończone małymi pędzelkami.
Wyrósł na spokojnego i rozsądnego kota. Można nazwać go cichym, z pewnością nie jest typem gaduły. Ma szlachetne ideały i wielkie marzenia. Wierzy w prawdę, przyjaźń i lojalność. Stara się by każdy jego czyn i każde wypowiadane słowo miało przynieść jakąś korzyść dla jego rodziny, jego samego lub całego Nowego Świtu. Jest towarzyski, łatwo nawiązuje kontakty, a z interakcji z kotami czerpie dużo przyjemności i energii. Ambitny, odpowiedzialny, uczciwy, uparty.
Tundra (NŚ), Płocha (KR)
- Zaczniemy przede wszystkim od znalezienia ryby. - rzekł z uśmiechem i zgrabnym ruchem ogona zaprosił kocura do spaceru wokół stawu. Zajęło im to dobrą chwilę, zanim Pęd zlokalizował odpowiednią jego zdaniem do pierwszego polowania. - Znałem kocura, który mówił na to “rozpoznanie walką”. Opowiem ci i od razu zapolujesz, co ty na to? - zapytał, wciąż z pogodnym, zachęcającym uśmiechem. Było tak… sielsko. Pogoda była piękna, nie zbyt ciepło, chmury zasłaniające co jakiś czas słońce płynęły powoli po nieskończonym błękicie. Przy Korzennej Woni czuł się rozluźniony, trudno mu było przyznać przed samym sobą, dlaczego.
Broken down and hungry for yourlove Withno wayto feedit
Whereare you tonight? Child, ya know how much I need it
It's neverover All my blood for the sweetness of his laughter
It's neverover He'sthetearthathangsinsidemysoulforever.
Odrobinę wychudzona, koścista; drobna, niewysoka; czekoladowo-biała; sierść krótka, brudna, nieulizana, chociaż bardziej zadbana niż kiedyś; oczy żółte (prawe jak słońce, lewe jak piasek), wiecznie zmęczone i obojętne; czekoladowy nosek; uszczerbiona końcówka prawego ucha.
- art by tuszka -
Obojętna i oschła; opanowana do czasu; nie pamięta większości kotów, wszyscy zlewają jej się w jedną masę; jest ostrożna podczasów rozmów, nie zdradza za wiele; ataki paniki nadal są częścią jej życia, ale z innego powodu; nie jest już strachliwa; nie jest przyjazna, ale nie jest też niemiła - dopóki ktoś też zachowuje do niej szacunek.
– Wiesz co? Jakoś nie widzę różnicy między jednymi te’enami, a d’ugimi – powiedziała rozglądając się po okolicy, do której dotarli prawie łamiąc sobie przy tym język, by wymówić tyle “r” w jednym zdaniu. Co właściwie robiła tutaj Sarna z jej ulubionym kuzynem? Cóż, pytanie było proste, odpowiedź bardziej złożona. Wyszli z nudów, a potem zapomnieli, że idą i się okazało, że są dalej, niż zamierzali - czy byli tym przejęci? Nie. – Właściwie to st’asznie spokojnie tu, aż mam wrrrażenie, że aż za bardzo… chcesz się pobawić? Możemy przeszukać okolicę w poszukiwaniu czegoś? I sprawdzić czy mam rrrację! – wykrzyczała trochę za głośno, nie zdając sobie sprawy jak bardzo nie miało to sensu w połączeniu co właśnie powiedziała. Każdy drapieżnik w okolicy pewnie już wiedział, że dwa prze inteligentne koty wyszły na spacer, ale cóż… przecież sobie dadzą radę.
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
- Jak to nie? Zupełnie inna melodia. Przy obozie jest bardziej gwarno, ale to ma swój klimat. A za obozem jest tak bardziej szumiąco ale czasami da się słyszeć rozmowy. A tu jest taka...taka...taka dzika cisza, o!! Słyszysz? - śpiewy ptaków, klekotanie czy rechotanie żab, piski robaczków na turzycy. Coś zupełnie innego niż do tej pory. Nie wiedział, czy Sarna też to słyszy, ale on zdecydowanie czuł się inaczej. - Słyszysz? Nawet kroki mamy inne. Bo tu mokro jest, to i chlupie przy chodzeniu - zauważył, idąc przez krótką odległość ze wzrokiem wbitym w ziemię. - Dobra! Może coś znajdę dla Niezapominajki - bo, mimo wszystko, wciąż pamiętał o obietnicy, jaką złożył kuzynce i nie odpuści, póki nie wpadnie mu w łapki coś niesamowitego i błyszczącego.
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
Odrobinę wychudzona, koścista; drobna, niewysoka; czekoladowo-biała; sierść krótka, brudna, nieulizana, chociaż bardziej zadbana niż kiedyś; oczy żółte (prawe jak słońce, lewe jak piasek), wiecznie zmęczone i obojętne; czekoladowy nosek; uszczerbiona końcówka prawego ucha.
- art by tuszka -
Obojętna i oschła; opanowana do czasu; nie pamięta większości kotów, wszyscy zlewają jej się w jedną masę; jest ostrożna podczasów rozmów, nie zdradza za wiele; ataki paniki nadal są częścią jej życia, ale z innego powodu; nie jest już strachliwa; nie jest przyjazna, ale nie jest też niemiła - dopóki ktoś też zachowuje do niej szacunek.
– Dzika cisza brzmi śmiesznie, ale masz rację słyszę… Tylko wiesz no chodziło mi bardziej o widzenie! No bo i tu krzak, i tam krzak. Wszystkie krzak wyglądają tak samo, nie uważasz?? – Teoretycznie rozumiała do czego dążył, ale też nie przywiązywała do wszystkiego uwagi, była bardzo umiejscowiona w tym co tu i teraz, ale używanie zmysłów wydawało się u niej lekko upośledzone. Nie potrafiła się skupić na tyle długo, by wypatrzeć lub usłyszeć coś czasami, ale chociaż spróbowała, prawda? Dlatego gdy chwilę dłużej postała w miejscu nagle odezwały się do niej dźwięki otaczających ich rzeczy, co było bardzo miłym przeżyciem. W końcu nigdy nie słyszała prawdziwych żab, ale kociarniane mamy potrafiły dobrze naśladować takie zwierzęta! – OCię! Masz rrrację! Chyba mi się tu bardziej podoba, niż w obozie, a Tobie? – zagadnęła wesoło z wielkim uśmiechem, który od razu zszedł jej z mordki jak usłyszała jedno imię. – A mi to nic nie znajdziesz, chociaż ‘azem tu jesteśmy! Zawsze Niezapominajka… Nawet na Ceremonii wolałeś z nią siedzieć! – wypowiedziała rozeźlona całą sytuacją, bo o co tu chodziło! Czemu zawsze jej siostra się musiała wciskać tam gdzie nikt jej nie chciał (ona jej nie chciała). Wystarczyło, że kradła jej mamę, mogłaby sobie znaleźć własnego przyjaciela, a nie się czepiać tych, którzy są jej.
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
- Hmmm. Nie no, gdzie? Patrz, tamten jest trochę bardziej długi taki. A ten ma trochę wygryziony spód. A w tamtym siedzi jakiś ptaszek, bo widać jak skacze po gałązkach - pokazywał łapkami kolejno rośliny, chcąc uzmysłowić kuzynce, że wcale życie nie jest takie czarno-białe jak może się wydawać. Jasne, na pierwszy rzut oka faktycznie nie ma tu nic niesamowitego, ot, trochę krzaków, trochę trawy. Gdyby jednak spojrzeć oczami Świta, zdecydowanie można by było dostrzec pewne szczegóły, które nadają każdemu miejscu odrobinę magii i koloru.
- Chyba nie. To znaczy, ja bardzo lubię nasz obóz! I tu też mi się podoba. Nie umiem chyba wybrać. Ale różnica jest taka, że cały nasz obóz już znam, a tutaj nic a nic! Zupełnie nowa przygoda - uwielbiał poznawać nowe miejsca, fakty, rzeczy, słowa. Wszystko, czego dało się nauczyć, chętnie by wchłonął. Szkoda tylko, że za długo by nie ustało w jednym miejscu.
- Oh. Właściwie to ona przysiadła się do mnie. I bardzo ją lubię, kocham wręcz, w końcu to rodzina, tak jak ty. Ale ciebie przecież też kocham, Sarno. Nie wiedziałam, że się tak czujesz - brzmiała na rozgoryczoną, wyglądała na rozgoryczoną i chyba faktycznie rozgoryczona była. A to kompletnie nie było w interesie Świta, by ktokolwiek w jego otoczeniu był zły lub smutny. Szczególnie z jego powodu! - Tobie też chętnie coś znajdę, naprawdę! Czemu masz do Niezapominajki? Pomagała mi szukać ducha! Nie znaleźli co prawda, ale fakt że próbowała był bardzo miły.
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
Odrobinę wychudzona, koścista; drobna, niewysoka; czekoladowo-biała; sierść krótka, brudna, nieulizana, chociaż bardziej zadbana niż kiedyś; oczy żółte (prawe jak słońce, lewe jak piasek), wiecznie zmęczone i obojętne; czekoladowy nosek; uszczerbiona końcówka prawego ucha.
- art by tuszka -
Obojętna i oschła; opanowana do czasu; nie pamięta większości kotów, wszyscy zlewają jej się w jedną masę; jest ostrożna podczasów rozmów, nie zdradza za wiele; ataki paniki nadal są częścią jej życia, ale z innego powodu; nie jest już strachliwa; nie jest przyjazna, ale nie jest też niemiła - dopóki ktoś też zachowuje do niej szacunek.
Nie mogła się nie zgodzić, że ziomuś był dosyć spostrzegawczy, ale nie mogła też powiedzieć, że ma rację co do wersji, że krzaki wyglądają inaczej. Teoretycznie wyglądały, praktycznie nie było do nich większej filozofii, ale podobało jej się, że Świt umiał tyle wyłapać wzrokiem. Sama może by dzięki temu zaczęła więcej widzieć? I w końcu dostrzegać jakieś różnice między jednym krzakiem, a drugim… może zwierzynę by wtedy lepiej wypatrywała?
– Ja to wolę po p’ostu ciszę chyba, wiesz? W sensie jak jestem z Tobą to nie wydaje się tak samotnieee – stwierdziła przyglądając się rodzinie kamyczków, które właśnie miała przed pyszczkiem, były kolorowe i ładne, a w ogóle to wydawało jej się, że ten jeden wyglądał jak Świt!
Słysząc tłumaczenia przyjaciela trochę się uspokoiła, czyli to jednak Zapominajka była tą która ciąglę coś chciała od rdzawego, a nie na odwrót! Przykleiła się do niego i nie chciała odczepić, jak pazur do kory.
– No ja myślę, że chętnie mi coś znajdziesz! I też Cię kocham! – odpowiedziała agresywnie, prychając pod nosem, a brewki nadal miała złowrogo wykrzywione. – Moja siostra zawsze jest tam gdzie nie chce… zrresztą nie tylko ona. Każdy z mojego ‘odzeństwa jest taki sam – wymamrotała przenosząc wzrok z ziemi na Świta, który pewnie nic nie rozumiał z wypowiedzi kuzynki, ale czy to było ważne? Tak, ale nie na jej nerwy i agresywne działania, dlatego też. – Ale spójrz lepiej tu! Ten kamyczek wygląda jak Ty! A raczej Twoje oko. Bo jest zielony i ma taką dziwną plamkę w rogu niebieską – zaakcentowała wesoło, próbując odwrócić swoją uwagę od poprzednich złych myśli i skupić na czymś weselszym i ciekawszym.