Księżyce: 82 Mistrz: Kolczasty Grzbiet Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Łajba Partner: Morze, Chrzęszczący Chrabąszcz Trwałe urazy: mała blizna po prawej stronie policzka, podłużne rany na lewym boku, oderwany kawałek lewego ucha
Rudy złoty, tygrysio pręgowany | czarna LP łapka, plamka na karku i po lewej stronie brzucha [chimeryzm] | wysoki i szczupły | białe palce tylnych stóp i biała plamka na gardle | niebieskie oczy
Nie tego tematu spodziewał się poruszonego jako pierwszego, to musiał przyznać, jednak wcale a wcale nie narzekał. Różnorodność tutejszych kotów była...fascynująca. Brak spędzania czasu z przedstawicielami swojego gatunku wydawał się odcisnąć jakieś piętno na rudzielcu. Momentami czuł się wyobcowany, nie wiedząc, jak się zachować, jak odczytać mowę ciała. Bura jednak nie zdawała się mieć złych intencji, ani też nie miała mu za złe rozmów ze zbiornikami wodnymi, które w mniemaniu tutejszych raczej nie były zbyt żywotne.
- Nie sądzę, żebym spotkał. Proszę mi wierzyć, zapamiętałbym - uśmiechnął się zaczepnie, podnosząc zad z ziemi, by podejść parę kroków bliżej ku nieznajomej, ponownie przylizując mokre futro. - Znam Chrabąszczową Łapę, z Klanu Gromu. Bardzo porządny kot, choć ma trochę niepoukładane w głowie. Nie wiem, jak bardzo na serio bierzecie Gwiezdnych, ale on zdawał się być wręcz fanatycznie w nich wpatrzony - co nigdy Bonawenturze nie przeszkadzało, choć też nie brał za bardzo udziału w rozmowach na ich temat. Wyłapywał szczątki informacji, słuchał wybiórczo i sklejał wszystko na ślinę.
- Pozdrowię, naturalnie, Iskro. Ja jestem Bonawentura, skoro już mnie uraczyłaś imieniem - skinął ponownie głową, tym razem jednak płycej niż wcześniej i zdecydowanie krócej. - Jakie to jednak obowiązki klanowe, jeśli mogę spytać? Nie sądziłem, że macie tak dużo do zrobienia, by nie móc pójść na kilkudniową wycieczkę.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
– Nie wątpię. – odparła z uśmiechem, chociaż jakby ktoś poprosił ją o wyjaśnienie tej interakcji, nie potrafiłaby udzielić sensownej odpowiedzi. Nie miała pojęcia o co chodzi, ale wyrobiła się już całkiem w udawaniu, że ogarnia. Na tyle by nie zwrócić uwagi rozmówcy. Chyba, miała nadzieję przynajmniej. Zamiast tego skupiła się na Chrabąszczowej Łapie, którego rzecz jasna, nie znała. – Terminatorzy często tak mają, może jest jeszcze jakaś nadzieja dla niego? Ale tylko zgaduję, bo akurat nie kojarzę kota o takim imieniu. Zaś co do Gwiezdnych to wiesz... różnie, jak z każdą wiarą. Chociaż akurat mnie, że tak powiem, nie wypada nie brać ich na serio, gdy byłam świadkiem wystąpienia jednego z nich w czasie ceremonii. Inny mnie nawiedził... och, no i oczywiście wyprawa po życia, to też zdarzenie, którego się trudno wypierać.
Gwiezdni po prostu... byli. Tak jak trawa, obieg pór. Iskra nie myślała za dużo nad tym, że drzewa zrzucają liście, gdy zaczyna się ochładzać, tak jak za dużo nie myślała o tym, że zmarła matka obserwuje ją ze Srebrnej Skórki. Ale nie wątpiła, że się tam znajduje.
– O, miło mi ciebie poznać, Bonawenturo. – imię powtórzyła nieco wolniej, lekko marszcząc czoło i starając się zapamiętać je dokładnie. – Aj, akurat w Klanie zawsze jest dużo do roboty, szczególnie w tej porze, gdy piszczki się chowają głębiej w norach. Każda para łap do pomocy się przydaje, alee... – ściszyła lekko głos. – ... widzisz, mi szczególnie nie wypada znikać na kilka dni, bo jestem przywódcą. Nie mogę ot tak zostawić Klanu.
Księżyce: 82 Mistrz: Kolczasty Grzbiet Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Łajba Partner: Morze, Chrzęszczący Chrabąszcz Trwałe urazy: mała blizna po prawej stronie policzka, podłużne rany na lewym boku, oderwany kawałek lewego ucha
Rudy złoty, tygrysio pręgowany | czarna LP łapka, plamka na karku i po lewej stronie brzucha [chimeryzm] | wysoki i szczupły | białe palce tylnych stóp i biała plamka na gardle | niebieskie oczy
- Widzisz, mój drogi kolega został potrącony przez ludzki pojazd. Potwora, jak mniemam, proszę mi jednak wybaczyć, wciąż się dopiero wdrażam w wasze słownictwo - a z pewnością byłoby trudniej, gdyby w ludzkiej siedzibie nie poznał Chrabąszcza, który to mówił. Bardzo dużo mówił. Chcąc nie chcąc, Bonawentura zapoznał się z tymi czy innymi określeniami, choć niektóre były bez finezji. - Przeżył, może dzięki ludzkiej opiece, może dzięki losowi. Uważał jednak, że Gwiezdni go wybrali i że powinien głosić ich wiarę w ramach zadośćuczynienia za uratowanie mu życia. Przyznam, że uważam to za dość absurdalny pomysł, jako że próbował do wiary namawiać ledwie odrośnięte kocięta. Oczywiście to jest jedna rzecz, skoro mówił, że w Klanach od małego, za przeproszeniem, wpajana jest wiara. Co innego, jak mówi się nieprzystosowanym kociakom o tym, że kiedyś umrą i zasiądą na Srebrnej Skórce. Tak to się chyba nazywało, pamiętam że było to miłe skojarzenie. Przypomina mi o rybach - opowiedział, choć mówił to w taki sposób, że nie oczekiwał odpowiedzi. Właściwie to był pewien, że Iskra się nad tym nie będzie za bardzo zastanawiać, skoro, będąc Klanowym kotem, miała pewnie inne stanowisko niż on sam. Lubił jednak paplać, szczególnie na tematy, które nie chciały mu wyjść z głowy.
- Jeśli moje imię sprawia ci trudność, Iskro, możesz mnie również nazywać innym moim imieniem. Kraken było najświeższe przed moim obecnym. Najwcześniej natomiast zostałem nazwany Rekinem, które dostałem od mojej matuli - przedstawił się ponownie. Domyślał się, że jego imię nie było popularne w tych stronach, właściwie było uznawane za egzotyczne (tak przynajmniej myślał), nic więc nie stało na przeszkodzie, by przedstawić się innymi mianami.
- Ah, no proszę. Sama Gwiazda. Czy wymagana jest jakaś specjalna ogłada? Nie mówię, że traktowałbym cię jak ostatniego śmiecia, gdybyś nie okazała się przywódcą, Iskro, jednak tak wysokie stanowisko zdaje się że potrzebuje dobrych manier. Nawet od takich samotników i skromnych żeglarzy jak ja.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Kiwnęła krótko głową, na potwierdzenie, że o potwora musiało chodzić. Chociaż na burym pyszczku malowało się współczucie, może również odrobina przerażenia? Toć spotkania na Grzmiącej Ścieżce zwykle kończyły się śmiercią, Chrabąszczowa Łapa faktycznie musiał mieć niezwykłe pokłady szczęścia! Albo Gwiezdnych po swojej stronie.
– Och to dość... specyficzne podejście, chyba. Wspaniale słyszeć, że wyszedł z tego starcia żywo, to faktycznie niecodzienna sprawa. Ale przyznam, że jestem zdziwiona tym, że... hm... brzmi jakby próbował uczyć o Gwiezdnych koty spoza Klanów? – urwała w połowie poniekąd. Nie wiedziała jak powiedzieć, że pierwsze słyszała by Przodkowie przejmowali się kotami, które nie miały nic wspólnego z Czterema Klanami. Wydawało jej się to nieuprzejme, w rozmowie z samotnikiem, sugerować, że nie obchodził Gwiezdnych. Może obchodził. Albo jego przodkowie doglądali go z innego miejsca.
– Przyznam, że jest trochę długie, ale poradzę sobie z zapamiętaniem go, nie bój żaby! Jeśli teraz używasz tego imienia to nie ma tematu. – zapewniła zdecydowanie. Co prawda sama przedstawiła mu się swoim kocięcym mianem, ale kto wie na jakiej zasadzie Bonawentura posługiwał się swoimi imionami! Zresztą ile Klanowych kotów odrzucało kocięce imiona, prawda?
– Nie ma takiej potrzeby! – pośpiesznie pokręciła łbem na boki. – Widzisz, ja tu przychodzę raczej odpocząć od bycia przywódcą akurat, tak po prawdzie. Więc żadnego specjalnego traktowania ze względu na rangę nie oczekuję, brońcie Gwiezdni.
Księżyce: 82 Mistrz: Kolczasty Grzbiet Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Łajba Partner: Morze, Chrzęszczący Chrabąszcz Trwałe urazy: mała blizna po prawej stronie policzka, podłużne rany na lewym boku, oderwany kawałek lewego ucha
Rudy złoty, tygrysio pręgowany | czarna LP łapka, plamka na karku i po lewej stronie brzucha [chimeryzm] | wysoki i szczupły | białe palce tylnych stóp i biała plamka na gardle | niebieskie oczy
Odpowiedział kiwnięciem, tym razem jednak na kwestię całego Chrabąszczowego nauczania. - Tak było. Przyznam, że nie byłem największym fanem tych opowieści. Oczywiście ów wspomniane kociaki nie wydawały się zbyt przejęte, prędzej ich matka, która próbowała zasłaniać im uszy. Zaoferowałem mu nawet bycie jego własnym królikiem doświadczalnym, żeby to na mnie przelewał wszystką swoją wiedzę, choć nie uważam, żebym był, hm, godnym kandydatem na wyznawanie Gwiezdnego Klanu. Proszę mi wybaczyć, ale wolę myśl, że moi przodkowie spoczywają na dnie morza i nie mają wglądu w moje codzienne życie - usiadł, poprawił pozycję i otulił mokre łapy rudym ogonem. Czuł się przy Iskrze swobodnie, a przynajmniej nie widział w niej zagrożenia, więc rozluźnił mięśnie całkowicie, susząc się powoli w słabym słońcu jesiennego dnia. Sam temat Gwiezdnych był ciekawy, nawet nie frustrujący, choć Bonawentura miał dość silne przekonania w tym temacie. Może i by uwierzył, gdyby jakiego spotkał, choć nie sądził, by to było możliwe.
- Używam głównie po to, by nie wyjść z wprawy, gdy wrócę kiedyś do domu. Jak znajdę się ponownie na statku, trzeba być gotowym, że ktoś mnie zawoła. Nie przeczę jednak, że fajnie byłoby wrócić do starych imion, jako że wieki całe ich nie słyszałem - uśmiechnął się łagodnie. Póki co nie usłyszał ani Krakena ani Rekina, o ile sam się tak nie przedstawił. Miał wrażenie, że jeśli nie doda poprzednich imion do puli, jego połączenie z matką i przeszłością zatrze się całkowicie. Lubił myśl, że dalej jakoś pamięta o swojej kociej rodzinie i w ten sam sposób jego matka czy rodzeństwo wspominają o nim samym, gdziekolwiek by nie byli w świecie.
- Ah? Od czegóż to może odpoczywać przywódca? Nie zrozum mnie źle, nie przeczę, że to trudna rola, wręcz przeciwnie! Ciekawią mnie po prostu wasze zwyczaje i codzienność.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Pokiwała głową. Ich rozmowa musiała zabawnie wyglądać, gdy tak na przemian do siebie kiwali, gdy druga strona akurat mówiła.
– Och, oczywiście, rozumiem. – zgodziła się (albo przyjęła przeprosiny?), chociaż nie potrafiła wysilić się na obszerniejszy komentarz. Bo chyba nie rozumiała. Głupio było jej mówić, że z jej perspektywy wiara w przodków na dnie morza, niezdolnych do przyglądania się żywym, brzmiała strasznie smutno. Więc może lepiej było się nie odzywać w tym temacie.
– Oooch, no chyba, że tak się ma sprawa! To zmienia postać rzeczy. – wspaniale, czyli to nie był ukłon grzeczności w stronę burej i jej niewyćwiczonego języka. – Rekin brzmi ładnie. To, hm... coś konkretnego? Wybacz, w Klanach nazywamy kocięta od tego co widzimy dookoła zazwyczaj, przy kotach spoza Klanów nauczyłam spodziewać się wszystkiego. Ale jestem nieco ciekawa, skoro to imię, które nadała ci matka... wiesz, o co chodzi, nie? – ciężko było jednocześnie zaspokoić swoją ciekawość i jednocześnie nie urazić przez przypadek rozmówcy!! A z tyłu głowy swędziało ją jeszcze jedno słowo, które padło dopiero co. – Na statku... to twoja grupa?
Miała nadzieję, że nie pytała o zbyt wiele, że nie wchodziła w zbyt personalne rejony by Krakenowi było komfortowo. Nieco uspokajał ją fakt, że ciekawość nie była jednostronna i że nie tylko ona starała się tu dowiedzieć czegoś o odmiennym życiu i związanymi z nim zwyczajami. W zamian za to starała się jak najobszerniej odpowiadać na pytania skierowane w jej stronę.
– Hah, w sumie można powiedzieć, że od niczego. Przynajmniej w tym momencie. W pewnym sensie. Bo hmmm... chociażby patrząc na to, że jest trudniej o zwierzynę teraz by wykarmić liczny Klan, tym mogę się martwić. Ale nie tylko ja dbam o stos zwierzyny u nas, prawda? Wszyscy wojownicy i terminatorzy dokładają od siebie równie wiele co ja z reguły. Ale jednocześnie, to moja odpowiedzialność, żeby nikt nie chodził głodny? I gdzieś z tyłu głowy mam ciągle, że w razie gdyby zwierzyna się głębiej pochowała w nory, to na moich barkach będą spoczywać decyzje co teraz. I od tych decyzji będą zależeć życia wszystkich Wichrzaków. I no czasami... czasami fajnie na moment wypchnąć z pamięci takie zmartwienia na zaś. Ciężar odpowiedzialności, tak to chyba można określić? – zastanowiła się na moment i krótko uśmiechnęła. – Poza tym. Jakbym miała porównywać bycie przywódcą do czegokolwiek innego to powiedziałabym, że to jak bycie rodzicem? Tylko tych kociąt jest cała masa. I jasne, są na tyle duże by się same zająć sobą, ale jak to między rodzeństwem bywa, mają mniejsze i większe sprzeczki. Czasami mają głupie pomysły po prostu. I no wiesz... trzeba pilnować by nikomu się krzywda nie stała. I nawet jak idą na spacer same, a ty wierzysz już, że są wystarczająco odpowiedzialne by wrócić w jednym kawałku, to się przejmujesz. Mniej czy bardziej. Wiesz co mam na myśli?
Księżyce: 82 Mistrz: Kolczasty Grzbiet Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Łajba Partner: Morze, Chrzęszczący Chrabąszcz Trwałe urazy: mała blizna po prawej stronie policzka, podłużne rany na lewym boku, oderwany kawałek lewego ucha
Rudy złoty, tygrysio pręgowany | czarna LP łapka, plamka na karku i po lewej stronie brzucha [chimeryzm] | wysoki i szczupły | białe palce tylnych stóp i biała plamka na gardle | niebieskie oczy
Cieszył się, że doszli do porozumienia, nawet jeśli mieli zupełnie inne postrzeganie życia po życiu czy też wiecznego spoczynku. Nie potrafił sobie wyobrazić kolejnej wieczności spędzonej w Gwiazdach. Z tego, co opowiadał mu Chrabąszcz, nie było tam za bardzo mowy o Morzu, a tego Bonawentura by nie przeżył (o ile Klanowe zaświaty przewidują koncept drugiej śmierci, nawet jeśli tylko mentalnej).
- Nie jestem w stanie powiedzieć, czy u mnie było podobnie, jako że nie bardzo znam koty z moich stron. Rekin to ryba, momentami dość spora, z kilkoma rzędami ostrych zębów, małymi kaprawymi oczami, szarą błyszczącą skórą. Nasłyszałem się, że to bezwzględni zabójcy i wytrwali drapieżnicy morscy, choć do tej pory widziałem tylko martwe osobniki albo umierające, gdy moi ludzcy kamraci złapali je w sieci. Nie powiedziałbym też, że pasuje do mnie to imię, jako że żaden ze mnie zabijaka. Niemniej czuję sentyment do niego z czasów kocięctwa - wyjaśnił, a mówił powoli i spokojnie, by dać odpowiedni czas każdemu słowu, a i żeby nie zalać towarzyszki rozmowy zbyt dużą ilością niepotrzebnych informacji na raz. Bonawentura uwielbiał mówić, ale najczęstszą odbiorczynią jego słów było Morze i wiatr. Z tego też względu nauczył się, że mógł mówić w swoim tempie, jako że nikt go nie gonił, a on mógł pozbierać myśli kiedy tylko chciał. - A statek to…hm. Jest to trochę ludzka budowla, ale porusza się po wodzie. Jest napędzana wiatrem, a na niej stoją ludzie i się przemieszczają. Dzięki temu mogą dotrzeć dalej i łowić ryby albo rozkoszować się morską bryzą. Trochę jak kłoda na środku jeziora, na której siedzą żaby lub ptaki - wyjaśnił, z nadzieją że analogia będzie na tyle przystosowana do tutejszego życia, że Iskra bez problemu zrozumie. - Moja grupa znajduje się na statku właśnie. Nazywamy się wtedy załogą.
Rozejrzał się po okolicy, słuchając z uwagą o Klanowych problemach. Rzeczywiście było chłodno, a z pewnością miało być jeszcze chłodniej. Obawiał się, że rzeka i jezioro zamarzną na tyle, że nie będzie w stanie łowić, mógł więc sympatyzować z Iskrą jeśli chodzi o klęskę głodu w drastycznej sytuacji. On miał o tyle lepiej, że był sam jeden. Gorzej, że mógł polegać tylko na sobie.
- To rzeczywiście spora odpowiedzialność. Śmiałem się raz, że gdybym ja był przywódcą w Klanie, to bym pozmieniał to i owo. Mam teraz jednak trochę szersze spojrzenie, jak to rzeczywiście wygląda i przyznam, że nie zazdroszczę - pokiwał głową ze współczuciem. - Rozumiem, co masz na myśli. Rodzicem co prawda nigdy nie byłem, ale domyślam się co za tym idzie. Jesteś Przywódczynią z własnej woli? Czy raczej Klan cię wytypował do takiej roli?
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Jest szansa, że nad wodą natrafimy na pisklęta. Małe kaczuszki chętniej pływają niż chodzą, więc nasze poszukiwania warto rozpocząć w tych rejonach. – wyjaśnił Świt, kierując ją na wycieczkę poza tereny Wichru. Niby głównym celem był obiecany spacer z burą, rozejrzenie się za kwiatkami i tym podobne, przyjemne atrakcje, jednak były samotnik miał podzielną uwagę i zdolność do wielozadaniowości. Stąd, liczył na to, że przy okazji uda się spełnić obywatelski obowiązek dorzucenia czegoś na stos (raczej nie kaczątek, a ich matki). I najlepiej tak by Świt nie była świadkiem morderstw, a jedynie wyciągnięcia martwych zwierzątek z kryjówek. To totalnie robiło różnicę.
– Wypatruj ich w zaroślach, ale nie wchodź do wody, jest strasznie zimna. – uprzedził koteczkę, bez uprzedniego sprawdzania temperatury wody. Nie obawiał się raczej przeziębienia, prędzej tego, że Świt radośnie wbiegnie na sam środek nim przypomni sobie, że nie potrafi pływać.
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
- Jak one to robią? Haha - powiedziała wesoło, zdając sobie sprawę, że kaczuszki nie uczą się tak jak koty. Nikt im nie powie, że muszą machać łapkami, czy w ich przypadku stópkami, by utrzymać się na wodzie. - Myślisz, że też byśmy umieli od razu pływać gdybyśmy mieli takie płaskie stópki? Albo te takie...błony! Śmiesznie by to wyglądało - zaśmiała się, wstrzymując krok by poprzebierać trochę palcami przedniej łapy. - Azalia!! Światła!! Wędrujące znaczy!! - pisnęła, doskakując do przyjaciela ze swoim najnowszym odkryciem. - My MAMY takie błonki!! Widzisz?? Małe ale mamy!! - wyszczerzyła ząbki, dumna z obserwacji, która do tego dotarła do niej w tak szybkim tempie!
Następnie, zgodnie z poleceniem, wytężała wzrok przy zaroślach i brzegu rzeki, starając się wywęszyć małe, opierzone kuperki, by móc się pozachwycać kaczkami. Starała się jednak unikać wody, mimo wszystko.
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Ściemniasz chyba, żadnych błonek nigdy nie widziałem... – zaprzeczył i zaraz podniósł lewą łapkę, jakby chciał uważnie przyjrzeć się przestrzeni między jasnymi paluszkami. Ugh, rozdwoił mu się jeden pazur. Albo rozwarstwił, może to bardziej prawidłowe określenie. Ale nie tego dotyczyła rozmowa ze Świt, więc zamiast krzywić się nad jednym, uszkodzonym pazurkiem, otworzył szerzej błękitne oczy i przybrał zdziwioną minę. – Och, faktycznie! Że coś takiego tyciego dojrzałaś... Ale chyba za małe do pływania, co? Myślisz, że do czego służą? – pokiwał łbem z uznaniem i zaraz dał jej kolejną zagadkę do przemielenia w głowie. Żeby żadne głupie pomysły nie miały okazji wpaść do zajętej przestrzeni między ciemnymi uszkami, taki przebiegły plan miał oriental.
Towarzyszył w poszukiwaniach małych kaczuszek, chociaż bardziej skupiał się na dojrzeniu lub wywęszeniu większych egzemplarzy. Bądź innej piszczki.
Zaranny Blask wytężała wzrok w poszukiwaniu kaczek na małym bagienku, które dzisiaj cicho pomrukiwało przez parę żabek gdzieś daleko, a sama woda jedynie lekko falowała na wietrze. Kaczuszek jednak brak, jedynie małe stworzonko na brzegu, które właśnie się poiło nieopodal, zajęte sobą samym wśród trochę wyższej trawy. Świt miała jednak idealny dostęp na spostrzeżenie myszki.
Wędrujące Światła w tym samym czasie miało szansę zauważyć śliczną kitę wystającą pośród pałek wodnych, kręcącą się w kółko jakby właściciel pięknego kręconego futerka biegał po okręgu w popłochu.
[Orion] lvl: 11 | S: 22 | Zr: 33 | Sz: 13 | Zm: 13 | HP: 94 (105) | W: 74 (95)
>0st dziobnięcie między oczami
>0st siniak na prawym policzku
>0st wyrwane kilka kłaczków z szyi
>0st delikatne ślady po zębach na prawej łapie
>0st potargane kłaczki na lewej łapie
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
Przystanęła na krótki moment, przyglądając się myszy na brzegu. Kaczuszką to ona nie była, choć dla Świt był to równie uroczy widok, więc jedyne co zrobiła, to pomachała łapką gryzoniowi, uśmiechnęła się szeroko i minęła, nie przeszkadzając zwierzątku w piciu wody. Ruszyła dalej w poszukiwaniu kaczątek (lub skarbów), trzymając się na odległość ogona od wody, byle do niej nie wpaść. Szczególnie, że Azalia zabronił się topić tym razem.
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
W pierwszej sekundzie, przez myśl przeszło mu bardzo zmęczone to niefortunne, znowu trzeba będzie udawać pieska stróżującego. W drugiej sekundzie, przypomniał sobie, że jakkolwiek zamierzał upolować coś na klanowy stos, tak nie znajdował się w granicach pilnowanego ogródka, nikt mu nie dyszał nad karkiem żeby przepędzić intruza, bo na ziemiach niczyich nie istniał koncept intruza. Co najwyżej niechcianego towarzystwa.
Żeby uciec od swojej tragicznej wpadki i rozważań na temat tego jak głęboko klanowa zaraza zaczynała zakorzeniać się w jego nawykach, Orion postanowił zostać tym niechcianym towarzystwem dla loczkowanej kity. Uważając na grząski grunt, ruszył w stronę kręcącego się kota w zaroślach. Zgubił się? Czegoś szukał?
– Kaczki ukradły ci zaczarowaną szyszkę? A to dranie. – rzucił nieco głośniej, licząc że tyle starczy by zwrócić uwagę nieznajomego. Można było zignorować lekkie spięcie w jasnych barkach i gotowość do uniku, a następnie kontrataku, gdyby jednak kot postanowił dosadnie okazać jak bardzo nie życzył sobie towarzystwa.
Niczego nieświadoma zdobycz dzisiaj przez swoje niedbalstwo nie straciła życia ze sporych łapek wichrzaczki. Najwyraźniej serce kotki było zbyt wielkie, by ta mogła po prostu rzucić się na nic nieświadome stworzenie… ale co by powiedziała słodzinka na kopiec kreta? Właściciel właśnie wychylał się z domku, węsząc porządnie jakby coś zgubił, tylko co?
Strzepnęła uchem kiedy usłyszała głos zza swoich pleców, jakby kompletnie nie przejęta faktem, że ktoś właśnie zakradł się do niej i mógł jej zrobić krzywdę. Miała na głowie ważniejsze rzeczy, a nie jakieś… słabe teksty od - cóż. Odwracając się z ciekawości kto właśnie do niej mówił, raczej nie spodziewała się zobaczyć przystojnego i zadbanego kocura, który może po przyjrzeniu miał parę wad, ale ogólnie trudno było mu coś zarzucić. Nie zamierzała jednak teraz się rozpraszać, musiała znaleźć swoją obróżkę. Głupi ludzie! Gdyby nie wymyślili automatycznych drzwiczek dla kotów, które otwierają się tylko dzięki tej obróżki to teraz mogłaby po prostu wrócić do domu nie zmartwiona. A tak to? Koszmar.
— Mhm, dokładnie tak — odpowiedziała jakby nieobecna, idąc kawałek do przodu, bo przecież tam musiała być! No przecież nie odkładała jej tak daleko. Niemożliwe…
[Orion] lvl: 11 | S: 22 | Zr: 33 | Sz: 13 | Zm: 13 | HP: 94 (105) | W: 74 (95)
>0st dziobnięcie między oczami
>0st siniak na prawym policzku
>0st wyrwane kilka kłaczków z szyi
>0st delikatne ślady po zębach na prawej łapie
>0st potargane kłaczki na lewej łapie
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
Nie spodziewała się spotkać krecika na swojej drodze. Ba, nie spodziewała się, że zdoła go w ogóle dostrzec, jej wzrok był skupiony na płynącej rzece, na krzaczkach i samym brzegu. Może rzeczywiście rozglądanie się nie będzie takim złym pomysłem? Kaczuszki nie tylko pływają.
Schyliła się z odległości, przyglądając się wystającemu z norki koledze, uśmiechnęła się szeroko i...pomachała i jemu. A następnie ruszyła dalej, kontynuując poszukiwania.
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.