Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Obdarzyła Oriona krótkim spojrzeniem (z równie krótkim komentarzem) i zaraz znowu skierowała nosek w stronę gruntu, wracając do poszukiwań. Ale czy tyle starczyło, by były samotnik wrócił do pierwotnego zajęcia? Otóż nie, loczkowana kotka pasowała do szuwarów jak wół do karety (pozostawmy publiczności do zadecydowania czy nieznajoma była wołem czy karetą w tym scenariuszu), więc automatycznie jej poszukiwania stawały się odrobinę ciekawsze. Co takiego mogła tu zagubić, z pewnością nie była to martwa piszczka. Orion sam zaczął rozglądać sie ukradkiem za elementem niepasującym do standarowego krajobrazu.
– Jest ryzyko, że kaczki przejmą władzę nad światem jeśli jej nie odzyskasz czy raczej nie czeka nas zagłada przez twoje nieszczęście, hm? – zagaił po raz drugi, licząc na to, że tym razem odpowie konkretniej i jakoś naprowadzi go na odpowiedź, jeśli sam szybciej nie dostrzeże obiektu.
Wichrowa Matka ewidentnie nie była tutaj na polowaniu, ale każdy przechodzący obok kot mógłby stwierdzić, że to już zakrawało o coś bardzo… niezrównoważonego. Każde stworzonko jakie minęła już zostało przywitane i pożegnane, ale przynajmniej zwierzyna mogła czuć się aktualnie bezpiecznie… chociaż może drozd miał zostać tym pechowym gagatkiem? Właśnie dziobał coś w ziemi, odwrócony plecami do kotki, chyba próbował wyciągnąć robaczka z ziemi?
Znowu zamierzała strzepnąć tylko uchem na to co usłyszała, ale jakby dotarło do niej po sekundzie co usłyszała i aż zatrzymała się w miejscu. Mrugnęła parę razy oczami ze zdziwienia, głowa aż lekko cofnęła się zdziwienia kawałek do tyłu, a nosek zmarszczył. I dopiero wtedy po tej delikatnej, acz widocznej reakcji spojrzała na kocura.
— Co Ty do mnie powiedziałeś? — zapytała szczerze zdziwiona, miodowymi oczami obrysowując całą sylwetkę… samotnika? Nie bardzo wiedziała jak ma zareagować na przedstawioną sytuację, nie bardzo też wiedząc, czy rozumiała wszystko co powiedział kocur. Chyba tak? Ale… nie do końca?
[Orion] lvl: 11 | S: 22 | Zr: 33 | Sz: 13 | Zm: 13 | HP: 94 (105) | W: 74 (95)
>0st dziobnięcie między oczami
>0st siniak na prawym policzku
>0st wyrwane kilka kłaczków z szyi
>0st delikatne ślady po zębach na prawej łapie
>0st potargane kłaczki na lewej łapie
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
Mysz, kret, a teraz drozd. Trzeba było przyznać, że pomimo Świtowych gabarytów, trafiali jej się najmniejsi przedstawiciele lasu. Co będzie następne? Bakteria? Ja zresztą też by pewnie przywitała.
Uśmiechnęła się do drozda również i jemu machając łapką, a następnie przystanęła na dłuższą chwilę. Uwielbiała ptaki i obserwowanie ich zawsze sprawiało jej przyjemność. Mimo tego, nie czekała tu aż tak długo, w końcu dalej miała misję. Ruszyła przed siebie.
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Nic nie dostrzegał dookoła. Szkoda. Przerwał swoje subtelne poszukiwania, gdy kotka zatrzymała się, mrugając niezbyt przytomnie. Oriental machnął niedbale cynamonową kitą.
– Pytałem, czy zgubiłaś coś ważnego. Dla ciebie, twojej rodziny, lokalnej populacji chomika. Czy jak nie znajdziesz tego do wieczora to będziesz szukać całą noc, rozumiesz. – wyjaśnił, tłumacząc z kociego na nasze. Byłby skłonny stwierdzić, że jest zwyczajnie nudna, skoro nie podłapała tematu, ale... rzecz w tym, że koty, którym było nie po drodze z takimi rozmowami, zwykle wyrażały swój niesmak wprost. Nie dziwiły się, nie były nieobecne, więc może faktycznie szukała czegoś wartościowego. Czegoś na tyle istotnego, że mógłby stwierdzić moment temu, że stoi za nią pies z otwartą paszczą, a zareagowałaby równie nieprzytomnie.
Świat najwyraźniej również zauważył, że podrzucał pod łapki kotki same malutkie zdobycze, dlatego zamierzał zmienić to tym razem. Spory, czarny ptak, którego pióra odbijały światło słońca właśnie owe piórka sobie mył, a może coś go po prostu swędziało? Niezależnie od tego - nie zwracał po prostu uwagi na nic, niecałe dwie lisie kity dalej, a Świt miała dzięki temu sporą szansę na upolowanie gawrona! Była to raczej rzadkość kiedy to w większości widywało się je w stadach… może załatwienie typka dodałoby punkty do superowości?
Och, nie spodziewała się trochę, że w lesie… czy tam łączce, czy cokolwiek to było spotkałaby kogoś kto interesowałby się tym co u niej i czemu nie ucieka w popłochu albo co z nią będzie. Chociaż nie. Nie odczuwała w tym dozy rycerstwa, kogoś kto chciał jej pomóc, raczej coś dziwnego. Kocur prawdopodobnie miał kompletnie inne zamiary od tego co sobą próbował reprezentować. Miał w sobie trochę uroku, ale raczej nie było to coś nowego… chociaż nie mogła też powiedzieć, że było to coś kompletnie znanego. Spojrzała w niebo jakby szukając ukrytej kamery z szybowca, chyba mu nie do końca ufała.
— Nie wiem o czym mówisz. Nic nie zgubiłam. Po prostu dogłębnie badam faunę i florę tego… bajorka — wyjaśniła również, ale z lekkim uśmiechem. Jakoś nie chciała dać się wrobić w jakieś reklamy super kocimiętki, czy zostać zaprowadzoną gdzieś słowami “wiem gdzie to leży, chodź pokaże ci”, nie z nią te numery.
[Orion] lvl: 11 | S: 22 | Zr: 33 | Sz: 13 | Zm: 13 | HP: 94 (105) | W: 74 (95)
>0st dziobnięcie między oczami
>0st siniak na prawym policzku
>0st wyrwane kilka kłaczków z szyi
>0st delikatne ślady po zębach na prawej łapie
>0st potargane kłaczki na lewej łapie
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
Stanęła, oczarowana patrząc na ptaszysko. Miał piękne czarne piórka i był naprawdę duży. Chyba największy ptak, jakiego widziała do tej pory. No, poza jastrzębiem...Ale tego spotkania jakoś nie liczyła.
Patrzyła się z zachwytem na gawrona, ale tym razem nie pomachała mu łapą. Za to...pomachała mu drugą. Bo ta pierwsza się trochę zmęczyła od ciągłego ruchu! Po krótkiej interakcji, posłała mu wesoły uśmiech i poszła dalej na poszukiwania.
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Czy Orion reprezentował sobą cokolwiek teraz? Nie powiedziałby. Nie oferował pomocy w szukaniu przecież, jedynie pytał jak istotny był przedmiot poszukiwań. Jedno nie wynikało z drugiego, a intencje orientala nie były fałszywe. Nie były... żadne w zasadzie. Ot, ciekawość, z którą nie zdecydował jeszcze co zrobi. Pewnie niewiele, zważywszy na to, że powinien mieć oko na Świt i nie siedzieć zbyt długo w jednym miejscu.
– Och, oczywiście. – zgodził się uprzejmie, samemu rozglądając się na boki za tą florą i fauną. – I udało ci się wybadać jakieś intrygujące odkrycie? – spytał przy okazji, samemu podchodząc bliżej do jednej z roślinek szuwarowych i oglądając jej listki. Może nieco dokładniej przestrzeń za roślinką. Jak nic ciekawego nie znajdzie to pewnie ruszy dalej, nic tu po nim. Może gdyby nie miał konkretnych planów, mógłby poświęcić nieco więcej czasu na nieznajomą i jej badania.
Gawron najwyraźniej również miał już zapisaną dalszą historię, gdzie nie czeka go śmierć dokładnie w tym konkretnym momencie, Świt znowu nie zamierzała upolować czegoś, była wierna swoim przekonaniom. Jak dziwnie to nie wyglądało, trzeba było przyznać prawdziwe zaparcie w sercu. Może dlatego została nagrodzona? Znaczy o ile akurat zauważyłaby, że po Czarnym Ogonie właśnie płynęła jakaś dziwna rzecz, która poruszała się delikatnie do przodu. Wyglądało jak oderwana łapka, ale w kolorze żółci, trochę jakby złota jeśli kotka wiedziałaby co to złoto. “Łapka” była mała i jakby wyłowiła ją z rzeki może gdyby sama posiadała mniejsze łapki to mogłaby ją włożyć… do środka? Cóż to takiego mogło być? Ciężko było stwierdzić, ale na pewno niektórzy powiedzieliby, że dziwactwo, a inni, że uroczo wygląda to… coś.
Prychnęła lekko, aż wibrysy okalające jej lekko wyblakłą rdzawą mordkę podskoczyły, oczy zaś przewróciły się w niedowierzaniu. Nie poddawał się, ale musiała przyznać, że był dosyć zabawny, nie poddawał się łatwo, a uśmiech mimowolnie wpełzł na jej mordkę. Szybko jednak postarała się go zepchnąć z ust odchrząkując.
— Że jest tu o wiele bardziej mokro, niż na moim podwórko, a ufanie samotnikom to nie na moje lata — powiedziała nie przejęta. — A poza tym widziałam gdzieś dwa żuczki, które… — Spojrzała na niego lekko pobladła. — były bardzo szczęśliwe będąc tutaj. — rzuciła odchodząc kawałek i strzepując kitą. Gdzie to było! Czy ona była ślepa? Przecież odkładała to tutaj. Szkoda tylko, że kochana pieszczoszka pomyliła kamień, przy którym położyła obróżkę, bo jak na złość obok siebie leżały przynajmniej trzy takie same. Orion zaś mógł niechcący przyuważyć dziwne ustrojstwo, najwyraźniej w czepku urodzony - wybrał właśnie odpowiedni z trzech kamieni. Ciemna turkusowa obroża leżała właśnie tam, przy roślinkach i krzaczkach gdzie zaglądał, ale czy był na tyle spostrzegawczy?
[Orion] lvl: 11 | S: 22 | Zr: 33 | Sz: 13 | Zm: 13 | HP: 94 (105) | W: 74 (95)
>0st dziobnięcie między oczami
>0st siniak na prawym policzku
>0st wyrwane kilka kłaczków z szyi
>0st delikatne ślady po zębach na prawej łapie
>0st potargane kłaczki na lewej łapie
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
Miała zamiar już krzyczeć za swoim towarzyszem, bo hej!! Małe, żółte, płynęło po rzece, to na pewno kaczuszka, której szukali! Podskoczyła wesoło do brzegu i chciała już wystawiać łapkę, gdy przyjrzała się bliżej temu...czemuś. Nie wyglądało jak zwierzątko nawet, nie miało głowy ani oczu, nie wydawało żadnych dźwięków. Po prostu...płynęło. I odpłynęło dalej, a że Świt nie była tym aż tak zaaferowana, kiedy okazało się że to nie kaczuszka, wzruszyła jedynie barkami i poszła dalej wzdłuż brzegu.
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Rozsądny kot wybrałby jeden komunikat, na którym by się skupił. Oriental jednak był kotem uważającym, że złapanie dwóch srok za ogon nie było wielkim wyczynem. Mógł chwycić i trzy, z jednym okiem zamkniętym.
– Hm, jestem w stanie sobie to wyobrazić, na podwórku pewnie masz trawę, która ogranicza zasięg błota. – przytaknął w pewnym sensie nim przybrał zaniepokojoną minę. – Samotnika? Słusznie, że nie darzysz ich zaufaniem, uśmiechają się uprzejmie, a nim się obejrzysz, namawiają do zejścia ze ścieżki prowadzącej do babci i stajesz się ich kolejnym posiłkiem. Okropieństwo. – wzdrygnął się, ale powiedzmy sobie szczerze. Nie dbał o naturalność tej części przedstawienia, połowa sztuki leżała w tym jak przerysowane było.
Na szczęśliwe żuczki uniósł pytająco brew, bo dla niego brzmiało to trochę jakby ktoś przykładał im pazur do gardła, gdy padło pytanie o poziom zadowolenia z życia. Albo kręconej reporterce ktoś groził (wcale nie, odeszła całkiem zbywająco, trochę morderstwo zainteresowania, nieuprzejmie). Zanim jednak teoria spiskowa wyhodowała sobie nóżki, Orion dostrzegł obcy kształt przy kamieniu. Nie przyjrzał mu się dokładnie, starał się nie patrzeć zbyt intensywnie w tę stronę – chciał podejść lekkim krokiem, zupełnym przypadkiem zatrzymać się koło akurat tego kamienia, przysiąść sobie i ukryć turkusową obrożę pod puchatą kitą.
– A te twoje żuczki, jakiego koloru miały pancerzyki? – zapytał, by zaraz zacząć snuć głośniejsze rozważania. – Może takie niebieskawe... wpadające w zieleń? Jasne jak na żuczki, ale ogólnie ciemniejsze. Myślę, że takie pancerzyki byłyby całkiem ładne, nie uważasz?
Niestety Świt musiała się załamać w momencie, w którym zrozumiała, że bucik płynący po rzeczce nie był kaczuszką, której szukała. Nic dziwnego, jedno było słodkim żyjątkiem, a drugie za małym bucikiem, którego para gdzieś dawno temu zatonęła po drodze. Idąc dalej kotka miała szansę przyuważyć na brzegu wyrzucone legowisko, które posiadało łuk nad sobą? Wyglądało dziwnie, lekko przyozdobione kwiatkami na zewnątrz, a w całości zrobione jakby z patyków, w środku było widać pokolorowane jedno jajko, które nie wyglądało jak typowej jaskółki, czy drozda.
— Mam dziwne wrażenie, że jesteś zaznajomiony z ogródkami na osiedlu. Często tam bywasz? — Odbiła piłeczkę i nie pozwoliła żeby temat kręcił się tylko wokół niej. Nie była zbyt ufna ogólnie, w czym tylko uświadamiały ją wypowiedzi orientala, był zabawny, ale zastanawiające to było. — Czerwony Kapturek. Dobra bajka — odpowiedziała również rzucając kocurowi uśmieszek rozbawienia. Imponowało jej z jaką łatwością wymyślał na bieżąco co rusz nowsze rzeczy i ciągnął konwersacje. Tylko dlatego trochę mniej skupiała się na poszukiwaniach, a na przysłuchiwaniu się co dodatkowego powie kocur.
— Co? — Odwróciła łeb w jego stronę z lekkim zaskoczeniem. — Och… chyba... tak? Chociaż zależy, fioletowe żuczki nie wyglądają źle – odchrząknęła i skupiła teraz całą uwagę na kocurze, chociaż szybko wróciła do patrzenia wokół drugiego kamienia, który wyglądał jak to miejsce. Czuła się dziwnie przy typie, jakby czytał ją jak otwartą księgę... ale nie do końca jej to przeszkadzało. Chyba?
[Orion] lvl: 11 | S: 22 | Zr: 33 | Sz: 13 | Zm: 13 | HP: 94 (105) | W: 74 (95)
>0st dziobnięcie między oczami
>0st siniak na prawym policzku
>0st wyrwane kilka kłaczków z szyi
>0st delikatne ślady po zębach na prawej łapie
>0st potargane kłaczki na lewej łapie
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
Idąc dalej, rzeczywiście dostrzegła dziwne gniazdko z niegdyś jasnymi, teraz przybrudzonymi pyłem i wodą kolorami. Było bardziej interesujące niż odpływająca samotnie prawie-kaczuszka. Obwąchała je dokładnie, polizała po poręczy, a następnie weszła do środka, wcześniej przesuwając nosem kolorowe jajko w środku. Ułożona w półleżącej pozycji spojrzała na obły kształt kolorowej pisanki i stuknęła ją łapką, chcąc zobaczyć co się stanie.
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Ostatnio raczej rzadziej, obowiązki trzymają w tej części lasu, mniej czasu na odwiedzanie starych śmieci, rozumiesz. A co? To zaproszenie? – przekrzywił łeb z uprzejmym zainteresowaniem. Jak pies, który próbował zrozumieć więcej przez lekką zmianę perspektywy. Nie potrzebował tego, ale uważał, że barwne gesty wyglądały ładniej. – Czerwony Kapturek? Chyba pierwsze słyszę. – uśmiechnął się niewinnie z lekkim trzepotem rzęs. – Osobiście byłem większym fanem Śnieżki. Albo raczej tamtego magicznego lusterka. – wyjawił kotce. Powiedzmy, w nagrodę za wyłapanie wcześniejszego odniesienia. Żeby mimo wszystko potwierdzić, że słusznie zauważyła. Poza tym... kawałek szkiełka, który codziennie rano mówiłby mu, że jest najpiękniejszy na świecie? Jak oriental mógłby nie wyrazić zainteresowania takim.
– Hm, prawda. Fioletowe nie są złe, ale czegoś im brakuje. – przyznał. Nie był największym znawcą robactwa, ale chyba pancerzyki wpadające w fiolet były tymi jednymi z popularniejszych? Chociaż mniejsza z tym, zaskoczenie kotki mówiło mu wystarczająco wiele.
– Ale cóż, nie bez powodu nazwali mnie Wędrującymi Światłami. Więc będę się już zbierał w dalszą drogę. – rzucił z lekkim ociąganiem. – Ale zanim pójdę, mam coś dla ciebie i zdaje mi się, że przypadnie ci do gustu, wiesz? – sięgnął po schowaną obróżkę i podsunął ją kotce. – Będzie ładnie się wybijać na tle rudego futerka, moim skromnym zdaniem. – posłał jej ostatni czarujący uśmiech i jeśli go nie zatrzymywała (nie postanowiła jednak udusić), mógł faktycznie ruszyć za piszczkami.
Legowisko było na tyle sporych rozmiarów, że Świt może jedynie leciutko czuła się ściśnięta pomiędzy ściankami, chociaż czy było też na tyle wygodne? Kto co lubi, niektóre gałązki mogły się wrzynać, ale nic co by kępka mchu nie poprawiła… oczywiście jeśli dziecina zamierzała ze sobą zabrać śmieszne coś. Jajeczko, które przeżyło jednak tak długą drogę i oj… już dawno temu było pomalowane okazało się o wiele bardziej delikatne. Pękniecie szybko pojawiło się na skorupce, a zaraz za tym pęknięciem kotka mogła poczuć zapach. A może raczej niewyobrażalny smród. Smród jaja, które dawno było po terminie… och.
Zanim zdążyła się powstrzymać z jej pyszczka wypadło zaciekawione “hm?”, więc nawet nie próbowała się trzymać dalszego bycia tajemniczą… przynajmniej w tej pierwszej sprawie, aczkolwiek na… flirt? Wywróciła oczami. — Nie zapraszam byle kogo — rzuciła beznamiętnie przyglądając się posturze kocura. Może trochę nie był byle kim. — Lubisz jak powtarzają Ci, że nigdy nie będziesz najpiękniejszy na świecie? — zapytała lekko psotnie, chociaż przegryzła wewnętrzną część policzka by ukryć uśmieszek. Nie żeby była wredna na co dzień, ale tutaj sytuacja była dosyć dziwnie… przekomarzająca się cały czas, tak przynajmniej czuła i nie wydawało jej się, by nie miała racji. Akurat rację miała często.
— Trudno się nie zgodzić. — Aczkolwiek zajęta była szukaniem tej cholernej obróżki, więc ciężko było jej na sto procent być pewną, że nowy kolega właśnie nie podpuszczał jej do czegoś. — Och? — Zdziwiona odwróciła wzrok, a jej oczom ukazała się owa obróżka, której nie mogła się doszukać. Czyli jednak dobrze wyczuwała wtedy lekki podstęp… ale jedynie co to zaimponowało jej to. Uśmiechnęła się równie czarująco i zarzuciła na szyję luźną obróżkę podbiegając lekkim krokiem do kocura. — Jednak naprawdę nie jesteś byle kim… Wpadnij kiedyś. Dwupiętrowy domek z żółtym płotem, obok często stoi niebieska zjeżdżalnia dzieciaków moich właścicieli… A jeśli byś się zgubił to wołaj po Ceres, wtedy się zjawię — powiedziała mu na odchodne, puszczając nie tylko oczko, ale i kręconym futerkiem na ogonie przejeżdżając mu po podgardlu. A następnie powędrowała w stronę osiedla nie odwracając się za siebie. Czy była pewna tego kocura? Nie bardzo, ale bawił ją na tyle, że mogła chcieć skrzyżować z nim kiedyś drogi. Na dodatek najwyraźniej miał ciekawą historię. Nie tylko znał osiedle, ale również należał do pobliskich klanów… a to było już dość zaskakujące z tego co wiedziała o klanowych kotach z ploteczek.
[Orion] lvl: 11 | S: 22 | Zr: 33 | Sz: 13 | Zm: 13 | HP: 94 (105) | W: 74 (95)
>0st dziobnięcie między oczami
>0st siniak na prawym policzku
>0st wyrwane kilka kłaczków z szyi
>0st delikatne ślady po zębach na prawej łapie
>0st potargane kłaczki na lewej łapie
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
Czując nagły...zapach, wyskoczyła z gniazdka jak oparzona, przyglądając się z odległości rozbitemu jajeczku. Z początku była przekonana, że coś było w środku i stety niestety nie przeszło. Chciała coś z tym zrobić. Przynajmniej odrobinę. Po zbliżeniu się kilku kroków znów się wycofała, uderzona odorem, którego nie była w stanie wytrzymać. Jej naturalnym zapachem były kwiaty, świeża trawa, igły drzew. Nie zgniłe jaja.
Żeby jednak tak go nie zostawiać samemu sobie, wyrwała kępkę trawy z ziemi, zebrała dwa okoliczne kwiatki, wstrzymała oddech i na prędkości posypała rozbitą pisankę.
- Miłej podróży, kochany - powiedziała cicho, by jakoś uhonorować zgniłe jajko.
A następnie ruszyła dalej, wzdychając z ulgą, że może w końcu normalnie oddychać.
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.