Mistrz: Lśniąca Sadzwka Płeć: Kocur Matka: Burzowy Pomruk Ojciec: Drżący Głos Partner: just be friends
Pręgi na jego długiej brązowej sierści są rozproszone i wyraźniej zaznaczone wyłącznie na łapach oraz mordce, przez co wydaje się odrobinę rudawy. Od czoła aż po koniec puchatego ogona ciągnie się szeroka czarna smuga. Upstrzony jest również białymi nierównomiernymi plamami. Jedna z nich znajduje się na mordce - omijając brodę i okolice wibrysów. Kolejna zaczyna się od klatki piersiowej po brzuch, do tego dochodzą także nierównomierne skarpetki - dłuższe z przodu i krótsze z tyłu.
Całkiem przeciętny z postury - niezbyt umięśniony, ani smukły. Jedynie długie łapki świadczą o tym, że wyrośnie na jednego z wyższych Wichrzaków. Dba o to, aby zawsze dobrze się prezentować, nie lubi gdy jakiś kłaczek zbytnio odstaje. Największą jego zmorą są jaśniejsze kosmyki wystające z trójkątnych uszu. Na pyzatej mordce znajduje się ciemno-różowy nosek, a okrągłe oczka są o barwie morskiej zieleni.
Igła obok nieśmiałości to nawet nie stał. Aż dziw bierze, że to wygadane kocię jest synem jąkającego się wojownika. Jest nad wyraz ciekawski i koniecznie musi wiedzieć wszystko. Wszyściuteńko. Od tego kto był danego dnia na patrolu, aż po to kiedy ostatni raz Gwiazda postawiła klocka. Nie poznał jeszcze granicy gdzie zaczynają się tematy, o których nie powinno się mówić głośno i korzysta ze swojego kocięcego przywileju, żeby pleść co mu ślina na język przyniesie. Jeśli ktoś będzie miał nieszczęście paść jego ofiarą, to z pewnością będzie skazany na wysłuchanie całego monologu odnośnie osobistych przeżyć i przemyśleń kocurka. No i nie uniknie także pytań - niektórych z pewnością całkiem niewygodnych. Należy unikać dzielenia się z nim tajemnicami, bo jak nic rozpowie je po klanie niczym papuga.
Nic? Zupełnie nic? No trudno. Nie tu, to kawałek dalej. Przynajmniej dopisało mu większe szczęście niż towarzyszowi, który ledwo rozpoczął poszukiwania, a już natrafił na samotnika zamiast zwierzynę. Iglasty Pazur nie był jednak świadomy sytuacji w jakiej znalazł się jego towarzysz i nawet przez myśl mu nie przeszło, aby sprawdzić jak czarnemu idzie, skoro sam nic nie wyczuł. Był natomiast przekonany, że wojownik będzie go wołać w razie niespodziewanej sytuacji. Zatem zupełnie beztrosko buro-biały ruszył przed siebie, wciąż idąc tak, aby wiatr wiał mu w wąsy. Poruszał się cicho, a całe ciało miał nisko przy ziemi, aby ewentualna zwierzyna nieopodal go nie dostrzegła. Coś musiało się chować nieopodal!
I willletyou_d o w n I willm a k eyouhurt
I_w e a r_thiscrownof thorns upon my_l i a r' s_c h a i r full of brokenthoughts I_c a n n o t_repair
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
Atak samotnika: udał się słabo[50%] > (11 + 14 - (13 + 10) * 0.5 = 1
Odpowiedź Węgorza nie spodobała się przybyszowi. Prychnięcie i kręcenie głową, było jedyną odpowiedzią jaką (póki co) mógł otrzymać wichrzak. Kocur w kilku susach zmniejszył odległość między nimi, by kolejno zahamować tuż przed wojownikiem. Zamachnął się łapą. Zrobił to niechlujnie, nawet nie starał się trafić. Ruch miał tylko nastraszyć „przeszkodę”, by sobie poszła i pozwoliła mu w spokoju polować. Kocur skończył z czarną sierścią w łapie. - WYJAZD! - zawołał już agresywniej. Cierpliwość z niego ulatywała... Cóż więc pocznie czarny wojownik?
To szczur czy wiewiórka? Barwa była kompletnie inna niż rudy kolor wiewiórki, a ogon zbyt puchaty, niż ten należący do szczurów... Cóż więc właśnie wyskoczyło z nisko osadzonej dziupli drzewa? Iglasty Pazur widywał zapewne te gryzonie nie raz na stosie, ba, pewnie i sam takie łapie. Bo owym delikwentem okazała się być popielica. Niczego nieświadomy gryzoń, zajadał się jakimś smakołykiem, będąc zwróconym plecami do wojownika.
Mistrz: Lśniąca Sadzwka Płeć: Kocur Matka: Burzowy Pomruk Ojciec: Drżący Głos Partner: just be friends
Pręgi na jego długiej brązowej sierści są rozproszone i wyraźniej zaznaczone wyłącznie na łapach oraz mordce, przez co wydaje się odrobinę rudawy. Od czoła aż po koniec puchatego ogona ciągnie się szeroka czarna smuga. Upstrzony jest również białymi nierównomiernymi plamami. Jedna z nich znajduje się na mordce - omijając brodę i okolice wibrysów. Kolejna zaczyna się od klatki piersiowej po brzuch, do tego dochodzą także nierównomierne skarpetki - dłuższe z przodu i krótsze z tyłu.
Całkiem przeciętny z postury - niezbyt umięśniony, ani smukły. Jedynie długie łapki świadczą o tym, że wyrośnie na jednego z wyższych Wichrzaków. Dba o to, aby zawsze dobrze się prezentować, nie lubi gdy jakiś kłaczek zbytnio odstaje. Największą jego zmorą są jaśniejsze kosmyki wystające z trójkątnych uszu. Na pyzatej mordce znajduje się ciemno-różowy nosek, a okrągłe oczka są o barwie morskiej zieleni.
Igła obok nieśmiałości to nawet nie stał. Aż dziw bierze, że to wygadane kocię jest synem jąkającego się wojownika. Jest nad wyraz ciekawski i koniecznie musi wiedzieć wszystko. Wszyściuteńko. Od tego kto był danego dnia na patrolu, aż po to kiedy ostatni raz Gwiazda postawiła klocka. Nie poznał jeszcze granicy gdzie zaczynają się tematy, o których nie powinno się mówić głośno i korzysta ze swojego kocięcego przywileju, żeby pleść co mu ślina na język przyniesie. Jeśli ktoś będzie miał nieszczęście paść jego ofiarą, to z pewnością będzie skazany na wysłuchanie całego monologu odnośnie osobistych przeżyć i przemyśleń kocurka. No i nie uniknie także pytań - niektórych z pewnością całkiem niewygodnych. Należy unikać dzielenia się z nim tajemnicami, bo jak nic rozpowie je po klanie niczym papuga.
No i proszę! Wystarczyło przejść zaledwie kilka kroków dalej, żeby coś znaleźć. Ucieszył się widząc skrawek szarego futerka w oddali, które po chwili obserwacji okazało się nie być żadnym paskudnym szczurem. Wolał darować sobie na polowanie na podobne szkaradztwa Teraz tylko złapać. Tylko, bo przecież Iglasty Pazur ze wszystkim sobie radził wspaniale i nie przewidywał porażki. Musiałby się chyba zakopać ze wstydu, gdyby nie poradziłby sobie z popielicą!
Przeniósł ciężar ciała na tylne łapy, aby jego krok nie wywołał drgań ziemi. Głupio byłoby spłoszyć zwierzynę, mając ją tuż pod nosem. W dalszym ciągu utrzymywał pozycję na ugiętych łapach oraz pilnował, chcąc podejść do niczego nie spodziewającej się zwierzyny pod wiatr. Zachowywał ostrożność przy mijaniu kępek traw, o które mógłby zahaczyć futrem, a także uważał na to gdzie stawia łapy. Dopiero gdy zbliżył się na długość skoku, wybił się w powietrze tak, aby wylądować wprost na popielicy. Zębami starał się złapać za szyję i od razu zadusić, zanim ta w ogóle się zorientuje co się dzieje.
I willletyou_d o w n I willm a k eyouhurt
I_w e a r_thiscrownof thorns upon my_l i a r' s_c h a i r full of brokenthoughts I_c a n n o t_repair
Kocur wreszcie został wojownikiem. Co prawda może jednak nie jest już tak młody jak kiedyś - ale jednak dalej jest młody! - lecz wygląda jak już trochę nieco starszy kocur, niż w rzeczywistości. Nie urósł więcej, jednak teraz, odkąd pogodził się z tatą, jest trochę zadowolony, że są tego samego wzrostu. Czarne, długie futro błyszczy ładnie w promieniach słońca, podobnie jak oczy, w barwie świeżej trawy. Nabawił się jednak blizny, ledwo uchodząc z życiem, podczas walki z samotnikiem. Zaczyna się ona od nasady lewego ucha, przechodząc przez lewe oko i kończąc się przy brodzie. I fakt... szpeci ona czarnego syna Lodowej Skóry i Zaćmionego Księżyca
Węgorz dalej jest wesołym kocurem. Po poprawianiu relacji z ojcem, można u niego to zaobserwować coraz częściej. Teraz i do niego zwraca się z szacunkiem, jednak potrzebuje jeszcze trochę czasu, aby doszczętnie mu zaufać. Dalej stara się pomagać przyjaciołom, jak najlepiej potrafi. Zaś jeśli chodzi o walki... To brał już w jednej udział, co odbiło się nieco na jego psychice. Teraz, jeśli ponownie przyjdzie mu stoczyć bitwę, obiecał sobie, że już tak łatwo z pola nie zjedzie. Blizna, która go oszpeciła, jest jego... jest po prostu jego kompleksem. Nie podoba mu się i kiedy ktoś o niej wspomni, automatycznie się krzywi.
Nie spodziewał się, że ktoś może go uderzyć, na jego własnym terenie. Niech to szlak trafi, powinien być bardziej przygotowany! Przecież samotnicy są nieobliczalni. Widząc czarną sierść w jego białej łapie, położył uszy po sobie. Po co on wrzeszczał? Dobra nie. DLACZEGO WRZESZCZAŁ NA NIEGO. Wydał z siebie głośne syknięcie, strosząc sierść aby wyglądać na dwa razy większego, niż w rzeczywistości był.
- Wynoś się stąd - powiedział po chwili - I NIGDY nie wracaj - dodał następnie. Zaraz potem podniósł jedną ze swoich łap i wymierzył cios w pysk białego intruza. Kto to widział, aby samotnicy stawiali mu warunki. Nie jemu, wojownikowi Klanu Wichru! Przeganianie takich jak ten tutaj z granicy, było jednym z jego wojowniczych obowiązków a on nie miał zamiaru zawieść swoich pobratymców. Nikt nie będzie kradł bezczelnie ich zwierzyny. Zwierzyny, która musiała starczyć na wykarmienie jego klanu.
Nie ma w niej nic nadzwyczajnego. Zwykła kotka jakich wiele. Z pewnością nie będzie nigdy należała do grona najwyższych kotów w klanie. Zalicza się raczej do kotów przeciętnych. Całe ciało Łasicy pokrywa długa czarna sierść, którą przysłaniają rude fragmenty, osadzone na całym ciele kotki. Zielonooką szylkretkę nie charakteryzuje nic szczególnego, a tym bardziej wyszukanego. No chyba, że czymś wyszukanym można nazwać czarne pędzelki, znajdujące się na zakończeniu jej uszu.
Pomimo przyjemnego i raczej sympatycznego, dla oka, wyglądu, Łasica nie zalicza się do takowych kotek. Wydaje się być obojętna na większość rzeczy, a emocje już od najmłodszych księżyców ograniczała do minimum. Starała się unikać jakichkolwiek zabaw, które wymagały większego wysiłku fizycznego. Rodzice prędko zauważyli, iż ich córka woli obserwować i słuchać, aniżeli mieszać się w zaistniałe sytuacje. Rzadko kiedy odzywająca się Łasica, zrobiła o sobie wrażenie spokojnej i raczej opanowanej kotki. I dokładnie taka jest.
Atak samotnika: krytyczny[150%] > (18 + 14) - (5 + 10) * 1.5 = 26 Atak Węgorza: w ogóle się nie udał[0%] > udał się dobrze[100%] > (11 + 9) - (10 + 9) = 1
Wojownik swymi słowami skutecznie podniósł ciśnienie samotnikowi. Biały kocur aż kipiał od złości, a z jego pyska wydobywały się ostrzegawcze warknięcia. Dostrzegając, iż wojownik unosi łapę, sam skoczył ku niemu i obrywając lekko w policzek, swymi szponami dosięgnął głowy Węgorza. Pazury wbił tuż przy uchu czarnego wojownika i pociągnął łapę ku szczęce kocura, rozcinając skórę i uszkadzając lewe oko syna Lodowej Skóry. - Szczekasz jak kundel, a nawet porządnie uderzyć nie potrafisz! - warknął, wybuchając śmiechem i odskakując od przeciwnika - klanowe kotki - splunął - wszystkie słabe -
Węgorz: lvl: 3 | S: 9 | Zr: 10 | Sz: 8 | Zm: 6 | HP: 49-26=23/50 | W: 70-2=68/70
• przerzuty 1/2
• spadek HP o połowę; od następnej tury statystyki obniżone o 1/4
○ rana 0 stopnia; wyrwana sierść z policzka
○ rana 2 stopnia; od nasady ucha, aż do brody, przechodząca przez oko; uszkodzenie gałki ocznej -2 do celności; w pierwszej kolejce -3HP, w kolejnych -2HP aż do końca walki
No i niestety. Gryzoń odwrócił się w najmniej odpowiednim momencie i dostrzegł sterczące uszy wojownika. Od razu podjął próbę ucieczki. Jak Iglak się pospieszy to złapie popielice! Wystarczy tylko wziąć łapy za pas i pognać za nią, by następnie uśmiercić! Przecież to nie może być trudne!
Srebrzysty rosły kocur o długim, gęstym futrze, które pokrywają czarne klasyczne pręgi. Kocur ma białą brodę, kryzę oraz krótkie skarpetki na przednich oraz dłuższe sięgające do pięt na tylnych. Jego broda jest silnie zarysowana, a nad nią znajduje się proporcjonalny, łososiowy w środku i czarny na zewnątrz nos, znad którego wyglądają limonkowe ślepia, które zależnie od światła są mniej lub bardziej żółte bądź zielone. Oczy Borsuka kształtem przypominają zaokrąglone kamienie, zwężające się prawie pod kątem ostrym do jednej strony. Z uszu wyrastają mu bujne, czarne pędzle, a żuchwę porastają bujne, długie bokobrody, często falujące na wietrze. Srebrzystego charakteryzują długie łapy ze słabo zarysowanymi mięśniami.
Borsuk nadal jest niepewny siebie, może trochę przestraszony i nieśmiały. Czasami nawet się jąka, aczkolwiek stara się wyplenić to z siebie. Widać, że chciałby więcej, że chciałby naprawić błędy młodości, ale nadal ogarnia go wewnętrzny strach, a tym razem jest nawet większy niż poprzednio. W gruncie rzeczy to raczej sympatyczny kocur, który stara się nikomu nie wadzić. Dodatkowo jest raczej ufnym kotem, toteż czasami zdobywa się na niepewne uśmiechy niczym młodziutka kocica, która przeżywa swoje pierwsze zauroczenie. Ot, cały Borsuk. To raczej typ dyplomaty, nie siłacza, choć jego wygląd zewnętrzny może mylić.
Borsuk jak zwykle włóczył się po okolicy bez celu, udając, że patroluje tereny. Generalnie nic się od pewnego czasu pod tym względem nie zmieniło. W każdym razie zaszedł w okolicę Leśnej Sadzawki, kiedy do jego przytępionych zmysłów dotarł zapach samotnika, Węgorza oraz... krwi? Reakcja Borsuka była bardzo opóźniona, ale metaliczna woń wyzwoliła w nim dawkę adrenaliny, która pobudziła jego ospałe ciało. Nerwowo obejrzał się dookoła aż w końcu wypatrzył samotnika bijącego się z Węgorzem. Gdzieś w pobliżu czuł jeszcze jeden zapach wichrowego kota, ale nie mógł za bardzo skojarzyć kto to jest. W pierwszej chwili chciał zwiać gdzie pieprz rośnie i zostawić ich samych sobie, lecz wtedy... wtedy do niego dotarło, że przecież to jest Węgorzyk. Jego terminator, którego przysięgał strzec. Nie lubił walczyć, a mimo to... początkowo potykając się o własne łapy rzucił się na pomoc czarnemu kocurowi. Węgorz był młody i szczęśliwy. Jeśli ktoś miał tu zginąć, albo zostać poważniej ranny, to Borsuk, a nie on. Może i był uznawany za tchórza, ale w tej sytuacji był gotów oddać za niego życie. Przebiegł się kawałek, co chwilę przyśpieszając, a potem skoczył na samotnika wysuwając pazury i celując w grzbiet, który chciał dotkliwie poranić. Katem oka zobaczył rozdarty pysk Węgorzyka. Nie, nie nie. Nie mógł na to pozwolić.
wcisnę sięwbezpiecznykąt wdziurawąścianęwbijęwzrok dosieciwrzucępłaczliwypost p o l u b i s z g o tytylkopopatrzysz,a ja poczujęsięgorzejnasamąmyśl zaczynamzamykaniebram
Kocur wreszcie został wojownikiem. Co prawda może jednak nie jest już tak młody jak kiedyś - ale jednak dalej jest młody! - lecz wygląda jak już trochę nieco starszy kocur, niż w rzeczywistości. Nie urósł więcej, jednak teraz, odkąd pogodził się z tatą, jest trochę zadowolony, że są tego samego wzrostu. Czarne, długie futro błyszczy ładnie w promieniach słońca, podobnie jak oczy, w barwie świeżej trawy. Nabawił się jednak blizny, ledwo uchodząc z życiem, podczas walki z samotnikiem. Zaczyna się ona od nasady lewego ucha, przechodząc przez lewe oko i kończąc się przy brodzie. I fakt... szpeci ona czarnego syna Lodowej Skóry i Zaćmionego Księżyca
Węgorz dalej jest wesołym kocurem. Po poprawianiu relacji z ojcem, można u niego to zaobserwować coraz częściej. Teraz i do niego zwraca się z szacunkiem, jednak potrzebuje jeszcze trochę czasu, aby doszczętnie mu zaufać. Dalej stara się pomagać przyjaciołom, jak najlepiej potrafi. Zaś jeśli chodzi o walki... To brał już w jednej udział, co odbiło się nieco na jego psychice. Teraz, jeśli ponownie przyjdzie mu stoczyć bitwę, obiecał sobie, że już tak łatwo z pola nie zjedzie. Blizna, która go oszpeciła, jest jego... jest po prostu jego kompleksem. Nie podoba mu się i kiedy ktoś o niej wspomni, automatycznie się krzywi.
Nie spodziewał się również tego obrotu sprawy. On praktycznie samotnika nie dotknął, kiedy ten przejechał mu pazurami po mordce, powodując u terminatora Borsuczego Futra okropny ból. Będzie blizna... już to wiedział. Syknął przeciągle z tego piekącego cierpienia. Zacisnął mocniej szczękę. Teraz wiedział. On nie miał doświadczenia żadnego, kiedy biały po tylu ranach, musiał się nieźle nawalczyć. Tymczasem on co? On stoczył zaledwie trzy sparingi w swoim życiu! Jedynie walka za szczurem... ale to był szczur a nie jakiś głupi samotnik. Sam nie da rady... I właśnie wtedy, przed oczami śmignęło mu srebrne, bardzo dobrze znane futro. Borsuk! Jego mistrz, który zdecydował się mu najwyraźniej pomóc! Nie dadzą jednak obydwoje rady. Nie oszukujmy się, Węgorz czuł, że ta walka może skończyć się tragicznie. Tak więc stanął i krzyknął głośno.
- INTRUZ - aby Igła to usłyszał. Mógłby im pomóc. Teraz jednak zdecydował się na swój atak. Nie zostawi mistrza samego. Tak więc skoczył ku gardłu białego, aby wbić w nie swoje kły. Jak najmocniej tylko potrafił.
Mistrz: Lśniąca Sadzwka Płeć: Kocur Matka: Burzowy Pomruk Ojciec: Drżący Głos Partner: just be friends
Pręgi na jego długiej brązowej sierści są rozproszone i wyraźniej zaznaczone wyłącznie na łapach oraz mordce, przez co wydaje się odrobinę rudawy. Od czoła aż po koniec puchatego ogona ciągnie się szeroka czarna smuga. Upstrzony jest również białymi nierównomiernymi plamami. Jedna z nich znajduje się na mordce - omijając brodę i okolice wibrysów. Kolejna zaczyna się od klatki piersiowej po brzuch, do tego dochodzą także nierównomierne skarpetki - dłuższe z przodu i krótsze z tyłu.
Całkiem przeciętny z postury - niezbyt umięśniony, ani smukły. Jedynie długie łapki świadczą o tym, że wyrośnie na jednego z wyższych Wichrzaków. Dba o to, aby zawsze dobrze się prezentować, nie lubi gdy jakiś kłaczek zbytnio odstaje. Największą jego zmorą są jaśniejsze kosmyki wystające z trójkątnych uszu. Na pyzatej mordce znajduje się ciemno-różowy nosek, a okrągłe oczka są o barwie morskiej zieleni.
Igła obok nieśmiałości to nawet nie stał. Aż dziw bierze, że to wygadane kocię jest synem jąkającego się wojownika. Jest nad wyraz ciekawski i koniecznie musi wiedzieć wszystko. Wszyściuteńko. Od tego kto był danego dnia na patrolu, aż po to kiedy ostatni raz Gwiazda postawiła klocka. Nie poznał jeszcze granicy gdzie zaczynają się tematy, o których nie powinno się mówić głośno i korzysta ze swojego kocięcego przywileju, żeby pleść co mu ślina na język przyniesie. Jeśli ktoś będzie miał nieszczęście paść jego ofiarą, to z pewnością będzie skazany na wysłuchanie całego monologu odnośnie osobistych przeżyć i przemyśleń kocurka. No i nie uniknie także pytań - niektórych z pewnością całkiem niewygodnych. Należy unikać dzielenia się z nim tajemnicami, bo jak nic rozpowie je po klanie niczym papuga.
Zaklął cicho w duchu, gdy uświadomił sobie popełniony błąd. Zbyt wysoko uniesiona głowa zdradziła o jego obecności, a popielica ruszyła do ucieczki. Wojownik miał na szczęście jeszcze okazję zacząć gonić swoją ofiarę. Czy raczej miałby, gdyby postanowił zignorować usłyszany prawie w tym samym momencie okrzyk Węgorzowego Grzbietu.
Intruz... Iglasty Pazur nie wiedział czego się spodziewać. Czy czarny wojownik był może strachliwy i wolał wezwać kogoś do pomocy zanim dojdzie do walki? A może wręcz przeciwnie, wdał się w bójkę i teraz potrzebował ratunku? Buro-biały nie miał zamiaru niepotrzebnie zwlekać, żeby się przekonać, więc pognał w kierunku usłyszanego głosu czym prędzej. Ku swojemu niezadowoleniu dostrzegł dwóch kocurów w trakcie potyczki, z czego to Wichrzak wyglądał gorzej. O wiele gorzej. Krew ściekała mu po pysku, co nie było przyjemnym widokiem. Iglak nie chciał skończyć podobnie. Wolał tego uniknąć i w ogóle nie walczyć. Nigdy nie wysunął pazurów przeciwko drugiemu kotu. Sytuacja wyglądała jednak całkiem poważnie i młody wojownik nie mógł sobie pozwolić na ucieczkę pod pozorem wołania pomocy. Zwłaszcza, że owa pomoc już się zjawiła w postaci srebrzystego.
Syn Burzowego Pomruku zdecydował się zaatakować bok brzucha samotnika. Zamachnął się prawą łapą, celując pazurami w upatrzone miejsce. Jeśli trafi, co nie było oczywiste, powinno nie tylko zaboleć, ale doprowadzić do obfitego krwawienia. Im szybciej upuszczą krwi temu przybłędzie, tym szybciej odejdzie mu ochota na kontynuowanie walki. Iglasty Pazur cicho liczył, że sam fakt walki trzy na jednego był wystarczająco zniechęcający, żeby samotnik zdecydował się zwiać z podkulonym ogonem.
I willletyou_d o w n I willm a k eyouhurt
I_w e a r_thiscrownof thorns upon my_l i a r' s_c h a i r full of brokenthoughts I_c a n n o t_repair
Nie ma w niej nic nadzwyczajnego. Zwykła kotka jakich wiele. Z pewnością nie będzie nigdy należała do grona najwyższych kotów w klanie. Zalicza się raczej do kotów przeciętnych. Całe ciało Łasicy pokrywa długa czarna sierść, którą przysłaniają rude fragmenty, osadzone na całym ciele kotki. Zielonooką szylkretkę nie charakteryzuje nic szczególnego, a tym bardziej wyszukanego. No chyba, że czymś wyszukanym można nazwać czarne pędzelki, znajdujące się na zakończeniu jej uszu.
Pomimo przyjemnego i raczej sympatycznego, dla oka, wyglądu, Łasica nie zalicza się do takowych kotek. Wydaje się być obojętna na większość rzeczy, a emocje już od najmłodszych księżyców ograniczała do minimum. Starała się unikać jakichkolwiek zabaw, które wymagały większego wysiłku fizycznego. Rodzice prędko zauważyli, iż ich córka woli obserwować i słuchać, aniżeli mieszać się w zaistniałe sytuacje. Rzadko kiedy odzywająca się Łasica, zrobiła o sobie wrażenie spokojnej i raczej opanowanej kotki. I dokładnie taka jest.
kogo zaatakuje samotnik > 1k6; nieparzyste - Węgorz; parzyste - Borsuk
wypada> 5 Atak Węgorza: w ogóle się nie udał[0%] > w ogóle się nie udał[0%] Atak Borsuka: krytyczny[150%] > (13 + 13) - (10 + 7) * 1.5 = 14 Atak samotnika: udał się dobrze[100%] > (18 + 14) - (14 + 8) = 10
Samotnik zdecydowanie przewyższał wojownika umiejętnościami. A może po prostu dopisywało mu szczęście? Nie na długo jednak, bo kiedy szykował się znów do skoku ku przeciwnikowi, wtem przyleciał na pomoc inny wichrzak. Borsuk nie owijał w bawełnę i od razu przeszedł do konkretów. Może i skoczyć na grzbiet samotnika nie zdołał, ale pozostawił po sobie pokaźne rozcięcie na boku samotnika. Biały kocur zareagował syknięciem i zwróceniem się ku starszemu z wojowników. To w niego planował wykonać swój kolejny cios... Jednak kątem oka dostrzegł ruch ze strony Węgorza, to też unosząc kącik ust, odwrócił się gwałtownie i zanim młodszy z kocurów zdołał wykonać swój atak, zacisnął zęby na pysku wojownika – tak, że nos Węgorza znalazł się we wnętrzu pyska intruza. Zamachnął się następnie, odrzucając długo futrego na bok. - Słabi... wszyscy jesteście SŁABI! -zasapał się ciut, a wzrok skupił na Borsuku, który w złotych ślepiach samotnika, mógł dostrzec czyste szaleństwo...
Węgorz: lvl: 3 | S: 7 (9) | Zr: 8 (10) | Sz: 6 (8) | Zm: 6 | HP: 23-10-3=10/50 | W: 68-2=66/70
• przerzuty 2/2
• spadek HP do 1/4; od następnej tury statystyki obniżone o połowę
○ rana 0 stopnia; wyrwana sierść z policzka
○ rana 2 stopnia; rana od nasady ucha, aż do brody, przechodząca przez oko; uszkodzenie gałki ocznej -2 do celności; -2HP aż do końca walki
○ rana 1 stopnia; ślady zębów po obu stronach pyska, krwawi; -1HP do końca walki
Samotnik: S: 14 | Zr: 7 (9) | Sz: 7 (9) | HP: 79-14=65/80 | W: 60-4=56/65
○ rana 0 stopnia; lekkie obicie policzka
○ rana 1 stopnia; ślady pazurów od prawego barka, aż do uda, krwawi; -1HP do końca walki
przybycie Iglastego
Atak Iglaka: udał się słabo[50%] > (20 + 9) – (13 + 6) * 0.5 = 5
Kolejny wichrzak przybył na pomoc. Iglasty Pazur miał okazję do popisu i mógł zaskoczyć samotnika, który za nic nie spodziewał się kolejnego klanowego kotka. Dlatego jak tylko Iglak znalazł się na polu bitwy, biały kocur wciąż wbijał spojrzenie w srebrnego wojownika i nawet nie spostrzegł, że zagrożenie gna ku niemu. Zupełnym przypadkiem wykonał akurat ruch ogonem, przejeżdżając długą sierścią po nosie Iglastego, powodując, iż ten kichnął, a jedyne co zdołał zrobić, to wyrwać kilka kłębków sierści. - Jesteście wszyscy słabi! W pojedynkę ŻADEN klanowy kotek, nie pokona przeciwnika! - zawołał, wybuchając śmiechem. Co wydarzy się więc dalej?
Węgorz: lvl: 3 | S: 7 (9) | Zr: 8 (10) | Sz: 6 (8) | Zm: 6 | HP: 10/50 | W: 66/70
• przerzuty 2/2
• spadek HP do 1/4; od następnej tury statystyki obniżone o połowę
○ rana 0 stopnia; wyrwana sierść z policzka
○ rana 2 stopnia; rana od nasady ucha, aż do brody, przechodząca przez oko; uszkodzenie gałki ocznej -2 do celności; -2HP aż do końca walki
○ rana 1 stopnia; ślady zębów po obu stronach pyska, krwawi; -1HP do końca walki
Mistrz: Korzenny Pył Płeć: kocur Matka: Stokrotkowa Łąka Ojciec: Północny Podmuch Partner: Malinowy Nos Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Mistrz: Korzenny Pył Płeć: kocur Matka: Stokrotkowa Łąka Ojciec: Północny Podmuch Partner: Malinowy Nos Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Bardzo wysoki, atletycznie zbudowany kocur o długich łapach. Krótkowłosy, rudy, klasycznie pręgowany, z białymi znaczeniami na pysku, szyi i przednich łapach. Siwe włosy zaczynają oprószać jego pysk i grzbiet. Duże, zielone oczy coraz wyraźniej pokrywa mgła. Najbardziej widoczne blizny: rozcięcia na nosie, duża blizna na lewej pięcie i grzbiecie.
Co robił wojownik na terenach swojego własnego klanu? Cóż, to co zawsze: dbał o to, by okolica była bezpieczna dla młodszych wojowników oraz terminatorów. W końcu regularne patrole mogły zapobiec wielu tragediom. Fiołkowy Świt obecnie nie patrolował - raczej kręcił się po okolicy i szukał zwierzyny, jednak wciąż pozostawał czujny. Jego uwagę zwróciły krzyki, które dobiegły z głębi lasu, który znajdował się na ziemiach Klanu. Choć rudy wojownik nie lubił zamkniętych terenów takich jak lasy nie mógł zignorować tak niepokojącego sygnału. Słysząc że ma do czynienia z walką przyspieszył, a plątanina kotów jaką dostrzegł utrudniała mu rozeznanie się w tym, co się dzieje. Rozpoznał Borsucze Futro jako pierwszego, następnie dostrzegł Węgorzowy Grzbiet i stan, w jakim znalazł się jego pysk. Biorąc pod uwagę że tylko on miał ciężkie obrażenia zdecydował dość szybko co powinno być priorytetem. Szarpnął się w przód, by znaleźć się pomiędzy napastnikiem a Węgorzem, którego odepchnął za siebie coby przyjąć na siebie atak, gdyby ten zaatakował czarnego kocura.
- Igła! - zawołał w trakcie skoku pomiędzy młodego wojownika a szalonego samotnika. - Zabierz go, szybko! - wydał proste polecenie; decyzja była prosta, mógł sam zabrać Węgorzowy Grzbiet, owszem, jednak uważał, że jako najstarszy z nich wszystkich, mimo wszystko przewyższając ich doświadczeniem w walce, musiał podjąć decyzję: Iglasty Pazur nie musiał narażać swojego życia i przyda się bardziej dbając o to, by jego towarzysz był bezpieczny i by jego rany nie krwawiły nim trafi w doświadczone łapy Lśniącej Sadzawki.
قالوا:تموتبهاحبـاًً؟قلـت:ألاآذكروهاعلـىقبـريلتحيينـي they asked:"do youloveher todeath?"
I said "speakof herover my graveand
watchhow shebringsme backtol i f e"
Kocur wreszcie został wojownikiem. Co prawda może jednak nie jest już tak młody jak kiedyś - ale jednak dalej jest młody! - lecz wygląda jak już trochę nieco starszy kocur, niż w rzeczywistości. Nie urósł więcej, jednak teraz, odkąd pogodził się z tatą, jest trochę zadowolony, że są tego samego wzrostu. Czarne, długie futro błyszczy ładnie w promieniach słońca, podobnie jak oczy, w barwie świeżej trawy. Nabawił się jednak blizny, ledwo uchodząc z życiem, podczas walki z samotnikiem. Zaczyna się ona od nasady lewego ucha, przechodząc przez lewe oko i kończąc się przy brodzie. I fakt... szpeci ona czarnego syna Lodowej Skóry i Zaćmionego Księżyca
Węgorz dalej jest wesołym kocurem. Po poprawianiu relacji z ojcem, można u niego to zaobserwować coraz częściej. Teraz i do niego zwraca się z szacunkiem, jednak potrzebuje jeszcze trochę czasu, aby doszczętnie mu zaufać. Dalej stara się pomagać przyjaciołom, jak najlepiej potrafi. Zaś jeśli chodzi o walki... To brał już w jednej udział, co odbiło się nieco na jego psychice. Teraz, jeśli ponownie przyjdzie mu stoczyć bitwę, obiecał sobie, że już tak łatwo z pola nie zjedzie. Blizna, która go oszpeciła, jest jego... jest po prostu jego kompleksem. Nie podoba mu się i kiedy ktoś o niej wspomni, automatycznie się krzywi.
Kiedy jego pysk znalazł się w pysku samotnika, obrzydzenie przeszło jego myśli, że w ogóle śmiał to zrobić. Kiedy go wyjął, skrzywił się i z bólu, jaki mu towarzyszył, jak i uczucia obrzydzenia. Syknął po chwili przeciągle. Znowu. Znowu od niego oberwał. Co z niego za wojownik, skoro nawet nie potrafi obronić własnych granic... Może się do tego po prostu nie nadaje? Możliwe jednak... Jednak teraz był tutaj. Tutaj, niemalże przed intruzem. Od dziecka wpajano mu, że wojownicy oddają życie w obronie swojego klanu. Że właśnie tak powinni kończyć swoje żywota, a jeżeli dożyją starości, odpocząć za zasługi w legowisku starszyzny. I on miał zamiar wytrzymać. Jest klanowym kotem. Synem silnych wojowników! Lodowa Skóra jak i Zaćmiony Księżyc, będą z niego dumni! Nie chciał więc odchodzić z pola bitwy. O nie, to nie w jego stylu. On nie ucieka. NIGDY. Tak go uczono, tak więc miał zamiar postąpić. Więc kiedy to został odepchnęty przez Fiołka na bok, położył po sobie uszy. Zaraz jednak charknął głośno czując lekkie zawroty w głowie. O nie. To nie mógł być jego koniec. Nie, nie, nie... Miał jeszcze całe życie przed sobą! Wiek prawie dwudziastu ośmiu księżyców, to nie jest dobra pora na umieranie. Jeszcze mógł założyć rodzinę, mieć partnerkę i kocięta. Poza tym, teraz tak dobrze układała mu się relacja z ojcem. Jagódka miała racje. Dobrze, że naprawił to, nim było już za późno. Chciał z resztą być na ich ceremonii. A ona jest niedługo! Tak więc cóż, chyba czasem lepiej uciec ale ratować swoje życie, niż zginąć ze świadomością, że nie dałeś rady. Tak naprawdę to on był już prawie jedną łapą w Gwiezdnym Klanie. Tak więc na propozycje partnera Malinowej Gwiazdy, kiwnął jedynie głową, po czym obrócił się i z resztkami sił, zamierzał biec do obozu. Z Igłą oczywiście. Tutaj, nie mógł zginąć... Miał jednak nadzieję, że Borsuk i Fiołek dadzą sobie radę. Obydwoje są doświadczeni ale kto wie, czy dadzą radę z opętanym samotnikiem!
Mistrz: Lśniąca Sadzwka Płeć: Kocur Matka: Burzowy Pomruk Ojciec: Drżący Głos Partner: just be friends
Pręgi na jego długiej brązowej sierści są rozproszone i wyraźniej zaznaczone wyłącznie na łapach oraz mordce, przez co wydaje się odrobinę rudawy. Od czoła aż po koniec puchatego ogona ciągnie się szeroka czarna smuga. Upstrzony jest również białymi nierównomiernymi plamami. Jedna z nich znajduje się na mordce - omijając brodę i okolice wibrysów. Kolejna zaczyna się od klatki piersiowej po brzuch, do tego dochodzą także nierównomierne skarpetki - dłuższe z przodu i krótsze z tyłu.
Całkiem przeciętny z postury - niezbyt umięśniony, ani smukły. Jedynie długie łapki świadczą o tym, że wyrośnie na jednego z wyższych Wichrzaków. Dba o to, aby zawsze dobrze się prezentować, nie lubi gdy jakiś kłaczek zbytnio odstaje. Największą jego zmorą są jaśniejsze kosmyki wystające z trójkątnych uszu. Na pyzatej mordce znajduje się ciemno-różowy nosek, a okrągłe oczka są o barwie morskiej zieleni.
Igła obok nieśmiałości to nawet nie stał. Aż dziw bierze, że to wygadane kocię jest synem jąkającego się wojownika. Jest nad wyraz ciekawski i koniecznie musi wiedzieć wszystko. Wszyściuteńko. Od tego kto był danego dnia na patrolu, aż po to kiedy ostatni raz Gwiazda postawiła klocka. Nie poznał jeszcze granicy gdzie zaczynają się tematy, o których nie powinno się mówić głośno i korzysta ze swojego kocięcego przywileju, żeby pleść co mu ślina na język przyniesie. Jeśli ktoś będzie miał nieszczęście paść jego ofiarą, to z pewnością będzie skazany na wysłuchanie całego monologu odnośnie osobistych przeżyć i przemyśleń kocurka. No i nie uniknie także pytań - niektórych z pewnością całkiem niewygodnych. Należy unikać dzielenia się z nim tajemnicami, bo jak nic rozpowie je po klanie niczym papuga.
Widział jak Węgorzowy Grzbiet znów obrywa, najwyraźniej samotnik uwziął się na niego, jako najsłabsze ogniwo do wyeliminowania. Sam by tak zrobił, walcząc z kilkoma przeciwnikami, ale teraz... Będąc po zupełnie drugiej stronie konfliktu Iglasty Pazur był przerażony. Jakby tego było mało napastnik zaczął się wydzierać, że są słabi i nie miał zamiaru ustąpić. Co jeśli wojownik tu padnie od odniesionych ran? A odsiecz srebrzystego okaże się nie być tak pomocna, na jaką wyglądała początkowo. Był kolejny w kolejce? Nie miał zamiaru umierać w tak głupi sposób. I tak młodo. Jakby tego było mało jego cios został zniweczony przez taką błahostkę jak ogon samotnika... Planował właśnie go chwycić za kitę, skoro już nią tak wymachiwał, ale zjawił się kolejny wichrowy wojownik z odsieczą.
Słysząc polecenie Fiołkowego Świtu natychmiast, bez żadnego słowa sprzeciwu zrezygnował z dalszego atakowania włóczęgo Nie trzeba go dwa razy przekonywać do zejścia z placu boju. Jeszcze przyjdzie dzień, kiedy będzie nieustraszonym, znanym pośród czterech klanów wojownikiem, ale jeszcze nie teraz. W kilku długich susach postanowił oddalić się od napastnika i znaleźć się poza zasięgiem ataku, a następnie odprowadzić czarnego wojownika do obozu. Widział, że ten już lekko zatacza się na łapach, więc chciał znaleźć się blisko niego, aby w razie czego mógł się oprzeć. Niezbyt podobała mu się wizja bycia umorusanym krwią, ale to lepsze niż zastać tu i niechybnie oberwać. Futro zawsze można doczyścić, a po ranach mogły zostać szpetne blizny, brr...
I willletyou_d o w n I willm a k eyouhurt
I_w e a r_thiscrownof thorns upon my_l i a r' s_c h a i r full of brokenthoughts I_c a n n o t_repair
Srebrzysty rosły kocur o długim, gęstym futrze, które pokrywają czarne klasyczne pręgi. Kocur ma białą brodę, kryzę oraz krótkie skarpetki na przednich oraz dłuższe sięgające do pięt na tylnych. Jego broda jest silnie zarysowana, a nad nią znajduje się proporcjonalny, łososiowy w środku i czarny na zewnątrz nos, znad którego wyglądają limonkowe ślepia, które zależnie od światła są mniej lub bardziej żółte bądź zielone. Oczy Borsuka kształtem przypominają zaokrąglone kamienie, zwężające się prawie pod kątem ostrym do jednej strony. Z uszu wyrastają mu bujne, czarne pędzle, a żuchwę porastają bujne, długie bokobrody, często falujące na wietrze. Srebrzystego charakteryzują długie łapy ze słabo zarysowanymi mięśniami.
Borsuk nadal jest niepewny siebie, może trochę przestraszony i nieśmiały. Czasami nawet się jąka, aczkolwiek stara się wyplenić to z siebie. Widać, że chciałby więcej, że chciałby naprawić błędy młodości, ale nadal ogarnia go wewnętrzny strach, a tym razem jest nawet większy niż poprzednio. W gruncie rzeczy to raczej sympatyczny kocur, który stara się nikomu nie wadzić. Dodatkowo jest raczej ufnym kotem, toteż czasami zdobywa się na niepewne uśmiechy niczym młodziutka kocica, która przeżywa swoje pierwsze zauroczenie. Ot, cały Borsuk. To raczej typ dyplomaty, nie siłacza, choć jego wygląd zewnętrzny może mylić.
Na jego oczach samotnik capnął w zęby pysk Węgorza i pociął go zębami. Borsucze Futro nie widział tego zdarzenia aż tak dokładnie, ale kątem oka dostrzegł krew cieknącą z pyska czarnego wojownika, jego podopiecznego, którego dopiero wypuścił spod własnych skrzydeł. Serce srebrzystego stanęło i podeszło mu do gardła, które po chwili wypełniło się dudniącym biciem, a klatka piersiowa zacisnęła się z bólu, gdy zabrakło mu powietrza. Nie... nie mógł na to pozwolić. Sam podrapał dotkliwie tego łajdaka, ale nijak się to miało do stanu Węgorza, który gasł z każdą chwilą. Całe szczęście głos Fiołkowego Świtu rozległ się i zadzwonił w jego uszach. Widać było, że chce zasłonić Węgorza przed kolejnym atakiem. Gdzieś w międzyczasie dołączył do nich Iglasty Pazur, który próbował odeskortować rannego Węgorza do obozu. Co on miał zrobić? Chyba... chyba musiał atakować. Przełknął szybko ślinę i zamachnął się lewą łapą na prawe oko samotnika, skoro już stał przy jego barkach. Stąd chyba powinien trafić? Miał nadzieję, że trafi, żeby odwrócić uwagę samotnika od Węgorza i Igły.
wcisnę sięwbezpiecznykąt wdziurawąścianęwbijęwzrok dosieciwrzucępłaczliwypost p o l u b i s z g o tytylkopopatrzysz,a ja poczujęsięgorzejnasamąmyśl zaczynamzamykaniebram
Nie ma w niej nic nadzwyczajnego. Zwykła kotka jakich wiele. Z pewnością nie będzie nigdy należała do grona najwyższych kotów w klanie. Zalicza się raczej do kotów przeciętnych. Całe ciało Łasicy pokrywa długa czarna sierść, którą przysłaniają rude fragmenty, osadzone na całym ciele kotki. Zielonooką szylkretkę nie charakteryzuje nic szczególnego, a tym bardziej wyszukanego. No chyba, że czymś wyszukanym można nazwać czarne pędzelki, znajdujące się na zakończeniu jej uszu.
Pomimo przyjemnego i raczej sympatycznego, dla oka, wyglądu, Łasica nie zalicza się do takowych kotek. Wydaje się być obojętna na większość rzeczy, a emocje już od najmłodszych księżyców ograniczała do minimum. Starała się unikać jakichkolwiek zabaw, które wymagały większego wysiłku fizycznego. Rodzice prędko zauważyli, iż ich córka woli obserwować i słuchać, aniżeli mieszać się w zaistniałe sytuacje. Rzadko kiedy odzywająca się Łasica, zrobiła o sobie wrażenie spokojnej i raczej opanowanej kotki. I dokładnie taka jest.
Atak Borsuka: udał się dobrze[100%] > (14 + 13) - (10 + 9) = 8 Atak samotnika: krytyczny[150%] > (12 + 14) - (10 + 14) + 1.5 = 3
Chyba nikt się już nie spodziewał, że na polu bitwy pojawi się i kolejny wojownik Klanu Wichru. A jednak los bywa przewrotny i ruda sylwetka już gnała w kierunku kocurów. Jego widok tylko wywołał śmiech u białego samotnika. - SŁABI! - zawołał rechocząc, niczym opętany. Jego uwadze umknęło, iż przybyły wojownik starał się osłonić najbardziej poszkodowanego. Właściwie to nawet nie jego obrał za cel... Teraz nie miał konkretnego celu, liczyło się tylko jedno... by zranić. Pochłonięty swym rozmyślaniom, w ostatniej chwili dostrzegł pazury Borsuka i jedyne co zdołał, do cofnąć ciut głowę, sprawiając, iż zamiast uszkodzić oko, srebrny wojownik rozerwał mu skórę tuż pod okiem. Reagując na ten czyn swym sykiem i jeżeniem sierści, machnął ostrzegawczo łapą, by następnie wyskoczyć, niczym z procy wprost na srebrnego wojownika. Wyciągnął przed siebie łapę, by rozerwać pazurami skórę, na szyi Borsuka. Pozostawił jednak po sobie niekrwawiące zadrapania.
Węgorz: lvl: 3 | S: 4 (9) | Zr: 5 (10) | Sz: 4 (8) | Zm: 6 | HP: 10-2-1=7/50 | W: 66-4=62/70
• przerzuty 2/2
• spadek HP do 1/4; statystyki obniżone o połowę
○ rana 0 stopnia; wyrwana sierść z policzka
○ rana 2 stopnia; rana od nasady ucha, aż do brody, przechodząca przez oko; uszkodzenie gałki ocznej -2 do celności; -2HP aż do końca walki
○ rana 1 stopnia; ślady zębów po obu stronach pyska, krwawi; -1HP do końca walki
• daleko od walki
Samotnik: S: 14 | Zr: 9 | Sz: 9 | HP: 60-8-1=51/80 | W: 56-4=52/65
○ rana 0 stopnia; lekkie obicie policzka
○ rana 1 stopnia; ślady pazurów od prawego barka, aż do uda, krwawi; -1HP do końca walki
○ rana 0 stopnia ; wyrwana sierść z prawego boku
○ rana 1 stopnia; ślady pazurów na policzku (tuż pod okiem), krwawi; -1 HP do końca walki
Wegorz: rzut na infekcję > 1k6 rana 1 stopnia 1-5 – brak infekcji; 6 – infekcja > wypada 6 > infekcja rana zmienia stopień na 2 rana 2 stopnia 2-5 – brak infekcji; 1, 6 – infekcja > wypada 6 > infekcja
Mistrz: Korzenny Pył Płeć: kocur Matka: Stokrotkowa Łąka Ojciec: Północny Podmuch Partner: Malinowy Nos Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Mistrz: Korzenny Pył Płeć: kocur Matka: Stokrotkowa Łąka Ojciec: Północny Podmuch Partner: Malinowy Nos Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Bardzo wysoki, atletycznie zbudowany kocur o długich łapach. Krótkowłosy, rudy, klasycznie pręgowany, z białymi znaczeniami na pysku, szyi i przednich łapach. Siwe włosy zaczynają oprószać jego pysk i grzbiet. Duże, zielone oczy coraz wyraźniej pokrywa mgła. Najbardziej widoczne blizny: rozcięcia na nosie, duża blizna na lewej pięcie i grzbiecie.
Na szczęście nie trzeba było im powtarzać dwa razy, by posłusznie wycofali się z walki i skierowali prosto do lecznicy. Fiołkowy Świt kątem oka zarejestrował to, że oba kocury oddaliły się, jednak zaraz skupił się na samotniku, który zaatakował Borsucze Futro zamiast, jak pierwotnie sądził, atakować mocno już poranionego Węgorza. Nie, żeby to było idealnie, ale zawsze jednak lepiej gdy atak, w dodatku tak słaby, skierowany był na doświadczonego, starszego wojownika niż kota, który był dużo młodszy i nie miał jeszcze tak dużej wprawy w walce i unikaniu spadających na niego ciosów.
- Wynoś się albo zginiesz! - powiedział donośnie i mocno, by aby na pewno dotarło do rozszalałego kocura że to nie przelewki i naprawdę gotowi są zabić, choć miał wrażenie, że ten nie należał do tych, którzy tak po prostu rezygnowali z walki skoro już zasmakowali kociej krwi, nawet jeżeli tym samym skazywali się na porażkę, bo, nie ukrywajmy, samotna walka przeciwko dwóm wojownikom? To było wręcz proszenie się o śmierć. Nie był do końca świadom tego, jak bardzo poważne były obrażenia Węgorzowego Grzbietu, jednak nie było to istotne - nie zamierzał tylko stać biernie i po prostu słowem próbować nakłonić kocura do kapitulacji i grzecznego opuszczenia ich ziem, skoro ten był zwyczajnie niebezpieczny. Dał mu ostrzeżenie, a zaraz po nim zaatakował - wysuwając z pochewek palców pazury zamachnął się obiema łapami, by chwycić kocura za grzbiet (gdzieś w okolicy zadu), tym samym odciągając go silnym szarpnięciem od Borsuczego Futra i, być może, fundując mu tym samym krwawiące rany bo obu stronach bioder czy gdziekolwiek udałoby mu się chwycić.
قالوا:تموتبهاحبـاًً؟قلـت:ألاآذكروهاعلـىقبـريلتحيينـي they asked:"do youloveher todeath?"
I said "speakof herover my graveand
watchhow shebringsme backtol i f e"