Logo Artemidy
Wyjące Wzgórza
#76
Nie ma to jak przyjemny dzień, nie za ciepło, nie za zimno, wiatr przeczesujący krótką szylkretową sierść. Tak to był zdecydowanie dobry dzień. I w dodatku jaki owocny! Sikora zdążyła już wykonać parę swoich terminatorskich obowiązków i nawet zapolowała! W dodatku owocnie! No dobra może para myszy to nie była jakaś szczególnie imponująca zdobycz, ale... złapała je! Trening z Lawendą przynosił widoczne efekty, chociaż koteczka musiała sobie za każdym razem przypominać poszczególne zasady wymienione jej przez mistrzynię, niektóre po prostu wypadały z jej głowy. Zdarza się każdemu. Teraz długołapa wichrzaczka właśnie skończyła kolejne ćwiczenia z Lawendowym Kwiatem na dzień dzisiejszy, jednak postanowiła jeszcze nie wracać do obozu. Pogoda była idealna na przechadzkę, albo raczej w przypadku Sikory na przebieżkę! Drepcząc radośnie, potrząsając delikatnie łbem na boki, jakby do jakiejś melodii, którą tylko ona mogła usłyszeć, wyglądała jak jakiś ciepły promyczek słońca, któremu jakimś cudem udało się przebić przez pokrywę chmur. Jakiś większy ptak, bocian, a może żuraw szybował sobie nad wzgórzami, zmierzając w tylko sobie znanym kierunku, kotka zaś kiedy go dostrzegła otworzyła szeroko pyszczek, żeby zaraz ruszyć jak z kopyta za oddalającą się ptasią sylwetką na tle nieba. Ten ptak, nawet jeśli sam o tym nie wiedział, rzucił jej wyzwanie. A ona je przyjmie! Jej pyszczek przybrał zacięty wyraz kiedy wyciągając swoje długie łapy w pełnym pędzie próbowała przegonić latającą istotę. Niestety... skrzydlate zwierzę miało niesprawiedliwą przewagę, głównie wysokości, przez co zdawało się być zwyczajnie dalej. Oczywiście Sikorka nie mogła o tym wiedzieć. Dlatego kiedy zatrzymała się na jednym z grzbietów Wyjących Wzgórz zawołała za oddalającym się ptakiem.
- Tym razem wygrałeś! Ale następnym razem ja będę górą! - roześmiała się głośno, wiedząc że pewnie nigdy więcej tego pierzastego złośliwca nie zobaczy. Ale jeśli się kiedyś spotkają to niech pamięta, iż go pokona. Bursztynowe ślepia śledziły lot zwierzaka jeszcze przez parę chwil, zanim zmienił się tylko w niewyraźną kropkę. Wtedy szylkretka odwróciła się z zamiarem pójścia w swoją stronę i... zobaczyła Lśniącą Sadzawkę. Sikora nigdy wcześniej jakoś nie miała szansy porozmawiać z klanową medyczką. Jedyne co wiedziała, to że Lśniąca była mistrzynią Mięty, a Mięta ją lubiła. I to szylkretce wystarczyło, skoro jej przyjaciółka dobrze mówiła o białej kotce, to ta nie mogła być zła. Majtając entuzjastycznie końcówką ogona terminatorka ruszyła w stronę starszej koteczki. Najwyższy czas się poznać! Tak bliżej znaczy.
- Witaj Lśniąca Sadzawko! Gdzie idziesz? Szukać jakiś roślinek? Albo coś podobnego? Potrzebujesz pomocy? Nie w szukaniu, bo oczywiście ty się na tym znasz najlepiej. Ale na przykład w niesieniu? Ja mogę pomóc ci coś ponieść jak trzeba! No chyba że po prostu wybierasz się na przechadzkę. Ładna jest dzisiaj do tego pogoda. - Radosne gadulstwo mogło być dość przytłaczające lecz no cóż na to poradzić. Szylkretka chciała dobrze, przywitała się miło i zaproponowała pomoc. Bo przecież każdemu należy zaproponować pomocną łapę!
This is my FIGHT song
Take back my L I F E song
» P r o v e I'm alright SONG «
My power's turned ON
Starting RIGHT now I'll be STRONG
I'll play my FIGHT song
And I d o n' t really CARE if nobody else BELIEVES
'Cause I've still GOT a lot of F I G H T left in me
[Obrazek: P4rdZBi.gif]
LVL 2 0 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
7
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#77
Spacerowałam spokojnie w poszukiwaniu ziół, kiedy usłyszałam jakiś krzyk. Naturalnym odruchem było spojrzenie w tamtym kierunku, jednak jedyne co tam ujrzałam, to jakąś przerośniętą terminatorkę. Niektórzy nigdy nie dorastają, cóż. Zajęłam się więc swoimi sprawami, nie zaprzątając sobie głowy sytuacją, która miała miejsce przed chwilą.
Rozmyślałam nad tym, jak najlepiej pozbyć się Iskry. Oczywistym było, że Sokoli pozbawi go życia siłą, której miał aż nadmiar, ale zaczęłam się zastanawiać, czy nie przyłożyć do tego łapy. Nie chciałam jednak walczyć i tutaj był problem. W ferworze walki ciężko będzie tej gnidzie wepchnąć cokolwiek do gardła, ale może mi się uda, gdy już będzie na skraju wyczerpania. Cóż, nie pozostało mi chyba nic innego niż na to liczyć.
Czasem zdarzało się, że spacerowałam w okolicy Wyjących Wzgórz. Rosło tutaj trochę roślin zdatnych do użytku, a przy okazji mogłam obserwować odbywające się akurat treningi. Nie nadzorowałam ich, bo to nie mój obowiązek i nie interesowało mnie aż tak. Warto jednak było czasem popatrzeć, czy wszyscy aby na pewno przykładają się do swoich zadań.
Obserwacje przerwało mi czyjeś wołanie, znowu. Obróciłam się, a obok siebie ujrzałam te wrzeszczącą terminatorkę, która od razu zalała mnie masą pytań. Przewróciłam dyskretnie oczami, czekając aż skończy gadać, po czym wzięłam oddech, wykorzystując szansę na odezwanie się.
— Dzień dobry - przywitałam się najpierw, z trudem powstrzymując się od machania ogonem na boki. — Spaceruję, a jeśli przy okazji natknę się na jakiś medykament, to go zbieram - odpowiedziałam spokojnie. Tego dnia jeszcze nic nie zebrałam, więc po prostu sobie chodziłam. Czasem trzeba było rozprostować łapy.
[Obrazek: Podpis.png]
LVL 7 265 / 500
MedLVL 13 11 / 1500
15
Siła
S
18
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
26
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#78
Sikora tak jakby dorosła... ale nie do końca. W tym przypadku akurat Lśniąca miała rację, bo szylkretowa koteczka zwyczajnie wolała nie dorastać. Głównie dlatego, że patrząc po niektórych dorastanie wyglądało na zostaniu snobkiem z wysoko zadartym noskiem, ciągłe traktowanie wszystkiego na poważnie i fukanie na tych, którzy odważyli się rzucić byle niewinnym żarcikiem. Jest czas na bycie poważnym i jest czas na bycie... no... mniej poważnym. To doskonale rozumiała, a jakże. Długołapa nie wiedziała o problemach medyczki z Iskrą, bo i skąd miałaby wiedzieć? Nie była nawet odrobinę blisko z Lśniącą, a Iskrzącą Łapę znała ot tak przelotnie. Ha nawet nie znała jego imienia, ale po prostu widziała go, jak była jeszcze małym bąblem, takim tycim, tycim. No może nie AŻ tak tycim ale była wtedy młodsza, on zaś wydawał się być... dziwny. Zabawny ale też dziwny. Lśniąca Sadzawka okazała się być jednak dokładnie taka jaką ją sobie Sikora wyobrażała, istna ostoja spokoju, chłodna, profesjonalna ale też dość uprzejma. Ale taki chyba powinien być medyk, co nie? Poważny i spokojny. Szylkretka nic sobie by z tego nie zrobiła gdyby biała wylała na nią wiadro zimnych bluzgów, czy niemiłych słów za to jej gadulstwo. No dobra, powiedziałaby jej prosto w pyszczek, że zachowała się gburkowato, ale po części też by zrozumiała. W końcu gadała... i to dużo.
- Ahhh tak, spacerowanie. Takie chodzenie na spacery jest bardzo fajne, można tyle zobaczyć, zwłaszcza jak się wie gdzie należy się patrzeć. Chociaż ja nie umiem spacerować. Trochę za spokojnie jak dla mnie. Wolę biegać. - rzuciła uśmiechając się lekko, wylewając z siebie kolejne potoki słów i rozglądając się dookoła - To ty trenowałaś Miętę, tak? Znaczy teraz nazywa się Miętowy Pąk. Mówiła mi tyle dobrych rzeczy o tobie! Tęsknisz za tym? W sensie za trenowaniem terminatorów? Bo teraz jak jesteś medyczką to na pewno tego nie robisz, nawet jeśli kiedyś byłaś wojownikiem. Ale może tobie wcale to nie przeszkadza, bo wolisz właśnie poświęcać całą swoją uwagę lecznicy. To takie ciekawe miejsce. Prawie jak gniazdo. Albo nora! Tajemnicza nora! - Gadała dalej jednocześnie dreptając w miejscu, gotowa dalej ruszyć, gdyby Lśniąca chciała dalej kontynuować spacer i rozmawiać jednocześnie. Bo tak się oczywiście dało, mówić i iść. Głupio by było jakby do rozmowy trzeba stanąć. Straszna nuuuudaaa.
This is my FIGHT song
Take back my L I F E song
» P r o v e I'm alright SONG «
My power's turned ON
Starting RIGHT now I'll be STRONG
I'll play my FIGHT song
And I d o n' t really CARE if nobody else BELIEVES
'Cause I've still GOT a lot of F I G H T left in me
[Obrazek: P4rdZBi.gif]
LVL 2 0 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
7
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#79
- Domyślam się - mruknęłam obojętnie. Ktoś, komu pysk się nie zamyka tak jak tej tutaj, zdecydowanie ma także problemy z usiedzeniem w jednym miejscu dłużej niż pare uderzeń serca. Dużo kociąt cierpiało na ten problem, dlatego też ich nie lubiłam, a terminatorka, która mnie zaczepiła, była takim przerośniętym smarkiem. Niezwykle irytujący typ. Nie mogłam jednak tak po prostu jej spławić. Wypadało zamienić chociaż kilka zdań i udawać, że jej obecność wcale mnie nie irytuje. Dzień jak codzień. Udawanie, że kogoś toleruję stało się już moim chlebem powszednim, że tak to ujmę.
- Mhm - potwierdziłam. Któż inny miałby trenować Miętę? Otóż właśnie. Zastrzygłam lekko uchem i liczyłam na rozwinięcie, cóż takiego była terminatorka o mnie mówi, jednak nie było mi dane się dowiedzieć. W każdym razie poczułam niecodzienną satysfakcję, słysząc te wieści. Córka Jodłowej Igły była mądrzejsza, niż przypuszczałam. Na kolejne pytanie Sikorczej Łapy stłumiłam w sobie chęć parsknięcia. Wolne żarty. - Nie. Robiłam to tylko dlatego, że Malinowa Gwiazda mnie prosiła. Nie wróciłabym do tego - odpowiedziałam. To nie było moje zadanie i nie lubiłam tego. Użeranie się z gowniarstwem leży w kompetencjach wojowników.
[Obrazek: Podpis.png]
LVL 7 265 / 500
MedLVL 13 11 / 1500
15
Siła
S
18
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
26
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#80
Tolerancja była możnaby rzec Sikorczą bazą, fundamentami społecznego życia Sikory. Do każdego podchodziła tak samo życzliwie, z taką samą ciekawością i zainteresowaniem. Fakt iż istniały koty, które były nieprzychylnie nastawione do innych bo ktoś chociażby inaczej wyglądał albo specyficznie się zachowywał był po prostu głupi i idiotyczny. Szkoda, że Lśniąca w prost nie powiedziała Sikorze co o niej myśli. Mogłaby się z tefo wywiązać całkiem ciekawa dyskusja, chociaż niewyparzony sikorczy język mógł chlapnąć coś od czapy i zrobiłaby sobie jeszcze w Lśniacej wroga. Niechęć szybko może się rozrosnąć w nienawiść. Chociaż z drugiej strony szylkretka nie była chyba dla medyczki na tyle istotną postacią, by ta miala marnować siłę na nienawidzenie jej. Kto miałby szkolić Miętę? Cóż... Każdy dowolny inny wojownik. Malinowa Gwiazda wybrała akurat Lśniącą Sadzawkę ale mogłaby też wybrać cóż kogokolwiek innego? Sikora pomajtała końcówką ogona na lewo i prawo dalej gadając.
- Szkoda. Jak już mówiłam Mięta dużo dobrego mówiła o tobie, między innymi to jak dobrze ją wyszkoliłaś. W takim razie jesteś świetnym mistrzem od takich zaś pochodzą silni wojownicy. A silni wojownicy to silny Klan. A silny Klan to bezpieczny Klan. Tego właśnie bym chciała dla naszego Klanu, bezpieczeństwa. Oczywiście całkowicie nie da się zabezpieczyć przed no... Życiem... Wracając, fakt że nie szkolisz już wojowników jest wiec lekką stratą ale jesteś przecież też świetną medyczką. A pewnego dnia wyszkolisz nastepnego medyka dla następnych wichrowych pokoleń. To też dobrze. - Mini monolog, ale to już wiadomo Sikorczy standard. Zerkając z ukosa na Lśniącą zapytała jeszcze.
- Czy zostanie medykiem było jakaś twoją dawną ambicją? Czy czułaś że takie jest twoje powołanie... A może... Może to Gwiezdni cię wezwali?
This is my FIGHT song
Take back my L I F E song
» P r o v e I'm alright SONG «
My power's turned ON
Starting RIGHT now I'll be STRONG
I'll play my FIGHT song
And I d o n' t really CARE if nobody else BELIEVES
'Cause I've still GOT a lot of F I G H T left in me
[Obrazek: P4rdZBi.gif]
LVL 2 0 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
7
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#81
— Wyszkoliłam dwóch wojowników. Oni będą szkolić następnych, przez co będzie ich jeszcze więcej. Znalazłam za siebie zastępstwo, nie jestem już potrzebna w tej roli. Zresztą, nigdy nie byłam wojowniczką. Po prostu dostałam imię, moja ranga nie uległa zmianie. Najwidoczniej w tamtym okresie brakowało kotów, którym Malinowa Gwiazda ufała — skoro dobrze szkoliłam, to ci, którzy wyszli spod moich skrzydeł także będą dobrze nauczać. W ten sposób wyszkoliłam za siebie zastępstwo i klan nie jest nic stratny. Zyskał dwóch dobrych wojowników w zamian za jeszcze lepszą medyczkę. Uczciwa wymiana, jak na moje.
— Nie chciałam być wojowniczką. Znalazłam swoje powołanie w lecznicy, spędzając tam bardzo dużo czasu jeszcze za kociaka. Nie było dla mnie lepszej drogi — odpowiedziałam, zgodnie z prawdą zresztą. Nigdy nie marzyłam o tym, by zostać wojowniczką, by być najlepszą wojowniczką. Nie, mnie interesowało coś lepszego. Zawsze miałam wysokie ambicje i chciałam być kimś ważnym, przy okazji zyskując przychylność matki. Śmiało mogłam powiedzieć, że mi się udało. Bo jeśli coś chcę, to zawsze to dostaję. Prędzej lub później.
[Obrazek: Podpis.png]
LVL 7 265 / 500
MedLVL 13 11 / 1500
15
Siła
S
18
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
26
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#82
- Logiczne. Wiedza jest przekazywana dalej, nawet jeśli to już nie ty ją przekazujesz. Zastąpiłaś siebie jedną dwoma równie silnymi i porządny jednostkami. Skoro zaś Malinowa Gwiazda ufała tobie na tyle by powierzyć ci terminatora, twoich wychowanków też powinna obdarzyć tym samym zaufaniem. Plus mamy medyka, dobrego medyka trzeba powiedzieć. Gdybyś nie była wyszkolona to... Nie miałby nas kto leczyć. Skąd wtedy byśmy wzięli medyka? Kto by wyszkolił następcę? Czy... czy wtedy należałoby szukać pomocy w innym klanie? Medycy chyba... stoją ponad klanowymi podziałami prawda? - Tak przynajmniej słyszała, że ci którzy posiedli umiejętności leczenia innych nie byli tak podzieleni jeśli chodzi o różnice klanowe. Na ile jednak w tym było prawdy, a na ile tylko plotki? Jeszcze nie wiedziała. Może teraz Lśniąca byłaby jej w stanie powiedzieć. Sikora też posiadała pewną ambicję jednakże w jej przypadku... nie chodziło już o bycie kimś ważnym. Nie, ten sen został w jej czasach spędzonych w kociarni. Teraz po prostu chciała jak najlepiej służyć Klanowi umiejętnościami, które posiadała. Zdawała sobie sprawę, że nie nadawałaby się na medyka, nie kiedy czasem zapamiętywanie imion szło jej z trudem, a co dopiero nazwy i zastosowania tylu rodzajów roślinek i ziółek. Ale była szybka, miała długie łapy. Idealna budowa do polowania, do ścigania zajęcy i królików. Mogła zapewnić Klanowi pożywienie, mogła patrolować granicę i pędzić na złamanie karku aby przestrzec innych o nadchodzących kłopotach. Tak jak dla Lśniącej nie było lepszej drogi niż bycie medykiem, tak Sikora nie widziała lepszej ścieżki niż zostanie wojownikiem.
- Bycie medykiem musi być ciężkie. To wielka odpowiedzialność, z którą przychodzą również wielki szacunek i zaszczyty. Nie jest to rola do której każdy pasuje. Jednak według mnie ty jesteś na tej pozycji idealna. Zawsze taka profesjonalna i zdecydowana. Gwiezdni muszą przyglądać się tobie z dumą.
This is my FIGHT song
Take back my L I F E song
» P r o v e I'm alright SONG «
My power's turned ON
Starting RIGHT now I'll be STRONG
I'll play my FIGHT song
And I d o n' t really CARE if nobody else BELIEVES
'Cause I've still GOT a lot of F I G H T left in me
[Obrazek: P4rdZBi.gif]
LVL 2 0 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
7
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#83
— Tak, medycy są ponad klanowymi rywalizacjami, jednak nie można żerować na cudzym składziku. Gdyby nie ja, po zniknięciu Szałwii należałoby wybrać jego następce i poprosić któregoś z medyków, by go nauczał. Tak właściwie było, z tą różnicą, że to nie Malinowa Gwiazda wybrała następce, bo przed zniknięciem poprzedniego Medyka zostałam oficjalnie mianowana terminatorką — dokładnie przez to samo musiałby przechodzić kot wybrany na to stanowisko, gdybym ja nagle zniknęła, bez wyszkolonego następcy. Musiałby błagać medyka innego klanu o nauczanie i liczyć się z tym, że klan go zje za każdą, nawet najmniejszą pomyłkę. Tak już po prostu było.
— Sukces poprzedzony jest pasmem niepowodzeniem i trupami, a droga do niego wyścielana jest cierniami, przez które nielicznym udaje się przejść. A gdy znajdziesz się już na szczycie, nieliczni zauważą, jak wiele należało zrobić, by się tam dostać — powiedziałam. — Bycie medykiem nie jest aż takie ciężkie, gdy nabierze się doświadczenia, jednak nim się je zdobędzie, wszyscy zdążą się już odwrócić — mało kto docenia to, że jestem teraz najlepsza. Większość pamięta okres, kiedy byłam ledwie terminatorką i musiałam się douczać u innych klanów. Przywykłam do tego, ale poprzysięgłam sobie, że wszystkim im pokażę. Że zrozumieją swój błąd.
[Obrazek: Podpis.png]
LVL 7 265 / 500
MedLVL 13 11 / 1500
15
Siła
S
18
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
26
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#84
- Na pewno nie było łatwo, prawda? Kiedy... Kiedy Szałwia zniknął. Ta rola, która na ciebie spadła, kiedy jeszcze byłaś terminatorką? Tym bardziej tylko cię podziwiam. Poradziłaś sobie, mimo tych wszystkich przeciwności. Jeśli taka wytrwałość nie jest faktycznie godna jakiejś pochwały to ja już nie wiem co niby miałoby być. - Wytrzymałość, dążenie do celu mimo kolejnych i kolejnych kamieni, gór i dołków, pojawiających się nagle na drodze bez żadnego ostrzeżenia czy... czegokolwiek. Sikora raz upadła, wpadła właśnie w taki dołek, z którego ciężko jej się było wydostać, bo kiedy tylko próbowała metaforyczne ściany dołu obsypywały się pod jej łapami. Gdyby nie to może już siedziałaby przy Lśniącej jako pełnoprawna wojowniczka, ba może nawet sama szkoliłaby teraz terminatora? Tak jednak nie było, właśnie przez to załamanie... Któremu obiecała sobie już nigdy się nie poddać. I udawało jej się. Nie ważne co los rzucał jej pod nogi teraz dzielnie parła na przód, nie patrząc na to ile siły czy energii z swoich pozornie nieskończonych zasobów musi zużyć. Poza tym wyznaczyła sobie nowy cel, niesienie innym takiej jakby... nadziei w ich najczarniejszych momentach. Ona się podniosła, dała radę ale wiedziała jak to czasem jest ciężko. Dlatego zamierzała innym pomóc czasem się właśnie z ciemnego dołu wygrzebać, być jak małe światełko w tunelu.
- Dość ponura i ciemna wizja. Niepowodzenia, ciernie? Z tym się mogę zgodzić. Jednak trupy? Czy naprawdę są konieczne? Cóż... Można iść po trupach, chociaż zupełnie się z tym nie zgadzam. Wolałabym raczej znaleźć drogę dookoła, chociażby miało mi to zabrać więcej pracy, czasu i siły. Nie chcę iść po trupach do swojego celu, nie zgadzam się iść po trupach do swojego celu. I nawet jeśli cały świat będzie próbował wmówić, że innego wyjścia nie ma, to nie uwierzę. A nawet gdyby to była prawda. Nie ma innego wyjścia? To zrobię nowe wyjście. Zaś ci którzy patrzą z dołu na tych siedzących na górze, zadzierają głowę tak wysoko, że faktycznie nie widzą kamienistej ścieżki jaką na szczyt należy dojść. Aby się wspiąć trzeba włożyć w to godziny ciężkiej pracy. Nie ma innego wyjścia. Możesz urodzić się z jakimś talentem, ale nawet ten talent zabierze cię tylko na określoną odległość, jeśli nie włożysz wysiłku w osiąganie gór. - Kiwnęła głową z determinacją, kto wie czy bardziej do siebie czy do Lśniącej. Raczej to pierwsze. Zastrzygła uchem, zerkając kątem oka na białą medyczkę. Czy naprawdę wszyscy się od niej odwrócili? Dlaczego? Dlaczego tak bardzo mieliby nie lubić Lśniącej Sadzawki? Czy uczyniła coś tak okropnego, co Sikorcza Łapa przegapiła, czego zupełnie nie była świadoma? A może... Może córze Zawilcowej Skórki tylko się zdawało, że prawie nikt nie doceniał tego jak dobrym medykiem była?
- Naprawdę myślisz, że się odwracają? A może... Może po prostu nie potrafią pokazać tego że kogoś doceniają. Czasem... Czasem niektórym jest z tym ciężko. A często też po prostu nie potrafią docenić czegoś póki tego nie stracą. Gdybyś zniknęła oczy otworzyłby im się szybciej niż pędzi potwór dwunogów. Poza tym Mięta cię ceni, Malinowa Gwiazda cię ceni. Ja też nie wyobrażam sobie mieć lepszego medyka, jeśli ktoś miałby mnie zapytać. Zawsze jesteś gdy chorzy cię potrzebują, jeszcze nie słyszałam żebyś odmówiła komu pomocy w ranie czy bólu. A jeśli są tacy, co uparcie zamykają na to wszystko oczy, to ich głupia strata, niech się wypchają zdechłym szczurem.
This is my FIGHT song
Take back my L I F E song
» P r o v e I'm alright SONG «
My power's turned ON
Starting RIGHT now I'll be STRONG
I'll play my FIGHT song
And I d o n' t really CARE if nobody else BELIEVES
'Cause I've still GOT a lot of F I G H T left in me
[Obrazek: P4rdZBi.gif]
LVL 2 0 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
7
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#85
— Miałam równo dziewięć księżyców, gdy zniknął. Ledwie wyszłam spod opiekami mamy, a na moje barki spadła odpowiedzialność za zdrowie całego klanu, podczas gdy jedyne co wiedziałam to to, że pajęczyna tamuje krwawienie — wstyd przyznać, ale w tamtym okresie było mi ciężko. Trudno o to, żeby nie było, gdy byłam przerośniętym kociakiem, który nagle stał się odpowiedzialny za cały klan. Dodatkowo nie miałam żadnej wiedzy, nawet tej podstawowej, a mój jedyny przyjaciel i mistrz odszedł bez słowa. Na szczęście nauczyło mnie to, by nie przywiązywać się do kotów i z czasem przestałam czuć cokolwiek. Stałam się obojętna na wszystko i tak było zdecydowanie lepiej.
— Otóż to. Czasem nie da się uniknąć śmierci. Czasem nie da się nic zrobić, ale nikt tego nie rozumie. Nie ważne ile chorób udało mi się wyleczyć, kiedy kocięta Czajkowego Lotu zaczęły umierać, wszyscy mnie o to obwiniali, choć nie miałam na to wpływu. Robiłam co w mojej mocy. Myślisz że ktokolwiek zapytał mnie jak JA się z tym czuję? Czy kogokolwiek w ogóle obchodziło to, jak się czułam po zniknięciu Szałwii? Absolutnie. Wszyscy się odwrócili przez jedno, czy dwa potknięcia. Dopiero gdybym zniknęła, klan zobaczyłby co tak naprawdę stracił, ale nie zamierzam tego robić. Po prostu trzeba się nauczyć, że droga na szczyt jest ciężka i pełna poświęceń oraz wyrzeczeń, na które wiele nie jest jeszcze gotowych — taka była prawda. Dopóki wszyscy byli zdrowi i wychodzili z lecznicy cało, to było w porządku. Kiedy jednak sielanka się skończyła cóż, wtedy już przestało być tak fajnie i zaczęłam być tą złą. Zawsze tak było. Kiedy robiło się źle, wszyscy się od ciebie odwracali. Trzeba się po prostu na to odpowiednio przygotować.
[Obrazek: Podpis.png]
LVL 7 265 / 500
MedLVL 13 11 / 1500
15
Siła
S
18
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
26
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#86
Dziesięć? Tylko dziesięć? Podziw jaki Sikora czuła w kierunku medyczki wzrósł jeszcze bardziej. Kiedy ta została obrzucona taką wielką odpowiedzialnością, mając tylko i zaledwie dziesięć księżyców, co robiła w tym czasie szylkretowa koteczka? Ledwo co została wypuszczona z kociarni, pod opiekę Stokrotkowego Płatka. Wtedy jeszcze na wszystko spoglądała pod nieco innym kątem, skupiała się na treningu, mając jedynie na uwadze stanie się jak najlepszym wojownikiem. Do czasu... do czasu straty. To ciekawe jak różne efekty w życiach członkiń Klanu Wichru miało zniknięcie kogoś bliskiego. Gdy Szałwia zniknął, córka Zawilcowej Skórki przestała się do kogokolwiek przywiązywać, pokryła się płaszczem obojętności na wszystkich. Sikora natomiast poszła w stronę zupełnie przeciwną. Kiedy poczuła na własnym sercu ogromny ból straty, zrozumiała iż nie chce aby ktokolwiek jeszcze czuł się tak podle jak ona wtedy. Dlatego też ze wszystkich swoich sił postara się innych przed tym okropieństwem ochronić. Jeśli wcześniej nawiązywała tylko jakieś pobieżne znajomości, tak teraz wkładała w każdą relację całe swoje posklejane serduszko. Uważał iż należy kochać całym sobą, tak mocno jak tylko się da i okazywać to na każdym kroku. Kochajmy tych, którzy są nam bliscy, bo tak szybko mogą nas opuścić, wtedy kiedy się tego najmniej spodziewamy. Według Sikory obojętnym było być łatwo, nie zarzucać nici, nie starać się przywiązać do innych kotów, do miejsc, do niczego. Tak przecież było prościej, bez bólu kiedy coś poszło nie tak, bez kłótni bez potknięć... A właśnie miłość i przywiązanie były ciężkie... Wymagały pracy i włożenia w to całej swojej duszy. Miłość to nie zwycięski marsz, to pot, krew i łzy przelane za coś... pięknego. Córa Pszenicznego Grzbietu słuchała dalej Lśniącej Sadzawki strzygąc jedynie uchem i zerkając na nią katem oka. Chciała, tak bardzo chciała móc się cofnąć w czasie, żeby pokazać, iż ją by obchodziło to jak biała się wtedy czuła, że chciałaby ją wspomóc w tych ciężkich chwilach chociaż przez docenianie jej pracy. Ale nie było sensu gdybanie, co mogłoby być, patrzenie w przeszłość nic nie dawało, chyba że wyciągać wnioski jak uczyć się na własnych błędach. Sikora wolała patrzeć do przodu z podniesioną głową, gotowa stanąć na przeciw wszystkiemu dla swoich bliskich, dla całego Klanu...
- Śmierć zawsze jest gdzieś... czasem blisko czasem daleko. Ale jest. Niektórzy po prostu chcą o tym zapomnieć, więc kiedy uderzy niespodziewanie... Po prostu silnie to przeżywają. Zwłaszcza kiedy zostanie im odebrany ktoś bliski. Potrzebują wtedy jakoś wyładować tę rozpacz, tę frustrację. Myślę, że są świadomi, przynajmniej część, iż zrobiłaś wszystko co mogłaś... Tyle że potrzebują, po prostu potrzebują zrzucić winę na kogoś, na coś... A łatwiej przecież obarczyć winą kogoś kto jest pod łapą, niż przykładowo chorobę, której nie mogą nawet wykrzyczeć w pysk swojej nienawiści. I pewnie część z tych którzy cię obarczają winą za czyjąś śmierć... Później rozumieją swój błąd. Tyle że jest im zbyt głupio, zbyt wstyd żeby przeprosić. Bo to wcale nie jest łatwe... Oczywiście nie daje im to żadnego prawa, żeby cię tak źle traktować, tyle że nieco ich rozumiem... - Owszem Sikora rozumiała to, że Lśniąca mogła czuć się zła i obrzucana błotem bez powodu, kiedy dała z siebie wszystko i nikt, nikt nie mógłby zrobić nic więcej, a to i tak nie dało. Ale rozumiała też po części drugą stronę... Chociaż gdyby ona sama brała udział w takiej sytuacji nie rzuciłaby w medyczkę nawet jednym złym słowem. Wręcz przeciwnie. Podziękowałaby. Podziękowałaby za chociażby te wytrwałe próby ratowania kogoś jej bliskiego. A także wstawiłaby się za Lśniącą, gdyby kto inny chciał ją obwiniać za... za co w zasadzie? Za złe koleje losu... I tyle.
This is my FIGHT song
Take back my L I F E song
» P r o v e I'm alright SONG «
My power's turned ON
Starting RIGHT now I'll be STRONG
I'll play my FIGHT song
And I d o n' t really CARE if nobody else BELIEVES
'Cause I've still GOT a lot of F I G H T left in me
[Obrazek: P4rdZBi.gif]
LVL 2 0 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
7
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#87
— Ja nie zrzucałam na nikogo winy za zniknięcie Szałwii. Nie winiłam nikogo kto na to nie zasłużył za wszystkie złe rzeczy, które mnie spotkały w życiu, a uwierz że było ich trochę. To nie jest usprawiedliwienie, zwłaszcza że sporo kotów do dziś raczy mnie krzywymi spojrzeniami, albo rozpowiada na mój temat głupoty, jak na przykład Zaśnieżona Śnieżka — nigdy nawet mi do głowy nie przyszło, by zrzucać na kogoś winę za coś, za co mu się nie należało. To nie była niczyja wina, że mój ojciec był gwałcicielem, że oprócz mojej matki prawie udało mu się skrzywdzić i mnie. To nie była niczyja wina, że mój brat poszedł w jego ślady. To była tylko i wyłącznie ich "zasługa". Tak samo ja nie miałam wpływu na te wszystkie zgony, które miały wtedy miejsce. Niestety, ale moją winą nie było także to, że część kotów w klanie Wichru była i jest najzwyczajniej w świecie głupia i nie potrafi zrozumieć wielu rzeczy. Niektórym nie da się pomóc i ich los jest przesądzony już w chwili zachorowania, tak jak to było ze Spienioną Łapą. Zapragnęła odebrać sobie życie i nie byłam w stanie nic na to poradzić. Po prostu.
— W każdym razie dziękuję za rozmowę. Było miło — mruknęłam, po czym zawróciłam w stronę obozu. Nie miałam już nic więcej do powiedzenia i jeżeli Sikorcza Łapa mnie nie zatrzyma, zamierzam udać się do lecznicy i posegregować medykamenty w składziku.

zt
[Obrazek: Podpis.png]
LVL 7 265 / 500
MedLVL 13 11 / 1500
15
Siła
S
18
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
26
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#88
Iglasty Pazur cichutko liczył, że znów jakoś uda mu się wymigać od polowania i pójdzie z medyczką na poszukiwanie ziół. Nic z tego, skoro Lśniącej ostatnio więcej nie ma niż jest. Nie pozostało nic innego jak wziąć kogoś do towarzystwa i odhaczyć swoje obowiązki. Wybór Białej Łapy był zupełnie przypadkowy, ot akurat mu się nawinęła pod łapę. Niewiele wiedział o siostrze Raczek i Ślimak, oprócz tego, że była bardzo zahukana i wydawała się bać nawet własnego cienia. Nie najlepszy materiał na współtowarzysza polowania, ale lepszy rydz niż nic. Przynajmniej miał pewność, że jak zobaczy drapieżnika to przed nim ucieknie, a nie będzie zgrywać bohaterki. Ostatnie czego potrzebował to robić za rycerza i przybywać damie z odsieczą.
– Polowałaś już? Tak poza treningiem? – zagaił po drodze na Wyjące Wzgórza, uśmiechając się lekko do koteczki. Chciał się upewnić czy terminatorka pamięta wszystkie zasady i nie spłoszy im niczego. Chciał mieć to polowanie jak najszybciej z głowy, tak. A żeby to osiągnąć trzeba najpierw wykluczyć wszystkie mankamenty, które mogłyby im w tym przeszkodzić.
Jeśli nie było konieczności robić córce Malinowej Gwiazdy żadnej powtórki – Iglak zabrał się za poszukiwania. Oddalił się od młodszej znajomej, kierując się pod wiatr. Przybrał pozycje łowiecką, uginając łapy tak, aby brzuch znalazł się nisko przy ziemi, ale nie szurał o podłoże. Zrównał łeb jak i ogon z linią grzbietu, a następnie ruszył ostrożnie przed siebie uważając na wysuszone krzaczki, które nadepnięte lub szturchnięte mogłyby narobić niepotrzebnego hałasu. Węszył i rozglądał się za czymś smakowitym do złapania. Miejmy nadzieję, że czymś większym niż marna myszka czy wróbel.
I will let you_d o w n
I will m a k e you hurt

I_w e a r_this crown of thorns
upon my_l i a r' s_c h a i r
full of broken thoughts
I_c a n n o t_repair

LVL 3 155 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
10
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#89
Tik, tok
Kiedy została przez Iglastego Pazura wybrana na polowanie, szczerze się przestraszyła. Pamiętała, jak kocur krzyczał wtedy na ceremonii. Nie lubiła, kiedy ktoś krzyczał. Mimo to poszła, chodź z obawą, że może zostać skrzyczana przez burego wojownika. Cieszyla ją jednak jedna myśl. Jeśli coś złego się stanie - nie daj Gwiezdny Klanie - to Igła będzie mógł ją obronić prawda? Z resztą... Dobrze dogadywał się z Kijanką i Raczek. Może nie jest taki zły?
Przez większość drogi rozglądała się newrowo dookoła. Mimo, iż już tyle razy przecież chodziła tędy na trening, to zawsze bała się wychodzić na tereny. Z Iglą też nigdy nigdzie nie była, tylko z Zającem...
- T-tak. Na patrolu... Łowieckim - powiedziała po chwili, spoglądając na zielonookiego. Uśmiechał się i wcale nie wyglądał na takiego jak wtedy na ceremonii. Odwzajemniła delikatny uśmiech, po czym życzyła kocurowi ciche "powodzenia..." .
Sama następnie ruszyła na łowy. Tak jak uczył ją syn Twardej Gwiazdy. Skradała się pod wiatr, pamiętając, aby spoglądać co jakiś czas pod łapy. Nie chciała się wywrócić jak na treningu. Jej oddech był ścciszony a zmysły wyczulone, kiedy przemierzała przez tereny. Ciężar ciała spoczął na tylnych łapach, które były tak ugięte aby nie szurać brzuchem po ziemi. Linia grzbietu była zrownana z głową i ogonem. Tylko nie coś niebezpiecznego...
Should I ask myself in the water
What a
warrior would do?
Tell me, underneath my
armor
Am I loyal, brave and true?
Am I loyal, brave and true?

[Obrazek: dbjwx5g-3ee46279-09b3-42d4-80bc-b3bc777a...KQFQBN3RCA]
LVL 5 0 / 400
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
20
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#90
Igła: lvl: 3 | S: 9 | Zr: 10 | Sz: 7 | Zm: 7 | HP: 70 | W: 50
Pijawka: lvl: 2 | S: 4 | Zr: 10 | Sz: 7 | Zm: 5 | HP: 55 | W: 55


Igła nie musiał długo czekać na to, by spostrzec zwierzynę. Przeszedł ledwie parę kroków, gdy zorientował się, iż gdzieś w polu jego widzenia mignęła ruda kita. Niezbyt wielka, a przemieszczająca się zdecydowanie szybko, w stronę pierwszych w okolicy drzew. Była to niewątpliwie wiewiórka, która być może zakopywała tutaj swoje skarby, a może oddawała się zupełnie innym działaniom.

Tymczasem Pijawka nie wyczuła nic. Zupełnie! Jakby okolica była wyludniona, a zwierzyna postanowiła pójść sobie daleko stąd i tam właśnie urządzać jakieś przyjęcia trwające do rana. Tak więc terminatorka musiała szukać dalej, jeśli chciała przynieść coś do obozu.
[Obrazek: PMixttm.png]

We came all this way
But now comes the day
To bid you farewell

Many places I have been
Many sorrows I have seen
But I don’t regret
Nor will I forget
All who took the road with me

LVL 6 255 / 500
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości