Lis już miał się rzucić w stronę odbiegającej Ważki, ale w ostatniej chwili zauważył kolejnego kota. Zawrócił niezbyt zgrabnie i kłapnął zębami, wyrywając Trufli jedynie kilka kłaczków sierści. Za to sam dostał od terminatorki bolesny prezent na boku, gdzie przejechała łapą, że aż zawył z bólu.
Trufla: lvl: 4 | S: 12 | Zr: 16 | Sz: 4 | Zm: 6 | HP: 58-1=57/60 | W: 47-3=44/70
Spadek W do 2/3, zmniejszenie celności o 1
» 0 stopień: niewielki siniak na mordce
» 0 stopień: wyrwane kłaczki z ramienia
Głodny Lis: S: 17 | Zr: 12 | Sz: 12 | Zm: 9 | HP: 78-24=54/80 | W: 53-3=50/65 Spadek statystyk przez walkę 2:1, -2Zr, -2Sz
» 0 stopień: lekkie zadrapanie na policzku pod prawym okiem
» 2 stopień: długa rana cięta na boku; krwawi, -3HP w pierwszej turze, -2HP do końca walki od następnej tury
___
Ważkula: lvl: 2 | S: 4 (9) | Zr: 4 (8) | Sz: 2 (4) | Zm: 2 (5) | HP: 25/60 | W: 43/50
Statystyki obniżone o ¼ przez chorobę 1 stopnia
Statystyki obniżone ponownie o ¼ przez spadek HP o połowę
» 1 stopień: głęboka rana po lisich szczękach na środku ogona; krwawi, -1HP do końca walki » brak infekcji
» 2 stopień: zerwany kawałek skóry z prawej łapy; krwawi, -3HP w pierwszej turze, -2HP do końca walki » brak infekcji
Księżyce: 98 Mistrz: Kunie Gardło †, Muchomorowy Bór †, Rześki Zmierzch, ˙✦Wędrujące Światła˙✦ Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga † [npc] Ojciec: Płonący Liść † [npc] Rodzic: Iskra ♥ † (Roziskrzona Gwiazda) Partner: Serce oddane tylko jednej Trwałe urazy: blizna po psich zębach na grzbiecie, poniżej karku;
Wielka, wysoka i szeroka; długie rude, wręcz ogniste futro, pręgowane tygrysio z dodatkiem bieli na brodzie, piersi, brzuchu, końcówce ogona i czterech łapkach (tylko do kostek, jeden palec rudy u prawej przedniej łapy); wielkie miodowe oczy; różowy nosek; patyczki i liście w sierści to codzienność tak samo z drobinki ziemi, jedynie kwiatki wsadza w nie sama, bo lubi. Lekki krok, praktycznie bezszelestny, a mimo to z gracją.
Tonąca w żałobie, pijąca winę, obmyta w smutku, spokojna, cierpliwa, lojalna, ciekawa świata, nadal starająca się zachować radość i szczęście, rozważniejsza oraz powolna.
Widziałam jak szczęki lisa kłapią w stronę mojego ramienia, a ja w ostatniej chwili zdecydowałam zmienić trajektorie lotu, co poskutkowało tylko wyrwaniem paru kłaczków; moje pazury jednak pomimo tego zadrapały bok lisa w porządny sposób, a ja mruknęłam bardziej skupiając się na tym czy kot, który tu był zdążył już uciec. Nie widziałam go nigdzie co mnie zadowoliło, a ja ponownie zwróciłam uwagę na drapieżnika; tym razem stojąc pysk w pysk z blaskiem głodu w oczach. Rzuciłam się jednak w stronę lisiego boku - tego samego co wcześniej - z nadzieją, że zadrapie lub wgryzę się w rudawe cielsko.
Heartswill xxxxzxxxxzx╰┈➤dream again Lungswill﴾breathe in﴿
Wash awaythesins
It'swhereitbegins
Feet won'txfail you now Arms won'txlet you down Wash awaythesins
Lis był znacznie szybszy od naszej bohaterki. Dziabnął ją po raz kolejny, lecz znów wyrwał jej tylko futro boku. Co za lamus. Trufla z kolei, po raz kolejny zaatakowała ten sam bok lisa, próbując poszerzyć ranę. Niestety przejechała trochę za wysoko, robiąc mu jedynie długie zadrapanie. Szkoda.
Trufla: lvl: 4 | S: 12 | Zr: 16 | Sz: 4 | Zm: 6 | HP: 57-2=55/60 | W: 44-3=41/70
Spadek W do 2/3, zmniejszenie celności o 1
» 0 stopień: niewielki siniak na mordce
» 0 stopień: wyrwane kłaczki z ramienia
» 0 stopień: wyrwane futro z boku
Głodny Lis: S: 17 | Zr: 12 | Sz: 12 | Zm: 9 | HP: 54-10-3=41/80 | W: 50-3=47/65 Spadek statystyk przez walkę 2:1, -2Zr, -2Sz
» 0 stopień: lekkie zadrapanie na policzku pod prawym okiem
» 2 stopień: długa rana cięta na boku; krwawi, -3HP w pierwszej turze, -2HP do końca walki
» 1 stopień: długie zadrapanie na boku; krwawi, -1HP do końca walki od następnej tury
Księżyce: 98 Mistrz: Kunie Gardło †, Muchomorowy Bór †, Rześki Zmierzch, ˙✦Wędrujące Światła˙✦ Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga † [npc] Ojciec: Płonący Liść † [npc] Rodzic: Iskra ♥ † (Roziskrzona Gwiazda) Partner: Serce oddane tylko jednej Trwałe urazy: blizna po psich zębach na grzbiecie, poniżej karku;
Wielka, wysoka i szeroka; długie rude, wręcz ogniste futro, pręgowane tygrysio z dodatkiem bieli na brodzie, piersi, brzuchu, końcówce ogona i czterech łapkach (tylko do kostek, jeden palec rudy u prawej przedniej łapy); wielkie miodowe oczy; różowy nosek; patyczki i liście w sierści to codzienność tak samo z drobinki ziemi, jedynie kwiatki wsadza w nie sama, bo lubi. Lekki krok, praktycznie bezszelestny, a mimo to z gracją.
Tonąca w żałobie, pijąca winę, obmyta w smutku, spokojna, cierpliwa, lojalna, ciekawa świata, nadal starająca się zachować radość i szczęście, rozważniejsza oraz powolna.
Byłam lekko zdziwiona tym jak drapieżnik ma problem w złapaniu mnie mocniej szczękami, chociaż nie narzekałam wiedząc co zrobił kotu, który przed chwilą stąd uciekł; czułam jednak, że zmęczenie w końcu do mnie dopadło aktualnie nie wyglądało jednak na to, bym miała przegrać. Szczególnie kiedy moje pazury mocno podrapały mu miejsce bliżej pleców, niestety nie pogłębiając rany. Nie mając czasu na myślenie ponownie skoczyłam w to samo miejsce tym razem chcąc się również wgryźć w ciało, a nie tylko je zadrapać, zamierzałam być konsekwentna w atakowaniu lisa.
Heartswill xxxxzxxxxzx╰┈➤dream again Lungswill﴾breathe in﴿
Wash awaythesins
It'swhereitbegins
Feet won'txfail you now Arms won'txlet you down Wash awaythesins
Truflowa Łapa dzielnie stawiała czoła lisowi, który próbował chwycić ją za ogon. W pysku trzymał jedynie kępkę futra, wyrwał ją. Ruda terminatorka kolejny raz zaatakowała lisi bok, również wyrywając mu trochę futra. Mogli sobie łapy podać, że tak mozolnie im szło.
Trufla: lvl: 4 | S: 12 | Zr: 16 | Sz: 4 | Zm: 6 | HP: 55-2=53/60 | W: 41-2=39/70
Spadek W do 2/3, zmniejszenie celności o 1
» 0 stopień: niewielki siniak na mordce
» 0 stopień: wyrwane kłaczki z ramienia
» 0 stopień: wyrwane futro z boku
» 0 stopień: wyrwane kłaczki z ogona
Głodny Lis: S: 17 | Zr: 12 | Sz: 12 | Zm: 9 | HP: 41-1-2-1=37/80 | W: 47-2=45/65 Spadek statystyk przez walkę 2:1, -2Zr, -2Sz
Spadek HP do 1/2, zmniejszenie statystyk o 1/4 od następnej tury
» 0 stopień: lekkie zadrapanie na policzku pod prawym okiem
» 2 stopień: długa rana cięta na boku; krwawi, -3HP w pierwszej turze, -2HP do końca walki
» 1 stopień: długie zadrapanie na boku; krwawi, -1HP do końca walki od następnej tury
» 0 stopień: wyrwane futro z boku
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
długa, nastroszona sierść | czekoladowy point | białe znaczenia na pysku i łapach | niebieskie oczy z granatową plamką na lewym
Gwiezdni, Honor, Wicher.
Traszce przeszkadza wiele rzeczy, a już najbardziej nieróbstwo bliźniego swego.
Po zakopaniu lisa, Traszkowy Grzbiet wraca bezpośrednio do obozu. Rana pod gardłem nie przestaje krwawić, a wojowniczka nie jest mysim móżdżkiem, który by bagatelizował obrażenia w takim miejscu. Ale co przewyższa rozsądek w jej nastroszonej główce? Poczucie obowiązku, ot co. Tym można tłumaczyć zmianę kierunku, gdy wiatr przynosi informację o kolejnym lisie. Jednak, gdy z kolejnego podmuchu wyciąga więcej szczegółowych informacji, sierść jej się jeży wzdłuż kręgosłupa z nieco innego powodu. To nie kto inny jak Trufla spędza teraz czas w towarzystwie rudego psowatego.
I może Traszka nie czuje od niej zapachu krwi. Może nie widzi na niej rozległych ran. Może nawet dostrzega, że sytuacja jest pod kontrolą.
Wciąż jednak – Trufla i lis to nie jest zestawienie, które chce oglądać.
Wojowniczka chce skoczyć rudzielcowi na grzbiet i zatopić pazury w jego bokach.
Traszkowy Grzbiet: S: 21 | Zr: 13 | Sz: 5 | Zm: 6 | HP: 34/70 | W: 64/70
» wykorzystane przerzuty w walce: 1/4
» rana 2. stopnia: głębokie i rozległe ugryzienia na szyi (najpierw -5HP, później -3HP)
» rana 0. stopnia: siniak na boku
there u go, z drugiego lisa
Księżyce: 98 Mistrz: Kunie Gardło †, Muchomorowy Bór †, Rześki Zmierzch, ˙✦Wędrujące Światła˙✦ Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga † [npc] Ojciec: Płonący Liść † [npc] Rodzic: Iskra ♥ † (Roziskrzona Gwiazda) Partner: Serce oddane tylko jednej Trwałe urazy: blizna po psich zębach na grzbiecie, poniżej karku;
Wielka, wysoka i szeroka; długie rude, wręcz ogniste futro, pręgowane tygrysio z dodatkiem bieli na brodzie, piersi, brzuchu, końcówce ogona i czterech łapkach (tylko do kostek, jeden palec rudy u prawej przedniej łapy); wielkie miodowe oczy; różowy nosek; patyczki i liście w sierści to codzienność tak samo z drobinki ziemi, jedynie kwiatki wsadza w nie sama, bo lubi. Lekki krok, praktycznie bezszelestny, a mimo to z gracją.
Tonąca w żałobie, pijąca winę, obmyta w smutku, spokojna, cierpliwa, lojalna, ciekawa świata, nadal starająca się zachować radość i szczęście, rozważniejsza oraz powolna.
Jeszcze przed chwilą atakowałam go bez problemu, nawet widziałam krew, poważne rany, a teraz ledwo zostałam z kępkiem futra w zębach; nauczył się, zrozumiał co próbuję zrobić i chciał mi to uniemożliwić, natura nie była wcale taka głupia. Przytuliłam uszy do czaszki, ogon starałam się trzymać przy sobie, ale tak by dawał mi balansować, problem jednak był taki, że nim rzuciłam się na lisa - na jego plecy wskoczyła bardzo dobrze znana mi kocica; serce zabiło mi szybciej, nie byłam pewna czy z admiracji, czy może z przerażenia kiedy widziałam jej bolesną ranę na szyi; musiałam jednak przyznać, że futro we krwi do niej pasowało, wolałabym tylko żeby to była krew kogoś innego.
Wzrokiem wróciłam na lisa, a mój umysł podpowiadał mi jedno: lis musiał zwrócić swoją uwagę na mnie; dzięki temu Traszka miałaby większą szansę pozostać na grzbiecie wygłodniałego drapieżnika. Rzuciłam się w stronę jego szyi, chcąc się wgryźć jak najlepiej mogłam w okolice, które lubiły krwawić; wcześniej rzucając mu piachem w oczy - może była szansa, że trafię. Lepiej dla nas. Dla Traszki. Nie mogłam jej stracić.
Heartswill xxxxzxxxxzx╰┈➤dream again Lungswill﴾breathe in﴿
Wash awaythesins
It'swhereitbegins
Feet won'txfail you now Arms won'txlet you down Wash awaythesins
Lis > atak na Truflę > krytyczny > 4 * 1,5 = 6
atak Lisa na ślepo na Traszkę > nieudany
Trufla > atak krytyczny > 11 * 1,5 = 17
Traszka > nieudany > nieudany > krytyczny > 12 * 1,5 = 18
oślepienie lisa > krytyczne
I dobrze, że Traszkowy Grzbiet przybyła. Może nie na ratunek, bo Trufla sobie radziła, ale chociaż może by dotrzymać już nie takiej nowej wichrzaczce towarzystwa w boju. Lis wciąż był skupiony na rudej kotce, która aż podłaziła mu pod łapy i pysk! Ah, jak cudownie, myślał sobie. Kłapnął pyskiem w momencie, gdy Trufla sypnęła mu piaskiem w oczy. Sam jedynie musnął policzek kotki i wyrwał jej tylko kilka kłaczków. Nic specjalnego. Za to ojej. Lis został zaatakowany z dwóch stron, Trufla, trochę szybsza od Traszki, mocno zagryzła zęby na krtani drapieżnika. Traszka natomiast, wskoczyła sierściuchowi na grzbiet, zostawiając długie szramy po swoich pazurach. Tyle dobrego, że wspólnie go szybko wykończyły i padł nieżywy na leśną ściółkę.
+40exp dla Ważkowej Łapy
+70exp dla Truflowego Noska
+20exp dla Traszkowego Grzbietu
Trufla: lvl: 4 | S: 12 | Zr: 16 | Sz: 4 | Zm: 6 | HP: 53-6=47/60 | W: 39-3-1=35/70
Spadek W do 2/3, zmniejszenie celności o 1
» 0 stopień: niewielki siniak na mordce
» 0 stopień: wyrwane kłaczki z ramienia
» 0 stopień: wyrwane futro z boku
» 0 stopień: wyrwane kłaczki z ogona
» 0 stopień: wyrwane kłaczki z policzka
Traszkowy Grzbiet: lvl: 5 | S: 15 (21) | Zr: 9 (13) | Sz: 3 (5) | Zm: 4 (6) | HP: 34-3=31/70 | W: 64-3/70
Spadek HP do 1/2, zmniejszenie statystyk o 1/4
» wykorzystane przerzuty w walce: 3/4
» 2 stopień: głębokie i rozległe ugryzienia na szyi; krwawi, -5HP w pierwszej turze, -3HP do końca walki
» 0 stopień: siniak na boku
Głodny Lis: S: 12 (17) | Zr: 7 (12) | Sz: 7 (12) | Zm: 6 (9) | HP: 37-17-18-2-1=-1/80ŚMIERĆ| W: 45-3-1=41/65
Spadek statystyk przez walkę 2:1, -2Zr, -2Sz
Spadek HP do 1/2, zmniejszenie statystyk o 1/4
Spadek W do 2/3, zmniejszenie celności o 1 od następnej tury
Zmniejszenie celności o 2 poprzez oślepienie (0/3 tury)
» 0 stopień: lekkie zadrapanie na policzku pod prawym okiem
» 2 stopień: długa rana cięta na boku; krwawi, -3HP w pierwszej turze, -2HP do końca walki
» 1 stopień: długie zadrapanie na boku; krwawi, -1HP do końca walki od następnej tury
» 0 stopień: wyrwane futro z boku
» 2 stopień: głębokie ugryzienie na gardle, krwawi, -5HP w pierwszej turze, -3HP do końca walki
» 2 stopień: głębokie rany po pazurach na grzbiecie; krwawi, -3HP w pierwszej turze, -2HP do końca walki
Księżyce: 98 Mistrz: Kunie Gardło †, Muchomorowy Bór †, Rześki Zmierzch, ˙✦Wędrujące Światła˙✦ Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga † [npc] Ojciec: Płonący Liść † [npc] Rodzic: Iskra ♥ † (Roziskrzona Gwiazda) Partner: Serce oddane tylko jednej Trwałe urazy: blizna po psich zębach na grzbiecie, poniżej karku;
Wielka, wysoka i szeroka; długie rude, wręcz ogniste futro, pręgowane tygrysio z dodatkiem bieli na brodzie, piersi, brzuchu, końcówce ogona i czterech łapkach (tylko do kostek, jeden palec rudy u prawej przedniej łapy); wielkie miodowe oczy; różowy nosek; patyczki i liście w sierści to codzienność tak samo z drobinki ziemi, jedynie kwiatki wsadza w nie sama, bo lubi. Lekki krok, praktycznie bezszelestny, a mimo to z gracją.
Tonąca w żałobie, pijąca winę, obmyta w smutku, spokojna, cierpliwa, lojalna, ciekawa świata, nadal starająca się zachować radość i szczęście, rozważniejsza oraz powolna.
Padł. Dość niespodziewanie i szybko, a ja zostałam sama z myślami, krwią na pazurach, kępkami futra w pyszczku i kotką, której oczu unikałam. Odetchnęłam z ulgą, kły psowatego ominęły musnęły mój policzek, ale mogło być o wiele gorzej; przynajmniej jedna z nas nie była poturbowana; nie podobało mi się jednak, że nie byłam to ja. Traszka krwawiła, dość mocno, a zapach na jej futrze świadczył o innym lisie… czemu było ich tak dużo? Czy to norma, że psy atakowały Grom, a lisy Wicher?
– Chodź… wracajmy do obozu. Poinformuję Kwieciste Grzbiety i Pszczeli Taniec, by przyszli zakopać lisa, ale teraz jesteś ważniejsza – mruknęłam podchodząc do ukochanej i delikatnie liżąc ją w policzek. Gdyby krew nie była jej, powiedziałabym, że pasuje jej do futerka; przy okazji gdybym nie czuła się tak niezręcznie unikając jej wzroku, byłabym skłonna to powiedzieć, jednak to była już kompletnie inna sprawa. Mój wzrok mimo wszystko wędrował po niej z pewną dozą zainteresowania, omijając jej morskie oczka z precyzją, a w głowie błąkały się zamglone myśli - przede wszystkim wspomnień wody, która obmywała moje ciało. – Cieszę się, że nic Ci nie jest. – dodałam po chwili, patrząc w stronę obozu, do którego miałam nadzieję ruszyć wraz z Traszką.
zt?
Heartswill xxxxzxxxxzx╰┈➤dream again Lungswill﴾breathe in﴿
Wash awaythesins
It'swhereitbegins
Feet won'txfail you now Arms won'txlet you down Wash awaythesins
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
długa, nastroszona sierść | czekoladowy point | białe znaczenia na pysku i łapach | niebieskie oczy z granatową plamką na lewym
Gwiezdni, Honor, Wicher.
Traszce przeszkadza wiele rzeczy, a już najbardziej nieróbstwo bliźniego swego.
Gdy lis pada martwy, Traszkowy Grzbiet ląduje obok bez gracji, ale przynajmniej na cztery łapy. Oddycha ciężko, a ziemia pod opuszkami zdaje się uciekać spod jej palców. Jednak czekoladowa pointka stoi twardo i gdy już jest pewna, że bok rudzielca jest nieruchomy, przenosi uwagę na drugą rudą, dużo bliższą jej, sylwetkę. Szuka wzrokiem poważniejszych ran, ale ich nie znajduje – to dobrze. Odczuwa ulgę, ale też krztę irytacji na samą siebie za ranę na gardle.
Słowa Trufli przyjmuje jednym uchem, a na liźnięcie odpowiada machinalnie – ocierając się krótko o rudy policzek.
– Ruda strawa wron, jak szczurów ich. – fuka pod nosem. Nie można tego nazwać szturchnięciem, ledwo zahacza bokiem o puchate kłaczki, ale nie można odmówić temu gestowi intencjonalności. Zaproszenie do marszu. Skoro zakopanie lisa zostawiają komuś innemu (nie czuje się z tego powodu źle, dopiero co zakopała jednego), nie ma co zwlekać z powrotem do obozu. Komentarz kotki traktuje krótkim mruknięciem. Nie nazwałaby tego niczym. Ale po prostu zmienia temat. – Nic ciebie nie boli? Nie walnął ciebie gdzieś mocniej?
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Spacer z Korzeniem był miłą sprawą. Bez dwóch zdań. Ale byłby jeszcze milszą, gdyby bury był w stanie znaleźć jakikolwiek temat do rozmowy, gdy poprzedni wygasł. A tymczasem, nim jakakolwiek myśl zawitała w jego głowie, pojawiła się mgła. Oczywiście krajobraz przed nimi był równie klarowny co kilka uderzeń serca temu, ale wnętrze Iskry w żadnym razie. Z każdym kolejnym krokiem czuł się gorzej, chociaż nie potrafił określić w jaki sposób. Chyba w taki... nieobecny? Nie wiedział.
Gdzieś przed nimi Płaczące Wierzby pochylały się nad ciałami poległych Wichrzaków. Tam leżała jego matka, większość znajomych. Tam powinno leżeć jego lustrzane odbicie, w przyszłości, a tymczasem zniknęło idealnie by zdechnąć w rowie jak pies. Gratulacje. Nie zamierzał iść w jego ślady, ale co dalej w takim razie. Czy to już była pora na wybranie miejsca pochówku?
Wszystkie myśli tonęły w gęstej mgle.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Wyszli z obozu i tak naprawdę cisza zapadła dość prędko, a Korzeń nie był pewien nawet czy przeszkadzało mu to aż tak bardzo, czy może jednak było dobre na zebranie myśli. Tylko problem pojawiał się, że z każdym uderzeniem serca myśli się wcale nie zbierały, a on nie miał pojęcia jak zacząć jakikolwiek temat. Tyle się wydarzyło przez ten obieg pór, że nawet nie był pewien gdzie zacząć i co dokładnie powiedzieć. Od siebie? Jaśmina? Nie. Nie chciał od razu tak. Od faktu, że kwestionował co mama robiła jako Przywódca? Że niektóre jej wybory były dla niego dość dziwne? Też nie. Przecież to nie jest spacer, by wytykać błędy. Problem jednak był taki, że nagromadziło się tych tematów i zaczęcie od czegokolwiek było ciężkie.
Miał już otwierać pysk, powiedzieć cokolwiek, ale kiedy odwrócił wzrok w stronę Roziskrzonej Gwiazdy zauważył, że też gdzieś zniknęła, jakby była nieobecna. Ach, dwóch doświadczonych Wojowników, jeden jest Przywódcą i odpływają na terenach we własne myśli jakby nic ich zabić nie mogło. Teoretycznie tylko jego mogło, ale… no. Nigdy nie mów nigdy. Podszedł bliżej mamy i otarł się o jej bok, a następnie delikatnie smyrnął ją nosem w kark.
– Jak… się trzymasz?
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Bliskość Korzenia była miła, ale nie starczyła by rozgonić mgłę. Horyzont był równie realny co Srebrna Skórka – trzeba było wierzyć, że gdzieś tam przed nimi się znajdował. Chociaż co tu dużo mówić, nawet na cztery susy do przodu mogło rosnąć drzewo, o którym bury by się przekonał dopiero rozpłaszczając sobie nos o jego korę.
Samo pytanie było... było, tak. Jak się trzymał? Chyba było widać? Gwiezdni, miał nadzieję, że nie dawał po sobie poznać aż tak bardzo. Jako przywódca był chociaż tyle winien klanowi, reprezentowanie się jak funkcjonalny kot, a nie zmięta kępka mchu w kącie kociarni. Pod względem mentalnym, znaczy się. Żyli w lesie, jakby wymagali jeszcze czystych łapek na każdym kroku to chyba musiałby się wybrać do Szepczącej Sadzawki i zrzec rangi.
– A ty? – odbił pytanie, by po paru krokach zorientować się, że żadna z myśli nie przełożyła się na faktyczną odpowiedź. Zmarszczył brwi. – Znaczy, jest w porządku. A ty? Ktoś ci dokucza? Twoi terminatorzy, łapa, Zajęcze Ucho?
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Najpierw pytanie. Dodatkowo kompletnie ignorującego jego własne, nie bardzo wiedział jak na to zareagować, było aż tak źle?
– Dokucza – powtórzył z lekkim śmiechem, przypominając sobie ile miał już księżyców na karku, wzrok który posłał mamie chyba też wskazywał na to, że trochę przesadzała. – Łapa co najwyżej. Ostatnio jest gorzej, raczej mój czas biegania jak jeden z wichrzaków się kończy, ale trenować jeszcze mogę. Mówiłem, ta trójka co mam i koniec — powiedział wesoło. – Nauka walki nie jest już taka prosta, poza tym wierzę, że są w tym klanie jakieś koty które dadzą radę wytrenować dobrych Wojowników… Zaćmiona Łapa wydaje się dziwny. Zna materiał, ciężko mu nie przyznać, ale nie wiem czy nadaje się do kociąt, a to jednak dzieci się dostaje pod opiekę, kiedy są mianowani. Nie jestem jeszcze pewny swojej opinii, ale aktualnie go jeszcze trzymam, widzę potencjał w niektórych… miejscach. – Gadał. Dużo. Gadał i co w sumie z tego? Nie on miał mówić. – Wiem, że przeżyłaś zniknięcie wujka – wypalił bez pomyślunku, ale jednak to zrobił. Zatrzymał się i poważnie spojrzał na mamę, ile zamierzali skakać i udawać, że nic się nie działo? – Jak się trzymasz? – Ponowił pytanie i miał nadzieję tym razem dostać szczerą odpowiedź.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Przechylił lekko łeb, nie zgadzając się z Korzeniem. Dalej był małą, szarą kępką mchu w jego oczach, dokuczanie takiej wcale takie trudne przecież nie było. Ale na tym chyba kończyłaby się ta niewerbalna część rozmowy, bury skupił się odpowiedzi. Na tyle na ile był w stanie, ale lepiej niż przed chwilą. Słów było dużo, ale dawał radę, zapamiętywał na później o co dopytać, by nie reagować jedynie zmianami w ekspresji podczas słuchania, ale też faktycznie jakoś się odnieść. Aż do teraz.
Zatrzymał się gwałtownie w miejscu.
Jeśli Korzeń nie ociągał się z zatrzymywaniem i obracaniem po zadaniu swojego pytania, mógł zauważyć niedowierzanie w dwukolorowych oczach. Zraniony bury prędko jednak wbił wzrok w ziemię obok jasnych palców. Bliżej mu było teraz do obrażonego kocięcia niż do dojrzałego (nieco przejrzałego, powoli rozpoczynającego procesy gnilne wręcz) przywódcy, szczególnie gdy ciemna końcówka kity zaczęła lekko drgać.
– W porządku. – powtórzył z naciskiem. Dla odmiany, rozwinął. – Odszedł bez słowa? Proszę bardzo. Chce umrzeć gdzieś w rowie z dala od rodziny? Proszę bardzo. Chce tym udowodnić nie wiadomo co? Proszę bardzo. Proszę bardzo, niech robi co chce, mam cały Klan na głowie i nie mogę biegać za jednym, obrażonym kocięciem. – bruzda na czole tylko się pogłębiała z kolejnymi prychnięciami. – Znaczy, przepraszam, nie kocię. Stary pryk, który poślizgnie się na polowaniu, złamie łapę, trafi na drapieżnika, cokolwiek. Więc gratuluję, naprawdę mądra decyzja, z pewnością przemyślana.
Jedno uderzenie serca, drugie, trzecie.
– Czemu Zaćmiona Łapa wydaje ci się dziwny? Myślisz, że narażałby terminatorów czy że wciskałby im głupoty do głowy? W jakim sensie się nie nadaje? – zmienił temat. Znaczy w swoim mniemaniu, wrócił do poprzedniego po zakończeniu tematu samopoczucia.